Koniec maja nadszedł, więc i pora na jakieś konkrety odnośnie moich tekstów. Jest ich kilka.
Zacznę może od poinformowania was, co postanowiłam w sprawie Bom Bom! i
ogólnie fandomu sasunaru, w którym dotychczas pisałam najwięcej.
Całkowicie wycofuję się z pisania fanfików o Sasuke i Naruto. Raczej
jest to decyzja ostateczna, więc nie spodziewajcie się ode mnie żadnego
nowego tekstu z udziałem tej dwójki.
Na poprawianie i pisanie Bom Bom! od nowa nie mam już sił ani chęci.
Poprawionych rozdziałów nie usunę, niech wiszą na stronię, może kiedyś
do nich wrócę.
Dokończę natomiast Bom Bom! w starej wersji. Nie wiem, czy jest to dla
was informacja dobra czy zła. Ostatni rozdział Bom Bom! nie będzie taki,
jaki chciałabym, żeby był, ale myślę, że lepsze jakieś zakończenie niż żadne.
Zbyt dobrze idzie mi zaczynanie opowiadań, a później ich zawieszanie.
Żeby uniknąć takich sytuacji, następnym razem, kiedy pojawię się tutaj,
będę dysponowała skończonym opowiadaniem.
*
Coś bardziej optymistycznego. Podjęłam współpracę z Dream i takim oto
sposobem piszemy razem opowiadanie. Efekty możecie zobaczyć na: blogu oraz (jeżeli komuś wygodniej) na forum.
Pierwszy rozdział już jest, więc zachęcam wszystkich do lektury. Jeżeli ktoś lubi wątek zombie, oczywiście. ;)
Pozdrawiam.
niedziela, 26 maja 2013
środa, 15 maja 2013
Informacja
Jak już zapewne zauważyliście, całkowicie przeniosłam się na bloga. Są już na nim wszystkie moje opowiadania. (Starsze, brakujące rozdziały Bom Bom! również mam zamiar opublikować).
Chciałabym jednak coś sprostować. Z tym, co aktualnie dzieje się na Forum SasuNaru nie mam nic wspólnego. Nie pamiętam, czy kilka tygodni, czy kilka miesięcy temu całkowicie wycofałam się z aktywności na tym forum, chociaż wiem, że kilka lat temu z pełną świadomością i chęcią przenosiłam tam swoje opowiadania. Wiele się jednak od tego czasu zmieniło, a piszę tego posta, ponieważ nie chcę, żeby identyfikowano mnie z tym forum. To, jakie decyzje podejmuje aktualna administracja, jest tylko i wyłącznie jej sprawą. Ja już nie chcę się pod tym forum podpisywać, ponieważ już dawno przestało być tym, czym było, kiedy wraz z innymi blogerami przenosiłam tam swoje teksty. Proszę więc nie pytać mnie, co i dlaczego jest tak, a nie inaczej na forum. Ja już za nie nie odpowiadam.
Tym postem chciałabym sprostować również jedną rzecz.
To że odeszłam z forum Sasunaru nie wpłynęło na mój stan emocjonalny. Nie załamałam się, naprawdę, jak sądziły niektóre osoby. Czuję się dobrze, nie mam depresji, a to, co się stało na forum w chwili mojego odejścia, spłynęło po mnie jak po kaczce, serio. Nie będę komentowała decyzji podejmowanych przez aktualną administrację. Ich braku reakcji również. Brak odpowiedzi jest czasami najlepszą odpowiedzią, jak to mówią.
Wiem, że aktualnie publikują i udzielają się na forum przede wszystkim osoby, które z początkami zakładania tej strony miały niewiele wspólnego. Bazując na tym, na co stara administracja pracowała od lat, teraz nie będę komentowała stanu i kondycji forum. Szkoda. Tylko tyle mam w tej kwestii do powiedzenia.
Jeżeli ktoś za pośrednictwem mojego bloga zarejestrował się na tym forum i spodobał mu się pobyt na nim, nikt nie broni, żeby tam został. Krzyżyk na drogę.
Ja całkowicie wycofuję się z promowania tej strony.
Nie dbam o to, czy ktokolwiek przeczyta tę wiadomość. Ważne, że ją napisałam. Nigdy nie owijałam w bawełnę i teraz też nie zamierzam. Zajęłam stanowisko w sprawie kiedyś uwielbianego przeze mnie forum Sasunaru. Było to dla mnie ważne.
Wszystko się jednak zmienia i mimo wszystko cieszę się, że nie usunęłam tej strony.
Chciałabym jednak coś sprostować. Z tym, co aktualnie dzieje się na Forum SasuNaru nie mam nic wspólnego. Nie pamiętam, czy kilka tygodni, czy kilka miesięcy temu całkowicie wycofałam się z aktywności na tym forum, chociaż wiem, że kilka lat temu z pełną świadomością i chęcią przenosiłam tam swoje opowiadania. Wiele się jednak od tego czasu zmieniło, a piszę tego posta, ponieważ nie chcę, żeby identyfikowano mnie z tym forum. To, jakie decyzje podejmuje aktualna administracja, jest tylko i wyłącznie jej sprawą. Ja już nie chcę się pod tym forum podpisywać, ponieważ już dawno przestało być tym, czym było, kiedy wraz z innymi blogerami przenosiłam tam swoje teksty. Proszę więc nie pytać mnie, co i dlaczego jest tak, a nie inaczej na forum. Ja już za nie nie odpowiadam.
Tym postem chciałabym sprostować również jedną rzecz.
To że odeszłam z forum Sasunaru nie wpłynęło na mój stan emocjonalny. Nie załamałam się, naprawdę, jak sądziły niektóre osoby. Czuję się dobrze, nie mam depresji, a to, co się stało na forum w chwili mojego odejścia, spłynęło po mnie jak po kaczce, serio. Nie będę komentowała decyzji podejmowanych przez aktualną administrację. Ich braku reakcji również. Brak odpowiedzi jest czasami najlepszą odpowiedzią, jak to mówią.
Wiem, że aktualnie publikują i udzielają się na forum przede wszystkim osoby, które z początkami zakładania tej strony miały niewiele wspólnego. Bazując na tym, na co stara administracja pracowała od lat, teraz nie będę komentowała stanu i kondycji forum. Szkoda. Tylko tyle mam w tej kwestii do powiedzenia.
Jeżeli ktoś za pośrednictwem mojego bloga zarejestrował się na tym forum i spodobał mu się pobyt na nim, nikt nie broni, żeby tam został. Krzyżyk na drogę.
Ja całkowicie wycofuję się z promowania tej strony.
Nie dbam o to, czy ktokolwiek przeczyta tę wiadomość. Ważne, że ją napisałam. Nigdy nie owijałam w bawełnę i teraz też nie zamierzam. Zajęłam stanowisko w sprawie kiedyś uwielbianego przeze mnie forum Sasunaru. Było to dla mnie ważne.
Wszystko się jednak zmienia i mimo wszystko cieszę się, że nie usunęłam tej strony.
poniedziałek, 1 kwietnia 2013
Cud nad Odrą
tekst stary bo stary, ale może ktoś nie czytał. W sam raz na dzisiejszy dzień. Uznajcie go za moją odpowiedź na aktualną pogodę za oknem.
ku chwale SasuSaku.
gatunek tekstu: wojenny dramat psychologiczny
Starożytny Egipt rok 1870
Piękna i mądra Sakura Haruno była curką Faraona, który był przystojnym, łysym władcą Starożytnego Egiptu. Był bardzo mądry (wszystko dzielił na pół, żeby było sprawiedliwie, zwłaszcza dzieci. To Sakura posunęła mu ten pomysł, ponieważ durzo czytała).
Sakura stała nad Nilem kompletnie naga i się myła. Jej piękne ciało otulały promienie Słońca. Pomimo że mieszkała w Egipcie, gdzie cholernie praży słońce, jej skóra pozostała mleczno-biała. Sakura była bardzo piękna. Miała długie, bujne, różowe włosy w kolorze pszenicy, na którą świeci zachodnie słońce. Była naprawdę piękna i wszyscy w królestwie się w niej kochali. BYła również bardzo mądra (i piękną ^^), AlE LUbiłA sprawić sobie jakiegoś Niewolnika (hihihi! ). Lubiła go chłostać.
Sakura była bardzo piękna, dlatego cały świat, wszyscy królowie i mężczyźśNI, KTÓRY rzyli w nim, chcieli mieć ją za żąnę. Wiele razy słyszała, że ktoś chciałby wyjść za nią za Mąrz. Małrzeństwo było jednak ostatnią rzeczą, której Sakura kciała.
Sakura była prześliczna, ale miała RóWnIesz DórZę wojowniczki. Władała mieczem, łukiem, harpunem, kataną, czekanem, pistoletem, rewolwerem, siekierą, młotem pneumatycznym, armatami oraz karamibem marzynowym S4628m.
Starożytny Egiprt toczył walkę z Troją.
W Trojiiji żył piękny i waleczny, oraz bardzo, przystojny i strasznie, inteligentny ksiąszże, który podobno został spłodzony przez samych bogów z Olimpu.
Któregoś pięknego, grudniowego dnia, kiedy w Egipcie panowała śnieżna, zima .Trojański Książe przyjechał na swoim Bucefale do Egiptu, gdyż miał ochotę go zaatakować. Tajemniczy kSIąże MIał na Imię Sasuke, a nazywał się Uchicha (hyhy, to jkby się ktoś jeszcze nie domyślić o ,,kogo chodzi ^-^). Miał bardzo mordercze zamiary względem Egipptku i chciał wybić wszystkich chłopców, którzy mieli większe konie od jego Bucefała.
Ale wten czas zobaczył nagą i piękną książniczkę, która była córką łysego Faraona.
Zakochał się w niej, kiedy zobaczył jej jędrny biut.
Było jednak za późno. Kon Trojański pojawił się u stóp Sfinksa i ukryci w nim Amerykanie, zaatakowali, Egipt, który był starożytny. Krzyczeli, w niezrozumiałym dla Sakury języku o tym, że to zemsta, ale nie, wiedziała za, co.
Sasuke osłonił nią, kiedy pewien blondwłosy Naruto Uzumaki strzelał go niej z karabinu maszynowego.
Sasuke wycionął ducha, przysięgając Sakurze, córce łysego faraona wieczną i gorącą miłość.
- Oddałeś za mnie życie, kochany! krzyknęła Sakura, zalewając się łzami. Wschoczyła do Dunaju, ponieważ nie chciała żyć bez ukochanego.
Starożytny Egipt rok 1870
Piękna i mądra Sakura Haruno była curką Faraona, który był przystojnym, łysym władcą Starożytnego Egiptu. Był bardzo mądry (wszystko dzielił na pół, żeby było sprawiedliwie, zwłaszcza dzieci. To Sakura posunęła mu ten pomysł, ponieważ durzo czytała).
Sakura stała nad Nilem kompletnie naga i się myła. Jej piękne ciało otulały promienie Słońca. Pomimo że mieszkała w Egipcie, gdzie cholernie praży słońce, jej skóra pozostała mleczno-biała. Sakura była bardzo piękna. Miała długie, bujne, różowe włosy w kolorze pszenicy, na którą świeci zachodnie słońce. Była naprawdę piękna i wszyscy w królestwie się w niej kochali. BYła również bardzo mądra (i piękną ^^), AlE LUbiłA sprawić sobie jakiegoś Niewolnika (hihihi! ). Lubiła go chłostać.
Sakura była bardzo piękna, dlatego cały świat, wszyscy królowie i mężczyźśNI, KTÓRY rzyli w nim, chcieli mieć ją za żąnę. Wiele razy słyszała, że ktoś chciałby wyjść za nią za Mąrz. Małrzeństwo było jednak ostatnią rzeczą, której Sakura kciała.
Sakura była prześliczna, ale miała RóWnIesz DórZę wojowniczki. Władała mieczem, łukiem, harpunem, kataną, czekanem, pistoletem, rewolwerem, siekierą, młotem pneumatycznym, armatami oraz karamibem marzynowym S4628m.
Starożytny Egiprt toczył walkę z Troją.
W Trojiiji żył piękny i waleczny, oraz bardzo, przystojny i strasznie, inteligentny ksiąszże, który podobno został spłodzony przez samych bogów z Olimpu.
Któregoś pięknego, grudniowego dnia, kiedy w Egipcie panowała śnieżna, zima .Trojański Książe przyjechał na swoim Bucefale do Egiptu, gdyż miał ochotę go zaatakować. Tajemniczy kSIąże MIał na Imię Sasuke, a nazywał się Uchicha (hyhy, to jkby się ktoś jeszcze nie domyślić o ,,kogo chodzi ^-^). Miał bardzo mordercze zamiary względem Egipptku i chciał wybić wszystkich chłopców, którzy mieli większe konie od jego Bucefała.
Ale wten czas zobaczył nagą i piękną książniczkę, która była córką łysego Faraona.
Zakochał się w niej, kiedy zobaczył jej jędrny biut.
Było jednak za późno. Kon Trojański pojawił się u stóp Sfinksa i ukryci w nim Amerykanie, zaatakowali, Egipt, który był starożytny. Krzyczeli, w niezrozumiałym dla Sakury języku o tym, że to zemsta, ale nie, wiedziała za, co.
Sasuke osłonił nią, kiedy pewien blondwłosy Naruto Uzumaki strzelał go niej z karabinu maszynowego.
Sasuke wycionął ducha, przysięgając Sakurze, córce łysego faraona wieczną i gorącą miłość.
- Oddałeś za mnie życie, kochany! krzyknęła Sakura, zalewając się łzami. Wschoczyła do Dunaju, ponieważ nie chciała żyć bez ukochanego.
sobota, 30 marca 2013
Bom Bom! 11 — Wielki brat
Itachi Uchiha miał to do siebie, że
lubił zaskakiwać. Wśród wielu wad, którymi dysponował, jego nieustanna chęć
uprzykrzenia życia bratu była z pewnością największym minusem. Łączyła ich
dziwna relacja, opierająca się w połowie na wzajemnej rywalizacji, w połowie na
trudnej do zdefiniowania symbiozie. Można ją było jednak dostrzec nadzwyczaj
rzadko i na co dzień odczuwalna była przede wszystkim nienawiść, jaką bracia do
siebie żywili.
— Syn marnotrawny powrócił do domu —
powiedział Sasuke, uśmiechając się cynicznie. Pochylił głowę, chcąc, żeby
grzywka zasłoniła mu częściowo twarz, na której wciąż znajdowały się przecież
siniaki.
Itachi nie odpowiedział, uważnie
obserwując brata. Miał ciężki charakter, niektórzy twierdzili, że cięższy nawet
od Sasuke czy ich ojca. Bipolarność sprawiała, że z wesołego mężczyzny stawał
się zimną bryłą lodu. Do tych niespodziewanych zmian nastroju zdążył przywyknąć
jedynie Sasuke, ponieważ on, bez względu na stan, w jakim aktualnie znajdował
się jego brat, nienawidził go wciąż tak samo.
poniedziałek, 18 lutego 2013
Bom Bom 10! — Dwóch snowboardzistów i jeden pyskaty surfer
Pierwszą wersję betowała Kuroneko
Drugą na razie nikt :D
Sasuke stał
na szczycie Pipu, ze spokojem wymalowanym na twarzy obserwując naśnieżoną rampę.
Niebo przybierało coraz ciemniejszą barwę, przez co reflektory nad stokiem
powoli zaczynały się rozgrzewać, rzucając na niego żółty blask. Wiał chłodny,
wieczorny wiatr, przez który robiło się coraz bardziej nieprzyjemnie i Sasuke
zerknął na tłum gapiów gromadzący się na dole. Z tej odległości wydawali się
śmiesznie mali, a ich krzyki docierały do niego jako zniekształcony, niewyraźny
huk. Na jego treningach pojawiały się głównie zakochane w nim nastolatki,
amatorzy snowboardu, czy dzieciaki, które kiedyś chciały być takie jak on.
środa, 26 grudnia 2012
Bom Bom! 9
Bom Bom! 9 — Starcie na stoku
Pierwszą wersję betowała alien :)
Druga nie jest na razie zbetowana
— Albo jak przeszedł przed Sakurą! Widzieliście
jej minę? — zawołał uradowany Kiba, któremu było już nieco lepiej. Humor bardzo
mu się poprawił, kiedy dowiedział się, że koledzy postanowili wprowadzić jego
pomysł w życie i gdy tylko Naruto poszedł pod natrysk, schowali jego plecak i
ubrania. — To było genialne! — zaśmiał się zawistnie, wciąż czując ból w
wiadomym miejscu po ciosie poliwęglanowym kijem.
— Na
pewno Tsunade nie zapomni tego dnia do końca życia — zauważył Neji, a reszta
nie mogła się z nim nie zgodzić.
—
Uchiha, nigdy bym nawet nie pomyślał, że z ciebie taki kawalarz! — zawył z
radości Kiba, uderzając dłonią o udo. Kilka osób będących przed Centrum Sportu
obejrzało się za nimi.
— Zamknij
się Inuzuka — prychnął Sasuke, mrużąc groźnie oczy.
—
Dobra, dobra, spoko panie sztywniaku. — Kiba uśmiechnął się szeroko, trochę się
uspokajając. — A widziałeś chociaż, czy miał dużego? — zapytał bezczelnie, a
Sasuke aż przystanął, patrząc na niego z niedowierzaniem.
niedziela, 23 grudnia 2012
Nienawiść jest dla łajz.
Droubble, angst
Ten tekst raczej nie nadaje się na świątecznego fika, ale życzę wszystkim wesołych świąt Bożego Narodzenia.
Sasuke miał
na rękach krew wielu ludzi. Zabił swojego brata, a kiedy dowiedział się prawdy
o klanie Uchiha, postanowił zniszczyć Konohę. Musiał dokonać zemsty. Dopełnić
jej.
Najpierw na
drodze stanął mu Kiba. Zabił go bez zbędnych przeszkód. Tak samo stało się z
resztą jego byłych kolegów. Tak samo stało się z resztą mieszkańców. Dokonał
masakry w jedną noc, sam nie mogąc uwierzyć we własną siłę. Jego nienawiść
nabrała wtedy zupełnie innego, nieznanego znaczenia. Na sam koniec zostawił
drużynę 7. Sakurę zabił szybko i bezboleśnie. Z Kakashim miał większy problem.
Walczył z nim, uwalniając swoją maksymalną moc. Jego były mentor konał powoli. Rodzajem
śmierci, na który nie zasłużył. Dla Sasuke nie miało to żadnego znaczenia. Umierający
przeklinali Uchihę, deklarowali nienawiść do niego, nie mogli uwierzyć, że
naprawdę niszczył Konohę.
Sasuke z uśmiechem
patrzył na śmierć każdej swojej ofiary. Z największą przyjemnością na śmierć
trzech ostatnich.
Wszystko
byłoby w porządku, dopełniłby swojej zemsty, gdyby nie Naruto. Pochylając się
nad jego zakrwawionym, na wpół zmiażdżonym ciałem usłyszał coś, co go
zaskoczyło. Głos Naruto, jego przyjaciela, był cichy i zachrypnięty bardziej
niż zwykle. Uśmiechał się.
— Nigdy nie
mógłbym cię znienawidzić, Sasuke. Nawet, jeśli bym chciał. Jesteś moim najlepszym
przyjacielem.
Sasuke
pożałował, że dopełnił zemsty.
środa, 12 grudnia 2012
Ironia sokratejska cz. III
betowała Dream :)
Cz. III
— Zawieź mnie do La Puente, muszę załatwić kilka spraw.
James zacisnął palce na kierownicy, nie odpowiadając. Światła komunikacji drogowej właśnie zmieniły się na czerwone, więc zatrzymał radiowóz przed pasami. W lusterku zauważył stojący tuż za nimi zielony kabriolet.
— Nie zrozumiałeś, co powiedziałem na parkingu? — zapytał spokojnie Franka, wciąż skupiając uwagę na samochodzie znajdującym się za nimi. Zmrużył oczy, starając się zapamiętać jego numery rejestracyjne. Miał wrażenie, że wóz był kradziony.
— Musze załatwić kilka spraw służbowych! — Frank przewrócił oczami, z rozdrażnieniem obserwując tłum pieszych, przechodzących przez pasy. Przypomniała mu się kobieta, którą dzisiaj mijał, idąc do cukierni i aż uniósł kącik ust do góry, zastanawiając się, jakby na tamtą sytuację zareagował Kipling.
— Pan McGorday kazał nam jechać do Compton.
Cz. III
— Zawieź mnie do La Puente, muszę załatwić kilka spraw.
James zacisnął palce na kierownicy, nie odpowiadając. Światła komunikacji drogowej właśnie zmieniły się na czerwone, więc zatrzymał radiowóz przed pasami. W lusterku zauważył stojący tuż za nimi zielony kabriolet.
— Nie zrozumiałeś, co powiedziałem na parkingu? — zapytał spokojnie Franka, wciąż skupiając uwagę na samochodzie znajdującym się za nimi. Zmrużył oczy, starając się zapamiętać jego numery rejestracyjne. Miał wrażenie, że wóz był kradziony.
— Musze załatwić kilka spraw służbowych! — Frank przewrócił oczami, z rozdrażnieniem obserwując tłum pieszych, przechodzących przez pasy. Przypomniała mu się kobieta, którą dzisiaj mijał, idąc do cukierni i aż uniósł kącik ust do góry, zastanawiając się, jakby na tamtą sytuację zareagował Kipling.
— Pan McGorday kazał nam jechać do Compton.
Ironia sokratejska cz. II
betowała Dream :)
Cz. II
II.
— Dobrze, że jesteś, Frank — powiedział McGorday, uśmiechając się.
Gabinet komisarza kalifornijskiej policji był duży i przestronny, znakomicie urządzony. Znajdowało się w nim duże, drewniane i lśniące biurko, przy którym McGorday codziennie udawał, że pracuje. Wśród aktów o morderstwa, rozboje i gwałty, znajdowały się stare, azjatyckie świerszczyki. Kto by pomyślał, że komisarz policji miał fetysz na punkcie Azjatek sprzed II wojny światowej? Wszystkie magazyny stanowiły niemal zabytek na rynku gazet dla panów. McGorday’owi nawet nie drgnęła powieka, kiedy przyjmując w gabinecie ważne persony ze świata policji czy polityki, głaskał okładki z nagimi Chinkami. Na szczęście dla niego nikt nigdy nie przyłapał go na gorącym uczynku.
Cz. II
II.
— Dobrze, że jesteś, Frank — powiedział McGorday, uśmiechając się.
Gabinet komisarza kalifornijskiej policji był duży i przestronny, znakomicie urządzony. Znajdowało się w nim duże, drewniane i lśniące biurko, przy którym McGorday codziennie udawał, że pracuje. Wśród aktów o morderstwa, rozboje i gwałty, znajdowały się stare, azjatyckie świerszczyki. Kto by pomyślał, że komisarz policji miał fetysz na punkcie Azjatek sprzed II wojny światowej? Wszystkie magazyny stanowiły niemal zabytek na rynku gazet dla panów. McGorday’owi nawet nie drgnęła powieka, kiedy przyjmując w gabinecie ważne persony ze świata policji czy polityki, głaskał okładki z nagimi Chinkami. Na szczęście dla niego nikt nigdy nie przyłapał go na gorącym uczynku.
Ironia sokratejska cz. I
To moje pierwsze autorskie opowiadanie, które na pewno będzie posiadać wiele niedoskonałości. Piszę je dla treningu i sprawdzenia samej siebie, czy potrafię napisać coś innego niż fanfik. Liczę na wasze szczere opinie i zapraszam do czytania :)
betowała Dream i Ayu :)
Cz. I
— Uważaj, jak chodzisz, szczeniaku — syknął Frank do jakiegoś dzieciaka, który na niego wpadł. — Jeszcze przewrócisz się na jezdnię i samochód ci po głowie przejedzie — dodał, uśmiechając się złośliwie.
— Przepraszam — wydukał sprawca zamieszania, czerwieniąc się w mocnym słońcu kalifornijskiego wybrzeża.
Frank tylko prychnął, sięgając po papierosa. Zmrużył oczy, obserwując ruchliwą drogę. Po drugiej stronie znajdowała się cukiernia, do której zmierzał. Cierpliwie czekał, aż zmienią się światła i będzie mógł wejść na pasy. Nienawidził dzieci i nawet nie chciał myśleć, co by było, gdyby się jakiegoś dorobił. Zaciągnął się mocno papierosem, a kobieta stojąca po przeciwnej stronie jezdni, przyciągnęła jego uwagę. Miała na sobie obcisłą sukienkę i buty na wysokim obcasie. Rozmawiała przez telefon, wymachując przy tym energicznie ręką. Za nią Frank dostrzegł jakiegoś mężczyznę, który niepostrzeżenie wsuwając rękę do jej torebki. Tuż przed tym, jak zmieniły się światła, złodziej odsunął się, a w jego dłoni mignął różowy portfel, który pośpiesznie schował do kieszeni luźnych spodni.
betowała Dream i Ayu :)
Cz. I
— Uważaj, jak chodzisz, szczeniaku — syknął Frank do jakiegoś dzieciaka, który na niego wpadł. — Jeszcze przewrócisz się na jezdnię i samochód ci po głowie przejedzie — dodał, uśmiechając się złośliwie.
— Przepraszam — wydukał sprawca zamieszania, czerwieniąc się w mocnym słońcu kalifornijskiego wybrzeża.
Frank tylko prychnął, sięgając po papierosa. Zmrużył oczy, obserwując ruchliwą drogę. Po drugiej stronie znajdowała się cukiernia, do której zmierzał. Cierpliwie czekał, aż zmienią się światła i będzie mógł wejść na pasy. Nienawidził dzieci i nawet nie chciał myśleć, co by było, gdyby się jakiegoś dorobił. Zaciągnął się mocno papierosem, a kobieta stojąca po przeciwnej stronie jezdni, przyciągnęła jego uwagę. Miała na sobie obcisłą sukienkę i buty na wysokim obcasie. Rozmawiała przez telefon, wymachując przy tym energicznie ręką. Za nią Frank dostrzegł jakiegoś mężczyznę, który niepostrzeżenie wsuwając rękę do jej torebki. Tuż przed tym, jak zmieniły się światła, złodziej odsunął się, a w jego dłoni mignął różowy portfel, który pośpiesznie schował do kieszeni luźnych spodni.
Subskrybuj:
Posty (Atom)