sobota, 13 listopada 2010

Bom Bom! 20

Nie wiem, czy będziecie mi wierzyć, czy nie, jednak zakończyłam już imprezę w tym rozdziale :) Jeszcze kilka informacji w kolejnych i już naprawdę wszystko będziecie wiedzieć. Rozdział jest naprawdę długi, z 5 stron, które zazwyczaj pisze, 20BB ma 12, to dla mnie rekord, więc mam nadzieję, że docenicie to docenicie. Może być w nim dużo błędów, nie jest betowany.
I moja dobra rada: naprawdę, nie jedźcie nic, ani nie pijcie, czytając go.

Z dedykacją dla Pazurka, która miała duży wkład w powstawanie 20.



Naruto stanął przed drzwiami do domu i westchnął cicho. Impreza skończona, a jej finał? No cóż, nie podejrzewał, że jego płomienny entuzjazm zostanie, tak spektakularnie ugaszony.
Wygrał, czy przegrał? Oto jest pytanie!
Uzumaki odwrócił się ostatni raz w stronę drogi, gdzie wciąż stał drogi, wielki i wypasiony terenowy wóz, należący do… Sasuke Uchiha. Tak właśnie, snowboardowa gwiazda osobiście go odwiozła do domu.
Naruto zarumienił się lekko, gdy kierowca na niego spojrzał, jednak już po chwili niepewności, blondyn odpowiedział mu swoim naturalnym, łobuzerskim uśmiechem. Tak… ten uśmiech na pewno nie należał do przegranego. Ale Sasuke też się uśmiechnął – złośliwie, z satysfakcją, jaką znają jedynie geniusze zbrodni.
Więc… który z nich w końcu wygrał?


Kilka godzin wcześniej…
Sakura szła w stronę blondyna, mocno kołysząc swoimi ponętnymi, chociaż trochę zbyt wąskimi, biodrami. Stawiała drobne kroki, specjalnie chcąc skupić uwagę wszystkich wygłodniałych samców. Wiedziała, że najważniejsze, głęboko czarne, olśniewająco tajemnicze oczy są za nią. Sakura, co prawda, nie czuła rozpalonego spojrzenia Uchihy na swoich pośladkach, jednak uznała, że ten niesamowity przystojniak prowadzi z nią grę, w której Sakura musiała udowodnić, jak seksowna może być. Dopiero wtedy Sasuke pokaże, jak bardzo jej pragnie.
Nagle Sakura coś poczuła. W jej brzuchu mocno zabulgotało i gdyby nie refleks, jakim dysponowała, z pewnością puściłaby brzydkiego, śmierdzącego bąka. Spięła mocno pośladki i z zaciętym wyrazem twarzy ruszyła przed siebie.
Była już coraz bliżej swojego celu. Wciąż mocno zaciskała mięśnie siedzenia, starała się wyglądać jak najbardziej korzystnie, więc oblizała kusząco usta i zmrużyła swoje wielkie, zielone oczy.
Jest tutaj jedyną kocicą i zaraz sprawi, że ptaszek Naruto zaćwierka, jak mu Sakura zagra!


Naruto roześmiał się z jakiegoś mało śmiesznego żartu, który właśnie opowiedziała mu Hinata. Szczerze powiedziawszy był w świetnym, po prostu wyśmienitym humorze, a wiedział, że może być jeszcze lepiej i to w dodatku już niedługo.
Pstryknął na Hinatę i wskazał na swój kieliszek, w którym niestety pozostały jedynie pojedyncze krople z jakiegoś mocnego, diabelnie dobrego alkoholu, jaki załatwiła mu jego wspaniała koleżanka, a w zasadzie jej jeszcze wspanialszy dekolt.
Lekko przygłupawy barman, który nie chciał wydawać procentowych napojów, był tak zaczarowany dekoltem Hinaty, że najchętniej oddałby jej chyba wszystkie butelki z alkoholami, jakimi dysponował, byleby tylko przez dłuższą chwilę móc podziwiać pierś Hyuugi. A już w ogóle odpływał, gdy brunetka pochylała się nad blatem i…
Naruto zarechotał uszczęśliwiony, gdy spróbował właśnie nowego drinka, sporządzonego na specjalną prośbę Hinaty. Najzabawniejsze w zaistniałej sytuacji było natomiast to, że samą gwiazdę dzisiejszego wieczoru jarało to, że wszyscy faceci gapią się na jej cycki. Zniknął ognisty rumieniec z jej lica, a nieśmiała dziewczyna uciekła do toalety, żeby się chyba spalić ze wstydu. Oczywiście owa urocza młoda dama zawsze wracała, gdy chodziło o Naruto. Pocąca się świnia i czerwieniejąca się, jak rak Hinata znów siała postrach w sercu blondyna, gdy ten tylko przeprowadzał z nią konwersację.
Kolejny uśmiech Naruto utonął w drinku. Pan Uzumaki przypomniał sobie właśnie inną, niezwykle ciekawą rozmowę, którą odbył zaledwie kilka minut temu
Rock Lee był zbyt pijany, żeby zobaczyć w Naruto zwykłego, młodego i radosnego surfera. Zamiast przystojniaka z kalifornijskich plaż, kumpel Sasuke dostrzegał w Uzumakim cień gwiazdy porno, ulubienicy Rock`a przodującej w różowym biznesie. I nie wiedzieć czemu, Lee wypatrzył w biednym chłopaka właśnie ową aktorkę.
Naruto od początku jego znajomości z kampanią Uchihy uważał, że Lee jest zabawnym kolesiem, który i owszem, był frajerem, jednak, gdy trzymał się z księciem śnieżnego miasteczka, nic mu nie groziło.
W głowie Naruto od pewnego czasu zaczął również kiełkować pewien pomysł. A gdy tylko Rock Lee zjawił się obok niego, zagadał i traktował, nie jak wroga Uchihy, a jak… no cóż, gwiazdę porno, to Naruto miał jedyną okazję, by zdobyć pewne cenne informacje, niezbędne do jego nowego, szatańskiego planu, który już od pewnego czasu kiełkował w jego głowie. Teraz najwyższa pora by rozwinął skrzydła.
A jak powszechnie wiadomo, jeśli chce się czegoś naprawdę dowiedzieć, trzeba za to zapłacić pewną cenę. Naruto poświecił się dla wyższego dobra. Pozwolił zmacać się chętnym dłonią Rock`a. Chłopak chciał pomacać tego sławnego biustu, którego jakimś dziwnym trafem nie mógł dostrzec pod koszulką Naruto. A nasz uroczy blondyn, bojąc się, że gdy Rock dowie się prawdy, nie pozna potrzebnych informacji, przystanął na prośbę chłopaka. Okrągłe, czarne jak dwa robaki oczy, błyszczały coraz bardziej, gdy dłonie Lee błądziły po ciele Naruto. A Uzumaki nie zdążył powstrzymać rąk chłopaka, gdy te doszły do jego krocza. Tak, Lee poznał prawdę, jednak ku ogromnemu zdziwieniu Naruto, nie odwrócił się od chłopaka. Spełniły się wcześniejsze przypuszczenia - kolega Sasuke okazał się człowiekiem niezwykle otwartym i gotowym na współpracę, nawet wtedy, gdy rozmawiał z Naruto, a niej z gwiazdą porno.
I taki właśnie sposobem nasz tajny agent, Naruto Uzumaki, dowiedział się, na jakiej stronie internetowej można najczęściej spotkać snowboardowego diabła, jaki ma nick na forum i o czym najlepiej z nim rozmawiać. Chłopak zdobył wszystkie potrzebne informacje na temat swojego kolejnego planu.
Plan był genialny w swojej prostocie. Można go było wciąż za plan awaryjny, jednak żadne dzisiejsze niepowodzenie nie wchodziło w grę. Dla Naruto był to kolejny krok do unicestwienia tego dupka.
Uśmiechnął się do siebie błogo, gdy nagle stało się coś, czego zupełnie się nie spodziewał.
Oto jego miłość, najpiękniejsza dziewczyna w tym pensjonacie, Sakura Haruno, stanęła obok niego i zatrzepotała zalotnie rzęsami.
Niech mnie wszystkie diabli! Sakura mnie podrywa, na bank! – pomyślał, a jego teza była tak dziwna, że aż nienaturalna.
- Cześć Naruto – jej słodki, delikatny głos był muzyką w uszach Uzumakiego.
Naruto spojrzał na nią maślanymi oczyma, tak rozanielony zaistniała sytuacją, że nawet nie zauważył, jak dziewczyna coś do niego mówi.
Jakby mało było niespodzianek, Sakura postanowiła przejść dzisiejszego wieczoru samą siebie. Z dziwnym błyskiem w oku pocałowała go w policzek, a jej lepkie, trochę śmierdzące błyszczykiem usta, dotknęły na kilka sekund jego skóry. Kiedy sie od niego oderwała, wyszeptała cienkim, słodkim głosikiem słowa:
- Wszystkiego najlepszego, Naruto, z okazji urodzin.
I Naruto miał wrażenie, że zaraz się rozpłynie. W przypływie niespodziewanej pewności siebie, złapał za pośladek Haruno i ścisnął mocno.
- Rozluźnij się – zamruczał z satysfakcją, że nie został odepchnięty i z jeszcze większą rozkoszą ścisnął za jej tyłek.
Nagle oczy dziewczyny zrobiły się wielkie jak dwa talerze. Przygryzła swoje błyszczące usta, tak mocno, że stały się równie białe, co jej twarz. Odepchnęła gwałtownie Naruto, stękając przy tym gardłowo. A ręce zdezorientowanego Uzumakiego zawisły w powietrzu, jak dwa bezradne patyki.
- Ja… - dało się usłyszeć cichy głos. – Jezu! Łazienka!
Z prędkością światła Sakura pobiegła w kierunku toalet. Ostatnim, co Naruto wyczuł, był dziwny, niepokojący zapach, który zaczął się unosić wokoło. Naruto zmarszczył brwi w geście skupienia. W sumie, po tych wszystkich ekscesach, najwyższa pora się chyba odlać. Nie ma co, ciśnienie w spodniach rośnie coraz bardziej! Podjąwszy męską decyzję, podniósł się z wysokiego, barowego krzesła i właśnie wtedy napotkał wściekłe spojrzenie Hinaty, która tak bardzo nadymała policzki, że niechybnie zaraz eksploduje. Teraz z kolei przypominała dynię, albo nie! wielkiego, czerwonego pomidora, który jest tak napęczniały od skrywanej wściekłości, że w końcu pęknie. Dopiero po chwili dotarło do Naruto, że przecież Hyuuga cały czas siedziała koło niego, gdy chłopak rozmawiał z Haruno. Uzumaki przełknął ślinę i najszybciej jak się dało, ulotnił się w stronę toalet.


Młody Uchiha patrzył na całą szopkę z nieskrywanym entuzjazmem. Trzeba przyznać, że Naruto był niesamowity. Sasuke mógł godzinami siedzieć i patrzeć na miny, gesty, uśmiechy, jakie serwował mu blondyn, a wciąż nie miał dość!
W jego oczach pojawił się niebezpieczny błysk, gdy Sakura uciekła do toalety i Uzumaki został sam. Wybornie, po prostu wyśmienicie. Cały jego plan - genialny, diabelny pomysł, szedł jak z płatka. Sakura była idealna w swej kreacji, Naruto tak rozkosznie zakochany, nieświadomy, a Sasuke?… Sasuke tylko czekał, jak przyczajony drapieżnik. Wiedział, kiedy zaatakuje. Dokładnie sobie wszystko zaplanował i nie było mowy o żadnej pomyłce. Teraz nakładał tylko kolejne części układanki na siebie. Nie mógł doczekać się końca tej rozkosznej intrygi.
Już miał wstać i podejść do Naruto, kiedy niespodziewanie zauważył pewien znajomy cień, który dosłownie mignął po przeciwnej stronie sali. W tej właśnie chwili, w oczach naszej młodej, wspaniałej snowboardowej gwiazdy pojawiła się zupełnie inna emocja, zupełnie inny błysk. Sasuke był wściekły. To zabawne, że dosłownie z sekundy na sekundę, jego świetny nastrój prysnął, zastąpiony czystą, okrutną wściekłością.
Itachi.
To jedno słowo, jedno głupie imię jego cholernego brata otworzyło Sasuke oczy.
Itachi miał to do siebie, że jako ulubieniec ojca, jego pomocnik, można by wręcz powiedzieć wiceprezes wielkiej sieci pensjonatów, często wyjeżdżał – w sprawach biznesowych, by doglądać interesu, ect.
Najzabawniejsze w tym wszystkim jest znowu to, że Sasuke o nim zapomniał. Zapomniał chyba o najniebezpieczniejszym przeciwniku, jaki mógł mu przerwać to przedstawienie.
O ironio! Jakby tego było mało, młodszy Uchiha miał przecież do czynienia z arcymistrzem kreowania show. Czy domyślił się, co też Sasuke planuje? Nie, to jest raczej mało prawdopodobne. Jednak nawet bez tego, Itachi stawał się cholernie niebezpieczny. Jego starszy brat mógł zrobić cokolwiek, by misterna intryga nie doczekała finału. Jeden mały, nic nieznaczący ruch, mógł przekreślić diabelski plan Sasuke.
‘Ktoś, kto zna wszystkie twoje tajemnice’ – rozkosznie zachrypnięty, cichy głos Uzumakiego znów rozbrzmiał w głowie Uchihy, który w końcu zrozumiał.
To Itachi wpuścił Naruto do pokoju bruneta i to on zdradził mu jakąś tajemnicę. Teraz był już pewny, że blondyn jednak nie blefował.
Tajemnica…
Sasuke zmrużył oczy. Itachi był mistrzem. Młodszy Uchiha wciąż nie miał pojęcia, nawet nie mógł podejrzewać, co też jego Itachi powierzył blondynowi w sekrecie.
Zaklął szpetnie pod nosem i wstał z wygodnego, skórzanego fotela.
Najwyższa pora poznać prawdę.


Naruto dotarł w końcu do toalet. Westchnął cicho, patrząc na całującą się parę, nieopodal okna, która coraz śmielej sobie poczynała, jednak, co się dziwić? Na korytarzu, oprócz nich i Uzumakiego, prawie nikogo nie było, jedynie paczka znajomych znajdujących się przy wejściu do wielkiej sali, śmiała się głośno, w ogóle nie zwracając uwagi na parę przyszłych kochanków.
Naruto wciągnął ze świstem powietrze, czując nagle nieprzyjemny zapach, wydobywający się z jednej z toalet. Chłopak zmarszczył zabawnie nos, nie mogąc oprzeć się dziwnemu wrażeniu, że zielone ściany korytarza w połączeniu z żółtym światłem, tworzą mieszankę wybuchową, jaka właśnie, najprawdopodobniej, wytwarza się w toalecie. Spojrzał na znaczki umieszczony na parze drzwi, obok których stał. Kółeczko i trójkącik. Które z nich wybrać? Wstyd się przyznać, jednak już dawno nie spotkał się z takim oznakowaniem. Duży wpływ na jego dylemat miały również procenty, radośnie szalejące w jego krwi. Nie był pijany, jednak wystarczająco wstawiony, żeby zastanawiać się nad wyborem kibla, w którym mógł się spokojnie odlać. W którymś z nich ukrywała się również Sakura. Za jednymi drzwiami, ktoś urządzał maraton na sedesie, drugie były czyste. Naruto miał doskonały węch i tego małego, acz istotnego szczegółu mógł być pewien.
- Raz kozie śmierć – mruknął do siebie i nacisnął klamkę drzwi, na których umieszczony był znak kółeczka. Uderzył w niego brzydki zapach.
Pudło, panie Uzumaki!
Naruto na swoje nieszczęście wybrał tę pechową, śmierdzącą toaletę, w której ktoś naprawdę ciężko pracuje, żeby wycisnąć z siebie wszystko. Och, tak. Naruto skrzywił się z niesmakiem, kiedy jednak przekroczył próg toalety, a drzwi same się za nim zamknęły! Doprawdy, prawie jak w jakimś horrorze.
Wstrzymał oddech, postanawiając być dzielnym. Rozejrzał się po wnętrzu, zauważając, że to damska toaleta. Czyli to trójkącik jest dla panów. Zapamiętać raz a porządnie, żeby nie było następnych takich sytuacji.
Już miał się odwracać, gdyż uznał, że nie może przebywać w tak śmierdzącym pomieszczeniu, gdy drzwi do jednej z kabin otworzyły się nagle i kogo zobaczył?
Sakure Haruno, która dyszała tak głośno i ciężko, jakby właśnie walczyła w tej kabinie o własne życie z kiblem, który chciał ją wciągnąć, do kanału. Naruto zmarszczył brwi, ponieważ nieprzyjemny zapach przybrał na sile.
- Wszystko w porządku? – Zapytał, teraz jeszcze bardziej ochrypłym głosem. Zakręciło mu się w głowie.
- Nie… - sapnęła dziewczyna i podeszła chwiejnym krokiem do umywalki. Naruto zobaczył, że ciągnie się za nią długie pasmo papieru toaletowego, który niefortunnie przyczepił się do jej obcisłych spodni. Sakura spojrzała na swoje odbicie w lustrze i ze zrezygnowaniem przemyła ręce. – Co ty tutaj robisz? – Zapytała po dłuższej chwili, gdy w końcu się ogarnęła i doszła do siebie.
- Pomyliłem toalety. – Naruto zmarszczył brwi, a jego wzrodzone wyczucie, nie zadziałało, gdy wymsknęło mu się z ust pytanie: - Czemu tak śmierdzi?
Sakura spojrzała na niego takim wzrokiem, jakby właśnie oznajmił jej, że Sasuke Uchiha jest gejem.
- Ja…
- Masz biegunkę?
Teraz dziewczyna zrobiła taką minę, jakby właśnie usłyszała od Naruto, że mało tego. Jej książę z bajki nie tylko jest pedałem, najzwyklej w świecie leci na Uzumakiego.
- Co, ty?!
- Rzygałaś?
Naruto jeszcze nigdy nie czuł tak brzydkiego, obezwładniającego zapachu i naprawdę nie wiedział, która ze stron Sakury, góra czy dół, stworzyła coś tak upiornego.
- Nie! – Syknęła, a na jej wysokim, gładkim czole wyskoczyło kilka niebiesko-zielonych żyłek, pulsujących tak, że nawet Naruto dokładnie widział, jak ciężko pracują.
- To… może masz wzdęcia? – Zaczął i mimowolnie skulił się w sobie, widząc wzrok Haruno.
- Mam – zaczęła, z wściekłym wyrazem twarzy, coraz bardziej zbliżając się do blondyna. – Problemy z żołądkiem, jasne?! – Wykrzyknęła, a Naruto pokiwał stanowczo głową. Zgodziłby się na wszystko, byleby dziewczyna sobie poszła. Nie był idiotą, więc nie przypomniał jej o perfumach. Trzask drzwi przywrócił go do rzeczywistości. Sakura wyszła i… no cóż, może po drodze przypomni sobie o skropieniu się jakimś ładnym zapachem?
Naruto też juz miał wyjść, gdy coś go tknęło. Z wahaniem, powolnym, dramatycznym wręcz krokiem podszedł do kabiny, z której wyszła Sakura. Zatkał nos, z przerażeniem wychylając głowę, by dojrzeć zawartość toalety.
Och…
Kiedy odwrócił się gwałtownie, a jego żołądek zaczął kurczyć się nieprzyjemnie. Drzwi nagle się otworzyły a w nich stanęła jakąś dziewczyna. Ona też poczuła ten zapach.


- Itachi! – Wściekły głos rozdarł powietrze w przytulnej sali z wielkim kominkiem, gdzie aktualnie przebywał Itachi i rozmawiał z jakimiś ludźmi, zaliczającymi się do szkolnej elity. Na jego twarzy gościła tradycyjna maska obojętności, a na ustach błąkał się uśmieszek, w którym można było się zakochać. Chociaż dla Sasuke był to najbardziej irytujący uśmiech, jaki kiedykolwiek u kogokolwiek widział. Uśmiech chłodnej uprzejmości, subtelnie i jakże inteligentnie mówiący: nie zasługujesz nawet na kopa w dupę, debilu. A jednak ludzie kochali go za ten uśmiech. Może dlatego, że chociaż Itachi bardzo chciał, nigdy jeszcze nikogo w dupę nie kopnął? Tak, wciąż zachowywał pozory swojej normalności. A normalnym oczywiście nie był. Pieprzony manipulator!
- Sasuke! – Jego starszy brat uśmiechnął się teraz zupełnie inaczej. Tak, właśnie tym uśmiechem, który był przeznaczony specjalnie dla młodszego Uchihy. – Wspaniała balanga! – Wykrzyknął i jakby na potwierdzenie swoich słów, uniósł kieliszek z alkoholem do góry. Kilka dziewczyn zachichotała bezmyślnie, a reszta towarzystwa spojrzała ciekawym wzrokiem na Sasuke. W pokoju zapanowała głucha cisza. Tłum było naprawdę spragniony show. Och! Jakże wspaniale. Oczywiście, że je dostaną, jednak nie teraz. W końcu po to tutaj wszyscy jesteśmy prawda?! – pomyślał z jakąś dziwną goryczą Sasuke i szybkim krokiem podszedł do starszego Uchihy.
- Naruto cię pozdrawia – mruknął do niego, a Itachi, jak na złość uśmiechnął się do niego promiennie.
- Ja go również! Świetny gość, naprawdę. Nie dziwię się, że tak cię załatwił kilka tygodni temu. W końcu trafił ci się porządny przeciwnik, co? Twoja pozycja może być przez niego zagrożona – ostatnie zdanie wypowiedział wystarczająco cicho, by nie usłyszała ich reszta ferajny.
- Co mu powiedziałeś?! – Syknął, lekceważąc entuzjazm brata. Itachi spoważniał nagle, wyprostował się i zmarszczył brwi. Tym razem na jego ustach nie było już uśmiechu. W czarnych oczach pojawiła się emocja, której Sasuke nigdy wcześniej nie widział. Coś było nie tak, coś było cholernie nie tak!
- Uzumaki to mądry gość. On, jako jedyny jest ci w stanie pomóc. Nie lekceważ go, Sasuke, i nie odpychaj od siebie.
- Niby, w czym mi pomoże, do kurwy nędzy?! – Sasuke był człowiekiem wyjątkowo cierpliwym oraz niesamowicie opanowanym i tylko takie nieliczne momenty w jego życiu świadczyły o tym, że jednak da się go wyprowadzić z równowagi.
Och, wkurzony Sasuke był wyjątkowo seksowny, o czym mogą wam powiedzieć wszystkie dziewczyny, znajdujące się aktualnie w małym pokoju z dużym kominkiem.
- Wkrótce się przekonasz, mój mały, naiwny braciszku. – Ten uśmiech Itachiego, można zaliczyć z pewnością do jego najlepszych uśmiechów. Po prostu zwalał z nóg, a Sasuke naprawdę powinien zacząć się bać.
- Ej! Nie uwierzycie! – Do sali wbiegł Kiba z takim wyrazem twarzy, jakby zobaczył właśnie ducha, a tym duchem był jego najgorszy wróg, czyli Naruto, krótko mówiąc.
Sasuke zgromił Inuzuke spojrzeniem i odwrócił się do Itachiego plecami. Brunet zauważył, że w międzyczasie do pokoju weszła również wystraszona Sakura.
- No, co? – Zapytał ktoś, jak zwykle spragniony sensacji. I ją dostał, oczywiście. Odpowiedź Kiby wgniatała w ziemię.
- Uzumaki zesrał się w twoim kiblu, Sasuke! Widziała go jakaś trzecioklasistka i wszyscy gadają teraz tylko o tym! – Chłopak złapał się za brzuch, ledwo łapiąc oddech ze śmiechu. Za jego śladem poszła reszta towarzystwa, która również z trudem oddychała, śmiejąc się głośniej, niż to było wskazane.
Jedynie na ustach trzech osób nie gościł nawet cień uśmiechu. Nie śmiał się Sasuke, nie śmiał się Itachi i nie śmiała się Sakura. A Sakura była osobą formatu Kiby, która potrafiła się wyśmiać dosłownie ze wszystkiego. Młodszy Uchiha zmarszczył brwi, podchodząc do dziewczyny, która po raz pierwszy od ich wieloletniej znajomości spojrzała na niego z nieskrywanym strachem. Była upokorzona i nawet nie starała się tego przed Sasuke ukryć.
- Gdzie Naruto? – Zapytał, a odpowiedź dostał szybciej, niż się spodziewał.
- Tutaj.
Stał tam. Jak zwykle z łobuzerskim błyskiem w oku, z lekkim uśmieszkiem na ustach, jakby to nie z niego się śmiali. Blond kosmyki opadały mu na te nieziemsko niebieskie oczy i Sasuke miał przez chwilę niesamowitą ochotę podejść i po prostu dać temu idiocie w pysk. Za to, że musi być taki czarujący i zaczepny, za to, że zawsze się wkręci w jakieś kłopoty. Za to, że Sasuke coraz bardziej zaczynał się od niego uzależniać, a to już nie było dobre.
- Kibla już nie całujesz?! – Ryknął Inuzuka z wojowniczym błyskiem w oku. Chciał sprowokować blondyna, chciał się z nim bić? Bardzo możliwe, jednak najbardziej na świecie chciał chyba dogryźć Naruto, zwyczajnie go upokorzyć, wdeptać w ziemię.
- Jak widać nie. – Uzumaki mógł posłużyć się najprostszą ripostą, Sasuke przecież wiedział, że chłopak ma wyjątkowo cięty język i nie musiał się nawet wysilać, żeby sypnąć jakimś tekstem, któryby zmiażdżył głupiego Inuzuke. Dlaczego tego nie zrobił?
- Przez ciebie cały pensjonat będzie śmierdział! Coś jadł, że masz taką srakę!
- Sasuke – powiedział nagle blondyn, patrząc na niego jakoś dziwnie, zmarszczył brwi i przygryzł w zdenerwowaniu wargę. A może Naruto był zażenowany całą sytuacją? Sasuke wiedział jednak, że to przecież nie Naruto zrobił takie ‘Bom’ w jego toalecie. – Przepraszam, za to… - mruknął w końcu niewyraźnie, nie chcąc z pewnością, żeby ludzie usłyszeli jak dobrowolnie poddaje się Sasuke. – Ja… Mam problemy z żołądkiem. – tym razem powiedział to głośno i wyraźnie. Nie było mowy, żeby ktoś nie dosłyszał. Naruto spojrzał na Sakurę, która jakimś dziwnym trafem była czerwona jak burak.
- Następnym razem, zatkaj sobie dupę korkiem, a nie go przepraszaj! – Warknął Kiba, jednak Uchiha go zupełnie zignorował. Uśmiechnął się do siebie, wszystko rozumiejąc.
Naruto mu zaimponował. Naprawdę mu zaimponował, ma prawdziwą klasę, jakiej w tym miasteczku brakuje i…
Och, Sakura jest naprawdę beznadziejna. Spojrzał na nią z wyższością i pogardą. Zrobiło mu się żal siebie. Tak, tego wspaniałego Sasuke Uchiha, który zdał sobie właśnie sprawę, że chociaż jego pomysł jest fenomenalny, to jednak najbardziej on będzie cierpiał po jego realizacji…
Ale czego się nie robi dla ukochanego wroga, prawda?
Entuzjazm wrócił do Sasuke tak szybko, jak tylko spojrzał na twarz blondyna. Uzumaki jest w stanie zawsze i wszędzie poprawić mu humor.
- Nieważne – prychnął w końcu, czym całą salę, bez wątpienia, wprowadził w zdziwienie. Jedynie na ustach Itachiego błąkał się lekki uśmieszek.
Och, mój starszy, naiwny braciszku, ten jeden raz się akurat mylisz, pomyślał Sasuke z satysfakcją i po prostu wyszedł z małego pokoju, w którym był duży, rozkoszny kominek i zgraja zszokowanych ludzi.


Impreza trwała już w najlepsze. Ludzie bawili się, śmiali, pili, jeszcze raz śmiali, głównie z Naruto, i ogólnie było naprawdę fajnie. Już nie wyśmienicie, jednak…
Naruto westchnął ciężko. Podjął decyzję. Bez względu na to, co zrobi Uchiha, on nie wprowadzi swojego planu w życie. Bez względu na to, co zrobi Uchiha…
Westchnął ciężko, przymykając jednocześnie oczy. Znów siedział przy barze, Hinata od czasu do czasu wracała, po coś do picia, zupełnie go olewając, co było do niej przecież niepodobne. Ale w sumie, co się dziwić? Teraz miała branie jeszcze lepsze od Haruno, która po wcześniejszym incydencie już nie była taka pewna siebie jak na początku.
Naruto z ciężkim sercem oparł się łokciami o blat stołu, po czym schował twarz w dłoniach. Jego życie jest porypane, jednak…
Nie może urzeczywistnić swojego szatańskiego planu! Po prostu nie może. On… a co, jeśli komuś stałaby się krzywda? To przecież cholernie niebezpieczne. W Los Angeles tylko kilka razy coś takiego zrobili i jeden z jego kumpeli będzie, z pewnością, odczuwał skutki tej zabawy do końca życia.
Tym razem jęknął głucho z bezradności. Naprawdę, sam już nie wiedział, co ma robić. Nie chciał odpuścić, nie chciał, by Sasuke wygrał. I tak wystarczająco się już upokorzył dzisiejszego dnia. A może… nagle do głowy Naruto wpadła pewna myśl. Nie. Ona była tam już od samego początku, od chwili, kiedy powiedział te cholerne słowa ‘przepraszam Sasuke’, ona tam siedziała w jego podświadomości i dopiero teraz postanowiła się ujawnić. Naruto przyjął ją ze zmarszczonymi brwiami.
Nie upokorzył się przez Uchihą. Upokorzył się przed całą resztą, jednak nie przed nim. On zorientował się jakimś cudem jak to było, wywnioskował to chyba po minie Sakury, w końcu dobrze ją znał. Był inteligentnym, przenikliwym człowiekiem, który potrafił widzieć ponad stereotypami. I dostrzegł prawdę.
- Jesteś gwiazdą wieczoru, nawet bez mojego wkładu – usłyszał obok siebie znajomy, głęboki i tak cholernie hipnotyzujący głos, że o mało nie westchnął jeszcze raz. Spojrzał pochmurnie na króla śnieżnego miasteczka, na ustach którego błąkał się lekki, drapieżny wręcz uśmieszek. Naruto wyczuł w nim coś naprawdę niebezpiecznego. Obietnicę, jednak czego? O tym, Naruto dowie się już niebawem.
- Prawdziwy talent obroni się sam.
Sasuke zaśmiał się cicho i bez pozwolenia przysiadł się do blondyna. Uzumaki darował sobie uwagę o dobrych manierach snowboardowej gwiazdy, których niewątpliwie brakowało.
- Wiem, że to nie ty zbombardowałeś kibel.
Tym razem to Naruto się uśmiechnął. I był to tak delikatny, wręcz nieśmiały uśmiech, że aż niepodobny do blondyna.
- No to niby, kto? – Uzumaki wzruszył ramionami, jednak wciąż nie potrafił przestać się uśmiechać. Ten cholerny drań był… To w taki sposób patrzył na Naruto, naprawdę przyprawiało o dreszcze.
- Sakura.
Naruto nie był w stanie powstrzymać śmiechu. Naprawdę się starał, jednak nie wyszło. Popatrzył wesoło na Uchihe. Tak, w niebieskich oczach momentalnie pojawiły się radosne błyski, które wcześniej gdzieś się po drodze zgubiły. Najprawdopodobniej Uzumaki zostawił je w toalecie.
- Nieprawda. – Udało mu się jeszcze słabo zaprotestować, ale Sasuke się nie nabrał. A Naruto nawet nie starał się, żeby Uchiha uwierzył!
- Zależy ci na niej, prawda? – Tym razem z wąskich, męskich ust bruneta zniknął uśmiech. Snowboardowa gwiazda spojrzała na Naruto przenikliwie, tak jak rzadko, tak, jakby chciała poznać go całego, od początku do końca, dotknąć duszy Uzumakiego. Blondyn drgnął niespokojnie pod tym spojrzeniem.
- Może.
- Widziałem, jak ona na ciebie patrzy. Podobasz się jej, a teraz oszczędziłeś jej jeszcze takiego wstydu… - Uchiha zacmokał z dezaprobatą, odwrócił się w stronę sali, patrząc na bawiących się ludzi. Naruto obserwował go kątem oka, tak jak się obserwuje drapieżnika, w każdej chwili zdolnego do ataku. To paradoksalne, jednak Uzumaki w towarzystwie tego jadowitego węża czuł się dobrze. Podniecała go ta nuta niebezpieczeństwa, nieprzewidywalności, jaką zawsze serwował mu Uchiha. To było naprawdę fajne. – Patrz, tam siedzi! – Kiwnął od niechcenia, na schowaną w kącie Haruno, a dziewczyna momentalnie się podniosła, jakby była zdalnie sterowana przez tego drania. Naruto zaczerwienił się lekko i szarpnął bruneta za rękaw jego eleganckiej, czarnej koszuli. Na ustach Uchihy błąkał się nonszalancki uśmieszek.
- Co robisz, kretynie?! – Syknął na niego cicho Naruto, jednak Sasuke go zignorował.
- Sakura! - Kiedy dziewczyna w końcu znalazła się przy barze, wstał ze stołka i podszedł do niej pewnym krokiem. – Stanął tuż za nią i pochylił się nad jej szyją. Przez jego twarz przebiegł cień obrzydzenia, jednak szybko go zamaskował. Naruto uśmiechnął się lekko, widząc ten obrazek. – Uzumaki mi właśnie opowiadał, o twojej przygodzie w toalecie.
- Co?! – Och, cóż za synchronizacja. Sakura i Naruto krzyknęli jednocześnie w geście niedowierzania. Zaraz potem Haruno stała się niezdrowo zielona na twarzy.
- Naruto podstawił się pod ciebie… Naprawdę mu na tobie zależy, jednak… - w tym momencie Uchiha zrobił efektowną pauzę, w międzyczasie jeżdżąc dłonią po brzuchu Haruno, który był ukryty za obcisłą bluzką. Naruto zgrzytnął zębami.
- Tak? – Sakura zamrugała, a w jej głosie słychać było nadzieję, Uzumaki prychnął cicho.
- Mi też zależy… - wymruczał z uśmiechem, wciąż nie spuszczając wzroku z Naruto. Chłopak przełknął ślinę.
- Na kim? – Wychrypiał ostatkiem sił, jednak ten wzrok, Uchiha ani razu nie spojrzał na Haruno.
- Chcesz zobaczyć, na czym naprawdę polega Bom Bom? – Sasuke był niegrzeczny, odpowiedział pytaniem na pytanie, a Naruto od tego pytania zrobiło się gorąco. Uśmiechnął się jednak i wstał z wysokiego, barowego krzesła. Jego odpowiedź brzmiała następująco:
- Chcę.

Naruto stał jak debil i gapił się na ludzi, którzy z kolei gapili się na niego. Na jego ustach błąkał się groźny uśmieszek, a w oczach zaczęły igrać ognie. Och, tak! Właśnie ognie. Tak niewiele dzieliło go od urzeczywistnienia zabawy z Miasta Aniołów.
Byli na tyłach budynku, gdzie mieściło się wejście do kuchni, parking dla pracowników, kilka wielkich kontenerów na śmieci. Z tej strony pensjonat Uchihów nie wydawał się już tak wspaniały. Naruto był tutaj już wcześniej, przed rozpoczęciem się imprezy, razem z Itachim. Wszystko przygotowali. Wystarczył teraz tylko jeden malutki płomyk odwagi i… ‘Bom Bom!’, jak to Sasuke mówi? Wielki płomień radości wybuchnie.
- Miasto zasypia, mafia się budzi – rozległ się głęboki, hipnotyzujący głos prowadzącego zabawę, którym był nie kto inny, jak Sasuke Uchiha we własnej osobie. Naruto otworzył oczy, stojąc w kręgu wszystkich innych ludzi. Sasuke wyłapując jego spojrzenie, uśmiechnął się do niego promiennie. – A teraz mafia zabija niewinnych obywateli.
Naruto gdyby mógł, westchnąłby cicho. Jednak ze względu na to, że był złym bandziorem, nie chciał się ujawniać, no i nie mógł przecież okazywać jakichś głębszych uczuć. Kto widział gangstera, który wzdycha, podczas zabijania ludzi? Naruto uniósł rękę i palcem wskazującym udał, że strzela do Uchihy.
- Przypominam jeszcze, że mnie nie można zabić. Jestem tutaj bogiem!
Tak, nie mylicie się, śnieżna elita, z samą gwiazdą snowboardingu na czele, grała właśnie w Bom Bom! Uchiha osobiście objaśnił naszemu uroczemu surferowi zasady owej wysłowionej gry, ale mało tego! pozwolił nawet wybrać to, o co będą się zakładać. A Naruto wspaniałomyślnie wybrał, że zwycięzca będzie mógł spędzić ‘siedem minut w niebie’ z wybraną przez siebie osobą. I Uzumaki udał, że nie widział dziwnego błysku w czarnych oczach Sasuke, kiedy powiedział mu o swoim pomyśle. Nie, na pewno się tylko Naruto zdawało, chociaż… Kto tam wie, co taki dupek, jak Uchiha może myśleć?
- Mafia zasypia, budzi się policja – powiedział Sasuke, po czym dodał: - Uzumaki, kretynie, nie podglądaj!

Naruto prychnął. Ten dupek ewidentnie go wkopuje i chce, żeby Naruto przegrał! Ale Naruto mu zaraz pokaże!
Gra, w którą grali nosiła nazwę ‘Mafia’. Jej zasady były ogólnie znane: było miasto, była policja, no i byli, oczywiście, wspaniali gangsterzy. Sasuke, jak już wcześniej błyskotliwie zauważył, był prowadzącym, górnolotnie mówiąc – bogiem, i to on wszystko nadzorował. Wybrał nawet tych dobrych i tych złych. A cała zabawa polegała na tym, że gdy miasto zasypiało, mafia kogoś zabijała, gdy mafia zasypiała – nawet gangsterzy muszą spać, bądźmy realistami – budziła się policja, która przeprowadzała śledztwo i zastanawiała się, kto też może być w mafii. A gdy psy szły do budy, posługując sie ładnymi przenośniami, budziło się pospólstwo oraz dwie zwaśnione strony białych i czarnych charakterów. Wszyscy dowiadywali się, kto kopnął w kalendarz, a raczej kogo do tego kopnięcia zmusiła mafia. Sasuke opowiadał o tym, jak przebiegało morderstwo, a reszta wznosiła kieliszek czystej za poległych. Później podejrzani, których policja wskazała Sasuke, musieli wymyśleć jakieś alibi, co też robili w nocy.
Jak nietrudno się domyśleć, Naruto był bossem mafii. Tym razem lufa jego karabinu maszynowego padła na Hinatę.
- Policja, po raz kolejny, podejrzewa naszego wspaniałego, cudownego Naruto. Co tym razem robiłeś w nocy, kwiatuszku? Jakie masz wytłumaczenie?
- Zabawiałem się z prowadzącym.
- Jasne, a ja podglądałem was z Angeliną Jolie – prychnął Kiba, który na pewno był policjantem. Tak samo zresztą, jak Neij, Shikamaru oraz Lee. A tak w tajemnicy, Rock był niewątpliwie najgorszym gliną, jaką świat widział. Ale Naruto ich wyeliminuje, wszystkich po kolei.
- Potwierdzam – mruknął Uchiha, czym wzbudził jęk rezygnacji.
- Znowu?
- Tak, znowu. Nie moja wina, że Uzumaki wciąż nie ma dość. – Sasuke puścił do Naruto oko, a Naruto miał ochotę rozpalił płomień. Tym razem między nim, a Uchihą. Nie zrobił tego jednak, ponieważ kolejna kolejka czystej przetoczyła się przez krąg, w tym momencie odgrywający ich miasteczko. Ale z miasteczka jak widać, niewiele osób pozostało. Naruto, nie chwaląc się, kropnął większość ludzi ze swojej klasy, dużą część elity, zabił nawet księdza(oczywiście fikcyjnego)! Pozostała, cóż, sama śmietanka… I teraz, krótko mówiąc, będzie jatka.
W mafii była między innymi Sakura i… trzy inne osoby, których niestety Naruto nie znał. Ale najważniejszym wśród gangsterów, był niewątpliwie Uzumaki, mafijny król numer jeden.
- Następnym razem przygotuj sobie Biblię – mruknął Naruto do Sasuke, który polewał mu akurat wódki.
- Nie chcę, żebyś ją pogryzł, mały Lucyferze.
- Pieprz się, Uchiha! – Prychnął Naruto, jednak pomimo wszystko uśmiechnął się i wypił za… Och, sam nie wierzył, że za to wypił. Wypił za Sasuke. Ale, ale! był chyba wystarczająco pijany, żeby można to było zwalić na alkohol. Tak, zdecydowanie.


Sasuke patrzył z uśmiechem na Naruto, który wciąż się trzymał na powierzchni. Większość ferajny odpadła i wróciła do pensjonatu, uznając, że i tak nie ma tutaj więcej nic do roboty. Sasuke dziwił się , że Uzumaki nie narzeka jeszcze na niską temperaturę, jednak widać, procenty rozgrzewają naszego kalifornijskiego chłoptasia. A przyłapując blondyna na kukaniu w stronę Uchihy, z pewnością nie tylko tequila działała pobudzająco na Naruto.
- Policja się budzi – mruknął, zauważając, że już naprawdę ostatnia garstka wytrwałych uchowała się przy życiu. Został Kiba, został Neji, została jakaś nastolatka z dziwnym, ślimaczym wzrokiem oraz Sakura i Naruto. Teraz Sasuke musiał dokonać wyboru, za kim stanie, za Haruno czy za swoim ukochanym wrogiem, gdy jego kumple wytypują jednego z wymienionych cukiereczków.
- Miasto się budzi.
Sasuke podjął już decyzję i gdy Sakura odchodząc, spojrzała na niego jeszcze jakimś dziwnie nienawistnym wzrokiem, już wiedział, że naprawdę zaszedł bardzo daleko i…
O cholera! Tak, jak chciał. Naruto wygrał.
Czyli, teraz pora na finałową część przedstawienia. W końcu!


Naruto cholernie kusiło, żeby wsunąć rękę do kieszeni i wyjąć z niej małą, niewielką paczkę. Jeden ruch i już byłoby po planie. A mina Sasuke, och, na bogów! z pewnością bezcenna. Zerknął na asfalt pokryty w niektórych miejscach cieniutką warstwą śniegu. Jak na ironię wszyscy poustawiani byli na swoim miejscach. Naruto doskonale widział lśniące pasy na asfalcie.
‘To będzie prawdziwe przedstawienie, show, jakiego mój brat jeszcze nie widział. Zrób to, po prostu to zrób i nie myśl o niczym więcej. Pokażesz mu, jaki ognisty z ciebie chłopiec’. Przypomniał sobie słowa Itachiego, gdy mężczyzna pomagał mu przygotować scenę. Nie wierzycie, że brzydki, szary asfalt, parking dla pracowników, może stanowić estradę, dla tak wybitnego arcydzieła, jakiego autorem będzie Uzumaki? A co, jeśli powiem wam, że jeden ruch Naruto wystarczy, by wzniecić wielki płomień, który może opatulić kogoś tak zimnego i obojętnego, jak Sasuke? Tylko jednym ruchem Naruto może tego dokonać!
- Wygrałeś, Uzumaki, więc teraz pora na twoje siedem minut w raju. – Naruto zamrugał gwałtownie, dopiero teraz orientując się, że Uchiha, stoi niebezpiecznie blisko naszego gorącego surfera. Och, tak! Prawie tak blisko, jak wtedy, w pokoju snowboardowej gwiazdy… - Kto dzisiaj będzie tym szczęściarzem i zakosztuje rozkoszy w twych wspaniałych ramionach? – Sasuke mówił to z takim błyskiem w oku, że Naruto o mało, co nie powiedział: ‘ty Sasuke’. Opamiętał się jednak w ostatniej chwili. I bardzo dobrze nawiasem mówiąc, gdyż zaraz potem, na usta tego dupka wpłynął kpiący uśmieszek. Naruto prychnął głośno.
- Sakura! – Padła odpowiedź, a owa szczęściara, która stała obok i słuchała całej konwersacji, zrobiła minę, jakby znów miała dostać biegunki. Uzumaki spiorunował ją wzrokiem mówiącym:’ jeśli tego nie zrobisz, wszyscy poznają twoją śmierdzącą prawdę!’. Dziewczyna podeszła, więc do chłopców i uśmiechnęła się niezwykle blado.
I wtedy Sasuke zrobił coś, do czego cały czas dążył.


- Chodź tutaj! – Uchiha złapał dziewczynę za rękę i stanowczym, władczym ruchem przyciągnął ją w swoją stronę. Z ust Sakury wydobył się najwyższy pisk, jaki kiedykolwiek brunet usłyszał, jednak już po chwili Haruno zamruczała głośno, łasząc się do snowboardowej gwiazdy. Wydawało się jej, że Sasuke jest zazdrosny, co? Jednak jej księcia z bajki bardziej interesowała reakcja Uzumakiego, niż samej szczęściary, och, teraz już z pewnością szczęściary. – Jeśli nie chcesz, nie musisz z nim iść – wymruczał i odwrócił ją do siebie plecami. Cóż, było lepiej, gdy nie musiał patrzeć na jej twarzy. A w takiej pozycji mógł doskonale skupić się na Uzumakim.
Naruto był niesamowity. Jego mina, jego niedowierzający wzrok, jego usta, na których niestety nie było już uśmiechu. Och, dla tego widoku warto żyć i się poświęcić. Uzumaki i jego reakcja była kwintesencją wszystkiego. Blondyn był niewątpliwie bystrym chłopakiem i szybko zaczął kojarzyć fakty. A podstawowym faktem było to, że oto właśnie Sasuke sprzątnął mu najgorętszą laskę w ty miasteczku, dosłownie sprzed nosa! Uchiha oblizał prowokacyjnie usta.
- A nasz zakład, kurwa? – Naruto zacisnął swoje wspaniałe usta tak mocno, że widać było tylko cienką linię. To czyniło blondyna jeszcze bardziej seksownym… I te błyski w jego oko, i rumieniec na twarzy, i zaciśnięte bardzo mocno pięści. Sasuke zaczęło przyjemnie szumieć w głowie, a ten szum przyprowadził pewnie brudne, naprawdę niegrzeczne myśli dotyczące Uzumakiego. Snowboardowy król postanowił je jednak szybko od siebie odpędzić.
- Nasz zakład? – Sasuke przejechał powoli, drażniąco dłońmi po ramionach Sakury, która westchnęła gardłowo. Jego kumple, dotąd przyglądający się wszystkiemu bez interwencji, zaśmiali się głośno, przypominając naszemu rozkosznemu trójkącikowi o swojej obecności. – Chyba nie chcesz wziąć siłą naszej pięknej, wspaniałej, nieziemsko pachnącej Sakury? Nie chcesz jej chyba zgwałcić, co?
Naruto prychnął głośno, po czym zrobił niebezpieczny krok w ich stronę. Sakura momentalnie przylgnęła do bruneta. Pewnie już miała wilgotno, gdy czuła za sobą to wysportowane, twarde ciało, prawda?
- Sakura, nie chcesz być moją… dziewczyną? – Zapytał, a mina Uzumakiego była więcej niż powalająca. Chciał powiedzieć ‘kobietą’, jednak gdy tylko sobie pomyślał, że musiałby rozdziewiczyć tę… kobietę, zbierało mu się na mdłości. Tak, moi drodzy, Sasuke robił to tylko dla Naruto.
- Chcę… Och, boże, Sasuke! Oczywiście, że chcę! Nawet nie pytaj! – Odwróciła się i rzuciła brunetowi na szyję, jednak dzięki wrodzonemu refleksowy, Uchiha zdołał uciec przed jej chętnymi ustami.
I wtedy Naruto zrobił coś, do czego dążył.


Blondyn zacisnął mocno szczękę i sięgnął do kieszeni. Wyjął ze spodni to cholerne, małe pudełko i po prostu rzucił je w stronę bruneta. Uchiha bezbłędnie złapał jedną ręką. Drugą przytrzymywał w pasie Haruno.
- Co to, kurwa, jest?! – Syknął, jednak Naruto odwrócił się na pięcie i wszedł z powrotem do pensjonatu.

Naprawdę, moi drodzy, trudno, och, jakże trudno jest wybrać, kto zrobił lepszą minę dzisiejszego wieczoru. Kto wygrał zakład? Sasuke czy Naruto? Który z nich jest przegranym?

środa, 3 listopada 2010

Bom Bom! 19

Kuronekoprzykro mi powiedzieć, jednak teraz też się nie dowiesz, co też Naruto wymyślił, jednak przysięgam, że już w następnym jego genialny plan wyjdzie na jaw! Słowo harcerza :) A co czystym seksem też pogardzisz? ;>

Black Lady, "Chłopcy naprawdę grają w niebezpieczną grę, która - jeżeli dobrze jej nie poprowadzą - powoli zaprowadzi ich do autodestrukcji..." I szczerze powiedziawszy muszę się z tym zgodzić! hehe fajna analiza Bom Boma :) bardzo mi się podoba. Trudno mi jest odpowiedzieć na twoje pytanie. Po prostu piszę, czasem z mniejszym, czasem z większym zapałem, jednak widoki za oknem mam takie ładne, że kiedy nie wiem co napisać, po prostu wgapiam się w krajobraz :)

alien, och, moja duża kozo, wiesz że Cię kocham, prawda? :* Słowa pochwały od kogoś takiego jak Ty nawet nie wiesz ile dla mnie znaczą :) I jak już wcześniej mówiłam, jesteś najlepsza koniec i kropka! :*

Sanu, nie martw się, Sas prędzej czy później dokończy swoje brutalne marzenia i najprawdopodobniej je urzeczywistni ^-^

Sasame, mogę ci jedynie powiedzieć, że nie, tajemnica Sasuke nie ma związku z jego wężowym fetyszem, ani z homoseksualizmem :)

Poir, zdaje sobie sprawę, że akcja się ciągnie jak flaki z olejem, jednak ostrzegałam już na początku, że aktualne rozdziały będą się ciągnąć. Przed, w czasie, nawet po imprezie. Mam taki styl, który trudno mi jest zmienić, przykro mi, że ci się nie podoba i tyle mam w tej sprawie do powiedzenia.

Daimon, haha, no tak wąż! :) a co do Twojego urlopu, cóż... zależy jakiego rodzaju to był urlop, skoro na nim zbytnio nie odpoczęłaś... ;) 'Ktoś siedział na moim łóżeczku, ktoś zabawiał się moim wężem... znaczy tfu z moim wężem' ;)<= już wiesz, że Twoje porównania miażdżą, prawda? xD O ironio! :D Huberts dziś i notka dziś :) szczerze powiedziawszy tego nie planowałam ;) I nawet nie wiedziałam, że takie święta istnieje ^^' Qeen, nooo dobra jesteś :D Zorientowałaś się jako pierwsza, jeszcze raz moje gratulacje :] Haha! Tak, czemu o tym nie pomyślałam, żeby Naruto ugryzł Sasuke w nos! :D Świetny pomysł :)



Dwie sprawy:
1.http://mesko-meskie.blogspot.com/ <- ankieta, pięć pomysłów na opowiadanie, tym razem sprecyzowanych, mam nadzieję, że jakieś przypadnie wam do gustu. 2.uciekają mi entery, więc czasami odpowiedź na jakiś komentarz, może być w ciągu z poprzednią odpowiedzią. Ale to już chyba zauważyliście :) Rozdział z dedykacją dla alien, która również zbetowała 19 :)


- Myszkami?
Naruto uśmiechnął się w odpowiedzi niebezpiecznie i zwinnie wywinął z uścisku stalowych, silnych ramion.
- Jedną Orochimaru już zjadł – mruknął, schylając się jednocześnie po małe pudełko z gryzoniami, które znajdowało się akurat pod terrarium węża. Uchiha udawał, że tylko przez przypadek spojrzał na wypinającego się w jego stronę chłopaka, a dokładnie – nie można ukrywać faktu – na kształtny, seksowny i jeszcze teraz nawet pamiętał jak twardy tyłek blondyna.
Och, tak. Dwie półkule, niczym nieznany ląd, zachęcały do zdobywania. A jak powszechnie wiadomo, to, co najtrudniejsze do zdobycia, kusi najbardziej. Kusiło szczególnie małego Kolumba, który dyndał poniżej pasa Uchihy i zupełnie niespodziewanie nabrał ochoty na podbój tych dzikich, można by nawet zaryzykować stwierdzenia, że dziewiczych terenów. Mały odkrywca już miał szykować się do boju, gdy nagle całą ideę podbijania nieznanych lądów przerwała mała, rozkosznie wystraszona mysz, która niczym wahadełko, zaczęła bujać się tuż przed nosem Uchihy.
Tak, ten idiota z niezwykle kuszącym tyłkiem, trzymając za różowy, cienki, mysi ogonek zaczął kołysać biednym gryzoniem tak, jakby miał zamiar zahipnotyzować Sasuke. Jakby tego było mało, błysk w niebieskich oczach nabrał naprawdę łobuzerskiego, zaczepnego wyrazu.
Uchiha zmarszczył brwi, instynktownie czując, że za chwilę będzie naprawdę gorąco.
Chłopcy będąc sam na sam, nawet nie zorientowali się, że zaczęli niebezpieczną, niezwykle dwuznaczną grę. I zatracili się w niej bez końca, w tak rozkoszny sposób.
- Czemu gapiłeś się na moje krocze?
- Co?! – Sasuke zbulwersował się, słysząc to oskarżenie. Czy słusznie?
- Jak schylałem się po myszy, wwiercałeś spojrzenie w mój tyłek. – Naruto z całkowitą premedytacją przejechał swoim różowym, zwinnym językiem po górnej wardze. – A potem, jak się odwróciłem…
- Mógłbym wwiercić w twój tyłek coś zupełnie innego. – Sasuke również potrafił doskonale prowokować, jednak teraz, to gorąco, to cholerne napięcie i przede wszystkim to niebieskie spojrzenie tak blisko sprawiło, że stawał się jeszcze bardziej perwersyjny niż normalnie, a słowa – ich znaczenie - nabierało teraz zupełnie innego kontekstu.
- Nie wątpię myszko, ale gdy się w końcu wyprostowałem i odwróciłem do ciebie… Doprawdy, Sasuke, moja męskość też chciałby się z tobą bliżej zapoznać, ale jak to mówią? Nie dla psa kiełbasa? – Uzumaki zmrużył oczy ewidentnie rozbawiony swoim żartem, jednak nie zapominajmy, że Sasuke był w stanie niezwykle sprawnie odbić piłeczkę.
- Kiełbasa? Och, tak. Mógłbym jej poszukać w twoich gaciach, ale niestety, to, co nazywasz kiełbasą jest zaledwie lichym kabanosem. Twoje krocze to rejony pustynne, na których występują tylko karłowate formy życia– Sasuke uśmiechnął się mściwie. Może i Uzumaki zaskoczył go swoim pytaniem, jednak Sasuke był dobry nie tylko w snowboardzie – umiał odbić piłeczkę tak, że trafiła prosto w obszar poniżej pasa… czuły punkt, po prostu. A Naruto zaczerwienił się rozkosznie ze złości. I nie zapominajmy o tym, że nasz uroczy blondyn wciąż trzymał Uchihe za nadgarstek, skutkiem czego, zacisnął swoją pięść wokół ręki bruneta jeszcze bardziej.
Niebieskie oczy lśniły od gniewu, jednak nagle Sasuke dostrzegł w nich błysk, którego nigdy wcześniej nie widział. Zaraz potem Naruto zrobił coś, czego chyba nikt sie po nim nie spodziewał, a już szczególnie nie Sasuke.


- Czujesz? – Miał zachrypnięty, wibrujący od emocji głos. Oddychał płytko i…
Znajdował się tak cholernie blisko Sasuke. Ich usta prawie się stykały, czuł każdy mięsień bruneta oraz gorąco… jeszcze większe niż wcześniej, lecz przede wszystkim pierwsze skrzypce w ich małym rendez-vous grał dotyk.
Uzumaki nakierował dłoń Sasuke na swoje krocze.
- Czujesz? – Tym razem wyszeptał to prosto do ucha bruneta i kiedy chciał coś jeszcze powiedzieć, Uchiha niespodziewanie zacisnął swoje palce na klejnotach Naruto. Chłopak pisnął mimowolnie, a może z jego ust wydobył się jęk?
- Jesteś szalony, wiesz? – Ten głos… ten głęboki, hipnotyzujący głos. Sasuke patrzył w niebieskie oczy Naruto w tak niesamowity sposób, jakby przejrzał blondyna na wylot, jakby wiedział, że to Itachi przyprowadził go do pokoju sportowej gwiazdy i jakby wiedział, jaką tajemnicę zna Naruto - jakby ją sobie przypomniał.
Koniec końców nie tylko Uzumaki miał mroczną przeszłość.
- Jestem szalony – zgodził się w końcu, uśmiechając się do Sasuke tak, jak chyba jeszcze nigdy się do nikogo nie uśmiechał. – Ale nie mniej od ciebie.
- Chcesz się przekonać, który z nas jest bardziej szalony?
Życie to zabawa, bezsensowna gra pozorów, w której chodzi tylko o przyjemność. Małą lub większą.
Pokój Uchihy po raz pierwszy wypełnił zachrypnięty, męski jęk rozkoszy. To było tak dziwne, że nawet Orochimaru zaniepokojony, poruszył się, patrząc swoimi słabymi oczyma na dwóch siedemnastolatków, przystojnych, młodych mężczyzn, który robili coś, czego nikt się nie spodziewał.
Na pewno nie po nich.
- Mam dziwne wrażenie, że w twoich spodniach coś jednak jest – zakpił brunet, masując powolnym, drażniącym ruchem przyrodzenie Naruto.
- Nie pieprz – syknął blondyn, który w przypływie jakiegoś chorego natchnienia, postanowił też złapać Sasuke za jaja i sprawdzić, czy Uchiha rzeczywiście ma takie klejnoty, na jakie się zapowiada. Może powciskał sobie to majtek skarpetki, albo ma jakąś protezę?
I tylko jedna mała myśl, znajdująca się gdzieś na dnie umysłu Uzumakiego, szepnęła bardzo cichutko, że to, co robią w ogóle nie powinno mieć miejsca. Że to grzech, coś brudnego, niemoralnego i nienaturalnego, wynaturzonego i godnego napiętnowania. Że przecież tak naprawdę Sasuke i Naruto się nienawidzą, że nie są jakimiś zniewieściałymi ciotami, które pieprzą się z każdym napotkanym twardzielem.
Jednak na głos rozsądku jest kontrargument.
Sasuke i Naruto zatracili się w swoim bezgranicznym szaleństwie, może w swojej nienawiści? Na pewno jednak, w splątanej sieci swoich intryg. Na tą jedną, krótką chwilę zapomnieli chyba, że są tymi epickimi wrogami, którzy zrobią wszystko, żeby się zniszczyć. W tak uroczy, rozkoszny sposób oddali się tej jednej, jakże zgubnej dla siebie chwili – zatracili się w swoim szaleństwie.



Sasuke i Naruto szli ramie w ramie po korytarzu drugiego piętra. Cisza panująca między nimi była ciężka, dusząca, wręcz niezdrowa. Każdy z nich zerkał na swojego towarzysza z dozą niepewności oraz wstydu. Po raz pierwszy od dawna cała odwaga z nich wyparowała, pozostawiając po sobie jedynie obezwładniające wręcz poczucie zawstydzenia. Kto by pomyślał, że w ogóle sportowa gwiazda śnieżnego miasteczka, czy kalifornijski buntownik mogą czuć się zmieszani?
Naruto przełknął ślinę, a Sasuke zagryzł wargę ze zdenerwowaniem. Naruto wciągnął ze świstem powietrze do płuc, a Sasuke odetchnął głośno.
Tak niewiele brakowało, żeby swoje urodziny Naruto spędził nie na przyjęciu u największego wroga, a… w ramionach swojego największego wroga, który dotykał go w tak niesamowity sposób…
Stop!
Całe szczęście, skończyło się tylko na tym, że nasi chłopcy drapali się jedynie wzajemnie po jajach. I chwała miłościwemu boga za to! Bo aż strach pomyśleć, co by było, gdyby jednak w porę się nie opamiętali. A w zasadzie, cała przyjemność leży po stronie wspaniałej Godzili blondyna, której tak bardzo spodobały się zdolne ręce Uchihy, że postanowiła pokazać mu jakim wielkim potrafi być potworem. Właśnie wtedy Sasuke chyba się zorientował, że z genitaliami Naruto nie ma żartów, a co za tym idzie, Godzila blondyna jest naprawdę poważnym przeciwnikiem. Boski dotyk zniknął z krocza Naruto i dopiero wtedy chłopcy zorientowali się, jak blisko byli pieprzenia się. Gdyby jeszcze kilka chwil tak sobie dogadzali, z pewnością nie byłoby już odwrotu.
Co było jednak najgorsze w zaistniałej sytuacji?
Niepokojący fakt, że dotyk Sasuke był naprawdę niesamowity, a Naruto nie był przecież gejem, żeby mu się takie rzeczy podobały. Dlatego dzisiejszego wieczoru postanowił być czujny.
Już nigdy więcej nie może stracić kontroli.
To przecież Uchiha, co jeśli w jego planach jest wykastrowanie biednego Naruto? albo ośmieszenie go? Albo zgwałcenie, tak jak miał zamiar zrobić na początku ich znajomości? Och, tak. Snowboardowa gwiazda nie dokończyła swojego dzieła. Jeszcze.
Czujność, ciągła czujność, zwłaszcza, gdy ma się do czynienia z tak jadowitym, nieprzewidywalnym wężem, jakim był Sasuke.
Hmm… no pytonem po prostu, mówiąc w bardzo obrazowy sposób, oczywiście.
Zanim Naruto się zorientował, już znaleźli się na parterze, wśród bawiącej się elity. Dzisiaj szczęście towarzyszyło Uzumakiemu, więc nikt nie zauważył wielkiego wejścia, a raczej zejścia dwóch największych wrogów razem, niczym urocza para nowożeńców, którzy właśnie…
Och, cholera!
Ci głupi ludzie tym razem mieliby w swoich domysłach rację. Nie ma sińców i powybijanych zębów, czyli samoistnie nasuwa się inna, amoralna teoria, jakże niewiele odbiegająca od prawdy.

Styl ubierania się może nam bardzo wiele powiedzieć o ludziach. Nie tylko o ich wyczuciu dobrego smaku, zasobności portfela, czy chociażby nastroju, jaki mają w danym dniu. Pod grubą, bądź zadziwiająco cienką warstwą materiału – czy nawet pod jej całkowitym brakiem - kryją się ludzkie tajemnice i pragnienia, których żaden krytyk mody nie jest w stanie dostrzec.
Co myślała cicha, skromna dziewczyna zakładając na imprezę skąpą, niezwykle odważną bluzkę?
Albo też, co chciała udowodnić szkolna piękność przychodząc na balangę w białych kozakach?
Dlaczego pewien chłopak wcisnął się w zielony, obcisły kombinezon?
Czy nowy, niedawno przybyły do miasteczka surfer skrywa za swoją białą, sportową bluzą jeszcze jakieś blizny, niż te, które widać na jego przystojnej, radosnej twarzy?
Większość ludzi widzi tylko zwykłe ubrania, lepiej lub gorzej dobrane części garderoby. Niektórzy będą się śmiać, obrażać lub nie zwrócą uwagi na ciuchy, które nosimy.
Bądźmy poważni – kto w obcisłej bluzce z głębokim dekoltem, którą tego wieczoru założyła na siebie Hinata Hyuuga, zauważy jej niemy krzyk o potrzebę bliskości i dotyku?
Białe kozaki Sakury Haruno, szkolnej piękności, nie tylko są ekstrawaganckim dodatkiem. To również symbol szczęścia, cień dobrobytu, który w idealnym, perfekcyjnym życiu dziewczyny pełni priorytetową rolę. Nic się bowiem nie liczy tak, jak dobre zakończenie.
Zielony, obcisły kombinezon Rocka Lee jest jak bunt przeciw uprzedzonemu, zaślepionemu światu, dla którego bycie na topie było jedyną wartością, która ma znaczenie.
Co mogła kryć za sobą sportowa bluza kalifornijskiego króla fal? Blizny? Rysy po strasznej przeszłości? Jakieś poparzenia? Nie. Było tam tylko piękne, młode i wysportowane ciało człowieka z Zachodniego Wybrzeża. Wieczny luz oraz pokręcona logika.
A organizator imprezy? Jakie straszne sekrety chowały się za koszulą Sasuke Uchiha? Za jego markową garderobą, idealnie wyrzeźbionym ciałem; tam głęboko w sercu… na samym dnie świadomości?
Całe szczęście, nie wszystkie sekrety można odkryć przez analizę stylu ubierania się. I bardzo dobrze, nawiasem mówiąc, bo gdyby tak było, najprawdopodobniej chodzilibyśmy nago.


Sasuke z uśmiechem na ustach obserwował Uzumakiego. Pewność siebie blondyna nieco zeszczuplała po incydencie w pokoju Uchihy, jednak Naruto za wszelką cenę chciał zachować pozory swojej nonszalancji. Podrywał dziewczyny, popijał jakiś bliżej niezidentyfikowany napój, próbował nawet podrygiwać w rytm muzyki, a jakby tego było mało, rozmawiał przez chwilę z Lee. Biedny, krzaczastooki kolega był już tak pijany, że pewnie wziął blondyna za Pamelę Anderson. Sasuke widział nawet, jak Rock maca tors Uzumakiego, w celu znalezienia tych legendarnych balonów, których dziwnym trafem nie było. Straszne, prawda? Nawet plecy biednego blondyna zostały naznaczone złym dotykiem.
Niestety Sasuke nie zobaczył zakończenia owego, jakże dziwnego, spotkania, gdyż finałową wymianę zdań między Rockiem, a Naruto przysłoniła mu para nie mniejszych arbuzów.
- Cześć Sasuke…
Snowboardowy mistrz siedział właśnie na jednym ze skórzanym foteli, w jednej ręce trzymając szklankę, której zawartość dozwolona jest od lat osiemnastu, drugą od czasu do czasu dotykał twarzy, w tak niesamowicie seksowny sposób, iż wiedział, że jego koleżanki mają wilgotne… czoła od oglądania go.
Sasuke uniósł głowę, by spojrzeć na właścicielkę pokaźnego, niczym piłki futbolowe, biustu. Jego ciche westchnienie z głębi serca zostało zagłuszone przez głośną, imprezową muzykę.
- Cześć Sakura – powiedział tak, jak mówił do Naruto - niskim, hipnotyzującym głosem. Nie miał pojęcia, czy Haruno usłyszy te specyficzne nuty, może zbyt wiele od niej wymagał?
- Szukałam cię, ale nie mogłam cię znaleźć – uśmiechnęła się do niego uroczo.
Nie. Lepiej nie wymagać zbyt dużo, by się później nie zawieść.
Sasuke zmrużył lekko oczy, patrząc na misterny makijaż Sakury. Wyglądała jak gejsza. Z tą tylko subtelną różnicą, że zamiast białej maski, miała na sobie brązową tapetę.
Czym jest poświecenie? Do czego zdolny jest człowiek, by osiągnąć swój cel? – Sasuke patrząc na Sakurę, uświadamiał sobie, że jest nie do zdarcia.
- Ale mnie w końcu znalazłaś.
I między nimi zapadła chwila ciszy.
Sasuke zastanawiał się nad kolejnym krokiem. Musiał bardzo starannie układać elementy układanki, bo jeden mały błąd i jego plan rozleci się jak domek z kart.
Właśnie, karty! Ale nie, wszystko po kolei.
- Wiesz, że Naruto ma dzisiaj urodziny?
Sasuke był złym człowiekiem i bardzo lubił manipulować ludźmi. Jeszcze bardziej lubił tych, którzy opierali się jego manipulacjom. Żeby złamać twardych zawodników, najpierw należy posłużyć się marionetkami. Uchiha był geniuszem zbrodni i wiedział również, że najlepiej gra się na słabościach innych. Pamiętajcie, nie ma odpornych na ciosy, są tylko ciosy źle wymierzone . Ale wszystko można naprawić, dlatego w myśl za tą zasadą…
- No i co z tego, że ten kretyn ma dzisiaj urodziny?! – Parsknęła wystudiowanym, pogardliwym śmiechem. Kilka głów obróciło się w ich stronę, jednak Sasuke postanowił je zignorować.
- Wiesz, że mu się podobasz? – Zapytał po chwili, chociaż doskonale znał odpowiedź na to pytanie. Jedyne co Sakura jest w stanie zauważyć, to pryszcza na nosie.
- Wiem – padła odpowiedź, a Sasuke był tak zaskoczony, że o mało nie zadławił się pitym właśnie alkoholem.
- Wiesz?
- Oczywiście! – Dziewczyna przewróciła teatralnie oczyma, opierając swoją wypielęgnowaną dłoń na oparciu skórzanego fotela. Pochyliła się nad biednym brunetem, a jej piersi zakołysały się niczym dwa wielkie kościelne dzwony - Przecież widzę, jak na mnie patrzy – mruknęła cicho, nieudanie naśladując hipnotyzujący, zmysłowy głos Sasuke. Uchiha jednak uśmiechnął się szerzej niż zwykle.
To jest sztuka! Tak sobie wyszkolić marionetki, żeby nie trzeba było wydawać nawet rozkazów, a one i tak leciały je spełnić.
Sasuke Uchiha to bez wątpienia arcymistrz. Arcymistrz Bom Bom, dla ścisłości.
- Nie lubisz go?
Tym razem Sakura nie była go w stanie zaskoczyć, a może jednak?
- Nienawidzę tego małego, wstrętnego…
- Wystarczy! – Sasuke zmarszczył brwi. Czemu jego ręka drgnęła, gdy tylko Haruno zaczęła obrażać Uzumakiego? Nie ma nawet dwudziestu lat, a już nabawił się jakichś tików nerwowych?
- Sasuke? – Haruno pogłaskała go po policzku i chłopak siłą woli nie wypluł z ust jakiegoś przekleństwa pod adresem dziewczyny.
Opanował się jednak, przedstawienie musi trwać. Nie może się skończyć w tym momencie, po prostu nie może.
- Wiesz, że jesteś najpiękniejszą dziewczyną w tej sali? – Zapytał Sasuke z lekko obojętnym wyrazem twarzy. Wiedział, że jego obojętność niesamowicie działa na Sakurę.
- Naprawdę?
- Chcę, żeby Naruto też to wiedział i żeby myślał, że może cię mieć – uśmiechnął się lekko, patrząc w stronę Uzumakiego, który teraz rozmawiał z czerwoną jak burak, młodą Hyuugą. Nie wiedział, czy patrzy się w jej głęboki dekolt, czy w rybie oczy bez wyrazu. Szczerze powiedziawszy teraz to nie miało znaczenia.
- Po co? – Na twarzy Sakury pojawił się brzydki grymas, który wcale nie dodawał jej seksapilu.
- Wiesz, że nic na mnie tak nie działa, jak świadomość, że mam rywala?
Dopiero wtedy Sakura zrozumiała. Sasuke niemal widział, jak w jej głowie zapala się żarówka. Uśmiechnęła się jak słoneczko i wyprostowała, dumnie unosząc głowę ku górze.
- Jestem kocicą, która jest w stanie uwieść każdego! – Mruknęła do niego zalotnie i kręcąc mocno biodrami, odeszła w stronę nieświadomego zagrożenia Naruto.
Sasuke z uśmiechem patrzył na Uzumakiego. Nagle przypomniał sobie słowa chłopaka, gdy Uchiha zapytał się go, kto przyprowadził go do pokoju snowboardowej gwiazdy.
„Ktoś, kto zna wszystkie twoje tajemnice”.
Czy ten kretyn szykuje coś lepszego od niespodzianki, jaką ma Sasuke? I najważniejsze, jakie też tajemnice poznał Uzumaki. Czy w ogóle je poznał?
Nie, na pewno blefował!
Uchiha zmarszczył brwi, teraz powoli tracąc już pewność wszystkiego. Naruto był nieprzewidywalnym, twardym i przez to niezwykle niebezpiecznym zawodnikiem. Udowodnił to zwłaszcza dzisiejszego wieczoru, gdy w pokoju Sasuke…
Naruto Uzumaki jest szalony.
Sasuke westchnął cicho.
Bez względu na to, jak szalony jest jego rywal, on i tak ma w kieszeni coś bardziej niesamowitego, okrutnego.
Nie ma nic bardziej kruchego, niż ludzkie uczucia. Dlatego właśnie Sasuke zabawi się z naszym kochanym, słodkim blondynem tak, że Uzumaki już nigdy nie spojrzy na Sakurę tak, jak patrzył na nią wcześniej.

sobota, 16 października 2010

Bom Bom! 18

Kuroneko, kochanie z przykrością stwierdzam, że dzisiaj nie dowiesz się jeszcze co tez Naruto planuje ;D Wiem jestem wstrętnym potworem lubiącym znęcać się nad ludźmi, ale impreza też trochę potrwa... ^^' Jak wszystko zresztą? xD Jeśli chodzi o siostrę Naruto, to cóż, w inny sposób się przysłuży :)Hehe, no i wydaje mi się, że Naruto jak najbardziej ma co dyndać, prawda? ^-^

Daimon, haha :D Nie no każdy Twój komentarz mnie po prostu zabija. Nie mogę się powstrzymać przed kolejnym zacytowaniem Twojej wypowiedzi: 'Na początek mamy gorące ciacho prosto z pieca. Sauron by oślepł, Sasuke zaślinił, śnieg stopniał, a Hinata spłonęła chrumkając' <- chrumkająca Hinata mnie po prostu zmiażdżyła ;D Nie wiem ile się z tego śmiałam, ale to już nieistotne ;D A moje pomysły? Zjadam je rano nie z płatkami a parówkami :)Nie no żartuje oczywiście. Jestem zdrowo kopnięta i tak samo kopnięte są moje teksty, to wszystko :P Jeśli chodzi o siostrę Naruto i tą rzekę, to ja bym raczej stawiała na to, że rzeka rozstąpi się jak morze Czerwone ;)A jeśli chodzi o piosenkę... nie jestem zbyt dobra w angielskim, więc sama rozumiesz ==' xD alien, tak Naruto góruje w Bom Bom, jednak mam takie wrażenie, że trochę aż za bardzo ;( Nie wiem jak z Refuge było, jednak wydaje mi się, że Uzumaki jakoś tutaj wyszedł mi lepiej, niż Sas :( Haha, a jeśli chodzi o zły charakterek Naruto... On lubi być niegrzecznym chłopcem ;D Haha xD O jezu ale Sauron mógł mówić? ;D Nie, nie widziałam niestety Bruno xD Odnoszę wrażenie, że mam jakiś dziwny gust, bo chyba wszystkie filmy, które były tutaj wymienione, nie były przeze mnie obejrzane ^-^' Haha, nom Sas jako przyczajony tygrys, Naruto jako ukryty smok ;D Kierowałam się własnie tym tytułem tworząc scenę z przemyśleniami Sasuke o panie Uzumakim ;) I doskonale się z tobą zgadzam, pięknie to ujełaś. W następnych rozdziałach będzie więcej o tej wolności jaką ma Naruto, a której nie może mieć Sasuke. Każdy chce mieć coś, czego nie może, no ale tak to juz jest ;P Haha, racja :D Nie możesz znać imienia siostry Naruto, bo nigdy jej imienia nie dałam ^^ Nienawidzę postaci własnych w fanfickach, a z racji tego, że Bom Bom ma taką a nie inną fabułę, po prostu chciałam jak bardziej ograniczyć owe postacie :) W sensie, ze rozumiesz, prawda? Bo jak zwykle nie umiem się wysłowić :P A jeśli chodzi o siostrę, to cóż nie wiem czy będzie miała happy end, może tak, może nie :D A jeśli chodzi o to, czy będzie przyjaciółką Naruto, powiem tak jak wcześniej komuś tam: mam co do niej inne plany, o! :)

Shiroi, haha długie czy krótkie, ja i tak uwielbiam od ciebie komentarze skarbie :D Ale co do jednego nie mogę się zgodzić. naruto by cię nie rozdziewiczył, bo Naruto jest gejem, o! :D Powinnaś to już wiedzieć! :D

Qeen, obawiam się, że na Orochimaru nie będzie musiała długo czekać, bo już jest w tym rozdziale, ale i impreza też jest, więc nie ma na co narzekać, Przynajmniej mam taką nadzieję ^^' Haha, też myślę, że dobrze tak tej małej poczwarze! tj. siostrze Naruto znaczy się :D Wiem, Naruto jest Narcyzem, ale Naruto to ciacho, więc ma prawo, prawda? xD A ten przerażający fragment był o siostrze Naruto. Jest nawiązanie. Ona mówi pod koniec pierwszego wątki zemszczę się, później jest scena z sasem a później znów urocze rodzeństwo i Naruto chce się upewnić, czy siostra się zemści :)

Pazurek, chcesz fotkę? A co Brian ci już nie wystarcza? xD Krowo moja jednak :* Ale swoją drogą, też mi się wdaje, że ciało Naruto rozpali Sasa ;D

Sanu,haha! :D Jak możesz wypominać to biednemu Sasuke? xD Uważaj bo cię jeszcze zmrozi spojrzeniem ;D Z Uchiha nie wolno zadzierać! ;D Uchiha to macho i żadne książki z biblioteki nie są mu straszne, nawet te wypożyczone :) Nom, może w niektórych momentach rozdział jest za bardzo przyrodniczy, ale ja mam słabość to przyrody ^^' :D jesli chodzi natomiast o rozmowę z siostrą, Naruto mowił o całowaniu Sasuke nie dlatego, że naprawdę chciałby się z nim pomiziać, bo chciał po prostu zrobić siostrze na złość, a ona wkurzyła się, bo tak jak było w refuge, Sasuke nie może być gejem, bo po przecież sasuke :)



Nie przyzwyczajajcie się, jeśli chodzi o częstotliwość dodawania rozdziałów.
Jeśli chodzi o sonde, chciałam się przekonać, czy ktoś lubi Sasuke w tym opowiadaniu. Cieszę się, że większość z was wybrała trzecią opcję, czyli obu panów :) Gratuluję zwolennikowi ojczyma Naruto. Ale... do jasnej cholery, Sasuke na równi z Geylordem Fajfusem?! No wiecie co! Bez jaj... :D


Gratuluję Qeen rozwiązania zagadki, dziękuję Pazurkowi za nową inspirację :) i rozdział nie betowany, tak więc jeśli były by jakieś błędy, proszę napisać. A na pewno jakieś będą.



Dawno, dawno temu, za siedmioma górami, za siedmioma lasami, w zimnym królestwie mieszkała pewna piękna, dobra królewna. Królewna miała dużo przyjaciół, kochających rodziców i jedno wielkie marzenie – chciała, by jej książę z bajki ją pokochał. Chciała, by pokochał jej duże, błyszczące czoło, trochę nieświeży oddech, kilka pryszczy wyskakujących zawsze przed okresem, rozstępy na pośladkach i pewne dwie blizny tak pieczołowicie chronione, będące jej wielką tajemnicą.
Księżniczka chciała, by kiedyś ich pierwszy pocałunek roztopił lodowate serce księcia i – jak to bywa we wszystkich bajkach – żyli długo i szczęśliwie w pięknym, wspaniałym pałacu księcia rządząc mądrze i sprawiedliwie śnieżną krainą.
Księżniczka była jednak sprytną osobą i wiedziała, że dobre zakończenie nie jest możliwe bez pokonania potwora.
Ale kim był potwór?
Pewna dobra czarodziejka powiedziała naszej księżniczce, że potwora w śnieżnej krainie jeszcze nie ma. Musi na niego zaczekać.
- Cierpliwość jest cnotą. – Do dziś księżniczka pamięta słowa dobrej wróżki. Doskonale pamięta też, co jej wówczas odpowiedziała.
- Ja chcę swoją cnotę zachować dla księcia z bajki. Dlatego będę cierpliwa, będę czekać.
Jak wszystkim wiadomo, każde czekanie się kiedyś kończy.
Księżniczka wiedziała, że przyszedł jej czas. Dopiero teraz rozpocznie się prawdziwa historia, prawdziwa baśń.
Potwór przybył do śnieżnego miasteczka i teraz zmierza na bal. Kobieca intuicja podpowiadała księżniczce, że na balu między potworem a księciem z bajki rozegra się straszliwa bitwa. A królewicz zwycięży dzięki miłości księżniczki, jej dobroci, mądrości i urodzie. Tego nasza królewna była pewna.
- Cholera, ale jestem brzydka – mruknęła księżniczka, stojąc właśnie przed lustrem, w swoim wielkim, złotym pałacu, a dokładniej w jej różowym pokoju ze snów. Z rogu patrzył na nią ukochany z tym seksownym błyskiem w oku i cwanym uśmieszkiem. Wprawdzie patrzył tylko ze zdjęcia, przyklejonego w rogu lustra, ale pominąwszy niektóre zbędne fakty – po prostu rozbierał ją wzrokiem.
Księżniczka uśmiechnęła się do niego zalotnie i aż zamarła.
- Sasuke – głos zadrżał jej wyraźnie, jednak starała się trzymać dzielnie. – Będziesz musiał pokochać jeszcze tę zmarszczkę koło mojego lewego, zielonego i cudownego oka.
- Kochanie! – Dziewczyna podskoczyła zaskoczona. To jej rodzicielka stała w różowych drzwiach jej pokoju i przypatrywała się jej z miłością, z czułością. – Czym jest ta jedna zmarszczka przy twojej urodzie?! – Wykrzyknęła i Sakura Haruno, księżniczka zimowej krainy musiała się z nią zgodzić.
- Dzisiaj on będzie mój – zmrużyła oczy tak, że pojawiły się następne zmarszczki do kochania.


Zimny, przeszywający i wręcz mrożący krew w żyłach wiatr, zatańczył wokół Naruto, gdy tylko chłopak dotarł na miejsce.
Pensjonat Sasuke Uchiha, miejsce dzisiejszej imprezy organizowanej specjalnie dla pana Uzumakiego.
Mieszkając prawie miesiąc w śnieżnym miasteczku jeszcze nigdy nie widział pałacu tego dupka z bliska. Intuicja, instynkt zwierzęcy, czy boża opatrzność nakazywała mu trzymać się z dala od tej kolebki zła. A jak wiadomo do zła ciągnie.
Był cholernie ciekaw tego, co też Sasuke skrywa za swoim idealnym życiem. Jaką tajemnicę, jaki sekret ukrywa przed całym światem…
Tylko tutaj mógł znaleźć odpowiedź. I skąd niby biedny Naruto miał wiedzieć, że owa odpowiedź nadejdzie szybciej niżeli by się można było spodziewać?
Powiem nawet więcej, gdy poszedł do kolebki zła, jego anioł stróż zniknął. Zamiast tego inny anioł postanowił być jego opiekunem.
Chcecie się przekonać jaki?
- Cześć Naruto.


Panie i panowie, w końcu nadeszła chwila, na którą wszyscy czekali. Proszę usiąść wygodnie w fotelach, dla bezpieczeństwa odstawić wszystkie napoje oraz jedzenie, jeśli chcecie przed czytaniem, możecie również skorzystać z toalety.
A teraz co?
Najwyższa pora zacząć imprezę!


Sasuke był zły. Zły? był cholernie wściekły! Czuł, że zaraz wybuchnie. Eksploduje jak dynamit i tyle będzie z tej wielkie balangi.
Impreza trwa już godzinę, towarzystwo bawi się w najlepsze i Sasuke również mógłby do nich dołączyć, ale…
No właśnie, to cholerne, pieprzone ‘ale’ nazywa się Naruto Uzumaki i… go nie ma!
Jeśli ten kretyn go olał, to Uchiha go zabije. Zostanie aniołem śmierci dla tego blond-idioty i przeprowadzi najbardziej bezlitosna, najbardziej bezwzględną egzekucję, jaką widział świat. A później Naruto go przeprosi i zostanie jego niewolnikiem i…
Z krainy brutalnych marzeń wyrwał go dźwięk otwieranych drzwi wejściowych.
Aktualnie stał przy wielkich drzwiach, opierając się nonszalancko o jeden z drewnianych filarów, umieszczonych w głównym holu. Jego mały punkt obserwacji znajdował się nieco z tyłu tak, że miał idealny widok na drzwi wejściowe, jednocześnie nie rzucając się w oczy zgromadzonym. Kilka egzotycznych roślin, zdobiących hol zasłaniało go przed wścibskimi spojrzeniami.
Mógł bezkarnie gapić się na przychodzących, wychodzących i tych, którzy nie wiedzieli, co mają ze sobą zrobić.
A ludzi było dużo. Była elita, była jego paczka, była Sakura – tutaj trzeba zrobić sugestywną przerwę, a i była jeszcze Hinata Hyuuga, której dekolt był chyba dłuższy od maratonu, naprawdę! Tak więc, było już wystarczająco dużo ludzi, by Sasuke mógł zacząć swoje przedstawienie, jednak… główna gwiazda się nie zjawiła.
No i Sasuke miał problem.
Warknął pod nosem, gdy zegar wybił dziewiętnastą.
Nie może wiecznie czekać na tego kretyna. Jeśli się nie zjawi, Sasuke może równie dobrze swój mały plan zrealizować w szkole, jednak…
Tam nie będzie Bom Bom!.
Ignorując wołających go do zabawy kumpli i uśmiechające się zalotnie dziewczyny, skierował się na drugie piętro, do swojego pokoju. Musiał przygotować towar do zabawy.


Naruto stał i szczerzył się do siebie jak głupi.
Dobrym aniołem stróżem okazał się nie kto inny jak… brat tego dupka! Tak, właśnie tak, dobrze słyszycie.
Itachi Uchiha to naprawdę równy facet, który jako jeden z nielicznych nie skreślił go na starcie. Ba! Można powiedzieć nawet więcej: Itachi go polubił, a Naruto polubił Itachiego.
I…
Było coś jeszcze, coś niesamowicie fascynującego, intrygującego – była tajemnica.
Itachi nie wiedząc czemu, zdradził naszemu kochanemu blondynowi sekret tak straszny, że w zasadzie Naruto powinien przestać się uśmiechać.
Sasuke miał idealne życie, jednak…
Pamiętacie zabawkowy karabin maszynowy, który Naruto chciał dostać w dzieciństwie? Teraz przyszła pora na rozwiązanie zagadki związanej z prezentem dla małego Uzumakiego.
Blondyn dostał ten karabin. Dostał najpiękniejszy, najfajniejszy karabin, jaki kiedykolwiek widział. Z cholernie fajnymi nabojami, z celownikiem, który był jak prawdziwy i wtedy był najszczęśliwszym dzieckiem na świecie.
Ale teraz…
Teraz stało się coś, czego Naruto nie mógł przewidzieć. Jego zabawkowy karabin maszynowy, jaki wydawało mu się, że teraz, na tej imprezie również dostanie zamienił się w coś niebezpiecznego – zamienił się w prawdziwą broń.
Naruto trzymał ją w rękach i mógł strzelić do Sasuke. Zgładzić go jednym, dwoma strzałami. I byłoby koniec poniżania biednego Uzumakiego, nienawiści do chłopaka i śmiania się z Naruto. Wszyscy w końcu zaczęliby go szanować, bo Sasuke stałby mu się posłuszny.
Naruto znał sekret, który mógł na zawsze zmienić życie Uchihy.
- Cholera – chłopak westchnął ciężko, wstając z przyjemnie wygodnego łóżka i podchodząc do pułki. Ktoś od dłuższego czasu go obserwował i teraz chciał w końcu się z nim zapoznać.
Naruto był teraz w pokoju Sasuke. Sam Itachi go tutaj zaprowadził i powiedział, że jeśli chce może zobaczyć środowisko naturalne tego małego, nadętego dupka. Miło było usłyszeć, że starszy brat snowboardowej gwiazdy używa takich samych epitetów jak Naruto.
Tak więc, Uzumaki był teraz w pokoju Sasuke i podziwiał środowisko naturalne tego małego, nadętego dupka.
Chcecie wiedzieć, jaki pokój miał Sasuke?
Pokój Sasuke był średnich rozmiarów, ale na pewno większy niż cztery kąty Naruto. W prawdzie widoki zza okna nie były jak z bajki, jednak wnętrze było tak imponujące, że krajobraz z zewnątrz nie stanowił w tym momencie priorytetu.
Ściany w odcieniu wina. Głęboko czerwone, hipnotyzująco ciemnego wina. Nowoczesne, ciemno-orzechowe meble przyjemnie współgrały z otoczeniem. W pokoju nie było ciemno, nie było ponuro, czy przytłaczająco. Mały azyl Uchihy był po prostu przytulny, jakkolwiek przytulna może być jama węża, oczywiście. A nieco jaśniejsza od wszystkiego podłoga gościła miodowy dywan. Czy był równie puszysty, co dywan w pokoju Naruto? Pan Uzumaki przekonał się, że jednak nie. Ale dywan Sasuke był ładny.
Z lewej strony drzwi, zaraz pod ścianą znajdowało się niskie - ku zdziwieniu Naruto – dwuosobowe łóżko. Dla odmiany kołdra była wyjątkowo puszysta i aż chciało się w niej utonąć. Naruto jednak ograniczył swoje dziwne popędy, jedynie do niepewnego spoczęcia na skraju łóżka.
I chociaż pokój nie był wcale taki duży, Sasuke upchał tutaj kanapę i sporych rozmiarów telewizor. Telewizor umieszczony był po przekątnej łóżka, jednak przez zasłaniającą go kanapę, Sasuke nie mógł oglądać pornosów pod kołderką – musiał przenieść się na skórzaną sofę w odcieniu mlecznej czekolady i sofa naprawdę się Naruto podobała. Co z tego, że szukał na niej podejrzanych, białych śladów? Chociaż nie znalazł żadnego. Najwyraźniej Uchiha dobrze zaciera dowody po swoich maratonach z gołymi panami… znaczy paniami.
I Naruto naprawdę nie chciał słuchać tego cholernie irytującego głosiku, który mówił mu, że gołe panie, snowboardowy król przyjmuje jednak w swoim dwuosobowym łożu, a pornosów ktoś taki jak on raczej nie ogląda.
Ciche westchnienie wydobyło się z ust Naruto zanim chłopak zdołał zdać sobie z tego sprawę.
Nieco dalej od okna znajdowało się duże biurko, a na nim czarny laptop, drogi jak wszystko tutaj. Całkiem po lewej ścianie były komody, w których Sasuke trzymał ciuchy, bokserki, skarpetki, książki i… medale.
Medale schowane były w ostatniej szufladzie jednej z szaf. I Naruto jeszcze nigdy nie widział tylu nagród na raz.
Kurwa, on nawet jednej nie miał! Ale mniejsza z jego - przez nikogo niedocenionym - talentem.
Zdziwiło go to, że ten dupek nie miał ich na wierzchu, na jakimś specjalnym podwyższeniu, za szybą, cokolwiek, nawet na podłodze. Naruto był w głębokim przeświadczeniu tego, że Uchiha nawet w łazience, nad kiblem będzie miał powieszone swoje trofea, żeby je podziwiać w każdych okolicznościach.
Ale jak się okazuje, Sasuke potrafił zaskoczyć.
Na wierzchu, oglądając światło dzienne znajdowały się tylko trzy puchary i jeden, jakiś tam, medal.
Naruto uznał jednak, że kiedy indziej je poogląda.
Sasuke miał w pokoju coś, co przykuło uwagę dużo bardziej, niż medale.
W końcu podszedł do obserwatora.


Uchiha otworzył drzwi, o mało nie wyrywając ich z zawiasów. Był cholernie wkurzony i…
I wtedy go zobaczył.
Naruto Uzumaki stał i gapił się właśnie na Orochimaru. Chłopak podskoczył zaskoczony, gdy tylko drzwi otworzyły się z hukiem.
- Co ty tutaj, do jasnej cholery, robisz?! – Przywitał się Sasuke, sam nie wiedząc, czy ma się cieszyć, czy wprost przeciwnie.
Urocze ‘ale’, którego jeszcze kilka chwil temu brakowało, odnalazło się. I było w jego pokoju, drugi fakt niezbyt się Sasuke spodobał.
- Nie ma się węża w spodniach, to chociaż ma się w pokoju, co? – Naruto uśmiechnął się do niego wesoło i popukał w szybkę, by zobaczyć, jak Orochimaru syczy na niego groźnie.
Sasuke patrzył się na to z nieskrywaną fascynacją. Jeszcze kilka godzin temu myślał o tym, jak jego wąż i Naruto są do siebie podobni, a teraz dwie jego pasje stoją naprzeciwko siebie i… co?! Co on właśnie powiedział? Dwie jego pasje?! Naruto nie jest jego pasją!
Wszedł do pokoju i zamknął drzwi, z przyzwyczajenia nawet przekręcił klucz w drzwiach.
- Co robisz? – Naruto był bystrym chłopcem i to zauważył. A Sasuke uśmiechnął się niebezpiecznie.
- Chcesz zobaczyć, jak Orochimaru się bawi? – Uwielbiał to. Wiedział, że jego głos, spojrzenie, jego błysk w oku rozpraszają. Uwielbiał prowokować. Zwłaszcza Naruto. I ta nonszalancja, władczość, pewność siebie…
- Z tobą? – Uzumaki uśmiechnął się niebezpiecznie. Ciepłe światło odbijało się, ba! Wręcz topiło się w jego jasnych włosach. Aż miało się ochotę ich dotknąć.
Sasuke podszedł bliżej chłopaka.
Och, tak.
Widział, jak Naruto na niego patrzy. I jego spojrzenie, spojrzenie tych cholernie niebieskich oczu naprawdę podniecało.
- Kto cię tutaj przyprowadził? – Sasuke stanął naprzeciwko chłopaka. Był wyjątkowo blisko, by czuć jego świeży oddech, zapach jego perfum, widzieć ten zawadiacki błysk w oku, a jednocześnie znajdował się wyjątkowo daleko – nie mógł dotknąć blondyna. Jeszcze.
- Nie cieszysz się, że tutaj jestem? – Uzumaki wyprzedził jego ruchy, to on dotknął ciała Sasuke.
- Nie.
- Za to ja się cieszę. Mam cię tylko dla siebie – Naruto uśmiechnął się niebezpiecznie i powoli, drażniąco przejechał palcem wzdłuż szyi bruneta. Odchylił kołnierzyk jego czarnej, eleganckiej koszuli i…
Sasuke złapał jego rękę, zanim ciekawskie palce zaszły za daleko.
- Nie uwierzę, że sam tutaj przylazłeś. - Ujął jego nadgarstek w żelaznym uścisku tak, że biedny Naruto aż syknął. – Kto cię tutaj przyprowadził? – Powtórzył swoje pytanie i tym razem jego głos przybrał na sile, ostrości i Naruto musiał odpowiedzieć.
Jednak jak wiadomo Naruto nigdy nie robi tego, co musi.
- To pyton królewski, prawda? – Odwrócił się w stronę dużego terrarium i jeszcze raz spojrzał na węża. Lampka oświetlająca jego śliskie, lśniące ciało, ten cały egzotyczny wzór, te niesamowite oczy. Oczy mordercy.
I język.
Węże na języku mają umieszczone receptory węchu i ruchu, jednak… czy język Orochimaru jest tak sprawny, jak ludzki? Chciałoby się wręcz powiedzieć, czy jest tak samo sprawny jak ten Naruto? Sasuke kiedy, dawno temu prawie się o tym przekonał.
Uchiha uśmiechnął się do siebie, uśmiechem numer sześć, swoją drogą był to chyba najlepszy jego uśmiech.
Uśmiech na pograniczu rozkoszy i przerażenia tych, którzy go oglądali.
Przybliżył się do Naruto, wręcz naparł ciałem na jego plecy. Teraz nie można było powiedzieć, że nie czuje blondyna całego.
Czuł.
Każdy mięsień, to cholerne, uzależniające wręcz ciepło i ten zapach. Czuł go jeszcze dokładniej.
Mmm… tak, właśnie tak. Przekrzywił głowę tak, że teraz jego usta znajdowały się naprzeciw miękkiej, kuszącej, złotej szyi. Jasne kosmyki włosów łaskotały Sasuke w policzki.
- Naruto… - Jego głos był zachrypnięty, cichy i jak zwykle – cholernie hipnotyzujący. Uzumaki wciągnął ze świstem powietrze, o mało nie mrucząc.
Sasuke uśmiechnął się jeszcze szerzej. No dalej, pokaż mi jak ci się to podoba…
Powoli dotknął zamku w jego białej, sportowej bluzie.
Jakie rarytasy kryje za nią blondyn?
Najwyższa pora się przekonać.
Zaczął powoli odpinać zamek i z zafascynowaniem obserwował grę emocji na twarzy Naruto. Widział niepewność w jego niebieskich oczach, gorszący uśmieszek i uroczy, naprawdę uroczy rumieniec na policzkach. Kiedy Sasuke już odpiął białą bluzę chłopaka i dotknął paska jego spodni, oczy blondyna zapłonęły.
I to była chyba najlepsza rzecz, jaką Uchiha kiedykolwiek widział. Jaka szkoda, że musi to niszczyć.
Ale przed dotknięciem twardego, umięśnionego brzucha blondyna nie mógł się powstrzymać.
Dopiero później to zrobił.


- Sasuke! – Naruto syknął głośno, gdy Uchiha złapał mocno za włosy i pociągnął jego głowę w tył, tak, że musiał oprzeć się na ramieniu tego dupka.
- To jak będzie? – Głos bruneta po prostu wibrował, wibrował tą zmysłowością, nonszalancją, pewnością siebie i czymś jeszcze, czymś co można było nazwać znakiem firmowym Uchihy – głos Sasuke wibrował jeszcze tą czystą złośliwością, sarkazmem jaki niewielu ludzi posiadało.
Naruto uśmiechnął się lekko, mrużąc oczy i odchylając głowę, by spojrzeć prosto w oczy tego nadętego dupka, który wciąż się nad nim pochylał. I parzył oddechem wrażliwą skórę na szyi…
Agr! Głupi Uchiha!
- Powiesz mi, kto cię tutaj przyprowadził?
On to zrobił specjalnie. Ta cholerna, sportowa gwiazdka snowboardu specjalnie wysunęła właśnie język i oblizała zmysłowo swoje karminowe wargi.
Sasuke lubi się bawić ludźmi, prawda?
Przekonajmy się, czy Naruto też jest dobry w takich zabawach.
- Ktoś, kto zna twoje wszystkie tajemnice, Sasuke – mruknął wprost w usta tego dupka. I to było tak strasznie… niebezpiecznie. Dla niego, dla Uchihy i chyba dla całego śnieżnego miasteczka. Naruto też oblizał swoje usta.
Pan Uzumaki lubił niebezpieczeństwo, dlatego jeszcze bardziej przybliżył się do Sasuke. Teraz ich nosy się stykały. Jeśli by tylko chciał, mógłby…
Zadać Sasuke ostatni cios.
- Pobawmy się myszkami z Orochimaru – westchnął w końcu.
Miał cholernie dobrego asa w rękawie, ale… wykorzysta go kiedy indziej.

sobota, 9 października 2010

Bom Bom! 17

Daimon, zabijają mnie twoje porównania. Po prostu mnie zabijają :D To z kukułkami wymiata! ;D I kochanie, podobno ludzkie mięso ma najwięcej białka... :) Nie no żartuję, oczywiście :D
Sanu, hehe, no tak Sasuke to moja mała Mary Sue :) Chociaż może to Naruto wykazuje większe pokłady marysuizmu? ;/ Ojoj, nie jest dobrze. A tekst z Gay Times jest zasługą Sasame :)Wydaje mi się, że szefowa ma na ciebie wyjątkowo dobry wpływ. Powiem tylko, że gratuluję hm, przenikliwości? ;)
Shiroi osz ty! ;) Nie wolno wagarować, a tym bardziej pić ;D Bo jeszcze do poprawczaka jak Naruto pójdziesz, nonono, moja kochana Shiroi! Ja musze dbać o to, żebyś była dobrą, grzeczną dziewczynką, prawda? ^-^



Impreza jest, ale jej jeszcze nie ma.
Dziękuję za uwagę.


Betowany przez moją wspaniałą i niezastąpioną alien ;*


Naruto stał właśnie zupełnie golusieńki, jak go natura stworzyła przed pewnym nieziemsko przystojnym facetem. Wiedział, że cholernie się owemu przystojnemu facetowi podoba. Odgadł to z obezwładniającego uśmiechu swojego obserwatora, błysku w jego magnetycznym spojrzeniu i… Brakowało jeszcze, by mały przyjaciel owego niesamowicie seksownego obserwatora spojrzał na Naruto swoim wszystko widzącym okiem, niczym oko Saurona z Władcy Pierścieni. Szczerze powiedziawszy, to czerwone epicentrum można było otworzyć w bardzo prosty sposób – za pomocą ręki Naruto, ale…
No, bądźmy poważni, przecież Uzumaki nie będzie sobie odkapturzał swojego wielkiego mistrza wschodnich sztuk walki, patrząc na samego siebie.
Tak, dokładnie.
Naruto stał właśnie przed lustrem i podziwiał owego przystojnego, młodego mężczyznę jakiego miał przed sobą. Och, a jak się już zdążyliście domyśleć, naprawdę było wiele do podziwiania.
Chłopak zarzucił czupryną, by po chwili przeczesać również i palcami swoje miękkie, pachnące kosmyki wspaniałych włosów. I chociaż Naruto nie zaliczał się do żadnych pedziów, tudzież lalusiów, trzeba przyznać, że miał wielką słabość do swojej jasnej jak słońce czupryny. Bądźmy szczerzy, no kto by nie miał, widząc Apolla w ludzkiej postaci?
- Uchiha! – groźba wypowiedziana do swojego odbicia była zaledwie przedsmakiem tego, co czeka naszą biedną gwiazdę snowboardingu w potyczce z genialnym surferem kalifornijskich plaż. – Tego wieczoru rozpalę każdą część twojego… - I w tym momencie zrobił zupełnie niezamierzoną przerwę. Chciał do swojej wypowiedzi wstawić jakiś ładny epitet, który opisywałby Uchihe, jednak zdał sobie właśnie sprawę z tego, że słowa ‘twarde’, ‘umięśnione’, a już na pewno ‘seksowne’ ciało nie mogą być użyte. W końcu ma ośmieszyć Uchihe a nie stworzyć kolejny z jego fanclubów, w którego skład wchodziłby on, jego młodszy brat i zakompleksiona siostra przyrodnia.
Dlatego właśnie w takich sytuacjach mówi się, że kłamstwo jest najlepszym rozwiązaniem.
- Tego wieczoru rozpalę każdą część twojego bladego, chuderlawego, żałosnego ciała.
I patrząc ostatni raz na swoje posągowe wręcz, kształty, w końcu musiał się ubrać.
Cóż, czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal, nieprawdaż?
Ta uwaga tyczyła się oczywiście górskich snobów, zamieszkujących tutejsze, zmrożone tereny.
Po krótkiej chwili Naruto stał już przed lustrem, prezentując się temu przystojniakowi w kompletnym ubiorze. Gratis miał wielki, szeroki uśmiech przyklejony do twarzy. Magnetyczny błysk w oku to już podstawa.
Imprezę czas zacząć.
I w myśl za tym, Uzumaki na do widzenia zgarnął jeszcze kilka swoich rekwizytów.
Dobry aktor nie potrzebuje ich wiele, nawet z niczego potrafi stworzyć świetne show. A nie zapominajmy przecież o tym, że przedstawienie naszego uroczego blondyna będzie przecież na najwyższym poziomie.
Schodząc na dół, postanowił zahaczyć jeszcze o łazienkę, gdzie ostatecznie dopracował swoją szatę wizualną, dodatkowo tworząc jeszcze arcydzieło mające silnie oddziaływać na zmysł węchu
Ach, te feromony.
Ostatni raz puścił oko do tego przystojniaka, znajdującego się po drugiej stronie lustra.
Majstersztyk.
Całkowicie i w stu procentach gotowy na wieczór swojego życia, skierował się na dół.

Te oczy, ten wzrok. Czysta furia, nienawiść, niemal zwierzęcy głód.
Naruto czuł go na sobie. Spojrzenie pełne wściekłości, chcące krwi – jego krwi. Blondyn przełknął ślinę, wiedząc, że TO jest tuż za nim. Dopadnie go, pochłonie, rozszarpie i zabije.
Te oczy, ten wzrok.
I głośny, świszczący oddech na jego karku.
Śnieg? Teraz był niczym piasek, niewystarczająco zimny dla TEGO. Chłód przeszył Naruto aż do kości.
Niespełnione marzenia, niespełnione pragnienia.
Te słowa brzmiały jak jęk. Jęk kogoś, kogo ONA już dopadła.
Teraz kolej na Naruto.
Kaskada kobiecych włosów zawirowała w powietrzu. Przerażony Uzumaki był niemal pewny, że zaraz owiną się one wokół jego delikatnej szyi i będzie jak w najgorszym horrorze. Umrze w najgorszych męczarniach, patrząc w oczy tej diabolicznej zjawy.
- Zemszczę się – niewyraźny, zachrypnięty – nie, nie zachrypnięty, a zdarty od krzyku – głos.
Naruto aż pisnął.

Sasuke westchnął, patrząc, jak dwie kelnerki noszą tace z przekąskami, ustawiając je na długim stole.
Ojciec i matka nie komplikowali życia Sasuke jakimiś bzdurnymi zakazami. Tradycją było, że w luksusowym pensjonacie Uchihów, gwiazda snowboardu urządza cykliczne przyjęcia. Czasami zdarzały się dwa, czasami trzy w ciągu sezonu zimowego. Na więcej, młody Uchiha nie mógł sobie pozwolić.
Imprezy wiązały się z szaleństwem, szaleństwa ze zniszczeniami, zniszczenia z kosztami. A nad tym wszystkim stał groźny Fugaku Uchiha, łypiący na wszystko nieprzychylnym, złym okiem. Dla niego kariera Sasuke stanowiła priorytet, imprezy były jedynie małą nagrodą - nawet ktoś pokroju Fugaku wiedział, że sportowiec musi się odstresować.
Życie każdej sportowej gwiazdy wiązało się z wyrzeczeniami, a co dopiero życie największej nadziei Ameryki. Sasuke jednak nie narzekał na brak imprezowego trybu życia. Z racji tego, że nie był zwierzęciem stadnym, ani też specjalnie towarzyskim człowiekiem, swoją obecnością zaszczycał jedynie te najlepsze balangi. Elita dla elity.
Jednak niestety jak to bywa w życiu Sasuke, za naszym przystojniakiem grasowały watahy wygłodniałych fanek, które w czasie takich imprez musiały zadowalać się widokiem zza okna. Lecz i one, i mieszkańcy zimowego miasteczka, jak i reszta pospolitego, nie nieznaczącego świata wiedziała, że Sasuke jest gatunkiem wymarłym, albo też inaczej – niezwykle rzadkim gatunkiem, którego przedstawiciele rodzą się raz na sto lat. Geniuszek, który, chcąc nie chcąc, musi znajdować się pod ścisłą ochroną.
Właśnie! Sasuke znajdował się pod ochroną, jednak był ktoś - inne zwierze można by rzec, które o tym nie wiedziało.
Paradoks polegał natomiast na tym, że chociaż Sasuke nienawidził tego zwierzęcia, (uważał, że jest to skretyniały orangutan, z mózgiem nie przekraczającym wagi sarnich odchodów), to jednak nie mógł przestać o nim myśleć. A co najważniejsze – nie mógł go ani zlekceważyć, ani zignorować.
Naruto Uzumaki był jedynym drapieżnikiem, który mógłby w jakiś sposób zagrozić takiemu tygrysowi, jakim był Uchiha. Blondyn był jednocześnie jedynym drapieżnikiem tak niebezpiecznym, tak nieprzewidywalnym, tak dzikim, że to aż podniecało. Sasuke uśmiechnął się do siebie.
Czy Naruto był pod ochroną, tak jak on?
Nie, oczywiście, że nie.
Naruto był zwierzęciem – pamiętajmy, że drapieżnikiem – którego wszyscy chcieli ustrzelić. Jednak nikomu się to dotąd nie udało, trzeba subtelnie zauważyć.
Trzeba też przyznać, że Uzumaki był zjawiskiem niezwykłym.
Niektórzy nazwaliby go dziwadłem, inni karaluchem, który potrafi przetrwać w każdych warunkach, jeszcze inni widzieliby blondyna jako małego pancernika, którego ochrony nic nie jest w stanie zniszczyć. Czy aby na pewno? Sasuke miał nieziemską ochotę to sprawdzić.
Ale wróćmy do tematu.
Dla Uchiha kim był Naruto? Jakiego rodzaju drapieżnikiem?
Brunet spojrzał na ścianę jadalni. Niewielki smok ukrywał się w kącie, stanowił symbol dalekiej ojczyzny, utraconego dziedzictwa. Jego rodzina posiadała azjatyckie korzenie, jednak on nie wiedział praktycznie nic o kraju swoich przodków. Jedyna wiedza, jaką posiadał o chińskiej mitologii opierała się na tym niewielkim malowidle.
Wschodnie smoki odpowiedzialne są za żywioł wody. To zachodnie, wielkie gady mogą zionąć ogniem.
I Sasuke wiedział, że Naruto jest potworem wiejącym ogniem.
Potworem…?
Z zamyślenia wyrwało go niepewne szturchanie. Odwrócił się wiec, do młodej sprzątaczki. Niedawno zatrudnionej, czyli nie znającej panujących tutaj praw.
- Dostawa dla… - zaczęła, krzywiąc się nieznacznie. Sasuke już wiedział, jaka dostawa przyjechała.
- Dla Orochimaru – stwierdził, uśmiechając się przy tym lekko. – Odbierz ją i zostaw w moim pokoju.
Dziewczyna, gdy usłyszała polecenie, zbladła.
- Nie! – pisnęła, wyraźnie przerażona. – Brzydzę się tego! – dodała po chwili.
- Przecież wszystko jest zapakowane, prawda? – Sasuke miał niespotykane, niezdrowe wręcz pokłady cierpliwości. Aż miło popatrzeć.
- Ale… to jest bestialstwo! Tak nie wolno!
I bom bom.
Żyłka na jasnym, gładkim czole uwydatniła się. Brwi zmarszczyły się w gniewie, a oczy błysnęły złowrogo, oj bardzo złowrogo. Czerwone, seksowne, męskie usta zacisnęły się w cienką linię.
Było źle.
Młoda sprzątaczka nie wiedziała, że jeśli chodzi o Orochimaru, robotę trzeba wykonywać bezbłędnie.
A przecież dostarczenie małej paczki do jego pokoju nie jest misją niewykonalną!
Sasuke był człowiekiem, który nie przyjmował odmowy.
- W przeciągu piętnastu minut masz odebrać przesyłkę i zanieść ją do mnie, czy to jasne?
Ojciec nauczył go władzy nad innymi. W tajemnicy pokazał mu, jak patrzeć na ludzi, by się bali, jak mówić, by zachowywali się jak marionetki. A przede wszystkim nauczył go, jak nimi pogardzać.
- Przepraszam – mruknęła sprzątaczka ze łzami w oczach, po czym szybko odeszła.
Kiedy Sasuke znów spojrzał na niewielki obrazek smoka, zdał sobie sprawę, że w pewnym stopniu Naruto i Orochimaru są do siebie podobni.


- Zemścisz się? – Uzumaki musiał się upewnić, zanim nie skończy w ramionach tego strasznego widma.
- Ty idziesz na imprezę Sasuke. Ja nie, to niesprawiedliwe.
Te oczy, ten wzrok.
A jednak życie nie jest horrorem. Przynajmniej w tych nielicznych, jakże słodkich momentach niezbyt sympatycznej acz zabawnej egzystencji Naruto.
- Jak chcesz, to dam Sasuke buzi od ciebie… Chcesz? – Uzumaki wyszczerzył się do swojej małej, diabolicznej siostry tym swoim firmowym, obezwładniającym uśmiechem. Jej podkrążone od płaczu oczy wyrażały nienawiść tak czystą, jaka mogła być tylko woda w górskim, dziewiczym potoku. A nawiasem mówiąc potarganych, rudych włosów mogła jej pozazdrościć niejedna gwiazda horroru.
Zakompleksiona nastolatka przygryzła ze zdenerwowaniem wargę.
Och, czyżby naprawdę wierzyła w to, że Naruto byłby w stanie pocałować tego snoba?
Ciekawe, co by powiedziała, gdyby poznała słodką tajemnicę naszych chłopców, z pierwszego dnia Naruto spędzonego w miasteczku?
- Nie zrobiłbyś tego! – poczerwieniała obficie i biedny Uzumaki już sam nie wiedział, co jest bardziej ogniste, czy rude włosy, czy rumieniec na twarzy.
Jednak było pewne. Dziewczyna aż płonęła z nienawiści do Naruto. A chłopak widząc jej reakcję uśmiechnął się z nieskrywaną satysfakcją.
- Czy bym tego nie zrobił? Tego nie wiesz… I najprawdopodobniej dzisiejszego wieczoru się już nie dowiesz.
Oczy jego ukochanej siostry wyszły właśnie na wierzch, jak balony Sakury.
Ostatnia próba ataku, lub obrony, jak kto woli.
- Sasuke nigdy by nie pocałował chłopaka! – pisnęła.
Z przykrością informujemy, że dzisiejszego wieczoru nie można się spodziewać . Zwłaszcza jeśli chodzi o głupią, zakompleksioną siostrę Naruto.
O tak, dziewczyna będzie kwiczała jak prosie, gdy Uzumaki wyczaruje jutro małe, słodkie kłamstewko na domniemany temat jej i Uchihy.
Z błogim uśmiechem wyobraził sobie, jak będzie mógł nią manipulować.
Ale Naruto w końcu wrócił do rzeczywistości i jakby dopiero teraz dotarł do niego sens słów dziewczyny. Zmarszczył brwi w poirytowaniu.
- Ciebie też by nie pocałował.
Nawet nie wiesz, jak boskie potrafią być usta tego dupka. I nigdy się nie przekonasz – pomyślał, jednak nie wypowiedział tego głośno. Nie miał odwagi, nawet przed samym sobą w pełni zaakceptować tego, co właśnie nasunęło mu się na myśl.
Głupia wyobraźnia!
A teraz gwóźdź programu! Gwóźdź, który jednocześnie, droga publiczności, zaprowadzi nas do czyjejś trumny…
- Sasuke nigdy nie pocałowałby takiego brzydala, jak ty! – powiedziała mała, zakompleksiona siostra.
A Naruto zmrużył oczy na te słowa.
Jeśli tonący brzytwy się chwyta, to Uzumaki musiał współczuć swojej małej, głupiej, siostrzyczce. Jego brzytwa przez lata doświadczenia stała się wyjątkowo ostrym, wyjątkowo niebezpiecznym narzędziem.
Nawiązując do przyszłości, oj tak, do gwoździ w trumnie między innymi również – nie baw się ogniem bo się poparzysz.
Pamiętacie, że siostra przyrodnia Uzumakiego miała ogniste włosy i ogniste lico.
Ogień nie jest najprzyjaźniejszym żywiołem.
Niemniej Naruto uwielbiał z nim igrać.
- Brzydala? – zaśmiał się donośnie, trochę teatralnie, trochę diabolicznie a trochę radośnie, zwyczajnie. – To nie ja jestem tutaj pucołowatą ropuchą, która czerwieni się jak…
Naruto był zawiedziony, że już po jednym ciosie nastolatka padła.
A raczej inaczej - uciekła, zanim Naruto ją dobił.
No cóż. Odkuje się na kimś innym.
Elito! Naruto Uzumaki rusza do boju.
Krótko zakomunikował matce o swoim wyjściu i zamaszyście otworzył drzwi wejściowe ich przytulnego, rodzinnego domu.
Uderzyło w niego zimne, górskie powietrze, które po raz pierwszy mu się spodobało.
Studziło…
I skąd biedny Naruto mógł wiedzieć, że gdy tutaj wróci, do tego przytulnego, rodzinnego domu rozpęta się piekło?
Z jednego płomienia, wskoczy w drugi.

niedziela, 3 października 2010

Bom Bom! 16

alien, przemyślenia Kushiny pisałam akurat po obejrzeniu Gotowych na wszystko, a zawsze wtedy mam mniej seksistowskie zapędy ;D Haha, i cieszę się, że tak proste zdanie dotyczące narodzin Naruto wywarło na Ciebie aż tyle emocji :)I niby jaki widać mój charakter, podczas opisywania siostry Naruto? xD Ja mam złoty charakter :D Takiego to ze świecą szukać :D I tak, rozwinę jej postać :)
Daimon, zgadzam się z Tobą :) Sieroty zdecydowanie inaczej patrzą na świat i dlatego nie chcę też, żeby Naruto był taki jak w mandze. Życzliwy dla wszystkich, wszystkim wybaczający, altruista. Wybaczanie jest trudne, a mu ciężko wybaczać drugiej osobie :)>Na razie jest wersja: nienawidzimy się, a gdzieś na dnie mózgu wersja: ślinimy się i odpalamy race. < nic dodać nic ująć :D Ale nic się nie martw, Sasuke wkrótce się przestraszy swoich myśli :)Haha, i muszę powiedzieć, że zainspirowałaś mnie tą piosenką pani Irki :D w bardzo jednoznaczny sposób muszę dodać ;D Haha, a ja jestem zwolennikiem gór, o! :D Ale morza, żeby nie było nie będę oczywiście pomijać. Jakże bym śmiała :D Shasti, haha, cieszę się bardzo, że pan banan nabrał trochę innego znaczenia :D i naprawdę nie wiem, jak ci się chciało czytać te bzdety dwa razy :D ale... jezu ja nie chcę mieć na pieńku z twoim szefem, cholera! xD I mężem :D Bo później będzie wszystko wina biednej, niewinnej Koko! ;* A kubek jeśli znajdziesz taki to masz pole do popisu, bo pomysł akurat wziął się u mnie z próżni :D
Ara, pamiętaj, że cierpliwość jest cnotą. I na miłość boską nie porównuj mojego opowiadania z telenowelą indyjską. Wszystkie szpiry tylko nie Bollywood.
KokoFan po pierwsze muszę powiedzieć, że bardzo, ale to bardzo mi się Twój nick podoba. No naprawdę lepszego w życiu nie widziałam ;) I awww... naprawdę cieszę się, że BB Ci się tak podoba ^-^ Ja szczerze powiedziawszy również nie przepadam za refuge :) dużo lepiej mi się pisze bb. Jeśli natomiast chodzi o książkę, cóż nie wiem czy ktoś podjąłby się wydrukowania moich wypocin. Do pisarki mi naprawdę jeszcze cholernie dużo brakuję :) Ale może kiedyś mi się uda coś wyskrobać... Cóż, w marzenia trzeba wierzyć, prawda? :) I muszę Ci szczerze powiedzieć, że chyba jeszcze nigdy nie słyszałam tak szczerego "Dziękuję". Ja Tobie również Dziękuję za ten komentarz :)
Sanu,cieszę się, że moje stany nie były aż tak bardzo widoczne, jednak wiedz, że kryły się tam, gdzies za tym bom bomowym humorem i kiedyś, niczym klątwa również i Ciebie mogą dopaść ;D A Naruto dostał kurtkę a nie dres! U mnie nie będzie chodził w pomarańczowym dresie :D No chyba, że coś mnie weźmie i jednak zacznie :P Ale nie obiecuję ;) Haha, filmu nie oglądałam :D I chyba się ciesze, z tego powodu :)Jeśli chodzi o kanon, staram się, żeby chłopcy zachowali swoje pierwotne cechy, jednak niektóre są tak okropne, że po prostu muszę je zmienić :) Moja antysympatia do 'Naruto' zapuszcza swojego korzenie coraz głębiej, niestety.
Och, tak. W Rywalach było widać tą niechęć :D Jednak ha! jak dobrze powiedziałaś, rozdział był niezwykle elektryzujący. I bardzo się cieszę z faktu, że BB poprawia Ci humor :)
ShiroiHa! Mały skrzacie :D Już myślałam, że uciekłaś ode mnie :* Nie powiem, tęskniłam tu za Tobą :D Teoretycznie powinno się wymieniać na Uchisze, ale jakże to brzydko brzmi to Uchisze.
Pazurek kochanie, haha! :D znam ten ból :D Koty są masakryczne, a tłoki na korytarzach jeszcze gorsze. Żyć nie umierać :) Spodnie nie są pomarańczowe, ja mam przecież wyczucie stylu no! :D O co ty mnie posądzasz, cholera xD




Rozdział wyszedł mi wyjątkowo słabo. Nie podoba mi się, jednak nie mam ani czasu ani sił go już zmieniać. Musicie się zadowolić tym co jest. No, życie ;P
Na pocieszenie powiem, że impreza już w następnym rozdziale.


Betowany przez Sasame :)


Naruto kiedyś, dawno temu, gdy był jeszcze małym szczylem, miał jedno marzenie. Znaczy…Nie inaczej. Naruto kiedy był dzieckiem miał dużo marzeń. Tych naprawdę żałosnych, ckliwych marzeń zarezerwowanych tylko dla sierot.
Oczywiście zawsze chciał mieć rodzinę. Szczęśliwą, radosną oraz kochającą rodzinę, która przyjechałaby do sierocińca wielką, białą limuzyną, wszem i wobec oświadczając, że Naruto jest ich zaginionym synem. Wszyscy by mu wtedy zazdrościli, zważywszy dodatkowo na fakt, że jego nowa rodzina jest drużyną A, która ratuje świat przed złem. I mały Uzumaki również zostałby super bohaterem. I już nigdy nie byłby samotny. Zamiast tego zacząłby chodzić ze szczęściem pod pachą.
Czyż to nie urocze? Doprawdy, rozkoszne.
Naruto miał jeszcze inne marzenie. Dużo bardziej realistyczne, dużo bardziej okrutne.
Chciał, żeby ludzie byli dobrzy. Żeby w końcu jakaś rodzina go zaakceptowała i pokochała. Nie byłby z nią spokrewniony, ale oni oddaliby za niego życie. Miałby starszego brata, który by go bronił, młodszego, z którym by się kłócił i siostrę, której zaglądałby pod spódnicę. Miałby matkę, która codziennie przyrządzałaby mu gofry z bitą śmietaną i ojca, który po powrocie z pracy grałby z Naruto w piłkę.
I jeszcze inne marzenie, które również nigdy się nie spełniło.
Mały Uzumaki chciał mieć przyjaciela. Ale nie takiego z poprawczaka, nie takiego, który by się go bał, który kolegował się z nim tylko dlatego, że Naruto zrobił coś super-odlotowego.
Chciał mieć takiego przyjaciela, który nie patrzyłby na to, kim Uzumaki był, skąd pochodzi, jaka jest jego historia i jak straszne rzeczy zrobił w swoim krótki, burzliwym życiu.
Jak pewnie można się domyśleć Naruto chciał mieć przyjaciela mimo wszystko.
Najlepszy kolega Naruto byłby super, wszyscy by mu go zazdrościli, a on zawsze wybaczałby blondynowi.
Mały Uzumaki często zastanawiał się po tym, jak trafił do poprawczaka, czy gdyby posiadał kogoś takiego, w owy pamiętny wieczór, sześć lat temu, on mógłby go uratować? I jak wyglądałoby wówczas życie Naruto, gdyby miał czyste konto, zero brzydkich blizn na policzkach i…
No właśnie. I co?
Takie duże marzenia potrafią napsuć kupę zdrowia. Dają wątpliwy uśmiech. Naruto podświadomie wiedział, że szczęśliwe dzieciństwo nie jest mu pisane i zamiast wielkich planów na przyszłość, lepiej zainwestować w te mniejsze, które można zrealizować.
Dlatego nasz mały, uroczy łobuz miał jedno marzenie.
Zawsze chciał dostać zabawkowy karabin maszynowy. Taki naprawdę wypasiony - ze sztucznymi, żółto-czerwonymi nabojami i z fajną lufą.
Ale żaden z wychowawców z poprawczaka - na czele z Iruką - nie chciał mu kupić broni dla dzieci.
I Naruto długo musiał na nią czekać.
Czekał wytrwale, z determinacją wojskowego i słodką ekscytacją.
Czy się doczekał? Tego na razie nie mogę zdradzić. Pozostaje wam jedynie oczekiwanie, słodka (lub też gorzka) niepewność. Właśnie taka, w jakiej Naruto czekał na spełnienie swojego małego marzenia. Taka, na jaką Naruto był skazany teraz, nie mogąc się doczekać tej cholernej imprezy i tego, by dopiec Sasuke.
Ale rodziła się zwodnicza myśl. Czy balanga Uchihy będzie wystarczająco dobra? Czy Uzumaki się nie wygłupi? Czy wygra pojedynek, znaczy bitwę, nie…wojnę! Jedną z najważniejszych w swoim życiu. A co jeśli nie?
Brzydka, śmierdząca kupa pytań cisnęła mu się właśnie do głowy, a wciąż leżąca na jego kolanach kartka „Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin, kochanie", niczego nie ułatwiała.
Ten głupi dupek nawet pismo miał idealne. Równe, eleganckie z ostro zakończonymi literami, takie...no...Naprawdę fajne! Stylowe.
Naruto zacisnął usta, mrużąc jednocześnie oczy. Wszystko to zachodziło w procesie fotosyntezy - mózg Naruto wchłaniał radosny, ironiczny nastrój pewnego osobnika, a raczej drapieżnika siedzącego z tyłu, by następnie przetworzyć go w czysty, skondensowany gniew.
Dosłownie wyszarpał ze swojego plecaka długopis i starając się pisać najwyraźniej, jak potrafił, nabazgrał zaraz pod idealnym zdaniem tego zimnego dupka podziękowania. Miał tylko nadzieję, że Sasuke jako tako zna się na hieroglifach.
Zgniatając idealnie białą, równie złożoną kartkę w kulkę, rzucił ją za siebie.


„Słoneczko, mam nadzieję, że będziesz moim prywatnym prezentem urodzinowym".
Sasuke parsknął cicho, jednak mimowolnie szeroki - nawet trochę zbyt szeroki - uśmieszek wpełznął na jego usta.
Ten kretyn czasami naprawdę miał poczucie humoru. Pominąwszy naturalnie fakt, że rzeczywiście na pogniecionej kartce pisze to, co Uchiha odczytał. Takich kulfonów już dawno, oj naprawdę dawno nie widział. Przy ideogramach Uzumakiego, pismo Kiby nabierało niemal estetycznego wyglądu.
- Co jest? - Inuzuka we własnej osobie nachylił się właśnie nad fotelem Uchihy, chcąc z pewnością zapoznać się z tym, co tak naszą sportową gwiazdę rozbawiło.
- Nic nie ma - odwarknął sam zainteresowany, zgniatając papierek i zaciskając go w pięści.
- No, nie bądź taki! Pokaż! - Szepnął Kiba i z cichym śmiechem złapał za dłoń bruneta, chcąc zobaczyć, co też Sasuke w niej chowa. Uchiha po chwili szamotaniny, już naprawdę wkurzony, zaserwował Inuzuce kuksańca w żebra. Cios był na tyle silny, że Kiba zwinął się w pół, jęcząc przy tym głośno. I naturalnie cała sala, na czele z diaboliczną Tsunade, zwróciła na nich swoją uwagę.
- Co tam się znów dzieje?! - krzyknęła dyrektorka, która wprost nienawidziła sytuacji, gdzie ktoś ośmielał się przerywać jej wykład
Takie zachowania nie były dopuszczalne na jej lekcjach, a śmiałkowie mogli liczyć jedynie na długą i powolną śmierć.
Sasuke spojrzał nerwowo na Inuzuke, po czym po raz kolejny szturchnął go z łokcia. Tym razem z ust Kiby wydostało się nieco cichsze jęknięcie.
- Wzdęcia, pani dyrektor, - odpowiedział gładko Uchiha z grobowym wyrazem twarzy. Doprawdy, był niesamowitym aktorem. - Inuzuka ma wzdęcia. - Wyjaśnił, po raz kolejny szturchając swojego przyjaciela. Tym razem wyjątkowo mocno, by wszyscy usłyszeli, jak nieprzyjemny może być problem Inuzuki
Dyrektorka spojrzała na nich dziwnie, przez chwilę chyba naprawdę nie wiedząc, co ma robić.
- Inuzuka, idź lepiej do toalety… Albo do pielęgniarki. - mruknęła, drapiąc się po swoim drugim podbródku w geście głębokiego zastanowienia
Sala śmiała się cicho, a Kiba posyłając Sasuke mrożące krew w żyłach spojrzenie, wstał i kiedy zaczął przepychać się przez swój rząd do wyjścia, ktoś rzucił:
- Tylko nie wybuchnij po drodze. Z dwojga złego lepiej w tą stroną.
Kultowy tekst ze „Shreka" wywołał kolejną, tym razem głośniejszą salwę śmiechu, a Inuzuka posłał tym razem autorowi zabawnej uwagi pełne nienawiści spojrzenie.
- No chyba, że chcesz zaserwować swoim kolegą ciepłe, aromatyczne wiatry, to się nie hamuj.
Koledzy, obok których akurat przechodził biedny szatyn, wstrzymali ze zgrozą powietrze, robiąc wielkie, przerażone oczy. Reszta towarzystwa siedzącego wystarczająco blisko, by móc usłyszeć tę uwagę, roześmiała się i śmiała się dopóki nie została uciszona przez Tsunade.
- Masz wyjątkowy dar robienia sobie wrogów - mruknął Sasuke do autora dowcipu, który z uśmiechem niebezpiecznej satysfakcji przeniósł swoje spojrzenie na bruneta. Przekrzywił lekko głowę, tak, że jasne kosmyki opadły mu trochę na oczy.
- A ty mnie nienawidzisz? - zapytał autor dowcipu swoim charakterystycznym lekko ochrypłym, trochę jeszcze dziecinnym głosem.
Tak zabawnie balansującym na granicy niewinności i perwersji.
Sasuke uśmiechnął sie jedynie lekko w odpowiedzi. Przez głowę przeszła mu dziwna myśl. Dziwna fantazja - fantazja dająca duże pole do popisu, nieważne jakiego.
Ciekawe, jak ten zachrypnięty głos sprawdziłby się w łóżku?
Postanawiając zignorować wyczekujące spojrzenie Uzumakiego, wrócił do słuchania wykładu Tsunade. I dopiero pod koniec jej nudnego monologu, gdy od dzwonka dzieliło ich zaledwie kilka minut, Sasuke pochylił się nad Uzumakim, oddechem parząc mu skórę. Tę złotą, lśniącą skórę.
- Czy cię nienawidzę? Oczywiście, że tak, jak nikogo innego na świecie. - starał mówić się cicho, mrukliwie, trochę niebezpiecznie, trochę zaczepnie, ale też… Tak, było w jego głosie coś, co można było nazwać sympatią. Może nawet i ciepłem. Uchiha miał niezwykle hipnotyzujący, seksowny głos i miał pewność co do tego, że Naruto doskonale się już o tym przekonał. A może jeszcze nie? - I nawiasem mówiąc, to ty jesteś raczej moim słonkiem, wiesz?
Sasuke miał idealne wyczucie czasu. Właśnie w tym momencie zadzwonił dzwonek. Wśród wrzawy zbierających się do wyjścia uczniów, Uchiha mógł pozwolić sobie na szelmowski uśmiech. Naruto był najwyraźniej zbyt zaskoczony, by móc na niego odpowiedzieć.


Lekcje dłużyły się niemiłosiernie. Wskazówka zepsutego zegara praktycznie w ogóle się nie przesuwała, a monotonny głos nauczycieli jeszcze bardziej irytował i Naruto miał całkiem jasną i klarowną świadomość tego, że za chwilę go szlag trafi. Ten cholerny szlag stoi tuż, tuż za plecami blondyna i rechoce głośno.
Trzy godziny. Tyle dzieliło go od skończenia lekcji.
Potem trzeba iść do domu.
Impreza zaczyna się o osiemnastej i odbywa w luksusowym pensjonacie tego dupka.
Mimowolnie zerknął w bok, gdzie siedział Uchiha. Na twarzy tego drania odbijało się lekkie znudzenie, w kącikach ust błąkał się pobłażliwy uśmiech dla nauczyciela, który chyba nienawidził swojego zawodu tak samo, jak uczniowie nienawidzą szkoły.
Naruto mimowolnie również się uśmiechnął.
Tak naprawdę dopiero w tej chwili pomyślał o swoim planie zupełnie trzeźwo. Z pewnością dużą zasługę miał w tym nudnawy, nie da się ukryć faktu, nieco tępawy nauczyciel. Jego nużący głos przywracał dziwną świadomość, wykład z chemii dotyczący – ironia zawsze jest bezbłędna – reakcji zobojętnienia, dodawał dziwnego uświadomienia, wręcz moralizował.
Niebieskie oczy ponownie zwróciły się w kierunku czarnowłosego. Jaką niespodziankę szykuje ten drań?
Hmm… albo raczej kluczowym pytaniem jest, jak na niespodziankę Naruto zareaguje elitarna jednostka snobów tego zimowego miasteczka.
Jedno jest pewne.
Z pewnością rozgrzeje sztywne towarzystwo.
Och, Uchiha, ty dupku, nawet nie wiesz, jak Ci skoczy ciśnienie. Jestem pewny, że już nigdy nie będzie ci tak gorąco, jak dzisiejszego wieczoru.
Urwał skraj kartki ze swojego nowego, świeżego zeszytu i nabazgrał na niej jedno zdanie. Zwinnie rzucił miniaturowy liścik na ławkę Uchihy, ale brunet nie zwrócił na niego specjalnej uwagi, teraz akurat wpatrując się w widok za oknem jakimś takim marzycielskim wręcz wzrokiem.
Ach, te ośnieżone szczyty gór na innych mogły robić wrażenie, ale Naruto jakoś nie ruszały. Może dlatego, że dla niego pojęcie szczytowania miało z pewnością inny wydźwięk, niż dla takiej sportowej gwiazdki śnieżnego szaleństwa.
Westchnął cicho, decydując się na radykalny krok. Przygryzł jeszcze wargę, zanim nie rzucił. Trafił.
Prosto w nos Sasuke.
Swoją gumką do mazania, oczywiście.
Podczas zimy nie występują burze, jednak Uzumaki miał surrealistyczne wrażenie, że oczy Uchihy mogą rzucać piorunami kiedy im się tylko podoba.
Czarne chmury na dziewiątej. Nie, wróć. To raczej czupryna Sasuke, którą przeczesał swoimi długimi, z pewnością nieziemsko zwinnymi, palcami. I wyglądał prawie jak jakiś model z okładki ''Gay Times'', albo innego magazynku dla panów, na którym i tak prędzej czy później pewnie się pojawi.
- Romeo, liścik ci napisałem. – szepnął do niego cicho, uśmiechając się przy tym złośliwie
Każdy z pewnością lubi cuda. A burza na własne życzenie jest czymś, na co można patrzeć godzinami.
Ach! To spojrzenie, jakże elektryzuje…
No, dalej. Przeczytaj.
I Sasuke, jakby odgadł jego myśli, w przypływie łaski zapoznał się z treścią miłosnego liściku Naruto.
Mmm… czy Uzumakiemu się wydawało, czy ten dupek uśmiechnął się jakoś tak inaczej?

Hieroglify blondyna układały się w jedno proste zdanie :
„ Gra jest ciekawa tylko wtedy, gdy jesteś gotów postawić w niej życie”.