Naruto obudził się na czymś ciepłym, nieco twardawym, jednak wyjątkowo miłym w dotyku. Mógłby nawet zaryzykować stwierdzenie, że aksamitnym jak te czekoladki co reklamowali w telewizji. Potarł lekko policzkiem o swój wygodny materac i uśmiechnął się przy tym błogo. Tak to on się mógł budzić codziennie. Otworzył buzie i ziewnął głośno. Nagle poczuł zimną dłoń na swoim kroczu. Ziewnięcie przerodziło się w krótki krzyk. Momentalnie się podniósł i spojrzał na łóżko.
- Sasuke… - burknął niemrawo, patrząc na jakże zadowolonego i szczęśliwego bruneta.
- Dzień dobry, jak się spało? – Mężczyzna podniósł się do siadu i oparł o ścianę. Wredny uśmieszek nie schodził mu z twarzy.
- Źle.
- Naprawdę?
- Masz do tego jeszcze jakieś wątpliwości? – Naruto z niedowierzaniem pokręcił głową i wstał. Podszedł do szafki i zaczął wyjmować świeże ubrania, oraz bieliznę.
- Mam. Wyobraź sobie, że mam wątpliwości i tu uważaj zaskoczę cię… dowody. – Sasuke z werwą poderwał się w łóżka i zaczął powoli zbliżać się do blondyna.
- Zaciągałeś się czymś w kiblu?
- Jak miałem iść do kibla, skoro na mnie leżałeś?
- No… mogłeś mnie zrzucić, czy coś… - Chłopak odwrócił się niepewnie do Uchihy, gdy poczuł dłonie na swoim brzuchu.
- I dostać kolejny zakaz? – Mężczyzna zbliżył twarz do niebieskookiego i polizał delikatnie jego usta.
- Umm… masz rację. Teraz będziesz musiał się ograniczać przez miesiąc. Będziesz się palił od środka, patrząc na mnie. Jakie to smutne – Naruto wydął usta i spojrzał w czarne oczy z żalem.
- Mogę znacznie więcej niż tylko patrzeć.
- Taa, jasne!
- Mówiłeś tylko o wkładaniu.
Zapadłą chwila głuchej ciszy. Naruto myślał. No… z tego co pamiętał, to coś tam o wkładaniu było.
- Jakoś sobie nie przypominam. Była mowa o wszystkim – postanowił udawać, że pamięta. Może drań kłamie i odpuści?
- Oj Naruto, masz cholernie dobrą pamięć, co?
- No śmiesz polemizować?!
- Cholernie dobrą, ale cholernie krótką. – Uzumaki spojrzał na niego z nienawiścią.
- I tak go nie włożysz! – Syknął i odwrócił się ostentacyjnie kierując się w stronę schodów. Zanim zrobił krok poczuł jak brunet łapie go w pasie i przyciąga do siebie. Gorący język polizał wrażliwe na dotyk ucho.
- Zobaczymy kto dłużej wytrzyma – szepnął niskim, seksownym głosem i przejechał zimną dłonią po podbrzuszu chłopaka, który aż westchnął. Nagle jednak zdolne palce mogące tak wiele znikły. Tak samo jak i utalentowany język. Blondyn warknął i nie odwracając się w kierunku Uchihy otworzył klapę w drzwiach. Oczywiście przed tym ubrał bokserki. Nie popełni dwa razy tego samego błędu. Zerknął jeszcze raz na gapiącego się bruneta i zszedł z nerwami na dół. Prowokuje go drań jeden! Ale nie. On jest przecież mnichem. W klasztorze uczyli go spokoju. Właśnie, medytacji. Boże… czemu on wtedy musiał spać? Kiedy zamknął drzwi do łazienki uderzył w nie kilka razy głową. No… jest jeszcze prysznic. Zimna woda i takie tam. Z wielkim bananem na gębie skierował się w stronę kabiny. Otworzył szklane drzwiczki i wszedł do środka. Od razu odkręcił zimną wodę.
- Cholera! – Syknął cicho i skulił się w sobie. – Jak zimno.
- A jak nie ma ci być zimno skoro odkręcasz lodowatą wodę? – Usłyszał jak ktoś wchodzi do kabiny. Odwrócił się momentalnie.
- Nie widzisz, że łazienka jest zajęta?!
- Przecież się zmieścimy. Nie zachowuj się jak rozkapryszony dzieciak i oszczędzaj wody. – Ostrzegł go Sasuke i przekręcił regulator.
- Sam jesteś rozkapryszony. Zachowujesz się jak ci się tylko podoba! – Pchnął go na szklane wejście.
- To mnie naucz kultury – mruknął i złapał mocno za pośladki blondyna. Naruto jęknął zaskoczony, ale po chwili położył dłonie na torsie bruneta. Uśmiechnął się wrednie i uszczypnął jego sutki.
- Hn!
Naruto przybliżył się do niego jeszcze bardziej i musnął ustami jego wargi. Zaczął go delikatnie całować, a banan nie schodził mu z gęby. Usłyszał ciche warknięcie i w ostatniej chwili oddalił się od Uchihy, który chciał pogłębić pocałunek. Blondyn złapał go za ramiona i patrzył na niego chwilę, jakby chciał mu coś powiedzieć. Sasuke czekał w skupieniu, z każdą chwilą marszcząc brwi coraz bardziej.
- Mło… - już otwierał usta, jednak Naruto wpił się nagle w jego wargi Pocałował go od razu mocno i głęboko. Z siłą zdominował bruneta. Po raz pierwszy od ich, hm… znajomości. Kiedy się od siebie oderwali przygryzł delikatnie jego wargę. Sasuke patrzył na niego nieprzytomnie i szepnął coś do blondyna, co chłopak nie do końca zrozumiał. Szum wody zagłuszał cichsze dźwięki.
- Czas na lekcje pierwszą – powiedział z poważną miną i przesunął Uchihe na drzwi łazienki, by później brutalnie popchnąć go na kafelki. Czarnooki zmarszczył brwi, jednak Naruto błysnął tylko zębami i już był na dole, twarzą przy kroczu mężczyzny. Spojrzał na niego z tej pozycji i pociągnął delikatnie na penisa Uchihy, gdy ten patrzył się na sufit. Czarne oczy zwróciły się w stronę blondyna i wtedy on…
~~***~~
Zaczął ssać samą główkę penisa bruneta, który stęknął głucho patrząc w oczy Uzumakiemu. Czuł gorący język na członku, widząc skupiony wyraz twarzy blondyna. Aż się uśmiechnął, ale trzeba było przyznać, że matoł był dobry. Zajebiście dobry…
- Ha! – Sapnął, gdy palce zaczęły masować jego jądra. Mocno i agresywnie. Oddychał głośno.
Kurwa… mocniej… liż mnie… ssij… dotykaj… jeszcze… o tak!
Westchnął głośno czując, że zaraz dojdzie. Jego penis drgał delikatnie. Czuł krew buzującą w przyrodzeniu. Czuł ciasne usta chłopaka pochłaniające go coraz bardziej. Czuł ciepłą wodę lejącą się po głowie i kroki na schodach. Czuł kwaśny zapach cytrusów…
Krzyknął głucho odchylając głowę do tyłu.
- Sasuke? Naruto? Jest tam ktoś?! – Usłyszeli głos Sakury i walenie pięścią w drzwi. Naruto wstał wciąż klęczał przed brunetem. Szturchnął go delikatnie i kiwnął na wejście do łazienki.
- Tak. Kąpie się i zaraz zejdę.
- A gdzie Naruto?
- Na górze. Nie przeszkadzaj mu… ubiera się – powiedział z trudem wymyślając jakąś sensowną wymówkę. Chyba po raz pierwszy w życiu.
- Dobrze będę na ciebie czekać kochanie! – Krzyknęła i oddaliła się. Brunet spojrzał na Uzumakiego, który podniósł się ze skwaszonym wyrazem twarzy.
- Kochanie! – Sparodiował dziewczynę i przycisnął pięści do twarzy. Uchiha przewrócił tylko oczyma i walnął go w łeb.
- Nie wnerwiaj mnie.
- Ej! Nie można bić swojego nauczyciela. W ciągu miesiąca czeka cię jeszcze wiele lekcji.
- A od kiedy ty masz umiejętności pedagogiczne? – Zapytał zabierając szampon z małej półki. Oczywiście Hugo Boss. Najdroższy, najlepszy, o najbardziej intensywnym zapachu. Uśmiechnął się i wyciągnął dłoń blondyna, który opowiadał mu coś na pytanie. Za bardzo nie skupiał się na jego monologu, tylko skierował palce chłopaka w stronę swoich włosów i zmusił do tego, by zaczął delikatnie masować skórę jego głowy. Naruto spojrzał na niego nic nie rozumiejąc, jednak po kilku sekundach (chociaż Sasuke prędzej obstawiałby minuty) załapał o co chodzi. Uśmiechnął się promiennie i złapał w pięści czarne kosmyki cudząc Uchihe. Ten warknął coraz bardziej zdenerwowany i odepchnął Uzumakiego, kiedy chłopak zaczął ugniatać, pucować, wykręcać i bóg wie co jeszcze robić z jego włosami.
- Coś nie tak?
- Ależ nie. Pomyślałem tylko, że ci się odwdzięczę – Sasuke zabrał jakiś tam szampon Uzumakiego. Butelka bynajmniej nie była amerykańskiej produkcji. Otworzył ją i nalał płyn na rękę. Wciągnął głośno powietrze, gdy wyczuł jego zapach. Taki… taki…
- Kurwa co to jest? – Zapytał nie mogąc przestać wdychać wspaniałej woni. Jeszcze nigdy nie czuł czegoś takiego. To pewnie dlatego Naruto tak na niego działa.
- Feromony.
- Co?!
- Żartuję – chłopak zaśmiał się głupawo, gdy Sasuke przyparł go do muru. – Kupiłem to od ruskiej czarownicy.
- Od kogo?
- No czarownicy. Tak pisało na opakowaniu. Ładnie pachnie prawda? – Zapytał uśmiechając się do niego i ścierając żel z dłoni mężczyzny, na swoją rękę. Wmasował sobie szampon we włosy z uśmiechem zapomnienia patrząc na bruneta.
- Zaczynam się ciebie bać.
- No! Powinieneś już się dawno zacząć lękać takiego wojownika jak Naruto Uzumaki!
- Boję się twojej głupoty. Ona jest jak czarna dziura. Pochłania wszystko… - westchnął i przyłączył się do masowania głowy niebieskookiego, który aż zamruczał z przyjemności. Teraz chłopak również zaczął myć włosy Uchihy. Tym razem znacznie delikatniej i przyjemniej. Zaczęli się o siebie delikatnie ocierać, całując się przy tym co rusz. Jakoś nie mogli się powstrzymać. A para była coraz gęstsza.
Kiedy się już umyli, spłukując bardzo dokładnie żel ze swoich ciał (oczywiście rękoma, żeby czasem nie dostał się w te najbardziej ukryte części), wyszli spod prysznicu i zaczęli się wycierać. Również bardzo dokładnie. Później się ubrali i wyszli w końcu z łazienki. Na korytarzu uderzył w nich chłodny powiew.
- Mam nadzieję, że posprzątałeś wczoraj – mruknął Sasuke, gdy schodzili po schodach.
- Co?
- Posprzątałeś kuchnię?
- Eee… - Blondyn zrobił głupią minę i spojrzał mało inteligentnie na bruneta, w którym się aż zagotowało. Poderwał się ze schodów i w mgnieniu oka znalazł się na dole. Otwarł szybko drzwi i poczuł jak coś w nie uderza. Wszedł do środka i rozejrzał się po pokoju.
- Ała! – Usłyszał załamany głos koło siebie i spojrzał w dół. Sakura siedziała na podłodze, trzymając mocno rękoma krwawiący nos. – Chemu ta wpadłech?
- Sorry – burknął tylko i jeszcze raz przyjrzał się kuchni. Idealny porządek.
- Ale ją urządziłeś Sasuke! – Kiedy Naruto wszedł do kuchni, aż gwizdnął z zaskoczenia widząc dziewczynę. Zaśmiał się do niego, jednak przestał, kiedy różowo-włosa kopnęła go w nogę. – Ej! To on ci złamał nos, nie ja!
- Jachby to by ty juch bych wochach kchiatki od spochu.
-Co?
- Mówi, że by cię zabiła.
- Czemu? Przecież nic nie zrobiłem! – Wykrzyknął oburzony i pomógł wstać dziewczynie.
- Hipotetycznie.
Sakura podeszła do apteczki i wyjęła kilka rzeczy. Wyszła z kuchni bełkotają coś jeszcze do nich.
- Jesteś debilem.
- Powiedział nieufny i sprytny książę własnego odbicia – blondyn w jednej chwili znalazł się przy lodówce. Szarpał się chwilę z drzwiczkami, jednak gdy je w końcu otworzył spojrzał z uśmiechem satysfakcji na Uchihe i wystawił mu język. Zaraz potem zanurkował w lodówce, która przytłumiła nieco jego głośny śmiech.
- Zrób mi coś do jedzenia – warknął brunet i zapatrzył się na tyłek Naruto.
- Chcesz wczorajszy gulasz? Jeszcze trochę zostało a… ah – jęknął, gdy poczuł bruneta. Jego ręce w swoich spodniach i członka między pośladkami.
- Wiesz co…?
- No?
- Zrobimy to kiedyś przy lustrach.
- Co?! Odwaliło ci? – Chłopak odwrócił się do Sasuke. Ręce mężczyzny przeniosły się teraz na pośladki, ściskając je mocno.
- Nie. Mmm – zamruczał cicho i pocałował chłopaka namiętnie. - Zobaczysz, że ci się spodoba.
- Jesteś walnięty – westchnął Uzumaki i popchnął bruneta na stół. Zmusił go, żeby się na nim położył.
- Zaraz Sakura tutaj wejdzie.
- I co?
- I cię zabije. – Naruto patrzył na niego dość długo, jednak w końcu zszedł z czarnookiego. Bez słowa odwrócił się i zaczął grzebać w lodówce. – Zrób mi coś do jedzenia.
- Nie jestem twoją służącą.
- Mogę poprosić Sakury.
- To ją proś! Mam cię w nosie – burknął i zatrzasnął z nerwami lodówkę. Zaczął szperać po półkach. Sasuke patrzył na niego znudzonym wzrokiem. I tak weźmie to co zrobi ten matoł. Przecież on nie będzie się brudził w kuchni, jeszcze czego! Nie wspominając o proszeniu dziewczyny. Nagle usłyszał radosny okrzyk blondyna. Spojrzał w jego stronę.
- Ha! Zupka chińska! Prawie jak ramen. – Przytulił opakowanie do piersi i z błogim uśmiechem usiadł na krześle naprzeciwko Uchihy. Zaczął czytać sposób przygotowania i ręką sięgnął po coś za siebie. Po sekundzie przed nosem bruneta wylądowała dzisiejsza gazeta. Mężczyzna uśmiechnął się lekko i zabrał się za jej przeglądanie. Musiał kontrolować, czy nie ma jakichś informacji na ich temat, albo na temat której z mafii.
- Już jestem! – W drzwiach pojawiła się Sakura z lekko opuchniętą twarzą. Sasuke mruknął coś niezrozumiale nie podnosząc wzroku znad gazety. Tak samo jak i blondyn, który właśnie zaczynał zagotowywać wodę. – Co robisz?
- Zupkę chińską.
- Jezu Naruto… a ty co byś chciał zjeść Sasuke-kun? Może przygotuję ci jajecznicę, albo omlety? Lubisz omlety? A może grzanki, lub kiełbaski na gorąco, hm? Jaką kawę pijesz? Zaraz ci zrobię – zaczęła radośnie trajkotać, jakby wcale wczoraj nie straciła ojca.
- Nie wiem, cokolwiek – Sasuke machnął lekceważąco ręką i zmarszczył brwi. Czytał właśnie artykuł o nowym Bondzie kręconym właśnie na tych obszarach. Na szczęście dane były fałszywe, a zdjęcia brak. Uśmiechnął się do siebie z zadowoleniem i spojrzał na Uzumakiego, który właśnie zalewał sobie zupkę z wielkim bananem na gębie. Sakura kroiła coś na kuchennym blacie.
- Policja na razie nie węszy?
- Nie.
- Musimy iść na pogrzeb?
- No tak. Jesteś przecież moim narzeczonym. Jakby to wyglądało, gdybyś się nie pokazał? – Zapytał odwracając się do niego z nożem w ręku. Sasuke skrzywił się nieznacznie.
- Ktoś nas może rozpoznać. Jeśli będzie tam policja, pewnie już wiedzą kogo mają szukać.
- Ależ skądże, a jeśli nawet to uciekniemy. Nie panikuj kochanie – podeszła do niego z uśmiechem i ubrudzonym od miodu palcem przejechała po jego wargach. Usłyszeli chrząknięcie blondyna, a Uchiha z uśmiechem spojrzał na chłopaka.
- Nie przeszkadzaj! – Syknęła różowo-włosa i z nadprzyrodzonym refleksem odwróciła Sasuke i wpiła się w jego usta. Mężczyzna otworzył szerzej oczy i zmarszczył brwi. Poczuł jak Naruto wstaje z krzesła, jednak zdążył odepchnąć dziewczynę.
- Nie zapominaj, że nasze narzeczeństwo jest tylko przykrywką.
- Oh… um… przepraszam – dziewczyna z burakiem na twarzy odwróciła się i wróciła do przygotowywania posiłku dla bruneta. Uchiha spojrzał na Uzumakiego. Przez chwilę miał wrażenie, że w jego oczach pojawiła się płomienna czerwień. Ruchem głowy wskazał krzesło. Chłopak usiadł na nim, marszcząc jednocześnie brwi. Sasuke przymknął lekko oczy, a gdy je otworzył Uzumaki już z zapałem jadł swoją zupkę chińską.
- Wiecie co? – wybełkotał z pełnymi ustami – prawie robi wielką różnicę. To badziewie nie jest nawet stóp godne w całowaniu ramenu!
- Od kiedy potrawy mają stopy?
- To jest draniu taka metafora – chłopak przewrócił oczyma i wrócił do jedzenia. Uchiha uśmiechnął się do niego ironicznie.
- A skąd ty takie górnolotne słowa znasz, co kotku?
- Sasuke, na miłość boską!
- Przeczytałem w słowniku. – Odparł i z dumą wypiął pierś.
- Hohoho… muszę przyznać, że…
- Kotku? Jakby to ktoś usłyszał co by sobie pomyśleli?! A ty! – Sakura wymierzyła oskarżycielsko nóż w stronę blondyna – Ty się nawet zachować nie umiesz! Brak ci ogłady!
- Wolę być nieokrzesany niż mieć klapki na oczach! – Warknął w jej stronę Uzumaki i spojrzał z nienawiścią na dziewczynę.
- Sugerujesz, że niby ja mam klapki na oczach… ty… ty… konusie?! – Sasuke aż szczęka opadła, gdy usłyszał dziewczynę. Naruto chyba też zatkało bo siedział i gapił się na nią zszokowany. Po chwili jednak zaczął się śmiać jak wariat i uderzył kilka razy pięścią w stół.
~~***~~~
- Co?! – Krzyknęła coraz bardziej rozzłoszczona różowo-włosa. W zasadzie to Uzumaki powinien być teraz bardziej zdenerwowany, ale… ale…
- Nic. Po prostu pomyślałem sobie, że zmieniłaś płeć dlatego, że miałaś małego. - Wyksztusił z siebie, aż dusząc się ze śmiechu. Najlepsze było jednak to, że mina Sakury była bezcenna i w przeciwieństwie do jej późniejszych słów mówiła, że blondyn trafił w dziesiątkę. Nawet Sasuke nie powstrzymał się, żeby się nie zaśmiać.
- Jak śmiesz! Miałam ogromnego! Bili się o mnie, żebym im pokazała!
- Kto się bił? – Zapytał Uchiha śmiejąc się cicho. Dziewczyna słysząc to jeszcze bardziej zbladła, jednak po chwili opamiętała się i wykrzyknęła:
- Wszyscy! – Z furią naszykowała podała Sasuke jajecznicę i wyszła, nawet po sobie nie sprzątając. Naruto spojrzał na bruneta i wybuchnął głośnym śmiechem. Mężczyzna uśmiechnął się.
- To był cios poniżej pasa. Dosłownie.
- Haha! Widzisz, widzisz! Jestem genialny! – Sasuke słysząc to spochmurniał. Naruto momentalnie przestał się śmiać i spojrzał zaskoczony na mężczyznę.
- Za każdym razem, gdy mówisz coś takiego, mam wrażenie, że apokalipsa jest coraz bliżej – powiedział z grobową miną i zabrał się za jedzenie jajecznicy.
- Teme! - wykrzyknął blondyn i niewiele czekając podkradł brunetowi trochę śniadanie. No przecież nie jego wina, że zupka była niedobra! Spojrzał na niego z oburzeniem, gdy ten warknął coś w proteście i razem w końcu zjedli danie Sakury, przy dość dużej pomocy Uzumakiego.
- Twój tyłek nie ma dna – skwitował po wszystkim Uchiha i wstał od stołu.
- Sądzę, że ci się to bardzo podoba. Och… a raczej podobało – zaśmiał się i klepnął czarnookiego w pośladki. Gdy ten spojrzał na niego tym wzrokiem zaśmiał się. – I tu cię boli draniu!
- Uważaj, bo zaraz ciebie może boleć. I to w miejscu, w którym nie chciałbyś, żeby bolało – dodał po chwili i niby przypadkowo popchnął chłopaka na ścianę. Uśmiechnął się wychodząc z kuchni. - Sakura! Sakura, chodź do Gai`a. Trzeba iść na plan! – Zawołał czarnooki podchodząc do schodów. Po chwili u szczytu stanęła różowo-włosa.
- Sasuke… Sasu… Czy… czy jakbym była mężczyzną to bym cię bardziej pociągała? – Zapytała, a w Naruto aż zawrzało. Był jednak ciekaw co odpowie Uchiha. Spojrzał na niego uważnie, a mężczyzna zwrócił swoją twarz w jego stronę. Uzumaki stał tak, że Sakura go nie widziała.
- Przestań bredzić i chodź. – Warknął i skierował się w stronę drzwi. Blondyn poszedł za nim.
- On to słyszał? – Zapytała dziewczyna, gdy w końcu wyszli z domu.
- Noo – Naruto wyszczerzył się do dziewczyny i poruszał brwiami w górę i w dół.
- Jak ja cię zaraz…! – Już podnosiła na niego rękę, gdy Sasuke złapał ją mocno za nadgarstek.
- Czytałaś scenariusz?
- Tak, a co?
- Dzisiaj gramy scenę trzecią i czwartą, wiesz co to znaczy? – Sakura milczała przez chwilę, jednak gdy w końcu załapała, jej twarz rozpromieniła się w wielkim uśmiechu.
niedziela, 9 sierpnia 2009
środa, 5 sierpnia 2009
16. Refuge
Siedzieli w samochodzie słuchając radia. Naruto patrzył smętnie w okno, od czasu do czasu zerkając z lekkim strachem na kierowcę, który prowadził pewnie. Matka Sakury, jak i sama dziewczyna zachwycały się co rusz brunetem, a Naruto na każdy komplement marszczył tylko coraz bardziej brwi. Do głowy przychodziły mu coraz gorsze pomysły.
- Kiedy odbędzie się pogrzeb? – Zapytał Sasuke, a blondyn spojrzał na niego obrażonym wzrokiem. Mężczyzna puścił mu oko, na co chłopak wpił się jeszcze mocniej w fotel. Boże… to nie wróżyło nic dobrego.
- Za dwa dni. Muszą przetransportować ciało mojego męża do Miles City. Tam zaczną się przygotowania.
- A nie wie pani, o co chodziło z tymi narządami? Bardzo mnie to niepokoi – Uchiha spojrzał na kobietę w lusterku.
- Policja zajmie się tą sprawą po pogrzebie. Mam nadzieję, że znajdą przyczynę, bo nie będę mogła zasnąć wiedząc, że mojego męża zabiło coś tak strasznego. To chyba najgorsza z możliwych śmierci. – Naruto słysząc to spiął się delikatnie i zagryzł usta.
- Jest znacznie więcej gorszych śmierci. Może mi pani wierzyć – mruknął kierowca kończąc rozmowę. Resztę drogi kobiety rozmawiały tylko ze sobą.
- Och! Moja kochana, słyszałam co się stało! Tak mi przykro! Jezu, jak ty wyglądasz! Pastor był wspaniałym człowiekiem! Wszyscy tak bardzo go kochali. Nie wiem, co teraz bez niego zrobimy… - gdy tylko wysiedli z samochodu, tłum rozhisteryzowanych kobiet rzucił się na przybyłych otaczając ich ciasnym wianuszkiem. Naruto został brutalnie wyciągnięty z „kręgu”. Winowajcą okazał się nie kto inny jak Sasuke Uchiha. Uśmiechnął się krzywo. Jakoś nie bardzo jak na razie odpowiadało mu przebywanie w jego towarzystwie. Zwłaszcza, gdy mężczyzna miał dla niego prezent. Westchnął cierpiętniczo, mając surrealistyczną nadzieję, że może to odstraszy bruneta. Cholera, jakby go nie znał.
- Chodź do domu – uśmiechnął się mężczyzna i pociągnął go mocniej w stronę budynku. Uzumaki opierał się jednak.
- Nigdzie z tobą nie idę.
- Niby dlaczego?
- Powiedz mi, jak mogłeś zostawić Sakurę w takim stanie? Serce nie masz? – Zmrużył wściekle oczy, jednak nie mógł ukryć w nich drugiego uczucia – smutku.
- Ty z nią zostałeś i co z tego masz? Podziękowała ci chociaż? – Zapytał sarkastycznie, uśmiechając się przy tym wrednie.
- Co, skąd wiesz, że…?
- Och! Zapomniałem, że ty nosisz różowe okulary.
- Mówiłeś, że różowy to kolor pedalski.
- Kurwa, nie o to mi chodzi! Sakura widzi tylko czubek własnego nosa. No i może jeszcze mój tyłek – mruknął po chwili zamyślenia.
- Ty też jesteś egoistą. Dzisiaj to udowodniłeś.
- Nie porównuj mnie z tą larwą. Nawet za twoją pomoc nie umiała podziękować. Gdybyśmy nie byli w jej domu to…
- Daj spokój. Przyzwyczaiłem się już. W klasztorze, jakoś nikt nie kwapił się żeby być dla mnie uprzejmym. To dla mnie chleb powszedni – mruknął i wzruszył ramionami. Sasuke westchnął i uśmiechnął się do niego nieco cieplej.
- Chodź do domu.
- Sasuke! Sasuke kochanieńki ja muszę iść do kościoła. Sakura pójdzie ze mną. Wrócimy dopiero rano, więc zróbcie sobie coś do jedzenia.
- Do jutra! – Usłyszeli jeszcze głos różowo-włosej i sekta kościelna zniknęła za płotem.
- Mamy cały dom dla siebie – mruknął brunet i przyciągnął nagle niebieskookiego do siebie.
- Jest dopiero południe.
- Mmm… chcesz coś zjeść?
- Tak – Uzumaki natychmiast się rozweselił i cmoknął usta bruneta.
- No to zrobisz jedzenie. Mam nadzieję, że tym razem nie przesolisz – mężczyzna puścił go i skierował się w stronę drzwi. Naruto warknął pod nosem. Cholerny, egoistyczny, snobistyczny drań! Jeszcze go nauczy kultury! O! Właśnie! Nauczy go kultury! Blondyn uśmiechnął się wrednie i wszedł do domu.
- Umiesz przyrządzać sushi? – Zapytał Uchiha, patrząc uważnie na niebieskookiego, który właśnie zdejmował buty i kurtkę.
- Nie.
- A co umiesz przyrządzać?
- Ramen.
- Tylko tyle? – mężczyzna podszedł do niego i powoli zaczął ściągać z niego T-shirt.
- Co robisz? – Naruto odepchnął go, z gniewem patrząc w twarz czarnookiego, któremu uśmiech nie schodził z twarzy.
- Rozbieram cię. Czy to aż takie trudne do zrozumienia?
- Nie będziesz sobie mnie rozbierał kiedy tylko ci się to będzie podobać!
- Tak myślisz? – Sasuke przyparł go nagle do ściany i włożył kolano między jego nogi. Zaczął całować ucho mniejszego chłopaka.
- Tak… myślę – jęknął blondyn z trudem się hamując. Boże, jakby on teraz chciał pocałować tego drania!
- To źle myślisz – jego prośba została spełniona. Uchiha przylgnął wargami do jego ust. Zaczął jeździć po nich językiem, by już po chwili znaleźć się w ich wnętrzu i siłować się z językiem niebieskookiego. Chłopak zarzucił mu ręce na szyję i zaczął ocierać się o jego nogę jęcząc przy każdym mocniejszym ruchu. Poczuł jak dłonie bruneta gładzą jego brzuch, by po chwili zjechać na plecy. Mężczyzna bezceremonialnie złożył dłonie w jego spodnie i złapał mocno za pośladki.
- Hnn! – stęknął Uzumaki czując jak czarnooki zaczyna ugniatać i masować jego tyłek. Zamknął mocniej oczy, chcąc jeszcze bardziej skupić się na doznaniach. W końcu Uchiha oderwał się od niego. Oddychali głośno, łapiąc powietrze. Sasuke zaczął lizać jego szczękę i szyję. Ssąc przez chwilę jabłko Adama. Naruto jęczał coraz głośniej, przyciągając do siebie czarnookiego.
- A teraz wymyśl coś do jedzenia, bo jestem głodny – nagle ręce na pośladkach zniknęły, usta i boski język również. Blondyn zdezorientowany patrzył jak Uchiha kieruję się w stronę schodów.
-Ej co robisz teme?!
- Idę odpocząć po podróży – mruknął i już go nie było. Naruto gapił się jeszcze chwilę na schody, po czym ze zrezygnowaną miną udał się do kuchni. Otworzył lodówkę i spojrzał do środka. Większą zawartość stanowiły gotowe potrawy, których ilość kcalori mogłaby zadowolić nawet słonia. Na swoje nieszczęście znalazł tylko kilka warzyw i jakieś, jeszcze surowe mięso. Westchnął ze zrezygnowaniem. A jakby tak zrobił kanapki?
- Jesteś matołem – usłyszał w drzwiach kuchni i poderwał głowę.
- Wcale nie! Zaraz ci draniu pokaże, że umiem gotować! Szczena ci opadnie, zobaczysz!
- Z pewnością. – mruknął i usiadł za stołem nie spuszczając wzroku z Uzumakiego.
- Co? – Zapytał, gdy umył już owoce i przygotowywał właśnie deskę i nóż, by pokroić składniki.
- A coś ma być?
- Nie gap się na mnie – powiedział i położył drewnianą deskę na stół. Zmarszczył groźnie brwi i zamachnął brunetowi nożem przed nosem. Ten nawet nie drgnął. – Jesteś draniem. – Zaczął kroić kolejno warzywa.
- Gdzie się tego nauczyłeś? Myślałem, że nie umiesz gotować – Sasuke patrzył na ostrze, które śmigało między palcami niebieskookiego. Chłopak uśmiechnął się.
- Już ci mówiłem, że jestem jedną wielką niespodzianką.
- Nie chwal dnia przed zachodem słońca. Kroić może umiesz, ale gotowanie jest sztuką. – Wstał i skierował się w stronę drzwi. – Miłej pracy – dodał zanim jeden z pomidorów, które Naruto miał pod ręką nie wylądował na zatrzaskujących się drzwiach. On go jeszcze nauczy kultury do cholery!
~~***~~
Sasuke zdrzemnął się i wykąpał. Czekał, aż ten matoł zrobi jedzenie. Był diabelnie ciekawy tego, czy znów wyjdzie mu taka rura jak poprzednim razem. Zszedł cicho do kuchni i otworzył delikatnie drzwi. Oparł się o framugę śledząc sylwetkę blondyna krzątającego się po kuchni. Aż dziw, że chłopak jeszcze go nie zauważył. A podobno był potężnym mnichem. Taa… jasne. Uśmiechnął się z ironią i jego spojrzenie jechało na tyłek blondyna. Oblizał się mimowolnie.
- Siadaj do stołu Uchiha, zaraz będzie – usłyszał głos niebieskookiego pochylającego się nad piecem. Sasuke usiadł przy stole, wciąż nie mogąc oderwać spojrzenia od blondyna. Niech już zjedzą ten cholerny posiłek i niech się w końcu zabawią! Zadudnił ze zniecierpliwieniem palcami o blat stołu.
- Patrz i zachwycaj się! – Przed nim wylądował talerz… talerz jedzenia. O ile zaliczało się to do kategorii możliwej do spożycia.
- Co ugotowałeś? – Zapytał, by się upewnić.
- Gulasz z niespodzianką – wyszczerzył się do czarnookiego, który spojrzał z rezerwą na swój posiłek.
- A czemu ty nie jesz?
- Hmm… tylko ty mówiłeś, że jesteś głodny.
- Zjedz ze mną kochanie – brunet błysnął zębami i jednym ruchem zgarnął stojącego nad nim chłopaka na swoje kolana.
- Ale wiesz, to chyba nie będzie konieczne – chciał się wyrwać, jednak Sasuke trzymał go mocno.
- Nie rób mi przykrości. Zresztą każdy kucharz musi spróbować swoich potraw. No dalej – podsunął mu pod usta łyżkę.
- To chyba nie będzie konieczne. Ty spróbuj pierwszy – Naruto odsunął ją odciągnął ją ostrożnie od swoich ust.
- Co tam dodałeś? – Zapytał brunet patrząc na niego uważnie. Nie miał zamiaru bawić się w kotka i myszkę.
- Warzywa.
- I?
- Mięso.
- I? – Zapytał patrząc na niego tym wzrokiem.
- Lody, chipsy, frytki, jogurt, sos czekoladowy i… środek przeczyszczający. – Uchiha słysząc to o mało nie osunął się z krzesła.
- Odwaliło ci?! – Zrzucił blondyna z kolan, a ten wylądował na podłodze.
- Chciałem ci dać nauczkę draniu! Nie będziesz mną pomiatał tak jak Sakurą!
- Pomiatać?! Miałeś tylko zrobić obiad!
- Nie jestem twoją służącą. Jak jesteś taki mądry, to zrób sobie go sam! – Wstał z podłogi i wyszedł szybko z kuchni. Drzwi zamknęły się za nim z hukiem. Sasuke zerknął jeszcze przez ramie i z westchnieniem opadł na krzesło. Zamieszał ze skwaszonym wyrazem, twarzy w talerzu. Wyłowił właśnie jakieś spalone mięso i truskawkę.
- Kurwa – mruknął wstając i wychodząc z kuchni. Skierował się na piętro.
- Naruto? – Uchylił drzwi w podłodze i ogarnął wzrokiem ich sypialnię. Blondyna nigdzie nie było. Wszedł po schodach i uchylił drzwi pokoju Sakury, później zajrzał do wszystkich możliwych pokoi, jednak nie znalazł chłopaka. Ostatnie drzwi prowadziły do łazienki. Zapukał cicho. Nic. Nacisnął klamkę - zamknięte.
- Naruto wyjdź.
- Spadaj.
- Wyjdź bo rozwalę te jebane drzwi! – Syknął i uderzył w nie pięściami.
- Rób sobie co chcesz, mam cię w dupie!
- Teraz to dopiero zauważyłeś?
- Teme! – drzwi nagle się otwarły.
- Nie odstawiaj cyrków – zanim chłopak zdążył zareagować Sasuke już przyciągnął go do siebie i wpił w jego usta. Blondyn patrzył na niego zimno. – Gdzie chcesz to zrobić? - Spytał brunet nie przejmując się zachowaniem niebieskookiego.
- Na stole.
- Idź do kuchni. Zaraz tam przyjdę – pocałował go ostatni raz i zniknął na schodach prowadzących na poddasze. Uśmiechnął się pod nosem. Zabrał zabawki i wszedł na dół. Na dole Uzumaki zasłonił okna roletami i zapalił kilka świeczek zapachowych. Brunet uśmiechnął się i podszedł do niebieskookiego.
- Widzę, że wczuwasz się w klimat- szepnął mu do ucha, gryząc je lekko. Naruto odwrócił się do niego z uśmiechem na ustach.
- Korzystaj póki możesz – popchnął go, tak, że Uchiha wylądował na stole. Chłopak również się na niego wdrapał i zawisnął nad czarnookim. Przejechał językiem lubieżnie po ustach mężczyzny.
- Nawet nie wiesz, co cię czeka – usłyszał i poczuł ręce ściągające jego spodnie.
~~***~~
Naruto zaczął lizać szyję Sasuke, który powoli odpinał jego spodnie. Niby przypadkowo muskał coraz twardszą męskość chłopaka, który poruszał delikatnie biodrami pod jego dotykiem. Zaczął cicho mruczeć wprost do ucha mężczyzny. Uśmiechnął się, gdy ten spiął się lekko. Wplótł palce w czarne kosmyki i pocałował mocno leżącego bruneta, czując jak ten ściąga z niego spodnie do samych kolan. Podniósł minimalnie nogi i podczołgał się do czarnookiego nieco wyżej, tak, by Sasuke mógł ściągnąć z niego ubranie do końca. Został w samych bokserkach. Podniósł się do pionu i powolnym ruchem zaczął ściągać z siebie T-shirt. Czuł wzrok Uchihy na sobie. Gdy ściągnął koszulkę rzucił ją gdzieś w kąt. Zabrał dłoń bruneta i przejechał nią po swojej klatce piersiowej, przygryzając w między czasie usta i patrząc na niego z pożądaniem. Sasuke stęknął cicho czując sutki blondyna pod palcami. Ścisnął je delikatnie, a Naru odchylił głowę do tyłu mrucząc nieco głośniej. Po chwili zabawy brodawkami poprowadził jednak ręce bruneta w dół, do swoich bokserek. Uśmiechnął się do niego sugestywnie. Zatrzymał palce mężczyzna na linii bielizny i zaczął je delikatnie obniżać. Czarnooki zrozumiał, z zafascynowaniem patrząc na kolejne odkrywane tereny na ciele blondyna. Brunet oddychał ciężko. Usiadł gwałtownie i jednym ruchem ściągnął z chłopaka bokserki. Od razu złapał go za pośladki i powalił na stół, tak, że teraz to Uzumaki leżał. Chłopak chciał odpiąć koszulę bruneta, jednak ten złapał jego nadgarstki i przypiął kajdankami do stało, które niewiadomo skąd pojawiły się w jego rękach.
- Co robisz? – Naruto szarpnął się kilka razy i chodź więzy były bardzo miękkie, to nie puszczały.
- Niespodzianka kotku – mruknął i wstał od stołu patrząc z satysfakcją na niebieskookiego.
- Jeszcze nie jesteś rozebrany! – Syknął chłopak wciąż się szarpiąc.
- To jakiś problem? – Zapytał i powolnym ruchem zaczął ściągać koszulę. Naruto gapił się na niego. Na szczupłe, niesamowicie długie palce, umięśnioną klatkę piersiową, płaski brzuch z kaloryferem… Wstrzymał powietrze, kiedy Uchiha zaczął odpinać spodnie. Wierzgnął się nogami, by ukryć swoje podniecenie, jednak nie za wiele mu to pomogło. Uchiha uśmiechnął się ironicznie patrząc na niego i właśnie ściągając swoje bokserki. Naruto jęknął mimowolnie.
- Mam jeszcze jeden prezent – podszedł do niego powoli, a Uzumaki jakoś nie mógł oderwać wzroku od jego imponującej męskości. Nie żeby miał małą, ale… jakoś penis tego drania, był taki… taki…
- Aż się boję.
- Ten ci się dużo bardziej spodoba. Możesz być pewny. - Usiadł na biodrach chłopaka, który aż syknął czując przyrodzenie mężczyzny na swoim brzuchu. W jego rękach zobaczył żel.
- Do czego to?
- Do masażu – mruknął brunet i otworzył tubkę. Wycisnął niego żelu na rękę i potarł dłonie o siebie. Pochylił się nad blondynek, który oddychał płytko. Po chwili chłopak poczuł chłodny dotyk na klatce. Pisnął cicho i szarpnął dłońmi.
- Cii – gorące usta uciszyły go skutecznie. Uchiha całował go jednocześnie masując jego pierś. Zwrócił nieco większą uwagę na sutki, które już były twarde i jeszcze bardziej podatne na dotyk bruneta. Uzumaki jęczał w usta mężczyzna ocierając się o niego niecierpliwie.
Boże niech on już to zrobi… i niech go masuje… i całuje…
- Ahh! – Jęknął wyginając się w lekki łuk, gdy Sasuke zszedł dłońmi na jego podbrzusze. Masował delikatnie skórę nad penisem. – Uchiha – głos blondyna był zachrypnięty od podniecenia i ekstazy. Drażniącej rozkoszy.
- Co?
- Niżej – jęknął i już po chwili poczuł zimną dłoń na swoim członku. Wypiął się mocniej i delikatnie zaczął poruszać biodrami.
- Draniu! – Krzyknął patrząc na bruneta z pretensją. Sasuke spojrzał na niego zaskoczony. – Przygotuj mnie już, do cholery! Lenisz się tylkooooooo! – Wrzasnął czując dwa palce wdzierające się w jego wnętrze. Dwa zimne, mokre palce, które zaczęły się w nim szybko poruszać. Jęczał coraz głośniej.
Boże jak dobrze… ach… więcej… mocniej… niech nie przestaje… zabije go jeśli go nie włoży, już! Teraz!
Otworzył oczy, czując jak coś o wiele większego napiera na jego wejście. Zacisnął mięśnie pochłaniając w sobie samą główkę jego penisa. Westchnął czując jak gorąco bije od niego na kilometr. Sasuke stęknął cicho i złapał jedną ręką głowę Naruto kierując w swoją stronę. Pocałował go mocno, tak, że mięśnie chłopaka się rozluźniły. Uśmiechnął się i wszedł w niego głębiej. Chłopak jękną wprost w jego usta. Uchiha objął go ramieniem i zaczął się poruszać. Naru cały drżał.
Ahh… mocniej… chcę cię czuć całego… mocno… kochaj się ze mną jeszcze mocniej… - jęczał zaciskając mocniej uda na ramionach mężczyzny.
Nagle poczuł jak jego członek drgnął, a później całe jego ciało dotknęły igły. Wzdrygnął się i krzyknął. Ten dotyk! Ten zapach! Obraz zamazał mu się przed oczyma, a mięśnie zacisnęły mocno. Po chwili poczuł jak Uchiha krzyczy coś niezrozumiale i rozlewa się w jego wnętrzu.
Brunet opadł na niego wyczerpany. Wyczuł jego delikatny uśmiech.
- I jak ci się podobały zabawki? – Usłyszał tuż przy uchu, które następnie zostało delikatnie ugryzione.
- Bardzo fajne. Następnym razem… ja z nich… skorzystam – powiedział łapiąc oddech.
- Jak zasłużysz to może je dostaniesz.
- Nie igraj ze mną, bo ty możesz nie dostać czegoś o wiele wartościowszego – szepnął blondyn i otarł się sugestywnie biodrami o krocze mężczyzny, który pocałował go mocno. Po chwili oderwał się od chłopaka i wstał.
- Miłej nocy młocie – mruknął i zaczął zbierać swoje ubrania.
- Odepnij mnie.
- Nie. – powiedział i skierował się w kierunku drzwi.
- Odepnij mnie – powtórzył Uzumaki.
- Nie.
- Odepnij mnie, bo już wkurzę.
- Poproś – brunet podszedł do niego i spojrzał na leżącego z góry.
- Co?
- Poproś.
-…
- Dobranoc – odwrócił się i już zrobił kilka kroków w stronę drzwi, gdy Naruto zaczął wołać:
- Proszę draniu, proszę odepnij mnie. Pasuje?!
- Tak. – Sasuke podszedł do niego z małym kluczykiem i włożył mu go w dłoń.
- Powodzenia – powiedział i wyszedł z kuchni nie zważając na wołania niebieskookiego.
- Cholerny Uchiha! – Syknął jeszcze chłopak po czym zaczął nakierowywać klucz do dziurki, uważając tylko, żeby mu nie spadł na podłogę.
~~***~~
Sasuke leżał już wykąpany i uśmiechnięty. Czekał na blondyna, którego usłyszał kilka minut temu na schodach. Pewnie teraz poszedł się myć – pomyślał i spojrzał przez okno. Położył się na łóżku tego matoła, a co się będzie. Miał tylko nadzieję, że jak chłopak przyjdzie to go nie wywali. Jakoś nie mógł się powstrzymać, żeby nie zrobić na złość Naruto. Niech się trochę pomęczy – zaśmiał się cicho pod nosem, jednak przestał, gdy usłyszał kroki na schodach. Podniósł lekko głowę i spojrzał na Uzumakiego. Jego blond kosmyki kleiły mu się do twarzy. Chłopak uśmiechnął się i podszedł do bruneta. Niebieskooki był w samych bokserkach, więc Uchiha mógł podziwiać jego zwinne ciało w całości.
- Jak ci się podobał dzisiejszy wieczór? – Zapytał i pochylił się nad Sasuke.
- Bardzo mi się podobał – szepnął czarnooki czekając na ruch blondyna. Przypuszczał, że zaraz dostanie w twarz, lub blondyn wywali go z łóżku i nie będzie się do niego odzywał przez kilka dni. Uzumaki nie zrobił jednak niczego zagrażającemu osobie bruneta.
- To dobrze. – wciąż się uśmiechał. – Zapamiętaj to uczucie, bo mojego tyłka nie będziesz widział przez miesiąc. A teraz miłych snów. – Pocałował go delikatnie w usta i przytulił się do Sasuke, który nawet nie zaprotestował patrząc w szoku na blond czuprynę leżącą na jego piersi. Westchnął i przymknął oczy. Nie będzie się z nim kłócił. Udowodni mu za to, że nie jest w stanie wytrzymać bez niego nawet dzień.
- Kiedy odbędzie się pogrzeb? – Zapytał Sasuke, a blondyn spojrzał na niego obrażonym wzrokiem. Mężczyzna puścił mu oko, na co chłopak wpił się jeszcze mocniej w fotel. Boże… to nie wróżyło nic dobrego.
- Za dwa dni. Muszą przetransportować ciało mojego męża do Miles City. Tam zaczną się przygotowania.
- A nie wie pani, o co chodziło z tymi narządami? Bardzo mnie to niepokoi – Uchiha spojrzał na kobietę w lusterku.
- Policja zajmie się tą sprawą po pogrzebie. Mam nadzieję, że znajdą przyczynę, bo nie będę mogła zasnąć wiedząc, że mojego męża zabiło coś tak strasznego. To chyba najgorsza z możliwych śmierci. – Naruto słysząc to spiął się delikatnie i zagryzł usta.
- Jest znacznie więcej gorszych śmierci. Może mi pani wierzyć – mruknął kierowca kończąc rozmowę. Resztę drogi kobiety rozmawiały tylko ze sobą.
- Och! Moja kochana, słyszałam co się stało! Tak mi przykro! Jezu, jak ty wyglądasz! Pastor był wspaniałym człowiekiem! Wszyscy tak bardzo go kochali. Nie wiem, co teraz bez niego zrobimy… - gdy tylko wysiedli z samochodu, tłum rozhisteryzowanych kobiet rzucił się na przybyłych otaczając ich ciasnym wianuszkiem. Naruto został brutalnie wyciągnięty z „kręgu”. Winowajcą okazał się nie kto inny jak Sasuke Uchiha. Uśmiechnął się krzywo. Jakoś nie bardzo jak na razie odpowiadało mu przebywanie w jego towarzystwie. Zwłaszcza, gdy mężczyzna miał dla niego prezent. Westchnął cierpiętniczo, mając surrealistyczną nadzieję, że może to odstraszy bruneta. Cholera, jakby go nie znał.
- Chodź do domu – uśmiechnął się mężczyzna i pociągnął go mocniej w stronę budynku. Uzumaki opierał się jednak.
- Nigdzie z tobą nie idę.
- Niby dlaczego?
- Powiedz mi, jak mogłeś zostawić Sakurę w takim stanie? Serce nie masz? – Zmrużył wściekle oczy, jednak nie mógł ukryć w nich drugiego uczucia – smutku.
- Ty z nią zostałeś i co z tego masz? Podziękowała ci chociaż? – Zapytał sarkastycznie, uśmiechając się przy tym wrednie.
- Co, skąd wiesz, że…?
- Och! Zapomniałem, że ty nosisz różowe okulary.
- Mówiłeś, że różowy to kolor pedalski.
- Kurwa, nie o to mi chodzi! Sakura widzi tylko czubek własnego nosa. No i może jeszcze mój tyłek – mruknął po chwili zamyślenia.
- Ty też jesteś egoistą. Dzisiaj to udowodniłeś.
- Nie porównuj mnie z tą larwą. Nawet za twoją pomoc nie umiała podziękować. Gdybyśmy nie byli w jej domu to…
- Daj spokój. Przyzwyczaiłem się już. W klasztorze, jakoś nikt nie kwapił się żeby być dla mnie uprzejmym. To dla mnie chleb powszedni – mruknął i wzruszył ramionami. Sasuke westchnął i uśmiechnął się do niego nieco cieplej.
- Chodź do domu.
- Sasuke! Sasuke kochanieńki ja muszę iść do kościoła. Sakura pójdzie ze mną. Wrócimy dopiero rano, więc zróbcie sobie coś do jedzenia.
- Do jutra! – Usłyszeli jeszcze głos różowo-włosej i sekta kościelna zniknęła za płotem.
- Mamy cały dom dla siebie – mruknął brunet i przyciągnął nagle niebieskookiego do siebie.
- Jest dopiero południe.
- Mmm… chcesz coś zjeść?
- Tak – Uzumaki natychmiast się rozweselił i cmoknął usta bruneta.
- No to zrobisz jedzenie. Mam nadzieję, że tym razem nie przesolisz – mężczyzna puścił go i skierował się w stronę drzwi. Naruto warknął pod nosem. Cholerny, egoistyczny, snobistyczny drań! Jeszcze go nauczy kultury! O! Właśnie! Nauczy go kultury! Blondyn uśmiechnął się wrednie i wszedł do domu.
- Umiesz przyrządzać sushi? – Zapytał Uchiha, patrząc uważnie na niebieskookiego, który właśnie zdejmował buty i kurtkę.
- Nie.
- A co umiesz przyrządzać?
- Ramen.
- Tylko tyle? – mężczyzna podszedł do niego i powoli zaczął ściągać z niego T-shirt.
- Co robisz? – Naruto odepchnął go, z gniewem patrząc w twarz czarnookiego, któremu uśmiech nie schodził z twarzy.
- Rozbieram cię. Czy to aż takie trudne do zrozumienia?
- Nie będziesz sobie mnie rozbierał kiedy tylko ci się to będzie podobać!
- Tak myślisz? – Sasuke przyparł go nagle do ściany i włożył kolano między jego nogi. Zaczął całować ucho mniejszego chłopaka.
- Tak… myślę – jęknął blondyn z trudem się hamując. Boże, jakby on teraz chciał pocałować tego drania!
- To źle myślisz – jego prośba została spełniona. Uchiha przylgnął wargami do jego ust. Zaczął jeździć po nich językiem, by już po chwili znaleźć się w ich wnętrzu i siłować się z językiem niebieskookiego. Chłopak zarzucił mu ręce na szyję i zaczął ocierać się o jego nogę jęcząc przy każdym mocniejszym ruchu. Poczuł jak dłonie bruneta gładzą jego brzuch, by po chwili zjechać na plecy. Mężczyzna bezceremonialnie złożył dłonie w jego spodnie i złapał mocno za pośladki.
- Hnn! – stęknął Uzumaki czując jak czarnooki zaczyna ugniatać i masować jego tyłek. Zamknął mocniej oczy, chcąc jeszcze bardziej skupić się na doznaniach. W końcu Uchiha oderwał się od niego. Oddychali głośno, łapiąc powietrze. Sasuke zaczął lizać jego szczękę i szyję. Ssąc przez chwilę jabłko Adama. Naruto jęczał coraz głośniej, przyciągając do siebie czarnookiego.
- A teraz wymyśl coś do jedzenia, bo jestem głodny – nagle ręce na pośladkach zniknęły, usta i boski język również. Blondyn zdezorientowany patrzył jak Uchiha kieruję się w stronę schodów.
-Ej co robisz teme?!
- Idę odpocząć po podróży – mruknął i już go nie było. Naruto gapił się jeszcze chwilę na schody, po czym ze zrezygnowaną miną udał się do kuchni. Otworzył lodówkę i spojrzał do środka. Większą zawartość stanowiły gotowe potrawy, których ilość kcalori mogłaby zadowolić nawet słonia. Na swoje nieszczęście znalazł tylko kilka warzyw i jakieś, jeszcze surowe mięso. Westchnął ze zrezygnowaniem. A jakby tak zrobił kanapki?
- Jesteś matołem – usłyszał w drzwiach kuchni i poderwał głowę.
- Wcale nie! Zaraz ci draniu pokaże, że umiem gotować! Szczena ci opadnie, zobaczysz!
- Z pewnością. – mruknął i usiadł za stołem nie spuszczając wzroku z Uzumakiego.
- Co? – Zapytał, gdy umył już owoce i przygotowywał właśnie deskę i nóż, by pokroić składniki.
- A coś ma być?
- Nie gap się na mnie – powiedział i położył drewnianą deskę na stół. Zmarszczył groźnie brwi i zamachnął brunetowi nożem przed nosem. Ten nawet nie drgnął. – Jesteś draniem. – Zaczął kroić kolejno warzywa.
- Gdzie się tego nauczyłeś? Myślałem, że nie umiesz gotować – Sasuke patrzył na ostrze, które śmigało między palcami niebieskookiego. Chłopak uśmiechnął się.
- Już ci mówiłem, że jestem jedną wielką niespodzianką.
- Nie chwal dnia przed zachodem słońca. Kroić może umiesz, ale gotowanie jest sztuką. – Wstał i skierował się w stronę drzwi. – Miłej pracy – dodał zanim jeden z pomidorów, które Naruto miał pod ręką nie wylądował na zatrzaskujących się drzwiach. On go jeszcze nauczy kultury do cholery!
~~***~~
Sasuke zdrzemnął się i wykąpał. Czekał, aż ten matoł zrobi jedzenie. Był diabelnie ciekawy tego, czy znów wyjdzie mu taka rura jak poprzednim razem. Zszedł cicho do kuchni i otworzył delikatnie drzwi. Oparł się o framugę śledząc sylwetkę blondyna krzątającego się po kuchni. Aż dziw, że chłopak jeszcze go nie zauważył. A podobno był potężnym mnichem. Taa… jasne. Uśmiechnął się z ironią i jego spojrzenie jechało na tyłek blondyna. Oblizał się mimowolnie.
- Siadaj do stołu Uchiha, zaraz będzie – usłyszał głos niebieskookiego pochylającego się nad piecem. Sasuke usiadł przy stole, wciąż nie mogąc oderwać spojrzenia od blondyna. Niech już zjedzą ten cholerny posiłek i niech się w końcu zabawią! Zadudnił ze zniecierpliwieniem palcami o blat stołu.
- Patrz i zachwycaj się! – Przed nim wylądował talerz… talerz jedzenia. O ile zaliczało się to do kategorii możliwej do spożycia.
- Co ugotowałeś? – Zapytał, by się upewnić.
- Gulasz z niespodzianką – wyszczerzył się do czarnookiego, który spojrzał z rezerwą na swój posiłek.
- A czemu ty nie jesz?
- Hmm… tylko ty mówiłeś, że jesteś głodny.
- Zjedz ze mną kochanie – brunet błysnął zębami i jednym ruchem zgarnął stojącego nad nim chłopaka na swoje kolana.
- Ale wiesz, to chyba nie będzie konieczne – chciał się wyrwać, jednak Sasuke trzymał go mocno.
- Nie rób mi przykrości. Zresztą każdy kucharz musi spróbować swoich potraw. No dalej – podsunął mu pod usta łyżkę.
- To chyba nie będzie konieczne. Ty spróbuj pierwszy – Naruto odsunął ją odciągnął ją ostrożnie od swoich ust.
- Co tam dodałeś? – Zapytał brunet patrząc na niego uważnie. Nie miał zamiaru bawić się w kotka i myszkę.
- Warzywa.
- I?
- Mięso.
- I? – Zapytał patrząc na niego tym wzrokiem.
- Lody, chipsy, frytki, jogurt, sos czekoladowy i… środek przeczyszczający. – Uchiha słysząc to o mało nie osunął się z krzesła.
- Odwaliło ci?! – Zrzucił blondyna z kolan, a ten wylądował na podłodze.
- Chciałem ci dać nauczkę draniu! Nie będziesz mną pomiatał tak jak Sakurą!
- Pomiatać?! Miałeś tylko zrobić obiad!
- Nie jestem twoją służącą. Jak jesteś taki mądry, to zrób sobie go sam! – Wstał z podłogi i wyszedł szybko z kuchni. Drzwi zamknęły się za nim z hukiem. Sasuke zerknął jeszcze przez ramie i z westchnieniem opadł na krzesło. Zamieszał ze skwaszonym wyrazem, twarzy w talerzu. Wyłowił właśnie jakieś spalone mięso i truskawkę.
- Kurwa – mruknął wstając i wychodząc z kuchni. Skierował się na piętro.
- Naruto? – Uchylił drzwi w podłodze i ogarnął wzrokiem ich sypialnię. Blondyna nigdzie nie było. Wszedł po schodach i uchylił drzwi pokoju Sakury, później zajrzał do wszystkich możliwych pokoi, jednak nie znalazł chłopaka. Ostatnie drzwi prowadziły do łazienki. Zapukał cicho. Nic. Nacisnął klamkę - zamknięte.
- Naruto wyjdź.
- Spadaj.
- Wyjdź bo rozwalę te jebane drzwi! – Syknął i uderzył w nie pięściami.
- Rób sobie co chcesz, mam cię w dupie!
- Teraz to dopiero zauważyłeś?
- Teme! – drzwi nagle się otwarły.
- Nie odstawiaj cyrków – zanim chłopak zdążył zareagować Sasuke już przyciągnął go do siebie i wpił w jego usta. Blondyn patrzył na niego zimno. – Gdzie chcesz to zrobić? - Spytał brunet nie przejmując się zachowaniem niebieskookiego.
- Na stole.
- Idź do kuchni. Zaraz tam przyjdę – pocałował go ostatni raz i zniknął na schodach prowadzących na poddasze. Uśmiechnął się pod nosem. Zabrał zabawki i wszedł na dół. Na dole Uzumaki zasłonił okna roletami i zapalił kilka świeczek zapachowych. Brunet uśmiechnął się i podszedł do niebieskookiego.
- Widzę, że wczuwasz się w klimat- szepnął mu do ucha, gryząc je lekko. Naruto odwrócił się do niego z uśmiechem na ustach.
- Korzystaj póki możesz – popchnął go, tak, że Uchiha wylądował na stole. Chłopak również się na niego wdrapał i zawisnął nad czarnookim. Przejechał językiem lubieżnie po ustach mężczyzny.
- Nawet nie wiesz, co cię czeka – usłyszał i poczuł ręce ściągające jego spodnie.
~~***~~
Naruto zaczął lizać szyję Sasuke, który powoli odpinał jego spodnie. Niby przypadkowo muskał coraz twardszą męskość chłopaka, który poruszał delikatnie biodrami pod jego dotykiem. Zaczął cicho mruczeć wprost do ucha mężczyzny. Uśmiechnął się, gdy ten spiął się lekko. Wplótł palce w czarne kosmyki i pocałował mocno leżącego bruneta, czując jak ten ściąga z niego spodnie do samych kolan. Podniósł minimalnie nogi i podczołgał się do czarnookiego nieco wyżej, tak, by Sasuke mógł ściągnąć z niego ubranie do końca. Został w samych bokserkach. Podniósł się do pionu i powolnym ruchem zaczął ściągać z siebie T-shirt. Czuł wzrok Uchihy na sobie. Gdy ściągnął koszulkę rzucił ją gdzieś w kąt. Zabrał dłoń bruneta i przejechał nią po swojej klatce piersiowej, przygryzając w między czasie usta i patrząc na niego z pożądaniem. Sasuke stęknął cicho czując sutki blondyna pod palcami. Ścisnął je delikatnie, a Naru odchylił głowę do tyłu mrucząc nieco głośniej. Po chwili zabawy brodawkami poprowadził jednak ręce bruneta w dół, do swoich bokserek. Uśmiechnął się do niego sugestywnie. Zatrzymał palce mężczyzna na linii bielizny i zaczął je delikatnie obniżać. Czarnooki zrozumiał, z zafascynowaniem patrząc na kolejne odkrywane tereny na ciele blondyna. Brunet oddychał ciężko. Usiadł gwałtownie i jednym ruchem ściągnął z chłopaka bokserki. Od razu złapał go za pośladki i powalił na stół, tak, że teraz to Uzumaki leżał. Chłopak chciał odpiąć koszulę bruneta, jednak ten złapał jego nadgarstki i przypiął kajdankami do stało, które niewiadomo skąd pojawiły się w jego rękach.
- Co robisz? – Naruto szarpnął się kilka razy i chodź więzy były bardzo miękkie, to nie puszczały.
- Niespodzianka kotku – mruknął i wstał od stołu patrząc z satysfakcją na niebieskookiego.
- Jeszcze nie jesteś rozebrany! – Syknął chłopak wciąż się szarpiąc.
- To jakiś problem? – Zapytał i powolnym ruchem zaczął ściągać koszulę. Naruto gapił się na niego. Na szczupłe, niesamowicie długie palce, umięśnioną klatkę piersiową, płaski brzuch z kaloryferem… Wstrzymał powietrze, kiedy Uchiha zaczął odpinać spodnie. Wierzgnął się nogami, by ukryć swoje podniecenie, jednak nie za wiele mu to pomogło. Uchiha uśmiechnął się ironicznie patrząc na niego i właśnie ściągając swoje bokserki. Naruto jęknął mimowolnie.
- Mam jeszcze jeden prezent – podszedł do niego powoli, a Uzumaki jakoś nie mógł oderwać wzroku od jego imponującej męskości. Nie żeby miał małą, ale… jakoś penis tego drania, był taki… taki…
- Aż się boję.
- Ten ci się dużo bardziej spodoba. Możesz być pewny. - Usiadł na biodrach chłopaka, który aż syknął czując przyrodzenie mężczyzny na swoim brzuchu. W jego rękach zobaczył żel.
- Do czego to?
- Do masażu – mruknął brunet i otworzył tubkę. Wycisnął niego żelu na rękę i potarł dłonie o siebie. Pochylił się nad blondynek, który oddychał płytko. Po chwili chłopak poczuł chłodny dotyk na klatce. Pisnął cicho i szarpnął dłońmi.
- Cii – gorące usta uciszyły go skutecznie. Uchiha całował go jednocześnie masując jego pierś. Zwrócił nieco większą uwagę na sutki, które już były twarde i jeszcze bardziej podatne na dotyk bruneta. Uzumaki jęczał w usta mężczyzna ocierając się o niego niecierpliwie.
Boże niech on już to zrobi… i niech go masuje… i całuje…
- Ahh! – Jęknął wyginając się w lekki łuk, gdy Sasuke zszedł dłońmi na jego podbrzusze. Masował delikatnie skórę nad penisem. – Uchiha – głos blondyna był zachrypnięty od podniecenia i ekstazy. Drażniącej rozkoszy.
- Co?
- Niżej – jęknął i już po chwili poczuł zimną dłoń na swoim członku. Wypiął się mocniej i delikatnie zaczął poruszać biodrami.
- Draniu! – Krzyknął patrząc na bruneta z pretensją. Sasuke spojrzał na niego zaskoczony. – Przygotuj mnie już, do cholery! Lenisz się tylkooooooo! – Wrzasnął czując dwa palce wdzierające się w jego wnętrze. Dwa zimne, mokre palce, które zaczęły się w nim szybko poruszać. Jęczał coraz głośniej.
Boże jak dobrze… ach… więcej… mocniej… niech nie przestaje… zabije go jeśli go nie włoży, już! Teraz!
Otworzył oczy, czując jak coś o wiele większego napiera na jego wejście. Zacisnął mięśnie pochłaniając w sobie samą główkę jego penisa. Westchnął czując jak gorąco bije od niego na kilometr. Sasuke stęknął cicho i złapał jedną ręką głowę Naruto kierując w swoją stronę. Pocałował go mocno, tak, że mięśnie chłopaka się rozluźniły. Uśmiechnął się i wszedł w niego głębiej. Chłopak jękną wprost w jego usta. Uchiha objął go ramieniem i zaczął się poruszać. Naru cały drżał.
Ahh… mocniej… chcę cię czuć całego… mocno… kochaj się ze mną jeszcze mocniej… - jęczał zaciskając mocniej uda na ramionach mężczyzny.
Nagle poczuł jak jego członek drgnął, a później całe jego ciało dotknęły igły. Wzdrygnął się i krzyknął. Ten dotyk! Ten zapach! Obraz zamazał mu się przed oczyma, a mięśnie zacisnęły mocno. Po chwili poczuł jak Uchiha krzyczy coś niezrozumiale i rozlewa się w jego wnętrzu.
Brunet opadł na niego wyczerpany. Wyczuł jego delikatny uśmiech.
- I jak ci się podobały zabawki? – Usłyszał tuż przy uchu, które następnie zostało delikatnie ugryzione.
- Bardzo fajne. Następnym razem… ja z nich… skorzystam – powiedział łapiąc oddech.
- Jak zasłużysz to może je dostaniesz.
- Nie igraj ze mną, bo ty możesz nie dostać czegoś o wiele wartościowszego – szepnął blondyn i otarł się sugestywnie biodrami o krocze mężczyzny, który pocałował go mocno. Po chwili oderwał się od chłopaka i wstał.
- Miłej nocy młocie – mruknął i zaczął zbierać swoje ubrania.
- Odepnij mnie.
- Nie. – powiedział i skierował się w kierunku drzwi.
- Odepnij mnie – powtórzył Uzumaki.
- Nie.
- Odepnij mnie, bo już wkurzę.
- Poproś – brunet podszedł do niego i spojrzał na leżącego z góry.
- Co?
- Poproś.
-…
- Dobranoc – odwrócił się i już zrobił kilka kroków w stronę drzwi, gdy Naruto zaczął wołać:
- Proszę draniu, proszę odepnij mnie. Pasuje?!
- Tak. – Sasuke podszedł do niego z małym kluczykiem i włożył mu go w dłoń.
- Powodzenia – powiedział i wyszedł z kuchni nie zważając na wołania niebieskookiego.
- Cholerny Uchiha! – Syknął jeszcze chłopak po czym zaczął nakierowywać klucz do dziurki, uważając tylko, żeby mu nie spadł na podłogę.
~~***~~
Sasuke leżał już wykąpany i uśmiechnięty. Czekał na blondyna, którego usłyszał kilka minut temu na schodach. Pewnie teraz poszedł się myć – pomyślał i spojrzał przez okno. Położył się na łóżku tego matoła, a co się będzie. Miał tylko nadzieję, że jak chłopak przyjdzie to go nie wywali. Jakoś nie mógł się powstrzymać, żeby nie zrobić na złość Naruto. Niech się trochę pomęczy – zaśmiał się cicho pod nosem, jednak przestał, gdy usłyszał kroki na schodach. Podniósł lekko głowę i spojrzał na Uzumakiego. Jego blond kosmyki kleiły mu się do twarzy. Chłopak uśmiechnął się i podszedł do bruneta. Niebieskooki był w samych bokserkach, więc Uchiha mógł podziwiać jego zwinne ciało w całości.
- Jak ci się podobał dzisiejszy wieczór? – Zapytał i pochylił się nad Sasuke.
- Bardzo mi się podobał – szepnął czarnooki czekając na ruch blondyna. Przypuszczał, że zaraz dostanie w twarz, lub blondyn wywali go z łóżku i nie będzie się do niego odzywał przez kilka dni. Uzumaki nie zrobił jednak niczego zagrażającemu osobie bruneta.
- To dobrze. – wciąż się uśmiechał. – Zapamiętaj to uczucie, bo mojego tyłka nie będziesz widział przez miesiąc. A teraz miłych snów. – Pocałował go delikatnie w usta i przytulił się do Sasuke, który nawet nie zaprotestował patrząc w szoku na blond czuprynę leżącą na jego piersi. Westchnął i przymknął oczy. Nie będzie się z nim kłócił. Udowodni mu za to, że nie jest w stanie wytrzymać bez niego nawet dzień.
niedziela, 2 sierpnia 2009
15. Refuge
Wakano w końcu padną wielkie słowa, cierpliwości. Przyjdzie czas i na wróbelki i na motylki. Chociaż mam nadzieję, że nie liczycie na miłość w stylu pretty woman…
- Jak to… nie… żżż…
- Żyje? – Podpowiedział mu brunet.
- No właśnie. – Sakura westchnęła i przytuliła się mocniej do bruneta, który odchylił głowę w tył.
- Jego serce… nie wytrzymało. Było już bardzo słabe, – nagle zmarszczyła brwi – ale było coś jeszcze. Nie wiem jak to możliwe, ale jego narządy wewnętrzne były… spalone. – Naruto drgnął słysząc to. Spojrzał przerażony na bruneta i skinął delikatnie głową na drzwi.
- Sakura? Idź do matki. Teraz na pewno będzie potrzebowała twojego wsparcia – Uchiha odciągnął ją od siebie.
- A ty? – Zapytała wycierając z twarzy łzy, razem z tuszem. Kosmetyk rozmazał się tworząc czarne smugi na policzkach.
- Ja załatwię kilka spraw, żebyśmy byli bezpieczni. Teraz musimy szczególnie uważać – powiedział i pogłaskał ją po głowie. Dziewczyna z niewyraźnym uśmiechem odeszła, a chłopcy wyszli ponownie na wewnątrz.
- Co? – Zapytał w końcu Sasuke, gdy znaleźli się wystarczająco daleko od tłumu.
- Dzisiaj ja… znaczy… on… umm… wiesz, że wcale nie ułatwiasz?! – Krzyknął widząc wyraz twarzy bruneta. Mężczyzna westchnął i spojrzał w niebo, żeby czasem nie rozpraszać blondyna. Naruto wziął głębszy oddech. – Rano zobaczyłem go z kochanką i on… powiedział, że jeśli pisnę komuś słówko to mnie zabije. Że ma takie układy, że nawet ty mu nie podskoczysz.
- I?
- No… zdenerwowałem się trochę.
- Trochę? Ty go zabiłeś matole. Wiesz, że teraz zleci się nam na głowę policja?! Będą robili jakieś pierdolone śledztwo, dlaczego też pastor ich małego zadupia miał wszystkie wnętrzności spalone jak jebane kiełbasy z rożna! - Sasuke spojrzał na niebieskookiego tym wzrokiem. Uzumaki mimowolnie zadrżał.
- Ale ja…
- Ty, czy Kyuubi?
- No…
- Tylko mi nie mów, że ty! – Czarnookie i oparł się o barierkę.
- Tak po trochu… - Uzumaki złapał się za kark i zaśmiał nerwowo. Sasuke zmarszczył brwi.
- Powiedz mi dlaczego ty musisz być taki frajerem?
- Teme! – wrzasnął i ścignął pięścią kilka milimetrów obok twarzy mężczyzny, który w porę się odchylił.
- Zdajesz sobie sprawę co zrobiłeś?!
- Lubię zabijać ludzi, to moje hobby – burknął i odwrócił się zamaszyście plecami do Uchihy. Sasuke przymknął oczy, licząc do dziesięciu.
- Zaciąłeś się do kurwy nędzy?! Cały czas tylko po mnie powtarzasz!
- Nie prawda, bo drugi raz! – Blondyn z wypiekami na policzkach spojrzał na czarnookiego.
- O dwa za dużo matole!
- … Tak?! To ja ci zaraz pokaże o dwa za dużo! – rzucił się na niego z krzykiem. Kilka głów obróciło się w ich stronę. Uchiha złapał go za nadgarstki i wykręcił mocno. Chłopak jęknął zginając się w pół.
- Załóżmy, że jesteś taki tępy, że nie możesz ogarnąć tego co właśnie się stało. – Naruto wyrwał się z uścisku słysząc obelgę, jednak gdy zobaczył wzrok bruneta uspokoił się nieco. – Teraz uważaj. Powiem ci to w najprostszy z możliwych sposobów. Skup się i chociaż raz użyj tego co tam ci lata w czaszce. A teraz uwaga… Przygotuje się… A więc… pogrzebałeś nas matole! – Uderzył mocno w głowę blondyna, który skrzywił się nieznacznie i rozmasował obolałe miejsce.
- Niby czemu?
- Policja zacznie węszyć. A od nas strasznie śmierdzi, wiesz?
- Wcale nie! Sam mówiłeś, że pachnę cytryną ! – Oburzył się, sprawdzając przy okazji swój zapach. – No. Ładnie!
- A powiedz mi kochanie czym ja pachnę?
- Krwią.
- To policji najbardziej śmierdzi. Oni są jak takie piranie. Nawet jedna kropla doprowadzi ich do ofiary.
- Mmm… to co teraz zrobimy? – chłopak zrobił zamyślony wyraz twarzy, albo udawał, że myśli.
- Ty mi powiedz. Wpakowałeś nas w to, to nas z tego wyciągniesz. Ja już nie mam zamiaru naprawiać tego, co zepsułeś!
- A niby kiedy coś po mnie naprawiałeś, co draniu? – Oczy blondyna zwęziły się. Przez moment Sasuke miał wrażenie, że pojawił się w nich czerwony błysk.
- Było tego tak dużo, że już nawet nie pamiętam. I mnie podważaj mojego zdania w twojej obecnej sytuacji, dobrze ci radzę. – Dodał, gdy chłopak już zamierzał otwierać buzię by mu coś odpyskować.
- No dobrze. To wyjedźmy.
- Gdzie? – Sasuke zaczął piątą kolejkę liczenia do dziesięciu.
- No do Amazonii, jak to gdzie? Znajdziemy klucz i… Eee… no i tam coś z tym twoim planem było. Wszyscy będą szczęśliwi – pokiwał mocno głową, jakby sam chciał się przekonać do tego pomysłu. Uchiha westchnął.
- Zostaniemy. – Z lekkim uśmiechem patrzył jak Naruto otwiera usta. – Zostaniemy i będziemy udawać miłe narzeczeństwo z Sakurą.
- A ja?
- A ty będziesz sobą.
- Czyli? Mam być mnichem?
- Nie idiotą. A jak się czegoś dowiedzą – spojrzał na chłopaka tym wzrokiem. Chłopak uśmiechnął się lekko.
- Zabiłem człowieka Sasuke – westchnął po chwili i przybliżył się do bruneta, który objął go delikatnie.
- Cii… nie pierwszy i nieostatni raz. Przynajmniej Kyuubi to lubi.
~~***~~
Kiedy weszli na oddział, na którym leżał pastor zobaczyli awanturującą się różowo-włosą. Matka siedziała skulona na krześle.
- Spokojnie – powiedział Sasuke podchodząc do dziewczyna, która o mało nie rzuciła się właśnie na jakąś lekarkę.
- Co się stało? – Zapytał Naruto i spojrzał na zebranych.
- Oni… oni go nie uratowali!
- Przecież nie mogli – szepnął brunet i odciągnął ją nieco od lekarzy.
- Mogli dać mu lek. Dało się zagoić rany. Jest taka choroba, wirus. Przed nim można się uchronić… - jęknęła i odwróciła się do Uchihy.
- Nic się nie dało zrobić. Jego ciało było wrakiem. – Naruto popatrzył na nią z żalem.
- Co…? Skąd wiesz?
- On kiedyś widział to w Chinach. On ma rację, uspokój się – głos momentalnie zabrał brunet. Wszyscy spojrzeli na niego z zaskoczeniem, a czarne oczy zmierzyły blondyna groźnie. Chłopak zaczerwienił się lekko.
- Więc co to jest? Powiedz, to bardzo ważne – jedna z lekarek zwróciła się w jego stronę. Naruto spojrzał na nią wielkimi oczyma.
- Nie wiem. Po prostu to widziałem.
- Nic więcej sobie nie przypomnisz?
- Przykro mi, byłem wtedy mały. – Sasuke puścił już Sakurę i skierował się w stronę krzeseł. Pociągnął blondyna za sobą. Dziewczyna powiedziała jeszcze kilka słów do lekarzy, po czym poszła za nimi.
- Naprawdę mi przykro z powodu twojego ojca – szepnął blondyn i spojrzał na nią z żalem. Sakura uśmiechnęła się słabo.
- Naru… powiedz mi dlaczego on dostał zawału? Byłeś wtedy przy nim? I dlaczego leżałeś nago na podłodze? – Chłopak zaczerwienił się obficie słysząc ostatnie pytanie. Sasuke natomiast uśmiechnął się do niego ironicznie.
- Spadłem ze schodów i… - zerknął na Uchihe, który delikatnie pokręcił głową.
- I…?
- I on leżał już w drzwiach. Usłyszałem hałas, dlatego zszedłem – skłamał po raz kolejny. Boże… ten Sasuke zaczyna go demoralizować. On nigdy nie umiał kłamać!
- A-aha – dziewczyna westchnęła ciężko i oparła się głową o ścianę.
- A co z filmem? Nadal będziesz grać? – Zapytał brunet, a Uzumaki trzepnął go w ramię.
- Draniu! Jak możesz to mówić w takiej chwili?!
- Nie wiem jeszcze.
- Teraz policja zacznie węszyć.
- Policja? – Sakura spojrzała na niego lekko marszcząc brwi. Było widać, że jest wykończona.
-Sasuke, teraz nie pora na takie tematy. Idź się wyśpij. Porozmawiamy o tym rano – blondyn wstał i pociągnął mężczyznę za sobą. – Dobranoc.
- Dobranoc – dziewczyna również wstała i powlokła się w przeciwną stronę.
- Gdzie idziemy?
- Idziemy spać. Jutro będziemy nieprzytomni, a przed nami jeszcze ciężki dzień niż przypuszczałem.
Po chwili już rozkładali siedzenia w samochodzie.
- Dobranoc Sasuke – blondyn pochylił się nad nim i pocałował namiętnie.
- Dobranoc Naruto – Uchiha uśmiechnął się lekko i poklepał niebieskookiego po policzku – Miłych koszmarów.
- Z tobą w roli głównej.
- Między innymi.
~~***~~
Jasne słońce obudziło bruneta, który spał smacznie dotykając czegoś bardzo przyjemnego. Przetarł zaspane oczy i spojrzał na swoją rękę, która znajdowała się pod koszulką Uzumakiego. Uśmiechnął się lekko i pochylił w kierunku chłopaka. Najpierw polizał delikatnie jego usta, a później skierował się w stronę ucha. Musnął je ustami, wziął głębszy oddech i…
- WSTAWAJ MŁOCIE! – Wykrzyknął i odsunął się momentalnie, kiedy Naruto skoczył jak oparzony. Nieświadomy miejsca, w którym się znajduje podniósł się na nogi i bach! Spadł z jękiem na fotel pasażera. Sasuke śmiał się cicho. Rozciągnął się, tak, że wszystkie kości mu strzeliły.
- Teme! – Blondyn rzucił się na niego, gdy już zdążył dość do siebie.
- Puść mnie matole! – Syknął czując pięści zaciskające się na jego koszuli, oraz oddech parzący jego policzek. Twarz bardzo blisko jego ust…
- Co ty sobie wyobrażasz?! Jakim prawem budzisz mnie w ten sposób ty draniu, ty… - nie dokończył. Dalszą część wypowiedzi stłumił pocałunek Sasuke, który przyciągnął chłopaka jeszcze bliżej siebie. Całował go namiętnie, masując plecy. Gładził podniebienie jego ust, językiem jeździł po zębach, a na koniec walczył zaciekle z językiem blondyna, który zawsze pozostawał bierny jego wyczynom. Oderwali się od siebie.
- To na dobry początek dnia, a teraz wstawaj. Trzeba załatwić sprawy z Sakurą, które przez ciebie musiały czekać do dzisiaj – warknął i wyszedł z samochodu.
- Nie bądź taki wredny. Zabiliśmy jej ojca, a ty teraz będziesz martwił się tylko o swój tyłek. Nie bądź aż takim potworem. Wystarczy, że wyglądasz… - Naruto cudem uniknął uderzenia pięści Uchihy.
- Jakoś ostatnio nie miałeś zastrzeżeń co do tego jak wyglądam! – Syknął i wszedł do szpitala. Skierowali się do windy na 10 piętro.
- Um… no to było ostatnio. Teraz wyglądasz, jakby los cię w tyłek kopnął.
- Uważaj, żebyś czasem ty nie kopnął z kalendarz.
- Grozisz mi? – Uśmiechnął się do bruneta, który spiorunował go spojrzeniem.
- Tylko sugeruję.
- Jasneeee… - chłopak wyszczerzył się do niego, za co dostał w głowę. – Ej no co?! Ja tu wnoszę trochę radości do twojego życia, a ty mnie za to jeszcze bijesz?
- Radości? Jesteś jedną wielką pomyłką.
- Wole być pomyłką, jak wadą genetyczną jak ty – blondyn wystawił mu język i w ostatniej chwili schował się za Sakurę, która właśnie do nich podeszła.
- Nie pogrywaj ze mną!
- Hej… - mruknęła, nawet nie przejmując się tym, że Uzumaki denerwuje „jej” Sasuke.
- Cześć… - brunet również nie okazał zbyt wiele entuzjazmu widząc ją.
- Jak tam? – Spytał blondyn.
- Lepiej.
- Możemy porozmawiać o sprawach związanych z policją?
- Tak – dziewczyna westchnęła i skierowała się w nieznaną im stronę budynku. Poszli za nią, chociaż Naruto wciąż trzymał się w bezpiecznej pozycji od Sasuke. Brunet rzucał mu co rusz mordercze spojrzenia. Nagle znaleźli się w małej kawiarence.
- Zamówmy kawę – dziewczyna podeszła do baru i spojrzała na menu. Naruto usiadł przy stoliku rozglądając się z zaciekawieniem.
- Jaką chcesz?
- Czarną, bez cukru i mleka.
- A Naruto?
- Capuccino.
- Skąd wiesz? Nigdy nie widziałam, żeby pił kawy.
- Zamów i już – mruknął i poszedł do stolika. Uśmiechnął się lekko do blondyna, który podpierał głowę o ręce, przymykając co rusz oczy.
- Nie wyspałeś się?
- Nie za bardzo.
- Hmm… przynajmniej miałeś dobrą pobudkę. – Uśmiechnął się widząc grymas na twarzy niebieskookiego.
- Jesteś draniem – jęknął i przetarł dłońmi twarz.
- Proszę – Sakura podeszła do stolika kładąc na nim trzy filiżanki kawy. Usiadł między brunetem, a Uzumakim. Podsuwając sobie niby niezauważalnie krzesło bliżej Sasuke.
- Ja nie piję kawy – Naruto patrzył na swój kubek głupawo.
- Spróbuj – czarnooki uśmiechnął się do niego i upił łyk swojej.
- Pewnie dodałeś do niej jakiś proszek – zmrużył oczy, jednak wbrew swoim słowom spróbował. W jednej chwili jego twarz rozpromieniła się. – Mmm! Jakie to dobre! – Wykrzyknął i napił się więcej. Sasuke widząc to uśmiechnął się tylko.
- Nic szczególnego. Tabletka gwałtu. – Naruto słysząc to wypluł wszystko na Sakurę.
- Matole! – Krzyknęła i zaczęła wycierać twarz chusteczką. Gdy skończyła uderzyła go w głowę.
- To jego wina! – Krzyknął blondyn i pokazał oskarżycielsko palcem na bruneta.
- Wcale nie! On to na mnie wypluł czy ty?!
- Ale on…
- Zamknijcie się już kurwa! Czas przejść do sedna sprawy – spojrzał uważnie na różowo-włosą, która zaczerwieniła się lekko i westchnęła.
- Policja najprawdopodobniej przeprowadzi śledztwo, ze względu na jego spalone wnętrzności.
- Zostaniemy.
- Co? Myślałam, że…
- Zostaniemy i będziemy udawać normalne narzeczeństwo. Naruto na szczęście nic nie będzie musiał udawać, więc… - zlekceważył niebieskookiego wołającego Teme i mówił dalej, – więc jakoś sobie poradzimy. A w filmie będziesz grać musiała.
- Ale…
- Nie ma żadnych ale. To już postanowione.
- Ja nie wiem czy wytrzymam. Teraz jestem trochę rozchwiana emocjonalnie.
- Jakbyś wcześniej nie była. To warunek, żebyśmy zostali. A chcesz, żebyśmy zostali, prawda?
- Tak, chcę.
- No. Rozmowa skończona. Miłego dnia – uśmiechnął się do niej i dopił kawę. Wstał i spojrzał na blondyna, który gapił się na bruneta w lekkim szoku. – Idziesz, czy mam cię tutaj zostawić?
- Ale… myślałem, że pomożemy Sakurze.
- W czym? Teraz załatwi formalności związane z ciałem, a później wrócimy na to zadupie. Chodź, muszę kupić kilka rzeczy, zanim jesteśmy w jako takiej cywilizacji. – Uchiha odwrócił się i skierował się w stronę drzwi. Odwrócił się po raz ostatni, żeby pogonić tego matoła, kiedy zobaczył, jak ten przytula delikatnie różowo-włosą. Zdenerwował się.
- Idziesz kurwa?! – Krzyknął na niego, tak, że wszystkie głowy zwróciły się w kierunku wejścia.
- Nie.
- Pieprz się – burknął i wyszedł z kawiarni. Co ten idiota sobie wyobraża?! Będzie się teraz bawił w miłościwego mesjasza, do kurwy nędzy! Na litość mu się zbiera, też coś! Jak zabijał cholernego pastora, jakoś nie myślał o konsekwencjach. A mogło być tak miło. Skrzywił się z wściekłości i splunął, gdy wyszedł ze szpitala. Skierował się w stronę samochodu, wyzywając w duchu i tego młota i dziewczynę, która rozpacza jakby Bóg wie co się działo. A przecież go nie lubiła. On jakoś nie znał swojego ojca i żył. Trzasnął wściekle drzwiami, przypominając sobie rozmowę z matką. Powiedziała mu wtedy, że uciekła do USA, by go chronić przed własnym ojcem! Nie wiedział dlaczego. Może był nieślubnym dzieckiem? Może zagrażał interesom jakiejś firmy, czy innego dziecka, które miało odziedziczyć majątek? Przypuszczał, że jego ojciec był bogaty. Był jakąś znaną osobistością w Japonii, chociaż nigdy nie słyszał o nazwisku Uchiha. Jego matka mu to powiedziała zanim… skręcił gwałtownie, gdy mało co nie wpadł na tira. Przeklął pod nosem. Zaczął rozglądać się po mieście. Nagle zahamował gwałtownie i ostro skręcił w prawo. Ha! W końcu nazywa się Uchiha. Wyszedł z samochodu i spojrzał z dumą na szyld nad budynkiem. Neonowe litery układały się w szukane przez bruneta słowo. Oto znalazł się pod sex-shopem! Cudownie. Myśl o przyszłych zabawach z blondynem poprawiła mu nieco humor. Wszedł do środka. Uderzył go słodki zapach jakiejś perfumy. W koło było bardzo… drapieżnie. Gdy poszedł nieco dalej wnętrze zmieniło się na obrzydliwie słodkie i różowe. Szybko opuścił tamten regał i znalazł się wśród żelów i zabawek należących do kategorii „tych mniej perwersyjnych”. Uśmiechnął się z satysfakcją. Najpierw wybrał najdroższy żel, o zapachu czekolady. Zawsze utrzymywał się w przekonaniu, że to co najdroższe, jest zawsze najlepsze. I jak dotąd nigdy się jeszcze nie pomylił, co do swojej teorii. Przeszedł do zabawek. Nie był jakimś chorym masochistą i nie miał dziwnych fantazji erotycznych, więc wygrał najzwyklejsze w świecie kajdanki, zrobione z satyny, by nie odzierały nadgarstków. W środku oczywiście były metalowe, by nie można było ich zerwać. Skierował się w stronę kasy, po drodze mijając jeszcze olbrzymi dział z wibratorami, i kasetami. Zatrzymał się na chwilę przy bieliźnie, lecz po chwili głębszej kontemplacji stwierdził, że woli blondyna oglądać nago, niż w lateksowych stringach. Podszedł do kasy, gdzie stał jakiś mężczyzna w obcisłej koszulce, z obrożą założoną na szyję. Uśmiechnął się do niego słodko i oblizując język odebrał od Uchihy rzeczy.
- Lubi pan sex analny?
- Słucham?
- Lubisz sex analny? Mam boskie usta, chcę zgrzeszyć z takim przystojniakiem jak ty! Boże – sprzedawca przewrócił oczyma i klepnął się po tyłku – jesteś najlepszym facetem jakiego w życiu spotkałem. Błagam pozwól mi – wychylił się zza lady i zanim czarnooki zdążył zareagować już odpinał mu rozporek.
- Jeszcze jeden ruch a przerżnę ci mózg pistoletem – szepnął przykładając broń do głowy mężczyzny, który pisnął i uciekł na swoje miejsce. Brunet płynnym ruchem schował pistolet. Jego ruchy były tak szybkie, że trudno było zobaczyć co ma w ręku. Sprzedawca przełknął ślinę i pośpiesznie skasował rzeczy bruneta.
- Umm… zawsze pociągali mnie faceci z bronią. Możesz mi sprawić lanie – mruknął ponętnie i podał torbę z zakupami. Sasuke przymknął oczy. Zaraz go szlak trafi. Spojrzał na sprzedawcę zimno i wyszedł bez słowa. Usłyszał jeszcze, o zgrozo! Jak ten woła za nim o przebaczeniu. Naruto będzie musiał mu ciężko zapłacić za poświęcenie bruneta. O tak… dzisiejsze zakupy z pewnością zaowocują w najbliższej przyszłości. Wrócił do samochodu i wrócił do szpitala.
~~***~~
- Jak ten drań mógł cię tak zostawić?! – Krzyknął Uzumaki machając rękami. Dziewczyna siedziała przed szpitalem i patrzyła na podjazd. Wypatrywała czarnego mercedesa.
- Najwidoczniej miał ważne sprawy do załatwienia. Ja to rozumiem. Przyzwyczaiłam się już.
- Przyzwyczaiłaś?! Nawet jeśli byłoby to obrobienie banku, ten idiota powinien zostać teraz z tobą. Przeżywasz naprawdę ciężkie chwile.
- Dam sobie jakoś radę. W końcu to nie koniec świata, wiesz… to nie był najlepszy ojciec. – Naruto słysząc to zaśmiał się sztucznie.
- Ja nie miałem nigdy ojca, ale wiem, że jeśli by umarł nie mówiłbym o nim tak. – Powiedział i spojrzał na drogę, marszcząc przy tym groźnie brwi. Luksusowe auto wjechało na parking, a już po chwili z samochodu wysiadł brunet.
- Sasuke! – Sakura momentalnie poderwała się z miejsca i rzuciła w ramiona czarnookiemu, który odsunął ją od siebie stanowczo. Spojrzał zimno na blondyna, który zmrużył wściekle oczy. Po chwili odwrócił głowę i założył ręce na piersi. Niech wie, że się na niego obraził! A co!
- Młocie, mam dla ciebie prezent – usłyszał i drgnął.
- Jaki? – Zerknął w jego stronę, unosząc brwi do góry i robiąc wyniosłą minę szlachcica.
- Później się dowiesz. Na pewno ci się spodoba – brunet uśmiechnął się lubieżnie i ledwo zauważalnie przejechał językiem po ustach. Naruto wstrzymał oddech. Miał świadomość co ten drań mógł wymyślić. Nie cieszył się jednak tym faktem.
- Jak to… nie… żżż…
- Żyje? – Podpowiedział mu brunet.
- No właśnie. – Sakura westchnęła i przytuliła się mocniej do bruneta, który odchylił głowę w tył.
- Jego serce… nie wytrzymało. Było już bardzo słabe, – nagle zmarszczyła brwi – ale było coś jeszcze. Nie wiem jak to możliwe, ale jego narządy wewnętrzne były… spalone. – Naruto drgnął słysząc to. Spojrzał przerażony na bruneta i skinął delikatnie głową na drzwi.
- Sakura? Idź do matki. Teraz na pewno będzie potrzebowała twojego wsparcia – Uchiha odciągnął ją od siebie.
- A ty? – Zapytała wycierając z twarzy łzy, razem z tuszem. Kosmetyk rozmazał się tworząc czarne smugi na policzkach.
- Ja załatwię kilka spraw, żebyśmy byli bezpieczni. Teraz musimy szczególnie uważać – powiedział i pogłaskał ją po głowie. Dziewczyna z niewyraźnym uśmiechem odeszła, a chłopcy wyszli ponownie na wewnątrz.
- Co? – Zapytał w końcu Sasuke, gdy znaleźli się wystarczająco daleko od tłumu.
- Dzisiaj ja… znaczy… on… umm… wiesz, że wcale nie ułatwiasz?! – Krzyknął widząc wyraz twarzy bruneta. Mężczyzna westchnął i spojrzał w niebo, żeby czasem nie rozpraszać blondyna. Naruto wziął głębszy oddech. – Rano zobaczyłem go z kochanką i on… powiedział, że jeśli pisnę komuś słówko to mnie zabije. Że ma takie układy, że nawet ty mu nie podskoczysz.
- I?
- No… zdenerwowałem się trochę.
- Trochę? Ty go zabiłeś matole. Wiesz, że teraz zleci się nam na głowę policja?! Będą robili jakieś pierdolone śledztwo, dlaczego też pastor ich małego zadupia miał wszystkie wnętrzności spalone jak jebane kiełbasy z rożna! - Sasuke spojrzał na niebieskookiego tym wzrokiem. Uzumaki mimowolnie zadrżał.
- Ale ja…
- Ty, czy Kyuubi?
- No…
- Tylko mi nie mów, że ty! – Czarnookie i oparł się o barierkę.
- Tak po trochu… - Uzumaki złapał się za kark i zaśmiał nerwowo. Sasuke zmarszczył brwi.
- Powiedz mi dlaczego ty musisz być taki frajerem?
- Teme! – wrzasnął i ścignął pięścią kilka milimetrów obok twarzy mężczyzny, który w porę się odchylił.
- Zdajesz sobie sprawę co zrobiłeś?!
- Lubię zabijać ludzi, to moje hobby – burknął i odwrócił się zamaszyście plecami do Uchihy. Sasuke przymknął oczy, licząc do dziesięciu.
- Zaciąłeś się do kurwy nędzy?! Cały czas tylko po mnie powtarzasz!
- Nie prawda, bo drugi raz! – Blondyn z wypiekami na policzkach spojrzał na czarnookiego.
- O dwa za dużo matole!
- … Tak?! To ja ci zaraz pokaże o dwa za dużo! – rzucił się na niego z krzykiem. Kilka głów obróciło się w ich stronę. Uchiha złapał go za nadgarstki i wykręcił mocno. Chłopak jęknął zginając się w pół.
- Załóżmy, że jesteś taki tępy, że nie możesz ogarnąć tego co właśnie się stało. – Naruto wyrwał się z uścisku słysząc obelgę, jednak gdy zobaczył wzrok bruneta uspokoił się nieco. – Teraz uważaj. Powiem ci to w najprostszy z możliwych sposobów. Skup się i chociaż raz użyj tego co tam ci lata w czaszce. A teraz uwaga… Przygotuje się… A więc… pogrzebałeś nas matole! – Uderzył mocno w głowę blondyna, który skrzywił się nieznacznie i rozmasował obolałe miejsce.
- Niby czemu?
- Policja zacznie węszyć. A od nas strasznie śmierdzi, wiesz?
- Wcale nie! Sam mówiłeś, że pachnę cytryną ! – Oburzył się, sprawdzając przy okazji swój zapach. – No. Ładnie!
- A powiedz mi kochanie czym ja pachnę?
- Krwią.
- To policji najbardziej śmierdzi. Oni są jak takie piranie. Nawet jedna kropla doprowadzi ich do ofiary.
- Mmm… to co teraz zrobimy? – chłopak zrobił zamyślony wyraz twarzy, albo udawał, że myśli.
- Ty mi powiedz. Wpakowałeś nas w to, to nas z tego wyciągniesz. Ja już nie mam zamiaru naprawiać tego, co zepsułeś!
- A niby kiedy coś po mnie naprawiałeś, co draniu? – Oczy blondyna zwęziły się. Przez moment Sasuke miał wrażenie, że pojawił się w nich czerwony błysk.
- Było tego tak dużo, że już nawet nie pamiętam. I mnie podważaj mojego zdania w twojej obecnej sytuacji, dobrze ci radzę. – Dodał, gdy chłopak już zamierzał otwierać buzię by mu coś odpyskować.
- No dobrze. To wyjedźmy.
- Gdzie? – Sasuke zaczął piątą kolejkę liczenia do dziesięciu.
- No do Amazonii, jak to gdzie? Znajdziemy klucz i… Eee… no i tam coś z tym twoim planem było. Wszyscy będą szczęśliwi – pokiwał mocno głową, jakby sam chciał się przekonać do tego pomysłu. Uchiha westchnął.
- Zostaniemy. – Z lekkim uśmiechem patrzył jak Naruto otwiera usta. – Zostaniemy i będziemy udawać miłe narzeczeństwo z Sakurą.
- A ja?
- A ty będziesz sobą.
- Czyli? Mam być mnichem?
- Nie idiotą. A jak się czegoś dowiedzą – spojrzał na chłopaka tym wzrokiem. Chłopak uśmiechnął się lekko.
- Zabiłem człowieka Sasuke – westchnął po chwili i przybliżył się do bruneta, który objął go delikatnie.
- Cii… nie pierwszy i nieostatni raz. Przynajmniej Kyuubi to lubi.
~~***~~
Kiedy weszli na oddział, na którym leżał pastor zobaczyli awanturującą się różowo-włosą. Matka siedziała skulona na krześle.
- Spokojnie – powiedział Sasuke podchodząc do dziewczyna, która o mało nie rzuciła się właśnie na jakąś lekarkę.
- Co się stało? – Zapytał Naruto i spojrzał na zebranych.
- Oni… oni go nie uratowali!
- Przecież nie mogli – szepnął brunet i odciągnął ją nieco od lekarzy.
- Mogli dać mu lek. Dało się zagoić rany. Jest taka choroba, wirus. Przed nim można się uchronić… - jęknęła i odwróciła się do Uchihy.
- Nic się nie dało zrobić. Jego ciało było wrakiem. – Naruto popatrzył na nią z żalem.
- Co…? Skąd wiesz?
- On kiedyś widział to w Chinach. On ma rację, uspokój się – głos momentalnie zabrał brunet. Wszyscy spojrzeli na niego z zaskoczeniem, a czarne oczy zmierzyły blondyna groźnie. Chłopak zaczerwienił się lekko.
- Więc co to jest? Powiedz, to bardzo ważne – jedna z lekarek zwróciła się w jego stronę. Naruto spojrzał na nią wielkimi oczyma.
- Nie wiem. Po prostu to widziałem.
- Nic więcej sobie nie przypomnisz?
- Przykro mi, byłem wtedy mały. – Sasuke puścił już Sakurę i skierował się w stronę krzeseł. Pociągnął blondyna za sobą. Dziewczyna powiedziała jeszcze kilka słów do lekarzy, po czym poszła za nimi.
- Naprawdę mi przykro z powodu twojego ojca – szepnął blondyn i spojrzał na nią z żalem. Sakura uśmiechnęła się słabo.
- Naru… powiedz mi dlaczego on dostał zawału? Byłeś wtedy przy nim? I dlaczego leżałeś nago na podłodze? – Chłopak zaczerwienił się obficie słysząc ostatnie pytanie. Sasuke natomiast uśmiechnął się do niego ironicznie.
- Spadłem ze schodów i… - zerknął na Uchihe, który delikatnie pokręcił głową.
- I…?
- I on leżał już w drzwiach. Usłyszałem hałas, dlatego zszedłem – skłamał po raz kolejny. Boże… ten Sasuke zaczyna go demoralizować. On nigdy nie umiał kłamać!
- A-aha – dziewczyna westchnęła ciężko i oparła się głową o ścianę.
- A co z filmem? Nadal będziesz grać? – Zapytał brunet, a Uzumaki trzepnął go w ramię.
- Draniu! Jak możesz to mówić w takiej chwili?!
- Nie wiem jeszcze.
- Teraz policja zacznie węszyć.
- Policja? – Sakura spojrzała na niego lekko marszcząc brwi. Było widać, że jest wykończona.
-Sasuke, teraz nie pora na takie tematy. Idź się wyśpij. Porozmawiamy o tym rano – blondyn wstał i pociągnął mężczyznę za sobą. – Dobranoc.
- Dobranoc – dziewczyna również wstała i powlokła się w przeciwną stronę.
- Gdzie idziemy?
- Idziemy spać. Jutro będziemy nieprzytomni, a przed nami jeszcze ciężki dzień niż przypuszczałem.
Po chwili już rozkładali siedzenia w samochodzie.
- Dobranoc Sasuke – blondyn pochylił się nad nim i pocałował namiętnie.
- Dobranoc Naruto – Uchiha uśmiechnął się lekko i poklepał niebieskookiego po policzku – Miłych koszmarów.
- Z tobą w roli głównej.
- Między innymi.
~~***~~
Jasne słońce obudziło bruneta, który spał smacznie dotykając czegoś bardzo przyjemnego. Przetarł zaspane oczy i spojrzał na swoją rękę, która znajdowała się pod koszulką Uzumakiego. Uśmiechnął się lekko i pochylił w kierunku chłopaka. Najpierw polizał delikatnie jego usta, a później skierował się w stronę ucha. Musnął je ustami, wziął głębszy oddech i…
- WSTAWAJ MŁOCIE! – Wykrzyknął i odsunął się momentalnie, kiedy Naruto skoczył jak oparzony. Nieświadomy miejsca, w którym się znajduje podniósł się na nogi i bach! Spadł z jękiem na fotel pasażera. Sasuke śmiał się cicho. Rozciągnął się, tak, że wszystkie kości mu strzeliły.
- Teme! – Blondyn rzucił się na niego, gdy już zdążył dość do siebie.
- Puść mnie matole! – Syknął czując pięści zaciskające się na jego koszuli, oraz oddech parzący jego policzek. Twarz bardzo blisko jego ust…
- Co ty sobie wyobrażasz?! Jakim prawem budzisz mnie w ten sposób ty draniu, ty… - nie dokończył. Dalszą część wypowiedzi stłumił pocałunek Sasuke, który przyciągnął chłopaka jeszcze bliżej siebie. Całował go namiętnie, masując plecy. Gładził podniebienie jego ust, językiem jeździł po zębach, a na koniec walczył zaciekle z językiem blondyna, który zawsze pozostawał bierny jego wyczynom. Oderwali się od siebie.
- To na dobry początek dnia, a teraz wstawaj. Trzeba załatwić sprawy z Sakurą, które przez ciebie musiały czekać do dzisiaj – warknął i wyszedł z samochodu.
- Nie bądź taki wredny. Zabiliśmy jej ojca, a ty teraz będziesz martwił się tylko o swój tyłek. Nie bądź aż takim potworem. Wystarczy, że wyglądasz… - Naruto cudem uniknął uderzenia pięści Uchihy.
- Jakoś ostatnio nie miałeś zastrzeżeń co do tego jak wyglądam! – Syknął i wszedł do szpitala. Skierowali się do windy na 10 piętro.
- Um… no to było ostatnio. Teraz wyglądasz, jakby los cię w tyłek kopnął.
- Uważaj, żebyś czasem ty nie kopnął z kalendarz.
- Grozisz mi? – Uśmiechnął się do bruneta, który spiorunował go spojrzeniem.
- Tylko sugeruję.
- Jasneeee… - chłopak wyszczerzył się do niego, za co dostał w głowę. – Ej no co?! Ja tu wnoszę trochę radości do twojego życia, a ty mnie za to jeszcze bijesz?
- Radości? Jesteś jedną wielką pomyłką.
- Wole być pomyłką, jak wadą genetyczną jak ty – blondyn wystawił mu język i w ostatniej chwili schował się za Sakurę, która właśnie do nich podeszła.
- Nie pogrywaj ze mną!
- Hej… - mruknęła, nawet nie przejmując się tym, że Uzumaki denerwuje „jej” Sasuke.
- Cześć… - brunet również nie okazał zbyt wiele entuzjazmu widząc ją.
- Jak tam? – Spytał blondyn.
- Lepiej.
- Możemy porozmawiać o sprawach związanych z policją?
- Tak – dziewczyna westchnęła i skierowała się w nieznaną im stronę budynku. Poszli za nią, chociaż Naruto wciąż trzymał się w bezpiecznej pozycji od Sasuke. Brunet rzucał mu co rusz mordercze spojrzenia. Nagle znaleźli się w małej kawiarence.
- Zamówmy kawę – dziewczyna podeszła do baru i spojrzała na menu. Naruto usiadł przy stoliku rozglądając się z zaciekawieniem.
- Jaką chcesz?
- Czarną, bez cukru i mleka.
- A Naruto?
- Capuccino.
- Skąd wiesz? Nigdy nie widziałam, żeby pił kawy.
- Zamów i już – mruknął i poszedł do stolika. Uśmiechnął się lekko do blondyna, który podpierał głowę o ręce, przymykając co rusz oczy.
- Nie wyspałeś się?
- Nie za bardzo.
- Hmm… przynajmniej miałeś dobrą pobudkę. – Uśmiechnął się widząc grymas na twarzy niebieskookiego.
- Jesteś draniem – jęknął i przetarł dłońmi twarz.
- Proszę – Sakura podeszła do stolika kładąc na nim trzy filiżanki kawy. Usiadł między brunetem, a Uzumakim. Podsuwając sobie niby niezauważalnie krzesło bliżej Sasuke.
- Ja nie piję kawy – Naruto patrzył na swój kubek głupawo.
- Spróbuj – czarnooki uśmiechnął się do niego i upił łyk swojej.
- Pewnie dodałeś do niej jakiś proszek – zmrużył oczy, jednak wbrew swoim słowom spróbował. W jednej chwili jego twarz rozpromieniła się. – Mmm! Jakie to dobre! – Wykrzyknął i napił się więcej. Sasuke widząc to uśmiechnął się tylko.
- Nic szczególnego. Tabletka gwałtu. – Naruto słysząc to wypluł wszystko na Sakurę.
- Matole! – Krzyknęła i zaczęła wycierać twarz chusteczką. Gdy skończyła uderzyła go w głowę.
- To jego wina! – Krzyknął blondyn i pokazał oskarżycielsko palcem na bruneta.
- Wcale nie! On to na mnie wypluł czy ty?!
- Ale on…
- Zamknijcie się już kurwa! Czas przejść do sedna sprawy – spojrzał uważnie na różowo-włosą, która zaczerwieniła się lekko i westchnęła.
- Policja najprawdopodobniej przeprowadzi śledztwo, ze względu na jego spalone wnętrzności.
- Zostaniemy.
- Co? Myślałam, że…
- Zostaniemy i będziemy udawać normalne narzeczeństwo. Naruto na szczęście nic nie będzie musiał udawać, więc… - zlekceważył niebieskookiego wołającego Teme i mówił dalej, – więc jakoś sobie poradzimy. A w filmie będziesz grać musiała.
- Ale…
- Nie ma żadnych ale. To już postanowione.
- Ja nie wiem czy wytrzymam. Teraz jestem trochę rozchwiana emocjonalnie.
- Jakbyś wcześniej nie była. To warunek, żebyśmy zostali. A chcesz, żebyśmy zostali, prawda?
- Tak, chcę.
- No. Rozmowa skończona. Miłego dnia – uśmiechnął się do niej i dopił kawę. Wstał i spojrzał na blondyna, który gapił się na bruneta w lekkim szoku. – Idziesz, czy mam cię tutaj zostawić?
- Ale… myślałem, że pomożemy Sakurze.
- W czym? Teraz załatwi formalności związane z ciałem, a później wrócimy na to zadupie. Chodź, muszę kupić kilka rzeczy, zanim jesteśmy w jako takiej cywilizacji. – Uchiha odwrócił się i skierował się w stronę drzwi. Odwrócił się po raz ostatni, żeby pogonić tego matoła, kiedy zobaczył, jak ten przytula delikatnie różowo-włosą. Zdenerwował się.
- Idziesz kurwa?! – Krzyknął na niego, tak, że wszystkie głowy zwróciły się w kierunku wejścia.
- Nie.
- Pieprz się – burknął i wyszedł z kawiarni. Co ten idiota sobie wyobraża?! Będzie się teraz bawił w miłościwego mesjasza, do kurwy nędzy! Na litość mu się zbiera, też coś! Jak zabijał cholernego pastora, jakoś nie myślał o konsekwencjach. A mogło być tak miło. Skrzywił się z wściekłości i splunął, gdy wyszedł ze szpitala. Skierował się w stronę samochodu, wyzywając w duchu i tego młota i dziewczynę, która rozpacza jakby Bóg wie co się działo. A przecież go nie lubiła. On jakoś nie znał swojego ojca i żył. Trzasnął wściekle drzwiami, przypominając sobie rozmowę z matką. Powiedziała mu wtedy, że uciekła do USA, by go chronić przed własnym ojcem! Nie wiedział dlaczego. Może był nieślubnym dzieckiem? Może zagrażał interesom jakiejś firmy, czy innego dziecka, które miało odziedziczyć majątek? Przypuszczał, że jego ojciec był bogaty. Był jakąś znaną osobistością w Japonii, chociaż nigdy nie słyszał o nazwisku Uchiha. Jego matka mu to powiedziała zanim… skręcił gwałtownie, gdy mało co nie wpadł na tira. Przeklął pod nosem. Zaczął rozglądać się po mieście. Nagle zahamował gwałtownie i ostro skręcił w prawo. Ha! W końcu nazywa się Uchiha. Wyszedł z samochodu i spojrzał z dumą na szyld nad budynkiem. Neonowe litery układały się w szukane przez bruneta słowo. Oto znalazł się pod sex-shopem! Cudownie. Myśl o przyszłych zabawach z blondynem poprawiła mu nieco humor. Wszedł do środka. Uderzył go słodki zapach jakiejś perfumy. W koło było bardzo… drapieżnie. Gdy poszedł nieco dalej wnętrze zmieniło się na obrzydliwie słodkie i różowe. Szybko opuścił tamten regał i znalazł się wśród żelów i zabawek należących do kategorii „tych mniej perwersyjnych”. Uśmiechnął się z satysfakcją. Najpierw wybrał najdroższy żel, o zapachu czekolady. Zawsze utrzymywał się w przekonaniu, że to co najdroższe, jest zawsze najlepsze. I jak dotąd nigdy się jeszcze nie pomylił, co do swojej teorii. Przeszedł do zabawek. Nie był jakimś chorym masochistą i nie miał dziwnych fantazji erotycznych, więc wygrał najzwyklejsze w świecie kajdanki, zrobione z satyny, by nie odzierały nadgarstków. W środku oczywiście były metalowe, by nie można było ich zerwać. Skierował się w stronę kasy, po drodze mijając jeszcze olbrzymi dział z wibratorami, i kasetami. Zatrzymał się na chwilę przy bieliźnie, lecz po chwili głębszej kontemplacji stwierdził, że woli blondyna oglądać nago, niż w lateksowych stringach. Podszedł do kasy, gdzie stał jakiś mężczyzna w obcisłej koszulce, z obrożą założoną na szyję. Uśmiechnął się do niego słodko i oblizując język odebrał od Uchihy rzeczy.
- Lubi pan sex analny?
- Słucham?
- Lubisz sex analny? Mam boskie usta, chcę zgrzeszyć z takim przystojniakiem jak ty! Boże – sprzedawca przewrócił oczyma i klepnął się po tyłku – jesteś najlepszym facetem jakiego w życiu spotkałem. Błagam pozwól mi – wychylił się zza lady i zanim czarnooki zdążył zareagować już odpinał mu rozporek.
- Jeszcze jeden ruch a przerżnę ci mózg pistoletem – szepnął przykładając broń do głowy mężczyzny, który pisnął i uciekł na swoje miejsce. Brunet płynnym ruchem schował pistolet. Jego ruchy były tak szybkie, że trudno było zobaczyć co ma w ręku. Sprzedawca przełknął ślinę i pośpiesznie skasował rzeczy bruneta.
- Umm… zawsze pociągali mnie faceci z bronią. Możesz mi sprawić lanie – mruknął ponętnie i podał torbę z zakupami. Sasuke przymknął oczy. Zaraz go szlak trafi. Spojrzał na sprzedawcę zimno i wyszedł bez słowa. Usłyszał jeszcze, o zgrozo! Jak ten woła za nim o przebaczeniu. Naruto będzie musiał mu ciężko zapłacić za poświęcenie bruneta. O tak… dzisiejsze zakupy z pewnością zaowocują w najbliższej przyszłości. Wrócił do samochodu i wrócił do szpitala.
~~***~~
- Jak ten drań mógł cię tak zostawić?! – Krzyknął Uzumaki machając rękami. Dziewczyna siedziała przed szpitalem i patrzyła na podjazd. Wypatrywała czarnego mercedesa.
- Najwidoczniej miał ważne sprawy do załatwienia. Ja to rozumiem. Przyzwyczaiłam się już.
- Przyzwyczaiłaś?! Nawet jeśli byłoby to obrobienie banku, ten idiota powinien zostać teraz z tobą. Przeżywasz naprawdę ciężkie chwile.
- Dam sobie jakoś radę. W końcu to nie koniec świata, wiesz… to nie był najlepszy ojciec. – Naruto słysząc to zaśmiał się sztucznie.
- Ja nie miałem nigdy ojca, ale wiem, że jeśli by umarł nie mówiłbym o nim tak. – Powiedział i spojrzał na drogę, marszcząc przy tym groźnie brwi. Luksusowe auto wjechało na parking, a już po chwili z samochodu wysiadł brunet.
- Sasuke! – Sakura momentalnie poderwała się z miejsca i rzuciła w ramiona czarnookiemu, który odsunął ją od siebie stanowczo. Spojrzał zimno na blondyna, który zmrużył wściekle oczy. Po chwili odwrócił głowę i założył ręce na piersi. Niech wie, że się na niego obraził! A co!
- Młocie, mam dla ciebie prezent – usłyszał i drgnął.
- Jaki? – Zerknął w jego stronę, unosząc brwi do góry i robiąc wyniosłą minę szlachcica.
- Później się dowiesz. Na pewno ci się spodoba – brunet uśmiechnął się lubieżnie i ledwo zauważalnie przejechał językiem po ustach. Naruto wstrzymał oddech. Miał świadomość co ten drań mógł wymyślić. Nie cieszył się jednak tym faktem.
środa, 29 lipca 2009
14. Refuge
Uwaga!
Wyjaśnienie:
W poprzednim rozdziale Sasuke powiedział do Sakury kochanie, ponieważ chciał, żeby sobie pomyślała, że ją lubi. Jak ją lubi, to dziewczyna będzie się go słuchała. A jak będzie się go słuchała, to nie będzie przeszkadzała chłopcom.
^-^
Naruto leżał na łóżku uśmiechając się delikatnie. Nie wiedział, czy wytrzymałby bez bruneta choć jeden dzień. Bez jego języka, ust, ciała, penisa…
- Ach! – jęknął gdy mężczyzna zaczął całować delikatnie jego pępek.
- Cii… Nie chcesz chyba, żeby ojciec Sakury tutaj przylazł? – Zapytał i nie czekając na odpowiedź wpił się w usta blondyna. Chłopak złapał go za kark i przyciągnął mocniej do siebie. Sasuke zawsze całował tak, że nie można było myśleć o niczym innym, tylko o rozkoszy. O jego języku gładzącym teraz usta niebieskookiego. Uzumaki odepchnął go nagle i zmienił pozycję. Teraz to on był na górze.
- Na co masz ochotę? – Zapytał poruszając lekko biodrami i dotykając całymi dłońmi torsu czarnookiego. Jego koszula leżała gdzieś na podłodze, burząc idealny porządek w sypialni. Ich sypialni.
- A jak myślisz? – szepnął i musnął palcami krocze chłopaka. Delikatnie przejechał po wybrzuszeniu jego spodni.
- Chcesz, żebym cię tam dotykał? – dłonie Naruto zjechały na jego spodnie. Niewinnie zaczęły wkradać się do środka.
- Nie tym razem księżniczko.
- Co? Jak mnie nazwałeś? – Uzumakiego tak zatkało, że nawet nie krzyczał. Patrzył tylko sparaliżowany na bruneta, nie mogąc zrobić nic więcej. Sasuke wykorzystał to i ponownie przejął inicjatywę. Zaczął odpinać pasek spodni blondyna, który uśmiechnął się tylko i pogładził włosy czarnookiego. Mężczyzna ustami zaczął odpinać zamek dżinsów. Nie spuszczał wzroku z chłopaka. Jego oczy błyszczały podnieceniem. Naruto miał wrażenie, że są jak diamenty, które ma tylko dla siebie. Nikt inny nie może na nie patrzeć.
Westchnął cicho, kiedy mężczyzna zaczął ściągać mu spodnie. Zatrzymał się nagle tuż przy jego męskości. Uzumaki spojrzał na niego zdziwiony. Uniósł brwi ku górze i kiwnął lekko głową na zachętę. Brunet jednak nic nie robił liżąc jego podbrzusze.
Boże… jak dobrze.
Szarpnął się kilka razy. Wiedział, że może być jeszcze lepiej.
- Czemu nic nie robisz? – zapytał w końcu, gdy czarnookie zjechał spodniami nieco niżej, jednak wciąż omijał najwrażliwsze części ciała chłopaka.
- Należy ci się kara…
- Za co?
- Bo zupa była za słona – mruknął i uśmiechnął się przebiegle. Naruto stężał.
- To nie była zupa, teme!
- To co? – zapytał bardzo delikatnie liżąc jego prącie. Uzumaki westchnął nieco głośniej.
- To był… ramen.
- Ramen? I tak go przesoliłeś.
- Teraz ty jesteś pragnieniem – zaśmiał się cicho i wygiął w stronę czarnookiego.
- Ja? Czemu?
- Bo cię suszy. A ja jestem jak oaza – położył kolana na jego ramionach i zacisnął mięśnie ud nieco mocniej.
- Nie pochlebiaj sobie. – Ugryzł bardzo delikatnie jego penisa.
- Sas… - stęknął blondyn czując jak cały pulsuje. Dłużej nie wytrzyma. Boże niech on to zrobi… Ledwo oddychał z podniecenia.
- Co się stało? – Zapytał i ściągnął z niego spodnie, aż do końca. Uśmiechnął się widząc jak blondyn wygina się w łuk. Jak bardzo chce jego dotyku. Złapał go za uda i zaczął je delikatnie masować.
- Mmm… zrób to.
- Co?
- Dotknij mnie.
- Przecież dotykam – teraz polizał delikatnie wnętrze jego ud.
- Ale… ah… nnnie tam.
- To gdzie chcesz żebym cię dotykał? – Naruto zirytował się. Szarpnął się mocniej i penisem dotknął ust czarnookiego. Uśmiechnął się.
- Tam… - szepnął zmysłowo. Jego oczy zaszły mgłą.
- Gdzie? Tutaj? – złapał go za pośladki i zaczął je delikatnie masować – a może tam – palcem zaczął krążyć wokół dziurki chłopaka. Uzumaki momentalnie się spiął. Ten drań doprowadzał go do białej gorączki! Nie wytrzyma, jeśli on nie…
- AHHH! – Nie myślał już o tym, że krzyknął. W końcu brunet go dotknął. Boże jego usta były takie gorące… robił to tak pewnie. Mmm… jeszcze… dotykaj mnie mocniej… Spojrzał w dół. Mężczyzna lizał go i ssał. Naruto ledwo łapał oddech. – Uchiha! Ty… och! Draniu… jeszcze… jeszcze – jęczał wijąc się pod nim. Nie wiedział co brunet robi, jednak nie dawał mu dojść do spełnienia. To było takie chore… nierealne.
- Poproś – oderwał się od jego członka, a Uzumaki myślał, że umarł, gdy nie czuł jego ust.
- Proszęęęę… Hnn!… ach! Błagam nie przestawaj – dyszał ciężko patrząc z podnieceniem na czarnookiego, który uśmiechnął się delikatnie i wrócił do poprzedniej czynności. Zaczął mocno ssać jego przyrodzenie.
~~***~~
W ostatniej chwili zatkał ręką usta blondyna. Zaczął zlizywać resztki z jego penisa. O mało sam nie doszedł. Był tak podniecony, a ten matoł swoimi wszystkimi jękami, westchnieniami i ruchami jeszcze bardziej potęgował pragnienie. Kurwa… nie wytrzyma dłużej. Zaczął dyszeć ciężko. Nagle poczuł dłoń chłopaka na ręce. Zabrał ją do swoich ust i zaczął delikatnie ssać palce.
- Musimy kupić jakiś żel – mruknął brunet i podciągnął się w górę. Wolną ręką złapał za ich członki. Zaczął ich pieścić, liżąc w między czasie szyję mniejszego chłopaka. Niebieskooki pisnął czując parzący oddech na skórę. Na ciele Uchiha zaczęły pojawiać się kropelki potu. Zwolnił tempo. Cholera… chciałby już się pieprzyć z Naruto. Chciał w nim dojść. Bez zastanowienia wyciągnął ręce z gorących ust chłopaka i uśmiechnął się do niego drapieżnie. Złapał jego nogi i zawiesił sobie na ramiona, jak przedtem zrobił blondyn. Pocałował go gwałtownie i wsadził mokry palec w jego wnętrze. Jęknął czując jak mięśnie chłopaka zaciskają się na nim. Kurwa… czemu nie może to być jego penis. Westchnął czując jak ten daje o sobie znać napierając na zimną pościel. Niebieskooki zaczął jęczeć cicho w usta mężczyzny. Brunet pocałował go mocniej.
- Hnn! – Uzumaki powoli napierał na jego kolejne palce. Sasuke nie czekał na nic więcej. Oderwał się od niego i wszedł jednym szybkim ruchem. Krzyknęli cicho.
Kurwa jak dobrze… seks z Naruto nawet nie mógł się równać ze rżnięciem jego kochanek. To było… było…
- Och… Sasu… jesteś taki… wiel… ki – jęczał chłopak poruszając się razem z nim. Zaciskał swoje mięśnie na członku bruneta, które ledwo powstrzymywał się przed krzykiem. Ostatnie trzeźwa myśl podpowiedziała mu, że następnym razem powinni włączyć jakąś muzykę.
- Hnn! – przygryzał usta bardzo mocno.
Naru był taki… ciasny. Nie było nic lepszego od kochania się z nim… Każdy jego ruch… Och! Otaczał go… był jak twierdza trudna do zdobycia… Kurwa… jak dobrze… czuł ogień w dolnych partiach ciała… i zimno na plecach. Świat zawirował. Dopchnął ostatni raz i opadł na niego ciężko. Pocałował go mocno. Chłopak zacisnął ręce na jego karku. Blondyn jeszcze nie doszedł. Uchiha zaczął znów się poruszać. Tym razem bardzo wolno. Niebieskooki syknął zaciskając mięśnie wokół członka bruneta. Chłopak szarpnął biodrami kilka razy odchylając głowę do tyłu. Sasuke aż zamruczał. Złapał za jasne włosy i przybliżył do siebie. Poruszał się w nim głęboko, coraz głębiej. Nagle chłopak zadrżał i przygryzł z całej siły rękę. Opadł na poduszki zdyszany. Uchiha wyszedł z niego i się uśmiechnął. Trafił w prostatę.
- Zrób mi loda – polecił i położył się obok. Łóżko było niewielkie, więc stykali się ramionami. Usłyszał śmiech Naruto, który po chwili jednak podjął wyzwanie. Zniżył się ustami do krocza bruneta i polizał główkę jego penisa. Sasuke westchnął cicho nie spuszczając wzroku z Uzumakiego. Patrzył na jego język jeżdżący po jego członku. Oddychał głęboko. Nikt jeszcze nie robił mu loda, tak jak on… Stęknął cicho i doszedł w gorących ustach.
~~***~~
Naruto połknął wszystko i padł zmęczony na bruneta.
- O której jutro idziesz?
- Z samego rana.
- A o której wrócisz?
- Późno. – blondyn westchnął i polizał szyję Sasuke. Uchiha pociągnął go za włosy i odsunął od siebie, by następnie przyciągnąć jego głowę do swojej twarzy i wpić się w jego usta. Całował leniwie i powoli. Uzumaki uśmiechnął się.
- Dość – szepnął odrywając się od mężczyzny i ssąc delikatnie jego dolną wargę.
- Co?
- Musisz się jutro wyspać. Czeka cię ciężki dzień. Jesteś w końcu Bondem – zachichotał i wstał z łóżka.
- Skąd się dowiedziałeś? – brunet westchnął i podniósł się do pionu.
- Mam swoje źródła – przejechał dłonią po umięśnionym brzuchu mężczyzny. Sasuke wstał powoli i podszedł do półki. Zabrał z niej kilka rzeczy i skierował się w stronę schodów. - Gdzie idziesz?
- Do łazienki. Nie mam zamiaru spać oblepiony twoją spermą.
- Tak?! Wyobraź sobie draniu, że twojej mam na sobie zdecydowanie więcej! – Syknął Naruto i poderwał się z łóżka. Zabrał jakieś spodnie, chyba Sasuke i podbiegł do bruneta.
- A ty gdzie?
- Do łazienki – udanie sparodiował ton bruneta, który skrzywił się nieznacznie i trzepnął go po głowie. – Ała! Za co?
- Za inteligencje.
- Za co? – Blondyn stał patrząc na czarnookiego jak na idiotę. Mężczyzna uśmiechnął się do niego złośliwie i zniknął w dziurze w podłodze. Naruto pobiegł za nim. – Ej! Wracaj tu! Co ty sobie w ogóle… - Stanął jak wryty patrząc na ojca Sakury, który wyszedł właśnie z sypialni.
- Bezwstydniku! – Krzyknął jeszcze za nim nie złapał się za serce i zaczął z trudem nabierać powietrza do płuc. Uzumaki spojrzał na niego nic nie rozumiejąc. Mężczyzna zaczął się dusić, a blondyn zastanawiał się też o co mu do cholery chodziło.
- Tato! – Nagle ze schodów prowadzących na dół rozległ się krzyk i już po chwili różowo-włosa klęczała przy pastorze z przerażoną miną. – Naruto, kurwa pomóż mi! I się zakryj!
Chłopak spojrzał w dół i poczerwieniał lekko. Ups! No… chyba zapomniał włożyć spodnie Sasuke. Założył je pośpiesznie, jednak gdy podniósł jedną nogę i starał się wsunąć w nią nogawkę osunął się niefortunnie ze stromych stopni schodów i runął na podłogę. Wrzasnął jeszcze przy tym przeraźliwie. Nagle drzwi łazienki otworzyły się, a w nich pojawił się brunet owinięty tylko ręcznikiem. Niebieskooki spojrzał na niego krzywo, a Sakura zagapiła się przez chwilę.
- Co się tu kurwa dzieje? – Syknął patrząc na całą scenkę ze wściekłym wyrazem twarzy.
- Sasuke pomóż mi – dziewczyna wróciła do reanimowania ojca.
- Co się mu stało? – Zapytał i podszedł do Sakury. Zerknął jeszcze na blondyna, który poczerwieniał minimalnie.
- Nie wiem. Jak przyszłam to zaczął się dusić. To chyba zawał. Naruto zrób coś pożytecznego i zadzwoń po pogotowie! – Krzyknęła w jego stronę i zaczęła robić ojcu sztuczne oddychanie.
- Po co?
- Boże Sasuke weź go! – Jęknęła naciskając miarowo na klatkę pastora.
- Z przyjemnością – mruknął brunet jakby mało zainteresowany tragedią dziewczyny. Wstał i podszedł do blondyna, który wciąż patrzył na nich nic nie rozumiejąc.
- Uch! Co robisz?! Wracaj tu! Jesteś mi potrzebny! – Jęknęła z paniką w oczach.
- Przecież jesteś lekarką. Poradzisz sobie. Młocie idź zawołać jej matkę, a ja zadzwonię po to pieprzone pogotowie – mruknął i popchnął niebieskookiego w stronę schodów. Chłopak o mało znów z nich nie spadł. Przed upadkiem ocaliła go ręka Sasuke, który zaśmiał się cicho.
- Jak ty możesz się śmiać w takiej sytuacji? – Zapytał z niedowierzaniem i odwrócił się na moment do bruneta, który wzruszył tylko ramionami i podszedł do telefonu. Uzumaki pobiegł po panią domu, która zmywała właśnie naczynia w kuchni, niczego nieświadoma.
- Czego chcesz? Wiesz ile przez ciebie mam roboty?! – Zapytała marszcząc groźnie brwi, gdy zobaczyła niebieskookiego. Chłopak nie przejął się tym zbytnio.
- Pani mąż… on…
- Co z nim?! – Wyrzuciła ręce do góry, a woda z płynem do naczyń poleciała w górę. Nieszczęśliwie jednak kilka kropel spadło wprost do oka Uzumakiego, który syknął cicho i zaczął ręką ściągnąć płyn z powieki. – Gadaj co się stało!
- Jest na górze. Pogotowie już jedzie – usłyszał zimny ton Uchihy i odwrócił się do niego. Kobieta pobiegła szybko do męża, a Naruto syknął cicho łapiąc się za oko.
- Co się znów stało? – Poczuł jak brunet podchodzi do niego i zapiera dłonie z twarzy.
- Płyn dostał mi się do oka. Piecze! – Jęknął i już chciał ponownie przetrzeć powieki, jednak Sasuke złapał go mocno za nadgarstki i skierował w stronę zlewu.
- Czasami mam wrażenie, że zamiast mózgu masz orzecha – mruknął i chłopak poczuł zimną wodę na twarzy. Palce bruneta zaczęły delikatnie obmywać jego piekące oczy. Blondyn uśmiechnął się lekko.
- Wole mieć orzecha niż myśleć penisem.
- Sugerujesz, że niby ja myśleć fiutem? – Chłopak otworzył delikatnie oczy, które piekły zdecydowanie mniej.
- Nooo wiesz… - nie dokończył jednak, bo brunet powalił go na stół. Uśmiechnął się wrednie.
- Skoro tak twierdzisz… – mruknął zbliżając się do leżącego. Rozsunął jego nogi i wszedł między nie, biodrami stykając się z kroczem niebieskookiego. Zniżył się i pocałował go mocno w usta. Naruto jęknął mimowolnie i przyciągnął go bliżej. Zaplótł nogi z tyłu jego pleców. Oddał pocałunek, gryząc przy tym lekko usta Uchihy. Ich języki walczył ze sobą zaciekle. Znów czuł gorzki zapach krwi. Jęknął w jego usta poruszając lekko biodrami. Masował skórę głowy bruneta, co rusz ciągnąć kosmyki jego włosów nieco mocniej. Uchiha w zamian pogłębiał pocałunek jeszcze mocniej, skutecznie odcinając niebieskookiemu dopływ tlenu. Naruto już czuł ręce na swoim członku, gdy nagle usłyszeli krzyk w przedpokoju.
- Sasuke! Chodź tutaj! – Oderwali się od siebie ze skwaszonymi wyrazami twarzy.
- Kiedyś zrobimy to na tym stole – szepnął mu blondyn do ucha i klepnął jego pośladek. Brwi czarnookiego zmarszczyły się, jednak uśmiechnął się jednoznacznie wchodząc co pokoju.
- Przyjechała już ta pomoc?
- Nie, jeszcze nie. Pomóż nam Sasuke. On jest za ciężki – jęknęła dziewczyna, która wraz z całą roztrzęsioną matką znosiła pastora ze schodów. Brunet przewrócił oczyma i podszedł od mężczyzny. Złapał go mocno i skierował się w stronę drzwi. – Boże! Matko Boska! Nie tak! Zabijesz go jeszcze! – Krzyczała za nim pani domu, która ledwo oddychała ze zdenerwowania.
- To jak?!
- No delikatniej! Ej ty, pomóż mu – wskazała palcem na blondyna, który podszedł pośpiesznie w tamta stronę. Złapał pastora za nogi, a Sasuke podtrzymał ojca Sakury za ramiona. Skierowali się w stronę drzwi. Gdy schodzili po schodach usłyszeli sygnał karetki.
~~***~~
Sasuke drzemał na ramieniu Uzumakiego co chwila budząc się, gdy ktoś przechodził. Sakura wraz z matką kręciły się, pytając się personelu co kilka minut, czy wszystko już dobrze z pastorem. W Miles City jak się okazało było tylko pogotowie, nieprzygotowane na tak ciężki przypadek. Musieli przewieść mężczyznę do miasta położonego 50 km od rodzimej miejscowości. Sasuke wraz z Uzumakim i matką Sakury zabrali się mercedesem. Dziewczyna ze względu na jej wiedzę leczniczą została w karetce, która swoją drogą również nie była wyposażona w sprzęt przystosowany do zawału i jeszcze tam czegoś, czego im nie powiedzieli. Pewnie ze względu na żonę pastora, która przez całą drogę siedziała jak na szpilkach, a chłopcy musieli słuchać historii ich miłości. A byłoby tak pięknie gdyby nie ten babsztyl sapiący im za uchem.
Sasuke na wspomnienie jazdy warknął i potarł policzkiem o ramię blondyna.
- Nie chce mi się tutaj siedzieć – usłyszał jęk niebieskookiego. Uśmiechnął się lekko i podniósł do pionu, tak, by patrzeć na Uzumakiego.
- Idziemy do samochodu?
- Boże Sasuke… a nie mówiłem, że myślisz penisem?
- A ty nie udawaj takiej dziewicy. Chodź się gdzieś przejść – powiedział władczym tonem i nie czekając na odpowiedź Naruto pociągnął go w stronę wyjścia. Różowo-włosa nawet nie zwróciła na nich uwagi rozmawiając właśnie z matką ściszonym tonem. Wyszli na zewnątrz.
- Teraz mi powiedz dlaczego ten stary chuj dostał zawału. – Brunet spojrzał na zachmurzone nocne niebo, a później skierował ciemne oczy na Uzumakiego, który błądził wzrokiem po jakichś krzakach.
- No… hmm… nie wiem jak to powiedzieć. Ojciec Sakury zobaczył mnie nago – burknął tak cicho, że Sasuke nie był pewny, że aby na pewno chłopak to powiedział.
- Nago? – Jego brwi uniosły się ku górze.
- No nago. Jak poszedł za tobą to zapomniałem założyć spodni i… i…
- I cię zauważył – powiedział z nienaturalnie wielkim uśmiechem.
- Tak. – Uchiha słysząc to zaśmiał się głośno.
- Ale go urządziłeś. Teraz na pewno nie pójdzie już do tej swojej kochanki.
- Wiesz, że on ma kochankę?
- Mmm… tak. Widziałem ich jak się obłapiali kiedyś pod domem. A ty co?
- Ja widziałem jak wylatywała z jego pokoju – Naruto wyszczerzył się do niego i oparł plecami o barierkę, patrząc na wielki szpital. - Że też go nikt jeszcze nie nakrył.
- Może go nakryli, ale boją się mówić. W końcu jest pastorem. To jak jakby był burmistrzem tego zasranego miasteczka.
- Albo mafiosem – mężczyzna spojrzał na niego zaskoczony, jednak po chwili uśmiechnął się.
- Sasu…?
- Hm? – Brunet zbliżył się do niego i odwrócił w kierunku miasta. Przywarł do jego pleców.
- Nie wydaje ci się, że jesteśmy trochę… umm…
- Trochę? – polizał jego kark i położył swoje ręce na dłoniach chłopaka trzymającego barierkę.
- Trochę wredni? No bo popatrz, doprowadziłem go do zawału i teraz wisi nam co z nim będzie. Nawet się z niego śmialiśmy! Mam wyrzuty sumienia…
- Nagle się twoja moralność odezwała? Weź przestać. To śmieć. Nie pamiętasz już jak cię traktował? - Naruto obrócił się w jego uścisku stojąc twarzą do bruneta. Westchnął.
- No ale to w końcu też człowiek. Buddyzm nakazuje szanować każdą istotę żywą. On… w końcu to nie było nic takiego, w porównaniu z tym co ja mu zrobiłem.
- Kurwa, przestać bredzić. Jak wyzdrowieje może stanie się lepszym człowiekiem, a jak nie, to będzie miał nauczkę w następnym tym wcieleniu, czy jak to się tam zwie.
- Reinkarnacja.
- No. – zbliżył się do blondyna i polizał jego usta. Chłopak uśmiechnął się i położył ręce na klatce piersiowej mężczyzny. Musnął delikatnie wargi mężczyzny. Uchiha uśmiechnął się i brutalnie wpił w usta Uzumakiego, który jęknął zaskoczony i oddał namiętny pocałunek. Brunet przyparł go mocniej do barierki rozkoszując się kwaśnym smakiem Uzumakiego. Po chwili zjechał na szyję i ugryzł ją lekko. Tak, by został ślad.
- Nie jest paczką.
- Co? – Na ułamek sekundy spojrzał na niebieskookiego.
- Nie jestem paczką żebyś mnie znaczył, czy coś.
- Masz rację nie jesteś paczką.
- Tylko?
- Tylko moją własnością. Nigdzie nie mam cię zamiaru wysyłać, dopóki zabawa trwa.
- O takkkk… – jęknął blondyn czując dłoń w swoich spodniach. Uśmiechnął się.
- Przed nami jeszcze długa droga.
- Mhy.
- A zwycięzca bierze wszystko.
- Jakkolwiek definiujesz wszystko.
- Jakkolwiek. – Całowali się namiętnie, dopóki jakaś starsza pani nie podeszła do nich i nie zwróciła uwagi na to, że to nie burdel dla pedałów tylko szpital. Gdy weszła do budynku, jakimś dziwnym trafem straciła przytomność.
- Jesteś niemożliwy – powiedział blondyn patrząc ze zgrozą na zamieszanie przy wejściu.
- Sama się prosiła.
- Zabiłeś ją?
- Nie… będzie żyła. Chyba.
- Chyba? Musisz trochę przystopować.
- Czemu? Lubię to – położył dłoń na biodrze chłopaka, który skrzywił się nieznacznie.
- Lubisz zabijać?
- Tak i nie czepiaj się mnie. Każdy ma kurwa jakieś hobby – mruknął i poszedł w kierunku szpitala, kiedy już zdołali „sprzątnąć” z przejścia starszą panią.
- Hobby?! Ty to nazywasz hobby? – Uzumaki nie przestawał dobiegając czarnookiego.
- A ty co? Też lubisz zabijać.
- Ja nie… skąd wiesz? – Stanął, patrząc na bruneta z osłupieniem.
- Mam swoje źródła.
- Sasuke! Sasuke! – Zanim zdążył się odwrócić dziewczyna już rzuciła mu się w ramiona. Złapał ją i odciągnął od siebie. Jej oczy były zaczerwienione. Patrzyła na niego załamana.
- Co się stało? – Zauważył jak blondyn patrzy na nią uważnie marszcząc brwi.
- Mój ojciec… on… nie żyje.
Wyjaśnienie:
W poprzednim rozdziale Sasuke powiedział do Sakury kochanie, ponieważ chciał, żeby sobie pomyślała, że ją lubi. Jak ją lubi, to dziewczyna będzie się go słuchała. A jak będzie się go słuchała, to nie będzie przeszkadzała chłopcom.
^-^
Naruto leżał na łóżku uśmiechając się delikatnie. Nie wiedział, czy wytrzymałby bez bruneta choć jeden dzień. Bez jego języka, ust, ciała, penisa…
- Ach! – jęknął gdy mężczyzna zaczął całować delikatnie jego pępek.
- Cii… Nie chcesz chyba, żeby ojciec Sakury tutaj przylazł? – Zapytał i nie czekając na odpowiedź wpił się w usta blondyna. Chłopak złapał go za kark i przyciągnął mocniej do siebie. Sasuke zawsze całował tak, że nie można było myśleć o niczym innym, tylko o rozkoszy. O jego języku gładzącym teraz usta niebieskookiego. Uzumaki odepchnął go nagle i zmienił pozycję. Teraz to on był na górze.
- Na co masz ochotę? – Zapytał poruszając lekko biodrami i dotykając całymi dłońmi torsu czarnookiego. Jego koszula leżała gdzieś na podłodze, burząc idealny porządek w sypialni. Ich sypialni.
- A jak myślisz? – szepnął i musnął palcami krocze chłopaka. Delikatnie przejechał po wybrzuszeniu jego spodni.
- Chcesz, żebym cię tam dotykał? – dłonie Naruto zjechały na jego spodnie. Niewinnie zaczęły wkradać się do środka.
- Nie tym razem księżniczko.
- Co? Jak mnie nazwałeś? – Uzumakiego tak zatkało, że nawet nie krzyczał. Patrzył tylko sparaliżowany na bruneta, nie mogąc zrobić nic więcej. Sasuke wykorzystał to i ponownie przejął inicjatywę. Zaczął odpinać pasek spodni blondyna, który uśmiechnął się tylko i pogładził włosy czarnookiego. Mężczyzna ustami zaczął odpinać zamek dżinsów. Nie spuszczał wzroku z chłopaka. Jego oczy błyszczały podnieceniem. Naruto miał wrażenie, że są jak diamenty, które ma tylko dla siebie. Nikt inny nie może na nie patrzeć.
Westchnął cicho, kiedy mężczyzna zaczął ściągać mu spodnie. Zatrzymał się nagle tuż przy jego męskości. Uzumaki spojrzał na niego zdziwiony. Uniósł brwi ku górze i kiwnął lekko głową na zachętę. Brunet jednak nic nie robił liżąc jego podbrzusze.
Boże… jak dobrze.
Szarpnął się kilka razy. Wiedział, że może być jeszcze lepiej.
- Czemu nic nie robisz? – zapytał w końcu, gdy czarnookie zjechał spodniami nieco niżej, jednak wciąż omijał najwrażliwsze części ciała chłopaka.
- Należy ci się kara…
- Za co?
- Bo zupa była za słona – mruknął i uśmiechnął się przebiegle. Naruto stężał.
- To nie była zupa, teme!
- To co? – zapytał bardzo delikatnie liżąc jego prącie. Uzumaki westchnął nieco głośniej.
- To był… ramen.
- Ramen? I tak go przesoliłeś.
- Teraz ty jesteś pragnieniem – zaśmiał się cicho i wygiął w stronę czarnookiego.
- Ja? Czemu?
- Bo cię suszy. A ja jestem jak oaza – położył kolana na jego ramionach i zacisnął mięśnie ud nieco mocniej.
- Nie pochlebiaj sobie. – Ugryzł bardzo delikatnie jego penisa.
- Sas… - stęknął blondyn czując jak cały pulsuje. Dłużej nie wytrzyma. Boże niech on to zrobi… Ledwo oddychał z podniecenia.
- Co się stało? – Zapytał i ściągnął z niego spodnie, aż do końca. Uśmiechnął się widząc jak blondyn wygina się w łuk. Jak bardzo chce jego dotyku. Złapał go za uda i zaczął je delikatnie masować.
- Mmm… zrób to.
- Co?
- Dotknij mnie.
- Przecież dotykam – teraz polizał delikatnie wnętrze jego ud.
- Ale… ah… nnnie tam.
- To gdzie chcesz żebym cię dotykał? – Naruto zirytował się. Szarpnął się mocniej i penisem dotknął ust czarnookiego. Uśmiechnął się.
- Tam… - szepnął zmysłowo. Jego oczy zaszły mgłą.
- Gdzie? Tutaj? – złapał go za pośladki i zaczął je delikatnie masować – a może tam – palcem zaczął krążyć wokół dziurki chłopaka. Uzumaki momentalnie się spiął. Ten drań doprowadzał go do białej gorączki! Nie wytrzyma, jeśli on nie…
- AHHH! – Nie myślał już o tym, że krzyknął. W końcu brunet go dotknął. Boże jego usta były takie gorące… robił to tak pewnie. Mmm… jeszcze… dotykaj mnie mocniej… Spojrzał w dół. Mężczyzna lizał go i ssał. Naruto ledwo łapał oddech. – Uchiha! Ty… och! Draniu… jeszcze… jeszcze – jęczał wijąc się pod nim. Nie wiedział co brunet robi, jednak nie dawał mu dojść do spełnienia. To było takie chore… nierealne.
- Poproś – oderwał się od jego członka, a Uzumaki myślał, że umarł, gdy nie czuł jego ust.
- Proszęęęę… Hnn!… ach! Błagam nie przestawaj – dyszał ciężko patrząc z podnieceniem na czarnookiego, który uśmiechnął się delikatnie i wrócił do poprzedniej czynności. Zaczął mocno ssać jego przyrodzenie.
~~***~~
W ostatniej chwili zatkał ręką usta blondyna. Zaczął zlizywać resztki z jego penisa. O mało sam nie doszedł. Był tak podniecony, a ten matoł swoimi wszystkimi jękami, westchnieniami i ruchami jeszcze bardziej potęgował pragnienie. Kurwa… nie wytrzyma dłużej. Zaczął dyszeć ciężko. Nagle poczuł dłoń chłopaka na ręce. Zabrał ją do swoich ust i zaczął delikatnie ssać palce.
- Musimy kupić jakiś żel – mruknął brunet i podciągnął się w górę. Wolną ręką złapał za ich członki. Zaczął ich pieścić, liżąc w między czasie szyję mniejszego chłopaka. Niebieskooki pisnął czując parzący oddech na skórę. Na ciele Uchiha zaczęły pojawiać się kropelki potu. Zwolnił tempo. Cholera… chciałby już się pieprzyć z Naruto. Chciał w nim dojść. Bez zastanowienia wyciągnął ręce z gorących ust chłopaka i uśmiechnął się do niego drapieżnie. Złapał jego nogi i zawiesił sobie na ramiona, jak przedtem zrobił blondyn. Pocałował go gwałtownie i wsadził mokry palec w jego wnętrze. Jęknął czując jak mięśnie chłopaka zaciskają się na nim. Kurwa… czemu nie może to być jego penis. Westchnął czując jak ten daje o sobie znać napierając na zimną pościel. Niebieskooki zaczął jęczeć cicho w usta mężczyzny. Brunet pocałował go mocniej.
- Hnn! – Uzumaki powoli napierał na jego kolejne palce. Sasuke nie czekał na nic więcej. Oderwał się od niego i wszedł jednym szybkim ruchem. Krzyknęli cicho.
Kurwa jak dobrze… seks z Naruto nawet nie mógł się równać ze rżnięciem jego kochanek. To było… było…
- Och… Sasu… jesteś taki… wiel… ki – jęczał chłopak poruszając się razem z nim. Zaciskał swoje mięśnie na członku bruneta, które ledwo powstrzymywał się przed krzykiem. Ostatnie trzeźwa myśl podpowiedziała mu, że następnym razem powinni włączyć jakąś muzykę.
- Hnn! – przygryzał usta bardzo mocno.
Naru był taki… ciasny. Nie było nic lepszego od kochania się z nim… Każdy jego ruch… Och! Otaczał go… był jak twierdza trudna do zdobycia… Kurwa… jak dobrze… czuł ogień w dolnych partiach ciała… i zimno na plecach. Świat zawirował. Dopchnął ostatni raz i opadł na niego ciężko. Pocałował go mocno. Chłopak zacisnął ręce na jego karku. Blondyn jeszcze nie doszedł. Uchiha zaczął znów się poruszać. Tym razem bardzo wolno. Niebieskooki syknął zaciskając mięśnie wokół członka bruneta. Chłopak szarpnął biodrami kilka razy odchylając głowę do tyłu. Sasuke aż zamruczał. Złapał za jasne włosy i przybliżył do siebie. Poruszał się w nim głęboko, coraz głębiej. Nagle chłopak zadrżał i przygryzł z całej siły rękę. Opadł na poduszki zdyszany. Uchiha wyszedł z niego i się uśmiechnął. Trafił w prostatę.
- Zrób mi loda – polecił i położył się obok. Łóżko było niewielkie, więc stykali się ramionami. Usłyszał śmiech Naruto, który po chwili jednak podjął wyzwanie. Zniżył się ustami do krocza bruneta i polizał główkę jego penisa. Sasuke westchnął cicho nie spuszczając wzroku z Uzumakiego. Patrzył na jego język jeżdżący po jego członku. Oddychał głęboko. Nikt jeszcze nie robił mu loda, tak jak on… Stęknął cicho i doszedł w gorących ustach.
~~***~~
Naruto połknął wszystko i padł zmęczony na bruneta.
- O której jutro idziesz?
- Z samego rana.
- A o której wrócisz?
- Późno. – blondyn westchnął i polizał szyję Sasuke. Uchiha pociągnął go za włosy i odsunął od siebie, by następnie przyciągnąć jego głowę do swojej twarzy i wpić się w jego usta. Całował leniwie i powoli. Uzumaki uśmiechnął się.
- Dość – szepnął odrywając się od mężczyzny i ssąc delikatnie jego dolną wargę.
- Co?
- Musisz się jutro wyspać. Czeka cię ciężki dzień. Jesteś w końcu Bondem – zachichotał i wstał z łóżka.
- Skąd się dowiedziałeś? – brunet westchnął i podniósł się do pionu.
- Mam swoje źródła – przejechał dłonią po umięśnionym brzuchu mężczyzny. Sasuke wstał powoli i podszedł do półki. Zabrał z niej kilka rzeczy i skierował się w stronę schodów. - Gdzie idziesz?
- Do łazienki. Nie mam zamiaru spać oblepiony twoją spermą.
- Tak?! Wyobraź sobie draniu, że twojej mam na sobie zdecydowanie więcej! – Syknął Naruto i poderwał się z łóżka. Zabrał jakieś spodnie, chyba Sasuke i podbiegł do bruneta.
- A ty gdzie?
- Do łazienki – udanie sparodiował ton bruneta, który skrzywił się nieznacznie i trzepnął go po głowie. – Ała! Za co?
- Za inteligencje.
- Za co? – Blondyn stał patrząc na czarnookiego jak na idiotę. Mężczyzna uśmiechnął się do niego złośliwie i zniknął w dziurze w podłodze. Naruto pobiegł za nim. – Ej! Wracaj tu! Co ty sobie w ogóle… - Stanął jak wryty patrząc na ojca Sakury, który wyszedł właśnie z sypialni.
- Bezwstydniku! – Krzyknął jeszcze za nim nie złapał się za serce i zaczął z trudem nabierać powietrza do płuc. Uzumaki spojrzał na niego nic nie rozumiejąc. Mężczyzna zaczął się dusić, a blondyn zastanawiał się też o co mu do cholery chodziło.
- Tato! – Nagle ze schodów prowadzących na dół rozległ się krzyk i już po chwili różowo-włosa klęczała przy pastorze z przerażoną miną. – Naruto, kurwa pomóż mi! I się zakryj!
Chłopak spojrzał w dół i poczerwieniał lekko. Ups! No… chyba zapomniał włożyć spodnie Sasuke. Założył je pośpiesznie, jednak gdy podniósł jedną nogę i starał się wsunąć w nią nogawkę osunął się niefortunnie ze stromych stopni schodów i runął na podłogę. Wrzasnął jeszcze przy tym przeraźliwie. Nagle drzwi łazienki otworzyły się, a w nich pojawił się brunet owinięty tylko ręcznikiem. Niebieskooki spojrzał na niego krzywo, a Sakura zagapiła się przez chwilę.
- Co się tu kurwa dzieje? – Syknął patrząc na całą scenkę ze wściekłym wyrazem twarzy.
- Sasuke pomóż mi – dziewczyna wróciła do reanimowania ojca.
- Co się mu stało? – Zapytał i podszedł do Sakury. Zerknął jeszcze na blondyna, który poczerwieniał minimalnie.
- Nie wiem. Jak przyszłam to zaczął się dusić. To chyba zawał. Naruto zrób coś pożytecznego i zadzwoń po pogotowie! – Krzyknęła w jego stronę i zaczęła robić ojcu sztuczne oddychanie.
- Po co?
- Boże Sasuke weź go! – Jęknęła naciskając miarowo na klatkę pastora.
- Z przyjemnością – mruknął brunet jakby mało zainteresowany tragedią dziewczyny. Wstał i podszedł do blondyna, który wciąż patrzył na nich nic nie rozumiejąc.
- Uch! Co robisz?! Wracaj tu! Jesteś mi potrzebny! – Jęknęła z paniką w oczach.
- Przecież jesteś lekarką. Poradzisz sobie. Młocie idź zawołać jej matkę, a ja zadzwonię po to pieprzone pogotowie – mruknął i popchnął niebieskookiego w stronę schodów. Chłopak o mało znów z nich nie spadł. Przed upadkiem ocaliła go ręka Sasuke, który zaśmiał się cicho.
- Jak ty możesz się śmiać w takiej sytuacji? – Zapytał z niedowierzaniem i odwrócił się na moment do bruneta, który wzruszył tylko ramionami i podszedł do telefonu. Uzumaki pobiegł po panią domu, która zmywała właśnie naczynia w kuchni, niczego nieświadoma.
- Czego chcesz? Wiesz ile przez ciebie mam roboty?! – Zapytała marszcząc groźnie brwi, gdy zobaczyła niebieskookiego. Chłopak nie przejął się tym zbytnio.
- Pani mąż… on…
- Co z nim?! – Wyrzuciła ręce do góry, a woda z płynem do naczyń poleciała w górę. Nieszczęśliwie jednak kilka kropel spadło wprost do oka Uzumakiego, który syknął cicho i zaczął ręką ściągnąć płyn z powieki. – Gadaj co się stało!
- Jest na górze. Pogotowie już jedzie – usłyszał zimny ton Uchihy i odwrócił się do niego. Kobieta pobiegła szybko do męża, a Naruto syknął cicho łapiąc się za oko.
- Co się znów stało? – Poczuł jak brunet podchodzi do niego i zapiera dłonie z twarzy.
- Płyn dostał mi się do oka. Piecze! – Jęknął i już chciał ponownie przetrzeć powieki, jednak Sasuke złapał go mocno za nadgarstki i skierował w stronę zlewu.
- Czasami mam wrażenie, że zamiast mózgu masz orzecha – mruknął i chłopak poczuł zimną wodę na twarzy. Palce bruneta zaczęły delikatnie obmywać jego piekące oczy. Blondyn uśmiechnął się lekko.
- Wole mieć orzecha niż myśleć penisem.
- Sugerujesz, że niby ja myśleć fiutem? – Chłopak otworzył delikatnie oczy, które piekły zdecydowanie mniej.
- Nooo wiesz… - nie dokończył jednak, bo brunet powalił go na stół. Uśmiechnął się wrednie.
- Skoro tak twierdzisz… – mruknął zbliżając się do leżącego. Rozsunął jego nogi i wszedł między nie, biodrami stykając się z kroczem niebieskookiego. Zniżył się i pocałował go mocno w usta. Naruto jęknął mimowolnie i przyciągnął go bliżej. Zaplótł nogi z tyłu jego pleców. Oddał pocałunek, gryząc przy tym lekko usta Uchihy. Ich języki walczył ze sobą zaciekle. Znów czuł gorzki zapach krwi. Jęknął w jego usta poruszając lekko biodrami. Masował skórę głowy bruneta, co rusz ciągnąć kosmyki jego włosów nieco mocniej. Uchiha w zamian pogłębiał pocałunek jeszcze mocniej, skutecznie odcinając niebieskookiemu dopływ tlenu. Naruto już czuł ręce na swoim członku, gdy nagle usłyszeli krzyk w przedpokoju.
- Sasuke! Chodź tutaj! – Oderwali się od siebie ze skwaszonymi wyrazami twarzy.
- Kiedyś zrobimy to na tym stole – szepnął mu blondyn do ucha i klepnął jego pośladek. Brwi czarnookiego zmarszczyły się, jednak uśmiechnął się jednoznacznie wchodząc co pokoju.
- Przyjechała już ta pomoc?
- Nie, jeszcze nie. Pomóż nam Sasuke. On jest za ciężki – jęknęła dziewczyna, która wraz z całą roztrzęsioną matką znosiła pastora ze schodów. Brunet przewrócił oczyma i podszedł od mężczyzny. Złapał go mocno i skierował się w stronę drzwi. – Boże! Matko Boska! Nie tak! Zabijesz go jeszcze! – Krzyczała za nim pani domu, która ledwo oddychała ze zdenerwowania.
- To jak?!
- No delikatniej! Ej ty, pomóż mu – wskazała palcem na blondyna, który podszedł pośpiesznie w tamta stronę. Złapał pastora za nogi, a Sasuke podtrzymał ojca Sakury za ramiona. Skierowali się w stronę drzwi. Gdy schodzili po schodach usłyszeli sygnał karetki.
~~***~~
Sasuke drzemał na ramieniu Uzumakiego co chwila budząc się, gdy ktoś przechodził. Sakura wraz z matką kręciły się, pytając się personelu co kilka minut, czy wszystko już dobrze z pastorem. W Miles City jak się okazało było tylko pogotowie, nieprzygotowane na tak ciężki przypadek. Musieli przewieść mężczyznę do miasta położonego 50 km od rodzimej miejscowości. Sasuke wraz z Uzumakim i matką Sakury zabrali się mercedesem. Dziewczyna ze względu na jej wiedzę leczniczą została w karetce, która swoją drogą również nie była wyposażona w sprzęt przystosowany do zawału i jeszcze tam czegoś, czego im nie powiedzieli. Pewnie ze względu na żonę pastora, która przez całą drogę siedziała jak na szpilkach, a chłopcy musieli słuchać historii ich miłości. A byłoby tak pięknie gdyby nie ten babsztyl sapiący im za uchem.
Sasuke na wspomnienie jazdy warknął i potarł policzkiem o ramię blondyna.
- Nie chce mi się tutaj siedzieć – usłyszał jęk niebieskookiego. Uśmiechnął się lekko i podniósł do pionu, tak, by patrzeć na Uzumakiego.
- Idziemy do samochodu?
- Boże Sasuke… a nie mówiłem, że myślisz penisem?
- A ty nie udawaj takiej dziewicy. Chodź się gdzieś przejść – powiedział władczym tonem i nie czekając na odpowiedź Naruto pociągnął go w stronę wyjścia. Różowo-włosa nawet nie zwróciła na nich uwagi rozmawiając właśnie z matką ściszonym tonem. Wyszli na zewnątrz.
- Teraz mi powiedz dlaczego ten stary chuj dostał zawału. – Brunet spojrzał na zachmurzone nocne niebo, a później skierował ciemne oczy na Uzumakiego, który błądził wzrokiem po jakichś krzakach.
- No… hmm… nie wiem jak to powiedzieć. Ojciec Sakury zobaczył mnie nago – burknął tak cicho, że Sasuke nie był pewny, że aby na pewno chłopak to powiedział.
- Nago? – Jego brwi uniosły się ku górze.
- No nago. Jak poszedł za tobą to zapomniałem założyć spodni i… i…
- I cię zauważył – powiedział z nienaturalnie wielkim uśmiechem.
- Tak. – Uchiha słysząc to zaśmiał się głośno.
- Ale go urządziłeś. Teraz na pewno nie pójdzie już do tej swojej kochanki.
- Wiesz, że on ma kochankę?
- Mmm… tak. Widziałem ich jak się obłapiali kiedyś pod domem. A ty co?
- Ja widziałem jak wylatywała z jego pokoju – Naruto wyszczerzył się do niego i oparł plecami o barierkę, patrząc na wielki szpital. - Że też go nikt jeszcze nie nakrył.
- Może go nakryli, ale boją się mówić. W końcu jest pastorem. To jak jakby był burmistrzem tego zasranego miasteczka.
- Albo mafiosem – mężczyzna spojrzał na niego zaskoczony, jednak po chwili uśmiechnął się.
- Sasu…?
- Hm? – Brunet zbliżył się do niego i odwrócił w kierunku miasta. Przywarł do jego pleców.
- Nie wydaje ci się, że jesteśmy trochę… umm…
- Trochę? – polizał jego kark i położył swoje ręce na dłoniach chłopaka trzymającego barierkę.
- Trochę wredni? No bo popatrz, doprowadziłem go do zawału i teraz wisi nam co z nim będzie. Nawet się z niego śmialiśmy! Mam wyrzuty sumienia…
- Nagle się twoja moralność odezwała? Weź przestać. To śmieć. Nie pamiętasz już jak cię traktował? - Naruto obrócił się w jego uścisku stojąc twarzą do bruneta. Westchnął.
- No ale to w końcu też człowiek. Buddyzm nakazuje szanować każdą istotę żywą. On… w końcu to nie było nic takiego, w porównaniu z tym co ja mu zrobiłem.
- Kurwa, przestać bredzić. Jak wyzdrowieje może stanie się lepszym człowiekiem, a jak nie, to będzie miał nauczkę w następnym tym wcieleniu, czy jak to się tam zwie.
- Reinkarnacja.
- No. – zbliżył się do blondyna i polizał jego usta. Chłopak uśmiechnął się i położył ręce na klatce piersiowej mężczyzny. Musnął delikatnie wargi mężczyzny. Uchiha uśmiechnął się i brutalnie wpił w usta Uzumakiego, który jęknął zaskoczony i oddał namiętny pocałunek. Brunet przyparł go mocniej do barierki rozkoszując się kwaśnym smakiem Uzumakiego. Po chwili zjechał na szyję i ugryzł ją lekko. Tak, by został ślad.
- Nie jest paczką.
- Co? – Na ułamek sekundy spojrzał na niebieskookiego.
- Nie jestem paczką żebyś mnie znaczył, czy coś.
- Masz rację nie jesteś paczką.
- Tylko?
- Tylko moją własnością. Nigdzie nie mam cię zamiaru wysyłać, dopóki zabawa trwa.
- O takkkk… – jęknął blondyn czując dłoń w swoich spodniach. Uśmiechnął się.
- Przed nami jeszcze długa droga.
- Mhy.
- A zwycięzca bierze wszystko.
- Jakkolwiek definiujesz wszystko.
- Jakkolwiek. – Całowali się namiętnie, dopóki jakaś starsza pani nie podeszła do nich i nie zwróciła uwagi na to, że to nie burdel dla pedałów tylko szpital. Gdy weszła do budynku, jakimś dziwnym trafem straciła przytomność.
- Jesteś niemożliwy – powiedział blondyn patrząc ze zgrozą na zamieszanie przy wejściu.
- Sama się prosiła.
- Zabiłeś ją?
- Nie… będzie żyła. Chyba.
- Chyba? Musisz trochę przystopować.
- Czemu? Lubię to – położył dłoń na biodrze chłopaka, który skrzywił się nieznacznie.
- Lubisz zabijać?
- Tak i nie czepiaj się mnie. Każdy ma kurwa jakieś hobby – mruknął i poszedł w kierunku szpitala, kiedy już zdołali „sprzątnąć” z przejścia starszą panią.
- Hobby?! Ty to nazywasz hobby? – Uzumaki nie przestawał dobiegając czarnookiego.
- A ty co? Też lubisz zabijać.
- Ja nie… skąd wiesz? – Stanął, patrząc na bruneta z osłupieniem.
- Mam swoje źródła.
- Sasuke! Sasuke! – Zanim zdążył się odwrócić dziewczyna już rzuciła mu się w ramiona. Złapał ją i odciągnął od siebie. Jej oczy były zaczerwienione. Patrzyła na niego załamana.
- Co się stało? – Zauważył jak blondyn patrzy na nią uważnie marszcząc brwi.
- Mój ojciec… on… nie żyje.
niedziela, 26 lipca 2009
13. Refuge
Naruto obudził równomierny stukot nad uchem. Przetarł ręką twarz i zerknął w tamtą stronę. Zegar - godzina dwunasta po południu. Skrzywił się z niesmakiem. Kac męczył go już nieco mniej, jednak stwierdził, że ma zdecydowanie za słabą głowę żeby pić. Nawet jeśli po alkoholu może robić takie rzeczy… westchnął na samo wspomnienie nocy, ale później warknął i schował głowę pod kołdrę. Nie, nie i jeszcze raz nie! Nie wolno mu robić takich rzeczy! Jest mnichem do jasnej cholery, a nie jakąś prostytutką. Ma zaznawać cierpienia i spokoju, a nie namiętności i dzikiej rozkoszy. O jakże dzikiej… znów westchnął. Chociaż bardzo chciał zapomnieć, nie mógł. Przypominały mu się pocałunki, jęki, dotyk i zapach skóry, smak Sasuke…
- Niech to szlak! – jęknął patrząc na wzwód pod kołdrą.
Jak on teraz pokaże się w świątyni? Jak spojrzy w oczy swoim nauczycielem?!
Nie słuchaj już Kyuubiego. To była wszystko jego wina. Gdyby nie ten Lucyfer, to teraz byłby czysty i normalny. Jak każdy porządny mnich. Zlekceważył demona mówiącego, że mnisi wcale nie są tacy porządni. Teraz nie będzie go już słuchał. W niczym. Zamknął oczy i usilnie starał się zasnąć. Przespać to wszystko. Miał surrealistyczną nadzieję, że to był tylko sen. Rano obudzi się w Shaolin, albo chociaż w USA, ale bez wspomnienia ostatniej nocy. To była wszystko jego wina. To Naruto podsycał Sasuke. Te wszystkie uśmiechy, dotyk, pocałunki. Blondyn nie może teraz obwiniać Uchihy. To była wszystko jego wina. I będzie płacił za swój błąd do końca życia.
A jakby tak uciekł. Wie gdzie jest klucz. Jakoś się dostanie do Amazonki. Może uda mu się wyminąć Sune… wtedy nie było by problemu…
Pamiętasz jak skończyła się twoja ostatnia ucieczka?
Naruto zacisnął mocniej oczy.
Śmiercią Yondaime.
Chcesz by Sasuke umarł?
Kyuubi jak szybko się pojawił tak szybko zniknął. Ale miał rację. Zasraną, okrutną rację. Nie mógł pozwolić, by przez niego znów ktoś umarł. Nie mógł pozwolić, żeby umarł Sasuke.
Poniósł się ciężko z łóżka i rozejrzał po pokoju. Po jednej stronie panował pedantyczny porządek, a po drugiej… Chłopak uśmiechnął się widząc porozrzucane ubrania i inne przedmioty. Brunet kłócił się z nim co wieczór o ten bajzel, ale Naruto zawsze odpowiadał, że jak mu przeszkadza to niech sam posprząta. Jak na razie brunet się nie ośmielił. Może kiedyś… usta Uzumakiego wygięły się we wrednym uśmieszku.
- Ciekawe, gdzie teraz jest ten drań – mruknął do siebie i zszedł na dół. Skierował się do łazienki, gdy nagle usłyszał jęk z sypialni rodziców Sakury. Zaczerwienił się i podszedł bliżej do drzwi. Przełknął ślinę. A jak różowo-włosa będzie miała siostrzyczkę? Mimowolnie zaśmiał się i odszedł poszedł do łazienki. Gdy już otwierał drzwi, nagle ktoś wyleciał z sypialni, pod którą stał. Spojrzał w tamtą stronę i aż tworzył z wrażenia buzię.
- Naruto? – Pastor stał z odpiętymi spodniami patrząc na chłopaka otępiały.
- Eee… ja się lepiej pójdę umyć – powiedział pośpiesznie chłopak i już miał zamknąć drzwi, kiedy pastor złapał go za koszulę.
- Chciałbym z tobą porozmawiać. – Odwrócił go i przyparł brutalnie do ściany.
- O czym? – Zapytał i uśmiechnął się lekko. Chciał wyglądać na uprzejmego, jednak ojciec Sakury odebrał to chyba trochę inaczej.
- Słuchaj kmiocie! – Syknął przybliżając swoją twarz do jego. – Jeśli komukolwiek piśniesz choć słówko, o tym co tutaj zobaczyłeś będziesz już martwy rozumiesz?! Mam takie wpływy, że mógłbym zniszczyć nawet tego całego Uchihe! Spró… - Naruto zmarszczył brwi i spojrzał na pastora wściekle. Jego oczy płonęły dzikim ogniem.
- Ktoś taki jak ty nie będzie mi groził – syknął i odepchnął pastora na pobliską ścianę. Mężczyzna uderzył w nią mocno i upadł. Zaczął kaszleć. – Mógłbym cię teraz zabić, wiesz?- podniósł go na jednej ręce wysoko do góry. Ojciec Sakury patrzył na niego przerażony.
- Zostaw mnie, ja naprawdę…
- Trzeba było wcześniej o tym pomyśleć. Tolerowałem cie naprawdę długo… za długo! – warknął i przyparł go do muru. – Daję ci ostatnią szansę – puścił go i odszedł do łazienki. Na progu odwrócił się jeszcze. – I radziłbym nie wspominać nikomu o tym co zaszło – drzwi zamknęły się, a pastor upadł na kolana.
~~***~~
Sasuke oddychał powoli z grobową miną obserwując zamieszanie na planie. Przeczytał właśnie scenariusz i w duchu przeklinał tego matoła, za to, że namówił go, by w tym wystąpił. Nie mógł pojąć jak można napisać coś tak… tak… aż brakowało mu słów, żeby opisać idiotyzm scenarzysty. I reżysera. Podobno geniusza. Warknął i spojrzał jeszcze raz na swoją rolę. Ma grać jakiegoś zasranego Bonda. Jamesa Bonda. Agenta 007. Rozmasował dłonią skronie. To jednak nie było najgorsze. Najgorsze było to, że Sakura miała zostać jego filmową dziewczyną i że scena ich jakże dokładnego poznania będzie nakręcona w całości. A ściślej mówiąc będzie musiał się z nią przespać i uwiecznić to na taśmie. O tak, żeby jak będzie miał doła popatrzeć sobie na swoje igraszki z różowo-włosą. To go na pewno podbuduje… Jak on tylko dopadnie tego młotka da mu popalić. To wszystko była jego wina. Gdyby nie ten zasrany klucz i to, że obiecał mu go znaleźć wszystko byłoby w jak najlepszym porządku. Zaczął właśnie wymyślać dla blondyna torturę numer dwanaście, gdy ktoś do niego podszedł.
- Em… pana… znaczy… chciałam… um… szszatnia – wydukała jakaś nastolatka, patrząc na niego i czerwieniąc się obficie.
- Co z szatnią? – Zapytał, jednak dziewczyna ulotniła się. Westchnął i skierował się w tamta stronę.
- O! Sasuke-san dobrze, że już jesteś – zawołał Rock i podbiegł bardzo pokracznie w jego stronę. Uchiha zmarszczył brwi.
- Co się stało? – Przypomniał sobie wczorajszą rozmowę z Naruto na temat Gaia i jego wychowanka. Uśmiechnął się z ironią. Czyli, że nie tylko oni mieli wieczór wzniesień.
- Chodzi o ubranie. Trzeba pobrać miarę i krawcowe je szybko uszyją. Wynajęliśmy najlepsze w kraju. Jutro na pewno już będą. Bond w końcu musi stylowo wyglądać – zaśmiał się i poklepał bruneta po plecach. Mężczyzna przewrócił oczyma. Dopiero początek filmu, a mu się już rzygać tym całym Bondem chciało. A najgorsze jeszcze przed nim… Czuł się jak polityk zesłany do więzienia za niewinność.
- Panie Uchiha proszę ściągnąć koszulę – usłyszał głos jakiejś kobiety, trzymającej metr krawiecki. Z warknięciem ściągnął ubranie. W międzyczasie wymyślił torturę numer trzynaście dla Naruto. Uśmiechnął się lekko na samą myśl powrotu do domu. Pisk wyrwał go z zamyślenia. Stał właśnie na lekkim podwyższeniu, a kobieta mierzyła poszczególne części jego ciała. Zerknął w prawo i zobaczył chyba wszystkie baby z planu stojące z wypiekami na policzkach i gapiące się, tak gapiące się na niego. Jak ten wół we wrota.
- Ej! – Wrzask z drugiego końca Sali poniósł się echem. Brunet przymknął lekko oczy i zaczął oddychać głęboko. – Roboty nie macie, czy wstydu?! Nie pozwolę się wam tak patrzyć na mojego narzeczonego! Macie własnych meneli to ich oglądajcie. Od Jamesa wara! – Drgnął słysząc swoje filmowe imię. Kurwa miał nadzieję, że dziewczyna nie jest jakąś fanką tego agenta. Krawcowa zachichotała.
- Masz zazdrosną dziewczynę. Ale nie dziwie się jej. – uśmiechnęła się do niego przyjaźnie, a Sasuke zmierzył ją beznamiętnym spojrzeniem.
- Moja gwiazdo! – zza zaułka wyskoczył Gai-sensei w kamizelce z napisem reżyser i czapeczce z daszkiem. – Jak ci się podoba na plamie?
- Zajebiście – mruknął odwracając się do krawcowej, która starała się zmierzyć jego klatkę piersiową.
- Hoho, ale masz tors kochanieńki. Nie dziwie się, że ta dziewczyna tak o ciebie walczy.
- No a jak! To najprzystojniejszy Bond jaki kiedykolwiek chodził po ziemi! – Wykrzyknął radośnie reżyser.
- Na pewno zrobi furorę.
- Z pewnością… - burknął brunet i spojrzał na kobietę morderczym wzrokiem. Ta jakby nigdy nic zaczęła mierzyć jego biodra.
~~***~~
Naruto nudził się cały dzień. Nie chciało mu się nigdzie wychodzić. Jedynym sensownym miejscem jakie przychodziło mu do głowy była pustynia i skarpa, na której… roześmiał się głupawo, chociaż tak naprawdę chciało mu się płakać. Nie mógł zapomnieć. Już nawet zaczął podejrzewać, że brunet jest duchem jakiejś ofiary Kyuubiego i teraz prześladuje go. Demon zawsze komentował obraźliwie jego kolejne teorie. A trzeba przyznać, że były coraz ciekawsze… aż bał się sobie ich przypominać.
Rzucił wściekle pilotem o ścianę. Czemu nie ma w tej cholernej telewizji nic edukacyjnego i moralnego?! Na każdym kolejnym programie były coraz bardziej demoralizujące rzeczy. Od całujących się nastolatków, po zabijających psychopatów, a na babciach w pornosach kończąc. W domu Sakury znalazł nawet kilka kaset dla dorosłych.
Wstał i wyłączył odbiornik. Z nudów zrobił obiad i posprzątał pokój… Sasuke zdziwi się, gdy przyjdzie. Blondyn warknął i już chciał rzucić kolejną rzeczą, którą miał pod ręką, jednak powstrzymał się w ostatniej chwili. Od rana nie było nic tylko Sasuke, Sasuke i jeszcze raz ten przeklęty Sasuke! Był gorszym diabłem od Kyuubiego! Ale nie. Spokojnie. Wziął kilka głębokich wdechów. Przez to, że dzisiaj się tak nudził przeczytał jakiś poradnik dla nastolatek, który Sakura miała w pokoju. Chyba przez godzinę kłócił się z demonem o to, że wcale nie jest wścibski. On śmiał mu jeszcze zarzucić, że węszy na prawo i lewo. Było już jednak za wiele, gdy powiedział, że Naru jest jak wścibska sąsiadka. O nie! Jakiś tam Kyuubi nie będzie sobie nim rządził. Blondyn wpadł na genialny pomysł lekceważenia wszystkiego co powie lis. Natomiast dzięki poradnikowi Sakury wpadł na jeszcze lepszy pomysł. Wyczytał, że jeśli chce się pozbyć problemu, trzeba zachowywać się tak jakby go wcale nie było. Ponieważ wszystko zależy od naszych myśli. Właśnie tak. Nie było sexu, nie ma problemu. Uśmiechnął się do siebie i odprężył.
- O wiele lepiej. Ciekawe, czy mają tutaj jeszcze coś interesującego – mruknął do siebie i już otwierał kuchenną szufladę, gdy nagle usłyszał trzask drzwi.
- Naruto? – Rozległ się krzyk pani domu. Chłopak w ekspresowym tempie zamknął szufladę i schował kasety pornograficzne, których jeszcze nie obejrzał. Oczywiście nie miał zamiaru ich oglądać, ale… to tak na wszelki wypadek, jak już umierałby z nudów. W końcu lepsze to, niż śmierć w męczarniach, prawda?
- Dzień dobry pani – wybiegł do przedpokoju i uśmiechnął się promiennie do kobiety.
- Uff! Jak dobrze, że to ty. Już myślałam, że się ktoś włamał! – Bez słowa podała mu siatki z zakupami i weszła do salonu. – Mogłeś posprzątać. Och! A co to?! Zepsułeś nam pilot? – Zapytała patrząc na resztki plastik na podłodze i lekkie wygięcie w ścianie.
- A Eee… kupię nowy. I zrobiłem obiad – dodał po chwili idąc do kuchni.
- Phi! To nie za wiele. Mam nadzieję, że chociaż będzie dobry. Wiesz mój mąż lubi tylko moje jedzenie. Zezłości się jak mu nie będzie smakowało.
- Może mi pani wierzyć, że to zje z przyjemnością – warknął blondyn i upuścił zakupy na stół.
- Jełopie! – Krzyknęła kobieta i podbiegła do siatek. – Tu są jajka! – zaczęła pośpiesznie wszystko wyjmować.
- Kto daje jajka na spód? – Zapytał blondyn słysząc jęk matki Sakury. Kobieta spojrzała na niego z mordem w oczach.
- Mówiłeś coś?
- Tylko, że jestem jełopem – burknął i usiadł na krześle.
- Zgadzam się z tym – Naruto odwrócił się momentalnie i zastygł.
- Jak miło, że jesteś. Może coś zjesz? – Zapytała kobieta uśmiechając się do nowoprzybyłego.
- Oczywiście. Bardzo proszę.
- Jak tam film? Słyszałam, że dostałeś najlepszą rolę. Oczywiście oprócz mojej córki. Będziecie wspaniale wyglądać na ekranie.
- Taaa – westchnął i spojrzał na Uzumakiego. – A ty co?
- Nic – burknął chłopak i zsunął się nieco niżej na krześle, jakby chciał ukryć się pod stołem.
- Proszę kochanieńki – gospodyni odgrzała obiad Naruto i podała na stół.
- Dziękuję – mężczyzna zaczął jeść. Po pierwszym kęsie skrzywił się nieznacznie. – Pani to gotowała? – Spytał, a kobieta przyjrzała mu się uważnie.
- Nie. Twój kolega – zerknęła na blondyna z satysfakcją i odwróciła się do kuchenki.
- Niby od kiedy gotujesz?
- A coś ci nie pasuje?! – wstał i zamachnął się pięścią. Brunet złapał ją tuż przed twarzą.
- W tyłek się kopnąłeś, czy jak do cholery?!– syknął i odepchnął niebieskookiego tak, że upadł na krzesło.
- Nie twoja sprawa!
- Ja myślę, że jak najbardziej moja. – Naruto wstał zamaszyście i wyszedł bez słowa. Sasuke patrzył na niego chwilę w lekkim szoku.
- Ech! Współczuję ci, że musiałeś z nim spędzać tyle czasu, mój drogi. On ma tylko uciążliwy charakter – westchnęła kobieta, krojąc coś właśnie. Brunet jeszcze chwilę patrzył w drzwi, ale w końcu wrócił do kolacji.
~~***~~
Kiedy już zjadł posiłek w drzwiach pojawił się pastor, a za nim Sakura. Przeprosił ich jednak udając zmęczenie i poszedł na górę. Cały czas zastanawiał się, co też ugryzło tego matoła. Nie sądził, że tak na niego zareaguje. Nie po tym co zaszło. Chociaż… może za bardzo przyzwyczaił się do dziwek rzucających mu się na szyję, gdy tylko przekroczył próg?
- Kurwa – mruknął stojąc przed schodami. A może Naruto tylko udaje, żeby…? Uśmiechnął się pod nosem i wszedł pewnie po stopniach. Gdy otworzył drzwi w podłodze i ogarnął wzrokiem pokój o mało nie spadł ze schodów. Przez chwilę zastanawiał się, czy aby nie pomylił poddaszy. W ich sypialni panował… porządek. Kurwa, on nawet zapomniał co w pełni znaczy to słowo. Zamrugał kilkakrotnie. Wszedł cicho i zamknął klapę. Uzumaki leżał na łóżku z głową w poduszce. Brunet podszedł bardzo ostrożnie. Usiadł na biodrach blondyna, który wrzasnął i odwrócił się momentalnie. Sasuke uśmiechnął się i przybliżył do chłopaka.
- Zrobiłeś porządek – polizał wargi blondyna, który zmarszczył brwi.
- Nie licz, że dla ciebie!
- A na co mogę liczyć? – złapał jego nadgarstki i wyciągnął za głowę niebieskookiego.
- Na pewnie nie na to, co wczoraj! – syknął i szarpnął się kilka razy.
- Uuu… jaki narwany. Sądzę, że chciałbyś to jednak powróżyć. Wiele razy – polizał jego szyję, a chłopak drgnął.
- Spadaj! – w końcu odepchnął od siebie bruneta, który spojrzał na niego morderczo.
- Co kurwa ci się robi?
- Wypchaj się petami! – Wrzasnął i już chciał wstać, gdy Uchiha po raz kolejny przyparł go do łóżka.
- Wczoraj chciałeś żebym to ja cię wypychał. Skąd ta zmiana?
- Może nie jesteś w tym taki dobry jak myślisz, co Uchiha? – syknął i spojrzał na niego płomiennymi oczyma.
- A ty masz doświadczenie, co męska dziwko?
- Nie znasz mnie – uśmiechnął się i złapał Sasuke za szyję. Mężczyzna syknął cicho i starał się odciągnąć dłonie niebieskookiego. Ręce, które parzyły ogniem.
- Znam, żeby wiedzieć, że jesteś największym matołem jaki chodzi po świecie! – warknął i złapał za blond włosy. Pociągnął go mocno w górę.
- Mogę cię zabić.
- Więc to zrób… - puścił go i odchylił głowę w tył. Tak, żeby Uzumaki miał jeszcze lepszy dostęp do jego szyi.
- Mamy plan.
- Pieprzyć plan! No dalej. Zabij mnie. Jak nie ty, to nikt mnie nie zabije. A ja będę zabijał kolejnych ludzi. Jestem maszyną do zabijania, wiesz? Orochimaru szkolił mnie na mordercę. Zabiję każdego, kto stanie mi na drodze. Nawet ciebie. Kiedy będzie przeszkodą, po prostu cię wyeliminuję.
- Kłamiesz! – Wykrzyknął blondyn i rzucił czarnookim o ścianę. Ten opadł ciężko, a po chwili podniósł się i wytarł krew z ust. Uśmiechnął się w odpowiedzi. Z ciała blondyna zaczęła wydobywać się delikatna pomarańczowa poświata. Drewno pod nim zaczęło skwierczeć nieprzyjemnie. Chłopak oddychał ciężko, patrząc na niego szaleńczo. – Kłamiesz! – powtórzył mocniej, tak, że nawet ściany zadrżały lekko.
- Zaryzykujesz?
- Cco? - Naruto spojrzał na niego nic nie rozumiejąc. Czerwona chakra cofnęła się.
- Zaryzykujesz? – powtórzył nie odrywając od niego wzroku. Jego oczy zaczynały piec delikatnie. Jeszcze nigdy nie używał tak długo spojrzenia.
- Nie baw się mną Sasuke – Uzumaki uśmiechnął się groźnie i zbliżył się do bruneta. Uchiha śledził każdy jego ruch.
- Ty też się mną bawisz. Na jedno wychodzi. – przyciągnął go do siebie i wpił w usta. Kurwa… były… czuł się jakby całował właśnie wnętrze wulkanu. Bardzo namiętnego wulkanu…
- Nie możemy przerwać tej zabawy, prawda? – chłopak zaczął się powoli uspokajać. Masował delikatnie kark Uchihy.
- Nie możemy – zapewnił go Sasuke i uśmiechnął się delikatnie.
- Jest tylko jedno… jedno…
- Jedno co?
- Chce powiedzieć, że nie ma żadnych zasad.
- Żadnych? – Zapytał i podciągnął nogę chłopaka niego w górę.
- Żadnych. – Naruto odchylił głowę pozwalając ustom Uchihy zakosztować jego szyi. Mężczyzna wpił się w nią niczym wampir.
- Nie wiesz na co się właśnie zgodziłeś – mruknął prowadząc go do łóżka.
- Sądzę, że ty też mało zdajesz sobie sprawę z tego jaka zabawa nas czeka.
- Mmm… wiem tylko, że bardzo przyjemna – zaczął ściągać z niego ubranie.
- I równie niebezpieczna.
- A co będzie jeśli ją wygram?
- Dostaniesz niespodziankę – Naruto ściągnął z niego koszulę. Czarnooki już chciał zapytać jaką, lecz nagle usłyszeli kroki na schodach. Uchiha momentalnie wstał i ogarnął wzrokiem cały pokój.
- No… nie ma aż tak źle – usłyszał głos blondyna i w następnej sekundzie zobaczyli głowę Sakury w drzwiach w podłodze.
- Słyszeliśmy jakiś hałas. Nic się nie stało? – Weszła na poddasze i z przerażeniem spojrzała na Sasuke. – Ty krwawisz! Co ten matoł ci zrobił?! I… i ta ściana! – jęknęła patrząc na wgięte drewno. – Co tutaj się stało?
- Trochę się posprzeczaliśmy – Naruto założył rękę na kark i zaśmiał się nerwowo. Dziewczyna spiorunowała go wzrokiem.
- Trochę? To wygląda co najmniej tak, jakbyście chcieli się wyzabijać z karabinów maszynowych!
- A widzisz tutaj gdzieś dziury po kulach? – Spytał blondyn zanim zdążył pomyśleć. Dziewczyna zaczęła wrzeszczeć coś na niego, a czarnooki przewrócił oczyma, patrząc na niebieskookiego z pretensją.
- Kochanie! – Wykrzyknął i złapał różowo-włosą za ramiona. – Posłuchaj, to nic takiego. Teraz już naprawdę jestem zmęczony, więc proszę idź na dół i powiedz, rodzicom, że nic się nie stało. Jutro czeka nas trudny dzień, pamiętasz? – Sakura pokiwała głową z błyskiem w oczach. Przybliżyła się do bruneta, który wstrzymał oddech. Poczuł lepką szminkę na policzku.
- Dobranoc Sasuke-kun – uśmiechnęła się do niego przymilnie i skierowała się w stronę schodów.
- O ścianie też raczej nie mów – spiorunowała Uzumakiego wzrokiem, a ten zaśmiał się radośnie – Dobranoc Sakurka!
Dziewczyna zniknęła na schodach zamykając klapę. Sasuke nagle znalazł się przy blondynie.
- Sądzę, że trzeba powtórzyć wczorajsza noc, nie uważasz? – szepnął do ucha chłopakowi, który powoli zaczął odpinać jego koszulę.
- Zabawę czas zacząć.
- Niech to szlak! – jęknął patrząc na wzwód pod kołdrą.
Jak on teraz pokaże się w świątyni? Jak spojrzy w oczy swoim nauczycielem?!
Nie słuchaj już Kyuubiego. To była wszystko jego wina. Gdyby nie ten Lucyfer, to teraz byłby czysty i normalny. Jak każdy porządny mnich. Zlekceważył demona mówiącego, że mnisi wcale nie są tacy porządni. Teraz nie będzie go już słuchał. W niczym. Zamknął oczy i usilnie starał się zasnąć. Przespać to wszystko. Miał surrealistyczną nadzieję, że to był tylko sen. Rano obudzi się w Shaolin, albo chociaż w USA, ale bez wspomnienia ostatniej nocy. To była wszystko jego wina. To Naruto podsycał Sasuke. Te wszystkie uśmiechy, dotyk, pocałunki. Blondyn nie może teraz obwiniać Uchihy. To była wszystko jego wina. I będzie płacił za swój błąd do końca życia.
A jakby tak uciekł. Wie gdzie jest klucz. Jakoś się dostanie do Amazonki. Może uda mu się wyminąć Sune… wtedy nie było by problemu…
Pamiętasz jak skończyła się twoja ostatnia ucieczka?
Naruto zacisnął mocniej oczy.
Śmiercią Yondaime.
Chcesz by Sasuke umarł?
Kyuubi jak szybko się pojawił tak szybko zniknął. Ale miał rację. Zasraną, okrutną rację. Nie mógł pozwolić, by przez niego znów ktoś umarł. Nie mógł pozwolić, żeby umarł Sasuke.
Poniósł się ciężko z łóżka i rozejrzał po pokoju. Po jednej stronie panował pedantyczny porządek, a po drugiej… Chłopak uśmiechnął się widząc porozrzucane ubrania i inne przedmioty. Brunet kłócił się z nim co wieczór o ten bajzel, ale Naruto zawsze odpowiadał, że jak mu przeszkadza to niech sam posprząta. Jak na razie brunet się nie ośmielił. Może kiedyś… usta Uzumakiego wygięły się we wrednym uśmieszku.
- Ciekawe, gdzie teraz jest ten drań – mruknął do siebie i zszedł na dół. Skierował się do łazienki, gdy nagle usłyszał jęk z sypialni rodziców Sakury. Zaczerwienił się i podszedł bliżej do drzwi. Przełknął ślinę. A jak różowo-włosa będzie miała siostrzyczkę? Mimowolnie zaśmiał się i odszedł poszedł do łazienki. Gdy już otwierał drzwi, nagle ktoś wyleciał z sypialni, pod którą stał. Spojrzał w tamtą stronę i aż tworzył z wrażenia buzię.
- Naruto? – Pastor stał z odpiętymi spodniami patrząc na chłopaka otępiały.
- Eee… ja się lepiej pójdę umyć – powiedział pośpiesznie chłopak i już miał zamknąć drzwi, kiedy pastor złapał go za koszulę.
- Chciałbym z tobą porozmawiać. – Odwrócił go i przyparł brutalnie do ściany.
- O czym? – Zapytał i uśmiechnął się lekko. Chciał wyglądać na uprzejmego, jednak ojciec Sakury odebrał to chyba trochę inaczej.
- Słuchaj kmiocie! – Syknął przybliżając swoją twarz do jego. – Jeśli komukolwiek piśniesz choć słówko, o tym co tutaj zobaczyłeś będziesz już martwy rozumiesz?! Mam takie wpływy, że mógłbym zniszczyć nawet tego całego Uchihe! Spró… - Naruto zmarszczył brwi i spojrzał na pastora wściekle. Jego oczy płonęły dzikim ogniem.
- Ktoś taki jak ty nie będzie mi groził – syknął i odepchnął pastora na pobliską ścianę. Mężczyzna uderzył w nią mocno i upadł. Zaczął kaszleć. – Mógłbym cię teraz zabić, wiesz?- podniósł go na jednej ręce wysoko do góry. Ojciec Sakury patrzył na niego przerażony.
- Zostaw mnie, ja naprawdę…
- Trzeba było wcześniej o tym pomyśleć. Tolerowałem cie naprawdę długo… za długo! – warknął i przyparł go do muru. – Daję ci ostatnią szansę – puścił go i odszedł do łazienki. Na progu odwrócił się jeszcze. – I radziłbym nie wspominać nikomu o tym co zaszło – drzwi zamknęły się, a pastor upadł na kolana.
~~***~~
Sasuke oddychał powoli z grobową miną obserwując zamieszanie na planie. Przeczytał właśnie scenariusz i w duchu przeklinał tego matoła, za to, że namówił go, by w tym wystąpił. Nie mógł pojąć jak można napisać coś tak… tak… aż brakowało mu słów, żeby opisać idiotyzm scenarzysty. I reżysera. Podobno geniusza. Warknął i spojrzał jeszcze raz na swoją rolę. Ma grać jakiegoś zasranego Bonda. Jamesa Bonda. Agenta 007. Rozmasował dłonią skronie. To jednak nie było najgorsze. Najgorsze było to, że Sakura miała zostać jego filmową dziewczyną i że scena ich jakże dokładnego poznania będzie nakręcona w całości. A ściślej mówiąc będzie musiał się z nią przespać i uwiecznić to na taśmie. O tak, żeby jak będzie miał doła popatrzeć sobie na swoje igraszki z różowo-włosą. To go na pewno podbuduje… Jak on tylko dopadnie tego młotka da mu popalić. To wszystko była jego wina. Gdyby nie ten zasrany klucz i to, że obiecał mu go znaleźć wszystko byłoby w jak najlepszym porządku. Zaczął właśnie wymyślać dla blondyna torturę numer dwanaście, gdy ktoś do niego podszedł.
- Em… pana… znaczy… chciałam… um… szszatnia – wydukała jakaś nastolatka, patrząc na niego i czerwieniąc się obficie.
- Co z szatnią? – Zapytał, jednak dziewczyna ulotniła się. Westchnął i skierował się w tamta stronę.
- O! Sasuke-san dobrze, że już jesteś – zawołał Rock i podbiegł bardzo pokracznie w jego stronę. Uchiha zmarszczył brwi.
- Co się stało? – Przypomniał sobie wczorajszą rozmowę z Naruto na temat Gaia i jego wychowanka. Uśmiechnął się z ironią. Czyli, że nie tylko oni mieli wieczór wzniesień.
- Chodzi o ubranie. Trzeba pobrać miarę i krawcowe je szybko uszyją. Wynajęliśmy najlepsze w kraju. Jutro na pewno już będą. Bond w końcu musi stylowo wyglądać – zaśmiał się i poklepał bruneta po plecach. Mężczyzna przewrócił oczyma. Dopiero początek filmu, a mu się już rzygać tym całym Bondem chciało. A najgorsze jeszcze przed nim… Czuł się jak polityk zesłany do więzienia za niewinność.
- Panie Uchiha proszę ściągnąć koszulę – usłyszał głos jakiejś kobiety, trzymającej metr krawiecki. Z warknięciem ściągnął ubranie. W międzyczasie wymyślił torturę numer trzynaście dla Naruto. Uśmiechnął się lekko na samą myśl powrotu do domu. Pisk wyrwał go z zamyślenia. Stał właśnie na lekkim podwyższeniu, a kobieta mierzyła poszczególne części jego ciała. Zerknął w prawo i zobaczył chyba wszystkie baby z planu stojące z wypiekami na policzkach i gapiące się, tak gapiące się na niego. Jak ten wół we wrota.
- Ej! – Wrzask z drugiego końca Sali poniósł się echem. Brunet przymknął lekko oczy i zaczął oddychać głęboko. – Roboty nie macie, czy wstydu?! Nie pozwolę się wam tak patrzyć na mojego narzeczonego! Macie własnych meneli to ich oglądajcie. Od Jamesa wara! – Drgnął słysząc swoje filmowe imię. Kurwa miał nadzieję, że dziewczyna nie jest jakąś fanką tego agenta. Krawcowa zachichotała.
- Masz zazdrosną dziewczynę. Ale nie dziwie się jej. – uśmiechnęła się do niego przyjaźnie, a Sasuke zmierzył ją beznamiętnym spojrzeniem.
- Moja gwiazdo! – zza zaułka wyskoczył Gai-sensei w kamizelce z napisem reżyser i czapeczce z daszkiem. – Jak ci się podoba na plamie?
- Zajebiście – mruknął odwracając się do krawcowej, która starała się zmierzyć jego klatkę piersiową.
- Hoho, ale masz tors kochanieńki. Nie dziwie się, że ta dziewczyna tak o ciebie walczy.
- No a jak! To najprzystojniejszy Bond jaki kiedykolwiek chodził po ziemi! – Wykrzyknął radośnie reżyser.
- Na pewno zrobi furorę.
- Z pewnością… - burknął brunet i spojrzał na kobietę morderczym wzrokiem. Ta jakby nigdy nic zaczęła mierzyć jego biodra.
~~***~~
Naruto nudził się cały dzień. Nie chciało mu się nigdzie wychodzić. Jedynym sensownym miejscem jakie przychodziło mu do głowy była pustynia i skarpa, na której… roześmiał się głupawo, chociaż tak naprawdę chciało mu się płakać. Nie mógł zapomnieć. Już nawet zaczął podejrzewać, że brunet jest duchem jakiejś ofiary Kyuubiego i teraz prześladuje go. Demon zawsze komentował obraźliwie jego kolejne teorie. A trzeba przyznać, że były coraz ciekawsze… aż bał się sobie ich przypominać.
Rzucił wściekle pilotem o ścianę. Czemu nie ma w tej cholernej telewizji nic edukacyjnego i moralnego?! Na każdym kolejnym programie były coraz bardziej demoralizujące rzeczy. Od całujących się nastolatków, po zabijających psychopatów, a na babciach w pornosach kończąc. W domu Sakury znalazł nawet kilka kaset dla dorosłych.
Wstał i wyłączył odbiornik. Z nudów zrobił obiad i posprzątał pokój… Sasuke zdziwi się, gdy przyjdzie. Blondyn warknął i już chciał rzucić kolejną rzeczą, którą miał pod ręką, jednak powstrzymał się w ostatniej chwili. Od rana nie było nic tylko Sasuke, Sasuke i jeszcze raz ten przeklęty Sasuke! Był gorszym diabłem od Kyuubiego! Ale nie. Spokojnie. Wziął kilka głębokich wdechów. Przez to, że dzisiaj się tak nudził przeczytał jakiś poradnik dla nastolatek, który Sakura miała w pokoju. Chyba przez godzinę kłócił się z demonem o to, że wcale nie jest wścibski. On śmiał mu jeszcze zarzucić, że węszy na prawo i lewo. Było już jednak za wiele, gdy powiedział, że Naru jest jak wścibska sąsiadka. O nie! Jakiś tam Kyuubi nie będzie sobie nim rządził. Blondyn wpadł na genialny pomysł lekceważenia wszystkiego co powie lis. Natomiast dzięki poradnikowi Sakury wpadł na jeszcze lepszy pomysł. Wyczytał, że jeśli chce się pozbyć problemu, trzeba zachowywać się tak jakby go wcale nie było. Ponieważ wszystko zależy od naszych myśli. Właśnie tak. Nie było sexu, nie ma problemu. Uśmiechnął się do siebie i odprężył.
- O wiele lepiej. Ciekawe, czy mają tutaj jeszcze coś interesującego – mruknął do siebie i już otwierał kuchenną szufladę, gdy nagle usłyszał trzask drzwi.
- Naruto? – Rozległ się krzyk pani domu. Chłopak w ekspresowym tempie zamknął szufladę i schował kasety pornograficzne, których jeszcze nie obejrzał. Oczywiście nie miał zamiaru ich oglądać, ale… to tak na wszelki wypadek, jak już umierałby z nudów. W końcu lepsze to, niż śmierć w męczarniach, prawda?
- Dzień dobry pani – wybiegł do przedpokoju i uśmiechnął się promiennie do kobiety.
- Uff! Jak dobrze, że to ty. Już myślałam, że się ktoś włamał! – Bez słowa podała mu siatki z zakupami i weszła do salonu. – Mogłeś posprzątać. Och! A co to?! Zepsułeś nam pilot? – Zapytała patrząc na resztki plastik na podłodze i lekkie wygięcie w ścianie.
- A Eee… kupię nowy. I zrobiłem obiad – dodał po chwili idąc do kuchni.
- Phi! To nie za wiele. Mam nadzieję, że chociaż będzie dobry. Wiesz mój mąż lubi tylko moje jedzenie. Zezłości się jak mu nie będzie smakowało.
- Może mi pani wierzyć, że to zje z przyjemnością – warknął blondyn i upuścił zakupy na stół.
- Jełopie! – Krzyknęła kobieta i podbiegła do siatek. – Tu są jajka! – zaczęła pośpiesznie wszystko wyjmować.
- Kto daje jajka na spód? – Zapytał blondyn słysząc jęk matki Sakury. Kobieta spojrzała na niego z mordem w oczach.
- Mówiłeś coś?
- Tylko, że jestem jełopem – burknął i usiadł na krześle.
- Zgadzam się z tym – Naruto odwrócił się momentalnie i zastygł.
- Jak miło, że jesteś. Może coś zjesz? – Zapytała kobieta uśmiechając się do nowoprzybyłego.
- Oczywiście. Bardzo proszę.
- Jak tam film? Słyszałam, że dostałeś najlepszą rolę. Oczywiście oprócz mojej córki. Będziecie wspaniale wyglądać na ekranie.
- Taaa – westchnął i spojrzał na Uzumakiego. – A ty co?
- Nic – burknął chłopak i zsunął się nieco niżej na krześle, jakby chciał ukryć się pod stołem.
- Proszę kochanieńki – gospodyni odgrzała obiad Naruto i podała na stół.
- Dziękuję – mężczyzna zaczął jeść. Po pierwszym kęsie skrzywił się nieznacznie. – Pani to gotowała? – Spytał, a kobieta przyjrzała mu się uważnie.
- Nie. Twój kolega – zerknęła na blondyna z satysfakcją i odwróciła się do kuchenki.
- Niby od kiedy gotujesz?
- A coś ci nie pasuje?! – wstał i zamachnął się pięścią. Brunet złapał ją tuż przed twarzą.
- W tyłek się kopnąłeś, czy jak do cholery?!– syknął i odepchnął niebieskookiego tak, że upadł na krzesło.
- Nie twoja sprawa!
- Ja myślę, że jak najbardziej moja. – Naruto wstał zamaszyście i wyszedł bez słowa. Sasuke patrzył na niego chwilę w lekkim szoku.
- Ech! Współczuję ci, że musiałeś z nim spędzać tyle czasu, mój drogi. On ma tylko uciążliwy charakter – westchnęła kobieta, krojąc coś właśnie. Brunet jeszcze chwilę patrzył w drzwi, ale w końcu wrócił do kolacji.
~~***~~
Kiedy już zjadł posiłek w drzwiach pojawił się pastor, a za nim Sakura. Przeprosił ich jednak udając zmęczenie i poszedł na górę. Cały czas zastanawiał się, co też ugryzło tego matoła. Nie sądził, że tak na niego zareaguje. Nie po tym co zaszło. Chociaż… może za bardzo przyzwyczaił się do dziwek rzucających mu się na szyję, gdy tylko przekroczył próg?
- Kurwa – mruknął stojąc przed schodami. A może Naruto tylko udaje, żeby…? Uśmiechnął się pod nosem i wszedł pewnie po stopniach. Gdy otworzył drzwi w podłodze i ogarnął wzrokiem pokój o mało nie spadł ze schodów. Przez chwilę zastanawiał się, czy aby nie pomylił poddaszy. W ich sypialni panował… porządek. Kurwa, on nawet zapomniał co w pełni znaczy to słowo. Zamrugał kilkakrotnie. Wszedł cicho i zamknął klapę. Uzumaki leżał na łóżku z głową w poduszce. Brunet podszedł bardzo ostrożnie. Usiadł na biodrach blondyna, który wrzasnął i odwrócił się momentalnie. Sasuke uśmiechnął się i przybliżył do chłopaka.
- Zrobiłeś porządek – polizał wargi blondyna, który zmarszczył brwi.
- Nie licz, że dla ciebie!
- A na co mogę liczyć? – złapał jego nadgarstki i wyciągnął za głowę niebieskookiego.
- Na pewnie nie na to, co wczoraj! – syknął i szarpnął się kilka razy.
- Uuu… jaki narwany. Sądzę, że chciałbyś to jednak powróżyć. Wiele razy – polizał jego szyję, a chłopak drgnął.
- Spadaj! – w końcu odepchnął od siebie bruneta, który spojrzał na niego morderczo.
- Co kurwa ci się robi?
- Wypchaj się petami! – Wrzasnął i już chciał wstać, gdy Uchiha po raz kolejny przyparł go do łóżka.
- Wczoraj chciałeś żebym to ja cię wypychał. Skąd ta zmiana?
- Może nie jesteś w tym taki dobry jak myślisz, co Uchiha? – syknął i spojrzał na niego płomiennymi oczyma.
- A ty masz doświadczenie, co męska dziwko?
- Nie znasz mnie – uśmiechnął się i złapał Sasuke za szyję. Mężczyzna syknął cicho i starał się odciągnąć dłonie niebieskookiego. Ręce, które parzyły ogniem.
- Znam, żeby wiedzieć, że jesteś największym matołem jaki chodzi po świecie! – warknął i złapał za blond włosy. Pociągnął go mocno w górę.
- Mogę cię zabić.
- Więc to zrób… - puścił go i odchylił głowę w tył. Tak, żeby Uzumaki miał jeszcze lepszy dostęp do jego szyi.
- Mamy plan.
- Pieprzyć plan! No dalej. Zabij mnie. Jak nie ty, to nikt mnie nie zabije. A ja będę zabijał kolejnych ludzi. Jestem maszyną do zabijania, wiesz? Orochimaru szkolił mnie na mordercę. Zabiję każdego, kto stanie mi na drodze. Nawet ciebie. Kiedy będzie przeszkodą, po prostu cię wyeliminuję.
- Kłamiesz! – Wykrzyknął blondyn i rzucił czarnookim o ścianę. Ten opadł ciężko, a po chwili podniósł się i wytarł krew z ust. Uśmiechnął się w odpowiedzi. Z ciała blondyna zaczęła wydobywać się delikatna pomarańczowa poświata. Drewno pod nim zaczęło skwierczeć nieprzyjemnie. Chłopak oddychał ciężko, patrząc na niego szaleńczo. – Kłamiesz! – powtórzył mocniej, tak, że nawet ściany zadrżały lekko.
- Zaryzykujesz?
- Cco? - Naruto spojrzał na niego nic nie rozumiejąc. Czerwona chakra cofnęła się.
- Zaryzykujesz? – powtórzył nie odrywając od niego wzroku. Jego oczy zaczynały piec delikatnie. Jeszcze nigdy nie używał tak długo spojrzenia.
- Nie baw się mną Sasuke – Uzumaki uśmiechnął się groźnie i zbliżył się do bruneta. Uchiha śledził każdy jego ruch.
- Ty też się mną bawisz. Na jedno wychodzi. – przyciągnął go do siebie i wpił w usta. Kurwa… były… czuł się jakby całował właśnie wnętrze wulkanu. Bardzo namiętnego wulkanu…
- Nie możemy przerwać tej zabawy, prawda? – chłopak zaczął się powoli uspokajać. Masował delikatnie kark Uchihy.
- Nie możemy – zapewnił go Sasuke i uśmiechnął się delikatnie.
- Jest tylko jedno… jedno…
- Jedno co?
- Chce powiedzieć, że nie ma żadnych zasad.
- Żadnych? – Zapytał i podciągnął nogę chłopaka niego w górę.
- Żadnych. – Naruto odchylił głowę pozwalając ustom Uchihy zakosztować jego szyi. Mężczyzna wpił się w nią niczym wampir.
- Nie wiesz na co się właśnie zgodziłeś – mruknął prowadząc go do łóżka.
- Sądzę, że ty też mało zdajesz sobie sprawę z tego jaka zabawa nas czeka.
- Mmm… wiem tylko, że bardzo przyjemna – zaczął ściągać z niego ubranie.
- I równie niebezpieczna.
- A co będzie jeśli ją wygram?
- Dostaniesz niespodziankę – Naruto ściągnął z niego koszulę. Czarnooki już chciał zapytać jaką, lecz nagle usłyszeli kroki na schodach. Uchiha momentalnie wstał i ogarnął wzrokiem cały pokój.
- No… nie ma aż tak źle – usłyszał głos blondyna i w następnej sekundzie zobaczyli głowę Sakury w drzwiach w podłodze.
- Słyszeliśmy jakiś hałas. Nic się nie stało? – Weszła na poddasze i z przerażeniem spojrzała na Sasuke. – Ty krwawisz! Co ten matoł ci zrobił?! I… i ta ściana! – jęknęła patrząc na wgięte drewno. – Co tutaj się stało?
- Trochę się posprzeczaliśmy – Naruto założył rękę na kark i zaśmiał się nerwowo. Dziewczyna spiorunowała go wzrokiem.
- Trochę? To wygląda co najmniej tak, jakbyście chcieli się wyzabijać z karabinów maszynowych!
- A widzisz tutaj gdzieś dziury po kulach? – Spytał blondyn zanim zdążył pomyśleć. Dziewczyna zaczęła wrzeszczeć coś na niego, a czarnooki przewrócił oczyma, patrząc na niebieskookiego z pretensją.
- Kochanie! – Wykrzyknął i złapał różowo-włosą za ramiona. – Posłuchaj, to nic takiego. Teraz już naprawdę jestem zmęczony, więc proszę idź na dół i powiedz, rodzicom, że nic się nie stało. Jutro czeka nas trudny dzień, pamiętasz? – Sakura pokiwała głową z błyskiem w oczach. Przybliżyła się do bruneta, który wstrzymał oddech. Poczuł lepką szminkę na policzku.
- Dobranoc Sasuke-kun – uśmiechnęła się do niego przymilnie i skierowała się w stronę schodów.
- O ścianie też raczej nie mów – spiorunowała Uzumakiego wzrokiem, a ten zaśmiał się radośnie – Dobranoc Sakurka!
Dziewczyna zniknęła na schodach zamykając klapę. Sasuke nagle znalazł się przy blondynie.
- Sądzę, że trzeba powtórzyć wczorajsza noc, nie uważasz? – szepnął do ucha chłopakowi, który powoli zaczął odpinać jego koszulę.
- Zabawę czas zacząć.
środa, 22 lipca 2009
12. Refuge
+18
Nie życzę sobie wulgarnych, ani obraźliwych komentarzy.
Jechali w ciszy. Naruto nucił coś pod nosem, jakby w ogóle nie był świadomy tego co ma za chwilę nastąpić. Sasuke patrzył na niego od czasu do czasu, coraz bardziej zaciskając usta. Chłopak przełknął głośno ślinę.
- Robiłeś to już kiedyś? – Spytał nagle patrząc na niego uważnie. W czarnych oczach zobaczył dzikość. Pożądanie.
- Tak.
Zapadła cisza. Uzumaki już nie nucił. Patrzył przed siebie zaciskając pięści na spodniach.
- Jesteś prawiczkiem? – Brunet bardziej stwierdził niż zapytał. Niebieskooki kiwnął mu głową. – No to będzie twój najlepszy pierwszy raz – Naruto słysząc to poczerwieniał i przygryzł wargę. Czuł na sobie spojrzenie Uchihy. Mimowolnie zaczerwienił się.
- Jesteśmy – szepnął i powoli wyszedł z samochodu. Kierowca poszedł w jego ślady.
- Ciepło.
- Tak – odwrócił się do bruneta. Sasuke podszedł do niego. Chłopak czuł, jakby miał gorączkę. Alkohol się gdzieś ulotnił. Oczy świeciły mu nienaturalnie. Całe ciało było niesamowicie gorące.
Dotknij mnie…
- Nie chcesz tego robić?
- Chcę.
- Boisz się?
- Trochę – chłopak uśmiechnął się i pocałował Sasuke. Mocno i namiętnie. Mężczyzna złapał go za pośladki. Blondyn jęknął w jego usta i otarł się o krocze czarnookiego.
- Gdzie to chcesz zrobić? – Wysapał Sasuke, gdy poczuł jak blondyn odpina guziki koszuli. Była jeszcze mokra.
- Na skale – szepnął liżąc jego tors. Uchiha położył go delikatnie na kamieniu. Zaczął ściągać z niego ubranie. – Sas…
- Cii – mężczyzna położył mu palec na ustach. Przejechał nim delikatnie po jego wargach i uśmiechnął się, gdy chłopak polizał go. Naruto wolnym ruchem włożył sobie jego palec do buzi. Cały czas patrzył w oczy Sasuke. Zaczął ssać i lizać dłoń bruneta, jakby była prawdziwym penisem. Przygryzał ją od czasu do czasu. Wciągnął głośno powietrze, gdy brunet rozpiął mu delikatnie spodnie. Wolną ręką muskał podbrzusze.
Jeszcze Sasuke… Och… nie przestawaj… daj mi przyjemność…
Zaczął ocierać się niecierpliwie o rękę czarnookiego. Boże, niech go dotknie. Oddychał płytko. Czuł jak pot zaczyna spływać po ciele. Sasuke uśmiechnął się do niego i zabrał palce. Pocałował go. Blondyn znów mógł czuć smak krwi i czekolady. Ten przyjemny, odurzający zapach.
- Och! – Jęknął w jego usta, gdy brunet złapał w dłoń jego członka. Czuł palec, który przed chwilą lizał, jak jeździł po jego penisie. W górę i w dół… w górę i… - Ah! Sasuke! Sa… - ledwo łapał powietrze. Nie wiedział, że nagle zrobiło się tak duszno, czy jakaś mara wypompowała powietrze z pustyni. Nie miał czasu się nad tym zastanawiać. Nie gdy… - Ahhhh! – Krzyknął czując ogień. Gorący, płynny ogień. Spojrzał w dół i jęknął po raz wtórny. Sasuke lizał go. Jeździł językiem w górę i w dół. Jego ślina błyszczała się w słabym blasku księżyca. Naruto przygryzł palce i wygiął się w łuk. Zaczął poruszać biodrami, czując jak jego penis jeździ po podniebieniu bruneta.
Boże… kurwa jak dobrze… nie przerywaj… ahhh! Sasuke… mocniej… mocniej…
Poczuł dłonie na pośladkach. Jak ściskają go mocno. Dżinsy wpijały mu się w tyłek. Czemu ten drań ich nie ściągnął. Dlaczego nie może teraz leżeć przed nim nagi, gdy on…
Złapał go za włosy. Gładził go po skórze głowy, nadając rytm. Zaczął dyszeć. Już niedługo… już…
- Ochhh! – Nie wiedział czy tylko jęknął, czy krzyknął na całe gardło. Przed oczyma pojawiły się mroczki. Jego ciało… on… Boże nic nie może być tak przyjemne. A co jeśli umarł? Czuł się jakby właśnie osiągnął Katharsis. Spojrzał w dół. Mężczyzna oblizywał usta. Blondyn przyciągnął go do siebie, uśmiechając się jednocześnie. Na ustach Sasuke zostało jeszcze kilka białych kropel. Zlizał je.
- Smakujesz cytryną – szepnął, gdy niebieskooki powalił go na plecy. Blondyn w odpowiedzi uśmiechnął się tylko drapieżnie.
~~***~~
Sasuke patrzył na niego i czuł jak płonie. Każdy centymetr jego ciała. Zawsze było mu zimno. Zawsze czuł chłód, a teraz…
- Naruto – szepnął całując go mocno. Ich języki toczyły walkę o dominację. Język Sasuke zawsze był mocniejszy. Zawsze to on nadawał rytm.
Kurwa…
Przycisnął się do niego mocniej. Chciał czuć każdy centymetr jego ciała. Chłopak usiadł na jego biodrach i zaczął poruszać się szybko.
- Hnn! – Stęknął Sasuke czując jego ręce na brzuchu. Oblizał się.
No dalej… Pokaż na co cię stać…
Uśmiechnął się do niego niebezpiecznie, a oczy Uzumakiego błysnęły. Sasuke odchylił głowę do tyłu. Czuł jego język. Zdawało mu się, że ślina, którą blondyn zostawiał na swojej ścieżce wyparowuje. Jego ciało było tak gorące… tak… ledwo oddychał, serce waliło mu jak szalone. Czuł pulsującą erekcję w spodniach. Jak napiera na nie. Kurwa niech zrobi mu loda… Niech pozwoli Sasuke mu włożyć…
Jęknął. Naruto lizał jego klatkę w miejscu, gdzie na koszuli rozlał drinka. Jego skóra była tam jeszcze lepka. Chłopak spojrzał na niego i uśmiechnął się. Po chwili zaczął gryźć jego sutki.
- Uuch! – brunet nie mógł się już powstrzymać. Nie chciał ocierać się o blondyna. Uważał, że to będzie poniżej jego godności, ale teraz… Teraz jakoś o tym nie myślał. Ważniejsza była przyjemność. To jak chłopak go dotykał jak… - Naruto! – Krzyknął, gdy ten ściągnął z niego spodnie i złapał nabrzmiałego penisa. Bardzo mocno…
Leżał przed blondynem zupełnie nagi. Widział jak chłopak na niego patrzy. Jak chłonie jego widok… Jakby mieli już nigdy się nie spotkać. Robił się twardy czując jak blondyn go pragnie. Jak marzy o tym, by poczuć bruneta w sobie.
- Chcesz, żebym go wziął do ust? – Usłyszał zachrypnięty głos Naruto.
- Tak – szepnął muskając jego blizny na policzkach. Były takie delikatne. Zdawało mu się, że gdyby ich mocniej dotknął znów by się otwarły.
- Nnn! – język blondyna jeździł po jego jądrach. Chłopak nie dotykał penisa, który teraz opierał się o jego szyję.
Kurwa… więcej… chciał czuć jego język wszędzie. Na każdym centymetrze swojego ciała. Jęknął. Chłopak naciskał na jego sutki. Było tak zajebiście dobrze… Tak dobrze, jak jeszcze z żadną jego kochanką. Stęknął. Naruto ssał sam koniuszek jego członka. Ciekawskie palce blondyna zakradały się coraz głębiej. Badały jego ciało.
Nie myślał już o niczym. Miał wrażenie, że jest tylko pragnieniem. Jękiem i rozkoszą. Jest całkowicie wolny. Nie było zła, ani dobra. Byli tylko oni. Naruto i Sasuke. I ich jęki. Języki. Ich ciała…
~~***~~
Naruto lizał Sasuke. Po raz pierwszy w życiu robił komuś loda. Było to… niezwykłe. Jak wszystko dzisiejszego wieczoru. Penis bruneta był wielki i twardy, i smakował tak niesamowicie. Blondyn nie myślał teraz o niczym innym, niż o tym by Sasuke w końcu doszedł. Ścisnął mocniej jego jądra. Boże jak bardzo chciał poczuć smak jego spermy. Jak bardzo chciał usłyszeć jego krzyk…
Jesteś idealny…
Dotykał go mocniej. Intensywniej poruszał głową. Słyszał jego urywany oddech. Kątem oka widział jak patrzy na niego.
- Nnn! – Stęknął i rozlał się w ustach chłopaka. Uzumaki uśmiechnął się i zaczął zlizywać resztki z penisa mężczyzny. Sasuke miał gorzką spermę. Kiedyś w klasztorze jadł ciasto jagodowe, ze zmielonymi goździkami. Goździki nadawały mu ostry smak i blondyn surrealistycznie czuł w Sasuke smak goździków. Uśmiechnął się szerzej i oblizał usta. W głowie szumiało mu od podniecenia. Zbliżył się do twarzy czarnookiego i pocałował go. Złapał jego penisa i zaczął powoli poruszać ręką. Sasuke również się uśmiechnął. Nagle powalił go na skałę, tak, że teraz to blondyn leżał.
- Chcesz mnie poczuć? – Szepnął zniżając się do pępka chłopaka. Wsadził do niego język i delikatnie nim poruszał. Jego ręce pewnie złapały pośladki Uzumakiego. Zaczął powoli ściągać z niego spodnie.
- Sasu… - jęknął blondyn patrząc na Uchihe błagalnie. Oblizał usta. Oddychał ciężko i patrzył na bardzo wolne, drażniące ruchy bruneta. Sasuke uśmiechnął się złośliwie, a Naruto przysiągł sobie, że już nigdy nie założy spodni. Nienawidził ich teraz całym sobą. Najgorsze było jednak to, że mężczyzna złapał dłonie Uzumakiego, gdy ten starał się sam ściągnąć z siebie ubranie. Chłopak warknął, będąc już na skraju cierpliwości.
- Bardzo tego chcesz?
- Taaak! – Jęknął szarpiąc się rozpaczliwie. Sasuke zsunął do końca dżinsy chłopaka i uśmiechnął się dziwnie. Naruto nie wiedział co oznacza ten uśmiech. Było w nim wiele emocji tak wiele, że…
- ACH!!! – Krzyknął czując palce mężczyzny w sobie.
- Odwróć się – polecił i wyjął palce. Uzumaki kiwnął głową i obrócił się na łokcie, wypinając do bruneta. Uchiha pogładził jego pośladki. Nagle poczuł dłoń na swoim przyrodzeniu. Ręka Sasuke ocierała się o wrażliwą skórę chłopaka pod penisem. Obraz Naruto zamazał się. Jęczał głośno wypinając się do bruneta.
Mocniej… Tak… o tak… zrób to jeszcze… ach! Nie przestawaj… Daj mi rozkosz… Daj mi siebie… Udowodnij co to znaczy namiętność…
Nie wiedział, czy jęczy to głośno, czy tylko krzyczy w myślał. Nie wiedział już nic. Było mu tak cholernie dobrze… był ponad wszystkim.
Doszedł jęcząc głośno imię bruneta.
- To dopiero początek – szepnął niskim, seksownym głosem i Naruto znów poczuł jak mu staje. Westchnął z rozkoszą, jak ręka Sasuke zbierała jego spermę. Oczy blondyna rozszerzyły się, gdy poczuł jak mężczyzna wkłada pobrudzony nasieniem palec w Uzumakiego.
-Hnn! – Stęknął mocniej wypinając się do czarnookiego.
Boże niech on już w niego wejdzie… Tam bardzo chce go poczuć w sobie… Chciał poznać ból jaki mu zada… Niech uprawiają sex bez ograniczeń. Jak upadłe anioły. Niech pieprzą się tak, jak jeszcze nikt nigdy…
- W…łóż… go…- wystękał czując jak kolejne palce Uchihy rozciągają go odpowiednio.
- Jesteś pewien? Jeśli teraz to zrobię, będzie boleć.
- Tak! Nie wytrzymam dłużej… proszę – szepnął odwracając się do bruneta. Sasuke z uśmiechem złapał jego biodra. Nakierował swojego członka na dziurkę chłopaka i pchnął mocno. Krzyk blondyna dotarł nawet do Miles City. Uchiha mimo to zaczął się poruszać. Wchodził w niego głęboko, dosięgając do prostaty. Trafiał w nią raz po raz…
Sasu… Sasuke… Boże jeszcze… nie przestawaj… pieprz mnie… kochaj się ze mną jeszcze mocniej… jeszczeee…
Naruto zapomniał jak się oddycha. Jeszcze nigdy nie było mu tak dobrze. Tak cholernie dobrze… Nie myślał o niczym. Zamknął oczy i rozkoszował się tym jak Sasuke jest w nim. Jak trafia w najwrażliwszy punkt. Jak go rozpycha. Jego męskość była tak gorąca tak…
- Ach!!! – Krzyknął dochodząc. Dyszał ciężko z uśmiechem czując spermę Sasuke. On również doszedł. Jęknął tuż nad jego uchem. Naruto odwrócił się i powalił bruneta na ziemię. Usiadł na nim okrakiem i…
… i znów się na niego nabił. Czuł, że się od tego uzależnił. Mógłby się kochać z Uchihą już przez całe swoje życie. Aż do końca świata. Jęknął. A może apokalipsa nadeszła już teraz? Uznał, że są ważniejsze rzeczy od tego. Sasuke napierał na niego wsuwając się i wysuwając. Mięśnie blondyna zaciskały się delikatnie wokół niego.
- Ahhh! Boże Sasuke… Sasuke… kurwa… ja… - jęczał nieskładnie poruszając się na nim.
Coraz mocniej… coraz szybciej. Nie przestawaj… Och… jesteś… jesteś… taki wielki… taki…
Krzyknął po raz kolejny. Sasuke patrzył na niego spod półprzymkniętych powiem. Boże jakie on miał długie rzęsy… Palce blondyna musnęły policzek Uchihy. Niebieskooki odchylił głowę do tyłu jęcząc cicho.
Ah!... Nie przestawał się na nim poruszać. Musiał go czuć… musiał wiedzieć, że jest w nim. Inaczej by umarł… Och! Jak dobrze… Jak wspaniale…
- Sasuk…eeeee! – Krzyknął wyginając się w łuk.
~~***~~
Brunet głaskał delikatnie ramiona blondyna. Chłopak drzemał na jego torsie. Uśmiech nie schodził z twarzy Uchihy. Pieprzyli się dopóki nie padli wykończeni. To był… to najlepszy sex w jego życiu. Nigdy nie przypuszczał, że ktoś może tak na niego działaś. Tak się z nim kochać. Żadna kobieta nie dała mu jeszcze nigdy takiej rozkoszy. Westchnął i pogłaskał blondyna po głowie.
- Czas się zbierać. Musimy wrócić przed świtem – szepnął podnosząc się delikatnie i obejmując niebieskookiego. Chłopak mruknął coś niewyraźnie i mocniej wtulił się w Sasuke. – Wstawaj – mężczyzna cmoknął go w czoło. Gdyby nie był taki zmęczony powtórzyłby wszystko. Każdą sekundę wieczoru. Oblizał usta.
- Jestem zmęczony, daj mi spokój – mruknął w odpowiedzi Uzumaki.
- Chodź, jak nie wrócimy zaczną się martwić i nas pewnie szukać – brunet podniósł się i położył chłopaka delikatnie na skale. Powoli zaczynało świtać. Zaczął się ubierać, jednak nie mógł przestać spoglądać na leżącego na plecak chłopaka. Uśmiech jakoś też nie schodził mu z twarzy. – Młocie! Chodźże. W domu się wyśpisz – powoli zaczynał tracić cierpliwość.
- Daj mi spokój, głowa mnie boli. Uderzyłeś mnie.
- Wcale cię nie uderzyłem. Masz kaca matole, a teraz do góry – podniósł go i klepnął w policzek. – No raz dwa, bo zaraz moja uprzejmość starci ważność.
- Jesteś jak serek homogenizowany – burknął chłopak szukając po omacku ubrań.
- Co?
- Jesteś dobry, dopóki nie jesteś przeterminowany. A później smakujesz jak…
- Dla własnego dobra nie kończ.
- Ech… Teraz będę spał aż do jutra.
- A jutro powtórka z rozrywki – Sasuke uśmiechnął się do niego, gdy chłopak w końcu zapakował się do samochodu.
- Taaa… na razie to siedzieć nie mogę.
- Nie mówiłem, że przez tydzień siedzieć nie będziesz mógł?
- Wtedy mi groziłeś.
- Na jedno wychodzi.
- Uch! Draniu nie krzycz – blondyn złapał się za głowę i spojrzał krzywo na kierowcę. – Gdzie jedziesz?
- Do domu Sakury.
- Aha.
Nie życzę sobie wulgarnych, ani obraźliwych komentarzy.
Jechali w ciszy. Naruto nucił coś pod nosem, jakby w ogóle nie był świadomy tego co ma za chwilę nastąpić. Sasuke patrzył na niego od czasu do czasu, coraz bardziej zaciskając usta. Chłopak przełknął głośno ślinę.
- Robiłeś to już kiedyś? – Spytał nagle patrząc na niego uważnie. W czarnych oczach zobaczył dzikość. Pożądanie.
- Tak.
Zapadła cisza. Uzumaki już nie nucił. Patrzył przed siebie zaciskając pięści na spodniach.
- Jesteś prawiczkiem? – Brunet bardziej stwierdził niż zapytał. Niebieskooki kiwnął mu głową. – No to będzie twój najlepszy pierwszy raz – Naruto słysząc to poczerwieniał i przygryzł wargę. Czuł na sobie spojrzenie Uchihy. Mimowolnie zaczerwienił się.
- Jesteśmy – szepnął i powoli wyszedł z samochodu. Kierowca poszedł w jego ślady.
- Ciepło.
- Tak – odwrócił się do bruneta. Sasuke podszedł do niego. Chłopak czuł, jakby miał gorączkę. Alkohol się gdzieś ulotnił. Oczy świeciły mu nienaturalnie. Całe ciało było niesamowicie gorące.
Dotknij mnie…
- Nie chcesz tego robić?
- Chcę.
- Boisz się?
- Trochę – chłopak uśmiechnął się i pocałował Sasuke. Mocno i namiętnie. Mężczyzna złapał go za pośladki. Blondyn jęknął w jego usta i otarł się o krocze czarnookiego.
- Gdzie to chcesz zrobić? – Wysapał Sasuke, gdy poczuł jak blondyn odpina guziki koszuli. Była jeszcze mokra.
- Na skale – szepnął liżąc jego tors. Uchiha położył go delikatnie na kamieniu. Zaczął ściągać z niego ubranie. – Sas…
- Cii – mężczyzna położył mu palec na ustach. Przejechał nim delikatnie po jego wargach i uśmiechnął się, gdy chłopak polizał go. Naruto wolnym ruchem włożył sobie jego palec do buzi. Cały czas patrzył w oczy Sasuke. Zaczął ssać i lizać dłoń bruneta, jakby była prawdziwym penisem. Przygryzał ją od czasu do czasu. Wciągnął głośno powietrze, gdy brunet rozpiął mu delikatnie spodnie. Wolną ręką muskał podbrzusze.
Jeszcze Sasuke… Och… nie przestawaj… daj mi przyjemność…
Zaczął ocierać się niecierpliwie o rękę czarnookiego. Boże, niech go dotknie. Oddychał płytko. Czuł jak pot zaczyna spływać po ciele. Sasuke uśmiechnął się do niego i zabrał palce. Pocałował go. Blondyn znów mógł czuć smak krwi i czekolady. Ten przyjemny, odurzający zapach.
- Och! – Jęknął w jego usta, gdy brunet złapał w dłoń jego członka. Czuł palec, który przed chwilą lizał, jak jeździł po jego penisie. W górę i w dół… w górę i… - Ah! Sasuke! Sa… - ledwo łapał powietrze. Nie wiedział, że nagle zrobiło się tak duszno, czy jakaś mara wypompowała powietrze z pustyni. Nie miał czasu się nad tym zastanawiać. Nie gdy… - Ahhhh! – Krzyknął czując ogień. Gorący, płynny ogień. Spojrzał w dół i jęknął po raz wtórny. Sasuke lizał go. Jeździł językiem w górę i w dół. Jego ślina błyszczała się w słabym blasku księżyca. Naruto przygryzł palce i wygiął się w łuk. Zaczął poruszać biodrami, czując jak jego penis jeździ po podniebieniu bruneta.
Boże… kurwa jak dobrze… nie przerywaj… ahhh! Sasuke… mocniej… mocniej…
Poczuł dłonie na pośladkach. Jak ściskają go mocno. Dżinsy wpijały mu się w tyłek. Czemu ten drań ich nie ściągnął. Dlaczego nie może teraz leżeć przed nim nagi, gdy on…
Złapał go za włosy. Gładził go po skórze głowy, nadając rytm. Zaczął dyszeć. Już niedługo… już…
- Ochhh! – Nie wiedział czy tylko jęknął, czy krzyknął na całe gardło. Przed oczyma pojawiły się mroczki. Jego ciało… on… Boże nic nie może być tak przyjemne. A co jeśli umarł? Czuł się jakby właśnie osiągnął Katharsis. Spojrzał w dół. Mężczyzna oblizywał usta. Blondyn przyciągnął go do siebie, uśmiechając się jednocześnie. Na ustach Sasuke zostało jeszcze kilka białych kropel. Zlizał je.
- Smakujesz cytryną – szepnął, gdy niebieskooki powalił go na plecy. Blondyn w odpowiedzi uśmiechnął się tylko drapieżnie.
~~***~~
Sasuke patrzył na niego i czuł jak płonie. Każdy centymetr jego ciała. Zawsze było mu zimno. Zawsze czuł chłód, a teraz…
- Naruto – szepnął całując go mocno. Ich języki toczyły walkę o dominację. Język Sasuke zawsze był mocniejszy. Zawsze to on nadawał rytm.
Kurwa…
Przycisnął się do niego mocniej. Chciał czuć każdy centymetr jego ciała. Chłopak usiadł na jego biodrach i zaczął poruszać się szybko.
- Hnn! – Stęknął Sasuke czując jego ręce na brzuchu. Oblizał się.
No dalej… Pokaż na co cię stać…
Uśmiechnął się do niego niebezpiecznie, a oczy Uzumakiego błysnęły. Sasuke odchylił głowę do tyłu. Czuł jego język. Zdawało mu się, że ślina, którą blondyn zostawiał na swojej ścieżce wyparowuje. Jego ciało było tak gorące… tak… ledwo oddychał, serce waliło mu jak szalone. Czuł pulsującą erekcję w spodniach. Jak napiera na nie. Kurwa niech zrobi mu loda… Niech pozwoli Sasuke mu włożyć…
Jęknął. Naruto lizał jego klatkę w miejscu, gdzie na koszuli rozlał drinka. Jego skóra była tam jeszcze lepka. Chłopak spojrzał na niego i uśmiechnął się. Po chwili zaczął gryźć jego sutki.
- Uuch! – brunet nie mógł się już powstrzymać. Nie chciał ocierać się o blondyna. Uważał, że to będzie poniżej jego godności, ale teraz… Teraz jakoś o tym nie myślał. Ważniejsza była przyjemność. To jak chłopak go dotykał jak… - Naruto! – Krzyknął, gdy ten ściągnął z niego spodnie i złapał nabrzmiałego penisa. Bardzo mocno…
Leżał przed blondynem zupełnie nagi. Widział jak chłopak na niego patrzy. Jak chłonie jego widok… Jakby mieli już nigdy się nie spotkać. Robił się twardy czując jak blondyn go pragnie. Jak marzy o tym, by poczuć bruneta w sobie.
- Chcesz, żebym go wziął do ust? – Usłyszał zachrypnięty głos Naruto.
- Tak – szepnął muskając jego blizny na policzkach. Były takie delikatne. Zdawało mu się, że gdyby ich mocniej dotknął znów by się otwarły.
- Nnn! – język blondyna jeździł po jego jądrach. Chłopak nie dotykał penisa, który teraz opierał się o jego szyję.
Kurwa… więcej… chciał czuć jego język wszędzie. Na każdym centymetrze swojego ciała. Jęknął. Chłopak naciskał na jego sutki. Było tak zajebiście dobrze… Tak dobrze, jak jeszcze z żadną jego kochanką. Stęknął. Naruto ssał sam koniuszek jego członka. Ciekawskie palce blondyna zakradały się coraz głębiej. Badały jego ciało.
Nie myślał już o niczym. Miał wrażenie, że jest tylko pragnieniem. Jękiem i rozkoszą. Jest całkowicie wolny. Nie było zła, ani dobra. Byli tylko oni. Naruto i Sasuke. I ich jęki. Języki. Ich ciała…
~~***~~
Naruto lizał Sasuke. Po raz pierwszy w życiu robił komuś loda. Było to… niezwykłe. Jak wszystko dzisiejszego wieczoru. Penis bruneta był wielki i twardy, i smakował tak niesamowicie. Blondyn nie myślał teraz o niczym innym, niż o tym by Sasuke w końcu doszedł. Ścisnął mocniej jego jądra. Boże jak bardzo chciał poczuć smak jego spermy. Jak bardzo chciał usłyszeć jego krzyk…
Jesteś idealny…
Dotykał go mocniej. Intensywniej poruszał głową. Słyszał jego urywany oddech. Kątem oka widział jak patrzy na niego.
- Nnn! – Stęknął i rozlał się w ustach chłopaka. Uzumaki uśmiechnął się i zaczął zlizywać resztki z penisa mężczyzny. Sasuke miał gorzką spermę. Kiedyś w klasztorze jadł ciasto jagodowe, ze zmielonymi goździkami. Goździki nadawały mu ostry smak i blondyn surrealistycznie czuł w Sasuke smak goździków. Uśmiechnął się szerzej i oblizał usta. W głowie szumiało mu od podniecenia. Zbliżył się do twarzy czarnookiego i pocałował go. Złapał jego penisa i zaczął powoli poruszać ręką. Sasuke również się uśmiechnął. Nagle powalił go na skałę, tak, że teraz to blondyn leżał.
- Chcesz mnie poczuć? – Szepnął zniżając się do pępka chłopaka. Wsadził do niego język i delikatnie nim poruszał. Jego ręce pewnie złapały pośladki Uzumakiego. Zaczął powoli ściągać z niego spodnie.
- Sasu… - jęknął blondyn patrząc na Uchihe błagalnie. Oblizał usta. Oddychał ciężko i patrzył na bardzo wolne, drażniące ruchy bruneta. Sasuke uśmiechnął się złośliwie, a Naruto przysiągł sobie, że już nigdy nie założy spodni. Nienawidził ich teraz całym sobą. Najgorsze było jednak to, że mężczyzna złapał dłonie Uzumakiego, gdy ten starał się sam ściągnąć z siebie ubranie. Chłopak warknął, będąc już na skraju cierpliwości.
- Bardzo tego chcesz?
- Taaak! – Jęknął szarpiąc się rozpaczliwie. Sasuke zsunął do końca dżinsy chłopaka i uśmiechnął się dziwnie. Naruto nie wiedział co oznacza ten uśmiech. Było w nim wiele emocji tak wiele, że…
- ACH!!! – Krzyknął czując palce mężczyzny w sobie.
- Odwróć się – polecił i wyjął palce. Uzumaki kiwnął głową i obrócił się na łokcie, wypinając do bruneta. Uchiha pogładził jego pośladki. Nagle poczuł dłoń na swoim przyrodzeniu. Ręka Sasuke ocierała się o wrażliwą skórę chłopaka pod penisem. Obraz Naruto zamazał się. Jęczał głośno wypinając się do bruneta.
Mocniej… Tak… o tak… zrób to jeszcze… ach! Nie przestawaj… Daj mi rozkosz… Daj mi siebie… Udowodnij co to znaczy namiętność…
Nie wiedział, czy jęczy to głośno, czy tylko krzyczy w myślał. Nie wiedział już nic. Było mu tak cholernie dobrze… był ponad wszystkim.
Doszedł jęcząc głośno imię bruneta.
- To dopiero początek – szepnął niskim, seksownym głosem i Naruto znów poczuł jak mu staje. Westchnął z rozkoszą, jak ręka Sasuke zbierała jego spermę. Oczy blondyna rozszerzyły się, gdy poczuł jak mężczyzna wkłada pobrudzony nasieniem palec w Uzumakiego.
-Hnn! – Stęknął mocniej wypinając się do czarnookiego.
Boże niech on już w niego wejdzie… Tam bardzo chce go poczuć w sobie… Chciał poznać ból jaki mu zada… Niech uprawiają sex bez ograniczeń. Jak upadłe anioły. Niech pieprzą się tak, jak jeszcze nikt nigdy…
- W…łóż… go…- wystękał czując jak kolejne palce Uchihy rozciągają go odpowiednio.
- Jesteś pewien? Jeśli teraz to zrobię, będzie boleć.
- Tak! Nie wytrzymam dłużej… proszę – szepnął odwracając się do bruneta. Sasuke z uśmiechem złapał jego biodra. Nakierował swojego członka na dziurkę chłopaka i pchnął mocno. Krzyk blondyna dotarł nawet do Miles City. Uchiha mimo to zaczął się poruszać. Wchodził w niego głęboko, dosięgając do prostaty. Trafiał w nią raz po raz…
Sasu… Sasuke… Boże jeszcze… nie przestawaj… pieprz mnie… kochaj się ze mną jeszcze mocniej… jeszczeee…
Naruto zapomniał jak się oddycha. Jeszcze nigdy nie było mu tak dobrze. Tak cholernie dobrze… Nie myślał o niczym. Zamknął oczy i rozkoszował się tym jak Sasuke jest w nim. Jak trafia w najwrażliwszy punkt. Jak go rozpycha. Jego męskość była tak gorąca tak…
- Ach!!! – Krzyknął dochodząc. Dyszał ciężko z uśmiechem czując spermę Sasuke. On również doszedł. Jęknął tuż nad jego uchem. Naruto odwrócił się i powalił bruneta na ziemię. Usiadł na nim okrakiem i…
… i znów się na niego nabił. Czuł, że się od tego uzależnił. Mógłby się kochać z Uchihą już przez całe swoje życie. Aż do końca świata. Jęknął. A może apokalipsa nadeszła już teraz? Uznał, że są ważniejsze rzeczy od tego. Sasuke napierał na niego wsuwając się i wysuwając. Mięśnie blondyna zaciskały się delikatnie wokół niego.
- Ahhh! Boże Sasuke… Sasuke… kurwa… ja… - jęczał nieskładnie poruszając się na nim.
Coraz mocniej… coraz szybciej. Nie przestawaj… Och… jesteś… jesteś… taki wielki… taki…
Krzyknął po raz kolejny. Sasuke patrzył na niego spod półprzymkniętych powiem. Boże jakie on miał długie rzęsy… Palce blondyna musnęły policzek Uchihy. Niebieskooki odchylił głowę do tyłu jęcząc cicho.
Ah!... Nie przestawał się na nim poruszać. Musiał go czuć… musiał wiedzieć, że jest w nim. Inaczej by umarł… Och! Jak dobrze… Jak wspaniale…
- Sasuk…eeeee! – Krzyknął wyginając się w łuk.
~~***~~
Brunet głaskał delikatnie ramiona blondyna. Chłopak drzemał na jego torsie. Uśmiech nie schodził z twarzy Uchihy. Pieprzyli się dopóki nie padli wykończeni. To był… to najlepszy sex w jego życiu. Nigdy nie przypuszczał, że ktoś może tak na niego działaś. Tak się z nim kochać. Żadna kobieta nie dała mu jeszcze nigdy takiej rozkoszy. Westchnął i pogłaskał blondyna po głowie.
- Czas się zbierać. Musimy wrócić przed świtem – szepnął podnosząc się delikatnie i obejmując niebieskookiego. Chłopak mruknął coś niewyraźnie i mocniej wtulił się w Sasuke. – Wstawaj – mężczyzna cmoknął go w czoło. Gdyby nie był taki zmęczony powtórzyłby wszystko. Każdą sekundę wieczoru. Oblizał usta.
- Jestem zmęczony, daj mi spokój – mruknął w odpowiedzi Uzumaki.
- Chodź, jak nie wrócimy zaczną się martwić i nas pewnie szukać – brunet podniósł się i położył chłopaka delikatnie na skale. Powoli zaczynało świtać. Zaczął się ubierać, jednak nie mógł przestać spoglądać na leżącego na plecak chłopaka. Uśmiech jakoś też nie schodził mu z twarzy. – Młocie! Chodźże. W domu się wyśpisz – powoli zaczynał tracić cierpliwość.
- Daj mi spokój, głowa mnie boli. Uderzyłeś mnie.
- Wcale cię nie uderzyłem. Masz kaca matole, a teraz do góry – podniósł go i klepnął w policzek. – No raz dwa, bo zaraz moja uprzejmość starci ważność.
- Jesteś jak serek homogenizowany – burknął chłopak szukając po omacku ubrań.
- Co?
- Jesteś dobry, dopóki nie jesteś przeterminowany. A później smakujesz jak…
- Dla własnego dobra nie kończ.
- Ech… Teraz będę spał aż do jutra.
- A jutro powtórka z rozrywki – Sasuke uśmiechnął się do niego, gdy chłopak w końcu zapakował się do samochodu.
- Taaa… na razie to siedzieć nie mogę.
- Nie mówiłem, że przez tydzień siedzieć nie będziesz mógł?
- Wtedy mi groziłeś.
- Na jedno wychodzi.
- Uch! Draniu nie krzycz – blondyn złapał się za głowę i spojrzał krzywo na kierowcę. – Gdzie jedziesz?
- Do domu Sakury.
- Aha.
Subskrybuj:
Posty (Atom)