sobota, 24 października 2009

31. Refuge

Uwaga!
Jest to ostatni rozdział pierwszej części. Każdemu przyda się odpoczynek od Refuge, dlatego następna publikacja będzie dotyczyła nowego, kilku rozdziałowego opowiadania. Po jego zakończeniu rozpocznie się druga część Refuge.


Męczyłam się nad tym rozdziałem kupę czasu. Kilkakrotnie kasowałam go i pisałam na nowo. Nie wiem czy wyszło tak jak powinno.

Cud zdarza się tylko raz.
Każdego prędzej czy później kopnie jakiś cud i będzie się mógł cieszyć. Bo cuda są jak złote monety w bulionach, albo małe diamenty w cukrze. Wielkie korporacje lubią robić takie konkursy, żeby ludzie kupowali produkty, a później jedli nagrody. I na koniec zostaje taka przerażająca świadomość własnej żarłoczności… ale żeby nie udziwniać: cuda są jak spadające gwiazdy.
Jedna zabłysnęła właśnie w ustach Naruto.
Cisza dudniła, a kurz tańczył własny taniec. Z gwiazdami. Naruto zamrugał z wrażenia. Kiedy zaczął się wyrywać, jego głowa odsunęła się od lufy pistoletu. Na jego nieszczęście jednak Sasuke wystrzelił w momencie, kiedy twarz znajdowała się naprzeciwko pistoletu. W ten właśnie mniej czy więcej logiczny sposób kula znalazła się miedzy zębami Naruto. Trzymał ją tak jakby chciał ją przegryźć. A najlepsze było w tym wszystkim to, że sytuacja ta była bardziej komiczna niż przerażająca. Bo Uzumaki przypominał właśnie jakąś kokieteryjną dziwkę, która z cukierkiem w zębach czeka na schrupanie. A Sasuke pochylał się nad nim z dziwnym, podejrzanym błyskiem w oku.
Naruto zmrużył oczy i odepchnął od siebie bruneta. Kula miała gorzko-kwaśny smak i ponadto była tak gorąca, że jak najszybciej musiał ją wypluć.
- Jakim cudem…? – Pisnęła cicho Hinata, ale niebieskooki nie wzrósł na nią najmniej uwagi. Spojrzał z góry na klęczącego na podłodze bruneta. Uchiha westchnął głośno.
- Głupi to ma zawsze szczęście – czarnooki uśmiechnął się wyzywająco. Jakby czekał na to, aż Naruto nie wytrzyma i…
I co?
- Co ci odbiło, żeby we mnie celować?! – Wrzasnął Naruto i zamachnął się kilka razy rekami.
- Gdybym tylko celował, to nie musiałbyś aportować tej kuli.
- Czemu to kurde zrobiłeś, powiedz lepiej! To wcale nie jest śmieszne co mówisz. Wiesz? Wiesz?
- Masz za długi język matole. Trzeba było nim tyle nie mielić, to może by się nic nie wydarzyło.
- Może? – Brew Uzumakiego uniosła się ku górze. Zreflektował się jednak szybko i zacisnął szczęki. W końcu Sasuke chciał go zabić. Teraz muszą zacząć inaczej rozmawiać. Co temu wstrętnemu sadyście znów strzeliło do głowy?! – Jesteś głupi! Zabijasz swoich przyjaciół, a później nikt ci nie pomoże.
- Nie przypominam sobie, żebym kiedykolwiek nazwał się przyjacielem – Sasuke wstał z podłogi i podszedł wolno do blondyna. Niebieskooki zmrużył oczy, a jego kąciki ust drgnęły jakby w uśmiechu.
- Masz rację. Jesteś zbyt… zbyt tego, żeby rozpoznać aurę relacji międzyludzkich.
- Tego?
- No. Masz jeszcze jakieś wąty, co do tego?! – Naruto zezłościł się nagle. Wszystko było takie dziwne. Powinien się przecież zdenerwować na Uchihe, powinien rzucić się na niego i wydłubać mu te wstrętne oczyska! A stał tylko i kłócił się z tym draniem tak, jak podczas każdej poprzedniej kłótni.
- Jeśli tam bardzo chcesz być z Gaarą, droga wolna – Sasuke wyrwał go z jako takiego zamyślenia. Niebieskooki spojrzał na niego zaskoczony.
- Przecież mamy plan. Nie mogę cię zostawić, bo sobie beze mnie nie poradzisz! – Blondyn uśmiechnął się lekko i zmrużył oczy. – Jestem twoim małym asem w rękawie. Nie możesz mnie przecież stracić. Powinieneś na mnie chuchać i dmuchać – mówił coraz ciszej i cisze, z każdym kolejnym słowem przybliżając się coraz bardziej do Sasuke. Kiedy wypowiadał ostatnie chuchał i dmuchał na usta bruneta.
- Nie pochlebiaj sobie tak.
- Ależ…
- Ktoś idzie! – Pisnęła Hinata i zanim zdążyli zareagować drzwi otwarły się i do pokoju wpadł Gaara.

~~***~~

- Naruto… - wyszeptał patrząc na blondyna bardzo dziwnie. Z mieszanką złości, żalu i jakiejś tęsknoty. Patrzył na tego matoła tak, jak patrzy się zazwyczaj w jakichś melodramatach.
- Zajebiście! – Syknął Sasuke i złapał blondyna za ramię. Szarpnął nim i podszedł kilka kroków w stronę czerwono-włosego. Mężczyzna zmrużył oczy.
- Puść go.
- Nie.
- Powiedziałem puść go! – Wrzasnął zielonooki i jednym szybkim ruchem wyjął pistolet zza paska spodni. Uzumaki drgnął mimowolnie, jednak nic nie powiedział. Sasuke również wycelował pistoletem w Gaare.
- Zejdź mi z drogi.
- Naruto nie jest twoją własnością! Zostaw go inaczej cię zabiję!
- Liczę do trzech.
- Naruto… - Gaara albo był taki głupi jak Uzumaki, albo zakochał się nieszczęśliwie. Jednak matołowi udało się naprowadzenie go na dobrą drogę. Zadziwiające.
- Raz…
- Powiedź coś! Nie stój tak bezczynnie! – Wrzasnął na niebieskookiego.
- Dwa…
- Chcesz tego?
- Trzy!
Rozległ się strzał. Sasuke zachwiał się, a w oczach pojawiły się mroczki.
- Sasuke! – Naruto podtrzymał ciało bruneta. – Jakim cudem? – Wrzasnął do Gaary, który był chyba nie mniej zaskoczony od nich samych. Przecież czerwono-włosy nawet nie zdążył się ruszyć, więc jak…
- Mały, słaby braciszku. Pamiętasz jeszcze o zemście? – Za drzwiami ktoś zaśmiał się głośno. Był to śmiech człowieka, który dawno zapomniał już jak się śmieje. Śmiał się trochę jak Upiór z Opery, czy innego badziewia, które Naruto przywykł ogladąć.
- Braciszku? – Blondyn zadał retoryczne pytanie, na które odpowiedział mu Gaara.
- No Uchiha, teraz to ty masz przejebane.
Później poczuł przyjemne gorąco. Naruto przemienił się w Kyuubiego, a Hinata zabrała go z pokoju. Wyprowadziła go, w momencie, kiedy coś buchnęło z pokoju Uzumakiego. Skierowali się do wyjścia.

~~***~~

- Już wiem kim jesteś.
- Witaj Shukaku.
- Kyuubi.
Naruto zaciskał w morderczym uścisku palce, wokół szyi Gaary. Mężczyzna nie pozostawał mu dłużny. Uzumaki czuł piasek drapiący skórę.
- Bóg Śmierci nie może mnie zatrzymać.
- Raz już zostałeś pokonany!
- Teraz nawet nie jesteś w stanie pojąć mojej mocy – Naruto zmrużył oczy. Czuł się jak marionetka. Albo narkoman. Zależy od punktu widzenia.
- Jesteś w ciele człowieka. Jinchuuriki.
- Już niedługo Shukaku. W końcu spełnię to, po co zostałem stworzony – uśmiechnął się szeroko, a później z jego ciała wydostały się kolejne ogony. Z tego co się stało potem Naruto niewiele zapamiętał.

~~***~~

Sasuke oddychał ciężko, patrząc na budynek, który właśnie pochłaniał ogień. Czerwone płomienie szalały na tle ciemnego nieba. W oddali słychać już było sygnał straży pożarnej. Krzyk ludzi uciekających z walącego się budynku zakłócał szum oceanu, w akompaniamencie szumu w głowie bruneta.
- Wytrzymaj jeszcze… - dalsza część wypowiedzi Hinaty utonęła w wodzie.
- To był mój brat? Widziałaś go prawda?
- Nie, przecież Sasuke, on stał za drzwiami i…
- Chce żebym zabił ojca? Oni wiedzą, że ich szukam?
- Nie wiem Sasuke.
- Jesteś Triadą. Powinnaś cokolwiek wiedzieć.
- Wiem Sasuke.

~~***~~


Świeże, przyjemne powietrze uderzyło Uzumakiego w twarz. Chłopak jednak był tak zmęczony, że nie chciało mu się nawet otwierać oczu. Było fajnie. Cieplutko, milutko i ogólnie przyjemnie. Ból głowy, oraz reszty ciała zdawał się być tak odległy, że prawie nieobecny. Jakby w ogóle nie posiadał skóry i kości. Czuł się taki wolny i szczęśliwy. Gdzieś szumiało morze, gdzieś jakieś ptaszki ćwierkały, a ciepły piasek przyjemnie grzał skórę. Pominąwszy oczywiście fakt, że małe cholerstwo wszędzie się wciskało. Czuł je nawet w spodniach! Ale teraz… ogólnie dużo rzeczy pomijał.
Większość rzeczy trzeba pomijać i lekceważyć. Kiedy bierze się wszystko na poważnie, człowiek wariuje. A to najprawdopodobniej nie jest fajne.
Naruto nie musiał się tym przejmować. Leży sobie teraz na spokojnym i przyjemnym, białym wybrzeżu i…
- Cholera! – Blondyn momentalnie zerwał się do siadu i otworzył oczy.
Białe wybrzeża, bezchmurne niebo i przyjemne promienie słoneczne są złe. Bardzo złe! Są symbolem życia po śmierci. Czy coś…
A Naruto jest stanowczo za młody, za piękny i za mądry, żeby umierać!
Nagle jego uwagę przykuło coś dziwnego. Jakaś mała, ruda kulka patrzyła na niego czerwonymi oczyma. Jej puszysty ogon stał na baczność, jak…
- Witaj – kulka przemówiła. Miała dziwnie przebiegły, syczący głos. Chociaż nie… nie syczący, a warczący. Tak, z całą pewnością.
- No cześć – przywitał się Naruto. – Umarłem, czy jesteś z Disneylandu, że gadasz?
Jak Uzumaki bowiem wydedukował, prowadził rozmowę z leśnym zwierzątkiem - liskiem.
- Niestety nie umarłeś.
- Aha.
- Jestem Kyuubi.
- Kto? – Niebieskooki uniósł brwi ku górze.
- Kyuubi – największa atrakcja Disneylandu.
- Serio?
- Nie matole! – Teraz głos słodkiego zwierzaczka nieprzyjemnie przypominał warkot, który codziennie budził blondyna. Towarzyszył mu prawie całe życie i krytykował każdy krok chłopaka. Tak zwany wewnętrzny głos, jak ludzie lubili mówić. Chociaż szkoda, że nie znali w pełni znaczenia tego słowa…
- Jesteś takim wypierdkiem? Pół życia mi się plułeś, że jesteś najpotężniejszym demonem, a ty nawet od kozy nie jesteś większy!
- Nie będę przybierał swojej normalnej postaci w twoim umyśle, bo jeszcze pęknie!
Nastała chwila głuchej ciszy.
- Co teraz? – Odezwał się w końcu Naruto.
- Musisz wrócić do Shaolin jak najszybciej.
- A Gaara? Suna mnie teraz zabije, o ile już nie jestem martwy i…
- Suna została na jakiś czas wyeliminowana z gry.
- Czyli że… jesteśmy bezpieczni?

~~***~~

Sasuke obudziło uporczywe pikanie nad uchem. Zmarszczył brwi i odwrócił powoli głowę w stronę dźwięku. Coś rwało go w brzuchu i syczało w głowie. Reszty ciała po prostu nie czuł. W powietrzu unosił się nieprzyjemny zapach bandaży, maści i krwi.
Krwi…
Otworzył powoli oczy, żeby przyzwyczaić się do jasności panującej w pomieszczeniu. Przez kilka dobrych minut widział tylko biel i jakieś pojedyncze mignięcia czerwonego światełka.
Pikanie nad uchem stawało się jeszcze bardziej denerwujące.
Był w szpitalu.
Zacisnął mocniej usta i podniósł się. W pierwszej chwili zachciało mu się rzygać. Zakręciło mu się w głowie, a przed oczyma pojawiły się szkarłatne kleksy. Dławiący zapach stał się jeszcze bardziej intensywniejszy.
- Kurwa – poruszył bezgłośnie ustami.
Przed nim znajdowały się dwa łóżka. Lampa na suficie dawała tak cholernie jasne światło, że zdawała się być drugim słońcem. Po jego prawej było pikające urządzenie. Tysiące przycisków i światełek. Kilka podpiętych do jego ręki rurek. Warknął i już sięgał żeby je wyrwać, gdy usłyszał po lewej zachrypnięty głos.
- Sasuke… - Momentalnie odwrócił się w przeciwną stronę. Na łóżku obok niego leżał blond-włosy matoł. Cały i zdrowy, bez najmniejszego zadrapania. – Żyjesz?
- Nie.
- To wybrzeże było jednak początkiem raju? – Naruto z wrażenia aż podniósł się do siadu. Sasuke zamrugał kilka razy.
- Czarna pleśń pochłania twój mózg.
Podniósł ociężałą dłoń i rozmasował sobie skronie. Jego skóra była zimna, a palce zdrętwiały tak, że kiedy je zginał wstrętne wyimaginowane mrówki gryzły go w skórę. A na deser uliczna orkiestra w głowie. Najbardziej bolał go jednak brzuch. W okolicach rany coś go piekło, swędziało, szczypało i w ogóle robiło wszystko, żeby uprzykrzyć mu życie. Czyli jednym słowem było do dupy.
- Gaara na razie nam nie zagrozi.
- Mhy – mruknął i westchnął cicho.
Każdy z nas robi rzeczy, których nie chce robić. Każdy z nas zostawić coś, żeby zdobyć coś innego. Zejść z obranej drogi i pójść inną ścieżką. I kiedy w końcu nadchodzi moment, kiedy musimy to zrobić, człowiek nagle okazuje się takim strasznie małym, tchórzliwym szczurkiem, który nie chce iść przed siebie, który woli stanąć w miejscu i czekać.
A Sasuke Uchiha w końcu nie może być jakimś zapchlonym, śmierdzącym gryzonie, prawda?
- Najwyższa pora się pożegnać młocie – powiedział, po czym spojrzał na blondyna, który się chyba zwiesił, bo siedział i nic nie robił. Brunet powoli wstał i wyrwał sobie nieszczęsną kroplówkę z ręki. Przycisnął ranę kciukiem i wstał z łóżka. Cholernie zakręciło mu się w głowie. W ustach poczuł nieprzyjemny smak i zachciało mu się rzygać. Po chwili się jednak ogarnął i zerknął znad ramienia na Uzumakiego. Niebieskie oczy patrzyły na niego ze zdziwieniem. Jakby w ogóle nie przyjmował do wiadomości, że Sasuke może odejść.
- Gdzie idziesz?
- W swoją stronę – odpowiedział mu czarnooki poetycko.
- Czekaj na mnie.
- Nie.
Oczy Naruto pociemniały, a później zaszkliły się lekko.
- Nie jestem żadnym balastem żebyś mnie zostawiał! Mieliśmy plan draniu! Miałem ci pomóc! – Wrzasnął i wyskoczył z łóżka. Sasuke nie odwrócił się do niego.
- Można przyjąć, że jesteś już starą zabawką. Znudziłeś mi się. Przykro mi – powiedział tak zimnym i obojętnym tonem, że aż się zdziwił, że jest do czegoś takiego zdolny. Naruto drgnął.
- Wcale ci nie jest przykro.
- Nie podejrzewałem, że jesteś takim bystrym chłopcem – uśmiechnął się lekko. – Wracaj do swojego klasztoru. Popełniasz zbyt wiele błędów, żebym cię zatrzymał przy sobie.
Sasuke nie chciał tego mówić. Nie jest aż takim chamem, ale jeśli się od kogoś odchodzi trzeba zrobić wszystko, żeby druga osoba cię znienawidziła. Bo jeśli będzie cię nienawidzić odejście nie będzie aż tak bolało. Gniew jest lepszy od smutku.
- Jesteś głupi!
- Daruj sobie – mruknął i zanim blondyn zdążył jako tako zareagować skierował się do wyjścia. Kiedy wyszedł coś ciężkiego uderzyło w drzwi. Na korytarzu był straszny hałas, więc nikt nie wrócił uwagi na salę, z której właśnie wyszedł Uchiha. Ludzie biegali w panice tam i z powrotem. Co chwilę pędziły łóżka z rannymi na salę operacyjną. Było tak dużo, że lżejsze przypadki opatrywano na korytarzu.
To wszystko ofiary wybuchu?
Sasuke skierował się w stronę windy. Nikt nie zwrócił na niego najmniejszej uwagi. Kiedy naciskał już przycisk by sprowadzić windę na jego piętro ktoś wrzasnął dziko. Brunet zamknął na moment oczy. Taką dzikość nosorożca mógł mieć tylko Uzumaki. I ku zgrozie Uchihy blondyn już szarżował w jego stronę.
- Draniu stój! Nie możesz tak po prostu sobie pójść! Słyszysz?! Słyszysz?!– Kiedy Naruto zaczął był już niebezpiecznie blisko Sasuke, drzwi nagle się otworzyły. Mężczyzna nie czekając na nic wszedł do metalowego pudla i odwrócił się patrząc na szpitalny korytarz. Zanim Naruto doleciał do windy, drzwi zamknęły się.
- Sasuke-sama? – W kącie stała Hinata. Z plecakiem w jednej ręce i jakimiś papierami w drugiej. Brunet nawet na nią nie spojrzał. Bez słowa nacisnął guzik na parter. Winda ruszyła w dół.
- Dlaczego uciekasz?
- Nie uciekam – uśmiechnął się drwiąco. – Wychodzę.
- A Naruto? – Popatrzyła na niego uważnie. Jej białe oczy stały się trochę ciemniejsze.
- Nie jest mi już potrzebny.
- Ale ja myślałam, że… - zaczęła cicho, ale momentalnie przerwała. Brunet spojrzał na nią zimno.
- Że co?
- Że jesteście razem – wyszeptała. Uchiha prychnął i uśmiechnął się ironicznie. Nie powiedział jednak nic. Zapadło milczenie. Tylko skrzypienie windy od czasu do czasu zakłócało grobową ciszę.
- Ile leżałem?
- Cztery godziny temu miałeś operację.
- A Naruto?
- Jakimś cudem nie trzeba było go operować, chociaż kiedy go znaleźli był w takim stanie, że powinien już nie żyć.
- Co z Gaarą?
- Nie znaleźli go.
Sasuke przymknął oczy. Życie strasznie lubi się pieprzyć i komplikować. Ludzie nazywają na łzawe tasiemce, jednak czasami szara egzystencja jest do nich aż nazbyt podobna. To takie dołujące…
Jeśli naprawdę strzelił do Sasuke jego brat musi się dowiedzieć dlaczego. Musi się dowiedzieć więcej o Uchiha, jeśli naprawdę chce się zemścić na zabójcach jego matki. Jebane tajemnice!
Dojechali. Drzwi windy otwarły się. Sasuke zmrużył oczy i uśmiechnął się lekko. Wyszedł.
- Trzymaj się frajerze – musnął dłoń stojącego przed windą Uzumakiego. Skierował się do wyjścia.
Koniec części pierwszej.

środa, 14 października 2009

30. Refuge

Co do rozmowy Sasuke z Hinatą. Zapominacie, że nieznajomym dużo łatwiej mówi się o swoim życiu. A szczególnie jeśli się w pełni nie widzi swojego rozmówcy.

Do przedostatniego rozdziału, bo zapomniałam, a to ważne. Tak Sasuke chciał powiedzieć Naruto, że go kocha.

Naruto przewrócił się na drugi bok. Wtulił się mocniej w poduszkę i uśmiechnął błogo. Było mu ciepło i wychodnie. Sto razy lepiej niż w tym obskurnym, zaśmierdziałym lochu i…
- Sasuke! – Usiadł gwałtownie. Zakręciło mu się w głowię, jednak po chwili było już w porządku. Rozejrzał się po pokoju. Jego źrenice rozszerzyły się, gdy napotkał siedzącą na fotelu postać Gaary.
- Dzień dobry – usłyszał, a zaraz potem mężczyzna podszedł do łóżka. Usiadł obok niego i wyciągnął rękę. Naruto automatycznie odsunął się.
- Gdzie Sasuke?
- Cały i zdrowy. Ma nową koleżankę, którą z pewnością polubi. Nie musisz się nim martwić – zielonooki uśmiechnął się delikatnie. Był to jeden z tych niebezpiecznych, zdradliwych uśmiechów, przy których ludzie kłamią. Zawsze wtedy widać jakimi są potworami. Naruto zmrużył oczy.
- A… a ja?
- Od dzisiaj będziesz mi pomagał. Zaraz zawołam kogoś, żeby przyniósł ci śniadanie – mruknął i wyciągnął dłoń jeszcze raz w stronę niebieskookiego. Pogłaskał go po policzku. Coś błysnęło w jego oczach. Zaraz potem wyszedł. Uzumaki zapatrzył się przez chwilę w drzwi, po czym opadł na miękkie poduszki.
Ten drań teraz pewnie się gnieździ w jakiejś klipce z dziwką. Pewnie klnie pod nosem i wymyśla plan. Ta dziwka…
Zmarszczył brwi.
Dziwka? A co jak ją przeleci? Jak…?

A nie ma do tego prawa? Nie jesteście żadnym małżeństwem, żeby był ci wierny.
Ale rżnąłem się z nim prawie przez miesiąc.
I łudziłeś się, że mu się nie znudzisz?
Ja… nie może się z nią przespać! Później jeszcze jakiegoś Hiv`a złapie i mnie zarazi.
Hiv?
Tak. To taki wirus. Czytałem o nim. Murzyni pieprzyli się z małpami, a później poroznosili.
A ty go jeszcze nie masz?
Ja nie jestem kurwą!
Polemizowałbym.
Głupi Lucyfer!

Zaśmiał się, gdy Kyuubi starał się sprawić mu ból. Zapewne przez tatuaże był już całkowicie pozbawiony mocy, a blondyn mógł się spokojnie poruszać.
- Hej! – W drzwiach pojawiła się nagle jakaś dziewczyna. Naruto spojrzał na nią markotnie i skinął głową. Przyniosła mu tacę z jedzeniem, ukłoniła się i wyszła.

Zacznij wymyślać plan działania.
Niby dlaczego ja?
Bo ja mam ryż zamiast mózgu.

Zabrał się do jedzenia. Musi zdobyć zaufanie Gaary, zamydlić mu oczy, uwolnić Sasuke i opuścić budynek. Później pojadą do USA, no i tak dalej jak tam Uchiha planował. Naruto niewiele zapamiętał jednak z ich wielkiego planu, wiec najbezpieczniej było przemilczeć tę część.

Jakie to dojrzałe z twojej strony.
Zamknij się wypierdku!

Teraz mógł dowoli poużywać sobie na Kyuubim. Z pewnością zapłaci za to w niedalekiej przyszłości, ale to jak chwila zakazanej przyjemności.
Zachichotał pod nosem złośliwie i wstał z łóżka. Podszedł do okna i otworzył je na oścież. Gaara doskonale wiedział, że nie ucieknie. Naruto przełknął ślinę. Czuł się jak jakiś cholerny pies. Wypuścili go na wolność, a on i tak nie odejdzie, bo wie, że jego pan jest uwięziony.
Cholera! To może nie było zbyt trafne porównanie. Uchiha z całą stanowczością nie był jego panem, no ale… tak jakoś mu się tylko skojarzyło, żeby było bardziej poetycko, no cholera!

Jak myślisz gdzie jesteśmy?
W Brazylii. Podejrzewam, że gdzieś koło Rio.

Naruto patrzył na spokojne morze. Słońce dopiero wschodziło, co oznaczało, że jest dość wcześnie. Westchnął. Z tej strony nie było żadnych hoteli, leżaków, czy turystów. Był za to piasek, woda i jakieś palmy. Czuł się jak jakiś Robinson Cruze. No prawie…
Uśmiechnął się lekko i ogarnął wzrokiem pokój. Szafa, kanapa, fotele, półka na telewizor i jakieś ozdobne pierdoły. Największe w pokoju było łóżko. Z mnóstwem poduszek i puszystą białą pościelą, oraz baldachimem, który w nocy zapewne chronił przed owadami. Blondyn otworzył szafę i spojrzał zaciekawiony do środka. Jego oczy stały się nieco większe, gdy zobaczył swoje ubrania wyprane, wypracowane i poukładane w półkach. Doszło jeszcze kilka nowych ubrań. Ciuchów Sasuke jednak nigdzie nie było widać.
- Ciekawe co z nimi zrobili? – Mruknął do siebie i przykucnął, żeby przeszukać dno szafy. Może znalazłby coś co należało do bruneta. Głupi Gaara wyrzucił wszystkie jego rzeczy, czy może gdzieś je tylko ukrył? Jak uciekną Sasuke będzie potrzebował przecież jakichś ubrań, cholera! – I co ja mam teraz robić?
- Możesz poczytać jakąś książkę.
Odwrócił się momentalnie patrząc na czerwono-włosego, który właśnie wszedł sztywnym krokiem do pokoju.
- Nie czytam książek – poinformował go Naruto z obrażonym wyrazem twarzy.
- W Miles City czytałeś.
- Co?- Spojrzał zaskoczony na zielonookiego, który uśmiechnął się delikatnie i usiadł na fotelu.
- Dlaczego szukałeś tego? – Zapytał i rzucił na mały stoliczek jakąś fotografię. Uzumaki pochylił się i spojrzał na nią.
Klucz.
- Shaolin mi kazał – nie miał zamiaru kłamać. Gaara i tak się niczego nie domyśli, a przecież najważniejsze, żeby chronił Kyuubiego. Klucz jest tylko początkiem zagadki.
- Dlaczego ci kazał? Ten przedmiot nie należy do nich. Nie jest w żaden sposób połączony z Shaolinem, dlaczego więc?
- Nie? – Naruto zmarszczył brwi.

Nie?
Klucz nie musi pasować tylko do jednych drzwi.

- Może mi się pomyliło? – Zaśmiał się głupio i podrapał w tył głowy. Jest szansa, że weźmie go za nieszkodliwego idiotę.
- Co ci się pomyliło?
- No… że nie chciałem wziąć tego, tylko inny klucz.
- Klucz?

Nieszkodliwy idiota? Ty jesteś jak Siedem Klęsk Egipskich razem wziętych!
Zawsze wiedziałem, że masz coś z Szatana. A tak się wypierałeś tego chrześcijaństwa.

- Odpowiedz – z rozmowy z Kyuu wyrwał go stanowczy głos zielonookiego – Jaki klucz?
- Eee… no… taki do drzwi?
Naruto spojrzał uważnie na czerwono-włosego. Co zrobili z drugim kluczem? Tym fałszywym?
- To jest pieczęć, nie klucz.
- Jaka pieczęć? – Uzumaki przybliżył się do mężczyzny i uśmiechnął do niego przymilnie. Ten oszczędnie odwzajemnił uśmiech. – Wiesz i nie chcesz mi powiedzieć, czy nie wiesz, a chcesz żebym wiedział, żebyś mi nie mógł powiedzieć, a ja żebym się zastanawiał jaka jest twoja wiedza na ten temat?
- Powiedzmy, że wszystko na raz – Gaara wstał i skierował się w stronę wyjścia. Nagle zatrzymał się. – Zawsze możesz pooglądać telewizor. Na kanale piątym jest erotyka – i powiedziawszy to zniknął za drzwiami.
- Idiota! – Fuknął blondyn, ale włączył na dany kanał. Rozsiadł się wygodnie na łóżku i zaczął oglądać.

- Jutro spędzimy cały dzień razem. Pokaże ci co i jak.
Gaara siedział w fotelu i patrzył uważnie na niebieskookiego. Uzumaki udawał, że tego nie widzi. Wlepiał wzrok w ekran telewizora i zajadał przyniesiony mu przed chwilą popcorn.
- To fajnie.
- Naruto?
- Mm?
- Ja… to ja zabiłem Yondaime – wyszeptał tak cicho, że Naruto nie miał pewności, czy aby na pewno to właśnie powiedział. Zmarszczył brwi i w końcu spojrzał na mężczyznę.
- Dlaczego?
Czerwono-włosy zaśmiał się.
- Jestem zabawką w rękach Drepung. Ofiarowali mi siłę tylko po to, żebym stał się bronią. Nie jestem niczym więcej. Ja naprawdę tego nie chciałem, jednak… nie mogę się sprzeciwiać rozmazom – westchnął i usiadł przy niebieskookim. – Przepraszam Naruto.
Uzumaki patrzył na niego bez słowa.
- Przysięgłem zemstę na zabójcach mojego mentora.
Czerwono-włosy nic nie odpowiedział. Musnął palcami włosy chłopaka.
- Jesteś moim pierwszym przyjacielem.
- Daruj sobie tę szopkę – odtrącił jego rękę i wstał. – Może i jesteś skrzywdzony, ale to nie usprawiedliwia tego co zrobiłeś!
- Ty nic nie wiesz – Gaara również wstał i podszedł do Uzumakiego bardzo blisko. Stykali się klatkami piersiowymi. Naruto czuł oddech mężczyzny na twarzy. – Nie wiesz jak to jest być narzędziem. Oni nawet nie traktowali mnie jak człowieka. Naruto, ja… dlaczego nic nie czuję? Dlaczego nie mam skrupułów? Czemu jestem skazany na samotność…?
- Czemu mówisz mi to wszystko? – Naruto przewrócił oczyma i westchnął. Czuł się jak w jakimś cholernym melodramacie. To wszystko było tak patetyczne i naiwne, że aż smutne. Kiedy ludzie zadają takie górnolotne pytanie jest im lepiej, czy jak?

A może czują się mądrzejsi? Pewnie dlatego ty nigdy tak nie mówisz.
Mówiłem ostatnio! Żeby powstrzymać Gaare.
Mały tchórz.
Nie jestem tchórzem!

- Jestem zupełnie inny niż ja. Chciałbym mieć w sobie tyle uczuć – Mężczyzna uśmiechnął się smutno i pogłaskał policzek Naruto. Blondyn zmrużył oczy.
- Nie. Jesteśmy takimi samymi potworami Gaara.

~~***~~

- Zdążyłam już poznać ten budynek. System na górze jest nowy. Wszystko w więzieniu jest stare, powstało najprawdopodobniej w czasie II Wojny Światowej.
- Zburzyliśmy jedną z cel. Została tylko ściana zewnętrzna.
- To znaczy, że w jednym punkcie jest słabszy. Jeśli uciekniemy, musimy znaleźć waszą celę i zburzyć ostatnią ścianę. Wtedy zburzymy ścianę nośną i budynek zawali się.
- A jeśli ucieklibyśmy nie zwracając na siebie uwagi? Tak byłoby lepiej.
- Jesteś w stanie ominąć kamery i wymknąć się przez wszystkie zabezpieczenia nie zwracając niczyjej uwagi?
- Robiłem już gorsze rzeczy.
- A co z twoim przyjacielem? Jeśli go uwolnimy, Gaara z pewnością się zorientuje.
- To może zrobimy podkopy? Tak jak robili w filmach?
- Podkopy? – Hinata spojrzała na niego dziwnie, a on uśmiechnął się lekko. Naruto wpływa na niego w bardzo negatywny sposób. Poprzeczka jego inteligencji znów zaczyna się obniżać.
- To kiedy zaczynamy?
- Wieczorem. Gaara najprawdopodobniej będzie miał ważnych gości, więc nie będzie sobie zawracał głowy błahostkami. Jest tylko jeden problem. Jeśli zabierze z sobą Naruto będzie nieciekawie.
- Nie jest aż na tyle głupi, żeby to zrobić. Możesz mi wierzyć – Sasuke westchnął i oparł się o ścianę. Najwyższa pora się przespać. Dopiero wieczorem będą mogli cokolwiek zrobić.

- Coś tu jest nie tak.
- Co? – Hinata stała tuż za nim. Czuł jej gorący oddech na plecach. Z tego co mniej więcej widział, była wzrostu Uzumakiego.
- Dlaczego nie zawiązali mi oczu tak jak przedtem? Przecież wiedzą co potrafię?
- Może sądzili, że przy mnie jesteś bezużyteczny.
- Co? – Odwrócił się i spojrzał na nią z mordem w oczach.
- Mój klan potrafi pozbawiać wszelakich mocy.
- Jakich mocy?
- Takich jak twoja – uśmiechnęła się delikatnie. W ogóle była bardzo delikatną, subtelną kobietą, która i wiele już w życiu przeszła. Imponowała Sasuke tym, że pomimo kruchości, była cholernie silna. Bez względu na to co mówiła jej rodzina. Brunet umiał rozpoznawać silnych ludzi. I tylko takich był w stanie zaakceptować obok siebie.
- Odsuń się i przygotuj – mruknął, podszedł do żelaznych drzwi i przymknął oczy. Po kilku sekundach w jego ręce pojawiła się kula energii, która rozświetliła pomieszczenie. Zamachnął się i z całej siły uderzył w portal. Mur zatrząsł się, jednak zaraz po tym w drzwiach coś zgrzytnęło. Sasuke odsunął się, a wejście runęło z hukiem na podłogę.
- Zorientowali się?
- Tak. Strażnicy już idą w naszą stronę.
- W którą stronę mamy iść?
-Korytarzem w lewo.
- Jak się to uda postawię ci drinka.
- Um… no…ok. – zerknął na nią znad ramienia.
Hinata Hyuuga była dość ładną brunetką, o białych oczach i bladej cerze, która co rusz przybierała odcieni purpury. Jej ciało było drobne, jednak widać było, że dysponuje siłą. Uśmiechnęła się do niego.
- Chodź – mruknął i przymknął oczy. Kiedy je otworzył wyszedł na korytarz. Strażnicy krzyknęli dziko i upadli na ziemię. Sasuke podszedł od nich i wziął prowizoryczną broń – stary, lekko zardzewiały rewolwer, oraz nieco lepszy pistolet z zacinającym się magazynkiem. Z paska spodni zabrał jeszcze kartę dostępu. – Ile mamy czasu?
- Kilka minut. Akurat, żeby dostać się na górę. Wtedy zlecą się kolejni ludzie. Miejmy nadzieję, że nie poinformują Gaary tak szybko.
Brunet kiwnął głową i wymierzył bronią w jedną z kamer, która bezczelnie ich obserwowała. Zapewne po drugiej stronie siedzi jakiś przytłustawy facet oglądający kiepski reality –show i nie patrzący na ekrany kamer.
- Korytarzem w lewo – usłyszał głos Hinaty. Koło jej skroni wystąpiły małe żyłki, a białe oczy błyszczały bardziej niż dotychczas. A on myślał, że jako jedyny posiada niezwykły dar. Frajerska naiwność władcy świata.
Uśmiechnął się do siebie lekko i pobiegł za brunetką.
- Zobacz gdzie znajduje się Naruto.
- Jak on wygląda?
- Szukaj przygłupa z blond-włosami i niebieskimi oczyma.
- Dobrze.
Jak się okazało matoł znajdował się na samej górze, w najwyższej komnacie, w najwyższej wieży. Wejścia do zamku strzegł zły psychopata, a Uzumaki oglądał właśnie jakiej kreskówki, jak poinformowała go Hinata. Koncepcja niczym z Kopciuszka, czy innego dziewczęcego horroru. Jego wiedza była bardzo rozległa w tej dziedzinie. Sakury była fanką takich klimatów.
- Kurwa – mruknął i w ostatniej chwili odsunął się przed kulą z pistoletu mknącą w jego stronę. Hinata pisnęła cicho i spojrzała w bok. Kula wbiła się w ścianę centymetr obok niej. – Uważaj! – Syknął czarnooki i nie czekając na odpowiedź dziewczyny pobiegł dalej. Kiedy wyszli już w końcu z więzienia wpadli na kolejnych ochroniarzy. Sasuke kilkoma celnymi strzałami załatwił przeszkodę.
- Tam są schody.
Już po chwili byli prawie w pokoju Naruto. Niszczyli po drogę każdą kamerę i zabili jeszcze kilku ludzi Gaary, ale oprócz jakichś przerośniętych wyrostków wszystko było w porządku, jakby ludzie wysłali jedynie kilku ochroniarzy tak dla zasady, a resztę olali. Coś było nie tak. Chyba, że…
Oczy Sasuke rozszerzyły się w zdziwieniu.
Chyba, że goście Gaary nie byli zwykłymi gośćmi i mężczyzna miał teraz o wiele większy problem na głowie, niż zajmowanie się uciekającymi więźniami.
- To tutaj – poinformowała go brunetka i spojrzała oczekująco na Uchihe, który po chwili włamał się do pokoju. Gaara oczywiście zamknął Naruto. Czarnooki też tak by zrobił na jego miejscu.
- Zbieraj się matole, idziemy – powitał blondyna Sasuke i ogarnął wzrokiem pomieszczenie. Dłużej zatrzymał się na ciele Uzumakiego.
- Sasuke?
Brunet spojrzał na niego zimno.
- Ubieraj się nie mamy czasu.
- Ale… kto to jest draniu?! – Krzyknął nagle, gdy zobaczył dziewczynę wchodzącą za Sasuke. Czarnooki przewrócił oczyma.
- Hinata. Pomaga nam w ucieczce.
- To ta dziwka! – Wrzasnął i podskoczył na łóżku. Zaraz potem znalazł się przy białookiej i spojrzał na nią wyzywająco. Hyuuga zaczerwieniła się i spuściła wzrok.
- Nie jest dziwką. Doceń to, że pomogła mi cię znaleźć i rusz dupę! – Syknął i złapał idiotę za ramię. Podał mu bluzę przewieszoną przez oparcie krzesła i skierował się w stronę drzwi.
- Ej czekaj ja mam swoje rzeczy w szafie! – Syknął i zanim Sasuke zdążył zareagować już wyciągał walizkę.
- Niby skąd?
- Gaara mi przyniósł – wyszczerzył się do bruneta. Brew Uchiha zaczęła niebezpiecznie drgać.
- Gaara?
- No… i wiesz on nie jest nawet taki zły. Czasami ma tylko takie humory, ale przynajmniej mi nie dogryza tak jak ty – zerknął na niego i podniósł walizkę. – I wiesz gdyby nie to, że mamy plan, to zostałbym z nim, bo on… - nie dokończył. Sasuke powalił go na ziemię i spojrzał tym wzrokiem na zdezorientowaną twarz chłopaka. Przyłożył pistolet do skroni i odbezpieczył. Kiedy blondyn zaczął się rzucać strzelił.

wtorek, 6 października 2009

29. Refuge

Dla Virus_Ci z okazji urodzin. Żeby wciąż była taka zajebista ;)

Romeo, mało opisuję, bo ja się panicznie boję opisów. Staram się je nadrabiać dialogami. Postaram się pisać ich trochę więcej, jednak nie wiem czy mi wyjdą. I dziękuję za komentarz ^-^

Ankieta zakończy się wraz z publikacją 30 rozdziału. Swoją drogą ja się nie spodziewałam, że aż tyle osób czyta to opowiadanie. Jest mi bardzo miło ^-^


Naruto skupił się na tym, żeby ominąć ciało bruneta. Powalił go na podłogę i wstał. Jednym szybkim ruchem ubrał jeansy. Patrzył oczyma Kyuubiego, jak Gaara chowa się za piaskiem. Kamienny mur natomiast zaczyna się kruszyć, by zaraz potem ściany runęły, jak od wybuchu bomby.

Idź do niego. Zabij Gaare.

Naruto kiwnął głową i zatrzymał ogień. Z jego ciała wciąż unosiła się wściekle czerwona poświata. Widział duszę czerwono-włosego zamazaną przez piasek. Warknął i podszedł do mężczyzny. Goryli, którzy przyszli z zielonookim już nie było. Przymknął oczy i poczuł jak kolejna bariera puszcza. Musi uwolnić w sobie jak największą siłę. Jeśli chce pokonać Gaare, musi użyć największej siły, jaką jest w stanie odblokować.
Powoli jego myśli zostały przyćmione przez umysł Kyuubiego. Czuł zapach krwi. Chciał słyszeć wrzask umierających… świadomość zostawała zastąpiona przez zmysły potwora.
Bo potworem był. Od zawsze.

- Nie zabij cię tylko dlatego, że jesteś mi potrzebny – usłyszał koło ucha głos Gaary. Odwrócił się momentalnie. Piasek układał się w cień mężczyzny. Zmarszczył brwi.
- Za to ja cię zabiję. Na to samo wyjdzie – mruknął i zapachnął się z całej siły. Złote drobinki rozpłynęły się w powietrzu. Już po chwili był przy tarczy zielonookiego. Walczył z ją. Uderzał, palił i miażdżył. Piasek jednak zawsze wracał na swoje miejsce. Naruto warknął i znów uderzył w ścianę.

Musisz być szybszy niż piasek.
Nie jestem szybszy niż piasek debilu!
To musisz stać się jak woda.
Woda…?

Uzumaki zamrugał kilkakrotnie, a później spojrzał na swoje stopy. Drobinki piasku leżące na ziemi owinęły się wokół jego kostek i szły coraz wyżej i wyżej. Blondyn krzyknął coś i spojrzał na zielonookiego. Mężczyzna uśmiechał się lekko. Kiedy piasek doszedł do szyi chłopaka, wyciągnął rękę przed siebie.
- Naruto! – Usłyszał jeszcze krzyk Sasuke. Przełknął ślinę. Gdy Gaara zaciskał pięść, Uzumaki czuł uścisk na sercu powiększający się coraz bardziej. Później nic nie pamiętał.

~~***~~

Sasuke patrzył na twarz blondyna. Szkarłatne tęczówki powoli powracały do swojej naturalnej barwy. Piasek zasłonił wszystko.
Oczy bestii zapędzonej w pułapkę.
- Naruto – szepnął i chciał wstać, ale nagle okazało się, że coś uniemożliwia mu ruch. Spojrzał w dół i krzyknął przeraźliwie. Więzy, które kiedyś więziły Naruto, teraz owijały się wokół ciała bruneta niczym węże.
- Dlaczego tak cię boli? – Nagle przed jego twarzą pojawił się zielonooki. Sasuke spojrzał na niego tym wzrokiem. – Powiedz dlaczego tak cię boli. – Powtórzył. Piasek wirował wokół niego szaleńczo, jednak nie zasłaniał mu oczu. Więc dlaczego…?
Kurwa! Czy wszyscy teraz muszą być odporni na moje spojrzenie?! – pomyślał i uśmiechnął się lekko.
- Czuję jak liny szarpią moimi nerwami. Każdą żywą komórką i wiesz co…? – Uśmiech Sasuke poszerzył się. Zanim Gaara zdążył zareagować w czerwonych tęczówkach pojawił się mały wiatraczek. – Czas rozwiać piasek.

Sasuke stał z wielkim mieczem w ręku. Patrzył na czerwno-włosego, który upadł właśnie na kolana i zaczął krztusić się krwią. Przejechał ostrzem po odsłoniętej szyi.
- Jesteś małą, zepsutą zabawką. Przestarzałym robocikiem. Opuszczonym i zapomnianym. Trzeba cię wymienić na lepszy model. Jak w tej piosence.
- Nie znam żadnej takiej piosenki… - wychrypiał mężczyzna i uniósł głowę. W jego spojrzeniu krył się obłęd. Sasuke doskonale znał tą psychoze. Taki sam wzrok miał Orochimaru. Sasuke wie jak zniszczyć wariactwo.
Wariactwo można zniszczyć jedynie szaleństwem.
To jednak z najważniejszych lekcji jakich nauczył się w swoim życiu. Lek na czarne, paranoiczne charaktery.
- Hm… Jest jeszcze jedna o wymianie tylko części. Ja jeśli miałbym wybierać wybrałbym wymianę całego robota. A ty? – Zapytał najuprzejmiej jak umiał. Kiedy nie dostał odpowiedzi gestem dłoni uniósł ciało zielonookiego w powietrze i wbił mu nóż w serce. Mężczyzna zawył przeraźliwie.
- Pu…ś… e…tto… - kolejne jego słowa utonęły w ciszy.
- Powiesz, jeśli pozwolę ci mówić.
Kolejny cios. Sasuke odepchnął od siebie Gaare, a gdy ten uderzył o niewidzialną ścianę i upadł, Uchiha podszedł do niego powoli. – Wiesz, że Naruto mówił o tobie jak o naprawdę potężnym przeciwniku? Ja jednak jakoś nie umiałem mu uwierzyć – przykucnął przy poobijanym i zakrwawionym ciele. – Jesteś cieniem samego siebie. Utonąłeś w swojej nienawiści.
- Żyję… i… i – Sasuke uniósł brwi ku górze i pozwolił mu mówić – i… zabijam tylko dla… siebie.
- A ja mam cel, wiesz? – Odgarnął włosy w czoła z taką przesadną, chorą czułością. Jakby Gaara naprawdę był dla niego kimś ważnym. – Jestem herosem, który musi uratować świat. Będę walczył ze złem, żeby pokonać wszystkich tych, którzy chcą zniszczyć świat. I wiesz co…? – Wstał i spojrzał na niego z góry. W jego rękach nagle pojawiła się broń. – Zacznę od ciebie – powiedział i strzelił w głowę Gaarze. Mężczyzna upadł i krzyczał przeraźliwie.
A tak bardzo chciał umrzeć.

~~***~~

Naruto oddychał ciężko i patrzył na Sasuke. Jego nowe spojrzenie, które otrzymał gdy tylko dotknął klucza.

Dlaczego?
Tego nie jestem ci w stanie powiedzieć.
Kłamiesz!
Nie.

- Sasuke…? – Uzumaki podszedł do mężczyzny i szturchnął go w ramię. Uchiha momentalnie spojrzał w jego stronę. – Co mu zrobiłeś?
- Strzeliłem mu w głowę – zakomunikował, a oczy Naruto rozszerzyły się i spojrzał na Gaare. Ten oddychał ciężko i klęczał na podłodze.
- I… co?
- Nic – Sasuke wzruszył ramionami i wstał. Uśmiechnął się lekko do blondyna. – Chodź matole .
Uchiha ruszył w stronę wyjścia. Kiedy Naruto chciał zrobić krok poczuł jak coś zaciska mu się wokół kostki. Spojrzał w dół. Piasek. Odwrócił się momentalnie. Gaara stał kilka centymetrów przed nim. Teraz mógł czuć jego gorący oddech na twarzy. Widział doskonale oczy pełne nienawiści. Uśmiech przepełniony goryczą.
- Dostaniesz to po co tutaj przyszedłeś – wyszeptał. Naruto już czuł oddech Sasuke na karku. Nie odwrócił się, a brunetowi dał sygnał ręką, żeby nic nie robił.
Czy… naprawdę Gaara mu to da? Uchiha aż tak bardzo go zniszczył? Przecież Gaara był zawsze silny. Shaolin ostrzegał go przed nim. Bał się go, a teraz okazał się kimś tak słabym. To przecież… niemożliwe.
- To prezent od Boga Śmierci – wyszeptał, a oczy Uzumakiego rozszerzyły się nagle. Patrzył jak czarne liny pojawiają się nagle na jego ciele. Powoli zaczynają wsiąkać w skórę. Krzyknął i opadł na kolana. Ledwo łapał oddech. Kyuubi starał się coś zrobić. Uderzał ogniem i starał się wydostać na zewnątrz, ale był bezsilny. Czuł jak szpony demona zaciskają się panicznie wokół jego serce. Z trudem łapał oddech.
- Naruto! – Krzyk Sasuke wydawał się taki nierealny… taki zwodniczy. Jakby zapewniał go, że wciąż żyje.
Naprawdę?
Ale… to tak… bardzo boli.
Liny całkowicie wchłonęły się już w ciało. Teraz przypominały skomplikowane tatuaże. Misterne wzory. Skóra piekła tak niemiłosiernie. Tak strasznie. Jakby jakąś trucizna paraliżowała całe ciało. Ktoś nacinał jego skórę, a potem podpalał rany ogniem.
Tak strasznie… niewyobrażalnie… i… i dlaczego ktoś… rozrywa jego ciało?
Obraz rozmazywał mu się. Widział sylwetkę Uchihy. Trzymał jakąś niebieską kulę w ręku uderzał nią w piasek. Bariera zawsze jednak wracała na swoje miejsce. Z nieludzkim trudem odwrócił głowę i spojrzał na stojącym nad nim zielonookiego. Mężczyzna uśmiechnął się lekko.
- Teraz już wiesz dlaczego udało nam się zniewolić tak wielką siłę?
- Bóg Śmierci…?
- Tak. Właśnie tak – Gaara zmrużył oczy i nachylił się nad chłopakiem. – Dał nam, ale nie chciał, żebyście wy uwolnili swoją moc.
- Może się jej bał – Naruto uśmiechnął się lekko. Ból stał się nagle wspomnieniem. Była tylko próżnia. Jakby jego umysłu wcale nie było, a…

A ty się łudzisz, że kiedykolwiek był?
Nawet jeśli miałem orzecha, to już go nie ma!
Miałeś orzecha, a orzech był zgniły w środku.

- Spójrz Naruto. Zapamiętaj każdy mój ruch. Każdy dźwięk – Gaara podniósł się nagle i spojrzał na Uchihe. Brunet stał nieruchomo z głową wysoko uniesioną ku górze. Naruto zmrużył oczy i dopiero wtedy do zobaczył. Jedna z lin zaciskała się wokół szyi mężczyzny. Gaara wystawił rękę przed siebie i zaczął powoli zaciskać pięść. Piasek zawirował wokół bruneta, a potem niczym sztylety wbił się jego skórę. Uchiha syknął głośno i zagryzł wargę. Przy kolejnym ataku piasek oplótł jego rękę i zacisnął się na niej mocno. Gaara zaśmiał się słysząc krzyk czarnookiego.
Naruto chciał wstać, jednak przy każdym ruchu liny zaczynały parzyć jego ciało. Mój jedynie leżeć i patrzeć na Sasuke.
- Zostaw go! – Wrzasnął, a Gaara odwrócił się w jego stronę. Jego żółte źrenice świeciły nienaturalnym blaskiem. – ZOSTAW POWIEDZIAŁEM! – Wrzasnął, gdy piasek po raz kolejny zacisnął się na ręce bruneta.
- Możesz tylko patrzeć – syknął zielonooki i na moment odwrócił się w jego stronę. Naruto zmrużył oczy.
- Nigdy nie widziałem osoby, która miałaby w sobie tyle nienawiści.
- Gniew nas określa.
- Ga…ara – Naruto spojrzał na bruneta, który uśmiechnął się do niego lekko. Na ustach miał strużkę krwi. – Nienawiść jest niczym w porównaniu z pogardą – wyszeptał w ironicznym głodnym tonie. Tak bardzo lekceważącym i obojętnym, że aż groteskowym na tę sytuację.
- Idioto! – Oczy blondyna zaszkliły się, gdy lina mocniej zacisnęła się wokół szyi mężczyzny. W oczach Uzumakiego mimowolnie pojawiły się łzy. – Jesteś strasznie samotny Gaara.
- Wystarczy mi własne towarzystwo.
- Jesteś opuszczony – Oczy Naruto rozszerzyły się, gdy piasek uderzył go w brzuch.
- Jak śmiesz…
- Chcesz zobaczyć jak to jest mieć przyjaciela? – Blondyn uśmiechnął się lekko. Zielonooki milczał. – Nie pozwolę ci spaść na dno. Uratuję cię. Gaara… pozwól mi cię dotknąć…

Jeszcze nie słyszałem tak kiczowatego tekstu.

A jak podziała to co?
To powiem, że zamiast orzecha masz ziarenko ryżu.
Ej! Ryż jest mniejszy.
Ale za to nie jest pusty w środku.

Gaara patrzył na niego chwilę, po czym poszedł do Uchihy i zamachnął się. Uderzył go tak, że stracił przytomność.
- Będziesz miał długą drogę przed sobą, Naruto Uzumaki.
- Najwyżej pobiegnę – westchnął i poczuł jak czerwono-włosy podnosi go z ziemi. – A co z Sasuke?
- Zostanie przeniesiony do innej celi.

~~***~~

Kiedy Sasuke się obudził bolało go wszystko. Od głowy, po ręce, nogi, brzuch i na tyłku skończywszy. Teraz już z pełną świadomością mógł powiedzieć, że wie jak cierpi Uzumaki po seksie. Nieprzyjemne uczucie.
Z cichym syknięciem podniósł się do pozycji horyzontalnej i rozejrzał po pomieszczeniu. Było w nim znacznie ciemniej niż w celi, w której znajdował się ostatnio. Westchnął cierpiętniczo i przymknął oczy – może dzięki nim coś więcej zobaczy. Nie jest jakimś cholernym kotem, czy coś, że widzi w ciemnościach, ale spróbować nie zaszkodzi.
Zmierzył celę wzdłuż i wszerz, jednak nie zauważył nic nadzwyczajnego. W koncie odkrył tylko łóżko. Wstał i podszedł do niego.
- Kurwa – zaklął i wymacał materac. Kiedy usiadł, poczuł ciepło po lewej. Spojrzał w tamtą stronę.
- Um… cześć – wielkie białe oczy patrzyły na niego z lekkim strachem. Zamrugał kilkakrotnie. – Kim jesteś?
- Nieważne – mruknął i oparł głowę o ścianę.
Naruto nigdzie nie było. Brunet miał tylko nadzieję, że ten psychol mu nic nie zrobi. Gdyby był bardziej brutalny może udałoby im się uciec. Szlag!
Z całej siły uderzył w ścianę po prawej. Jego nowy towarzysz pisnął cicho. Zerknął na niego kątem oka.
- Dawno tutaj jesteś?
- Miesiąc.
- Jesteś dziewczyną? – Zdziwił się. Dopiero teraz zauważył, że głos jest delikatny, cichy i jak najbardziej kobiecy. Przeklął w myślach. Jeszcze mu tu zasranej baby brakuje! Dobrze, że go nie widzi i nie wie jak wygląda.
- Tak. Hinata Hyuuga.
- Hyuuga? Ta z…
- Triady. Mój klan jest jednym z najpotężniejszych.
- I Suna cię porwała? Dlaczego?
- Um… no… ja… miałam się stać głową jednej z rodzin.
- I?
- I zagrażałam Drepung.
- Czemu zagrażałaś?
- Klasztorowi Gaary. Chyba wiesz kto to, prawda?
- Taa – westchnął i spojrzał kątem oka na dziewczynę. Widział jedynie jej białe oczy i trochę twarzy. – Są dwa materace?
- Nie.
Uniósł brwi ku górze. Niech nie liczy, że będzie spał na podłodze. Nie jest jakimś cholernym dżentelmenem, który ustępuję niewiastą.
- Mam nadzieję, że się zmieścimy.
I teraz jeszcze brakuje mu kogoś, kto będzie ględził nad uchem. Chociaż tyle dobrze, że nie ma w planach wysłanie go na ziemię.
- Miesiąc siedzisz w takich ciemnościach?
- Była lampa, ale żarówka się spaliła.

Po godzinie milczenia w końcu Sasuke się odezwał.
- Masz zamiar tutaj tak siedzieć do końca życia?
- Nie. Miałam plan.
- I co z tym planem?
- Sama jestem za słaba, by go wykonać.
Sasuke zerknął na nią. Uśmiechnął się lekko.
- Jak to jest w triadzie?
- Ciężko. Triada jest trochę jak wojsko. Jeśli jesteś za słaby wylatujesz.
- Ty byłaś za słaba? – Bardziej stwierdził niż zapytał. Dziewczyna zaśmiała się.
- Tak i byłam spadkobiercą. Reszta rodziny mnie nienawidziła, ale takie jest prawo. Byłam najstarszym dzieckiem mojego ojca. Nie można zmieniać reguł.
- Mafia nie ma żadnych reguł. Teraz gangsterzy stali się zupełnie inni. Chcą tylko rozgłosu. Wzorują się na filmach. Pieprzone Hollywood.
- W Ameryce jest inaczej. W Chinach też jest inaczej.
- Kiedyś też byłem gangsterem. Pracowałem dla mafii, która okazała się organizacją rządzącą Ameryką – zaśmiał się cicho. Hinata nie odpowiedziała. Siedziała po turecku, opierając się plecami o ścianę. Od czasu do czasu patrzyła tylko na bruneta. Tak można było pomyśleć, że umarła. Albo jak kto woli w bardziej poetycki sposób: zamieniła się w marmurowy posąg.
- I co dalej?
- Chcieli mnie zabić, ale jakoś mi się udało. Naruto mi… - Sasuke zmarszczył brwi i odwrócił się w stronę białookiej. – Byłaś kiedyś w Shaolin? Może go znasz? Taki jeden blond-włosy przykurcz.
- Nie.
- A może znasz Uchiha? – Zapytał z ironicznym uśmiechem. Jak już wywlekać całą swoją historię, to wywlec ją do końca. Nawet z najbardziej śmierdzącymi jej fragmentami.
- To jeden z głównych klanów w Yakuzie. Mój ojciec często z nimi handlował.
- Mówisz? – Brunet zaśmiał się, jednak gdy zobaczył powagę w oczach dziewczyny zamilkł. – Uchiha to… mafia?
- Są naprawdę silni, chociaż w ich układach ciężko się połapać. Mój ojciec mówił, że są do nas podobni.
- W jakim sensie?
- Mają moc, o której się innym nie śniło. Głównie dlatego znaleźli się na szczycie.
- A… a wiesz coś o jakiejś przeszkodzie? Musieli wyeliminować kogoś, jednak im się nie udało.
- Nie. Czemu pytasz?
- Hm… - Sasuke przeczesał ręką włosy. – To moja rodzina. Przysięgłem sobie i mojej matce, że pomszczę tych, którzy zniszczyli nam życie. A wszystko wskazuje na mojego ojca.
- Och… przykro mi, ale jeśli chcesz go zabić nie wiem czy ci się to uda. Fugaku otacza się maszynami do zabijania. Nawet mój ojciec nie posiadał wokół siebie tylu wojowników.
- Ja mam broń, o której ci się nawet nie śniło.

piątek, 25 września 2009

28. Refuge

Uwaga:
Ogłoszenie
Chyba najwyższa pora na ankietę ^-^ Proszę jednak zagłosować po przeczytaniu rozdziału. Można głosować na kilka rzeczy, ale tylko jeśli się ma konto na googlach.
I ee... ktoś się mnie tam o coś kiedyś pytał, ale nie pamiętam o co. Jak chce znać odpowiedź to niech napisze jeszcze raz.


Naruto obudził równomierny stukot nad uchem. Jakimś cudem zdołał uchylić ciężkie powieki i spojrzeć w górę. Naturalnie na początku widział tylko ciemność. Ciemność powoli zaczęła przekształcać się w cień, a cień w szarość. Słabe światło oświetlało pomieszczenie, w którym się znajdował. W pomieszczeniu było zimno i śmierdziało.
- Kurwa – Naruto automatycznie odwrócił się w stronę dźwięku. Pod przeciwną ścianą siedział Sasuke. Gdy się poruszał łańcuch na jego rękach dźwięczał nieprzyjemnie.
- Co… się stało?
- A jak myślisz debilu?
Naruto chciał zmienić pozycję, w której siedział, jednak gdy tylko się ruszył poczuł parzącą linię wzdłuż kręgosłupa. Coś zaczęło zaciskać się wokół jego nadgarstków.
- Co to? – Zapytał, patrząc na czarne, świecące lekko liny na jego ciele.
- Chyba żebyś nie uwolnił Kyuubiego.
- A tobie dali opaskę na oczy – mruknął patrząc na czarny materiał na twarzy bruneta. Mężczyzna skinął głową.
- Zazdroszczę spostrzegawczości.
- No wiesz. Ja widzę, ty nie – Naruto chciał się zaśmiać, jednak nie był w stanie. W gardle miał tak sucho jakby nie pił od tygodnia. Gdy przełykał ślinę czuł nieprzyjemne igły w krtani. – Jest tu jakaś woda? – Wychrypiał i oblizał spierzchnięte usta. Po kilku minutach Sasuke podszedł do niego. Najwyraźniej on mógł się ruszyć. Przystawił mu jakąś miskę do ust. Naruto zaczął powoli pić. – Co teraz zrobimy? – Zapytał w końcu patrząc na twarz zmęczoną twarz Uchihy. Nagle źrenice Uzumakiego rozszerzyły się. – Ile już tutaj jesteśmy?
- Dwa dni.
- A ty… przez cały czas nie śpisz?
Sasuke nie odpowiedział. Pokiwał tylko głową i pogłaskał niebieskookiego po policzku.
- Nie wiem Naruto co teraz zrobimy. Nie mam pojęcia. Oni… są silniejsi niż myślałem.
- A nie mówiłem draniu. Gdybyś mnie słuchał, to…
- Oni śledzili nas od samego początku. Znali każdy nas ruch.
- Cholera. Ale i tak nam się uda. Zobaczysz.
- Jasne – Uchiha przybliżył się do chłopaka. Pocałował go delikatnie, by po chwili pogłębić pocałunek. Całowali się chwilę, gdy Naruto w końcu musiał oderwać się od bruneta. Zabrakło mu powietrza. Oddychał głośno. Spojrzał na mężczyznę spodziewając się jakiegoś wyśmiewającego komentarza, zamiast tego poczuł jedynie gorące usta na czole.
- Musieli cię nieźle wymęczyć. Leżałeś nieprzytomnie dwa dni.
- Miałem jakieś rany?
- Przecież nie widzę.
- A, no tak – Naruto spojrzał smutno na bruneta. Mężczyzna usiadł obok niego. Oparł głowę na ramieniu chłopaka. Uzumaki zacisnął mocniej zęby. Na początku bolało, jednak w końcu liny wróciły do pierwotnej formy. – Draniu?
- Mm?
- A… zabrali klucz?
- Tak.
- Nie poparzyło ich?
- Jakiś facet go wziął. Darł się jakby go ze skóry obdzierali. Później chyba obcięli mu ręce. Do niczego się nie nadawali.
Naruto wzdrygnął się słysząc to.
Było źle. Było BARDZO źle.

To wszystko przez ciebie idioto.
Przeze mnie? Jakbyś dał mi czarkę rozgromiłbym ich wszystkich!
Przecież zanim zdążyłeś się zorientować, już leżałeś nieprzytomny na ziemi.
To później! Jak mnie przewozili. Jak się obudziłem. Trzeba było dać mi energię i już bylibyśmy wolni!
Obudziłeś się dopiero teraz.
To uwolnij mnie z więzów Lucy…

Naruto wciągnął głośno powietrze, czując pazury zaciskające się wokół jego serca.

Dokończ co chciałeś powiedzieć.
Chciałem powiedzieć, że… że… chyba zapomniałem co chciałem powiedzieć.

Blondyn zacisnął mocno oczy, czekając na ruch demona. Ten warknął tylko ostrzegawczo.

Jesteś beznadziejny.
Jak ty jesteś taki super, to mnie uwolnij.
A myślisz, że po co nałożyli te liny? Jakbym mógł, już dawno byłbyś wolny.
A klucz?
Odzyskasz go. Choćbyś miał się zesrać zrobisz to.
Będzie śmierdziało.
Byle bym nie czuł.
Wiesz co? To ty jesteś beznadziejny.

Po kolejnych dwóch dniach bezczynnego siedzenia, w końcu coś się stało. Krata, w której dostawali jedzenie została zamknięta i drzwi otworzyły się na oścież. Na początku Naruto nie zobaczył kto ich odwiedził. Światło, które wpadło do celi oślepiło go.
- Idziesz z nami – blondyn poczuł jak liny znikają. Chociaż chciał się poruszyć nie był w stanie. Ktoś zabrał go na ręce. Spojrzał na Uchihe.
- Wrócę – powiedział tak, żeby usłyszał i zanim drzwi zamknęły się, zobaczył jeszcze jak brunet kiwa głową.

Dwa goryle zaniosły go do jakiegoś ładnego pokoju. Przedtem wstrzyknęli coś do jego krwi. Jak przypuszczał miało to uniemożliwić kontakt z demonem. Chyba im się udało. Westchnął i rozejrzał się po pokoju. Wszystko urządzone było w starym stylu. Każdy przedmiot w pokoju był chyba antykiem. Oczojebne tapety na ścianach, pstrokate dywany, kiczowate meble i wydziwiane dekoracje. Jednym słowem uroki dawnych epok. Cholera.
- Sprawiłeś nam dużo kłopotu – rozległ się znajomy, zachrypnięty głos. Spojrzał w stronę drzwi.
- Sprawię jeszcze więcej – zmrużył oczy i przyjrzał się uważnie mężczyźnie. Przypominał mu trochę Uchihe. Wysoki, dobrze zbudowany przystojniak. Jak z tych filmów. Miał strasznie czerwone włosy i nienaturalnie bralką cerę.
- Nie wątpię – nieznajomy usiadł na kanapie naprzeciw Uzumakiego. Cały czas patrzył na niego przenikliwymi, zielonymi oczyma. Naruto zmarszczył brwi.
- Kim jesteś?
- A jak myślisz? – Głos mężczyzny był ironiczny i chłodny. W prawdzie nie mógł się on nawet porównywać z Uchihą, jednak blondyn zobaczył w jego oczach coś niepokojącego. Coś błyszczało w źrenicach mężczyzny za każdym razem, gdy się poruszył.
Nienawiść.
- Gaara.
Naruto zmrużył oczy patrząc na niego uważnie. Jeszcze nigdy nie spotkał człowieka, który miałby w oczach tyle wrogości.
Mężczyzna podszedł do niego szybko i złapał za jasne włosy. Podniósł go do góry i przybliżył swoją twarz do jego.
- Powinienem cię teraz zabić – szepnął i wolną ręką sięgnął po nóż, który był przymocowany w skórzanej pochwie do paska spodni. Cholera! Że też wcześniej go nie zauważył!
Naruto nie odpowiedział. Śledził w skupieniu ostrze zbliżające się do jego odsłoniętej szyi. Mężczyzna naciął ją delikatnie żelazem, a potem nóż zbliżył się do ust chłopaka. Przejechał po całej ich długości. Blondyn syknął cicho i spojrzał w zielone oczy Gaary. Oczy przepełnione nienawiścią.
Mężczyzna puścił go i odsunął się kilka kroków. Nie przerwał jednak kontaktu wzrokowego.
Naruto było żal Gaary. Człowiek, który ma w sobie tyle pustki i wrogości na pewno nie jest szczęśliwy, prawda?
- Dlaczego Shaolin chce coś tak cennego? – Czerwono-włosy zmierzył go najchłodniejszym spojrzeniem jakim umiał. Uzumaki uśmiechnął się lekko i starł krew z warg.
- A jak myślisz Gaara?
- Wiecie jak to się skończy?
- Skończy się dobrze, kiedy dasz nam to czego potrzebujemy.
- Sarutobi postradał zmysły!
- Wam się udało. Niby dlaczego my mielibyśmy ponieść klęskę? Posiadamy tylu wspaniałych wojowników, nie uważasz? – Naruto uśmiechnął się lekko, patrząc na wściekłą twarz rozmówcy.
- Siła naszych tajemnic nieco się różni.
Blondyn nie odpowiedział. Patrzył jak zielonooki podchodzi do wielkiego okna. Za oknem rozciągał się widok na spokojny ocean. Biała plaża i ludzie bawiący się radośnie. W oddali luksusowe hotele. Widział skrawek jakiejś drogi i… wróć. Ludzie? Hotele? Samochody? Czy oni nie znajdują się koło jakiegoś miasta? Uśmiechnął się do siebie głupio. No… to fajnie. To nawet bardzo fajnie. Będą mieli prościej, gdy uciekną.
Jeśli w ogóle uciekną.
Mina zrzedła mu trochę.
- Kim jesteś? – Zapytał nagle Gaara, a Naruto spojrzał na niego zaskoczony.
- Przecież pięć razy powtarzałeś już jak się nazywam.
- Co to za siła? Skąd ją bierzesz?
Uzumaki zamarł. Co miał mu niby powiedzieć? Przecież… tak naprawdę nikt nie widział o Kyuubim. Zawsze. Od początku była to tajemnica. Nawet Shaolin nie miał pojęcia. Cholera. Kurwa! Czemu ten głupi Lucyfer nie może być teraz obecny? Zawsze wciskał swojego grosze tam gdzie nie było to potrzebne, a kiedy blondyn w końcu go potrzebuje on… milczy. Albo śpi. Zależy od punktu siedzenia. Znaczy widzenia.
Uf…
Westchnął cierpetniczo. Pogubił się.
- Odpowiedz.
- Pochodzę ze starożytnego klanu.
- Kłamiesz.
- Nie. Nic o mnie nie wiesz.
- Wiem, że rozmawiasz z Kyuubim.
Naruto wciągnął ze świstem powietrze. Miał irracjonalne wrażenie, że czas stanął, a serce zatrzymało się.
- Rozmawiam z wieloma… istotami – zawałach się przez chwilę. Spojrzał uważnie na Gaare, jednak ten zdawał się tego nie zauważyć. – Nie wiem czy wiesz, ale to tak zwani zmyśleni przyjaciele. Była nawet taka bajka, „Dom dla zmyślonych przyjaciół pani Foster”. Może oglądałeś? - Spojrzał na niego jak na kompletnego idiotę. Zielone oczy błysnęły groźnie.
- Nie. Dużo zdążyłem się o tobie dowiedzieć i wiem, że byłeś sierotą. Bezpańskim kundlem, którego przygarnął Yondaime z litości. Wiesz kto go zabił?
Oczy Naruto rozszerzyły się z przerażenia. W jednej chwili znalazł się przy czerwono-włosym. Złapał go za przód koszuli i przycisnął do szyby.
- Jeszcze raz tak o nim i o mnie powiesz, zabiję cię. Nieważne jak to zrobię. Nieważne czy będą to musiał zrobić za pomocą Kyuubiego, Shukaku czy innego karalucha. Zabiję cię i powieszę na wieszaku twoją głowę, rozumiesz?
- Puść – nagle głos mężczyzny stał się dziwnie niepewny. Naruto zmrużył oczy i odsunął się trochę. Dopiero teraz zorientował się jak blisko był zielonookiego. Tak jakby chciał go pocałować. Gaara z pewnością czuł dotyk jego skóry na szyi. Ciepło ciała i zapach. Dlaczego tak zareagował?

Bo ktoś taki jak on jest strasznie samotny.
Kyuubi!
Myślałeś, że jest mnie coś w stanie zatrzymać na dłużej niż pięć minut?
Nawet nie wiesz jak się cieszę.
Ja też.
Co zrobimy?
Na razie nic. Z Uchihą ustaliby plan.

Naruto chciał skinąć głową, jednak w ostatniej chwili się opamiętał.
- Nigdy więcej mnie nie dotykaj.
Mężczyzna stał pochylając się lekko nad oknem. Oddychał głośno. Jego ręce drżały minimalnie.
- Wynocha! – Krzyknął, a Naruto przez kilka sekund widział jak jego lewe oko zachodzi czernią. Żółta tęczówka błyszczała niebezpiecznie. Gdy zamrugał wszystko zniknęło. Pozostało tylko nienawistne zielone spojrzenie. Został wyprowadzony przez goryli.

~~***~~

Sasuke siedział nieruchomo i czekał na blondyna. Matoł obiecał, że wróci.
Miejmy przynajmniej taką nadzieję.
Chociaż… nie mieli powodu żeby go zabić. Prędzej to kropną Sasuke, niż Naruto.
- Kurwa.
Muszą szybko wymyślić jakiś plan. Może uda mu się zdjąć tę opaskę. Wtedy byłoby już bardzo dobrze.
Oparł się głową o ścianę i przejechał po niej mocno. Opaska była metalowa, mocno opinająca głowę. Niby jak ma ją ściągnąć? I na deser jeszcze kajdany. Chociaż z nimi nie będzie już tak źle.
Nagle usłyszał zgrzyt otwieranych drzwi. Automatycznie nakierował głowę w tamtą stronę. Ktoś rzucił czymś i zaśmiał się głupawo, gdy „coś” jęknęło z bólu. Sasuke poruszył się nerwowo. Kiedy drzwi zatrzasnęły się podszedł do blondyna.
- Nic ci nie jest?
- Nie.
Wyczuł jak chłopak się uśmiecha.
- Kyuubi się przebudził.
- Co?
- Dali mi jakiś zastrzyk i go nie było. Wciąż myślą, że działa, a on… Sasuke możemy uciec.
Uchiha drgnął słysząc to.
- Związali cię liną?
- Nie.
- Ściągnij mi opaskę.
- Ok. Czekaj chwilę.
- Naruto?
- Hm?
- Nie ma tu żadnych kamer? – Zapytał i wyczuł jak blondyn rozgląda się szybko. Kilka minut potrwało, aż niebieskooki sprawdził ściany. Postukał, popukał i w końcu wrócił do bruneta.
- Nie.
- To dobrze – uśmiechnął się lekko i poczuł ciepło na karku.
- Może trochę poboleć – mruknął niebieskooki, a Sasuke poczuł szarpnięcie. Stęknął głośno, jednak już po chwili maska leżała na posadzce. Zamrugał kilkakrotnie. Opaska była zapięta tak mocno, że nie mógł nawet otworzyć oczu.
- Dzięki – zanim Uzumaki zdążył zareagować brunet przyciągnął go do siebie i pocałował mocno. Naruto uśmiechnął się lekko i oddał pocałunek. Przewrócił czarnookiego na plecy. Mężczyzna syknął cicho i pociągnął Uzumakiego za włosy.
Mmm… cztery długie dni. Cztery dni siedzenia i gadania. Teraz… w końcu mógł go dotknąć… oh…
Jęknął cicho czując dłoń masującą jego krocze.
- Nie mamy czasu – Naruto, ten matoł… uśmiechał się. Uchiha warknął tylko i znów wpił w jego usta.
- Zdążymy nie martw się.
Rękami zjechał na biodra blondyna. Palcem przejechał po pasku i zatrzymał się na rozporku niebieskookiego. Uzumaki uśmiechnął się i podniósł lekko biodra. Sasuke ściągnął z niego jeansy i bokserkami. Naruto patrzył na twarz Uchihy spod półprzymkniętych powiek. Mocniej zaczął masować jego członka. Wolną rękę wsadził pod koszulkę bruneta i zaczął drapać lekko jego brzuch, tors, sutki.
Ah… mocniej… tak… właśnie tak…
Złapał jego penisa i zaczął obciągać mu mocno. Naruto jęknął głośniej, więc Sasuke zatkał mu usta pocałunkiem. Jeśli ktoś ich usłyszy będą skończeni.
- Cii – szepnął i zjechał na szyję blondyna. Chłopak oddychał coraz ciężej. Odchylił głowę i zaczął posapywać. Uchiha przyśpieszył swoje ruchy. Wolną ręką już gładził jego pośladki. Palcem naciskał na dziurkę.
- Sas… - Naruto wsadził sobie dłoń do buzi i przygryzł ją mocno, gdy doszedł. Brunet uśmiechnął się i zaczął zbierać nasienie z penisa chłopaka. Wsadził ubrudzony spermą palec do dziurki. Od razu zaczął go mocno rozciągać. Wolną rękę odciągnął rękę blondyna z twarzy i znów go pocałował. Tym razem leniwie. Drażnił się z jego językiem. Jakby byli już zmęczeni tą dziką namiętnością.
A podniecenie wciąż rosło.
- Chcesz żebym go wsadził? – Szepnął do ucha niebieskookiego. Polizał je i uśmiechnął się lekko, gdy Uzumaki szarpnął biodrami.
- Tak.
- Jak bardzo?
Oczy Naruto błysnęły niebezpiecznie. Rozpiął zamek spodni i wyjął z niego nabrzmiałą męskość. Wyprostował się do pozycji horyzontalnej i zaczął powoli nabijać się na członka czarnookiego. Sasuke przymknął oczy i westchnął ciężko.
On… zawsze był taki ciasny… tak cholernie ciasny… zaciskał się wokół Uchihe jeszcze mocniej… powodował drżenie ciała… oh… tak cudownie… i zapach cytrusów…
Zaczął powoli się na nim poruszać. Sasuke syknął cicho. Naruto opadał i podnosił się coraz pewniej. Biodrami kręcił małe kółeczka.
Było tak cholernie dobrze… tak zajebiście… że
Czarnooki podniósł się nagle i złapał chłopaka za biodra. Zaczął dopychać go coraz mocniej. Czuł jak zbija się w jego wnętrze głęboko.
- Po… wo… li – usłyszał niewyraźny szept przy uchu. Spojrzał kątem oka na blondyna.
- Nie mamy czasu.
- Tym razem chcę powoli. Proszę – chłopak musnął delikatnie jego usta. Uchiha jęknął.
Sam nie wiedział co się z nim dzieje. Był taki uległy. Czuj się jak plastelina w rękach Naruto. On… mógł z nim zrobić cokolwiek chciał. A Sasuke podda mu się z uśmiechem. Było tak dobrze. Tak cholernie dobrze…
Boże, czy… kimkolwiek jesteś… jeśli jesteś diabłem, Buddą, czy jakimś człowiekiem, który decyduje o losie proszę cię… niech będzie… tak zawsze.
- Naruto… Naru… ja… - zmrużył oczy poruszając się z nim delikatnie. Mocno, powoli. Drażnili swoje zmysły. – Ja… cię…
W tej chwili stracił rozum. Przestał oddychać. Jego ciało przeszedł przyjemny dreszcz. Nerwy zacisnęły się w ekstazie.
Naruto jęknął dość głośno i opadł na bruneta. Uśmiechnął się lekko.
- Mam nadzieję, że nas nie usłyszeli.
- Na pewno. To grube ściany. W końcu jesteśmy w więzieniu – Zaśmiał się cicho i spojrzał na brzuch bruneta ubrudzony spermą. Na szczęście podciągnęli koszulki, więc ubrania się nie pobrudziły. Powalił Uchihe na podłogę i zaczął zlizywać nasienie z brzucha mężczyzny. – Trzeba cię umyć – mruknął i zaczął jeździć językiem po mięśniach czarnookiego. Sasuke uśmiechnął się i dotknął tyłka blondyna, z którego powoli zaczynała już wypływać sperma. Odwrócił go na plecy i podniósł jego kolana do góry. Przejechał językiem po udach chłopaka. W między czasie schował swój skarb i zapiął spodnie. Teraz tylko Naruto był nagi. Nie licząc koszulki zadartej do klatki piersiowej chłopaka. Uchiha już z wielkim uśmiechem na gębie zabierał się za brzuch, gdy drzwi otworzyły się nagle.
Zobaczył mężczyznę z bronią. Gdy przymknął szybko oczy i spojrzał na czerwono-włosego przed jego twarzą pojawił się piasek. Później poczuł fale ognia rozsadzającą celę.

sobota, 19 września 2009

27. Refuge

Uwaga!
Informacja:
Od tej pory rozdziały ukazywać się będą nieregularnie. Nie będziecie znać dnia, ani godziny. Mniej więcej raz w tygodniu.

Um... no i witam nowych czytelników :)


- Klucz? Przecież klucz był w tamtej Sali.
- To jest prawdziwy klucz.
Sasuke zmrużył oczy.
- Jeśli to jest klucz, to powiedz mi po jaką cholerę chcesz tamten?
- No… muszę mieć dwa. Jeden będzie dla mnie, a drugi dla klasztoru. – Uchiha słysząc to uśmiechnął się lekko.
- Chcesz zdradzić Shaolin?
- Nie. – Naruto zmarszczył brwi.
-Wiec?
- Wolisz kłamstwo czy milczenie? – Blondyn uśmiechnął się kpiąco.
- Ty nie umiesz kłamać – Mężczyzna odwzajemnij uśmiech.
- Pozostaje ci tylko milczenie – Uzumaki westchnął. – Idziemy? – Zapytał, a Sasuke bez słowa ruszył korytarzem przed siebie.
Co za cholernie głupi, matołowaty debil. Dlaczego nie chce mu powiedzieć?! Dlaczego nie może…? Czy prawda jest aż taka straszna? A jeśli blondyn mu nie ufa? Co wtedy?
Westchnął.
Obietnice są po to, żeby je łamać. Mam nadzieję, że ty naszej nigdy nie złamiesz – pomyślał.
Być może Sasuke był naiwny. Dziecinnie naiwny. Ale każdy musi mieć coś, w co wierzy. Kogoś komu może zaufać.

- Długo się jeszcze będzie ciągnął ten korytarz? Idziemy już chyba godzinę!
- Skoro jesteś taki bystry znajdź jakieś wyjście – mruknął Naruto i spojrzał na złote koło w ręce bruneta.
- Oddasz mi je później, prawda?
- Może… - wciągnął głośno powietrze. – Jak się nie poparzysz.
- Muszę go mieć.
- Więc na nie zasłuż – Sasuke uśmiechnął się lekko do niebieskookiego. Wolną ręką poczochrał mu włosy.
- Spadaj teme! – Naburmuszył się i gdy zrobił kolejny krok podłoga otworzyła się pod nim. W ostatniej chwili złapał się ręki bruneta.
- Tak to jest jak się komuś źle życzy młotku, przeproś – Sasuke poluzował uścisk. Naruto krzyknął patrząc w przepaść.
- Przepraszam! Przepraszam draniu! Wciągnij mnie! – Wrzeszczał i gdy w końcu Uchiha go wciągnął rzucił mu się na szyję. – Mój bohaterze!
- Drugi raz uratowałem ci tyłek przed upadkiem.
- I drugi raz jesteś moim rycerzem na złotym koniu.
- Chyba białym – mruknął uśmiechając się lekko. Naruto wzruszył tylko ramionami.

- To jest sala główna?
- Tak. Idę po klucz.
- Ej! Czekaj. Jak go weźmiesz daj to – Sasuke podał blondynowi pały woreczek z piaskiem. Chłopak przewrócił oczyma.
- Nie widzisz, że ten klucz lata w powietrzu?
- Ale jeśli przestanie latać uruchomi się jakaś blokada.
- To uciekniemy.
- Żebyś się nie zdziwił – mruknął, patrząc jak niebieskooki idzie w stronę małej polanki. Sala główna okazała się wielkim ogrodem. Cztery mosty łączyły ją z przejściami. Z olbrzymiego, odsłoniętego sufitu spadały cztery wodospady, które ginęły w przepaści między mostami.
Usłyszał śmiech blondyna.
- Haha! I co? Kto jest mistrzem?! – Zawołał w jego stronę wymachując złotym kluczem wielkości kuchennego noża. Uchiha westchnął.
- Nie mów hop, zanim nie przeskoczysz.
- Jasne, jasne – teraz Naruto stanął przed nim z wielkim bananem na gębie. Przybliżył się do niego i musnął delikatnie usta bruneta. Sasuke uśmiechnął się i przyciągnął chłopaka bliżej. Już miał pogłębić pocałunek, gdy poczuł piasek uderzający w ich głowy. Zmrużył oczy i spojrzał w górę. – Co to?
- Burza piaskowa? – Sasuke zamrugał kilkakrotnie i zaczął się cofać. Coś było nie tak. Spojrzał na sufit, z którego leciał piasek. Teraz małe ziarenka opanowały całą salę. – Kurwa, spadamy! – Krzyknął i złapał niebieskookiego za rękę. Ten jednak stał wpatrując się w wirujące drobinki. – Rusz dupę, bo zaraz będzie za późno!
- Naruto Uzumaki – rozległ się chrapliwy, męski głos. Sasuke zamarł.
- Uciekaj.
- Co?!
- Uciekaj! – Naruto spojrzał na niego gniewnie, czerwonym spojrzeniem – Już! – Popchnął go tak, że Sasuke uderzył o ścianę nad wejściem.
- Nie – podniósł się z ziemi i przymknął oczy. Gdy je otworzył ktoś krzyknął przeraźliwie.
- Miło cię poznać – usłyszeli, a później piaskowa mgła pochłonęła niebieskookiego.
- Naruto! – Sasuke wbiegł do środek Sali, jednak nie znalazł nic prócz opadających drobinek złota – Kurwa.

~~***~~

- Gaara.
- Naruto Uzumaki.
Coś musnęło policzek chłopaka. Odwrócił się.
- Pokaż się.
- Nie wiesz jak wyglądam?
- Nie.
- Wystarczy, że ja widzę ciebie.
Naruto drgnął, gdy ziarenka piasku zadrapały jego policzek. Rozejrzał się rozpaczliwie za Sasuke, ale nigdzie go nie było. Jakby zostali w pomieszczeniu sami. – Co trzymasz w ręce? – zapytał, kiedy blondyn ścisnął mocniej klucz.
- Nie powinno cię to obchodzić.
Dopóki nie zrobi żadnego ruchu nie zaatakuje go. A co jeśli Gaara okaże się od niego silniejszy? Co wtedy…?

Jestem najpotężniejszym z demonów, matole.
Znasz jego moc?
Tak. Nawet przy nas nie pierdnie.
Żebyś miał rację.

Naruto westchnął i schował klucz do plecaka. Znów poczuł piasek na skórze.
- Długo zamierzasz robić takie podchody? Pokaż się wreszcie. Jesteś aż taki szkaradny? – Zapytał, a Kyuubi warknął. Odwrócił się i w ostatniej chwili ominął mknące w jego stronę noże. Uśmiechnął się lekko.
- Wiesz, że mogę zadać ból na tysiąc różnych sposobów? Który chcesz poznać?
- Znam kogoś, kto jest w stanie zadać go na tysiąc jeden sposobów. Przeceniasz się. – Tym razem usłyszał strzał pistoletu. Zamarł.
- Nie bądź taki pewny. Shaolin ostrzegł cię chyba z kim będziesz miał do czynienia.
- Może.
- Powiedzieli ci, że jestem szalony?
- Coś tam wspominali o jakimś niedorozwoju… Hn! – Stęknął cicho, gdy piasek skaleczył szyję -… umysłowym.
- Jesteś głupcem. Żartujesz z kogoś, kto jest w stanie cię zabić.
- Więc to zrób. No dalej… - Naruto uśmiechnął się lekko. – Nie będę bił czołem w podłogę na twoją cześć. Nie jestem jakimś pieprzonym arabem. A ty nie jesteś jakimś cholernym Bin Ladenem, prawda? – powiedział pewnym tonem i przytupnął sobie nawet nogą. A co! Niech ten gnojek wie, że się nie da.
W odpowiedzi otrzymał jedynie kolejne strzały z pistoletu. Warknął cicho, gdy jedna z kul o mało nie dosunęła jego głowy.

Uważaj trochę.

Łatwo ci mówić! Nic nie widzę przez ten cholerny piasek.

- Jesteś ślepy, czy kulawy? Nawet strzelać nie umie… - jego oczy rozszerzyły się w przerażeniu. Spojrzał na swój brzuch. – sz.
To on, czy drzewa tak szumiały? Cóż za magiczna melancholia, jak w jakimś melodramacie. A za chwilę świat usłyszy jego ostatnie słowa. Później będzie mógł w spokoju wyzioną ducha.
Podniósł wysoko głowę i zmrużył oczy. Zaraz Naruto Uzumaki padnie, powalony przez przeciwnika, którego nawet nie widział!
- Ja… zawładnę światem! – Krzyknął i runął na podłogę.
Rozległ się kolejny wystrzał pistoletu.

~~***~~

Wydawało mu się, że słyszał głos Uzumakiego. Gdzieś blisko. Tuż za nim, jednak gdy się obejrzał, zobaczył tylko piaskową ścianę.
- Kurwa – mruknął, patrząc na kolejnego przeciwnika. Ludzie z którymi um… walczył, byli tak beznadziejni, że nawet Sakura była ich w stanie pokonać jednym kopnięciem. Syknął coś wściekle. Dlaczego on musi zajmować się tymi frajerami, gdy ten matoł walczy pewnie z kimś o wiele potężniejszym! Podejrzewał, że mogą mieć do czynienia z Suną, a Naruto walczy właśnie z Gaarą. Już miał się odwrócić, by poszukać idioty, gdy nagle coś przecięło powietrze. Odwrócił się za siebie.
- Jesteś Sasuke Uchiha?
- Nawet nie wiesz jak wygląda twój cel? – Brunet uśmiechnął się ironicznie. Przed nim stała młoda kobieta. Blondynka z dziwną fryzurą, w wyzywającym ubraniu. Patrzyła na niego ciemnymi oczyma spod przydługiej grzywki. W ręce trzymała wielki wachlarz. Uśmiechnęła się do niego słodko.
- Wiem. Oczywiście, że wiem jak wygląda zabójca mojego brata.
Hmm… czyli to naprawdę Suna. Och, cóż za zaszczyt.
Prychnął cicho i podszedł do dziewczyny. Ta patrzyła na niego w napięciu.
- A wiesz też jak go zabił? – Złapał jej twarz w dłonie i spojrzał na nią tym wzrokiem. Blondyna krzyknęła cicho i już miała umrzeć, gdy ściana piasku zasłoniła jej twarz. Sasuke odepchnął ją wkurzony i rozejrzał się wokoło. Żadnych wrogów. Tylko piasek, kontury ogrodu i coś błyszczącego mknącego w jego stronę. Uchylił się przed metalowym wachlarzem lecącym w jego stronę jak bumerang. Gdy zawracał złapał go i spojrzał na dziewczynę. Ta szybko wciągnęła kolejny wachlarz. Tym razem płócienny. Miał tam jakieś zdobienia na sobie, ale bez ekscesów. Uśmiechnęła się i mruknęła coś do siebie. Sasuke patrzył na nią w napięciu. Nagle blondynka zamachnęła się i olbrzymia fala powietrza uderzyła w bruneta. Mężczyzna wbił ostrza wachlarza do ziemi i złapał się go mocno. Jeszcze raz spojrzał na nią tym wzrokiem. Tym razem jednak nie chciał jej zabić. Pora wypróbować nowe umiejętności.

Po dwudziestym ciosie przestał już liczyć. Na przemian tłukł dziewczynę wachlarzem, uśmiechając się przy tym perfidnie. Wdarł się do jej umysłu, jakby właśnie włamywał się do jakiegoś domu. Nigdy nie sądził, że to będzie tak dziecinnie proste. Zrobić komuś pranie mózgu.
Zaśmiał się cicho.
Zabawne. Odkrył właśnie nowy sposób zabijanie. Zabijanie przez tortury było jeszcze przyjemniejsze. Ofiara błaga się o łaskę. Poniża się, by w końcu jej oprawca ją zabił. Hm, życie jest czasem smutne. A gdy iluzja się kończy ciało pozostaje w stanie idealnym. Jak porcelanowa lalka. Później może zabić spojrzeniem.
Uśmiechnął się do siebie szczęśliwy i zadał jej ostateczny cios. Oczywiście psychiczny.
Krzyk bólu jest taki piękny. Powinni z czegoś takiego zrobić symfonię. Mógłby siedzieć i słuchać godzinami wrzasku umierających.
Nagle poczuł ból w okolicach ramienia. Spojrzał w to miejsce. Iluzja się skończyła. Blondynka opadła bezwładnie na ziemię. Sasuke wyciągnął mały sztylet wbity w jego ramię. Odwrócił się.
- Zabiję cię.
Czarnooki nie odpowiedział. Zamiast na swojego przyszłego mordercę, patrzył na ciało leżące na podłodze, za nieznajomym. Oczy Uchihy rozszerzyły się w przerażeniu.
- Naruto! – Krzyknął i odepchnął mężczyznę. Podbiegł do uśmiechającego się lekko blondyna. – Naruto! – Spojrzał przerażony na wielką ranę na brzuchu. Jasna koszulka zabarwiła się szkarłatną krwią.
- Sasu… - chłopak spojrzał na niego wielkimi zaszklonymi oczyma. Dotknął jego policzka. – Uważaj – powiedział i zanim brunet zdążył się zorientować coś zaskwierczało za jego plecami. Spojrzał w tamtą stronę.
Blondynka krzyknęła i puściła stopiony wachlarz. Chłopak stopił nawet metalowy uchwyt, za który trzymała.
- Naruto trzymaj się. Ja… ja coś wymyśle. Obiecuję.
- Obietnice są po to, żeby je łamać.
- To przysięgam. Na swoją inteligencję – uśmiechnął się smutno i odwrócił patrząc za przeciwnikami. Piasek opadł już całkowicie. Sala główna znów nabrała mitycznego wyglądu.
- Pozostańmy raczej przy ten obietnicy – Naruto mówił coraz ciszej. Przymknął oczy. – Wiesz… fajnie, że cię poznałem, wiesz…?
- Cii… - Sasuke spojrzał na niego z determinacją. – Nic nie mów.
- To… przewyższa moje siły, przykro mi – Blondyn chciał się zaśmiać, jednak zamiast tego zaczął się krztusić. Zasłonił usta ręką. Na opalonej skórze pojawiły się krople krwi.
- Naruto leż, ja… - nie dokończył. Z lekko uchylonymi ustami patrzył na Eskimosa w niemodnych okularach zbliżającego się do nich razem z chordą robali.
- Zamknij buzie. Nie wyglądasz zbyt inteligentnie. Widzisz? Miałem rację, żeby zostać tylko przy obietnicy. Z tą przysięgą by nie… - Naruto zmarszczył brwi widząc Eskimosa pochylającego się nad nim. - Jesteś z Suny?
- Nie.
Uzumaki chciał coś jeszcze powiedzieć, jednak nieznajomy zatkał mu usta ręką. Jego robaki wgramoliły się na niebieskookiego i otoczyły ranę na brzuchu. Blondyn z paniką w oczach chciał się wyrwać. Sasuke przytrzymał go i patrzył spokojnie na mężczyznę.
On go uratował. Nie miał żadnych przywidzeń. To na pewno był on.
- Kim jesteś? – Zapytał, gdy krew zaczęła powoli znikać z koszulki. Nieznajomy podwinął koszulkę chłopaka i spojrzał na zanikają raną. Dłużej patrzył na tatuaż blondyna.
- Nikim.
Wstał i odszedł wraz z robakami.
Sasuke patrzył na niego dłuższą chwilę.
- Eee, teme – Głos Naruto był wyraźnie mocniejszy. Chłopak uśmiechnął się do niego szeroko. - Ja też miałem jakieś dziwne zwidy. Widziałem kosmicznego Indianina. – Brunet słysząc to zaśmiał się. Jak on dobrze znał tego matoła.
- Ta rana przywróciła ci twój poprzedni poziom umysłowy. Jednym słowem, sięgnąłeś dna. – Uśmiechnął się i wsunął ręce pod kark i kolana niebieskookiego. Podniósł go.
- A patrząc na ciebie słyszę pukanie od dołu.
- Czyli to nie jest jeszcze kres twojej głupoty. Przerażające – czarnooki zacmokał z przejęciem i skierował się w stronę mocno. Po bitwie pozostał tylko piasek w trawie, oraz na mostach.
- To była Suna.
- Wiem, ale chyba ich znokautowałeś.
- Nie… Oni wciąż tu są.
Sasuke rozejrzał się, jednak nie zobaczył nic, co zagrażałoby im.
- A jak wrócimy? Tamten korytarz którym przyszliśmy jest zablokowany.
- No to może innym?
- Którym? – Mężczyzna spojrzał na wszystkie cztery wejścia. Dwoma z nich nie mogli wrócić. Pozostawały jeszcze dwa.
- Tym z lewej.
- Czemu z lewej?
- Bo w prawych zawsze są jakieś pułapki.
- W prawych? Lewe to ślepe zaułki. Tak jak lewi ludzie. Zawsze tak było.
- Mówię ci! Masz iść do lewego!
- Jak pójdę do lewego to się tylko zgubimy młocie! Idę do prawego! – Warknął i zaczął skierował się do odpowiedniego mostu. Niebieskooki zaczął się wyrywać w jego ramionach.
- Nie! Nie! Mówię masz iść do prawego! Ja znam drogę czy ty?!
- Ja myślę za nas dwoje.
- Sasuke! Draniu! Masz iść do lewego! Słyszysz! – Naruto wydzierał się już naprawdę głośno. Brunet jednak nie ustępował. Czy ten debil naprawdę myśli, że ma rację?! Zawsze wszystkie lewe wejścia kończyły się źle! Tak jak ludzie. Są prawi i lewi. A lewi zbyt często oszukują. Są pułapkami. – Jeśli nie zrobisz tego co mówię, zabiją cię – rozległ się potężny głos. Sasuke spojrzał na blondyna, którego oczy lśniły krwistym szkarłatem. Chłopak uśmiechnął się do niego chamsko. – Już.
- Głupszym trzeba ustępować – mruknął i ruszył w stronę lewego korytarza. Nie mają czasu na kłótnie. Suna w każdej chwili może znowu się zjawić. A ktoś w końcu musi być mądrzejszy.
Zerknął kątem oka na dumnego z siebie niebieskookiego.
Idiota.

~~***~~

- Którędy wyjdziemy?
- Um… chyba koło rzeki.
- To dobrze. Tylko żebyś się nie pomylił. Wtedy to ty będzie niósł mnie na rękach – Naruto uśmiechnął się na jego słowa i pocałował w policzek.
- Zawsze wiedziałem, że też chcesz być królewną…
- Uważaj, żeby królewna nie zamieniła się w złego smoka.
- Raczej w wiedźmę – Naruto zaśmiał się cicho widząc minę Sasuke.
- Złego smoka.
- I tak zostanę przy wiedźmie.
Brunet westchnął i poprawił sobie chłopaka na rękach. Niebieskooki cały czas zastanawiał się czy go jeszcze nie bolały. Nie skarżył się. Jak chce udawać twardziela to niech trochę pocierpi. Przynajmniej niebieskooki na tym skorzysta.
W końcu doszli do wyjścia. Na szczęście obyło się bez żadnych pułapek i zasadzek. Hm… coś za prosto poszło. Naruto najbardziej niepokoiło co też stało się z Gaarą i jego siostrą. Przecież Kyuu wiciąż wyczuwał ich obecność. Choler! Żeby tylko nie czekali na nich na…
Kiedy wyszli na zewnątrz przywitała ich armia wojowników Suny.
- Ten lewy korytarz chyba nie był dobrym wyjściem.
- Serio?

~~***~~

Sasuke już szykował się do ataku. Tak samo jak i Naruto. Gdy chcieli zrobić ruch piasek pod ich stopami zawirował.
- Teraz zacznie się prawdziwa zabawa – usłyszeli jeszcze zachrypnięty, męski głos. Coś uderzyło ich w głowę.

czwartek, 10 września 2009

26. Refuge

- No to na szczupaka. Zawołaj jak będziesz na dole – powiedział Sasuke i z wrednym uśmieszkiem, usiadł na skale.
- Och Uchiha jakiś ty zabawny – Naruto zmrużył z wściekłością oczy – pomyśl nad pracą komika, albo nie… lepiej nadawałbyś się na błazna.
- Nie będę odbierał ci fuchy, w której jesteś wykształcony.
- Umm… czyli jednak zaakceptowałeś fakt, że jestem inteligentny.
- Wykształcić to się można równie dobrze na sprzątacza matole – Sasuke uśmiechnął się i podszedł do blondyna. Uzumaki spojrzał na niego spod grzywki.
- Wymyśl lepiej jak zejdziemy po tym cholernym wodospadzie. Znów zaczynasz obniżać się do mojego poziomu – burknął i spojrzał wojowniczo w oczy mężczyzny. Sasuke uśmiechnął się tylko. Był to uśmiech nr 3. Myszki niech schowają swoje serki. Sasuke nie będzie czekał na Apokalipsę.
Naruto poczuł szarpnięcie za rękę, a później leciał jak ten ptak. Chociaż bardziej by pasowała określenie - spadał. W dół wodospadu. Czuł rękę zaciskającą się na jego dłoni. Zamknął oczy.
- Zacznij kumulować energię!
- Co?! – Wrzasnął Uzumaki przyciągając bruneta.
Dlaczego ziemia tak szybko się przybliża?
- Zacznij kumulować czakrę! No dalej, uwolnij Kyuubiego!
- Jesteś pewien?! – Zapytał sceptycznie Naruto, jednak kiedy zobaczył coraz bardziej wyraźne jezioro zamknął oczy.
Demon z uśmiechem zaczął przejmować władzę nad ciałem Uzumakiego. Blondyn czuł gorąco rozlewające się po skórze. Wciągnął powietrze i…
Pomarańczowa czakra uwolniła się. Pierwsza bariera złamana.

Dalej!

Kyuu posłusznie wykonał polecenie. Pazury przejechały po brzuchu chłopaka. Krzyknął i chciał skulić się w sobie, gdy kolejna fala energii uwolniła się z jego ciała. Wyprostował się patrząc czerwonymi oczyma na jezioro, od którego dzieliło ich zaledwie kilka metrów.

Jeszcze…

Syknął. Ogień buchnął z jego ciała. Zerknął na Uchihe, który z grymasem bólu na twarzy, mocniej zaciska rękę.

Ostatni raz…
Jesteś tego pewien?
… tak.

Naruto patrzył jak woda drży, by później koło na które napierał ogień zaczęło obniżać się. Uzumaki dotknął stopami niespokojnej powietrzni. Stanął na niej pewnie.

Dość.
Nie myśl, że będziesz mi rozkazywał.

Krzyknął i wpadł do wody ciągnąc za sobą Sasuke. Brunet krzyczał coś, jednak Uzumaki nie mógł go zrozumieć. Jego świadomość powoli zostawała zastąpiona myślami demona. Napierał na niego, tak bardzo, że woda powoli zaczęła wyparowywać z jeziora. Naruto czuł jak płonie. Zerknął na wychodzącego z jeziora Uchihe. Brunet nie wytrzymałby tej temperatury.
- Naruto! Naruto! – Krzyknął Sasuke, a niebieskooki poczuł prąd paraliżujący jego ciało. Kyuubi zawył wściekle i złamał jeszcze jedną tarczę.

Tak daleko jeszcze nie zaszliśmy.
Najwyższa pora to zmienić!

Wrzasnął przeraźliwie. Kiedy spojrzał na bruneta, nie widział już Sasuke, tylko strzępki wirujące w zarysach jego ciała. Zmarszczył brwi.
Sasuke nie ma duszy? Dlaczego Sasuke nie ma duszy?

Czarny ogień zacisnął się wokół jego serca.

~~***~~

- C-co…?
- Już nigdy więcej nie wzywaj Kyuubiego zrozumiałeś?! – Syknął Sasuke i przybliżył się do leżącego na brzegu blondyna.
- Sam mi kazałeś! Gdyby nie ten twój cholerny wyskok to… - Uzumaki syknął cicho i złapał się za głowę. Sasuke prychnął.
- To sam byś to zrobił.
- Wymyśliłbym coś lepszego!
- Oczywiście. W przeciągu tygodnia. Teraz wstawaj. Idziemy! – Syknął na blondyna i ruchy przed siebie. Przy wejściu do dżungli znajdowała się kamienna ścieżka.
- Nie ja myślę jak szachista tylko ty!
- Nie wziąłeś pod uwagę jednego niezmiernie ważnego szczegółu. Teraz uważaj. Twoje życie może się diametralnie zmienić przez to co właśnie powiem… - przerwał na chwilę, odwrócił się i spojrzał na Uzumakiego. – Ty w ogóle nie myślisz. – Powiedział, a Naruto zmarszczył brwi. Brunet uśmiechnął się cynicznie czekając na jakoś błyskotliwą uwagę matoła. Wybuch gniewu, czy obrażenie się na Uchihe. Zamiast tego dostał… gówno. Blondyn wciąż stał i gapił się na niego ze zmarszczonymi brwiami. Najgorsze było to, że jego oczy w ogóle nie były zdenerwowane. – Cieszę się, że zgadzasz się ze mną w zupełności – warknął i podszedł do jeziora. Spojrzał na olbrzymi wodospad. – Jak wejdziemy do świątyni?
- Dojdziemy ścieżką. Ona znajduje się koło wodospadu.
- Idziesz?
- Spotkamy się na miejscu.
- Mam iść sam? – Zapytał z niedowierzaniem brunet. Stał już u szczytu ścieżki.
- Jesteś inteligentny. Poradzisz sobie.
- Tylko spróbuj kurwa nie iść, a… - odwrócił się z morderczym spojrzeniem. Spojrzał tym wzrokiem na miejsce, gdzie jeszcze przed chwilą stał blondyn. -… dowiesz się co oznacza sadyzm – drugą część swojej wypowiedzi musiał zostawić dla siebie.
Kiedy spotka tego idiotę (a spotka go na pewno) dotrzyma obietnicy złożonej przed chwilą. Uzumaki będzie błagał o łaskę. Zrobi wszystko, byleby Sasuke przestał.
A Sasuke nie przestanie.

~~***~~

- Cześć.
Naruto z bananem na gębie przywitał Uchihe, siedzącego u stóp wielkiej, buddyjskiej świątyni. Brunet spojrzał na niego obojętnie.
- Spóźniłeś się.
- Widać jesteś ode mnie szybszy – zaśmiał się głupawo i założył dłonie na kark. Sasuke nie spuszczał z niego wzroku.
- Dlaczego się spóźniłeś?
- Eee… no mówię ci draniu! Kyuu mnie źle pokierował.
- Naruto.

Nie mów mu.
Ale…
Powiedziałem. Niektórych rzeczy nawet on nie może wiedzieć.
Mówiłeś, że ma nam pomóc.
Jego pomoc jest bezwarunkowa.
A Japonia?


- Młocie! – Niebieskooki poczuł uderzenie w czoło. Wrócił do rzeczywistości.
- Co?
- Nie kłam.
- To nic ważnego. Naprawdę nie przesadzaj.
- Powiedz – brunet złapał nagle włosy Naruto i szarpnął je, przyciągając chłopaka do siebie. – Nie mam zamiaru się powtarzać – wysyczał do jego ucha, ciągnął głowę mocniej w tył.
- A ja nie mam zamiaru cię zabijać.
- Jeśli złamiesz obietnicę…
- Obietnice są po to, żeby je łamać.
- Nie pomogę ci.
- To zostań na zewnątrz – Naruto wyrwał się z mocnego uścisku i spojrzał wyzywająco w czarne oczy. Bez słowa przekroczył wielkie drzwi świątyni. Pochłonął go mrok.

- Co było za wodospadem?
- Nie wolno ci tego wiedzieć – szepnął Naruto i uśmiechnął się lekko. Bez względu na Kyuubiego pomoże Sasuke w planie. Brunet przycisnął go nagle do ściany. W mroku zobaczył szkarłatne tęczówki wpatrzony w niego. Przytulił się do Uchihy. – Przykro mi. Naprawdę – szepnął. Sasuke odwzajemnij uścisk.
- Kiedyś mi powiesz.
- Tak.
- Wiesz gdzie mamy iść?
- Tak.
Złapał rękę Sasuke i dłonią otworzył ogień.

- Młocie! – Naruto w ostatniej chwili został pociągnięty przez Uchihe w tył. Zębate koło spuściło się z sufitu.
- Dzięki.
- Uważaj trochę.
- Jasne – mruknął i rozejrzał się wokół. Na szczęście znaleźli pochodnie, więc nie musiał zużywał sił na światło. Rozejrzał się z zaciekawieniem.
Długi korytarz. Zniszczone, choć piękne ściany, pełno pułapek i wszelkiego rodzaju robali. Naruto był pewny, że w tych murach powstało kilka nowych gatunków. Dałby sobie za to rękę uciąć! No… oczywiście jeśli wstrętne małe potwory mu jej nie odgryzą. Wzdrygnął się i automatycznie otrzepał rękawy. Sasuke spojrzał na niego dziwnie.
- Co?
- Nic matole, nic – westchnął i zapachnął się pochodnią przed twarzą blondyna. Niebieskooki zmarszczył brwi.
- Teme!
- Uważaj, żeby cię coś nie zjadło – powiedział mężczyzna i uśmiechnął się do niego ironicznie.
- A ty uważaj, żebyś nie wpadł do jakiejś dziury.
- Nie martw się. Pociągnę cię ze sobą.
Naruto prychnął i z dumnie uniesioną głową poszedł dalej. Oczywiście patrzył pod nogi i uważał na każdy krok. Nie miał zamiaru nadziać się na coś ostrego. Na coś bardzo ostrego…
Przełknął ślinę widząc szkielet pod ścianą. Drugi dyndał jak żarówka na haku. Trzeci składał się chcąc uniknąć ostrzy mieczy, które i tak przeszyły dawne wnętrzności.
A w powietrzu unosił się zapach strachu.

Jesteś słaby.
To daj mi siły.
Lubię patrzyć jak się męczysz.

Naruto syknął cicho. Co za głupi demon! Dlaczego akurat go musiał mieć w swoim brzuchu?! Czemu nie mogli mu dać jakiegoś anioła, jednorożca, elfa, czy choćby Ciastka ze Shreka?! Nawet by się zgodził na trzy świnki. Dlaczego życie musi być aż tak brutalne?
- Naruto, chodź tutaj.
- Co zaś? – Westchnął blondyn i podszedł do bruneta pochylającego się nad jakąś płaskorzeźbą.
- Tutaj brakuje elementu.
- Pewnie odpadł – Uzumaki wzruszył ramionami i już chciał się odwrócić, jednak mężczyzna złapał go za ramię.
- Widzisz te złote linie w środku?
- No widzę i co?
- Daj mi to, po co poszedłeś pod wodospad – Naruto spojrzał na niego zdezorientowany, ale gdy usłyszał głos Kyuubiego wyciągnął z kieszeni małe koło, w środku którego znajdowały się czerwone rubiny. Uchiha przyjrzał mu się uważnie, by po chwili włożyć je do ściany. Coś zazgrzytało. - Chodź – nie zrobił dwóch kroków, gdy nagle ściany zatrzęsły się, a później powoli zaczęły się do siebie przybliżać.
- Cholera! Uchiha patrz co zrobiłeś! To jakaś pułapka!
- Nie gadaj! – Brunet złapał za dłoń Uzumakiego, jednak chłopak wyrwał się.
- Potrzebuje tego! Wyciągnij to teraz.
Sasuke spojrzał na niego tym wzrokiem i złapał mocno za wystającą część koła. Zaczął ją obracać na wszystkie strony.
- Nie da się matole! – Syknął i schylił się nad rubinem. Nagle cienka nitka wystrzeliła z figurki wprost do oka bruneta. Sasuke krzyknął zaskoczony, a Naruto o mało nie upuścił pochodni, którą teraz trzymał.
- Draniu nic ci nie jest?!
- Nie – mruknął brunet i spojrzał na kamień. Złote koło wypadło ze ściany. Zanim blondyn zdążył zareagować, Uchiha zabrał je i złapał chłopaka za rękę. Zaczęli biegnąć w stronę jasnego światełka.
- Nie zdążymy, cholera! Nie zdążymy! – Krzyczał Naruto z paniką patrząc na ściany, które były coraz blisko. Na wyciągnięcie ręki, a oni mieli do pokonania jeszcze spory kawałek drogi. Sasuke przyśpieszył i ścisnął mocniej dłoń niebieskookiego. Naruto czuł świst powietrza i… szczęk przybliżających się ścian.

Gdybyś nie był taki lewy udałoby się wam!
Trzeba było mi powiedzieć co się później stanie.
To nie ja budowałem tę cholerną świątynię. Nie znam jej każdej pułapki.
To trzeba było poznać!

Ściany musnęły ramiona niebieskookiego. Chłopak zaklął. Drzwi były już bardzo blisko. Zdążą?
Kurwa! Nawet widział klucz! Muszą zdążyć.
Przymknął oczy i odwrócił się lekko, żeby ściany nie napierały na jego ramiona. Jeszcze kilka kroków i…
Poczuł silne szarpnięcie w lewo. Zanim zdążył się zorientować wpadli do drzwi umieszczonych na przybliżającej się ścianie. Chłopak zobaczył drugi posępny korytarz.
- Tam był klucz! Może byśmy zdążyli!
- To była pułapka matole – Sasuke oddychał ciężko, łapiąc oddech.
- Jaka pułapka?! Gdybyś nie wkładał swoich paluchów tam gdzie nie trzeba, wszystko byłoby dobrze!
- Uratowałem ci twój cholerny tyłek, więc nie sap tak, tylko mi podziękuj!
- Nie mam za co – Naruto wstał dumnie z podłogi i spojrzał za siebie. Przeciwległa ściana dobiła do drzwi. Westchnął i nie patrząc na bruneta poszedł przed siebie.
- Naruto – po niecałej minucie Uchiha był już przy nim. Spojrzał na niego poirytowany – Co to jest? Dlaczego połączyło się z moim okiem?
- A co to ja jestem biblioteka publiczna?!
- Publiczna? – Brwi bruneta uniosły się ku górze. Uśmiechnął się ironicznie.
- A żebyś wiedział, że publiczna. Powiem ci nawet więcej: darmowa.
-…
Naruto spojrzał na kamienną twarz mężczyzny. Westchnął i przetarł ręką skronie. Pochodnie na ścianach paliły się mocno. Swoją mogli więc porzucić.
- Może łączą się z oczyma każdego? Nie pomyślałeś o tym?
- Ale teraz widzę inaczej.
- To znaczy? – Naruto spojrzał na czarnookiego ze zdziwieniem.
- Widzę więcej. Jakby… kurwa, no… ono pokazało mi iluzję.
- Którą ty teraz możesz robić?
- Tak.
- Masz klaustrofobie?
- Co? Nie – Uchiha spojrzał na niego dziwnie.
- Może przez te przybliżające się ściany straciłeś rozum? – Zapytał Naruto i uśmiechnął się lekko. Nagle pisnął zaskoczony. Zamiast korytarza zobaczył wielką pustynię, bez żadnego kamienia, czy rośliny. Zamiast pochodni, gwiazdy. Księżyc na szczycie nieba świecił zwodniczo.
- Mogę sprawić że ty stracisz rozum – usłyszał cichy, znajomy głos. Przeszedł go dreszcz.
- Sasuke…?
- Chcesz zobaczyć jak możesz cierpieć? – Zanim zdążył odpowiedzieć długi miecz przebił jego brzuch. Spojrzał z przerażeniem na krew wypływającą z niego.
Krew? A może to był Kyuubi?
- Wiesz, że mogę cię zabić, a ty wciąż będziesz żył? Ale zobaczysz jak bardzo boli śmierć.
- Sasuke przestań.
Najgorsze w tym wszystkim było to, że nie słyszał demona. Jakby… w ogóle go nie było.
Coś uderzyło go w głowę. Kiedy otworzył oczy, był już na korytarzu.
- Sasuke? – Zapytał patrząc na jego oczy. Mały wiatraczek wirował niebezpiecznie na czerwonym tle.
- Co to było?
- Nie wiem – szepnął przerażony blondyn. – Może… może jeśli ja bym spojrzał to też zyskałbym jakąś nową umiejętność? Nie taką jak ty, ale inną… - Sam nie wierzył w to co mówi. Spojrzał na złote koło w ręce bruneta. – Pokaż mi to – wyciągnął dłoń, a gdy figurka dotknęła skóry syknął cicho widząc czarny płomień. Spojrzał przerażony na bruneta.
- Co to jest?
- To klucz.

sobota, 5 września 2009

25. Refuge

Dla Naruki za pająka.

Po trzech męczących, uciążliwych i nieprzyjemnych dniach płynięcia motorówką (wczoraj niestety skończyła się benzyna) byli w końcu na miejscu. A przynajmniej teoretycznie. Praktycznie od klucza dzieliło ich kilka kilometrów. Teraz rozpocznie się droga, w której będą przedzierać się przez gąszcze i chaszcze. Sasuke wiedział również, że teraz oprócz śmiercionośnych chorób będą musieli uważać na zwierzęta. Wszelkiego rodzaju anakondy, krokodyle, boa dusiciele, jaguary i jadowite żaby. Sasuke podejrzewał, że teraz będzie jeszcze ciężej niż w łódce.
Westchnął cierpiętniczo patrząc na blondyna przywiązującego właśnie motorówkę. Zrobił kilka węzłów na grubym szczurze i stopił go lekko. Powiedział brunetowi, że tak się robi w Chinach. Uchiha prychnął. W Ameryce kupuje się jakieś metalowe sznurki, korki i kotwice. A później niczym się nie trzeba przejmować.
- Poprawię – mruknął kiedy niebieskooki z bananem na gębie skończył dzieło. Chłopak spojrzał na niego oburzony.
- Nic nie trzeba poprawiać draniu!
- Jeśli coś spieprzysz nie mam zamiaru zamieszkać w tej cholernej dżungli! – Syknął i przymocował do łódki jeszcze metalową żyłkę. Kilka rozgałęzień zaczepił o konary drzew.
- W takiej dziczy wcale się źle nie mieszka. Bylibyśmy jak George prosto z drzewa.
- A nie Tarzan? – Sasuke rzucił okiem na motorówkę, a potem na blondyna. Z beznamiętnym wyrazem twarzy skierował się w stronę złowieszczej puszczy. Blondyn pobiegł za nim.
- Nieee – zaśmiał się – Tarzan jest już przestarzały. Tak jak Bond. Teraz pora na nowe pokolenie!
- Niektórych rzeczy nie można zastąpić.
- E tam. Bonda zastąpił Indiana Jones. Wiesz kto to jest? – Zapytał, a gdy Sasuke wzruszył ramionami kontynuował – To taki gościu od grobowców. Przeszukiwał je jak jakaś Lara Croft! Mówię ci bomba. Tak jak my teraz. Ale nie martw się. Znam się na wszelkiego rodzaju pułapkach, zapadniach i pradawnych świątyniach nic się nam nie… Aaa! – W ostatniej chwili Sasuke odciągnął go od węża. Nożem myśliwskim odciął głowę gada, która opadła z głuchym dźwiękiem na ziemię. Blondyn przełknął ślinę, a później zaśmiał się głupawo. Podrapał się po karku i już z nieco mniejszą pewnością siebie ruszył naprzód.
- Jeśli nakręcili by o tobie film, nikt nie chciałby go oglądać.
- Niby czemu? – Usłyszał coraz bardziej niewyraźny głos niebieskookiego. Chłopak się oddalał.
- Bo nikt nie uwierzyłby w twoją postać – mruknął do siebie i westchnął. Minął właśnie wielkie drzewo i rozejrzał się wokół. Wszedł na małą polankę. Trzy ścieżki i ani śladu matoła. I co teraz? Ma zrobić wyliczankę, czy rzucić monetą?!
- Naruto…! – Zawołał, a jego głos odbił się echem po wielkich konarach drzew. Efekt jak w kinie, kurwa.
-…
Westchnął. Jeszcze tego brakowało, żeby się zgubili! Znaczy on się zgubił. Cóż… trzeba w końcu przyznać, że nie ma się za dużego doświadczenia w chodzeniu po dziczy. A tym bardziej, jeśli tylko Uzumaki zna drogę do klucza!
Nagle rozległ się szelest. Momentalnie spojrzał w tamtą stronę tym wzrokiem.
-…
Podszedł do krzaków i rozchylił lekko liście. Za rośliną nic jednak nie było.
- Kurwa – mruknął i odetchnął głęboko. Cóż. Matoł gdzieś polazł i teraz trzeba zastosować plan B. Który oczywiście najpierw trzeba wymyślić. Może wrócić do motorówki i czekać, albo może też…
Coś musnęło go w szyję. Odskoczył w nożem w pogotowiu i spojrzeniem zdolnym do zabicia wszystkiego co się rusza.
-…
Co do cholery? Może to ten Indianin? Albo…
- Suna?
Zdążył tylko odwrócił się w tył, gdy został pociągnięty w stronę środkowej ścieżki. Chciał zobaczyć, kto trzyma go za rękę, jednak postać pozostawała w cieniu. Nagle nieznajomy zatrzymał się i przyparł bruneta do pnia. Liany zwisały z gałęzi jakiegoś egzotycznego drzewa. Wokół nich były tylko zielone rośliny ze wspaniałymi, barwnymi kwiatami.
- Sasu… - usłyszał tuż przy uchu znajomy głos. Zaraz po tym poczuł gorący język na swojej szyi. Stężał w sobie. – Nie bój się tak, nie zrobię ci krzywdy.
Chociaż nie widział twarzy blondyna, był pewny, że teraz chłopak uśmiecha się ironicznie.
- Radziłbym uważać na słowa.
- Czemu? – Uzumaki spojrzał na niego sarkastycznie.
- Zachowaj milczenie. Wszystko co powiesz, może zostać użyte przeciwko tobie – uśmiechnął się chamsko i jednym ruchem przyparł blondyna do drzewa.
- Och Uchiha! Nie sądziłem, że tak dobrze znasz się na przepisach prawnych. Pewnie cię doedukowali w więzieniu – zakpił i już chciał pocałować bruneta, jednak ten powstrzymał go. Spojrzał na niego tym wzrokiem.
- Co…?
- Dlaczego mówisz o tym akurat teraz? – Zapytał. Przez moment wydawało mu się, że to nie Naruto. Ale jeśli nie, wróg już leżałby martwy. Tylko Uzumaki był odporny na jego oczy. Tylko on.
- A nie wiem. Tak mi się jakoś skojarzyło – Naruto chyba zrozumiał jego obawy. Pogłaskał bruneta po włosach i pocałował lekko.
- Z gliniarza z Beverly Hills?
- Nie z Nagiej Broni – Wyszczerzył się do niego. Sasuke pogłębił pocałunek. Mocny, namiętny i dziki. Tak jak całować lubili się najbardziej. Ze szczyptą agresji i brutalności.
- Ach! – Blondyn westchnął w jego usta, gdy poczuli kwaśny smak krwi.
Mmm… no dalej…
Uchiha wsunął nogę między uda blondyna. Chłopak zaczął poruszać powoli biodrami.
Coraz lepiej… coraz lepiej młotku…
Uśmiechnął się między pocałunkami i złapał za biodra blondyna. Podniósł go nieco do góry i zjechał ustami na jego szyję.
Słyszał jak blondyn dyszy coraz głośniej. Po chwili poczuł ręce podpinające mu koszulkę. Później gorące dłonie dotykały go po brzuchu i klatce piersiowej. Na moment odchylił głowę. Naruto wykorzystał to i pocałował jego jabłko Adama.
Och… jak przyjemnie… jeszcze… jeszcze trochę i… i…
- Sasukeee…! – Chłopak jęknął wprost do jego ucha. Uchiha spiął się.
Tak gorąco… tak strasznie gorąco jak w… piekle… dlaczego w piekle jest zielone światło?
Otworzył lekko zamglone oczy. Naruto z zaangażowaniem całował jego szuję, coraz mocniej ocierając się o nogę. Uchiha opuścił go już i rozkoszował się językiem chłopaka.
Niesamowicie śliskim, gorącym i… mmmr… zajebiście zwinnym językiem, który pozwalał sobie na coraz więcej. Uzumaki zaczął właśnie…
Lizać go po twarzy… kurwa… tak… czuł się jak zwierze…
Kurwa byli przecież w dżungli… i…
Sasuke dotknął męskości niebieskookiego. Zaczął pocierać jego rozporek z uśmiechem podniecenia wsłuchując się w coraz głośniejsze stęknięcia.
Zdjął koszulkę blondyna. Spojrzał na jego nagie ramiona, tors, delikatnie umięśniony brzuch. Dotknął miękkiej skóry, która w tym chorym, zielonym blasku nabrała jeszcze większego erotyzmu.
Chciał poczuł penisa blondyna… jak spuszcza się w jego usta… czuć kwaśny smak jego spermy…
Odpiął rozporek i zniżył się, tak, że teraz twarz Uchihy znajdowała się na wysokości pępka Uzumakiego. Włożył w niego język i zaczął delikatnie ssać skórę.
- Oh… Mmm… Sas… ja… - chłopak szarpnął biodrami i wygiął się w lekki łuk. Brunet spojrzał na niego z dołu i aż wciągnął powietrze z zachwytu.
Taki idealny… pociągający, podniecający… że… aż chce się go skrzywdzić…
A najlepsze jest to, że on nie będzie cię za to winił - Szepnęła jakaś chora myśl. W dżungli człowiek traci świadomość… rozum zostaje pochłonięty przez zielone światło…
- AH! – Krzyk blondyna spłoszył jakieś ptaki. Sasuke czuł jak zwierzęta wyczekują ataku, niebezpieczeństwa.
Szybkimi ruchami ściągnął spodnie blondyna. Rzucił je za siebie i złapał pewnie w ręce męskość niebieskookiego. Penis chłopaka był już twardy i… i Naruto nie marzył o niczym innym, niż tym, żeby znalazł się on w ustach bruneta. Mężczyzna uśmiechnął się do siebie widząc jak chłopak szarpie biodrami. Jego ręce znalazły się koło jąder. Zaczął je muskać palcami. Sasuke polizał główkę, wciąż patrząc na dłonie chłopaka. Czuł jak mu szumi w głowie. Podniecenie, rozkosz… orgazm.
- Sas… uke! – Naruto dyszał głośno mocniej pieszcząc jądra. Jego zamglone spojrzenie śledziło każdy ruch języka bruneta.
Uchiha w tym momencie miał władzę bezgraniczną. Był królem świata, a Naruto stał przy jego boku.
Och… tak… tak… jęcz głośniej… pokaż mi jak ci dobrze, pokaż jak potrafisz się kochać…
Blondyn krzyknął cicho i spuścił się na twarz bruneta. Sasuke zaśmiał się i podniósł na nogi. Czuł lepką spermę na policzkach. Pocałował dochodzącego do siebie blondyna.
- Uh – Naruto spojrzał na niego i po zaczął zlizywać biały płyn z policzków mężczyzny.
- Jesteś gotowy? – Zapytał Sasuke zachrypniętym głosem.
Czuł gorąco bijące z ciała blondyna… jego nagą skórę… jego zapach. Żądze…

~~***~~

- Taaak – jęknął Naruto opierając się o pień drzewa. Czuł na plecach szorstki dotyk kory. Rany dadzą jeszcze większą rozkosz.

Jesteś masochistą.

- Rozciągnij mnie szybko – mruknął biorąc środkowy palec bruneta do ust. Zaczął ssać go zawzięcie. Lizał i pieścił go tak jakby robił właśnie loda brunetowi. Mimowolnie wyobraził sobie, że tak właśnie jest. Sasuke westchnął i wolną ręką złapał dłoń blondyna. Poprowadził ją do swoich spodni. Naruto uśmiechnął się i złapał mocno za jego krocze. Uchiha syknął cicho i mocniej naparł na blondyna.
- Wyciągnij go – szepnął do ucha niebieskookiego. Naruto posłusznie wykonał polecenie. Odpiął pasek i zamek. Oblizał się mimowolnie łapiąc w ręce przyrodzenie mężczyzny. Przymknął oczy i zaczął poruszać dłonią wolno. Bardzo wolno… - Hn! – Stęknął Uchiha i złapał za biodra blondyna. Podniósł go do góry, a Naruto pisnął cicho. Przejechał właśnie plecami po korze. Czuł piekący ból, gorącą krew spływającą powoli po ranach.
- Ugh! – Jęknął, gdy Uchiha naparł na jego dziurkę swoim penisem. Naruto złapał go mocniej za szyję, rozluźniając stopniowo mięśnie. Męskość bruneta rozpychała go, miażdżyła jego siłę woli. Przez nią nie mógł złapać oddechu.
Och, tak… taaaak… ruszaj się już… pchaj do samego końca… chcę cię poczuć całego…
Naruto dyszał ciężko, jeżdżąc plecami po pniu. Zacisnął mocno oczy i z coraz głośniejszymi jękami odbierał pchnięcia bruneta.
O tak… mocniej… jeszcze… nie hamuj się… pokaż co naprawdę znaczy… seks… z… to…bą…
- Ohhh! – Blondyn odchylił głowę i zjechał dłońmi na plecy mężczyzny. Powolnymi ruchami zaczął go masować. Uśmiechnął się, gdy poczuł coś przyjemnie włochatego, drażniącego i dziwnie… - Jezus Maria! – Wrzasnął i gdyby nie silne ramiona bruneta, z pewnością by spadł.
- Co kurwa? W Mojżesza się bawisz? – Usłyszał syk koło ucha.
- Sasu… Sas… na… plecach… tam – zaczął się jąkać, a jego oczy rozszerzyły się w przerażeniu, kiedy coś powoli weszło na ramię bruneta.
- Co? – Brunet odwrócił głowę – Kurwa mać!
- Hn! – Jęknął blondyn czując pulsującą w sobie męskość Uchihy. Drań wciąż był w jego wnętrzu. – Strzepnij go – stęknął i zacisnął się wokół penisa czarnookiego. Ten spojrzał kątem oka na blondyna.
- Ty go strzepnij! Ja musiałbym cię puścić.
Naruto pisnął cicho i zacisnął oczy.
Cholera, cholera, cholera! Jak on nienawidził pająków! Czemu do cholery musiał to być akurat pająk?!
- Jak go mam wziąć?
- Ręką. Zrób to szybko, bo mi jeszcze coś zrobi debilu.
Uzumaki przełknął ślinę. Zbliżył rękę do wstrętnej, wielkiej tarantuli i cofnął ją momentalnie patrząc na straszliwe kleszcze owada. Jakoś mimowolnie nasunął mu się obraz pająka z Władcy Pierścieni. Niech to szlak… teraz to już na pewno go nie dotknie.
- Młocie rusz się. – Głos Sasuke był nienaturalnie spokojny. Chłopak spojrzał na niego i uśmiechnął się lekko. Zaparł się w sobie i szybkim ruchem uderzył pająka, który poleciał gdzieś daleko. No… przynajmniej taką miał nadzieję. – Brawo – Sasuke pocałował go mocno na nowo zaczynając się w nim poruszać.
Mmm… tak… właśnie tak… czas wrócić do zabawy…
Odchylił głowę. Teraz zdarte plecy za bardzo mu nie przeszkadzały. Najważniejszy był Uchiha, a ściślej mówiąc jego penis.
Och bożę… jak on uwielbiał tego penisa… nnh… rozsadzał go od środka i… i…
- Cholera draniu…! – Krzyknął czując, że zaraz będzie szczytował. Sasuke również zbliżał się do mety. Jego ruchy stały się dzikie. Powoli przestawał już panować nad sobą.
Tylko czuć… niech pozwolą im tylko czuć… a… będzie…
- Sss – Naruto usłyszał syczenie przy uchu. Nieprzytomnym spojrzeniem spojrzał w tamto miejsce i aż go zatkało.
Czy oni do cholery jasnej muszą mieć aż takiego pecha?!
- Sasuke… Teme, popatrz w lewo.

~~***~~

Uchiha powoli przestawał kontaktować.
Kurwa jak dobrze… jak cholernie dobrze…
Dyszał ciężko poruszając biodrami coraz mocniej. Wchodził w blondyna tak głęboko, że jego jądra uderzały o pośladki Uzumakiego.
Jeszcze trochę i… ah… wytrzymaj… jeszcze trochę…w tej…tej rozkoszy…
- Sasuke… Teme popatrz w lewo – usłyszał niewyraźny głos Naruto. Przymknął oczy. Co tym razem?! Zwrócił twarz we wskazanym kierunku i spojrzał tym wzrokiem.
Milimetr przed jego twarzą zatrzymał się jakiś jadowity wąż, z zębami długości penisa Uzumakiego. Naprawdę!
- Gratuluję refleksu.
Gad runął na ziemię.
- Oh! – W następnej sekundzie Sasuke doszedł rozlewając się we wnętrzu blondyna. Pchnął jeszcze kilka razy i Uzumaki krzycząc coś niezrozumiale, brudząc mu koszulę. Liście nad ich głowami zatrzęsły się niebezpiecznie.
- Teraz będziesz mnie musiał ponieść.
- Zapomnij! – Sasuke uśmiechnął się ironicznie i przytulił do niebieskookiego. Chłopak przygarnął go jeszcze bliżej siebie. Pocałował mężczyznę w ucho.
- Po czymś takim z pewnością nie dojdę samodzielnie do świątyni.
- Trzeba było pomyśleć o tym, zanim mnie tutaj przyprowadziłeś – Odsunął się i schował penisa w bokserkach. Zapiął spodnie, poprawił bluzkę i przeczesał ręką włosy. Spojrzał na nagiego blondyna. – Odwrócić się – polecił. Uzumaki z westchnieniem wykonał polecenie. Sasuke wciągnął powietrze widząc zakrwawione plecy chłopaka. – Chyba trochę przesadziliśmy – szepnął i opuszkami palców dotknął rannej skóry. Naruto syknął cicho.
- Zaraz się zagoi – mruknął i zacisnął pięści. Brunet spojrzał na niego ze smutkiem.
- Przepraszam.
- To nic.
Uchiha pochylił się nad blondynem i pocałował delikatnie rany. Kiedy się odsunął, te powoli zaczęły się goić. Bez słowa podał ubrania niebieskookiemu.

- Pośpiesz się, bo nigdy tam nie dojdziemy! – Krzyknął Sasuke i zatrzymał się właśnie na brzegu sadzawki. Szli już kilka godzin. Gorąco było nie do zniesienia. Komary gryzły uporczywie, a Naruto narzekał na każdym kroku. Głównie na bolący tyłek.
- Kiedyś jakoś więcej się pieprzyliśmy i byłeś zdrów jak ryba! – Syknął w końcu, gdy niebieskooki doszedł do bajora ze skwaszonym wyrazem twarzy.
- Ale to było kiedyś. Teraz jest teraz i ledwo chodzę! Mógłbyś mnie ponieść, a nie…
- Gdzie teraz?
- No… prosto.
- Prosto jest woda.
- To trzeba przejść przez wodę, logiczne.
- Zajebiście – mruknął Uchiha i przykucnął. Dłonią dotknął tafli wody.
Mmm… przyjemnie chłodna.
Bez zastanowienia wpakował się do sadzawki. Zaczął powoli iść w stronę drugiego brzegu. Wodę ze wszystkich stron otaczały gęste liście. Lepiej opłacało się szybko przepłynąć i mieć z głowy. Sasuke miał tylko nadzieję, że w sadzawce nie znajdują się żadne śmieci, które spotkali na początku wędrówki.
- Draniu… ej draniu… - spojrzał ze zdziwieniem w oczach na Naruto, który wciąż stał na brzegu.
- Wchodźże, nie mamy czasu!
- Ale ten no, ja… um… to znaczy… nie umiem pływać.
- Ty? – Uchiha uniósł brwi do góry.
- No ja! Nie pasuje ci coś?!
- Eh, chyba w końcu doczekasz się tego niesienia.
Przybliżył się do brzegu i odwrócił tyłem do niebieskookiego. Chłopak z bananem na gębie wpakował się na jego plecy.
- Tylko nie przygnieć rzeczy w plecaku – mruknął i złapał go za kolana. Mozolnie poszedł w stronę drugiego brzegu.
Szli kilka minut w ciszy. Dno zaczęło się coraz bardziej obniżać i Uchiha musiał płynąć. Co było nieco trudne mając na plecach taki ciężar. Od czasu do czasu woda przykrywała mu głowę.
- Już niedaleko – pocieszył go Uzumaki, który kurczowo trzymał się szyi bruneta. Po niecałej minucie w końcu wyczuł dno. Z ulgą dotknął go stopami. – Dobrze, że nie utonąłeś draniu – poczuł gorące usta na policzku i prychnął.
- Następnym razem weźmiesz jakieś koło! Nie licz że z powrotem też będę cię niósł.
- Nie narzekaj tylko idź, bo cię jeszcze coś w tyłek użre.
Brunet był zbyt zmęczony, żeby się kłócić. Z ulgą doszli do brzegu.

- No i gdzie masz tę świątynię? – Zapytał, gdy stali właśnie nad potężnym wodospadem. Może to była jakaś Niagara, czy coś… hm, Sasuke nigdy jakoś nie był dobry z geografii.
- No… chyba pod nami.
Uchiha spojrzał na dwudziestometrowy spad.
- Zajebiście.