sobota, 23 lipca 2011

Bom Bom! 38

ikuko, w tym rozdziale będzie ostateczne starcie z Orochimaru, chociaż znów pewnie zrobiłam w jego sprawie jakiś błąd ^-^ Uznajmy jednak, że Orochimaru jest niezwykle szalonym wężem, który jest naprawdę wyjątkowy, więc zasługuje na wyjątkowe traktowanie.
deedwarda, bystre z ciebie stworzenie ;)Ale refleksją o Lee i Sakurze to mnie zabiłaś, to było naprawdę głębokie i takie prawdziwe, wspaniałe!
Revira, to najwyższa kara jaką można dostać za gwałt, a z racji tego, że matka Sakury jest adwokatem, to długość wyroku nasuwa się samoistnie :)
alien, no, jeszcze trochę i BB się skończy, wtedy będzie pod górkę, bo będę musiała kombinować z nowymi opowiadaniami. Szczerze powiedziawszy to mnie też intryguje jak zrobię relacje Sasuke-Naruto, bo ona wciąż ewoluuje :D A Stupid Sakura Project oglądała, czyż ni nie nadaje się do takich artystycznych kreacji? Jego ciało jest do tego niemal przystosowane :D
Muroroa, mój nick to Koko. 'Sasuke "zrób mi loda, Uzumaki" Uchihy' - zabiło mnie to określenie, genialne! :D 'Naruto "sam se zrób loda, Uchiha" Uzumaki'm' brak mi słów no :D
Niebieska suszarka, Kushine i Mikoto mam akurat pod kontrolą, więc spoko :D
Ai, na miłość boską, słucham? Kpisz ze mnie? Jak podoba ci się wizja Sasuke i Naruto jako przyrodnich braci idź poczytać słodkie blogaski, na których autorki z zaangażowaniem piszą o takich relacjach. Bom bom z łaski swojej daj spokój.
shadowstar,jakoś nie jest mi specjalnie przykro, że straciłam w twoich oczach, kiedy Asuma stał się trenerem Sakury, wiesz?
Retsu, bardzo mi miło :)
Sake, o jej, aż mi kolana zmiękły jak zobaczyłam ten obrazek! Piękny! Dziękuję ślicznie ;*
Hibari, twoja analiza wgniotła mnie w ziemię, naprawdę. Aż zabrakło mi słów, nie wiem co powiedzieć, świetna interpretacja serio :D Kiedy pisałam BB nawet nie miałam pojęcia, że tacy chłopcy są, ale zgadzam się z tobą w stu procentach c: Powolny seks na pewno będzie, ale będę musiała tą scenę naprawdę dobrze przemyśleć :)Nie no, cholera! Wydało się!Ale tylko ty to zauważyłaś na szczęścię! Koko spokojnie ukrywa się za łatką męskiej, szowinistycznej świni i bum! Hibari odkrywa jej prawdziwe zamiary, nie może być! ;) Na swoje usprawiedliwienie powiem tylko, że przemiana Sakury była zrobiona na złość wszystkim jej przesadnym antyfanką :D


Cieszę się, że większości spodobało się nowe oblicze Sakury, wszystkim pseudofanką Haruno dziękujemy.

Dzisiaj wyjeżdżam, więc spodziewajcie się następnego rozdziału trochę później niż normalnie.
Na forum sasunaru (adres w linkach) opublikowałam też one-shot, więc zainteresowanych serdecznie zapraszam.No to tak w ramach wyjazdu, żebyście mieli co czytać, dzisiejsze BB też nieco dłuższe niż normalnie :)


Wielkie podziękowania dla Kuroneko, która zbetowała rozdział przed moim wyjazdem :)



Jęk, ciche westchnienia i przyśpieszone, podniecone oddechy.
Naruto sapnął, kiedy zdecydowane, chłodne dłonie Uchihy dotknęły jego męskości. Zwinne palce nieśpiesznie gładziły wyprężonego, pulsującego penisa. Cholernie czarne, hipnotyzujące oczy patrzyły na Naruto z wyrazem zimnej satysfakcji, kiedy prężył się pod Uchihą, błagając o dotyk.
- Co chcesz, żebym teraz zrobił? – zapytał cicho Uchiha, wysuwając język z ust i gładząc nim prowokacyjnie swoją górną wargę.
- Weź go do ust – wysapał Naruto jednym tchem, przymykając z rozkoszy oczy. Przygryzł wargę w oczekiwaniu na przyjemność, która nie nadchodziła. Już miał coś powiedzieć, kiedy krzyknął niespodziewanie. – Co robisz, idioto! Nie liż mnie po nodze! – syknął z zaskoczeniem, otwierając oczy i patrząc z wyrzutem na Uchihe. Właśnie wtedy zderzył się z brutalną rzeczywistością. Zamiast snowboardowego mistrza wokół jego nogi zaciskało się bezwzględnie śliskie ciało wielkiego węża, a jego własny pyton stał gotowy do ataku pobudzony erotycznym snem, który właśnie przeżył Uzumaki. Na domiar złego, kiedy sięgał ręką by pozbyć się Orochimaru ze swojej nogi, drzwi otworzyły się gwałtownie a w progu stanął snowboardowy mistrz z wyrazem zimnej furii na twarzy.
- Sasuke! – krzyknął trochę bardziej entuzjastycznie niż wczorajszego wieczoru sobie zamierzył. Cała scena powrotu Uchihy do miasteczka w jego głowie wyglądała zresztą zupełnie inaczej. Naruto miał być wyniosły, ironiczny i nonszalancki, a teraz okazało się, że ponownie potrzebuje pomocy tego nadętego idioty!
Sasuke spojrzał na niego z zaskoczeniem. Kiedy jednak zobaczył Orochimaru owiniętego wokół nogi blondyna, jego minę można podpiąć pod wyraz: bezcenna. Naruto, gdyby sytuacja była nieco inna, na pewno by się teraz uśmiechnął i wspominał ją do końca swoich dni, kpiąc z niej w najlepsze. Ale to on był teraz w gorszym położeniu i kiedy tylko poczuł wzrok bruneta przesuwający się po jego ciele i zatrzymujący się na kolejnym drapieżnym gadzie, poczuł, jak niekontrolowanie oblewa się rumieńcem. Jeansy, których wczoraj nie ściągnął, dziwnym trafem były nieco zsunięte z jego bioder, tak, że jego pytona krępował jedynie delikatny materiał bielizny.
- Coś ty robił? – odezwał się w końcu Uchiha dziwnym, nieswoim głosem. Podszedł do nogi blondyna i dotknął opuszkami palców wyprężonej, lśniącej skóry Orochimaru.
- Zrób coś, do cholery, bo mi zaraz noga odpadnie! – warknął Naruto.
Sasuke westchnął ciężko.
- Jesteś cholernym idiotą, Uzumaki – oznajmił mu zimnym, złowrogim tonem, który nie zwiastował niczego dobrego. Cóż się dziwić, Naruto chyba wystarczająco sobie nagrabił, stąd wściekłość Sasuke. – Mam nadzieję, że się z nim nie zabawiałeś – spojrzał sugestywnie na jego krocze.
- Jak tak bardzo chcesz wiedzieć, to miałem mokry sen z tobą w roli głównej – warknął z frustracją, licząc na to, że może to udobrucha bruneta.
Sasuke prychnął tylko pogardliwie, podchodząc do jednej z szafek.
- Co za zbieg okoliczności – zaczął, grzebiąc w półce w poszukiwaniu czegoś, co jak Naruto miał nadzieję, miało go uratować. – Można powiedzieć, że Orochimaru zamknął ci laptopa.
Naruto przewrócił oczami. Oczywiście, mógł się domyślić, że za ostatni numer Uchiha będzie mścił się przez tysiąc nocy.
- Niestety nie dysponuję teraz pornosami, żeby pozbyć się konsekwencji erotycznych snów. A ty? – uśmiechnął się przebiegle, bezczelnie patrząc na tyłek Uchihy. – Włączyłeś sobie te pornosy, czy zabawiałeś się tradycyjnymi metodami, wyobrażając sobie mnie w bardzo niegrzecznych czynnościach?
Naruto doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że jego położenie nie zachęca do tego rodzaju żartów. Zdawał sobie sprawę, że takie postępowanie jest niebezpieczne, zwłaszcza, jeśli ma się do czynienia z Uchihą, ale nie mógł odmówić sobie nutki szaleństwa. Zupełnie tak, jakby wąż oplatający jego nogę nie dostarczał mu wyjątkowo dużo adrenaliny – szepnęła jakaś zbłąkana myśl.
Promienie słońca odbiły się od gładkiej, szarej powierzchni, a źrenice Naruto rozszerzyły się w przerażeniu.
Sasuke trzymał w ręku gruby, myśliwski nóż i zmierzał z nim w kierunku blondyna.
- Co robisz?
- A jak myślisz, kretynie? – syknął Uchiha, a para zimnych, czarnych oczu spiorunowała go wzrokiem.
Nie było dobrze, a można powiedzieć, że było wręcz beznadziejnie, cholernie, żałośnie źle. Naruto spiął się, kiedy Sasuke przybliżył nóż do jego skóry.
- Nie domknąłeś terrarium – zauważył, nawet nie patrząc w stronę szklanego pudła, który był domem tego przeklętego węża. Naruto zmarszczył brwi, może kiedy wrzucał kocią karmę do środka rzeczywiście nie zamknął przykrywki? Ale przecież niemożliwe, żeby taki wielki gad ot tak po prostu wypełzł na zewnątrz.
- Boli? – zapytał Uchiha, dotykając zesztywniałej nogi blondyna, która otulona w twarde jeansy była pewnie sina jak cholera.
- Nie, łaskocze! – syknął Naruto, jednak brunet zignorował jego błyskotliwy komentarz. Zamiast tego złapał za łeb Orochimaru i wpił w niego nóż.
- Cholera, co robisz?! – Szalenie niebieskie oczy Naruto zamieniły się teraz w dwa pokaźnej wielkości spodki kosmiczne. Ciemnobrunatna krew trysnęła malowniczo na prześcieradło. Sasuke ignorując przerażone krzyki blondyna, przecinał resztę ciała, skutkiem czego ucisk wielkiego gada zelżał.
Naruto odetchnął głośno.
- Zabiłeś go.
- Powinieneś się cieszyć, że nie owinął się wokół twojej szyi.
Oczywiście, Orochimaru ma skrzywiony system ataku na ofiarę, bo który wąż atakuje najpierw nogę?
Naruto stęknął cicho, podnosząc się do siadu i z obrzydzeniem ściągając rozwalone cielsko gada. Współczuje sprzątaczce, która będzie musiała sprzątać ten syf. Jakoś nie wyobrażał sobie, żeby Uchiha zajął się tym istnym polem bitwy osobiście.
- Pokaż – brunet podciągnął brudną nogawkę jeansów i skrzywił się lekko.

Następne dwie godziny były zlepkiem paniki, przerażenia i niecierpliwości. W szpitalu, do którego Mikoto niezwłocznie zarządziła im się udać, okazało się, że jedynym lekarstwem, na jakie Naruto może liczyć, była tubka łagodzącej maści. Orochimaru, stary drań nie miał już tej samej sprawności co kiedyś.
- Nie jest ci go szkoda? – zapytał w końcu Naruto, kiedy jechali samochodem z powrotem do pensjonatu.
- Kogo? – Sasuke nawet na niego nie spojrzał, co Uzumakiego wcale nie dziwiło. Uchiha postanowił ignorować go na wszystkie możliwe sposoby, jedynie od czasu do czasu racząc go jakimś pogardliwym komentarzem, jawnie manifestując swoją obojętność, która zaczęła się z chwilą minięcia potencjalnego zagrożenia. Z chwilą, w której okazało się, że Uzumaki jest prawie zdrowy jak ryba.
- Orochimaru. Zabiłeś go, żeby mnie ratować – powiedział Naruto, patrząc z zafascynowaniem na ręce Uchihy z wprawą przesuwające się po kierownicy.
- Nie liczę na żadne odznaczenia i honorowe ordery. W końcu zostawiłem przy życiu większego gada niż Orochmiaru.
- Hej! – Naruto zmarszczył groźnie brwi, jednak po chwili zastanowienia uśmiechnął się podstępnie. – Od zawsze wiedziałem, że masz słabość do mojego ogromnego pytona.
Uchiha prychnął, jednak w końcu również się uśmiechnął.
- Twój pyton ma tak samo skrzywiony instynkt jak Orochimaru. Nie licz, że wiesz, jak go używać.
- Czemu skrzywiony? - zapytał wesoło Naruto unosząc brwi. – Bo staje na twój widok?
Sasuke nic na to nie odpowiedział, uśmiechając się jedynie lekko, niezwykle kpiąco jak miał w zwyczaju, ale również niepokojąco i tajemniczo, co momentalnie zaalarmowało Uzumakiego. Ten drań coś kombinował! A raczej coś przed nim ukrywał, bo ta jego głupia uwaga, beznadziejne porównanie jego męskości do cholernego pytona, którego Uchiha hodował w pensjonacie, musiało przecież coś znaczyć.
Zmarszczył groźnie brwi, skoro zagrożenie minęło i jego noga jest już bezpieczna, Naruto może chyba z czystym sumieniem przystąpić do ofensywy. Kryptonim jego arcyważnej misji nosił tytuł: ‘Wracamy do punktu wyjścia, czyli Sasuke pokaż buźkę, zaraz dostaniesz lanie, a no i nie wyobrażaj sobie, że jesteśmy w jakimkolwiek związku’.
Uśmiechnął się groźnie i już miał uraczyć snowboardowego mistrza jakimś wyrafinowanym, niezwykle błyskotliwym komentarzem, kiedy Sasuke spojrzał na niego spod półprzymkniętych powiek w tak niesamowity sposób, że gdyby Naruto stał, na pewno ugięłyby się pod nim kolana, a jeśli nie byłby w bojowych zamiarach, na pewno stanęłoby mu również coś innego.
- No powiedz, kretynie, co ci niby nie pasuje w moim penisie! – syknął poirytowany druzgocącą nonszalancją, jaką wykazywał się każdy pierwiastek niezwykle seksownego ciała tego drania.
- Na pewno chcesz wiedzieć? – czarne oczy błysnęły złośliwie, kiedy na krótki moment, Uchiha spojrzał na Naruto zza kierownicy.
- Tylko nie mów, że nie podobał ci się w sobotni wieczór!
- Możesz mi wierzyć, że w niedzielny było dużo lepiej – mruknął Sasuke znudzonym, szokująco refleksyjnym głosem.
Naruto drgnął. Oczywiście, nie żeby tworzyli z tym draniem jakiś zasrany związek, nie nakładali na tą znajomość żadnego surrealistycznego motywu wierności i ślepego posłuszeństwa, ale pomimo wyzwolonych relacji jakie ich łączyły, Naruto na wyobrażenie Uchihy i wianuszka kobiet wokół niego, poczuł dziwne ukłucie gdzieś koło wyrostka robaczkowego. A przecież nie powinien tam nic czuć, prawda? W końcu sam w niedzielny wieczór zabawiał się równie brawurowo, co jego… kolega.
Warknął cicho, a szczątki jego dobrego humoru zostały zakopane pod grubą warstwą śniegu.
- Dla twojej informacji ja w niedzielę też nie próżnowałem – prychnął, wychodząc z samochodu. Żeby przypieczętować wagę swoich słów postanowił trzasnąć głośno drzwiami, co Sasuke po raz kolejny dzisiejszego dnia potraktował ze stoickim spokojem. Palant!
- Naprawdę? – Uchiha uśmiechnął się lekko, kiedy nieśpiesznie zmierzał w stronę pensjonatu.
- Oczywiście, nawet nie wiesz, jak się świetnie bawiłem! Z pewnością jeszcze nieraz to powtórzę.
- Z pewnością – zgodził się z nim Sasuke.
Naruto warknął cicho pod nosem, nie mogąc pozbyć się narastającego uczucia wściekłości, nieokiełznanej irytacji, która niespodziewanie w nim eksplodowała.


- Spokojnie – Sasuke uśmiechnął się, kiedy Uzumaki niespodziewanie przygwoździł go do ściany w wyludnionym korytarzu prowadzącym do pokoju bruneta. Szalenie niebieskie oczy lśniły od ślepej, niepohamowanej furii, którą blondyn aż emanował.
- Jesteś mój – warknął blondyn zachrypniętym, rozemocjonowanym głosem, mocniej napierając na Uchihe swoim ciałem. Zlekceważył całkowicie kamery czające się w rogu korytarza, wcześniej zlekceważył jakiegoś starszego mężczyznę, którego potrącił i nawet nie przeprosił, udało mu się nawet zlekceważyć samego Fugaku Uchihe czekającego w holu na swojego syna z wyrafinowanymi gratulacjami, jakie dla niego szykował. Uzumaki zlekceważył wszystko, żeby teraz przyprzeć Sasuke do muru i udowodnić mu swoją zaborczość, władzę, a przede wszystkim dać wyraz imponującej zazdrości, zazdrości tak wyraźnej, że aż uroczej.
Uchiha przygryzł lekko wargę, powstrzymując jeszcze szerszy uśmiech satysfakcji.
Ten kretyn trzymał go za poły kurtki, więc cała sytuacja z boku wyglądała jak starcie przyjaciół, rozwścieczonych kumpli, którzy muszą wyrównać rachunki.
- Naprawdę wydaje ci się, że jestem twój, idioto? – zapytał cicho, wibrującym, niskim głosem, w którym kryła się odpowiednia dawka jadu, złośliwości i nonszalancji, będąca w stanie wywołać jeszcze większy wybuch wściekłości u Uzumakiego.
Naturalnie się nie mylił. Momentalnie poczuł, jak zaciśnięte do granic możliwości pięści na jego ubraniu drżą przejmująco, a Naruto siłą woli powstrzymuje się przed zadaniem ciosu. Sasuke czując zbliżającą się katastrofę, a raczej mając ją w całej okazałości przed sobą, zaśmiał się prowokacyjnie.
- Jeśli ktokolwiek cię kiedykolwiek dotknie, to go zabiję, rozumiesz – wywarczał wprost w usta Sasuke, który zareagował niemal natychmiast. Odepchnął z całej siły Uzumakiego od siebie, tak, że zatoczył się w tył. Uderzenie Uchihy okazało się na tyle mocne, że chłopak wpadł na sąsiednią ścianę korytarza, zbyt zaskoczony niespodziewanym atakiem, by w porę zareagować.
- Jakiś ty zaborczy – zaczął, łapiąc blondyna za przód grubej bluzy i przyciskając do muru. Pochylił się nad nim, zmniejszając odległość między nimi do niepokojącego rozmiaru. Czuł przyśpieszony, nierówny oddech blondyna na ustach. – Chciałbyś poznać szczegóły niedzielnego wieczoru? – wyszeptał prosto do ucha Naruto, który szarpnął się mocno.
- Równie dobrze ja mógłbym ci opowiedzieć, jak się zabawiałem – usłyszał gniewną odpowiedź, którą zupełnie zignorował.
- Chcesz wiedzieć, jak moje urocze koleżanki mi obciągały? – kontynuował swoją wypowiedź, jeszcze mocniej przypierając Uzumakiego do ściany. – Jakie były ciasne i mokre, kiedy je pieprzyłem?
Wyczuł, jak Naruto przełyka ciężko ślinę, a jego ciało spina się.
- Jak jęczały, kiedy brałem je tak, jak jeszcze nikt inny ich nie wziął? – mruczał do jego ucha, czując, jak Uzumaki wypina biodra w jego stronę, ocierając się sugestywnie o jego rozporek.
- A ty… - wysapał nagle Naruto, łapiąc ze świstem powietrze do płuc. – Chciałbyś zobaczyć, jak dotykam ich miękkich, chętnych ciał? Jak rozkładają przede mną bezwstydnie nogi?
Sasuke poczuł, jak robi mu się gorąco na samo wyobrażenie Naruto w akcji. Odsunął się od niego gwałtownie, patrząc w jego błyszczące, oszałamiająco niebieskie oczy, w tym momencie pełne pragnienia, zaborcze i nieokiełznane. Dzikie.
Byli niecierpliwi i podenerwowani, gdy wpadli do pokoju Uchihy, w którym armia sprzątaczek wciąż usuwała pozostałości porannej batalii. Ostry, duszący zapach chemikaliów uderzył w nich, ostudzając nieco ich zapał, jednak ostatecznym katalizatorem pożądania okazała się postać jego matki, Mikoto, stojącej przy oknie i z chłodnym wyrazem twarzy nadzorującej pracę swoich pracownic. Spojrzała na nich, zaskoczona tak gwałtownym wejściem, jednak już po chwili na jej twarzy pojawił się delikatny, niemal subtelny uśmiech.
- Witajcie chłopcy, chciałabym z wami porozmawiać.

Jego matka zawsze piła krótko parzoną, miętową herbatę, kiedy była zdenerwowana, lub miała jakiś problem, z którym nie mogła zwrócić się do Fugaku. Wyciągała wtedy chińską, porcelanową zastawę, którą dostała w prezencie ślubnym od jakiegoś wuja. Sasuke nigdy nie interesowało od kogo dokładnie, ale teraz w gąszczu tajemnic o zagadkowym Madarze, naszła go myśl, że to mógł być prezent od niego.
- Nigdy nie byłam za hodowlą dzikich zwierząt – zaczęła w końcu, po długiej chwili milczenia. Patrzyła z dziwnym, niespotykanym wyrazem twarzy w wielkie okno, wychodzące na szczyty najwyższych gór otaczających zimowe miasteczko. Siedząc sztywno wyprostowana w wielkim fotelu wyglądała jak prawdziwa dama, idealnie pasując do eleganckiego wnętrza saloniku.
Kiedy usłyszał ciche chrupanie, spojrzał w bok, na siedzącego obok niego blondyna. Chłopak wpychał sobie właśnie kolejne ciastko do buzi, nie zważając na żadną z możliwych zasad dobrego wychowania. Okruszki sypały się radośnie na podłogę w parodii śniegu. Uzumaki pasował do scenerii arystokratycznych klimatów jak pięść do nosa.
- No co? – zapytał z pełnymi ustami, zaskoczony groźnym wzrokiem Uchihy. – Nie jadłem śniadania!
Sasuke westchnął ciężko, zdając sobie sprawę, że on sam w sportowej bluzie i spranych jeansach również nie zlewa się z tym wyrafinowanym tłem.
Mikoto spojrzała na blondyna z ciepłym, przyjaznym uśmiechem, po czym delikatnie odstawiła swoją filiżankę herbaty na niski stolik.
- Dlaczego spałeś w łóżku Sasuke?


Naruto poczuł, jak pyszne ciastko dosłownie staje mu w gardle. Zakrztusił się, z trudem łapiąc powietrze. Jego załzawione oczy z przerażeniem spojrzały na Uchihe, który uderzył go w plecy na tyle mocno, że ciastko o mało nie wyleciało z ust blondyna, ponownie na tacę ze słodkościami. Zabrał herbatę bruneta i upił kilka większych łyków. Sam niestety zdążył już obalić całą filiżankę miętowej herbaty.
- Ponieważ byłem na zawodach? – Sasuke sprytna bestia, odpowiedział pytaniem na pytanie, zupełnie opanowany i spokojny, nic nie podejrzewając. Oczywiście, jak miał niby podejrzewać, skoro Naruto nic mu jeszcze nie powiedział o rozmowie ich matek i dziwnej tajemnicy, jaką skrywają, a także o swoich domysłach. Och, cholera! A co, jeśli coś znalazła? W końcu w weekend dał się ponieść, naprawdę zaszalał, zwłaszcza w niedzielny wieczór, co jeśli się wygadał? Nie, oczywiście to absurdalne. Gdyby tak było, nie zaliczyłby namiętnego numerku z uroczymi turystkami, prawda?
Mikoto spojrzała na Naruto tak, że chłopak mimowolnie się speszył. Czuł się tak, jakby kobieta miała w oczach erotyczny rentgen i prześwietlała ciało Uzumakiego dowiadując się o wszystkich niegrzecznych przygodach, jakie Naruto przeżył, a w dużej mierze, których głównym bohaterem był jej syn.
- Musicie bardziej uważać – powiedziała w końcu cichym głosem.
- Na co?
- Jesteście nieuważni – uśmiechnęła się lekko, mrużąc oczy. – Wąż mógł zabić Naruto. A zresztą – przymknęła oczy, łapiąc za swój złoty wisiorek zdobiący jej szyję. – Ciesz się, Sasuke, że ta informacja nie przeciekła do mediów. Co by powiedzieli dziennikarze, gdyby wyszło na jaw, że wąż zaatakował przyjaciela śpiącego w twoim łóżku? A później dziennikarze dowiedzieliby się również o tym, że Naruto mieszka w twoim pokoju? Myślisz, że uwierzyliby w to, że śpi tylko na kanapie?
Mikoto odstawiła swoją porcelanową filiżankę na stolik, ukradła jedno ciastko z tacy i zostawiła chłopców z wyrazem dogłębnego zaskoczenia na twarzy.

Chociaż minęło już kilka dni od spektakularnego powrotu Sasuke z zawodów i jeszcze bardziej widowiskowego powitania snowboardowego króla w zimowym miasteczku nie tylko przez Uzumakiego, ale również jego rodzicielkę, Uchiha do teraz nie mógł uwierzyć, że jego matka wie.
Mikoto była zbyt bystrą i inteligentną kobietą, żeby powiedzieć coś takiego zupełnie nieświadomie, przecież nie zapraszałaby ich wtedy na prywatną herbatkę, prawda? Ona wiedziała, doskonale wiedziała co się dzieje między nim a Uzumakim, ale najbardziej szokujące było to, że ona pozwalała na istnienie tej więzi. Spokojnie ją zaakceptowała, przystała na nią tak, jakby to było coś zupełnie naturalnego, jakby zawsze się tego spodziewała.
Sasuke zaczął się już poważnie zastanawiać nad tym, czy jako mały chłopiec nie wykazywał jakichś skłonności, które mogły nakierować jego matkę na błędny trop. Bo w końcu nie był homoseksualistą, jakimś pieprzonym gejem, do cholery! Już to przerabiał, kiedy po raz pierwszy pieprzył się z Uzumakim. Naruto to Naruto, reszta ciot to zupełnie inna bajka.
Ale może…
Och, cholera! Przecież jako mały chłopiec nie przebierał się w kobiece ciuszki, ani nie bawił lalkami, nie udawał dziewczynki, ani nie oglądał się za chłopcami! Ona nie mogła wiedzieć ot tak! Może rzeczywiście byli nieuważni? Może kiedyś usłyszała, jak się kochają? Albo widziała ich obściskujących się gdzieś w kącie? A jeśli wiedziała, co wydarzyło się w gabinecie Fugaku?
Sasuke nie mógł przestać się zastanawiać, gdzie popełnili błąd. I nie wiedzieć czemu najbardziej niepokoiło go to, że Mikoto zareagowała tak łagodnie. Naprawdę czułby się dużo spokojniej, gdyby jego matka przeklęła go i posłała do diabła, gdzieś w okolice czeluści piekieł. Bo to byłaby naturalna reakcja. Chyba.
- Nie myśl już tyle – usłyszał znajomy głos, a zaraz potem poczuł miękkie wargi całujące go w nieogolony jeszcze policzek. Aktualnie siedział nad książkami, przygotowując się do semestralnego sprawdzianu z matematyki, który musiał zdać przed kolejnymi zawodami.
- Ty w ogóle nie myślisz – mruknął ponuro, nawiązując do fatalnych, naprawdę żenujących ocen Uzumakiego. Chłopak najgorszej radził sobie z francuskim, ale w ogóle zdawał się nie dostrzegać powagi sytuacji.
- Jakoś mi to nie przeszkadza – wzruszył tylko ramionami, uśmiechając się radośnie. – Tobie też nie. Zwłaszcza, kiedy myślę o twoim penisie, kiedy mnie pieprzysz – mruknął mu do ucha zachrypniętym, niskim i niezwykle seksownym głosem, po czym jego bezczelne dłonie zakradły się na krocze Uchihy, zaczynając je masować powolnymi ruchami.
- Odwal się, jestem zajęty – mruknął, z bólem serca odpychając zwinne dłonie Uzumakiego.
- Sasuke? – usłyszał ponownie seksowny głos i zacisnął z determinacją usta. Zaczął usilnie myśleć o zasadach algebraicznych i skomplikowanych porządkowych. – Postawił ci ktoś kiedyś pałę z matematyki? – ponownie poczuł ciepłe, duże dłonie gładzące tym razem jego brzuch i bezwstydnie zakradające się pod koszulkę. Kiedy paznokcie Uzumakiego zahaczyły o sutki, usilnie starał się przypomnieć wszystkie wzory geometryczne jakie znał. – Weź mnie na tym cholernym podręczniku od francuskiego. To będzie najlepsze zaliczenie w moim życiu – nie mogąc przypomnieć sobie wzoru na pole trójkąta, który kojarzył mu się bardzo jednoznacznie, postanowił w akcie prawdziwej desperacji przećwiczyć w pamięci tabliczkę mnożenia.

Ostatecznie jednak tabliczkę mnożenia trafił szlag, kiedy Naruto wziął się ambitnie za stawianie Sasuke pały. I koniec końców przygotowania do testu z matematyki skończyły się gorącym, namiętnym seksem na biurku zawalonym książkami.
Chociaż nie myślcie, że chłopcy znów wrócili do dawnej relacji przypominającej pseudo-małżeństwo. Od powrotu Sasuke zaczęli odbudowywać dawną więź opierającą się na czystej złośliwości, niemal wrogości względem siebie. Dwa razy mocnej pracowali nad tym, żeby sobie dopiec, udowodnić temu drugiemu, że jest się od niego lepszym. Osiągnęli nieprzyzwoicie wysoki poziom w robieniu sobie na złość, a ich kreatywność pod tym względem stała się w zimowym miasteczku niemal legendarna. Dzięki temu spektakularnemu zachowaniu „wróg na celowniku”, mogli również odwrócić uwagę od swojego namiętnego romansu, który swoją drogą stał się jeszcze bardziej ognisty niż wcześniej.
Sasuke trzy razy mocniej kopał w łóżko śpiącego Naruto, budząc go tym samym z jeszcze większą finezyjną brutalnością. Uzumaki oczywiście nie pozostawał dłuższy, bezwzględnie wykorzystując przeciwko Sasuke krępujące informacje z dzieciństwa, jakie zdobywał od swojego tajnego źródła informacji – cholernego Itachiego, który nie dość, że pomagał Naruto w zrobieniu Sasuke na złość, to jeszcze go w tym dopingował! Ale niech nikt nie pomyśli, że snowboardowy mistrz pozostawał pod tym względem daleko w tyle. To on był w końcu królem zimowego miasteczka. Bezwzględnie wykorzystywał do dręczenia Naruto nie tylko Kibę, ale również Lee. Rock stał się ostatnio doskonałym materiałem wybuchowym, który idealnie rujnował stoicki spokój Uzumakiego.

- Zejdź mi z drogi! – krzyknął Kiba wyniosłym głosem, odpychając Naruto na szkolne szafki. Blondyn spojrzał na niego zszokowany, jednak nie trzeba było długo czekać na jego reakcję. W jednej chwili powalił Inuzukę na ziemię i kolejny raz w ciągu ostatnich dni wyperswadował szatynowi za pomocą pięści to, że komuś takiemu jak Naruto Uzumaki nie można kazać zejść z drogi. Jednak bez względu na to, ile razy blondyn starał się w dosłownym znaczeniu tego słowa wybić z jego głowy te poglądy, Inuzuka jeszcze bardziej się do nich przekonywał i niczym chrześcijanie w starożytnym Rzymie zawzięcie walczył o słuszność swoich idei. Do ruchu oporu mającego zniszczyć postać Uzumakiego zaliczał się również Lee, który z zaangażowaniem i niezłomnością, ile sił w jego wątłych ramionach, starał się pokazać Uzumakiemu gdzie raki zimują. Niestety biorąc pod uwagę gabaryty Naruto i chłopięcą sylwetkę Lee wynik tej batalii był powszechnie znany. Znała go również Tsunade, która interweniowała za każdym razem i dziwnym trafem to ‘Zwolennicy świata bez Uzumakiego’ dostawali największe manto. Dzięki temu Naruto za każdym razem wychodził niemal bez szwanku.
- Myślisz, że nie wiem, że to twoja sprawka? – mruknął któregoś razu, kiedy ponownie wrócił z gabinetu Tsunade. Sasuke spojrzał na niego z wyrazem największego zaskoczenia, na jakie było go stać.
- Nie wiem, o czym mówisz – skłamał gładko, siłą woli powstrzymując się od złośliwego uśmiechu, widząc czerwoną plamę z soku wiśniowego na idealnie białej bluzie blondyna.
- Ten cholerny Inuzuka mnie jeszcze popamięta – ściszył złowrogo głos, pochylając się w stronę Uchihy. – I chcę, żebyś wiedział, że kiedy mu coś zrobię, to ty będziesz miał go na sumieniu.
- Grozisz mi? – Sasuke uniósł z niedowierzaniem brwi. – Proszę cię, Naruto.
- Przygotuj się na kontruderzenie – wywarczał z bojowym błyskiem w oku, nie zwracając uwagi na kpiący uśmieszek Uchihy. – Itachi już wymyślił coś niesamowitego – ostrzegł go.
- Więc czekam na to z niecierpliwością – Sasuke uśmiechnął się czarująco, a jego dłoń musnęła rękę blondyna, tylko po to, żeby pięć minut później, zamknięci w męskiej toalecie, zaczęli obmacywać się szaleńczo. Opuścili ostatnią lekcję, darując sobie tym samym fascynujący wykład z biologii o życiu drapieżników na sawannie. W końcu każdego dnia przekonywali się, jak trudno jest żyć z dzikim, wielkim i nieprzewidywalnym kotem.


W naszej górskiej mieścinie zima rozszalała się na całego. Naruto po raz pierwszy w życiu widział takie ilości śniegu, po raz pierwszy również doświadczył tak zatrważająco niskich temperatur, dlatego Sasuke, chcąc nie chcąc, musiał go częściej rozpalać na bardzo różne sposoby. Czasami, jak już wiecie, było to zwykłe podnoszenie ciśnienia jakąś sympatyczną, niezwykle wyrafinowaną złośliwością, a innym razem chłopcy zabawiali się w bardziej przyjemny sposób. Ani jeden, ani drugi nie narzekał w tej kwestii i z niesłabnącym entuzjazmem podejmowali nowe próby ogrzania zziębniętego ciała Naruto. Sasuke bywał o wiele bardziej pomocny niż zazwyczaj, wykazując się niemal nadgorliwością.
Wielkie kopy świeżego puchu zachęcały nie tylko do namiętnego baraszkowania w pościeli. Były też doskonałą możliwością na kolejną dawkę śmiercionośnego ‘Uzumakiego na desce’. Stoki stały przed chłopcami otworem i Naruto znów mógł uczyć się od mistrza. Oczywiście kilka lekcji u Uchihy wystarczyło, żeby móc jeździć na zadowalającym poziomie, nie stanowiąc już niebezpieczeństwa na stoku, no przynajmniej teoretycznie, bo w praktyce Naruto wciąż pozostawał kamikadze zimowego królestwa – szalonym, nieokiełznanym i tylko czasami nie potrafiącym złapać krawędzi deski, skutkiem czego zaliczał spektakularne upadki.
- Ja nie rozumiem, jak mogłeś dać mu tę deskę! – krzyknął za którymś razem Kiba, patrząc z niesmakiem na uroczą wywrotkę Naruto. – Ona jest snowboardową relikwią! Ludzie zabiliby się dla niej, a ten skończony idiota ją bezcześci!
Naruto leżąc na śniegu, odchylił głowę w tył, żeby zobaczyć stojącą nieco wyżej bandę Uchihy. Sasuke z wyrazem chłodnej obojętności obserwował poczynania blondyna.
- Zamknij się Kiba – mruknął jedynie znudzonym głosem, który Naruto ledwo dosłyszał w zgiełku panującym na stoku.
- Ja również nie mogę zrozumieć, jak mogłeś dać mu deskę, na której wygrałeś pierwsze zawody i zostałeś okrzyknięty największą nadzieją Ameryki. Ta deska, jest jak trofeum – wtrącił się spokojnie Neji, uśmiechając się lekko w stronę blondyna. Naruto z zaskoczeniem spojrzał na Hyuugę. W uśmiechu tego drania nie było ani złośliwości, ani kpiny. Było w nim za to niepokojąco duże stężenie przyjaznych emocji, które niemal wgniotły Naruto w śnieg.
Neji coś kombinował, planował coś naprawdę szatańskiego. Może jest w trakcie opracowywania jakiegoś genialnego planu, który ominie ochronę Uchihy i w końcu Hyuudze uda się dokonać zamachu na życie Naruto? Przecież ten stary drań zawsze o tym marzył, prawda?
Naruto westchnął ciężko, przymykając oczy. Nigdy nie będzie chyba mógł spokojnie odpocząć w tej górskiej mieścinie. Wciąż jest atakowany ze wszystkich stron i ciągle musi stawiać czoła niebezpieczeństwu. Czuł się jak bohater filmów sensacyjnych. Z jednej strony musiał ratować skórę przed wściekłym, zbzikowanym gadem chcącym udusić jego nogę tylko po to, żeby stawić czoła diabolicznemu przyjacielowi Sasuke, który ukrywał swoje mordercze zamiary pod przyjaznym, serdecznym uśmiechem.
- Naprawdę dałeś mi deskę z twoich pierwszych zawodów? – zapytał w końcu Uchihę, kiedy zostali sami. Reszta ferajny nie mogąc już patrzeć na wygibasy Uzumakiego postanowiła zjechać na dół i nie czekać na nich przy kolejnym wyjeżdżaniu pod górę. Dlatego też chłopcy mieli dobre dwadzieścia minut prywatności.
- Mniejszej nie miałem, konusie – obraził go Uchiha, złośliwie naciągając mu czapkę na oczy.
- Jesteśmy prawie tego samego wzrostu – mruknął gniewanie Naruto, odpychając od siebie bruneta.
- Na innych deskach byś sobie nie poradził, możesz mi wierzyć.
Naruto prychnął jedynie w odpowiedzi, jednak mimowolnie uśmiechnął się lekko pod nosem.
- Poczekaj, aż ja zacznę cię uczyć surfingu – mruknął, przytulając się lekko do pleców tego drania. – To będzie cholernie dobre – uśmiechnął się lekko w szyję Uchihy, kompletnie ignorując fakt, że z boku ta pozycja może wyglądać naprawdę dziwnie. – Chciałbym zobaczyć cię w oceanie, wiesz? – mruknął, uśmiechając się lekko do obrazu Uchihy wynurzającego się niczym Afrodyta z wodnej piany. Nie miał wątpliwości, że byłby to niesamowicie seksowny widok. – Nauczyłbym cię łapać fale, pokazałbym, na czym polega prawdziwy sport. A wiesz, co byłoby najlepsze? To, że nie umiałbyś złapać równowagi na tej desce, bo ten cholerny snowboard nawet nie umywa się do surfingu. Ale pokochałbyś to, mówię ci.
- Po moim trupie – Sasuke najwyraźniej nie podzielał wizji blondyna. Co jak co, ale snowboardowemu mistrzowi nie przystoi chyba pluskanie się w wodzie, prawda? W końcu on jest królem gór, Naruto może się tam bawić w małą syrenkę, ale on nie zamierzał nawet udawać, że ma na to jakąkolwiek ochotę.
- Nawet, jeśli później moglibyśmy się kochać w oceanie?
No dobrze, Sasuke poświęci się dla wyższego dobra.

Grudzień niósł za sobą niespodziewane powroty. Wróciła Sakura z rekonwalescencji, wrócił Itachi z europejskiej delegacji, wrócił nawet Sasuke z zawodów, co również było punktem zwrotnym w relacjach chłopców.
Najważniejszy jednak powrót dopiero ich czekał. Nikt nie mógł go również przewidzieć.
W zimowym miasteczku zjawił się ktoś, kogo nikt się nie spodziewał. Przyszedł wraz z duchem nadchodzących świąt, tydzień przed Wigilią Bożego Narodzenia.

Głośny, irytujący dźwięk dzwonka rozdarł nocną ciszę, budząc zaspanych domowników. Pani domu zwlekła się z łóżka i z niepokojem pobiegła otworzyć drzwi, martwiąc się, że stało się coś niedobrego. I oczywiście miała rację.
Kiedy je otworzyła, zobaczyła wysokiego, jasnowłosego, a przede wszystkim niezwykle przystojnego mężczyznę, o pociągłej, szczupłej twarzy, szalenie niebieskich, urzekających oczach i wąskich, męskich ustach.
Kobieta krzyknęła z przerażenia, niegrzecznie eksponując swój strach i zszokowanie względem wizyty niespodziewanego gościa.
W progu drzwi stał Minato Namikaze.

czwartek, 7 lipca 2011

Bom Bom! 37

ikuko, tak, nigdy nie miałam węża xD Wprawdzie trochę czytałam o ich karmieniu jak pisałam rozdział, ale kurcze, trochę mi te prawdziwe informacje nie pasują do fabuły, bo jak Oro jest takim naprawdę dużym wężem to też mu 1 szczur starszy na tydzien? :(
Sake, oglądałam, oglądałam Qafa :) Coś w tym jest, chociaż nie inspirowałam się tym pisząc o ich nienawiści, bo w sumie moi chłopcy trochę się różnią od Justina, czy Briana, ale oczywiście to coś głębszego niż wzajemna nienawiść :) I wiesz, naprawdę trafne spostrzeżenie o uczuciowości Sasuke, chociaż sama nie miałam o tym pojęcia, ale jak już zaczęłam się nad tym głębiej zastanawiać, to to jest rzeczywiście prawdą. W bb Sasuke ma normalną przeszłość, a Naruto nie, więc to Uzumaki pozostaje większym emocjonalny autyzm, pomimo ich kanoniczności i wszystkich innych czynników. Zgadzam się z tobą całkowicie w 2cz. Refuge sama pogubiłam się w tych cholernych zagadkach, niedomówieniach i tajemnicach xD
Jumii, w ostatnim komentarzu mówiłaś o ich osobowościowym marysuizmie: o tym, że zawsze wiedzą co powiedzieć, etc. dlatego w tej kwestii ich bronie, bo oni nie są zlepkiem idealnego macho :)Z tą pięścią to takie żartobliwe było :) Chociaż podczas bójki, zwłaszcza, jeśli ktoś lubi się bić, wyzwala się adrenalina i burza innych hormonów, które przy podnieceniu również się uaktywniają.
Daimon, nie wiem jak jest, ale chyba w latach młodości Iruki i Kakashiego pobór do wojska był obowiązkowy, ale do wątku Kakairu mnie nie zmuszaj, bo nie lubię ani jednego, ani drugiego :D Jeśli chodzi zaś o wątek z wojną to rozwijać go raczej nie będę, wyjaśnię tylko nieścisłości. A ogólnie postać Itachiego prowadzę bardzo niepewnie, trochę się jej boję, bo dla mnie jest chyba najtrudniejsza. Dobry Itachi to naprawdę mistrzostwo świata moim zdaniem.
Niebieska suszarka, zabiłaś mnie opisem twórczości Lampiry, to było po prostu zabójcze, lemoniada najlepsza, a mało nie zadławiłam się wtedy herbatą, którą piłam, jak to przeczytałam xD Ja też jak zaczynałam swoją przygodę Lampiry, uważałam ją za najlepszą w sieci :D Ale krótko, bo później znalazłam opowiadania Lloyda(bardzo podobny styl -kawai yaoi), które bardziej mi się podobały. Chociaż muszę przyznać, że nie lubię takiego dziubdziania, nawet jak tekst jest dobrze napisany - wszelka ckliwość i romantyzm mnie odpycha, bo jakbym chciała poczytać o czymś takim sięgnęłabym po harlekin. Kurczę, powiem ci, że dużo mi jeszcze brakuje do stylu, który chciałabym mieć, bo mam wrażenie, że ten mój styl jest taki trochę chwiejny, nie trzyma jednego poziomu :c A jak się siedzi na piętach i później się wstaje, to wtedy nie unosi się na kolanach? Chociaż kontekst zdania był pewnie inny znając mnie :D Nie śmiej się z tej kuli :( Nikt nie oglądał 'Maski', tam Jim Carey właśnie tak złapał nabój! :D Wątek surferski rozwinie się po 40 rozdziale.
Ashia, z góry mówię, że w bb nie będzie aż takiego romantyzmu, bo ja w czymś takim się po prostu duszę.
Eve949, jeśli chodzi o paczkę, to ona chyba się kompletnie rozleciała - Neji nazwijmy na razie postronnym obserwatorem, Lee po stronie Sakury, od której też zależą dalsze stosunki z Naruto, więc Kiba nie jest już tak 'chroniony' jak kiedyś. A jeśli chodzi o motyw surfingu, to mam super asa w rękawie ;)
Hibari, jeśli chodzi o styl pisania, to teraz przynajmniej czuję, że panuję nad akcją, nie dzieje się to, co oborze w Refuge, dlatego dużo lepiej mi się teraz również pisze :) ale cieszę się, że jakoś tam się rozwijam, a nie stoję w miejscu :) haha! o boże! a ja się zastanawiałam nad tym 'rozkiszony' xD ale nie ma co, wujek Google wie w końcu lepiej ;D Sasuke jest bardziej poważny w tym co robi? Ale w jakim sensie, bo nie czaję za bardzo :D o kurde! a wiesz, dobry pomysł z tą piosenką Rihany xD zajebisty :D Ja też bardzo lubię w takiej tonacji rozdziały, ostatnio czytałam właśnie takie drarry i przekopiowałam jego styl właśnie do bb :D ale niestety chyba nie będę mogła go utrzymać przez cały czas, bo najzwyklej w świecie nie umiem :(
Mururoa, to bardzo dobry pomysł z powolnym, spokojnym stosunkiem! Na pewno go zastosuję! :) dziękuję za podpowiedź.
Wookie, o kurde! :D nie no z tym wątkiem snowboardowym to mnie zagięłaś, ale powiem, że snowboard wyszedł jakoś tak spontanicznie, bo najpierw miał być surfing :D Jeśli chodzi o parkuor to wiem, że w sieci jest jakieś opowiadanie sasunaru z tą tematyką, jednak nie czytałam go :) jest ono pomieszane z tańcem, a moim zdaniem albo jedno, alb drugie, bo to dwa osobne bieguny są i nie można o dwóch tak rozległych wątkach pisać jednocześnie, takie jest moje zdanie :)Oj, nie kuś, nie kuś z tymi akrobatami, bo to bardzo kuszący koncept jest :D Jak czytałam o cekinowych strojach to aż wyobraziłam sobie takiego Sasuke w takim kostiumie :D zielonej szkoły nie będzie, ale mam nadzieję, że to co wymyśliłam, będzie równie ekscytujące jeśli chodzi o wątek surfingu :D Haha! chciałam zrobić wątek trójkąta miłosnego! wy nie chcieliście :D ale jeszcze pomyślę coś w tej kwestii.
Revira, tak, w takich bom bomowych klimatach czuję się naprawdę dobrze, dużo łatwiej mi się w nich pisze, no i mam do nich sentyment :D o! to jakbym czegoś nie wiedziała, będę mogła liczyć na radę? :)i naturalnie, wszystkie planowane opowiadania będą sasunarutowe. Chciałabym, żeby BB mial 50 rozdziałów, ale nie wiem, czy tyle mi akurat wyjdzie :) Nie mam szczegółowo rozdział do rozdziału rozplanowanej akcji.

Poprzedni rozdział był mi naprawdę potrzebny, wróciłam do 'korzeni' Bom Bom - aktu nienawiści, który w końcu zbudował relację chłopców :) Ostatnio zrobiło się trochę za słodko.
Aktualny rozdział trochę gorszy od poprzedniego, bo nie miałam za bardzo nastroju na zabawne treści, ale następny postaram się, żeby był lepszy, no i będzie w nim trochę więcej akcji :)
Dziękuję bardzo za wszystkie komentarze.

rozdział betowała niezawodna Kuroneko :)

Ostatni dzień bez Uchihy Naruto spędził bardzo intensywnie. Zarówno początek, jak i koniec niedzieli – a tym samym i poranny poniedziałek, był pasmem przyczynowo-skutkowych porażek, podczas których Uzumaki zgłębił swoją wiedzę na zadziwiająco wielu obszarach.
Równo o godzinie dwunastej w południe zjawił się na lodowisku w zimowym miasteczku. Zawitałby tam dużo wcześniej, jednak po wczorajszych dewiacjach, jakie wyprawiał z Uchihą, obudził się dopiero krótko przed południem. A z racji tego, że żaden próżny snowboardzista nie kopał w jego łóżko, nie krzyczał mu do ucha, czy brutalnie nie ściągał z niego kołdry – mógł rozkoszować się spokojnym snem przez maksymalnie długi czas.
Teraz, wypoczęty, w pełni sił i młodzieńczego wigoru, mógł stawić czoła przeciwnościom losu. Właśnie dlatego zmusił się do przyjścia pod wielkie drzwi niemniej dużego lodowiska, na którym wcześniej został brutalnie pobity przez zgraję wieprzy, z umiarkowanym skutkiem udających hokeistów. Teraz odbywał się na nim trening przyszłej pary olimpijskich gołąbków – Sakury Haruno i Rocka Lee.
Naruto wiedział, że pojawienie się na lodowisku równało się wejściu do jaskini lwa, z tą tylko różnicą, że to on będzie tam najgroźniejszym drapieżnikiem. No dobrze, może i była to przesadna pewność siebie, ale czy Naruto nie zasługiwał na miano króla zwierząt? Zwłaszcza w tym miasteczku?
Zignorował jakąś irytującą myśl, że to jednak Sasuke Uchiha zasługuje na ten znamienity tytuł. W końcu to Naruto walczył z całym miasteczkiem, czyli miał wystarczająco dużo siły, jak na króla zwierząt przystało. No i poza tym, to on zdetronizował lokalną księżniczkę z różowego tronu, a to już chyba zasługuje na jakiś order, prawda? A jeśli te argumenty wciąż są za słabe, pora na cięższą artylerię. Bo to on zdominował Sasuke – biedny Uchiha nie raz już się przekonał, jaki Naruto potrafi być drapieżny. A szczególnie wtedy, kiedy Uzumaki pozbawił jego tyłka niewinności. To zdecydowanie zasługiwało na co najmniej tytuł szlachecki.
Z uczuciem niekwestionowanej wielkości otworzył drzwi lodowiska, wchodząc majestatycznym krokiem do środka.
Wielka hala otaczała idealnie białą taflę lodu, po której aktualnie sunął z gracją flaminga Rock Lee. Echo łyżew uderzających o lód i krzyki trenera wypełniały przestrzeń na bezludnych teraz trybunach. Naruto stał na samym szczycie, w ostatnim rzędzie, z którego nie było widać fragmentu lodowiska. Dlatego też, dopiero kiedy wszedł kilka rzędów niżej, zobaczył Sakurę stojącą przy półściance i rozmawiającą z jakąś kobietą, która bez wątpienia była ich trenerką, bo kiedy tylko Lee niekontrolowanie potknął się na lodzie, cudem utrzymując równowagę, ona wykrzyczała pod jego adresem kilka barwnych epitetów. Naruto uśmiechnął się do siebie lekko, były to naprawdę ładne określenia, w sam raz pasujące do Rocka, i grzechem byłoby nie wykorzystać ich w przyszłości.
Przyszłe gwiazdy łyżwiarstwa zdawały się go nie zauważać, i kiedy Lee kręcił malownicze piruety, a Sakura zaczynała właśnie swoją rozgrzewkę, Naruto usiadł w pierwszym rzędzie, przyglądając się ich treningowi.
Haruno, tak jak mówił Sasuke, miała zadatki na sportową gwiazdę. Poruszała się z gracją, lekko i płynnie sunąc po lodzie. Nie wykonywała żadnych gwałtownych, czy niepotrzebnych ruchów. A kiedy z miażdżącą szybkością obracała się wokół własnej osi, Naruto poczuł, jak jego żołądek zaciska się nieprzyjemnie. To uczucie szybko jednak minęło, gdy dziewczyna wygięła się ponętnie, unosząc jedną nogę wysoko w górę. Gdyby Uzumaki wiedział, że Sakura jest taka giętka, może pomyślałby o uwiedzeniu jej w halloweenowy wieczór?
Nie, oczywiście, że nie. Wstyd się przyznać, ale kiedy nie ma przy nim Uchihy, zaczynał chyba myśleć fiutem.
- Kim jesteś? – usłyszał nagle męski, szorstki głos za sobą. Spojrzał w tył i pierwszym, co rzuciło mu się w oczy była do połowy wypalona fajka. Zaraz potem zobaczył czarną bródkę pasem ciągnącą się aż do imponujących baków. – To zamknięty trening, nie wolno ci tutaj przebywać – warknął mężczyzna nieprzyjaznym tonem i podszedł o krok bliżej Uzumakiego.
Myśli Naruto dzisiejszego dnia śmigały jak oszalałe, dlatego też kolejna irytująca refleksja dotyczyła króla zwierząt. Wszedł tutaj z przekonaniem, że to on będzie samcem alfa, zapominając tym samym, że życie potrafi czasem zaskakiwać. Jeszcze się okaże, że Uchiha wcale nie chce być potężnym i władczym lwem, a woli bardziej pasującą do niego rolę tajemniczego i równie nieprzewidywalnego tygrysa syberyjskiego.
- Mam cię stąd wyprowadzić siłą, pytam, do cholery, kim jesteś, gówniarzu! – powtórzył pytanie, a papieros w jego ustach wygiął się niebezpiecznie, jakby zaraz miał się złamać. Naruto uśmiechnął się do siebie lekko. Pamiętacie, że dzisiaj był w doskonałym humorze – pełen energii i młodzieńczego wigoru? Najwyższa pora go wykorzystać.
- Jestem chłopakiem, którego Sakura oskarżyła o gwałt, mówi to panu coś? – zapytał najgrzeczniej jak umiał i równie kulturalnie starał się nie okazywać satysfakcji na widok miny nieznajomego mężczyzny, która bez dwóch zdań była bezcenna. I kto tu jest królem zwierząt?
- Przerwa! – krzyknął facet mocnym głosem, a kiedy Sakura spojrzała w jego stronę, skinął na nią ręką. Naruto widział, jak w zielonych oczach Haruno pojawia się przerażenie. Przygryzła zdenerwowana wargę i podjechała do krawędzi lodowiska, czekając, aż Uzumaki do niej podejdzie. Całe szczęście wniebowzięty Lee był zbyt zaabsorbowany szaleńczymi piruetami, które kręcił, żeby zobaczyć, co się dzieje.
- Naruto?
- Cieszę się, że zapamiętałaś, jak mam na imię. Aż mi się cieplej na sercu zrobiło z tego powodu – uśmiechnął się do niej lekko, kątem oka widząc, jak tajemniczy facet odchodzi, co chwila obracając się jednak i patrząc na blondyna nieufnie. A może tak patrzył na Sakurę?
- Po co przyszedłeś? – zapytała niepewnie, ignorując jego błyskotliwy przytyk. Naruto westchnął cicho. Ciekawe, co by teraz powiedział Uchiha, gdyby go widział?
- Chcę wiedzieć, jak sobie radzisz.
- Z…
Naruto kiwnął jedynie głową. Założył ręce na piersi, patrząc wyczekująco na Sakurę, która zmieszała się wyraźnie. Właśnie kiedy otwierała usta, żeby udzielić odpowiedzi, zauważył ich lodowy baletmistrz.
- Hej! – krzyknął i z furią wymalowaną na twarzy podjechał szybko w ich stronę. – Co ty tu, kurwa, robisz?!
- Ustalamy z Sakurą, kiedy będzie mogła mi zrobić loda – zmrużył prowokacyjnie oczy, uśmiechając się, gdy Lee wychylił się zza pół ściany oddzielającej lodową taflę od trybun w bojowych zamiarach. Uzumaki był jednak poza jego zasięgiem, robiąc jeden nieistotny krok w tył. – Nie wierzgaj tak, bo się jeszcze przewrócisz, księżniczko. Łyżwy są ostre, pamiętaj. Nie chcemy przecież, żeby jedna gdzieś ci się wbiła, prawda? – zapytał z serdecznym uśmiechem na ustach.
- Rock, zostaw nas – powiedziała nagle Sakura, nie patrząc na swojego sportowego partnera.
- Ale…
- Zostaw, powiedziałam! – syknęła, a Lee zarumienił się i z zaciśniętymi zębami – dziw, że sobie ich nie połamał – odjechał.
- Więc? – zapytał w końcu Naruto, przerywając niezręczną ciszę, która między nimi nastąpiła.
Haruno westchnęła ciężko i przetarła ręką oczy, jakby zaraz miała się rozpłakać.
- Jest ciężko, Naruto, cholernie ciężko – powiedziała w końcu z trudem, jakby każde słowo wymagało olbrzymiego wysiłku.
Naruto przymknął oczy, czekając na dalszą część wypowiedzi. Mógł przygotować się na melodramat, w końcu był do przewidzenia.
- Każdej nocy czuję… przypomina mi się to… i wtedy… Dostał piętnaście lat, wyobrażasz to sobie? Piętnaście cholernych lat za zmarnowanie mi życia! – syknęła, uderzając dłonią o belkę. – Nie mogę przestać o tym myśleć, to mnie prześladuje, a każdy dotyk… - z każdym kolejnym słowem jej głos coraz bardziej się łamał, jednak nie rozpłakała się. Na razie. – Ale wiesz co jest w tym wszystkim najgorsze? – uśmiechnęła się blado, zupełnie nienaturalnie. – Że muszę żyć dalej. Trzeba wstać i nauczyć się żyć z tym, co zrobił mi ten cholerny sukinsyn. Ale wciąż nie mogę zaakceptować swojego ciała, wiesz? Kiedyś… kiedyś je uwielbiałam, ale teraz…
Naruto uśmiechnął się lekko. Gwałciciel, kucharz od wyborowych krewetek dostał piętnaście lat więzienia za gwałt. Wiedział, że nie była to brutalna próba gwałtu, napastnik, jeśli można użyć tych słów, potraktował Sakurę niemal jak księżniczkę. I dostał piętnaście lat. To dużo, Naruto nie znał się, ale wydawało mu się, że to dużo. A on? ile dostałby za swoje wcześniejsze grzechy? Oskarżony o próbę morderstwa na grupie nastoletnich chłopców? Brutalnym pobiciu?
- Dzięki łyżwiarstwu mogę o tym zapomnieć. Chociaż na te kilka godzin, kiedy jestem na lodowisku czuję się tak, jak dawniej. Czuję się naprawdę kimś.
Naruto uśmiechnął się gorzko. Znał to uczucie, doskonale je znał. Zaraz po trafieniu do poprawczaka rozpoczął lekcję nauki jazdy na desce surfingowej. I opanował ją szybciej, niż ktokolwiek mógł przypuszczać. Kiedy wchodził do wody nie był już postrachem siejącym grozę, nastoletnim przestępcą. Był surferem. Z roku na rok coraz lepszym. A kiedy łapał fale, nic się nie liczyło.
- No i mój trener Asuma, to ten, z którym rozmawiałeś wcześniej – wskazała ręką w kierunku, w którym odszedł tajemniczy mężczyzna. – On mówi, że jeśli dobrze pójdzie, mamy szansę na wygranie mistrzostw juniorów. Lee trochę odbiega ode mnie, więc będę jeszcze myślała nad występem solowym, ale może uda nam się zaistnieć. Byłoby wspaniale! – uśmiechnęła się radośnie, uśmiechem zupełnie niepodobnym do depresyjnej, załamanej Sakury. Przypominała teraz dawną siebie. To dobrze, czy źle? – Och, i wiesz co? Jeśli wygralibyśmy mistrzostwa juniorów, mielibyśmy duże szanse na zakwalifikowanie się na olimpiadę za rok. Jeśli tak, reprezentowalibyśmy Stany razem z Sasuke!
Naruto uśmiechnął się niespodziewanie, a zainteresowanie, które znikało i pojawiało się w ciągu monologu Sakury, teraz powróciło z podwójną mocą.
- Będę trzymał za was kciuki – powiedział z podejrzanym, wrednym uśmieszkiem na ustach.
Ciekawe, co Sasuke powie na takie rewelacje?
Już się odwracał z zamiarem opuszczenia lodowiska, kiedy Sakura niespodziewanie złapała go za rękę. Jej dotyk był gorący i czuł, że jej dłonie są mokre od potu. Spojrzał na nią z zaskoczeniem.
- Naruto… dzięki, że przyszedłeś. To wiele dla mnie znaczy – powiedziała niepewnie, a Uzumaki skinął jedynie głową.
- Wracaj już lepiej do treningu – mruknął, odwracając się w kierunku schodów prowadzących do wyjścia.
Sakura była ofiarą. Spotkało ją coś strasznego i cokolwiek nie zrobiła w przeszłości, nie zasługiwała na taki los. Sasuke nie miał racji, należało jej się współczucie, cholerne współczucie, albo chociaż zainteresowanie.
Odwrócił się, będąc już na szczycie schodów, w ostatnim rzędzie trybun. Sakura jechała teraz tyłem, przygotowując się do skoku. A kiedy skoczyła, lądując z zadziwiającą sprawnością, Naruto uśmiechnął się lekko, ze zrezygnowaniem.
Sakura nie była chyba aż taka zła. Zwłaszcza, kiedy występowała w roli łyżwiarki.



Naruto z braku lepszych pomysłów na spędzenie dnia, postanowił wrócić do pensjonatu. Wprawdzie mógł iść na stok i poćwiczyć jazdę na tym cholernym snowboardzie, ale nie miał za bardzo ochoty na tarzanie się w śniegu. Sakura uświadomiła mu, jak bolesna była strata surfingu i jak bardzo brakowało mu oceanu. W przeciwieństwie do niektórych, on nie miał dodatkowych pokładów tłuszczu, który mógłby go grzać w zimne, śnieżne dni. Naruto składał się tylko z samych mięśni, których w Los Angeles nie musiał się wstydzić, a w tym cholernym zimowym miasteczku… Krótko mówiąc nie był przystosowany do zbyt niskich temperatur, zwłaszcza, kiedy Uchihy nie było w pobliżu. Ktoś w końcu musiał podwyższać jego temperaturę, żeby tutaj nie zamarzł, prawda?
Już kierował się w stronę schodów na piętro, kiedy niespodziewanie w korytarzu mignęła mu wściekle ruda czupryna bujnych, długich włosów. W tym cholernym zimowym miasteczku tylko jedna osoba nosiła coś takiego na głowie – jego matka.
- Niech to szlag! – zaklął cicho, a kiedy recepcjonistka spojrzała na niego zaskoczona, uśmiechnął się do niej czarująco i szybko skierował się w stronę korytarza.
Stosunki z jego matką plasowały się na poziomie chłodnej uprzejmości z jego strony i wygasłej gorliwości z jej. Kobieta przestała już zabiegać o swojego syna tak, jak robiła to zaraz po jego wyjściu z więzienia. Najwyraźniej walka o względy Naruto już jej się nieco znudziła, i postanowiła wrócić do swojego dawnego, nudnego życia u boku męża tyrana i nierozgarniętych dzieci. Oczywiście, nie żeby urwała kontakt ze swoim szczęśliwie odnalezionym pierworodnym. Naruto spotykał się ze swoją matką od czasu do czasu, czy chodził razem z Sasuke, jakkolwiek absurdalnie to brzmiało, na niedzielne obiady. Ta godzina spędzona w towarzystwie jego przyrodniego rodzeństwa i Kushiny z wybuchowym dodatkiem snowboardowego króla przy boku, była tak żałosna, że później miał problem z powrotem do dawnego trybu życia. Naprawdę, po niektórych bardziej ‘odjazdowych’ spotkaniach miał zaburzenia osobowości, co Uchiha już niejednokrotnie wykorzystał w naprawdę niecnych celach. A później się dziwić, że Naruto mści się na nim podczas ich erotycznych zabaw.
- Nie wydaje ci się to dziwne? – usłyszał podniecony głos swojej matki, kiedy stanął tuż przy lekko uchylonych drzwiach jednego z małych salonów.
- Oczywiście, że nie. – usłyszał spokojny, poważny głos matki Uchihy. – Tak bardzo boisz się o Naruto? - wyczuł wyrachowany uśmiech w jej słowach. Przed oczyma stanęła mu dawna scena w gabinecie dyrektorki, kiedy po raz pierwszy poznał Mikoto – dumną kobietę, pełną chłodnej uprzejmości i swego rodzaju wyższości, pogardy dla innych. Wprawdzie jego stosunki z matką Sasuke znacznie się ociepliły, ale teraz – podczas rozmowy z Kushiną – była tą samą oziębłą damą, co podczas ich pierwszego spotkania.
- Nie chcę, żeby przeszedł to samo, co ja! – odpowiedział jej podniesiony, wyraźnie zdenerwowany głos jego matki. Zmarszczył brwi, pochylając się jeszcze bardziej w stronę uchylonych drzwi i następnym, co usłyszał, był czysty, dźwięczny śmiech matki Uchihy.
- Ależ kochanie – powiedziała ciepłym, niemal przyjaznym głosem, w którym kryła się jednak szczypta ironii. – Zapomniałaś chyba, że to również syn Minato. Jak zdążyłam już zauważyć, jest do niego podobny nie tylko w wyglądzie.
- Przestań z tego kpić, Mikoto!
- Zostawił cię tak samo jak on, prawda? Gdyby Minato dowiedział się o tym, byłby dumny ze swojego syna.
- Zamknij się! – krzyknęła jego matka wściekłym głosem i Naruto usłyszał głośne plaśnięcie. Miał cholerną ochotę wychylić głowę zza drzwi i zobaczyć, co się też stało, jednak ostatecznie musiał się powstrzymać. Wtedy kobiety z pewnością by go zobaczyły, a tego nie chciał.
- Będziesz policzkowała mnie za każdym razem, gdy tylko o nim wspomnę? Tyle razy powtarzałam ci, że ten chłopak zrani cię tak samo, jak Namikaze! Dlaczego ty wciąż o nim myślisz? To chore, Kushina, powinnaś już dawno o nim zapomnieć i…
- I co? Zająć się pielęgnowaniem naszej przyjaźni?
- Dobrze wiesz, kochanie, że nie o to mi chodzi.
- Chcę, żeby Naruto wrócił z powrotem do mojego domu. Jego miejsce jest przy kochającej rodzinie.
- Myślisz, że siłą zmusisz go do powrotu? – Mikoto westchnęła cicho. – Za bardzo zżył się z Sasuke, żeby teraz do ciebie wrócić.
- I właśnie o tym mówię, do cholery! Nie uważasz, że dwaj chłopcy mieszkający w jednym pokoju są co najmniej dziwni?
- Naruto śpi na kanapie, osobiście to sprawdzałam, nie musisz się martwić – powiedziała, a stojący za drzwiami Uzumaki odetchnął z ulgą. Razem z Uchihą przygotowali wszystko bardzo dokładnie na kontrolne wizyty jego przyszłej teściowej. Nie pozostawili żadnej poszlaki sugerującej ich potajemny romans.
- Uważasz, że przesadzam? – w głosie Kushiny słychać było rezygnację.
- Oczywiście kochanie. Naprawdę nie ma się o co martwić.
- Nasza tajemnica jest dużo gorsza, prawda?
- Módl się, żeby nikt jej nie poznał – usłyszał jej głos niebezpiecznie blisko drzwi, więc nie czekając na nic, puścił się biegiem przez korytarz, dosłownie w ostatniej chwili chowając się za róg, kiedy drzwi otworzyły się i z małego saloniku wyszła Mikoto Uchiha. Naruto odetchnął głębiej, idąc przyśpieszonym krokiem po głównym holu i mrugając jeszcze do recepcjonistki, skierował się na schody, do swojego pokoju.


Sasuke nie odzywał się przez resztę dnia, więc Naruto nie miał z kim porozmawiać o dziwnej konwersacji ich matek. Wprawdzie mógł iść jeszcze do starszego Uchihy, ale jakoś nie wyobrażał sobie z nim tej rozmowy: „Nasze matki ukrywają jakiś straszny sekret, jak myślisz zamordowały kogoś? O, a tak przy okazji, zaczynają podejrzewać, że pieprzymy się z twoim bratem po kątach. Jak myślisz, może lepiej zacznijmy używać prezerwatyw, bo jak się wyda, że bzykamy się bez gumek, będzie już po nas”.
Nie, oczywiście, że nie. To było absurdalne. Itachi wprawdzie był wspaniałym towarzyszem rozmów, jednak tylko jeśli chodziło o jego młodszego brata. Tajemnice, wstydliwe wspomnienia z dzieciństwa małego, słodkiego Sasuke były jak najbardziej ok., czysto przyjacielska rozmowa o głupotach również, ale o poważnych tematach musiał rozmawiać ze snowboardowym mistrzem. Bo nie ma co ukrywać, Sasuke przecież znał go najlepiej, a jakby tego było mało, w końcu musiał przydać się na coś innego niż tylko seks, ratowanie z opresji i słowne przepychanki. Taki Uchiha powinien być w końcu wielofunkcyjny! A jak nie, Naruto będzie musiał wymienić go na lepszy model. Właśnie, kiedy tylko brunet wróci z tych swoich zawodów, będzie musiał go nastraszyć, że jeśli nie będzie się dobrze sprawował, czeka go detronizacja.
Naruto westchnął ciężko, postanawiając, że w ostatni wieczór wolności pójdzie się porządnie zabawić z turystkami. Od jutra będzie znów musiał tolerować obecność próżnego snowboardowego mistrza, a to wymaga podwójnej dawki przyjemności. Dziwną rozmowę ich matek również postanowił na razie zignorować, sugerując się myślą, że na zmartwienie jest zawsze czas, a najlepiej martwić się z Uchihą. Dlatego właśnie z szelmowskim błyskiem w oku, nonszalanckim uśmiechem na ustach i czarnej, niezwykle seksownej koszuli bruneta zszedł na dół, na przyjęcie organizowane przez grupkę przyjezdnych kobiet, które na pewno ugoszczą go jak księcia.



Wspaniała, niesamowita niedziela! Po prostu cudowna, wyśmienita, cholera!
Do swojego pokoju wrócił po trzeciej w nocy i miał kompletnie gdzieś fakt, że jutro będzie musiał wstać wcześnie rano do szkoły. Trzeba zauważyć, że był również mocno podchmielony, więc z tym porannym wstawaniem może być naprawdę różnie. Ale liczy się przecież dobra zabawa, prawda? Raz, czy dwa jak opuści dzień w szkole nic się przecież nie stanie. Och, a zabawa była wyśmienita! Nie miał pojęcia, że do pensjonatu przyjeżdżają takie ładne dziewczyny! A obiecały mu, że na sylwestra również się zjawią. Nie ma co ukrywać, Uzumaki naprawdę im się spodobał.
Naruto zaśmiał się do siebie i nawet nie zapalając światła, na oślep zaczął ściągać z siebie ubranie. Najpierw czarną koszulę Uchihy przesiąkniętą zapachem kobiecych perfum, później spodnie. Żałował, że nikt mu w tej czynności nie mógł pomóc, bo cholerny zamek w jego jeansach zaczął niespodziewanie z nim walczyć, nie chcąc się przed nim otworzyć. Niech to szlag! W tym stanie Naruto był naprawdę wyrozumiały, jednak nie mógł znieść tak jawnej zdrady jego garderoby, która nie chciała go uwolnić ze swoich szponów. Złorzecząc na producenta jeansów, dał za wygraną i rzucił się padnięty na łóżko.
Dzisiejszy wieczór był pełen wrażeń, dlatego Naruto miał po czym odpoczywać. Dodatkowo pozwolił sobie na nieco więcej drinków niż miał w zwyczaju – przy Sasuke nawet jeśli pili, ciągle zachowywał czujność – dlatego też nie mógł zauważyć braku czegoś bardzo ważnego w pokoju Uchihy, dokładniej w terrarium. Ze słodką nieświadomością oddał się w objęcia Morfeusza, nie mając nawet pojęcia o tym, gdzie jest Orochimaru.

wtorek, 5 lipca 2011

środa, 29 czerwca 2011

Bom Bom! 36

Eve949, dziękuję bardzo za cenną uwagę, na pewno jej nie zbagatelizuję :) narusasu pisałam pierwszy raz i wcześniej nie miałam za dużo wspólnego z tą parą, ale postaram się, aby każdy kolejny stosunek z pasywnym Sasuke był coraz lepszy. Dzięki twojej uwadze wiem już, nad czym popracować, dlatego dziękuję raz jeszcze.
ikuko, powoli będę ujawniała kolejne sekrety z życia Madary, więc niech ci siedzi on w głowie, żebyś mogła później wszystko połączyć w całość.
Daimon, oczywiście o Sakurze pamiętałam i o reszcie wprowadzonego uprzednio towarzystwo także, każdy będzie miał w Bom Bom! swoje 5 minut, prędzej, czy później, chociaż moje tempo pisania pokazuje, że jednak później, ba! dużo później :)A jeśli o socjologię, to wybrałam ją dlatego, że w systemie amerykańskiego szkolnictwa trzeba zaliczyć jedną jej godzinę w ciągu bodajże roku, Sasuke ma ją przed sobą, Naruto teraz ją wybrał. Niemniej, bardzo podobała mi się twoja analiza ;)
Sake, o. nawet nie wiesz, jak mnie zdziwiło, że bardziej podoba ci się 2cz. Refuge. Kwestia 1 i 2 cz. bardziej polega na tym, kto co lubi - w 1. jest więcej błędów, jest pisana innym, lżejszym stylem, 2 ma w sobie masę zawiłości, które większość - o ile są źle poprowadzone jak w Refuge - irytuje. Jeśli masz ochotę, możesz poprawić Refuge, nie widzę zastrzeżeń :)Jeśli chodzi o Naruto, to wydaje mi się, że to właśnie on jest bardziej męski od Sasuke biorąc ich z alternatywnego świata. Chociaż zależy z jakim opowiadaniem mamy do czynienia. A narusasu popełniłam, chociaż u innego blogera bym chyba nie przeczytała :)
deedwarda, gwałt nie powinien być zapłatą za to, co spotkało Sakurę. Jakiekolwiek ma zdanie na ten temat Sasuke:). Nie wiem, czy znaleźliby odpowiednio wyposażonych aktorów do serialowego BB ;> Dobre spostrzeżenie z Lee zakochanym w Sakurze.
Anemic, nie dziwię ci się, że nie chcesz wracać do Refuge i lepiej do niego nie wracaj ^^' Bardzo się cieszę, że ci szkoda Sakury, właśnie tak miało być, nawet jeśli opinia Sasuke mogła utrudniać to współczucie :)
Jumii, Naruto z zamierzenia miał być wytrącony z kanonu, bo tak bardzo nie lubię mangowego Uzumakiego, że nie zdzierżyłabym go w swoim ff :)
Wiem, że każdy widzi w postaci coś innego, jednak nie zgodzę się, z tym, że stworzyłam zarówno z Sasuke, jak i z Naruto Mary Sue. Mają wady, które może nie widać na pierwszy rzut oka, które niektórym mogą wydawać się zaletami, ale chłopcy - pomimo ich jawnego fizycznego wyidealizowania - nie mają perfekcyjnych charakterów. Bom Bom ma bardziej klimat american dream, więc może dlatego przy pierwszym podejściu można pomylić go z marysuizmem. Sakura może była lekko przesadzona w kwestii makijażu, ale po incydencie z halloween, to już się z pewnością nie powtórzy ;)BB do chyba 20 rozdziału było w ogóle niebetowane, więc na początku mogło być więcej błędów, niż teraz, jednak każde opowiadanie posiada błędy, a żeby je całkowicie zredukować, tekst musiałoby prześledzić kilka bet :) Tak, te wtrącenia w rozdziałach to niewątpliwie inspiracja Gnw, mam ogromną słabość do tego serialu :)O! postaram się już mniej używać tego wyrażenia, ale to jedno z moich ulubionych, więc masz rację, pewnie często musiało występować.Dziękuję za szczerą opinię :)
FuBu, publikacje wciąż będą nieregularne, chociaż na pewno częściej dodawane niż w roku szkolnym :)
Nana, kochanie, pamiętaj, że jedne rzeczy się kończą, drugie zaczynają :)


Dziękuję bardzo za komentarze. Bardzo przyjemnie się na niego odpisywało, naprawdę :)
Najwyższa pora, żebym wam również powiedziała o swoich planach, bo kilka osób wspomina o Refuge i Kiczu.
Po zakończeniu Bom Bom! planuję krótkie, 10-rozdziałowe opowiadanie, a po nim najprawdopodobniej coś zbliżonego do klimatów Bom Bom! Najpewniej czuję się w tematyce akrobatyki, więc bardzo prawdopodobne, że przyszłe opowiadanie będzie o parkuorze.Jeśli chodzi o Kicz mam zamiar napisać drugą część, jednak nie będzie to kontynuacja pierwowzoru. Tematem wspólnym będzie moda. Refuge jest na razie zawieszone, aż do odwołania. Wiem, że obiecałam, że je dokończę, jednak na razie nie czuję się na siłach.
Dziękuję za uwagę.

betowała Kuroneko :)

Bom Bom 36

Sasuke za kilka dni miał jechać na zawody. Pierwsze poważne zawody, w których weźmie udział, bo jak powszechnie wiadomo, wcześniejsze, te otwierające sezon musiały obejść się bez obecności największej gwiazdy zimowych sportów ekstremalnych. Zamiast prestiżu, kupy pieniędzy, które dostałby za udział w zawodach, i automatycznego zajęcia pierwszego miejsca w ogólnej tabeli krajowej, dostał Uzumakiego siedzącego za kratkami miasteczkowego aresztu i Sakurę wydymaną przez jakiegoś tajemniczego osobnika, którego też musiał szybko odnaleźć. Jego misja zakończyła się sukcesem, został cichym bohaterem, a nagroda – pieprzenie z Uzumakim – była warta grzechu, jego nieobecności na zawodach, czy nawet gniewu ojca.
Jednak teraz pora zakończyć już przyjemności i najwyższy czas na wkroczenie wielkiego Uchihy na arenę snowboardingu. Może to i lepiej, że nie brał udziału w pierwszych zawodach? Tym niezamierzonym posunięciem wywołał niemałe zainteresowanie mediów, niepewność jego rywali, ogólne poruszenie w kraju, na które wcześniej nie chciał zwracać uwagi, jednak teraz – tuż przed zawodami – było mu ono niebywale na rękę. Szykował się powrót Uchihy i wszyscy nie mogli się już go doczekać. A on na tych zawodach miał zaskoczyć wszystkich. Udowodni im, że pomimo tak młodego wieku jest gwiazdą w swoim fachu – udowodni tym, którzy co do tej kwestii mieli jeszcze jakiekolwiek wątpliwości. On rozwieje wszystkie, wraz z serią skomplikowanych tricków, jakie miał w planach wykonać.
Z lekkim uśmiechem zasunął zamek błyskawiczny sportowej torby, którą miał zamiar wziąć na zawody. Wyjazdy były rutyną w zimowym sezonie, więc kwestię pakowania, wielogodzinnego podróżowania i przystosowywania się do nowych warunków miał opanowane na poziomie co najmniej dobrym. Nie miał z tym zatem żadnych problemów, ale najwyraźniej jego kochanek ukrywający się za mianem współlokatora – tak.
Spojrzał na Uzumakiego, który z pochmurną miną siedział na kanapie, wgapiając się bezmyślnie w ekran telewizora. Od rana chłopak odzywał się do niego używając tylko kuchennej łaciny, więc ich komunikacja była utrudniona, ale nie niemożliwa. W gąszczu niecenzuralnych słów Sasuke zdołał zorientować się, za co blondyn się na niego obraził. I nie mógł nie uśmiechnąć się z satysfakcją, zdając sobie sprawę, że Naruto jest wściekły za to, że nie może z Uchihą jechać, że musi zostać w pensjonacie zdany na łaskę, bądź niełaskę losu. Oczywiście jego ojciec nie miał prawa nawet tknąć mieszkającego u niego Uzumakiego, to było pewne, ale zimowe miasteczko nie było już tym zimowym miasteczkiem bez Sasuke. I to był główny problem, z jakim Naruto musiał się zmierzyć, podczas tych bagatela jedynie trzech dni nieobecności Uchihy. Najlepsza jednak była świadomość, że kiedy tylko wróci czeka go dzikie, namiętne i zmysłowe powitanie z Uzumakim. I dla tego warto było wyjechać na te kilka dni. Ale Naruto najwyraźniej zapewniłby mu takie powitanie już teraz, byleby tylko nie wyjeżdżał. Najzabawniejsze w tym wszystkim było natomiast to, że blondyn nigdy nie przyznałby się do swoich nostalgicznych zapędów względem Uchihy, i nigdy też nie pokazałby po sobie, że wyjazd Uchihy w jakikolwiek sposób go rusza.
- Tylko nie spieprz czegoś, jak mnie nie będzie – powiedział Sasuke na odchodnym, patrząc ponaglająco na Uzumakiego, który nawet nie drgnął, wciąż wgapiając się w ekran telewizora. Cóż, jeśli Sasuke liczył na jakieś romantyczne pożegnanie, to chyba się przeliczył. Ale odbije sobie to za kilka dni, kiedy wróci do miasteczka.
Do drzwi odprowadziło go kilka niecenzuralnych słów rzuconych w przestrzeń.


Naruto westchnął cicho, kiedy drzwi zamknęły się za Uchihą. Nawet nie kłopotał się ich zamknięciem, jak miał w zwyczaju robić, gdy zawsze przebywali sami w pokoju Sasuke.
- Niech cię szlag – warknął, zaciskając mocno palce na nowym, niedawno kupionym pilocie, którego jeszcze ani razu nie udało im się rozwalić.
Był wściekły na Uchihę i nie miał najmniejszego zamiaru tego ukrywać. Kretyn zostawił go w tych cholernym pensjonacie jak jakiegoś psa, jak jakąś francowatą żonę, która miałaby czekać na niego z utęsknieniem! Co on sobie właściwie wyobrażał?
Naruto zmrużył z irytacją oczy, zaczynając przełączać w piorunująco szybkim tempie kanały, na żadnym nie zatrzymując się dłużej niż na nanosekundę.
‘Pieprzymy się jak króliki’ wcale nie oznacza ‘Jesteśmy parą z poważnymi rokowaniami na przyszłość’, a Uchiha zaczął sobie chyba coś podobnego wyobrażać. Do cholery! On nie ma do czynienia z Sakurą, tylko z Uzumakim!
Naruto zmrużył z irytacją oczy. Może był zbyt zajęty bzykaniem się z Uchihą, że umknął mu gdzieś jakże mało istotny szczegół rozpoczęcia z tym draniem związku? Co do cholery! Teraz miał się zwracać do niego przez per chłopak? A może powinien mu zacząć mówić tygrysku?
Przez ostatni miesiąc nie zastanawiał się, jak bardzo zmieniła się jego relacja z Uchihą. Zresztą, po co miał zacząć to robić? W prosty sposób ewoluowali z roli niepewnych przyjaciół do zaawansowanych, gotowych na wszystko kochanków. Nigdy nie myślał o tym jak o związku. Byli kumplami, przyjaciółmi, parą spragnionych mocnych wrażeń kochanków, ale nigdy parą. Nie chciał się wiązać z Uchihą. Tak naprawdę, to w ogóle nie myślał o przyszłości, o tym, co będzie za choćby rok - czy nadal będzie mieszkał w pokoju Sasuke i czy nadal będą się razem zabawiać.
Sierociniec nauczył go, żeby nie myśleć w przód, o przyszłości, żeby nie snuć głupich planów, bo one niosą za sobą jedynie rozczarowanie. Poprawczak utwierdził go w tym przekonaniu. A marzenia…
Marzenia również wiązały się z rzeczywistością.
Warknął groźnie, będąc bliskim rzucenia nowym pilotem o ścianę. Powstrzymał się jednak w ostatniej chwili, kiedy na ekranie mignął mu jakiś stary, wojenny film.
Zmarszczył brwi, patrząc, jak wielki czołg sunie po ciałach poległych żołnierzy. Poważna, przytłaczająca muzyka dudniła z głośników telewizora, a smutny, wojenny krajobraz przesuwał się wraz z jadącym czołgiem.
Naruto przygryzł wargę, wstrzymując oddech. Niewiele myśląc wyciągnął telefon z kieszeni i automatycznie wykręcił numer Sasuke.
- Iruka i Kakashi byli razem na wojnie – powiedział w końcu, kiedy usłyszał niski, głęboki głos Uchihy.
- I co z tego?
- Razem z Madarą.
Po drugiej stronie aparatu nastała głęboka cisza. Z telewizora natomiast rozległy się obezwładniające dźwięki strzelania i cierpienia konających żołnierzy. Nie miał pojęcia, czy Sasuke również je słyszy.
- Po co mi to mówisz? – zapytał w końcu Sasuke zmęczonym głosem. Ostatnim razem, kiedy zaczął snuć insynuacje o rzekomo poznanej tajemnicy o swoim wuju, wszystko okazało się kompletną ściemą. Uchiha manipulował nim, chcąc poznać prawdę, bawił się jego kosztem, doskonale zdając sobie sprawę z faktu, że to on sam jest zabawką w rękach Uzumakiego, ponieważ to blondyn wie o czymś, o czym Sasuke usilnie stara się dowiedzieć. Ale to był chyba fenomen Uchihy – pomimo swojego złego położenia, wciąż pozostaje pełnym gracji, władczym zimny draniem.
- Madara był świrem. Po drugiej wojnie światowej kompletnie mu odwaliło, a kiedy wyjechał na wojnę do Korei… Podobno z jego rozkazu zbombardowali wioskę.
- Nie mam czasu przejmować się teraz twoimi cholernymi historiami, mam ważniejsze rzeczy do roboty! – syknął Uchiha, a kiedy Naruto już miał mu coś odpowiedzieć, usłyszał tylko głuchy sygnał w aparacie. Z uśmiechem satysfakcji odłożył telefon na kanapę.
Tym prostym posunięciem rozwiał wszystkie głupie myśli o związkach, serduszkach i miłości.

Sasuke w ciągu następnego dnia nie zadzwonił ani razu, jednak Naruto w ogóle się tym nie przejmował. Szczerze powiedziawszy nie przejmował się masą rzeczy, która spadła na niego po wyjeździe Uchihy.
Po pierwsze, i chyba najważniejsze, nie przejmował się nienawiścią panującą w pensjonacie, kiedy nie był już chroniony przez snowboardowego mistrza. Niektórzy z pracowników patrzyli na niego podejrzliwie, jakby chłopak zaraz miał wyciągnąć karabin maszynowy z majtek i powystrzelać wszystkich ludzi. Wciąż traktowali go jak przestępcę? Chociaż może dziwnie to zabrzmi, miło było powrócić do miasteczkowej nietolerancji i tej przesadnej nieufności. Poczuł się prawie jak za starych, dobrych czasów, kiedy darł koty z Uchihą i był sam jeden na polu bitwy. Szczerze powiedziawszy, brakowało mu tego pazura, subtelnej nienawiści, którą kiedyś tak wylewnie się darzyli. Ukłucie adrenaliny i niepewności, co mogą zrobić, żeby tylko sobie dopiec… Naruto wczoraj udowodnił, dzwoniąc do Uchihy, że chyba pora wrócić do dawnych korzeni.
Po drugie nie przejmował się dziwnymi spojrzeniami ludzi, kiedy pił jak gdyby nigdy nic grzane goździkowe wino, siedząc w wygodnym fotelu przy kominku w towarzystwie Itachiego Uchihy. Najbardziej w ich wieczornych spotkaniach lubił chwile, kiedy Itachi opowiadał o swoim młodszym bracie. Nie mówili nic na temat Madary i tajemnicy ciążącej na ich rodzinie od tamtego pamiętnego wydarzenia, które odbiło się na nich piętnem również w następnych latach. Itachi opowiadał o tym, jak Sasuke pierwszy raz uczył się jeździć na desce, jak pierwszy raz się upił, czy pocałował swoją koleżankę – ciekawe, co Itachi by zrobił, gdyby Naruto opowiedział mu niewątpliwie dużo ciekawszą historię o tym, jak jego brat pierwszy raz pocałował chłopca. Słuchał wszystkiego z niemal ckliwym uśmiechem na ustach. Wiedział, że teraz, przy Itachim może sobie na niego pozwolić. Kiedy natomiast wróci jego snowboardowy mistrz, zdziwi się, jak wiele Naruto wie o jego upokorzeniach z dawnych lat. Jego niekwestionowanym faworytem było wspomnienie, w którym Sasuke pierwszy raz wybrał się do cyrku. Kto by pomyślał, że taki dupek jak on tak panicznie boi się klaunów?
Po trzecie natomiast – i to był chyba największy błąd, za który wkrótce przyjdzie mu słono zapłacić – kompletnie przestał interesować się Orochimaru. Co jakiś czas, gdy akurat mu się przypomniało, lub gdy, bardziej tematycznie, pomyślał o swoim kroczu, rzucał coś na ząb wężowi. Postanowił, i dobitnie oznajmił to Sasuke kiedy wyjeżdżał, że nie będzie rzucał żadnych biednych, bezbronnych gryzoni na pastwę wygłodniałego węża. Uchiha nie uległ namowom Naruto na karmienie gada psią karmą, kupując kilkanaście żywych myszy, które blondyn miał podawać Orochimaru o konkretnych porach dnia. Naruto zbuntował się i w kolejnej fazie z cyklu: ‘Nie jestem żoną tego kretyna, żeby karmić jego pytona”, odpuścił sobie bawienie się w czułego opiekuna zwierząt.
Było również kilka innych rzeczy, którymi się nie przejmował, chociaż nie można ukrywać, że niektóre z nich napawały go olbrzymią satysfakcją.
Jak na przykład to, że ostatnio, w jakże ładny, słoneczny dzień pierwszego dnia wyjazdu Uchihy, akurat w piątek, wlał Kibie. Wlał mu tak bardzo, że chłopak chyba już nigdy go nie obrazi. Ba! Bardzo prawdopodobne, że już nigdy nawet krzywo nie spojrzy na naszego kalifornijskiego mistrza. Nie ma co ukrywać, że przez te kilka dni bez towarzystwa Uchihy, Naruto jakby przeżywał swoją drugą młodość. Oczywiście, nie żeby nie chciał, żeby Sasuke wracał. Lubił gościa, ale…
Ale ostatnio zeszli trochę na inną ścieżkę, niż zamierzali.
A Naruto był przecież dzikim, nieokiełznanym twardzielem, nie może pozwalać sobie na udawanie statycznego związku z kimś, kto bynajmniej nie był statyczny. Przez ostatni miesiąc stworzyli ładną parodię udanego małżeństwa, z której teraz Naruto mógł się w końcu wyzwolić. Do szczęścia brakowało mu jedynie jakiejś fajnej laski, ale ma jeszcze czas na łowy.

W sobotni wieczór postanowił również odezwać się do Uchihy. Ale nie miał najmniejszego zamiaru gawędzić z nim jako Naruto, naturalnie. Ponieważ wciąż miał swoją tajną broń, super asa w rękawie, którego zachował na ekstremalne sytuacje, a taka nadarzyła się właśnie tego wieczoru. Postanowił uaktywnić Ino, swoją byłą dziewczynę i do tego niecnego celu wykorzystał pożyczony od Itachiego laptop.
Miał pewne wątpliwości co do powodzenia swojej misji, w końcu Sasuke może imprezować zamiast siedzieć przy komputerze w piękny, sobotni wieczór. Na pewno był w doborowym towarzystwie, otoczony wianuszkiem seksownych panien, w gronie prestiżowych sportowców, może nawet przekupywał sędziów! Jednak w końcu uznał, że ktoś taki jak Sasuke na pewno teraz opracowuje strategię na ostatni dzień zawodów, bo w końcu ostateczna rywalizacja o pierwsze miejsca zacznie się właśnie w niedzielę.
Dlatego też nie zdziwił go zbytnio fakt, że zastał Uchihę na snowboardowej stronie internetowej. Uśmiechnął się do siebie, z podstępnym uśmiechem rozgrzewając palce.
„Cześć przystojniaku”, napisał i z dziecięcą euforią czekał na odpowiedź. Pierwsza minuta wyczekiwania upłynęła w miarę szybko. Podczas drugiej czuł lekkie zniecierpliwienie, a kiedy minęła już trzecia, z irytacją włączył dodatkowe okno, logując się na stronę poświęconą surfingowi, a co! Po upływie piątej minuty chciał już włączać pornosa, jednak niespodziewanie irytujący dźwięk oznajmił, że Sasuke odpisał mu na wiadomość.
„Cześć piękna”, przeczytał z głupim uśmiechem na ustach, a jego jasna brew powędrowała do góry w kpiącym geście. Mistrz podrywu, co?
„Tęskniłam”, wystukał szybko na klawiaturze, postanawiając, że na razie nie będzie wyłączał strony z pornosami. Sasuke może mieć zapłon szachisty, głowiąc się nad tym, co odpisać takiej lasce, jaką udawał Naruto, więc Uzumaki w między czasie sam sobie może postawić własną laskę.
„Na pewno”, padła odpowiedź i Naruto z irytacją musiał zostawić swój rozporek, który właśnie odpinał. Jakie ‘na pewno’ kretynie! Zmrużył z irytacją oczy i już zabierał się za pisanie jakiejś twórczej riposty, kiedy Sasuke niespodziewanie wysłał kolejną wiadomość:
„Zwłaszcza, kiedy żegnałaś mnie tymi wszystkimi przekleństwami. Ostra z ciebie sztuka”.
Naruto zamarł z palcami o cal nad klawiaturą.
„Dawno nie gadaliśmy, ale nie przypominam sobie, żebym podczas ostatniej naszej rozmowy pożegnała cię w towarzystwie jakichś barwnych epitetów”, napisał, przygryzając ze zdenerwowaniem wargę. Skąd niby Uchiha miał się dowiedzieć, że Ino to Naruto? Przecież nie popełnił żadnego błędu, pisząc z tym bucem, prawda?!
„Masz kamerę?”
„Jaką zaś kamerę?”, wyskrobał, obrażony. Głupi Uchiha, zawsze musi popsuć zabawę!
„Internetową, kretynie”.
Naruto westchnął, włączając ze zrezygnowaniem sprzęt. I dobrą zabawę szlag trafił, za przeproszeniem, cholera!
Po chwili zobaczył w ekranie komputera Uchihe.
- Skąd wiedziałeś, że to ja? – zmrużył podejrzliwie oczy. Sasuke z perspektywy internetowej wyglądał nieco dziwnie.
- Bo tylko ty, Uzumaki, wykazujesz się subtelnością młota pneumatycznego – Uchiha uśmiechnął się lekko, odpinając swoją bluzę. Naruto przygryzł wargę, od razu poprawiając się na krześle.
- Jak tam zawody? – zapytał od niechcenia, żałując, że nie ma przy komputerze szklanki z jakimkolwiek napojem, najlepiej procentowym. Zaschło mu w ustach.
- A jak myślisz? – Sasuke uśmiechnął się niebezpiecznie, jak na ironię sięgając po jakiś napój i upijając łyk. Logicznie rzecz biorąc nie mógł być to alkohol, ale Uchiha zawsze musi zrobić mu na złość i mieć coś, na co Naruto akurat ma ochotę!
- Wyeliminowali cię? Uznali, że masz we krwi za duże stężenie pozerstwa i próżniactwa?
- Powiedziałbym ci, jak szybko awansowałem w tabeli na pierwsze miejsce, jak ustanowiłem nowy rekord punktów, czy upubliczniłem najnowszy trick, ale z pewnością nie zrozumiesz nic z tego, co powiem.
Naruto mimowolnie uśmiechnął się lekko. Najwyraźniej Sasuke też dobrze zrobiła chwilowa przerwa od Uzumakiego.
- Żadna cię nie chciała, że siedzisz sam w pokoju, przeglądając głupie strony internetowe? Chyba, że ciągniesz druta, myśląc o mnie, to przepraszam.
Sasuke prychnął głośno, przeczesując ręką włosy. Naruto z zaciekawieniem przyjrzał się pomieszczeniu za plecami bruneta.
Ładne, eleganckie wnętrze, pomyślał, doskonale zdając sobie sprawę z tego, że ktoś taki jak Uchiha na pewno dostał najlepszy pokój w hotelu.
- Jutro będę się zabawiał. Świętował zwycięstwo – uśmiechnął się do Naruto prowokacyjnie, bezczelnie eksponując swoją pewność siebie. – A teraz… - przygryzł lekko wargę, uśmiechając się perwersyjnie, na skutek czego po plecach Naruto przebiegł dreszcz. – Pokaż mi, jak bardzo tęskniłeś.
Uzumaki przełknął ślinę. Coś mu mówiło, że dzięki genialnemu pomysłowi z Ino zapewni sobie o wiele lepszą zabawę, niż oglądając jakiegoś pornosa.
- Prawie wcale nie tęskniłem – mruknął Naruto, mimowolnie jednak ściągając jednym szybkim ruchem bluzę przez głowę, z powodu przypływu niespodziewanego gorąca. Czuł, jak koszulka podwija mu się lekko, ukazując opalony, umięśniony brzuch. Uśmiechnął się do siebie, doskonale zdając sobie sprawę z pożądliwego wzroku Uchihy wwiercanego w jego idealne ciało.
- Za to ty jak widzę stęskniłeś się aż za bardzo – uśmiechnął się wrednie, jednak Sasuke najwyraźniej był dzisiejszego dnia w doskonalej kondycji.
- Skoro nie chcesz się zabawić, idę po moje koleżanki.
- Nie, czekaj! – syknął, kiedy Uchiha już przymykał swój laptop. Uśmiechnął się nerwowo, po czym z wahaniem ściągnął koszulkę. Sasuke odpowiedział mu z drugiej strony ekranu zadowolonym uśmiechem satysfakcji. – Ty też ściągnij – ponaglił go.
- Najpierw ty.
Naruto odsunął się nieco od laptopa Itachiego, wstając z krzesła. Czuł, jak krew uderza mu do twarzy, kiedy odpinał swoje jeansy.
Wszystko, co stało się po tym, jak opuścił spodnie, ukazując swojego smoka, można zaliczyć do kategorii „czuję się jak Robinson Cruzoe na tajemniczej wyspie erotycznych rozkoszy Uchihy i jego penisa”.
Niesamowicie dziwna była świadomość, że Sasuke był tuż przed nim, mógł na niego patrzeć i słyszeć, a jednocześnie nie mógł go poczuć, ograniczony jedynie do dotyku swoich własnych, dużych i ciepłych dłoni, które pieściły jego ciało tak, jak robił to zwykle Sasuke.
Niesamowicie podniecająca była świadomość wzroku Uchihy – obłędnie czarnych oczu pochłaniających każdy ruch blondyna, śledzących nawet najmniejszy gest, jaki wykonały ręce chłopaka, sunąc po jego twardym, lśniącym w świetle penisie.
Niesamowicie niepokojąca była świadomość, że bezwiednie wykonuje wydane przez Uchihe rozkazy. „Dotnij się tam”, „Pokaż go”, „Wsuń w siebie palec” stawały się w ustach bruneta zaklęciem, które Naruto musiał wykonać, doskonale zdając sobie sprawę, że jedyną rzeczą łączącą go w tej chwili z Uchihą jest jego głos – niski, hipnotyzujący i tak cholernie głęboki.
Niesamowite były również jego własne jęki, które wydawał z siebie, przymykając z rozkoszy oczy za każdym razem, kiedy jego palec dotknął czułego miejsca wewnątrz ciała, kiedy kciukiem zahaczył o wrażliwy czubek męskości, tak jak tysiąc razy robił to Sasuke, pieszcząc jego męskość.
Ale najbardziej niesamowity był chyba sam Uchiha, który siedząc rozparty na fotelu masował powoli krocze, perfekcyjnie dawkując swoje pożądanie. Jego zawsze chłodne, gładkie dłonie, szczupłe, długie palce masowały męskość przez gruby materiał spodni, a Sasuke wykazywał się jedynie trochę przyśpieszonym oddechem, tak irytującym, kiedy Naruto wił się z przyjemności.
- Weź go, draniu. Pokaż mi go – wystękał, spod półprzymkniętych powiek obserwując lekko zamazaną – przez słabą rozdzielczość jego kamery – postać bruneta.
I Uchiha wykonał jego rozkaz. A wtedy wszystkie niesamowite rzeczy, o których wcześniej myślał, przestały mieć jakiekolwiek znaczenie.
Przyśpieszył ruchy ręką, jednocześnie mocniej poruszając palcem w swoim wnętrzu, wysuwając go i wsuwając tak gwałtownie, jak robił to Sasuke, gdy go pieprzył. Masturbował się tak gwałtownie, że powolne, mocne ruchy ręki, jakie wykonywał Uchiha, mogły wydać się niemal groteskowe.
Ale nie były groteskowe, zabawne, ani surrealistyczne. Były cholernie podniecające, nieziemsko pobudzające każdy z jego zmysłów pomimo nawet tego, że Uchihy nie było teraz przy nim. Widział go, widział tego cudownego kutasa, widział twarz Sasuke napiętą i zmysłową do granic możliwości, czarne, lśniące oczy i zaciśnięte w wąską linię usta.
Słyszał świszczący oddech Uchihy, który przebijał się w chwilach, w których on nie jęczał cicho, wibrującym głosem.
Niemal czuł zapach Uchihy – subtelną woń jego perfum, świeżość wiatru, który wyniósł ze stoku.
Doskonale pamiętał smak śliny Uchihy, kiedy całowali się szaleńczo w jakimś zakazanym miejscu, pamiętał smak jego skóry pokrytej potem, kiedy pieprzyli się wariacko, zatracając się całkowicie. Perfekcyjnie pamiętał również smak jego spermy, kiedy Uchiha dochodził prosto w jego ustach.
Najtrudniejszy do wyobrażenia był dotyk. Silny, palący, zdecydowany i władczy dotyk Uchihy… Dotyk twardego fiuta Sasuke na jego skórze, w jego wnętrzu… Dotyk chłodnych dłoni na pośladkach, brzuchu i ramionach Uzumakiego, dotyk długich palców prześlizgujących się sprawnie po męskości blondyna, dotyk miękkich, gorących ust, dotyk twardej pięści Uchihy, kiedy się bili…
Naruto doszedł gwałtownie, tylko cudem nie opryskując komputera Itachiego. Poczuł, jak kolana się pod nim ugięły i kolejnym szczęśliwym trafem dzisiejszego dnia, wylądował bezpiecznie na krześle. Odgarnął mokre włosy z czoła, wzdychając z zadowoleniem, kiedy zobaczył, że Uchiha jeszcze nie skończył. Ruchy jego ręki przyśpieszyły gwałtownie, ale Naruto był szybszy.
- Włącz sobie jakiegoś pornosa, Uchiha – mruknął i nie czekając na reakcję Sasuke, zamknął klapkę laptopa, rozkoszując się uczuciem zwycięstwa. Jako Robinson Cruzoe podbił tajemniczą wyspę erotycznych rozkoszy Sasuke Uchihy i jego penisa. I z pewnością tak jeden, jak i drugi od tej chwili będą pałać do niego żądzą zemsty. A Naruto naturalnie będzie jej wyczekiwał.
Z uśmiechem godnym króla skierował się do łazienki, aby zaraz po ciepłym prysznicu położyć się w łóżku i odpocząć po pełnym atrakcji dniu. Jutro czeka go ostatni dzień bez Uchihy.

sobota, 25 czerwca 2011

Bom Bom! 35

deedwarda, stoki narciarskie nie są takie straszne :D Najgorszy pierwszy raz, a później to już tematycznie jak z górki, ale takie rzeczy trza lubić :) Bo ja sieję panikę, kiedy głupia piłka od siatki leci w moją stronę, albo kiedy jestem na głębokiej wodzie :) o tak, ładnie powiedziane, Naruto jest 'chroniony' przez Sasuke, podoba mi się!


Jeszcze jedna sprawa:
Nigdy nie pisałam dla komentarzy, ale jest mi trochę przykro, że mnie olewacie. Chciałabym znać waszą opinię, szczególnie, kiedy w BB coś wam się nie podoba, żebym mogła to zmienić - oczywiście w granicach rozsądku i mojej wizji. Tymczasem z rozdziału na rozdział jest coraz mniej komentarzy, co mnie martwi, bo nie wiem, czy bb się wam już przejadło, nie podoba się wam, czy nie wiem co jeszcze. Ja rozumiem, że niektórzy nie mają czasu, teraz zaczęły się również wakacyjne wyjazdy, ale chciałabym, żebyście docenili moją pracę i trud, jaki wkładam w to opowiadanie.



Betowała niezawodna Kuroneko :)


Początek grudnia niósł za sobą niespodziewane powroty.
Największym zaskoczeniem było pojawienie się w szkole, po prawie miesięcznej rekonwalescencji, Sakury Haruno. Dziewczyna z lekkim, subtelnym niemal uśmiechem, witała się przyjaźnie z każdym uczniem, który do niej podszedł. Wielka diwa zimowego miasteczka, skryła się za skromną dziewczyną w wielkim, wyciągniętym swetrze i parze wytartych jeansów. W żadnym stopniu nie przypominała już księżniczki, którą była przed pamiętnym, halloweenowym wieczorem.
Sasuke obserwował ją uważnie, opierając się od niechcenia o szkolne szafki w jednym z najbardziej ruchliwych szkolnych korytarzy. Tutaj, zasłonięty przez mijających go ludzi, miał doskonały punkt obserwacji. Dopiero co przyszedł do szkoły z wyczerpującego treningu i czekał teraz na Naruto, którego, nie wiedzieć czemu, wciąż nie było.
Zirytowany zamknął oczy, odcinając się od obrazu odrodzonej z popiołów Haruno. Wczorajszego wieczora zaliczyli również inny, równie irytujący powrót. Do zimowego miasteczka zawitał bohater biznesowy, Itachi Uchiha, któremu po miesięcznych staraniach, udało się zaprowadzić pokój w zdegenerowanych europejskich pensjonatach należących do rodziny Uchiha.
Sasuke niemal warknął, kiedy przed oczyma stanęła mu twarz Itachiego. Jego brat plus eks dziewczyna zdecydowanie nie byli dobrym połączeniem. Zaczął się obawiać, że oglądanie dwóch kataklizmów, od których miał miesięczną przerwę, będzie nie lada wyczynem…
- Hej – usłyszał obok siebie zachrypnięty głos Uzumakiego i momentalnie otworzył oczy.
- Co tak długo? – przywitał chłopaka uprzejmie zimnym, zirytowanym tonem, ale mimo wszystko uśmiechnął się lekko. Naruto z pewnością był dobrym katalizatorem nieszczęść płynących od Sodomy – Itachiego i Gomory, symbolizującej Sakurę.
- Zaliczałem francuski.
- I co?
- I nic, nieważne – mruknął niechętnie, po czym rozglądając się po korytarzu, zapytał: - Słyszałeś, że wróciła… - I urwał niespodziewanie, patrząc prosto w zielone oczy szkolnej królowej. Haruno patrzyła na nich z drugiego końca korytarza, z nieodgadnionym wyrazem twarzy.
- Kurwa – mruknął cicho blondyn, a Sasuke zaśmiał się otwarcie.
- Lepiej bym jej nie nazwał – oświadczył radosnym tonem, również patrząc na dziewczynę. – Zmieniła się – stwierdził, z następnym przypływem satysfakcji zauważając, jak speszona Sakura odwraca wzrok.
- Taa… - mruknął Naruto i odwrócił się na pięcie. – Idziemy do klasy? Zaraz dzwonek
Uchiha jedynie kiwnął głową i nie patrząc już w stronę swojej byłej dziewczyny, skierował się za Naruto na lekcję literatury angielskiej.


- Druga połowa wieku szesnastego to rozkwit życia teatralnego w Anglii. Powstało wówczas zarówno wiele zespołów dworskich, jak i wędrownych trup teatralnych, zaś pierwszym gmachem przeznaczonym wyłącznie do…
Sasuke, ze znudzonym wyrazem twarzy, wgapiał się w okno, a słowa Gai`a docierały do niego z opóźnieniem. Nawet nie udawał, że robi notatki, całkowicie pochłonięty swoimi myślami. Analizował właśnie, z detaliczną dokładnością wczorajszy wieczór. Nie mógł zapomnieć o cholernych słowach Itachiego i błysku zrozumienia w oczach Naruto.
- Tyle razy powtarzałem już, że nie mam zamiaru oglądać z tobą głupiego meczu hokeja! – syknął Naruto, kiedy siedzieli w jadalni, jedząc akurat kolację. Sasuke westchnął ciężko, przymykając oczy.
- Ja mam pilot, ja mam władzę, więc, czy chcesz, czy nie, będziesz musiał oglądać ostatni mecz z fazy grupowej o puchar kraju, jasne?!
- Z tego co mi wiadomo, twój pilot ostatniego wieczoru przeżył kolejną śmierć kliniczną i patrząc na siedem ostatnich zgonów, których doświadczył, teraz nie będzie się już nadawał do użytku! – prychnął poirytowany Naruto, z głośnym trzaskiem odstawiając na stół szklankę z sokiem.
- Gdybyś nie wrzucił go do terrarium Orochimaru, z nadzieją, że ten połknie ten cholerny pilot, z pewnością miałby jeszcze kilka dni życia!
- Gdybyś nie oglądał jakichś głupich meczy, pilot miałby przed sobą jeszcze dekady spokojnej egzystencji – warknął Naruto i zaczął widelcem szarpać brutalnie mięso, jakie miał akurat na talerzu.
- Gdybyś ty nie chciał oglądać jakichś debilnych komedii, ten cholerny pilot miałby przed sobą stulecia!
- Och, tak? Gdybyś…
- Gdybym co? – Sasuke spojrzał poirytowany na blondyna, który zamarł z widelcem w połowie drogi do ust. Kawałek mięsa, które przed chwilą bezwzględnie atakował, spadł z powrotem na talerz, jednak Naruto nie zwrócił na to żadnej uwagi. Z bezgranicznym zdziwieniem, wpatrywał się w znajdujące się za plecami Sasuke drzwi. – Co znowu? – warknął Uchiha, odwracając się gwałtownie w tył. Zrobił to tak szybko, że aż coś zatrzeszczało mu w karku. Przeklął głośno, sam nie wiedząc, czy to z powodu bólu, który nagle go zaatakował, czy z powodu niespodziewanej wizyty, nieoczekiwanego gościa.
Do pensjonatu, jak już się domyślacie, wrócił Itachi Uchiha. Największy magik zimowego miasteczka.
Widząc ich, uśmiechnął się lekko i szybkim, zdecydowanym krokiem podszedł w stronę stolika, przy którym siedzieli. Sasuke skrzywił się na jego widok.
- Widzę, że gołąbeczki się zintegrowały – przywitał ich rozbawionym tonem. Naruto uśmiechnął się do niego radośnie, całkowicie lekceważąc tę oburzającą uwagę i odsunął krzesło obok siebie.
- Siadaj.
Sasuke spojrzał brzydko na swojego brata, zaciskając mocno pięści, w nadziei, że żadna z nich go nie zawiedzie i nie zrobi tego, o czym od zawsze marzył. Miał doskonałą świadomość tego, jak jego pięść idealnie pasowałaby do twarzy tego kretyna.
- Syn marnotrawny wraca z kolejnej misji? – zapytał przez zaciśnięte zęby, z jeszcze większym poirytowaniem przyjmując na siebie zaskoczony wzrok Naruto.
- Pamiętaj o tym, że ojciec, swojego syna marnotrawnego zawsze będzie stawiał na pierwszym miejscu.
Sasuke drgnął zaskoczony słowami Itachiego.
- Widzę, że gdy Naruto jest po twojej stronie, nie chodzisz już z poobijaną twarzyczką – dodał, nawiązując do pierwszego spotkania chłopców i ich bójki. Wówczas, Itachi również wrócił z dłuższej podróży. I bardzo chciał się dowiedzieć, kto nabił Sasuke tyle siniaków… Chyba wiedział, że sprawca okaże się jego bratnią duszą.
- Muszę go bronić, żeby znów się w jakiś syf nie wpakował.
- Żebym nie musiał ci przypominać, kto wyciągnął cię z więzienia – mruknął Sasuke, czując, jak zaczyna się w nim gotować. Żyłka na jego szyi zaczęła niebezpiecznie pulsować, kiedy brał do ręki widelec.
- Słyszałem o twoich bohaterskich poczynaniach, Sasuke – powiedział nagle jego brat, uśmiechając się lekko, tajemniczym, nieprzewidywalnym uśmiechem. Szykował kolejnego asa w rękawie.
- Niby skąd?
- Naruto mi opowiadał, kiedy do niego dzwoniłem – padła odpowiedź, a Sasuke w przypływie furii wygiął trzymany właśnie widelec.
- Dzwoniłeś? – warknął, oddychając ciężko. Przymknął oczy, biorąc kilka głębokich wdechów.
- Nasza gwiazda surfingu ci nie mówiła? – Itachi uniósł brwi, a w jego oczach, to spojrzenie… Jasna cholera! – Byliśmy ze sobą w stałym kontakcie. Nigdy nie dziwiło cię, że Naruto nie pytał o to, gdzie jestem?
- Nie! – syknął, odsuwając gwałtownie krzesło i wstając. – Straciłem apetyt – warknął w stronę zaskoczonego Naruto, który zmarszczył groźnie brwi.
- Czemu ty go tak nienawidzisz? – zapytał Naruto, w momencie, w którym Sasuke już miał odejść od stolika.
- Nienawidziłby jeszcze bardziej, gdyby wiedział – powiedział nagle Itachi, a w niebieskich oczach błysnęło cholerne zrozumienie. – Powiedziałeś mu o Madarze? – zapytał, zupełnie ignorując postać stojącego obok niego Sasuke, jakby w ogóle go nie zauważał.
- Nie, jeszcze nie.
- To dobrze. Masz go chronić, pamiętaj.
- Sasuke – usłyszał po raz kolejny swoje imię i spojrzał na nauczyciela, który stał nad nim niczym średniowieczny kat, w jednej ręce trzymając starą książkę, a w drugiej druciane okulary, które, gdy tylko czytał tekst, ubierał na nos.
- Tak?
- Prosiłem cię, abyś przeczytał fragment rozstania Romeo i Julii – powtórzył serdecznym tonem nauczyciel, nawet nie upominając Sasuke za nieuwagę. – Potrzebna będzie nam jeszcze Piastunka i Julia – mruknął jakby do siebie, z zamyśleniem patrząc w okno i kiedy akurat odwrócił głowę w stronę klasy, niefortunnym zbiegiem okoliczności Kiba rzucił gumką prosto w głowę Naruto.
- Wy! – krzyknął pełnym entuzjazmu głosem, uśmiechając się z mściwą satysfakcją. – Inuzuka będziesz Piastunką, a ty Uzumaki zagrasz tytułową rolę – powiedział z taką ulgą w głosie, jakby rozwiązał właśnie jakiś problem.
- Ja nic nie zrobiłem, to on zaczął we mnie rzucać! – bronił się Naruto, jednak Gai zmarszczył tylko groźnie brwi i zamaszystym ruchem ubrał na nos swoje druciane okulary. Spojrzał w starą książkę i mruknął: - Czytamy.
- Światłość! Z światłością rośnie mrok żałości! – przeczytał Sasuke, nie mogąc jednak powstrzymać cisnącego się na usta uśmiechu, który w jego głosie niewątpliwie było słychać. Spojrzał na siedzącego w pierwszych ławkach Naruto. Chłopak patrzył na niego z nienawiścią w oczach.
- Pani! – zabrzmiał pełen wściekłości głos Kiby.
- Co, nianiu? – odpowiedział mu Naruto przez zaciśnięte zęby.
- Matka się zbliża do twojej komnaty. Wstał ranek. Strzeż się. Panie, uchodź skrycie. – Kiba odetchnął z ulgą, czytając ostatnie słowo. Wypowiedział już swoją ostatnią kwestię podczas tej krótkiej, acz niezwykle treściwej scenki.
- Więc, okno, ranek wpuść, a wypuść życie! – syknął Naruto, jeszcze bardziej wściekły niż na początku.
- Żegnaj! Pocałuj raz! Już trzeba schodzić – Sasuke aż nie wierzył w to, co właśnie przeczytał. Głupi, cholerny Gai!
- O mój kochanku, więc tak pragniesz odejść? Mój przyjacielu, panie mój! Chcę słyszeć o tobie co dnia, a w każdej minucie ileż dni będzie! Gdy tylko liczyć zacznę, będę staruszką, kiedy ujrzę znowu mego Romea! – warknął Naruto takim tonem, jakby zaraz miał wstać i uderzyć nie tylko nauczyciela, ale również i swojego Romeo.
- Bądź zdrowa! Wierz mi, nie stracę żadnej sposobności, aby pozdrowić cię, moja miłości – mruknął Sasuke, kończąc miłosny dialog. Dopiero, kiedy Gai kiwnął potakująco głową i wstał z krzesła, klasa wybuchła śmiechem.
Uchiha westchnął cicho, masując uspokajającymi ruchami skronie. Ekscentryczny nauczyciel już nie raz odstawił podobną scenę, jednak nigdy chyba nie wyszła mu ona tak trafnie – pomyślał Sasuke, uśmiechając się gorzko do swoich myśli. Klasa śmiała się z niewątpliwego komizmu sceny, ale ironia losu była bez porównania lepsza. Zerknął w stronę blondyna akurat w momencie, w którym chłopak odwrócił się w jego kierunku. Uzumaki uśmiechnął się lekko, a jego niebieskie oczy błyszczały radośnie, jakby cała wściekłość już z niego wyparowała. Sasuke również się uśmiechnął, wyciągając z kieszeni swój telefon komórkowy i po kryjomu pisząc sms`a do Uzumakiego.


Naruto rozejrzał się po pustym korytarzu, po czym wszedł do męskiej toalety, zamykając za sobą cicho drzwi.
- Udzielił ci się szekspirowski nastrój? – zapytał cichym, niemal znudzonym głosem, kiedy Uchiha przyparł go do muru, składając na jego szyi niecierpliwe, gorące pocałunki.
- Zwłaszcza po twoich poetyckich sms-ach – warknął Sasuke, odpinając jego bluzę i liżąc drażniąco językiem gorącą skórę.
- Nie chcę ci przypominać, ale ty też nie wykazałeś się specjalną wstydliwością– pociągnął Uchihe w stronę jednej z kabin, jednocześnie majstrując przy pasku jego spodni.
- Nikt nie zauważył, jak tutaj szedłeś?
- Nie – westchnął cicho, kiedy Sasuke pocałował go mocno, przyciskając do ściany całym swoim ciałem.
- Masz teraz socjologię? – Uchiha kontynuował przesłuchanie, ustami powoli przemieszczając się po szyi blondyna.
- Mhm – przełknął ciężko ślinę, kiedy Sasuke dotknął jego penisa przez spodnie. Oblizał usta, czując, jak zaczyna robić mu się gorąco.
W powietrzu unosił się jedynie zapach środków czyszczących, świadczących o tym, że niedawno w toalecie było przeprowadzone poważne chędożenie. Koniec końców, oni również mieli zamiar się w niej trochę pochędożyć.
Naruto uśmiechnął się perwersyjnie do swoich myśli, rozpinając sportową bluzę Uchihy i dotykając jego rozpalonej skóry przez koszulkę. Pod palcami czuł twarde sutki bruneta, co podniecało go jeszcze bardziej, kiedy ich dotykał i ściskał drażniąco, a Sasuke zacisnął mocno usta, oddychając coraz ciężej.
Uchiha napierał na niego biodrami, ocierając się o blondyna powoli. Uwielbiali to - balansowanie na krawędzi obłędu, kiedy byli do granic możliwości podnieceni, kiedy żądza wirowała w nich, byli twardzi i gotowani na wszystko, a pomimo to, tak nieśpiesznie sprawiali sobie przyjemność. Hamowali się coraz częściej, a ich zmysły coraz bardziej szalały.
- Pragnę cię – wychrypiał Naruto, zaciskając mocno powieki i przełykając z trudem ślinę. Po chwili zastanowienia postanowił polizać Uchihe po szyi. Ciche mruczenie, które wydobywało się z gardła Sasuke za każdym razem, kiedy gorący, wilgotny język przejechał po wrażliwych punktach erogennych na jego ciele, wywoływał w Naruto dreszcz obezwładniającego podniecenia.
Wciągnął ze świstem powietrze do płuc, kiedy Sasuke odpiął zamek jego jeanców i zsunął je z jego bioder razem z bokserkami. Poczuł na pośladkach dotyk zimnych kafelek, a zaraz potem ciepłe, duże dłonie obejmujące jego tyłek i chroniące go przed chłodem ściany.
- Jesteś taki twardy – wyszeptał mu do ucha Uchiha głębokim, hipnotyzującym głosem. Naruto uśmiechnął się lekko w lśniącą od jego skóry bladą szyję bruneta, po czym podniósł się, patrząc na czerwone, wąskie wargi Sasuke.
Pocałował go mocno, niemal brutalnie walcząc z językiem Uchihy. Zderzali się zębami, gryźli się wzajemnie, co jeszcze bardziej ich pobudzało.
Naruto westchnął gardłowo, kiedy ręka Sasuke złapała jego twardego, sterczącego penisa i subtelnie, prawie niewinnie zaczęła go dotykać. Spojrzał w dół, w momencie, kiedy palce Uchihy zaczęły masować jego podbrzusze.
- Ty cholerny draniu – wychrypiał Uzumaki, uśmiechając się mimowolnie. – Drażnisz się ze mną? – przygryzł wargi, patrząc w błyszczące pożądaniem oczy Uchihy, pojedyncze krople potu na jego skroniach i wyczuwając na swojej rozpalonej, pragnącej dotyku skórze jego przyśpieszony, płytki oddech.
Ręce Naruto zakradły się do spodni bruneta, które już odpięte, czekały jedynie na zsunięcie z wąskich, seksownych bioder tego drania i Uzumaki, nie chcąc przedłużać ich toaletowej schadzki, ściągnął je, uwalniając penisa Sasuke.
- Pamiętasz, jak ocierałem nasze fiuty o siebie? – zapytał cicho, z fascynacją patrząc na postawne przyrodzenie Uchihy.
- Jakżebym mógł zapomnieć? – Sasuke uśmiechnął się lekko, patrząc mu wyzywająco w oczy.
I Naruto to zrobił. Elektryzujący dreszcz przeszedł po jego plecach, kiedy jego penis dotknął gorącego, gładkiego prącia Uchihy.
Odchylił głowę w tył, oddychając szybko, kiedy Sasuke zaczął poruszać biodrami, stymulując ich obu.
Och, boże, jak dobrze… Jak cholernie, kurewsko dobrze…
Naruto oddychał szybko, patrząc co jakiś czas na twarz Uchihy. Westchnął głośno, czując, jak jego mięśnie napinają się, a skóra pali żywym ogniem… Wystrzelił prosto we wciąż twardego, niezaspokojonego penisa Uchihy.


W stołówce było dzisiejszego dnia głośniej niż zwykle. Ludzie rozmawiali o wielkim powrocie Sakury Haruno do szkoły, o tym jak się zmieniła, wspominali pełne napięcia chwile, kiedy to dziewczyna oskarżyła Naruto o gwałt, przez co Uzumaki trafił do aresztu, o późniejszym oczyszczeniu go z win i złapaniu przestępcy. Ludzie w swoich słowach byli bezlitośni – szydzili, osądzali i zarzucali, wytykali nawet najmniejszy błąd, najmniejszą skazę.
Sasuke ze spokojnym uśmiechem patrzył na wszystko z boku, jedząc nieśpiesznie lunch z Naruto i swoimi kumplami. I pomimo wrogiej atmosfery przy ich stoliku, jadło im się naprawdę przyjemnie. Nawet pomimo tego, że Kiba, w przypływie diabolicznej zemsty, rzucił w Naruto hamburgerem. Blondyn wykazał się nie lada refleksem i uchylił się w momencie, w którym akurat na linii rzutu znalazł się pośladek Hinaty Hyuugi. Sasuke aż uśmiechnął się do siebie na wspomnienie miny dziewczyny, myślącej, że kawał tłustego mięsa znalazł się na jej tyłku za sprawą Naruto. Mina Uzumakiego również była warta grzechu.
- Masz dzisiaj trening na dole? – zapytał Naruto z pełnymi ustami jedzenia.
- Tylko mi nie mówcie, że ćwiczycie na paradę równości! – zaśmiał się głośno Kiba. – Sasuke, stary, nie sądziłem, że dasz się zrzucić na dół – Inuzuka aż się odchylił, nie mogąc się uspokoić, niewątpliwie przekonany, że jego żart był przezabawny. Naruto już otwierał usta, żeby powalić go jakąś ciętą ripostą, jednak nieoczekiwanie szatyn zaczął się krztusić. I już wydawało się, że Kiba naprawdę straci oddech, będąc cały czerwony na twarzy, jednak Neji uratował go diabelnie mocnym uderzeniem w plecy. Na szczęście z ust Inuzuki nic nie wypadło. Chłopak jedynie z załzawionymi oczyma sięgnął szybko po wodę Uchihy i wypił ją na wdechu.
- Nie wiem czy zdajesz sobie sprawę z tego, że od dzisiaj masz zdrowo…
- Sakura! – krzyknął nagle Lee, zagłuszając ciche, spokojne słowa Uchihy.
- Jakoś ci to wynagrodzę Sasuke, obiecuję – mruknął Kiba, wykorzystując ostatnie sekundy uwagi Uchihy. Uśmiechnął się przepraszająco i skulił w sobie, jednak brunet nie patrzył na niego, zbyt zaskoczony niespodziewanym pojawieniem się obok ich stolika Haruno.
- Cześć Lee – przywitała się z Rockiem przesłodzonym, cienkim głosem, mrugając jednocześnie rzęsami.
- Sakura, chodź, usiądź obok nas! – Lee odsunął z sąsiedniego stolika krzesło i przysunął je w ich stronę.
- Nie, lepiej nie – Haruno zaczerwieniła się lekko, patrząc speszona na Sasuke. Jej zielone oczy usilnie starały się ominąć siedzącego obok niego Uzumakiego. – Chciałam ci tylko przypomnieć, że o szesnastej zaczyna się nasz trening. Bądź trochę wcześniej, bo mój trener chce sprawdzić twoje umiejętności – powiedziała i uśmiechnęła się na pożegnanie. Zanim Lee zdążył zareagować, oczarowany dziewczyną, Sakura już kierowała się w stronę wyjścia ze stołówki, przyciągając do siebie spojrzenia reszty szkoły.
- Wasz trening? – wysyczał Sasuke, patrząc na Lee z niebezpiecznym, mrożącym krew w żyłach błyskiem w oku. Chłopak w pierwszym przypływie paniki skulił się w sobie, ale po chwili zastanowienia zmarszczył groźnie brwi i uniósł podbródek wysoko do góry.
- Będę z Sakurą trenował łyżwiarstwo, coś ci nie pasuje?! – krzyknął, podnosząc się nieco z krzesła i pochylając nad stołem. Jego czarne oczy zapłonęły z determinacją.
- Łyżwiarstwo szybkie? – Neji włączył się niespodziewanie do rozmowy.
- Nie - Lee zaczerwienił się mocno. – Figurowe. Zawsze o tym marzyłem, żeby trenować w duecie z Sakurą. Chcemy zakwalifikować się do mistrzostw juniorów! – zawołał entuzjastycznie, ale jego uśmiech nieco zbladł, kiedy spojrzał na Uchihe.
- Bawicie się teraz w sportowców, co? – Sasuke zmrużył oczy, wykrzywiając usta w złowieszczym uśmiechu. Kątem oka zobaczył, jak Naruto przygryza wargę, żeby się nie roześmiać. Przy ich stoliku zapanowała nieprzyjemna cisza. Lee nie zdobył się już na odwagę, aby odpyskować Sasuke. – Będziesz wspierał duchowo Haruno, żeby dobrać się do jej majtek i dokończyć to, co…
- Zamknij się! – krzyk Lee przedarł się przez ogólny gwar rozmów, śmiechów i krzyków, które nagle ucichły. Na stołówce zapanowała bezgraniczna cisza, przerwana jedynie przez siorbanie napojów z kartoników. Uczniowie patrzyli na nich z mieszaniną zaskoczenia, szoku, częściowego przerażenia i satysfakcji, że ktoś w końcu pokazał Sasuke, że się go nie boi.
Ale to był błąd. Wielka, fatalna pomyłka, której właśnie dopuścił się Rock Lee.
- Nie masz prawa tak o niej mówić! Nawet nie wiesz, co ona przeżyła! – krzyknął Lee i poderwał się z krzesła, które upadło z głośnym trzaskiem. Niewyobrażalnie gęste brwi chłopaka zmarszczyły się złowieszczo, a w okrągłych oczach zapłonęła determinacja. - Nie masz prawa jej obrażać, nie masz prawa…!
- Mam się nad nią litować? – Ciche, spokojne słowa Sasuke zabrzmiały jak wystrzał. Nikt nie ośmielił się odezwać, wszyscy byli zbyt poruszeni. Dzisiejszego dnia, chcieli się dowiedzieć prawdy, która części osób do tej pory mogła umknąć. A ich stolik znał ją przecież najlepiej. Tymi informacjami żyła cała szkoła i każdy bez wyjątku był spragniony sensacji.
- Ona zasługuje na współczucie!
- Przez swoje cholerne oskarżenia ta szmata o mało nie zniszczyła komuś życia! – syknął, również się podnosząc. Nie musiał dopowiadać, kogo Haruno o mało nie posłała do więzienia – wszyscy to doskonale wiedzieli.
- Gdybyś ją chronił, nie doszłoby do tego! Nie doszłoby do niczego złego i teraz Sakura nie musiałaby żyć z tym piętnem! – krzyknął Rock rozemocjonowanym, pełnym wściekłości głosem. Zacisnął mocno pięści i uderzył nimi z całej siły w stół. – Nie ochroniłeś jej, a to było twoje zadanie jako jej chłopaka! – Lee dysząc ciężko patrzył na niego nienawistnie.
- Chroniłem kogoś innego.
- Uzumakiego? – Jego usta wygięły się w złośliwym, niemal pogardliwym uśmiechu.
Sasuke nie pamiętał, żeby Lee kiedykolwiek był taki jak teraz, zachowywał się zupełnie nienaturalnie. To nie był Rock, którego on znał – rozwrzeszczany, nieco głupi, ale prosty i poczciwy chłopak, który podkochiwał się w szkolnej królowej, którego największą pasją były łyżwy i nie zamieniłby ich na najdoskonalszy snowboard czy narty. Teraz stał przed Sasuke ktoś dziwny – gniewny, pełen nienawiści, wrogości do ludzi, którzy byli jego przyjaciółmi.
– Myślisz, że nie wiem, co on z tobą zrobił? Stałeś się teraz taki jak on! – wskazał oskarżycielsko palcem na Naruto, który zacisnął mocno usta. Uchiha widział, jak się powstrzymuje, żeby nie zrobić czegoś, co kiedyś zrobiłby już dawno, co kiedyś nie miało żadnego znaczenia – jednak teraz, gdy nie był już z blondynem w relacji wróg na celowniku, musiał się powstrzymać.
Tak po prostu, Naruto nie mógł wpierniczyć Lee, bo nie chciał zaczynać kolejnej wojny z kumplami Uchihy, bo musiał żyć w tym miasteczku i zrobić wszystko, żeby ono go zaakceptowało. Chociaż to nie zmienia faktu, że Sasuke doskonale wiedział, jak bardzo Uzumaki chciał pokazać Lee, że się myli – wykorzystując argument siły oczywiście.
- On już dostał swoją szansę i ją zmarnował! Miał wybór, miał cholerny wybór, ale sam wybrał sobie tę ścieżkę! Pobił swoich kolegów i trafił do poprawczaka, on nie był ofiarą, tak jak Sakura!
- Zamknij gębę, bo inaczej ja to zrobię! – syknął niespodziewanie Naruto, również podnosząc się nieco z krzesła.
Sasuke czuł, jak stołówka wstrzymuje oddech na taki obrót spraw. Na razie żadnego nauczyciela nie było w pobliżu, aby mógł zainterweniować, konflikt musieli rozwiązać sami i chyba po raz pierwszy tego żałował.
- Naruto! – syknął Sasuke, w ostatniej chwili powstrzymując rękę Uzumakiego, który już miał uderzyć Lee.
- On nie ma, kurwa, żadnego pojęcia o moim życiu! – warknął chłopak, wyrywając się z uścisku Uchihy.
- Wystarczy – powiedział spokojnie Sasuke, patrząc na blondyna na jego wściekłość i gniew, płonący w niebieskich oczach.
- A jakie ty miałeś pojęcie o życiu Sakury?! Twoje pojawienie się w miasteczku zniszczyło jej świat! To przez ciebie jest teraz…
- Idziemy – szepnął Uchiha i odsunął się od stołu.
- Przypieprzę mu, wtedy zniszczę i jego cholerny świat, będzie spokój – warknął Naruto, jednak kiedy tylko Sasuke złapał go za łokieć i pociągnął za sobą, skapitulował.
- Od tej chwili radziłbym uważać, Rock – mruknął na odchodnym Sasuke, wprost do ucha wściekłego, wzburzonego Lee. Zanim chłopak zdążył zareagować, chłopcy kierowali się już ku wyjściu na stołówkę.
Czy wychodzili jak bohaterowie?
Trudno powiedzieć, zwłaszcza, kiedy zobaczyli stojącą w jednym z wyjść ze stołówki Sakurę Haruno, przysłuchującą się z nieodgadniętym wyrazem twarzy całej przyjacielskiej wymianie zdań.



Naruto leżał na śniegu, wgapiając się w niebo. Było cholernie zimno, ale podczas czteromiesięcznego pobytu w zimowym miasteczku zdążył się już do tego przyzwyczaić.
Płatki śniegu spadały leniwie na jego policzki, topiąc się momentalnie. Białe, tłuste chmury ciągnęły się od wschodniego, aż po zachodni kraniec nieba. Tylko w niektórych, bezchmurnych fragmentach nieboskłonu można było zobaczyć odcień głębokiego, jasnego błękitu. Te dziury na zachmurzonym niebie skłoniły go do głębokich refleksji.
Naruto wyobraził sobie, że to zasrane niebo jest w tym momencie jego życiem. Że wszystkie luki w chmurach to szczęśliwe chwile, a wielkie, białe obłoki, to reszta jego zrypanej egzystencji. I tutaj nasuwa się kluczowe pytanie, czy jeśli pokierowałby swoim życiem inaczej, miałby więcej niebieskich fragmentów? Jego niebo byłoby bardziej błękitne?
Lubił swoje życie, jakkolwiek dziwne i pokręcone by ono nie było. Nie chciałby go zmienić. Ale może powinien? Może powinien zrobić coś dobrego dla ludzkości, żeby odkupić swoje winy? Zapewnić sobie cholerne rozgrzeszenie?
Kiedy zaczynał już myśleć o zostaniu misjonarzem, przyjęciu święceń kapłańskich, albo oddaniu nerki, obraz nieba – a w tym momencie również i jego życia, przysłoniła głowa Sasuke.
- Tyłek ci jeszcze odmarznie – powiedział z kpiącym uśmiechem na ustach.
Znajdowali się właśnie na stoku. Sasuke w przypływie łaskawości postanowił dać naszemu blondynowi kolejną lekcję. A w zasadzie to Uzumaki musiał ćwiczyć to, czego już dowiedział się od snowboardowego mistrza. A ten, bezwzględnie wypominał mu każdy, najmniejszy błąd, jakiego blondyn dopuścił się na desce.
Naruto uśmiechnął się do niego lekko i westchnął ciężko. Sasuke dopiero teraz do niego dojechał, czekając na szczycie po to, aby zobaczyć, jak Uzumaki sam radzi sobie na snowboardzie. Tym razem nie byli na czarnym stoku, co nie zmienia faktu, że deska wciąż była dla Naruto sporym wyzwaniem.
- Nie mam całego dnia, rusz tyłek i zjeżdżamy w dół – powiedział Sasuke i spojrzał na blondyna ponaglająco. Naruto zawsze jeździł przodem nie tylko dlatego, żeby Uchiha mógł obserwować umiejętności i postępy blondyna na snowboardzie, ale również temu, że w razie groźnego upadku Uzumakiego, brunet zawsze mógł szybko zjechać na dół.
- Sasuke? – zapytał niepewnie, przygryzając wargę. Musiał zapytać o to Uchihe, pogadać z nim, cokolwiek.
- Co?
- Naprawdę myślisz, że Lee nie ma racji?
- W związku z Haruno?
- No – skinął głową, ze zdenerwowaniem majstrując przy zapięciu snowboardowych wiązań. – Ona została zgwałcona, ja sam, z własnej woli spieprzyłem sobie życie, to chyba niesprawiedliwe. Sasuke uśmiechnął się krzywo.
- Chyba?
- Nieważne, co było kiedyś, jej należy się współczucie, ona naprawdę jest ofiarą.
- I co z tego? – Sasuke prychnął poirytowany i Naruto wyczuł, jak jego słowa rozzłościły bruneta. – Zapomniałeś, jak ta szmata o mało nie posłała cię do więzienia?
- Na jej miejscu, też bym się wysłał do paki – westchnął i przymknął lekko oczy. – Nie pamiętasz, jak ją potraktowałem, kiedy nakryła nas w jej kiblu? To było przecież oczywiste, że byłem pierwszym podejrzanym.
- Skoro tak ci przykro idź ją pocieszyć w ciężkich chwilach! – syknął Uchiha i już miał odjechać, gdy Naruto niespodziewanie złapał go za rękę. Zacisnął mocno palce otulone w ciepłej rękawicy na kurtce Sasuke.
- Wiesz, co jest w tym wszystkim najgorsze? – zapytał powoli Naruto, marszcząc brwi, ale jednocześnie na jego ustach błąkał się delikatny uśmiech. – Przez ten miesiąc ani razu nie pomyślałem o Sakurze. Kiedy wychodziłem z aresztu byłem tak szczęśliwy, że nie docierało do mnie nawet, co się naprawdę stało. Ja… - zawahał się, patrząc w zamyśleniu na Sasuke. – Ona była mi całkowicie obojętna, a ta sprawa dotyczyła mnie przecież bardziej niż kogokolwiek. I wczoraj w stołówce… - westchnął ciężko, przymykając oczy. – W jej oczach było coś takiego… - Naruto skrzywił się lekko.
- Stajesz się ckliwym pedałem – zawyrokował nagle Sasuke, a Naruto zamrugał zdezorientowany na te słowa.
- Co? – w przypływie szoku patrzył, jak Sasuke wyrywa swoją rękę z jego uścisku – Sakura od zawsze miała cholernie idealne życia, szczęśliwe dzieciństwo, kupę kasy i wszystko, o czym tylko zapragnęła. W łyżwiarstwie figurowym była prawie tak dobra jak ja w snowboardingu, wiedziałeś o tym? – zmrużył kpiąco oczy, na widok zaskoczonego wyrazu twarzy blondyna. – Nie była przystosowana do życia i teraz przynajmniej przejrzała na oczy.
- Miała wszystko, ale nie miała ciebie – Naruto uśmiechnął się lekko, jednak Uchiha zignorował jego uwagę.
- Na świecie jest masa strasznych tragedii. Ludzie głodują, cierpią, umierają na pieprzonych wojnach, tracą wszystko… Ona wciąż ma swoje cholerne życie. – Sasuke zacisnął mocno usta, odwracając wzrok.
- Mówisz, jakbyś wiedział.
- O czym?
- O Madarze. – Naruto przygryzł w zdenerwowaniu wargę, patrząc na obłędnie czarne oczy Uchihy.
- Skąd możesz mieć pewność, że nie wiem? – Chłopak uśmiechnął się lekko i pchnął przód deski w dół stoku, pozostawiając oniemiałego Uzumakiego samego.
- Kurwa – syknął tylko blondyn, podnosząc się szybko i zjeżdżając za Sasuke.