poniedziałek, 1 kwietnia 2013

Cud nad Odrą



tekst stary bo stary, ale może ktoś nie czytał. W sam raz na dzisiejszy dzień. Uznajcie go za moją  odpowiedź na aktualną pogodę za oknem.

ku chwale SasuSaku. 

gatunek tekstu: wojenny dramat psychologiczny

Starożytny Egipt rok 1870

Piękna i mądra Sakura Haruno była curką Faraona, który był przystojnym, łysym władcą Starożytnego Egiptu. Był bardzo mądry (wszystko dzielił na pół, żeby było sprawiedliwie, zwłaszcza dzieci. To Sakura posunęła mu ten pomysł, ponieważ durzo czytała).
Sakura stała nad Nilem kompletnie naga i się myła. Jej piękne ciało otulały promienie Słońca. Pomimo że mieszkała w Egipcie, gdzie cholernie praży słońce, jej skóra pozostała mleczno-biała. Sakura była bardzo piękna. Miała długie, bujne, różowe włosy w kolorze pszenicy, na którą świeci zachodnie słońce. Była naprawdę piękna i wszyscy w królestwie się w niej kochali. BYła również bardzo mądra (i piękną ^^), AlE LUbiłA sprawić sobie jakiegoś Niewolnika (hihihi! ). Lubiła go chłostać.
Sakura była bardzo piękna, dlatego cały świat, wszyscy królowie i mężczyźśNI, KTÓRY rzyli w nim, chcieli mieć ją za żąnę. Wiele razy słyszała, że ktoś chciałby wyjść za nią za Mąrz. Małrzeństwo było jednak ostatnią rzeczą, której Sakura kciała.
Sakura była prześliczna, ale miała RóWnIesz DórZę wojowniczki. Władała mieczem, łukiem, harpunem, kataną, czekanem, pistoletem, rewolwerem, siekierą, młotem pneumatycznym, armatami oraz karamibem marzynowym S4628m.
Starożytny Egiprt toczył walkę z Troją.
W Trojiiji żył piękny i waleczny, oraz bardzo, przystojny i strasznie, inteligentny ksiąszże, który podobno został spłodzony przez samych bogów z Olimpu.
Któregoś pięknego, grudniowego dnia, kiedy w Egipcie panowała śnieżna, zima .Trojański Książe przyjechał na swoim Bucefale do Egiptu, gdyż miał ochotę go zaatakować. Tajemniczy kSIąże MIał na Imię Sasuke, a nazywał się Uchicha (hyhy, to jkby się ktoś jeszcze nie domyślić o ,,kogo chodzi ^-^). Miał bardzo mordercze zamiary względem Egipptku i chciał wybić wszystkich chłopców, którzy mieli większe konie od jego Bucefała.
Ale wten czas zobaczył nagą i piękną książniczkę, która była córką łysego Faraona.
Zakochał się w niej, kiedy zobaczył jej jędrny biut.
Było jednak za późno. Kon Trojański pojawił się u stóp Sfinksa i ukryci w nim Amerykanie, zaatakowali, Egipt, który był starożytny. Krzyczeli, w niezrozumiałym dla Sakury języku o tym, że to zemsta, ale nie, wiedziała za, co.
Sasuke osłonił nią, kiedy pewien blondwłosy Naruto Uzumaki strzelał go niej z karabinu maszynowego.
Sasuke wycionął ducha, przysięgając Sakurze, córce łysego faraona wieczną i gorącą miłość.
- Oddałeś za mnie życie, kochany! krzyknęła Sakura, zalewając się łzami. Wschoczyła do Dunaju, ponieważ nie chciała żyć bez ukochanego.

sobota, 30 marca 2013

Bom Bom! 11 — Wielki brat

Itachi Uchiha miał to do siebie, że lubił zaskakiwać. Wśród wielu wad, którymi dysponował, jego nieustanna chęć uprzykrzenia życia bratu była z pewnością największym minusem. Łączyła ich dziwna relacja, opierająca się w połowie na wzajemnej rywalizacji, w połowie na trudnej do zdefiniowania symbiozie. Można ją było jednak dostrzec nadzwyczaj rzadko i na co dzień odczuwalna była przede wszystkim nienawiść, jaką bracia do siebie żywili.

— Syn marnotrawny powrócił do domu — powiedział Sasuke, uśmiechając się cynicznie. Pochylił głowę, chcąc, żeby grzywka zasłoniła mu częściowo twarz, na której wciąż znajdowały się przecież siniaki.

Itachi nie odpowiedział, uważnie obserwując brata. Miał ciężki charakter, niektórzy twierdzili, że cięższy nawet od Sasuke czy ich ojca. Bipolarność sprawiała, że z wesołego mężczyzny stawał się zimną bryłą lodu. Do tych niespodziewanych zmian nastroju zdążył przywyknąć jedynie Sasuke, ponieważ on, bez względu na stan, w jakim aktualnie znajdował się jego brat, nienawidził go wciąż tak samo.

poniedziałek, 18 lutego 2013

Bom Bom 10! — Dwóch snowboardzistów i jeden pyskaty surfer


Pierwszą wersję betowała Kuroneko
Drugą na razie nikt :D


Sasuke stał na szczycie Pipu, ze spokojem wymalowanym na twarzy obserwując naśnieżoną rampę. Niebo przybierało coraz ciemniejszą barwę, przez co reflektory nad stokiem powoli zaczynały się rozgrzewać, rzucając na niego żółty blask. Wiał chłodny, wieczorny wiatr, przez który robiło się coraz bardziej nieprzyjemnie i Sasuke zerknął na tłum gapiów gromadzący się na dole. Z tej odległości wydawali się śmiesznie mali, a ich krzyki docierały do niego jako zniekształcony, niewyraźny huk. Na jego treningach pojawiały się głównie zakochane w nim nastolatki, amatorzy snowboardu, czy dzieciaki, które kiedyś chciały być takie jak on.

środa, 26 grudnia 2012

Bom Bom! 9



Bom Bom! 9  — Starcie na stoku


Pierwszą wersję betowała alien :)
Druga nie jest na razie zbetowana

 Albo jak przeszedł przed Sakurą! Widzieliście jej minę? — zawołał uradowany Kiba, któremu było już nieco lepiej. Humor bardzo mu się poprawił, kiedy dowiedział się, że koledzy postanowili wprowadzić jego pomysł w życie i gdy tylko Naruto poszedł pod natrysk, schowali jego plecak i ubrania. — To było genialne! — zaśmiał się zawistnie, wciąż czując ból w wiadomym miejscu po ciosie poliwęglanowym kijem.
— Na pewno Tsunade nie zapomni tego dnia do końca życia — zauważył Neji, a reszta nie mogła się z nim nie zgodzić.
— Uchiha, nigdy bym nawet nie pomyślał, że z ciebie taki kawalarz! — zawył z radości Kiba, uderzając dłonią o udo. Kilka osób będących przed Centrum Sportu obejrzało się za nimi.
— Zamknij się Inuzuka — prychnął Sasuke, mrużąc groźnie oczy.
— Dobra, dobra, spoko panie sztywniaku. — Kiba uśmiechnął się szeroko, trochę się uspokajając. — A widziałeś chociaż, czy miał dużego? — zapytał bezczelnie, a Sasuke aż przystanął, patrząc na niego z niedowierzaniem.

niedziela, 23 grudnia 2012

Nienawiść jest dla łajz.



Droubble, angst
Ten tekst raczej nie nadaje się na świątecznego fika, ale życzę wszystkim wesołych świąt Bożego Narodzenia.

Sasuke miał na rękach krew wielu ludzi. Zabił swojego brata, a kiedy dowiedział się prawdy o klanie Uchiha, postanowił zniszczyć Konohę. Musiał dokonać zemsty. Dopełnić jej.
Najpierw na drodze stanął mu Kiba. Zabił go bez zbędnych przeszkód. Tak samo stało się z resztą jego byłych kolegów. Tak samo stało się z resztą mieszkańców. Dokonał masakry w jedną noc, sam nie mogąc uwierzyć we własną siłę. Jego nienawiść nabrała wtedy zupełnie innego, nieznanego znaczenia. Na sam koniec zostawił drużynę 7. Sakurę zabił szybko i bezboleśnie. Z Kakashim miał większy problem. Walczył z nim, uwalniając swoją maksymalną moc. Jego były mentor konał powoli. Rodzajem śmierci, na który nie zasłużył. Dla Sasuke nie miało to żadnego znaczenia. Umierający przeklinali Uchihę, deklarowali nienawiść do niego, nie mogli uwierzyć, że naprawdę niszczył Konohę.
Sasuke z uśmiechem patrzył na śmierć każdej swojej ofiary. Z największą przyjemnością na śmierć trzech ostatnich.
Wszystko byłoby w porządku, dopełniłby swojej zemsty, gdyby nie Naruto. Pochylając się nad jego zakrwawionym, na wpół zmiażdżonym ciałem usłyszał coś, co go zaskoczyło. Głos Naruto, jego przyjaciela, był cichy i zachrypnięty bardziej niż zwykle. Uśmiechał się.
— Nigdy nie mógłbym cię znienawidzić, Sasuke. Nawet, jeśli bym chciał. Jesteś moim najlepszym przyjacielem.
Sasuke pożałował, że dopełnił zemsty.

środa, 12 grudnia 2012

Ironia sokratejska cz. III

betowała Dream :)

Cz. III

— Zawieź mnie do La Puente, muszę załatwić kilka spraw.
James zacisnął palce na kierownicy, nie odpowiadając. Światła komunikacji drogowej właśnie zmieniły się na czerwone, więc zatrzymał radiowóz przed pasami. W lusterku zauważył stojący tuż za nimi zielony kabriolet.
— Nie zrozumiałeś, co powiedziałem na parkingu? — zapytał spokojnie Franka, wciąż skupiając uwagę na samochodzie znajdującym się za nimi. Zmrużył oczy, starając się zapamiętać jego numery rejestracyjne. Miał wrażenie, że wóz był kradziony.
— Musze załatwić kilka spraw służbowych! — Frank przewrócił oczami, z rozdrażnieniem obserwując tłum pieszych, przechodzących przez pasy. Przypomniała mu się kobieta, którą dzisiaj mijał, idąc do cukierni i aż uniósł kącik ust do góry, zastanawiając się, jakby na tamtą sytuację zareagował Kipling.
— Pan McGorday kazał nam jechać do Compton.

Ironia sokratejska cz. II

betowała Dream :)

Cz. II

II.

— Dobrze, że jesteś, Frank — powiedział McGorday, uśmiechając się.
Gabinet komisarza kalifornijskiej policji był duży i przestronny, znakomicie urządzony. Znajdowało się w nim duże, drewniane i lśniące biurko, przy którym McGorday codziennie udawał, że pracuje. Wśród aktów o morderstwa, rozboje i gwałty, znajdowały się stare, azjatyckie świerszczyki. Kto by pomyślał, że komisarz policji miał fetysz na punkcie Azjatek sprzed II wojny światowej? Wszystkie magazyny stanowiły niemal zabytek na rynku gazet dla panów. McGorday’owi nawet nie drgnęła powieka, kiedy przyjmując w gabinecie ważne persony ze świata policji czy polityki, głaskał okładki z nagimi Chinkami. Na szczęście dla niego nikt nigdy nie przyłapał go na gorącym uczynku.

Ironia sokratejska cz. I

To moje pierwsze autorskie opowiadanie, które na pewno będzie posiadać wiele niedoskonałości. Piszę je dla treningu i sprawdzenia samej siebie, czy potrafię napisać coś innego niż fanfik. Liczę na wasze szczere opinie i zapraszam do czytania :)

betowała Dream i Ayu :)

Cz. I
— Uważaj, jak chodzisz, szczeniaku — syknął Frank do jakiegoś dzieciaka, który na niego wpadł. — Jeszcze przewrócisz się na jezdnię i samochód ci po głowie przejedzie — dodał, uśmiechając się złośliwie.
— Przepraszam — wydukał sprawca zamieszania, czerwieniąc się w mocnym słońcu kalifornijskiego wybrzeża.
Frank tylko prychnął, sięgając po papierosa. Zmrużył oczy, obserwując ruchliwą drogę. Po drugiej stronie znajdowała się cukiernia, do której zmierzał. Cierpliwie czekał, aż zmienią się światła i będzie mógł wejść na pasy. Nienawidził dzieci i nawet nie chciał myśleć, co by było, gdyby się jakiegoś dorobił. Zaciągnął się mocno papierosem, a kobieta stojąca po przeciwnej stronie jezdni, przyciągnęła jego uwagę. Miała na sobie obcisłą sukienkę i buty na wysokim obcasie. Rozmawiała przez telefon, wymachując przy tym energicznie ręką. Za nią Frank dostrzegł jakiegoś mężczyznę, który niepostrzeżenie wsuwając rękę do jej torebki. Tuż przed tym, jak zmieniły się światła, złodziej odsunął się, a w jego dłoni mignął różowy portfel, który pośpiesznie schował do kieszeni luźnych spodni.

niedziela, 9 grudnia 2012

CUM

Ostatni rozdział
betowała A., ;*

Sasuke jest naprawdę niegrzecznym chłopcem. Nigdy nie sądziłem, że temu kretynowi tak bardzo spodobają się wybuchy. Jeden, drugi, a mina Uchihy, kiedy wysadzał kolejne ruiny, była naprawdę diaboliczna. No naprawdę, już dawno nie czułem takiej adrenaliny.
— Będzie nas ścigał cały pieprzony rząd Egiptu. Wyobrażasz to sobie? Zniszczyliśmy właśnie jeden z największych zabytków starożytnych.
— Tylko trochę i to w dodatku na obrzeżach, nie przesadzaj — mówi lekceważąco Sasuke, zeskakując z kolejnej skarpy.
Znaleźliśmy ten pieprzony grobowiec, naprawdę go znaleźliśmy. A ja wciąż nie mogę w to uwierzyć.

Sasuke Uchiha, genialny doradca do sprzętu AGD i RTV

betowała Alien ;*

To było niedorzeczne, całkowicie nierealne, wręcz fizycznie niemożliwe. Coś takiego nie może mieć po prostu miejsca. To czysty absurd, jakiś głupi żart, okropny koszmar, cokolwiek, do cholery!, tylko nie prawda. A może to było piekło? Z całą pewnością tak właśnie wygląda piekło. Nie ma wielkich kotłów z gotującą się smołą, języków ognia i jęku potępionych, jest brzydka, niesamowicie brudna wykładzina, rząd lodówek, telewizorów i mikserów, oślepiające, sztuczne światło i klimatyzacja. Masa chłodnego powietrza wirującego wokół klientów sklepu elektronicznego. Na pewno nie wiedzieliście, że to właśnie w sklepie elektronicznym znajduje się piekło, prawda? Sasuke Uchiha postanowił wam to jednak uświadomić.