środa, 8 lipca 2009

8. Refuge

- Coś ty Naruto taki pochmurny? – Zagaiła go Sakura, gdy wszyscy siedzieli już przy stole. Sasuke rozmawiał z ojcem dziewczyny, a jej matka krzątała się po kuchni podśpiewując coś pod nosem. Naru spojrzał markotnie na przyjaciółkę.
- Sasuke poukładał mi rzeczy – poinformował różowo-włosą grobowym tonem. Wychodziło mu już to prawie tak dobrze jak brunetowi. Uśmiechnął się krzywo. Z kim przestajesz takim się stajesz, jak to mówią.
- No to chyba dobrze.
- Tak. Są teraz pod łóżkiem i zapoznają się bliżej z karaluchami.
- Nie mamy karaluchów.
- No to od teraz będziecie mieli! – Syknął w jej stronę chłopak z zaciętością równą gladiatora starał się przekroić tępym jak drut nożem kawałem czegoś co miało chyba przypominać rybę. Zresztą wolał nie wnikać co zaoferowała mu matka dziewczyny. Miał tylko nadzieję, że nie było tam żadnej trutki, czy środka przeczyszczającego…
- Przestań gadać bzdury i jedz – mruknęła do niego spuszczając głowę, gdy zauważyli, że ich rozmowie przysłuchiwała się reszta domowników.
- Geylord?
- Tak tato?
- Powiedz mi z łaski swojej, dlaczego zafarbowałeś sobie włosy na różowo?
- Ponieważ płatki Sakury mają kolor różowy.
- A co to jest Sakura? – Do rozmowy włączyła się matka. Mówiła do dziewczyny nieco milszym tonem, niż jej ojciec.
- To kwiat wiśni, który kwitnie w Japonii.
- Moja córka nazwała się jak drzewo?! – Ojciec spojrzał na nią jakby zobaczył kryminalistkę i psychicznie chorą w jednym.
- No chyba lepiej jak się nazywa Sakura, niż Geylord. – warknął Naruto patrząc na pastora. Cholera, jakoś wyjątkowo nie mógł przetrawić tego faceta.
- Nie odzywaj się niepytany!
- To wolny kraj! Będę się odzywał kiedy mi się podobał! – Wykrzyknął Naruto zamaszyście odsuwając krzesło. Spiorunował jeszcze wzrokiem stół, po czym wybiegł trzaskając drzwiami tak, że o mało nie wyleciały z futryn. Nie myślał teraz o tym, że jak wróci to pewnie go wyrzucą. Nie myślał o tym, że przez niego cały plan szlak trafił i że teraz będą musieli szukać nowego schronienia. Nie myślał teraz o niczym innym, niż o swoim gniewie. Dawno temu przysięgną sobie, że nikt nie będzie go traktował jak śmiecia. Jak kogoś gorszego. Zacisnął pięści tak mocno, że aż mu zbielały kostki. Przypomniała mu się sytuacja z Sasuke, zaraz na początku znajomości z Sakurą. Jak z nią rozmawiał. Uzumaki wtedy poczuł się podobnie, ale to oni przecież teraz stali się jego przyjaciółmi. To było tylko nieporozumienie. Wyolbrzymienie sprawy. Nie to co zaszło przed chwilą…
Odwrócił się patrząc na dom, który stawał się coraz mniejszy. Trudno sam znajdzie klucz. Będzie spał na pustyni, ulicy, gdziekolwiek! Ale nie wróci już do tego domu. Nie miał więcej zamiaru oglądać tego homofoba… tego…
- Jesteś największym debilem jakiego znam – usłyszał za sobą znajomy głos.
- Odwal się ode mnie! – Krzyknął, nawet się nie odwracając i poszedł dalej.
- Co teraz zrobisz?
- Idę szukać klucza!
- Niby gdzie?
- Na pustyni! – Spojrzał na Sasuke, który stał kilka kroków od niego. Jego oczy były niesamowicie chłodne.
- Powiedz mi matole, jak niby znajdziesz ten jebany klucz, jak nawet nie wiesz, jaki to klucz do kurwy nędzy! – Uchiha podszedł do niego i złapał za ramię. – A teraz później ze mną i przeprosisz tego chuja! – Pociągnął go w stronę domu Sakury, ale Naruto opierał się.
- Nie pójdę tam!
- Pójdziesz.
- Nie! Puszczaj mnie! Puszczaj! – Zaczął się wyrywać, jednak Sasuke trzymał go zbyt mocno. Nie wytrzymał. – Mówię ostatni raz – przemówił głosem Kyuubiego. Brunet przystanął patrząc z niedowierzaniem na swoją dłoń. Pojawiły się na niej lekkie ślady po oparzeniu.
- Co ty wyprawiasz…?!
- Naruto już ci powiedział. Nie mam zamiaru powtarzać, a teraz odejdź muszę go nakierować na moją zgubę.
- Nigdzie nie pójdziesz.
- Jesteś taki pewien? – Zapytał i powoli z jego ciała zaczął wydobywać się ogień.
- Nie zniszcz wszystkiego. Zabijesz mnie i siebie Naruto. Uspokój się. Obiecałeś mi coś, pamiętaj – Czarnowłosy pomimo tego, że starał się mówić spokojnie, patrzył wściekle na chłopaka przed nim. – Naruto jesteś moją jedyną nadzieję. Jeśli mi nie pomożesz to zginę – powiedział w końcu zbliżając się do niebieskookiego. Przedarł się przez gorące powietrze i złapał go za ramiona. Ciało Uzumakiego płonęło. Chłopak patrzył na niego nieprzytomnym wzrokiem.
- Jednak wróciłeś – usta mężczyzny wygięły się w półuśmiechu.
- Nie wrócę tam – Naruto spojrzał na niego słabo i przytrzymał się klatki piersiowej bruneta.
- Dlaczego?
- Bo nie ma zamiaru go oglądać. Nikt nie będzie mnie traktował w taki sposób! – Przewiesił rękę przez ramiona Uchihy, który podtrzymał go w pasie.
- Czemu jesteś taki słaby? – Zapytał po chwili idąc powoli w przeciwnym kierunku niż dom Sakury. To uspokoiło trochę Uzumakiego.
- Zawsze gdy się zjawia odbiera mi trochę energii. Nauczyłem się go kontrolować, ale wciąż jest cholernie silny. Silniejszy niż cokolwiek na tym świecie – uśmiechnął się delikatnie, a Sasuke drgnął.

~~***~~

Silniejszy… Najsilniejszy… Kim jest ten kto chroni Naruto, do wszystkich kurw świata?!
- Pójdziemy teraz do biblioteki? – Zapytał po chwili blondyn już nieco pewniej stawiając kroki.
- Tak, ale później będziesz musiał go przeprosić. To najlepsze schronienie do jakiego mogliśmy trafić. Tu ledwo telewizor odbiera!
- To czemu niby mają supermarket i te inne bajery?
- Nie wiem, to chyba zależy od przekaźnika. Ale nie rozumiesz?! Dzięki temu nas nie znajdą. Żadne elektryczne urządzenie nie pokaże im gdzie jesteśmy. Musimy tu zostać, choćby nie wiem co. – Naruto westchnął. Muszą tutaj zostać. Muszą zrobić wszystko by tutaj zostać.
- Niech ci będzie. Ale pierwszy i ostatni raz daję za wygraną. Pamiętaj.
- Jasne – prychnął, jednak uśmiechnął się.

Kiedy doszli do biblioteki zobaczyli dość duży, stary, zabytkowy budynek. Ludzie wchodzili do niego i wychodzili. Nikt nawet nie zwrócił na nich uwagi.
- Eee… skoro to takie zadupie, to czemu mają taką bibliotekę? – Zapytał Naruto, gdy weszli do środka.
- Ona wcale nie jest taka duża.
- Nie?
- Mogłaby się zmieścić pięć razy w bibliotekach Nowego Jorku. Czego będziemy szukać?
- No tego klucza. – Naruto popatrzył na niego jak na idiotę. Sasuke westchnął ciężko.
- Wyobraź sobie, że nie ma tutaj takiego działu jak: klucze, których nie wolno odnaleźć. Chodź najpierw w Internecie znajdziemy coś o artefaktach chińskich. Bo to chińskie pewnie będzie nie?
- Tak. Jacyś wojownicy wykradli to i ukryli.
- Chodź – Uchiha pociągnął go w stronę kilku starych komputerów.
- Sasuke… ja wiem, że mamy niby dużo czasu, no ale… - Mruknął Naruto po pół godzinnych próbach uruchomienia googli. – Sprawdzę książki.
- Pójdę z tobą- Mężczyzna najwyraźniej dał za wygraną, ponieważ kopnął w komputer , który przewrócił się na podłogę. Kilka głów odwróciło się za nimi. Po chwili podeszła do nich starsza kobieta.
- Proszę to podnieść.
- Niby dlaczego? Tu nawet skurwiony Internet nie idzie! – Syknął w jej stronę ciemnooki, patrząc na nią groźnie. Naruto momentalnie znalazł się przy nim.
- Chodź. – Odciągnął go od kobiety i poprowadził do najdalszego kąta Sali. Bibliotekarka krzyczała jeszcze coś za nimi, jednak w końcu dała za wygraną. Na szczęście nikt nie kwapił się pomóc wymierzyć im sprawiedliwość. Nawet jako takiej ochrony nie posiadali. Uchiha uśmiechnął się kpiąco. A później się dziwić, że nawet Internet tutaj nie idzie.
- Jak teraz niby to znajdziemy, co?
- Patrz tutaj jest dział o kulturze azjatyckiej.
- To wszystko? – Sasuke uniósł sceptycznie brew. – Nie chce mi się tego czytać.
- Będziemy przeglądać. – Blondyn zabrał pierwszą książkę z brzegu i usiadł na podłodze.
- Czemu nie mogli ci czegoś więcej powiedzieć o tym zasranym kluczu? – Uchiha ulokował się koło chłopaka, jednak nie wziął książki.
- Bo moim zadaniem jest znaleźć o nim jak najwięcej informacji. To sprawdzian moich umiejętności.
- A jak ci się nie uda?
- Wysłali kilku mnichów. Nie jestem jedynym. Najlepszy zasiądzie w Radzie.
- No to wyśledźmy tych twoich kolegów i jak zdobędą klucz to ich ciachniemy i będziesz go miał. Szybko i sprawnie.
- Oni są w innych częściach świata. – burknął chłopak patrząc z zafascynowaniem na jakiś zwój namalowany na żółtych kartach księgi.
- A ty wspaniałomyślnie wybrałeś Amerykę, co? – w odpowiedzi otrzymał jedynie kiwnięcie głową. – Jesteś matołem. – Sasuke również wziął pierwsze lepsze tomiszcze do ręki. Czeka ich długi dzień. Cholernie długi dzień. Zajebiście.

~~***~~

Po kilkunastu godzinach spędzonych na czytaniu, przeglądaniu i zapoznawaniu się z historią Chin w końcu opuścili bibliotekę Miles City.
- Że też czytanie tak męczy – Naruto ziewnął i przetarł ręką zmęczone oczy.
- Właśnie dlatego nie zostałeś intelektualistą młotku – zauważył i uśmiechnął się sarkastycznie, gdy wyminął pięść sunącą w jego stronę.
- Gdzie idziemy?
- Do domu, a gdzie możemy iść?
- Tam jest Sakura. – Blondyn wskazał na dziewczynę, która rozmawiała w gronie ludzi, mniej więcej w jej wieku. Stali pod barem – Idziemy? – wyszczerzył się w stronę bruneta, który skrzywił się nieznacznie na ten pomysł.
- Nie. – Wyminął chłopaka i skierował się w stronę domu.
- O Sasuke! Sasuke! Chodź tu na chwilę kochanie! – przystanął i przymknął oczy. Poczuł jak Uzumaki chichocze za jego plecami. Chyba jej pomachał, bo dziewczyna zaczęła wołać również jego.
- Tee draniu, coś ci chyba nie wyszło – poklepał go po ramieniu. Sasuke zaczął gromadzić moc. Najpierw gnił cały dzień w bibliotece, teraz jeszcze będzie musiał siedzieć ze zjebanymi znajomymi dziewczyny. Co to, to nie! Odwrócił się wściekły i zobaczył niebieskie oczy obserwujące go bacznie… bardzo blisko jego twarzy. – Nie zrobisz tego – szepnął w usta mężczyzny, który patrzył na niego w szoku. Blondyn nawet go nie dotykał, ale czuł jego zapach. Taki intensywny, odurzający. Dlaczego wcześniej nie zwracał na niego uwagi? Poczuł jak Uzumaki łapie go za rękę i ciągnie przez ulicę do grupy młodych ludzi. Jakiś samochód strąbił ich, zatrzymując się tuż przed nimi, ale to teraz nie było ważne. Złapał mocniej dłoń niebieskookiego.
- Poznajcie mojego narzeczonego – Sakura uśmiechnęła się do niego przymilnie – Sasuke poznaj moich przyjaciół. – Uchiha spojrzał na wszystkich po kolei. Wyszczerzone gęby patrzyły na niego z uznaniem.
- Jej Sakura, nie wiedziałam, że on jest taki przystojny – powiedziała jedna z koleżanek różowo-włosej nie mogąc oderwać od niego wzroku. Brunet spojrzał na nią chłodno. Kolejne psychiczne wielbicielki do kolekcji? – pomyślał z niesmakiem patrząc na jej tłuste włosy i twarz, która nie należała do najładniejszych.
- A ten to kto? – Zapytał jakiś mężczyzna wskazując Uzumakiego.
- To mój przyjaciel Naruto.
- Hej! – Chłopak wyszczerzył się do wszystkich.
- Miło poznać – facet uścisnął blondynowi dłoń.
- I wzajemnie.
- To co, będziemy tutaj tak stać? Chodźby może do knajpy?
- Tak, świetnie! – Sakura wzięła Sasuke pod ramię i wszyscy skierowali się w stronę czerwonego budynku, pod którym stali. Uchiha zadbał, żeby niebieskooki szedł zaraz koło niego. Ale ten i tak zdawał się nie zwracać na niego uwagi, zajęty rozmawianiem z facetem, który go zauważył. Czarnooki zerknął na nich kątem oka, coraz bardziej poirytowany. Jeszcze szczebiocące wokół niego dziewczyny! Zaraz go szlak trafi, a jak nie szlak to chętne usta Sakury, która stara się pokazać swoim koleżanką jak dobrze całuje jej narzeczony. Gdy weszli w końcu do baru, skierowali się do stolika w kącie. W pomieszczeniu było dość dużo ludzi, którzy śmiali się, pili piwo i tańczyli. Wszyscy zdawali się nie przejmować życiem, ciesząc się chwilą. Brunetowi jakoś trudno było iść za ich przykładem, gdy wokół było tylu denerwujących gęb. A najgorsze było to, że ta najwięcej wkurzająca nie zwracała teraz na niego uwagi…
- Sasuke jest biznesmenem – oznajmiła zgromadzonym Sakura, już któryś raz z kolei.
- Och to takie romantyczne! – Pisnęła jakaś mała dziewczyna popijając piwo i uśmiechając się do niego słodko. Nie miał pewności, czy skończyła nawet piętnaście lat.
- Prawda? – Tym razem nie zdążył zrobić uniku ponieważ siedział pod ścianą. Usta dziewczyny spoczęły na jego policzku. Gdy się w końcu oderwała poczuł lepką maź. Z wyrazem obrzydzenia starł ją z twarzy i spojrzał z wyrzutem na niebieskookiego, który wciąż rozmawiał z tych facetem. Kto to w ogóle był, do kurwy nędzy? Uchiha spojrzał na niego z mordem w oczach, a później na blondyna. Ten matoł widział cokolwiek innego od swojego rozmówcy?!
- Muszę do toalety, przepraszam na chwilę. – Sasuke jakoś się przecisnął przez rząd dziewcząt, które piszczały cicho, gdy starał się przepchać. Jak już mu się to udało i wyszedł spod ściany, przechodząc otwarł się delikatnie o plecy blondyna. Miał nadzieję, że matoł załapie. Skierował się szybko do łazienki. Po kilku minutach ku jego uldze do kibla wszedł również i niebieskooki.
- Co?
- Nie mam zamiaru tutaj gnić! – Syknął w jego stronę rozglądając się po pomieszczeniu. Kilka rozlatujących się pisuarów, dwie kabiny, kilka umywalek i wielkie lustro. Naprzeciwko nich zaś niewielkie okienko – ziemia obiecana Sasuke.
- Ale mi się podoba, ja nigdzie nie idę! – Naruto jak na złość założył ręce na piersi i spojrzał z uporem na bruneta. Mężczyzna warknął i nie czekając na nic złapał blondyna w pasie.
- Chcesz czy nie pójdziesz ze mną – mruknął i starał się wcisnąć blondyna przez małe okienko. Ten jednak bronił się jak mógł, łapiąc się ścian toalety. Ku nieszczęściu mniejszego chłopaka jego nogi znajdowały się już na zewnątrz.
- Puszczaj mnie draniu! Puszcza… - zamilkł, gdy usłyszeli głosy za drzwiami.
- Szybko! – Zanim Uzumaki zdążył zareagować już znajdował się na zapleczu knajpy.

~~***~~

W małym zaułku znajdowało się również wiele kartonów i kontenerów. Gdzieś było wejście do kuchni, pomyślał Naru z zamiarem zwiania od Sasuke i powrocie do knajpy, gdy ktoś przyparł go do muru.
- Co robisz teme?! – Wrzasnął blondyn na całe gardło, gdy zobaczył twarz Uchihy przed sobą.
- Zamknij się już, do cholery!
- Nie! Nie będziesz sobie robił ze mną co będziesz chciał, kumalski?! – Znów się szarpnął, jednak to nic nie dawało.
- Ej tam ktoś chyba jest! – Usłyszeli po drugiej strony. Niebieskooki poczuł jak Sasuke przyciska go mocniej do muru. Całym swoim ciałem.
- Tak! Proszę mi pomóc! Jestem tutaj! – Wrzasnął chłopak mając już serdecznie dość zachowania Uchihy. Co on sobie myśli, że będzie jego zabawką, z którą może zrobić co mu się podoba?!
- Nie możesz się chociaż na chwilę zamknąć?! – syknął przybliżając się do niego niebezpiecznie blisko.
- Nie jesteś w stanie mnie uciszyć!
- O ile się założysz? – Polizał delikatnie szyję blondyna, który drgnął. Czarnooki zdawał się w ogóle nie zauważać jakiegoś faceta, który rozglądał się w oknie. Nie przyszło mu pewnie na myśl, żeby spojrzeć w dół, gdzie stali.
- O… - nie dokończył jednak bo dalsza część wypowiedzi została stłumiona przez usta Sasuke. Mężczyzna naparł na niego całym ciałem. Niebieskooki czuł każdy jego mięsień przez koszulę. Brunet zaczął składać mocne pocałunki na jego wargach. Sasuke zawsze pachniał tak męsko, tak… intensywnie. Naruto jęknął czując język jeżdżący niecierpliwie po jego wargach. Po chwili czarnooki już badał wnętrze ust chłopaka. Boże jak przyjemnie… Uzumaki otarł się zmysłowo o biodra mężczyzny. Niech nie przestaje… zrobi wszystko co zażąda, ale niech nie przestaje…
- Oh! – westchnął w jego usta, gdy poczuł kolano między nogami. Kolano sunęło coraz wyżej i wyżej, aż udo Uchihy dotknęło krocza chłopaka. Ten podniósł nogę i zaplótł ją o tył nóg bruneta. Mężczyzna złapał go za udo i podniósł niego wyżej.
Ahh… Sasuke
W końcu również włączył się do zabawy. Siłował się z czarnookim o dominację. Ich języki splotły się w szaleńczym tańcu. Powoli zaczynało im brakować powietrza. Ruchy stawały się chaotyczne i niecierpliwe.
Jeszcze chwilę… wytrzymaj jeszcze chwilę. Miał surrealistyczne wrażenie, że gdy się tylko do siebie oderwą Sasuke rozpłynie się w powietrzu. Teraz był taki… taki… niesamowity. Wręcz magiczny. Uchylił lekko powieki patrząc na jego twarz. Nie dziwił się, że podobał się wszystkim koleżankom Sakury. Poczuł jak brunet zaczyna się od niego oddalać. Po chwili spojrzał na niego. Jego oczy nic nie wyrażały. Były… tak samo chłodne jak zawsze.
- Sasu…? – Zapytał z niedowierzaniem. A jeśli to nie był on? Jeśli…?
- Zamknąłem ci usta – uśmiechnął się z satysfakcją masując udo blondyna, które cały czas trzymał opierając o swoje biodro. – Jaką dostanę nagrodę? Wygrałem zakład.
- Ja byłem nagrodą! – Prychnął niebieskooki oblizując usta. Po zastanowieniu musnął usta czarnookiego i wymknął się z jego uścisku.
- Idziesz? – odwrócił się do Sasuke, który stał patrząc na ścianę, gdzie przed chwilą stał blondyn.
- Gdzie?
- Do knajpy.
- Mówiłem ci, że tam nie wrócę – warknął i już miał podejść do chłopaka, jednak ten zniknął za drzwiami kuchni. Uzumaki uśmiechnął się, gdy poczuł pierś Sasuke na plecach.
- Czeka cię kara.
- Myślisz?
- Tak! A teraz idź już w końcu – popchnął go przez środek kuchni. Pracownicy patrzyli na nich dziwnie, jednak nie odezwali się, gdy zobaczyli, że kierują się do wyjścia.

- Sasuke? Sasuke co tak długo! Już myślałam, że się coś stało! – Krzyknęła w ich stronę różowo-włosa, gdy tylko pojawili się na horyzoncie. Ciemnooki spojrzał groźnie na blondyna, który uśmiechnął się tylko delikatnie. Musnął palcami jego dłoń.
- Lepiej szybko znajdź jakąś wymówkę – szepnął zanim usiadł naprzeciwko pustego miejsca, gdzie zaraz potem spoczął Uchiha.
- Zadzwonił mój telefon. Sprawy biznesowe – mruknął, a Naru przygryzł wargę. Palant, jak on tak szybko mógł wymyślić wymówkę? I dlaczego, do jasnej cholery wszyscy patrzyli w niego jak w obrazek?!
- Sasuke jest taki zapracowany.
- Och tak na pewno. A gdzie pracujesz?
- W Toshibie.
- Tak?! To wspaniałe mam tam szwagra. Powiedz tylko, a załatwi ci jakiś awans – pisnęła jakaś panienka. Uchiha spojrzał na nią z grobową miną. Sakura poruszyła się nerwowo, a Naru jakoś nie mógł oderwać wzroku od bruneta. Miał takie ostre rysy twarzy, bladą cerę i czerwone usta. Tak niesamowicie czerwone jak… krew. Nagle jego oczy rozszerzyły się w przerażeniu. Sasuke smakował krwią. I czymś jeszcze, ale krwią. Intensywną, ostrą i odurzającą krwią.
Resztę wieczoru wciąż patrzył na ciemnookiego. Nie mógł skupić się na żadnej rozmowie. Na niczym prócz niego.
Sasuke smakował krwią.

~~***~~

- Dowiedziałem się, że można wypożyczyć książki. Pożyczyłem od jednej dziewczyny kartę. Będziemy mogli iść czytać w jakieś wygodniejsze miejsce – powiedział Sasuke z błyskiem w oku patrząc na blondyna. Od przyjścia z baru nie odezwał się do niego ani słowem. Nawet na niego nie krzyknął! Brunet zaczął się poważnie niepokoić. – Ej co ci jest młotku? – Podszedł do leżącego na łóżku chłopaka. Ukucnął przy nim. Naruto patrzył przed okno w dachu na rozgwieżdżone niego. – Młocie! – Pomachał mu ręką przed twarzą.
- Wiesz, że smakujesz krwią? – zapytał w końcu, nawet nie patrząc na Uchihe.
- Co?
- Mówiłeś mi, że pachniesz krwią. Twoje usta również nią smakują. Dlaczego?
- Dlaczego? – Brunet uśmiechnął się ironicznie. – A jak myślisz?
- Temu, że tyle zabijasz? – W końcu spojrzał na mężczyznę, który pokiwał tylko z politowaniem głową.
- Jesteś matołem wiesz? – szepnął i pochylając się pocałował czoło chłopaka. – Dobranoc młocie.
- Ale…
- Śpij bo jutro nie wstaniesz.

sobota, 4 lipca 2009

7. Refuge

Rozdział wcześniej ze względu na prośbę Naruki-chan. Mam nadzieję, że Hibari również zdąży przeczytać ^-^

Kiedy wrócili, dziewczyna już na nich czekała przed drzwiami do domu. Dłubała w zębach i patrzyła na swoje buty.
- I jak poszło? – Zagaił blondyn, gdy weszli na posesję.
- Hmm… dobre pytanie.
- Wyrzucił cię z domu? – Zapytał Sasuke bez ogródek stając przed dziewczyną.
- Nie. Powiedział, że mogę zostać. W końcu jestem jego dzieckiem, nie może mnie wyrzucić. Ojciec chce cię poznać, dlatego zaprosił nas na kolację. Pewnie będzie się pytał, czy nie przeszkadza ci to kim jestem.
- A ty się boisz co powiem? – Bardziej stwierdził niż zapytał.
- Tak.
- Nie martw się. Nie jestem aż takim chamem na jakiego wyglądam.
- Nie? – Naru spojrzał na bruneta jakby właśnie powiedział, że on kiedyś był zakonnicą, która zgrzeszyła z gejem i teraz mają syna.
- Dla ciebie jestem – uśmiechnął się do niego złowieszczo i pstryknął w nos. Blondyn się naburmuszył.
- Spadaj!
- Geylord! Chodź do stołu! Przyszli już twoi przyjaciele? – Z domu rozbrzmiał piskliwy głos matki Sakury.
- Tak, już idziemy! – Odkrzyknęła jej dziewczyna. Miała bardzo podobny ton do swojej matki. Jej jednak był nieco mocniejszy. Naruto zachichotał.
- Nie wiem czemu zmieniałaś imię. Geylord brzmi tak… tak rasowo. – Przyjaciele spojrzeli na niego. W oczach Sakury zobaczył szczerą nienawiść, gniew, który wkrótce go zabije. W oczach Sasuke… rozbawienie. Chociaż miał grobową minę, pewnie śmiał się teraz w duchu z żartu blondyna.
- Jeszcze jedno słowo, a będziesz jadł z psami – warknęła i weszła do domu.
- Na kolacji raczej się hamuj – ostrzegł go brunet i również wszedł do mieszkania.
- Nie wiem czy dam radę! – Westchnął cierpiętniczo Uzumaki, rozkładając ręce w geście bezradności. – W takim towarzystwie trudno zachować powagę…

~~***~~

- Ty jesteś Uchiha? – Starszy mężczyzna zwrócił się do Sasuke, gdy tylko wszedł.
- Tak. Miło mi pana poznać – nawet nie mrugnął, gdy ojciec dziewczyny wpatrzył się w niego intensywnie.
- Kogoś mi przypominasz, ale nie wiem kogo – mruknął uśmiechając się lekko i poklepując go po ramieniu.
- Mam nadzieję, że nie jakiegoś przestępcę – przywitał się blondyn z bananem na gębie. Uchiha zmierzył go morderczym spojrzeniem.
- Jestem biznesmenem, nie bandytą – syknął wściekle kierując się do kuchni.
- Och z pewnością! Wyglądasz na takiego kochaniutki. A w jakiej firmie pracujesz? – Zapytała pani domu, gdy wniosła na stół kawałki kurczaka. Blondyn skrzywił się z niesmakiem. Sasuke szturchnął go łokciem w żebro.
- W Toshibie.
- To wielka firma. – Zauważył z uznaniem mężczyzna.
- Tak proszę pana.
- Mów mi tato – uśmiechnął się mężczyzna.
- Dobrze… tato – brunet skrzywił się niezauważalnie. Kurwa, w co on się wpakował?! Odwrócił się do blondyna, który patrzył na niego od dobrych kilku minut. Uniósł brwi widząc jego wyraz twarzy.
- Patrz ile tam nawaliła tłuszczu!
- I co z tego?
- To niezdrowe, nie zjem tego.
- Jakiś problem chłopcy? – Zapytała kobieta wnosząc dwa rodzaje sałatek.
- Nie, nie proszę pani – uśmiechnął się do niej blondyn.
- A ty chłopcze kim jesteś?
- Eee… - Naruto spojrzał na niego inteligentnie.
- To nasz przyjaciel tato. Bardzo mi pomógł znaleźć pracę i zaopiekował się mną, gdy nie miałam domu.
- W to nie wątpię. Widać, że lubi chłopców.
- Tato!
- A nawet jeśli bym lubił, to coś złego? – Uzumaki zmarszczył brwi, patrząc wyzywająco na pastora.
- Oczywiście, że tak! To grzech, choroba! – Wykrzyknął ojciec dziewczyny uderzając ręką w stół.
- Niby kto tak twierdzi? – Nagle do rozmowy włączył się Sasuke.
- Kościół. Dwaj mężczyźni w związku są czymś obrzydliwym, brudnym. Powinno się ich zamknąć w zakładzie dla obłąkanych! A jeszcze te cioty mogą się żenić i dziecko adoptować! To już szczyt wszystkiego! – Sasuke poczuł jak niebieskooki podnosi się minimalnie. Szybko złapał go za spodnie i pociągnął w dół, tak, żeby rodzice Sakury nie widzieli. Spojrzał na niego groźnie.
- Nie proszę pana, Naruto nie jest homoseksualistą.
- No nie wiem, nie powiedziałbym… - mruknął sceptycznie mierząc go uważnie.
- Niby dlaczego? – Zapytał wściekły blondyn patrząc na pana domu spode łba. Jasna grzywka zasłaniała mu oczy, za co Sasuke podziękował w duchu. Czuł, że Naruto nie jest sobą…
- No nie wiem po prostu niektórzy mają to wypisane na twarzy.
- A teraz co pan widzi na mojej? – Odezwał się grubym, męskim głosem. Matka Sakury spojrzała na niego wielkimi oczyma, tak jak i sama dziewczyna. Ojciec ku zdziwieniu bruneta pozostawał niewzruszony.
- Widzę nienawiść i słabość. – Niebieskooki szarpnął się na krześle, jednak przed następnym ruchem powstrzymała go dłoń Sasuke zaciskająca się na jego udzie.
- Ah ten Naruto! Z nim nie można się nudzić! – zaśmiała się Sakura widząc, że coś jest nie tak. Ojciec różowo-włosej automatycznie skierował ku niej nienawistne spojrzenie.
- Wiesz, że Geylord był kiedyś mężczyzną? Prawdziwym mężczyzną – dodał, przelotnie patrząc na blondyna.
- Tak wiem.
- I nie przeszkadza ci to?
- Niby w czym? Tato – zaakcentował mocno ostatnie słowo – żyjemy w XXI wieku. Teraz wszystko jest na porządku dziennym – uśmiechnął się groźnie. Naru słysząc jego ton pobladł momentalnie.
Ojciec Sakury prychnął.
- Wierzysz w Boga młody człowieku?
-N…
- Tak tato. Oczywiście, że tak. Tylko Sasuke zwątpił, wiele przeżył. Przyjechałam tutaj również po to, byś go nawrócił. Wiesz przecież, że tylko ty jesteś na tyle silny.
- Tak, masz rację Geylordzie. Dobrze, że przyjechałeś do mnie. Bardzo mądrze zrobiłeś. A teraz zabierzmy się za posiłek. – Naruto już wyrwał się do sałatki nakładając ją sobie wielkimi garściami, gdy ojciec dziewczyny uderzył w stół – Co to ma być?! Najpierw modlitwa później posiłek! – Krzyknął na chłopaka, który spojrzał na niego dziwnie przekrzywiając lekko głowę. Skrzywił się lekko, gdy poczuł buta Sasuke na swojej stopie.
- Pprzepraszam – wystękał. Ojciec złożył ręce w geście modlitwy.

Dopiero po dziesięciu minutach zaczęli jeść. Atmosfera przy stole była tak gęsta, że można było ją kroić nożem na równe kawałeczki i układać równo jeden na drugim. Sztuczna uprzejmość względem Naruto i Sakury wywoływała w Sasuke dziwną irytację. Wprawdzie rodzice dziewczyny w pełni go zaakceptowali, jednak brunet zdawał sobie sprawę, że tylko z powodu jego rzekomej pozycji w społeczeństwie. Ciekawe co by powiedzieli, gdyby poznali prawdę. Uśmiechnął się ironicznie wyobrażając sobie ich miny, a później krzyk, gdy Sasuke patrzy na nich w ten szczególny sposób. Dawno już przestał się powstrzymywać przed wizjami morderstw, które zazwyczaj się urzeczywistniały. Ale jeśli z tymi ludźmi ma wytrzymać kilka tygodni, musi jakoś się opanować.
- Dziękujemy bardzo za kolację. Była wspaniała, jest pani cudowną kucharką – ukłonił się grzecznie i wstał od stołu. Tak samo zrobił również Naruto.
- Dziękuję bardzo chłopcze. Geylord zaprowadź gości do ich pokoju. Na poddaszu – dodała gospodyni, gdy napotkała pytający wzrok swojego dziecka.
- Chodźcie – mruknęła Sakura i poczłapała ze spuszczoną głową na górę. Chłopcy zabrawszy bagaże z holu poszli za nią.
- Denerwuje cię to, że cały czas zwracając się do ciebie tak jak do swojego syna prawda? – Zapytał Naruto, gdy mijali korytarz drzwi.
- Oczywiście, że tak matole! – Syknął w jego stronę Sasuke, gdy różowo-włosa nawet się nie odwróciła. Doszli do małym schodów prowadzących na najwyższe piętro.
- Nie chcecie nas czasem ulokować na strychu? – Buzia Naruto się nie zamykała.
- Nie przerobiliśmy go na pokój gościnny. Rodzice chyba nie chcą byście byli w głównym pokoju gościnnym obok ich sypialni – uśmiechnęła się słabo i weszła po stromych schodach na górę. Otworzyła klapę i zabrała podaną przez blondyna torbę wykładając ja na górę. Były w niej rzeczy zarówno Uzumakiego, jak i Uchihy.
- A gdzie twoja walizka?
- Już w pokoju. Nie martw się Naruto nie wyrzucą mnie przed dom. Mój ojciec jest w końcu pastorem, co by ludzie powiedzieli, gdyby zrobił coś takiego. Zresztą… i tak już jestem na językach po tym co zrobiłam – westchnęła siadając na jednym z łóżek. Chłopcy rozejrzeli się po pokoju. Ściany znajdowały się pod skosem łącząc się u szczytu. Drewniana podłoga skrzypiała pod każdym krokiem, a pastelowe ściany odbijały od siebie zwodniczy blask lamp. Dwa niskie łóżka stały blisko siebie dzieląc tę samą szafkę nocną. Wielki, wzorzysty dywan dodawał pomieszczeniu urokowi.
- Fajnie tutaj – niebieskooki uśmiechnął się skacząc na łóżko bliżej poddaszowego okna. Sasuke westchnął.
- Za jakie grzechy muszę z tobą mieszkać?
- No wiesz… zawsze możesz zejść do mnie na dół. Mam pokój naprzeciwko schodów – Sakura uśmiechnęła się do niego nieco pogodniej.
- Taaa, żeby twój ojciec mnie później dopadł i mi jaja odciął?
- Tylko by spróbował – wydukał niewyraźnie blondyn z twarzą przy poduszce. Oczy zaczynały mu się powoli zamykać.
- Śpijcie już. Po prawej stronie schodów jest łazienka. Ja idę do swojego pokoju. W razie co przychodźcie – uśmiechnęła się jeszcze na pożegnanie i znikła na schodach zamykając jednocześnie klapę.
- Idę się wykąpać – mruknął Sasuke, a gdy nie otrzymał żadnej odpowiedzi odwrócił się do Uzumakiego. Chłopak już smacznie spał wtulony w miękki koc. Brunet uśmiechnął się i przykrył go kołdrą.
- Dobranoc młocie.

~~***~~

Z krainy słodkich snów wyrwał blondyna nieprzyjemny trzask. Uchylił zaspane powieki, żeby zobaczyć jak Sasuke patrzy na niego z ironicznym uśmiechem. Zamrugał kilka razy, by zyskać większą ostrość widzenia.
- Z czego się tak cieszysz draniu? – wyjęczał zdając sobie sprawę, że w pokoju jest nieprzyjemnie jasno.
- Mmm… no nie wiem, może ty mi powiesz?
- Co? – Podniósł się do siadu – O co ci znowu… - spojrzał na swoją rękę w spodniach. Cholera jak ona się tam znalazła?! Przecież nic mu się nie… śniło. Jego usta wygięły się w grymasie. No tak śniło mu się jak maca Sasuke. Do diabła!
- Może ci ją pomogę wyjąć. Zacięła się? – Zapytał brunet z udawanym zmartwieniem i już znalazł się przy chłopaku. Zanim ten zdążył cokolwiek zarejestrować Uchiha już włożył rękę do spodni blondyna i znalazł jego dłoń, która niewinnie muskała członka. Niebieskooki oblał się soczystym rumieńcem, gdy dłoń bruneta splotła się z jego. Palce mężczyzny dotknęły przyrodzenia chłopaka. Sasuke powoli wyjął ich ręce. Uzumaki był w tym momencie całkowicie bezwładny. Czarnooki gdyby chciał mógłby zrobić z nim co tylko chciał…
Ten jednak wstał z łóżka i podszedł do swojej walizki.
- Sasuke! – Syknął wściekle mniejszy chłopak wodząc spojrzeniem za sylwetką przyjaciela.
- Słucham?
- No chodź tutaj do cholery, draniu!
- Niby po co?
-…
Zapadła chwila ciszy.
- Sasuke?
- Hm?
- Co robisz?
- Przebieram się.
- A dlaczego tu?
- A gdzie to mam robić, u Sakury? – mruknął odwracając się do niego przodem. Naruto wciągnął ze świstem powietrze, patrząc zafascynowany na jego mięśnie. Musiał przyznać przy brunecie wyglądał jak mały chłopiec. Mimowolnie zjechał wzrokiem na krocze Uchihy, które opinały bokserki. Zaczerwienił się mocno, patrząc na jego męskość. Przygryzł wargę, czując jak temperatura jego ciała niebezpiecznie rośnie. Nie mógł jednak oderwać od niego spojrzenia.
- Sasuke… - brunet podszedł do niego wolnym krokiem i kucnął naprzeciwko chłopaka. Przejechał delikatnie dłonią po jego policzku.
- Słucham Naruto?
- Jesteś draniem, wiesz?
- No wspominałeś coś… - chuchnął w jego usta, które jak na zawołanie się otworzyły -… kiedyś. – Przejechał językiem po wargach chłopaka. Po chwili odsunął się od niego. – Smakujesz cytryną.
- A ty pachniesz… pachniesz tak intensywnie i ostro. Co to za zapach? – Naruto miał zamglone spojrzenie. Patrzył nieprzytomnie na twarz Uchihy, który uśmiechnął się dziwnie.
- To krew.
- Phy! Jasne.
- Serio – szepnął mu do ucha liżąc je zachłannie. Złapał delikatnie ramiona chłopaka i zmusił, żeby się położył. Wszedł na łóżko i zawisł nad nim. Niebieskooki drżał czując ciało mężczyzny tak blisko, tak…
- Ah! – jęknął czując dłoń bruneta na swoim kroczu. Dotykał go mocno i pewnie.
- Dobranoc Naruto - szepnął Uchiha i pocałował delikatnie ucho mniejszego chłopaka, który wygiął się w łuk. Chciał otrzeć się całym sobą o czarnookiego. Jednak gdy wykonał ruch brunet był już poza jego zasięgiem. Warknął patrząc wściekłym wzrokiem w jego stronę. Blade ciało zniknęło pod kołdrą a czarne oczy patrzyły na niego rozbawione. Naruto nie spuścił wzroku patrząc z uporem na Uchihe.
- Nie wiedziałem, że pochodzisz z Japonii. Czemu mi nie powiedziałeś? – Powiedział po chwili. Nie lubił milczeć. Od zawsze.
- Czy to takie ważne? – Sasuke wzruszył ramionami.
- Tak. Dla mnie to ważne. Tak jak dla ciebie to kto się mną opiekuje.
- Już mi powiedziałeś – uśmiechnął się do niego chytrze.
- A wiesz kto to jest? – Blondyn niemal bezbłędnie skopiował jego uśmiech.
- Powiesz mi.
- Może kiedyś… Nie wiem czy teraz zasługujesz.
- Jesteś młotkiem.
- Chyba to zaraźliwe – zachichotał, gdy o mało nie dostał poduszką w twarz.
- Matoł… - mruknął Sasuke i również się zaśmiał.
- Teme? Co teraz będziemy robić? Bo obiecałeś mi, że pomożesz znaleźć klucz.
- Jutro możemy iść go szukać.
- A co powiemy Sakurze?
- Że idziemy do biblioteki.
- Po co?
- Znaleźć ten cholerny klucz – Sasuke wstał i poszedł po poduszkę. Gdy przechodził koło blondyna uderzył nią w wystający spod kołdry tyłek chłopaka.
- Draniu! – Krzyknął niebieskooki, ale został zlekceważony przez Uchihe, który położył się na łóżku i odwrócił do niego plecami.
- Dobranoc Teme.

~~***~~

- Naruto! – brunet stał nad chłopakiem, który spadł jak suseł z lekko otwartymi ustami i śpikiem wysuwającym się z nosa za każdym razem, gdy niebieskooki robił wydech. – Naruto wstawaj! – Potelepał nim trochę na wszystkie strony zanim niebieskooki w końcu uchylił smętnie powieki.
- Co chszesz draniu?! – Wymamrotał rękawem wycierając nos.
- Wąż ci z jaskini wyszedł – powiedział Uchiha i odszedł od łóżka.
- Co?! – Uzumaki natychmiast wyskoczył z posłania patrząc na swoje spodnie. Odetchnął z ulgą, gdy jednak nic z nich nie wyszło. – O czym ty pieprzysz Uchiha? – Zmrużył wściekle oczy i spojrzał z chęcią mordu na brunecie, który nieświadomy zagrożenia wypakowywał właśnie swoje ubrania z torby.
- W nosie. Przez chwilę myślałem, że to jakaś nowa biżuteria made in China.
- Jesteś walnięty – burknął tylko chłopak i podszedł do walizki.
- I wzajemnie.
- Gdzie moje ciuchy? – podrapał się po karku patrząc uważnie do środka.
- A jak myślisz? – Uśmiechnął się do niego chamsko, z satysfakcją patrząc na zmiany na twarzy Uzumakiego.
- Gdzieś tyś je dał?!
- Nie wiem, poszukaj – mruknął, kończąc układanie ubrań w półce. Każda para spodni była równo złożona. Koszule nie miały nawet zagięcia. Wszystko było idealnie poukładane. Ułożone od rodzajów tkanin, aż po kolory. Sasuke uśmiechnął się z siebie dumny patrząc na swoje dzieło. Uwielbiał porządek. Przesunął kawałeczek zwinięte skarpetki. Idealn…
- Coś ty do jasnej cholery zrobił z moimi rzeczami, draniu?! – Jego harmonijny spokój zburzył pewien blond-włosy matoł o bardzo ładnych oczach i niezwykle seksownym tyłku. Odwrócił się powoli w jego stronę.
- Wypakowałem ci ubrania.
- Wypakowałeś?! – właściciel zgrabnych pośladków spojrzał na niego tępo – WYPAKOWAŁEŚ?! – Złapał się zabawnie za głowę z niedowierzaniem patrząc na bruneta. – Czy to – wskazał na stertę ubrań pod jego łóżkiem – wygląda na wypakowanie mi ubrań? – Sasuke spojrzał na niego z zastanowieniem, po czym wzruszył tylko ramionami i zszedł na dół. Uśmiechnął się, kiedy usłyszał jak blondyn mówi do siebie coś wściekle po chińsku.

środa, 1 lipca 2009

6. Refuge

Jeszcze kilka słów przed rozdziałem. Chciałabym wam bardzo podziękować za wszystkie komentarze, jesteście naprawdę cudowni ^-^
Droga Sanu nie zniechęcę się małą ilością komentarzy. Piszę głównie dla siebie, bo to lubię. Jeśli innym podoba się to co robię, bardzo mnie to cieszy, jednak nie chcę uzależniać publikacji, od ilości komentarzy pod notką :)
Zapraszam:

Naruto z przerażeniem przywitał noc. Chciał żeby ta rozmowa odbyła się jak najpóźniej. Ba! On w ogóle jej nie chciał przeprowadzać. Odwlekał ją jak tylko mógł i gdy usłyszał pochrapywanie dziewczyny udawał, że również zasnął. Przez chwilę myślał, że Sasuke złapał się na haczyk i nie będzie go budził, jednak po kilku jakże długich minutach ktoś klepnął go w tyłek. Skrzywił się, ale nie zareagował. Będzie silny, wytrzyma. Znów klepnięcie i ku jego nieszczęściu dłoń Sasuke została już na jego tyłku. Przełknął ślinę. Prawie wytrzymał. Pisnął cicho, kiedy brunet zaczął go masować w „tym” miejscu. Odwrócił się momentalnie całkowicie zapominając o swoim chytrym planie.
- Co robisz zboczeńcu?
- Musimy porozmawiać – powiedział chłodno Sasuke nawet na niego nie patrząc.
- Nic nie musimy – już miał zamiar się odwrócić, kiedy silna dłoń złapała go bardzo mocno za rękę.
- Mi się jednak wydaje, że musimy.
- To ci się źle… Au! – stęknął, kiedy coś go kopnęło. Bynajmniej nie była to czyjaś stopa. – Co ty? Jak?!
- Nauczyłem się tego u Orochimaru.
- U kogo?
- To był mój nauczyciel, który uratował mnie przed odsiadką w pierdlu. Zgadnij kto by mnie tam wysłał.
- Już ci powiedziałem, że ci się należało.
- Tak i powiedzmy, że teraz pokutuję będąc skazanym na ciebie.
- Powiedz mi lepiej za co ja niby pokutuję?!
- Za głupotę.
- Teme!
- Wiesz, że wiecznie nie możemy się ukrywać. W końcu nas znajdą i co wtedy zrobimy?
- Uciekniemy, albo będziemy walczyć.
- Z całą mafią i tymi drugimi?
- Hmmm… no to uciekniemy.
- Przecież wiesz, że to się nie może udać – brunet przewrócił oczami.
- No to co niby twoim zdaniem mamy zrobić?
- Mam pewien plan, jednak jak na razie za mało wiem o tobie, żebym mógł go zrealizować. – Naruto milczał przez chwilę.
- Niby jaki masz ten plan?
- Przejmę władzę w mafii Orochimaru.
- I co niby nam to da?
- Będziemy mogli najpierw pokonać mafię i mojego byłego szefa, później Sune.
- Ale ja ich nie mogę zabić. Klasztor potrzebuje takiego sojusznika.
- Sojusznik chciałby zabić posłańca swojego przyjaciela?
Zapadła cisza. Naruto myślał. Jeśli zgodziłby się na to co mówi Sasuke miałby większe szanse na znalezienie tego, po co go wysłali. Mieliby pieniądze i ludzi. Ale… jak później wróciłby do klasztoru? A jeśli Shaolin już nie będzie? Przecież nie po to tyle pracował, żeby zniszczyć swój dom. Bo jakoś by się do jego upadku przecież przyczynił. Było jeszcze jedno ale. Kto dawał mu pewność, że przeżyje? A musi przeżyć żeby… O boże! Jak ma się niby sprzymierzyć z mafią jak to właśnie jacyś gangsterzy zabili jego mentora? Najważniejszą osobę w jego życiu?! No jak do cholery…?
On też jest bandytą. Patrz niby jak z nim pogrywasz. To przecież bez różnicy.
Ale oni go zabili! Nie powinienem z nimi nawet przebywać!
Ci co zabili Yondaime nie wiedzieli nawet co to mafia. Przecież to był tylko gang. Jakby władze zabiłyby czwartego też byś ich tak potraktował? Przecież jesteś w obcym kraju. Tutaj wszystko jest zupełnie inne. Zupełnie.
Co mam więc robić?
Zaufaj mu. On jest jedyną osobą, która może nas uratować.
No a klasztor i… i to wszystko? Suna i klucz.
On pomoże ci to znaleźć.
Niby jak?
Zobaczysz Naruto. Zobaczysz.

- Hej, jesteś?
- Mmm tak.
- Więc? – Sasuke spojrzał na niego badawczo.
- To wszystko jest… szalone, ale chyba nie mam innego wyboru. – Brunet na jego słowa uśmiechnął się.
- Siedzimy razem w tym bagnie, po samą szyje.
- Jeszcze głębiej draniu. Po same uszy. – Naruto poruszał koniuszkami małżowiny, na co Sasuke parsknął śmiechem.
- Kolejna twoja umiejętność?
- Jak widzisz jedna z wielu.
- No… to teraz chyba pora zejść na właściwy temat naszej rozmowy.
- Nie wydaje mi się, żeby była to odpowiednia pora. – Zerknął przez ramię na lekko pochrapująco dziewczynę.
- Przecież śpi.
- Ale to naprawdę długa historia.
- Musisz mi ją opowiedzieć.
- Powiedz… Dlaczego tak nalegasz? To nie cała część planu prawda? – Uchiha zerknął na niego i zaśmiał się cicho. Jego śmiech był lodowaty.
- Nie sądziłem, że będziesz taki bystry.
- Czego ode mnie chcesz?
- Pomóż mi się zemścić.
- Na kim?
- Na mordercach – szepnął Sasuke i spojrzał na niego tym wzrokiem.
- Kogo?
- Mojej matki, rodziny, mojego życia.

Naruto zgódź się. Jeśli mu pomożesz on odwdzięczy ci się tym samym.
Nie mogę ciągle zabijać.
Nie bez przyczyny daje ci moją moc.
Bez niej też być sobie poradził!
Jęknął nagle, gdy poczuł jak w ogól jego serca zaciskają się pazury.
Na pewno?
- Z-zgoda.

~~***~~

Sakura zbudziła się z samego ranka i zaczęła im mówić, jak mają się zachowywać, czego im nie wolno (większość zakazów skierowana była do Naruto). Dziewczyna przedstawiała im również nowy życiorys. Jak się dowiedzieli jej rodzice byli konserwatystami i z pewnością nie spodobałoby im się to czym zajmują się jej przyjaciele. A przecież jadą przedstawić im ich przyszłego zięcia! Naruto przyjął tą wiadomość z dość kwaśną miną. Uchiha zresztą również nie pałał optymizmem co do planu Sakury. Lepszego jednak rozwiązania jakoś nie umieli znaleźć, by zadowolić rodziców różowo-włosej. A może ona im tylko wmawiała to, że są aż tak surowi i nieprzystępni?

Około dziesiątej rano wjechali do małej mieściny. Nieco większej od tej, w której Naruto i Sasuke spotkali się kilka lat temu.
- Zapraszam w moje skromne progi – Zawołała Sakura rozkładając ręce. Naruto patrzył na mijanych ludzi, którzy obracali się za nimi widząc taki samochód. Najwyraźniej w tych stronach luksus jest nowością.
- Ciekawe czy jeżdżą na traktorach do pracy? – Zapytał blondyn z przekrzywioną głową śledząc mijane budynki.
- Oczywiście, że nie matole. Może i nie jest to za duże miasteczko, ale mamy nawet supermarket. Może nie tak duży jak w Nowym Yorku, ale kilka tysięcy w końcu ma Milles City.
- Kurwa. – mruknął Sasuke patrząc na dom, do którego pokierowała ich dziewczyna. Trzeba było przyznać, że jeden z największych i najładniejszych w okolicy.
- Twoi rodzice są chyba nadziani. – Zauważył błyskotliwie Naru.
- No troszeczkę – zaśmiała się niepewnie, ale przestała, gdy zobaczyła kobietę w drzwiach posiadłości. – A teraz cicho…
- Geylord?! – Starsza pani stała jak w murowana patrząc z niedowierzaniem na Sakurę. Sasuke poczuł jak blondyn go szturcha. Zerknął w jego stronę i zobaczył jak ten marszczy brwi.
- Mamo to ja Sakura – dziewczyna podeszła do pani domu rozkładając ręce w powitalnym geście.
- Po co przyjechałeś?! Przecież wiesz, że ojciec nie chce cię znać po tym co zrobiłeś. – Przyjechałeś? Zrobiłeś? Co jest do cholery grane?! Chyba Sakura nie była kiedyś… Sasuke omal się nie roześmiał ze swoich myśli.
- Mamo posłuchaj przyjechałam przedstawić ci mojego narzeczonego – w tym momencie podeszła do bruneta i pociągła go w stronę kobiety. – Mamo to Sasuke. Sasuke to moja mama. – Uchiha ukłonił się grzecznie. Kobieta zmierzyła go groźnie, lecz po chwili uśmiechnęła się.
- Sasuke…?
- Sasuke Uchiha.
- Umm, chyba nie jesteś z tą.
- Nie pochodzę z Japonii.
- W jakim zawodzie pracujesz?
- Jestem biznesmanem.
- Och! Widać, widać – spojrzała z uznaniem na jego samochód. Mina jej zrzedła, gdy natrafiła na blondyna czekającego przy mercedesie.
- A to kto? Twoja koleżanka która również zmieniła płeć?! – Uchiha zamarł. Patrzył z niedowierzaniem to na panią domu, to na Sakurę, która była chyba bardziej czerwona od buraka.
- Ja niczego nie zmieniałem do cholery! – Słychać było jeszcze pieklącego się blondyna, lecz czarnooki go zlekceważył. Sakura była kiedyś mężczyzną. Mężczyzną.
- Nie powiedziałeś im? – Zdziwiła się jej matka. Brunet uśmiechnął się ironicznie. Jej.
- Nie… jakoś tak wyszło. Sasuke…? – Dotknęła ramienia bruneta. Mężczyzna spojrzał na nią, jakby właśnie zobaczył ją po raz pierwszy. Jakby właśnie się poznali i ona nie była jego przyjaciółką, tylko jakimś obcym, skrzywionym przez los facetem. Brudnym od tej całej wolnej Ameryki. W oczach… dziewczyny pojawiły się łzy. – Ty wszystko umiesz zepsuć! – Krzyknęła w stronę matki i zbiegła po schodkach prowadzących na werandę. Naruto jej nie zatrzymywał. Pobiegła ulicą.
- Wybaczcie, ale jakoś trudno nam było zaakceptować to, że Geylord został kobietą. Zrozumcie to był nasz syn. Miał zostać tak jak ojciec pastorem!
- Kiedy Sakura zmieniła płeć?
- I imię. – Dodał Naruto podchodząc do drzwi wejściowych.
- Kiedy wyjechała z miasta. W wieku szesnastu lat.
- Wtedy ją poznałem – mruknął Sasuke posępnie cofając się kilka kroków w tył. – Pani wybaczy, jednak pójdziemy jej szukać.
- Oh… tak dobrze. – Kobieta kiwnęła głową i zamknęła drzwi. Uzumaki podszedł do Sasuke.
- Wiesz w sumie nie dziwie się, że zmieniła płeć. Ja też bym zmienił, gdybym się nazywał Geylord.
- A nie zmieniłeś? – Brwi Sasuke uniosły się ku górze, a usta wygięły w złośliwym uśmiechu.
- Ach Sasuke! – jęknął blondyn wieszając się na ramieniu bruneta. Wyższemu chłopakowi coś się przewróciło w żołądku. – Przejrzałeś mnie. Wieczorem specjalnie dla ciebie założę mini i pończochy. Chcesz? – Powiedział ponętnie w uchu bruneta, który drgnął minimalnie czując gorący oddech.
- I wypchaj sobie czymś biust. Chodź pójdziemy jej lepiej poszukać, bo jeszcze się zabije i z planu nici. – Naru słysząc to stanął.
- Sasuke ty mówisz na poważnie?
- Tak, a coś się stało? – Brunet spojrzał na niego nic nie rozumiejąc.
- Tylko dlatego idziesz jej szukać?
- Na razie jestem zbyt zły żeby szukać jej z jakiegoś innego powodu.
- Nie wiedziałeś. – Oznajmił mu mądrze blondyn.
- Wiedziałem wiesz?! Tylko zatkało mnie to jak ma na imię, chodź! – warknął w stronę blondyna ciągnąc go w kierunku, w którym pobiegła… dziewczyna. Kurwa, czy teraz za każdym razem będzie się wahał, żeby określić ją tym mianem?!
- Teraz żałuję, że tutaj przyjechaliśmy – mruknął po jakichś piętnastu minutach Uzumaki, który wlekł się smętnie za czarnookim.
- Co? Czemu?
- Zostałem ciężko obrażony – zmrużył wściekle oczy – zostałem wzięty za kobietę!
- No… nie dziw się tej miłej pani. Miała swoje powody – Jakoś nie mógł się powstrzymać. Uśmiechnął się delikatnie. Kłótnie z tym młotkiem były najlepszym sposobem na poprawienie mu humoru.
- Teme! – Krzyknął Naruto i z okrzykiem bojowym rzucił się na Sasuke. Ten złapał go za ręce, którymi wymachiwał szaleńczo jak jakiś neandertalczyk. – Zaraz zobaczysz jak ci obiję tę twoją bladą gębę!
- Uważaj księżniczko bo sobie jeszcze coś naciągniesz – szepnął Uchiha pochylając się lekko – tak by patrzeć blondynowi w oczy.
- Ja ci dam do cholery księżniczkę! – wrzasnął i wyrwał się z uścisku Sasuke, lecz nie zdążył nic więcej zrobić, bo chłopak złapał go w pasie i przewiesił sobie przez ramię.
- Co ty robisz draniu?! Nie jestem workiem ziemniaków!!! – Mieszkańcy miasteczka patrzyli na nich dziwnie, gdy szli chodnikiem.
- Szybciej pójdzie jak cię poniosę, niż jak pójdziesz sam i co chwila będziesz do mnie skakał jak stado wściekłych psów.
- Sasuke! Sasuke puszczaj mnie draniu jeden! – Zaczął walić pięściami w plecy bruneta, lecz to nic nie dawało. Uchiha nie ustępował. – Czekaj tylko jak mnie w końcu postawisz to…
- Sakura ! – Krzyknął czarnooki na widok skulonej na ławce dziewczyny. Patrzyła na budynek przed sobą.
- Sasuke ja… ja chciałam cię przeprosić. Za wszystko. Za to, że przez tyle lat byłeś przeze mnie okłamywany, że w ogóle musiałem się spotykać z kimś takim jak ja. Przepraszam. Błagam Sasuke wybacz mi. – Mężczyzna postawił Uzumakiego, który spojrzał ze smutkiem na dziewczynę. – I ciebie też Naruto – dodała.
- Sakura – szepnął niebieskooki i usiadł przy dziewczynie obejmując ją delikatnie. Ta patrzyła przed siebie.
- Co to?
- To kościół. Mój ojciec jest w nim pastorem. Za kilka minut skończy się msza i…
- I zobaczy swojego syna po latach – Dokończył za nią Sasuke grobowym tonem.
- Tak. Zobaczy swojego SYNA – westchnęła płaczliwie dziewczyna i wtuliła się w blondyna, który zaczął kołysać się delikatnie trzymając ją w ramionach.
- Dlaczego mi nie powiedziałaś? – Dziewczyna powinna mu dziękować, że mówi do niej w rodzaju żeńskim.
- Bałam się tego jak zareagujesz. Bałam się, że ode mnie odejdziesz, a ja cię tak bardzo kochałam Sasuke. Tak bardzo…
- Za kogo ty mnie kurwa masz?! Przecież byłaś moją przyjaciółką. Ty mnie nie zostawiłaś, to ja ciebie też bym nie zostawił! – Syknął wściekle i odwrócił się w kierunku kościoła, z którego powoli zaczęli wychodzić ludzie, a dzwony obwieszczały koniec ceremonii.
- Zostawimy cię tutaj. Powodzenia – Naruto wstał i pociągnął bruneta w stronę, z której przyszli.
- Chyba nie zamierzasz wracać do jej domu – Sasuke ostatni raz obejrzał się za dziewczyną, która wstała i poszła w stronę świątyni.
- Oczywiście, że nie. Chyba cię porąbało! Mam lepszy pomysł.
- Mam się bać?
- Hmm… możesz zacząć – niebieskooki zaśmiał się i pobiegł przed siebie.
- Hej młotku czekaj! – Krzyknął za nim Sasuke, ale chłopak tylko się obrócił śmiejąc się jeszcze głośniej. Uchiha puścił się za nim biegiem.

~~***~~

- Po co mnie tutaj przyprowadziłeś?
- Myślisz, że może być tam coś ukryte? Jakiś skarb? Coś, co nigdy nie powinno zostać odnalezione? – Zapytał blondyn schodząc po stromej skarpie w dół.
- Słońce ci zaszkodziło? – Sasuke poszedł za jego przykładem. Po chwili znaleźli się w dole kotliny. - Prawie jak w jakimś pieprzonym westernie – mruknął Uchiha. Słońce prażyło tak mocno, że na widnokręgu rozmazywał się obraz. – Kurwa, chodźmy stąd lepiej bo się jeszcze ugotuję.
- Gdzie ukryliby coś, czego nie można znaleźć? – Powtórzył pytanie blondyn patrząc na bruneta uważnie.
- Skąd mam niby wiedzieć takie rzeczy?! Jak ja bym coś ukrywał to tam, gdzie nikt by się nie domyślił.
- Czyli?
- No nie wiem… najciemniej jest pod latarnią.
- I niby tam to znajdę? – Zapytał zszokowany blondyn z niedowierzaniem patrząc na bruneta.
- Nie młocie! To takie przysłowie, czyli, że to co masz pod nosem, to najmniej widzisz, a szukasz gdzieś daleko, rozumiesz? – Ciemnooki załamał ręce w geście rozpaczy widząc myślącego chłopaka.
- No czuje, czuje. Chyba – dodał po chwili. – To gdzie to jest według ciebie?
- Co?
- No to miejsce!
- Po co chcesz je znaleźć? Co jest w nim ukryte?- Zapytał Sasuke, patrząc jak mniejszy chłopak idzie w jego stronę.
- Dowiesz się w swoim czasie. – szepnął mu go ucha liżąc je delikatnie.
- Nie! Powiesz mi teraz! – Złapał go za ramiona i odsunął od siebie.
- Nie. – Uchiha spojrzał na niego tym wzrokiem, po chwili znów poczuł kopnięcie. Takie samo jak w samochodzie. Spojrzał na ręce mężczyzny.
- Może i jesteś odporny na moje moce, ale na prąd na pewno nie – mruknął i już miał znów go porazić. Już coś zaczęło syczeć i rozjaśniać ramiona czarnookiego, gdy Naruto odepchnął go i powiedział:
- Wysłali mnie żebym znalazł klucz.
- Klucz do czego? – Sasuke zmarszczył brwi i spojrzał na niego groźnie.
- Nie wiem, nie mam pojęcia do czego! Powiedzieli tylko, że znajdę go tam, gdzie nikt nie może tego znaleźć. Że to nigdy nie może zostać odkryte. Że jestem jednym z najsilniejszych wojowników i muszę do zrobić by wejść do Rady.
- Rady?
- Tak. Mój mentor był jej przewodniczącym. Najpotężniejszym przywódcą Shaolinu. Ja również chcę się tam znaleźć.
- Skoro nikt nie powinien tego znaleźć, to czemu ci kazali szukać? Przecież wiadomo, że ci się nie uda.
- Sasuke – potężny głos poruszył kryształkami piasku – on może wszystkiego dokonać. Ma w końcu mnie. – Kiedy Naruto znów na niego spojrzał, w jego oczach pojawiły się łzy. – Sam nie dam rady. Pomóż mi, proszę pomóż mi. Jeśli znów wrócę z niczym oni mnie wygnają, zabiją. Zabiorą mi Kyuubiego! – Chłopak padł na kolana i zaczął walić pięściami w piach tak mocno, że robił wokół siebie fale żółtych drobinek.
- Cii – Sasuke momentalnie znalazł się przy nim. Otoczył go silnymi ramionami. – Pomogę ci nie martw się.
- Obiecujesz?
- Nie Naruto. Obietnice są po to, żeby je łamać.
- To przysięgnij. Przysięgnij na swój dar, że mi pomożesz.
- Przysięgam.
- I, że mnie nie zostawisz.
- Nigdy?
- Nigdy.
- Zapomnij, nie zniszczę sobie tak życia – zaśmiał się chłopak i wziął Naruto na ręce.
- Ej! Ty draniu puszczaj mnie!
- Wróćmy już do domu Sakury. Pewnie już wróciła z ojcem.
- Taa… - kiedy mężczyzna chciał podstawić Naruto ten złapał go mocniej za szyje. – Wiesz noga mnie coś boli. – Brunet na jego słowa tylko uśmiechnął się ironicznie.

niedziela, 28 czerwca 2009

5. Refuge

Była już noc, kiedy Naruto się obudzić. Złość mu trochę minęła, więc obrócił się i spojrzał na bruneta, który wciąż prowadził.
- Nie jesteś zmęczony? – Zapytał cicho z fascynacją patrząc na jego dłonie trzymające kierownicę, jak zmieniał lewarek, by jechać szybciej.
- Nie. Jak wypiję kawę mogę jechać całą noc – mężczyzna zerknął na niego i uśmiechnął się.
- Śniło ci się coś?
- Mmm… nie czemu pytasz?
- Bo jęczałeś przez sen moje imię. – Blondyn zbladł momentalnie, a Uchiha widząc to parsknął śmiechem.
- Ty draniu! – Wykrzyknął, lecz nie na tyle głośno, by nie zbudzić Sakury. Jakoś nie miał ochoty, żeby się włączała w ich rozmowę.
- Lepiej nie gadaj tylko podaj mi pety.
- Co?
- Papierosy. Są w schowku.
- Ach.
- Pośpiesz się bo musiałem czekać aż się łaskawie obudzisz, żebyś mi je podał.
- Czemu sobie ich sam nie wziąłeś?
- Nie chciałem cię budzić – odpowiedział jakby była to najoczywistsza rzecz na świecie.
- O jakiś ty wspaniałomyślny. Nie poznaję cię Sasuke – zaśmiał się cicho i podał brunetowi paczkę.
- Jakbyś kiedykolwiek mnie znał – czarnooki spojrzał na niego krzywo, czekając na coś. Naruto uniósł brwi.
- Ogień.
- A… - zacisnął pięść i po chwili otworzył dłoń pod papierosem. Delikatny ogień trzasnął radośnie i podpalił koniuszek fajki. Uśmiechnął się na zaskoczone spojrzenie kierowcy. – Wiesz… zdążyłem już poznać twoją gorszą stronę dość dobrze. Teraz chyba przyszła pora na tę lepszą.
- Nie mam lepszej strony. Jest tylko zła i gorsza.
- Nawet dla mnie? – Szepnął tuż przy uchu bruneta głaszcząc go leniwie po ramieniu. Sam nie wiedział dlaczego się tak zachowuje. Czuł jak robi mu się gorąco, gdy się do niego zbliżał. Jak wszystko przewraca mu się w żołądku, kiedy go dotykał.
Brunet odwrócił głowę w jego stronę parząc jego usta oddechem.
- Masz suche wargi – mruknął i polizał je delikatnie, spojrzał jeszcze jak Naruto dotyka swoich ust i wrócił wzorkiem na drogę. Kiedy chłopak poczuł język bruneta… to… to jego serce przestało na chwilę bić. Czuł jakby świat nagle stanął w miejscu.
- Dlaczego przestałeś? – Szepnął rozzłoszczony. Chciał więcej, dużo więcej.
- Prowadzę jeśli nie zdążyłeś zauważyć młocie. – Naruto fuknął coś obrażony i już miał się odwrócił, gdy poczuł dłoń na swoim udzie. – Masz bardzo ciekawą moc. Władasz ogniem, regenerujesz się, ktoś cię chroni, co jeszcze? Czym mnie jeszcze zaskoczysz?
- Mogę cię zaskoczyć wieloma rzeczami. Moja osoba niesie ze sobą nieprzerwany łańcuch niespodzianek. – Powiedział z uśmiechem unosząc brodę wysoko ku górze.
- Z jakiej reklamy to wyczytałeś? Coca-coli czy adidasa?
- Sprite. Z tym pragnieniem co było. – Z niebieskich oczach pojawił się łobuzerski błysk.
- A ty? Jesteś Sprite czy pragnienie?
- A jak myślisz?
- Przekonajmy się – nagle w palcach Naruto znalazła się nakrętka napoju. Brunet uniósł jedną brew do góry.
- W Copperfielda się bawisz?
- Zgadnij w której ręce – Uzumaki wystawił dwie piąstki przed siebie, a Sasuke uśmiechnął się.
- Powiedz mi Naru co będę miał z tego jak wygram?
- Będziesz Sprite.
- I będę mógł zrobić co chcę z pragnieniem?
- Mmm… no… no tak. – Sasuke uśmiechnął się jeszcze szerzej. Przymknął na chwilę oczy i spojrzał „tym” wzrokiem na dłonie blondyna.
- Ej to nie sprawiedliwe! – Szepnął chowając ręce, ale Uchiha już złapał nakrętkę śmiejąc się przy tym dźwięcznie. Sasuke miał piękny śmiech pomyślał niebieskooki. – Oszukiwałeś!
- Przesadzasz.
- Wcale nie. No oszustwo jak… jak… Eee co ty właściwie zrobiłeś?
- Moje oczy nie tylko zabijają. Mogę przenikać wzrokiem przez przedmioty, coś w stylu rentgena.
- Umm… - Naruto otworzył buzię i zaczął mrugać oczyma. Brunet widząc to dotknął delikatnie jego ust i przejechał po nich palcami. Już chciał dotknąć języka chłopaka, gdy ten niespodziewanie zamknął zęby o mało nie przygryzając palca bruneta. – Jak dokładny jest ten twój rentgen? – Zapytał i skulił się w sobie. Uchiha przygryzł dolną wargę.
- Bardzo dokładny… - dotknął uda niebieskookiego i zaczął podążać coraz wyżej i wyżej. Uzumaki przełknął głośno ślinę.
- A co nim na przykład widzisz?
- Hmmm… różne rzeczy – niebieskooki z zafascynowaniem patrzył jak czerwony język oblizuje usta.
- A wiesz co mi się wydaje? – Uśmiechnął się zadziornie i całkowicie rozluźnił.
- No co? – brunet spojrzał na niego beznamiętnie.
- Że twoje ubranie jest zabezpieczone, no wiesz – przewrócił oczyma – od tego całego rentgena. Bo jakby nie było, to musiałbyś cały czas patrzyć na swoje klejnoty i pewnie to nie byłby za przyjemny widok. Jeszcze byś w jakieś kompleksy wpadł – zachichotał opierając się o zagłówek i patrząc jak Sasuke wkłada fajkę do ust. Jakoś przedtem nie zwrócił na to specjalnej uwagi…

~~***~~

- Jesteś największym matołem jakiego kiedykolwiek poznałem.
Sam nie wiedział co to tak w nim pociągało. Jego sposób myślenia był… powalający. Dosłownie. A brunet przez chwilę łudził się, że naprawdę Naruto go przejrzał. Hm… może nie jest to takie złe? W końcu może go trochę pomęczyć, kiedy już ściągnie jego ciuchy.
- Oj tam sam jesteś matołem. – Burknął blondyn z uśmiechem patrząc na drogę. – Daleko jeszcze?
- Tak. – Zapadła głucha cisza. Słychać było tylko cichy dźwięk pracującego silnika i pochrapywanie Sakury. Naruto odwrócił się i spojrzał na rozwaloną na tylnych fotelach różowo-włosą. Przygryzł wargę odwracając się szybko. Zerknął na bruneta, który patrzył na niego z grobową miną. Uchiha po chwili odwrócił wzrok. Jakby się dłużej patrzył na tego młotka pewnie by się roześmiał.
- Naru…? – Zapytał po kilku minutach, kiedy niebieskooki zdążył się już uspokoić.
- Hmm?
- Powiedz mi kochanie jak będzie z tym twoim pragnieniem? – Zapytał nonszalancko uśmiechając się do niego. Uzumaki wbił się w fotel i spojrzał na niego dużymi, przestraszonymi oczyma.
- No… Eee… zazwyczaj jest tak, że pragnieniu coś się dzieje. Spada z dachu, czy… czy coś – jąkał się, ale nie spuszczał wzroku z bruneta.
- Spada z dachu mówisz. Hm, postaram się nie być dla ciebie taki okrutny – błysnął białymi zębami, a Naruto zacisnął usta.
- C-co chcesz przez to powiedzieć?
- Że wymyśle ci dużo… przyjemniejszą karę – Nie mógł, po prostu nie mógł oderwać wzroku od czerwonych policzków blondyna.
- A kiedy?
- Niespodzianka słonko – puścił do niego oczko i wrócił do prowadzenia.
To wszystko zmierzała w jednym kierunku. Będzie mógł później zawrócić?

~~***~~

- Naruto musisz wyglądać normalnie. N-O-R-M-A-L-N-I-E. Zrozumiałeś?- Sakura patrzyła na niego z takim wyrazem twarzy jakby od lat pracowała w zakładzie dla obłąkanych. Sasuke stał obok i oglądał właśnie jakieś dżinsy.
- Przecież to jest bardzo NORMALNE Sakuro. – Naruto jak wygłodniały pies trzymał wściekle różową koszule w hawajskie kwiaty. Za nic nie chciał puścić. Nawet jak dziewczyna zaproponowała mu ramen. O nie teraz się na pewno nie nabierze. Już dał za wygraną pomarańczowemu dresowi! Teraz nie będzie już tak łatwo.
- Wiesz Naruto zdaję sobie sprawę, że stosunkowo niedawno przebywasz w USA i nie zdążyłeś jeszcze wszystkiego poznać, ale kolor różowy noszony przez mężczyzn jest uważany za przynależność do grupy zwanej pedałami. A ostatnio wydawało się, że stajesz się męski – westchnął z udawanym żalem i poszedł do przebieralni.
- Ja jestem męski draniu! – Warknął za nim blondyn i rozglądając się po sklepie złapał najbardziej męski – jego zdaniem koszulki i kilka par spodni. Niewiele myśląc otworzył drzwi kabiny i wszedł tam, gdzie przebierał się Uchiha. Żeby czasem nie ominął go widok jaki to Uzumaki jest męski. Kiedy już zamknął drzwi odwrócił się z bananem na gębie i zamarł… Sasuke stał w ciemnych, seksownie opinających atrybuty bruneta spodniach. Niebieskooki widząc go wstrzymał oddech i już chciał wyjść, ale ręka mężczyzny mu to uniemożliwiła. Ten pociągnął go w swoją stronę i popchnął w kierunku lustra, tak, żeby uderzył w nie plecami.
- Pomyliłeś kabiny? – Zapytał lekko przekrzywiając głowę, jednak ani na chwilę nie spuszczając z oczu blondyna. Mniejszy chłopak zrobił nieokreślony ruch głową. – Nie możemy na siebie zwracać zbyt dużej uwagi. Kiedy ubierzesz rzeczy, które sobie wybrałeś to nie za bardzo nam to wyjdzie.
Naruto chciał powiedzieć, że Sasuke sam swoją osobą wzbudza wystarczająco dużo uwagi, żeby ludzie, szczególnie kobiety nie przeszły koło niego obojętnie. W porę jednak ugryzł się w język.
- Przyniosłem inne rzeczy. – Sasuke jakoś nie specjalnie zwrócił uwagę na ubrania trzymane przez blondyna. Szczególnie zainteresowała go zaś jego szyja. Wodził po niej najpierw nosem, później ustami, a po ustach przyszła kolej na język. Niebieskooki szarpnął się. – Nie wydaje mi się, żeby to było odpowiednie miejsce.
- Odpowiednie na co? – Brunet oderwał się od niego i zrównał swoją twarz z jego.
- Mmm no na „to” – wyszeptał Naruto jakby było to najoczywistszą rzeczą na świecie.
- Na „to” mówisz? – Sasuke także odpowiednio zaakcentował słowo, ale po chwili zmarszczył brwi z uśmiechem na twarzy. Naruto zadrżał. Już zdążył poznać ten uśmiech… - Nie wiem co konkretnie masz na myśli. „To” – w tym momencie polizał ucho blondyna – a może „to”? – polizał powoli jego wargi i chuchnął na niego. Z uśmiechem zaobserwował jak się mimowolnie uchylają. Nie skorzystał jednak z okazji – Albo „to”… - wsunął rękę pod koszulę i przejechał palcami od splotu słonecznego, aż po pępek. W międzyczasie zahaczył jeszcze o sutki. Boże niech już przestanie… - jęknął w duchu Naruto czując, że zaraz eksploduje. Cholera jaki on jest seksowny. Boże niech zrobi coś więcej… Niech zrobi „to”! – Mmm chyba już wiem co miałeś na myśli – w tym momencie dotknął paska podtrzymującego spodnie. Źrenice niebieskich oczy poszerzyły się.
- Ej Sasuke! Jesteś tam? Tylko mi nie mów, że Naruto jest tam z tobą! – Krzyk Sakury sprowadził ich do rzeczywistości. Dziewczyna już chciała wejść, ale brunet cudem zdążył zatrzasnąć drzwi.
- Nie, nie ma go. Idź go poszukaj, może się znów gdzieś szlaja! – Odkrzyknął jej.
- Uch no racja. A jak leżą spodnie?
- Um dobrze – z trudem zdusił jęknięcie, kiedy poczuł buta Naruto na swojej stopie.
- Szlaja? – szepnął mniejszy patrząc wściekle na bruneta.
- Sasuke? Na pewno go tam nie ma. Zdaje mi się, że widzę dwie pary nóg – chłopcy słysząc to spojrzeli na siebie, a gdy Uchiha dał znak niebieskookiemu ten wskoczył na niego. Na szczęście tylko dół w drzwiach był wycięty. Góry nie było widać.
- Nie, nie na pewno. Idź lepiej poszukać tego młotka jeszcze się gdzieś zgubi. – mruknął podtrzymując blondyna za nogi. – Nie czujesz się czasem za dobrze? – mruknął kiedy Naruto jakoś zbytnio nie kwapił się, żeby wejść.
- Czy ja wiem…
Sasuke zaśmiał się i spojrzał do lustra.
- Mam najlepszy dowód na to, że nie jesteś aż taki męski jak mówisz. Patrz jaka z ciebie księżniczka.
- Teme! – Blondyn spiekł raka i momentalnie opuścił ramiona bruneta. – Jakbyś nie był tak zajęty obmacywaniem mnie, to być zobaczył jakie rzeczy przyniosłem. – Z pretensją zaczął mu wymachiwać przed nosem koszulką z czaszką i krzyżami na plechach. – O! O! Widzisz kupię sobie to i już się nie będziesz ze mnie śmiał!
- Ale kochanie ja się z ciebie wcale nie śmieje… - mruknął i chciał podejść do niego, ale Naruto wyciągnął przed siebie rękę.
- Haha! Nie będzie tak łatwo. Nie dotkniesz mnie teraz za tę księżniczkę – pokiwał mu palcem przed nosem. Oj tak kotku taka okazja umknęła ci, bo nie umiesz trzymać języka za zębami – pomyślał Uzumaki z przekąsem wychodząc z przymierzalni.

Ostatecznie nie kupili koszuli z czachą i krzyżami. Blondyn wyglądał w nich jak zbiegły satanista, co chyba jeszcze bardziej go wyróżniało niż te pedalskie ciuchy. Zamiast nich wybrał sobie natomiast kilka par dżinsów i kolorowych - nierażących podkoszulek. Do tego jeszcze kilka sportowych bluz i adidasów i Naruto jak to dobitnie określiła Sakura był odpicowany. Teraz z czystym sumieniem mogli odwiedzić rodzinę różowo-włosej.

~~***~~

Do Milles City został im jeden dzień drogi. Musieli trochę zboczyć z kursu i wjechać do większego miasta ponieważ Naruto koniecznie musiał zmienić ubranie. No i najwyższa pora była by kupić mu coś nowego. W końcu musi wyglądać jak człowiek.
Sakura od rana opowiadała im swoją biografię. Jakie to cudowne lata spędziła w małym miasteczku i jak później wyjechała, by poznać Sasuke. Kątem oka patrzył na Naruto, którego nerwy dyndały sobie radośnie na włosku. Doprawdy uroczy obrazek.
- No i wtedy postanowiłam zostać modelką… - Blondyn parsknął śmiechem, za co Sakura zdzieliła go po głowie. – I co się śmiejesz idioto jeden?!
- Nie nic tak tylko… sobie coś przypomniałem.
- No ja myślę. A ty Sasuke-kun co taki milczący siedzisz? – Dziewczyna pogładziła go po ramieniu. – Co? – Zapytała, gdy nie dostała żadnej odpowiedzi.
- Sasuke-kun myśli jak cię uciszyć – odburknął jej Naruto automatycznie zasłaniając głowę. Dziewczyna zamiast w głowę zaczęła go okładać po brzuchu. Dość mocno. – Ej! Ej przestać! Słyszysz?! – krzyczał blondyn dławiąc się co jakiś czas. Sasuke spojrzał na niego z niepokojem.
- Przestań.
- Nie! Należało się mu! A masz ty… a masz…! – Już miała zadać kolejny cios, gdy Uchiha złapał ją bardzo mocno za rękę. Jęknęła.
- Jeśli mówię, że masz przestać to przestajesz zrozumiałaś? – Syknął w jej stronę wykręcając lekko nadgarstek. Dziewczyna krzyknęła z bólu. W jej oczach pojawiły się łzy.
- Sasuke-kun?
- Zrozumiałaś?! – Zatrzymał samochód i już miał się do niej odwrócić, ale Naruto go zatrzymał kiwając z trudem głową. Oczy. – Wyjdź z samochodu.
- CO?!
- Powiedziałem. – Nie czekając na nią otworzył drzwi i okrążył auto. Kątem oka zobaczył jak różowo-włosa się oddala. – Nic ci nie jest? – Zapytał otwierając drzwi pasażera.
- Nn… nie.
- Pokaż brzuch. – Blondyn słysząc to skulił się w sobie. Jego oczy rozszerzyły się z przerażenia. Sasuke pomyślał, że wygląda teraz jak małe, bezbronne zwierzątko.
- Naru… - Szepnął cicho i pogładził jego włosy, jakby bojąc się, że go spłoszy. – Pokaż.
- Ale ja… - brunet już podwinął koszulkę.
- To tatuaż?
- Nie. – Uchiha jeszcze raz spojrzał na malujący się na całym brzuchu okręg.
- Dlaczego cię to boli? – Zapytał, jednak nie dostał odpowiedzi. Opuszkami palców dotknął brzucha chłopaka. Był gorący jak piec. Spojrzał znów na chłopaka, jednak ten spuścił wzrok. – Naruto co to jest?
- To znak.
- Znak czego?
- Mojego daru. Tego, że on jest we mnie. Ukryty – Nagle jego oczy rozszerzyły się, a kiedy mruknął błękit zamienił się w płonącą czerwień. Blondyn stracił przytomność.
- Naruto! Naruto! – Sasuke potrząsnął ciałem chłopaka, jednak on nie przez to się nie obudził. – Sakura chodź tutaj szybko! – Zawołał wlekącą się gdzieś różowo-włosą. Brunet nawet nie miał czasu pytać gdzie się niby wybierała. Uradowana dziewczyna podbiegła do samochodu, lecz gdy zobaczyła leżącego na siedzeniu niebieskookiego cofnęła się kilka kroków.
- Co się stało?
- Stracił przytomność. Pomóż mu, ulecz go jakoś, cokolwiek!
- Ale… ale jak. On nawet nie ma wyraźnej rany. Zawieźmy go lepiej do szpitala. Tylko, że najbliższy jest od nas oddalony pewnie o kilka godzin.
- Nie, nie możemy go zawieźć do szpitala. Musimy wymyśleć coś innego. Może położę go na tylnych siedzeniach?
- Tak to dobry pomysł. Sprawdzałeś czy ma puls?- Zapytała Sakura otwierając tylnie drzwi mercedesa.
- Ma, ale bardzo słaby.
- Odsuń się, proszę. – Brunet otworzył drzwi z drugiej strony i patrzył jak dziewczyna udziela mu pierwszej pomocy.
- To przez to, że uderzyłaś go w brzuch. On na nim coś ma.
- Skąd niby mogłam wiedzieć?! – Syknęła w jego stronę z wyrzutem na twarzy. Uchiha już chciał jej coś powiedzieć, ale ugryzł się w język. Stwierdził, że teraz nie pora na kłótnie.
- Co z nim?
- Chyba odzyskuje powoli przytomność. To było zwykłe omdlenie, chociaż przez chwilę myślałam, że naprawdę coś poważnego.
- Następnym razem mu odpuść, wiesz jaki jest.
- Dobrze Sasuke – różowo-włosa spojrzała na Uchihe i uśmiechnęła się. Czarnooki jakoś nie miał ochoty się do niej szczerzyć. Zamiast tego poklepał Naruto po policzku.
- Ej, zbudź się młotku! - Blondyn jeszcze chwilę leżał bez ruchu, lecz później zacisnął mocniej dłoń na koszuli Sasuke. Sakura już wyszła z samochodu i obserwowała wszystko z góry.
- Mmm… co się stało? Ale mi łep nawala! – Syknął cicho i złapał się za głowę.
- Już wszystko dobrze Naruto.
- Czemu tutaj… leżę?
- Straciłeś przytomność. Myślałam, że nie jesteś aż takim mięśniakiem za jakiego cię uważałam. – mruknęła dziewczyna patrząc posępnie jak brunet pomaga wstać chłopakowi. Dlaczego tak go niby traktował?! – pomyślała z furią patrząc w niebieskie oczy chłopaka.
- Nie… jestem… mięczakiem – wystękał lokując się z przodu.
- Obniż sobie siedzenie. Lepiej żebyś siedział – Powiedział Sasuke z beznamiętnym wyrazem twarzy.
- Taaa…
- A nie lepiej żeby legnął sobie z tyłu? Ja bym poszła do przodu i wszyscy bylibyśmy zadowoleni.
- Poza jedną osobą – uśmiechnął się krzywo Naruto i spojrzał na Sasuke. – Dzięki – mruknął czerwieniąc się przy tym nieznacznie.
- Nie ma za co. W nocy wszystko mi opowiesz.
- Wierz mi nie chcesz wiedzieć.
- Wszystko. Muszę wiedzieć. Muszę wiedzieć o tobie wszystko. Tylko tak zdołamy przed nimi…
- Ej no co tam tak szepczecie? Chodźcie jedziemy, bo nawet jutro nie zajedziemy!
-… Uciec. – Mruknął do blondyna i zamknął drzwi pasażera.
- Teee Sakura? Od kiedy ty rymujesz?
Dziewczyna już miała uderzyć Uzumakiego, jednak zatrzymało ją srogie spojrzenie Sasuke. Zabrała rękę i uśmiechnęła się do niego słodko. Uchiha również odwzajemnił uśmiech. Tylko, że jego był dużo bardziej cyniczny. Była jego jedyną przyjaciółką. O mało się z nią nie kochał. Czy naprawdę aż tak jej wisi to, że traktowałby ją jak kolejną zabawkę? Zerknął na nią w lusterku. Przecież była dla niego ważna. Może i jej tego nie okazywał, ale stanowiła część jego życia. Istotną część. Tylko dlaczego do cholery ona nie może się z nim tylko przyjaźnić?! A później się dziwić, że traktuje ludzi jak marionetki. Zerknął na siedzenie pasażera. On jedyny mu się przeciwstawił.
- Sakura?
- Tak?
- Co powiemy kiedy już przyjedziemy do twojej rodziny?
- Możemy powiedzieć, że jesteśmy razem i że przyjechaliśmy oznajmić im o zaręczynach. Jak zobaczą twój mercedes to myślę, że nas przyjmą.
- Myślisz?
- No ummm… bo ja zapomniałam wam o czymś powiedzieć.
- Wiedziałem! – Burknął cicho blondyn z wyrzutem patrząc na kierowcę, który westchnął z irytacją.
- O czym?
- No bo jak się wyprowadziłam to się z nimi bardzo pokłóciłam. Ale przecież jestem ich… córką. Nie mogą się wiecznie gniewać.
- No wiesz, to zależy o co się z nimi pożarłaś.
- Młocie! – Sasuke szturchnął go w żebro.
- To już moja sprawa.
- Uważaj Sakura, żeby czymś nas nie zaskoczyli. Mam nadzieję, że wyjazd tutaj nie będzie tylko stratą czasu. I tak mamy go niewiele…
- Nie Sasuke, na pewno nie… - szepnęła i opadła na oparcie. Jej mina wyraźnie zrzedła.

piątek, 26 czerwca 2009

4. Refuge

Dzisiaj jest specjalny dzień. Świętuję dostanie się do technikum gastronomicznego! xD Dlatego postanowiłam dać nowy rozdział ^-^ Bo moja radość nie zna granic.
Uwaga... przed wami przyszły technik żywienia i gospodarstwa domowego! Tadam! A w przyszłości dietetyk i może stylista, albo kosmetyczna? ^-^ Trzymajcie za mnie kciuki na nowej drodze życia.

~~***~~

Sasuke prowadził całą noc i był już bardzo zmęczony. Drogi były prawie puste, więc jechało się znacznie lepiej, ale brunet i tak był już wykończony. Nawet nie zauważył kiedy zaczęły mu się zamykać oczy. W radiu leciały takie ciche, melancholijne piosenki, że człowiek mimowolnie robił się senny. Przymknie oczy dosłownie na minutkę, na pewno nic się nie stanie…
- Sasuke nie śpij. Sasuke! – Ktoś szarpnął go za rękaw.
- Mmm?
- Ej! – Poczuł piekący ból na policzku i momentalnie otworzył oczy.
- Młocie co ty?! Mam ci oddać? – Zapytał wściekły kiedy zobaczył, jak blondyn znów chce go spoliczkować.
- Zasnąłeś. Jak jesteś zmęczony możemy stanąć i się prześpisz – mruknął chłopak przecierając zaspane oczy.
- Nie jestem zmęczony.
- Sasuke.
- Po prostu do mnie mów.

Kiedy słońce świeciło już wysoko na widnokręgu dojechali do jakiegoś zapyziałego motelu. Naruto zmusił Sasuke siłą, żeby się przespał. Blondyn razem z Sakurą poszli coś zjeść do baru.
- Skąd znasz Sasuke?
- Poznaliśmy się kilka dni temu w kasynie – mruknął jedząc specjalność knajpy – gofry. Nawet mu smakowały.
- Ściga was mafia, prawda?
- Tak.
- I kto jeszcze? Sasuke zrobił coś złego?
Naruto spojrzał na nią, ale nie odpowiedział. Nie wiedział co.
- Kiedyś byliśmy dobrymi przyjaciółmi.
- To dlaczego już nie jesteście?
- Hmm… dobre pytanie – dziewczyna uśmiechnęła się smutno. – Sasuke jest bardzo zagubionym człowiekiem. Sądzę, że nie był jeszcze na mnie gotowy.
- Jeśli byliście dobrymi przyjaciółmi, to Sasuke nie chciał chyba czegoś hm, poważniejszego.
- Mylisz się – Sakura spojrzała na blondyna tak, jakby chciała go zabić samym spojrzeniem. W jej zielonych oczach szalała wściekłość. Naruto uśmiechnął się mimowolnie.
Słaby punkt?
- Skoro tak mówisz.
- Skąd jesteś? Masz dziwny akcent.
- Z Chin.
- Z Chin? No nieźle – różowo-włosa uśmiechnęła się pijąc kawę. W sumie to nie była aż taka zła. – W jakiej sprawie przyjechałeś, aż tak daleko?
- Załatwiałem kilka interesów dla klasztoru.
- Jesteś mnichem? Zadziwiasz mnie. – Zaśmiała się serdecznie i klasnęła w dłonie.
- Ćwiczyłam kiedyś kung-fu, ale średnio mi to wychodziło, więc przestałam. A ty? Umiesz walczyć?
- Oczywiście, że umiem! – Wykrzyknął radośnie blondyn, wymachując zabawnie pięściami.
- No nie wiem, nie wiem jesteś taki niepozorny…
- Hej!
- Żartuję – jeszcze raz się zaśmiała. Naruto podrapał się po karku i również się roześmiał. - Musimy dać trochę czasu Sasuke, żeby się wyspał.
- To co będziemy teraz robić. Jesteśmy uziemieni na jakieś sześć, siedem godzin.
- Nie masz ubrań, trzeba ci coś kupić.
- Niby gdzie?
- Widziałam mały sklepik naprzeciwko motelu. Moglibyśmy tam wpaść i kupić kilka rzeczy. – Blondyn westchnął. Czuł, że dziewczyna nie da za wygraną.
- Niech ci będzie…

~~***~~

- Czemu mnie nie obudziliście? Wiecie ile czasu straciliśmy?! – Sasuke już wstał i patrzył wściekle na oglądających telewizor przyjaciół.
- Oj Sasuke nie piekl się tak. Teraz przynajmniej nie zaśniesz przy kierownicy – Naruto z zafascynowaniem patrzył w mały ekran.
- No właśnie. Jeszcze wypijesz kawusię i będziesz jak nowo narodzony – zawtórowała blondynowi Sakura, która w między czasie przeglądała jeszcze jakąś babską gazetę. Uchiha warknął i wyszedł z pokoju trzaskając drzwiami.
W barze zamówił sobie obiad i espresso. Miał nadzieję, że ich nie wytropią. W sumie, nie zostawili żadnych śladów. Nie wiedzą nawet do jakiego mieszkania weszli. Jakaś tam przyjaciółka Sakury miała naprawić szybę i drzwi. Niby wszystkie ślady zatarte, ale Sasuke czuł, że coś nie było tak. Rozejrzał się po knajpie. Jakieś dwie nastolatki patrzyły na niego machając rzęsami i wyginając się na wszystkie strony. Poza nimi nikt nie zwracał na niego większej uwagi. Nagle oczy Sasuke rozszerzyły się, a widelec upadł z brzękiem na talerz. A co jeśli przyczepili im pluskwę do samochodu? Brunet nie patrząc na nic zerwał się z miejsca i pobiegł w stronę auta. W między czasie rzucił jeszcze dwadzieścia dolców kelnerce. Żeby czasem nie posądzili go o kradzież jedzenia. Są w Ameryce, wszystko jest możliwe.
Kiedy dobiegł do samochodu zobaczył blondyna pochylającego się nad bagażnikiem. Zmarszczył brwi i podszedł do niego.
- Co jest?
- A co ma być? – Odpowiedział z uśmiechem wyciągając ciemne spodnie i równie ciemną koszulę. Brew Sasuke uniosła się ku górze.
- Na przykład to, że grzebiesz w mojej walizce. Wyciągasz moje rzeczy i bóg jeden wie jak otworzyłeś bagażnik mojego samochodu… Więc?
- To ten bóg jeden zachowa to w sekrecie i się nie dowiesz – wystawił mu język i już chciał odejść, gdy brunet złapał go mocno za rękę.
- Liczę do trzech. Później złamię ci rękę. – Na te słowa przejechał delikatnie dłonią po przedramieniu chłopaka. Naruto drgnął i oblizał usta. Uśmiechnął się dziwnie.
- Ja mogę złamać ci coś zupełnie innego – przybliżył się do Uchihy tak, że ich klatki się stykały. Znów ten głos. Sasuke puścił go, ale się nie odsunął. Patrzył zafascynowany w czerwony oczy.
- To, że jesteś odporny na moją moc nie znaczy, że jesteś ode mnie silniejszy.
- Skoro tak mówisz… Przekonajmy się – blondyn przejechał językiem po jego szyi. Czarnooki zamarł. Naruto znów powtórzył ten gest, tylko, że teraz znacznie wolniej i bardziej drażniąco.
- Przestań.
- Dlaczego? Przecież ci się podoba… - mruknął w jego szyje całując ją delikatnie. Sasuke przymknął oczy, ale po chwili, gdy usta blondyna zawędrowały za wysoko, złapał chłopaka za ramiona i odsunął stanowczo od siebie. Spojrzał na niego tym wzrokiem.
- Nie waż się więcej tego robić – wysyczał w jego stronę.
- Cco? – blondyn mrugnął kilka razy i dopiero teraz Sasuke zobaczył, że jego oczy na powrót stały się błękitne.
- Panuj nad sobą – rzucił tylko i poszedł zamknąć bagażnik. Obejrzał samochód, lecz niczego nie znalazł. – Przebierz się w samochodzie – powiedział, kiedy Naruto skierował się w stronę motelu.
- Co?! Niby dlaczego? Nie będziesz mi tu do cholery rozkazywał!
Westchnął. Wrócił stary Naruto. To dobrze, czy źle?
- Nie będziesz się przebierał przy Sakurze.
- Hę?
- Muszę z tobą jeszcze porozmawiać. No już! Na co się tak patrzysz? Pakuj się do auta.
- A skąd mam wiedzieć, czy mnie nie zgwałcisz? – Szczena Sasuke opadła w dół.
- Ty pamiętasz co się przed chwilą stało? – Blondyn spuścił głowę i się zmieszał.
- Trochę… - burknął i zniknął w samochodzie. Uchiha jakoś tak mimowolnie się uśmiechnął.

Kiedy już siedzieli w aucie czarnooki obserwował uważnie każdy ruch blondyna. To jak ściąga płaszcz, spodnie, bardzo długą tunikę…
- Co się tak gapisz? Człowieka nie widziałeś zboczeńcu ty jeden?! – to już nie pierwsza uwaga Naruto tego typu. Ale Sasuke jakoś mało się nią przejmował. W odpowiedzi odwrócił się jeszcze bardziej do niebieskookiego. Chłopak ulokował się z tyłu, żeby mieć więcej miejsca. Kilka razy wypomniał już brunetowi, że nie po to poszedł do tyłu, żeby Uchiha brutalnie odbierał mu jego przestrzeń osobistą. Sasuke natomiast spokojnie przypomniał mu, że nawet go nie dotyka. I już miała rozpocząć się kolejna kłótnia, kiedy brunet musnął kolano mniejszego chłopaka.
- Teraz naruszasz moją przestrzeń.
- Mhy – uśmiechnął się patrząc zafascynowany jak blondyn zakłada jego spodnie… tak strasznie powoli. Zastanawiał się, czy robi to specjalnie, czy nieświadomie. Wygiął się w łuk, gdy wsuwał je na biodra. Brunet wstrzymał wtedy powietrze. Tak strasznie powoli…
- Masz rozdwojenie jaźni? – Zapytał w końcu, bo czuł, że dłużej nie wytrzyma tej ciszy. Zaraz oszaleje. Pierwszy raz w życiu milczenie tak mu przeszkadzało.
- Co? – mruknął chłopak cały czerwony na twarzy. – Mógłbyś się tak nie patrzyć do cholery?!
- Masz rozdwojenie jaźni? – Powtórzył Sasuke obserwując jak blondyn zakłada jego koszule na gołe ciało. Słowo gołe w przypadku Naruto nabierało zupełnie innego znaczenia.
- Ohh! Nie mam! Oczywiście, że nie – zirytował się i spojrzał na Uchihe. Na oślep starał się zapiąć guziki.
- Boże młotku, nawet ubrania nie umiesz założyć – zanim blondyn zdołał cokolwiek zarejestrować sprawne palce Sasuke już zapinały koszulę. Mężczyzna nie mógł się też powstrzymać przed dotknięciem skóry chłopaka. Gdy to zrobił powtórzył to drugi i trzeci raz… Była taka miękka i delikatna, jakby sam Michał Anioł utkał ją z jedwabiu. Za czwartym razem spojrzał w niebieskie oczy, które wyrażały dziwną emocje. Jakby strach pomieszany z… no właśnie czym? Przekrzywił lekko głowę wciąż nie spuszczając wzroku z blondyna. Powoli kończył zapinanie koszuli. Jeszcze kilka guzików na dole i… przejechał palcem po pępku Naruto. Chłopak przygryzł wargę patrząc na niego takim dzikim, szaleńczym wzrokiem. Ale przecież nie mogą tego zrobić… Sasuke musi się powstrzymać. To już nie jest zabawa. Z bólem serce skończył zapinanie guzików i odwrócił się na fotelu kierowcy.
- Idę zawołać Sakurę. Zaraz jedziemy – mruknął i wyszedł z samochodu. Nie chciał widzieć spojrzenia chłopaka. Nie chciał teraz na niego patrzeć. Nie gdy…
- O Sasuke! – pisnęła przestraszona różowo-włosa, gdy uderzył w nią w przejściu.
- Jesteś już spakowana?
- Tak – uśmiechnęła się do niego promiennie i wzięła pod rękę.
- Wymeldowałaś się?
- Umm… jeszcze nie, czekałam na ciebie. – Brunet tylko kiwnął głową i podszedł do niewielkiej recepcji. Przewrócił oczyma, kiedy poczuł jak dziewczyna wiesza mu się na ramieniu.
- Chciałbym zapłacić. – Powiedział do młodej kobiety, która spojrzała na niego uprzejmie, lekko kokieteryjnie? A później nienawistnym wzrokiem zmierzyła Sakurę. Pochyliła się nad komputerem tak, żeby w całej okazałości pokazać swój głęboki dekolt, a później zarzucając spektakularnie rudymi włosami (Sasuke nie miał pewności, czy były prawdziwe)odebrała od niego paragon.
- Dziękuję za wizytę w naszym motelu i zapraszam ponownie – uśmiechnęła się tak słodko, że brunet przez chwilę miał wrażenie, że bardziej nadawałaby się do pracy w cukierni.
- Dowidzenia.
- Dowidzenia.

~~***~~

Naruto starał się jakoś ogarnąć to co właśnie zaszło. Sasuke go dotykał, a jego dotyk parzył. Przez chwilę myślał, że stanie się coś więcej. Nawet tego chciał, jednak wszystkie jego pragnienia rozpadły się jak domek z kart, gdy brunet na niego spojrzał. Przecież mu nie wolno się kochać. Z nikim, nawet z mężczyzną.

Przysięga obejmowała tylko kobiety.
To, to samo przecież!
Nikt nie mówił o mężczyznach…
Sens był jeden.
To umacnianie męskiej siły. Przecież wiesz, że dawniej to było naturalne. Teraz też pewnie się rżną po kątach.
Kyuubi!
Oh weź przestać. Przecież tego chcesz.
Nie, wcale nie…
Naruto, mnie nie oszukasz. Przecież nikt się nie dowie.
Ale przysięga…
Przecież jej nie złamiesz.
Nie?
Nie.

Trzask drzwi przerwał rozmowę. Spojrzał na Sasuke, który był dziwnie pochmurny. Przecież jeśli by chciał to by już to zrobił. Pewnie zorientował się, że to błąd.- przeszło jeszcze Naruto przez myśl, gdy brunet nagle się odezwał.
- Tutaj jest sklep, czemu w nim czegoś nie kupiłeś, tylko pożyczasz ode mnie ciuchy?
- To sex-shop. – Odpowiedziała na pytanie Sakura z dziwnym błyskiem w oczu. Blondyn spojrzał na nią z lekkim strachem.
- No więc czemu nic mu nie kupiłaś? Przecież to jego styl. Akurat by…
- A co Sasuke chciałbyś sobie na mnie popatrzyć w kusych ciuchach co? – Błękitne oczy błysnęły jakoś tak nienaturalnie. – Podniecają cię chłopcy?
Sasuke zahamował nagle, a Sakura pisnęła i uderzyła blondyna w głowę. Trochę za mocno i przed oczyma Naruto pojawiły się mroczki.
- Sasuke nie jest jakimś zciotowaciałym pedałem idioto! To przecież Sasuke!
Uzumaki uśmiechnął się krzywo. To przecież Sasuke… O ironio.
- Nawet jeśli interesowaliby mnie faceci, to z pewnością nie takie chuchra jak ty… - mruknął Sasuke mierząc blondyna złowrogim spojrzeniem i ruszył dalej.
- Chuchra? Chuchra?! – wrzasnął Naru wymachując groźnie pięściami – Jakbyś nie widział moich mięśni. Patrz tylko! – Podwinął rękaw za dużej koszuli aż do ramienia i wyprężył bicepsy robiąc przy tym groźną minę.
- No i gdzie masz te mięśnie, bo jakoś nie widzę. Może mi lupę podasz, co chłopczyku?- uśmiechnął się do niego złośliwie. Naruto zapowietrzył się. Ten… ten… gość za dużo sobie pozwala. Jak śmiał tak do niego mówić?! Jak śmiał…?!
- Przynajmniej nie jestem takim napakowanym gorylem jak ty! – Nie może teraz doprowadzić do tego, żeby Kyuubi przejął ciało. Musi się jakoś opanować.
- Sasuke-kun wcale nie jest gorylem! To prawdziwy mężczyzna! – pisnęła różowo-włosa okładając blondyna po głowie. Tym razem nieco lżej…
- Pewnie. On raczej powinien kupować w tym sex-shopach! Widziałaś jakie tam mieli wielkie majty?! W sam raz na jego tyłem! A ten kombinezon z lateksu! Dla kogo jak nie dla goryli? – Sakura już mu miała coś odpowiedzieć, ale Sasuke nagle się roześmiał i spojrzał na Naruto, który zaczerwienił się patrząc na jego czarne oczy. Nie było w nich już złości i nienawiści. Było coś innego. Coś co powodowało w sercu Naruto takie miłe ciepło.
- I kto tu jest niby zboczeńcem, mały erotomanie. – Uzumaki zamrugał kilka razy i odwrócił się w stronę bruneta. Zaczerwienił się tak mocno, że Sasuke dotknął jego policzka w obawie czy czasem się nie zapalił od środka, ale Naruto zlekceważył tą zaczepkę. Zmarszczył brwi i kilka razy na przemian otwierał i zamykał usta, a gdy czarnooki już chciał coś powiedzieć spojrzał na niego z wyższością. Jak król patrzy na mało zabawnego błazna; położył mu palec na ustach i szepnął:
- Milcz. – A później odwrócił się zamaszyście plecami do kierowcy i już do końca dnia nie odzywał się jak do Sakury, tak do tego drania Sasuke.

~~~***~~

Uchiha zerkał co chwilę na plecy blondyna uśmiechając się przy tym mimowolnie. Cały czas myślał nad tym co się stało kilka godzin temu w samochodzie. Kurwa… coraz bardziej chciał go przelecieć. Przerażała go myśl, że nie będzie umiał się długo powstrzymywać. Najgorsze jednak było to, że każdy gest, słowo, czy spojrzenie Naru było tak przepełnione erotyzmem… tak podniecające, że… Matoł! Na pewno robił to specjalnie. Warknął rozzłoszczony i przyśpieszył. Odburknął coś na pytanie Sakury i mimowolnie spojrzał na blondyna, który wciąż był odwrócony do niego plecami. To chyba nie był najlepszy pomysł, żeby sadzać go z przodu… Ale z drugiej strony z tyłu nie widział by go tak dobrze – pomyślał i nagle miał nieodpartą chęć uderzyć głową w deskę rozdzielczą. Co ten przeklęty chłopak z nim zrobił do cholery?! Czy już naprawdę nie umie się powstrzymać?! No cóż… w końcu nigdy nie próbował. Prawda była taka, że zawsze – Zawsze - miał każdą kobietę, którą tylko chciał. Tak na marginesie to do mężczyzn nie czuł specjalnego pociągu. Najwyraźniej aż do teraz… Znów zerknął na chłopaka. Teraz jakoś mniej pewnie i z większym wahaniem. Nie chciał żeby Naruto stał się jego kolejną zabawką. Bał się, że blondyn mógłby skończyć tak jak wszystkie jego poprzednie kochanki. W końcu musiał się przyznać przed samym sobą. Po raz pierwszy w życiu bał się kogoś skrzywdzić. Westchnął. Po prostu zajebiście…

środa, 24 czerwca 2009

3. Refuge

Smutek to najdziwniejsze z uczuć; czyni nas bezradnymi. Jest jak okno otwarte wbrew naszej woli – przy nim można
wyłącznie dygotać z zimna. Z czasem jednak otwiera się coraz rzadziej i rzadziej, aż wreszcie całkowicie stapia się z murem.

Dla Naruki-chan, żeby już nigdy nie była smutna i nie wątpiła w słuszność tego co robi :)

- Sasuke? Sasuke kochanie! Co ty mu zrobiłeś potworze?!
Naruto stężał słysząc te słowa. Ostatkiem sił opanował się. Teraz nie pora na coś takiego, ważniejszy jest brunet. Musi go uleczyć. Uleczyć? Przecież nie umie leczyć!
- Napadli nas. Umiesz nam pomóc…? Proszę powiedz, że umiesz.
Położyli nieprzytomnego bruneta na łóżku.
- Ohh Sasuke… Sasuke… - Kobieta dotknęła jego twarzy mając łzy w oczach. Uzumaki zirytował się.
- Umiesz nam pomóc?! – Złapał ją za ramiona odwracając od bruneta. Nie podobało mu się to, w jaki sposób na niego patrzyła.
- Tak! Puść mnie. – Wyrwała się z uścisku blondyna - Chwila – wybiegła z pokoju. Naruto usiadł przy Sasuke.
- To moja wina. Powinienem wziąć wszystkie ciosy na siebie.
- Odsuń się! – Dziewczyna przybiegła z apteczką. Nożyczkami obcięła koszulę tak, by miała dostęp do rany. Zaczęła ją umiejętnie czyścić.
- Jesteś lekarzem?
- Tak.
Dopiero teraz Naruto się trochę uspokoił. Mieli szczęście. Sasuke nic nie będzie. Odetchnął z ulgą i spojrzał na kobietę. Wysoko, zgrabna, z długimi… różowymi? Włosami. Uzumaki mrugnął zdezorientowany. No dobrze dzisiaj i tak nic nie powinno go dziwić.
- Co się tak uśmiechasz? – Mruknęła i dopiero teraz zauważył, że ma dziwny, nienaturalny głos.
- Nie nic.
- Podaj mi szczypce.
- Co?
- To metalowe! Muszę wyciągnąć kulę! – Z przerażeniem stwierdził, że jej głos jest jeszcze grubszy od jego. Jakoś bał się powiedzieć – nawet w myślach, że bardziej męski.
- Pproszę.
Swoją drogą to twarz też miała dziwną. Mocno zarysowana szczęka, duży nos. Oczy przynajmniej miała ładne. Duże i zielone. Długie rzęsy…
- Oh Sasuke… Już myślałam, że cię straciłam. To musi być przeznaczenie – Spojrzał na bruneta, który wciąż był nieprzytomny. Dziewczyna właśnie kończyła zszywać drugą ranę. Metalowa kula leżała na łóżku brudząc białą pościel krwią. Naruto dotknął jej opuszkami palców. A więc tylko jedna się wbiła. To chyba dobrze. Nagle rozległo się pukanie do drzwi. Różowo-włosa spojrzała przerażona na blondyna.
- To ci ludzie, którzy was napadli? – Blondyn pokiwał tylko głową, ale uśmiechnął się po chwili.
- Nie martw się. Otworzę.
- Tylko nie zrób sobie krzywdy – mruknęła, gdy Naruto stał już w drzwiach. – Gdyby Sasuke był przytomny na pewno by ich załatwił jednym mrugnięciem . – Uzumaki uśmiechnął się dochodząc do drzwi. Ciekawe czy mówiła to dosłownie, czy tylko w przenośni?
Kiedy uchylił drzwi coś odepchnęło go tak mocno, że zatrzymał się na pobliskiej ścianie. Zamroczony spojrzał na „gościa”.
- Gdzie on jest?!
- Gdzie te łapy? – Czerwone oczy spojrzały na niego nienawistnie. Teraz widział każdy najdrobniejszy szczegół. Gdy złapał dłoń mężczyzny z uśmiechem przywitał grymas bólu na jego twarzy. Gość był mocny. Inni na jego miejscu pewnie by zemdleli.
- To nie była wina Sasuke, że nie zabił tego kogo trzeba!
- Sasuke? Tak się nazywa? – Starszy facet puścił blondyna patrząc na niego w szoku. Ups! Pewnie podał fałszywe nazwisko… no cóż przynajmniej będzie miał dobry powód kolejnego zabójstwa. Naruto nic mu nie będzie mógł zarzucić, kiedy wróci.
- Aaaa!
Coś ty zrobił?!
Musiałem, przecież wiesz…
Zrób coś z tym.
Z przyjemnością!

~~***~~

Kiedy Sasuke zaczął się powoli budzić, Naruto już wrócił. Z uśmiechem podszedł do jego łóżka, ale dalszą drogę zagrodziła mu ręka dziewczyny.
- Nie podchodź! – Syknęła trzymając dłoń bruneta.
- Niby dlaczego?! – Co to za babsztyl?!
- Potrzebuje odpoczynku! Nie wiem kim jesteś, ale na pewno nie jesteś w stanie zaopiekować się nim tak jak ja. Odejdź!
- Nie! – Odepchnął ją mocno i przybliżył się do bruneta. – Sasuke! – Uśmiechnął się, kiedy zobaczył jak czarne oczy patrząc na niego przytomnie. Delikatnie dotknął jego policzka.
- Mnnnn… Naru…?
- Sasuke! – Różowo-włosa podbiegła do leżącego przytulając się do niego.
- Sakura?
- Sasuke… - W jej oczach pojawiły się łzy. – Ohh Sasuke…
- Ej! Ona w ogóle nie chciała mnie do ciebie dopuścić. Dobrze się czujesz, draniu? – Naruto podszedł z drugiej strony łóżka patrząc zawistnie na dziewczynę.
- Tak. Wyleczyłaś mi rany prawda? – Spojrzał na dziewczynę dziwnie. Blondyn wstrzymał oddech.
- Tak! Tak kochanie! Nie sądziłam, że cię jeszcze spotkam. Boże dziękuję ci! Dziękuję!
- Teme! Nie mamy czasu! Musimy się gdzieś ukryć! – Naruto powoli zaczynał tracić cierpliwość. Dlaczego ona tak na niego patrzy? Dlaczego Sasuke jest taki dziwny?!
- Możesz u mnie się ukryć.
- Nie Sakura, nie chcę cię znów narażać.
- Ale…
- Poza tym jest jeszcze Naruto.
Mówił o nim jak o jakimś balaście. Blondyn znów poczuł się tak jak w klasztorze.
- Sam mówiłeś, że nie jestem ci potrzebny. Poradzę sobie. – Poczuł się jak śmieć. Zdziwił się, że tak zareagował. Zazwyczaj wisiało mu to, co ludzie o nim powiedzą.
- Nie. Teraz siedzimy w tym razem, nie pamiętasz? – Brunet uśmiechnął się delikatnie i złapał Naruto za rękę. – Co zrobimy?
- Mmm nie wiem – Uzumaki też się uśmiechnął i usiadł na łóżku.
- Może pojedziemy do mojej rodziny? Na pewno się nie zorientują! Tam będziemy bezpieczni!
- Nie. Pytałem Naruto nie ciebie.
- Ale… ale on przecież nie wie co robić! A ja wiem kochanie!
- Zamilcz.

W prawdzie cieszył się, że spotkał Sakurę. Dziwne było, że razem mieszkali w jednym bloku tyle czasu nie wiedząc o sobie. Ale może dziewczyna niedawno się wprowadziła? Uśmiechnął się na wspomnienie ich chwil spędzonych razem. Była jego najlepszą – jedyną przyjaciółką. Bał się tylko jednego. A co jeśli znów będzie chciał ją skrzywdzić? Przecież przez to rozpadła się ich przyjaźń.
- Suna wyśledzi nas w ciągu tygodnia. W tym czasie albo ukryjemy się gdzieś, gdzie nikt nas nie znajdzie, albo przygotujemy się na ich wizytę…
- Mafia również będzie nas śledzić. Nie damy rady dwóm atakom.
- Możemy jechać do mojej rodziny! Wychowałam się na odludziu.
- Sasuke… To chyba będzie najlepszy pomysł. Nie mamy innego wyjścia – Dodał, kiedy brunet spiorunował go spojrzeniem.
- To gdzie ta twoja rodzina mieszka?- Zapytał po chwili zrezygnowany.
- W Milles City! – Wykrzyknęła radośnie Sakura i wstała. Spod łóżka wyjęła wielką walizkę w kolorowe kwiaty.
- A gdzie to jest?
- No widzicie sami nie wiecie! – Zaśmiała się jeszcze za nim zaczęła pakować wszystkie swoje rzeczy. – W stanie Montana.
- No… mam nadzieję, że nikt nas tam nie znajdzie.
- Pewnie, że nie! To największe zadupie jakie zdam! Tam prawie wszyscy są rodziną! – Teraz z szuflady wyjęła kilkanaście par różowych stringów. Chłopcy spojrzeli na siebie przerażeni.
- To już wiemy dlaczego jest taka zrąbana. Związki kazirodcze – Burknął smętnie blondyn drapiąc się po karku. Sasuke zaśmiał się na jego słowa. Dziwne… Przy blondynie czuł się jakoś inaczej, swobodniej. Całe napięcie gdzieś znikało. W końcu mógł zapomnieć o tym kim był i zacząć cieszyć się chwilą. Chociaż oczywiście wciąż pozostawał denerwującym i matołowatym dzieciakiem, który potrafił utrudnić człowiekowi tylko życie.
- A ty masz jakieś bagaże?
- Nie.
- Jesteś idiotą.
- Ej to nie moja wina, że zostawiłem je w kasynie!
- Cóż… najwyżej Sakura pożyczy ci trochę ubrań. Na pewno będą pasować. I na pewno będą w twoim typie.
- Sasuke – szepnął Naruto zbliżając się do bruneta.
- No?
- Wiesz… ona jest taka dziwna nie uważasz? – Oddechem patrzył usta leżącego.
- Co masz na myśli? – Jego brwi uniosły się ku górze.
- Ona jest bardziej męska ode mnie. Ma takie rysy twarzy i ten głos… - Sasuke zaśmiał się słysząc jego słowa.
- Młotku nawet cheearleaderka będzie bardziej męska od ciebie! – Stuknął go palcem w nos, na co chłopak skrzywił się zabawnie.
- Teme!
- Hej!
- No już pomóż mi wstać – Sasuke mruknął do Naruto, a przy nim już znalazła się Sakura. – Spakowałaś się już?
- Nie jeszcze kilka rzeczy. Może chcesz coś do jedzenia? Pewnie nic nie jadłeś, zrobię ci coś.
- Zjemy na mieście. Mam jeszcze kilka spraw do załatwienia. Jak masz z nami jechać, to się pośpiesz.
- Dobrze Sasuke-kun!
Naruto skrzywił się słysząc co.
- Ona jest naprawdę dziwna…
- Lepiej nie gadaj tyle, tylko mi pomóż!

Po piętnastu minutach Sasuke siedział już w samochodzie i oddychał głośno. W myślach dochodził powoli do numeru dziesięć.
- Siedziałem już z przodu, kiedy ty jeszcze nie wiedziałaś, że spotkasz Sasuke!
- Taaak…? Ale ja go znam dłużej, a zresztą teraz musimy odnowić znajomość! Mamy sobie w końcu tyle do powiedzenia.
- Ja też mam mu wiele do powiedzenia. Na przykład to jaka jesteś beznadziejna!
- Sasuke cholera powiedz coś temu debilowi! – Różowo-włosa zaczęła piszczeć przeraźliwie, na przemian tupiąc nogą.
- Naruto będzie siedział z przodu.
- Ha! – Blondyn wystawił w stronę dziewczyny język i z dumnie uniesioną piersią wsiadł na fotel pasażera.
- To niesprawiedliwe – jęknęła Sakura lokując się na tylnych siedzeniach.
- Niesprawiedliwe jest to, że będę musiał spędzić z wami najbliższe kilka dni, jak nie tygodni… Za jakie grzechy?!
- No wiesz jest ich kilka.
- Naruto…
- Mam wymienić w kolejności alfabetycznej, czy chronologicznej? – Zapytał z bananem na gębie i chcąc nie chcąc Sasuke też musiał się uśmiechnąć.
- Włącz lepiej radio.
- Co?
- Radio! To taka mała skrzynka z przodu samochodu. – Powiedziała Sakura i nie czekając na blondyna wychyliła się do przodu ocierając przy okazji o Sasuke i włączyła radio.
- A co w niej jest?
- Muzyka.

~~***~~

- Powiedz co chcesz, a nie rób cyrki! – Po raz któryś Sasuke syknął w stronę blondyna, który nadal upierał się przy swoim.
- Już powiedziałem. Chcę ramen!
- Przykro mi, ale nie mamy takiej potrawy. Są hamburgery, frytki, tortilla, kawałki kurczaka, sałatki różnego rodzaju. Może chodzi ci o sałatkę? – Zapytała ekspedientka również tracąc powoli cierpliwość. Naruto zastanawiał się, co by zrobiła, gdyby nie Sasuke. Wiedział, że tylko przez niego się hamuje.
- Proszę dać sałatkę grecką i hamburgera.
- Frytki i tortille – burknął blondyn wyraźnie nie zadowolony z zakupu. Szczerze powiedziawszy to brunet płacił, ale mniejsza z tym…
- Nigdy więcej już nie będę z tobą kupował.
- Oj tam, nie było tak źle. A to moja wina, że nie mieli ramenu? Co to za restauracja, która nie ma ramenu?!
- To McDonald`s!
- No cóż… nie będę oceniał twojego gustu kulinarnego. – Mruknął Naruto gryząc hamburgera.
- A ja twojej inteligencji.
- Wiesz, że dobre to nawet? Nie tak dobre jak ramen, ale może być. – Sasuke spojrzał jak blondyn gryzie frytki. W tym momencie nasunęły mu się bardzo jednoznaczne obrazki…

~~***~~

Jechali już kilka dobrych godzin. Sakura mówiła coś do Sasuke, który od czasu do czasu się uśmiechał. Naruto spał wtulony w fotel twarzą do bruneta. Patrzył czasami jak ten śmieje się z czegoś co powiedziała różowo-włosa. Denerwowało go to, bo stwierdził, że Sasuke zdecydowanie mniej ją obraża, bije po głowie i puszcza złośliwe komentarze. Duże częściej się zaś śmiał. Rozzłoszczony obrócił się w drugą stronę. Zrobił to jednak tak niefortunnie, że pas drasnął go w szyję rozcinając skórę. Naruto syknął jeszcze bardziej rozwścieczony.
- Co znowu? – Usłyszał głos Sasuke, jednak zignorował go. Potarł szyję, zamknął oczy i usilnie starał się zasnąć. Ku jego uciesze udało mu się to, gdy rana się zagoiła.

~~***~~

Było już późno popołudnie gdy zatrzymali się na jakiejś stacji benzynowej. Sakura poszła do toalety, Sasuke już zatankował do pełna i patrzył na jeszcze śpiącego blondyna. Zastanawiało go jego zachowanie. Obraził się na coś czy jak? To do niego nie podobne żeby milczał tak długo. Ba! Sasuke mówił jakby go znał. Przecież przebywał z nim nawet nie jeden dzień. Co on może, więc o nim wiedzieć? Nagle spostrzegł czerwoną rozmazaną plamę na szyi. Czyli coś sobie jednak zrobił matoł jeden. Brunet uśmiechnął się delikatnie. Wziął paczkę chusteczek higienicznych ze schowka i poślinił je trochę, by później bardzo delikatnie zacząć zmywać krew z szyi chłopaka. Sam nie wierzył, że to robi. Tak jak przypuszczał nie było żadnego śladu po zadrapaniu. Rana musiała się więc zagoić. Kiedy skończył dotknął włosów chłopaka.
- Nie śpij tyle bo później się jeszcze nie obudzisz – szepnął do jego ucha.
- Mmm…
- Naruto.
- Co?
- Kupiłem ci ramen.
- Naprawdę?! – Krzyknął uradowany i natychmiast otworzył oczy odwracając się do Sasuke. Brunet nie zdążył się jednak cofnąć i ich nosy zetknęły się. Bał się przyznać sam przed sobą, że to nie był brak refleksu, tylko coś zupełnie innego.
- Gdzie ten ramen?
- Zjadłem.
- Teme! – Wykrzyknął Naruto odsuwając się od bruneta.
- Coś taki zły?
- Nie ważne…
- No powiedz.
- Już jestem. Zapłaciłam za benzynę, możemy jechać! – Wykrzyknęła radośnie różowo-włosa wsiadając do samochodu. Blondyn popatrzył na nią smętnie i włączył radio. Sasuke uśmiechnął się niepostrzeżenie. A więc o to chodziło…