poniedziałek, 30 sierpnia 2010

Bom Bom! 13

Ewerina, Qeen ci już chyba wyjaśniła :)
Qeen xD Niestety nie oglądałam tego filmu ;D Ale chyba się pokuszę. No popatrz, w Smerfach też są takie niemoralne aluzje. A rzucili się tylko na biedne Teletubisie ;D Haha, no nie wiem nie wiem, jak z tym seksem będzie... ;) I jednak nie masz zaległości D: Win za to moją wenę! ;D
Kuroneko >teraz pochłania mnie coś zupełnie innego ];> < ej kurde, nie zapytałam ci się co cię pochłania? xD I mogę cię zapewnić, że stracha mu napędzi, ale na razie nic nie zdradzam ;D I stanowczo teraz ja przesyłam tobie, swoją wenę! Koniec i kropka :D Daję ci wszystko co mam, o! Daimon haha! :D Tyś mi jak ta Jagienka, czy Danusia :D Haha, >Ale co tam, pogrzebmy w popiele, o! już widać główkę ;) < zabiłaś mnie tym tekstem! :D Widać główkę, ale czego...? A jeśli chodzi o kumplowanie się z Księciuniem naszym, cóż ja się przyzwyczaiłam już do takiego traktowania :D I to wcale nie jest oznaką czegoś złego. Po prostu, Sas ma przerośnięte ego :) A jeśli chodzi o kosza, ja miałam zazwyczaj takie długie paznokcie, że wszystkich drapałam ^-^' jezu jak ja kochałam długie paznokcie :( >Naruto, bój się boru, przystojny brunet na dwunastej! < xD nic dodać nic ująć :D Cholera, jesteś jedną z nielicznych osób, które tak lubię cytować :D >Dajmy mu chwilę na zmianę gustu... i orientacji < xD oj tak, trochę czasu na zmianę orientacji mu się zdecydowanie przyda. Chociaż Sas z pewnością przyśpieszy ten proces ;D Haha, ja szczerze powiedziawszy jestem jedyną, a przynajmniej znajduję się w mniejszości, która nie przepada za viatorem :) I cieszę się, że nowy pomysł na opo się podoba. Tym razem to ty leżysz w mniejszości ;D I dziękuję bardzo za taką długą wypowiedź, haha ! :* Shasti lol! to ja naprawdę jestem, cholera dobra :D I mam wyczucie, diabelne wyczucia :D Może już z deczka nieaktualne, ale wszystkiego najlepszego z okazji ur ;* FAjnie być pierwszą w robieniu niespodzianek urodzinowych :D A jeśli chodzi o te szkolne psikusy, cóż... trudno mi było wymyślić coś konstruktywnego, a nie chciałam robić też z Sasa takiego szczeniaka, co to tylko głupie żarty potrafi wywijać :) Shasti, kochanie, no muszę ci powiedzieć, że będzie do niej zrażony i to mocno, a jej stanie się coś niedobrego :D Możesz być pewna ;)
Shiroi słonko, mały diable :D No to trzeba było tak długo spać? :D i oj tak, kto się czubi ten się lubi w końcu ;D
Mikoto, no nie wiem, czy coś takiego by wypaliło. Popytaj na innych blogach, innych autorów, chociaż z jednym opowiadaniem byłoby trochę ciężko, tzn., byłoby bardzo chaotyczne, bo każdy ma inny styl i do różnych rzeczy przywiązuje wagę. No jeśli będzie ktoś jeszcze chętny, to w sumie nie zaszkodzi spróbować :)
Sasame, ciesze się, że Sasuke jednak da się lubić :) haha! A z tymi cy.cuszkami pojechałaś :D
Pazurek, cóż, masz rację, tak dlatego właśnie Sakura spodobała się Naruto. Ale czy to teraz ważne?
Sanu wydaje mi się, że zaliczymy nie tylko wszystkie zwierzęta hodowlane, ale wszystkie, z których można zrobić wytwory mięsne. Najprawdopodobniej owoce morza również zaliczymy po drodze :) Haha! ;D Ja też lubię jak Sasuke mówi 'takim' głosem do Naruto ;) I Sanu, kochanie, pamiętaj, że groźby są karaln! :D Ja się boję, cholera! :D A jeśli chodzi o nowe opo, to dziękuję za szczerą opinię:D A i sprostowanie, partnerować DiCaprio będzie świętej pamięci Leadger :)
yukami, ja też mam nadzieję, że kiedyś skończę Refuge ;D I gratuluję wytrwałości, 4 rano to coś już coś XD a jeśli chodzi o chaotyczność, cóż BB może być chaotyczne :D nie zaprzeczam.
alien, skarbie, ty się nic nie martw! Sas na pewno nie będzie nagrodą pocieszenia dla naszego blondynka, co to to nie! :D ej i właśnie! :D Co z tym artem, co mi miałaś wysłać? :D Ja chce to zobaczyć, nooo :D A i właśnie zapomniałam dodać ten co mi wysłałaś :D Niezwłocznie to muszę uczynić, cholera :D
Anju jeśli chodzi o piosenkę, to było to 'Bom Bom!' Kokii :) zakładam, że nie znasz i szczerze to tylko tak mniej więcej wiem, o czym ona śpiewała :D Ale tak jakoś no, mnie to zainspirowało. Haha! :D Stara miłość nie rdzewieje? xD aww, miło mi bardzo słyszeć to z ust takiej blogerki jak ty, cholera! :D dzięki wielkie ^-^ i Serio pisałam Neij? xD No dziwne ma imię, kurde, to później się człowiek myli xD
wookie , właśnie, jesteś strasznie niecierpliwa! :D Na miano pisarki nie zasługuję, ale i tak mi miło ^-^ i, hm... wisienka na torcie? ;D
Black Lady, 'wiem, wiem, pisze jakbym miała 12 lat i kręcone włosy :D' wcale tak nie piszesz :D To ja czasami mam za bardzo chaotyczną tą akcję :)



No cóż, ciężko mi było z siebie coś wykrzesać, ale na koniec wakacji zacisnęłam pasa i jest Bom Bom! 13 :) Eee... rozdział nie jest dłuższy, ani nic, no ale musiałam tak zakończyć, bo akcja mi się akurat w taki sposób rozkłada. O. Koniec i kropka.
Jeśli chodzi o dodawanie rozdziałów w roku szkolnym, to szczerze powiedziawszy nie wiem jak to będzie. Postaram się pisać jak najczęściej i co tydzień może uda mi się coś wyskrobać :) Jeśli chodzi o ten rok szkolny mam jakieś złe przeczucia...
Ech, a i jeszcze jedno. Pamiętajcie, że kiedy Sasuke opisywał spotkanie Naruto i Sakury, to to były jego myśli i nie wszystko musiało być takie, jakie mu się wydawało. A po drugie, cóż w końcu Naruto nie znalazł nikogo lepszego w miasteczku, więc na kimś musiał swoje uczucia, hm, zawiesić? ^-^ Ale będzie to tylko chwilowe, przecież wy wiecie :)
A i wybaczcie, że tak długo nie komentowałam na niektórych blogach. Czasami przerażają mnie zaległości jakie mam i jednocześnie długość rozdziałów. Jestem dziwnym krótkodystansowym człowiekie ;). Ale obiecuję, że jutro zbiorę się w sobie i skomentuję to, co mam skomentować.
Nie przedłużając,


Rozdział z dedykacją dla alien, która jest pomysłodawczynią wątku z masturbacją ;) oraz dla Virus_Ci, o.


Rozdział niebetowany, więc jeśli zauważylibyście coś, uprzejmie proszę o poinformowanie :)






Naruto uśmiechnął się lekko, gdy przechodził akurat obok gabinetu Tsunade. Nie mógł odmówić sobie zajrzenia przez niewielkie okienko, mieszczące się w drzwiach do sekretariatu albo, jak kto woli – poczekalni, tym razem goszczącej samą elitę ich uroczej szkoły.
Kiba siedział naburmuszony, z całą pewnością zastanawiając się nad niesprawiedliwością tego świata.
Och, Naruto takie rozmyślania ma już chyba za sobą.
Blondyn uśmiechnął się jeszcze szerzej, a jego oczy zamigotały niczym dwa diamenty.
No… Przynajmniej na dzień dzisiejszy. Bo jutro z pewnością znów będzie musiał iść pod prąd. Albo pojutrze, zwarzywszy na karę, jaką dostaną jakże weseli chłopcy z ferajny.
W gabinecie, oprócz obrażonego na świat Inuzuki, był jeszcze Neji.
Hm… ten wspaniały Neji, który też potrafił stworzyć fascynujące przedstawienie. Pełne zaskakujących zwrotów akcji, efektów specjalnych i z mrożącym krew w żyłach finałem.
Uzumaki zaczął się zastanawiać, czy szkolna elita nie chodzi czasem na jakieś zajęcia teatralne. Wszyscy członkowie tej ekskluzywnej grupy byli doprawdy, wybornymi aktorami.
Kuzyn Hinaty ku zaskoczeniu Naruto, wydeptywał krąg w drewnianej, lśniącej podłodze, od czasu do czasu zatrzymując się i patrząc, albo nie, inaczej – gapiąc się na zegarek. Właśnie ten, na który podczas ostatniej wizyty Naruto w gabinecie dyrektorki, Sasuke Uchiha tak nienawistnie spoglądał.
No i teraz pora na naszego rodzynka. Dosłownie wisienkę na torcie, która stała przyczajona w mrocznym kącie i…
I patrzyła wprost na Naruto.
Blondyn spojrzał hardo w ciemne oczy, a na jego usta powoli i mozolnie wpłynął uśmiech satysfakcji tak wielkiej, że niemożliwym było, aby ten drań go nie zauważył. Ale Uchiha również się uśmiechnął. Lekko, prawie niezauważalnie. I jego uśmiech miał w sobie coś tak niesamowitego, że Naruto aż odsunął się od drzwi.
Uzumaki teraz mógł tylko z rosnącym napięciem patrzeć, jak Sasuke odrywa się od ściany, którą właśnie podpierał i sunie wolnym krokiem do wyjścia z sekretariatu. Przez małe okienko w drzwiach wciąż patrzy na Naruto, który aż skulił się w sobie. W uśmiechu tego cholernego drania była jakaś niema groźba, zapowiedź burzy śnieżnej, trzęsienia ziemi a może huraganu? Z pewnością kataklizmu.
Sasuke tuż przed otwarciem drzwi, odwrócił lekko głowę, mówiąc coś swoim przyjaciołom, po czym ponownie spojrzał na blondyna, teraz poświęcając mu już całą swoją uwagę. Wyszedł na korytarz.
Na jego ustach wciąż błąkał się ten niesamowity uśmiech.
- Naruto – powiedział cichym, hipnotyzującym i wibrującym jakąś dziwną emocją głosem. Biednemu blondynowi aż dreszcz przeszedł po plecach, kiedy usłyszał ten specyficzny niski i męski głos. – Buźka nie boli?
- Kiedy cię widzę, jakoś przestaje – warknął, przekrzywiając lekko głowę, tak, by grzywka opadła mu na oczy.
- Och, z pewnością. – Uchiha zaśmiał się złośliwie i jak na ironię, przekrzywił głowę w przeciwną stronę.
- Pozdrów ode mnie Neji`ego. Powiedz, że na gwiazdkę sprawię mu specjalny prezent i przedmucham Hinatę – mruknął cicho, mrużąc oczy i uśmiechając się lekko złośliwe. Nie przewidział jednak, że Sasuke skrywa w rękawie kolejnego asa.
- Hinatę? A ja myślałem, że nocami… – Chłopak przybliżył się do blondyna, który aż wciągnął ze świstem powietrze do płuc. Chwilę potem poczuł, jak Uchiha parzy jego biedne ucho swoim gorącym oddechem. - … Trzepiesz sobie, myśląc o kimś innym.
- O kim? – mruknął, zachowując jeszcze – jakimś bliżej niewyjaśnionym cudem – trzeźwość umysłu.
- No, pomyśl... S.. Sa...
- Sa...? - powtórzył blondyn, ledwo rozeznając się w rzeczywistości. Bliskość bruneta przyćmiewała wszystko wokół. - Sasu...
Uchiha uśmiechnął się wrednie, cofnąwszy głowę.
- Proszę, proszę – powiedział, doskonale zdając sobie sprawę, że strzelił Naruto takiego gola, że po prostu wgniótł go w bramkę.
- Nie to miałem na myśli, głupku! – Naruto pchnął go lekko, jednak nie zdążył powstrzymać zdradzieckiego, parszywego rumieńca, który wpłynął na jego policzki. Uzumaki tłumaczył sobie, że był to rumieniec wściekłości.
- Naprawdę? – Sasuke przygryzł wargę w rozbawieniu.
Och, jak on musiał teraz sobie z niego kpić. Jak musiał się diabelnie cieszyć z tego…. Tego…. Przejęzyczenia! Bo przecież Naruto nie pucuje sobie torpedy myśląc o tym cholernym draniu, bądźmy poważni!
No.
- Cholera! Przestań mnie pedalić, dupku!
- Uzumaki – warknął ten przeklęty Uchiha jakimś dziwnym, gardłowym głosem. – Nie sądziłem, że twój ślimak tak reaguje na moją osobę, a myślałem, że to na widok Haruno się ślinisz.
- Najwyraźniej u ciebie tylko na myśleniu się kończy! – Syknął Naruto, w bezsilnej wściekłości zaciskając z całych sił swoją pięść.
Ależ go ona świerzbiła!
Jeśli któraś część jego ciała chce dotknąć tej cholernej, sportowej gwiazdki, to z pewnością nic innego jak jego p… pięść.
Naruto zamrugał zdezorientowany.
Czy przed chwilą ten pacan nie odkrył właśnie jego tajemnicy? Tego, że czuje mięte do Sakury?
Uzumaki przełknął ślinę, z nieskrywanym przestrachem patrząc na dumnego jak paw Uchihe. Gdyby pewność siebie mogła latać, tak jak głupota, ten debil z pewnością byłby pierwszym, który odkryje obcą cywilizację w kosmosie.
- Ale masz rację, Haruno nie jest zbyt wielkim obiektem pożądania. Musze ci powiedzieć, że jeśli chodzi o twój gust, to jest chyba najlepszą rzeczą, jaką dysponujesz.
Sasuke pił nie do uwielbienia Sakurą, a jego małego przejęzyczenia. Niewielkiej pomyłki, o której z całą pewnością nie da mu zapomnieć.
- Masz rację! Nie robię nic innego, jak walę sobie konia, myśląc o tobie! – Warknął na tyle głośno, że nawet nie zauważył, że wilk o którym mówili, zbliżał się do nich wielkimi susami. Idąca właśnie w ich stronę Sakura Haruno nie mogła tego nie słyszeć. Z pewnością chciała coś zagadać do Uchihy, jednak gdy tylko dotarł do niej sens słów Naruto, zatrzymała się w pół kroku, a jej lśniące buty błysnęły ostrzegawczo.
- Och, kochanie! – Sasuke jakby nigdy nic odwrócił się do dziewczyny, z szarmanckim, albo raczej szelmowskim uśmieszkiem.
Diwa szkoły zdębiała, dosłownie i w przenośni.
- Z dnia na dzień piękniejesz.
Chyba chciałeś powiedzieć – ‘starzejesz się’, przemknęło Naruto przez myśl, jednak przełknął tę ripostę i zmrużył oczy, zastanawiając się, co teraz przyjdzie do głowy temu cholernemu…
- Mam nadzieję, że przyjdziesz na imprezę. – Sasuke uśmiechnął się do niej niebezpiecznie. Do niej, albo do Naruto. Chłopak nie miał pewności, chociaż mógł podejrzewać, że ten specyficzny uśmiech jest zarezerwowany tylko dla niego.
Czasami naprawdę potrafi go zaszczyt kopnąć.
Ale tylko czasami.
- Tę za tydzień? W… piątek?
- W piątek.
Był początek października, dokładnie trzeci dzień tego miesiąca.
A za tydzień jest… dziesiąty.
Och, Sasuke jesteś największym skurwielem jakiego znam.
- Pewnie, że przyjdę! – Dziewczyna z pewnością miała wilgotno między nogami. I nie tracąc czasu, pożegnała się szybko z Uchihą, już pędząc, by powiedzieć o dobrej nowinie wszystkim swoim koleżankom.
Zostali sami.
Nie licząc oczywiście pojedynczych uczniów, którzy szybko przemykali korytarzem, śpiesząc do klas. Zbliżał się koniec długiej przerwy.
Ale oni nie byli ważni.
Liczył się tylko Sasuke.
- Co, Naruto? Przyjdziesz na imprezę? – Zapytał i oblizał bardzo powoli, prowokacyjnie wręcz swoje idealnie wykrojone, karminowe wargi.
- Po co? – Burknął, naprawdę przeczuwając coś niedobrego.
- Będzie Sakura.
- I co z tego? – Naruto nadął policzki, niczym małe dziecko, buntowniczo patrząc w czarne oczy rywala.
- A chcesz się przekonać, czym jest naprawdę Bom Bom?
Jeśli wrócić do motywu liczenia bramek, jakie nasi kochani chłopcy sobie strzelali, to teraz miało się wrażenie, że Uchiha – niczym zawodowy piłkach - strzela kolejnego z kolei gola do bramki blondyna, która zdecydowanie za często gościła w swojej poszarpanej siatce piłkę Sasuke. A Naruto był niczym zawodnik z podwórkowego klubu. I jeśli teraz nie chciał przegrać walkowerem z tym cholernym draniem, to musi przyjść na imprezę.
Nawet jeśli to oznaczało oddanie się w ręce Uchiha. Dokładniej – jego tyłka, do którego wciąż przecież brunet miał prawa, a jak dotąd nie mieli okazji, by Sasuke mógł wykorzystać przysługujące mu przywileje.
- To, jak? Przyjdziesz?
W odpowiedzi Naruto uśmiechnął się jedynie niebezpiecznie.


- O czym gadałeś z tym debilem?
- O imprezie.
Zapadła chwila głuchej ciszy. Kiba i Neij wgapiali się w niego z takim zdziwieniem, jakby właśnie się dowiedzieli, że Naruto masturbuje się, myśląc o nim.
Sasuke na wspomnienie rozmowy z blondynem zaśmiał się diabolicznie w myślach, jednak otwarcie pozwolił sobie jedynie na złowrogi uśmieszek.
Kiba zmrużył oczy, poruszając się nerwowo na swoim krześle. Neji stał na środku pomieszczenia z założonymi na piersi rękoma.
Obaj znali Sasuke na tyle, by wiedzieć, co się święci.
- Zaprosiłeś go – stwierdził Neji dziwnie pustym, płaskim głosem.
Uchiha spojrzał na nich tak, że naprawdę niepotrzebne były już żadne słowa.
- Co chcesz zrobić?
Od odpowiedzi na to niezwykle nurtujące pytanie, wybawiła go rozwścieczona dyrektorka we własnej, jakże złowrogiej osobie. Gwałtownie otworzyła drzwi swojego gabinetu i spojrzała na zebranych uczniów tak, że mimowolnie zimny dreszcz przeszedł po ich młodzieńczych ciałach, których z pewnością nie dosięgnął gniew Tsunade. Jeszcze.
- Proszę mi wytłumaczyć, co to, do jasnej cholery, miało być na tej hali? Bawicie się w wojny tureckie, czy aż tak bardzo chcecie zostać zawieszeni w swoich prawach?
- To… - Kiba spojrzał buntowniczo w oczy kobiety, chcąc zapewne powiedzieć jej, że i owszem toczą zaciętą wojnę, jednak to ten cholerny Uzumaki ją rozpętał, a oni są jedynie biednymi chłopcami z placu broni. Kiedy Sasuke jednak zobaczył minę dyrektorki, zrozumiał, że to jednak kobiety odpowiedzialne są za całe zło tego świata.
Inuzuka spojrzał z konsternacją na swoje buty, a Tsunade zwróciła się do Sasuke.
- O ile wiem, ty nie brałeś udziału w tej bójce – powiedziała, uważnie obserwując reakcję Uchihy. Z pewnością nie do końca wierzyła w sprawozdanie Jirayi, który bądź co bądź widział całe wydarzenie. I rezolutnie kibicował nadgorliwym pięścią uczniów.
Sasuke pokręcił przecząco głową, mając na tyle odwagi, by spojrzeć kobiecie w oczy.
- Więc? Co tutaj robisz? - Jej brwi uniosły się do góry, a spojrzenie zdało się mówić: ‘nawet nie jesteś w stanie sobie wyobrazić, co ci zrobię, jeśli udzielisz złej odpowiedzi’.
Nasza sportowa gwiazda mimowolnie przełknęła ślinę. Uchiha czuł presję równie wielką jak na mistrzostwach świata. Z tym małym wyjątkiem, że teraz miał wrażenie, iż na szali znajduje się - nie zwycięstwo w zawodach a całe jego życie, które w tej dziwnej sytuacji, zdawało się być naprawdę zasrane.
- Przyszedłem uzasadnić zachowanie Neji`ego i Kiby.
Tsunade zrobiła tak zdziwioną minę, że aż jej drugi podbródek znacznie się uwidocznił. Sasuke nauczony doświadczeniem, odwrócił wzrok od brody kobiety, by spojrzeć na jej biust. To był chyba najbezpieczniejszy punkt obserwacji, podczas rozmowy z Tsunade.
Wziął głębszy wdech.
- To było małe nieporozumienie – zaczął, jednak niedane było mu skończyć.
- Nieporozumienie?! To mordobicie nazywasz nieporozumieniem? Przecież ten cały Uzumaki o mało nie trafił do szpitala ze złamaną szczęką! – Krzyknęła, a jej drugi podbródek zadygotał niebezpiecznie. Sasuke odwrócił od niego szybko wzrok.
- Właśnie w tym problem, że to nieporozumienie wynikało ze źle zrozumianych słów. I… trochę moich przyjaciół poniosło. Chcieli bronić kogoś, kto… - chciał powiedzieć: ‘kto i tak nie zasługuje na ochraniać, vel głupią cnotkę Hyuugę’, jednak musiał zachować te słowa dla siebie.
- Kto…? – Ponagliła go Tsunade, z pewnością coraz mniej rozumiejąc jego słowa.
- Hinatę. Chcieli chronić Hinatę, ponieważ ktoś… - och, tak. Z pewnością ktoś niedobry. – Puścił plotkę o tym, że Naruto się z nią przespał.
Naprawdę nie chciał teraz patrzyć na miny swoich kumpli. Dla bezpieczeństwa skupił się, więc na biuście dyrektorki.
- To nie usprawiedliwia ich wyskoku!
- Nie może ich pani ukarać – wypalił w końcu, marszcząc lekko brwi. Nie miał zamiaru dłużej dożerać się z dyrektorką. Zlekceważył jej ciche prychniecie i spojrzał w oczy kobiecie. Później z całkowitą premedytacją zjechał na jej podwójny podbródek.
- Za niedługo zawody międzyszkolne. Nie może zabraknąć w nich najlepszych zawodników, prawda?
Zapadła chwila ciszy, w której dyrektorka patrzyła na niego podejrzliwie.
- Kiba nie jest najlepszym zawodnikiem – burknęła w końcu, jednak gdzieś tam pod swoich wielkim biustem, w swoim kobiecym, tyranicznym sercu wiedziała, że stoi na straconej pozycji. I odpowiedź Sasuke ugruntowała ją w tym przekonaniu.
- Jeśli oni zostaną zawieszeni, mnie także proszę odesłać w kwitkiem do domu.
Tsunade uśmiechnęła się niespodziewanie.
-Przez miesiąc, będziecie zostawać po zajęciach. Dodatkowo do odrobienia macie dziesięć godzin pracy na rzecz szkoły. A teraz jazda! – Krzyknęła i odwróciwszy się na pięcie, z niewyobrażalną siłą zamknęła drzwi do swojego gabinetu. Z sufitu ukruszył się tynk. Sasuke zapomniał zapytać, czy jakimś dziwnym sposobem on także został ukarany.
- Ktoś puścił plotkę?! – Warknął po długiej chwili milczenia Kiba, któremu z pewnością nie uśmiechało się odbywanie kary. Sasuke westchnął tylko cierpiętniczo.
- Za taką bójkę mogliście równie dobrze wylecieć, więc z łaski swojej siedź cicho.
- Jak dorwę tego cholernego Uzumakiego, to dokończę to, czego dzisiaj nie skończyłem – mruknął nagle Neji dziwnie spokojnym, przeraźliwie dziwnym, jakby odległym głosem. Sasuke zmarszczył brwi.
- Zaczekaj do imprezy.


Naruto siedział w klasie, w swojej ostatniej ławce, gdzie miejsce obok było wolne. Sasuke jeszcze nie przyszedł. Siedział teraz z pewnością u dyrektorki i zbierał burę. Chociaż ten dupek bezpośrednio nie uczestniczył w walce, Naruto był pewny, że każdy poznał się na jego cholernych gierkach.
Na lekcji francuskiego był bez wątpienia najgorszym uczniem w klasie. Ebisu, ich walnięty i zdrowo kopnięty nauczyciel obrał sobie za chyba za punkt honoru, zniszczenie Naruto. I robił to niezwykle metodycznie i skrupulatnie. Chociaż trzeba przyznać, że brakowało mu tej finezji, którą dysponował Uchiha.
A skoro już mowa o tym zimnym draniu…
Naruto kończył właśnie malować karykaturę przystojnego dupka, który na jego dziele z pewnością nie był taki fajny jak w rzeczywistości.
Nie! Stop!
Uchiha nawet w rzeczywistości nie jest fajny.
Na potwierdzenie swoich słów, blondyn zamalował mu przednie zęby, żeby wyglądało, jakby ich w ogóle nie miał. Szczerze powiedziawszy, to podobał mu się ten rysunek. Na nim Uchiha szczerzył się jak głupi do sera. Na zakończenie, już naprawdę nie mógł się powstrzymać, Naruto sprawił brunetowi świński nos.
Chłopak spojrzał z dumą na swojego arcydzieło godne mistrzów.
- Uzumaki! – Piskliwy, lekko zachrypnięty i wyraźnie poirytowany głos rozniósł się po klasie, automatycznie zwracając wszystkie głowy w kierunku Naruto. Blondyn spojrzał ze zgrozą na nauczyciela, który z pewnością wyłapał, że chłopak nie słucha.
Beznadzieja.
- Wytłumaczysz mi, co to jest derywacja regresywna – zażądał, z satysfakcją przyglądając się minie Uzumakiego.
Och, tak. Naruto nie był orłem z żadnego z uczonych w tej szkole języków, jednak o francuskim wiedział zdecydowanie najmniej. Albo nie, inaczej.
Naruto był zielony z teorii, zaś w praktyce był dosłownie mistrzem.
I oczywiście ta zasrana szkoła by to wiedziała, gdyby wszyscy nie skreśliliby go zaraz na początku. Naprawdę mógłby udowodnić to niejednej chętnej lasce, albo…
Drzwi skrzypnęły cicho, a w klasie pojawił się Uchiha. Ze swoim lekko kpiącym uśmieszkiem i tym cholernie seksownym błyskiem w oku. Naruto usłyszał, jak dziewczyny siedzące obok niego wzdychają z uwielbieniem. Jednak to nie na nie spojrzał Sasuke, kiedy po krótkich wyjaśnieniach, dlaczego go nie było, skierował się do swojej ławki.
Uzumaki zmarszczył brwi i jakoś mimowolnie zagryzł wargę, również patrząc na Uchihe.
- Nie rozumiem, czemu upodobniłeś mnie do siebie – szepnął w końcu, gdy zajął już swoje miejsce, a Ebisu zaczął kontynuować swój wywód, chyba zapominając o dręczeniu Naruto. – Na rysunku – dodał, patrząc uważnie na swoją karykaturę.
- Daruj sobie! - prychnął tylko Uzumaki, z zażenowaniem wyczuwając lekkie gorąco na swoich policzkach.
Zarumienił się, bo właśnie pomyślał sobie, czy Sasuke nie chciałby sprawdzić, jak dobry jest w praktycznym francuskim.
Klnąc na swoje krnąbrne myśli, po raz pierwszy zajął się lekcją.

środa, 18 sierpnia 2010

Bom Bom! 12

alien, kochanie, nie wiem jaki jest w mandze ^^' Haha! I cię zaskoczę z Oro! Zobaczysz! :D Koko czasami potrafi zaskoczyć xD No właśnie co to tego yaoi, kto to cholera mówi! xD Ty też masz coś szybko dawać, bo nie dam ci spokoju :] Pff! Jakie ja tam mam umiejętności pisarskie :P Ale staram się, żeby Bom Bom! miało smaczek! ^-^ I Alien, pamiętaj skarbie, chcieć to móc...! :D
Qeen, a tam kilka błędów i tam poprawiłaś masę, więc co to te kilka malutkich przecinków? :D A kiedy pisałaś o symptomie emo o mało nie oplułam pitą właśnie herbatą :D Sasuke jest emo, ale nie chce się do tego przyznać! :D Nie no żartuje oczywiście ;)Prawdziwa gra Bom Bom! już niedługo :D
Hibari,awww cieszę się, że Itachi ci się spodobał :D Miałam co do niego pewne zastrzeżenia, bo z mangi go nie znam i jedynie z FF mogę coś o nim powiedzieć :] więc starałam się, żeby był troszkę inny niż zazwyczaj widzę na blogach :) Trochę zły a trochę dobry ;D I Kushina ma wkurzać, ma :D Dobrze, że Cię wkurza ;)I ogladałam Shaman Kinga, ale Trey na pewno nie ma takiej deski fajnej jak Sasuke! :D
Virus Ci, ty to zawsze masz pomysły :D Szczególnie z tymi kajdankami, hahah! :D Ale cóż... nie potwierdzam i nie zaprzeczam xD Ostry seks wisi w powietrzu...? xD
Shiroi no widzisz, może tym razem ci się uda być pierwszą :] Awww, martwiłaś się o mnie skarbie? xD ależ twój wspaniały gwałt nie ucieka, on tam czekana na ciebie w którymś rozdziale, nic się o to nie martw :D Shiroi, ja też Cię kocham za twoje zrypane komentarze, haha! :*
Black Lady,cieszę się, że Itachi Cię zaintrygował :D A jeśli chodzi o Bom Bom! Mam nadzieję, że wytłumaczyłam :]
Sasame, oj, mam nadzieję, że to jednak nie był obcas, tej 'Miss Miasta', co? ;> A jeśli chodzi o towar, to już wkrótce się przekonacie... XD
Sanu, aww cieszę się, że udał się tekst z tym macho :D Bo myślałam, że nikt nie zajarzy ;D Och, Sasuke zawsze przy Naruto jest niewyżyty ;> >I ten koniec w ramionach Uchihy nawet go ucieszy.< nawet...? xD No cóż, zgadam się z tobą. Nowa rodzina Naruto to wieksze hard cory niż Fajfusy :D I proszę nie używać na moim blogu słowa 'chemia' :) Mam uraz ;) Daimon, wal pomysłami na prawo i lewo :D ja się naprawdę nie pogniewam :D No cóż historia jest skomplikowana :D Ale mam nadzieję, że teraz skopaliście tyłki Krzyżakom na tym zjeździe :D Mi zawsze rodzice powtarzali, że znaleźli mnie w burakach. Ale ja i tak zawsze wiedziała, że jestem od listonosza :D No bo Bom Bom! jest inspirowane życiem :D Och, tak, Naruto będzie tańczącym z rybami, na fali, o! :D rozbrajają mnie Twoje określenia :D
Kuroneko, nie no trudno mi jest wyobrazić sobie to narusasu jednak :D ale jak już obiecałam kiedyś tam, wydaje mi się, że byłabym zdolna się o coś takiego pokuscić... :D ej ale też Naruto pokazuje, że uke nie musi być słodki i piskliwy :D nie lekceważ Uzumakiego :D Ooo! Ja chcę one-shota w twoim wykonaniu, stanowczo :D haha, a twoje propozycję w sprawie zakładów do Bom Bom! rozpatrzę i wykorzystam, haha! :D
Pazurek, oj już nie udawaj takiej miłej xD Ale dziękuję :D Ja doskonale wiem co Ty lubisz... xD
Mikoto, aww ja też je bardzo lubie :D Szczerze powiedziawszy wolę je 100% bardziej niż te rozgrywające się w mangowym świecie ;) A co do twojego pomysłu, to może go rozwiń, bo to miałaby być jedna historia, czy one-shoty?
Anju, ha! ale zdążyłaś ;D odpowiadam dosłownie w ostatniej chwili na twój komentarz, bo już miałam dodawać. Haha! Właśnie, bo ze snowboardem i surfingiem to trochę jak z hm, no nie wiem, piłką nożną i ręczną? Niby podobne, a jednak nie ma tak łatwo! ;) no właśnie! :D Nie ujawniaj się z kibicowaniem, bo jeszcze jakiś zwolennik przeciwnego przystojniaka(sic! XD) wyskoczy :D tak, tak. Plus dla mnie :D Naoglądałam się filmników i poczytałam trochę, bo o snowboardzie guzik wiem :D Haha i jednak cieszę się, że Kaszalot się podoba :D Haha, i cieszę się, że załapałaś aluzje z macho :D Haha, przez piosenkę? Nazwa Bom Bom wzięła się właśnie z tytułu piosenki :D


Haha! No i co na to powiecie? :D aż sama nie wierze ;D Cuda się zdarzają.
Dzisiaj króciutki wstęp,
cieszę się, że zagłosowaliście na moim drugim blogu, jednak dziwi mnie, że nikt :D, kompletnie nikt nie napisał, co o nim myśli, ani 'me' ani 'be' ani 'kukuryku' :D Bo ja naprawdę chcę wiedzieć, czy postacie się wam podobają i co myślicie o tym, żeby akcje osadzić w XVIII, XIX wieku. No wiecie, co :D



rozdział betowała kochana alien :*


Naruto z każdym kolejnym dniem spędzonym w upiornym miasteczku, coraz bardziej wdrażał się w ten diaboliczny klimat. Poznawał powoli swoją nową klasę, która bądź co bądź, nie chciała poznać jego, od początku pałając do biednego Uzumakiego nienawiścią. Zapoznawał się również z wysokimi standardami edukacyjnymi, jakie posiadała jego nowa szkoła. Nauczyciele, choć wciąż patrzyli na niego wyrozumiale, byli naprawdę surowi. Zbyt surowi zdaniem Uzumakiego, jednak kto liczył się z jego opinią? No, może była jedna osoba, która się nią przejmowała.
Hinata Hyuuga jako wyjątek, odłam społeczeństwa, socjopatka zaprzyjaźniła się z Naruto. Jednak ku jego ogromnej rozpaczy, Uzumaki nie cieszył się z tego tak bardzo, ponieważ…
Ponieważ nasz Naruto się zakochał.
Zupełnie szczeniacko, bez opamiętania. Z mizernymi widokami na przyszłość i niemożliwą do pokonania przeszkodą w teraźniejszości.
Z każdym kolejnym dniem w tym upiornym miasteczku coraz bardziej interesował się Sakurą, jedną z jego koleżanek z klasy, która z pewnością nie odbiegała urodą od panienek z Kalifornijskich plaży. Była nawet ładniejsza od jego byłej dziewczyny! Jednak na drodze do szczęścia z różowowłosą wyrastała przeszkoda wielka niczym Chiński Mur. Przeszkoda, która była aktualnie gwiazdą sportową, bożyszczem nastolatek.
Och, tak. Sasuke Uchiha z całą pewnością był przystojnym, zimnym draniem, którego ulubionym zajęciem oprócz obserwacji Naruto było dbanie o to, żeby blondyn przeżywał w szkole piekło. Począwszy od niewybrednych komentarzy, przez jawne prowokowanie, na pełnych fantazji żartach kończąc. I chłopak musiał przyznać że ten cholerny Uchiha naprawdę potrafił zaskoczyć swoimi pomysłami.
Co do jednego się jednak mylił.
Niedługo miną dwa tygodnie od przyjazdu Naruto. Dwa tygodnie, a on wciąż żyje, oddycha, kontaktuje i ma się dobrze. Może nie wyśmienicie, jednak naprawdę nie jest źle.
I Sasuke pomimo całej swojej kreatywności i złośliwości nie wykurzył blondyna z małej, górskiej mieściny.
A mina Uchihy, gdy tylko ten nieszczęsny tydzień dobiegł końca była więcej niż bezcenna.

- Jesteś najlepszy, załatwiłeś go na amen!
- Nie sądziłem, że stać się na coś takiego.
- Piękny styl, naprawdę.
Kumple Uchihy i sam Książę śnieżnego miasteczka siedzieli na stołówce, wychwalając swojego kolegę. Z pewnością nie mogli wyjść z podziwu nad misterną, niezwykle skomplikowaną i jakże zapierającą dech w piersiach intrygą, autorstwa Sasuke Uchiha, oczywiście.
- Tak jak powiedziałem, po tygodniu się go pozbędę – sam genialny pomysłodawca szatańskiego planu siedział dumny niczym paw, z zadowolonym uśmieszkiem na ustach. Na tę chwilę ściągnął swoją maskę obojętności, pogrążając się po prostu w szczęściu.
Och, czyż to nie cudowny widok?
Naruto było bardzo przykro niszczyć tą sielankową atmosferę. Wiedział, że szampański nastrój bruneta zniknie tak szybko, jak się pojawił.
Ale takie jest po prostu życie, prawda?
Raz pod wozem, raz na wozie.
Podszedł do chłopców z ferajny.
- Sasuke – powiedział cichym, wibrującym głosem, właśnie tak, jak ten dupek zawsze do niego mówił. Powolnym ruchem położył dłonie na ramionach Uchihy. Aż się dziwił, że banda siedząca przy stoliku, go nie zauważyła. Wszyscy inni już utkwili w nich swoje ciekawskie oczy.
Hmm….
Z pewnością kroi się kolejny skandal i aż dziw bierze, że w większości. Z pewnością kroi się kolejny skandal, w którym Naruto znów zagra główną rolę a partnerować będzie mu Uchiha, naturalnie.
- Ćpałem tydzień temu a nadal mam zwidy. – Kiba zamrugał oczami, jakby coś mu wpadło do oka. Mogła to być krzta rozumu, jakiegoś olśnienia, cudu bożego, jednak Naruto ręki za to nie dałby sobie odciąć. Wszyscy siedzący teraz przy stoliku, cała paczka jego ukochanej sportowej gwiazdy miała miny, jakby właśnie dowiedzieli się, że Sasuke Uchiha lubi kobiece ciuszki i w przerwach między treningami wkracza na salony jako Drag Qeen.
Niestety życie nie zapewnia takich fantastycznych ekscesów i pan Uzumaki musiał się jedynie zadowolić tym, że wywołał głębokie poruszenie wśród szkolnej elity.
- Cieszę się, że będę mógł dalej oglądać twoją buźkę.
Naruto doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że igra z wielkim, gorącym płomieniem, który może go naprawdę mocno poparzyć.
Czyż to nie podniecające?
- Sasuke? – pochylił się nad nim, po prostu nie mogąc sobie odmówić tego, by nie spojrzeć w oczy tego demona.
Wyraz twarzy Uchihy był bezcenny. Dla takiż rzeczy naprawdę warto żyć.
- Złość piękności szkodzi, kotku.
I czasami milczenie mówi więcej niż tysiąc słów.
- Nie wywalili cię ze szkoły? – zapytał Neij głosem tak pełnym nienawiści, że gdyby zamienić ją na pieniądze, z pewnością Naruto uzbierałby na powrót do Los Angeles.
- Nie – tym razem Uzumaki zmarszczył brwi, a słodki uśmiech zniknął z jego twarzy. Spojrzał groźnie na kuzyna Hinaty, który jednak niewiele sobie robił z tego subtelnego ostrzeżenia.
- Jeszcze nie masz dość? Sasuke teraz na pewno ci nie da spokoju? – tym razem głos zabrał Kiba.
Uzumaki zaśmiał się tylko cicho, dopiero teraz zauważając, że wciąż zaciska swoje dłonie na ramionach Uchihy, jednak nie zabrał ich stamtąd.
- Jestem jak feniks odradzający się z popiołów – mruknął wesoło, chociaż jego entuzjazm nieco zmalał, bo mimo iż Sasuke wciąż siedział nieruchomo z wściekłą miną, w jego oczach pojawił się jakiś nieodgadniony błysk.
- Wiesz, że… - Inuzuka już coś krzyknął, jednak nagle Uchiha podniósł rękę i wystarczył jeden gest by cały ich stolik zamarł w oczekiwaniu. Ba! Cała stołówka po prostu zastygła w niepewności. Wszyscy wytężali słuch, by móc cokolwiek usłyszeć, z bądź co bądź cichej konwersacji. Nikt nie odważył się podejść bliżej, niż na odległość metra. A naturalny hałas wywoływany przez innych, nie spragnionych sensacji uczniów, jeszcze bardziej utrudniał plotkarzom ich misję niesienia dobrej (zależy dla kogo) nowiny.
- Nasz Naruto z pewnością zrobi wszystko, by nie wrócić do Los Angeles, mam rację? – Sasuke wstał i odwrócił się do Uzumakiego przodem.
Jego złość zniknęła, jak ręką odjął. Zamiast niej, pojawiło się coś dużo gorszego.
- Raczej wszystko, by tam wrócić! – warknął, jakoś tracąc rezon.
W oczach Uchihy było coś takiego… w jego głosie… i gestach.
Zwyczajne, neutralne wręcz przekrzywienie głowy kryło w sobie coś niebezpiecznego. Jakąś zapowiedź strasznej przyszłości.
- Do poprawczaka?
Zapadła chwila ciężkiej, niemal duszącej ciszy. I chociaż niektórzy uczniowie zwątpili, całkowicie olewając przedstawienie, chociaż i tak w stołówce był prawdziwy harmider, Naruto wydawało się, że wszyscy usłyszeli te dwa słowa.
„Do poprawczaka”
- Skąd o tym wiesz?! – wydusił blondyn, będąc na tyle zszokowanym, że całkowicie stracił już swoją pewność siebie. To zadziwiające, jak po kilku słowach Uchihy odwaga Naruto pryska niczym mydlana bańka.
- Ciii… - oczy Sasuke błyszczały jak w gorączce. Cholera, to spojrzenie… Ale Naruto nie odwrócił wzroku. Nie w tym momencie. Uchiha powoli położył palec na jego ustach i w tym geście o dziwo nie było tej wrogości, nienawiści, tego dziwnego, odpychającego „czegoś”. Była za to coś dużo bardziej niepokojącego. Niebezpieczny erotyzm.
Czy ktokolwiek go jeszcze zauważył?
Naruto nie zdążył się dobrze rozejrzeć, gdy rozległy się słowa, które przewidziała jakaś nieznana, mało używana część jego mózgu.
- Chyba nie chcesz, by wszyscy się dowiedzieli, dlaczego tam trafiłeś, prawda? Jak o mało nie zabiłeś swoich biednych kolegów. Jak w tak młodym wieku mogłeś zrobić coś tam makabrycznego?
Powiedział to głośno. Na tyle głośno, by sąsiednie stoliki odwróciły się i nawet niezainteresowani w końcu odzyskali chęć do oglądania tego wielkiego i wspaniałego show.
A Sasuke był tutaj wybornym aktorem. Aktorem i mistrzem zbrodni.
Naruto zmrużył oczy, które niebezpiecznie zaczęły go piec.
- Ty… - wciągnął ze świstem powietrze, starając się uspokoić.
Jak ten dupek mógł?! Jak mógł to powiedzieć! To miała być tajemnica! I… i to było coś na tyle osobistego, że teraz te wszystkie spojrzenia, które przewiercały Uzumakiego na wskroś, po prostu…
Czuł się tak, jak sześć lat temu, gdy tak dotkliwie pobił ‘kumpli’, przed trafieniem do poprawczaka. Wtedy ludzie też tak na niego patrzyli. Ze strachem, niepokojem, rodzącą się dopiero nienawiścią.
- Och, tak. Ja, właśnie ja… - dopiero po chwili zorientował się, że Sasuke do niego coś mówi. W jego czarnych oczach satysfakcja mieszała się z… z… rozbawieniem?
- Nie boisz się, że tobie mogę zrobić to samo? – wywarczał, nawet nie zdając sobie sprawy z tego, że miny kumpli bruneta były jeszcze lepsze niż zanim zaczął z nimi rozmawiać. Ale teraz to nie było ważne. Liczyła się odpowiedź Uchihy. Co powie? Coś równie krzywdzącego?
Niesprawiedliwego?
- Nie. – pochylił się nad blondynem, prawie czułym gestem odgarniając mu z ucha pasmo jasnych włosów. – Nie boję się ciebie – wyszeptał niskim, niesamowicie męskim głosem. Tak… Sasuke teraz mówił jak mężczyzna, który wie czego chce. Jak dojrzały człowiek.
- Masz zakaz zbliżania się do Hinaty – szarpnięcie, przerwało im tę jakże romantyczną chwilę. Naruto był zmuszony spojrzeć na wściekłego Hyuugę, który był tak wzburzony, że aż pojawiły mu się zmarszczki wokół oczu. Uzumaki po raz pierwszy w życiu widział aż takie bruzdy na twarzy. W przypływie jakiejś głupiej wesołości pomyślał, że może botoks zrobił coś niedobrego z twarzą Hyuugi i młody snowboardzista powinien jednak zmienić salon operacji plastycznych.
- Bo co mi zrobisz?!
- Zabiję cię! – syknął cicho Neij i już miał dodać coś jeszcze, gdy nagle Uchiha złapał go mocno za ramię, prawie że szarpiąc chłopakiem w swoją stronę.
- Zamknij się! – warknął na niego i dając znak do odwrotu reszcie swojej bandy, opuścił szybkim krokiem stołówkę.
Naruto stał, długo jeszcze wgapiając się w miejsce, w którym jeszcze kilka chwil temu stał Sasuke.
Zadziwiające było to, jak trudno - och, jak diabelnie trudno - było rozpracować tego cholernego drania.


Sasuke uśmiechnął się do siebie, patrząc jak ten debil strzela właśnie kolejnego kosza dla swojej drużyny. Trzeba przyznać, że był naprawdę dobry w te klocki, dokładniej w koszykówkę. I coraz bardziej intrygował Uchihe. To, jak podnosił się po każdym upadku, to jak był niezmordowany, to jak potrafił mu dogryźć.
Przypomniał sobie ich rozmowę na stołówce jeszcze sprzed tygodnia. Wszystkim zdradził tajemnice Uzumakiego. I wszyscy teraz nienawidzą go jeszcze bardziej niż na początku. A pomimo to na twarzy Naruto wciąż błąka się ten niezwykły uśmiech. Ze szczyptą przewrotnej radości, nutą słodkiej arogancji, a na deser pewnością siebie, która czasem, gdy Uchiha był wyjątkowo blisko, znikała.
- I tak uważam, że to jego wina!
Sasuke spojrzał ze zdziwieniem na Kibę, który mrużył wściekle oczy, patrząc na Uzumakiego. Na ustach bruneta pojawił się lekki uśmiech.
- Z rozwaleniem komórki Haruno? – przywołał dowcip, którego ofiarą Naruto padł zaledwie kilka dni temu. Zwyczajny sabotaż, mający na celu rozwścieczenie Sakury i zrzucenie całej winy na Uzumakiego, którego dziewczyna nienawidziła już całym sercem.
- Nie! – Inuzuka o dziwo się nie uśmiechnął. – mówię o tym sprzed tygodnia, co o mało nie wyleciał ze szkoły!
- Przecież wiesz, że to nie były jego narkotyki – mruknął Uchiha, przyglądając się, jak Naruto po raz kolejny trafia do kosza.
- Ale Hinata o mało ich nie wciągnęła! Co by było, gdyby się zaćpała na śmierć?
- Wali mnie to! – prychnął Sasuke, z niedowierzaniem patrząc na przyjaciela. Przez głowę przeszła mu zupełnie inna myśl.
Co by było, gdyby jednak szkolny diler się nie podłożył? Naprawdę, przez ich zagranie, jedynie cudem Naruto zdążył się oczyścić ze wszystkich zarzutów. Dobrze, że Sasuke jednak nie włożył mu prochów do plecaka. I blondyn był tylko przez przypadek zamieszany w handel dragami. Wszystko skończyło się jednak dobrze.
W końcu Uchiha nie jest aż takim sukinsynem, żeby zniszczyć komuś życie, zmiażdżyć kogoś tak, by się już nie podniósł.
- Dobrze, że Neij zabronił się im spotykać! Przecież ten debil by ją jeszcze zgwałcił.
- Jego nie interesuje Hyuuga. – Sasuke wziął dwa głębokie wdechy. Egzystencja wśród takich idiotów jest naprawdę ciężka. Podejrzewał, ze w poprzednim życiu musiał szczególnie czymś zawinić i rozzłościć tych na górze. Bo który dobry Bóg zesłabły go do takiego wariatkowa?
- Nie? To po co się do niej łasi?!
- To chyba ta krowa się do niego łasi.
- Coś ty powiedział?! – wszystkie głowy na sali sportowej zwróciły się w ich stronę. Sasuke jedynie dzięki refleksowi zdołał powstrzymać pięść Inuzuki.
- Kiba, nie moja wina, że Uzumaki już przedmuchał Hyuugę – powiedział na tyle głośno, by wszyscy usłyszeli.
Na hali był również Neij. A Naruto zrobił przysłowiową ‘rybkę’, lekko uchylając usta i patrząc na Sasuke zaskoczony.
I było fajnie. I było w porządku.

wtorek, 17 sierpnia 2010

Bom Bom! 11

Shiroi, haha xD a furia dzikiej świni to nie była twoja super-zaje/lista moc xD?
Daimon, no muszę powiedzieć, że bardzo dobry pomysł z tym, żeby Naruto zakumplował się z Itachim, z przyjemnością go wykorzystam, jeśli pozwolisz :D Tym porównaniem Sasuke do Jagienki to mnie po prostu zabiłaś :D Zrobiłam po prostu kaput jak Krzyżacy pod Malborkiem ;) (eee.... wygraliśmy z nimi wtedy?^^')Och, tak i trzeba przyznać, że z naszego Uzumakiego twarda sztuka jakich mało :D Jezu, jak ja lubię twoje określenia :D
Pazurek, dupku, ty to zawsze mi musisz wstydu przynieść! :D Ja nie mam bladego tyłka! :D I racja, w końcu dwóch do jednego to niezbyt wyrównany pojedynek :) Haha, no tak Naruto ma już własnego ogiera, ma! :D I dziękuję za poparcie mojego poglądu, no ale teraz już przynajmniej wiesz dlaczego myślę, że ludzie się nigdy nie zmieniają ;)
Vann, no cóż skarbie, cierpliwość jest cnotą ;)
Qeen, no ależ oczywiście, że będzie, oczywiście. Teraz ten pierwszy dzień ciągnął się troszeczkę (troszeczkę! xD) jak flaki z olejem, ale teraz akcja już ruszy.
Wookie, dziękuję bardzo to dla mnie duży komplement :) No cóż, ja też niezbyt przepadam za tymi ukowatymi Narutami :)Jeśli chodzi o moje ulubione blogi, znajdziesz je na moim profilu w obserwowanych :)
Sanu, wątek matek chłopców zostanie w późniejszych rozdziałach rozwinięty, więc nic się nie martw, wszystko zostanie wyjaśnione ;) Jeśli chodzo o Kushinę, cóż, nie znam za bardzo kanonu innych, że się tak wyrażę- mniej znanych postaci, więc musisz mi wybaczyć, ale Kushina to akurat u mnie takie ciepły kluchy. Zresztą nie przepadam za nią za bardzo, toteż nie będzie tutaj grała pierwszych skrzypiec wśród pozytywnych bohaterów. I oczywiście nie gniewam się za brak regularnych komentarzy. Najważniejsze w końcu, że czytasz i blog się podoba :)
Virus Ci, oj wiem, wiem jak to z tą drugą częścią Refuge było ;P och, ależ oczywiście Sasuke i Naruto zawsze są romantyczni :D Nawet jak się leją ;) Mnie też jara deska Sasuke xD. Jeśli chodzi zaś o niewinność Naruto, cóż ja nie przepadam za Uzumakim w mandze i zmieniam go jak mogę ;P
Kaja, mówiąc krótko, jeśli chcesz znaleźć fajne blogi zajrzyj na mój profil. Pod obserwowanymi znajdziesz jedne z najlepszych ;D Z pewnością ci się spodobają.


Wiem, jestem dupkiem, że dodaję rozdział dopiero teraz. Muszę jednak zauważyć, że 11 część zrodziła się w bólach, doceńcie! ;D
Zapewniam, że akcja już teraz ruszy, bo pierwszy dzień ciągnął się niemiłosiernie.
A jeśli chodzi o Hinatę, cóż jak słusznie zauważyła Virus Ci, jestem męską świnią i w moich opowiadaniach nie ma żadnej wartościowej bohaterki :D Więc nie spodziewajcie się po mnie oszczędzania kobiet, co to, to nie! xD

Jest jeszcze jedna sprawa.
Powstaje nowe opowiadanie, jednak nie musicie się martwić o Bom Bom!, dopiero po zakończeniu obecnego, zacznę dodawać jakieś rozdziały. Problem jednak w tym, że za bardzo nie mogę sprecyzować tematyki. Postacie już są i chciałabym tylko zastrzec, że akcja toczyć się będzie w XVIII, XIX wieku :) Tak więc, zainteresowanych zapraszam do wypełnienia ankiety (można wybrać kilka wariantów odpowiedzi):
http://mesko-meskie.blogspot.com/

Tym razem rozdział betowała Qeen :)



Itachi Uchiha lubił zaskakiwać. Był niczym aktor, magik – doskonały w każdym przedstawieniu. Stawał się artystą idealnym. W końcu tylko prawdziwy mistrz potrafi wywołać aż takie poruszenie, takie emocje na twarzach widowni, prawda?
Najpiękniejsze miny z pewnością należały do ludzi, którzy brali bezpośredni udział w przedstawieniach Itachiego. Niczego nieświadomi, tak rozkosznie uzależnieni od woli Uchihy. Bo tylko on kontrolował sytuację.
Sasuke również nie należał do wyjątków. Oszołomienie, jakie obmalowało się na jego poobijanej twarzy z pewnością byłoby inspiracją dla niejednego malarza.
W końcu czymże jest prawdziwa sztuka, jak nie jedną wielką inspiracją?
- Syn marnotrawny powrócił do domu.
Ktoś kiedyś powiedział, że najlepszą obroną jest atak. Zabawne jest to, jak nieprawdziwe staje się to powiedzenie w konfrontacji z Itachim Uchihą.
- Wróciłbym wcześniej, gdybym wiedział, że mojego małego, bezbronnego braciszka ktoś ośmielił się tak poobijać. Komu aż tak się naraziłeś? – Wyciągnął dłoń o długich, wręcz kobiecych palcach w kierunku twarzy brata. Ten jednak odsunął się, jeszcze bardziej zirytowany.
Był taki przewidywalny.
- Nie twoja sprawa!
- Ależ moja. Gwiazda twojego pokroju nie może mieć siniaków, prawda? Co z twoją reputacją macho? Co, jeśli kobiety ci tego nie wybaczą? – Uśmiechnął się do niego lekko, jednak brat nie wykazał się choćby krztyną dobrego wychowania. Subtelnej aluzji również nie wyczuł, gdyż tylko prychnął niczym rozjuszony kocur.
- Wal się! – syknął w stronę Itachiego, który przygotowany na jakże jawny i brawurowy atak na swoją osobę, zacmokał jedynie z dezaprobatą.
- Doprawdy, Sasuke, nie mogę zrozumieć, jak ty – uderzył palcem w pierś młodszego brata, lekceważąc jego naprawdę mrożące krew w żyłach spojrzenie– I ja – wskazał na siebie – Możemy być braćmi.
Uśmiechnął się z taką przyjemnością, jakby właśnie wzbił się na szczyt rozkoszy.
Mina Sasuke była po prostu kwintesencją wszystkiego, po co żył. Wyrażała czystą, nieodpartą nienawiść, jaką żywił do niego Sasuke. A Itachi skutecznie, metodycznie i z jakże wielką przyjemnością podsycał gorący płomień wściekłości.
- Jak śmiesz…
- Zawsze podejrzewałem, że rodzice znaleźli cię w jakiejś kapuście. Czasami nie mogę zrozumieć, skąd bierze się w tobie tyle ordynarności – powiedział, po czym zrobił nieokreślony ruch ręką w powietrzu. - Jesteś taki nieokrzesany… Masz w sobie tak wiele gniewu… Powiedz – podjął po chwili, widząc, że wielkimi krokami zbliżają się do finału – kto cię tak zlał?
Zapadła chwila pełnej napięcia i oczekiwania ciszy. Itachi już świętował w myślach kolejne zwycięstwo nad młodszym bratem, w duchu śmiejąc się z jego przewidywalności. Już gratulował sobie geniuszu, gdy nagle stało się coś, co zupełnie i bezgranicznie wstrząsnęło starszym Uchihą.
Sasuke po prostu odwrócił się na pięcie i odszedł. Odszedł tak zwyczajnie, że Itachi nawet nie miał pojęcia, jak głęboki wyraz zaskoczenia obmalował się właśnie na jego posągowej twarzy.
Najwyraźniej nie tylko on potrafił naprawdę zaskoczyć.
W przypływie jakiegoś diabolicznego natchnienia w jego głowie zrodziła się niebezpieczna myśl.
Musi dowiedzieć się, kto urządził tak jego małego, naiwnego braciszka.

Kiedy Sasuke zniknął za najbliższym zakrętem i był pewny, że znajduje się poza zasięgiem wzroku swojego starszego brata, oparł się plecami o ścianę. Przymknął oczy i rozmasował sobie skronie powolnym, uspokajającym ruchem. Z jego ust wydobyło się głębokie westchnienie, pochodzące naprawdę z głębi serca.
Znał Itachiego na tyle dobrze, by wiedzieć, że teraz nie da mu spokoju. Widział przecież minę brata, kiedy się wycofał. Stchórzył tak schematycznie, że sam Itachi zdziwił się jego postępowaniem. A z doświadczenia już wiedział, że brata nie da się przecież tak łatwo zwieść. Jest uparty jak osioł i nigdy, ale to nigdy nie siada na laurach. Jeśli coś naprawdę go zaintryguje, zrobi wszystko, dosłownie wszystko, by tylko poznać prawdę.
- Proszę pana, coś się stało?
Otworzył oczy, by spojrzeć na jedną ze sprzątaczek.
- Towar dla Orochimaru już jest? – wywarczał w jej stronę, a bogu ducha winna kobieta ze skruchą spuściła wzrok w dół, gapiąc się na swoje buty.
- Tak, już czeka w pana pokoju. –Skłoniła się lekko, po czym odeszła pośpiesznie, z pewnością żałując, że w ogóle zagadnęła do młodszego Uchihy. Sasuke uśmiechnął się lekko do siebie. Zawsze uważał, że kobiety są naprawdę zabawne. Wyciągają rękę do bestii, mając nadzieję, że ją zmienią. A przecież jedyne, co mogą dostać, to bolesne ugryzienie.
Jakimś tajemniczym sposobem nie spotkał na swojej drodze ani matki, ani ojca. Z czego oczywiście niezmiernie się cieszył, jednak mrowisko pracowników pensjonatu, których mijał idąc do swojego pokoju, z pewnością nie wróżyło niczego dobrego. Ich oczy zdawały się przewiercać biednego Sasuke na wskroś, a myśli z pewnością krzyczały tylko jedno słowo: „Plotka!”. Nie ma chyba wątpliwości, co do tego, że po całym pensjonacie rozniesie się, iż młody Uchiha ma stanowczo o kilka siniaków więcej niż poprzednim razem. I wszyscy bez wyjątku zaczną zadawać sobie jakże nurtujące pytanie –kto tak urządził nietykalnego Sasuke?
Pan Uchiha w grobowym nastroju otworzył drzwi do swojej twierdzy.
Twierdza mieściła się na końcu korytarza, na drugim piętrze. W jednym z najbardziej wyludnionych skrzydeł pensjonatu. Właśnie tutaj Sasuke mógł odpoczywać, z dala od wścibskich spojrzeń, delektując się po prostu najświętszym spokojem.
Uśmiechnął się do siebie, gdy drzwi zatrzasnęły się cicho za jego plecami.
Kiedy spojrzał w okno, umieszczone tuż naprzeciwko drzwi, zrozumiał, dlaczego ludzie nie chcą wykupywać pokoi w tej części budynku. Oczywiście wyłączając zbliżający się sezon, bo wtedy każde, naprawdę każde miejsce jest na wagę złota. Ale kiedy w zimowym miasteczku nie urzęduje aktualnie Królowa Śniegu, ludzie wolą zarezerwować pokoje z dużo ładniejszym widokiem. W końcu nie po to przyjeżdża się w góry, by podziwiać szarą ulicę, rząd kontenerów na śmieci oraz gromadę psów, ganiających się na zapleczu pensjonatu. I co z tego, że w oddali, gdzieś za dachami pozostałych budynków majaczą piękne, ośnieżone szczyty, jak z bajki?
Czasami zastanawiał się, dlaczego ojciec stworzył po tej stronie pokoje. Przecież dla niego zawsze jakość górowała nad ilością.
Sasuke zaśmiał się nagle cicho, rzucając torbę na łóżko i podchodząc do okna.
Najwidoczniej nawet – a może przede wszystkim – ludzie, których miało się za wzór, lubią bawić się w małych, zmyślnych hipokrytów.

Naruto szedł niepewnie za swoją siostrą, już uśmiechającą się pełnym nienawiści i złośliwości uśmiechem. Nie było wątpliwości, że widziała bójkę, albo raczej spektakularny pojedynek. Jeśli jakimś cudem ta niekłamana przyjemność by ją ominęła, z pewnością musiała słyszeć soczyste sprawozdania z zaistniałego wydarzenia sezonu. W końcu wszyscy o tym mówili i trzeba powiedzieć, że Naruto czuł coś w rodzaju satysfakcji. Z pewnością wywołał niemałe poruszenie, dokopując sportowej gwieździe. Wnioskował, że nikt wcześniej dobrowolnie i bez procentów we krwi nie podjął się równie śmiercionośnego zadania. A mu się udało.
Ale dumny będzie dopiero wtedy, gdy przeżyje konfrontacje pierwszego stopnia ze swoim ojczymem. Coś mu mówiło, że szczęścia do tego zadania może mu zabraknąć.


Sasuke z lekkim, złowieszczym uśmieszkiem otworzył wielkie szkolne drzwi. Wkroczył pewnym krokiem do środka z zadowoleniem zauważając, że na korytarzu nie ma żywej duszy. Sprzątaczki z pewnością są zbyt zajęte plotkami w swojej małej klitce, woźny baraszkuje z panią kucharką w… Sasuke od zawsze miał nadzieję, że jednak nie w kuchni. Reszta towarzystwa natomiast przyjemnie spędza czas na zajęciach.
Och, tak. Dziesiąta punkt trzy.
Sasuke Uchiha przychodzi do szkoły.
Dlaczego zapytacie?
Pierwszy trening naszej wspaniałej gwiazdy sportowej zaczyna się o siódmej rano. W końcu tytuł jednego z najlepszych snowboardzistów na świecie do czegoś zobowiązuje, prawda? Pierwsze starcie z deską kończy się po dwóch godzinach ostrej, pozbawionej wszelkich zahamować jazdy. Zazwyczaj na lodowcu, czyli na najwyżej położonych stokach, gdzie zawsze można znaleźć wielką ilość śniegu. Tam również Sasuke ćwiczy – tak na rozgrzewkę – zjazdy po Bir Air – wielkiej skoczni, będącej przedsmakiem Halfpipe. I po późniejszym krótkim odpoczynku, odświeżeniu się po naprawdę wyczerpującym treningu, pan Uchiha idzie do szkoły.
I oto jest.
Sam jeden w wyludnionym korytarzu, zmierzający właśnie do swojej szafki, która, jak łatwo się domyśleć, znajdowała się w uroczym ślepym zaułku, gdzie rzadko kto się zapuszczał. Półka w takim miejscu gwarantowała mu odseparowanie od nadmiernego tłumu i przede wszystkim od nadpobudliwych nastolatek oraz pewnego…
Do jasnej cholery, co to ma być?!
Tuż obok jego szafki stał…
Jak myślicie, kto?

Drugi dzień w tym zasranym miasteczku, a on już nienawidzi go całym swoim sercem, wątrobą i wszystkim, dosłownie wszystkim, co składało się na skromną i jakże nieszczęśliwą osobę pana Uzumakiego. Wczoraj, kiedy wrócił do domu nie wiedział, czy to on zrobił wejście smoka, czy sam przyszedł do bestii, która po nieco chaotycznej opowieści jego siostry, o mało go nie zabiła. Jednym słowem miał po prostu przejebane. Zdrowo, radośnie i przede wszystkim na całej długiej i szerokiej linii.
Przerażała go myśl, że po piekle, jakie urządził mu ojczym, nie będzie mógł podnieść ręki na nadętego dupka, ani na jego równie zrypanego kolegę. Szczerze powiedziawszy, kierując się słowami nowego tatusia: „nie może pozwolić, by nawet włos im z głowy spadł”, bo inaczej ojciec… i w tym momencie następuje cenzura ze względu na zbyt soczyste epitety, jakimi wczorajszego wieczoru Naruto został nakarmiony.
A pomyśleć, że teraz mógłby surfować beztrosko na plaży, bez strasznego widma zimowego miasteczka.
Nagle wyczuł czyjąś obecność za sobą. Korytarz był całkowicie wyludniony, ze względu na odbywające się właśnie lekcje, a on za zezwoleniem dyrektorki mógł wypakować wszystkie swoje rupiecie do nowej szafki.
Odwrócił się momentalnie, by spojrzeć na Uchihe, na którego poobijanej twarzy gościło równie wielkie zdziwienie, co na jego nie mniej poharatanym obliczu. Zamrugał kilka razy, łudząc się, że może to jakaś fatamorgana. Ale nieraz się już przekonał, a raczej życie udowodniło mu, iż nadzieja jest matką głupich.
Westchnął cierpiętniczo w myślach klnąc na swojego pecha.
Czy może być jeszcze gorzej?!
- Co robisz, matole? – Sasuke zmrużył swoje niesamowicie czarne oczy, przeszywając Naruto intensywnym spojrzeniem. Jednak Uzumaki się nie dał! Spojrzał na tego nadętego dupka równie hardo.
- A nie widzisz?! – syknął przez zaciśnięte zęby, uświadamiając sobie dopiero teraz, że nie czuje się zbyt bezpiecznie w towarzystwie Uchihy. W końcu jedyna obrona, jaka mu pozostała, to cięte riposty.
I na domiar złego Sasuke, jakby odgadując myśli blondyna, podszedł do niego niebezpiecznie blisko. Naruto przełknął głośno ślinę, niemal wciskając się do swojej otwartej, wąskiej szafki, która była tylko trochę wyższa od niego. Miał jedynie nadzieję, że Uchiha nie wpadnie na iście genialny pomysł zamknięcia go w niej. A może to Naruto powinien uprzedzić fakty i zrobić to z Sasuke? Znaczy…eee… Jezu, jak to zabrzmiało.
- Co się tak czerwienisz? – Usłyszał tuż przy uchu cichy, chyba jeszcze bardziej hipnotyzujący głos niż wczoraj. Niemal zamruczał z rozkoszy, ale powstrzymał się w ostatniej chwili. Dzięki Bogu!
- Znów chcesz się do mnie dobrać?! – Burknął z niechęcią wyczuwając, że ten cholerny, przeklęty dupek używa jakichś niesamowicie dobrych perfum, od których Naruto aż zakręciło się w głowie.
Uchiha zaśmiał się tylko cicho jeszcze bardziej napierając na biednego Uzumakiego swoim ciałem.
- Pamiętaj… - szepnął z pewnością doskonale zdając sobie sprawę z tego, jak teraz brzmi – …że mam prawo do twojego tyłka. W końcu wczoraj go uratowałem, prawda?
A jednak może być jeszcze gorzej…
Naruto wstrzymał oddech, przypominając sobie ostrzeżenie Uchihy; „jutro odpowiednio zajmę się tym, co uratowałem”.
Niech to szlag…
Czy nie ma już dla Naruto Uzumakiego nadziei? To koniec? Koniec w ramionach Uchihy-Nadętego-Dupka?
I nagle przyszedł cud. Zupełnie niespodziewanie Naruto doznał olśnienia. Niczym grom z jasnego nieba wpadła mu do głowy pewna myśl, wspomnienia ze wspaniałych czasów w poprawczaku.
Najlepszą obroną jest atak.
Hasło przewodnie zdegenerowanej młodzieży.
Jeszcze nie przegrał, jeszcze ma szansę.

Sasuke uśmiechał się z satysfakcją, wyczuwając u Uzumakiego pewną niepewność. Teraz jakby powstrzymywał swoje ruchu, starał się uspokoić. Podejrzewał, że wczoraj matka lub jej tyraniczny mąż urządził mu awanturę. Wcale by się nie zdziwił, gdyby teraz chłopak miał nawet kilka siniaków więcej.
I jakimś dziwnym sposobem zasmucił go fakt, że teraz jego wróg numer jeden ma jakby związane ręce.
Postanowił, że dzięki subtelnej prowokacji, Uzumaki pozbędzie się moralnych kajdan, znów gotowy się z nim zabawić…
- Z pewnością rozdziewiczałeś już niejednego, co Uchiha? – Ku jego zaskoczeniu kajdany pękł szybciej niż się spodziewał. A może tak mu się tylko zdawało? Może wciąż tam były, a ten kretyn znalazł jakiś inny – bardziej bezpieczniejszy sposób – na konfrontację z Sasuke?
- Obawiam się, że jeśli chodzi o ciebie, nie kopnie mnie zaszczyt pozbawienia cię dziewictwa. Bo prawiczkiem z pewnością jeszcze jesteś. – Zmrużył zaczepnie oczy uśmiechając się przy tym iście radośnie. Naruto zacisnął mocniej usta i Sasuke z uśmiechem stwierdził, że pięści blondyna miażdżą przód jego sportowej, czarnej bluzy.
Och, czyż nie tam było ich miejsce? - Ulży ci, jeśli ci wsadzę? – dodał.
- Jeśli będę w stanie chociaż poczuć twoje mizerne klejnoty…
- Zapewniam cię, że przez miesiąc nie usiądziesz na tyłku, tak będziesz je wspominał – warknął w jego stronę i już miał przedstawić blondynowi plan wykorzystania jego czterech liter, jednak właśnie tą ważną chwilę przerwał dzwonek, obwieszczający koniec trzeciej lekcji.
- Bom Bom! Uzumaki. – Niestety musiał ograniczyć się jedynie do tych trzech słów, których Naruto oczywiście nie zrozumiał.
A jego mina, kiedy w końcu pojmie ich znaczenie, będzie z pewnością bezcenna.

piątek, 30 lipca 2010

Bom Bom! 10

Shiroi, ciesze się, że spełniłam twoje dzienne i nocne fantazje :D Chociaż nocne to dopiero przed nami ;) I chcę zobaczyć twoją moc :D Koniecznie i definitywnie, chcę ją zobaczyć! ;D
Roselani, cieszę się, że Naruto ci się spodoba, no i przede wszystkim nie jest sierotką Marysią! :D Naruto stara się odnaleźć w nowym środowisku a jest to przecież niezwykle trudne. Popychadłem jednak nigdy nie będzie ;) Co do nowej rodziny Naruto, cóż, ja jestem przekonania że ludzie się nigdy nie zmieniają (wiem, to dość głupi pogląd, jednak swojego zdania nie zmienię), więc raczej na ich zejście na 'dobrą stronę mocy' nie masz co liczyć... ;) Znaczy, no może jednak czy dwie osoby się zmienią, o, tak powiem :] Jeśli chodzi o prywatne lekcje Naruto u Sasuke... hm, nie wybiegajmy zbyt daleko w fabułę... ;D Aww, prawda, że ten szablon jest ładny? ^-^ Aż się dziwię, że coś tak ładnego udało mi się znaleźć. Och, no i też mam nadzieję, że wena do Bom Bom nie wypali się tak jak w przypadku Refuge. Chociaż może dlatego pierwsze opowiadanie jest mi tak trudno dokończyć, bo zbyt tam pomieszałam =-= :)
Kuroneko, ach! Sam seks na desce Uchihy, sam seks! :D 'udowodnić temu wrednemu, złośliwemu, seksowneeemu <3 :d="" a="" b="" czarnow="" mnie="" natchn="" normalnie="" osemu="" tekstem="" tym="">Vann, no wiesz! Nie porównuj mnie do polskich seriali obyczajowych bo się jeszcze na ciebie obrażę :D Och, tak. Takie bachory jak rodzeństwo Naruto, rodzą się z naszego doświadczenia ;D Znam ten ból! ;) No a jeśli chodzi o Kalifornię... Pst! Nic nie zdradzam ;)
Shasti, jezu to naprawdę rekord! Żeby Refuge przeczytać w ciągu jednego dnia... no jestem pełna podziwu ;D No a jeśli chodzi o narusasu, cóż może kiedyś pokuszę się na napisanie czegoś takiego, bardzo możliwe nawet ;D
Gagulec, och, Sasuke nie jest we wszystkim lepszy od Naruto. W końcu to pan Uzumaki pokonał Sasuke podczas bójki, prawda? I możesz być pewna, że w wielu rzeczach Naruto jest dobry, lepszy niż Uchiha, no przecież! ;D Nie wątp w mojego Uzumakiego, noo! :D Ps. hmm... szukaj go dzisiaj a znajdziesz... ;D
Cloud, tak już po drugim dniu tak przyjaznej znajomości wskoczą do łóżka, żeby się gździć przez resztę opowiadania :)
Dream, cieszę się bardzo, że jednak przestałaś słuchać tego 'czegoś' i przeczytałaś ;D haha! nie no bądźmy poważni, witam nową czytelniczkę ;*
Qeen, sądzę że Sasuke dał mu rozgrzeszenie, łapiąc go na stoku, nie uważasz? ;) Och, a jeśli chodzi o zdania, tak stanowczo problem z ich długością i naprawdę czasami rzeczywiście dają po oczach :D Nie ma problemu jeśli tylko chcesz, to daj mi namiary na siebie, a się zgadzamy :)

Narzekaliście, że było krótko, więc tym razem rozdział dłuższy, mam nadzieję, że zauważycie! ;D
Och, no tak. Koko wyjeżdża na tydzień, więc dopiero w przyszłą sobotę, lub niedzielę mogłoby się coś ukazać.


zbetowała Kuroneko ;*


Stał na szczycie śnieżnej rampy, z niesamowitym spokojem wymalowanym na twarzy. Patrzył na tłum, który już zebrał się u podnóży stoku. Niebo z każdą kolejną chwilą, zmieniało swoją barwę na coraz ciemniejszą. Kilka, jak na razie niegroźnych obłoczków świadczyło o tym, że noc może okazać się dużo chłodniejsza, niż zapowiadano w prognozie pogody. Powoli budzące się do życia światła na stoku, już raziły swoją mocą.
Zmrużył oczy, szukając wśród gapiów blond czupryny.
Gdy wychodził z szatni widział, jak ten kretyn rozmawiał w najlepsze z Hinatą Hyuugą, kuzynką Neji`ego, która chyba jako jedyna, nie żywiła nienawiści do ‘nowego’.
I nie wiedząc czemu, irytowało go to jeszcze bardziej.
Ale nie był gówniarzem, nie chodziło mu bynajmniej o to, że Uzumaki znalazł sobie jakiegoś sojusznika. Przecież wiedział, że prędzej czy później i tak w końcu ktoś się do niego przekona.
Sasuke irytował się zupełnie innym, dużo bardziej niepokojącym faktem.
Wkurzało go niemiłosiernie to, że podczas rozmowy, Uzumaki zdawał się być taki radosny. Przecież to Hyuuga, do cholery! – Warczał głos w jego głowie. Ta Hyuuga, która nigdy nie odzywa się do żadnego faceta, która czerwieni się, gdy ktoś powie słowo ‘penis’, która ma nos w książkach i jest dziedziczką rodzinnej fortuny, chociaż to Neji na nią zasługiwał.
Sasuke uśmiechnął się, tym razem nie z kpiną, ironią czy nawet radością. Uśmiechnął się smutno.
Och, ta historia mu coś przypominała.
Głuchy gong i muzyka, która rozległa się zaraz po nim, wyrwała go z otępienia.
Nie będzie sobie zawracał głowy jakąś dziewuchą. Później się z nią rozprawi.
Rozpoczął swój zjazd, zupełnie zapominając nawet o tym, że tak zależało mu, by Uzumaki oglądał jego trening.

Sasuke był niekwestionowaną młodą gwiazdą snowboardu. Ktoś, kto siedział w tej branży, momentalnie, słysząc nazwisko ‘Uchiha’, wiedział o kogo chodzi. Sasuke był z pewnością najlepiej zapowiadającym się zawodnikiem, nawet nie najbliższych sezonów. Przed młodym Uchihą rozciągało się pasmo wielkich możliwości, zapisania się w historii sportu i USA, jako jeden z najlepszych zawodników.
W końcu to do niego należy zeszłoroczny rekord świata, który z pewnością długo nie zostanie pobity. Chyba, że przez niego.
Konkurencja, w której Sasuke był niewątpliwie najlepszy nosiła nazwę Halfpipe. Krótko mówiąc, polegała na zjeździe po śnieżnej rynnie, z jednoczesnym wykonywaniem akrobatycznych rewolucji. W tej konkurencji liczyła się przede wszystkim wysokość skoku, pod uwagę brano również trudność oraz złożoność ewolucji, a na końcu, wiadomo – lądowanie.
Zjazd nie trwał dłużej niż dwie minuty, więc Sasuke miał naprawdę niewiele czasu, by zademonstrować szeroki wachlarz swoich umiejętności.
Dzisiejszego ranka, wraz z trenerem wprowadzili przedostatni element do układu Uchihy, który miał zaprezentować na pierwszych, otwierających tegoroczny sezon zawodach.
Z lekkim uśmieszkiem wykonał najtrudniejszą ewolucję, słysząc, jak publiczność wstrzymuje oddech w napięciu. Gdy bezbłędnie wylądował, przyjął głośne brawa, obwieszczające mu, że dzisiaj przeszedł samego siebie.
Po przekroczeniu czerwonej linii rampy, odetchnął z ulgą, szybko zjeżdżając w dół stoku, gdzie już czekał na niego jego trener.
- Dobra robota, Sasuke – mruknął do niego mężczyzna, na pozór obojętnym, prawie, że znudzonym tonem, zapisując coś w swoim notatniku. Sasuke wiedział jednak, że Kakashi, jest wniebowzięty, i przeczuwał już przyszłe zwycięstwo swojego podopiecznego.
- Teraz Neji? – Zapytał brunet, jednak odpowiedź przyszła sama, wraz z jego kumplem stojącym już na szczycie Halfpipe i czekającym na zjazd.
Neij Hyuuga był drugim z kolei najlepszym snowboardzistą w miasteczku. Sasuke, odkąd pamiętał, trenował z o rok starszym kolegą, razem jeździł z nim na zawody i razem cieszyli się ze swoich zwycięstw. Chociaż to zazwyczaj Sasuke stawał na najwyższym podium. Neji nie był dużo gorszy i tak samo jak młody Uchiha, miał szansę wzięcia udziału w przyszłorocznej olimpiadzie. Ten sezon miał pokazać, w jakiej są formie.
Sasuke z uwagą śledził każdy, nawet najmniejszy ruch swojego przyjaciela.
Ich układy były dość podobne pod względem technicznym, a jednak zupełnie różne, zawierając w sobie niepowtarzalne elementy. Każdy z nich dysponował niezwykłym asem w rękawie.
Uchiha zmarszczył brwi, gdy Neji z trudem wylądował po jednym ze skoków. Trzy punkty mniej, przyszło mu na myśl, już z przyzwyczajenia kalkulując jakiego wyniku mogliby się spodziewać po swoich zjazdach.
- Jest za sztywny, źle się wybił – mruknął Kakashi, skrobiąc coś w swoim notatniku. Sasuke skinął jedynie głową. – Ty też musisz trochę dopracować wybicie. Tak, jak wybijałeś się w ostatnim sezonie, zwłaszcza Method Air – Kakashi bezwzględnie zauważył najsłabszy punkt Uchihy.
- Na Big Air jakoś nie mam z tym problemu – mruknął, słusznie zauważając, że w innej konkurencji snowboardowej - dokładnie na skoczni, jeden z trudniejszych trików – Method Air, wychodzi mu dużo lepiej niż na Halfpipe.
- Ale to nie na Big Air będziesz występował w zawodach! – Kakashi spojrzał na niego surowo, co oznaczało koniec tej bezsensownej – według trenera – wymiany zdań i powrót do własnych obowiązków. Sasuke westchnął jedynie, postanawiając, że najwyższa pora rozejrzeć się za Uzumakim. Uznał jednak, że lepiej będzie jeszcze zaczekać na Neji`ego. W końcu to jego kuzynka szlaja się z Naruto.


- Jestem z Los Angeles – odpowiedział na zadane przez Hinatę pytanie i uśmiechnął się do niej rozbrajająco, z rosnącym niepokojem patrząc na jej powiększający się z każdą chwilą rumieniec. W pewnych momentach przybierał on niezdrowego, szkarłatnego koloru i Uzumaki obawiał się, że dziewczyna dostanie jeszcze wylewu. – Jesteś chora?
- Nn…n…ie - Brunetka wyjąkała z trudem, wycierając wierzchem dłoni krople na czole.
Naruto ze zdziwieniem zauważył, że dziewczyna poci się jak świnia.
- Wcześniej trenowałem surfing – poinformował ją wesołym tonem, chcąc nieco rozluźnić atmosferę między nimi.
- Naprawdę? – Usłyszał niski, wibrujący głos i przymknął oczy, klnąc w duchu na swojego pecha. Powoli odwrócił się w stronę pewnego przystojnego, wrednego, złośliwego osobnika, który uśmiechał się do niego kpiąco.
- Naprawdę! – Wysyczał przez zaciśnięte zęby, obrzucając swojego cholernego wroga oraz jego kolegę nienawistnym spojrzeniem.
Dopiero po chwili zorientował się, że coś z kumplem Uchihy jest nie tak. Przyjrzał mu się uważnie, najpierw zauważając niezwykłe podobieństwo do Hinaty, później minę, jak z programu „Mamy Cię!”, a na końcu wyraz twarzy, jaki mieli z pewnością przyszli mordercy.
Uzumaki mimowolnie uśmiechnął się szeroko, wręcz uprzejmie do przyjaciela Sasuke.
- Fajną masz siostrę! – Rzucił radośnie, w ostatniej chwili wymijając mknącą w jego stronę pięść długowłosego chłopaka.
- Neji! – Krzyknęła Hinata, przytomniejąc i powstrzymując bruneta przed kolejnym ciosem. Niestety, chłopak zdążył się jej wyrwać i już zmierzał do Naruto z niebezpiecznym błyskiem w oku.
Uzumaki przez chwilę się nawet bał.
Jednak chwila trwała do momentu, aż złapał się pierwszej lepszej rzeczy, prawie wskakując na nią i…
Jezus Maria.
Silne ramiona objęły go w stanowczym uścisku.
Neji zatrzymał się, gotowy chyba zaniechać przeprowadzenia krwawego zabójstwa na Uzumakim. Jedyny plus w zaistniałej sytuacji jest taki, że Hinata straciła swój krwisty rumieniec. Chociaż może on był zdrowszy od bladego, prawie że trupiego koloru, który teraz nawiedził jej twarz? Kilku stojących najbliżej ludzi, również spojrzało na Naruto dziwnie. Na Naruto i jego wybawcę…
- Uzumaki – usłyszał cichy, ociekający ironią głos. Poczuł gorący oddech na swojej skórze i mimowolnie przeszedł go dreszcz. Niebezpieczny dreszcz, trzeba dodać. – Naprawdę, jesteś taki naiwny…
- Co? – Naruto zmarszczył brwi w geście niezrozumienia, które pogłębiło się, gdy tylko dłonie Uchihy, niczym dwa niebezpieczne węże, zaczęły sunąć wzdłuż jego tułowia. Sasuke powoli odwrócił go tyłem do siebie i przed oczami Naruto stanęły właśnie jakieś straszne, pornograficzne wręcz sceny, które skończyły się tak szybko, jak się zaczęły. Silny uścisk na nadgarstkach sprowadził go na ziemię.
- Jesteś taki naiwny… - Powtórzył brunet, wciąż szepcząc do Naruto takim niskim, hipnotyzującym głosem. – Myślisz, że cię obronię? – Dokończył, wykręcając boleśnie nadgarstki blondyna. Chłopak syknął głośno, wyrywając się z uścisku Uchihy.
- Wal się! – warknął, już naprawdę poirytowany zachowaniem bruneta.
W co ten drań z nim pogrywa, do jasnej cholery?!
Zacisnął mocniej pięści, mając ochotę dowalić mu po raz kolejny. Zedrzeć z jego twarzy ten kpiący uśmieszek i pokazać mu, że…
Niestety. Naruto nie zdążył się nawet porządnie zastanowić, co też chciałby pokazać Sasuke, gdy kolejna silna dłoń odwróciła go od Uchihy.
- Nie waż się nawet spojrzeć na Hinatę, rozumiesz?! – Białe oczy pełne gniewu i nienawiści patrzyły na niego tak, jakby miały przed sobą właśnie jakiegoś wstrętnego robala, którego tylko sekundy dzielą od rozgniecenia.
Uzumaki drgnął.
Neji patrzył na niego zupełnie inaczej niż Sasuke.
I przez chwilę – w przypływie jakiegoś kosmicznego porażenia mózgowego – poczuł nić sympatii do Uchihy. Ku jego ogromnemu szczęściu chwila minęła bardzo szybko. Minęła właśnie wtedy, gdy Neji odbił swoją pięść na twarzy Uzumakiego.
I to przesądziło o wszystkim.
O tym, co miało nastąpić za kilka sekund, pięć minut, oraz pół godziny, a później następnych dniach w tym zasranym miasteczku.
Naruto rzucił się na bruneta z furią, jakiej nigdy nie czuł.
Och, nie… Oczywiście, że nie.
Naruto czuł kiedyś, bardzo dawno temu równie wielki gniew.
I doskonale pamiętał jego konsekwencje. Konsekwencje, które bądź co bądź wyszły mu na zdrowie.
W końcu to przez pobicie tych błaznów, jedenaście lat temu trafił do poprawczaka.
- Ty skurwysynu! – krzyknął, z całej siły uderzając Neji`ego w twarz. Odepchnął od siebie Hinatę, która próbowała go powstrzymać i po raz kolejny zaserwował długowłosemu dupkowi uderzenie smoka, poetycko mówiąc. Na deser już miał mu dać kopniaka w krocze, z nadzieją, że tym właśnie śmiałym gestem go wykastruje, jednak Neji otrząsnął się z otępienia i uderzył blondyna prosto w nos. Ból na kilka chwil przysłonił Naruto obraz, a w między czasie jego przeciwnik uderzył go jeszcze w brzuch i z pewnością dostałby jeszcze kilka naprawdę mocnych uderzeń, niczym z jakiegoś filmu o wschodnich sztukach walki, jednak jedno słowo uratowało jego tyłek.
- Wystarczy.
Dług wdzięczności spłacony?
Spojrzał na Sasuke, który zatrzymał właśnie pięść Neji`ego. Wokół nich zebrał się już naprawdę spory tłum, jednak Naruto zignorował go.
Kolejne przedstawienie dla żądnej krwi widowni? W mniej i bardziej dosłownym tego słowa znaczeniu?
Naprawdę, to już nie miało najmniejszego znaczenia.
Nie może przecież pozwolić, żeby Uchiha tak szybko spłacił ten cholerny dług wdzięczności!
- Odwal się! – wyprostował się, patrząc z wściekłością w czarne oczy Sasuke. Tym razem bez nawet grama kpiny, ironii, czy jakiejś innej oznaki wyższości nad społeczeństwem. Było w nich bowiem coś dużo gorszego.
I Naruto nie mógł się nawet spodziewać tego, jak bardzo mylił się w swoich domysłach.
W czarnych oczach Sasuke przez chwilę zobaczył litość.

- Do jasnej cholery! – Znajomy krzyk niczym huragan, odgonił tłum gapiów, którzy z zamiłowaniem śledzili toczącą się właśnie walkę. Trzeba dodać, że niezwykle nierówny, pełen niesamowitych zwrotów akcji pojedynek, między dwójką snowboardzistów i jednym surferem, który okazał się godnym przeciwnikiem.
Naruto Uzumaki miał kilka naprawdę niesamowitych asów w rękawie, które – dosłownie – powaliły Neji`ego na kolana. Sasuke na swoje szczęście jeszcze się trzymał, jednak tym razem – w porównaniu z wczorajszym pojedynkiem zwłaszcza – był wyjątkowo poharatany.
Dawno, och naprawdę już dawno się tak nie bił.

Zaczynał prawie lubić tego kretyna, który również ledwo stał na nogach.
- Co to jest?! – Zagrzmiał w końcu pełen wściekłości głos i Sasuke wiedział, że walka jest już skończona.
Kto tym razem wygrał?
To pozostanie nierozstrzygnięte… aż do następnej bójki.
- Nic trenerze – mruknął Uchiha, wierzchem dłoni starając się zetrzeć krew z brody.
- Nic?! – Huknął Kakashi, który był tak wzburzony zaistniałą sytuacją, że Sasuke miał przez chwilę wrażenie, iż mężczyzna rzuci w tłum swój notes i wszystkie gadżety jakimi dysponował trener, by po prostu przyłączyć się do młodzieńczej bójki, demonstrując swój gniew. A może i również po to, aby poczuć zew młodości?
- To tylko tak źle wygląda – starał się załagodzić jakoś tę – bądź co bądź, naprawdę źle wyglądającą sytuację. I jak w przypadku Kakashiego Hatake bywa, nie udał mu się zabieg przechytrzenia go.
- Za tydzień zawody! A ty bijesz się z Neji’m jak jakiś szczeniak! A jeśli ten gówniarz by wam coś złamał?!
Naruto zmarszczył brwi, gdy zdał sobie sprawę że właśnie został nazwany gówniarzem. Już chyba miał coś powiedzieć do słuchu trenerowi Sasuke, jednak powstrzymał się w ostatniej chwili. Całe szczęście.
- To nie wina Naruto! – Do rozmowy, zupełnie nieproszona przyłączyła się kuzynka Neji`ego, która ku ich nieszczęściu ujawniła również nieproszone fakty. I akurat tym razem nie mogła trzymać tej swojej różowej gęby na kłódkę!, pomyślał Sasuke gorzko, gdy patrzył, jak brunetka pomaga wyprostować się Uzumakiemu, przytrzymując go jednocześnie za rękę.
Na ten gest Sasuke poczuł przypływ niekontrolowanej wściekłości, która musiała znaleźć drogę odpływu i najchętniej znalazłaby ją w postaci pięści na różowej twarzy tej pseudo-dziewczyny, która teraz obmacywała Uzumakiego!
A już najbardziej denerwował go uśmiech wdzięczności, który pojawił się na twarzy Naruto.
Sasuke nie wytrzymał.
Uderzył blondyna po raz kolejny, chcąc zedrzeć ten cholerny, wstrętny wyraz z jego twarzy, który…
Gdyby nie interwencja Kakashiego, z pewnością biedny Naruto dostałby kolejny raz. I z pewnością, dostałoby się również jego nowej koleżance.
- Sasuke! – Krzyknął trener, powstrzymując wyrywającego się bruneta. – Co się z tobą do jasnej cholery dzieje?! Kurwa! - Szarpnął Uchihą mocno i dopiero gdy miał go uderzyć, Sasuke się opamiętał. Dosłownie w ostatniej chwili powstrzymał dłoń trenera, zmierzającą niczym pocisk w stronę jego policzka.
- Zasłużył sobie.
- Niby czym?! Neji go pierwszy uderzył, on się tylko bronił! – Hinata chyba wszystkich zaskoczyła swoim śmiałym zachowaniem. Nawet Kakashiego, który z pewnością był gotów jej uwierzyć.
- Wczoraj to on nas pierwszy zaatakował – rozległ się spokojny, lodowaty wręcz głos, pełen tej niesamowitej nienawiści i pogardy.
Sasuke spojrzał zaskoczony na Neji`ego. Zapanowała chwila ciszy, pełnej napięcia i oczekiwania na to, co zadecyduje Kakashi.
- Nie obchodzi mnie, kto pierwszy zaczął – mruknął w końcu zrezygnowanym, prawie że znudzonym tonem, jakby nagle ta cała sytuacja przestała go rajcować. – Jeśli kiedykolwiek się to powtórzy, gwarantuję wam, że będziecie do końca życia żałować swojej szczeniackiej bójki, jasne?!
W odpowiedzi usłyszał niewyraźny pomruk.
- A ty! – Tym razem zwrócił się do Uzumakiego, który aż spiął się zdenerwowany. – Jak im coś zrobisz, jeśli przez ciebie będą mieli choć małe zadrapanie, gwarantuję ci, że osobiście postaram się, byś trafił do najgłębszej celi w najcięższym amerykańskim więzieniu, jasne?! – Zakończył ostro i na ostateczne zakończenie, rzucił im tylko, by się umyli.
- Przedstawienie skończone – mruknął na odchodnym.
Tym razem nie dostali braw za swój występ.


- Nie przejmuj się moim kuzynem, pogadam z nim później.
Hinata obmywała właśnie jedną z ran Naruto, który krzywił się przy tym niemiłosiernie. Niemniej był wdzięczny dziewczynie za pomoc.
- To nie twój brat?
- Nie.
Naruto skinął tylko głową, ze zdziwieniem zauważając, że Hinata nie poci się już jak świnia, a rumieniec na jej policzkach jest zdecydowanie bardziej zdrowy. Z tej perspektywy wydawała się nawet ładna.
Uzumaki rozglądał się po sali, jednak nie zauważył już Sasuke. Jego nowa koleżanka zabrała go do hali sportowej, by obmyć jego rany.
- Naruto…? – Po dłuższej chwili milczenia, dało się słyszeć niepewny głos Hinaty. Blondyn spojrzał na nią pytającym wzrokiem.
- No?
- Naprawdę… uważasz, że… jestem fajna? – Wypaliła i dopiero teraz Naruto zdał sobie sprawę, jak bardzo się mylił, sądząc, że Hinata teraz przestanie się już pocić i mieć stany przedzawałowe w jego towarzystwie. Westchnął ze zrezygnowaniem.
- Pewnie, że tak.
Ale jakoś nie mógł się do niej uśmiechnąć.
- A… a jestem fajniejsza od dziewczyn w Los Angeles? Od… twojej dziewczyny?
Aż otworzył szerzej oczy słysząc to, no i widząc minę Hinaty, a przede wszystkim jej czerwony odcień skóry i kropelki potu na twarzy. Och, teraz osiągnęła z pewnością szczyt podobieństwa do prosiaka. Ale nie rozpraszajmy się, dużo ważniejszy jest bowiem jeden szczegół, który panu Uzumakiemu nie pasował.
- Skąd wiesz, że mam dziewczynę? – Zmarszczył brwi, mierząc ją intensywnym spojrzeniem. Dziewczyna speszyła się.
- Nie wiem – odparła szybko, jakby od tych słów miało zależeć jej życie. – Po prostu… zgaduję? Ktoś tak fajny jak ty z pewnością ma jakąś dziewczynę.
Naruto słysząc to o mało się nie roześmiał. I jakoś tak mimowolnie pomyślał sobie o tym, co by powiedział Uchiha, gdyby słyszał Hinatę.
- Powiedzmy, że miałem dziewczynę. Teraz z naszego związku raczej nic nie będzie. Ja jestem tutaj, a ona w Los Angeles i…
Chciał powiedzieć – ‘i na pewno daje dupy innym ogierom’, jednak w porę się opamiętał. W końcu Hinata wyglądała na dziewczynę z dobrego domu, przy której takim słownictwem z pewnością nie pasuje operować.
Ostatecznie więc Naruto ugryzł się w język.
- Związki na odległość zazwyczaj szybko się kończą – westchnął, uśmiechając się z trudem do Hinaty. Dziewczyna z jakimś takim dziwnym, podejrzanym wręcz entuzjazmem, pokiwała głową.
O boże…
W co on się wkopał?
Ale lepsze w sumie to, niż nic, prawda?


Sasuke stanął przed głównym wejściem do pensjonatu. Z pewnością ojciec jest już w domu – och, domu… jak to zabawnie brzmiało – i wraz z matką jedzą jakąś romantyczną, drętwą kolację, by nie tyle nacieszyć się sobą, co porozmawiać o interesach. Jak zwykle zresztą.
Otworzył cicho drzwi, mając jakąś surrealistyczną nadzieję, że w recepcji, czy holu nikogo nie będzie… Wczoraj jakoś mu się udało, być może i dzisiaj szczęście mu dopisze? A jeśli by nie dopisało, istniał cień nadziei, że matka nie zauważy nowych siniaków. Gorzej z ojcem.
W swoich rozmyślaniach nie wziął pod uwagę jeszcze jednej osoby, której bądź co bądź nie spodziewał się tutaj akurat teraz.
- Kto pobił tak mojego małego, naiwnego braciszka?
Odwrócił się, doskonale zdając sobie sprawę, z tego, co zobaczy.

wtorek, 27 lipca 2010

Bom Bom! 9

Vann, niezmiernie cieszę się, że dzięki Bom Bom! twój zły humor został zażegnany :) No i Gaara może się pojawi również, szczerze to już coś nad nim myślałam nawet, chociaż nic nie gwarantuję ;)
Black Lady, no ależ oczywiście, że szybko nasze gołąbki się nie polubią, lecz kto się czubi, ten się lubi, prawda? Na wzór starego porzekadła ;) I postaram się, by ten rozdział był nieco mniej chaotyczny.
Allien, skarbie mój, haha Naruto jako Dicaprio na dziobie Titanica ;D I widzisz do czego to doszło, przez ciebie powstał kolejny blog :D zainspirowany tym Dicaprio ;) A tego tekstu z Refuge w ogóle nie pamiętam o.0 I z błędami masz rację, już są poprawione :D Nie zorientowałam się z tym korytarzem.
Kuroneko, ady jaka sierota? Nawet największym bad boy`om zdarzają się takie wysoki ;) I przerwy zniwelowane :D
Zgred-chan, siostra Naruto chodzi z nim do szkoły. W końcu na takie zadupie przypada ino jedno placówka edukacyjna ;) Było o tym w poprzednich rozdziałach
Shadowstar, możliwe że podobne, jednak głowy nie daję, bo kompletnie go nie pamiętam. Jedyne co mi świta to Zack Efron wykręcający biodrami :| ;)
Anju, prawda, że góry są cudowne? ^-^ Co do rodziny Uzumakiego, czyż to nie w rodzinie siła drzemie? :D No i tak, masz rację. Naruto zdecydowanie bardziej da się lubić, niż Sasuke, jednak mam nadzieję, że jak nie po tym, to po następnym rozdziałach, Sasuke zyska nieco w waszych oczach :) Sakura będzie miała białe kozaczki, nic się nie martw xD Och, masz 100% rację, Gai pod każdym względem jest inny... ;) Co do matek chłopców i Minato, powoli będę rozwijała ten wątek. Cieszę się, że sceny komediowe nie wychodzą tak tragicznie, jak mi się to wydawało, no i jak już wcześniej mówiłam, cieszę się, że wróciłaś ;) A jeśli chodzi o Refuge, cóż, trochę będziesz musiała poczekać na nowy rozdział, bo jak na razie jakoś mnie do tego opa nie ciągnie...
Meester, Naruto znajdzie hmm, zwolennika? Już w najbliższym rozdziale dowiecie się kto to będzie. I staram się, żeby Naruto wyszedł jak najmniej na ofiarę, naprawdę :) Chociaż to trudne, to jednak gwarantuję, że pan Uzumaki zacznie coraz mniej myśleć o swojej przeszłości i zajmie się teraźniejszością.
N, cieszę się, że opowiadanie ci się podoba :) Jeśli chodzi o Kicz, cóż może kiedyś pokuszę się o kontynuację, która chyba byłaby dobrym rozwiązaniem, patrząc na takie felerne zakończenie ;) No i co ty opowiadasz :| Boga się nie boisz?! Sakura nawet w męskiej wersji byłaby okropna! Nawet mi nie pisz takich rzeczy xD I jestem Koko, w profilu ‘.’ dałam, bo śmiesznie wyglądała :D
Viral, oj to przeproś mamę, nie chciałam wywołać u ciebie aż takiego ataku :D
Daimon, och tak, pomyślałam sobie właśnie, że Uzumaki też powinien mieć swój fanclub, bo w końcu chłopacy o kalifornijskiej urodzie są tacy przystojni, prawda? ^-^
Cortny, bo Lee nigdzie nie pasuje xD Jest jak chrabąszcz wśród biedronek ;) Mam nadzieję, że brat nie nabił sobie guza :D Jeśli chcesz pikanteri zaglądnij do Refuge, opowiadanie zawiera kilka scen seksu ;) Nie powiadamiam, a na twojego bloga chętnie zaglądnę :)
Mikachin, Naruto nie manifestuje aż tak swogo nieszczęsnego losu, chociaż wiem, że taka historia, może nieco drażnić. Staram się jednak, żeby jak najrzadziej było o tym mowa w rozdziale, a sam Naruto był zaradny i nie jęczał nad swoim losem. Z każdym kolejnym rozdziałem, zapewniam cię, będzie zapominał o swojej przeszłości.
Ikuko, ależ ja się wcale nie gniewam, dziękuję za szczerość ;)


Cóż, dzisiaj wyjątkowo długo. Chciałam wam podziękować za wszystkie komentarze, naprawdę super czyta się wasze opinie i rady, cudowna sprawa ;) Rozdział dopiero teraz, bo wena mnie opuściła.
I kilka rzeczy, na które odpowiem ogólnie:
Postanowiłam, że jednak wprowadzę dziewczynę Naruto, która odegra dość ważną rolę w opowiadaniu. Już wkrótce się pojawi :) Mam nadzieję, że zwolennicy tego pomysłu się cieszą.
Jeśli chodzi o słowa Naruto o matce Uchihy, cóż w złości mówimy różne rzeczy, a przecież faceci lubią sobie tak dogryzać ;) Nie ma chyba nic bardziej obraźliwego i dzięki temu Naruto chociaż w połowie odgryzł się Sasuke.
No i bardzo się cieszę, naprawdę bardzo, bardzo, że tylu nowym czytelników do mnie napisało.
Dzisiaj wyjątkowo długi wstęp, więc nie przedłużając, zapraszam na rozdział:

Zbetowany przez allien :)


Naruto jęknął w bezsilnej złości, leżąc na śniegu niczym rozgnieciony pączek i zastanawiając się, czy po takiej liczbie upadków, jakie zaliczył dzisiejszego dnia jego tyłek zachował jeszcze status dziewictwa.
Bolało go wszystko. Od szanownego – i miejmy nadzieję nienaruszonego – obszaru czterech liter zaczynając, na już zdecydowanie mniej dziewiczych terenach jego głowy kończąc.
Deska snowboardowa nie okazała się, jak wcześniej zakładał, strzałem w dziesiątkę. A powinna, prawda?
Z czystej logiki wynika, iż tak spokrewnione sporty powinny mieć ze sobą wiele wspólnego. Przecież to na podstawie deski surfingowej opracowano tą kupę dziadostwa, którą Naruto aktualnie miał przymocowaną do nóg.
- Co za gówno – starał się odpiąć zapięcia do snowboardu, jednak te, jak na złość postanowiły się zaciąć, nie chcąc uwolnić Uzumakiego od tego wstrętnego sportu. – Zaraz mnie szlag trafi – ostrzegł je blondyn, lecz nawet to nie poskutkowało.
- Nic ci nie jest? – Oślepiający błysk metalowego aparatu na zęby, burza włosów i pryszcze rozsiane po dziewczęcej twarzy, niczym gwiazdy na niebie.
Och, właśnie tak. Oto kolejna trauma Naruto.
Koleżanki przyrodniej siostry blondyna okazały się nad wyraz beznadziejnymi nauczycielkami, a jeszcze bardziej przerażające było to, że obrały sobie nauczenie biednego Uzumakiego jazdy na desce za punkt honoru, podczas gdy same ledwo utrzymywały się w pionie. I nawet jeśli biedny Naruto miałby potencjał tak wielki, że spokojnie mógłby startować w olimpiadzie co najmniej, one i tak uczyniłyby z niego największego frajera świata, który spektakularnie może się jedynie wywracać. W gruncie rzeczy wywrotki to jedyna rzecz, jaka szalonym nastolatkom wychodziła bezbłędnie.
Uzumaki westchnął ciężko, mrużąc oczy i na pozór obojętnym, prawie że znudzonym spojrzeniem, zaczął rozglądać się po stoku. Ale to była jedynie zwodnicza maska.
Jego umysł był w stanie najwyższej gotowości, niczym dziki zwierz w każdej chwili gotowy do niespodziewanego ataku.
Coś mu nie pasowało w tej spokojnej, wręcz sielankowej atmosferze, gdzie jedyne zagrożenie (oprócz jego radosnego fanklubu) stanowiła przyrodnia siostra, śmigająca na snowboardzie zastanawiająco dobrze i grupka gapiów, którzy czekali tylko na kolejny upadek blondyna, nie mogąc przestać się śmiać z jego licznych prób ujarzmienia śnieżnej deski. Naruto podejrzewał, że w ciągu dzisiejszego dnia zapewnił im więcej rozrywki, niżeli mieli w ciągu ostatniego roku.
Właśnie. Z pewnością dla publiczności Naruto, skandal i awantura były najlepszą rozrywką, którą mieli nadzieję zobaczyć jeszcze dzisiejszego dnia.
A nasz biedny, nieuświadomiony Uzumaki podejrzewał, że z pewnością owa publiczność wie coś, o czym blondyn dopiero miał się przekonać. I to przerażało go najbardziej.
Najgorsze niebezpieczeństwo dopiero przed nim.
Czy będzie to rozwścieczona Sakura, która jeszcze nie dobiła go po incydencie w stołówce, czy też nowa klasa, chcąca zrobić sobie z niego jaja?
A może najgorsze z możliwych niebezpieczeństw?
Sasuke Uchiha…

Naruto poddając się tym jakże głębokim rozmyślaniom, postanowił położyć się na zimnym, sztucznym śniegu i spojrzeć w – co było zaskakująco dziwne – dużo piękniejsze, czystsze niebo, niżeli w jego cudownym, rodzinnym Los Angeles.
Jego jeansy z każdą kolejną chwilą stawały się coraz bardziej mokre i wtedy zaświtała mu w głowie przeraźliwa myśl, że jeśli dalej tak pójdzie, może sobie odmrozić niezwykle, niesamowicie wręcz cenne części swojego boskiego ciała. Już miał się podnosić, gdy usłyszał nad głową jakiś szum. Zaraz potem nad pięknym, czystym niebem śmignął czarny snowboard z wielkim, białym napisem ‘sex’. Jego właściciel z zadziwiającą łatwością okręcił się kilkakrotnie, po czym z równie wielką płynnością wylądował lekko przy snowboardzie Uzumakiego. Chłopak momentalnie podniósł się do siadu, by zobaczyć, a jakże, najgorsze z możliwych niebezpieczeństw, które uśmiechało się akurat do niego lekko.
Och, Naruto nie miał wątpliwości, że ten uśmiech był przeznaczony specjalnie dla niego. Czuł się niemal wyróżniony.
- Proszę, proszę, kogo mu tu mamy.
Sasuke Uchiha miał niesamowicie niski, seksowny głos, to Naruto musiał przyznać, pomimo narastającej nienawiści do osoby bruneta.
- Spadaj – burknął, wbrew sobie czerwieniąc się mocno.
Dopiero teraz zdał sobie sprawę, jak niefortunnym wyborem była chęć nauki na snowboardzie.
W każdym innym sporcie czułby z pewnością dużo mniejsze zawstydzenie, niż teraz. Siedział na dupie jak frajer, przez gwiazdą snowboardu – Sasuke Uchiha, sam mając na nogach deskę, na której nawet nie umiał ustać.
Przełknął ślinę, wyraźnie zdenerwowany.
Ku jego nieszczęściu wynik wyrównał się właśnie dwa do dwóch.
A niech, to.!
Uchiha nachylił się nad nim, uśmiechając się przy tym, o dziwo, nie złośliwie. Jego oczy przybrały wyraz, którego Naruto nie potrafił odszyfrować. To było jeszcze bardziej niepokojące.
- Może chcesz kilku wskazówek? – zapytał cicho, a blondyn kątem oka zobaczył, jak cały stok patrzy na nich w skupieniu i napięciu.
Cudownie, dostali w końcu to na co tak czekali.
Przedstawienie czas zacząć, prawda?
Naruto niczym dzika bestia powinien teraz zaatakować nie mniej dzikiego Uchihe.
Na to wszyscy czekali. Tym razem Naruto nie da się jednak sprowokować.
- Nie, dzięki. Poradzę sobie sam! – syknął, wstając trochę zbyt gwałtownie, przez co zachwiał się i gdyby nie refleks Sasuke, po raz kolejny tego dnia zaliczyłby upadek na cztery litery. I jakaś głupia, naprawdę wstrętna myśl podpowiedziała mu, że upadek przy Sasuke z pewnością skończyłby się na pozbawieniu go dziewictwa.
Przełknął głośno ślinę, gdy silne ramie przyciągnęło go do siebie.
Oczywiście nie specjalnie…
Po prostu pan Uchiha pociągnął trochę za mocno za przód bluzy blondyna, przez co chłopak wpadł prosto w jego ramiona.
Publiczność wstrzymała oddech, nie wiedząc nawet, czego się po nich spodziewać.
To było przecież jasne, Sasuke i Naruto byli nieprzewidywalni, prawda?
- Aż tak się za mną stęskniłeś?
Do Uzumakiego nawet w najmniejszym stopniu nie docierało to, co mówił ten dupek. Wciągnął ze świstem powietrze do płuc, reagując na jego bliskość.
- Znów chcesz się do mnie dobrać? – warknął cicho, jednak wbrew swoim słowom nie odsunął się od bruneta. Przecież jeśliby to zrobił, na pewno zaliczyłby kolejny upadek! A jak ta sportowa gwiazdka już go trzyma, to niech chociaż uratuje tyłek Uzumakiego. Przynajmniej tyle dobrego może zrobić dla świata.
- Jak na razie, to ty chcesz się do mnie dobrać – odpowiedział mu brunet, a Naruto z niezrozumieniem aż zmarszczył brwi i dopiero po zastanawiająco długiej chwili, zorientował się, że trzyma się kurczowo bruneta, gdy on sam trzyma ręce przy sobie.
Och, do diabła!
Ostatnio to Uchiha miał problem ze swoimi aż nazbyt chętnymi dłońmi! Problem jednak w tym, że wówczas chłopcy nie mieli żadnych świadków.
Naruto zaklął szpetnie, doskonale wyczuwając lekki uśmieszek na ustach tego drania! Dwa do trzech dla niego.
Gdzie, do jasnej cholery podziała się pewność siebie Uzumakiego, którą przecież jeszcze przed kilkoma godzinami dosłownie emanował, niczym najjaśniejsza z gwiazd. Jaśniejsza nawet od gwiazdy Sasuke Uchihy!
Lecz jak to bywa każda gwiazda kiedyś przygasa.
Naruto dając sobie mentalny policzek, zdecydował się jednak, że nie puści swojego ukochanego wroga. Miłość jest przecież pojęciem niebywale względnym, prawda? Prawda...?
Tym razem dał sobie mentalnego kopniaka w cztery litery, za postawienie słowa ‘miłość’ i ‘Sasuke Uchiha’ w jednej linijce. Przecież to niedorzeczne!
- Nie puszczę cię! – syknął prosto do ucha bruneta, z taką nienawiścią, że przez chwilę sądził, iż Uchiha odciągnie go od siebie siłą. Nie zrobił tego jednak.
- Nie? – zaśmiał się cicho, szyderczo i z tą doskonale znaną sobie ironią. – A czemuż to?
Wszystkie cięte riposty, które aż prosiły się, w tej chwili o zastosowanie, po prostu wyleciały Naruto z głowy.
Stał tak, kurczowo trzymając się bruneta, zupełnie ogołocony ze wszystkich swoich spektakularnych pomysłów. Lecz cięty język Naruto Uzumakiego nie mógł stępić się ot tak! Co to, to nie!
- Chcę… pokazać… udowodnię, że… jesteś zboczeńcem! –burknął w końcu, nerwowo przylegając do ciała Uchihy.
W jego głowie zrodził się plan. Desperacki plan, który był jego jedyną nadzieją, by nie skompromitować się ostatecznie w oczach… kogo?
Głupich ludzi, którzy patrzyli na całą scenę z zaciekawieniem i do szczęścia brakowało im jedynie popcornu, oraz wygodnych foteli?
Nie, och, nie. To coś innego. Coś dużo ważniejszego.
Sasuke i Naruto stoczyli już kilka naprawdę efektownych bitew, lecz ta jakby miała zakończyć jakiś rozdział w ich, bądź, co bądź, krótkiej znajomości.
Uzumaki przede wszystkim chciał uratować swój coraz bardziej kruchy wizerunek godnego rywala, w oczach Sasuke.
Napierając na niego całym ciałem, spowodował, że Uchiha wywrócił się, upadając na plecy.
Chłopak stęknął pod nim, a zaraz po tym blondyn poczuł, jak łapie go mocno za ramiona.
- Hmm… - Teraz to on uśmiechnął się lekko triumfująco, ale tylko lekko. – Przestaliśmy trzymać ręce przy sobie, co?
- Jeśli tym sposobem chciałeś mnie zmusić, żebym cię dotknął, to ci się udało! – warknął, odpychając go od siebie. Kilka osób krzyknęło coś w ich stronę, lecz najwyraźniej Uchiha postanowił je zignorować, całą uwagę poświęcając blondynowi.
Cóż za wyróżnienie.
- Skoro wczoraj chciałeś się do mnie dobrać, pomyślałem, że dzisiaj mógłbyś uratować mój tyłek. W końcu tak bardzo o nim marzyłeś, że szkoda by było, gdyby coś się z nim stało, prawda? – Naruto poczuł, jak nowa fala pewności siebie zalewa go ze zdwojoną siłą. To było takie budujące uczucie.
I co teraz, kretynie?!
Trzy trzy, jak nic!
Naruto, dzięki swojemu geniuszowi, po raz kolejny wyrównał wynik!
- Masz rację, należy mi się nagroda. Jutro odpowiednio zajmę się tym, co uratowałem – otrzymał odpowiedź, która wprawiła go w całkowite osłupienie.
O czym ten cholerny Uchiha gada?! On mówi serio...?


Sasuke z uśmiechem na ustach zjechał ze stoku. Kilka osób momentalnie do niego podbiegło, chcąc upewnić się, że nic mu się nie stało w tym niewielkim wypadku.
Hn, z pewnością nic mu nie było.
Uśmiech nie chciał zejść mu z twarzy.
Uzumaki był doprawdy zabawnym człowiekiem. Tak łatwo dał się wkręcić. Najśmieszniejsze w tym wszystkim było jednak to, że wkopał się w to wszystko dobrowolnie.
A jego mina jutrzejszego dnia będzie z pewnością bezcenna.
Obejrzał się za siebie, by spojrzeć jak ten kretyn wpada na młodą Hyuugę, z ich klasy, która niczego nieświadoma, siedziała na środku stoku, majstrując coś przy swoim snowboardzie.
- Sasuke, za chwilę na Halfpipe – Neij poklepał go plecach, już zmierzając w stronę szatni.
Uchiha zaśmiał się cicho. Miał nadzieję, że Naruto nie przegapi jego treningu.

środa, 14 lipca 2010

Bom Bom! 8

Shiroi, jesteś niemożliwa xD Myślisz tylko o seksie xD
Zgred-chan, pomysł ptaszka podsunęła mi moja przyjaciółka ;)
Kuroneko, hah wybacz mi za tą pomyłkę, po prostu mam wyjątkowe trudności w zapamiętywaniu imion ( o nickach już nie wspominając) ;)
Daimon, a jak! Minato to ma być ziółko, on na grzecznego chłopca się nie nadaje xD

Rozdział zbetowany przez Sasame :)



Naruto zaśmiał się cicho.
Kiedy tak patrzył na rozwścieczonego Sasuke, coraz bardziej utwierdzał się w iście budującym przekonaniu, że wygrał. Wprawdzie dopiero pierwszą rundę… albo drugą, jeśli tak na to patrzeć. Każda wygrana buduje.
A życie stawało się jeszcze piękniejsze, gdy uświadomił sobie, że jest dwa zero.
Och, tak!
Był władcą wszechświata nawet, jeśli wszechświat jeszcze o tym nie wiedział.
Dwa zero, dwa zero. Cholera, jak to pięknie brzmi! Dwa zero…
Pierwszego gola strzelił (o ironio) wczoraj wieczorem, kiedy powalił na łopatki Uchihe, wielką gwiazdkę sportową! Mało brakowało, a chłopak klęczałby przed nim, błagając o łaskę.
Kiedy mimowolnie sobie to wyobraził, aż się zarumienił. Z wrażenia, oczywiście. Klęczący Uchiha był… Khem, khem.
Drugi raz piłka wpadła do bramki, dokładnie kilka minut temu. Albo inaczej, Sasuke strzelił sobie samobója, jeśli tak się na to mówiło. Trzeba dodać, że Naruto nigdy nie był specjalnym fanem piłki nożnej. Było przecież tyle fajniejszych sportów, gdzie można było wykazać się czymś więcej, niż bezsensownym lataniem za piłką.
Niechęć Naruto do futbolu nie zmienia jednak faktu, że gole strzelał wyśmienicie. Zwłaszcza do bramki Uchihy.
- Dlaczego zrobiłem, co?
Uśmiech nie mógł zejść mu z twarzy. Był władcą wszechświata i teraz jakaś tam gwiazdka sportowa może mu naskoczyć.
Nie liczyło się nic, prócz wyrazu twarzy Sasuke, kiedy blondyn wypowiedział swoją kwestię. To było piękniejsze niż cokolwiek na świecie, niż gwiazdy, słońce, nawet panienki z kalifornijskich plaż razem wzięte. I to uczucie nienawiści unoszące się w powietrzu. Targane powiewami gigantycznego szczęścia Naruto.
Ale i tak nienawiść Uchihy wygrywała.
Urocze.
- Nie udawaj, że nie wiesz!
- Możesz mówić trochę wyraźnie? Sasuke, kochanie, mam nadzieję, że nie dostałeś szczękościsku. - Naruto powinien w tej właśnie chwili dostać Oskara, za to, że jeszcze nie leży na podłodze i nie składa się ze śmiechu.
Sasuke, swoją drogą, zasługiwał na Pokojową Nagrodę Nobla, za to, że jeszcze nie zabił blondyna. Chociaż w gruncie rzeczy, Uzumaki nie mógł mieć pewności, że reszta społeczeństwa nie ucierpi na gniewie bruneta. Toteż dla pewności, lepiej wstrzymać się z uhonorowaniem Sasuke. Jak na razie, tylko Naruto Uzumaki zasłużył sobie na jakiekolwiek prestiżowe wyróżnienie.
Och, właśnie, a jeśli o nagrodach mowa… To władca wszechświata właśnie odbiera swoją.
- Dlaczego to zrobiłeś?! - Sasuke przestał się chyba bawić w zastraszanie, czy bicie po twarzy. Teraz, kiedy wojna już rozgorzała na dobre, pan Uchiha postanowił wyciągnąć najcięższą artylerię, tudzież, zastosować śmiertelne ciosy.
- Puść! - wyskamlał Naruto, kuląc się pod ścianą. - Błagam, puuuuść... - Starał się odciągnąć silną rękę, trzymającą go za krocze. Kiedy w jego oczach pojawiły się łzy, Sasuke uznał to chyba - jak na razie - za wystarczającą rekompensatę. I ku jego ogromnemu szczęściu, zrobił to w odpowiednim momencie, gdyż zaraz po tym jak odsunął się od blondyna, ze swojego gabinetu wyleciała dyrektorka. Zerknęła na nich szybko, lecz gdy tylko zobaczyła, że na ich twarzach nie ma krwi, postanowiła opuścić sekretariat, zapewne wezwana w jakiejś pilnej sprawie.
- Więc? - Sasuke spojrzał wyczekująco na Uzumakiego, który dochodził właśnie do siebie.
- A jak myślisz, cholera?! - odpowiedziało mu przemiłe, przeurocze warknięcie, pełne równie wielkiej nienawiści, jaką on żywił do Naruto chwilę temu
- Powiedz mi. Gdybym miał mózg pawiana, z pewnością łatwiej by mi było cię zrozumieć. Musisz mi jednak wybaczyć, ale czymś tak prymitywnym nie dysponuję.
- Taaa. - Naruto prychnął rozdrażniony. - Z pawianem łączy cię tylko tyłek.
- Cóż za cięta riposta. - Uchiha zacmokał z aprobatą. - Uważaj, bo mnie jeszcze swoją elokwencją powalisz na kolana.
Naruto spojrzał na niego zszokowany, po czym zaczerwienił się lekko, ostatecznie nie odgryzając się niczym szczególnym. Mruknął tylko niewyraźnie „wiedziałem, że jesteś gejem", po czym wyszedł z sekretariatu.
Sasuke uśmiechnął się do siebie, szybko doganiając blondyna.
- Ale jesteś wygłodniały. Nie chcą dawać, to się ma bardzo… - nachylił się nad nim, ustami prawie muskając płatek jego ucha. - ...bardzo twarde - spojrzał znacząco na jego krocze - powody do frustracji seksualnej, co?
- Chciałbym ci przypomnieć, że to ty chcesz się ode mnie czegoś dowiedzieć, więc radzę skończ już z tymi swoimi tekstami.
- Na dłuższą metę, mogę pozostać w słodkiej nieświadomości przyczyn twoich samarytańskich czynów...
- Och, zapomniałem - Naruto uderzył otwartą ręką w czoło. - U kogoś takiego jak Uchiha, sumienie zastało przysypane przez pieniądze.
Sasuke westchnął jedynie, ignorując tę uwagę. Postanowił nie zwracać sobie głowy głupimi wypowiedziami blondyna, który chciał go tylko wyprowadzić z równowagi i doprowadzić do bójki, a wówczas mógłby grać biednego poszkodowanego w starciu z Uchihą. Sam Naruto, z pewnością nie miałby odwagi narazić się dyrektorce.
A może jednak?
Pan Uchiha jeszcze nie wiedział, że dopiero przyjdzie mu poznać, co tak naprawdę znaczy odwaga Naruto Uzumakiego.
Zerknął na Uzumakiego, który zmarszczył akurat brwi, zapewne wybitnie niezadowolony z faktu, że jego błyskotliwa riposta, została, górnolotnie mówiąc, olana. Naruto postanowił więc powiedzieć coś, co z pewnością sprowokowałoby Uchihe.
- Jeśli tak cię interesuje moje życie seksualne, to w najbliższych planach mam zaliczenie twojej matki. Ona również wygląda na niedopieszczoną w tych sprawach.
To wystarczyło, by Sasuke pchnął go z całej siły w stronę ściany. Tym razem było to naprawdę bolesne. Blondyn skrzywił się lekko, patrząc teraz spod półprzymkniętych powiek, na pełną wściekłości twarz swojego wroga. Lekki uśmiech mimowolnie zagościł na ustach Sasuke.
- Jeśli powiesz jeszcze jedno słowo o mojej matce, zabiję cię jak psa rozumiesz?! - syknął, przedramieniem przyduszając Uzumakiego
Chłopak łapczywie wciągnął powietrze. Patrzył na niego - po raz pierwszy chyba - takimi przerażonymi, niebieskimi, wręcz niewinnymi oczyma. Czarnowłosy zaskoczony zabrał rękę, kiedy zadzwonił dzwonek. Najwyraźniej będą musieli później dokończyć swoją rozmowę.
Naruto nie patrząc na bruneta, wyminął go, szybko znikając za rogiem. Uchiha odetchnął ciężko, plecami opierając się o szafki.

Wszedł na wielką stołówkę, gdzie cała szkoła zebrała się już, by zjeść lunch.
Ignorował ciche, dziewczęce śmiechy, maślane i trochę bardziej wyuzdane spojrzenia, które co tu dużo mówić, po prostu rozbierały go wzrokiem. Śmiać mu się chciało, jak tylko pomyślał o tym, ile dziewczyn w tej szkole pragnie się z nim przespać. Bycie z kimś takim jak Sasuke Uchiha leżało akurat w strefie marzeń z najwyższej półki, tych arcytrudnych, czy nawet niemożliwych do zrealizowania. A teoretycznie Sasuke mógł przespać się przecież z każdą.
Dlaczego więc żadna z obecnych tutaj dziewczyn nie grzała jego łóżka swoim, czasami naprawdę ponętnym, ciałem?
Odpowiedź była jasna. Banalnie prosta i nasuwa się sama. Czemu jeść tanie mięso, skoro można mieć to z najwyższej półki?
Dziewczyny Sasuke były w głównej mierze gośćmi w pensjonacie jego ojca. A jeśli pensjonat był jednym z najbardziej luksusowych miejsc w zimowym miasteczku, to chyba oczywiste, że najlepsze kąski młody Uchiha miał prosto pod nosem.

- Hej! - krzyknął na niego Kiba, który już zasiadał z resztą ich paczki do okrągłego stolika na środku sali
Brunet przewrócił oczyma, po czym podszedł do kumpli.
- Siadaj, wzięliśmy ci lunch. - Lee z pełnymi ustami z pewnością nie był widokiem, jaki zachęcał do jedzenia
- Ale masz pecha. - Kiba zaśmiał się głośno, a jego głowa obracała się niemal o trzysta sześćdziesiąt stopni, szukając po stołówce jednej osoby. Można się już chyba było domyśleć kogo.

- Ebisu was usadził, nie ma co. Będziesz się musiał z nim cały rok męczyć.
Och, tak.
Ebisu, ich nauczyciel języka francuskiego na poprzedniej lekcji posadził Naruto zaraz obok Uchihy. Siedzieli w ostatnich rzędach i byli prawie poza wpływami zrzędliwego nauczyciela, który interesował się tym, co miał przed biurkiem.
I takim właśnie sposobem Sasuke, został skazany na obecność, elokwentne konwersacje oraz wyskoki Uzumakiego na tej lekcji.
Trzeba również dodać, że jego kumple zachowywali się z tego powodu, jakby Sasuke wygrał złoty medal na olimpiadzie. Ich szczęście naprawę nie znało granic.
- O! Patrzcie, idzie! - Kiba odwrócił się, by lepiej przyjrzeć się blondynowi, niosącemu tacę ze spaghetti. Sasuke kiedy zobaczył mięsne kulki na długim, cienkim makaronie, aż uśmiechnął się do siebie.
W momencie, gdy Naruto spojrzał na niego pełnym nienawiści wzrokiem, Uchiha uderzył lekko w puszkę Lee, która spadła ze stołu, rozlewając się na podłogę.
- Moja cola! - zdesperowany Rock już miał się rzucać na podłogę, jednak Sasuke powstrzymał go w ostatniej chwili, gdy Naruto nieświadomy otaczającego go zagrożenia wszedł w kałużę
I jak to bywa w takich przypadkach, niefortunnie poślizgnął się na śliskiej nawierzchni, a jego taca z lunchem spektakularnie wyleciała w powietrze. Spaghetti z mięsnymi kulkami zatoczyło piękny łuk i spadło prosto w dekolt idącej za Uzumakim, Sakury Haruno. Dziewczyna zbyt zagadana ze swoją koleżanką, nie zdążyła zobaczyć deszczu jedzenia mknącego w jej stronę.
I zdecydowanie było już za późno, gdy zorientowała się w całym nieszczęściu. Przeraźliwy ryk wstrząsnął szkołą, niemal od fundamentów.
Sasuke po prostu musiał odwrócić wzrok od Sakury, gdyż był pewien, że to co zobaczy na twarzy Naruto, będzie o niebo ciekawsze.
I , oczywiście, jak zawsze miał rację.
Takiego przerażenia, Uchiha nie widział już dawno. Nawet, kiedy jeszcze kilka godzin temu krzyczał w najlepsze na blondyna i groził mu śmiercią. Jego groźby i wściekły błysk w oku, z pewnością były niczym w porównaniu z furią różowowłosej.
Ale dzisiejszy dzień niósł ze sobą jeszcze więcej chwil radości, niżeli się pan Uchiha nawet spodziewał.
Właśnie w momencie, gdy Sakura zorientowała się, kto był sprawcą haniebnego czynu, jakim było pobrudzenie jej idealnego stroju, Naruto spanikowany podbiegł do dziewczyny ze słowami przeprosin na ustach i zrobił coś, czego z pewnością nikt się nie spodziewał.
- Pomogę ci! - krzyknął i wsadził rękę w jej dekolt, by wyłowić z niego mięsne kulki oraz cienki, lecz długi makaron, który ku nieszczęściu Sakury, a szczęściu i ubawie wszystkich pozostałych, zaplątał się w jej stanik
Naruto w akcji ratunkowej nie omieszkał spenetrować również jej biustu, w poszukiwaniu oczywiście swojego lunchu.
Cała sala zamarła, gdy głuche plaśnięcie zakomunikowało o zakończeniu akcji ratunkowej. Sasuke przez chwilę zaczął się nawet obawiać, że teraz to Naruto będzie potrzebował pierwszej pomocy. Jednak ten moment szybko minął, a na jego miejsce wpłynęła czysta rozkosz.
- Zrobiłeś to specjalnie! Uchiha, ty bestio! - Kiba ledwo łapał powietrze do płuc, śmiejąc się w najlepsze i nie mogąc się uspokoić. Tak samo jak i reszta jego paczki.
Brunet czekał jedynie, aż Naruto spojrzy w jego stronę. A kiedy to uczynił, Sasuke uśmiechnął się najbardziej wrednym, najperfidniejszym uśmiechem zwycięstwa, na jaki było go stać.
- Ty! - wykrzyknął Uzumaki, jednak zanim zdążył zemścić się za to jawne upokorzenie go przed całą szkołą, dopadła biedaka równie wściekła Sakura
I Uchiha mu współczuł, bo przez jedną sekundę, może mu się wydawało, a może nie, widział na ustach dziewczyny pianę.
- Sasuke! - Odwrócił się w stronę swoich kumpli, którzy powoli dochodzili do siebie. - Respekt stary, respekt! - z uśmiechem triumfu Sasuke przyjął gratulacje


- Idziemy na trening?
- Ta, za niedługo pierwsze zawody. - Sasuke wraz ze swoją paczką oraz kilkoma jeszcze osobami zmierzali właśnie wprost do hali sportowej
- Zawody?! Przecież Uchiha i Hyuuga potraktują to jak pokazanie pozostałym, ile im jeszcze do ich perfekcji brakuje! - zawołał oburzony Kiba, który chociaż również brał udział w tych zawodach, jakoś niespecjalnie przejmował się treningiem
- Dopiero później zacznie się prawdziwa walka. Teraz to tylko lokalne rozgrywki.
- Noo... - poparł go, jak zawsze skory do rozmów i ciekawych konwersacji Shikamaru. - Prawdziwe show będzie, jak przyjedzie Kanada i Europa.
Czarnowłosy uśmiechnął się do siebie. Już nie mógł doczekać się sezonu zimowego. Widział, że będzie to niezapomniany okres w jego życiu. Jednak nie mógł zdawać sobie nawet sprawy jak bardzo, prawda?


- Po co tutaj przyszliśmy?! - Naruto nie był przekonany, co do pomysłu swojej siostry i jej beznadziejnych koleżanek
- Zobaczysz! Będzie fajnie!
- Od tygodnia uczę się jeździć na mojej nowej desce, więc z łaski swojej przestań narzekać. Mama każe mi cię oprowadzić, więc szlajaj się za mną, a ja będę udawać, że cię nie znam. - Jego głupia siostra machnęła rękę w jego stronę, w taki sposób, jakby odpędzała natrętne muchy.
Naruto przewrócił oczyma, klnąc w duchu na tą cholerną wywłokę. Nic jednak nie powiedział.
Po jego przeraźliwej kompromitacji przed całą szkołą, czuł się wybitnie nie na miejscu, wśród tych zadufanych w sobie dzieciaków. Tęsknota za Los Angeles wracała z każdą chwilą, gdy patrzył na różową twarz swojej siostry. To było przerażające.
I aktualnie utrzymywał się wynik dwa do jednego, co nie było już tak budujące, jak jeszcze kilka minut temu.
Z pozycji władcy wszechświata, spadł jedynie do władcy własnych czterech liter, które jakimś cudem zdołał obronić przed rozwścieczoną Sakurą i jej brudnym biustem. A ten, trzeba przyznać, okazał się naprawdę dobrą bronią. Uderzenie z takiego balonu naprawdę boli…
- Ja też chcę spróbować jeździć na desce. - Burknął tylko, a koleżanki jego siostry już do niego doskoczyły, szczebiocząc, że bardzo chętnie go nauczą. Słysząc te zapewnienia, Naruto w nieco pogodniejszym nastroju wszedł na teren olbrzymiej Hali Sportowej, gdzie zaledwie wczoraj lizał się z Uchihą. Miał nadzieję, że dzisiaj tutaj go jednak nie spotka.