Jest to ostatni rozdział pierwszej części. Każdemu przyda się odpoczynek od Refuge, dlatego następna publikacja będzie dotyczyła nowego, kilku rozdziałowego opowiadania. Po jego zakończeniu rozpocznie się druga część Refuge.
Męczyłam się nad tym rozdziałem kupę czasu. Kilkakrotnie kasowałam go i pisałam na nowo. Nie wiem czy wyszło tak jak powinno.
Cud zdarza się tylko raz.
Każdego prędzej czy później kopnie jakiś cud i będzie się mógł cieszyć. Bo cuda są jak złote monety w bulionach, albo małe diamenty w cukrze. Wielkie korporacje lubią robić takie konkursy, żeby ludzie kupowali produkty, a później jedli nagrody. I na koniec zostaje taka przerażająca świadomość własnej żarłoczności… ale żeby nie udziwniać: cuda są jak spadające gwiazdy.
Jedna zabłysnęła właśnie w ustach Naruto.
Cisza dudniła, a kurz tańczył własny taniec. Z gwiazdami. Naruto zamrugał z wrażenia. Kiedy zaczął się wyrywać, jego głowa odsunęła się od lufy pistoletu. Na jego nieszczęście jednak Sasuke wystrzelił w momencie, kiedy twarz znajdowała się naprzeciwko pistoletu. W ten właśnie mniej czy więcej logiczny sposób kula znalazła się miedzy zębami Naruto. Trzymał ją tak jakby chciał ją przegryźć. A najlepsze było w tym wszystkim to, że sytuacja ta była bardziej komiczna niż przerażająca. Bo Uzumaki przypominał właśnie jakąś kokieteryjną dziwkę, która z cukierkiem w zębach czeka na schrupanie. A Sasuke pochylał się nad nim z dziwnym, podejrzanym błyskiem w oku.
Naruto zmrużył oczy i odepchnął od siebie bruneta. Kula miała gorzko-kwaśny smak i ponadto była tak gorąca, że jak najszybciej musiał ją wypluć.
- Jakim cudem…? – Pisnęła cicho Hinata, ale niebieskooki nie wzrósł na nią najmniej uwagi. Spojrzał z góry na klęczącego na podłodze bruneta. Uchiha westchnął głośno.
- Głupi to ma zawsze szczęście – czarnooki uśmiechnął się wyzywająco. Jakby czekał na to, aż Naruto nie wytrzyma i…
I co?
- Co ci odbiło, żeby we mnie celować?! – Wrzasnął Naruto i zamachnął się kilka razy rekami.
- Gdybym tylko celował, to nie musiałbyś aportować tej kuli.
- Czemu to kurde zrobiłeś, powiedz lepiej! To wcale nie jest śmieszne co mówisz. Wiesz? Wiesz?
- Masz za długi język matole. Trzeba było nim tyle nie mielić, to może by się nic nie wydarzyło.
- Może? – Brew Uzumakiego uniosła się ku górze. Zreflektował się jednak szybko i zacisnął szczęki. W końcu Sasuke chciał go zabić. Teraz muszą zacząć inaczej rozmawiać. Co temu wstrętnemu sadyście znów strzeliło do głowy?! – Jesteś głupi! Zabijasz swoich przyjaciół, a później nikt ci nie pomoże.
- Nie przypominam sobie, żebym kiedykolwiek nazwał się przyjacielem – Sasuke wstał z podłogi i podszedł wolno do blondyna. Niebieskooki zmrużył oczy, a jego kąciki ust drgnęły jakby w uśmiechu.
- Masz rację. Jesteś zbyt… zbyt tego, żeby rozpoznać aurę relacji międzyludzkich.
- Tego?
- No. Masz jeszcze jakieś wąty, co do tego?! – Naruto zezłościł się nagle. Wszystko było takie dziwne. Powinien się przecież zdenerwować na Uchihe, powinien rzucić się na niego i wydłubać mu te wstrętne oczyska! A stał tylko i kłócił się z tym draniem tak, jak podczas każdej poprzedniej kłótni.
- Jeśli tam bardzo chcesz być z Gaarą, droga wolna – Sasuke wyrwał go z jako takiego zamyślenia. Niebieskooki spojrzał na niego zaskoczony.
- Przecież mamy plan. Nie mogę cię zostawić, bo sobie beze mnie nie poradzisz! – Blondyn uśmiechnął się lekko i zmrużył oczy. – Jestem twoim małym asem w rękawie. Nie możesz mnie przecież stracić. Powinieneś na mnie chuchać i dmuchać – mówił coraz ciszej i cisze, z każdym kolejnym słowem przybliżając się coraz bardziej do Sasuke. Kiedy wypowiadał ostatnie chuchał i dmuchał na usta bruneta.
- Nie pochlebiaj sobie tak.
- Ależ…
- Ktoś idzie! – Pisnęła Hinata i zanim zdążyli zareagować drzwi otwarły się i do pokoju wpadł Gaara.
~~***~~
- Naruto… - wyszeptał patrząc na blondyna bardzo dziwnie. Z mieszanką złości, żalu i jakiejś tęsknoty. Patrzył na tego matoła tak, jak patrzy się zazwyczaj w jakichś melodramatach.
- Zajebiście! – Syknął Sasuke i złapał blondyna za ramię. Szarpnął nim i podszedł kilka kroków w stronę czerwono-włosego. Mężczyzna zmrużył oczy.
- Puść go.
- Nie.
- Powiedziałem puść go! – Wrzasnął zielonooki i jednym szybkim ruchem wyjął pistolet zza paska spodni. Uzumaki drgnął mimowolnie, jednak nic nie powiedział. Sasuke również wycelował pistoletem w Gaare.
- Zejdź mi z drogi.
- Naruto nie jest twoją własnością! Zostaw go inaczej cię zabiję!
- Liczę do trzech.
- Naruto… - Gaara albo był taki głupi jak Uzumaki, albo zakochał się nieszczęśliwie. Jednak matołowi udało się naprowadzenie go na dobrą drogę. Zadziwiające.
- Raz…
- Powiedź coś! Nie stój tak bezczynnie! – Wrzasnął na niebieskookiego.
- Dwa…
- Chcesz tego?
- Trzy!
Rozległ się strzał. Sasuke zachwiał się, a w oczach pojawiły się mroczki.
- Sasuke! – Naruto podtrzymał ciało bruneta. – Jakim cudem? – Wrzasnął do Gaary, który był chyba nie mniej zaskoczony od nich samych. Przecież czerwono-włosy nawet nie zdążył się ruszyć, więc jak…
- Mały, słaby braciszku. Pamiętasz jeszcze o zemście? – Za drzwiami ktoś zaśmiał się głośno. Był to śmiech człowieka, który dawno zapomniał już jak się śmieje. Śmiał się trochę jak Upiór z Opery, czy innego badziewia, które Naruto przywykł ogladąć.
- Braciszku? – Blondyn zadał retoryczne pytanie, na które odpowiedział mu Gaara.
- No Uchiha, teraz to ty masz przejebane.
Później poczuł przyjemne gorąco. Naruto przemienił się w Kyuubiego, a Hinata zabrała go z pokoju. Wyprowadziła go, w momencie, kiedy coś buchnęło z pokoju Uzumakiego. Skierowali się do wyjścia.
~~***~~
- Już wiem kim jesteś.
- Witaj Shukaku.
- Kyuubi.
Naruto zaciskał w morderczym uścisku palce, wokół szyi Gaary. Mężczyzna nie pozostawał mu dłużny. Uzumaki czuł piasek drapiący skórę.
- Bóg Śmierci nie może mnie zatrzymać.
- Raz już zostałeś pokonany!
- Teraz nawet nie jesteś w stanie pojąć mojej mocy – Naruto zmrużył oczy. Czuł się jak marionetka. Albo narkoman. Zależy od punktu widzenia.
- Jesteś w ciele człowieka. Jinchuuriki.
- Już niedługo Shukaku. W końcu spełnię to, po co zostałem stworzony – uśmiechnął się szeroko, a później z jego ciała wydostały się kolejne ogony. Z tego co się stało potem Naruto niewiele zapamiętał.
~~***~~
Sasuke oddychał ciężko, patrząc na budynek, który właśnie pochłaniał ogień. Czerwone płomienie szalały na tle ciemnego nieba. W oddali słychać już było sygnał straży pożarnej. Krzyk ludzi uciekających z walącego się budynku zakłócał szum oceanu, w akompaniamencie szumu w głowie bruneta.
- Wytrzymaj jeszcze… - dalsza część wypowiedzi Hinaty utonęła w wodzie.
- To był mój brat? Widziałaś go prawda?
- Nie, przecież Sasuke, on stał za drzwiami i…
- Chce żebym zabił ojca? Oni wiedzą, że ich szukam?
- Nie wiem Sasuke.
- Jesteś Triadą. Powinnaś cokolwiek wiedzieć.
- Wiem Sasuke.
~~***~~
Świeże, przyjemne powietrze uderzyło Uzumakiego w twarz. Chłopak jednak był tak zmęczony, że nie chciało mu się nawet otwierać oczu. Było fajnie. Cieplutko, milutko i ogólnie przyjemnie. Ból głowy, oraz reszty ciała zdawał się być tak odległy, że prawie nieobecny. Jakby w ogóle nie posiadał skóry i kości. Czuł się taki wolny i szczęśliwy. Gdzieś szumiało morze, gdzieś jakieś ptaszki ćwierkały, a ciepły piasek przyjemnie grzał skórę. Pominąwszy oczywiście fakt, że małe cholerstwo wszędzie się wciskało. Czuł je nawet w spodniach! Ale teraz… ogólnie dużo rzeczy pomijał.
Większość rzeczy trzeba pomijać i lekceważyć. Kiedy bierze się wszystko na poważnie, człowiek wariuje. A to najprawdopodobniej nie jest fajne.
Naruto nie musiał się tym przejmować. Leży sobie teraz na spokojnym i przyjemnym, białym wybrzeżu i…
- Cholera! – Blondyn momentalnie zerwał się do siadu i otworzył oczy.
Białe wybrzeża, bezchmurne niebo i przyjemne promienie słoneczne są złe. Bardzo złe! Są symbolem życia po śmierci. Czy coś…
A Naruto jest stanowczo za młody, za piękny i za mądry, żeby umierać!
Nagle jego uwagę przykuło coś dziwnego. Jakaś mała, ruda kulka patrzyła na niego czerwonymi oczyma. Jej puszysty ogon stał na baczność, jak…
- Witaj – kulka przemówiła. Miała dziwnie przebiegły, syczący głos. Chociaż nie… nie syczący, a warczący. Tak, z całą pewnością.
- No cześć – przywitał się Naruto. – Umarłem, czy jesteś z Disneylandu, że gadasz?
Jak Uzumaki bowiem wydedukował, prowadził rozmowę z leśnym zwierzątkiem - liskiem.
- Niestety nie umarłeś.
- Aha.
- Jestem Kyuubi.
- Kto? – Niebieskooki uniósł brwi ku górze.
- Kyuubi – największa atrakcja Disneylandu.
- Serio?
- Nie matole! – Teraz głos słodkiego zwierzaczka nieprzyjemnie przypominał warkot, który codziennie budził blondyna. Towarzyszył mu prawie całe życie i krytykował każdy krok chłopaka. Tak zwany wewnętrzny głos, jak ludzie lubili mówić. Chociaż szkoda, że nie znali w pełni znaczenia tego słowa…
- Jesteś takim wypierdkiem? Pół życia mi się plułeś, że jesteś najpotężniejszym demonem, a ty nawet od kozy nie jesteś większy!
- Nie będę przybierał swojej normalnej postaci w twoim umyśle, bo jeszcze pęknie!
Nastała chwila głuchej ciszy.
- Co teraz? – Odezwał się w końcu Naruto.
- Musisz wrócić do Shaolin jak najszybciej.
- A Gaara? Suna mnie teraz zabije, o ile już nie jestem martwy i…
- Suna została na jakiś czas wyeliminowana z gry.
- Czyli że… jesteśmy bezpieczni?
~~***~~
Sasuke obudziło uporczywe pikanie nad uchem. Zmarszczył brwi i odwrócił powoli głowę w stronę dźwięku. Coś rwało go w brzuchu i syczało w głowie. Reszty ciała po prostu nie czuł. W powietrzu unosił się nieprzyjemny zapach bandaży, maści i krwi.
Krwi…
Otworzył powoli oczy, żeby przyzwyczaić się do jasności panującej w pomieszczeniu. Przez kilka dobrych minut widział tylko biel i jakieś pojedyncze mignięcia czerwonego światełka.
Pikanie nad uchem stawało się jeszcze bardziej denerwujące.
Był w szpitalu.
Zacisnął mocniej usta i podniósł się. W pierwszej chwili zachciało mu się rzygać. Zakręciło mu się w głowie, a przed oczyma pojawiły się szkarłatne kleksy. Dławiący zapach stał się jeszcze bardziej intensywniejszy.
- Kurwa – poruszył bezgłośnie ustami.
Przed nim znajdowały się dwa łóżka. Lampa na suficie dawała tak cholernie jasne światło, że zdawała się być drugim słońcem. Po jego prawej było pikające urządzenie. Tysiące przycisków i światełek. Kilka podpiętych do jego ręki rurek. Warknął i już sięgał żeby je wyrwać, gdy usłyszał po lewej zachrypnięty głos.
- Sasuke… - Momentalnie odwrócił się w przeciwną stronę. Na łóżku obok niego leżał blond-włosy matoł. Cały i zdrowy, bez najmniejszego zadrapania. – Żyjesz?
- Nie.
- To wybrzeże było jednak początkiem raju? – Naruto z wrażenia aż podniósł się do siadu. Sasuke zamrugał kilka razy.
- Czarna pleśń pochłania twój mózg.
Podniósł ociężałą dłoń i rozmasował sobie skronie. Jego skóra była zimna, a palce zdrętwiały tak, że kiedy je zginał wstrętne wyimaginowane mrówki gryzły go w skórę. A na deser uliczna orkiestra w głowie. Najbardziej bolał go jednak brzuch. W okolicach rany coś go piekło, swędziało, szczypało i w ogóle robiło wszystko, żeby uprzykrzyć mu życie. Czyli jednym słowem było do dupy.
- Gaara na razie nam nie zagrozi.
- Mhy – mruknął i westchnął cicho.
Każdy z nas robi rzeczy, których nie chce robić. Każdy z nas zostawić coś, żeby zdobyć coś innego. Zejść z obranej drogi i pójść inną ścieżką. I kiedy w końcu nadchodzi moment, kiedy musimy to zrobić, człowiek nagle okazuje się takim strasznie małym, tchórzliwym szczurkiem, który nie chce iść przed siebie, który woli stanąć w miejscu i czekać.
A Sasuke Uchiha w końcu nie może być jakimś zapchlonym, śmierdzącym gryzonie, prawda?
- Najwyższa pora się pożegnać młocie – powiedział, po czym spojrzał na blondyna, który się chyba zwiesił, bo siedział i nic nie robił. Brunet powoli wstał i wyrwał sobie nieszczęsną kroplówkę z ręki. Przycisnął ranę kciukiem i wstał z łóżka. Cholernie zakręciło mu się w głowie. W ustach poczuł nieprzyjemny smak i zachciało mu się rzygać. Po chwili się jednak ogarnął i zerknął znad ramienia na Uzumakiego. Niebieskie oczy patrzyły na niego ze zdziwieniem. Jakby w ogóle nie przyjmował do wiadomości, że Sasuke może odejść.
- Gdzie idziesz?
- W swoją stronę – odpowiedział mu czarnooki poetycko.
- Czekaj na mnie.
- Nie.
Oczy Naruto pociemniały, a później zaszkliły się lekko.
- Nie jestem żadnym balastem żebyś mnie zostawiał! Mieliśmy plan draniu! Miałem ci pomóc! – Wrzasnął i wyskoczył z łóżka. Sasuke nie odwrócił się do niego.
- Można przyjąć, że jesteś już starą zabawką. Znudziłeś mi się. Przykro mi – powiedział tak zimnym i obojętnym tonem, że aż się zdziwił, że jest do czegoś takiego zdolny. Naruto drgnął.
- Wcale ci nie jest przykro.
- Nie podejrzewałem, że jesteś takim bystrym chłopcem – uśmiechnął się lekko. – Wracaj do swojego klasztoru. Popełniasz zbyt wiele błędów, żebym cię zatrzymał przy sobie.
Sasuke nie chciał tego mówić. Nie jest aż takim chamem, ale jeśli się od kogoś odchodzi trzeba zrobić wszystko, żeby druga osoba cię znienawidziła. Bo jeśli będzie cię nienawidzić odejście nie będzie aż tak bolało. Gniew jest lepszy od smutku.
- Jesteś głupi!
- Daruj sobie – mruknął i zanim blondyn zdążył jako tako zareagować skierował się do wyjścia. Kiedy wyszedł coś ciężkiego uderzyło w drzwi. Na korytarzu był straszny hałas, więc nikt nie wrócił uwagi na salę, z której właśnie wyszedł Uchiha. Ludzie biegali w panice tam i z powrotem. Co chwilę pędziły łóżka z rannymi na salę operacyjną. Było tak dużo, że lżejsze przypadki opatrywano na korytarzu.
To wszystko ofiary wybuchu?
Sasuke skierował się w stronę windy. Nikt nie zwrócił na niego najmniejszej uwagi. Kiedy naciskał już przycisk by sprowadzić windę na jego piętro ktoś wrzasnął dziko. Brunet zamknął na moment oczy. Taką dzikość nosorożca mógł mieć tylko Uzumaki. I ku zgrozie Uchihy blondyn już szarżował w jego stronę.
- Draniu stój! Nie możesz tak po prostu sobie pójść! Słyszysz?! Słyszysz?!– Kiedy Naruto zaczął był już niebezpiecznie blisko Sasuke, drzwi nagle się otworzyły. Mężczyzna nie czekając na nic wszedł do metalowego pudla i odwrócił się patrząc na szpitalny korytarz. Zanim Naruto doleciał do windy, drzwi zamknęły się.
- Sasuke-sama? – W kącie stała Hinata. Z plecakiem w jednej ręce i jakimiś papierami w drugiej. Brunet nawet na nią nie spojrzał. Bez słowa nacisnął guzik na parter. Winda ruszyła w dół.
- Dlaczego uciekasz?
- Nie uciekam – uśmiechnął się drwiąco. – Wychodzę.
- A Naruto? – Popatrzyła na niego uważnie. Jej białe oczy stały się trochę ciemniejsze.
- Nie jest mi już potrzebny.
- Ale ja myślałam, że… - zaczęła cicho, ale momentalnie przerwała. Brunet spojrzał na nią zimno.
- Że co?
- Że jesteście razem – wyszeptała. Uchiha prychnął i uśmiechnął się ironicznie. Nie powiedział jednak nic. Zapadło milczenie. Tylko skrzypienie windy od czasu do czasu zakłócało grobową ciszę.
- Ile leżałem?
- Cztery godziny temu miałeś operację.
- A Naruto?
- Jakimś cudem nie trzeba było go operować, chociaż kiedy go znaleźli był w takim stanie, że powinien już nie żyć.
- Co z Gaarą?
- Nie znaleźli go.
Sasuke przymknął oczy. Życie strasznie lubi się pieprzyć i komplikować. Ludzie nazywają na łzawe tasiemce, jednak czasami szara egzystencja jest do nich aż nazbyt podobna. To takie dołujące…
Jeśli naprawdę strzelił do Sasuke jego brat musi się dowiedzieć dlaczego. Musi się dowiedzieć więcej o Uchiha, jeśli naprawdę chce się zemścić na zabójcach jego matki. Jebane tajemnice!
Dojechali. Drzwi windy otwarły się. Sasuke zmrużył oczy i uśmiechnął się lekko. Wyszedł.
- Trzymaj się frajerze – musnął dłoń stojącego przed windą Uzumakiego. Skierował się do wyjścia.
Koniec części pierwszej.