sobota, 29 stycznia 2011

Bom Bom! 27

Sanu, chłopcy pojechali do szpitala w sąsiednim mieście, zauważ, że wyjeżdżali poza granice zimowego miasteczka :)

Wydaje mi się, że w tym rozdziale Naruto stracił nieco na kanoniczności, jeśli jakąkolwiek w ogóle posiadał w tym opowiadaniu. Rozdział mi nie wyszedł, jednak nie mam już ani czasu, ani sił go w jakikolwiek sposób zmieniać. Mam nadzieję, że akcja nie dzieje się za szybko. Jeśli coś będzie nie tak, powiedźcie mi o tym.

Jeszcze jedna rzecz. To moja strona i mogę na niej robić, co mi się podoba, więc chciałabym wam polecić blog BlueCiel. Nie jest to wprawdzie sasunaru, jednak jeśli ktoś szuka godnej alternatywy lub chce po prostu zakosztować dobrego kawałka tekstu, polecam: http://bad-lullaby.blog.onet.pl/



Do Naruto wszystko dochodziło jakby był w amoku. Kiedy przyjechała policja, rozpętało się prawdziwe piekło, w którym on nie brał bezpośredniego udziału. Policjanci obrażali go i szarpali, jeden uderzył go nawet w twarz, ale to wszystko docierało do niego jakby przez grubą, gęstą mgłę – wszystkie słowa, dotyk oraz ból. Spojrzał ostatni raz na Sasuke, który pchnął właśnie jakiegoś gliniarza, wykłócając się z nim o coś. Szczerze powiedziawszy, to niewiele Naruto obchodziło. Dopiero teraz zdał sobie sprawę z powagi sytuacji. Został oskarżony o gwałt i trafił do więzienia. Co prawda, jak na razie będzie to zwykła cela w komisariacie, jednak to i tak nic nie zmieniało. W tym właśnie momencie została przekreślona cała przyszłość Naruto. Co to znaczyło? To bardzo proste: chłopak z poprawczaka, który brutalnie pobił swoich kolegów, a teraz – kilka lat później – został oskarżony o gwałt , nie będzie miał lekkiego życia, już zawsze będzie traktowany jako kryminalista. Prawda jest właśnie taka – brutalna, okrutna i niesprawiedliwa.
Pomimo nawet tego, że są w Ameryce, ten wysławiony amerykański sen, nie będzie miał życia jak z bajki, takiego, jakie sobie wymarzył. A Ameryce więcej jest przegranych i on teraz oficjalnie zaliczał się do ich grona.
Miał marzenia, ale one teraz zupełnie się nie liczyły, stracił nawet nadzieję.
Naruto Uzumaki się poddał? Poddał się ten zabawny, radosny chłopak, który pomimo strasznej przeszłości potrafił cieszyć się życiem?
Zaraz obok marzeń stoją obawy. Jedną z największych obaw Naruto było więzienie – zamknięcie w małej celi, w której był całkowicie bezbronny.


Sasuke szarpnął się do przodu, uderzając jednego z policjantów w twarz – tego, który uderzył Naruto. Reszta mundurowych zareagowała momentalnie, łapiąc wyrywającego się bruneta i uspokajając go. Tak bardzo zabawna była ich niewiedza. Funkcjonariusze sądzili, że Sasuke zdenerwował się z powodu policyjnej bezradności, że tak długo nie byli w stanie schwytać blondyna i dopiero sportowy mistrz musiał wkroczyć do akcji, żeby dopaść kryminalistę.
Uchiha warknął coś do funkcjonariuszy, którzy puścili go po chwili wahania, widząc, że Sasuke już nie uderzy. Teraz mógł jedynie przyglądać się z pokerową miną, jak Naruto zostaje zakłuty w kajdanki i wyprowadzany z jego pensjonatu, miejsca, gdzie miał być bezpieczny. Chłopak zacisnął dłoń w pięść tak mocno, że jego palce zbielały, a ręka zaczęła trząść się w wyrazie bezsilnego gniewu. Oddychał szybko, nierówno, niemal spazmatycznie i kiedy wyszedł na zewnątrz, kiedy podmuch obezwładniająco zimnego wiatru uderzył w niego, chłód nie zrobił na nim żadnego wrażenia. Nie spuszczał z oczu Naruto, cały czas analizując sytuację, zastanawiając się, czy chłopak teraz go znienawidzi, i w końcu, czy Sasuke postąpił właściwie? Trzeba przyznać, że nigdy nie był w takiej sytuacji jak teraz, nigdy nie miał problemów, które przerastały go tak bardzo. Coś podpowiadało mu, że nie weźmie udziału w poniedziałkowych, przedsezonowych zawodach. Kakashi będzie miał kolejny, doskonały powód na torturowanie go na treningu.
- Chcę z nim jechać – mruknął w stronę jednego z policjantów, który zapakował właśnie blondyna do radiowozu. Mężczyzna spojrzał na niego w wyrazie głębokiego zaskoczenia.
- Ten chłopak jest niebezpieczny, a zresztą… - zerknął przez ramię na Uzumakiego, którego niebieskie oczy lśniły dziwnym, szaleńczym blaskiem. Uchiha mimowolnie uśmiechnął się do niego lekko, może nawet i pokrzepiająco?
- A zresztą co? – zapytał nieelokwentnego mundurowego, który odchrząknął znacząco, a jego lekko pucołowata twarz zaczerwieniła się w wyrazie zmieszania.
- Możesz mu zrobić krzywdę, Sasuke, przecież to, co zrobił pannie Haruno… Nie zdziwiłbym się, gdybyś miał zamiar go wykastrować. Takim to tylko odciąć jaja i…!
- Zapewniam, że nic mu nie zrobię. Mogę jechać swoim samochodem, jeśli to ułatwi wam zadanie – warknął, przez zaciśnięte zęby, a na jego czole pojawiła się mała, pulsująca żyłka. Policjant kiwnął głową, po czym szybko skierował się do radiowozu, z pewnością chcąc mieć już najgorsze za sobą. Na pewno był zmęczony po całodziennym szukaniu blondyna.


Naruto widział, że najgorsza rozmowa dopiero przed nim. Siedział teraz z małej, śmierdzącej celi, obserwując uważnie dwóch mundurowych, grających w pokera. Uzumaki dziękował w duchu, że jednak nie rozbieranego.
Westchnął ciężko, kładąc się na twardej ławce. W celi nie było zimno, można było nawet zaryzykować stwierdzenie, że była to niesłychanie przyjemna klatka dla przestępców o wyższym, zimowo miasteczkowym standardzie.
Nie miał pojęcia, która jest godzina, jednak podejrzewał, że zbliża się północ. Z samego rana przyjdzie do niego matka, a później będzie miał przesłuchanie. Przyjadą panowie detektywi i w sali z weneckim lustrem będą maglować Uzumakiego. Przynajmniej tak to sobie wyobrażał blondyn. Naprawdę nie miał pojęcia, jak to będzie wyglądać. Policja była mu znana jedynie z filmów, a tam nie zawsze musza mówić prawdę. Tak samo, jak Sakura nie musiała mówić całej prawdy, najprościej w świecie oskarżając Naruto o pozbawienie jej dziewictwa, niewinności i kobiecości. Wyniki badań były już znane, jednak dostęp do nich miał jedynie lekarz, Haruno i jej matka.
Sakura czekała na niego w komisariacie. Do celi odprowadzało go pełnie nienawiści spojrzenie, które miało w sobie coś jeszcze… Właśnie. Kiedy Naruto spojrzał na dziewczynę, zobaczył, że jest słaba, niepewna i wystraszona. Zobaczył również, że brak jej pewności siebie, tej pogardy dla innych, której miała aż w nadmiarze. Może i naprawdę została zgwałcona, może i naprawdę przeżyła straszne chwile, jednak jeśli byłaby pewna tego, że Naruto to zrobił… przecież inaczej by się zachowywała, prawda? Splunęła by na niego, wyklęła, uderzyła – zrobiłaby cokolwiek, aby poniżyć chłopaka. Ta postawa niewinnej, skrzywdzonej dziewczynki z załzawionymi i spuchniętymi od płaczu oczyma do niej po prostu nie pasowało. Coś tu było nie tak, Naruto czuł to, po prostu wiedział. Czyżby wyniki nie wyszły takie, jak oczekiwali? A może okazało się, że dziewczynę zgwałcił ktoś, kogo zupełnie o to nie podejrzewali? Co jeśli nikt jej nie zgwałcił, jednak sprawa zaszła za daleko, żeby teraz się wycofać? Było tyle pytań, tyle spekulacji, w których może któraś była prawidłowa? Musiała być, bądź co bądź, Naruto nie zgwałcił dziewczyny i wyniki na pewno to wykazały, nie mogło być inaczej.
- Dostanę coś do picia? – zapytał najuprzejmiej jak potrafił, wychylając głowę, by spojrzeć ponaglająco na policjantów. Ci spojrzeli na niego dziwnie, po czym, najzwyczajniej w świecie, wybuchli szyderczym, chrapliwym śmiechem. Jeden z nich wstał i podał blondynowi przez kraty kubek.
- Kubek ci możemy dać, ale sam sobie go będziesz musiał czymś napełnić – poruszał jednoznacznie biodrami, dając Uzumakiemu jasno do zrozumienia, jak może rozwiązać swój problem z pragnieniem.
- Do dupy – westchnął, odstawiając kubek na mały stolik i z powrotem kładąc się na ławce. Po chwili uśmiechnął się do siebie lekko.
Sasuke jutro przyniesie mu wszystkie niezbędne rzeczy. Obiecał.
Uzumaki podniósł się gwałtownie z posłania, podchodząc do niewielkiego zakratowanego okna. Dwójka policjantów spojrzała na niego groźnie, jednak blondyn nie zwrócił na nich uwagi. Spojrzał na czarne, pochmurne niebo, na którym było widać jedynie kilka pojedynczych gwiazd. Uśmiechnął się do siebie radośnie. Karabin w jego dłoni był już załadowany i tak naprawdę, Uzumaki mógł podbić cały świat. Jego tyły były kryte przez prawdziwego przyjaciela, o jakim zawsze marzył. Takiego, który nie pozwoli, żeby stało mu się coś złego, który obroni go przez łobuzami. Naruto mógł być pewny, że z tej potyczki nie będzie miał żadnych blizn.

Zielone oczy Kushiny patrzyły z nienawiścią na swojego syna, który siedział przed nią w dziwnie nonszalanckiej pozie. Na jego nadgarstkach wisiały metalowe kajdanki, jednak on zdawał się w ogóle tym faktem nie przejmować. Był nienaturalnie pewny siebie, a Kushina zaczęła czuć coraz większą wrogość do swojego syna. Naruto był potworem, niezdającym sobie sprawy z tego, co zrobił swojej biednej koleżance.
- Dzwoniłam do twojego opiekuna. Powiedział, że przyjedzie najszybciej, jak to możliwe – powiedziała sztucznym, drętwym głosem. Ręce drżały jej lekko, więc schowała je pod stół, żeby Naruto nie widział jej załamania.
Patrząc na twarz swojego syna, widziała twarz gwałciciela, który skrzywdził ją kilkanaście lat temu. Mimowolnie jej wyobraźnia nasuwała kolejne wspomnienia, które nakładały się z wyobrażeniem wieczoru, w którym Naruto zgwałcił swoją koleżankę.
- Iruka na pewno mi wierzy – chłopak zmarszczył brwi, a jego niebieskie oczy pociemniały. - Nie zrobiłem tego, a kiedy stąd wyjdę…
Nie dokończył, jednak Kushina doskonale wiedziała, co chciał jej powiedzieć. „Kiedy stąd wyjdę, nie wybaczę ci tego”.
- Jesteś zepsutym chłopcem, Naruto – zaczęła niepewnie, chcąc powiedzieć mu w końcu coś, czego powinien się dowiedzieć już dawno. Może to zmieni jego postępowanie? Może da się go jeszcze uratować?
Jej syn odwrócił głowę, wzdychając ciężko. Jego niebieskie oczy lśniły podejrzanie. Słowa jego matki go zabolały. I bardzo dobrze, miały zaboleć.
- Wiesz, gdzie jest teraz twój ojciec?
- Siedzi, tak jak ja – mruknął, wzruszając ramionami. Kushina odchrząknęła, po czym wzięła głęboki wdech i zaczęła mówić.
- Twój ojciec nazywa się Minato Namikaze. Poznał mnie, kiedy…
- Kiedy? – Naruto uniósł brwi, widząc, jak jego matka jąka się, nie mogąc dokończyć.
- Kiedy zostałam zgwałcona – dokończyła z trudem, jednak satysfakcję przyniósł jej wyraz zaskoczenia pomieszanego z przerażeniem, jaki dostrzegła na twarzy swojego syna. – Pomógł mi przejść przez najgorsze i o wszystkim zapomnieć. A później… po prostu odszedł. Odszedł, kiedy cię urodziłam – dodała, z niepokojącą nutą w głosie. – Trafił do więzienia , po nieudanej próbie napadnięcia na bank. Minato był wielkim człowiekiem, naprawdę wielkim! A ja przyszłam tutaj, żeby powiedzieć ci, że po tym co zrobiłeś, nigdy mu nie dorównasz. Myślałam, że będziesz wyjątkowy, jako jego syn będziesz idealną kopią swojego ojca. A jesteś… tylko rozpuszczonym, zepsutym i złym gówniarzem – dokończyła silnym, pewnym siebie głosem i nie czekając na reakcję swojego syna, po prostu wstała i uśmiechając się do niego lekko, pożegnała się z nim. Zrobiła to tak naturalnie, zwyczajnie i spokojnie, jakby właśnie zakończyła miłą pogawędkę przy popołudniowej kawie, a nie wyładowała wszystkie uczucia, myśli i spostrzeżenia, które siedziały w niej i niszczyły jej osobę. Właśnie przekazała emocjonalnego wirusa swojemu synowi. Czy on także, jak jego matka, nie będzie sobie mógł z nim poradzić?


Była środa, a Naruto wciąż nie wyszedł z aresztu. Jak dowiedział się w poniedziałek, dziwnym trafem udało mu się zgwałcić Sakurę – wyniki wyszły pozytywne, i chłopak naprawdę zaczął się zastanawiać, czy rzeczywiście jest taki niewinny, jak mu się na początku wydawało. Oczywiście bardzo prawdopodobnym było sfałszowanie badań, jednak Naruto w końcu trochę wypił na hallowenowej imprezie, był rozgniewany, furia wręcz z niego kipiała. Co jeśli naprawdę ją zgwałcił?
Westchnął ciężko, przecierając mocno skronie. Im dłużej się nad tym zastanawiał, tym dłużej zaczęło mu się wydawać, że naprawdę to zrobił. W końcu był facetem, może chciał sobie udowodnić, że nie jest ciotą? Ta sytuacja w łazience…
Schował twarz w dłoniach, czując gorąco na policzkach. Wziął kilka głębszych wdechów, żeby się uspokoić. To wszystko było bez sensu, całe jego życie było zdrowo porypane, a on musi coś z nim w końcu zrobić. Nie mógł przecież zgwałcić Sakury, kiedy Uchiha go tak podniecał, prawda?
Spojrzał na swoje krocze, wzdychając cicho.
- Kogo wolisz, bestio? – zapytał swojego penisa w ostatnim akcie desperacji. Odpowiedź na to pytanie przerwała nagła seria przekleństw, jakie wymruczał policjant, idący w jego stronę z groźną miną. Naruto spojrzał na niego ze zdziwieniem, które powiększyło się, kiedy zobaczył, jak drzwi jego celi, zostały właśnie otwarte.
- Jesteś wolny, znaleźli gwałciciela – brzmiała jego odpowiedź. Uzumaki spojrzał radośnie na przód swoich spodni, uśmiechając się szeroko.
- Wiedziałem – mruknął, podnosząc się entuzjastycznie i idąc dumnym, pewnym siebie krokiem w stronę wyjścia. Kiedy przechodził obok policjanta, spojrzał na niego z wyższością. – Teraz to sam sobie możesz napełnić ten kubek, co mi ostatnio dałeś – powiedział, po czym nie czekając na reakcję mężczyzny, ulotnił się szybko z komisariatu. Otwierając drzwi na zewnątrz jego serce zabiło radośnie. W końcu był wolny. A co czekało na końcu drogi jego wolności?
- Witaj Naruto – przed posterunkiem policji czekał, uśmiechający się zabójczo pewien niezwykle przystojny mistrz snowboardingu.

piątek, 21 stycznia 2011

Bom Bom! 26

Kuroneko,aww cieszę się, że rozdział ci się podobał, nawet nie wiesz, ile Twoje słowa dla mnie znaczą :) Ale i tak @##$$%$^^$%^%$#@ wymiata xD cóż za wzburzenie :D
daimon, no nie wiem czy nie zrobiłabym tobie/jemu czegoś takiego, ze mnie wredna osoba jest ;) Ja tam za prawie za bardzo się nie znam, ale postaram się ukazać proces oskarżenia jak najrzetelniej, może niedokładnie, bo trudniejsze rzeczy będę pomijać, ale mam nadzieję, że nie popełnię jakiejś strasznej gafy :D Cieszę się, że taki ostry Naruto ci pasuje :D Taki właśnie ma być bom bomowy Uzumaki, troszkę brutalny i niebezpieczny - tak wyjęty z kanonu. :)Mam nadzieję, że jeszcze żyjesz, bo pojawił się następny. Nie no może jeszcze wprowadzę Kyuubego? Jako bernardyna, np? xD Podsuwasz mi kolejne pomysły, wiesz? :*
alien, a tyy beboku :D koko+praca co? xD i ty znów z tymi smerfami :D I jak jeszcze raz nazwiesz się ałtorką, to nie wiem, co ci zrobię, jesteś jedną z najlepszych autorek sasunaru i nawet nie waż się zaprzeczać! Koniec i kropka :D
sake, cieszę się, że bb ci się podoba :) i cieszę się, że nie jest za bardzo schematyczne, bo czasami mam wrażenie, że jest trochę jak w amerykańskim filmie :)
glloria-chan, czy to onet, czy google, czy jeszcze coś innego, czasami blogi tak właśnie świrują, ale nie zrażaj się do blogspota, moim zdaniem to najlepszy serwis blogowy z nam dostępnych :) ahaha :D nawet nie wiesz, jak mi pochlebiasz, kochana :D Ja bardzo lubię mieć władzę, jednak nie zawsze ją mam, zwłaszcza w bom bom :) No ale może z czasem będę w tym coraz lepsza, kto wie :> I nie nabawiaj się żadnych kompleksów, ja już piszę chyba z 3 lata i przez ten czas, naprawdę dużo ćwiczyłam, więc nawet idiota by się wyrobił :)
virus ci , no ty powinnaś wiedzieć, że jestem mistrzem w robieniu nastrojów, a raczej wiedziałabyś, jakbyś mnie nie zdradzała, o! :D uwielbiam, wprost ubóstiam sposób, w jaki mówisz o Sakurze, mistrzostwo świata :D Oprócz penisologi, zdecydowanie powinnaś rownież napisać o haruno doktorat.
pazurek, uwielbiam twoja analize bohaterow, jestes w tym naprawde dobra, powinnas ich w tym kierunku, wiesz? :D no ale, zobaczymy jak to będzie w bb ;)o i bardzo fajne spostrzeżenie, czy naruto bedzie chcial wrocic do miejsca, gdzie byl akceptowany? oto jest pytanie :D
KeTo, Koko kochany, nie lubię jak się pisze KoKo :D ale to taka mała uwaga odautorska:D aahaha :D przez bombomową Sakurę ciśnienie ci skoczyło :D jeszcze zostanę oskarżona o wywołanie brutalnego morderstwa :D
Pokryta żałobą fujarka, tak moja droga, jestem Wojtkiem w obleśnej, zabrudzonej koszulce i piszę zboczone opowiadanie o dwóch chłopcach, żeby podniecać 13-latki. Wskoczyłam na nowy poziom pedofilii, a to ci dopiero :D czekam na treny ;)
klaudia, poczatek bezuczuciowy może temu, że nie bylo wprowadzonego nastroju? :) bo w poprzednim rozdziale urwalam w pol zdania, wiec moze dlatego :)
Sanu, bardzo się cieszę, że wyłapujesz ironię. Niektórzy mają z tym duży problem. Sasuke pasowałby odwołujac się do tekstu Alien, na Potter :D o kurde! zapomnialam napisać o poceniu się Hinaty, cholera! xD A jesli chodzi o swiece, coz w koncu lazience przygotowywala Haruno, prawda? :D
ashia, a wiesz moja droga, z rzucaniem urokow przez itrachiego, to bardzo mozliwe, w koncu to magik jest :D
Shiroi, już myslalam, ze cie myszy zjadły :D a wiesz, nie wiem czy zauwazylas, ale jest obiecany gwalt! ;D
mihashin-kun,awww jaki ładny obrazem, az sobie go zapisalam :D i tak sie nawet zaczelam zastanawiam czy do sasuke nie pasowalyby bardziej narty :D hmm...


Jedna rzecz, może i Naruto był trochę zbyt agresywny, jednak człowiek w ekstremalnej sytuacji jest zdolny do wszystkiego, zwłaszcza, jeśli przypomina sobie straszną przeszłość, o której chciał zapomnieć.
Dziękuję za wszystkie komentarze - widzę tyle nowych nicków! :) No i cieszę się bardzo, że was udało mi się was zaskoczyć ;)

rozdział dedykuję Kaliemu, na którą zawsze mogą liczyć i która rozumnie mnie tak jak nikt :)


Tego rozdziału również się boję, ale mniejsza z tym.

Naruto obudził się z samego rana. Pomimo tego, że do domu wrócił zaledwie kilka godzin temu, nie czuł zmęczenia – gniew wciąż w nim buzował. Adrenalina rozpierała jego ciało, a czysta, oślepiająca furia powracała za każdym razem, kiedy przypomniał sobie rzeczy, które robił. Teraz żałował, że poszedł do Haruno, bardzo tego żałował. Przegrał sam ze sobą, jednak najgorsze dopiero przed nim. Doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że po tym, kiedy gniew opadnie, przyjdzie pora na jeszcze gorsze uczucie. Naruto będzie musiał zmierzyć się z goryczą porażki. Dał się ponieść emocjom, a teraz czekają go konsekwencje jego gniewu. Kiedy przypomniał sobie wczorajszy wieczór, nie mógł uwierzyć, że to on jest autorem tych strasznych słów i czynów, że robił takie rzeczy… Przecież to do niego zupełnie niepodobne. Może i Naruto nie zaliczał się do dżentelmenów, ale na bogów! bestialskim kryminalistą z perwersyjnymi skłonnościami również nie był – pomimo nawet tego, że wczorajszego wieczoru rzeczywiście zachowywał się jak potwór. Tak naprawdę, to wciąż ten sam Naruto – wesoły, luzacki surfer z ciętym językiem, fajnym ciałem i nieciekawą przeszłością. Teraz również z mizernymi widokami na przyszłość. Gorycz porażki… Naruto tak naprawdę nie był już tym samem wyluzowanym facetem co kiedyś. Teraz był frajerem ze śnieżnego, górskiego miasteczka. I musi nauczyć się żyć z tą myślą. Nie ma odwrotu.
Była sobota, dzień po imprezie u Haruno. Naruto westchnął ciężko, podnosząc się z łóżka. Podszedł do okna, wyglądając na zewnątrz. Od białych górskich szczytów odbijały się promienie wschodzącego słońca. Według prognoz dzisiejszy dzień miał być najcieplejszy od dawna, co było idealnym rozwiązaniem dla planu Naruto. Chłopak chciał się gdzieś zaszyć i przemyśleć wszystko. Nie wysiedzi dłużej w tym domu, musi zaszyć się w jakimś odludnym miejscu i zastanowić się, co teraz zrobi. Czuł, że jeśli gdzieś dzisiaj nie zniknie, czekają go poważne kłopoty. Zimowe miasteczko będzie domagało się sprawiedliwości, a Naruto nie miał zamiaru się im tak łatwo podstawić. Wróci, jak będzie gotowy.
A może… a może nic się złego nie stanie? Ludzie zapomną, Sasuke zapomni i wszystko będzie jak dawniej?
W ekspresowym tempie ogarnął się do wyjścia i zamian jeszcze wszyscy domownicy nie wstali, już go nie było.


Trzeba przyznać, że Naruto naprawdę miał doskonałą intuicję, perfekcyjnie wiedział, kiedy się wynieść z domu, aby uniknąć najgorszego.
O godzinie dziewiątej piętnaście do drzwi domu jego matki zapukała policja. Naruto został oskarżony o gwałt na swojej koleżance. Kushina słysząc to, zrobiła przerażoną minę, jednak potem pomyślała coś niepodobnego do niej. Po raz pierwszy prawdziwie znienawidziła mężczyznę – znienawidziła swojego syna.

Całe miasteczko zaangażowało się w akcję poszukiwania młodego, nastoletniego gwałciciela. Problem polegał jednak na tym, że nikt nie mógł go znaleźć. Pojawiło się wiele spekulacji – począwszy od domniemanej ucieczki kryminalisty do Meksyku, po przypuszczenia kolejnych gwałtów, dokonywanych właśnie na bezbronnych, niewinnych dziewczynach. Policja rozesłała więc list gończy, nie mając już wątpliwości – Naruto Uzumaki jest winien zarzucanych mu czynów. Były na to trzy dowody: świadkowie, potwierdzający agresywne zachowanie oskarżonego, zarejestrowanie chłopaka przez kamery, znajdujące się przed posiadłością Haruno o późnej, nocnej godzinie, zaraz przed dokonaniem gwałtu oraz najważniejszy, decydujący dowód winy kalifornijskiego surfera – ślady jego spermy mieszczącej się obok pokoju poszkodowanej. Los Naruto był już przesądzony i nic, kompletnie nic nie mogło go uratować. W tym właśnie dniu Naruto z roli łobuza z poprawczaka, stał się pełnoetatowym kryminalistą. Syn podzielił los ojca, w końcu poszedł w jego ślady.

- Co teraz zrobimy? – głos Kushiny był cichy i chrapliwy. Kobieta siedziała w kuchni ze spuszczoną głową i patrzyła tępym wzrokiem na swoje splecione palce. Miała zniszczoną, pożółkłą skórę na dłoniach.
- Kiedy się tutaj pojawi, wydamy go policji – warknął jej mąż, kończący właśnie trzecie piwo. Kiedy był zdenerwowany, czy tak jak teraz: wściekły, zawsze pił. – Pomyśleć, że żył pod naszym dachem tak długo. Dobrze, że nic nie zrobił naszej córce, bo bym go osobiście wykastrował. Śmieć z poprawczaka, czego można było się po nim spodziewać?! – Krzyknął, odstawiając butelkę piwa tak mocno, że głuchy huk poniósł się po całym domu. Kushina podskoczyła wystraszona.
Jej syn był złym, zepsutym człowiekiem. Minato nigdy nie dopuściłby się gwałtu na kobiecie, to coś obrzydliwego. Kushina o tym wiedziała, ponieważ kiedyś, dawno temu została zgwałcona. Ironia losu – teraz jej syn jest gwałcicielem. Uśmiechnęła się do siebie kpiąco, przypominając sobie słowa Mikoto: „Stanie się takim samym skurwielem jak jego ojciec. Zrani cię tak samo jak on!” Zranił ją jeszcze mocniej, a Kushina z minuty na minutę zaczęła żałować coraz bardziej, że odnalazła Naruto. To tak, jak wyrzucić jakąś rzecz do morza, która wraca do nas po kilkunastu latach, jednak już nie jest taka sama. Z zewnątrz ładna, błyszcząca, oszlifowana przez morskie fale – a w środku zniszczona, robaczywa i śmierdząca. Kushina tak właśnie postrzegała swojego syna. Była złą matką? Chyba tak. Ani razu nie przyszło jej do głowy, że jej syn może być niewinny.


Naruto siedział pod drzewem, obserwując białe obłoki, które leniwie przesuwały się po szalenie niebieskim, lazurowym niebie. Znajdował się na obrzeżach zimowego miasteczka, będąc wystarczająco dobrze ukryty, żeby ludzie go nie znaleźli. Przynajmniej taką miął nadzieję, bo na dłuższą metę, kto chciałby go szukać? Kiedy przeanalizował wczorajszy wieczór, doszedł do wniosku, że tak naprawdę nie pójdzie siedzieć przez to, że szarpał Hinatę na oczach wszystkich, albo że groził Sakurze. Może i będzie miał jakieś upomnienie od policji, lub kare, jednak kto normalny wsadza do celi za groźby? Czcze słowa? I tutaj nasuwa się kolejny problem, który nazywa się - jakżeby inaczej - Sasuke Uchiha. Czy snowboardowa gwiazda weźmie stronę Sakury, czy Naruto? Sasuke był świadkiem, jednak jeśli zaprzeczyłby oskarżeniom Haruno, nie byłoby sprawy – Uzumaki nie miałby się czym przejmować. Patrząc na to z perspektywy blondyna i wczorajszych wydarzeń w łazience Sakury, Uchiha miał bardzo duże, albo raczej bardzo twarde powody, żeby nie wydać Naruto. Z drugiej jednak strony, Haruno była jego dziewczyną, co jeśli wyda ich tajemnicę? Uzumaki zachował się wczoraj tak, że tylko prawdziwy kretyn nie zorientował się, co zaszło między nim a Sasuke. Jego groźba była najlepszym tego dowodem. No i postępowanie Naruto, jego wściekłość i gniew… Uchiha mógł przestać widzieć w nim kogoś, kogo widział wcześniej. Co jeśli Sasuke myślał tak samo jak reszta - Naruto jest zwierzęciem, bestią, którą trzeba zamknąć? Wczorajszego wieczoru najlepiej udowodnił wszystkim, że jest niebezpieczny. A Sasuke… co jeśli się najzwyczajniej w świecie przestraszył?
- Nie, na pewno nie! – zaprzeczył gwałtownie Naruto, marszcząc brwi. Uchiha na pewno nie jest kimś, kto się boi. Ale… chłopak nie umiał tego wytłumaczyć, jednak miał dziwną świadomość tego, że Sasuke się od niego odwrócił.
Głośny szelest i trzask łamanych gałęzi przywróciły Naruto do rzeczywistości. Zaraz potem silna pięść uderzyła blondyna w twarz.


Sasuke zjeżdżał szybko w dół, pozostawiając za sobą łańcuch śnieżnego puchu. Skoczył ze skarpy, lecąc kilkanaście metrów w dół.
Był już zmęczony, dzisiaj miał wyjątkowo ciężko trening, ponieważ za kilka dni czekają go pierwsze przedsezonowe zawody. Był zmęczony i zły – Kakashi najwyraźniej za punkt honoru obrał sobie dręczenie Uchihy, z pewnością mścił się za wcześniejsze odwołane, czy nieudane treningi. Teraz można powiedzieć, że Sasuke dał z siebie wszystko, a to też nie tylko zasługa jego trenera. Nie tylko Uzumaki musiał wyładować swoją złość. A Uchiha może się wyładować jedynie na snowabordzie.
W ostatniej chwili wyminął niebezpieczny konar drzewa, który jak na złość niebezpiecznie wystawał ze śniegu i spektakularnie wyhamował tuż przed polaną. Stok góry, po którym właśnie zjechał był jego ulubioną, wyludnioną trasą, gdzie mógł do woli oddawać się urokom snowboardingu nie przejmując się nikim, ani niczym. Chociaż był zdecydowanie za łatwy, żeby można było na nim uprawiać freeriding, to i tak należał do jednej z ulubionych tras Sasuke, z jednej prostej przyczyny: niewiele osób wiedziało o tym szlaku. Znajdował się koło kopalni, tam, gdzie nie sięgają już ani wyciągi narciarskie, ani specjaliści, którzy mogą przygotować trasę do zjazdów – natura w czystej formie. Sasuke już pochylał się, żeby odpiąć snowboard, gdy nagle, między drzewami, mignął mu znajomy cień. Momentalnie się wyprostował i zmrużył oczy, patrząc w tamtą stronę. Tajemniczy osobnik cofnął się, chyba również go zauważając. Blond czupryna odwróciła się jeszcze kilkakrotnie za siebie, jakby obawiając się, że ktoś ją złapie, po czym szybko pomknęła przed siebie, uciekając przed Sasuke. Brunet zamrugał kilkakrotnie, zdziwiony, jednak nie czekając na nic w błyskawicznym tempie odpiął zapięcia snowboardu i klnąc w myślach na chłopaka, pomknął za nim. Był diabelnie zmęczony po treningu, jednak jak widać, nie tylko on. Uzumaki dał się złapać szybciej niż myślał, dysząc ciężko i nie mogąc złapać oddechu.
- Naruto! – krzyknął Sasuke, powalając w końcu blondyna na ziemię i przygniatając go swoim ciałem. Chłopak oddychał szybko, nierównomiernie, ledwo łapiąc oddech. Uchiha spojrzał na niego zdziwiony, a jego źrenice rozszerzyły się w przerażeniu. Dłonią, na której znajdowała się czarna rękawiczka, dotknął zakrwawionej twarzy blondyna.
- Złaź ze mnie! – wystękał Naruto, ostatkiem sił spychając z siebie Uchihe. Snowboardzista zamrugał zaskoczony.
- Co ci się, do jasnej cholery, stało?
Naruto prychnął zirytowany, jednak zaraz potem spojrzał zdziwiony na Sasuke, robiąc wielkie oczy. Jego złość przeszła momentalnie, zastąpiona przez dogłębne zaskoczenie.
- To… to ty nie wiesz? – zapytał, z wrażenia nawet otwierając lekko usta. A Uchiha poczuł się tak, jakby zimowe miasteczko zaatakowali właśnie kosmici, chcąc jego deski snowboardowej, jakkolwiek irracjonalnie to brzmi, to ukazywała mina Uzumakiego.
- O czym, kurwa, mam wiedzieć?! – Syknął, łapiąc chłopaka za poły kurtki i unosząc go lekko w górę. Naruto zakrztusił się i zasłaniając usta ręką, zaczął kaszleć mocno. Uchiha puścił go, uważnie obserwując chłopaka. Jeszcze bardziej się zaniepokoił, kiedy zobaczył na ustach Naruto krew. – Co ci się stało? – Zadał ostatni raz pytanie, przysięgając, że jeśli Uzumaki teraz na nie nie odpowie, zrobi mu coś niehumanitarnego.
Naruto spojrzał na niego z niepewnością, wzdychając ciężko.
- Wszyscy myślą, że zgwałciłem Sakurę. Całe miasteczko mnie szuka, a banda jakichś goryli mnie pobiła i właśnie za mną leci.
Uchiha momentalnie spojrzał w stronę, z której przyszedł Naruto i przeklął mocno, widząc watahę mięśniaków pędzącą w ich stronę, byli jednak wystarczająco daleko, żeby mogli rozpoznać Sasuke.
- Zbieraj się, idziemy – warknął w stronę Uzumakiego, podnosząc swój snowboard i pomagając wstać chłopakowi. Blondyn spojrzał na niego ze strachem i wyrwał się z uścisku.
- Wydasz mnie policji?
- Nie! – Uchiha zaczynał tracić cierpliwość. Był cholernie zmęczony, a teraz już wiedział, że nie będzie miał czasu na odpoczynek.
- To po co mam z tobą iść? Co chcesz zrobić?
- Chce ci pomóc, kretynie! – Sasuke złapał mocno za nadgarstek blondyna i nie czekając na nic, pociągnął go za sobą.
- Ej! Uchiha, do cholery! – Naruto po raz kolejny wyszarpał się z uścisku silnej dłoni i stanął w końcu na nogach. Widać było, że nie ma już sił na dalszy bieg.
- Wierzysz, że nie zgwałciłem Haruno? To przecież twoja dziewczyna i…
- I co…? – Sasuke również się zatrzymał. – Chciałeś udowodnić, że jednak nie jesteś pedałem? Chciałeś pokazać, jaki jesteś męski?
- To dość logiczne argumenty, nie uważasz? – Naruto zmrużył oczy, przybliżając się do bruneta. Sasuke nie odpowiedział, po raz kolejny pociągając chłopaka za rękę i zmusił go do biegu. Jego samochód znajdował się niedaleko ostatniego wyciągu, a kiedy tylko do niego dotrą, będą bezpieczni.


- Dokąd mnie wieziesz? – zapytał Naruto, który był tak zmęczony, że ledwo kontaktował. Bolało go wszystko i, trzeba przyznać, jeszcze nigdy nie dostał takiego lania. Miał wrażenie, że wszystkie jego żebra są połamane, a ciało tak poprzecinane, że za kilka minut się wykrwawi. Jego skóra piekła, szczypała, swędziała i rwała tępym, destrukcyjnym bólem.
- Do szpitala, zobacz kretynie, w jakim jesteś stanie! – Syknął Uchiha, jadąc szybciej, niż przewidziały to przepisy. Naruto uśmiechnął się do niego lekko.
- Dlaczego mi uwierzyłeś? – Zapytał niespodziewanie, mrużąc oczy i patrząc na bruneta przenikliwie. Sasuke drgnął lekko i zerknął kątem oka na chłopaka.
- A dlaczego nie miałbym ci wierzyć?
- Całe miasteczko mnie ściga, mają na mnie nawet jakieś dowody – Naruto wzruszył ramionami, jakby nie mówił o niczym ważnym. Po chwili zaśmiał się złośliwie. – Będziesz miał problemy, że mi pomagasz.
- Byłeś wczoraj u Haruno, prawda? – Głos Uchihy był dziwnie płaski, „drewniany”. Sasuke brzmiał trochę jak adwokat, który wiedział o winie swojego klienta, jednak postanowił go za wszelką cenę uniewinnić - z pewnością dostanie za to wysoką rekompensatę.
- Byłem – Naruto przyznał się do winy i czekał na reakcję bruneta. Ten prychnął poirytowany, zatrzymując nagle swój samochód. Pisk opon rozdarł powietrze, burząc spokojną, niemal nastrojową atmosferę. Uchiha syknął rozgniewany, uderzając dłońmi w kierownicę. Spojrzał wściekły na Naruto.
- Jesteś największym matołem, jakiego znam – warknął, nie pozwalając dojść Uzumakiemu do słowa. Blondyn oczywiście chciał zaprzeczyć, ale jedno spojrzenie wystarczyło, aby go uciszyć. – Sam wkopałeś się w to bagno, bo zachciało ci się straszyć Haruno! Myślałeś, że co? Że uwierzy w to, że byliśmy razem?
- Miała minę, jakby wiedziała, co się świeci! – mruknął na swoje usprawiedliwienie Naruto. Był obrażony na Sasuke. Nie dość, że dzięki niemu nikt się nie dowiedział o ich tajemnicy, to jeszcze Uchiha ma czelność go obrażać i wyzywać. Naruto był zdania, że to on tu jest bohaterem i Sasuke powinien mu dziękować. Bardzo wylewnie, trzeba dodać.
- Jakie mają dowody? – zapytał po chwili Uchiha, przybliżając się niebezpiecznie do blondyna. Naruto westchnął, przymykając oczy. Paradoksalnie miał cholerną ochotę, żeby zabawić się z Uchihą. Oblizał prowokacyjnie usta.
- Skąd mam wiedzieć? – mruknął, wzruszając ramionami. - Jak te goryle mnie dopadły, nie powiedzieli mi nawet, że mam prawo zachować milczenie. Krzyczeli tylko coś o brutalnym gwałcie, kastracji i niepodważalnych dowodach winy. Mówili, że policja i całe miasteczko mnie ściga .
- Kurwa – warknął Uchiha, odpalając silnik.
- No przecież jej nie zgwałciłem, nic mi nie mogą zrobić, nie? – Naruto uśmiechnął się z zadziwiającą pewnością siebie, jak na zaistniałą sytuację, na co Sasuke prychnął drwiąco, kiwając przecząco głową.
- Będę zeznawać, że byłeś w tym czasie u mnie. Sakura może i jest idiotką, jednak jej matka jest prawnikiem, więc można powiedzieć, że już jest po tobie, jeśli nikt ci nie pomoże.
Naruto drgnął nerwowo. Nie został przecież sam na polu walki. Jego matka na pewno będzie go bronić, prawda? Nie będzie chciała, żeby jej syn poszedł w ślady ojca i trafił do więzienia. Jakby co Iruka też pomoże, dzięki poprawczakowi ma na pewno jakieś prawne znajomości. Uchiha niech nie myśli, że tylko on jest w stanie mu pomóc.
- Poradzę sobie nawet bez twojej łaski. Nie musisz się nade mną litować i naginać prawo, sam doskonale dam sobie radę, możesz być tego pewny! – Krzyknął, teraz jeszcze bardziej wkurzony. Sasuke był cholernym, zadufanym w sobie snobem, który myślał, że wszystko może kontrolować! Naruto nie jest sam i mu to dobitnie udowodni.
- Zawieź mnie do matki, ona zezna, że byłem w domu – zażądał, patrząc groźnie na Uchihe. Chłopak nawet nie drgnął, prowadząc pewnie samochód. – Powiedziałem, że nie chce twojej pomocy! – syknął, uderzając otwartą dłonią o maskę rozdzielczą.
- Zamknij się w końcu i zrozum, że ona ci już nie pomoże! Nawet nie wiesz, w jakie gówno wdepnąłeś.



Sasuke przymknął oczy, patrząc dziwnie miękkim wzrokiem na Naruto. Niedawno wrócili ze szpitala, gdzie, jak się okazało, Uzumaki był tylko mocno poobijany, to wszystko. Teraz miał kilka plastrów na twarzy i bandaż pod bluzą i na szczęście w konfrontacji z mieszkańcami zimowego miasteczka nie odniósł większych kontuzji.
- No, więc co robimy? – Blondyn siedział przy kuchennym blacie i obserwował Sasuke, który robił właśnie kanapki. Uśmiechał się do niego delikatnym, zmęczonym uśmiechem. Jego bojowy nastrój przeszedł, jak ręką odjął, kiedy tylko zadzwonił do swojej matki. Kushina nie uwierzyła w niewinność Naruto i znów byli w punkcie wyjście – aktualnie tylko Sasuke był w stanie mu pomóc.
Znajdowali się w wielkiej kuchni w pensjonacie, który ku ich zdziwieniu był wyludniony. Po holu kręciło się jedynie kilku pracowników, którzy byli tak zajęci swoimi zajęciami, że nawet nie zwrócili uwagi na chłopców. Z pewnością nie wiedzieli o dzisiejszych mrożących krew w żyłach nowinach. Teraz byli bezpieczni, jednak Sasuke nie mógł przewidzieć na jak długo. Mieli poważny problem do rozwiązania.
- Jeśli uciekniesz, będzie jeszcze gorzej – westchnął, podając Uzumakiemu talerz z kanapkami i herbatę. Otaczało ich ciepłe światło jednej małej lampki, otaczała ich również przyjemna, kojąca cisza, która została zakłócona śmiechem Naruto.
- To zabawne, że jeszcze kilka tygodni temu biliśmy się, a teraz ty robisz mi kolację.
- A jeszcze wczoraj się obmacywaliśmy – zauważył Uchiha, pochylając się nad blatem i kradnąc z talerza blondyna jedną kanapkę. Uzumaki prychnął głośno.
- Musimy coś wymyślić, Uchiha.
Wiedzieli teraz już dużo więcej. Sasuke zadbał o to, żeby dowiedzieć się wszystkiego, co wie, lub przypuszcza policja, jakie ma dowody i czy rzeczywiście to prawda. Razem z Naruto zaczęli się zastanawiać, czy Sakura sobie wszystkiego nie ubzdurała. Jak się okazało – nie, a lekarze już ją badają, żeby dostarczyć bezpośredni dowód winy Naruto.
- Jest tylko jeden sposób, żeby oczyścić cię z zarzutów – Sasuke odchrząknął, po czym dokończył swoją genialną myśl. – Musisz strawić się na policję. Kiedy będziesz uciekał, oni będą cię gonić. Naruto, im szybciej pójdziesz na komisariat, tym szybciej stamtąd wyjdziesz. Jesteś niewinny, na pewno się uda.
- Przestań pieprzyć, wtedy mnie zamkną! – warknął Naruto, odstawiając z głuchym trzaskiem kubek herbaty na kuchenną ladę. Kończył właśnie ostatnią kanapkę i kiedy zobaczył, że Uchiha wyciąga komórkę, zamarł, z przerażeniem domyślając się, co chłopak chce zrobić. Z trudem przełknął kęs, po czym w ostatniej chwili rzucił się na chłopaka, przyciągając go na kuchenny blat. Herbata rozlała się, a kubek upadł na podłogę i stuk się.
- Nie możesz tego zrobić! – wywarczał blondyn, siłując się jednocześnie z brunetem, żeby wyrwać mu telefon z ręki.
- Uzumaki, kurwa! – Sasuke z całej siły odepchnął od siebie Naruto, po czym wykręcił numer policji. Blondyn patrzył na niego z niedowierzaniem. Jego klatka piersiowa unosiła się w szaleńczym tempie, a jego wyrażały coś, czego Sasuke nigdy nie chciał widzieć. Ale patrzył w szalenie niebieskie oczy chłopaka, kiedy mówił im, gdzie Naruto przebywa. Ten tylko stał i zaciskał bardzo mocno pięść, jakby chciał uderzyć Sasuke. Nie uderzył go jednak. Cierpliwie czekał dziesięć minut aż przyjechała po niego policja i zabrała go na komisariat.

sobota, 8 stycznia 2011

Bom Bom! 25

Dziękuję wszystkim za życzenia, mam nadzieję, że dobrze bawiliście się w sylwestra :)Dziękuję również za komentarze, jednak musicie mi wybaczyć, dzisiaj na nie nie odpowiem.


Chciałabym zauważyć jedną rzecz. Sasuke i Naruto są fizycznie idealizowani w BB, jednak mam nadzieję, że wam to nie przeszkadza.
Ostatnia scena pocałunku mi się nie podobała ^^' Ale cieszę się, że wy jesteście z niej zadowoleni.
To jeden z najtrudniejszych rozdziałów w BB. Bardzo ciężko mi się go pisało, nie wiem, czy przekazałam wam wszystkie emocje, które chciałam przekazać, to musicie ocenić sami. Może to dziwnie zabrzmi, ale boję się tego rozdziału - boję się tego, że nie zrozumiecie tego, co mam wam do przekazania. Jednak nie przedłużając już, co ma być to będzie, zapraszam i proszę o szczerą ocenę :)



Sasuke uśmiechnął się, patrząc na ciało Naruto. Chłopak był idealny i obaj – Uchiha i Uzumaki – zdawali sobie z tego sprawę, wprawdzie blondyn miał nieco większą świadomość swojej perfekcji, ale Sasuke patrząc na niego, coraz bardziej uświadamiał sobie, że chłopak z każdym kolejnym dnie bardziej mu się podoba. Że powoli zaczyna już tracić panowanie nad sobą, a każdy kolejny gest, dotyk i ciche westchnienie prowadzi do czegoś poważniejszego, niż tylko niewinnej gry.
Czy mógłby uprawiać z nim seks? Przecież to facet, a Sasuke nie jest gejem i… To było naprawdę skomplikowane. Chciał go mieć, chciał go wziąć i posiąść, przerżnąć tak mocno, być w nim, dotykać go w tych najbardziej intymnych miejscach, doprowadzać na skraj rozkoszy… A jednocześnie miał doskonałą świadomość tego, że to przecież Naruto. Jego rywal, jego wróg, ktoś kto zna jakąś straszną tajemnicę. Sasuke nie jest pedałem, przecież zawsze - absolutnie zawsze - podobały mu się dziewczyny, naprawdę lubił seks z kobietami, ale Uzumaki… był bez wątpienia wyjątkowy, doskonały i perfekcyjny w każdym calu.
- Masz gumki? – Zapytał zachrypniętym głosem, czując, że jest na skraju wytrzymałości, jeszcze chwila, a rzuci się na blondyna i zrobi w końcu to, przed czym ma takie zahamowania. Za kilka chwil wszystkie hamulce puszczą.
- Gumki? – Naruto mówił tak cicho, że ledwo można było usłyszeć jego głos. Dopiero wtedy Sasuke zorientował się, że przez cały czas dotykał ciała blondyna, jeżdżąc palcami po jego brzuchu, klatce piersiowej, twardych i ciemnych brodawkach. Naruto oddychał szybko, a jego mięśnie falowały pod skórą. Sasuke w końcu nie wytrzymał. Zdecydowanym gestem pchnął blondyna na umywalkę, całując go mocno w usta. Jego dłoń dotarła w końcu do linii dżinsów Uzumakiego. Kilka palców wsunęło się do spodni, gładząc podbrzusze Naruto. Sasuke czuł jego włosy łonowe i powolnym, okrężnym ruchem zaczął masować go w tym miejscu. Zacisnął mocno usta, patrząc w oczy Naruto. Chłopak oddychał coraz ciężej, ręce miał zarzucone na szyi Uchihy i również prowadził wolny, pobudzający masaż, dotykając karku bruneta. Szalenie niebieskie oczy lśniły czystym, prawdziwym i palącym pożądaniem.
- Nie mam – wyszeptał w końcu, przybliżając swoje usta do warg Sasuke. Musnął je delikatnie, po czym złapał dolną wargę, ssąc ją lekko i gładząc językiem. Uchiha warknął cicho, na oślep otwierając pierwszą lepszą półkę, wbudowaną w ścianę. Jego oczy rozszerzyły się w zdziwieniu, kiedy jego palce na coś natrafiły. Odsunął od siebie blondyna nerwowym gestem i zajrzał do szuflady, Uzumaki poszedł jego śladem.
- Co to jest? – Zapytał, uśmiechając się głupio do swojego przyszłego kochanka. Sasuke prychnął lekko, zabierając pierwszą lepszą prezerwatywę z półki, wypełnionej kilkunastoma opakowaniami kondonów. – Sakura chciała mieć tutaj chyba z tobą małą orgię – stwierdził po chwili, z zaciekawieniem patrząc na coraz to dziwniejsze smaki gumek. – Brakuje jeszcze grających kondonów – zażartował, jednak Sasuke wcale nie było do śmiechu. Z dwóch powodów. Po pierwsze, przez półkę pełną erotycznych zabezpieczeń, nastrój pożądania diabli wzięli, a po drugie… Jeśli Sakura chciała się z nim kochać w tej łazience, to z pewnością za niedługo będzie tutaj chciała przyjść i sprawdzić, czy wszystko jest na swoim miejscu, żeby później ściągnąć tu Sasuke. A co, jeśli by ich zobaczyła? Albo, co bardziej prawdopodobne, usłyszała? Przecież za niedługo na pewno zauważą ich nieobecność. Czy aby na pewno warto tak ryzykować?
- Uchiha, ty cholerny, zimny draniu – zamruczał mu do ucha blondyn, ocierając się zmysłowo o Sasuke. Jego język zahaczył o ucho bruneta, muskając i drażniąc je delikatnym, subtelnym dotykiem. Uchiha momentalnie objął chłopaka w pasie, dłońmi zachłannie jeżdżąc po naprężonych plecach chłopaka, który jęknął teraz już naprawdę głośno, wprost do ucha Sasuke.
Głośno… Ktoś mógł ich usłyszeć!
Uchiha przejechał jeszcze raz dłońmi, od obojczyka na kości ogonowej kończąc, a blondyn poruszył się niespokojnie pod tym dotykiem, nieświadomie, jeszcze mocniej ocierając się o przód spodni Sasuke. Obaj byli podnieceni, jednak ten stan nie wprawił ich w zawstydzenie, nie wywołał nawet speszenia!
Obaj chcieli czuć swoje twarde, naprężone penisy, chcieli dotykać się nawzajem, doprowadzać do szaleństwa. Robić najbardziej perwersyjne rzeczy, najbardziej brutalne, a jednocześnie tak rozkosznie delikatne, subtelne.
- Lubisz, jak tak robie? – Zapytał Sasuke, jeżdżąc jednocześnie dłońmi po plecach blondyna. W odpowiedzi otrzymał jedynie głośne westchnienie. Spojrzał na swoje odbicie w lustrze, kiedy jego dłonie zatrzymały się na tyłku blondyna, ściskając go mocno i zdecydowanie. Mięśnie pleców Naruto prężyły się, a jego biodra poruszały delikatnie, prawie niezauważalnie w przód i w tył.
Po chwili Sasuke poczuł, jak dłonie chłopaka rozpinają powoli, ale pewnie jego koszulę. Brunet spojrzał na Naruto i uśmiechnął się do niego drapieżnie. Jednym zdecydowanym gestem odwrócił go plecami do siebie, tak, aby Uzumaki spojrzał w lustro. Sasuke pochylił się nad jego ramieniem, oddechem parząc wrażliwą skórę na szyi. Przejechał po niej językiem, delektując się miękkością, zapachem, smakiem, wszystkim, wszystkim, co dodatkowo go podniecało. Ponownie spojrzał w lustro, patrząc uważnie w szalenie niebieskie oczy, które lśniły tą zmysłową rządzą. Uchiha przycisnął mocniej przód swoich spodni do tyłka blondyna, wiedząc, co chłopak wyczuje. Naruto sięgnął rąk Sasuke, zaplątanych na swojej klatce piersiowej.
- Co robisz, mamy mało czasu! – Syknął poirytowany, jednak Uchiha jeszcze mocniej go objął. Odsunął się z nim kilka kroków od lustra, tak, żeby mogło się od niego odbić jeszcze więcej. Teraz widzieli biodra blondyna, w których mały namiocik rósł z każdą kolejną chwilą. Palce Sasuke pomknęły w tym właśnie kierunku, zatrzymując się jeszcze na brzuchu Uzumakiego. Sasuke gładził jego skórę, dotykał go tak, jak Naruto kiedyś dotykał siebie, odstawiając brunetowi prywatny striptiz. I bardzo powoli, drażniąco i zmysłowo jego palce zjechały do linii spodni. Tym razem Sasuke nie zsuwał w nie dłoni, zrobił za to coś, co wywołało u Naruto głośny jęk. Nie spodziewał się tego. Sasuke odchylił lekko głowę, całując go w szyję, by jednocześnie dotykać przez sztywne dżinsy jego męskości. Twardej, pobudzonej i tak spragnionej czegoś mocniejszego. Naruto patrzył na siebie w lustrze, oddychając szybko. Odchylił głowę w tył, starając się sięgnąć ust Sasuke, jednak brunet mu na to nie pozwolił.
- Patrz w lustro – warknął, brutalnie zaciskając ręce na męskości Naruto. Uzumaki zmrużył oczy, jednak widać było, że tego chce. Chce, żeby to Uchiha miał w tej chwili władzę.
Sasuke odpiął guzik w spodniach chłopaka, delikatnie, jakby niepewnie odpinając zamek. Czuł, jak penis blondyna na niego napiera, chcąc się uwolnić. Uchiha zaraz mu w tym pomoże.
- Patrz – powtórzył, dotykając Naruto przez bokserki. Chłopak przymykał z rozkoszy oczy, ocierając się o dłoń bruneta. Uchiha powoli zsunął spodnie z bioder blondyna, po czym zajął się zdejmowaniem bokserek. Biała bielizna idealnie kontrastowała z opalonym ciałem chłopaka, jednak i ona musiała pójść w odstawkę, ponieważ pod nią kryły się ważniejsze rzeczy.
Sasuke patrzył w lustrze na męskość Naruto, która prężyła się, uwolniona i dumna. Ciemny, nabrzmiały penis błyszczał na samym czubku, a Uzumaki patrzył w lustro z rumieńcem. Teraz Uchiha miał dostęp do najintymniejszych części jego ciała, widział go całego.
- Sasuke – wystękał jeszcze Naruto, kiedy brunet wziął w dłoń męskość chłopaka, robiąc mu dobrze powolnymi, stanowczymi ruchami.
- Jesteś idealny, doskonały, Naruto – wyszeptał, patrząc tym razem na blondyna, który uśmiechnął się na słowa Sasuke. Odchylił głowę, w końcu dotykając ust Uchihy swoimi gorącymi, rozpalonymi wargami. Pocałowali się mocno i namiętnie, a dłoń Sasuke wciąż jeździła lubieżnie po penisie Naruto.
I kiedy Uzumaki był już na skraju orgazmu, usłyszeli głośne pukanie do drzwi.


- Niech to szlag! – warknął Naruto, oddychając ciężko. Cholernie trudno było się opanować, zwłaszcza, gdy Sasuke nadal trzymał jego męskość, pieszcząc go mocno.
- Cii – szepnął do jego ucha, po czym zaczął je delikatnie całować, doskonale zdając sobie sprawę, że za niedługo Naruto dojdzie. – Przecież nie wywarzą drzwi – mruknął, kiedy klamka poruszyła się niespokojnie. Pukanie powtórzyło się kilkakrotnie, jednak chłopcy sie zareagowali, zbyt zajęci sobą i kiedy już myśleli, że intruz odszedł, z korytarza dobiegł ich znajomy głos należący do właścicielki hacjendy.
- Jest tam ktoś?! – Krzyknęła poirytowana, waląc w drzwi, a Naruto drgnął niespokojnie, rozpoznając głos Sakury.
- Co robimy? – Spojrzał na Uchihe, który tylko pokiwał przecząco głową, całą swoją uwagę skupiając na męskości blondyna. Naruto warknął cicho, czując, że jest już blisko, jednak trudno było mu się skupić, gdy miał świadomość, że Sakura stoi za drzwiami, nasłuchując. Nie mogła się dowiedzieć, że tutaj są, a tym bardziej, co robią. Pomimo wszystko, Naruto nie chciał się przed nią zbłaźnić, nie chciał, żeby pomyślała sobie, że jest pedałem.
- Naruto – usłyszał cichy, zmysłowy głos Uchihy. Momentalnie spojrzał na bruneta, który uśmiechał się do niego uwodzicielsko. Myśli o Haruno momentalnie wyparowały. – Skup się, Uzumaki – mocniej ścisnął męskość blondyna, wywołując u niego głośny jęk, który na pewno był słyszalny na korytarzu. Naruto sapnął zdenerwowany, jednak kiedy ponownie usłyszał męski, hipnotyzujący głos Sasuke, pękły w nim wszelkie bariery. Jęknął głośniej, rozlewając się w dłoni bruneta.
- Sasuke? – Usłyszeli zdenerwowany głos Sakury, która zaczęła walić w drzwi histerycznie. Naruto spojrzał na bruneta spłoszony, ale Uchiha zachował zimną krew. A raczej całkowicie zignorował swoją dziewczynę, przybliżając białe palce do swoich ust. Polizał je, po czym zmrużył oczy w geście zastanowienia.
- Zainwestuj w ananasy, alkohol szkodzi – stwierdził, po czym skierował się w stronę umywalki, by obmyć ręce.
- Sasuke! Wiem, że tam jesteś, otwórz! – Dobiegł ich krzyk Sakury, która uderzała w drzwi coraz słabiej. Uchiha wciąż ją lekceważył, jednak Naruto wiedział, do czego dziewczyna jest zdolna. Zwłaszcza w toalecie. Podciągnął w ekspresowym tempie bokserki, chowając z czułością swojego penisa do bielizny. Zignorował rozbawione spojrzenie Sasuke, który opierał się właśnie o umywalkę.
- Wyścig z czasem, kochanie – rzucił, śmiejąc się cicho. Uzumaki z wściekłą miną ponownie wsunął dżinsy na swoje biodra, czując, jak robi mu się gorąco. Tym razem pożądanie zostało zastąpione zdenerwowaniem. Sakura nie mogła go tak zobaczyć, co wtedy by sobie pomyślała? Musi zdążyć, po prostu musi!
- Otwieram! – Dobiegł ich ostatni krzyk Sakury, a kiedy już miał zamiar zasunąć rozporek, rozległ się chrzęst zamka. Drzwi zostały otwarte.

Sakura stała w przejściu, z jakimś cienkim, metalowym drutem w ręku i wpatrywała się w chłopców wielkimi, zielonymi oczyma, które wyrażały przerażenie. Tak, z pewnością było w nich olbrzymie, niepodważalne przerażenie, strach przed prawdą, innością, którą wyczuwała. Czymś brudnym. Naruto doskonale widział to w jej oczach.
- Stało się coś? – Sasuke spojrzał na nią z całkowitą, genialną obojętnością wymalowaną na twarzy. Dziewczyna zmieszała się, jednak już po chwili w jej oczach pojawiło się zdecydowanie.
- Co wy tutaj robiliście? – Spytała oburzona, uważnie obserwując klatkę piersiową Naruto. Chłopak nie zdążył założyć koszulki.
- Nic, czego ty nie chciałabyś powtórzyć – poinformował ją uprzejmie Sasuke, uśmiechając się ironicznie. Naruto poczuł nagle niewyobrażalną falę gniewu. Ten drań nie zdaje sobie sprawy, co się właśnie stało, żartuje sobie z tego, po prostu go to bawi.
Sakura ich nakryła.
Dlaczego Uchiha się tym nie przejmuje? Przecież mu powinno jeszcze bardziej zależeć na swojej reputacji, dobrej opinii wzorowej gwiazdy, niż komukolwiek innemu! Naruto nie rozumiał, czemu Sasuke prowokuje swoją dziewczynę.
To były sekundy. Naruto znalazł się nagle naprzeciwko Sakury i złapał ją za przód obcisłego kombinezonu króliczka Playboya. Jego oczy wyrażały czystą, zwierzęcą wściekłość, niepohamowaną nienawiść. Teraz nie liczyło się już to, co dziewczyna może sobie o nim pomyśleć, że może uważać go za pedała. Aktualnie liczyła się jedynie wściekłość.
Sześć lat temu również tak było. Teraz pamiętał doskonale to uczucie, kiedy przestał być małym, zabawnym Naruto, a stał się bestią, rozpaczliwie walczącą o zrozumienie. Wtedy, w tamtą pamiętną noc, o mało nie zabił swoich kolegów. Później trafił do poprawczaka. A teraz? Jeśli się nie powstrzyma, czeka go z pewnością więzienie.
- Spróbuj to komuś powiedzieć, a cię zabiję – syknął nieswoim głosem. To nie była groźba, to było coś znacznie poważniejszego i Sakura doskonale zdawała sobie z tego sprawę.
- Ja… - pisnęła przerażona, drżąc lekko, jej źrenice rozszerzyły się w przerażeniu.
- Masz siedzieć cicho i udawać głupią, szmato, rozumiesz? – Potrząsnął ją gwałtownie. – Zabije cię, jeśli to się wyda – warknął i w przypływie ślepej furii, pchnął Haruno na ścianę. – Zabiorę wszystko, na czym ci zależy, jeśli ktoś się dowie. Pamiętaj, jeśli tylko ktoś się dowie – powtórzył i wybiegł z łazienki. Po drodze zabrał jeszcze swoją czarną koszulkę i ubrał ją w pośpiechu. Będąc już na korytarzu zrzucił jakieś kosztowne wazony, kilka wylądowało na ścianie. Był nieprzytomny z gniewu i wiedział, że musi się na czymś wyładować, inaczej zrobi coś, czego do końca życia może żałować.


Sasuke zmrużył oczy, przez dłuższą chwilę wgapiając się w miejsce, w którym jeszcze przed chwilą stał Uzumaki. To było… niezwykłe? Uśmiechnął się lekko, wręcz złowieszczo, kiedy zauważył wystraszoną, trzęsącą się Sakurę.
- Cicho, nie przejmuj się nim. Wszystkim się zajmę – objął ją, głaszcząc uspokajająco po głowie. Jej włosy były twarde i nieprzyjemnie sztywne od lakieru. Dziewczyna pachniała intensywnym zapachem kwiatów, ale teraz przesiąkła strachem. Po raz pierwszy przestraszyła się Uzumakiego. Już nie szkolnego odludka i ofiary losu, Naruto stał się kimś ważnym, kimś niebezpiecznym, również w oczach Sasuke.
- Obronisz mnie przed nim? – Zapytała, na co Uchiha uśmiechnął się z sarkazmem.
- Oczywiście – odparł, po czym dodał z pozoru obojętnym tonem: - Między nami nic nie zaszło, pokłóciliśmy się, popisywaliśmy. To była tylko gra, niczym nie musisz się przejmować.
Sasuke nie rozumiał, dlaczego Naruto zareagował tak agresywnie. Haruno nie była kobietą, która domyśliłaby się prawdy, a nawet jeśli, nikomu nie powiedziałaby o tym, co zobaczyła. Dla niej najważniejsza była reputacja, iluzja idealnego życia, którą tworzyła. Nic, ani nikt nie mogło tego zmienić, nawet potencjalny homoseksualizm jej księcia z bajki.
Właśnie.
Sasuke był gejem? Naruto dzisiejszego wieczoru podniecał go bardziej niż cokolwiek innego, kiedy dotykał blondyna, pieścił, całował i patrzył na jego idealne ciało, czuł olbrzymie pożądanie, niemal zwierzęcą żądzę. Jego zmysły szalały, a jednak… Sasuke lubił dziewczyny, to wciąż się nie zmieniło, a Naruto? Nie miał pojęcia, dlaczego tak na niego zareagował, nie wiedział, czemu tak się stało. Pomimo tego, że miał wszystko pod kontrolą, w pewnym momencie czuł, że puściły wszelkie hamulce. Był w stanie zrobić z Naruto wszystko. A później przyszła Sakura i obudziła w Uzumakim kogoś, kogo Sasuke jeszcze nie miał przyjemności oglądać. Kiedy patrzył na gniew, obezwładniającą wściekłość chłopaka, który tak mu się podobał, przyszedł mu na myśl jego brat. Może właśnie dlatego Itachi powierzył blondynowi jakąś straszną tajemnicę, na temat Madary? Trzeba przyznać jedno: Naruto był dużo silniejszym, bardziej niezwykłym człowiekiem, niż Sasuke zdawał sobie z tego sprawę. Uzumaki był nieodgadnioną, niebezpieczną fascynacją, którą Uchiha pomimo wszystkich dziwnych podtekstów ich znajomości, chciał pogłębić.
- Sasuke, coś mnie kuje – mruknęła marudnie Sakura i spojrzała w dół.
- Wydaje ci się – warknął, odsuwając nieco biodra od jej ciała.


- Odwal się ode mnie! – krzyknął głośno, odpychając jednocześnie Hinatę, która przytuliła się do jego ramienia. Dziewczyna zatoczyła się w tył, wpadając na jakichś ludzi, którzy odwrócili się do niej z groźnymi wyrazami twarzy, jednak, kiedy spojrzeli na Naruto, pomogli się pozbierać dziewczynie i popchnęli ją w stronę chłopaka, czując, że kroi się kolejny wielki skandal. Kilku innych nastolatków również zwróciło na blondyna uwagę, zainteresowani.
- Naruto? – Spojrzała na niego wystraszona, dzielnie podchodząc bliżej. Znów dotknęła jego ramienia.
- Odwal się ode mnie! – Syknął, po raz kolejny popychając dziewczynę na ludzi. Z uczuciem ślepej satysfakcji podszedł do niej, łapiąc mocno za długie, czarne włosy. Pociągnął ją w górę. Chciał ją uderzyć, zeszmacić na oczach wszystkich, po prostu poniżyć – wyładować się na niej w każdym możliwym znaczeniu tego słowa. Musiał dać upust emocjom, a to, jak chciał to zrobić teraz, może zlikwidowałoby problem raz na zawsze?
- Tak bardzo byłaś chętna? No to teraz pokaż wszystkim, jaką jesteś kocicą! – Szarpnął ją mocno, a dziewczyna zaskamlała głośno.
- Puść – zawyła, jej szloch odbił się echem w korytarzu, który stał się nagle nieprzyjemnie cichy. Naruto to jeszcze bardziej zirytowało. On nie był Uchihą, nie będzie robił z tego cyrku. Naruto chce się pozbyć jedynie swojej słabości, wyładować się. To wszystko.
- Zostaw ją! – Usłyszał znajomy krzyk. Spojrzał w kierunku, gdzie stał Kiba, zaraz za nim Neji patrzył z przerażeniem na to, co się działo. Hyuuga już miał coś powiedzieć, ale Naruto widząc ich puścił dziewczynę. Szybko zabierał kurtkę z wieszaka i wybiegł z rezydencji Haruno.
Był tchórzem i teraz wszyscy dowiedzą się, że jest jeszcze gejem – zboczonym, śmierdzącym pedałem. Będą gardzić nim, śmiać się z niego, szydzić, a Naruto nie będzie miał sił się obronić. To, co zobaczył w oczach Sakury sprawiło, że tamta pamiętna noc sprzed sześciu lat wróciła – kiedy o mało nie zabił swoich kumpli, gdy oni zostawili mu pamiątkę w postaci kilku blizn na policzkach. Te wszystkie uczucia, ta wściekłość i ślepa nienawiść. Naruto panicznie bał się ludzkiej wrogości. Tego, że ktoś mógłby się śmiać z jego największych słabości, przez które nie umiałby odeprzeć ataku. Poradziłby sobie ze wszystkim, jednak nie z tym. To… Nie potrafił tego logicznie wytłumaczyć, jednak czuł, że jeśli ich tajemnica – jego i Sasuke – wyszłaby na jaw, spaliłby się ze wstydu. Uchiha by go znienawidził i… I sam też by się z pewnością nienawidził.
W pewnym momencie wszystko wymknęło mu się spod kontroli. Beztroska gra stała się nagle czymś dużo poważniejszym. Czymś, czego inni by nie zrozumiali, nie umieliby zrozumieć, czy zaakceptować. Nie może pozwolić na to, by ktokolwiek się dowiedział.
Naruto pokaże, udowodni światu, że nie jest tchórzem. Jest prawdziwym mężczyzną, dlatego kiedy impreza się skończy, pójdzie do Sakury i jeszcze raz zabroni jej mówić. Zrobi wszystko, żeby ta tajemnica nie poznała światła dziennego.


O godzinie dziewiątej rano na komisariat policji w śnieżnym miasteczku zadzwoniła córka bogatych przedsiębiorców – Sakura Haruno, która łamiącym się głosem przyznała się do tego, że została zgwałcona. Kiedy rozmawiający z nią policjant zapytał, czy wie, kto to zrobił, odpowiedziała bez wahania: Naruto Uzumaki.

czwartek, 30 grudnia 2010

Bom Bom! 24

shadowstarto jak ci coś nie będzie pasowało, to wal śmiało :) powiedz wszystko, co ci na wątrobie siedzi, bo i tobie ulży, a i ja nie będę się pieklić, że mówisz, że coś jest nie tak, a nie mówisz, co ci się nie podoba. Nie ma nic gorszego dla blogera, niż niekonstruktywna krytyka :)
olciak123, cieszę się, że ci smakowało :D Jesteś jedną z nielicznych osób, którym smakują moje dzieła!:D
Kisielek,artykuł, a może felieton? albo kazanie?
Daimon, wcale nie ciężkie życie mają ze mną chłopcy, to w końcu dzięki mnie są w bom bomowym świecie razem :D, no a raczej będą razem ^^ >No ale książę na bia… znaczy na snowboardzie< no a czemu nie dokończyłaś tego białym? Może Sas miał biały snowboard, hmmm? xD Ach, kochanie, może dzięki mnie i braku tlenu, który odcina ci Bom Bom zostaniesz jakimś medium, czy coś? :D Zrobisz karierę, zobaczysz, będzie wyrocznią polskiego narodu. >Stała czujność! A zaraz, to nie ta bajka ;)< haha! wiem jaka ta bajka! sprawdzasz moją znajomość bajek?! xD To oczywiście Harry Potter i kwestia Moodiego :D Ale muszę się przyznać, że wiem skąd ten tekst jedynie z Blemisha :D Haha! :D A ja właśnie za bardzo nie lubię charakteru Kushiny, dlatego nie będę jej chciała aż tak bardzo wcisnąć w jej kanon :) ale spucołowatą kurą domową również nie będzie :) postaram się znaleźć złoty środek. >Ściganie się chłopaków w obłapianiu swoich dziewczyn, wygląda jak rywalizacja dzieci w piaskownicy, kto postawi lepszą babkę < twoje porównania miażdżą! :D Nie mam do nich sił i biję oczywiście pokłony! :D Powinnaś kurde zacząć coś pisać, bo to byłoby coś, serio!>Czyżby coś umknęło mej uwadze? O.o No nic muszę wrócić do wcześniejszych rozdziałów.< no wracaj, wracaj, ale nie wiem czy coś znajdziesz ;> tutaj sprawa ma się bardzo skomplikowanie i w ogóle sama musisz sobie dopowiedzieć, co chcesz wiedzieć ;> Haha i rozpisuj się jak najbardziej :D Ja wprost uwielbiam twoje komentarze :D
Kuroneko, uważaj, bo jak dodam jednak tę turystkę, przypominającą ciebie, to fanki Sasuke cię rozszarpią! o! Z marzeniami trzeba ostrożnie ;D
Shasti, haha! XD zabiłaś mnie, ok zostawię ci brzoskwinię bez skojarzeń xD a przynajmniej się postaram, naprawdę xDDD
Pazurek, ty zamiast zęba ojczyma, dostałabyś z pewnością jego paznokieć! :D Mhm, a z tym magnezem naprawdę ładnie powiedziałaś :D ale nie czym czy zaczynają rozumieć, hmm, cóż, oceń po tym rozdziale :)haha! :D Nie chcę cię zrażać czy coś do Kushiny, ale z tym jej przeobrażaniem w łabędzia też nie chcę za bardzo przesadzać :D i bardzo ciekawa interpetacja zachowania Kushiny, jestem pod wrażeniem :D
Agiichan, naprawdę ciekawy pomysł z tym 'oral testem' xD >Hmm ja bym wolała chłopaka XD Może jakiegoś uhuh? znaczy nowego <- to uhuh to jakieś słowo z języka plemienia Indian? xD alien, haha!:D ależ kochanie ty też umiesz tworzyć TAKĄ atmosferę, jak najbardziej! :D więc mi tutaj tylko nie mów, zwłaszcza jak się spojrzy na akcje BC przez kilka ostatnich rozdziałów :D a co do jakości rozdziału, mi właśnie się wydawało, że zdania są takie poszatkowane, ale pisałam go na kartce, to może też dlatego. Zawsze z kartki wychodzą mi inne niż bezpośrednio z Worda :) ja ciebie też pozdrawiam alienku śnieżny xDDDD zabiłaś mnie tym tekstem po prostu xD


Jedna rzecz. Ja rozumiem, że mieliście u mnie roczną (no chyba roczną) ascezę od scen erotycznych i już chcecie coś 'konkretnego', jednak nikt nie ma prawa wpływać na moją fabułę. I nie będę jej zmieniać, bo wy chcecie już yaoi. A tak nawiasem mówiąc w tym rozdziale jest już coś co podchodzi pod yaoi. Uznajmy.
Refuge będzie pisane po zakończeniu Bom Bom. A jeśli chodzi o trójkąt, cóż, zobaczymy jak to będzie, ale na pewno teraz nie macie się go co spodziewać, oczywiście. Jeśli się pojawi, to wtedy, gdy relacje chłopców się już naprawdę rozwiną.
W rozdziale zamieszczam link do piosenki, kto chce niech sobie włączy.




Wielki bal. Tak w dwóch słowach można określić przyjęcie, jakie organizowała Haruno.
Skromna impreza w pensjonacie Uchihy stawała się zatem zwykłą, podrzędną parapetówą,
oczywiście jeśli ktoś chciałby porównywać ją z tegorocznym Halloween u księżniczki zimowego miasteczka.
Sakura jak każda porządna księżniczka znała się na urządzaniu balów. Wiedziała, jak udekorować zamek, żeby wszystkich zachwycić, kogo wynająć do przygotowania kulinarnego zawrotu głowy, jednak takiego bez późniejszych problemów żołądkowych. Wiedziała również, że na taki bal należy zaprosić także inne księżniczki. Zwłaszcza, jeśli na haczyk złapało się największego przystojniaka w zimowym świecie. Sakura naprawdę znała się na urządzaniu balów i był tylko jeden szczegół umknął uwadze dziewczyny. Nie przewidziała, że na jej wspaniałym balu zjawi się ktoś, kto odbierze jej księcia z bajki.



Naruto uwielbiał bajki odkąd tylko pamiętał. Oglądał je, gdy wędrował po rodzinach zastępczych, nawet wtedy, gdy trafił do poprawczaka - wówczas, czuł się jak prawdziwy bohater jednej z tych subtelnie brutalnych, radośnie niemądrych, bezsensownych kreskówek. Kiedy wylądował w zimowym miasteczku, również nie mógł się powstrzymać przed ich oglądaniem.
Chociaż wstyd się przyznać, była to jedyna rzecz, która łączyła go z przyrodnim bratem. Na te kilkanaście minut, gdy siadali przed telewizorem, zakopywali wojenny topór, stając się prawdziwym przykładem wzorowego rodzeństwa. Młodszy brat co rusz komentował jakąś bajkę, a Naruto przyjmował jego uwagi z delikatnym, życzliwym wręcz uśmiechem. Przyjaźń między nimi nie trwała jednak dłużej niż godzinę, i gdy tylko pora na oglądanie kreskówek dobiegała końca, wracała dawna relacja opierająca się na czystej, głębokiej i prawdziwej nienawiści. Dzięki małej apokalipsie, Naruto wpadł na pewien efektowny pomysł: wiedział już, za kogo przebierze się na imprezę halloweenową u Sakury. I, nie chwaląc się, sądził, że będzie najoryginalniejszym i najlepiej przebranym balangowiczem.



Sasuke zamrugał zaskoczony, orientując się, że Itachi coś do niego mówi. Drgnął na dźwięk imienia Uzumakiego. Przeklinając się za chwilowe rozkojarzenie, spojrzał na brata. Nie chciał okazać przy nim jakiejkolwiek słabości. Przy kimś takim jak Itachi trzeba być zawsze czujnym, a Sasuke... Błąd, który może go wiele kosztować.
- Słyszałem, że wybierasz się z Naruto w halloween do tej całej Haruno - Itachi był na tyle uprzejmy, że powtórzył swoją kwestię, a Sasuke był na tyle uprzejmy że zareagował zgodnie z oczekiwaniami Itachiego.
- Co?! - prychnął i zaczerwienił się lekko z zażenowania, może gniewu.
- Naruto mówił mi, że go zaprosiłeś.
Teraz Sasuke pobladł, choć prawie momentalnie odzyskał panowanie nad swoją osobą. Zmrużył poirytowany oczy, a w jego głęboko czarnych, hipnotyzujących źrenicach zapalił się nieznany, groźny blask.
- Uzumaki mówi różne rzeczy, nie we wszystkie musisz wierzyć.
- A jednak mu wierze - zapewnił go Itachi, uśmiechając się przy tym czarująco.
- On… ten kretyn, Naruto… mówił ci coś jeszcze? - Sasuke po raz pierwszy od dawna speszony, odwrócił wzrok, a Itachi to wykorzystał.



Itachi był doskonałym aktorem, magikiem i kimkolwiek innym, doskonały w każdym calu i nic, kompletnie nic, nie mogło zaburzyć idealnego obrazu spokojnego, inteligentnego i przyjemnie zimnego człowieka. To zawsze on był panem sytuacji, on kontrolował ludzi i zmuszał, by nieświadomie tańczyli pod jego dyktando. Czasami, w niektórych momentach, sprawiał wrażenie okrutnego. Zachowywał się niehumanitarnie. Był po prostu zepsuty. Zły. Chociaż zazwyczaj siedzący w nim diabeł, nie był zagrożeniem, ani dla kontrolowanych przez siebie aktorów, ani widzów spektaklu.
Itachi był tak naprawdę bardzo dobrym człowiekiem, powiem nawet więcej, był bohaterem. Cichym, posępnym herosem, o którym nikt nie wiedział. Ratował ludzi, zmieniał ich życie. Kilkoma zdaniami potrafił zmienić kogoś całkowicie - zaczynając od spojrzenia na świat, kończąc na siebie i innych. Brytalnie odkrywał tajemnice drzemiące w ludzkiej podświadomości.
Itachi był fajnym gościem, dlatego też postanowił pomóc swojemu małemu, naiwnemu braciszkowi w rozwiązaniu problemu, który dręczył naszą snowboardową gwiazdę od tygodnia.

- Jesteś smutny, Sasuke - stwierdził i z niemałą gracją, arystokratycznym wdziękiem zabrał się za picie najzwyklejszej w świecie kawy. Czarnej jak smoła, mocnej jak dynamit. Patrząc na Itachiego aż nabierało się ochotę samemu zakosztować porządnej, energetycznej siekiery z czterema łyżeczkami cukru, oczywiście.
- Słodzisz? - Zapytał uprzejmie Itachi, kiedy Sasuke zaczął pić swoje ziółka - sprowadzane z odległej Tajlandii, tworzone na bazie jakiejś sekretnej receptury.
Snowboardowa gwiazda pijała zazwyczaj tylko to. I przede wszystkim nie słodziła.
- Czego chcesz? - Sasuke był wrogo nastawiony do świata, a szczególnie do swojego brata.
- Porozmawiać. W końcu nie zaprosiłem cię do tej sympatycznej kawiarni po to, żeby podziwiać twoją uroczą buźkę, prawda?. - Itachi wciąż mówił z tą samą uprzejmością w głosie, co wcześniej. Była to jednak bardzo dziwna, bardzo niebezpieczna uprzejmość, na którą trzeba uważać. Kryło się w niej ziarno słodkiej, braterskiej nienawiści.
- O czym chcesz porozmawiać? Uzumaki ci jednak czegoś nagadał, co?!
Itachi milczał. Jeśli jego brat wymieniał imię chłopaka, Itachi milczał cały czas.
To była super tajna strategia, jaką postanowił obrać. Ponieważ tak naprawdę, Itachi nie wiedział, co gnębi jego brata. Sasuke od tygodnia nie był sobą i jego opiekuńczy brat wiedział, że coś się jednak stało.
Podejrzewał, że chodzi o Naruto, ale musiał to sprawdzić. Im bardziej Sasuke będzie dociekał informacji o Uzumakim, tym bardziej oczywiste będzie to, że to jednak o blondyna chodzi.
- Czemu jesteś taki smutny?
- Kurwa, nie jestem smutny! - Sasuke spojrzał na swojego brata jak na idiotę, a mimo to Itachi nic sobie z tego nie robił.
Doskonałe przedstawienie wymaga tego typu zniewag skierowanych w stronę autora spektaklu. Starszy Uchiha jest zbyt inteligentnym i sprytnym człowiekiem, żeby dać się sprowokować.
- Coś cię gnębi.
Sasuke westchnął poirytowany. Itachi miał to do siebie, że nigdy nie było wiadomo, jak się zachowa. W jaką genialną rolę wcieli się tym razem, jak bardzo będzie manipulował ludźmi, jak będzie wredny i okrutny. Itachi to wielkie, szerokie i długie pasmo niespodzianek.
- Powiedz mi lepiej, co ci mówił Uzumaki. To ważne.
- Ważne? - Starszy z braci Uchiha po króciutkiej chwili zastanowienia dodał sobie jeszcze jedną łyżeczkę cukru do swojej wspaniale mocnej, smolistej kawy. – Niby dlaczego to takie ważne? - Zmrużył podejrzliwie oczy, ignorując kelnerkę, która się do niego uśmiechała.
Z pewnością dużo ładniej niż jego brat, jednak to na razie na nim postanowił skupić swoją uwagę.
- Uzumaki to kretyn, który myśli, że przez ciebie dotrze do mnie i mnie zniszczy - wyjaśnił Sasuke z dziwnym błyskiem w oczach. Itachi momentalnie zarejestrował
zmianę na twarzy chłopaka.
- Bez wątpienia unicestwi cię prędzej, niż myślisz - poparł szaloną tezę brata i wyjrzał przez okno.
- Kiedy masz pierwsze zawody? - zapytał po chwili, patrząc w okno, z którego rozciągał się piękny widok na góry.
Ośnieżone szczyty odznaczały się na tle lawendowego, spokojnego nieba, a lekki szron na szybie, iskrzył się w promieniach zimnego, surowego słońca.
W kawiarni było stylowo i elegancko, a atmosfera naprawdę sympatyczna.
Sasuke nie podzielał zdania starszego Uchihy i jak najszybciej chciał uwolnić się od jego towarzystwa. Itachiemu zrobiło się przykro. – Siadaj na dupie i słuchaj, gówniarzu! – syknął w stronę swojego brata, który już zaczął podnosić się z krzesła. Sasuke spojrzał na niego z wyższością i pogardą. Widać było, że chce zmrozić Itachiego samym spojrzeniem, jednak nie bardzo mu ten zabieg wychodził.
- Wal się – zachęcił go, lecz Itachi nie skorzystał z tej rady. Może nawet i gorzej?
Pewnych tajemnic, naprawdę lepiej jest nie ujawniać.
- Wiesz, dlaczego Naruto może cię zniszczyć? – zapytał, mrużąc złowrogo oczy. Sasuke drgnął niepewnie, z pewnością dostrzegając w swoim bracie zmianę. Usiadł po chwili wahania, wpatrując się w Itachiego.
- Opowiedziałem Naruto o pewnej tajemnicy.
- O Madarze – sprostował Sasuke, a Itachi kiwnął głową, uśmiechając się z aprobatą. Podejrzewał, że Uzumaki nadmieni coś jego bratu o tajemnicy, którą mu powierzył.
- Tak, o Madarze. Wiesz, kto to był?
- Krewny naszej rodziny, generał wojsk japońskich podczas drugiej wojny światowej. Niedługo potem wyjechał z naszym ojcem i dziadkami do USA.
Itachi uśmiechnął się. Zadanie domowe odrobione na piątkę, no… może jednak na czwórkę.
- Wiesz, na jaką chorobę cierpiał? – zapytał. Sasuke ma ostatnią szansę, żeby zdać na najwyższą ocenę.
- Przez kilka lat przebywał w zakładzie psychiatrycznym, ale nie wiem, na co chorował.
- Jak zdobyłeś te informacje? – Itachi był dumny ze swojego małego, naiwnego braciszka. – Rodzice wiedzą?
- Nie. Znalazłem w starych aktach – padła odpowiedź, która jeszcze bardziej zadowoliła Itachiego.
- Mądry chłopiec – pochwalił go, jednak Sasuke zjeżył się na tego rodzaju komplement. Doskonale wiedział, że to był słodki, uroczy żart przepełniony ironią, ale i małym, mikroskopijnym podziwem. Itachi naprawdę był pod wrażeniem tego, jak dużo Sasuke się dowiedział. Ale nie ma tego dobrego moi drodzy. – Naruto wie coś, co może cię zniszczyć, jednak on, jako jedyny może uratować cię od tej strasznej tajemnicy.
- Dlaczego mu o niej powiedziałeś? – Młodszy z braci Uchiha zmarszczył brwi, chcąc z pewnością dalej ciągnąć temat. Dla Itachiego był on już jednak skończony. Załatwił, co miał załatwić i teraz może spokojnie wyjechać do Europy, gdzie czekały go inne problemy do rozwiązania.
- Reszty dowiesz się od Naruto.

Naruto rozejrzał się po wielkiej, luksusowej posiadłości, otwierając szeroko oczy i upuszczając kieliszek, trzymany w ręce. Alkohol, konkretnie smaczne piwo, wylało się na podłogę, a z kryształowej szklanki zostały ładne, błyszczące fragmenty. Naruto rozejrzał się spanikowany wokoło, jednak na szczęście, nikt nie zauważył tego małego aktu wandalizmu. Chłopak nogą zepchnął odłamki szkła na bok, akurat pod jakąś komodę, a żółtą plamę… Musiał niestety zostawić, licząc na to, że nikt nie zorientuje się, że to jego sprawka, zanim Uzumaki nie ucieknie z miejsca zbrodni. Już miał odwrócić się i iść, gdy niespodziewanie zaskoczyły go donośne brawa.
Naruto stał tuż przy wejściu, starając nie rzucać się w oczy. Impreza hallowenowa dopiero się zaczęła i jak na razie organizatorka balangi nie dowiedziała się o pewnym niechcianym gościu, który, o ironio, był jednocześnie VIP`em. A dziką satysfakcję sprawiała mu świadomość, że Uchiha nie pozwoli go wywalić, tak samo, jak nie pozwolił mu się połamać na czarnym stoku.
Czy Naruto owinął sobie śnieżnego króla wokół palca?
- Witam wszystkich! – Rozległ się znajomy, kobiecy głos. Sakura stała na szczycie schodów w kostiumie króliczka Playboy`a i uśmiechała się do wszystkich z wyższością. Wypięła swój duży biust i jakimś dziwnym sposobem zastrzygła długimi, różowymi uszami. Uzumaki przełknął ślinę, rozglądając się za jej mężczyzną. Sasuke jeszcze nie było, dlatego żeby nie rzucać się za wcześnie w oczy, dla dobrego kamuflażu założył czarne, okrągłe okulary – obowiązkowa część jest kostiumu hallowenowego. Miał nadzieję, że dzięki temu nie zostanie rozpoznany przez niepożądane osoby.
- Naruto?
Uzumaki odwrócił się, a kiedy zobaczył, kto za nim stoi, nie mógł, po prostu nie mógł, powstrzymać ironicznego uśmiechu. Czy jego dziewczyna, Hinata Hyuuga, była niepożądaną osobą? W takim stroju z pewnością nie.
- Przebrałaś się za…? – Zapytał, w ostatniej chwili powstrzymując się przed tym, żeby nie zapytać o to, czy jego dziewczyna nie przebrała się za prostytutkę. W porę ugryzł się jednak w język.
Trzeba dodać, że Hinata od tamtej pamiętnej imprezy urodzinowej Naruto stała się dziewczyną bardzo pewną siebie, przebojową, a nawet uwodzicielską. Oczywiście jej odwaga była zmienna i burzliwa, jednak Hyuuga stała się odważną, zdeterminowaną babką, tak samo jak matka Naruto, Kushina. Uzumaki pochlebiał sobie, że to dzięki niemu. I szczerze powiedziawszy, niewiele się mylił.
- Przebrałam się za kobietę kota! – Uśmiechnęła się trochę nieśmiało, trochę zawadiacko, a jej błyszczące usta zalśniły w świetle lamp. Naruto dotknął niepewnie jej lateksowego, obcisłego stroju.
- Fajny – mruknął i prawie od razu zabrał rękę. Nie chciał obściskiwać swojej dziewczyny w miejscu publicznym, ponieważ to zwróciłoby na nich większą uwagę, a tym samym dużo szybciej można by było rozpoznać, kim tak naprawdę jest Naruto.
- A ty za kogo się przebrałeś? – Zapytał dziewczyna, przybliżając się do blondyna i zatrzepała zalotnie swoimi długimi, gęstymi rzęsami.
- Za Johnego Bravo – spojrzał zza okrągłych szkieł swoich czarnych, szpanerskich okularów i mrugnął do niej. Hinata zatrzepała swoimi długimi, gęstymi rzęsami tym razem ze zdezorientowania. Naruto westchnął ciężko i postanowił wyciągnąć swój super gadżet. Wykonał dziwny, skomplikowany manewr ręką, wydał kilka męskich odgłosów i zaczesał swoje włosy w tył, tak, jak robił to jego kreskówkowy bohater, za którego się przebrał.
- Och – pisnęła, jak miała w zwyczaju, po czym zakryła ręką usta i zachichotała. – Fajnie.
Hinata była teraz śmiała i zaczepna, chciała sprowokować chłopaka do czegoś więcej niż tylko pocałunku i Naruto zaczął żałować, że jednak dziewczyna się zmieniła. Miał z nią coraz większy problem, chociaż trudno w to uwierzyć, była naprawdę napastliwa. – Wiem, gdzie jest łazienka – zagadnęła do niego, jednak Naruto już jej w ogóle nie słuchał. Po prostu olał dziewczynę, ponieważ na horyzoncie pojawiła się dużo bardziej ciekawsza osoba, która kompletnie pochłonęła uwagę Uzumakiego.
Sasuke.
Naruto uśmiechnął się delikatnie, uważnie obserwując Uchihe. Brunet stał w drzwiach wielkiej posiadłości, skupiając na sobie uwagę wszystkich zebranych. Jego dziewczyna, Haruno, patrzyła na niego z uwielbieniem, tak samo jak reszta płci pięknej. Z wyjątkiem Hinaty, oczywiście.
Sasuke miał na sobie czarny, idealnie skrojony garnitur. Wyglądał w nim jak bohater jednego z tych filmów o mafii. Bezwzględnym, brutalnym i cholernie elegancki boss mafii. Czarna, lekko błyszcząca koszula napinała się na piersi bruneta, a ciemnoszary, wełniany płaszcz śnieżny król miał zarzuconych od niechcenia na ramionach. Wyglądał jak tajny agent w środku swojej misji.
I w końcu jego wzrok napotkał Naruto. Chłopak oblizał usta, jakoś mimowolnie wyprężając swoje mięśnie. Pod obcisłą, czarną koszulką były idealnie widoczne. Uzumaki ściągnął swoje okulary nonszalanckim, szpanerskim gestem i wtedy to się stało.
- Co on tutaj robi?! – Rozległ sie krzyk Sakury, która wciąż stała na szczycie schodów, po czym szybko zbiegła w dół. Stanęła kilka metrów dalej od blondyna, a Hinata złapała go buntowniczo za rękę, jakby to miało ochronić Naruto przed gniewem księżniczki zimowego miasteczka. – Wynocha, gnoju! – Krzyknęła, a reszta osób zawtórowała jej nienawistnymi spojrzeniami skierowanymi w stronę Naruto.
- Ma zostać – rozległ się spokojny, pełen wyższości i przyjemnego zimna głos. Głos należący do Sasuke.
- Nie! – Sakura tupnęła nogą, jak małe dziecko, a jej wymalowana, kolorowa twarz wykrzywiła się w grymasie gniewu.
- Jeśli on nie zostanie, ja również.
Dziewczyna Uchiha spojrzała na swojego mężczyznę zaskoczona, jednak nic nie odpowiedziała. Po chwili krótkiego zastanowienia się, po prostu przytuliła się do Sasuke, a Sasuke odwzajemnił jej uścisk, cały czas patrząc na blondyna. Jego wzrok był tak elektryzujący, tak magnetyczny, wręcz podniecający, że Uzumaki poczuł dreszcz przebiegający po plecach. Czarne oczy przeszywały go na wylot, rozbierały, sprawiały, że Naruto chciał podejść do bruneta i…
Och, na bogów.
Uzumaki odwrócił wzrok, czerwieniąc się lekko.
Sasuke z pewnością był osobą, której charakteru nie mógł zmienić. Dzięki Naruto nie stanie się on ani bardziej pewny siebie, ani skromniejszy, czy bardziej napalony. Sasuke ma tak silną osobowość, ma tak silny temperament, że nie można go w żaden sposób zmienić. Jest idealny i nawet, jeśliby Naruto chciał, z pewnością nic by w nim nie zmienił. Jednak była jedna rzecz, której Naruto nie mógł wiedzieć. Uchiha był z pewnością bardziej napalony niż zazwyczaj. I to tylko i wyłącznie zasługa naszego kalifornijskiego surfera.


Sasuke obserwował z delikatnym, wyrachowanym uśmiechem Uzumakiego. Chłopak wydawał się bardziej pewny siebie, bardziej złośliwy i dowcipny niż zazwyczaj. Czuł się dużo bezpieczniej ze świadomością, że ma za sobą Sasuke? Cokolwiek by nie zrobił, Uchiha stanie w jego obronie? A może toczył z nim grę? Niebezpieczną grę, której zasad Sasuke nie umiał rozpoznać. W końcu to Naruto chciał pocałunku i może zrobił to specjalnie? Uzumaki to inteligentnym, godnym przeciwnik.
Sasuke nie mógł już dłużej czekać. Podszedł do Uzumakiego i odciągnął go od Hinaty, z którą chłopak właśnie rozmawiał. Naruto, kiedy odeszli spory kawałek, wyrwał się z uścisku bruneta, wzburzony i rozgniewany zachowaniem snowboardowego króla. Pewnie rozmawiał o czymś ciekawym ze swoją dziewczyną.
- Czego chcesz? – Burknął, rozglądając się dookoła. Ludzie nie zwracali na niego najmniejszej uwagi. Sakura wraz ze swoimi koleżankami znajdowała się w zupełnie innym pokoju i jedynie Hinata patrzyła spod byka na Uchihe. Sasuke nie zwrócił jednak na jej wrogość żadnej uwagi.
- Powinieneś być milszy dla swojego księcia z bajki, nie uważasz? – Sasuke przybliżył się krok do Uzumakiego. Chłopak nie odsunął się, mrużąc poirytowany oczy.
- Za kogo się przebrałeś? – Uśmiechnął się do niego lekko, z pewnością w głowie już mając jakąś błyskotliwą ripostę na odpowiedź Uchiha. Brunet zaśmiał się cicho, przeczesując ręką włosy, a po chwili palcami odsuwając delikatnie swoją czarną, lśniącą koszulę, w której i tak było już kilka guzików odpiętych. Oczom Naruto ukazał się kawałek gładkiego, bladego i umięśnionego ciała. Sasuke uśmiechnął się, kiedy zobaczył, jak blondyn z trudem przełyka ślinę.
- Za Jamesa Bonda, nie widać? – Zapytał nonszalancko, patrząc drapieżnie na Uzumakiego. – A ty? Za Jamesa Deana w wersji kalifornijskiej?
Naruto prychnął, kopiując gest Uchihy i również poprawiając swoją misterną fryzurę. Na szczęście nie było na niej tyle żelu, niż w pierwotnej wersji postaci Naruto.
- Przebrałem się za Johnnego Bravo – wyjaśnił chłopak, wyraźnie urażony faktem, że Sasuke nie rozpoznał jego kreacji.
- Jakoś nie kojarzę – odpowiedział i nagle zupełnie stracił zainteresowanie rozmową z blondynem. Rozejrzał się po dużym, luksusowym salonie jak z bajki i zlokalizował mikrofon, stojący przy telewizorze. Uśmiechnął się do siebie, jednak nie podszedł do niego. Najpierw musiał załatwić pewną sprawę.
- Pójdziesz na górę. Na końcu korytarza, po lewej stronie jest łazienka. Idź do niej i czekaj na mnie. Ja dołączę do ciebie za kilka minut. I pamiętaj, nie może cię nikt widzieć – mruknął, nawet nie patrząc na Naruto. Chłopak zamrugał zaskoczony, jednak po chwili głębokiej koncentracji kiwnął głową i uśmiechnął się naprawdę niebezpiecznie. Tak niebezpiecznie, że Sasuke już chciałby być w kiblu na górze razem z Naruto.
Kiedy Uzumaki odszedł, szybko skierował się w stronę mikrofonu, starając się, żeby Hinata nie polazła za blondynem, ją szczególnie musiał mieć na oku.
- Chciałbym wszystkich gorąco zaprosić na parkiet – zaczął, starając się brzmieć jak najbardziej beztrosko i naturalnie. – Niech zgasną światła i rozpocznie się prawdziwa impreza! – To, co powiedział, było tak głupie, że aż trudno uwierzyć, że ludzie mu uwierzyli. A jednak uwierzyli. Momentalnie do salonu przyszło więcej ludzi, w tym również jego dziewczyna, a światła zgasły, tworząc romantyczną, przyjemną atmosferę. Po chwili rozbrzmiała melancholijna, spokojna muzyka, a pary zaczęły się do siebie tulić i pląsać w wygrywanym rytmie. Sasuke obszedł salon tak, żeby nie natrafić ani na Hinatę, ani na Haruno, po czym bezzwłocznie udał się na górę po wielkich, spektakularnych schodach jak z bajki. Co rusz oglądał się za siebie, czy kogoś nie ma na ogonie, jednak całe szczęście, wszyscy zainteresowani bawili się na dole. Sasuke odetchnął głośno, otwierając drzwi łazienki.

http://www.youtube.com/watch?v=2Xz5ntBbP7M


Naruto siedział na brzegu wanny, zachwycając się wnętrzem pomieszczenia. Dlaczego miał wrażenie, że przyozdobione było specjalnie dla Haruno, która chciała tutaj sprowadzić Sasuke? Bądź co bądź, goście nie mieli prawa wstępu na piętro. Naruto opuszkami palców przejechał po marmurowym blacie w kolorze delikatnego złota. Barwa kamienia przypominała mu kalifornijski piasek, dlatego szczególnie ta łazienka przypadła Naruto do gustu, była dużo ładniejsza niż ta znajdująca się na parterze. Tysiąc świec porozstawianych w różnych kątach, budowało intymną, zmysłową atmosferę. Blondyn spojrzał w lustro na swoje odbicie. Na jego złotej, opalonej skórze igrały łuny subtelnego światła, przez co niebieskie oczy lśniły uwodzicielsko.
Po co Sasuke kazał mu tutaj przyjść?
Naruto po części wiedział. Gdzieś w głębi świadomości miał dokładne przeczucie tego, co będzie, ale nie potrafił do końca zaufać swojemu instynktowi. Zdrowy rozsądek mówił mu, że gra w naprawdę niebezpieczną grę, że kiedy wykona jeszcze jeden, dwa ruchy, nie będzie już odwrotu.
Nagle rozległo się pukanie do drzwi. A Uzumaki ostatni raz spojrzał na swoje odbicie w wielkim lustrze.
Był naprawdę przystojny, tak samo przystojny jak Uchiha.

Sasuke wsunął się do łazienki, od razu zamykając za sobą drzwi. Dla pewności, pociągnął jeszcze klamkę, sprawdzając, czy rzeczywiście są zamknięte. Były. Teraz już nikt nie może im przeszkodzić, ani ich zobaczyć.
Uśmiechnął się do Naruto, który stał przy umywalce, uśmiechając się drapieżnie do swojego odbicia, chociaż tak naprawdę, Uzumaki uśmiechał się do niego. Sasuke odetchnął cicho, czując, jak robi mu się gorąco. Światło świec tworzyło nie tyle romantyczny, co naprawdę intymny, erotyczny wręcz klimat, dzięki któremu Naruto stawał się jeszcze bardziej pociągający niż w zwyczajnych warunkach.
- No więc? O co chodzi? – Uzumaki odwrócił się w końcu do bruneta, unosząc swoją jasną brew w górę. Z ust zniknął drapieżny uśmieszek, pojawiło się natomiast zniecierpliwienie. Och, z pewnością Naruto musiał naprawdę długo czekać na ten moment. Wiedział, co nastąpi? Bez wątpienia.
- Lubisz chłopców? – Zapytał od niechcenia Sasuke, postanawiając, że jednak zmniejszy odległość dzielącą go z Naruto.
Już by chciał go mieć. Chciałby zobaczyć, jak Uzumaki potrafi być ostry, jak jęczy, jak…
Tylko spokojnie, nie może wyobrażać sobie za wiele. W końcu, to tylko próba testowa, nie przejdą od razu do ostrej gry.
- Co to, kurwa, za pytanie? – Naruto prychnął głośno, chyba nie zdając sobie sprawy, jak seksownie teraz wygląda. Z błyskiem gniewu w oczach i ustami zaciśniętymi w cienką linię. Naprężone mięśnie pod jego czarną, obcisłą koszulką były doskonale widoczne. Uzumaki zarumienił się lekko ze wściekłości.
- Odpowiedz – warknął Sasuke cichym, hipnotyzującym głosem. Doskonale wiedział, jak Naruto na niego reaguje. W końcu, nie chciał być gorszy od blondyna. Chciał, żeby chłopak pragnął go z każdą kolejną sekundą.
Gra doskonała.
Sasuke stanął w końcu przed Uzumakim. Tak blisko, tak cholernie blisko… Czuł jego zapach, dotyk klatki piersiowej i gorąco, jakie buchało z rozpalonego ciała blondyna. Dotknął go. Od razu mocno i zaborczo złapał za pośladki, ściskając je przez materiał jeansów. Naruto otarł się przodem swoich spodni o Sasuke, jednak jego ręce wciąż pozostawały obojętne. Na zmysłowych, lekko uchylonych ustach błąkał się seksowny uśmieszek. Szalenie niebieskie oczy lśniły mocno, niczym dwie gwiazdy, przeszywając Sasuke na wskroś. Uzumaki wyglądał jak milion dolarów i brunet byłby chyba w stanie zrobić wszystko, byleby go zdobyć.
- Nie jestem pedałem, Uchiha – szepnął zachrypniętym głosem, po raz kolejny, tym razem już mocniej, ocierając się o Sasuke. Brunet stęknął głucho, przygryzając dolną wargę. Zmrużył poirytowany oczy i przekrzywił lekko głowę.
- Podnieca cię to, prawda? – Zapytał po chwili, a jedna z jego rąk powędrowała w kierunku jasnej czupryny Naruto. Złapał kosmyki jego włosów w palce i brutalnie pociągnął w tył. Uzumaki jęknął cicho, eksponując swoją szyję. Sasuke przejechał po niej nosem, wdychając zapach perfum blondyna. Uśmiechnął się pod nosem, kiedy Uzumaki zamruczał cicho.
- Nie zrobiłbyś tego. Boisz się – usłyszał w odpowiedzi pełen sarkazmu głos chłopaka. Naruto kolejny raz otarł się o Sasuke, wzdychając przy tym głośno. Obserwował bruneta spod półprzymkniętych powiem, prowokował go całym sobą. Różowy, zwinny język przejechał po górnej wardze, po czym Naruto wysunął go lekko, czekając na ruch Uchihy. Sasuke zacisnął mocno wargi, przyciągając chłopaka jeszcze bliżej siebie. Dłoń, która trzymała włosy Naruto, zmusiła chłopaka, by znów spojrzał na Uchihe. Blondyn uśmiechnął się lekko, wysuwając swój język nieco bardziej. Niemal dotykał jego ust.
Sasuke nie wytrzymał.


Naruto uśmiechnął się, czując usta bruneta na swoich. Uchiha całował go mocno, brutalnie, tak jak jeszcze nigdy nikt. Uzumaki jęknął mimowolnie, kiedy do gorących i jakże zdolnych warg dołączył również język. Naruto nie mógł nie uchylić chętnie ust.
Och, tak… Właśnie na to czekał.
Złapał Sasuke za kark i przyciągnął jeszcze bliżej siebie, pogłębiając pocałunek. Było mu tak dobrze, czuł, jak robi się coraz twardszy, kiedy ręce bruneta masowały jego tyłek, a Naruto nie mógł robić nic innego niż ocierać się o tego cholernego drania.
Jęknął głośno, starając się przejąć dominację. Ich języki złączyły się ze sobą, wywołując u obu magnetyczny, paraliżujący dreszcz. Byli tak blisko… I powoli zaczynało im już brakować powietrza. Naruto jednak nie chciał przerywać tego pocałunku, nigdy w życiu! Przyssał się do ust bruneta, mrucząc cicho, z aprobatą, kiedy język chłopaka lizał jego podniebienie. Czuł oddech Uchiha na swoich policzku, oddech, który parzył.
- Sasuke – stęknął, niezadowolony, że ten głupi drań jednak się od niego oderwał. – Sasuke – powtórzył, teraz już całkiem innym tonem. – Mmm – zamruczał, odchylając głowę w tył. Usta Uchihy sunęły po jego szyi, dłużej zatrzymując się na jabłku Adama i drażniąc je językiem. Po chwili poczuł, jak ręce bruneta podciągają jego czarną, obcisłą koszulkę w górę. Z zaangażowaniem pomógł mu ściągnąć z siebie górną część garderoby. Wyprężył mięśnie, czując na sobie nienasycone spojrzenie Uchihy.

wtorek, 14 grudnia 2010

Bom Bom! 23

AgiiChan, czemu twoje słowa miałyby mnie obrazić, nie rozumiem, nie powiedziałaś nic obraźliwego :P
Cloud, haha ty zawsze masz ochotę na harda :D ale powoli powoli, a do wszystkiego dojdziemy ;)
Daimon hah, kiedy inni mają nawał roboty ja mam urlop :) jak to mówią: głupi ma zawsze szczęście :) Haha, a w jakim kierunku poszła twoja wyobraźnia jeśli chodzi o ten basen cooo? ;> przyznaj się no tu! Tak, Kushina jak najbardziej jest uległą kurą domową, jednak chciałabym zachować jej pierwotny charakter, do którego krok po kroku będę dożyć.
Hibari, nie ma co ukrywać, mam cholerną słabość do wszystkich zawiłości i tajemnic, to mój mały fetysz :) Oczywiście, wszystkie tajemnice co do joty, się oczywiście wyjaśnią. I, o kurde, myślałam, starałam się kreować Sasuke na jak najmniej socjopatyczną osobę xD Ale pewnych rzeczy nie da się wykreślić, nawet różnicy między nim, a społeczeństwem :) Co do Sasuke i tego, czy się dowie kto pobił Naruto, to poczekamy, zobaczymy, jak to mówią ;)
Klaudia, nie w każdym rozdziale musi być akcja. Czasami potrzebne są takie spokojniejsze odcinki, żeby przygotować na wspomnianą "akcję". A Sasuś nie jest wspaniały? xD
shadowstar, a czego to byś się chciała jeszcze dowiedzieć? Jak już krytykujesz, to krytykuj, kochanie, konstruktywnie :) Bardzo chętnie poznałabym twoje zdanie i wskazówki, dzięki którym mogłabym zmienić to, co ci się nie podoba.
Sanu, haha! :D No, nie nie lubię Sakury, jestem stereotypową fanką sasunaru xD tak, starałam się właśnie przedstawić tak Sakurę, jako amerykańską dziewczynę, z takim właśnie filmów. Królową szkoły, która ma wszystko, a nie może zdobyć najprzystojniejszego chłopaka. W ogóle chciałam, żeby Bom Bom! było budowane na schemacie amerykańskich komedii. Bardzo się cieszę, że mały striptiz Naruto ci się podobał :)


Dwie sprawy:
1. Obiecałam kilku osobom, że wznowie pisanie Refuge, jednak ostatecznie postanowiłam, że reaktywacja Refuge nastąpi po skończeniu Bom Boma. Jak na razie nie mam siły na to opowiadanie. Jeden rozdział jest już napisany i chciałabym się was zapytać, czy chcecie, żebym go teraz opublikowała, czy zaczekacie do końca Bom Bom. Decyzja należy do was.
2. Zastanawiam się nad wprowadzeniem trójkąta miłosnego do akcji Bom Bom. To czy on będzie, czy nie, nie zakłóci w żadnym stopniu fabuły. I tutaj drugie pytanie, czy chcielibyście zobaczyć owy trójkąt miłosny (sasuke+naruto+/-ktoś trzeci, żeby nie było wątpliwości, nie chodzi o trójkąt erotyczny)?
3. Miała być jeszcze trzecia sprawa, ale zapomniałam co to było. Najwyżej dopisze w następnym rozdziale.



Rozdział betowany przez Sanu :)



Od pewnego czasu do Sasuke pisała jakaś dziewczyna. Oczywiście nie, żeby to naszą snowboardową gwiazdę jakoś dziwiło. W końcu, co chwila jakaś kobieta chciała z nim porozmawiać.
W pięknej nieznajomej, która dyskretnie atakowała osobę Sasuke od tygodnia, było jednak coś dziwnego – cholerna pewność siebie, znajomy cynizm i specyficzny magnetyzm.
Uchiha nigdy nie zawierał internetowych znajomości i w przypadku swojej nowej wielbicielki miał zrobić to samo, jednak jakiś impuls, najprawdopodobniej intuicja podpowiadała mu, żeby jednak kontynuował rozmowę. I takim właśnie sposobem poznał Ino.
Dziewczyna pochodziła z Miami, miała wygląd statystycznej amerykańskiej nastolatki: piękne, długie blond włosy, błękitne oczy i lekka opalenizna. Jako ekstra dodatek dysponowała pokaźnych rozmiarów biustem oraz smukłą, kobiecą sylwetką. Nie była słodka jak jego aktualna dziewczyna, ale do gorących kotek również się nie zaliczała. Sasuke lubił jednak blondynki i nie miał nic przeciwko zdjęciom, które dziewczyna mu przesłała. Bardzo dobrze mu się również z nią pisało, dlatego od tygodnia pogłębiał znajomość z tą tajemniczą, intrygującą dziewczyną. Wiedział, że skrywa ona jakiś sekret, w końcu nie bez przyczyny do niego napisała. I stopniowa Sasuke zaczął jej nawet ufać.

Naruto uśmiechnął się lekko do Hinaty, która piła właśnie soczek w kartoniku. Momentalnie się nim zakrztusiła i o mało nie połknęła plastikowej słomki. Naruto poklepał ją po plecach, ratując tym samym życie dziewczyny.
Jedli lancz w towarzystwie ciekawskich spojrzeń całej szkoły. Wciąż nie opadło zdziwienie, jakie niosły ze sobą pseudo związki i wszystkim trudno było zaakceptować nowości, dlatego z niedowierzaniem i podejrzliwością obserwowali dwie pary przyszłych kochanków.
Naruto postanowił grać w grę, w jaką od tygodnia zabawiali się ze snowboardową gwiazdą. Szybko zlokalizował Uchihę, który, jakżeby inaczej, obserwował bacznie blondyna, uśmiechając się do niego obezwładniająco. Chłopak nawiązał z nim kontakt wzrokowy i nie czekając na nic, pocałował Hinatę w policzek. Może nie był twardzielem, ale na nic więcej się nie zdobył, żadnej pornografii!
Czarne oczy błysnęły niebezpiecznie, po czym Sasuke pocałował Sakurę w usta. Snowboardowy król również nie był twardzielem. Uchiha oderwał się od swojej dziewczyny tak szybko, że można by mieć wątpliwości, że Haruno naprawdę mu się podoba.
Oprócz zabawy w obłapianie swoich dziewczyn, Uzumaki miał jeszcze inne zajęcie, które niezwykle wpływało na poziom szczęścia u chłopaka.
Naruto był mistrzem, był niekwestionowanym mistrzem, a jego plan awaryjny okazał się jeszcze lepszy niż zabawy z Uchihą. Naruto był szczęśliwy, a to tylko i włącznie zasługa Sasuke.


Sasuke myślał. Myślał na biologi, francuskim, matematyce i historii USA, myślał nawet na zajęciach z wychowania fizycznego. Pan Uchiha miał bowiem problem i musiał się go jak najszybciej pozbyć. Problem Sasuke nazywał się Sakura Haruno, która stała się jego cieniem. Dziewczyna była z nim wszędzie i nie dawała mu żyć, uprzykrzała mu życie na wszystkie możliwe sposoby, a najlepsze było to, że robiła to zupełnie nieświadomie. Sasuke był na treningu, ona mu kibicowała, Sasuke gadał z kumplami, ona mu towarzyszyła, Sasuke wracał do domu, ona lgnęła za nim jak ćma za światłem. Dlatego właśnie nasza snowboardowa gwiazda musi coś zrobić, bo inaczej, brzydko mówiąc, ocipieje i tyle pozostanie z takiego dumnego, przystojnego samca alfa.
Był tylko jeden sposób, by się pozbyć problemu. I nie, moi drodzy, rządni krwi czytelnicy, morderstwo Sakury nie wchodziło w grę. Szczerze powiedziawszy, to zerwanie z dziewczyną również. Uchiha, gdyby pierwszy odpuścił, przegrałby z Uzumakim, a do tego nie można było dopuścić, prawda? Był więc tylko jeden sposób na zminimalizowanie problemu Sasuke: trzeba było znaleźć Haruno jakieś zajęcie. Najlepiej wymagające wyrzeczeń, zabierające czas i energię. Och, najbardziej jak to możliwe wyczerpujące.
Sasuke myślał i myślał, analizował zainteresowania Sakury i możliwości zimowego miasteczka, aż w końcu doszedł do jednego wniosku – najwyższa pora odkurzyć starą pasję jego dziewczyny, łyżwiarstwo figurowe. Trenowała je dopóty, dopóki nie przerzuciła się na pasję swojego księcia z bajki. A że nie była wystarczająco dobra w snowboardingu, w przeciwieństwie do dawnej dyscypliny sportu, którą uprawiała, najwyższa chyba pora, aby księżniczka wróciła na lodowisko. Z pewnością kilka słów Sasuke wystarczy, by dziewczyna znów się zaangażowała, a jeśli słowa nie wystarczą… Pan Uchiha nie jest damskim bokserem, jednak człowiek zdesperowany jest zdolny do wszystkiego. To był jednak najczarniejszy scenariusz, jaki mógł zaistnieć.
Sasuke uśmiechnął się więc do siebie szeroko. Już niedługo jego problem zniknie prawie całkowicie.


A jak przedstawia się sytuacja w domu Naruto? Cóż, jak to mówią – punkt siedzenia zależy od punktu patrzenia.
W jego wspaniałej, patologicznej rodzinie zaszło kilka diametralnych zmian.
Po pierwsze, ojczym miał wybitego zęba. Zgadnijcie, kto mu go wybił? Tak, moi drodzy, Naruto, kiedy go uderzył tydzień temu. Brawa dla naszego dzielnego bohatera. A pan Uzumaki, gdy tylko się o tym dowiedział, chciał nawet oprawić zęba swojego ojczyma w ramkę, potraktować jak prawdziwe trofeum wojenne, ale jak to w takich przypadkach bywa, ząb został wyrzucony. Naruto aż tak bardzo nie chciał go mieć, żeby przeszukać śmietnik z tygodniowymi odpadkami ich rodziny.
Druga zmiana, jaką można było zaobserwować, zaszła w Kushinie. Matka Naruto z dnia na dzień stawała się coraz pewniejsza siebie. To była dość miła zmiana, bo jej syn zaczął czuć się przy niej coraz pewniej, zaczął jej nawet ufać. Może Iruka miał rację? Naruto powinien zbudować relacje z matką, powinien u niej zamieszkać i stworzyć coś, czego nigdy nie miał? Stworzyć rodzinę? W sumie, to nie był taki zły pomysł, bo jeśli głębiej się nad tym zastanowić, gdyby Naruto nie przyjechał do śnieżnego miasteczka, nigdy nie poznałby Sasuke. A to, bez dwóch zdań, byłaby kolosalna strata.
No cóż, Naruto musiał to przyznać, chociaż się tego wstydził. Burknął więc cichutko, aby nikt nie słyszał:
- Coraz bardziej mi się tutaj podoba.
Spojrzał na swoje odbicie w lustrze, które kiwnęło mu głową na te słowa. Trzeba dodać, że jego odbicie było równie zakłopotane i zawstydzone tym wyznaniem, co on.
Ostatnia zmiana, jaka zaszła w ich domu, nie była miła. Jego wstrętna przyrodnia siostra miała chodzić razem z nim na imprezy. Miał ją brać wszędzie tam, gdzie był Uchiha. Och, a mało tego! Naruto na imprezach miał pilnować kochanej córeczki jego ojczyma. Miała stać się oczkiem w głowie Uzumakiego. Krótko mówiąc - do kitu. Ale nie, był jeden malutki plus tej sytuacji. Jeśli ktoś miałby zabrać się za jego siostrę, Naruto z pewnością musiałby mu dopłacić, żeby cokolwiek z nią zrobił. A Uzumaki, choćby znalazł jakiegoś jelenia, nie miałby mu czym wynagrodzić tego ciężkiego doświadczenia.
- Wyglądasz oszałamiająco – zapewniło go jego odbicie i chłopak był w stanie mu uwierzyć.
Pan Uzumaki nie miał żadnych środków na koncie, jego portfel cierpiał na anoreksję, lecz był ktoś, kto mógł go uzupełnić.
Naruto wybierał się właśnie do matki Sasuke, która tydzień temu zaproponowała mu pomocną dłoń i najwyższa pora, by Uzumaki ją w końcu przyjął.
Jego siostra poszła z nim do pensjonatu, w nadziei, że spotka snowboardową gwiazdę.

Zaskoczona Mikoto patrzyła na syna swojej przyjaciółki, który prosił ją o pracę. To było naprawdę dziwne, nie sądziła, że ktoś taki jak Naruto się przełamie i przyjmie od kogoś pomoc. Jego ojciec był inny, matka również, ale ten chłopak… Wciąż nie miała do niego pewności.
Uśmiechnęła się do niego – przyjaźnie, ale i dumnie, z wystudiowaną, uprzejmą wyższością. Mikoto Uchiha była wyjątkowo władczą kobietą, która pomimo całej swojej żądzy dyrygowania ludźmi, wciąż pozostawała przyjazną, ciepłą osobą, doprawdy prawdziwą damą.
- Chodź do kuchni, pokaże ci, co będziesz robił.
Naruto kiwnął głową nieco zawstydzony, jednak to nie zaskoczyło Mikoto. Tydzień temu, gdy jej syn urządzał przyjęcie, i kiedy jego koledzy podtopili Naruto, chłopak wychodząc z pensjonatu był zimnym, rozgniewanym człowiekiem. Nie ma się oczywiście, co dziwić. W końcu nie co dzień ktoś stara się nas utopić, nie ponosząc za to żadnych konsekwencji. Mikoto jednak w tamtej właśnie chwili zauważyła w osobie Naruto bardziej niż zwykle pewnego znienawidzonego człowieka, którego nie znosiła całym sercem. Naruto przypominał jej w tamtej chwili jak nigdy wcześniej Minato Namikaze.
Dlaczego postanowiła dać temu chłopakowi szansę? Ponieważ Naruto to nie tylko syn Minato, to również syn Kushiny, a Mikoto zrobiłaby wszystko, żeby mieć cząstkę swojej przyjaciółki jak najbliżej siebie.
- Będziesz kelnerem, ale czasami też będziesz robił desery. Zawsze się znajdzie jakaś praca – wyjaśniła z ciepłym uśmiechem na ustach.
Naruto po raz kolejny skinął głową, rozglądając się z zainteresowaniem po wielkiej, profesjonalnej kuchni. Z nieskrywaną ciekawością patrzył na kolosalne piece, głębokie zlewy i kilkukomorowe lodówki, wszystkie trzy razy masywniejsze i większe niż w normalnej kuchni.
- Nie jesteś jeszcze pełnoletni, więc nie mogę cię zatrudnić na pełny etat. Będzie przychodził do nas po szkole i pracował cztery godziny, w weekendy zobaczymy.
Mikoto po raz kolejny uśmiechnęła się do blondyna, a Naruto po raz kolejny skinął głową. Po chwili między nimi zapanowała nieprzyjemna cisza. Uzumaki zniecierpliwiony spojrzał na drzwi od kuchni, przez które z pewnością chciał już wyjść, a matka Sasuke patrzyła na niego przenikliwie. Zastanawiało ją, czy chłopak wie cokolwiek o Minato. Uśmiechnęła się delikatnie, z sugestią groźby.
- Jesteś niezwykle podobny do swojego ojca, Naruto – zaczęła, jednak na jej słowa syn Kushiny jedynie wzruszył ramionami. – Domyślam się, że nigdy go nie poznałeś, prawda? – Ciągnęła, umiejętnie dążąc do sedna sprawy, stopniowo dawkując swoje słowa. Kiedy Naruto nie odpowiedział, postanowiła zaatakować po raz kolejny. – Wiesz, że gdyby nie on, miałbyś prawdziwą rodzinę? Nigdy nie spotkałby cię taki los…
Naruto popatrzył na nią groźnie, marszcząc swoje jasne brwi.
- Wiesz, gdzie teraz jest twój ojciec? – zapytała, a jej oczy zabłyszczały tak, jak jeszcze nigdy u nikogo.
- Gdzie?
- W więzieniu, Naruto, w więzieniu.



Sasuke wrócił w końcu do pensjonatu, w którym czekała na niego niespodzianka. A w zasadzie czekały na niego dwie niezwykle irytujące niespodzianki, jedna lepsza od drugiej.
Kiedy młody Uchiha przekroczył próg swojego domu, poczuł na sobie parę zielonych, wygłodniałych oczu, które zawsze go śledziły. Całe szczęście, nie były to oczy jego dziewczyny . Były to oczy siostry przyrodniej Naruto. Uchiha zdziwił się jej obecnością, ponieważ rudowłosa dziewczyna nigdy nie zapuszczała się aż tak daleko. Bądź co bądź, są pewne granice, których nie wolno przekraczać i nawet największa gwiazda ma prawo do kilku gramów prywatności.
Sasuke szybko jednak dowiedział się, dlaczego siostra Uzumakiego niepokoi go w jego własnym domu. Biedny król snowboardu przeżył niemały szok, gdy kalifornijski surfer, jego uroczy przyjaciel, postanowił go obsłużyć. Ubrany w gustowny i jakże stylowy uniform, z białą ścierką przewieszoną przez ramię i wyposażony w oszałamiający uśmiech, który z pewnością odbierał brunetowi apetyt.
- Co podać? – zapytał Naruto uprzejmym głosem, mrugając do Uchihy zalotnie. Sasuke zrobił zniesmaczoną minę.
- Co to, kurwa, ma być? – Niegrzecznie było odpowiadać pytaniem na pytanie, ale w tym wypadku Sasuke nie czuł się winny.
- Uczę się podawać posiłki. Od środy będę tutaj kelnerem – wyjaśnił, niezrażony nieuprzejmością swojego klienta. Uśmiechnął się jak słoneczko, a Uchiha w tym momencie przypominał istną chmurę gradową. Co się zresztą dziwić? Sasuke z pewnością nie był przygotowany na takie niusy.
- Kto dał ci robotę? – Zapytał podejrzliwie, wciąż nie mogąc uwierzyć w swojego pecha. Nie było jednak mowy o pomyłce, ktoś musiał w końcu ubrać Naruto we wdzianko zawodowego kelnera i nauczyć go obsługiwać gości. A patrząc na klasyczny frak, w który blondyn był przyodziany, można powiedzieć, że właśnie spełniał się jeden z koszmarów Sasuke z Uzumakim w roli głównej. Jak na razie tylko taki rodzaj snów nasza snowboardowa gwiazda miewała o jasnowłosym młodzieńcu.
- Twoja matka, nie pamiętasz? Tydzień temu zaproponowała mi pracę.
Sasuke pamiętał, oczywiście, że pamiętał, ale nie przypuszczał, że jego matka mówi poważnie, sądził, że chce tylko udobruchać Naruto, żeby chłopak nie zadzwonił na policję. No i przede wszystkim, nie przypuszczał, że Uzumaki jednak ukorzy się i przyjmie pomocną dłoń. To było naprawdę dziwne. I… cóż, dlaczego tego nie wykorzystać?
- Co, Naruto? Nie masz pieniędzy, że musisz sobie po godzinach dorabiać? – Sasuke uśmiechnął się do niego nonszalancko, specjalnie mówiąc takim niskim, zmysłowym głosem. Blondyn drgnął niepewnie, a w jego oczach pojawił się ładny błysk, wróżący coś naprawdę ciekawego.
- A żebyś wiedział! W Los Angeles zarabiałem na zawodach surfingowych – mruknął, uśmiechając się z satysfakcją, kiedy tylko Uchiha zamrugał zaskoczony. Brunet szybko jednak odzyskał rezon.
- I z pewnością jeszcze na innych rzeczach – mrugnął do niego prowokacyjnie, wiedząc, że Naruto zrozumie aluzje. Dla pewności spojrzał na swoją szklankę, skłaniając Uzumakiego, żeby podążył za jego wzrokiem. Ręka Sasuke poruszała się powoli po wysokim szkle, przywodzą na myśl bardzo niegrzeczną czynność. Naruto widząc to, prychnął poirytowany i odszedł. Zaraz potem Sasuke dostał talerz ze swoim obiadem. Z ust kelnera wydobyło się ciche i jakże nieuprzejme „smacznego”. Uchiha chyba po raz pierwszy od dawna bał się zaryzykować.
- Skąd mam mieć pewność, że czegoś nie dodałeś do jedzenia? – zapytał podejrzliwie, dyskretnie odsuwając od siebie talerz.
- W rodzaju tabletki gwałtu? Wybacz kochanie, jednak jeśli chciałbym cię zgwałcić, nie potrzebowałbym żadnej tabletki. Oddałbyś się bez żadnych dragów, szczególnie mnie – szepnął Naruto, uśmiechając się do niego zwycięsko. Och, ten mały diabeł, kiedy chciał, również umiał mówić takim niskim, seksownym głosem, że aż…
Sasuke przysunął do siebie talerz, zabierając się powoli za jedzenie. Postanowił zignorować głupie odzywki tego kretyna. W końcu ktoś musi tutaj być mądrzejszy, prawda?
Uzumaki jak na złość nie dawał Sasuke spokoju. Już po chwili zjawił się koło niego z podstępnym uśmieszkiem na swoich ustach.
- A teraz, żeby umilić ci obiad… - Zamachnął się, przywołując swoją przyrodnią siostrę. Dziewczyna podeszła do nich z wielkim, ognistym rumieńcem na swoje lekko pucołowatej twarzy
- Cześć, Sasuke – sapnęła, a z jej czoła prosto na stół spadła wielka kropla potu. Sasuke jedynie dzięki wrodzonemu refleksowi w porę udało się odsunąć talerz. Spiorunował swojego osobistego kelnera wzrokiem, lecz Uzumaki nic sobie z tego nie robił. Uśmiechnął się jedynie jeszcze radośniej.
- To moja pomocnica – mrugnął do niej porozumiewawczo. – Będzie ci podcierała brodę, kiedy uleci ci jedzenie – zapewnił go i chyba chciał jeszcze coś dodać, jednak jego siostra przerwała mu stanowczo.
- Ty kretynie! – krzyknęła, a w jej zielonych oczach pojawiły się łzy. Kiedy tylko jej spojrzenie skrzyżowało się ze wzrokiem Uchihy, odwróciła się na pięcie, szybko wybiegając z pensjonatu. Naruto warknął pod nosem.
- Wielkie dzięki – syknął poirytowanym głosem. – Teraz ojciec mnie zabija, jak tylko się dowie, jak ją przed tobą upokorzyłem! – Wyjaśnił i jakby nigdy nic, odsunął sobie krzesło i usiadł koło Uchihy. Sasuke spojrzał na niego oburzony. – Mógłbyś chociaż udawać, że ci się podoba czy coś! – Podsunął mu ten pomysł, na który Sasuke jedynie prychnął.
- Czyli co? To twój ojczym cię wtedy pobił? – zapytał po chwili, uważnie obserwując twarz Uzumakiego. Chłopak drgnął niepewnie, jednak zaraz potem szalenie niebieskie oczy błysnęły groźnie.
- Po pierwsze, to nie twoja sprawa! – syknął ostro, pochylając się jednocześnie nad stolikiem. – A po drugie, już ci powiedziałem, kto to zrobił!
- Kiba?
- Tak, Kiba!
Sasuke uśmiechnął się lekko. Jeszcze nigdy nie widział takiego blondyna. Zimnego, wściekłego, niemal diabolicznego. Oblizał usta, bez dwóch zdań taki Naruto jak najbardziej mu się podobał.
- Niech ci będzie, to twoja sprawa – wyszeptał po długiej chwili, z fascynacją obserwując zmianę na twarzy blondyna. Naruto był niezwykle ciekawym punktem obserwacji.
- I tak wiem, że dalej będziesz się mną interesował!
- Tobą? – Sasuke otworzył szeroko oczy, będąc w głębokim szoku. – Bądź co bądź, jesteś ciekawą wadą genetyczną, ale nie przesadzajmy. Nigdy nie interesowałem się tobą bardziej niż to konieczne.
- Pf! – Blondyn prychnął z pogardą, jednak po chwili uśmiechnął się złośliwie. – Zawsze miałeś słabość do blondynów. Zwłaszcza takich niewinnych jak ja.
- Jasne, kręcą mnie mikroskopijne genitalia – zripostował lakonicznie i puścił do Naruto oko. Uzumaki zmarszczył groźnie brwi, jeszcze bardziej pochylając się nad stołem. Sasuke uśmiechnął się obezwładniająco. – No, co mi chcesz powiedzieć?
- Że pewnie wolisz cycate blondynki, co? Z ciętym językiem i cholernym poczuciem humoru. Taka żeńska wersja mnie – oczy Naruto były rozgniewane, jednak głowa z pewnością w tym momencie nie myślała. Uzumaki przerzucił ją w stan kwarantanny. Sasuke był zbyt inteligentny, żeby nie dostrzec tej aluzji.
Zrozumiał.
Cycata blondyna, która nosiła imię Ino to, tak naprawdę, nikt inny jak Naruto. Sasuke wiedział, że skądś już zna te żałosne teksty, którymi dziewczyna go zasypywała.
I tym razem nic nie odpowiedział, udając, że słowa Naruto cholernie go dotknęły. Burknął jedynie coś urażony, w duchu jednak uśmiechał się diabolicznie. Nie mógł zdradzić, że odkrył tajemnicę Uzumakiego. Skoro już dowiedział się, kim jest Ino, dlaczego nie zabawić się kosztem Naruto? W końcu blondyn chciał to samo zrobić z nim.
Oczy Naruto błysnęły zwycięsko, uśmiechnął się złowrogo i z takim właśnie uśmiechem odszedł, obiecując przynieść specjalny deser.
- Co to jest? - Sasuke zrobił podejrzliwą minę, gdy blondyn w końcu przyniósł mu deser. Naruto stanął za Uchihą, oparł dłonie na jego ramionach i przybliżył usta do jego ucha, pieszcząc je oddechem. Z czułością odgarnął czarne pasmo włosów. Na ten gest Sasuke spiął się w sobie.
- Kochanie – zaczął Uzumaki, z taką pewnością siebie, jakiej brunet jeszcze nigdy u chłopaka nie widział.
- No? – zapytało kochanie Naruto.
- Mam słabość do lodów! – oświadczył, śmiejąc się cicho. – I postanowiłem ci jednego zrobić!
- Z białą polewą? – Sasuke nie wydał się przekonany, z prawdziwą podejrzliwością przyglądał się zawartości kryształowego pucharku. W środku niezidentyfikowana biała substancja przyozdobiona była wiórkami czekolady. Sasuke miał jakoś bardzo jednoznaczne skojarzenia.
- No spróbuj! – zachęcił go Naruto. – Ta polewa jest wyjątkowo słodka, sam się zdziwisz – zapewnił go, po czym dodał: - Dam ci radę, jak facet facetowi, dzięki której zrozumiesz specyfikę tego płynu. Słuchaj uważnie: kiedy jesz ananasy, twoje banany wydają słodsze soki.
Mina Sasuke była śliczna, naprawdę uroczo. W lot pojął słowa swojego koleżeńskiego przyjaciela, wiedząc, że zapamięta je na całe życie.
- Prawdziwe owocowe szaleństwo – mruknął, odsuwając od siebie specjalny deser Naruto.

Była sobota. Wspaniały śnieżny dzień, w sam raz na zimowe szaleństwo, jednak Sasuke, snowboardowy król, tym razem nie szlifował swoich umiejętności na Half Pipe czy Big Air. Sasuke tym razem postawił na freeride i wraz ze swoimi kumplami wybrał się w poszukiwaniu dziewiczych szczytów.
Freeride to dyscyplina, która wyznaczyła kierunek snowboardingowi. Tak zwany ‘powrót do korzeni’, poszukiwanie tego, co w snowboardingu jest najważniejsze – wolności i swobody, bezpośredniego kontaktu z naturą.
Razem z kumplami Sasuke wędrował, więc po górskich szlakach, szukając nienaruszonego puchu, by zostawić na nim najlepszy ślad, zjazd idealny, na który było stać jedynie Uchihę.

Sasuke wrócił diabelnie zmęczony, dlatego postanowił umówić się ze swoimi kumplami na późniejszą godzinę. Mieli oglądać mecz towarzyski ich ulubionej drużyny, który był przedsmakiem zbliżającego się sezonu. Czego mecz - zapytacie? Odpowiedź jest prosta i oczywista. Mecz hokeja, który był z pewnością królem sportów zimowych.
Sasuke spokojnie wracał do domu, żeby się wykąpać i coś zjeść. Nie spieszył się, chociaż na pewno powinien. Zwłaszcza, gdyby wiedział, kogo jego kumple spotkali po drodze.


Naruto gapił się na swoje nowe towarzystwo, towarzystwo, niczym stado hien, uśmiechało się do niego złowrogo. Tylko w oczach jednej osoby nie gościła jawna nienawiść. Naruto uśmiechnął się przyjaźnie do Rocka Lee. W końcu to on przyczynił się do zwycięstwa nad tym snobistycznym dupkiem, Sasuke. Gdyby nie chłopak w obcisłym kombinezonie, Naruto nigdy nie znalazłby strony internetowej, na której Uchiha najczęściej siedzi, nie poznałby jego nicku i nie mógłby wprowadzić swojego diabolicznego planu w życie. Sasuke złapał przynętę i Naruto był już w zasadzie na wygranej pozycji. Jego eks, Ino, słodka i rozwiązła przysłużyła mu się nawet po tym, jak już nie są razem.
Jednym słowem wspaniale. A nie, zaraz. Aktualnie nie było wspaniale.
- Mam nadzieję, że nie chowasz do nas urazy za ten incydent z imprezy Uchihy, co? – zaczął Neji poważnym tonem i naprawdę brzmiał jak rasowy prawnik.
Chować, to można węża w spodniach, pomyślał Naruto, jednak nie wypowiedział tego głośno. Zamiast tego zapytał:
- Czemu mnie tu zaprosiliście?
Chłopcy kątem oka śledzili wywiad z jakimś hokeistą przed rozpoczęciem rozgrywki, jednak z pewnością dużo bardziej interesował ich Uzumaki.
- Sasuke zaraz przyjdzie – mruknął od niechcenia Lee, jakby dostrzegając w relacjach Uchihy i Naruto coś dziwnego, niemal zabronionego.
- Sasuke zajmuje się z pewnością Sakurą – odparł Naruto, czując się zaatakowany. Rock słysząc słowa blondyna, drgnął wyraźnie. Uzumaki uśmiechnął się nagle łobuzersko i niebezpiecznie. Wpadł na pomysł, a nad jego jasną łepetyną zapaliła się lampka. Oto kolejny genialny plan z cyklu: „ Jak dokopać Sasuke i zrobić dobry uczynek jednocześnie”. – Ej, Rock? – Zagaił, pozornie obojętnym, zblazowanym tonem. – Jeździsz na łyżwach, nie? – Naruto wiedział, że Lee specjalizuje się w łyżwiarstwie szybkim. Podobno był w tym dość dobry.
- Jeżdżę – odpowiedział mu uprzejmie, nieświadomy zagrożenia.
- A próbowałeś kiedyś łyżwiarstwa figurowego? Twoje wymiary są idealne do tej dyscypliny. – Uzumaki guzik się znał na łyżwiarstwie figurowym, jednak teraz udawał eksperta w tej dziedzinie. – Świetnie wyglądasz w tych obcisłych kostiumach i… o! Mógłbyś partnerować jakiejś łyżwiarce, na przykład Sakurze. – Lee spojrzał na niego z nadzieją, a Naruto zrobiło się naprawdę żal chłopaka. Dopiero teraz, widząc tą minę, zaczął żałować, że zachęcił go do spróbowania poderwania Sakury. Wiadomo było, że Lee nie ma u dziewczyny żadnych szans, nawet Naruto nie miał, więc tym bardziej możliwości, by Haruno zamieniła Uchihę na Rocka były… Naruto mimowolnie uśmiechnął się do swoich myśli. Sakura nie była na tyle głupia, by zamieniać Sasuke na kogokolwiek.
Lee nie umiał dobierać sobie przyjaciół. Neji i Kiba w lot podłapali aluzję Naruto i również zaczęli zachęcać przyjaciela do spróbowania swoich sił w tańcu na lodzie. A jak łatwo się domyślić, łatwowierny Rock we wszystko uwierzył. Naruto westchnął ciężko. Manipulacja ludźmi nie była przecież jego hobby i przerażał go fakt, że coraz bardziej zaczynał upodabniać się do Uchihy. Łudził się, a nawet więcej, miał szczerą nadzieję, że to jednak tylko chwilowe zamroczenie.
- Chcesz zagrać w Bom Bom? – zapytał nagle Kiba, a jego oczy błysnęły groźnie.
- Mafia, runda druga? – Naruto wydał się znudzony. Odchylił się na krześle i zaczął się huśtać, patrząc na wszystkich z pogardliwym uśmieszkiem. Uchiha już się przekonał, że ta dziecinna gierka nie jest wcale taka fajna, najwyższa pora żeby i reszta się o tym dowiedziała.
- W prawdziwe Bom Bom – mruknął Neji takim głosem, że Naruto naprawdę wydał się zaintrygowany.
- Prawdziwe?
- Prawdziwe Bom Bom obejmuje głównie zakłady. Jest jak hazard. Zakładamy się o pieniądze, a kto wygra grę, musi wykonać zadanie, żeby zgarnąć kasę.
Naruto momentalnie przestał huśtać się na krześle.
- Będziemy grać o kasę? – Uśmiechnął się podstępnie, a jego oczy zaświeciły się lekko. Kasa była czymś, czego mu naprawdę brakowało, a jeśli wygrałby ten zakład, wówczas może mógłby zrezygnować z pracy kelnera?
- Jako nowicjusz nie musisz wykładać pieniędzy – mruknął wspaniałomyślnie Neji, a Uzumaki nawet się nie zastanawiał. Kasa była mu potrzebna, więc czemu nie zaryzykować? W końcu co takiego może się stać? Drugi raz topić go raczej nie będą.
- Wchodzę w to! – zadecydował, a jego towarzystwo uśmiechnęło się złowróżbnie.
- Umiesz grać w pokera, Uzumaki?
- Byleby nie rozbieranego – Naruto machnął lekceważąco ręką.


Sasuke w końcu dotarł na miejsce. Był poważnie wkurzony i lepiej, żeby nikt mu teraz nie stanął na drodze. Mecz trwał w najlepsze, a on dopiero teraz przyjechał do małej kwatery ich ekipy. Głupi Itachi, czemu akurat teraz musiał go zatrzymać! Oczywiście, gdyby nie jego ojciec, mógłby spławić swojego głupiego brata, jednak oni wybrali sobie najlepszą porę na pogawędki o interesach i przedstawienie Sasuke jakiegoś głupiego, wpływowego salcesonu, który mógłby zostać sponsorem Uchihy.
Brunet kopnął w jakiś papierowy karton i szybko wbiegł po schodkach, prowadzących do ich małej kwatery. Kiedy tylko wszedł do środka, momentalnie napotkał gęby swoich kumpli śmiejących się do rozpuku, nie wiadomo z czego. Ich zespół przegrywał aż pięcioma punktami.
- Jestem – poinformował towarzyszy oziębłym tonem, na który momentalnie przestali się śmiać, zamierając w pół ruchu. Sasuke spojrzał na nich zaskoczony, co jak co, ale nie takiej reakcji się spodziewał. Wiedział, że budzi respekt, no ale bez przesady…
- Przyszedłeś? – Neji wydał się głęboko zdumiony tym faktem.
- To takie dziwne?
- Nie, ale… - Kiba zachichotał niespodziewanie, zakrywając usta dłonią, jak jakąś nastolatka. Jego oczy błyszczały nienaturalnie.
- Co braliście? – Uchiha westchnął zrezygnowany, jednak jego przyjaciele wzruszyli jedynie ramionami, zapewniając, że są czyści. Sasuke zmrużył poirytowany oczy, stanowczo nie był w nastroju do żartów, szczególnie bandy tych idiotów.
- No to, kurwa, o co chodzi? – Usiadł na fotelu, biorąc do rąk puszkę piwa.
- Graliśmy w Bom Bom – mruknął Rock złowrogim głosem.
Lee był spokojnym, kompromisowym człowiekiem, ale istniało kilka rzeczy, które wyprowadzały go z równowagi. Sasuke w zupełnie okrutny i niehumanitarny sposób odebrał krzaczastobrwistemu koledze miłość jego życia. Nie ma się więc co dziwić, że Rock żywi do niego urazę. Lee nie jest człowiekiem, który się mści, jednak Sasuke musi uważać.
- Baliście się porażki, że nie zaczekaliście na mnie? – Uchiha uśmiechnął się z ironią, patrząc na zebranych. I wtedy Rock zaatakował, zemścił się, chociaż nie był człowiekiem mściwym.
- Graliśmy z Uzumakiem – padła odpowiedź, która sprawiła, że Sasuke opluł się pitym właśnie piwem. Teraz naprawdę przydałaby mu się siostra przyrodnia tego kretyna, żeby wytarła mu brodę. A już najbardziej, przydałby mu się sam Uzumaki. Jakoś miał złe przeczucia.
- Wygrał zakład, prawda?
- Sto dolarów, mała nagroda w zamian za zemszczenie się na tym skurwysynu – wyjaśnił Kiba, którego duma aż unosiła nad ziemią. Z pewnością liczył na pochwałę od Uchihy.
- Zbierało mu się już od samego początku! – prychnął Neji, który mówił z takim samym chorym zadowoleniem. – Za to, że kiedyś wkopał nas w te cholerne roboty na rzecz szkoły, za moją kuzynkę, którą bezkarnie obmacuje i…
- I za to, że ogólnie istnieje – dokończył z radością Kiba, wznosząc toast. Sasuke zmarszczył brwi.
- Gdzie go wysłaliście tym razem? – Zapytał z prawie niedostrzegalnym niepokojem. Jego niepokój nie został wyłapany przez Kibę, Neji`ego ale zauważył go Lee. Chłopak zmrużył swoje idealnie okrągłe, wyłupiaste oczy, przez co wyglądał naprawdę przerażająco.
- Na czarny stok – poinformował go uprzejmie Rock.
- I niby wierzycie, że wykona zadania? – Sasuke odetchnął z wyraźną ulgą. Uzumaki jest sprytny, wystarczająco sprytny, żeby nie dać się nabrać.
- Wsadziliśmy go w kolejkę, nie ma już odwrotu.
- Ach, te znajomości! – Kiba mrugnął wesoło. – Się zna operatorów kolejki, którzy mają u mnie dług wdzięczności, się ma Uzumakiego na czarnym stoku!
- Daliśmy mu deskę Kiby – poinformował Rock.
- Co go nie zabije, to go tylko wzmocni – dodał Neji z podstępnym uśmieszkiem.
Sasuke słysząc to poderwał się momentalnie, z wyrazem zimnej furii wymalowanej na twarzy. Hyuuga i Inuzuka spojrzeli na niego zaskoczeni i tylko oczy Lee błysnęły zrozumieniem.
- Co wy, do kurwy nędzy, zrobiliście?! – syknął, przypierając Kibę do fotela. Chłopak krzyknął zaskoczony, ale i wystraszony. – Jeśli w coś przywali, dostaniecie dożywocie, a ja już o to osobiście zadbam – zagroził, szybko wychodząc z ich małej, przytulnej klitki.


Naruto rozglądał się zdezorientowany po pustym stoku. Wywlekł się z kolejki, która momentalnie się zatrzymała, kiedy dotarł na miejsce, odcinając mu bezpieczną drogę powrotu na dół. Patrzył w dół, na miasteczko i widząc odległość, jaką ma do pokonania, uznał, że chyba dał się wrobić.
- Cholera! – Mruknął w przestrzeń, nie wierząc w swoją głupotę. Zwykła stówa wystarczyła, żeby zamroczyć blondyna. A jeszcze Neji i Kiba… przecież to było oczywiste, że chcą dokonać zemsty, której tydzień temu nie udało im się zrealizować! To było takie oczywiste… - To wszystko wina tego cholernego Uchihy! - zapewnił siebie. Gdyby nie to, że głupi kumple tego snobistycznego kretyna nie zapewniali go, że za niedługo Sasuke przyjdzie, z pewnością Naruto nigdy by się nie zgodził na ten chory zakład. Pewnie Uchiha sam to wszystko zaplanował! I pomyśleć, że dzięki jego obecności Naruto czuł się bezpiecznie. Przecież to są jakieś kpiny!


Sasuke w końcu stanął na szczycie stoku. Siłą zmusił kumpla Inuzuki, do uruchomienia tej cholernej kolejki. Na wszelki wypadek zabrał ze sobą snowboard, gdyby ten kretyn jednak odważył się zjechać i Sasuke był zmuszony szukać go dalej, niż przewidywał.
Rozejrzał się wokoło. Powoli zaczynało robić się już naprawdę ciemno, a to zły znak. Z tej części gór rozciągał się piękny widok na śnieżne miasteczko, chociaż Sasuke doskonale wiedział, że wyżej jest jeszcze ładniej. Całe szczęście, że jednak nie zaszedł wyżej, pomyślał, patrząc na szczyt najbardziej stromej góry. To od niej zaczynał się czarny stok, jednak oczywistym było to, że Uzumaki i tak zabije się na najłagodniejszym odcinku szlaku, który dostał mu się w zakładzie. Bądź co bądź, nawet doświadczony snowboardzista musiał uważać u podnóża czarnego stoku.
Sasuke spojrzał na ciemne, złowrogie drzewa, które rzucały potężne cienie na biały śnieg. Ciemnoniebieskie niebo, na którym powoli można było dostrzec pojedyncze gwiazdy i cisza, wszechogarniająca wszystko cisza. A potem Sasuke dostrzegł ślady. Niezbyt wyraźne, jednak widać było, dokąd skierował się ten kretyn. Uśmiechnął się do siebie, teraz będzie mu dużo łatwiej znaleźć blondyna. Nie zwlekając, podążył wzdłuż śladów, w duchu przysięgając, że kiedy tylko znajdzie tego naiwnego idiotę, pozera, osobiście ukręci mu kark.


- Naruto! – Usłyszał nad sobą krzyk. Znał też głos aż nazbyt dobrze, dlatego na jego usta wpłynął błogi uśmiech. Ocalony.
Było mu zimno, było mu tak cholernie zimno, iż podejrzewał, że zaraz zamarznie. Leżał na przeszywająco chłodnym śniegu z rozłożonymi rękami i nogami, cały poobijany. Całe ciało bolało go tak bardzo, że nawet nie mógł się ruszyć. Spadł ze skarpy i ledwo przeżył. Jakimś cudem nie udało mu się nic złamać. Stok okazał się cholernie trudny, pełen wyboistości, kamieni, drzew i leśnych zwierzątek, które dodatkowo rozpraszały go swoją obecnością. Jakby tego było mało, alkohol szumiał mu w głowie. Kumple Uchihy napoili go przed wyprawą jakimś dopalaczem, no i teraz ma! Nawet nie było mu ciepło przez te cholerne procenty!
- Kurwa, Naruto! – Nad nim pojawiła się twarz Sasuke. Blondyn wyciągnął bezwiednie dłoń, dotykając zziębniętymi, zesztywniałymi palcami gorącego policzka Uchihy.
- Uratowałeś mnie! – wyszeptał z trudem, gardło bolało go tak bardzo, że Naruto myślał, że również zamieniło się w wielki, zimny sopel lodu. Wtulił się w Sasuke, który podniósł do w trudem z ziemi, odpinając snowboard z nóg blondyna. – Zimno! – Poskarżył się, chowając nos w zagłębieniu szyi Sasuke. Teraz znów czuł się bezpiecznie, nawet pomimo tego, że jeszcze kilka godzin temu złorzeczył na snowboardową gwiazdę.
- Jesteś matołem, kretynie – obraził go Uchiha, jednak Naruto był tak szczęśliwy, że tylko uśmiechnął się na przytyk bruneta. Objął go mocniej, a alkohol rozwiązał mu nieco język.
- Jesteś moim księciem z bajki, wiesz? – zapewnił go, jednak jego książę z bajki prychnął jedynie z irytacją.
- Jeszcze czymś cię opili, zajebiście – mruknął z wściekłością.
- Ale ty mnie uratowałeś – zażartował, chociaż tak naprawdę, to nie był żart, a cała prawda. Sasuke naprawdę go uratował.
- Jeszcze słowo, a zacznę tego żałować – ostrzegł go Uchiha zimnym, władczym głosem, który Naruto się naprawdę podobał.
Bardzo powoli i ostrożnie zaczęli schodzić w dół, uważając, żeby się nie poślizgnąć czy ujechać. Było już ciemno, jednak na korzyść dla nich, dzisiejszej nocy była pełnia, która oświetlała im drogę. Sasuke niósł snowboard Naruto, swój mając zaczepiony na plecaku.
- Och, draniu, nie mógłbyś mnie nie uratować. Pamiętasz, przecież jestem twoim słoneczkiem?
Sasuke zerknął kątem oka na blondyna, uśmiechając się lekko pod nosem, a Uzumaki wtulił się mocniej w swojego ukochanego wroga, myśląc, że ten naprawdę ładnie pachnie.
Schodzili więc, radośni i szczęśliwi, gdy Naruto niespodziewanie ujechał na śliskim śniegu, ciągnąc jednocześnie za sobą Uchihe. Brunet wypuścił snowboard Naruto z ręki, lecąc w dół z naszym uroczym kalifornijskim surferem.
Niestety, Uzumakiemu nie udało się utworzyć wielkiej śnieżnej kuli, turlając się w dół, jak to często bywa w kreskówkach. Zamiast tego zatrzymał się kilka metrów niżej, a na nim wylądował Uchiha, którego oczy naprawdę ładnie błyszczały z czystej, niepohamowanej wściekłości. Naruto momentalnie poczuł, jak robi mu się gorąco. Uśmiechnął się do Sasuke przepraszająco, jednocześnie czując, jak jego pewność siebie pokoziołkowała w dół, zostawiając go sam na sam z pewnym przystojnym, złośliwym i niebezpiecznie seksownym brunetem. Naruto spiął się w sobie, czując ciało Uchihy na sobie, jego niesamowity, wręcz uzależniający zapach, świeży i męski.
- Sasuke – mruknął całkowicie tracąc nad sobą panowanie. Chciał zrobić coś, czego by później na pewno żałował, coś naprawdę niegrzecznego, wręcz zabronionego. Usta bruneta tak kusiły… zwłaszcza, gdy Uchiha uśmiechał się w ten niesamowity sposób. Blondyn prowokacyjnie oblizał wargi, z satysfakcją zauważając, że Sasuke również nie pozostaje obojętny na widok Uzumakiego. W końcu, co się dziwić? Naruto był naprawdę przystojnym, seksownym i niezwykle pociągającym ciachem, które Sasuke mógł w każdej chwili schrupać…
Już, jeszcze chwila, a…
Snowboard Naruto uderzył w nich mocno, wywołując dwa barwne przekleństwa. Naruto zaczerwienił się mocno, kiedy Uchiha odwrócił głowę w bok, co oznaczało, że dzisiaj jednak nie będzie miziania. I dobrze! pomyślał Uzumaki z jakąś gorzką wściekłością. Odepchnął od siebie bruneta i nie odzywając się już do niego ani słowem, uważnie zaczął schodzić na dół. Przed nimi rozciągał się poważny kawałek do przejścia.

Półtora tygodnia później Sakura organizowała ekskluzywny halloween w swoim domu. Zaprosiła wszystkich, oprócz Naruto, jednak chłopak otrzymał specjalne zaproszenie od Uchihy, więc nie mógł odmówić, prawda?