sobota, 16 października 2010

Bom Bom! 18

Kuroneko, kochanie z przykrością stwierdzam, że dzisiaj nie dowiesz się jeszcze co tez Naruto planuje ;D Wiem jestem wstrętnym potworem lubiącym znęcać się nad ludźmi, ale impreza też trochę potrwa... ^^' Jak wszystko zresztą? xD Jeśli chodzi o siostrę Naruto, to cóż, w inny sposób się przysłuży :)Hehe, no i wydaje mi się, że Naruto jak najbardziej ma co dyndać, prawda? ^-^

Daimon, haha :D Nie no każdy Twój komentarz mnie po prostu zabija. Nie mogę się powstrzymać przed kolejnym zacytowaniem Twojej wypowiedzi: 'Na początek mamy gorące ciacho prosto z pieca. Sauron by oślepł, Sasuke zaślinił, śnieg stopniał, a Hinata spłonęła chrumkając' <- chrumkająca Hinata mnie po prostu zmiażdżyła ;D Nie wiem ile się z tego śmiałam, ale to już nieistotne ;D A moje pomysły? Zjadam je rano nie z płatkami a parówkami :)Nie no żartuje oczywiście. Jestem zdrowo kopnięta i tak samo kopnięte są moje teksty, to wszystko :P Jeśli chodzi o siostrę Naruto i tą rzekę, to ja bym raczej stawiała na to, że rzeka rozstąpi się jak morze Czerwone ;)A jeśli chodzi o piosenkę... nie jestem zbyt dobra w angielskim, więc sama rozumiesz ==' xD alien, tak Naruto góruje w Bom Bom, jednak mam takie wrażenie, że trochę aż za bardzo ;( Nie wiem jak z Refuge było, jednak wydaje mi się, że Uzumaki jakoś tutaj wyszedł mi lepiej, niż Sas :( Haha, a jeśli chodzi o zły charakterek Naruto... On lubi być niegrzecznym chłopcem ;D Haha xD O jezu ale Sauron mógł mówić? ;D Nie, nie widziałam niestety Bruno xD Odnoszę wrażenie, że mam jakiś dziwny gust, bo chyba wszystkie filmy, które były tutaj wymienione, nie były przeze mnie obejrzane ^-^' Haha, nom Sas jako przyczajony tygrys, Naruto jako ukryty smok ;D Kierowałam się własnie tym tytułem tworząc scenę z przemyśleniami Sasuke o panie Uzumakim ;) I doskonale się z tobą zgadzam, pięknie to ujełaś. W następnych rozdziałach będzie więcej o tej wolności jaką ma Naruto, a której nie może mieć Sasuke. Każdy chce mieć coś, czego nie może, no ale tak to juz jest ;P Haha, racja :D Nie możesz znać imienia siostry Naruto, bo nigdy jej imienia nie dałam ^^ Nienawidzę postaci własnych w fanfickach, a z racji tego, że Bom Bom ma taką a nie inną fabułę, po prostu chciałam jak bardziej ograniczyć owe postacie :) W sensie, ze rozumiesz, prawda? Bo jak zwykle nie umiem się wysłowić :P A jeśli chodzi o siostrę, to cóż nie wiem czy będzie miała happy end, może tak, może nie :D A jeśli chodzi o to, czy będzie przyjaciółką Naruto, powiem tak jak wcześniej komuś tam: mam co do niej inne plany, o! :)

Shiroi, haha długie czy krótkie, ja i tak uwielbiam od ciebie komentarze skarbie :D Ale co do jednego nie mogę się zgodzić. naruto by cię nie rozdziewiczył, bo Naruto jest gejem, o! :D Powinnaś to już wiedzieć! :D

Qeen, obawiam się, że na Orochimaru nie będzie musiała długo czekać, bo już jest w tym rozdziale, ale i impreza też jest, więc nie ma na co narzekać, Przynajmniej mam taką nadzieję ^^' Haha, też myślę, że dobrze tak tej małej poczwarze! tj. siostrze Naruto znaczy się :D Wiem, Naruto jest Narcyzem, ale Naruto to ciacho, więc ma prawo, prawda? xD A ten przerażający fragment był o siostrze Naruto. Jest nawiązanie. Ona mówi pod koniec pierwszego wątki zemszczę się, później jest scena z sasem a później znów urocze rodzeństwo i Naruto chce się upewnić, czy siostra się zemści :)

Pazurek, chcesz fotkę? A co Brian ci już nie wystarcza? xD Krowo moja jednak :* Ale swoją drogą, też mi się wdaje, że ciało Naruto rozpali Sasa ;D

Sanu,haha! :D Jak możesz wypominać to biednemu Sasuke? xD Uważaj bo cię jeszcze zmrozi spojrzeniem ;D Z Uchiha nie wolno zadzierać! ;D Uchiha to macho i żadne książki z biblioteki nie są mu straszne, nawet te wypożyczone :) Nom, może w niektórych momentach rozdział jest za bardzo przyrodniczy, ale ja mam słabość to przyrody ^^' :D jesli chodzi natomiast o rozmowę z siostrą, Naruto mowił o całowaniu Sasuke nie dlatego, że naprawdę chciałby się z nim pomiziać, bo chciał po prostu zrobić siostrze na złość, a ona wkurzyła się, bo tak jak było w refuge, Sasuke nie może być gejem, bo po przecież sasuke :)



Nie przyzwyczajajcie się, jeśli chodzi o częstotliwość dodawania rozdziałów.
Jeśli chodzi o sonde, chciałam się przekonać, czy ktoś lubi Sasuke w tym opowiadaniu. Cieszę się, że większość z was wybrała trzecią opcję, czyli obu panów :) Gratuluję zwolennikowi ojczyma Naruto. Ale... do jasnej cholery, Sasuke na równi z Geylordem Fajfusem?! No wiecie co! Bez jaj... :D


Gratuluję Qeen rozwiązania zagadki, dziękuję Pazurkowi za nową inspirację :) i rozdział nie betowany, tak więc jeśli były by jakieś błędy, proszę napisać. A na pewno jakieś będą.



Dawno, dawno temu, za siedmioma górami, za siedmioma lasami, w zimnym królestwie mieszkała pewna piękna, dobra królewna. Królewna miała dużo przyjaciół, kochających rodziców i jedno wielkie marzenie – chciała, by jej książę z bajki ją pokochał. Chciała, by pokochał jej duże, błyszczące czoło, trochę nieświeży oddech, kilka pryszczy wyskakujących zawsze przed okresem, rozstępy na pośladkach i pewne dwie blizny tak pieczołowicie chronione, będące jej wielką tajemnicą.
Księżniczka chciała, by kiedyś ich pierwszy pocałunek roztopił lodowate serce księcia i – jak to bywa we wszystkich bajkach – żyli długo i szczęśliwie w pięknym, wspaniałym pałacu księcia rządząc mądrze i sprawiedliwie śnieżną krainą.
Księżniczka była jednak sprytną osobą i wiedziała, że dobre zakończenie nie jest możliwe bez pokonania potwora.
Ale kim był potwór?
Pewna dobra czarodziejka powiedziała naszej księżniczce, że potwora w śnieżnej krainie jeszcze nie ma. Musi na niego zaczekać.
- Cierpliwość jest cnotą. – Do dziś księżniczka pamięta słowa dobrej wróżki. Doskonale pamięta też, co jej wówczas odpowiedziała.
- Ja chcę swoją cnotę zachować dla księcia z bajki. Dlatego będę cierpliwa, będę czekać.
Jak wszystkim wiadomo, każde czekanie się kiedyś kończy.
Księżniczka wiedziała, że przyszedł jej czas. Dopiero teraz rozpocznie się prawdziwa historia, prawdziwa baśń.
Potwór przybył do śnieżnego miasteczka i teraz zmierza na bal. Kobieca intuicja podpowiadała księżniczce, że na balu między potworem a księciem z bajki rozegra się straszliwa bitwa. A królewicz zwycięży dzięki miłości księżniczki, jej dobroci, mądrości i urodzie. Tego nasza królewna była pewna.
- Cholera, ale jestem brzydka – mruknęła księżniczka, stojąc właśnie przed lustrem, w swoim wielkim, złotym pałacu, a dokładniej w jej różowym pokoju ze snów. Z rogu patrzył na nią ukochany z tym seksownym błyskiem w oku i cwanym uśmieszkiem. Wprawdzie patrzył tylko ze zdjęcia, przyklejonego w rogu lustra, ale pominąwszy niektóre zbędne fakty – po prostu rozbierał ją wzrokiem.
Księżniczka uśmiechnęła się do niego zalotnie i aż zamarła.
- Sasuke – głos zadrżał jej wyraźnie, jednak starała się trzymać dzielnie. – Będziesz musiał pokochać jeszcze tę zmarszczkę koło mojego lewego, zielonego i cudownego oka.
- Kochanie! – Dziewczyna podskoczyła zaskoczona. To jej rodzicielka stała w różowych drzwiach jej pokoju i przypatrywała się jej z miłością, z czułością. – Czym jest ta jedna zmarszczka przy twojej urodzie?! – Wykrzyknęła i Sakura Haruno, księżniczka zimowej krainy musiała się z nią zgodzić.
- Dzisiaj on będzie mój – zmrużyła oczy tak, że pojawiły się następne zmarszczki do kochania.


Zimny, przeszywający i wręcz mrożący krew w żyłach wiatr, zatańczył wokół Naruto, gdy tylko chłopak dotarł na miejsce.
Pensjonat Sasuke Uchiha, miejsce dzisiejszej imprezy organizowanej specjalnie dla pana Uzumakiego.
Mieszkając prawie miesiąc w śnieżnym miasteczku jeszcze nigdy nie widział pałacu tego dupka z bliska. Intuicja, instynkt zwierzęcy, czy boża opatrzność nakazywała mu trzymać się z dala od tej kolebki zła. A jak wiadomo do zła ciągnie.
Był cholernie ciekaw tego, co też Sasuke skrywa za swoim idealnym życiem. Jaką tajemnicę, jaki sekret ukrywa przed całym światem…
Tylko tutaj mógł znaleźć odpowiedź. I skąd niby biedny Naruto miał wiedzieć, że owa odpowiedź nadejdzie szybciej niżeli by się można było spodziewać?
Powiem nawet więcej, gdy poszedł do kolebki zła, jego anioł stróż zniknął. Zamiast tego inny anioł postanowił być jego opiekunem.
Chcecie się przekonać jaki?
- Cześć Naruto.


Panie i panowie, w końcu nadeszła chwila, na którą wszyscy czekali. Proszę usiąść wygodnie w fotelach, dla bezpieczeństwa odstawić wszystkie napoje oraz jedzenie, jeśli chcecie przed czytaniem, możecie również skorzystać z toalety.
A teraz co?
Najwyższa pora zacząć imprezę!


Sasuke był zły. Zły? był cholernie wściekły! Czuł, że zaraz wybuchnie. Eksploduje jak dynamit i tyle będzie z tej wielkie balangi.
Impreza trwa już godzinę, towarzystwo bawi się w najlepsze i Sasuke również mógłby do nich dołączyć, ale…
No właśnie, to cholerne, pieprzone ‘ale’ nazywa się Naruto Uzumaki i… go nie ma!
Jeśli ten kretyn go olał, to Uchiha go zabije. Zostanie aniołem śmierci dla tego blond-idioty i przeprowadzi najbardziej bezlitosna, najbardziej bezwzględną egzekucję, jaką widział świat. A później Naruto go przeprosi i zostanie jego niewolnikiem i…
Z krainy brutalnych marzeń wyrwał go dźwięk otwieranych drzwi wejściowych.
Aktualnie stał przy wielkich drzwiach, opierając się nonszalancko o jeden z drewnianych filarów, umieszczonych w głównym holu. Jego mały punkt obserwacji znajdował się nieco z tyłu tak, że miał idealny widok na drzwi wejściowe, jednocześnie nie rzucając się w oczy zgromadzonym. Kilka egzotycznych roślin, zdobiących hol zasłaniało go przed wścibskimi spojrzeniami.
Mógł bezkarnie gapić się na przychodzących, wychodzących i tych, którzy nie wiedzieli, co mają ze sobą zrobić.
A ludzi było dużo. Była elita, była jego paczka, była Sakura – tutaj trzeba zrobić sugestywną przerwę, a i była jeszcze Hinata Hyuuga, której dekolt był chyba dłuższy od maratonu, naprawdę! Tak więc, było już wystarczająco dużo ludzi, by Sasuke mógł zacząć swoje przedstawienie, jednak… główna gwiazda się nie zjawiła.
No i Sasuke miał problem.
Warknął pod nosem, gdy zegar wybił dziewiętnastą.
Nie może wiecznie czekać na tego kretyna. Jeśli się nie zjawi, Sasuke może równie dobrze swój mały plan zrealizować w szkole, jednak…
Tam nie będzie Bom Bom!.
Ignorując wołających go do zabawy kumpli i uśmiechające się zalotnie dziewczyny, skierował się na drugie piętro, do swojego pokoju. Musiał przygotować towar do zabawy.


Naruto stał i szczerzył się do siebie jak głupi.
Dobrym aniołem stróżem okazał się nie kto inny jak… brat tego dupka! Tak, właśnie tak, dobrze słyszycie.
Itachi Uchiha to naprawdę równy facet, który jako jeden z nielicznych nie skreślił go na starcie. Ba! Można powiedzieć nawet więcej: Itachi go polubił, a Naruto polubił Itachiego.
I…
Było coś jeszcze, coś niesamowicie fascynującego, intrygującego – była tajemnica.
Itachi nie wiedząc czemu, zdradził naszemu kochanemu blondynowi sekret tak straszny, że w zasadzie Naruto powinien przestać się uśmiechać.
Sasuke miał idealne życie, jednak…
Pamiętacie zabawkowy karabin maszynowy, który Naruto chciał dostać w dzieciństwie? Teraz przyszła pora na rozwiązanie zagadki związanej z prezentem dla małego Uzumakiego.
Blondyn dostał ten karabin. Dostał najpiękniejszy, najfajniejszy karabin, jaki kiedykolwiek widział. Z cholernie fajnymi nabojami, z celownikiem, który był jak prawdziwy i wtedy był najszczęśliwszym dzieckiem na świecie.
Ale teraz…
Teraz stało się coś, czego Naruto nie mógł przewidzieć. Jego zabawkowy karabin maszynowy, jaki wydawało mu się, że teraz, na tej imprezie również dostanie zamienił się w coś niebezpiecznego – zamienił się w prawdziwą broń.
Naruto trzymał ją w rękach i mógł strzelić do Sasuke. Zgładzić go jednym, dwoma strzałami. I byłoby koniec poniżania biednego Uzumakiego, nienawiści do chłopaka i śmiania się z Naruto. Wszyscy w końcu zaczęliby go szanować, bo Sasuke stałby mu się posłuszny.
Naruto znał sekret, który mógł na zawsze zmienić życie Uchihy.
- Cholera – chłopak westchnął ciężko, wstając z przyjemnie wygodnego łóżka i podchodząc do pułki. Ktoś od dłuższego czasu go obserwował i teraz chciał w końcu się z nim zapoznać.
Naruto był teraz w pokoju Sasuke. Sam Itachi go tutaj zaprowadził i powiedział, że jeśli chce może zobaczyć środowisko naturalne tego małego, nadętego dupka. Miło było usłyszeć, że starszy brat snowboardowej gwiazdy używa takich samych epitetów jak Naruto.
Tak więc, Uzumaki był teraz w pokoju Sasuke i podziwiał środowisko naturalne tego małego, nadętego dupka.
Chcecie wiedzieć, jaki pokój miał Sasuke?
Pokój Sasuke był średnich rozmiarów, ale na pewno większy niż cztery kąty Naruto. W prawdzie widoki zza okna nie były jak z bajki, jednak wnętrze było tak imponujące, że krajobraz z zewnątrz nie stanowił w tym momencie priorytetu.
Ściany w odcieniu wina. Głęboko czerwone, hipnotyzująco ciemnego wina. Nowoczesne, ciemno-orzechowe meble przyjemnie współgrały z otoczeniem. W pokoju nie było ciemno, nie było ponuro, czy przytłaczająco. Mały azyl Uchihy był po prostu przytulny, jakkolwiek przytulna może być jama węża, oczywiście. A nieco jaśniejsza od wszystkiego podłoga gościła miodowy dywan. Czy był równie puszysty, co dywan w pokoju Naruto? Pan Uzumaki przekonał się, że jednak nie. Ale dywan Sasuke był ładny.
Z lewej strony drzwi, zaraz pod ścianą znajdowało się niskie - ku zdziwieniu Naruto – dwuosobowe łóżko. Dla odmiany kołdra była wyjątkowo puszysta i aż chciało się w niej utonąć. Naruto jednak ograniczył swoje dziwne popędy, jedynie do niepewnego spoczęcia na skraju łóżka.
I chociaż pokój nie był wcale taki duży, Sasuke upchał tutaj kanapę i sporych rozmiarów telewizor. Telewizor umieszczony był po przekątnej łóżka, jednak przez zasłaniającą go kanapę, Sasuke nie mógł oglądać pornosów pod kołderką – musiał przenieść się na skórzaną sofę w odcieniu mlecznej czekolady i sofa naprawdę się Naruto podobała. Co z tego, że szukał na niej podejrzanych, białych śladów? Chociaż nie znalazł żadnego. Najwyraźniej Uchiha dobrze zaciera dowody po swoich maratonach z gołymi panami… znaczy paniami.
I Naruto naprawdę nie chciał słuchać tego cholernie irytującego głosiku, który mówił mu, że gołe panie, snowboardowy król przyjmuje jednak w swoim dwuosobowym łożu, a pornosów ktoś taki jak on raczej nie ogląda.
Ciche westchnienie wydobyło się z ust Naruto zanim chłopak zdołał zdać sobie z tego sprawę.
Nieco dalej od okna znajdowało się duże biurko, a na nim czarny laptop, drogi jak wszystko tutaj. Całkiem po lewej ścianie były komody, w których Sasuke trzymał ciuchy, bokserki, skarpetki, książki i… medale.
Medale schowane były w ostatniej szufladzie jednej z szaf. I Naruto jeszcze nigdy nie widział tylu nagród na raz.
Kurwa, on nawet jednej nie miał! Ale mniejsza z jego - przez nikogo niedocenionym - talentem.
Zdziwiło go to, że ten dupek nie miał ich na wierzchu, na jakimś specjalnym podwyższeniu, za szybą, cokolwiek, nawet na podłodze. Naruto był w głębokim przeświadczeniu tego, że Uchiha nawet w łazience, nad kiblem będzie miał powieszone swoje trofea, żeby je podziwiać w każdych okolicznościach.
Ale jak się okazuje, Sasuke potrafił zaskoczyć.
Na wierzchu, oglądając światło dzienne znajdowały się tylko trzy puchary i jeden, jakiś tam, medal.
Naruto uznał jednak, że kiedy indziej je poogląda.
Sasuke miał w pokoju coś, co przykuło uwagę dużo bardziej, niż medale.
W końcu podszedł do obserwatora.


Uchiha otworzył drzwi, o mało nie wyrywając ich z zawiasów. Był cholernie wkurzony i…
I wtedy go zobaczył.
Naruto Uzumaki stał i gapił się właśnie na Orochimaru. Chłopak podskoczył zaskoczony, gdy tylko drzwi otworzyły się z hukiem.
- Co ty tutaj, do jasnej cholery, robisz?! – Przywitał się Sasuke, sam nie wiedząc, czy ma się cieszyć, czy wprost przeciwnie.
Urocze ‘ale’, którego jeszcze kilka chwil temu brakowało, odnalazło się. I było w jego pokoju, drugi fakt niezbyt się Sasuke spodobał.
- Nie ma się węża w spodniach, to chociaż ma się w pokoju, co? – Naruto uśmiechnął się do niego wesoło i popukał w szybkę, by zobaczyć, jak Orochimaru syczy na niego groźnie.
Sasuke patrzył się na to z nieskrywaną fascynacją. Jeszcze kilka godzin temu myślał o tym, jak jego wąż i Naruto są do siebie podobni, a teraz dwie jego pasje stoją naprzeciwko siebie i… co?! Co on właśnie powiedział? Dwie jego pasje?! Naruto nie jest jego pasją!
Wszedł do pokoju i zamknął drzwi, z przyzwyczajenia nawet przekręcił klucz w drzwiach.
- Co robisz? – Naruto był bystrym chłopcem i to zauważył. A Sasuke uśmiechnął się niebezpiecznie.
- Chcesz zobaczyć, jak Orochimaru się bawi? – Uwielbiał to. Wiedział, że jego głos, spojrzenie, jego błysk w oku rozpraszają. Uwielbiał prowokować. Zwłaszcza Naruto. I ta nonszalancja, władczość, pewność siebie…
- Z tobą? – Uzumaki uśmiechnął się niebezpiecznie. Ciepłe światło odbijało się, ba! Wręcz topiło się w jego jasnych włosach. Aż miało się ochotę ich dotknąć.
Sasuke podszedł bliżej chłopaka.
Och, tak.
Widział, jak Naruto na niego patrzy. I jego spojrzenie, spojrzenie tych cholernie niebieskich oczu naprawdę podniecało.
- Kto cię tutaj przyprowadził? – Sasuke stanął naprzeciwko chłopaka. Był wyjątkowo blisko, by czuć jego świeży oddech, zapach jego perfum, widzieć ten zawadiacki błysk w oku, a jednocześnie znajdował się wyjątkowo daleko – nie mógł dotknąć blondyna. Jeszcze.
- Nie cieszysz się, że tutaj jestem? – Uzumaki wyprzedził jego ruchy, to on dotknął ciała Sasuke.
- Nie.
- Za to ja się cieszę. Mam cię tylko dla siebie – Naruto uśmiechnął się niebezpiecznie i powoli, drażniąco przejechał palcem wzdłuż szyi bruneta. Odchylił kołnierzyk jego czarnej, eleganckiej koszuli i…
Sasuke złapał jego rękę, zanim ciekawskie palce zaszły za daleko.
- Nie uwierzę, że sam tutaj przylazłeś. - Ujął jego nadgarstek w żelaznym uścisku tak, że biedny Naruto aż syknął. – Kto cię tutaj przyprowadził? – Powtórzył swoje pytanie i tym razem jego głos przybrał na sile, ostrości i Naruto musiał odpowiedzieć.
Jednak jak wiadomo Naruto nigdy nie robi tego, co musi.
- To pyton królewski, prawda? – Odwrócił się w stronę dużego terrarium i jeszcze raz spojrzał na węża. Lampka oświetlająca jego śliskie, lśniące ciało, ten cały egzotyczny wzór, te niesamowite oczy. Oczy mordercy.
I język.
Węże na języku mają umieszczone receptory węchu i ruchu, jednak… czy język Orochimaru jest tak sprawny, jak ludzki? Chciałoby się wręcz powiedzieć, czy jest tak samo sprawny jak ten Naruto? Sasuke kiedy, dawno temu prawie się o tym przekonał.
Uchiha uśmiechnął się do siebie, uśmiechem numer sześć, swoją drogą był to chyba najlepszy jego uśmiech.
Uśmiech na pograniczu rozkoszy i przerażenia tych, którzy go oglądali.
Przybliżył się do Naruto, wręcz naparł ciałem na jego plecy. Teraz nie można było powiedzieć, że nie czuje blondyna całego.
Czuł.
Każdy mięsień, to cholerne, uzależniające wręcz ciepło i ten zapach. Czuł go jeszcze dokładniej.
Mmm… tak, właśnie tak. Przekrzywił głowę tak, że teraz jego usta znajdowały się naprzeciw miękkiej, kuszącej, złotej szyi. Jasne kosmyki włosów łaskotały Sasuke w policzki.
- Naruto… - Jego głos był zachrypnięty, cichy i jak zwykle – cholernie hipnotyzujący. Uzumaki wciągnął ze świstem powietrze, o mało nie mrucząc.
Sasuke uśmiechnął się jeszcze szerzej. No dalej, pokaż mi jak ci się to podoba…
Powoli dotknął zamku w jego białej, sportowej bluzie.
Jakie rarytasy kryje za nią blondyn?
Najwyższa pora się przekonać.
Zaczął powoli odpinać zamek i z zafascynowaniem obserwował grę emocji na twarzy Naruto. Widział niepewność w jego niebieskich oczach, gorszący uśmieszek i uroczy, naprawdę uroczy rumieniec na policzkach. Kiedy Sasuke już odpiął białą bluzę chłopaka i dotknął paska jego spodni, oczy blondyna zapłonęły.
I to była chyba najlepsza rzecz, jaką Uchiha kiedykolwiek widział. Jaka szkoda, że musi to niszczyć.
Ale przed dotknięciem twardego, umięśnionego brzucha blondyna nie mógł się powstrzymać.
Dopiero później to zrobił.


- Sasuke! – Naruto syknął głośno, gdy Uchiha złapał mocno za włosy i pociągnął jego głowę w tył, tak, że musiał oprzeć się na ramieniu tego dupka.
- To jak będzie? – Głos bruneta po prostu wibrował, wibrował tą zmysłowością, nonszalancją, pewnością siebie i czymś jeszcze, czymś co można było nazwać znakiem firmowym Uchihy – głos Sasuke wibrował jeszcze tą czystą złośliwością, sarkazmem jaki niewielu ludzi posiadało.
Naruto uśmiechnął się lekko, mrużąc oczy i odchylając głowę, by spojrzeć prosto w oczy tego nadętego dupka, który wciąż się nad nim pochylał. I parzył oddechem wrażliwą skórę na szyi…
Agr! Głupi Uchiha!
- Powiesz mi, kto cię tutaj przyprowadził?
On to zrobił specjalnie. Ta cholerna, sportowa gwiazdka snowboardu specjalnie wysunęła właśnie język i oblizała zmysłowo swoje karminowe wargi.
Sasuke lubi się bawić ludźmi, prawda?
Przekonajmy się, czy Naruto też jest dobry w takich zabawach.
- Ktoś, kto zna twoje wszystkie tajemnice, Sasuke – mruknął wprost w usta tego dupka. I to było tak strasznie… niebezpiecznie. Dla niego, dla Uchihy i chyba dla całego śnieżnego miasteczka. Naruto też oblizał swoje usta.
Pan Uzumaki lubił niebezpieczeństwo, dlatego jeszcze bardziej przybliżył się do Sasuke. Teraz ich nosy się stykały. Jeśli by tylko chciał, mógłby…
Zadać Sasuke ostatni cios.
- Pobawmy się myszkami z Orochimaru – westchnął w końcu.
Miał cholernie dobrego asa w rękawie, ale… wykorzysta go kiedy indziej.

sobota, 9 października 2010

Bom Bom! 17

Daimon, zabijają mnie twoje porównania. Po prostu mnie zabijają :D To z kukułkami wymiata! ;D I kochanie, podobno ludzkie mięso ma najwięcej białka... :) Nie no żartuję, oczywiście :D
Sanu, hehe, no tak Sasuke to moja mała Mary Sue :) Chociaż może to Naruto wykazuje większe pokłady marysuizmu? ;/ Ojoj, nie jest dobrze. A tekst z Gay Times jest zasługą Sasame :)Wydaje mi się, że szefowa ma na ciebie wyjątkowo dobry wpływ. Powiem tylko, że gratuluję hm, przenikliwości? ;)
Shiroi osz ty! ;) Nie wolno wagarować, a tym bardziej pić ;D Bo jeszcze do poprawczaka jak Naruto pójdziesz, nonono, moja kochana Shiroi! Ja musze dbać o to, żebyś była dobrą, grzeczną dziewczynką, prawda? ^-^



Impreza jest, ale jej jeszcze nie ma.
Dziękuję za uwagę.


Betowany przez moją wspaniałą i niezastąpioną alien ;*


Naruto stał właśnie zupełnie golusieńki, jak go natura stworzyła przed pewnym nieziemsko przystojnym facetem. Wiedział, że cholernie się owemu przystojnemu facetowi podoba. Odgadł to z obezwładniającego uśmiechu swojego obserwatora, błysku w jego magnetycznym spojrzeniu i… Brakowało jeszcze, by mały przyjaciel owego niesamowicie seksownego obserwatora spojrzał na Naruto swoim wszystko widzącym okiem, niczym oko Saurona z Władcy Pierścieni. Szczerze powiedziawszy, to czerwone epicentrum można było otworzyć w bardzo prosty sposób – za pomocą ręki Naruto, ale…
No, bądźmy poważni, przecież Uzumaki nie będzie sobie odkapturzał swojego wielkiego mistrza wschodnich sztuk walki, patrząc na samego siebie.
Tak, dokładnie.
Naruto stał właśnie przed lustrem i podziwiał owego przystojnego, młodego mężczyznę jakiego miał przed sobą. Och, a jak się już zdążyliście domyśleć, naprawdę było wiele do podziwiania.
Chłopak zarzucił czupryną, by po chwili przeczesać również i palcami swoje miękkie, pachnące kosmyki wspaniałych włosów. I chociaż Naruto nie zaliczał się do żadnych pedziów, tudzież lalusiów, trzeba przyznać, że miał wielką słabość do swojej jasnej jak słońce czupryny. Bądźmy szczerzy, no kto by nie miał, widząc Apolla w ludzkiej postaci?
- Uchiha! – groźba wypowiedziana do swojego odbicia była zaledwie przedsmakiem tego, co czeka naszą biedną gwiazdę snowboardingu w potyczce z genialnym surferem kalifornijskich plaż. – Tego wieczoru rozpalę każdą część twojego… - I w tym momencie zrobił zupełnie niezamierzoną przerwę. Chciał do swojej wypowiedzi wstawić jakiś ładny epitet, który opisywałby Uchihe, jednak zdał sobie właśnie sprawę z tego, że słowa ‘twarde’, ‘umięśnione’, a już na pewno ‘seksowne’ ciało nie mogą być użyte. W końcu ma ośmieszyć Uchihe a nie stworzyć kolejny z jego fanclubów, w którego skład wchodziłby on, jego młodszy brat i zakompleksiona siostra przyrodnia.
Dlatego właśnie w takich sytuacjach mówi się, że kłamstwo jest najlepszym rozwiązaniem.
- Tego wieczoru rozpalę każdą część twojego bladego, chuderlawego, żałosnego ciała.
I patrząc ostatni raz na swoje posągowe wręcz, kształty, w końcu musiał się ubrać.
Cóż, czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal, nieprawdaż?
Ta uwaga tyczyła się oczywiście górskich snobów, zamieszkujących tutejsze, zmrożone tereny.
Po krótkiej chwili Naruto stał już przed lustrem, prezentując się temu przystojniakowi w kompletnym ubiorze. Gratis miał wielki, szeroki uśmiech przyklejony do twarzy. Magnetyczny błysk w oku to już podstawa.
Imprezę czas zacząć.
I w myśl za tym, Uzumaki na do widzenia zgarnął jeszcze kilka swoich rekwizytów.
Dobry aktor nie potrzebuje ich wiele, nawet z niczego potrafi stworzyć świetne show. A nie zapominajmy przecież o tym, że przedstawienie naszego uroczego blondyna będzie przecież na najwyższym poziomie.
Schodząc na dół, postanowił zahaczyć jeszcze o łazienkę, gdzie ostatecznie dopracował swoją szatę wizualną, dodatkowo tworząc jeszcze arcydzieło mające silnie oddziaływać na zmysł węchu
Ach, te feromony.
Ostatni raz puścił oko do tego przystojniaka, znajdującego się po drugiej stronie lustra.
Majstersztyk.
Całkowicie i w stu procentach gotowy na wieczór swojego życia, skierował się na dół.

Te oczy, ten wzrok. Czysta furia, nienawiść, niemal zwierzęcy głód.
Naruto czuł go na sobie. Spojrzenie pełne wściekłości, chcące krwi – jego krwi. Blondyn przełknął ślinę, wiedząc, że TO jest tuż za nim. Dopadnie go, pochłonie, rozszarpie i zabije.
Te oczy, ten wzrok.
I głośny, świszczący oddech na jego karku.
Śnieg? Teraz był niczym piasek, niewystarczająco zimny dla TEGO. Chłód przeszył Naruto aż do kości.
Niespełnione marzenia, niespełnione pragnienia.
Te słowa brzmiały jak jęk. Jęk kogoś, kogo ONA już dopadła.
Teraz kolej na Naruto.
Kaskada kobiecych włosów zawirowała w powietrzu. Przerażony Uzumaki był niemal pewny, że zaraz owiną się one wokół jego delikatnej szyi i będzie jak w najgorszym horrorze. Umrze w najgorszych męczarniach, patrząc w oczy tej diabolicznej zjawy.
- Zemszczę się – niewyraźny, zachrypnięty – nie, nie zachrypnięty, a zdarty od krzyku – głos.
Naruto aż pisnął.

Sasuke westchnął, patrząc, jak dwie kelnerki noszą tace z przekąskami, ustawiając je na długim stole.
Ojciec i matka nie komplikowali życia Sasuke jakimiś bzdurnymi zakazami. Tradycją było, że w luksusowym pensjonacie Uchihów, gwiazda snowboardu urządza cykliczne przyjęcia. Czasami zdarzały się dwa, czasami trzy w ciągu sezonu zimowego. Na więcej, młody Uchiha nie mógł sobie pozwolić.
Imprezy wiązały się z szaleństwem, szaleństwa ze zniszczeniami, zniszczenia z kosztami. A nad tym wszystkim stał groźny Fugaku Uchiha, łypiący na wszystko nieprzychylnym, złym okiem. Dla niego kariera Sasuke stanowiła priorytet, imprezy były jedynie małą nagrodą - nawet ktoś pokroju Fugaku wiedział, że sportowiec musi się odstresować.
Życie każdej sportowej gwiazdy wiązało się z wyrzeczeniami, a co dopiero życie największej nadziei Ameryki. Sasuke jednak nie narzekał na brak imprezowego trybu życia. Z racji tego, że nie był zwierzęciem stadnym, ani też specjalnie towarzyskim człowiekiem, swoją obecnością zaszczycał jedynie te najlepsze balangi. Elita dla elity.
Jednak niestety jak to bywa w życiu Sasuke, za naszym przystojniakiem grasowały watahy wygłodniałych fanek, które w czasie takich imprez musiały zadowalać się widokiem zza okna. Lecz i one, i mieszkańcy zimowego miasteczka, jak i reszta pospolitego, nie nieznaczącego świata wiedziała, że Sasuke jest gatunkiem wymarłym, albo też inaczej – niezwykle rzadkim gatunkiem, którego przedstawiciele rodzą się raz na sto lat. Geniuszek, który, chcąc nie chcąc, musi znajdować się pod ścisłą ochroną.
Właśnie! Sasuke znajdował się pod ochroną, jednak był ktoś - inne zwierze można by rzec, które o tym nie wiedziało.
Paradoks polegał natomiast na tym, że chociaż Sasuke nienawidził tego zwierzęcia, (uważał, że jest to skretyniały orangutan, z mózgiem nie przekraczającym wagi sarnich odchodów), to jednak nie mógł przestać o nim myśleć. A co najważniejsze – nie mógł go ani zlekceważyć, ani zignorować.
Naruto Uzumaki był jedynym drapieżnikiem, który mógłby w jakiś sposób zagrozić takiemu tygrysowi, jakim był Uchiha. Blondyn był jednocześnie jedynym drapieżnikiem tak niebezpiecznym, tak nieprzewidywalnym, tak dzikim, że to aż podniecało. Sasuke uśmiechnął się do siebie.
Czy Naruto był pod ochroną, tak jak on?
Nie, oczywiście, że nie.
Naruto był zwierzęciem – pamiętajmy, że drapieżnikiem – którego wszyscy chcieli ustrzelić. Jednak nikomu się to dotąd nie udało, trzeba subtelnie zauważyć.
Trzeba też przyznać, że Uzumaki był zjawiskiem niezwykłym.
Niektórzy nazwaliby go dziwadłem, inni karaluchem, który potrafi przetrwać w każdych warunkach, jeszcze inni widzieliby blondyna jako małego pancernika, którego ochrony nic nie jest w stanie zniszczyć. Czy aby na pewno? Sasuke miał nieziemską ochotę to sprawdzić.
Ale wróćmy do tematu.
Dla Uchiha kim był Naruto? Jakiego rodzaju drapieżnikiem?
Brunet spojrzał na ścianę jadalni. Niewielki smok ukrywał się w kącie, stanowił symbol dalekiej ojczyzny, utraconego dziedzictwa. Jego rodzina posiadała azjatyckie korzenie, jednak on nie wiedział praktycznie nic o kraju swoich przodków. Jedyna wiedza, jaką posiadał o chińskiej mitologii opierała się na tym niewielkim malowidle.
Wschodnie smoki odpowiedzialne są za żywioł wody. To zachodnie, wielkie gady mogą zionąć ogniem.
I Sasuke wiedział, że Naruto jest potworem wiejącym ogniem.
Potworem…?
Z zamyślenia wyrwało go niepewne szturchanie. Odwrócił się wiec, do młodej sprzątaczki. Niedawno zatrudnionej, czyli nie znającej panujących tutaj praw.
- Dostawa dla… - zaczęła, krzywiąc się nieznacznie. Sasuke już wiedział, jaka dostawa przyjechała.
- Dla Orochimaru – stwierdził, uśmiechając się przy tym lekko. – Odbierz ją i zostaw w moim pokoju.
Dziewczyna, gdy usłyszała polecenie, zbladła.
- Nie! – pisnęła, wyraźnie przerażona. – Brzydzę się tego! – dodała po chwili.
- Przecież wszystko jest zapakowane, prawda? – Sasuke miał niespotykane, niezdrowe wręcz pokłady cierpliwości. Aż miło popatrzeć.
- Ale… to jest bestialstwo! Tak nie wolno!
I bom bom.
Żyłka na jasnym, gładkim czole uwydatniła się. Brwi zmarszczyły się w gniewie, a oczy błysnęły złowrogo, oj bardzo złowrogo. Czerwone, seksowne, męskie usta zacisnęły się w cienką linię.
Było źle.
Młoda sprzątaczka nie wiedziała, że jeśli chodzi o Orochimaru, robotę trzeba wykonywać bezbłędnie.
A przecież dostarczenie małej paczki do jego pokoju nie jest misją niewykonalną!
Sasuke był człowiekiem, który nie przyjmował odmowy.
- W przeciągu piętnastu minut masz odebrać przesyłkę i zanieść ją do mnie, czy to jasne?
Ojciec nauczył go władzy nad innymi. W tajemnicy pokazał mu, jak patrzeć na ludzi, by się bali, jak mówić, by zachowywali się jak marionetki. A przede wszystkim nauczył go, jak nimi pogardzać.
- Przepraszam – mruknęła sprzątaczka ze łzami w oczach, po czym szybko odeszła.
Kiedy Sasuke znów spojrzał na niewielki obrazek smoka, zdał sobie sprawę, że w pewnym stopniu Naruto i Orochimaru są do siebie podobni.


- Zemścisz się? – Uzumaki musiał się upewnić, zanim nie skończy w ramionach tego strasznego widma.
- Ty idziesz na imprezę Sasuke. Ja nie, to niesprawiedliwe.
Te oczy, ten wzrok.
A jednak życie nie jest horrorem. Przynajmniej w tych nielicznych, jakże słodkich momentach niezbyt sympatycznej acz zabawnej egzystencji Naruto.
- Jak chcesz, to dam Sasuke buzi od ciebie… Chcesz? – Uzumaki wyszczerzył się do swojej małej, diabolicznej siostry tym swoim firmowym, obezwładniającym uśmiechem. Jej podkrążone od płaczu oczy wyrażały nienawiść tak czystą, jaka mogła być tylko woda w górskim, dziewiczym potoku. A nawiasem mówiąc potarganych, rudych włosów mogła jej pozazdrościć niejedna gwiazda horroru.
Zakompleksiona nastolatka przygryzła ze zdenerwowaniem wargę.
Och, czyżby naprawdę wierzyła w to, że Naruto byłby w stanie pocałować tego snoba?
Ciekawe, co by powiedziała, gdyby poznała słodką tajemnicę naszych chłopców, z pierwszego dnia Naruto spędzonego w miasteczku?
- Nie zrobiłbyś tego! – poczerwieniała obficie i biedny Uzumaki już sam nie wiedział, co jest bardziej ogniste, czy rude włosy, czy rumieniec na twarzy.
Jednak było pewne. Dziewczyna aż płonęła z nienawiści do Naruto. A chłopak widząc jej reakcję uśmiechnął się z nieskrywaną satysfakcją.
- Czy bym tego nie zrobił? Tego nie wiesz… I najprawdopodobniej dzisiejszego wieczoru się już nie dowiesz.
Oczy jego ukochanej siostry wyszły właśnie na wierzch, jak balony Sakury.
Ostatnia próba ataku, lub obrony, jak kto woli.
- Sasuke nigdy by nie pocałował chłopaka! – pisnęła.
Z przykrością informujemy, że dzisiejszego wieczoru nie można się spodziewać . Zwłaszcza jeśli chodzi o głupią, zakompleksioną siostrę Naruto.
O tak, dziewczyna będzie kwiczała jak prosie, gdy Uzumaki wyczaruje jutro małe, słodkie kłamstewko na domniemany temat jej i Uchihy.
Z błogim uśmiechem wyobraził sobie, jak będzie mógł nią manipulować.
Ale Naruto w końcu wrócił do rzeczywistości i jakby dopiero teraz dotarł do niego sens słów dziewczyny. Zmarszczył brwi w poirytowaniu.
- Ciebie też by nie pocałował.
Nawet nie wiesz, jak boskie potrafią być usta tego dupka. I nigdy się nie przekonasz – pomyślał, jednak nie wypowiedział tego głośno. Nie miał odwagi, nawet przed samym sobą w pełni zaakceptować tego, co właśnie nasunęło mu się na myśl.
Głupia wyobraźnia!
A teraz gwóźdź programu! Gwóźdź, który jednocześnie, droga publiczności, zaprowadzi nas do czyjejś trumny…
- Sasuke nigdy nie pocałowałby takiego brzydala, jak ty! – powiedziała mała, zakompleksiona siostra.
A Naruto zmrużył oczy na te słowa.
Jeśli tonący brzytwy się chwyta, to Uzumaki musiał współczuć swojej małej, głupiej, siostrzyczce. Jego brzytwa przez lata doświadczenia stała się wyjątkowo ostrym, wyjątkowo niebezpiecznym narzędziem.
Nawiązując do przyszłości, oj tak, do gwoździ w trumnie między innymi również – nie baw się ogniem bo się poparzysz.
Pamiętacie, że siostra przyrodnia Uzumakiego miała ogniste włosy i ogniste lico.
Ogień nie jest najprzyjaźniejszym żywiołem.
Niemniej Naruto uwielbiał z nim igrać.
- Brzydala? – zaśmiał się donośnie, trochę teatralnie, trochę diabolicznie a trochę radośnie, zwyczajnie. – To nie ja jestem tutaj pucołowatą ropuchą, która czerwieni się jak…
Naruto był zawiedziony, że już po jednym ciosie nastolatka padła.
A raczej inaczej - uciekła, zanim Naruto ją dobił.
No cóż. Odkuje się na kimś innym.
Elito! Naruto Uzumaki rusza do boju.
Krótko zakomunikował matce o swoim wyjściu i zamaszyście otworzył drzwi wejściowe ich przytulnego, rodzinnego domu.
Uderzyło w niego zimne, górskie powietrze, które po raz pierwszy mu się spodobało.
Studziło…
I skąd biedny Naruto mógł wiedzieć, że gdy tutaj wróci, do tego przytulnego, rodzinnego domu rozpęta się piekło?
Z jednego płomienia, wskoczy w drugi.

niedziela, 3 października 2010

Bom Bom! 16

alien, przemyślenia Kushiny pisałam akurat po obejrzeniu Gotowych na wszystko, a zawsze wtedy mam mniej seksistowskie zapędy ;D Haha, i cieszę się, że tak proste zdanie dotyczące narodzin Naruto wywarło na Ciebie aż tyle emocji :)I niby jaki widać mój charakter, podczas opisywania siostry Naruto? xD Ja mam złoty charakter :D Takiego to ze świecą szukać :D I tak, rozwinę jej postać :)
Daimon, zgadzam się z Tobą :) Sieroty zdecydowanie inaczej patrzą na świat i dlatego nie chcę też, żeby Naruto był taki jak w mandze. Życzliwy dla wszystkich, wszystkim wybaczający, altruista. Wybaczanie jest trudne, a mu ciężko wybaczać drugiej osobie :)>Na razie jest wersja: nienawidzimy się, a gdzieś na dnie mózgu wersja: ślinimy się i odpalamy race. < nic dodać nic ująć :D Ale nic się nie martw, Sasuke wkrótce się przestraszy swoich myśli :)Haha, i muszę powiedzieć, że zainspirowałaś mnie tą piosenką pani Irki :D w bardzo jednoznaczny sposób muszę dodać ;D Haha, a ja jestem zwolennikiem gór, o! :D Ale morza, żeby nie było nie będę oczywiście pomijać. Jakże bym śmiała :D Shasti, haha, cieszę się bardzo, że pan banan nabrał trochę innego znaczenia :D i naprawdę nie wiem, jak ci się chciało czytać te bzdety dwa razy :D ale... jezu ja nie chcę mieć na pieńku z twoim szefem, cholera! xD I mężem :D Bo później będzie wszystko wina biednej, niewinnej Koko! ;* A kubek jeśli znajdziesz taki to masz pole do popisu, bo pomysł akurat wziął się u mnie z próżni :D
Ara, pamiętaj, że cierpliwość jest cnotą. I na miłość boską nie porównuj mojego opowiadania z telenowelą indyjską. Wszystkie szpiry tylko nie Bollywood.
KokoFan po pierwsze muszę powiedzieć, że bardzo, ale to bardzo mi się Twój nick podoba. No naprawdę lepszego w życiu nie widziałam ;) I awww... naprawdę cieszę się, że BB Ci się tak podoba ^-^ Ja szczerze powiedziawszy również nie przepadam za refuge :) dużo lepiej mi się pisze bb. Jeśli natomiast chodzi o książkę, cóż nie wiem czy ktoś podjąłby się wydrukowania moich wypocin. Do pisarki mi naprawdę jeszcze cholernie dużo brakuję :) Ale może kiedyś mi się uda coś wyskrobać... Cóż, w marzenia trzeba wierzyć, prawda? :) I muszę Ci szczerze powiedzieć, że chyba jeszcze nigdy nie słyszałam tak szczerego "Dziękuję". Ja Tobie również Dziękuję za ten komentarz :)
Sanu,cieszę się, że moje stany nie były aż tak bardzo widoczne, jednak wiedz, że kryły się tam, gdzies za tym bom bomowym humorem i kiedyś, niczym klątwa również i Ciebie mogą dopaść ;D A Naruto dostał kurtkę a nie dres! U mnie nie będzie chodził w pomarańczowym dresie :D No chyba, że coś mnie weźmie i jednak zacznie :P Ale nie obiecuję ;) Haha, filmu nie oglądałam :D I chyba się ciesze, z tego powodu :)Jeśli chodzi o kanon, staram się, żeby chłopcy zachowali swoje pierwotne cechy, jednak niektóre są tak okropne, że po prostu muszę je zmienić :) Moja antysympatia do 'Naruto' zapuszcza swojego korzenie coraz głębiej, niestety.
Och, tak. W Rywalach było widać tą niechęć :D Jednak ha! jak dobrze powiedziałaś, rozdział był niezwykle elektryzujący. I bardzo się cieszę z faktu, że BB poprawia Ci humor :)
ShiroiHa! Mały skrzacie :D Już myślałam, że uciekłaś ode mnie :* Nie powiem, tęskniłam tu za Tobą :D Teoretycznie powinno się wymieniać na Uchisze, ale jakże to brzydko brzmi to Uchisze.
Pazurek kochanie, haha! :D znam ten ból :D Koty są masakryczne, a tłoki na korytarzach jeszcze gorsze. Żyć nie umierać :) Spodnie nie są pomarańczowe, ja mam przecież wyczucie stylu no! :D O co ty mnie posądzasz, cholera xD




Rozdział wyszedł mi wyjątkowo słabo. Nie podoba mi się, jednak nie mam ani czasu ani sił go już zmieniać. Musicie się zadowolić tym co jest. No, życie ;P
Na pocieszenie powiem, że impreza już w następnym rozdziale.


Betowany przez Sasame :)


Naruto kiedyś, dawno temu, gdy był jeszcze małym szczylem, miał jedno marzenie. Znaczy…Nie inaczej. Naruto kiedy był dzieckiem miał dużo marzeń. Tych naprawdę żałosnych, ckliwych marzeń zarezerwowanych tylko dla sierot.
Oczywiście zawsze chciał mieć rodzinę. Szczęśliwą, radosną oraz kochającą rodzinę, która przyjechałaby do sierocińca wielką, białą limuzyną, wszem i wobec oświadczając, że Naruto jest ich zaginionym synem. Wszyscy by mu wtedy zazdrościli, zważywszy dodatkowo na fakt, że jego nowa rodzina jest drużyną A, która ratuje świat przed złem. I mały Uzumaki również zostałby super bohaterem. I już nigdy nie byłby samotny. Zamiast tego zacząłby chodzić ze szczęściem pod pachą.
Czyż to nie urocze? Doprawdy, rozkoszne.
Naruto miał jeszcze inne marzenie. Dużo bardziej realistyczne, dużo bardziej okrutne.
Chciał, żeby ludzie byli dobrzy. Żeby w końcu jakaś rodzina go zaakceptowała i pokochała. Nie byłby z nią spokrewniony, ale oni oddaliby za niego życie. Miałby starszego brata, który by go bronił, młodszego, z którym by się kłócił i siostrę, której zaglądałby pod spódnicę. Miałby matkę, która codziennie przyrządzałaby mu gofry z bitą śmietaną i ojca, który po powrocie z pracy grałby z Naruto w piłkę.
I jeszcze inne marzenie, które również nigdy się nie spełniło.
Mały Uzumaki chciał mieć przyjaciela. Ale nie takiego z poprawczaka, nie takiego, który by się go bał, który kolegował się z nim tylko dlatego, że Naruto zrobił coś super-odlotowego.
Chciał mieć takiego przyjaciela, który nie patrzyłby na to, kim Uzumaki był, skąd pochodzi, jaka jest jego historia i jak straszne rzeczy zrobił w swoim krótki, burzliwym życiu.
Jak pewnie można się domyśleć Naruto chciał mieć przyjaciela mimo wszystko.
Najlepszy kolega Naruto byłby super, wszyscy by mu go zazdrościli, a on zawsze wybaczałby blondynowi.
Mały Uzumaki często zastanawiał się po tym, jak trafił do poprawczaka, czy gdyby posiadał kogoś takiego, w owy pamiętny wieczór, sześć lat temu, on mógłby go uratować? I jak wyglądałoby wówczas życie Naruto, gdyby miał czyste konto, zero brzydkich blizn na policzkach i…
No właśnie. I co?
Takie duże marzenia potrafią napsuć kupę zdrowia. Dają wątpliwy uśmiech. Naruto podświadomie wiedział, że szczęśliwe dzieciństwo nie jest mu pisane i zamiast wielkich planów na przyszłość, lepiej zainwestować w te mniejsze, które można zrealizować.
Dlatego nasz mały, uroczy łobuz miał jedno marzenie.
Zawsze chciał dostać zabawkowy karabin maszynowy. Taki naprawdę wypasiony - ze sztucznymi, żółto-czerwonymi nabojami i z fajną lufą.
Ale żaden z wychowawców z poprawczaka - na czele z Iruką - nie chciał mu kupić broni dla dzieci.
I Naruto długo musiał na nią czekać.
Czekał wytrwale, z determinacją wojskowego i słodką ekscytacją.
Czy się doczekał? Tego na razie nie mogę zdradzić. Pozostaje wam jedynie oczekiwanie, słodka (lub też gorzka) niepewność. Właśnie taka, w jakiej Naruto czekał na spełnienie swojego małego marzenia. Taka, na jaką Naruto był skazany teraz, nie mogąc się doczekać tej cholernej imprezy i tego, by dopiec Sasuke.
Ale rodziła się zwodnicza myśl. Czy balanga Uchihy będzie wystarczająco dobra? Czy Uzumaki się nie wygłupi? Czy wygra pojedynek, znaczy bitwę, nie…wojnę! Jedną z najważniejszych w swoim życiu. A co jeśli nie?
Brzydka, śmierdząca kupa pytań cisnęła mu się właśnie do głowy, a wciąż leżąca na jego kolanach kartka „Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin, kochanie", niczego nie ułatwiała.
Ten głupi dupek nawet pismo miał idealne. Równe, eleganckie z ostro zakończonymi literami, takie...no...Naprawdę fajne! Stylowe.
Naruto zacisnął usta, mrużąc jednocześnie oczy. Wszystko to zachodziło w procesie fotosyntezy - mózg Naruto wchłaniał radosny, ironiczny nastrój pewnego osobnika, a raczej drapieżnika siedzącego z tyłu, by następnie przetworzyć go w czysty, skondensowany gniew.
Dosłownie wyszarpał ze swojego plecaka długopis i starając się pisać najwyraźniej, jak potrafił, nabazgrał zaraz pod idealnym zdaniem tego zimnego dupka podziękowania. Miał tylko nadzieję, że Sasuke jako tako zna się na hieroglifach.
Zgniatając idealnie białą, równie złożoną kartkę w kulkę, rzucił ją za siebie.


„Słoneczko, mam nadzieję, że będziesz moim prywatnym prezentem urodzinowym".
Sasuke parsknął cicho, jednak mimowolnie szeroki - nawet trochę zbyt szeroki - uśmieszek wpełznął na jego usta.
Ten kretyn czasami naprawdę miał poczucie humoru. Pominąwszy naturalnie fakt, że rzeczywiście na pogniecionej kartce pisze to, co Uchiha odczytał. Takich kulfonów już dawno, oj naprawdę dawno nie widział. Przy ideogramach Uzumakiego, pismo Kiby nabierało niemal estetycznego wyglądu.
- Co jest? - Inuzuka we własnej osobie nachylił się właśnie nad fotelem Uchihy, chcąc z pewnością zapoznać się z tym, co tak naszą sportową gwiazdę rozbawiło.
- Nic nie ma - odwarknął sam zainteresowany, zgniatając papierek i zaciskając go w pięści.
- No, nie bądź taki! Pokaż! - Szepnął Kiba i z cichym śmiechem złapał za dłoń bruneta, chcąc zobaczyć, co też Sasuke w niej chowa. Uchiha po chwili szamotaniny, już naprawdę wkurzony, zaserwował Inuzuce kuksańca w żebra. Cios był na tyle silny, że Kiba zwinął się w pół, jęcząc przy tym głośno. I naturalnie cała sala, na czele z diaboliczną Tsunade, zwróciła na nich swoją uwagę.
- Co tam się znów dzieje?! - krzyknęła dyrektorka, która wprost nienawidziła sytuacji, gdzie ktoś ośmielał się przerywać jej wykład
Takie zachowania nie były dopuszczalne na jej lekcjach, a śmiałkowie mogli liczyć jedynie na długą i powolną śmierć.
Sasuke spojrzał nerwowo na Inuzuke, po czym po raz kolejny szturchnął go z łokcia. Tym razem z ust Kiby wydostało się nieco cichsze jęknięcie.
- Wzdęcia, pani dyrektor, - odpowiedział gładko Uchiha z grobowym wyrazem twarzy. Doprawdy, był niesamowitym aktorem. - Inuzuka ma wzdęcia. - Wyjaśnił, po raz kolejny szturchając swojego przyjaciela. Tym razem wyjątkowo mocno, by wszyscy usłyszeli, jak nieprzyjemny może być problem Inuzuki
Dyrektorka spojrzała na nich dziwnie, przez chwilę chyba naprawdę nie wiedząc, co ma robić.
- Inuzuka, idź lepiej do toalety… Albo do pielęgniarki. - mruknęła, drapiąc się po swoim drugim podbródku w geście głębokiego zastanowienia
Sala śmiała się cicho, a Kiba posyłając Sasuke mrożące krew w żyłach spojrzenie, wstał i kiedy zaczął przepychać się przez swój rząd do wyjścia, ktoś rzucił:
- Tylko nie wybuchnij po drodze. Z dwojga złego lepiej w tą stroną.
Kultowy tekst ze „Shreka" wywołał kolejną, tym razem głośniejszą salwę śmiechu, a Inuzuka posłał tym razem autorowi zabawnej uwagi pełne nienawiści spojrzenie.
- No chyba, że chcesz zaserwować swoim kolegą ciepłe, aromatyczne wiatry, to się nie hamuj.
Koledzy, obok których akurat przechodził biedny szatyn, wstrzymali ze zgrozą powietrze, robiąc wielkie, przerażone oczy. Reszta towarzystwa siedzącego wystarczająco blisko, by móc usłyszeć tę uwagę, roześmiała się i śmiała się dopóki nie została uciszona przez Tsunade.
- Masz wyjątkowy dar robienia sobie wrogów - mruknął Sasuke do autora dowcipu, który z uśmiechem niebezpiecznej satysfakcji przeniósł swoje spojrzenie na bruneta. Przekrzywił lekko głowę, tak, że jasne kosmyki opadły mu trochę na oczy.
- A ty mnie nienawidzisz? - zapytał autor dowcipu swoim charakterystycznym lekko ochrypłym, trochę jeszcze dziecinnym głosem.
Tak zabawnie balansującym na granicy niewinności i perwersji.
Sasuke uśmiechnął sie jedynie lekko w odpowiedzi. Przez głowę przeszła mu dziwna myśl. Dziwna fantazja - fantazja dająca duże pole do popisu, nieważne jakiego.
Ciekawe, jak ten zachrypnięty głos sprawdziłby się w łóżku?
Postanawiając zignorować wyczekujące spojrzenie Uzumakiego, wrócił do słuchania wykładu Tsunade. I dopiero pod koniec jej nudnego monologu, gdy od dzwonka dzieliło ich zaledwie kilka minut, Sasuke pochylił się nad Uzumakim, oddechem parząc mu skórę. Tę złotą, lśniącą skórę.
- Czy cię nienawidzę? Oczywiście, że tak, jak nikogo innego na świecie. - starał mówić się cicho, mrukliwie, trochę niebezpiecznie, trochę zaczepnie, ale też… Tak, było w jego głosie coś, co można było nazwać sympatią. Może nawet i ciepłem. Uchiha miał niezwykle hipnotyzujący, seksowny głos i miał pewność co do tego, że Naruto doskonale się już o tym przekonał. A może jeszcze nie? - I nawiasem mówiąc, to ty jesteś raczej moim słonkiem, wiesz?
Sasuke miał idealne wyczucie czasu. Właśnie w tym momencie zadzwonił dzwonek. Wśród wrzawy zbierających się do wyjścia uczniów, Uchiha mógł pozwolić sobie na szelmowski uśmiech. Naruto był najwyraźniej zbyt zaskoczony, by móc na niego odpowiedzieć.


Lekcje dłużyły się niemiłosiernie. Wskazówka zepsutego zegara praktycznie w ogóle się nie przesuwała, a monotonny głos nauczycieli jeszcze bardziej irytował i Naruto miał całkiem jasną i klarowną świadomość tego, że za chwilę go szlag trafi. Ten cholerny szlag stoi tuż, tuż za plecami blondyna i rechoce głośno.
Trzy godziny. Tyle dzieliło go od skończenia lekcji.
Potem trzeba iść do domu.
Impreza zaczyna się o osiemnastej i odbywa w luksusowym pensjonacie tego dupka.
Mimowolnie zerknął w bok, gdzie siedział Uchiha. Na twarzy tego drania odbijało się lekkie znudzenie, w kącikach ust błąkał się pobłażliwy uśmiech dla nauczyciela, który chyba nienawidził swojego zawodu tak samo, jak uczniowie nienawidzą szkoły.
Naruto mimowolnie również się uśmiechnął.
Tak naprawdę dopiero w tej chwili pomyślał o swoim planie zupełnie trzeźwo. Z pewnością dużą zasługę miał w tym nudnawy, nie da się ukryć faktu, nieco tępawy nauczyciel. Jego nużący głos przywracał dziwną świadomość, wykład z chemii dotyczący – ironia zawsze jest bezbłędna – reakcji zobojętnienia, dodawał dziwnego uświadomienia, wręcz moralizował.
Niebieskie oczy ponownie zwróciły się w kierunku czarnowłosego. Jaką niespodziankę szykuje ten drań?
Hmm… albo raczej kluczowym pytaniem jest, jak na niespodziankę Naruto zareaguje elitarna jednostka snobów tego zimowego miasteczka.
Jedno jest pewne.
Z pewnością rozgrzeje sztywne towarzystwo.
Och, Uchiha, ty dupku, nawet nie wiesz, jak Ci skoczy ciśnienie. Jestem pewny, że już nigdy nie będzie ci tak gorąco, jak dzisiejszego wieczoru.
Urwał skraj kartki ze swojego nowego, świeżego zeszytu i nabazgrał na niej jedno zdanie. Zwinnie rzucił miniaturowy liścik na ławkę Uchihy, ale brunet nie zwrócił na niego specjalnej uwagi, teraz akurat wpatrując się w widok za oknem jakimś takim marzycielskim wręcz wzrokiem.
Ach, te ośnieżone szczyty gór na innych mogły robić wrażenie, ale Naruto jakoś nie ruszały. Może dlatego, że dla niego pojęcie szczytowania miało z pewnością inny wydźwięk, niż dla takiej sportowej gwiazdki śnieżnego szaleństwa.
Westchnął cicho, decydując się na radykalny krok. Przygryzł jeszcze wargę, zanim nie rzucił. Trafił.
Prosto w nos Sasuke.
Swoją gumką do mazania, oczywiście.
Podczas zimy nie występują burze, jednak Uzumaki miał surrealistyczne wrażenie, że oczy Uchihy mogą rzucać piorunami kiedy im się tylko podoba.
Czarne chmury na dziewiątej. Nie, wróć. To raczej czupryna Sasuke, którą przeczesał swoimi długimi, z pewnością nieziemsko zwinnymi, palcami. I wyglądał prawie jak jakiś model z okładki ''Gay Times'', albo innego magazynku dla panów, na którym i tak prędzej czy później pewnie się pojawi.
- Romeo, liścik ci napisałem. – szepnął do niego cicho, uśmiechając się przy tym złośliwie
Każdy z pewnością lubi cuda. A burza na własne życzenie jest czymś, na co można patrzeć godzinami.
Ach! To spojrzenie, jakże elektryzuje…
No, dalej. Przeczytaj.
I Sasuke, jakby odgadł jego myśli, w przypływie łaski zapoznał się z treścią miłosnego liściku Naruto.
Mmm… czy Uzumakiemu się wydawało, czy ten dupek uśmiechnął się jakoś tak inaczej?

Hieroglify blondyna układały się w jedno proste zdanie :
„ Gra jest ciekawa tylko wtedy, gdy jesteś gotów postawić w niej życie”.

wtorek, 21 września 2010

Bom Bom! 15

Daimon, cieszę się, że mój Naruto tak Ci się podoba. Postaram się nie spieprzyć jego charakteru :) >W końcu wiele lokalnych "zabaw" już zobaczyliśmy, czas teraz na atrakcje z "zagranicy"< xD Zabiłaś mnie tym tekstem :D Haha, jak zwykle zresztą :D 19kisielek95, staram się narracje prowadzić w miarę schludnie, żeby było widać, kto co i kiedy. Zazwyczaj zaczynam od słowa 'Sasuke', lub 'Naruto', no nie wiem, czasami może być więc nieco chaotycznie, jednak wydaje mi się, że nie aż tak, by się pogubić :)Jeśli chodzi o yaoi, cóż na razie nie przewidują, żadnego harda w fabule :) Seks bez uczuć nie jest zły, jednak na chwilę obecną wydaje mi się, że byłby stanowczo nie na miejscu :) Jeśli chodzi o japońską drame, cóż, może kiedyś się skuszę, zobaczymy :)

Sanu, och wiem, że to straszne :D Potop jest straszną lekturą, ale poprawiłaś mi nieco humor. Jak na studiach przeszło streszczenie, to mam nadzieję, że i u mnie powiedzie się bez żadnych pał ;) Haha, ciszę się również, że udało mi się przebić Sienkiewicza ;D Haha, wiem jak bardzo Ty lubisz, gdy Sasuke mówi 'tym' głosem i nie mogę się powstrzymać, żeby tego w rozdziale nie napisać :D Jeśli chodzi o Neji`ego i Naruto - hmm, zobaczymy jak tam z nimi później będzie ;) A jeśli chodzi o rywalizację, nie ukrywam, że jest to mój jeden z ulubionych wątków w ff, jednak jeśli chodzi o snowboard, zdrowej, sportowej rywalizacji jednak nie przewiduję :D A jeśli już o recenzji mowa, cóż nie mam nic przeciwko... ;D

Vann, kochanie, do Hitchocka mi jeszcze duuuużo brakuję, niemniej dziękuję za komplement ;* I ochhh, nie doceniasz Sasuke, moja droga! :D



Imprezy jeszcze nie ma... Znając mój niezwykle irytujący zwyczaj przeciągania (przypominam, że pierwszy dzień trwał 9 rozdziałów), to imprezę pociągnę jeszcze przez jakieś pięć rozdziałów. Ale może nie będzie aż tak źle :)


Rozdział nie betowany, a także pisany podczas stanów depresyjnych, więc może wyjść dziwnie.
Cóż, miłej lektury? :)

Dokładnie siedemnaście lat temu o godzinie piątej dwadzieścia siedem na świat przyszedł Naruto Uzumaki. Jego matka, Kushina rodziła go w bólach ponad szesnaście chyba najdłuższych godzin w jej życiu. Zaraz po porodzie lekarze zawiadomili ją o tym, że wystąpiły jakieś komplikacje. I właśnie wtedy Kushina zrozumiała, że dla swojego pierwszego, nowonarodzonego dziecka jest w stanie oddać życie, byleby tylko Naruto był zdrowy.
O godzinie piątej czterdzieści stwierdzono, że jej dziecku nic nie jest.
Tydzień później Naruto Uzumaki znalazł się w sierocińcu.

Od zawsze człowiek zadaje sobie pytanie, jak wyglądałoby jego życie, gdyby dokonał innego wyboru. Czy byłby w życiu bardziej szczęśliwy? A może bardziej nieszczęśliwi? Niektórzy natomiast przez całe swoje życie zadręczają się wyrzutami sumienia. Doskonale wiedzą, że nie mogliby dokonać innego wyboru, że ich szczęście miałoby bardzo gorzki smak. Błędy przeszłości zaciskają się na sercu, nie dając wytchnienia. Widma dawnych czasów przychodzą, prześladują.
Kushina wiedziała, że to co zrobiła swojemu synowi jest straszne. Ona jest straszna, była potworem a nie matką.
Popełniła wielki błąd… Błąd? Raczej zbrodnię, której nie można było zapomnieć, ani się od niej uwolnić, a już na pewno nie wybaczyć. Jednak los dał jej drugą szansę. Odzyskała syna, którego dawno temu porzuciła.
Miała szansę odkupić swoje winy. Wierzyła, modliła się do Boga o to, by jej dziecko wybaczyło wyrodnej matce. Mogła oczyścić swoje sumienie, odkupić przeszłość i wszystko byłoby naprawdę cudowne, gdyby nie słowa Mikoto Uchihy, które wciąż dźwięczały jej w umyśle, o których nie mogła zapomnieć.
„Przyprowadziłaś go tutaj, by zapełnić pustkę po Minato”
Przerażała ją myśl, że w słowach jej przyjaciółki czuła prawdę. Ta kobieta znała ją jak nikt inny i jako jedyna wiedziała, jaką historię skrywa Kushina, jak bardzo kobieta jest nieszczęśliwa i jak tęskni za miłością swojego życia.
Ale Naruto był jej synem – nie osobą, która może jej zastąpić Minato. Był jej synem i właśnie tak miała o nim myśleć, za to miała go kochać.
To nie kopia Minato. To inny człowiek, lepszy człowiek.


Naruto z prawdziwym entuzjazmem sfrunął ze schodów i od razu skierował się do kuchni, gdzie czekało już na niego ciepłe, smaczne śniadanie.
Za kilka minut z pewnością zadzwoni do niego Iruka z urodzinowymi życzeniami, jego kumple z poprawczaka przy dobrych wiatrach, może tez przyślą mu jakiegoś e-maila, no i matka powinna mu złożyć gratulacje z okazji ukończenia siedemnastego roku życia.
Szczerze powiedziawszy na więcej nie liczył.
Ale…
No właśnie owe ‘ale’ miało go utwierdzić w przekonaniu, że mało jeszcze widział na tym świecie, a dzisiejszy dzień, wprost pęcznieje od niespodzianek, wielkich, nabrzmiałych i jakże twardych niespodzianek…
Zacznijmy jednak od początku.
Na dzień dobry, gdy tylko przekroczył próg kuchni, przywitały go w karkołomnym uśmiechu twarze wstrętnego ojczyma i dziwnej siostry. Młodszy brat najwyraźniej odpuścił sobie maskaradę, siedząc za stołem i z obrażoną miną jedząc najprawdopodobniej owsiankę. Naruto wywnioskował to z części kleiku na policzkach i ubraniach małego potwora. Kushina stała obok swojej rodziny, patrząc na nich spod byka. Było to z pewnością ostrzeżenie – mieli być dla Naruto mili.
- Jesteś już? – Gdy tylko rudowłosa kobieta zauważyła Uzumakiego w kuchni, od razu się rozpromieniła. – Wszystkiego najlepszego, synku! – Naruto zrobił tylko wielkie oczy na słowo ‘synku’ i dopiero po chwili zorientował się, że znajduje się w objęciach swojej matki. I jak na nieszczęście, zaraz po reprymendzie Kushiny, przestrzeń osobistą blondyna została naruszona przez ukochanego ojczyma oraz głupią siostrę. Najmłodszy członek ich szczęśliwej familii nie kwapił się, ze składaniem życzeń Uzumakiemu. Zamiast tego rzucił w biednego blondyna swoją owsianką. Naruto w tym właśnie momencie był wdzięczny, że horror, mała Apokalipsa, z którą był zmuszony egzystować, nie posiadała jednak dobrego cela, spektakularnie pudłując.
Zaraz po tym niewinnym incydencie rozpętała się mała kłótnia rodzinna. Matka krzyczała na najmłodszego mężczyznę w domu a ojczym z zacięciem bronił swojego syna. Jego zakompleksiona siostra natomiast, podjadała jakieś czekoladowe ciastka, mając wszystko w głębokim poważaniu. Czy mu się tylko zdawało, czy rzeczywiście od przyjazdu Uzumakiego do zimowego miasteczka, nastolatka nabrała trochę ciałka, wyposażając się w oponkę na brzuchu i dodatkowe amortyzatory z tłuszczyku na udach? Naruto nie wiedział.
W między czasie sprawca całego zamieszania tudzież, rodzinnej awantury najzwyklej w świecie się rozpłakał .
A Naruto na zakończenie pierwszej niespodzianki dzisiejszego dnia dostał ubity kubek od przyrodniej siostry , na dnie którego czarna czaszka otoczona była w litery, układające się w następujące słowo – ‘Wal się’. Młodszy, rozwydrzony brat podarował mu laurkę upaćkaną zielonymi glutami, owsianką i jeszcze jakimiś innymi, szkodliwymi środkami chemicznymi.
Na laurce znajdował się tyranozaur, zjadający właśnie jakiegoś nieszczęśnika.
I czemu Naruto nie dziwił fakt, że owy nieszczęśnik miał niebieskie oczy, blond włosy i blizny na policzkach? Krople krwi z odgryzionej ręki, albo nogi, albo czegoś jeszcze innego spadałby na uśmiechniętą, szczęśliwą rodzinkę w składzie małego gnoja, jego nie lepszej siostry, tyranicznego ojca oraz Kushiny. Naruto przeraziła myśl, że ten obrazek ma w sobie ‘to’ coś. Zupełnie jak jego karykatura Uchihy, którą niedawno narysował.
Ostatnim prezentem jaki dostał, była pomarańczowa kurtka zimowa, która wyglądała na naprawdę drogą i wypasioną. Do kompletu były spodnie z nieprzemakalnej membrany, idealnie nadające się na snowboard.
No. Ten prezent się akurat naszemu blond przystojniakowi spodobał.
I Naruto pomyślał sobie, że pierwsza niespodzianka nie jest taka najgorsza. Bez wątpliwości zostawało jednak to, że najlepszy prezent dzisiejszego wieczoru sprawi mu ten snobistyczny dupek.
Uzumaki w wyśmienitym humorze opuścił swoje nieprzyjazne gniazdko rodzinne i skierował się do szkoły.

Sasuke dzisiejszego dnia wyjątkowo nie mógł skupić się na porannym treningu. Snowboardowy mistrz dziękował w duchu, że wielki trener Kakashi był czymś cholernie zajęty i prawie w ogóle nie zwracał na swoich podopiecznych uwagi. Uchiha, więc mógł pozwolić sobie na luźniejsze zjazdy.
Naprawdę, po raz pierwszy od dawna jeździł nie po to, by stawać się jeszcze lepszym, by zadziwić wszystkich i poetycko mówiąc przeskoczyć swój cień. Jeździł dla samej przyjemności jeżdżenia, tak po prostu, tak zwyczajnie.
I nawet nie spostrzegł, gdy jego trening dobiegł końca, a on znalazł się pod prysznicem, przyjemnie zmęczony, zdrowo wyczerpany. Ciepła woda spływała po jego idealnie wyrzeźbionym, bladym, cholernie seksownym ciele i ścieżką zagłębiała się w jeszcze lepsze rejony, znajdujące się pod cenzurą wścibskich spojrzeń, zwłaszcza kobiecych.
W tym właśnie słodkim momencie odprężenia Sasuke pomyślał o Naruto. Zaczął się zastanawiać, jak wyglądało życie Uzumakiego zanim tutaj przyjechał.
Chłopak powiedział mu kilka tygodni temu, wtedy na stołówce, że wolałby wrócić do poprawczaka. Z pewnością tęsknił za Los Angeles.
Sasuke uśmiechnął się lekko, rozmasowując dłońmi mięśnie zesztywniałego karku. Przez głowę przeszła mu naprawdę głupia, naprawdę dziwna myśl – „Ciekawe jak ten kalifornijski blond-kretyn masuje?’ I z przerażeniem stwierdził, że chciałby to sprawdzić.
Odchylił głowę, przymykając oczy. Pozwolił, by ciepła, przyjemnie kojąca woda dotknęła jego twarzy, skutecznie odpędzając niebezpieczne myśli. Sasuke nie wiedział jednak, że takie myśli są jak bumerang. Ale już wkrótce miał się o tym przekonać. Doprawdy, rozbudowana wyobraźnia jest naprawdę niebezpieczną bronią.
Naruto z pewnością tęsknił za Los Angeles – za przyjaciółmi, klimatem, może nawet i za dziewczyną. Przede wszystkim tęsknił jednak za swoją pasją.
Mistrz zimowego szaleństwa nigdy nie surfował, nie miał pod pachą dziwnej, wielkiej deski i nie wbiegał do morza w porze malowniczego zachodu słońca. Nigdy również nie łapał fal. A w końcu najważniejsze – nigdy przenigdy jeszcze nie był w oceanie, morzu, czy jakimś innym części wielkiej, ziemskiej hydrosfery.
Czy wszechogarniająca woda mogła być lepsza niż wszechogarniający śnieg?
Sasuke uśmiechnął się niebezpiecznie, jeszcze nie wiedząc, że igra z ogniem. Gdzie znajdował sie owy ogień? Proszę się nie martwić, zagadka już wkrótce zostanie rozwiązana.
Kalifornijski przybłęda, Naruto Uzumaki był matołem, podstępnym kretynem i godnym Sasuke przeciwnikiem. Miał chłopak krzepę, cięty język i zły charakterek, ale jedno trzeba było mu przyznać.
Naruto był cholernie przystojny.
Sasuke zawsze miał słabość do blondynek, jednak Uzumaki miał w sobie ten rodzaj magnetyzmu, że nawet heteroseksualny ogier musiał przyznać, że lubił na niego patrzeć. A nawet więcej moi drodzy, czasami po prostu nie mógł oderwać od niego wzroku.
Kalifornijska uroda – złota skóra, lśniąca w promieniach tutejszego, surowego słońca, niebieskie, nie błękitne, a cholernie niebieskie oczy były czymś niesamowitym, hipnotyzującym. Blond włosy ekstra dodatkiem, który jeszcze bardziej dopełniał obraz przystojnego kretyna. Cienkie blizny na policzkach natomiast dodawały pikanterii.
Och, tak, Naruto był niegrzecznym chłopcem w stu procentach, który na pewno kocha niegrzeczne zabawy.
Sasuke nawet nie zarejestrował, kiedy oblizał swoje wargi. Szum wody stłumił ciche pomruki zadowolenia.
Sasuke lubił swoją wyobraźnię, która zaczęła podsuwać mu coraz śmielsze obrazki, a niebezpieczny ogień w jego ciele rósł i rósł.
Naruto w swoim naturalnym środowisku, na wolności. Naruto w akcji. Dokładniej – łapiąc fale na Oceanie Spokojnym.
Czy ciało tego kretyna była tak samo cholernie seksowne jak i buźka?
Pomimo tego, że blondyn mieszkał juz prawie miesiąc w zimowym miasteczku, Sasuke jeszcze nigdy nie widział go przebierającego się na wf. Zawsze bluzy z kapturem odgradzały go od podziwiania ciała tego kretyna.
A Sasuke był pewien, że było, co podziwiać.
Wyobraźnia podsunęła mu prawie, że pornograficzny obrazek.
Uzumaki stał na brzegu morza ze swoją deską surfingową.
Pff! Co tam deska?!
To ciało… Pozbawione zbędnych części garderoby, w samych, kolorowych spodenkach do pływania. Lśniące w ciepłym blasku słońca, którego mocne promienie toczyły prywatną grę na powierzchni jasnych kosmyków włosów Uzumakiego. Niebieskie oczy pochłaniały bezmiar oceanu.
I ten moment.
Naruto wbiega do wody. Krystaliczne krople zatrzymują się na jego opalonym ciele, mięśnie pracują pod złocistą skórą. Kaloryfer na brzuchu, od którego widoku Sasuke momentalnie robiło się cieplej. Z pewnością w zimowy wieczór rozgrzałby go lepiej, niż niejeden stacjonarny grzejnik z metalu, czy stali nierdzewnej.
Ręka pana Uchihy, kierowana własną świadomością dotknęła brzucha bruneta, by po chwili zsunąć sie nieco w dół, w równie twarde miejsce, co te kaloryfery naszych przystojniaków.
Och…
Ciekawe jakie kokosy skrywa Naruto za tymi swoimi kolorowymi spodenkami do pływania.
Kiedy ręka pana Uchihy, ta mająca własną świadomość, zacisnęła się na bananie swojego właściciela, Sasuke otworzył oczy.
Plaża, ocean i jasnowłose ciacho z idealnym ciałem zniknęło, rozpłynęło się na powierzchni surowych, prawie jasnych kafelek prysznicowych.
Dopiero wtedy nasza sportowa gwiazda zorientowała się, co jest grane.
Ręka straciła własną świadomość i przestała już trzymać świeczkę Uchihy.
Ach, po pierwsze chyba świecę. Świeczkę to może mieć jego brat w gaciach. A po drugie, świeca Sasuke była zapalona i to właśnie stamtąd wydobywał się płomień gorący i niefortunnie ograbiony ze swojej namiętności.
Uchiha swoją zdębiała jaźnią, patrzył na swoją drugą, zesztywniałą tym razem jaźń.
Powoli, kroczek po kroczku wszystko zaczęło do niego docierać.
- No opadaj, cholera! – Syknął na swojego potwora, który prężył się przed nim w całej, wielkiej okazałości.
Jego druga ręka, ta bardziej racjonalna sięgnęła odkręciła zimną wodę.
A świeca pana Uchihy momentalnie zgasła.
No i masz ci jeżdżenie dla samej przyjemności jeżdżenia. Doszłoby jeszcze do tego, że zacząłby sobie obciągać, myśląc o Uzumaki.
Uzumakim w akcji…
Teraz już z zawrotną szybkością odpędził zbędne, niebezpieczne myśli, które i tym razem zapaliłyby płomień.
Gdy zorientował się, że jego prysznic trwa dłużej niż zazwyczaj, postanowił nie przedłużać, przez karcenie swojej wybujałej wyobraźni i wziął się za pucowanie swojego równie cholernie seksownego, idealnego ciała.
Przez te dziwne myśli prawie zapomniał, że nienawidzi Naruto. A dzisiaj organizuje mu przyjęcie urodzinowe. Popadając ze skrajności w skrajność, miał nadzieję, że jednak jego prezent spodoba się naszemu kalifornijskiemu przystojniakowi.
Z niebezpiecznym uśmiechem – tym razem niebezpiecznym dla otoczenia – udał sie do szkoły.


Naruto siedział właśnie na auli, gdzie Tsunade - znana wszystkim doskonale - dyrektorka ich placówki edukacyjnej prowadziła właśnie wykład o systemie politycznym w USA. Był to niezwykle porywający, niezwykle ciekawy przedmiot o tym, że Ameryka jest mega mocarstwem, a żyjący w niej ludzie mają sie najlepiej na świecie. Naruto jednak miał umiejętność przenikliwego patrzenia na wiele spraw, no i czytania między wierszami. Jego wnioski po kolejnych godzinach słuchania wykładów Tsunade były następujące: Ameryka jest super-hiper-państwem, które zostanie wykończone przez kryzys, gwiazdy Hollywood uciekną do Bollywood, a pozostałe społeczeństwo będzie grube, brzydkie i nieszczęśliwe.
Uzumaki westchnął ciężko, patrząc na niższe rzędy. Z tej perspektywy nie miał dojścia do dekoltu Sakury, siedzącej kilka rzędów niżej. Dziewczyna z każdym kolejnym dniem przechodziła samą siebie pod względem doboru strojów i Naruto był pewny, że na dzisiejszą imprezę założy coś ekstra.
Postanowił, że w swoje urodziny ją poderwie. I żadna sportowa gwiazdka w postaci zadufanego, egoistycznego i złośliwego dupka mu w tym nie przeszkodzi.
Błogi uśmiech wpłynął na jego usta.
Sakura jeszcze będzie jego, a on pokaże Uchiha kto tu rządzi.
Będąc w krainie marzeń o przejmowaniu piekielnego królestwa tego cholernego drania, nawet nie zauważył, że na jego kolanach wylądowała idealnie biała, równo złożona na pół kartka papieru. Dopiero po kilku długich minutach, gdy już zapędził się myślami zdecydowanie za daleko, postanowił sięgnąć po skrawek spoczywający na jego kolanach.
Bądź co bądź, wizja wrzucenia Sasuke Uchiha do więzienia pod wspaniałym, wyimaginowanym pałacem należącym do Naruto, była wspaniałym pomysłem, jednak gdy tylko wyobraził sobie Uchihe w kajdanach, półnagiego i…
Nie.
Pokiwał energicznie głową, nawet nie zdając sobie sprawy z tego, jak podobne myśli dzisiejszego poranka miał na jego temat Książę Piekielny. Z pewnością było to spowodowane rosnącym napięcie.
Och, tak.
Stres, niecierpliwość, ekscytacja i te sprawy.
W końcu za niedługą każdy z nich ma pokazać swoją prawdziwą siłę. Na co naprawdę go stać.
Naruto z szelmowskim uśmieszkiem rozchylił brzegi białej kartki papieru, a jego radosny uśmiech przeniósł się na twarz kogoś innego.
„Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin, kochanie”.
Tuż za biednym, nieświadomym Uzumakim, siedział Książę Piekielny we własnej osobie. Seksowny brunet przejął zawadiacki uśmiech naszego blond rodzynka, naturalnie.

czwartek, 16 września 2010

Bom Bom! 14

shasti, powiedziane było, że gdyby Naruto nie poszedł na imprezę oddałby wygraną walkowerem :)

Dzisiaj krótki wstęp, bez odpowiedzi na komentarze, musicie mi wybaczyć :)
Jedna sprawa dotycząca Naruto.
Może i w poprzednim rozdziale stracił trochę krzepy, jednak nic się nie martwcie, każdy przecież może mieć zły dzień, a jak nie w tym to nadrobi w przyszłym rozdziale, prawda? Do końca postaram się zachować ich pierwotny charakter, jednak nie ukrywam, że chłopcy w swoim towarzystwie będą trochę mięknąć, by sztywnieć w innych rejonach, tak?
No, mam nadzieję, że jasne :)

Ach, no i dziękuję bardzo za wszystkie wasze komentarze, oczywiście :)

Jestem okropna, ale w tym rozdziale jeszcze nie będzie imprezy. 15 już się piszę, więc powinna się ukazać szybciej niż to coś, co stworzyłam teraz. Wszelkie potknięcia proszę mi wybaczyć, styl i humor Bom Bom! mógł utonąć w Potopie, który teraz niestety czytam.

Rozdział betowany przez wspaniałą kuroneko



Sasuke Uchiha nie lubił wielu, oj, naprawdę wielu rzeczy. A wachlarz jego, bądź, co bądź kontrolowanej nienawiści był barwny i szeroki. Wprawdzie istniała masa rzeczy, do których Sasuke z całą pewnością czuł zdecydowanie większą niechęć, jednak szkolna przerwa budziła w naszym przystojnym draniu zapędy socjopatyczne, dużo większe niż normalnie.
Po pierwsze, było stanowczo za głośno. Ilość decybeli, wytwarzanych codziennie na korytarzach szkolnych, z pewnością przekraczała stan bezpieczny dla zdrowia i słuchu.
Po drugie, Sasuke nienawidził tłumu ludzi, który w tych właśnie momentach przypominał raczej bydło, posłusznie podążające do zagrody. Wszyscy obijający się co rusz o bruneta byli tak irytujący, że czasami – ale tylko czasami – Uchiha pozwalał sobie na małą groźbę do mniejszych, czy nawet większych uczniów. I żaden, co pozostaje jasnym i klarownym, nie sprzeciwił się woli wielkiej sportowej gwiazdy.
Nikt mu się nie sprzeciwił, aż do dnia, w którym w tym małym miasteczku pojawił się pewien blondyn, o jakże drażniącym usposobieniu i cholernie pokręconej, ale dziwnie fascynującej w swej niezłomności osobowości.
I to był trzeci – ostatni powód, przez który Sasuke Uchiha tak bardzo nienawidził przerw.
Naruto jakby chciał upewnić bruneta w jego nienawiści.
Przechodząc akurat, zatopiony w tłumie ludzi, mogłoby się zdawać, że zupełnie przypadkowo potrącił Sasuke. Chociaż słowo ‘potrącił’ z pewnością nie jest adekwatne do tego, jakiej siły użył, gdy o mało nie wywrócił Uchihy na – dzisiejszego dnia – wyjątkowo śliskiej podłodze.
Sasuke zaklął szpetnie pod nosem, jedynie dzięki bożej opatrzności utrzymując się w pionie.
Spojrzał za siebie, bez najmniejszego trudu odnajdując blond czuprynę i niebieskie oczy, które patrzyły na niego przenikliwie. Z mieszanką kpiny, złośliwości i cieniem, zaledwie jednym małym gramem wyższości.
Ale dla Uchihy było to tak zaskakujące, że poczuł, jak jego duma zostaje przygwożdżona do ziemi przez wielki i ciężki zad powracającej pewności siebie Uzumakiego.
Zamrugał zdezorientowany, doznając krótko mówiąc dziwnego rodzaju olśnienia.
Ten pacan coś kombinuje. Z pewnością kombinuje coś niedobrego.
Zmrużył oczy, racząc oddalającego się chłopaka swoim najbardziej wyniosłym, pogardliwym uśmiechem. Nie ma wątpliwości, co do tego, że w dziedzinie arogancji Sasuke mógł udzielać wykładów na Harvardzie, o pisaniu prac naukowych już nie wspominając.
Wzrastało napięcie, a stawka w grze rosła z każdym kolejnym dniem.
Jeszcze cztery dni dzieliły ich od imprezy. Połowa szkoły, ta lepsza połowa dla ścisłości, ochoczo zadeklarowała, że pojawi się na małym przedstawieniu zadedykowanym specjalnie Naruto. Z myślą o nim, Sasuke zaprosił nawet trochę więcej ludzi, niż zazwyczaj.
Jednak coś było nie tak.
I złe przeczucia Uchihy pogłębiały się z każdym kolejnym dniem. Od zaproszenia Uzumakiego na imprezę, ten kretyn zachowywał się tak, jakby już podbił świat. A raczej miał to zrobić podczas piątkowej balangi. Jego pewność siebie przeżywała chyba kolejną młodość, bo Uzumaki zaskakiwał Sasuke dosłownie z lekcji na lekcję na co brunet postanowił, że musi być przygotowanym na wszystko. Naruto jest przecież przeciwnikiem, którego nie można lekceważyć.
Ale to i dobrze.
Dzięki temu gra stawała się jeszcze ciekawsza…


- Będziesz na imprezie organizowanej przez Sasuke?
Niebieskie oczy przyjrzały się badawczo dziewczynie, której twarz mogłaby posłużyć za płachtę na byka. Uśmiechnął się do niej łagodnie, chociaż wiedział, że jego niewinny uśmiech zostanie zupełnie inaczej zinterpretowany.
Był okrutnym dupkiem, że dawał jej nadzieję?
Nie, z pewnością nie. A nawet jeśli… To ten cholerny snobistyczny gwiazdor sportowy tak na niego wpływał.
- Mnie by nie było? – Naruto puścił do dziewczyny oko, śmiejąc się jednocześnie cicho. Cicho i dźwięcznie, naprawdę wesoło. Bez wątpienia jego śmiech mógłby zostać użyty w ścieżce dźwiękowej reklamy coca-coli, aż tak przyjemnie się go słuchało. I każdy mimowolnie również się uśmiechał, gdy tylko przechodził obok.
Uśmiechała się jakaś pierwszoklasistka, koleżanka jego głupiej siostry. Uśmiechnął się jakiś kujon, który po raz pierwszy zrozumiał, że to nie z niego się śmieją. Hinata, która spiekła raka i schowała głowę w ramiona, tak, że tym razem przypominała z kolei kraba, również wykrzywiła usta, starając się wyjść jak najbardziej naturalnie.
Na koniec zaś uśmiechnął się pewien brunet, który zupełnie niespodziewanie pojawił się za plecami nieświadomego zagrożenia Naruto. Dopiero mocny, pewny uścisk na ramionach sprowadził pana Uzumakiego na ziemię. Ziemię? raczej rozkoszne, gorące piekło w ramionach samego diabła.
- Możesz mi wierzyć… - usłyszał niski głos za sobą. Można by powiedzieć tak szatańsko niezwykłym, męskim.
- Nie jesteś osobą godną zaufania – zauważył Naruto, jednak Król Piekieł nie przejął się zbytnio tą uwagą.
- Możesz mi wierzyć, że będziesz na tej imprezie gwoździem programu.
Uzumaki wyczuł, że ten diabeł uśmiecha się ponownie. Tym razem z dużo większą ironią, przewrotną radością ale i czymś jeszcze…
Groźbą, może zapewnieniem?
Blondyn odwrócił się, by spojrzeć w oczy Królowi Piekieł we własnej, z pewnością nieskromnej osobie – jego wysokości Sasuke Uchiha.
Po chwili również się uśmiechnął.
Mecz sezonu już za kilka dni. Napięcie wraz z emocjami pięło się w górę, dosłownie doganiając ekscytację Naruto i słodką niecierpliwą niepewność.

Takie oto podchody chłopcy czynili dzisiejszego dnia nad wyraz często.
Przypominali trochę wojowników sumo, którzy przed walką tupią, klaszczą i patrzą z determinacją w swoje oczy, mając na celu przestraszenie przeciwnika, złamanie jego wiary w siebie. Jednak, jak wiadomo Sasuke i Naruto to cholernie twardzi, cholernie zawzięci faceci, którzy z pewnością nie odpuszczą tak łatwo.
Ani pan Uzumaki nie zdołał się dowiedzieć, co szykuje dla niego ten nadęty dupek, ani też panu Uchiha nie udało się wybadać z kolei, co przygotował ten kretyn.
Ale pozostaje pewnym, że każdy szykuje coś naprawdę super.
Te uśmiechy, te spojrzenia pełne kwiecistej, barwnej nienawiści…
W coraz chłodniejszym powietrzu unosił się słodki zapach napięcia.
Nawet dotyk, subtelne naprowadzenie, łaskawe ofiarowanie skąpej wskazówki, czyniło z niewinnej gry chłopców coś niezwykle fascynującego, prawie że osobistego.
Bo kiedy czasami Sasuke przybliżał się do Uzumakiego, by powiedzieć do niego coś tym swoim cholernie… tym cholernym głosem, biedny Naruto, aż dostawał wypieków.
Oczywiście sam outsider zimowego miasteczka również nie pozostawał biernym. W swoich małych gierkach odkrył, że skóra Uchihy jest zimna, miękka i niemiłosiernie miła w dotyku, a jego zapach…
Przychodziła tylko jedna, niezwykle głupia i naiwna myśl, jednak…
Sasuke pachniał wolnością. Zimną, surową, lecz jakże niezwykle pociągającą wolnością.
I Naruto nawet nie zorientował się, kiedy na jego ustach zaczął pojawiać się lekki uśmieszek, gdy tylko Mroczny Książę wchodził do klasy, lub co gorsza, Uzumaki po prostu o nim myślał.
Och, tak bardzo chciał już zobaczyć jego minę, gdy tylko blondyn zacznie swoje przedstawienie. Ciekawe czy spodobają mu się zabawy, jakie obowiązywały w Los Angeles?
Naruto westchnął cierpiętniczo. Cierpliwość nigdy nie była jego mocną stroną i powoli ten głupi czas zaczął ciążyć mu na duszy. A na deser krew go zalewała, gdy widział spokój tego dupka, bo on z pewnością również nie mógł się doczekać imprezy. Ukrywał to jednak w tak wyrafinowany sposób, że, zdaniem Uzumakiego, coś takiego powinno być bez wątpienia karalne.
Trzy dni. Trzy głupie znienawidzone dni dzieliły ich od imprezy.
Z ekscytacji, Naruto miał trudności ze skupieniem się na czymkolwiek. I z zażenowaniem musiał stwierdzić, że już naprawdę dawno nie czekał na cokolwiek tak, jak czekał na tą głupią imprezę, na której bądź co bądź, miało być naprawdę fajnie.
Odwrócił wzrok od tablicy, na której Shibi Aburame, ich nauczyciel biologii z zacięciem rysował jakiegoś owada, którego budowę z pewnością za kilka chwil im przedstawi. Z zażenowaniem trzeba było przyznać, że na lekcjach z tym nawiedzonym gościem, lepiej poznał świat insektów niż anatomię kobiecego ciała, co było chyba podstawowym tematem na lekcjach biologii, prawda?
A propos, w klasie biologicznej były ławki dwuosobowe, fajnie, no nie? Zgadnijcie, z kim Naruto siedział…
Nie, niestety nie był to Sasuke.
- Co się gapisz? – Warknął jego kolega z ławki. Naruto uśmiechnął się lekko i puścił oko do dziewczyny, która akurat się im przyglądała. I głuchy dźwięk łamanego ołówka był równie fajny, jak dzwonek obwieszczający przerwę, do której jednak trochę jeszcze zostało.
- Neji, spokojnie, stary, bo sobie jeszcze drzazgę wbijesz. – Blondyn spojrzał wymownie na ostry ołówek w ręce wściekłego Hyuugi i dopiero teraz go oświeciło, a obrazy wczorajszego kryminału, jaki oglądał ze swoją głupią siostrą i wrednym ojczymem, wróciły prawie jak żywe wspomnienia.
Rodzi się teraz pytanie, czy ten ołówek stanie się przedmiotem zbrodni?
Naruto wstrzymał powietrze, patrząc w napięciu na wkradający się na twarz Hyuugi spokój, niebezpieczny, zwodniczy spokój. Kuzyn Hinaty mocniej ścisnął złamany ołówek w ręce i…
- Naruto, skup się na lekcji – upomniał go Aburame, a jak zwykle w takich wypadkach wścibskie spojrzenia uczniów skierowały się w ich stronę. Wśród nic nieznaczących gał, Uzumaki zobaczył też czarne, zmrużone oczy, które przeszywały teraz blondyna. Usta ich właściciela wygięły się w kpiący uśmiech, by zaraz potem przenieść swoje spojrzenie na Hyuugę.
I Naruto sam nie wiedział, czy przed niechybną śmiercią z ołówkiem w głowie uratował go nawiedzony nauczyciel biologii, czy sportowa gwiazdka, której tak bardzo nienawidzi.
Postanawiając już nie drażnić wilka siedzącego obok niego, resztę lekcji spędził więc, na kontemplacji krajobrazu za oknem szkoły.
Śnieg musnął miasteczko swoim mroźnym językiem. Naruto wiedział, że to dopiero początek wielkich, mroźnych nawałnic, a już teraz czuł się niczym na Antarktydzie. Było mu tak cholernie zimno, że w nocy spał pod dwoma kołdrami i kocem pożyczonym od swojego przyrodniego brata. Koc był w fioletowe dinozaury, jednak najważniejsze, że dawał ciepło. W dzień nie odczuwał aż tak przejmującego zimna.
Po pierwsze – i może najważniejsze – dlatego, że istniała pewna osoba, której bezbłędnie udawało się podnieść ciśnienie u Naruto, doprowadzając go dosłownie do wrzenia.
A po drugie - temu, że przez tę osobę, a raczej gdy tylko znajdowała się ona w pobliżu - śnieg, mróz i wiatr przestały robić na Naruto jakiekolwiek wrażenie.
Och, tak. Właśnie tak.
Wiecie o kim mowa? Dlaczego Uzumaki wychodzi na ten straszny ziąb i systematycznie, z wielką namiętnością oraz pasją odmraża sobie swój seksowny, kształtny tyłek?
Jedno słowo.
Sasuke. I snowboarding gwoli ścisłości. Chociaż w zasadzie, te dwa wyrazy są swoimi synonimami.
Naruto od dwóch tygodni forsuje swoje biedne, acz nie wolno ukrywać faktu, iż wyćwiczone mięśnie, obija cztery litery i wypluwa duszę. Nasze kalifornijskie dziecię ściera deskę snowboardową równe czternaście dni.
Po tygodniu pobytu w tym diabelnym miasteczku Naruto podjął decyzję swojego życia, postanawiając rozpocząć trening na desce snowboardowej. Uznał, że to jedyny sport, który jest w stanie, w chociaż małym stopniu zastąpić mu ukochany surfing. Ale jak powszechnie wiadomo, każdy medal ma dwie strony.
W mniej oficjalnej, zdecydowanie bardziej osobistej wersji, doszukać by się mogło ambicji utarcia nosa pewnej sportowej gwiazdce, zrobienia jej na złość. Co gorliwsi śledczy znaleźliby nawet niepodważalne dowody takiego postępowania z bardziej moralnych powodów.
Jednak bez wątpliwości pozostaje to, że biedny Naruto nie radził sobie w snowboardingu najlepiej i z pewnością szkolna gwiazdka, wróg numer jeden, Sasuke Uchiha miał więcej powodów do śmiechu niż do złości. Uzumaki opanował wprawdzie skręcanie, rozwijanie prędkości, a przede wszystkim utrzymanie równowagi, jednak jego zjazdy z ciężkim sercem, naprawdę tylko dzięki dobrej woli można było nazwać zjazdami miernymi.
Ale co się dziwić, skoro Naruto cały czas miał wrażenie, jakby jeździł na desce do prasowania? Dziwnie było mieć nogi przymięte do kawałka pomalowanego i solidnie zakonserwowanego drewna.
Dziwnie było też mieć na sobie coś więcej, niż tylko kolorowe i radosne kąpielówki. W końcu takie ciało, jakim dysponował Naruto było numerem jeden na plaży, no nie? Nie zawsze docenianym, ale i tak numerem jeden.
Och, no i w końcu najważniejsze – dziwnie było czuć na sobie kpiące spojrzenia mieszkańców zimowego miasteczka. W surfingu może nie był mistrzem świata, jednak z całą pewnością był wystarczająco dobry, by budzić uznanie plażowiczów – bądź, co bądź wymagających widzów. Równie wymagających co fanatycy śnieżnego szaleństwa, aktualnie go obserwujący.
A może gdyby miał lepszy sprzęt szłoby mu lepiej? W końcu jeżdżenie na wypożyczonej, zniszczonej desce nie było najlepszym rozwiązaniem, zwłaszcza dla początkujących.
Jednak co robić? Naruto nie miał pieniędzy, a jego kieszonkowe starczało jedynie na zestaw pikantnych nóżek z kurczaka, które serwowano w KFC, jedynym dowodzie ucywilizowania miasteczka.
Ale Naruto należał do tej naiwnej grupy optymistów „mimo wszystko”. Wierzył… nie! On wiedział, że już wkrótce będzie lepiej.
- Będzie zajebiście lepiej, Sasuke, kochanie – powiedział do swojej deski surfingowej chwilę przed spakowaniem książek i wyjściem z pokoju do szkoły.
Był piątek, dziesiąty października.

poniedziałek, 30 sierpnia 2010

Bom Bom! 13

Ewerina, Qeen ci już chyba wyjaśniła :)
Qeen xD Niestety nie oglądałam tego filmu ;D Ale chyba się pokuszę. No popatrz, w Smerfach też są takie niemoralne aluzje. A rzucili się tylko na biedne Teletubisie ;D Haha, no nie wiem nie wiem, jak z tym seksem będzie... ;) I jednak nie masz zaległości D: Win za to moją wenę! ;D
Kuroneko >teraz pochłania mnie coś zupełnie innego ];> < ej kurde, nie zapytałam ci się co cię pochłania? xD I mogę cię zapewnić, że stracha mu napędzi, ale na razie nic nie zdradzam ;D I stanowczo teraz ja przesyłam tobie, swoją wenę! Koniec i kropka :D Daję ci wszystko co mam, o! Daimon haha! :D Tyś mi jak ta Jagienka, czy Danusia :D Haha, >Ale co tam, pogrzebmy w popiele, o! już widać główkę ;) < zabiłaś mnie tym tekstem! :D Widać główkę, ale czego...? A jeśli chodzi o kumplowanie się z Księciuniem naszym, cóż ja się przyzwyczaiłam już do takiego traktowania :D I to wcale nie jest oznaką czegoś złego. Po prostu, Sas ma przerośnięte ego :) A jeśli chodzi o kosza, ja miałam zazwyczaj takie długie paznokcie, że wszystkich drapałam ^-^' jezu jak ja kochałam długie paznokcie :( >Naruto, bój się boru, przystojny brunet na dwunastej! < xD nic dodać nic ująć :D Cholera, jesteś jedną z nielicznych osób, które tak lubię cytować :D >Dajmy mu chwilę na zmianę gustu... i orientacji < xD oj tak, trochę czasu na zmianę orientacji mu się zdecydowanie przyda. Chociaż Sas z pewnością przyśpieszy ten proces ;D Haha, ja szczerze powiedziawszy jestem jedyną, a przynajmniej znajduję się w mniejszości, która nie przepada za viatorem :) I cieszę się, że nowy pomysł na opo się podoba. Tym razem to ty leżysz w mniejszości ;D I dziękuję bardzo za taką długą wypowiedź, haha ! :* Shasti lol! to ja naprawdę jestem, cholera dobra :D I mam wyczucie, diabelne wyczucia :D Może już z deczka nieaktualne, ale wszystkiego najlepszego z okazji ur ;* FAjnie być pierwszą w robieniu niespodzianek urodzinowych :D A jeśli chodzi o te szkolne psikusy, cóż... trudno mi było wymyślić coś konstruktywnego, a nie chciałam robić też z Sasa takiego szczeniaka, co to tylko głupie żarty potrafi wywijać :) Shasti, kochanie, no muszę ci powiedzieć, że będzie do niej zrażony i to mocno, a jej stanie się coś niedobrego :D Możesz być pewna ;)
Shiroi słonko, mały diable :D No to trzeba było tak długo spać? :D i oj tak, kto się czubi ten się lubi w końcu ;D
Mikoto, no nie wiem, czy coś takiego by wypaliło. Popytaj na innych blogach, innych autorów, chociaż z jednym opowiadaniem byłoby trochę ciężko, tzn., byłoby bardzo chaotyczne, bo każdy ma inny styl i do różnych rzeczy przywiązuje wagę. No jeśli będzie ktoś jeszcze chętny, to w sumie nie zaszkodzi spróbować :)
Sasame, ciesze się, że Sasuke jednak da się lubić :) haha! A z tymi cy.cuszkami pojechałaś :D
Pazurek, cóż, masz rację, tak dlatego właśnie Sakura spodobała się Naruto. Ale czy to teraz ważne?
Sanu wydaje mi się, że zaliczymy nie tylko wszystkie zwierzęta hodowlane, ale wszystkie, z których można zrobić wytwory mięsne. Najprawdopodobniej owoce morza również zaliczymy po drodze :) Haha! ;D Ja też lubię jak Sasuke mówi 'takim' głosem do Naruto ;) I Sanu, kochanie, pamiętaj, że groźby są karaln! :D Ja się boję, cholera! :D A jeśli chodzi o nowe opo, to dziękuję za szczerą opinię:D A i sprostowanie, partnerować DiCaprio będzie świętej pamięci Leadger :)
yukami, ja też mam nadzieję, że kiedyś skończę Refuge ;D I gratuluję wytrwałości, 4 rano to coś już coś XD a jeśli chodzi o chaotyczność, cóż BB może być chaotyczne :D nie zaprzeczam.
alien, skarbie, ty się nic nie martw! Sas na pewno nie będzie nagrodą pocieszenia dla naszego blondynka, co to to nie! :D ej i właśnie! :D Co z tym artem, co mi miałaś wysłać? :D Ja chce to zobaczyć, nooo :D A i właśnie zapomniałam dodać ten co mi wysłałaś :D Niezwłocznie to muszę uczynić, cholera :D
Anju jeśli chodzi o piosenkę, to było to 'Bom Bom!' Kokii :) zakładam, że nie znasz i szczerze to tylko tak mniej więcej wiem, o czym ona śpiewała :D Ale tak jakoś no, mnie to zainspirowało. Haha! :D Stara miłość nie rdzewieje? xD aww, miło mi bardzo słyszeć to z ust takiej blogerki jak ty, cholera! :D dzięki wielkie ^-^ i Serio pisałam Neij? xD No dziwne ma imię, kurde, to później się człowiek myli xD
wookie , właśnie, jesteś strasznie niecierpliwa! :D Na miano pisarki nie zasługuję, ale i tak mi miło ^-^ i, hm... wisienka na torcie? ;D
Black Lady, 'wiem, wiem, pisze jakbym miała 12 lat i kręcone włosy :D' wcale tak nie piszesz :D To ja czasami mam za bardzo chaotyczną tą akcję :)



No cóż, ciężko mi było z siebie coś wykrzesać, ale na koniec wakacji zacisnęłam pasa i jest Bom Bom! 13 :) Eee... rozdział nie jest dłuższy, ani nic, no ale musiałam tak zakończyć, bo akcja mi się akurat w taki sposób rozkłada. O. Koniec i kropka.
Jeśli chodzi o dodawanie rozdziałów w roku szkolnym, to szczerze powiedziawszy nie wiem jak to będzie. Postaram się pisać jak najczęściej i co tydzień może uda mi się coś wyskrobać :) Jeśli chodzi o ten rok szkolny mam jakieś złe przeczucia...
Ech, a i jeszcze jedno. Pamiętajcie, że kiedy Sasuke opisywał spotkanie Naruto i Sakury, to to były jego myśli i nie wszystko musiało być takie, jakie mu się wydawało. A po drugie, cóż w końcu Naruto nie znalazł nikogo lepszego w miasteczku, więc na kimś musiał swoje uczucia, hm, zawiesić? ^-^ Ale będzie to tylko chwilowe, przecież wy wiecie :)
A i wybaczcie, że tak długo nie komentowałam na niektórych blogach. Czasami przerażają mnie zaległości jakie mam i jednocześnie długość rozdziałów. Jestem dziwnym krótkodystansowym człowiekie ;). Ale obiecuję, że jutro zbiorę się w sobie i skomentuję to, co mam skomentować.
Nie przedłużając,


Rozdział z dedykacją dla alien, która jest pomysłodawczynią wątku z masturbacją ;) oraz dla Virus_Ci, o.


Rozdział niebetowany, więc jeśli zauważylibyście coś, uprzejmie proszę o poinformowanie :)






Naruto uśmiechnął się lekko, gdy przechodził akurat obok gabinetu Tsunade. Nie mógł odmówić sobie zajrzenia przez niewielkie okienko, mieszczące się w drzwiach do sekretariatu albo, jak kto woli – poczekalni, tym razem goszczącej samą elitę ich uroczej szkoły.
Kiba siedział naburmuszony, z całą pewnością zastanawiając się nad niesprawiedliwością tego świata.
Och, Naruto takie rozmyślania ma już chyba za sobą.
Blondyn uśmiechnął się jeszcze szerzej, a jego oczy zamigotały niczym dwa diamenty.
No… Przynajmniej na dzień dzisiejszy. Bo jutro z pewnością znów będzie musiał iść pod prąd. Albo pojutrze, zwarzywszy na karę, jaką dostaną jakże weseli chłopcy z ferajny.
W gabinecie, oprócz obrażonego na świat Inuzuki, był jeszcze Neji.
Hm… ten wspaniały Neji, który też potrafił stworzyć fascynujące przedstawienie. Pełne zaskakujących zwrotów akcji, efektów specjalnych i z mrożącym krew w żyłach finałem.
Uzumaki zaczął się zastanawiać, czy szkolna elita nie chodzi czasem na jakieś zajęcia teatralne. Wszyscy członkowie tej ekskluzywnej grupy byli doprawdy, wybornymi aktorami.
Kuzyn Hinaty ku zaskoczeniu Naruto, wydeptywał krąg w drewnianej, lśniącej podłodze, od czasu do czasu zatrzymując się i patrząc, albo nie, inaczej – gapiąc się na zegarek. Właśnie ten, na który podczas ostatniej wizyty Naruto w gabinecie dyrektorki, Sasuke Uchiha tak nienawistnie spoglądał.
No i teraz pora na naszego rodzynka. Dosłownie wisienkę na torcie, która stała przyczajona w mrocznym kącie i…
I patrzyła wprost na Naruto.
Blondyn spojrzał hardo w ciemne oczy, a na jego usta powoli i mozolnie wpłynął uśmiech satysfakcji tak wielkiej, że niemożliwym było, aby ten drań go nie zauważył. Ale Uchiha również się uśmiechnął. Lekko, prawie niezauważalnie. I jego uśmiech miał w sobie coś tak niesamowitego, że Naruto aż odsunął się od drzwi.
Uzumaki teraz mógł tylko z rosnącym napięciem patrzeć, jak Sasuke odrywa się od ściany, którą właśnie podpierał i sunie wolnym krokiem do wyjścia z sekretariatu. Przez małe okienko w drzwiach wciąż patrzy na Naruto, który aż skulił się w sobie. W uśmiechu tego cholernego drania była jakaś niema groźba, zapowiedź burzy śnieżnej, trzęsienia ziemi a może huraganu? Z pewnością kataklizmu.
Sasuke tuż przed otwarciem drzwi, odwrócił lekko głowę, mówiąc coś swoim przyjaciołom, po czym ponownie spojrzał na blondyna, teraz poświęcając mu już całą swoją uwagę. Wyszedł na korytarz.
Na jego ustach wciąż błąkał się ten niesamowity uśmiech.
- Naruto – powiedział cichym, hipnotyzującym i wibrującym jakąś dziwną emocją głosem. Biednemu blondynowi aż dreszcz przeszedł po plecach, kiedy usłyszał ten specyficzny niski i męski głos. – Buźka nie boli?
- Kiedy cię widzę, jakoś przestaje – warknął, przekrzywiając lekko głowę, tak, by grzywka opadła mu na oczy.
- Och, z pewnością. – Uchiha zaśmiał się złośliwie i jak na ironię, przekrzywił głowę w przeciwną stronę.
- Pozdrów ode mnie Neji`ego. Powiedz, że na gwiazdkę sprawię mu specjalny prezent i przedmucham Hinatę – mruknął cicho, mrużąc oczy i uśmiechając się lekko złośliwe. Nie przewidział jednak, że Sasuke skrywa w rękawie kolejnego asa.
- Hinatę? A ja myślałem, że nocami… – Chłopak przybliżył się do blondyna, który aż wciągnął ze świstem powietrze do płuc. Chwilę potem poczuł, jak Uchiha parzy jego biedne ucho swoim gorącym oddechem. - … Trzepiesz sobie, myśląc o kimś innym.
- O kim? – mruknął, zachowując jeszcze – jakimś bliżej niewyjaśnionym cudem – trzeźwość umysłu.
- No, pomyśl... S.. Sa...
- Sa...? - powtórzył blondyn, ledwo rozeznając się w rzeczywistości. Bliskość bruneta przyćmiewała wszystko wokół. - Sasu...
Uchiha uśmiechnął się wrednie, cofnąwszy głowę.
- Proszę, proszę – powiedział, doskonale zdając sobie sprawę, że strzelił Naruto takiego gola, że po prostu wgniótł go w bramkę.
- Nie to miałem na myśli, głupku! – Naruto pchnął go lekko, jednak nie zdążył powstrzymać zdradzieckiego, parszywego rumieńca, który wpłynął na jego policzki. Uzumaki tłumaczył sobie, że był to rumieniec wściekłości.
- Naprawdę? – Sasuke przygryzł wargę w rozbawieniu.
Och, jak on musiał teraz sobie z niego kpić. Jak musiał się diabelnie cieszyć z tego…. Tego…. Przejęzyczenia! Bo przecież Naruto nie pucuje sobie torpedy myśląc o tym cholernym draniu, bądźmy poważni!
No.
- Cholera! Przestań mnie pedalić, dupku!
- Uzumaki – warknął ten przeklęty Uchiha jakimś dziwnym, gardłowym głosem. – Nie sądziłem, że twój ślimak tak reaguje na moją osobę, a myślałem, że to na widok Haruno się ślinisz.
- Najwyraźniej u ciebie tylko na myśleniu się kończy! – Syknął Naruto, w bezsilnej wściekłości zaciskając z całych sił swoją pięść.
Ależ go ona świerzbiła!
Jeśli któraś część jego ciała chce dotknąć tej cholernej, sportowej gwiazdki, to z pewnością nic innego jak jego p… pięść.
Naruto zamrugał zdezorientowany.
Czy przed chwilą ten pacan nie odkrył właśnie jego tajemnicy? Tego, że czuje mięte do Sakury?
Uzumaki przełknął ślinę, z nieskrywanym przestrachem patrząc na dumnego jak paw Uchihe. Gdyby pewność siebie mogła latać, tak jak głupota, ten debil z pewnością byłby pierwszym, który odkryje obcą cywilizację w kosmosie.
- Ale masz rację, Haruno nie jest zbyt wielkim obiektem pożądania. Musze ci powiedzieć, że jeśli chodzi o twój gust, to jest chyba najlepszą rzeczą, jaką dysponujesz.
Sasuke pił nie do uwielbienia Sakurą, a jego małego przejęzyczenia. Niewielkiej pomyłki, o której z całą pewnością nie da mu zapomnieć.
- Masz rację! Nie robię nic innego, jak walę sobie konia, myśląc o tobie! – Warknął na tyle głośno, że nawet nie zauważył, że wilk o którym mówili, zbliżał się do nich wielkimi susami. Idąca właśnie w ich stronę Sakura Haruno nie mogła tego nie słyszeć. Z pewnością chciała coś zagadać do Uchihy, jednak gdy tylko dotarł do niej sens słów Naruto, zatrzymała się w pół kroku, a jej lśniące buty błysnęły ostrzegawczo.
- Och, kochanie! – Sasuke jakby nigdy nic odwrócił się do dziewczyny, z szarmanckim, albo raczej szelmowskim uśmieszkiem.
Diwa szkoły zdębiała, dosłownie i w przenośni.
- Z dnia na dzień piękniejesz.
Chyba chciałeś powiedzieć – ‘starzejesz się’, przemknęło Naruto przez myśl, jednak przełknął tę ripostę i zmrużył oczy, zastanawiając się, co teraz przyjdzie do głowy temu cholernemu…
- Mam nadzieję, że przyjdziesz na imprezę. – Sasuke uśmiechnął się do niej niebezpiecznie. Do niej, albo do Naruto. Chłopak nie miał pewności, chociaż mógł podejrzewać, że ten specyficzny uśmiech jest zarezerwowany tylko dla niego.
Czasami naprawdę potrafi go zaszczyt kopnąć.
Ale tylko czasami.
- Tę za tydzień? W… piątek?
- W piątek.
Był początek października, dokładnie trzeci dzień tego miesiąca.
A za tydzień jest… dziesiąty.
Och, Sasuke jesteś największym skurwielem jakiego znam.
- Pewnie, że przyjdę! – Dziewczyna z pewnością miała wilgotno między nogami. I nie tracąc czasu, pożegnała się szybko z Uchihą, już pędząc, by powiedzieć o dobrej nowinie wszystkim swoim koleżankom.
Zostali sami.
Nie licząc oczywiście pojedynczych uczniów, którzy szybko przemykali korytarzem, śpiesząc do klas. Zbliżał się koniec długiej przerwy.
Ale oni nie byli ważni.
Liczył się tylko Sasuke.
- Co, Naruto? Przyjdziesz na imprezę? – Zapytał i oblizał bardzo powoli, prowokacyjnie wręcz swoje idealnie wykrojone, karminowe wargi.
- Po co? – Burknął, naprawdę przeczuwając coś niedobrego.
- Będzie Sakura.
- I co z tego? – Naruto nadął policzki, niczym małe dziecko, buntowniczo patrząc w czarne oczy rywala.
- A chcesz się przekonać, czym jest naprawdę Bom Bom?
Jeśli wrócić do motywu liczenia bramek, jakie nasi kochani chłopcy sobie strzelali, to teraz miało się wrażenie, że Uchiha – niczym zawodowy piłkach - strzela kolejnego z kolei gola do bramki blondyna, która zdecydowanie za często gościła w swojej poszarpanej siatce piłkę Sasuke. A Naruto był niczym zawodnik z podwórkowego klubu. I jeśli teraz nie chciał przegrać walkowerem z tym cholernym draniem, to musi przyjść na imprezę.
Nawet jeśli to oznaczało oddanie się w ręce Uchiha. Dokładniej – jego tyłka, do którego wciąż przecież brunet miał prawa, a jak dotąd nie mieli okazji, by Sasuke mógł wykorzystać przysługujące mu przywileje.
- To, jak? Przyjdziesz?
W odpowiedzi Naruto uśmiechnął się jedynie niebezpiecznie.


- O czym gadałeś z tym debilem?
- O imprezie.
Zapadła chwila głuchej ciszy. Kiba i Neij wgapiali się w niego z takim zdziwieniem, jakby właśnie się dowiedzieli, że Naruto masturbuje się, myśląc o nim.
Sasuke na wspomnienie rozmowy z blondynem zaśmiał się diabolicznie w myślach, jednak otwarcie pozwolił sobie jedynie na złowrogi uśmieszek.
Kiba zmrużył oczy, poruszając się nerwowo na swoim krześle. Neji stał na środku pomieszczenia z założonymi na piersi rękoma.
Obaj znali Sasuke na tyle, by wiedzieć, co się święci.
- Zaprosiłeś go – stwierdził Neji dziwnie pustym, płaskim głosem.
Uchiha spojrzał na nich tak, że naprawdę niepotrzebne były już żadne słowa.
- Co chcesz zrobić?
Od odpowiedzi na to niezwykle nurtujące pytanie, wybawiła go rozwścieczona dyrektorka we własnej, jakże złowrogiej osobie. Gwałtownie otworzyła drzwi swojego gabinetu i spojrzała na zebranych uczniów tak, że mimowolnie zimny dreszcz przeszedł po ich młodzieńczych ciałach, których z pewnością nie dosięgnął gniew Tsunade. Jeszcze.
- Proszę mi wytłumaczyć, co to, do jasnej cholery, miało być na tej hali? Bawicie się w wojny tureckie, czy aż tak bardzo chcecie zostać zawieszeni w swoich prawach?
- To… - Kiba spojrzał buntowniczo w oczy kobiety, chcąc zapewne powiedzieć jej, że i owszem toczą zaciętą wojnę, jednak to ten cholerny Uzumaki ją rozpętał, a oni są jedynie biednymi chłopcami z placu broni. Kiedy Sasuke jednak zobaczył minę dyrektorki, zrozumiał, że to jednak kobiety odpowiedzialne są za całe zło tego świata.
Inuzuka spojrzał z konsternacją na swoje buty, a Tsunade zwróciła się do Sasuke.
- O ile wiem, ty nie brałeś udziału w tej bójce – powiedziała, uważnie obserwując reakcję Uchihy. Z pewnością nie do końca wierzyła w sprawozdanie Jirayi, który bądź co bądź widział całe wydarzenie. I rezolutnie kibicował nadgorliwym pięścią uczniów.
Sasuke pokręcił przecząco głową, mając na tyle odwagi, by spojrzeć kobiecie w oczy.
- Więc? Co tutaj robisz? - Jej brwi uniosły się do góry, a spojrzenie zdało się mówić: ‘nawet nie jesteś w stanie sobie wyobrazić, co ci zrobię, jeśli udzielisz złej odpowiedzi’.
Nasza sportowa gwiazda mimowolnie przełknęła ślinę. Uchiha czuł presję równie wielką jak na mistrzostwach świata. Z tym małym wyjątkiem, że teraz miał wrażenie, iż na szali znajduje się - nie zwycięstwo w zawodach a całe jego życie, które w tej dziwnej sytuacji, zdawało się być naprawdę zasrane.
- Przyszedłem uzasadnić zachowanie Neji`ego i Kiby.
Tsunade zrobiła tak zdziwioną minę, że aż jej drugi podbródek znacznie się uwidocznił. Sasuke nauczony doświadczeniem, odwrócił wzrok od brody kobiety, by spojrzeć na jej biust. To był chyba najbezpieczniejszy punkt obserwacji, podczas rozmowy z Tsunade.
Wziął głębszy wdech.
- To było małe nieporozumienie – zaczął, jednak niedane było mu skończyć.
- Nieporozumienie?! To mordobicie nazywasz nieporozumieniem? Przecież ten cały Uzumaki o mało nie trafił do szpitala ze złamaną szczęką! – Krzyknęła, a jej drugi podbródek zadygotał niebezpiecznie. Sasuke odwrócił od niego szybko wzrok.
- Właśnie w tym problem, że to nieporozumienie wynikało ze źle zrozumianych słów. I… trochę moich przyjaciół poniosło. Chcieli bronić kogoś, kto… - chciał powiedzieć: ‘kto i tak nie zasługuje na ochraniać, vel głupią cnotkę Hyuugę’, jednak musiał zachować te słowa dla siebie.
- Kto…? – Ponagliła go Tsunade, z pewnością coraz mniej rozumiejąc jego słowa.
- Hinatę. Chcieli chronić Hinatę, ponieważ ktoś… - och, tak. Z pewnością ktoś niedobry. – Puścił plotkę o tym, że Naruto się z nią przespał.
Naprawdę nie chciał teraz patrzyć na miny swoich kumpli. Dla bezpieczeństwa skupił się, więc na biuście dyrektorki.
- To nie usprawiedliwia ich wyskoku!
- Nie może ich pani ukarać – wypalił w końcu, marszcząc lekko brwi. Nie miał zamiaru dłużej dożerać się z dyrektorką. Zlekceważył jej ciche prychniecie i spojrzał w oczy kobiecie. Później z całkowitą premedytacją zjechał na jej podwójny podbródek.
- Za niedługo zawody międzyszkolne. Nie może zabraknąć w nich najlepszych zawodników, prawda?
Zapadła chwila ciszy, w której dyrektorka patrzyła na niego podejrzliwie.
- Kiba nie jest najlepszym zawodnikiem – burknęła w końcu, jednak gdzieś tam pod swoich wielkim biustem, w swoim kobiecym, tyranicznym sercu wiedziała, że stoi na straconej pozycji. I odpowiedź Sasuke ugruntowała ją w tym przekonaniu.
- Jeśli oni zostaną zawieszeni, mnie także proszę odesłać w kwitkiem do domu.
Tsunade uśmiechnęła się niespodziewanie.
-Przez miesiąc, będziecie zostawać po zajęciach. Dodatkowo do odrobienia macie dziesięć godzin pracy na rzecz szkoły. A teraz jazda! – Krzyknęła i odwróciwszy się na pięcie, z niewyobrażalną siłą zamknęła drzwi do swojego gabinetu. Z sufitu ukruszył się tynk. Sasuke zapomniał zapytać, czy jakimś dziwnym sposobem on także został ukarany.
- Ktoś puścił plotkę?! – Warknął po długiej chwili milczenia Kiba, któremu z pewnością nie uśmiechało się odbywanie kary. Sasuke westchnął tylko cierpiętniczo.
- Za taką bójkę mogliście równie dobrze wylecieć, więc z łaski swojej siedź cicho.
- Jak dorwę tego cholernego Uzumakiego, to dokończę to, czego dzisiaj nie skończyłem – mruknął nagle Neji dziwnie spokojnym, przeraźliwie dziwnym, jakby odległym głosem. Sasuke zmarszczył brwi.
- Zaczekaj do imprezy.


Naruto siedział w klasie, w swojej ostatniej ławce, gdzie miejsce obok było wolne. Sasuke jeszcze nie przyszedł. Siedział teraz z pewnością u dyrektorki i zbierał burę. Chociaż ten dupek bezpośrednio nie uczestniczył w walce, Naruto był pewny, że każdy poznał się na jego cholernych gierkach.
Na lekcji francuskiego był bez wątpienia najgorszym uczniem w klasie. Ebisu, ich walnięty i zdrowo kopnięty nauczyciel obrał sobie za chyba za punkt honoru, zniszczenie Naruto. I robił to niezwykle metodycznie i skrupulatnie. Chociaż trzeba przyznać, że brakowało mu tej finezji, którą dysponował Uchiha.
A skoro już mowa o tym zimnym draniu…
Naruto kończył właśnie malować karykaturę przystojnego dupka, który na jego dziele z pewnością nie był taki fajny jak w rzeczywistości.
Nie! Stop!
Uchiha nawet w rzeczywistości nie jest fajny.
Na potwierdzenie swoich słów, blondyn zamalował mu przednie zęby, żeby wyglądało, jakby ich w ogóle nie miał. Szczerze powiedziawszy, to podobał mu się ten rysunek. Na nim Uchiha szczerzył się jak głupi do sera. Na zakończenie, już naprawdę nie mógł się powstrzymać, Naruto sprawił brunetowi świński nos.
Chłopak spojrzał z dumą na swojego arcydzieło godne mistrzów.
- Uzumaki! – Piskliwy, lekko zachrypnięty i wyraźnie poirytowany głos rozniósł się po klasie, automatycznie zwracając wszystkie głowy w kierunku Naruto. Blondyn spojrzał ze zgrozą na nauczyciela, który z pewnością wyłapał, że chłopak nie słucha.
Beznadzieja.
- Wytłumaczysz mi, co to jest derywacja regresywna – zażądał, z satysfakcją przyglądając się minie Uzumakiego.
Och, tak. Naruto nie był orłem z żadnego z uczonych w tej szkole języków, jednak o francuskim wiedział zdecydowanie najmniej. Albo nie, inaczej.
Naruto był zielony z teorii, zaś w praktyce był dosłownie mistrzem.
I oczywiście ta zasrana szkoła by to wiedziała, gdyby wszyscy nie skreśliliby go zaraz na początku. Naprawdę mógłby udowodnić to niejednej chętnej lasce, albo…
Drzwi skrzypnęły cicho, a w klasie pojawił się Uchiha. Ze swoim lekko kpiącym uśmieszkiem i tym cholernie seksownym błyskiem w oku. Naruto usłyszał, jak dziewczyny siedzące obok niego wzdychają z uwielbieniem. Jednak to nie na nie spojrzał Sasuke, kiedy po krótkich wyjaśnieniach, dlaczego go nie było, skierował się do swojej ławki.
Uzumaki zmarszczył brwi i jakoś mimowolnie zagryzł wargę, również patrząc na Uchihe.
- Nie rozumiem, czemu upodobniłeś mnie do siebie – szepnął w końcu, gdy zajął już swoje miejsce, a Ebisu zaczął kontynuować swój wywód, chyba zapominając o dręczeniu Naruto. – Na rysunku – dodał, patrząc uważnie na swoją karykaturę.
- Daruj sobie! - prychnął tylko Uzumaki, z zażenowaniem wyczuwając lekkie gorąco na swoich policzkach.
Zarumienił się, bo właśnie pomyślał sobie, czy Sasuke nie chciałby sprawdzić, jak dobry jest w praktycznym francuskim.
Klnąc na swoje krnąbrne myśli, po raz pierwszy zajął się lekcją.