piątek, 30 grudnia 2016

Dolina Końca

Napisałam to kilka dni temu i myślałam, że tego nie opublikuję, ale teraz tak stwierdziłam, że czemu nie.
Wiem, że ten mój nowy fik zdycha, ale dajcie mi czas. Wena bywa kapryśna. Regularnie publikuję na bloku z Indrą ;) klik!

Moja interpretacja wydarzeń z ostatnich odcinków shipuu. Co, gdyby... 


Błyskawice rozbłysnęły mocniej niż zwykle, gdy natrafiły na przeszkodę, którą od razu przebiły. Sasuke zamarł, a z jego ust wyrwało się ciche sapnięcie. Nie sposób było je jednak usłyszeć, bo zagłuszył je krótki jęk. Po chwili poczuł ciepłe kropelki krwi na twarzy.
– Wygrałeś... draniu – wychrypiał Naruto, który, gdy spadli na ziemię, z trudem utrzymał się na nogach.
Sasuke patrzył na niego szeroko otwartymi oczami, jakby nie wierzył. Dezaktywował Sharingana, ale nic się nie zmieniło. Stali na gruzach posągów Hashiramy i Madary, a na jego pięści wciąż tańczyły ostatnie błyskawice, które zaraz zniknęły. Nie wiedział jednak, co powinien zrobić z ręką. Nie mógł jej wyciągnąć, nie gdy...
– Naruto... – wydusił przez zaciśnięte gardło. Wyobrażał sobie tą chwilę wielokrotnie, marzył o niej, chciał, żeby nastąpiła, ale teraz...

– Nie sądziłem... że... – Naruto zakaszlał krwią, która splamiła jego brodę i ubranie. – Przegram.
Sasuke nie odpowiedział. On chyba nie sądził, że naprawdę uda mu się pokonać Naruto. W głębi umysłu nie sądzi, że... Naruto przecież nie przegrywał, był tak zdeterminowany, że udało mu się wszystko, tylko nie...
– Przepraszam – wydusił Naruto i uśmiechnął się słabo. Sasuke dostrzegł w jego oczach łzy. Naruto dotknął jego przedramienia i spojrzał w dół. Jego twarz przebiegł skurcz. Wydał się zdziwiony tym widokiem. Nic zresztą dziwnego, czyjaś pieść w klatce piersiowej nie była normalnym widokiem.
– Naruto... – Sasuke nie poznał swojego głosu. Zerwał ostatnią więź... To była jedyna myśl, która teraz była w stanie zaistnieć w jego umyśle, wszystko inne pogrążyło się w ciemności.
– Przepraszam, Sasuke. – Łzy spłynęły po policzkach Naruto i zaczęły skapywać po brodzie, mieszając się z krwią. – Myślałem, że... dam radę. – Odkaszlał.
Sasuke poczuł, jak Naruto opada z sił, więc ostrożnie położył go na ziemi i powoli wyjął pięść. Z przerażeniem spojrzał w dziurę, którą zrobił. Już chciał zabrać zakrwawioną rękę, ale Naruto przytrzymał ją.
– Mam już mało... czasu – powiedział cicho. Oddychał ciężko i pociągał nosem, bo przez łzy zatkał mu się i nie mógł normalnie oddychać. – Ja... nie walczyłem z tobą, żeby... – Naruto otworzył szerzej oczy i znowu zakaszlał krwią. Jego uścisk zelżał, ale Sasuke już nie cofnął dłoni. – Ja chciałem... cię... ocalić. Wyrwać z tej... ciemności. – Zwilżył wargi językiem, zbierając z nich krew. Sasuke z napięciem przyglądał się jego mimice, zauważając w niej każdą zmianę, każde drgnięcie mięśni. – Przepraszam... Nie udało mi się. – Uśmiechnął się znowu. Milczał przez chwilę, a Sasuke chociaż chciał coś powiedzieć, nie wiedział co. Był w szoku. Nawet zapomniał o tym, że był cały obolały, a jego czakra była na wykończeniu, że trzymał się ostatkiem sił, bo przeznaczył na ten atak całą energię.
– Sasuke... – zaczął znowu Naruto i zmarszczył lekko brwi. – Mam mało czasu... – powtórzył znowu. – Myślałem, że... będę miał okazję ci to powiedzieć, ale... – Chciał się zaśmiać, ale zakrztusił się krwią i podniósł się, a Sasuke od razu go przytrzymał. Nie wierzył, że to naprawdę się działo. Dopiero teraz zaczynało do niego dochodzić to, co zrobili... To co on zrobił. – Ale masz... minę... draniu. – Odetchnął i znowu się położył. Spojrzał na Sasuke miękko. – Zawsze chciałem to komuś... powiedzieć. Ale... tak, żeby to było prawdziwe. – Przełknął ciężko i po jego twarzy znowu przebiegł skurcz bólu. Naruto umierał. Sasuke poczuł łzy zbierające mu się w oczach, chociaż, gdy wyobrażał sobie tę chwilę, sądził, że nie będzie płakał. A przynajmniej nie wtedy, kiedy Naruto będzie jeszcze żył. – I wiesz... Sasuke, jesteś jedyną osobą... Szkoda, że nie będziemy mieli więcej czasu... Naprawdę myślałem, że cię uratuję. – Wyciągnął rękę i niepewnie dotknął policzka Sasuke. Cały czas się uśmiechał. – Wiesz, dlaczego to robiłem? To wszystko?
– Nie – udało się wydusić Sasuke, który już poczuł pierwsze łzy na policzkach. Nie wiedział, czy Naruto też je dostrzegł, ale musiał je wyczuć, gdy spłynęły na jego dłoń.
– Bo cię kocham... Zawsze cię kochałem. Dlatego chciałem cię odszukać i... To źle, prawda?
– Że... mnie kochasz? – Sasuke znowu czuł się jak mały, przerażony chłopiec po tym, jak zobaczył masakrę klanu. Po walce z Itachim było inaczej, a teraz... Miał wrażenie, jakby cofnął się do początku, jakby znowu nic nie wiedział... Nie miał o niczym pojęcia. Wtulił się w dłoń Naruto, przyciskając ją mocniej do swojej twarzy.
Co on zrobił... Co on najlepszego zrobił...
– Tak... – W oczach Naruto pojawił się strach. – Tak jak się nie powinno... kochać. Tak jak... Nie wiem, co sobie wyobrażałem... – Uśmiechnął się i odwrócił wzrok na dolinę. Zacisnął usta i zaczął oddychać szybciej. – Mogę cię o coś prosić?
– O co? – Sasuke miał wrażenie, że nie może oddychać. Był przerażony. Zapomniał już, jakie to było uczucie naprawdę się bać. Tak jak kiedyś... bez nienawiści i złości. Ta ostatnia więź, która mu została, okazała się silniejsza niż przypuszczał. Niż chciał się do tego przyznać.
– Nie niszcz tego świata. Itachi... nie chciałby tego.
– Naruto...
– Proszę... – Naruto znowu na niego spojrzał i uśmiechnął się smutno. – Uwolnij... wszystkich i... zostań hokage. Będziesz lepszy ode mnie. – Znowu spróbował się zaśmiać, ale nic z tego nie wyszło. Sasuke musiał przytrzymać jego rękę przy twarzy, bo Naruto już nie miał siły.
– Nie umrzesz... Naruto, ja...
– Cii... Tak miało być, Sasuke. – Naruto uśmiechnął się słabo. – Przekażę ci swoją moc. Kuramę... Ja... – Nie dokończył. Jego oczy znowu rozszerzyły się, a on jęknął. – Nauczyłem się kilku technik... pieczętujących. Mój klan w końcu z nich słynie. Ja...
– Naruto... Ja zaraz... sprowadzę Sakurę i...
– To nic nie da. – Naruto spojrzał w niebo. – Jeszcze dzisiaj dołączę do rodziców. – Uśmiechnął się ze wzrokiem wciąż utkwionym w nieboskłon. – Będziesz pamiętał?
– O czym?
– Że cię kochałem. – Głos Naruto załamał się. – Wybacz mi... że nie udało mi się...
Sasuke pochylił się i pocałował Naruto. Nigdy nie sądził, że poczucie pustki, o której tyle myślał, okaże się tak... Śmierć Naruto miała wyglądać zupełnie inaczej, nie w taki sposób, ten młotek miał mu nie mówić takich rzeczy...
– Naruto, wytrzymaj jeszcze chwilę, a ja... – Sasuke odgarnął mokre włosy z czoła Naruto, ale gdy zobaczył jego nieruchome spojrzenie, zdał sobie sprawę, że już po wszystkim. Naruto... Zabił go. Zerwał ostatnią więź. Zerwał najsilniejszą i najważniejszą więź w swoim życiu. To nie Itachi wyznaczał mu drogę...
Podciągnął Naruto i oparł go o swoją pierś, wtulając twarz w jego włosy. Teraz zaczął płakać tak, jak płakał, gdy zobaczył śmierć rodziców. To Itachi go tutaj zaprowadził... Właśnie do tego miejsca...
– Naruto... przepraszam. – Przycisnął go mocniej, jakby chciał się z nim wtopić. Wszystko, co Naruto mu teraz mówił... Nigdy nie spodziewał się usłyszeć takich słów. Łatwiej byłoby, gdyby Naruto go przeklął, gdyby go znienawidził, gdyby dał jakiś powód, dla którego Sasuke wiedziałby, że dobrze zrobił, zabijając go. A ten przeklęty Uzumaki zawsze musiał robić wszystkim na przekór.
– Też cię kocham, młotku – wyszeptał, bujając się z nim lekko do przodu i do tyłu, jakby go usypiał. – Też cię kocham, Naruto – powtórzył.
Naruto poświęcił dla niego wszystko. Miał w ramionach człowieka, który powierzył mu wszystkie swoje plany i marzenia, całe swoje życie i losy świata, który zginął, żeby wyciągnąć go z samotności.
Sasuke nie miał pojęcia, co teraz zrobi, bo wszystkie plany przestały się nagle liczyć. To dlaczego walczył straciło sens... Gdyby tylko wcześniej zrozumiał... Gdyby nie był tak zaślepionym Itachim i nienawiścią, którą jego brat zasiał w nim po masakrze i która kiełkowała, aż do chwili, gdy go zabił i poznał prawdę. Później ta nienawiść skierowała się na zupełnie inne tory. Ale była... Wciąż go zżerała... Gdyby tylko zaufał Naruto... Szybciej zrozumiał to wszystko...
Jego krzyk poniósł się echem po dolinie. Zaczął krzyczeć z całych sił, aż zdarł sobie gardło i opadł na Naruto. Przyjrzał się z bliska jego twarzy i zamknął mu oczy. Pogłaskał po policzku i dotknął ust. Oddałby wszystko, żeby się z nim zamienić. To on powinien być teraz na jego miejscu, to on powinien zginąć.
– Przepraszam, Naruto...

5 komentarzy:

  1. Powiedziałam, że nie przeczytam tego fika. Nie znoszę angstów, więc omijam je szerokim łukiem. Więc nie wiem, co mi się stało, że go przeczytałam.
    Jest pierwszy dzień nowego roku, a ja zamiast poprawiać sobie humor na kacu, rozklejam się. Widzisz? Ja nie jestem takim nieczułym draniem jak ty ;P Bo serio się rozkleiłam. Zwykle, jak kiedyś zdarzało mi się czytać jakiś angst to głównie mnie irytował, ale ten zrobił ze mnie mokra plamę. Jest tak emocjonalny, że po prostu nie mogłam chyba inaczej zareagować.
    – Będziesz pamiętał?
    – O czym?
    – Że cię kochałem. – Głos Naruto załamał się.

    Ten fragment mnie rozwalił. No po prostu. Nie wiem, co napisać. To chyba pierwszy angst, który w ogóle mi się spodobał. Miałam tego nie pisać, bo zaraz jeszcze zaczniesz pisać tego typu fiki, ale jednak musiałam. Chyba zrobiłam się za bardzo sentymentalna :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I sądziłam, że nie przeczytasz. Ale nie będę ukrywała, że jest mi bardzo miło, że przeczytałaś. Przyznaję, że jak pisałam tę miniaturkę to sama ryczałam (taki znowu ze mnie zimny drań nie jest!) :D I cieszę się, że zrobiłam z ciebie mokrą plamę, bałam się, że tylko ja reagowałam na tego ansgta :D
      Też uwielbiam ten fragment. Wszystko jest strasznie smutne, wiem, ale tamten pojedynek aż prosił się o takie spojrzenie.
      I możemy tylko dziękować, że wszystko skończyło się dobrze :D
      Postaram się takich nie pisać, ale czasami mnie do takich ciągnie. To już są chyba te lata spędzone w fandomie, że podobają nam się nawet angsty :D
      Dzięki za komentarz :)

      Usuń
  2. Szkoda, liczyłam, że to kolejny rozdział ;) ale i tak choć smutne, naprawdę mi się podobało. Osobiście nienawidzę złych zakończeń, ale wiem, że niekiedy takich właśnie potrzeba. Zresztą nie wyobrażam sobie, by ten krótki one shot mógł się inaczej zakończyć.
    Pozdrawiam i życzę ogromu weny na następny rozdział!

    OdpowiedzUsuń
  3. Piękny one shot naprawdę ,świetnie się go czyta , jest taki realistyczny :) Powodzenia życzę w dalszym pisaniu i przede wszystkim weny bo ta bywa naprawdę kapryśna. :)

    OdpowiedzUsuń
  4. A tak niezobowiązująco pozwolę sobie zapytać czy może jeszcze czytasz opowiadania z fandomu sasunaru? Bo jak tak to mam pytanie czy znasz może osobiście bądź przez internet taką autorkę opowiadania pain-in-my-life.blog.onet.pl co się nazywa shoko? Bo już od bodajże chyba 2 lat nie daje znaku życia i fani tego opowiadania się strasznie martwią czy ona jeszcze żyje w ogóle z stąd moje pytanie bo pisze w imieniu tych wszystkich fanów którzy się naprawdę się o nią martwią. Przepraszam jeśli moje pytanie cię uraziło. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń

Proszę pisać komentarz pod najnowszą notką.