AgiiChan, czemu twoje słowa miałyby mnie obrazić, nie rozumiem, nie powiedziałaś nic obraźliwego :P
Cloud, haha ty zawsze masz ochotę na harda :D ale powoli powoli, a do wszystkiego dojdziemy ;)
Daimon hah, kiedy inni mają nawał roboty ja mam urlop :) jak to mówią: głupi ma zawsze szczęście :) Haha, a w jakim kierunku poszła twoja wyobraźnia jeśli chodzi o ten basen cooo? ;> przyznaj się no tu! Tak, Kushina jak najbardziej jest uległą kurą domową, jednak chciałabym zachować jej pierwotny charakter, do którego krok po kroku będę dożyć.
Hibari, nie ma co ukrywać, mam cholerną słabość do wszystkich zawiłości i tajemnic, to mój mały fetysz :) Oczywiście, wszystkie tajemnice co do joty, się oczywiście wyjaśnią. I, o kurde, myślałam, starałam się kreować Sasuke na jak najmniej socjopatyczną osobę xD Ale pewnych rzeczy nie da się wykreślić, nawet różnicy między nim, a społeczeństwem :) Co do Sasuke i tego, czy się dowie kto pobił Naruto, to poczekamy, zobaczymy, jak to mówią ;)
Klaudia, nie w każdym rozdziale musi być akcja. Czasami potrzebne są takie spokojniejsze odcinki, żeby przygotować na wspomnianą "akcję". A Sasuś nie jest wspaniały? xD
shadowstar, a czego to byś się chciała jeszcze dowiedzieć? Jak już krytykujesz, to krytykuj, kochanie, konstruktywnie :) Bardzo chętnie poznałabym twoje zdanie i wskazówki, dzięki którym mogłabym zmienić to, co ci się nie podoba.
Sanu, haha! :D No, nie nie lubię Sakury, jestem stereotypową fanką sasunaru xD tak, starałam się właśnie przedstawić tak Sakurę, jako amerykańską dziewczynę, z takim właśnie filmów. Królową szkoły, która ma wszystko, a nie może zdobyć najprzystojniejszego chłopaka. W ogóle chciałam, żeby Bom Bom! było budowane na schemacie amerykańskich komedii. Bardzo się cieszę, że mały striptiz Naruto ci się podobał :)
Dwie sprawy:
1. Obiecałam kilku osobom, że wznowie pisanie Refuge, jednak ostatecznie postanowiłam, że reaktywacja Refuge nastąpi po skończeniu Bom Boma. Jak na razie nie mam siły na to opowiadanie. Jeden rozdział jest już napisany i chciałabym się was zapytać, czy chcecie, żebym go teraz opublikowała, czy zaczekacie do końca Bom Bom. Decyzja należy do was.
2. Zastanawiam się nad wprowadzeniem trójkąta miłosnego do akcji Bom Bom. To czy on będzie, czy nie, nie zakłóci w żadnym stopniu fabuły. I tutaj drugie pytanie, czy chcielibyście zobaczyć owy trójkąt miłosny (sasuke+naruto+/-ktoś trzeci, żeby nie było wątpliwości, nie chodzi o trójkąt erotyczny)?
3. Miała być jeszcze trzecia sprawa, ale zapomniałam co to było. Najwyżej dopisze w następnym rozdziale.
Rozdział betowany przez Sanu :)
Od pewnego czasu do Sasuke pisała jakaś dziewczyna. Oczywiście nie, żeby to naszą snowboardową gwiazdę jakoś dziwiło. W końcu, co chwila jakaś kobieta chciała z nim porozmawiać.
W pięknej nieznajomej, która dyskretnie atakowała osobę Sasuke od tygodnia, było jednak coś dziwnego – cholerna pewność siebie, znajomy cynizm i specyficzny magnetyzm.
Uchiha nigdy nie zawierał internetowych znajomości i w przypadku swojej nowej wielbicielki miał zrobić to samo, jednak jakiś impuls, najprawdopodobniej intuicja podpowiadała mu, żeby jednak kontynuował rozmowę. I takim właśnie sposobem poznał Ino.
Dziewczyna pochodziła z Miami, miała wygląd statystycznej amerykańskiej nastolatki: piękne, długie blond włosy, błękitne oczy i lekka opalenizna. Jako ekstra dodatek dysponowała pokaźnych rozmiarów biustem oraz smukłą, kobiecą sylwetką. Nie była słodka jak jego aktualna dziewczyna, ale do gorących kotek również się nie zaliczała. Sasuke lubił jednak blondynki i nie miał nic przeciwko zdjęciom, które dziewczyna mu przesłała. Bardzo dobrze mu się również z nią pisało, dlatego od tygodnia pogłębiał znajomość z tą tajemniczą, intrygującą dziewczyną. Wiedział, że skrywa ona jakiś sekret, w końcu nie bez przyczyny do niego napisała. I stopniowa Sasuke zaczął jej nawet ufać.
Naruto uśmiechnął się lekko do Hinaty, która piła właśnie soczek w kartoniku. Momentalnie się nim zakrztusiła i o mało nie połknęła plastikowej słomki. Naruto poklepał ją po plecach, ratując tym samym życie dziewczyny.
Jedli lancz w towarzystwie ciekawskich spojrzeń całej szkoły. Wciąż nie opadło zdziwienie, jakie niosły ze sobą pseudo związki i wszystkim trudno było zaakceptować nowości, dlatego z niedowierzaniem i podejrzliwością obserwowali dwie pary przyszłych kochanków.
Naruto postanowił grać w grę, w jaką od tygodnia zabawiali się ze snowboardową gwiazdą. Szybko zlokalizował Uchihę, który, jakżeby inaczej, obserwował bacznie blondyna, uśmiechając się do niego obezwładniająco. Chłopak nawiązał z nim kontakt wzrokowy i nie czekając na nic, pocałował Hinatę w policzek. Może nie był twardzielem, ale na nic więcej się nie zdobył, żadnej pornografii!
Czarne oczy błysnęły niebezpiecznie, po czym Sasuke pocałował Sakurę w usta. Snowboardowy król również nie był twardzielem. Uchiha oderwał się od swojej dziewczyny tak szybko, że można by mieć wątpliwości, że Haruno naprawdę mu się podoba.
Oprócz zabawy w obłapianie swoich dziewczyn, Uzumaki miał jeszcze inne zajęcie, które niezwykle wpływało na poziom szczęścia u chłopaka.
Naruto był mistrzem, był niekwestionowanym mistrzem, a jego plan awaryjny okazał się jeszcze lepszy niż zabawy z Uchihą. Naruto był szczęśliwy, a to tylko i włącznie zasługa Sasuke.
Sasuke myślał. Myślał na biologi, francuskim, matematyce i historii USA, myślał nawet na zajęciach z wychowania fizycznego. Pan Uchiha miał bowiem problem i musiał się go jak najszybciej pozbyć. Problem Sasuke nazywał się Sakura Haruno, która stała się jego cieniem. Dziewczyna była z nim wszędzie i nie dawała mu żyć, uprzykrzała mu życie na wszystkie możliwe sposoby, a najlepsze było to, że robiła to zupełnie nieświadomie. Sasuke był na treningu, ona mu kibicowała, Sasuke gadał z kumplami, ona mu towarzyszyła, Sasuke wracał do domu, ona lgnęła za nim jak ćma za światłem. Dlatego właśnie nasza snowboardowa gwiazda musi coś zrobić, bo inaczej, brzydko mówiąc, ocipieje i tyle pozostanie z takiego dumnego, przystojnego samca alfa.
Był tylko jeden sposób, by się pozbyć problemu. I nie, moi drodzy, rządni krwi czytelnicy, morderstwo Sakury nie wchodziło w grę. Szczerze powiedziawszy, to zerwanie z dziewczyną również. Uchiha, gdyby pierwszy odpuścił, przegrałby z Uzumakim, a do tego nie można było dopuścić, prawda? Był więc tylko jeden sposób na zminimalizowanie problemu Sasuke: trzeba było znaleźć Haruno jakieś zajęcie. Najlepiej wymagające wyrzeczeń, zabierające czas i energię. Och, najbardziej jak to możliwe wyczerpujące.
Sasuke myślał i myślał, analizował zainteresowania Sakury i możliwości zimowego miasteczka, aż w końcu doszedł do jednego wniosku – najwyższa pora odkurzyć starą pasję jego dziewczyny, łyżwiarstwo figurowe. Trenowała je dopóty, dopóki nie przerzuciła się na pasję swojego księcia z bajki. A że nie była wystarczająco dobra w snowboardingu, w przeciwieństwie do dawnej dyscypliny sportu, którą uprawiała, najwyższa chyba pora, aby księżniczka wróciła na lodowisko. Z pewnością kilka słów Sasuke wystarczy, by dziewczyna znów się zaangażowała, a jeśli słowa nie wystarczą… Pan Uchiha nie jest damskim bokserem, jednak człowiek zdesperowany jest zdolny do wszystkiego. To był jednak najczarniejszy scenariusz, jaki mógł zaistnieć.
Sasuke uśmiechnął się więc do siebie szeroko. Już niedługo jego problem zniknie prawie całkowicie.
A jak przedstawia się sytuacja w domu Naruto? Cóż, jak to mówią – punkt siedzenia zależy od punktu patrzenia.
W jego wspaniałej, patologicznej rodzinie zaszło kilka diametralnych zmian.
Po pierwsze, ojczym miał wybitego zęba. Zgadnijcie, kto mu go wybił? Tak, moi drodzy, Naruto, kiedy go uderzył tydzień temu. Brawa dla naszego dzielnego bohatera. A pan Uzumaki, gdy tylko się o tym dowiedział, chciał nawet oprawić zęba swojego ojczyma w ramkę, potraktować jak prawdziwe trofeum wojenne, ale jak to w takich przypadkach bywa, ząb został wyrzucony. Naruto aż tak bardzo nie chciał go mieć, żeby przeszukać śmietnik z tygodniowymi odpadkami ich rodziny.
Druga zmiana, jaką można było zaobserwować, zaszła w Kushinie. Matka Naruto z dnia na dzień stawała się coraz pewniejsza siebie. To była dość miła zmiana, bo jej syn zaczął czuć się przy niej coraz pewniej, zaczął jej nawet ufać. Może Iruka miał rację? Naruto powinien zbudować relacje z matką, powinien u niej zamieszkać i stworzyć coś, czego nigdy nie miał? Stworzyć rodzinę? W sumie, to nie był taki zły pomysł, bo jeśli głębiej się nad tym zastanowić, gdyby Naruto nie przyjechał do śnieżnego miasteczka, nigdy nie poznałby Sasuke. A to, bez dwóch zdań, byłaby kolosalna strata.
No cóż, Naruto musiał to przyznać, chociaż się tego wstydził. Burknął więc cichutko, aby nikt nie słyszał:
- Coraz bardziej mi się tutaj podoba.
Spojrzał na swoje odbicie w lustrze, które kiwnęło mu głową na te słowa. Trzeba dodać, że jego odbicie było równie zakłopotane i zawstydzone tym wyznaniem, co on.
Ostatnia zmiana, jaka zaszła w ich domu, nie była miła. Jego wstrętna przyrodnia siostra miała chodzić razem z nim na imprezy. Miał ją brać wszędzie tam, gdzie był Uchiha. Och, a mało tego! Naruto na imprezach miał pilnować kochanej córeczki jego ojczyma. Miała stać się oczkiem w głowie Uzumakiego. Krótko mówiąc - do kitu. Ale nie, był jeden malutki plus tej sytuacji. Jeśli ktoś miałby zabrać się za jego siostrę, Naruto z pewnością musiałby mu dopłacić, żeby cokolwiek z nią zrobił. A Uzumaki, choćby znalazł jakiegoś jelenia, nie miałby mu czym wynagrodzić tego ciężkiego doświadczenia.
- Wyglądasz oszałamiająco – zapewniło go jego odbicie i chłopak był w stanie mu uwierzyć.
Pan Uzumaki nie miał żadnych środków na koncie, jego portfel cierpiał na anoreksję, lecz był ktoś, kto mógł go uzupełnić.
Naruto wybierał się właśnie do matki Sasuke, która tydzień temu zaproponowała mu pomocną dłoń i najwyższa pora, by Uzumaki ją w końcu przyjął.
Jego siostra poszła z nim do pensjonatu, w nadziei, że spotka snowboardową gwiazdę.
Zaskoczona Mikoto patrzyła na syna swojej przyjaciółki, który prosił ją o pracę. To było naprawdę dziwne, nie sądziła, że ktoś taki jak Naruto się przełamie i przyjmie od kogoś pomoc. Jego ojciec był inny, matka również, ale ten chłopak… Wciąż nie miała do niego pewności.
Uśmiechnęła się do niego – przyjaźnie, ale i dumnie, z wystudiowaną, uprzejmą wyższością. Mikoto Uchiha była wyjątkowo władczą kobietą, która pomimo całej swojej żądzy dyrygowania ludźmi, wciąż pozostawała przyjazną, ciepłą osobą, doprawdy prawdziwą damą.
- Chodź do kuchni, pokaże ci, co będziesz robił.
Naruto kiwnął głową nieco zawstydzony, jednak to nie zaskoczyło Mikoto. Tydzień temu, gdy jej syn urządzał przyjęcie, i kiedy jego koledzy podtopili Naruto, chłopak wychodząc z pensjonatu był zimnym, rozgniewanym człowiekiem. Nie ma się oczywiście, co dziwić. W końcu nie co dzień ktoś stara się nas utopić, nie ponosząc za to żadnych konsekwencji. Mikoto jednak w tamtej właśnie chwili zauważyła w osobie Naruto bardziej niż zwykle pewnego znienawidzonego człowieka, którego nie znosiła całym sercem. Naruto przypominał jej w tamtej chwili jak nigdy wcześniej Minato Namikaze.
Dlaczego postanowiła dać temu chłopakowi szansę? Ponieważ Naruto to nie tylko syn Minato, to również syn Kushiny, a Mikoto zrobiłaby wszystko, żeby mieć cząstkę swojej przyjaciółki jak najbliżej siebie.
- Będziesz kelnerem, ale czasami też będziesz robił desery. Zawsze się znajdzie jakaś praca – wyjaśniła z ciepłym uśmiechem na ustach.
Naruto po raz kolejny skinął głową, rozglądając się z zainteresowaniem po wielkiej, profesjonalnej kuchni. Z nieskrywaną ciekawością patrzył na kolosalne piece, głębokie zlewy i kilkukomorowe lodówki, wszystkie trzy razy masywniejsze i większe niż w normalnej kuchni.
- Nie jesteś jeszcze pełnoletni, więc nie mogę cię zatrudnić na pełny etat. Będzie przychodził do nas po szkole i pracował cztery godziny, w weekendy zobaczymy.
Mikoto po raz kolejny uśmiechnęła się do blondyna, a Naruto po raz kolejny skinął głową. Po chwili między nimi zapanowała nieprzyjemna cisza. Uzumaki zniecierpliwiony spojrzał na drzwi od kuchni, przez które z pewnością chciał już wyjść, a matka Sasuke patrzyła na niego przenikliwie. Zastanawiało ją, czy chłopak wie cokolwiek o Minato. Uśmiechnęła się delikatnie, z sugestią groźby.
- Jesteś niezwykle podobny do swojego ojca, Naruto – zaczęła, jednak na jej słowa syn Kushiny jedynie wzruszył ramionami. – Domyślam się, że nigdy go nie poznałeś, prawda? – Ciągnęła, umiejętnie dążąc do sedna sprawy, stopniowo dawkując swoje słowa. Kiedy Naruto nie odpowiedział, postanowiła zaatakować po raz kolejny. – Wiesz, że gdyby nie on, miałbyś prawdziwą rodzinę? Nigdy nie spotkałby cię taki los…
Naruto popatrzył na nią groźnie, marszcząc swoje jasne brwi.
- Wiesz, gdzie teraz jest twój ojciec? – zapytała, a jej oczy zabłyszczały tak, jak jeszcze nigdy u nikogo.
- Gdzie?
- W więzieniu, Naruto, w więzieniu.
Sasuke wrócił w końcu do pensjonatu, w którym czekała na niego niespodzianka. A w zasadzie czekały na niego dwie niezwykle irytujące niespodzianki, jedna lepsza od drugiej.
Kiedy młody Uchiha przekroczył próg swojego domu, poczuł na sobie parę zielonych, wygłodniałych oczu, które zawsze go śledziły. Całe szczęście, nie były to oczy jego dziewczyny . Były to oczy siostry przyrodniej Naruto. Uchiha zdziwił się jej obecnością, ponieważ rudowłosa dziewczyna nigdy nie zapuszczała się aż tak daleko. Bądź co bądź, są pewne granice, których nie wolno przekraczać i nawet największa gwiazda ma prawo do kilku gramów prywatności.
Sasuke szybko jednak dowiedział się, dlaczego siostra Uzumakiego niepokoi go w jego własnym domu. Biedny król snowboardu przeżył niemały szok, gdy kalifornijski surfer, jego uroczy przyjaciel, postanowił go obsłużyć. Ubrany w gustowny i jakże stylowy uniform, z białą ścierką przewieszoną przez ramię i wyposażony w oszałamiający uśmiech, który z pewnością odbierał brunetowi apetyt.
- Co podać? – zapytał Naruto uprzejmym głosem, mrugając do Uchihy zalotnie. Sasuke zrobił zniesmaczoną minę.
- Co to, kurwa, ma być? – Niegrzecznie było odpowiadać pytaniem na pytanie, ale w tym wypadku Sasuke nie czuł się winny.
- Uczę się podawać posiłki. Od środy będę tutaj kelnerem – wyjaśnił, niezrażony nieuprzejmością swojego klienta. Uśmiechnął się jak słoneczko, a Uchiha w tym momencie przypominał istną chmurę gradową. Co się zresztą dziwić? Sasuke z pewnością nie był przygotowany na takie niusy.
- Kto dał ci robotę? – Zapytał podejrzliwie, wciąż nie mogąc uwierzyć w swojego pecha. Nie było jednak mowy o pomyłce, ktoś musiał w końcu ubrać Naruto we wdzianko zawodowego kelnera i nauczyć go obsługiwać gości. A patrząc na klasyczny frak, w który blondyn był przyodziany, można powiedzieć, że właśnie spełniał się jeden z koszmarów Sasuke z Uzumakim w roli głównej. Jak na razie tylko taki rodzaj snów nasza snowboardowa gwiazda miewała o jasnowłosym młodzieńcu.
- Twoja matka, nie pamiętasz? Tydzień temu zaproponowała mi pracę.
Sasuke pamiętał, oczywiście, że pamiętał, ale nie przypuszczał, że jego matka mówi poważnie, sądził, że chce tylko udobruchać Naruto, żeby chłopak nie zadzwonił na policję. No i przede wszystkim, nie przypuszczał, że Uzumaki jednak ukorzy się i przyjmie pomocną dłoń. To było naprawdę dziwne. I… cóż, dlaczego tego nie wykorzystać?
- Co, Naruto? Nie masz pieniędzy, że musisz sobie po godzinach dorabiać? – Sasuke uśmiechnął się do niego nonszalancko, specjalnie mówiąc takim niskim, zmysłowym głosem. Blondyn drgnął niepewnie, a w jego oczach pojawił się ładny błysk, wróżący coś naprawdę ciekawego.
- A żebyś wiedział! W Los Angeles zarabiałem na zawodach surfingowych – mruknął, uśmiechając się z satysfakcją, kiedy tylko Uchiha zamrugał zaskoczony. Brunet szybko jednak odzyskał rezon.
- I z pewnością jeszcze na innych rzeczach – mrugnął do niego prowokacyjnie, wiedząc, że Naruto zrozumie aluzje. Dla pewności spojrzał na swoją szklankę, skłaniając Uzumakiego, żeby podążył za jego wzrokiem. Ręka Sasuke poruszała się powoli po wysokim szkle, przywodzą na myśl bardzo niegrzeczną czynność. Naruto widząc to, prychnął poirytowany i odszedł. Zaraz potem Sasuke dostał talerz ze swoim obiadem. Z ust kelnera wydobyło się ciche i jakże nieuprzejme „smacznego”. Uchiha chyba po raz pierwszy od dawna bał się zaryzykować.
- Skąd mam mieć pewność, że czegoś nie dodałeś do jedzenia? – zapytał podejrzliwie, dyskretnie odsuwając od siebie talerz.
- W rodzaju tabletki gwałtu? Wybacz kochanie, jednak jeśli chciałbym cię zgwałcić, nie potrzebowałbym żadnej tabletki. Oddałbyś się bez żadnych dragów, szczególnie mnie – szepnął Naruto, uśmiechając się do niego zwycięsko. Och, ten mały diabeł, kiedy chciał, również umiał mówić takim niskim, seksownym głosem, że aż…
Sasuke przysunął do siebie talerz, zabierając się powoli za jedzenie. Postanowił zignorować głupie odzywki tego kretyna. W końcu ktoś musi tutaj być mądrzejszy, prawda?
Uzumaki jak na złość nie dawał Sasuke spokoju. Już po chwili zjawił się koło niego z podstępnym uśmieszkiem na swoich ustach.
- A teraz, żeby umilić ci obiad… - Zamachnął się, przywołując swoją przyrodnią siostrę. Dziewczyna podeszła do nich z wielkim, ognistym rumieńcem na swoje lekko pucołowatej twarzy
- Cześć, Sasuke – sapnęła, a z jej czoła prosto na stół spadła wielka kropla potu. Sasuke jedynie dzięki wrodzonemu refleksowi w porę udało się odsunąć talerz. Spiorunował swojego osobistego kelnera wzrokiem, lecz Uzumaki nic sobie z tego nie robił. Uśmiechnął się jedynie jeszcze radośniej.
- To moja pomocnica – mrugnął do niej porozumiewawczo. – Będzie ci podcierała brodę, kiedy uleci ci jedzenie – zapewnił go i chyba chciał jeszcze coś dodać, jednak jego siostra przerwała mu stanowczo.
- Ty kretynie! – krzyknęła, a w jej zielonych oczach pojawiły się łzy. Kiedy tylko jej spojrzenie skrzyżowało się ze wzrokiem Uchihy, odwróciła się na pięcie, szybko wybiegając z pensjonatu. Naruto warknął pod nosem.
- Wielkie dzięki – syknął poirytowanym głosem. – Teraz ojciec mnie zabija, jak tylko się dowie, jak ją przed tobą upokorzyłem! – Wyjaśnił i jakby nigdy nic, odsunął sobie krzesło i usiadł koło Uchihy. Sasuke spojrzał na niego oburzony. – Mógłbyś chociaż udawać, że ci się podoba czy coś! – Podsunął mu ten pomysł, na który Sasuke jedynie prychnął.
- Czyli co? To twój ojczym cię wtedy pobił? – zapytał po chwili, uważnie obserwując twarz Uzumakiego. Chłopak drgnął niepewnie, jednak zaraz potem szalenie niebieskie oczy błysnęły groźnie.
- Po pierwsze, to nie twoja sprawa! – syknął ostro, pochylając się jednocześnie nad stolikiem. – A po drugie, już ci powiedziałem, kto to zrobił!
- Kiba?
- Tak, Kiba!
Sasuke uśmiechnął się lekko. Jeszcze nigdy nie widział takiego blondyna. Zimnego, wściekłego, niemal diabolicznego. Oblizał usta, bez dwóch zdań taki Naruto jak najbardziej mu się podobał.
- Niech ci będzie, to twoja sprawa – wyszeptał po długiej chwili, z fascynacją obserwując zmianę na twarzy blondyna. Naruto był niezwykle ciekawym punktem obserwacji.
- I tak wiem, że dalej będziesz się mną interesował!
- Tobą? – Sasuke otworzył szeroko oczy, będąc w głębokim szoku. – Bądź co bądź, jesteś ciekawą wadą genetyczną, ale nie przesadzajmy. Nigdy nie interesowałem się tobą bardziej niż to konieczne.
- Pf! – Blondyn prychnął z pogardą, jednak po chwili uśmiechnął się złośliwie. – Zawsze miałeś słabość do blondynów. Zwłaszcza takich niewinnych jak ja.
- Jasne, kręcą mnie mikroskopijne genitalia – zripostował lakonicznie i puścił do Naruto oko. Uzumaki zmarszczył groźnie brwi, jeszcze bardziej pochylając się nad stołem. Sasuke uśmiechnął się obezwładniająco. – No, co mi chcesz powiedzieć?
- Że pewnie wolisz cycate blondynki, co? Z ciętym językiem i cholernym poczuciem humoru. Taka żeńska wersja mnie – oczy Naruto były rozgniewane, jednak głowa z pewnością w tym momencie nie myślała. Uzumaki przerzucił ją w stan kwarantanny. Sasuke był zbyt inteligentny, żeby nie dostrzec tej aluzji.
Zrozumiał.
Cycata blondyna, która nosiła imię Ino to, tak naprawdę, nikt inny jak Naruto. Sasuke wiedział, że skądś już zna te żałosne teksty, którymi dziewczyna go zasypywała.
I tym razem nic nie odpowiedział, udając, że słowa Naruto cholernie go dotknęły. Burknął jedynie coś urażony, w duchu jednak uśmiechał się diabolicznie. Nie mógł zdradzić, że odkrył tajemnicę Uzumakiego. Skoro już dowiedział się, kim jest Ino, dlaczego nie zabawić się kosztem Naruto? W końcu blondyn chciał to samo zrobić z nim.
Oczy Naruto błysnęły zwycięsko, uśmiechnął się złowrogo i z takim właśnie uśmiechem odszedł, obiecując przynieść specjalny deser.
- Co to jest? - Sasuke zrobił podejrzliwą minę, gdy blondyn w końcu przyniósł mu deser. Naruto stanął za Uchihą, oparł dłonie na jego ramionach i przybliżył usta do jego ucha, pieszcząc je oddechem. Z czułością odgarnął czarne pasmo włosów. Na ten gest Sasuke spiął się w sobie.
- Kochanie – zaczął Uzumaki, z taką pewnością siebie, jakiej brunet jeszcze nigdy u chłopaka nie widział.
- No? – zapytało kochanie Naruto.
- Mam słabość do lodów! – oświadczył, śmiejąc się cicho. – I postanowiłem ci jednego zrobić!
- Z białą polewą? – Sasuke nie wydał się przekonany, z prawdziwą podejrzliwością przyglądał się zawartości kryształowego pucharku. W środku niezidentyfikowana biała substancja przyozdobiona była wiórkami czekolady. Sasuke miał jakoś bardzo jednoznaczne skojarzenia.
- No spróbuj! – zachęcił go Naruto. – Ta polewa jest wyjątkowo słodka, sam się zdziwisz – zapewnił go, po czym dodał: - Dam ci radę, jak facet facetowi, dzięki której zrozumiesz specyfikę tego płynu. Słuchaj uważnie: kiedy jesz ananasy, twoje banany wydają słodsze soki.
Mina Sasuke była śliczna, naprawdę uroczo. W lot pojął słowa swojego koleżeńskiego przyjaciela, wiedząc, że zapamięta je na całe życie.
- Prawdziwe owocowe szaleństwo – mruknął, odsuwając od siebie specjalny deser Naruto.
Była sobota. Wspaniały śnieżny dzień, w sam raz na zimowe szaleństwo, jednak Sasuke, snowboardowy król, tym razem nie szlifował swoich umiejętności na Half Pipe czy Big Air. Sasuke tym razem postawił na freeride i wraz ze swoimi kumplami wybrał się w poszukiwaniu dziewiczych szczytów.
Freeride to dyscyplina, która wyznaczyła kierunek snowboardingowi. Tak zwany ‘powrót do korzeni’, poszukiwanie tego, co w snowboardingu jest najważniejsze – wolności i swobody, bezpośredniego kontaktu z naturą.
Razem z kumplami Sasuke wędrował, więc po górskich szlakach, szukając nienaruszonego puchu, by zostawić na nim najlepszy ślad, zjazd idealny, na który było stać jedynie Uchihę.
Sasuke wrócił diabelnie zmęczony, dlatego postanowił umówić się ze swoimi kumplami na późniejszą godzinę. Mieli oglądać mecz towarzyski ich ulubionej drużyny, który był przedsmakiem zbliżającego się sezonu. Czego mecz - zapytacie? Odpowiedź jest prosta i oczywista. Mecz hokeja, który był z pewnością królem sportów zimowych.
Sasuke spokojnie wracał do domu, żeby się wykąpać i coś zjeść. Nie spieszył się, chociaż na pewno powinien. Zwłaszcza, gdyby wiedział, kogo jego kumple spotkali po drodze.
Naruto gapił się na swoje nowe towarzystwo, towarzystwo, niczym stado hien, uśmiechało się do niego złowrogo. Tylko w oczach jednej osoby nie gościła jawna nienawiść. Naruto uśmiechnął się przyjaźnie do Rocka Lee. W końcu to on przyczynił się do zwycięstwa nad tym snobistycznym dupkiem, Sasuke. Gdyby nie chłopak w obcisłym kombinezonie, Naruto nigdy nie znalazłby strony internetowej, na której Uchiha najczęściej siedzi, nie poznałby jego nicku i nie mógłby wprowadzić swojego diabolicznego planu w życie. Sasuke złapał przynętę i Naruto był już w zasadzie na wygranej pozycji. Jego eks, Ino, słodka i rozwiązła przysłużyła mu się nawet po tym, jak już nie są razem.
Jednym słowem wspaniale. A nie, zaraz. Aktualnie nie było wspaniale.
- Mam nadzieję, że nie chowasz do nas urazy za ten incydent z imprezy Uchihy, co? – zaczął Neji poważnym tonem i naprawdę brzmiał jak rasowy prawnik.
Chować, to można węża w spodniach, pomyślał Naruto, jednak nie wypowiedział tego głośno. Zamiast tego zapytał:
- Czemu mnie tu zaprosiliście?
Chłopcy kątem oka śledzili wywiad z jakimś hokeistą przed rozpoczęciem rozgrywki, jednak z pewnością dużo bardziej interesował ich Uzumaki.
- Sasuke zaraz przyjdzie – mruknął od niechcenia Lee, jakby dostrzegając w relacjach Uchihy i Naruto coś dziwnego, niemal zabronionego.
- Sasuke zajmuje się z pewnością Sakurą – odparł Naruto, czując się zaatakowany. Rock słysząc słowa blondyna, drgnął wyraźnie. Uzumaki uśmiechnął się nagle łobuzersko i niebezpiecznie. Wpadł na pomysł, a nad jego jasną łepetyną zapaliła się lampka. Oto kolejny genialny plan z cyklu: „ Jak dokopać Sasuke i zrobić dobry uczynek jednocześnie”. – Ej, Rock? – Zagaił, pozornie obojętnym, zblazowanym tonem. – Jeździsz na łyżwach, nie? – Naruto wiedział, że Lee specjalizuje się w łyżwiarstwie szybkim. Podobno był w tym dość dobry.
- Jeżdżę – odpowiedział mu uprzejmie, nieświadomy zagrożenia.
- A próbowałeś kiedyś łyżwiarstwa figurowego? Twoje wymiary są idealne do tej dyscypliny. – Uzumaki guzik się znał na łyżwiarstwie figurowym, jednak teraz udawał eksperta w tej dziedzinie. – Świetnie wyglądasz w tych obcisłych kostiumach i… o! Mógłbyś partnerować jakiejś łyżwiarce, na przykład Sakurze. – Lee spojrzał na niego z nadzieją, a Naruto zrobiło się naprawdę żal chłopaka. Dopiero teraz, widząc tą minę, zaczął żałować, że zachęcił go do spróbowania poderwania Sakury. Wiadomo było, że Lee nie ma u dziewczyny żadnych szans, nawet Naruto nie miał, więc tym bardziej możliwości, by Haruno zamieniła Uchihę na Rocka były… Naruto mimowolnie uśmiechnął się do swoich myśli. Sakura nie była na tyle głupia, by zamieniać Sasuke na kogokolwiek.
Lee nie umiał dobierać sobie przyjaciół. Neji i Kiba w lot podłapali aluzję Naruto i również zaczęli zachęcać przyjaciela do spróbowania swoich sił w tańcu na lodzie. A jak łatwo się domyślić, łatwowierny Rock we wszystko uwierzył. Naruto westchnął ciężko. Manipulacja ludźmi nie była przecież jego hobby i przerażał go fakt, że coraz bardziej zaczynał upodabniać się do Uchihy. Łudził się, a nawet więcej, miał szczerą nadzieję, że to jednak tylko chwilowe zamroczenie.
- Chcesz zagrać w Bom Bom? – zapytał nagle Kiba, a jego oczy błysnęły groźnie.
- Mafia, runda druga? – Naruto wydał się znudzony. Odchylił się na krześle i zaczął się huśtać, patrząc na wszystkich z pogardliwym uśmieszkiem. Uchiha już się przekonał, że ta dziecinna gierka nie jest wcale taka fajna, najwyższa pora żeby i reszta się o tym dowiedziała.
- W prawdziwe Bom Bom – mruknął Neji takim głosem, że Naruto naprawdę wydał się zaintrygowany.
- Prawdziwe?
- Prawdziwe Bom Bom obejmuje głównie zakłady. Jest jak hazard. Zakładamy się o pieniądze, a kto wygra grę, musi wykonać zadanie, żeby zgarnąć kasę.
Naruto momentalnie przestał huśtać się na krześle.
- Będziemy grać o kasę? – Uśmiechnął się podstępnie, a jego oczy zaświeciły się lekko. Kasa była czymś, czego mu naprawdę brakowało, a jeśli wygrałby ten zakład, wówczas może mógłby zrezygnować z pracy kelnera?
- Jako nowicjusz nie musisz wykładać pieniędzy – mruknął wspaniałomyślnie Neji, a Uzumaki nawet się nie zastanawiał. Kasa była mu potrzebna, więc czemu nie zaryzykować? W końcu co takiego może się stać? Drugi raz topić go raczej nie będą.
- Wchodzę w to! – zadecydował, a jego towarzystwo uśmiechnęło się złowróżbnie.
- Umiesz grać w pokera, Uzumaki?
- Byleby nie rozbieranego – Naruto machnął lekceważąco ręką.
Sasuke w końcu dotarł na miejsce. Był poważnie wkurzony i lepiej, żeby nikt mu teraz nie stanął na drodze. Mecz trwał w najlepsze, a on dopiero teraz przyjechał do małej kwatery ich ekipy. Głupi Itachi, czemu akurat teraz musiał go zatrzymać! Oczywiście, gdyby nie jego ojciec, mógłby spławić swojego głupiego brata, jednak oni wybrali sobie najlepszą porę na pogawędki o interesach i przedstawienie Sasuke jakiegoś głupiego, wpływowego salcesonu, który mógłby zostać sponsorem Uchihy.
Brunet kopnął w jakiś papierowy karton i szybko wbiegł po schodkach, prowadzących do ich małej kwatery. Kiedy tylko wszedł do środka, momentalnie napotkał gęby swoich kumpli śmiejących się do rozpuku, nie wiadomo z czego. Ich zespół przegrywał aż pięcioma punktami.
- Jestem – poinformował towarzyszy oziębłym tonem, na który momentalnie przestali się śmiać, zamierając w pół ruchu. Sasuke spojrzał na nich zaskoczony, co jak co, ale nie takiej reakcji się spodziewał. Wiedział, że budzi respekt, no ale bez przesady…
- Przyszedłeś? – Neji wydał się głęboko zdumiony tym faktem.
- To takie dziwne?
- Nie, ale… - Kiba zachichotał niespodziewanie, zakrywając usta dłonią, jak jakąś nastolatka. Jego oczy błyszczały nienaturalnie.
- Co braliście? – Uchiha westchnął zrezygnowany, jednak jego przyjaciele wzruszyli jedynie ramionami, zapewniając, że są czyści. Sasuke zmrużył poirytowany oczy, stanowczo nie był w nastroju do żartów, szczególnie bandy tych idiotów.
- No to, kurwa, o co chodzi? – Usiadł na fotelu, biorąc do rąk puszkę piwa.
- Graliśmy w Bom Bom – mruknął Rock złowrogim głosem.
Lee był spokojnym, kompromisowym człowiekiem, ale istniało kilka rzeczy, które wyprowadzały go z równowagi. Sasuke w zupełnie okrutny i niehumanitarny sposób odebrał krzaczastobrwistemu koledze miłość jego życia. Nie ma się więc co dziwić, że Rock żywi do niego urazę. Lee nie jest człowiekiem, który się mści, jednak Sasuke musi uważać.
- Baliście się porażki, że nie zaczekaliście na mnie? – Uchiha uśmiechnął się z ironią, patrząc na zebranych. I wtedy Rock zaatakował, zemścił się, chociaż nie był człowiekiem mściwym.
- Graliśmy z Uzumakiem – padła odpowiedź, która sprawiła, że Sasuke opluł się pitym właśnie piwem. Teraz naprawdę przydałaby mu się siostra przyrodnia tego kretyna, żeby wytarła mu brodę. A już najbardziej, przydałby mu się sam Uzumaki. Jakoś miał złe przeczucia.
- Wygrał zakład, prawda?
- Sto dolarów, mała nagroda w zamian za zemszczenie się na tym skurwysynu – wyjaśnił Kiba, którego duma aż unosiła nad ziemią. Z pewnością liczył na pochwałę od Uchihy.
- Zbierało mu się już od samego początku! – prychnął Neji, który mówił z takim samym chorym zadowoleniem. – Za to, że kiedyś wkopał nas w te cholerne roboty na rzecz szkoły, za moją kuzynkę, którą bezkarnie obmacuje i…
- I za to, że ogólnie istnieje – dokończył z radością Kiba, wznosząc toast. Sasuke zmarszczył brwi.
- Gdzie go wysłaliście tym razem? – Zapytał z prawie niedostrzegalnym niepokojem. Jego niepokój nie został wyłapany przez Kibę, Neji`ego ale zauważył go Lee. Chłopak zmrużył swoje idealnie okrągłe, wyłupiaste oczy, przez co wyglądał naprawdę przerażająco.
- Na czarny stok – poinformował go uprzejmie Rock.
- I niby wierzycie, że wykona zadania? – Sasuke odetchnął z wyraźną ulgą. Uzumaki jest sprytny, wystarczająco sprytny, żeby nie dać się nabrać.
- Wsadziliśmy go w kolejkę, nie ma już odwrotu.
- Ach, te znajomości! – Kiba mrugnął wesoło. – Się zna operatorów kolejki, którzy mają u mnie dług wdzięczności, się ma Uzumakiego na czarnym stoku!
- Daliśmy mu deskę Kiby – poinformował Rock.
- Co go nie zabije, to go tylko wzmocni – dodał Neji z podstępnym uśmieszkiem.
Sasuke słysząc to poderwał się momentalnie, z wyrazem zimnej furii wymalowanej na twarzy. Hyuuga i Inuzuka spojrzeli na niego zaskoczeni i tylko oczy Lee błysnęły zrozumieniem.
- Co wy, do kurwy nędzy, zrobiliście?! – syknął, przypierając Kibę do fotela. Chłopak krzyknął zaskoczony, ale i wystraszony. – Jeśli w coś przywali, dostaniecie dożywocie, a ja już o to osobiście zadbam – zagroził, szybko wychodząc z ich małej, przytulnej klitki.
Naruto rozglądał się zdezorientowany po pustym stoku. Wywlekł się z kolejki, która momentalnie się zatrzymała, kiedy dotarł na miejsce, odcinając mu bezpieczną drogę powrotu na dół. Patrzył w dół, na miasteczko i widząc odległość, jaką ma do pokonania, uznał, że chyba dał się wrobić.
- Cholera! – Mruknął w przestrzeń, nie wierząc w swoją głupotę. Zwykła stówa wystarczyła, żeby zamroczyć blondyna. A jeszcze Neji i Kiba… przecież to było oczywiste, że chcą dokonać zemsty, której tydzień temu nie udało im się zrealizować! To było takie oczywiste… - To wszystko wina tego cholernego Uchihy! - zapewnił siebie. Gdyby nie to, że głupi kumple tego snobistycznego kretyna nie zapewniali go, że za niedługo Sasuke przyjdzie, z pewnością Naruto nigdy by się nie zgodził na ten chory zakład. Pewnie Uchiha sam to wszystko zaplanował! I pomyśleć, że dzięki jego obecności Naruto czuł się bezpiecznie. Przecież to są jakieś kpiny!
Sasuke w końcu stanął na szczycie stoku. Siłą zmusił kumpla Inuzuki, do uruchomienia tej cholernej kolejki. Na wszelki wypadek zabrał ze sobą snowboard, gdyby ten kretyn jednak odważył się zjechać i Sasuke był zmuszony szukać go dalej, niż przewidywał.
Rozejrzał się wokoło. Powoli zaczynało robić się już naprawdę ciemno, a to zły znak. Z tej części gór rozciągał się piękny widok na śnieżne miasteczko, chociaż Sasuke doskonale wiedział, że wyżej jest jeszcze ładniej. Całe szczęście, że jednak nie zaszedł wyżej, pomyślał, patrząc na szczyt najbardziej stromej góry. To od niej zaczynał się czarny stok, jednak oczywistym było to, że Uzumaki i tak zabije się na najłagodniejszym odcinku szlaku, który dostał mu się w zakładzie. Bądź co bądź, nawet doświadczony snowboardzista musiał uważać u podnóża czarnego stoku.
Sasuke spojrzał na ciemne, złowrogie drzewa, które rzucały potężne cienie na biały śnieg. Ciemnoniebieskie niebo, na którym powoli można było dostrzec pojedyncze gwiazdy i cisza, wszechogarniająca wszystko cisza. A potem Sasuke dostrzegł ślady. Niezbyt wyraźne, jednak widać było, dokąd skierował się ten kretyn. Uśmiechnął się do siebie, teraz będzie mu dużo łatwiej znaleźć blondyna. Nie zwlekając, podążył wzdłuż śladów, w duchu przysięgając, że kiedy tylko znajdzie tego naiwnego idiotę, pozera, osobiście ukręci mu kark.
- Naruto! – Usłyszał nad sobą krzyk. Znał też głos aż nazbyt dobrze, dlatego na jego usta wpłynął błogi uśmiech. Ocalony.
Było mu zimno, było mu tak cholernie zimno, iż podejrzewał, że zaraz zamarznie. Leżał na przeszywająco chłodnym śniegu z rozłożonymi rękami i nogami, cały poobijany. Całe ciało bolało go tak bardzo, że nawet nie mógł się ruszyć. Spadł ze skarpy i ledwo przeżył. Jakimś cudem nie udało mu się nic złamać. Stok okazał się cholernie trudny, pełen wyboistości, kamieni, drzew i leśnych zwierzątek, które dodatkowo rozpraszały go swoją obecnością. Jakby tego było mało, alkohol szumiał mu w głowie. Kumple Uchihy napoili go przed wyprawą jakimś dopalaczem, no i teraz ma! Nawet nie było mu ciepło przez te cholerne procenty!
- Kurwa, Naruto! – Nad nim pojawiła się twarz Sasuke. Blondyn wyciągnął bezwiednie dłoń, dotykając zziębniętymi, zesztywniałymi palcami gorącego policzka Uchihy.
- Uratowałeś mnie! – wyszeptał z trudem, gardło bolało go tak bardzo, że Naruto myślał, że również zamieniło się w wielki, zimny sopel lodu. Wtulił się w Sasuke, który podniósł do w trudem z ziemi, odpinając snowboard z nóg blondyna. – Zimno! – Poskarżył się, chowając nos w zagłębieniu szyi Sasuke. Teraz znów czuł się bezpiecznie, nawet pomimo tego, że jeszcze kilka godzin temu złorzeczył na snowboardową gwiazdę.
- Jesteś matołem, kretynie – obraził go Uchiha, jednak Naruto był tak szczęśliwy, że tylko uśmiechnął się na przytyk bruneta. Objął go mocniej, a alkohol rozwiązał mu nieco język.
- Jesteś moim księciem z bajki, wiesz? – zapewnił go, jednak jego książę z bajki prychnął jedynie z irytacją.
- Jeszcze czymś cię opili, zajebiście – mruknął z wściekłością.
- Ale ty mnie uratowałeś – zażartował, chociaż tak naprawdę, to nie był żart, a cała prawda. Sasuke naprawdę go uratował.
- Jeszcze słowo, a zacznę tego żałować – ostrzegł go Uchiha zimnym, władczym głosem, który Naruto się naprawdę podobał.
Bardzo powoli i ostrożnie zaczęli schodzić w dół, uważając, żeby się nie poślizgnąć czy ujechać. Było już ciemno, jednak na korzyść dla nich, dzisiejszej nocy była pełnia, która oświetlała im drogę. Sasuke niósł snowboard Naruto, swój mając zaczepiony na plecaku.
- Och, draniu, nie mógłbyś mnie nie uratować. Pamiętasz, przecież jestem twoim słoneczkiem?
Sasuke zerknął kątem oka na blondyna, uśmiechając się lekko pod nosem, a Uzumaki wtulił się mocniej w swojego ukochanego wroga, myśląc, że ten naprawdę ładnie pachnie.
Schodzili więc, radośni i szczęśliwi, gdy Naruto niespodziewanie ujechał na śliskim śniegu, ciągnąc jednocześnie za sobą Uchihe. Brunet wypuścił snowboard Naruto z ręki, lecąc w dół z naszym uroczym kalifornijskim surferem.
Niestety, Uzumakiemu nie udało się utworzyć wielkiej śnieżnej kuli, turlając się w dół, jak to często bywa w kreskówkach. Zamiast tego zatrzymał się kilka metrów niżej, a na nim wylądował Uchiha, którego oczy naprawdę ładnie błyszczały z czystej, niepohamowanej wściekłości. Naruto momentalnie poczuł, jak robi mu się gorąco. Uśmiechnął się do Sasuke przepraszająco, jednocześnie czując, jak jego pewność siebie pokoziołkowała w dół, zostawiając go sam na sam z pewnym przystojnym, złośliwym i niebezpiecznie seksownym brunetem. Naruto spiął się w sobie, czując ciało Uchihy na sobie, jego niesamowity, wręcz uzależniający zapach, świeży i męski.
- Sasuke – mruknął całkowicie tracąc nad sobą panowanie. Chciał zrobić coś, czego by później na pewno żałował, coś naprawdę niegrzecznego, wręcz zabronionego. Usta bruneta tak kusiły… zwłaszcza, gdy Uchiha uśmiechał się w ten niesamowity sposób. Blondyn prowokacyjnie oblizał wargi, z satysfakcją zauważając, że Sasuke również nie pozostaje obojętny na widok Uzumakiego. W końcu, co się dziwić? Naruto był naprawdę przystojnym, seksownym i niezwykle pociągającym ciachem, które Sasuke mógł w każdej chwili schrupać…
Już, jeszcze chwila, a…
Snowboard Naruto uderzył w nich mocno, wywołując dwa barwne przekleństwa. Naruto zaczerwienił się mocno, kiedy Uchiha odwrócił głowę w bok, co oznaczało, że dzisiaj jednak nie będzie miziania. I dobrze! pomyślał Uzumaki z jakąś gorzką wściekłością. Odepchnął od siebie bruneta i nie odzywając się już do niego ani słowem, uważnie zaczął schodzić na dół. Przed nimi rozciągał się poważny kawałek do przejścia.
Półtora tygodnia później Sakura organizowała ekskluzywny halloween w swoim domu. Zaprosiła wszystkich, oprócz Naruto, jednak chłopak otrzymał specjalne zaproszenie od Uchihy, więc nie mógł odmówić, prawda?
wtorek, 14 grudnia 2010
sobota, 4 grudnia 2010
Bom Bom! 22
agii-chan, kochanie, nie chodzi o to, żeby czytelnicy mi komplementowali, to wcale nie jest ważne. Najważniejsze jest, żeby mówili swoje zdanie, to co im się podoba, a co im się nie podoba, jakie błędy robię, jak mogę je poprawić. W blogowaniu chodzi o to, żeby się rozwijać przez pokazanie światu swojej twórczości :) Jeśli chodzi o plan Naruto, nie znam się na tym za bardzo, ale benzyna jest łatwopalna, dlatego można ją podpalić ^^'' nie umiem ci tego inaczej wytłumaczyć. No ale nie widziałaś tego na filmach? Jak np. wybuchają stacje benzynowe? A to, co będzie się działo w domu Naruto przekonasz się już teraz.
Zapraszam na nowy blog, link macie tam na górze, fajnie by było, jakby dużo osób zagłosowało na nim. Dziękuję również tym, którzy już zagłosowali.
I to chyba tyle. W następnym rozdziale będzie nieco więcej akcji :) Teraz będę już pilnowała, żeby się nie rozwlekało.
Naruto obudziły krzyki dobiegające z piętra. Nie miał pojęcia, kto krzyczy, i tak naprawdę, niewiele go to obchodziło. Zależało mu tylko na jednym – żeby ta cholerna, patologiczna rodzina się w końcu zamknęła i dała mu spokój. Zwłaszcza, że należał mu się szczególny odpoczynek po wczorajszej gehennie. Bolało go wszystko, począwszy od głowy, przez wielką i barwną śliwę pod okiem – prezent od ojczyma, a skończywszy na kopniętej dumie Uzumakiego, która wczorajszego wieczoru poważnie ucierpiała.
- Niech to szlag – syknął, przecierając zaspane oczy. Krzyki z dołu były coraz głośniejsze, dlatego Naruto skapitulował i zwlekł się z łóżka z ciężkim sercem. Z okna uderzyła w niego biel zimowego miasteczka, otulonego miękkim, puszystym śniegiem. Podszedł do oszronionej szyby, mrużąc oczy. Był jedenasty października, a w tym cholernym miasteczku już spadł śnieg. Naruto nie wiedział, czy to normalne, nigdy nie interesował sie jakimiś górskimi kurortami, więc skąd miał niby wiedzieć, czy nie ma aktualnie jakichś anomalii pogodowych, skutkiem których, za kilka chwil będzie się można spodziewać jakiejś lawiny. A lawina będzie tak duża, że przykryje całe miasteczko! Albo przyjdą wielkie mrozy i będzie jak w epoce lodowcowej. Albo…
Naruto westchnął ciężko, głowa rozbolała go jeszcze bardziej od tych wszystkich apokaliptycznych myśli. Spojrzał na ubrania Uchihy, rzucone w kąt. Gdzieś tam, w gąszczu czarnych, pożyczonych gaci i za dużych, sportowych bluz, ukrywał się jego telefon komórkowy, który niestety nie przeżył wczorajszego zamachu na osobę Naruto. Ale blondyn jakoś mało przejął się tym faktem. Przecież, kto miałby dzwonić do Uzumakiego? Iruka, kiedy nie dodzwoni się na prywatny telefon chłopaka, zawsze może zadzwonić do jego matki. Hinata, z pewnością będzie leczyła gigantycznego kaca po wczorajszych szaleństwach, a reszta zainteresowanych nie miała jego numeru. Czym się więc, przejmować? Naruto zmarszczył nagle brwi. W sumie jest jedna osoba, która z pewnością chciałaby do niego zadzwonić. Sasuke? nie, raczej Itachi. Uzumaki dawał mu swój numer, jednak w sumie, brat snowboardowej gwiazdy będzie miał zbyt dużo rzeczy na głowie, żeby przejmować się jakimś wyrostkiem.
Naruto po raz kolejny westchnął. Mimowolnie przypomniał sobie wczorajszą imprezę. To był chyba najdziwniejszy dzień w jego życiu. Zagrał w to słynne Bom Bom!, poznał pewną mroczną tajemnicę, uchronił Haruno przed kompromitacją, o mało nie został utopiony, no i przeżył pełne uniesień chwile z Uchihą. A na koniec dostał w pysk od swojego zbzikowanego ojczyma. Żyć, nie umierać!
Och, za co dostał w pysk od ojczyma zapytacie?
Jego mała, wstrętna, zakompleksiona siostra przyrodnia poskarżyła się, że Naruto nazwał ją pucołowatą ropuchą. Z pewnością dodała jeszcze kilka barwnych epitetów i proszę! Mamy wściekłego ojczyma, który pała chęcią zemsty i rozhisteryzowaną matkę, która jest rozdarta między swoimi dziećmi. A na deser mamy prawy sierpowy pana domu. Czego chcieć więcej? Idealne zwieńczenie siedemnastych urodzin Naruto.
Naruto westchnął ciężko po raz trzeci, odpędzając od siebie wizję wczorajszego dnia i rozglądając się po pokoju. Kiedy jego wzrok natrafił na stary komputer na biurku, uśmiechnął się po raz pierwszy dzisiejszego dnia. Jego uśmiech był niebywale przebiegły i oznaczał tylko jedno: Naruto miał plan. Plan awaryjny dla ścisłości, który był planem zemszczenia się na Sasuke. Miał nadzieję, że ten gruchot go nie zawiedzie i jednak będzie mógł wprowadzić w życie swoje diaboliczne pomysły. Już miał zabierać się do realizacji niecnych zamiarów, jednak knowania przerwało mu głośne burczenie w żołądku, dlatego też, chcąc nie chcąc, musiał zejść na śniadanie. A trzeba dodać, że bardzo nie chciał schodzić na nieodzowne spotkania z jego pseudo rodziną.
W domu panowała ciężka atmosfera. Kushina nie odzywała się do swojego męża, pan domu chodził dumny jak paw, a dzieci kłóciły się z matką o to, że trzyma stronę Naruto. Całe szczęście, że blondyn wstał grubo po oficjalnym śniadaniu, dlatego też nie musiał siedzieć przy stole z tymi burakami, których z dnia na dzień coraz bardziej nienawidził. Jego matka była jeszcze bardziej wypłoszona, niż kiedy ją poznał i teraz nawet najmniejszy szelest wprowadzał ją w panikę; myślała, że jej mąż się zbliża. Co było jednak najdziwniejsze to to, że Kushina nie rozmawiała z Naruto. Nie traktowała go jak powietrza, jednak od wczorajszego dnia nie uraczyła go, chociaż burknięciem ze swojej strony. Panu Uzumakiemu naturalnie to nie przeszkadzało, jednak zaistniała sytuacja coraz bardziej zaczynała go irytować. Nikt z domowników nie wiedział o tym, że Naruto wczoraj o mało nie został małą syrenką, topiony przez zbzikowanych nastolatków, nikt też nie wiedział, że był bohaterem, który uratował honor Sakury Haruno. No i, że blondyn wiedział coś, co było naprawdę straszną tajemnicą. Naruto w domu jego matki traktowany był po prostu jak intruz, pasożyt, którego nikt nie chce tutaj oglądać. Dlatego też chłopak postanowił, że swój genialny plan odłoży na wieczór. Bądź, co bądź, jeszcze za wcześnie na jego realizacje, Sasuke mógłby się coś podejrzewać, a nawet mógłby domyśleć się całej prawdy. Naruto nie mógł na to pozwolić. Nie zrealizował swojego szatańskiego planu numer jeden, jednak to nie znaczyło, że w ogóle zrezygnuje z możliwości zemszczenia się na tym snobistycznym draniu. W sumie nie musi się spieszyć, a skoro już śnieg postanowił zawitać do górskiego miasteczka, czemu nie wykorzystać sposobności poćwiczenia na tym cholernym snowboardzie? Lepsze to niż nic, prawda?
Już miał wychodzić, przebrany w swój najnowszy zimowy strój, gdy niespodziewanie go ktoś zatrzymał. Kto? Naturalnie pan domu, ojczym we własnej, złowrogiej osobie.
- Nie pozwoliłem ci wychodzić! – Warknął w stronę Naruto, który zrobił najbardziej niewinną i zaskoczoną minę, na jaką było go stać. Po chwili zwątpił jednak w dobre serce swojego ojczyma i uśmiechnął się złośliwie.
- Nie potrzebuję twojego pozwolenia – warknął niezbyt uprzejmie, chociaż wiedział, że to nie szczyt jego możliwości, jeśli chodzi o umiejętności pyskowania. Gdzież by znowu! Cięty język Naruto nie zna granic.
- Coś ty powiedział, gówniarzu! – W jednej chwili Naruto uderzył plecami o ścianę, a nad nim, niczym rozjuszony byk stał ojczym, trzymając go za poły jego pięknej, nowej, pomarańczowej kurtki. Naruto odepchnął go najmocniej, jak umiał.
Wczorajszej nocy, gdy wrócił do domu, ojczym zaatakował go z zaskoczenia. Kiedy tylko blondyn przekroczył próg domu, facet rzucił się na niego i spektakularny prawy sierpowy zatrzymał się na twarzy Uzumakiego. Chłopak był zbyt pijany, zbyt zdezorientowany i zaskoczony, by móc odpowiednio zareagować. Dostał drugi raz, tym razem w brzuch.
Najzabawniejsze jest to, że w salonie była cała rodzina. Matka stała koło kominka z wystraszonym wyrazem twarzy, przyrodnia zapłakana siostra uśmiechała się teraz zawistnie, a mała apokalipsa, kilkuletni brat, spał na kanapie, jednak, gdy tylko jego ojciec stanął do walki, momentalne się obudził. Dlatego też cała familia z uwagą śledziła ten nierówny pojedynek.
Naruto udało się jeden raz uderzyć ojczyma, na tyle mocno, by ten przerwał walkę i zatoczył się niebezpiecznie do tyłu. Z ust popłynęła mu trochę krwi, którą szybko wytarł. A później Naruto dostał ostatni raz w brzuch, na tyle mocno, żeby upaść na kolana.
Wtedy, kiedy straszny pan domu poszedł spać, razem ze swoimi uradowanymi dziećmi, Kushina pomogła swojemu pierworodnemu dojść do pokoju na poddaszu. Wtedy właśnie, Uzumaki przyrzekł sobie, że ten stary pryk już nigdy, ale to przenigdy, nie podniesie na niego ręki.
Właśnie dlatego Naruto postanowił skorzystać z okazji, którą podsunął mu los.
- Odwal się ode mnie ty stary kutasie! – I nie czekając na reakcję swoje ojczyma, uderzył go z całej siły w szczękę.
Sasuke nie był dzisiaj w najlepszym nastroju, co odbiło się adekwatnie na jego treningu. Nie to, żeby wielkiego pana Uchihe męczył kac, z którym nie potrafił sobie poradzić. Kac był aktualnie najmniejszym problemem bruneta.
- Co jest, kurwa?! – Kakashi stał przy wielkiej skoczni - Big Air, i z niedowierzaniem patrzył na Sasuke, który po nieudanym skoku wspinał się na górę, by go powtórzyć. Chłopak zignorował uwagę mężczyzny, postanawiając, że teraz pokaże wszystko, na co go stać. Niestety Kakashi nie czytał w myślał snowboardowej gwiazdy i zatrzymał go agresywnie.
- Tak, trenerze? – Warknął Sasuke, z doświadczenia wiedząc, że teraz nie będzie miło. Wściekły Hatake był wyjątkowo twardym zawodnikiem, z którym nawet Sasuke nie mógł sobie poradzić. Cóż… pewnie dlatego też trenował Uchihe.
- Co to, kurwa, ma być, wytłumacz mi, do jasnej cholery! – Krzyknął poważnie wkurzony, jednak na pewno nie oczekiwał od Sasuke wyjaśnień. – Nie będę marnował czasu na takie gówno. Zjeżdżaj na dół i trenuj na rampie. Może na Half Pipe się w końcu obudzisz, a jeśli nie… - Zbliżył się do bruneta z niebezpiecznym błyskiem w oku. – Nie dożyjesz jutra, jasne? Za niedługo zaczyna się sezon i masz na nim wypaść bezbłędnie. Każdy twój konkurs będzie brany pod uwagę, podczas wybierania kadry na olimpiadę, rozumiesz?
- Tak jest, trenerze – burknął urażony Sasuke, w myślach złorzecząc Uzumakiemu. Bo to głównie przez niego nie mógł się skupić. Wciąż i wciąż analizował wczorajszy wieczór, z najdrobniejszymi nawet szczegółami przypominając sobie gesty, miny, słowa blondyna. Naruto po prostu nie mógł wyjść mu z głowy i to właśnie najbardziej irytowało naszą snowboardową gwiazdę. Dlaczego zapytanie? Sasuke zawsze był skupiony, skoncentrowany bardziej, niż ktokolwiek, perfekcyjny w każdym calu, a teraz jeździł jak najzwyklejszy nowicjusz. Podświadomie wiedział jednak, że w dzisiejszym dniu nic z niego nie będzie. Nie odzywając się już wcale, ubrał snowboard i postanowił zapewnić sobie zjazd z lodowca, wśród świeżego puchu.
Sasuke nie lubił sobót przede wszystkim dlatego, że do centrum sportowego złaziło się całe miasteczko - wszystkie dzieciaki, słodkie nastolatki i mięśniacy, którzy chcieli z nim konkurować. Całe, wielkie mrowisko, wśród którego Sasuke musiał trenować. Zwykle Uchiha weekendy spędzał na lodowcu, z dala od natrętnego tłumu, dlatego też Kakashi nie mógł sobie wymyśleć lepszej kary, niż zesłanie snowboardowej gwiazdy do pospólstwa, wśród którego był zmuszony ćwiczyć.
Sasuke stał u podnóża stoku, uważnie obserwując ludzi. Opierał się o jakiś kontener, który nie był seksowny, jednak Uchiha w tym momencie wyglądał jak najbardziej pociągająco. Ciemne włosy opadające pasmami na czoło, czarne, przenikliwe oczy – obrazek, który każda fanka Uchihy miała zapisany głęboko w sercu, teraz był wzbogacony o jego deskę snowboardową znajdującą się obok chłopaka, która udowadniała, że nie mają do czynienia z byle kim. To prawdziwy, autentyczny król zimowego szaleństwa. Szkoda tylko, że ten król wolał podpierać kontener, zamiast pokazać tej zgrai idiotów, jak sie jeździ.
- To prawda?
Sasuke spojrzał w bok, gdzie stała słodka i niewinna dziewczyna Uzumakiego, Hinata Hyuuga. Rzucił jej wrogie spojrzenie, dzięki czemu brunetka speszyła się nieco. Na jej bladych policzkach pojawił się znak firmowy – ognisty rumieniec. Sasuke uśmiechnął się kpiąco.
- Co? – Mruknął, jednak w jego głosie nie było już wrogości. Była w nim druga potężna broń, jaką Uchiha dysponował – była obojętność. Och, i to nawet bardziej działało na młodą Hyuugę, niż potencjalna nienawiść.
- To… Neji i Kiba, czy to prawda? – Zapytała w końcu, tuląc jednocześnie parę swoich nart.
- A jakbyś wolała?
- Wolałabym, żeby to nie była prawda – odpowiedziała zdecydowanym tonem, marszcząc jednocześnie brwi. Sasuke oderwał sie od podpieranego kontenera i zabrał snowboard. Odszedł kilka kroków, całkowicie ignorując dziewczynę, gdy ta niespodziewanie krzyknęła za brunetem. Chłopak westchnął ciężko i w końcu spojrzał na młodą Hyuugę przez ramię.
- Masz pecha – powiedział tylko, po czym skierował się na stok. W końcu namierzył Uzumakiego.
Naruto z siłą pocisku przekoziołkował przez połowę stoku, potrącając w między czasie zgraję jakichś dzieciaków. Śnieg, który wzbił się w powietrze przed jego spektakularną wywrotkę, opadł powoli na ziemię. Blondyn oddychał ciężko, ignorując krzyki rodziców, którzy pobiegli ratować swoje staranowane pociechy.
- Jestem w tym coraz lepszy! – Zaśmiał się do siebie, jednak już po chwili krzywił się, łapiąc za brzuch. Za każdym razem, gdy się śmiał, lub gdy wykonywał jakiś gwałtowny ruch, odzywały się siniaki autorstwa jego kochanego ojczyma. Wiedział z doświadczenia, że jeszcze kilka dobrych dni będzie musiał zmagać się z pozostałościami wczorajszej konfrontacji z tym capem. A najgorsze w tym wszystkim było to, że za niedługo zaczną się niewygodne pytania. Hinata już go dorwała, jednak jej łatwo można było wcisnąć jakiś kit. Dużo gorzej będzie z Uchihą. On na pewno nie nabierze się na byle kłamstwo.
- Dzień dobry – rozległ się spokojny, głęboki i jakże hipnotyzujący głos tuż nad leżącym Naruto. Chłopak poderwał się momentalnie do siadu i skrzywił po raz wtórny. Kiedy zobaczył, z kim ma teraz do czynienia, ponownie położył się na śniegu, zakrywając jednocześnie przedramieniem oczy.
Dlatego akurat teraz musiał spotkać tego cholernego dupka? Życie naprawdę jest niesprawiedliwe!
- Jak się czujemy? – Zapytał go Sasuke i jak na ironię pochylił się nad leżącym blondynem. Naruto burknął coś niezrozumiale. W głosie tego drania słychać było nutkę, może nawet i dwie, ironii, czystej złośliwości, z którą Uzumaki będzie się musiał teraz zmierzyć. Chłopak nie wiedział, czy znajdzie w sobie na to siły. Wszystkie pokłady jego energii zostały wypompowane wczorajszego wieczoru.
- Gorzej, kiedy ty pojawiłeś się na horyzoncie! – Syknął, po czym, w przypływie diabolicznego natchnienia dodał. – Odwal się ode mnie, okej?
- Przyszedłem porozmawiać – padła odpowiedź, której Naruto sie zupełnie nie spodziewał. Zabrał rękę sprzed twarzy, żeby móc spojrzeć na Sasuke. Uchiha uśmiechnął się do niego niebezpiecznie, och, jakże cholernie niebezpiecznie. I właśnie wtedy czarne oczy dostrzegły barwną, kolorową i soczystą śliwę na twarzy blondyna. Sasuke zmarszczył brwi i teraz wyglądał naprawdę groźnie. - Rusz dupę, idziemy! – Syknął po chwili głębokiej konsternacji i odszedł kilka kroków, jednak gdy zorientował się, że Naruto wciąż siedzi na tyłku, nie mogąc się podnieść, podszedł do chłopaka i pomógł mu.
Naruto wyczuł, że Uchiha był inny, że jego dotyk był inny. Coś się między nimi zmieniło po wczorajszej rozmowie, jednak to coś niekoniecznie musiało być dobre. Oczywiście nie, żeby Uzumaki zabiegał o sympatię tej snobistycznej sportowej gwiazdy, ale…
Naruto przymknął oczy, naprawdę już nie wiedząc, co ma o tym wszystkim myśleć. Relacje, jakie łączyły Sasuke i jego były naprawdę skomplikowane.
- No więc? – Naruto zmrużył podejrzliwie oczy i pozwolił sobie usiąść na jednym z foteli. Sasuke westchnął ciężko i zajął miejsce obok Uzumakiego. Znajdowali się w jednym z przytulnych pokoi z kominkiem, gdzie ogień trzaskał radośnie i atmosfera była naprawdę sielankowa. Znajdowali się w bibliotece, do której rzadko kto zaglądał.
- Skąd to masz? – Ruchem głowy wskazał sińca na twarzy Uzumakiego. Cały czas obserwował uważnie chłopaka i najzabawniejsze w tym wszystkim był to, że Naruto również go obserwował. W tym momencie przypominali dwa drapieżniki, które chociaż chcąc się zaatakować, tak naprawdę nie wiedzą jak to zrobić, może nawet się boją.
- To prezent od Kiby – padła odpowiedź, na którą Sasuke zaśmiał się bezgłośnie. Teraz, tak naprawdę toczyła sie prawdziwa walka między nimi. Bez żadnych planów, bez żadnych tarcz, byli tylko oni. Mogli być jakkolwiek okrutni, jakkolwiek podstępni.
- Nie wierzę ci, mały diable.
- Mały? – Brew Naruto uniosła się w górę. Wyglądał zabawnie z wyrazem cynizmu na twarzy, na której jednocześnie gościła barwy siniec, bynajmniej niedodający mu powagi.
- Chcesz coś do picia? – Zapytał nagle Sasuke, uśmiechając się lekko. Wstał i podszedł do małego, okrągłego stolika, gdzie znajdowały się dwie butelki. Słońce odbijało się w ich zielonym szkle. Naruto jak zaczarowany obserwował ruchy bruneta, który powoli nalał alkoholu do dwóch kieliszków.
Ta biblioteka przeznaczona była dla najważniejszych gości, elitę nad elity, dlatego też nie powinien dziwić taki drobiazg jak alkohol na stoliku.
- Mam nadzieję, że nie dosypiesz mi czegoś do niego – mruknął Naruto, kiedy Sasuke już podawał mu szklankę z whisky. Uchiha nigdy nie lubił tego rodzaju alkoholu, jednak każdy napój procentowy jest dobry na rozluźnienie atmosfery, prawda?
- Tylko tabletkę gwałtu – odpowiedział i ponownie zajął swoje miejsce. Wypił łyk złotego napoju, ani na chwilę nie spuszczając wzroku z Naruto. Chłopak westchnął ciężko.
- Skoro nie chcesz ze mną rozmawiać, chociaż daj mi jakieś pierniki, żebym mógł sobie zagryzać.
- Ależ chcę z tobą rozmawiać. Czekam tylko, aż tabletka gwałtu zacznie działać – uśmiechnął się zniewalająco, na co Naruto zmrużył tylko wściekle oczy. Blondyn prychnął cicho pod nosem.
- Chcesz się dowiedzieć, jaką znam tajemnicę, mam rację?
- Poniekąd. Chcę jeszcze wiedzieć, na czym polegał twój plan. Chciałeś podpalić ludzi?
Naruto słysząc to pytanie zadławił się, pitym właśnie alkoholem. Jego szalenie niebieskie oczy zaszły łzami. Blondyn kaszlał głośno i dopiero po chwili doszedł do siebie. Uchiha nie dał mu jednak ani chwili wytchnienia, po raz kolejny atakując:
– Jesteś piromanem?
Na szczęście, tym razem Naruto już nic nie pił. Spiorunował tylko Sasuke spojrzeniem, co miało z pewnością znaczyć, że blondyn jednak nie ma chorobliwej skłonności do zabawy z ogniem.
- Jezu, Uchiha! – Warknął w końcu, stanowczo odkładając szklankę z alkoholem i mierząc bruneta groźnym spojrzeniem. – Gdybym był piromanem, pierwszym, co bym podpalił, byłbyś z pewnością ty.
- Jestem tak gorący, że nie można mnie już zapalić – Sasuke uśmiechnął się triumfująco, jednak czekało go zdziwienie.
- Gdyby nie ja, byłbyś zimny jak sopel lodu, więc sobie nie pochlebiaj.
- Chyba wolałem, jak się dławiłeś – mruknął po dłuższej chwili, gdy w małym, przytulnym pokoiku zapanowała nieprzyjemna cisza. Ale potrzeba było również kilku minut, żeby i Naruto się odezwał.
- To taka gra. Benzyna wyznaczała ścieżkę, pewnego rodzaju znak. Wygrywał ten, który najdłużej utrzymał się wewnątrz kręgu.
Sasuke zamrugał kilkakrotnie i nawet zapomniał o oddychaniu. To, co mówił ten kretyn było… No cóż, Bom Bom! przy kalifornijskim surferze na pewno wymięka.
- Jesteś porypany, Naruto – skwitował cały plan Naruto z uśmiechem na ustach. – Ale nie wygrałeś.
- Niby dlaczego?! – oburzył się Uzumaki.
- Trzeba było rzucić tę zapałką i wszystkich popalić – Sasuke wzruszył ramionami, jakby nigdy nic. - Wtedy byś wygrał, a tak… - Uchiha pochylił się lekko, patrząc przenikliwie na Naruto, który cały czas mrużył rozkosznie oczy i… Nie! Stop! – A teraz, powiedz mi, co wiesz od Itachiego! – Warknął zupełnie innym tonem. Uzumaki spojrzał na bruneta zaskoczony.
- Niby dlaczego miałbym ci to powiedzieć?
Sasuke zacisnął mocno usta, w cienką linię i wstał. Naruto instynktownie wbił się głębiej w fotel.
- Bo nie masz innego wyboru – pochylił się nad chłopakiem, opierając dłonie o łokietniki. Jego twarz dzieliły dosłownie centymetry od poobijanego oblicza Naruto. Chłopak przełknął głośno ślinę.
- Nie mogę ci tego powiedzieć, obiecałem komuś, że nie powiem – wzruszył nonszalancko ramionami, jednak było widać, że się denerwuje.
- Obiecałeś Itachiemu! – Syknął Sasuke, coraz bardziej wściekły.
- Skąd niby wiesz? - W niebieskich oczach czaił się strach, przez który Uchiha uśmiechnął się lekko.
- Powiedział mi.
Zapadła chwila ciszy. Naruto przybliżył się o centymetr do Sasuke.
Byli tak blisko, tak blisko…
- Pamiętasz Madare?
Kiedy tylko Sasuke i Naruto wrócili do szkoły, rozpoczął się cyrk, ciąg dalszy pseudo związków, w których Sasuke obejmował swoją dziewczynę tylko wtedy, gdy był w pobliżu Naruto. Pan Uzumaki zachowywał się nieco lepiej w stosunku do Hinaty, jednak wciąż był dla niej nad wyraz oschły. Publicznie pozwalał sobie na dużo więcej, niż gdy byli z młodą Hyuugą sam na sam. Jej kuzyn oraz jego zbzikowany kolega nawet jednym słowem nie obrazili Naruto, z czego chłopak bardzo się cieszył. A Naruto… no właśnie. Naruto wprowadził swój plan awaryjny w życie.
Zapraszam na nowy blog, link macie tam na górze, fajnie by było, jakby dużo osób zagłosowało na nim. Dziękuję również tym, którzy już zagłosowali.
I to chyba tyle. W następnym rozdziale będzie nieco więcej akcji :) Teraz będę już pilnowała, żeby się nie rozwlekało.
Naruto obudziły krzyki dobiegające z piętra. Nie miał pojęcia, kto krzyczy, i tak naprawdę, niewiele go to obchodziło. Zależało mu tylko na jednym – żeby ta cholerna, patologiczna rodzina się w końcu zamknęła i dała mu spokój. Zwłaszcza, że należał mu się szczególny odpoczynek po wczorajszej gehennie. Bolało go wszystko, począwszy od głowy, przez wielką i barwną śliwę pod okiem – prezent od ojczyma, a skończywszy na kopniętej dumie Uzumakiego, która wczorajszego wieczoru poważnie ucierpiała.
- Niech to szlag – syknął, przecierając zaspane oczy. Krzyki z dołu były coraz głośniejsze, dlatego Naruto skapitulował i zwlekł się z łóżka z ciężkim sercem. Z okna uderzyła w niego biel zimowego miasteczka, otulonego miękkim, puszystym śniegiem. Podszedł do oszronionej szyby, mrużąc oczy. Był jedenasty października, a w tym cholernym miasteczku już spadł śnieg. Naruto nie wiedział, czy to normalne, nigdy nie interesował sie jakimiś górskimi kurortami, więc skąd miał niby wiedzieć, czy nie ma aktualnie jakichś anomalii pogodowych, skutkiem których, za kilka chwil będzie się można spodziewać jakiejś lawiny. A lawina będzie tak duża, że przykryje całe miasteczko! Albo przyjdą wielkie mrozy i będzie jak w epoce lodowcowej. Albo…
Naruto westchnął ciężko, głowa rozbolała go jeszcze bardziej od tych wszystkich apokaliptycznych myśli. Spojrzał na ubrania Uchihy, rzucone w kąt. Gdzieś tam, w gąszczu czarnych, pożyczonych gaci i za dużych, sportowych bluz, ukrywał się jego telefon komórkowy, który niestety nie przeżył wczorajszego zamachu na osobę Naruto. Ale blondyn jakoś mało przejął się tym faktem. Przecież, kto miałby dzwonić do Uzumakiego? Iruka, kiedy nie dodzwoni się na prywatny telefon chłopaka, zawsze może zadzwonić do jego matki. Hinata, z pewnością będzie leczyła gigantycznego kaca po wczorajszych szaleństwach, a reszta zainteresowanych nie miała jego numeru. Czym się więc, przejmować? Naruto zmarszczył nagle brwi. W sumie jest jedna osoba, która z pewnością chciałaby do niego zadzwonić. Sasuke? nie, raczej Itachi. Uzumaki dawał mu swój numer, jednak w sumie, brat snowboardowej gwiazdy będzie miał zbyt dużo rzeczy na głowie, żeby przejmować się jakimś wyrostkiem.
Naruto po raz kolejny westchnął. Mimowolnie przypomniał sobie wczorajszą imprezę. To był chyba najdziwniejszy dzień w jego życiu. Zagrał w to słynne Bom Bom!, poznał pewną mroczną tajemnicę, uchronił Haruno przed kompromitacją, o mało nie został utopiony, no i przeżył pełne uniesień chwile z Uchihą. A na koniec dostał w pysk od swojego zbzikowanego ojczyma. Żyć, nie umierać!
Och, za co dostał w pysk od ojczyma zapytacie?
Jego mała, wstrętna, zakompleksiona siostra przyrodnia poskarżyła się, że Naruto nazwał ją pucołowatą ropuchą. Z pewnością dodała jeszcze kilka barwnych epitetów i proszę! Mamy wściekłego ojczyma, który pała chęcią zemsty i rozhisteryzowaną matkę, która jest rozdarta między swoimi dziećmi. A na deser mamy prawy sierpowy pana domu. Czego chcieć więcej? Idealne zwieńczenie siedemnastych urodzin Naruto.
Naruto westchnął ciężko po raz trzeci, odpędzając od siebie wizję wczorajszego dnia i rozglądając się po pokoju. Kiedy jego wzrok natrafił na stary komputer na biurku, uśmiechnął się po raz pierwszy dzisiejszego dnia. Jego uśmiech był niebywale przebiegły i oznaczał tylko jedno: Naruto miał plan. Plan awaryjny dla ścisłości, który był planem zemszczenia się na Sasuke. Miał nadzieję, że ten gruchot go nie zawiedzie i jednak będzie mógł wprowadzić w życie swoje diaboliczne pomysły. Już miał zabierać się do realizacji niecnych zamiarów, jednak knowania przerwało mu głośne burczenie w żołądku, dlatego też, chcąc nie chcąc, musiał zejść na śniadanie. A trzeba dodać, że bardzo nie chciał schodzić na nieodzowne spotkania z jego pseudo rodziną.
W domu panowała ciężka atmosfera. Kushina nie odzywała się do swojego męża, pan domu chodził dumny jak paw, a dzieci kłóciły się z matką o to, że trzyma stronę Naruto. Całe szczęście, że blondyn wstał grubo po oficjalnym śniadaniu, dlatego też nie musiał siedzieć przy stole z tymi burakami, których z dnia na dzień coraz bardziej nienawidził. Jego matka była jeszcze bardziej wypłoszona, niż kiedy ją poznał i teraz nawet najmniejszy szelest wprowadzał ją w panikę; myślała, że jej mąż się zbliża. Co było jednak najdziwniejsze to to, że Kushina nie rozmawiała z Naruto. Nie traktowała go jak powietrza, jednak od wczorajszego dnia nie uraczyła go, chociaż burknięciem ze swojej strony. Panu Uzumakiemu naturalnie to nie przeszkadzało, jednak zaistniała sytuacja coraz bardziej zaczynała go irytować. Nikt z domowników nie wiedział o tym, że Naruto wczoraj o mało nie został małą syrenką, topiony przez zbzikowanych nastolatków, nikt też nie wiedział, że był bohaterem, który uratował honor Sakury Haruno. No i, że blondyn wiedział coś, co było naprawdę straszną tajemnicą. Naruto w domu jego matki traktowany był po prostu jak intruz, pasożyt, którego nikt nie chce tutaj oglądać. Dlatego też chłopak postanowił, że swój genialny plan odłoży na wieczór. Bądź, co bądź, jeszcze za wcześnie na jego realizacje, Sasuke mógłby się coś podejrzewać, a nawet mógłby domyśleć się całej prawdy. Naruto nie mógł na to pozwolić. Nie zrealizował swojego szatańskiego planu numer jeden, jednak to nie znaczyło, że w ogóle zrezygnuje z możliwości zemszczenia się na tym snobistycznym draniu. W sumie nie musi się spieszyć, a skoro już śnieg postanowił zawitać do górskiego miasteczka, czemu nie wykorzystać sposobności poćwiczenia na tym cholernym snowboardzie? Lepsze to niż nic, prawda?
Już miał wychodzić, przebrany w swój najnowszy zimowy strój, gdy niespodziewanie go ktoś zatrzymał. Kto? Naturalnie pan domu, ojczym we własnej, złowrogiej osobie.
- Nie pozwoliłem ci wychodzić! – Warknął w stronę Naruto, który zrobił najbardziej niewinną i zaskoczoną minę, na jaką było go stać. Po chwili zwątpił jednak w dobre serce swojego ojczyma i uśmiechnął się złośliwie.
- Nie potrzebuję twojego pozwolenia – warknął niezbyt uprzejmie, chociaż wiedział, że to nie szczyt jego możliwości, jeśli chodzi o umiejętności pyskowania. Gdzież by znowu! Cięty język Naruto nie zna granic.
- Coś ty powiedział, gówniarzu! – W jednej chwili Naruto uderzył plecami o ścianę, a nad nim, niczym rozjuszony byk stał ojczym, trzymając go za poły jego pięknej, nowej, pomarańczowej kurtki. Naruto odepchnął go najmocniej, jak umiał.
Wczorajszej nocy, gdy wrócił do domu, ojczym zaatakował go z zaskoczenia. Kiedy tylko blondyn przekroczył próg domu, facet rzucił się na niego i spektakularny prawy sierpowy zatrzymał się na twarzy Uzumakiego. Chłopak był zbyt pijany, zbyt zdezorientowany i zaskoczony, by móc odpowiednio zareagować. Dostał drugi raz, tym razem w brzuch.
Najzabawniejsze jest to, że w salonie była cała rodzina. Matka stała koło kominka z wystraszonym wyrazem twarzy, przyrodnia zapłakana siostra uśmiechała się teraz zawistnie, a mała apokalipsa, kilkuletni brat, spał na kanapie, jednak, gdy tylko jego ojciec stanął do walki, momentalne się obudził. Dlatego też cała familia z uwagą śledziła ten nierówny pojedynek.
Naruto udało się jeden raz uderzyć ojczyma, na tyle mocno, by ten przerwał walkę i zatoczył się niebezpiecznie do tyłu. Z ust popłynęła mu trochę krwi, którą szybko wytarł. A później Naruto dostał ostatni raz w brzuch, na tyle mocno, żeby upaść na kolana.
Wtedy, kiedy straszny pan domu poszedł spać, razem ze swoimi uradowanymi dziećmi, Kushina pomogła swojemu pierworodnemu dojść do pokoju na poddaszu. Wtedy właśnie, Uzumaki przyrzekł sobie, że ten stary pryk już nigdy, ale to przenigdy, nie podniesie na niego ręki.
Właśnie dlatego Naruto postanowił skorzystać z okazji, którą podsunął mu los.
- Odwal się ode mnie ty stary kutasie! – I nie czekając na reakcję swoje ojczyma, uderzył go z całej siły w szczękę.
Sasuke nie był dzisiaj w najlepszym nastroju, co odbiło się adekwatnie na jego treningu. Nie to, żeby wielkiego pana Uchihe męczył kac, z którym nie potrafił sobie poradzić. Kac był aktualnie najmniejszym problemem bruneta.
- Co jest, kurwa?! – Kakashi stał przy wielkiej skoczni - Big Air, i z niedowierzaniem patrzył na Sasuke, który po nieudanym skoku wspinał się na górę, by go powtórzyć. Chłopak zignorował uwagę mężczyzny, postanawiając, że teraz pokaże wszystko, na co go stać. Niestety Kakashi nie czytał w myślał snowboardowej gwiazdy i zatrzymał go agresywnie.
- Tak, trenerze? – Warknął Sasuke, z doświadczenia wiedząc, że teraz nie będzie miło. Wściekły Hatake był wyjątkowo twardym zawodnikiem, z którym nawet Sasuke nie mógł sobie poradzić. Cóż… pewnie dlatego też trenował Uchihe.
- Co to, kurwa, ma być, wytłumacz mi, do jasnej cholery! – Krzyknął poważnie wkurzony, jednak na pewno nie oczekiwał od Sasuke wyjaśnień. – Nie będę marnował czasu na takie gówno. Zjeżdżaj na dół i trenuj na rampie. Może na Half Pipe się w końcu obudzisz, a jeśli nie… - Zbliżył się do bruneta z niebezpiecznym błyskiem w oku. – Nie dożyjesz jutra, jasne? Za niedługo zaczyna się sezon i masz na nim wypaść bezbłędnie. Każdy twój konkurs będzie brany pod uwagę, podczas wybierania kadry na olimpiadę, rozumiesz?
- Tak jest, trenerze – burknął urażony Sasuke, w myślach złorzecząc Uzumakiemu. Bo to głównie przez niego nie mógł się skupić. Wciąż i wciąż analizował wczorajszy wieczór, z najdrobniejszymi nawet szczegółami przypominając sobie gesty, miny, słowa blondyna. Naruto po prostu nie mógł wyjść mu z głowy i to właśnie najbardziej irytowało naszą snowboardową gwiazdę. Dlaczego zapytanie? Sasuke zawsze był skupiony, skoncentrowany bardziej, niż ktokolwiek, perfekcyjny w każdym calu, a teraz jeździł jak najzwyklejszy nowicjusz. Podświadomie wiedział jednak, że w dzisiejszym dniu nic z niego nie będzie. Nie odzywając się już wcale, ubrał snowboard i postanowił zapewnić sobie zjazd z lodowca, wśród świeżego puchu.
Sasuke nie lubił sobót przede wszystkim dlatego, że do centrum sportowego złaziło się całe miasteczko - wszystkie dzieciaki, słodkie nastolatki i mięśniacy, którzy chcieli z nim konkurować. Całe, wielkie mrowisko, wśród którego Sasuke musiał trenować. Zwykle Uchiha weekendy spędzał na lodowcu, z dala od natrętnego tłumu, dlatego też Kakashi nie mógł sobie wymyśleć lepszej kary, niż zesłanie snowboardowej gwiazdy do pospólstwa, wśród którego był zmuszony ćwiczyć.
Sasuke stał u podnóża stoku, uważnie obserwując ludzi. Opierał się o jakiś kontener, który nie był seksowny, jednak Uchiha w tym momencie wyglądał jak najbardziej pociągająco. Ciemne włosy opadające pasmami na czoło, czarne, przenikliwe oczy – obrazek, który każda fanka Uchihy miała zapisany głęboko w sercu, teraz był wzbogacony o jego deskę snowboardową znajdującą się obok chłopaka, która udowadniała, że nie mają do czynienia z byle kim. To prawdziwy, autentyczny król zimowego szaleństwa. Szkoda tylko, że ten król wolał podpierać kontener, zamiast pokazać tej zgrai idiotów, jak sie jeździ.
- To prawda?
Sasuke spojrzał w bok, gdzie stała słodka i niewinna dziewczyna Uzumakiego, Hinata Hyuuga. Rzucił jej wrogie spojrzenie, dzięki czemu brunetka speszyła się nieco. Na jej bladych policzkach pojawił się znak firmowy – ognisty rumieniec. Sasuke uśmiechnął się kpiąco.
- Co? – Mruknął, jednak w jego głosie nie było już wrogości. Była w nim druga potężna broń, jaką Uchiha dysponował – była obojętność. Och, i to nawet bardziej działało na młodą Hyuugę, niż potencjalna nienawiść.
- To… Neji i Kiba, czy to prawda? – Zapytała w końcu, tuląc jednocześnie parę swoich nart.
- A jakbyś wolała?
- Wolałabym, żeby to nie była prawda – odpowiedziała zdecydowanym tonem, marszcząc jednocześnie brwi. Sasuke oderwał sie od podpieranego kontenera i zabrał snowboard. Odszedł kilka kroków, całkowicie ignorując dziewczynę, gdy ta niespodziewanie krzyknęła za brunetem. Chłopak westchnął ciężko i w końcu spojrzał na młodą Hyuugę przez ramię.
- Masz pecha – powiedział tylko, po czym skierował się na stok. W końcu namierzył Uzumakiego.
Naruto z siłą pocisku przekoziołkował przez połowę stoku, potrącając w między czasie zgraję jakichś dzieciaków. Śnieg, który wzbił się w powietrze przed jego spektakularną wywrotkę, opadł powoli na ziemię. Blondyn oddychał ciężko, ignorując krzyki rodziców, którzy pobiegli ratować swoje staranowane pociechy.
- Jestem w tym coraz lepszy! – Zaśmiał się do siebie, jednak już po chwili krzywił się, łapiąc za brzuch. Za każdym razem, gdy się śmiał, lub gdy wykonywał jakiś gwałtowny ruch, odzywały się siniaki autorstwa jego kochanego ojczyma. Wiedział z doświadczenia, że jeszcze kilka dobrych dni będzie musiał zmagać się z pozostałościami wczorajszej konfrontacji z tym capem. A najgorsze w tym wszystkim było to, że za niedługo zaczną się niewygodne pytania. Hinata już go dorwała, jednak jej łatwo można było wcisnąć jakiś kit. Dużo gorzej będzie z Uchihą. On na pewno nie nabierze się na byle kłamstwo.
- Dzień dobry – rozległ się spokojny, głęboki i jakże hipnotyzujący głos tuż nad leżącym Naruto. Chłopak poderwał się momentalnie do siadu i skrzywił po raz wtórny. Kiedy zobaczył, z kim ma teraz do czynienia, ponownie położył się na śniegu, zakrywając jednocześnie przedramieniem oczy.
Dlatego akurat teraz musiał spotkać tego cholernego dupka? Życie naprawdę jest niesprawiedliwe!
- Jak się czujemy? – Zapytał go Sasuke i jak na ironię pochylił się nad leżącym blondynem. Naruto burknął coś niezrozumiale. W głosie tego drania słychać było nutkę, może nawet i dwie, ironii, czystej złośliwości, z którą Uzumaki będzie się musiał teraz zmierzyć. Chłopak nie wiedział, czy znajdzie w sobie na to siły. Wszystkie pokłady jego energii zostały wypompowane wczorajszego wieczoru.
- Gorzej, kiedy ty pojawiłeś się na horyzoncie! – Syknął, po czym, w przypływie diabolicznego natchnienia dodał. – Odwal się ode mnie, okej?
- Przyszedłem porozmawiać – padła odpowiedź, której Naruto sie zupełnie nie spodziewał. Zabrał rękę sprzed twarzy, żeby móc spojrzeć na Sasuke. Uchiha uśmiechnął się do niego niebezpiecznie, och, jakże cholernie niebezpiecznie. I właśnie wtedy czarne oczy dostrzegły barwną, kolorową i soczystą śliwę na twarzy blondyna. Sasuke zmarszczył brwi i teraz wyglądał naprawdę groźnie. - Rusz dupę, idziemy! – Syknął po chwili głębokiej konsternacji i odszedł kilka kroków, jednak gdy zorientował się, że Naruto wciąż siedzi na tyłku, nie mogąc się podnieść, podszedł do chłopaka i pomógł mu.
Naruto wyczuł, że Uchiha był inny, że jego dotyk był inny. Coś się między nimi zmieniło po wczorajszej rozmowie, jednak to coś niekoniecznie musiało być dobre. Oczywiście nie, żeby Uzumaki zabiegał o sympatię tej snobistycznej sportowej gwiazdy, ale…
Naruto przymknął oczy, naprawdę już nie wiedząc, co ma o tym wszystkim myśleć. Relacje, jakie łączyły Sasuke i jego były naprawdę skomplikowane.
- No więc? – Naruto zmrużył podejrzliwie oczy i pozwolił sobie usiąść na jednym z foteli. Sasuke westchnął ciężko i zajął miejsce obok Uzumakiego. Znajdowali się w jednym z przytulnych pokoi z kominkiem, gdzie ogień trzaskał radośnie i atmosfera była naprawdę sielankowa. Znajdowali się w bibliotece, do której rzadko kto zaglądał.
- Skąd to masz? – Ruchem głowy wskazał sińca na twarzy Uzumakiego. Cały czas obserwował uważnie chłopaka i najzabawniejsze w tym wszystkim był to, że Naruto również go obserwował. W tym momencie przypominali dwa drapieżniki, które chociaż chcąc się zaatakować, tak naprawdę nie wiedzą jak to zrobić, może nawet się boją.
- To prezent od Kiby – padła odpowiedź, na którą Sasuke zaśmiał się bezgłośnie. Teraz, tak naprawdę toczyła sie prawdziwa walka między nimi. Bez żadnych planów, bez żadnych tarcz, byli tylko oni. Mogli być jakkolwiek okrutni, jakkolwiek podstępni.
- Nie wierzę ci, mały diable.
- Mały? – Brew Naruto uniosła się w górę. Wyglądał zabawnie z wyrazem cynizmu na twarzy, na której jednocześnie gościła barwy siniec, bynajmniej niedodający mu powagi.
- Chcesz coś do picia? – Zapytał nagle Sasuke, uśmiechając się lekko. Wstał i podszedł do małego, okrągłego stolika, gdzie znajdowały się dwie butelki. Słońce odbijało się w ich zielonym szkle. Naruto jak zaczarowany obserwował ruchy bruneta, który powoli nalał alkoholu do dwóch kieliszków.
Ta biblioteka przeznaczona była dla najważniejszych gości, elitę nad elity, dlatego też nie powinien dziwić taki drobiazg jak alkohol na stoliku.
- Mam nadzieję, że nie dosypiesz mi czegoś do niego – mruknął Naruto, kiedy Sasuke już podawał mu szklankę z whisky. Uchiha nigdy nie lubił tego rodzaju alkoholu, jednak każdy napój procentowy jest dobry na rozluźnienie atmosfery, prawda?
- Tylko tabletkę gwałtu – odpowiedział i ponownie zajął swoje miejsce. Wypił łyk złotego napoju, ani na chwilę nie spuszczając wzroku z Naruto. Chłopak westchnął ciężko.
- Skoro nie chcesz ze mną rozmawiać, chociaż daj mi jakieś pierniki, żebym mógł sobie zagryzać.
- Ależ chcę z tobą rozmawiać. Czekam tylko, aż tabletka gwałtu zacznie działać – uśmiechnął się zniewalająco, na co Naruto zmrużył tylko wściekle oczy. Blondyn prychnął cicho pod nosem.
- Chcesz się dowiedzieć, jaką znam tajemnicę, mam rację?
- Poniekąd. Chcę jeszcze wiedzieć, na czym polegał twój plan. Chciałeś podpalić ludzi?
Naruto słysząc to pytanie zadławił się, pitym właśnie alkoholem. Jego szalenie niebieskie oczy zaszły łzami. Blondyn kaszlał głośno i dopiero po chwili doszedł do siebie. Uchiha nie dał mu jednak ani chwili wytchnienia, po raz kolejny atakując:
– Jesteś piromanem?
Na szczęście, tym razem Naruto już nic nie pił. Spiorunował tylko Sasuke spojrzeniem, co miało z pewnością znaczyć, że blondyn jednak nie ma chorobliwej skłonności do zabawy z ogniem.
- Jezu, Uchiha! – Warknął w końcu, stanowczo odkładając szklankę z alkoholem i mierząc bruneta groźnym spojrzeniem. – Gdybym był piromanem, pierwszym, co bym podpalił, byłbyś z pewnością ty.
- Jestem tak gorący, że nie można mnie już zapalić – Sasuke uśmiechnął się triumfująco, jednak czekało go zdziwienie.
- Gdyby nie ja, byłbyś zimny jak sopel lodu, więc sobie nie pochlebiaj.
- Chyba wolałem, jak się dławiłeś – mruknął po dłuższej chwili, gdy w małym, przytulnym pokoiku zapanowała nieprzyjemna cisza. Ale potrzeba było również kilku minut, żeby i Naruto się odezwał.
- To taka gra. Benzyna wyznaczała ścieżkę, pewnego rodzaju znak. Wygrywał ten, który najdłużej utrzymał się wewnątrz kręgu.
Sasuke zamrugał kilkakrotnie i nawet zapomniał o oddychaniu. To, co mówił ten kretyn było… No cóż, Bom Bom! przy kalifornijskim surferze na pewno wymięka.
- Jesteś porypany, Naruto – skwitował cały plan Naruto z uśmiechem na ustach. – Ale nie wygrałeś.
- Niby dlaczego?! – oburzył się Uzumaki.
- Trzeba było rzucić tę zapałką i wszystkich popalić – Sasuke wzruszył ramionami, jakby nigdy nic. - Wtedy byś wygrał, a tak… - Uchiha pochylił się lekko, patrząc przenikliwie na Naruto, który cały czas mrużył rozkosznie oczy i… Nie! Stop! – A teraz, powiedz mi, co wiesz od Itachiego! – Warknął zupełnie innym tonem. Uzumaki spojrzał na bruneta zaskoczony.
- Niby dlaczego miałbym ci to powiedzieć?
Sasuke zacisnął mocno usta, w cienką linię i wstał. Naruto instynktownie wbił się głębiej w fotel.
- Bo nie masz innego wyboru – pochylił się nad chłopakiem, opierając dłonie o łokietniki. Jego twarz dzieliły dosłownie centymetry od poobijanego oblicza Naruto. Chłopak przełknął głośno ślinę.
- Nie mogę ci tego powiedzieć, obiecałem komuś, że nie powiem – wzruszył nonszalancko ramionami, jednak było widać, że się denerwuje.
- Obiecałeś Itachiemu! – Syknął Sasuke, coraz bardziej wściekły.
- Skąd niby wiesz? - W niebieskich oczach czaił się strach, przez który Uchiha uśmiechnął się lekko.
- Powiedział mi.
Zapadła chwila ciszy. Naruto przybliżył się o centymetr do Sasuke.
Byli tak blisko, tak blisko…
- Pamiętasz Madare?
Kiedy tylko Sasuke i Naruto wrócili do szkoły, rozpoczął się cyrk, ciąg dalszy pseudo związków, w których Sasuke obejmował swoją dziewczynę tylko wtedy, gdy był w pobliżu Naruto. Pan Uzumaki zachowywał się nieco lepiej w stosunku do Hinaty, jednak wciąż był dla niej nad wyraz oschły. Publicznie pozwalał sobie na dużo więcej, niż gdy byli z młodą Hyuugą sam na sam. Jej kuzyn oraz jego zbzikowany kolega nawet jednym słowem nie obrazili Naruto, z czego chłopak bardzo się cieszył. A Naruto… no właśnie. Naruto wprowadził swój plan awaryjny w życie.
niedziela, 28 listopada 2010
Bom Bom! 21
Niebieska Suszarko, Sasuke nie złapał zapalniczki, ale byłaś blisko :)Sasuke bronił Naruto podczas gry w mafię, ponieważ chciał, żeby Uzumaki dotrwał do końca, w rozdziale było to napisane. Ach, no i żeby benzyna musiała się zapalić na tym nieszczęsnym asfalcie, najpierw wyje mi się, że trzeba zapalniczkę zapalić, a jakby Naruto ją rzucił, to z pewnością płomienia, by już nie było.
Daimon, jak powiedziała kiedyś Virus, ja już jestem taką męską świnią :D U mnie kobiety nigdy chyba nie będą grały tak dobrej roli, jak mężczyźni :) Haha! Tak, ładnie powiedziane: 'Poza świnią i rakiem, lwica salonowa ;D' Ale najbardziej mnie dobił Twój tekst ze szwagrem :D W sensie, że Itachi się już z przyszłym szwagrem dogadują :D Nic dodać, nic ująć :D Och, kochana, i oglądałam 7 :D Film obowiązkowy :D A twoje skojarzenie pozostawię bez komentarza! :D
pazurek, racja! słusznie, ciekawe, jakby zareagował Sasuke, jakby zobaczył Lee macającego Naruto :) Jednak nigdy się tego nie dowiemy :) haha! i och, nie no, raczej nie jestem godna byś mi ofiarowała swoje wrażenia po przeczytanym rozdziale, prawdę, czuję się cholernie wyróżniona! XD
Cloud, nie no, królową yaoi raczej nie jestem i daleka mi droga do takiego tytułu ^^' niemniej, miło mi :)
KokoFan, no wiesz, Twój nick raczej upoważnia do tego, że masz we mnie wierzyć ;> zawsze i wszędzie, cokolwiek się nie stanie, ot co! :D A jeśli Twoje nastawienie zmieniło się o 360 stopni to podejrzewam, że raczej jesteśmy w punkcie wyjścia ;D
eM, xD haha! Wątpię, żebyś mieszkała tam gdzie ja, bo mieszkam na totalnym zadupiu :3 Llyod była jedną z moich ulubionych blogerek i naprawdę wielka szkoda, że już nie pisze. Naprawdę dużo świetnych blogów zostało zawieszonych lub skasowanych :( Niewiele utrzymuje się teraz na powierzchni xD
shadowstar, no to teraz się dowiesz, co Naruto zrobił. Ale nie licz na wielkie show, czasami naprawdę trzeba uruchomić wyobraźnię, wiesz?
AgiiChan, oj tak, rozgryzłaś mnie, jestem wredna i uwielbiam się znęcać nad innymi ^^' i zdaje sobie sprawę, że to całe przeciąganie, te wszystkie tajemnice dają wam, czytelnikom, w kość, jednak no... taki już mam styl i naprawdę ciężko jest i go zmienić :) haha! Wydaje mi się, że Uchiha refugowski był nieco milszy i sympatycziejszy od tego xD też nie lubię jak Naruto jest przesadzonym uke, dlatego staram się, jak najmniej go w takim świetle pokazywać. Jeśli chodzi o przywiązanie, tudzież miłość Naruto do Sakury, naprawdę bardzo ładnie to ujęłaś i chyba jako jedyna rozumieć Naruto :D I długie komentarze nie są brzydkie, uwielbiam długie komentarze, wiesz? ^-^
Hibari, czy ja wiem, czy Kicz był balansowaniem na granicy tandety i wspaniałości ^^' Dla mnie to było raczej raczkowanie pomiędzy stworzeniem czegoś, co miałoby ręce i nogi i było w miarę krótkie. Awww i nawet nie wiesz jak się cieszę z tego, że podoba ci się Bom Bom! i dostrzegłaś w nim nawet emocje! :D Bardzo, ogromnie mnie wręcz to cieszy :)
Całą imprezę uważam za wielki błąd w tym opowiadaniu. Dużo, oj jak dużo osób krzyczało na mnie, że zbyt ją przeciągam, jednak co już się rozpoczęło, trzeba dokończyć, nie ma innej opcji. Powiedziałam, że cała impreza jest w 20 Bom Bom!, cóż... kłamała. Nie wiem czy będziecie mi jeszcze wierzyć, czy już nie, ale to naprawdę ostatnia część. Następna, między innymi to, co działo się w domu Naruto będzie napisane najprawdopodobniej z retrospekcji, a jeśli nawet nie, będzie to tylko jedna mała scena, więc nie powinniście narzekać. Później już szybko polecimy z akcją i będziemy jak najmniej przeciągać. Na pocieszenie powiem, że rozdział znów dłuższy niż normalnie.
I jeszcze trzy słowa do poprzedniego rozdziału, a raczej problemów żołądkowych Sakury. Jednym odpowiada taki humor, innym nie, nic na to nie poradzę. Bom Bom! jest opowiadaniem komediowym, a humor jaki w nim występuje jest humorem różnego rodzaju i różnego poziomu, taka jest oto specyfika komedii.
Dziękuję za uwagę, zapraszam do lektury:
Rozdział nie betowany.
Naruto odprowadził wzrokiem wielki terenowy wóz Uchihy. Dopiero silny podmuch wiatru przywrócił go do rzeczywistości. Wtulił się w czarną, sportową bluzę, którą miał aktualnie na sobie. Bluza była nowa, firmowa, a przez to naprawdę droga, i przede wszystkim, bluza pachniała w tak niesamowity sposób. Pachniała wiatrem, śniegiem i wolnością, która pana Uzumakiego naprawdę podniecała. Bluza należała do Sasuke Uchiha.
Westchnął cicho i otworzył drzwi wejściowe do domu. Kiedy tylko przekroczył próg, rozpoczęło się piekło, a całe życie, szczególnie dzisiejsza impreza urodzinowa, dosłownie przeleciała mu przed oczyma.
Sasuke zatrzymał się kilka ulic dalej, gdzieś koło centrum sportowego. Śnieżne miasteczko już spało, jednak on nie czuł się senny. Z ust czarnowłosego przystojniaka nie znikał uśmiech.
Naruto naprawdę jest niesamowity w każdym tego słowa znaczeniu. Sasuke jeszcze nigdy nie spotkał człowieka, który byłby tak szalony, tak nieprzewidywalny i tak głupi jak Naruto.
„Gra jest ciekawa tylko wtedy, gdy jesteś w stanie postawić w niej życie”, przypomniało mu się, co kiedyś Naruto napisał mu o swoim pomyśle.
Pudełko zapałek.
Wielki, straszny plan Uzumakiego mieścił się w miniaturowym, papierowym opakowaniu z draską. Tak po prostu, pudełko zapałek. To równie pokręcone i bezsensowne jak Naruto.
Sasuke spojrzał na tęcze, wymalowaną na parkingu. Benzyna…
- Kurwa! – Przeklął, chowając jednocześnie zapałki w dłoni, żeby ciekawskie oczy Sakury go nie zobaczyły. Dziewczyna uśmiechnęła się tak, jakby właśnie usłyszała komplement.
- Co ci rzucił? – Zapytał Neji, marszcząc jednocześnie brwi. Uchiha spojrzał na wszystkich z dziwnym wyrazem twarzy, na granicy prawdziwego szaleństwa. W jego oczach było coś takiego… coś…
A w powietrzu unosił się drażniący, a jednocześnie tak przyjemny, nieziemsko intensywny zapach benzyny.
Czyli Sasuke sam miał sprawdzić, co też kryły fantazyjne, malownicze plamy, lśniące w słabym świetle parkingowych latarni? Sam miał przekonać się, dokąd prowadzi ta benzynowa tęcza?
- Chodźmy do środka, jest zimno! – Mruknęła Sakura, marszcząc nos i przytulając się do ramienia bruneta. Chłopak westchnął cierpiętniczo, ale, o dziwo, posłuchał swojej dziewczyny. Jasna cholera, jak to brzmi! Sakura jest teraz jego dziewczyną, a Naruto… No właśnie, chłopak wygrał, czy przegrał?
„Gra jest ciekawa tylko wtedy, gdy jesteś w stanie poświęcić w niej życie”. O nie, zapomnij, skurwielu! – Sasuke uśmiechnął się diabolicznie do swoich myśli. Jeśli rzeczywiście miałoby się coś stać, na pewno Uchiha nie będzie brał w tym udziału sam. Przywlecze tutaj Naruto i zmusi go, do zademonstrowania swojego szatańskiego pomysłu. Nawet, jeśli będzie to tak niebezpieczne, jak mówi motto Naruto? Sasuke dopiero teraz uświadomił sobie, jak wiele jest w stanie poświecić dla tego debila. To zabawne, ale i niepokojące, prawda?
Kiedy otuliło Sasuke przyjemne ciepło, gdy już weszli do pensjonatu, chłopak rozejrzał się za blond czupryną. Znalazł ją szybciej niż się spodziewał.
Naruto stał na środku parkietu, otoczony przez masę zaskoczonych ludzi, a w objęciach trzymał… pijaną Hinatę Hyuugę, która wyciskała właśnie na ustach blondyna namiętny i bardzo nieporadny pocałunek.
Sasuke zaśmiał się do siebie, widząc tę istną parodię romantyzmu.
- Ja go, kurwa, zabiję! – Złowieszcze warczenie wydobyło się z jego, na co dzień, spokojnego kolegi Neji`ego Hyuugi. Uchiha spojrzał na swojego przyjaciela z lekkim, złośliwym uśmieszkiem.
- Patrz, jak się napaliła, aż się jej wilgotno pod pachą zrobiło – zakpił, uważnie obserwując, jak chętne usta dziewczyny wpijają się w biednego blondyna, który powoli zaczynał już chyba rozumieć powagę sytuacji. Spanikowany zrobił kilka kroków do tyłu, jednak determinacja brunetki była naprawdę imponująca. Sasuke przez kilka sekund naprawdę współczuł Naruto, jednak to dziwne uczucie litości szybko minęło. Zostało zastąpione czymś, co wywołało śliczny, naprawdę urzekający uśmiech na twarzy naszego snowboardowego przystojniaka.
Satysfakcja.
Och, jakże wielka satysfakcja!
W tym momencie Uchiha naprawdę pokochał Naruto, a dokładniej, jego głęboką, wspaniałą i jakże rozbrajającą głupotę.
Sasuke nie będzie musiał być w tym szambie sam. On chodził ze szkolną królową, jednak Naruto też wkopał się w tak samo pokręcony pseudo związek. I to jest naprawdę wiadomość, która jest w stanie poprawić humor nawet komuś takiemu jak Sasuke Uchiha.
- Wpierdolę temu gnojowi tak, że…!
- Czekaj! – Sasuke złapał swojego kolegę za nadgarstek, w między czasie rejestrując, że Naruto w końcu zakończył ten zabójczy pocałunek ze swoją nową dziewczyną. Kilka osób zaklaskało.
- Co chcesz?! – Wściekły Neji, to Neji mówiący brzydko nawet do Sasuke.
- Nie będziesz się bił w pensjonacie.
- Chyba jednak będę! – Syknął, wyrywając swoją rękę, która za niedługo miała pokazać Naruto, co to znaczy siła. Sasuke nie mógł do tego dopuścić, w końcu Uzumaki naprawdę się dzisiaj spisał.
- Nie będziesz, bo wtedy ja cię zabiję. Uzumaki jest nietykalny, jasne? – Syknął snowboardowy gwiazdor, a jego równie utalentowany kolega zamrugał zaskoczony.
- Czemu jest nietykalny?
- Bo ja tak mówię. – Sasuke prychnął lekceważąco, żeby uzmysłowić swojemu przyjacielowi, że on tutaj rządzi. Ale jak łatwo się domyśleć, Hyuuga nie był osobą, która jest w stanie się podporządkować. Jest na to zbyt dumny, zbyt silny.
- Myślisz, że będę stał bezczynnie, kiedy ten gnój obmacuje Hinatę? – Neji był również inteligentnym człowiekiem, dlatego najpierw chciał negocjować, a nie też ruszyć, niczym wściekły tur, na Uzumakiego. I bardzo dobrze, bo wtedy Sasuke musiałby całkowicie zmienić taktykę. Uchiha uśmiechnął się do niego lekko, niemal złowieszczo. Ten uśmiech z pewnością uspokoił Hyuugę.
- Zemścisz się na nim prędzej czy później, ale nie w pensjonacie. Ojciec mnie zabije, jeśli dojdzie do jakiejś przepychanki, rozumiesz? – Sasuke westchnął ciężko, gdy zobaczył uśmiech Uzumakiego, kiedy ten obejmował w pasie Hinatę. Snowboardowy król momentalnie skopiował ruch blondyna, przyciągając do siebie Haruno. Dziewczyna zachichotał wniebowzięta. Teraz wszyscy, cała szkolna elita, mogła zobaczyć, kto jest nową dziewczyną wielkiego Uchihy. A było się czym pochwalić, nie uważacie?
- Po prostu… Hinata prędzej czy później i tak by mu się wpakowała w spodnie, nie?
Spojrzenie, jakim uraczył go Hyuuga, było naprawdę bezcenne. Najgorsze w tym wszystkim jest jedna to, że Neji jest człowiekiem, który nie cofnie się przed niczym. Może wymknąć się spod kontroli Sasuke i dokonać słodkiej zemsty. A dług, jaki Naruto miał do spłacenia rósł z każdym kolejnym wyskokiem.
Neji odszedł wkurzony, jednak wyglądało na to, że dzisiejszego wieczoru jednak nic nie zrobi Naruto. Kiba już wcześniej gdzieś się ulotnił i takim oto sposobem, Sasuke został sam na sam z Haruno. Dziewczyna prychnęła głośno.
- Ale się dobrali, no nie? – Zagadała do swojego chłopaka, a jej chłopak zacisnął mocno usta w bezsilnej wściekłości. Jednak… co się dziwić? Teraz musi się do czegoś takiego przyzwyczaić. To początek końca jego wspaniałego życia.
Końca?
- Niby kto? – Zapytał w końcu, dla świętego spokoju.
- Uzumaki i Hyuuga, odmieniec i kujonka!
- My też, nie uważasz?
- Król i królowa szkoły – odpowiedziała Sakura, a Sasuke westchnął ze zrezygnowaniem.
„Gra jest ciekawa tylko wtedy, gdy jesteś gotów poświęcić w niej życie”, te słowa były mottem Naruto, odkąd ten tylko pamiętał. Mówiły mu, że dla prawdziwego ryzyka jest się w stanie bardzo wiele poświęcić, jest się w stanie poświęcić wszystko. Uzumaki wierzył w to powiedzenie aż do dzisiejszego wieczoru. Dziesiątego października, grubo po godzinie dwudziestej drugiej stało się coś, co na zawsze zmieniło życie Naruto.
Gra, w którą grał nagle przestała być grą. A może tylko mu się tak wydawało? Bo czasami strach czyni nas zupełnie bezbronnymi, otwiera nam oczy.
Gra, która ma być ciekawa nie jest żadną grą. Gra, w której jesteś w stanie poświęcić swoje życie, jest ciekawa.
Naruto znalazł w tym cholernym pensjonacie miejsce, w którym chociaż przez chwilę mógł poczuć się bezpieczny, osłonięty przed wścibskimi, nienawistnymi spojrzeniami, ukryty przed pijaną Hinatą. Znalazł miejsce, które jako jedyne mogło mu, chociaż przez chwilę, zastąpić dom.
Basen.
Zanurzył palce w zimnej, chlorowanej wodzie. Światła umieszczone na ścianach basenu mrugały do niego radośnie, a błękitne dno rzucało barwny cień na jego twarz, na jego szalenie niebieskie oczy. I kiedy tak patrzył na lazurową wodę, uświadomił sobie właśnie, jak dawno nie pływał, a naprawdę, popływałby z miłą chęcią.
Zanim zdążył sobie przypomnieć, jak to było w Los Angeles, zanim choćby zdążył się do swoich wspomnień uśmiechnął, poczuł szarpnięcie. Kiedy obrócił szybko głowę, już znalazł się pod powierzchnią wody. Z góry zamajaczyły mu dwie znajome twarze, Neji i Kiba.
Zemsta?
Cóż, teraz naprawdę pasuje powiedzenie, że najlepiej smakuje na zimno. Ogarniający chłód wody, Uzumaki czuł ze wszystkich stron. Ale nie podda się. Cokolwiek ten duet chce zrobić, czy go zabić, czy go tylko przestraszyć, nie podda się i pokaże im, że pomimo wszystko, będzie walczył. Chodźby miał utonąć, będzie walczył. Do ostatniego grama powietrza w płucach.
Zebrał w sobie wszystkie siły i wynurzył się na powierzchnię. Zdawać by się mogło, że wszystkie siły są przeciwko niemu. Ciężar ubrań wciąż ciągnął go w dół, alkohol szumiał w głowie i utrudniał racjonalne myślenie, a jakby tego było mało, woda nalała mu się do nosa, przez co jeszcze trudniej było złapać oddech. Wciągnął ze świstem powietrze do płuc sekundę przed tym, jak ręka Neji`ego złapała go za włosy i ponownie wepchnęła pod wodę. Naruto szarpnął się mocno, jednak zaraz poczuł rękę Kiby, który najwyraźniej postanowił dołączyć do zabawy w kata. Kiedy naprawdę zaczynało mu już brakować powietrza, pojawił się bohater.
Na pomoc Naruto przyszedł Itachi, który szczęśliwie przechodził korytarzem i usłyszał krzyki od strony basenu. Impreza momentalnie się skończyła i towarzystwo, chcąc nie chcąc musiało udać się do domów. Oczywiście to, co stało się na basenie było informacją ściśle tajną, dlatego ludzie opuszczali przyjęcie ze słodką nieświadomością. Nie wezwano policji, zjawiła się natomiast Mikoto Uchiha, która zarządziła Sasuke opiekę nad kolegą. Uchiha miał pożyczyć Uzumakiemu swoje ubrania i odwieźć go do domu, żeby Naruto nie nabawił się, nie daj boże, jakiegoś zapalenia płuc. Sama zajęła się dwójką niedoszłych morderców, którzy pijani i wściekli, jeszcze chcieli wyrównać z Uzumakim rachunki.
Naruto był teraz bezpieczny, nieco zdezorientowany i może nawet lekko wystraszony? Był na tyle zagubiony, by speszyła go obecność Uchihy. Spojrzał na niego najgroźniej, jak umiał.
- Co się gapisz?
- Nie wolno mi? – Uchiha, jakby nigdy nic siedział właśnie na łóżku w nonszalanckiej pozie i świdrował spojrzeniem biednego Naruto, który ściągał z siebie przemoczone ubrania. Wzrok snowboardowej gwiazdy był tak przenikliwy, że nie sposób było się pod nim nie zarumienić. Naruto przygryzł ze zdenerwowaniem wargę.
- A co, jak się na mnie rzucisz? Albo zaczniesz się zaspokajać, patrząc na moje wspaniałe ciało i wiedząc, że nigdy nie będzie twoje? Nie warto tak ryzykować, więc zasłoń oczy i nie podglądaj! – Syknął, powolnym ruchem odpinając swoją białą, sportową bluzę. Sasuke zaśmiał się cicho, wciąż patrząc na niego w tak niesamowity sposób. Naruto od razu zrobiło się gorąco.
- Ryzyko było przecież częścią twojego planu Uzumaki. Ryzyko, to coś, co cię podnieca.
Naruto przełknął ślinę. Nie wiedział, czy słowo ‘podnieca’ było odpowiednie w zaistniałej sytuacji. Był pijany, był przestraszony i lekko znerwicowany, a jakby mało tego, Uchiha jakoś dziwnie zaczął na niego oddziaływać. Te męskie usta, ta nonszalancja i ta nieziemska twarz… Oczy, och, cholera, te wspaniałe oczy!
- Gra jest ciekawa tylko wtedy, gdy jesteś gotów poświęcić w niej życie? – Uzumaki uniósł brew w gorę, patrząc ironicznie na postać swojego wroga numer jeden. Brunet skinął głową. – Jeszcze pamiętasz te bazgroły, które ci napisałem?
- W końcu one były kluczem do twojego planu, prawda? – Sasuke uśmiechnął się lekko, kładąc się na łóżku i podpierając jednocześnie na łokciach, by wciąż mógł obserwować swój nowy obiekt badań: ‘Naruto zaraz po próbie zamachu na jego niewinną osobę, Naruto rozbierający się specjalnie dla niego’. Uzumaki warknął cicho.
- Nie zapaliłeś zapałki, prawda?
- Gdybym ją zapalił, teraz naprawdę bym się musiał na ciebie rzucić, żebyś mnie ugasił, nie uważasz?
Naruto spojrzał na niego szeroko otwartymi oczyma i dopiero po chwili dotarł do niego sens słów Uchihy. Nie zaczerwienił się, ani nawet nie uśmiechnął, chociaż miał wielką ochotę.
- Mój plan był lepszy niż twój. Sądziłem, że stać się na coś więcej, niż tylko manipulacja emocjami Haruno – prychnął. Nie miał nawet nadziei, że Uchiha się speszy tym, co powiedział i przyzna mu rację. Naruto podświadomie wiedział, że to chyba Sasuke jednak wygrał.
- Och, Naru, kochanie, słońce ty moje. – Na twarzy bruneta pojawił się pełen miłości i ciepła uśmiech. Uzumaki nie był jednak na tyle pijany, żeby sie na niego nabrać.
- Co?! – Burknął, gdy Sasuke nie kontynuował. Chłopak wstał i podszedł do blondyna blisko. Nie bardzo blisko, tak, jak przedtem, ale wystarczająco blisko, żeby Uzumaki był zadowolony. Znaczy, żeby czuł sie bezpieczny…
- Nie dokończyłeś swojego szatańskiego planu, który miał na celu ponowne sprowadzenie mnie do piekła. Przykro mi, jednak nie rozpaliłeś mnie tak, jak sądziłem, że to zrobisz. A dzięki mojej zabawie, możemy kontynuować tę cholerną grę dłużej. No dalej, powiedz to, przyznaj mi, że jestem geniuszem.
No… teraz to Uchiha był zdecydowanie za blisko Naruto i chłopak powoli zaczął panikować. Gdyby szanse były wyrównane, a Uzumaki byłby w pełni sił, z pewnością nie byłby tak zestresowany, jednak Sasuke postanowił najwyraźniej kopnąć leżącego i w wyjątkowo perfidny sposób zabawić się z naszym biednym blond surferem. Przy Uchiha nawet tsunami stawało się głupim, morskim bałwanem.
- Spadaj! – Prychnął Naruto lekko odpychając od siebie Uchihe. Chłopak pstryknął palcami i palcem wskazującym pokazał na blondyna.
- Odwal ten striptiz i miejmy to już z głowy.
Naruto zaczął się rozbierać.
Sasuke patrzył na ciało blondyna z nieskrywaną fascynacją. Od czasu do czasu rzucał jakieś niewybredne uwagi mające na celu speszenie Uzumakiego, jednak chłopak pomimo wszystko, trzymał się dzielnie. Sasuke nawet nie zarejestrował, kiedy oblizał swoje usta.
- Tylko mi nie mów, że pakujesz! – Prychnął, patrząc na mięśnie blondyna. Delikatne, a jednocześnie tak wyraźne, ukryte pod złotą, delikatną skórą.
Jeszcze chwila, a Uchiha naprawdę pomyśli o zmianie orientacji…
Uzumaki wyprężył się, eksponując swoje wdzięki w całej okazałości.
- Mówiłem ci, że ci stanie, jak mnie tylko zobaczysz! – Naruto puścił do niego oko, stając się coraz pewniejszym siebie. Sasuke nie mógł pozwolić na to, by zakłopotany Uzumaki zniknął całkowicie.
- Ciekawe, czy będziesz tak chojrakował, kiedy ściągniesz gacie.
Naruto uśmiechnął się tylko łobuzersko, dotykając delikatnie swojego wspaniałego brzucha. Jeździł po nim palcami w tak perwersyjny sposób, jakby sam siebie chciał zaspokoić. Ciekawe, czy gdyby blondyn był trzeźwy, zrobiłby tak samo?
Dłonie Uzumakiego dotarły w końcu do spodni. Mokrych jeansów, opinających Naruto w bardzo odpowiednich miejscach. Sasuke uśmiechnął sie do Uzumakiego zachęcająco.
- Boje się, że nabawisz się kompleksów, Uchiha.
- Cieszę się, że się tak o mnie martwisz, kochanie.
- Ale?
- Ale? – Sasuke uniósł brew z rozbawienia, jak zahipnotyzowany patrząc, jak palce Uzumakiego odpinają guzik jeansów. Czemu chciał, by to jednak jego palce odpinały ten cholerny guzik?
- Zawsze jest jakieś ale. – Niech to szlag! Teraz blondyn zabrał się za rozporek, a Sasuke trudno było wydobyć z siebie głos.
- Obawiam się, że moje skromne ego nie wytrzyma widoku tego monumentalnego skarbu w twoich majtkach.
Naruto uśmiechnął się szczęśliwy, nie wyczuwając najwyraźniej ironii w tym barwnym, męskim głosie Sasuke. Zsunął mokre jeansy ze swoich kształtnych, ponętnych bioder, a Sasuke uśmiechnął się tak, jak jeszcze nigdy się nie uśmiechał.
Sielankową atmosferę przerwało pukanie do drzwi.
- Czego? – warknął Sasuke, naprawdę wkurzony.
- Otwórz, do cholery! – Głos, znajomy głos, głos jego cholernego brata. Może być jeszcze gorzej?!
- Idę, kurwa! – Wstał z wyraźnym ociąganiem i kiedy już miał otworzyć wrota do jego małego królestwa, ostatni raz spojrzał na Naruto. – Wciągnij chociaż te gacie – mruknął, a zanim Naruto zdążył zareagować, otworzył drzwi na oścież, odsłaniając zdziwionemu Itachiemu pełen perwersji i niemoralności widok Uzumakiego w samych bokserkach, z jeansami opuszczonymi poniżej kolan i miną, która była naprawdę uroczym, zakłopotanym wyrazem jego kalifornijskiej twarzy.
- Molestujesz naszego biednego Naruto? – Starszy Uchiha wszedł do pokoju, uśmiechając się wyrozumiale do blondyna, który odwzajemnił jego uśmiech.
- Nie, Uzumaki zgłębia tajniki ekshibicjonizmu, a ja jestem jego królikiem doświadczalnym – westchnął Sasuke z udawanym zrezygnowaniem. Spojrzał groźnie na Itachiego, który uśmiechał się niebezpiecznie, tajemniczo i z pewnością znów szykowała coś niedobrego, jakieś kolejne diaboliczne przedstawienie. A Uzumaki mówi, że to Sasuke bawi sie emocjami innych!
- Matka się pytaj, jak się czujesz, a Neji i Kiba mają zakaz zbliżania się do ciebie. – Uśmiechnął się pocieszająco do blondyna, który wzruszył tylko ramionami, szukając jednocześnie spodni, które dał mu Uchiha, a które Uzumaki gdzieś rzucił, zbyt zajęty striptizem dla młodszego Uchihy.
- Nie będę wam już przeszkadzał. – Itachi uśmiechnął się bezczelnie, cofając się do wyjścia. – Naruto uważaj, żebyś się nie przeziębił, a ty, Sasuke, żebyś sobie niczego nie nadwyrężył. Za niedługo zaczyna się sezon i nie chcemy, żebyś miał kontuzję jakiegoś mięśnia, prawda? – Itachi posiadał refleks, dlatego zdążył zamknąć drzwi, zanim uderzyły w nie części garderoby oraz jakaś książka, którą Sasuke miał akurat pod ręką.
Naruto ubrany w czarne jeansy i tak samo ciemną bluzę z kapturem znalazł sie właśnie na dole, gdzie Neji i Kiba stali ze skwaszonymi wyrazami twarzy, chcąc z pewnością przeprosić. Obok nich, jak zwykle dumna i surowa, stała pani Uchiha, która uśmiechnęła się ciepło do Naruto. Wystarczyło zostać napadniętym przez jakichś pijanych zbirów i już zyskiwało sie sympatię pierwszej damy zimowego miasteczka, co? Może rozgłoszenie niemiłego incydentu nie byłoby takim złym pomysłem? Inni wzięliby przykład z Mikoto i również przestali nienawidzić Uzumakiego.
- Naruto, jak się czujesz?
- W porządku – odpowiedział najgrzeczniej, jak umiał, chociaż spojrzenie Mikoto było nie mniej przeszywające jak wzrok jej młodszego syna, który stał za blondynem jak cień. Chłopak czuł nawet jego oddech na karku.
- Sasuke cię odwiezie, żebyś się jakiejś choroby nie nabawił, a twoi koledzy chcieli…
- Mam gdzieś ich przeprosiny! – Prychnął, a całą uprzejmość szlag trafił. Już miał wyjść z pensjonatu, gdy pani Uchiha niespodziewanie do niego podeszła.
- Czekaj, musimy porozmawiać – zaczęła, jednak Naruto się wkurzył. Naprawdę nie chciał teraz z nią rozmawiać i wysłuchiwać tych głupich rzeczy, jakich z pewnością chciała mu nagadać. O moralności, sumieniu, dobrym sercu i innych pierdołach, w które Naruto nie wierzył. Pan Uzumaki nauczył się w poprawczaku, że można wierzyć jedynie w siebie i to, jak na razie, mu w zupełności wystarczało!
- Jestem zmęczony, chcę już wracać do domu i…
- Pomyliłam się, co do ciebie – Mikoto uśmiechnęła się ciepło, tak, że Naruto od razu zmięknął. Spojrzał na matkę Uchihy z niezrozumieniem. – Jeśli kiedyś potrzebowałbyś pomocy, czy pracy, przyjść do mnie.
- Ta, jasne – prychnął Sasuke i zanim jego matka, czy nawet Naruto zdążyli coś odpowiedzieć, brunet wypchnął Uzumakiego na zewnątrz i skierował się w stronę swojego samochodu.
Naruto wciągnął ze świstem powietrze do płuc, okrywając się ramionami. Nie było już wiatru, jak przedtem. Było za to coś innego, coś, co Naruto przyjął z szeroko otwartymi oczyma i brzydkim słowem na dzień dobry.
Był śnieg. Prawdziwy, piękny śnieg. Nie taki puszek, który nieraz można było zobaczyć rano. Śnieg. Wielkie płatki leniwie spadały z nieba, iskrząc się jednocześnie w sztucznym, żółtym świetle parkingowych latarni. Dla Naruto śnieg oznaczał tylko jedno – rozpoczęcie prawdziwej walki z diabolicznym żywiołem. Dopiero teraz pozna, co to znaczy mieszkać w śnieżnym miasteczku.
Jezu…
Naruto mówił już, że nienawidzi śniegu? Jeśli nie, to chyba teraz jest najlepsza do tego okazja.
- Nie krzyw się tak, dopiero za niedługo poznasz, co to znaczy prawdziwe uderzenie zimy – mruknął Sasuke, uśmiechając się lekko do Naruto, tak, że blondyn aż sam musiał się uśmiechnąć.
- Wyglądasz, jakbyś miał łupież – prychnął, patrząc na czarne włosy chłopaka, w których tonęły właśnie kolejne płatki śniegu. Uzumaki mimowolnie wziął rękę i dotknął czupryny Sasuke. Ten odepchnął jego rękę stanowczo.
- Spadaj! – Zmrużył oczy i Naruto naprawdę nie wiedział, czy Uchiha z niego kpi, czy rzeczywiście jest wściekły. Bądź, co bądź to przystojniak numer jeden w śnieżnym miasteczku i musi dbać o swój image, a szczególnie o fryzurę, prawda? Ale ten uśmiech i błysk w oku…
Naruto już miał odpowiedzieć coś błyskotliwego, jednak w końcu doszli do auta Uchihy. Blondyn zamrugał zdezorientowany, a wszystkie zabawne kwestie wyleciały mu z głowy.
- To jest twój samochód? – Wypalił, automatycznie otwierając usta. Przed nimi stało piękne, błyszczące terenowe cudo, z logiem BMW na masce. Samochód Uchihy był biały niczym płatek śniegu, a żeby nie było tak słodko, przyciemnione szyby, dla odmiany, dodawały pikanterii i drapieżności. To była chyba najpiękniejsza maszyna, jaką Naruto kiedykolwiek widział. Jej delikatne kształty, jej wielkość, jej błyszczące felgi, które z pewnością kosztowały majątek… Teraz Naruto pożałował, że nie jest żadną sportową gwiazdą.
- Wsiadasz, czy nadal będziesz się tak gapił na mój wóz, aż ci się jaja zamrożą? – Dobiegło go pytanie Sasuke, który już wsiadał do swojego wielkiego potwora. Naruto momentalnie się opamiętał, wskakując za brunetem.
Och, a wnętrze tak samo piękne… Z błyszczącymi oczyma patrzył na czarną, lakierowaną skórę, na wielką deskę rozdzielczą z wbudowanym małym komputerem i milionem przycisków, które Naruto chciał ponaciskać, jednak spojrzenie bruneta wystarczyło, żeby stracił na to ochotę. Zamiast tego postanowił kontynuować ich przyjacielską pogawędkę.
- Wierzę, że twoje usta z miłą chęcią by mnie rozgrzały, prawda? – Uzumaki poruszył się sugestywnie, jednak kierowca był zbyt daleko, żeby blondyn mógł się o niego otrzeć. Wielka szkoda, cholera!
- Wydaje mi sie, że teraz usta kogoś innego będą mogły cię rozgrzać – powiedział Sasuke, wyjeżdżając jednocześnie z parkingu. Naruto zrobił obrażoną minę. Nie podobało mu się to, co powiedział Uchiha.
- Niby kogo?! – Burknął.
- Usta twojej wspaniałej dziewczyny, Hinaty – Sasuke spojrzał na Uzumakiego uważnie, a Naruto mimowolnie się zaczerwienił. Zmrużył jednak oczy, zacisnął mocno pięść i postanowił nie dać za wygraną.
-A żebyś wiedział, cholera! Hinata…
- Lepiej nie kończ. Nawet nie chcę sobie wyobrażać, co ta krowa będzie ci robiła.
- Nie mów tak o niej! – Zaprotestował, jednak wyszło mu to nad wyraz słabo.
- A jak mam o niej mówić? Przez nią, o mało Neji cie nie utopił, kretynie! – Sasuke zmrużył poirytowany oczy i zacisnął mocniej palce na kierownicy.
- I co z tego! Mam prawo mieć dziewczynę, tak samo jak ty! Po co niby dałeś Sakurze nadzieję, co?! Przecież ty jej nienawidzisz! – Prychnął, czując, że jest w nastroju bojowym, a naprawdę niewiele brakuje, żeby w końcu dał upust wszystkim swoim emocjom, których dzisiejszego dnia było aż w nadmiarze. Sasuke westchnął zrezygnowany.
- To prawda, nienawidzę jej, jednak jest ktoś, kogo nienawidzę jeszcze bardziej, wiesz? – Uśmiechnął się lekko, patrząc kątem oka na Naruto. Blondyn odwzajemnił uśmiech, słysząc pytanie Uchihy. Doskonale wiedział, jaka będzie na niego odpowiedź.
- Mnie.
- Bingo, słonko! – Sasuke był już coraz bliżej domu Uzumakiego. Chłopak wciągnął ze świstem powietrze do płuc. Nie chciał jeszcze kończyć tej rozmowy, nie tak szybko, nie dopóki sobie wszystkiego nie powiedzieli.
- Myślisz, że kocham Sakurę? – Prychnął, mrużąc jednocześnie oczy. Był już naprawdę zmęczony. Alkohol powoli zaczynał tracić na swojej destrukcyjnej mocy, a blondynowi coraz bardziej chciało się spać. Zlekceważył jednak oznaki słabości, ponieważ musiał stanąć oko w oko ze swoim największym przeciwnikiem.
- Myślę, że jesteś w niej fatalnie zauroczony.
- Pff! To się mylisz! – Naruto wykonał jakiś nieokreślony gest ręką, marszcząc jednocześnie brwi. – Kocham Hinatę i to z nią chcę spędzić resztę swojego życia.
- Czemu wstawiłeś się za Sakurą? – To pytanie było na tyle niespodziewane, że Naruto stracił nieco swojego bojowego nastroju.
- Ej! – Naruto nagle olśniło. – Ile ty masz, kurna, promili we krwi! Jesteś pijany i jeszcze mnie, cholera, zabijesz tym swoim kawilakiem! – Krzyknął nagle, uświadamiając sobie, że przecież są po imprezie, że Sasuke jest pijany, a jego matka specjalnie kazała mu odwieźć biednego blondyna do domu, żeby go zabić i upozorować wszystko na wypadek!
Czyli to koniec? szepnęła jakaś zbłąkana myśl.
- Nie dramatyzuj, nie jestem pijany, a ty nie zmieniaj tematu!
- Wysadź mnie tutaj, teraz, zaraz! – Krzyknął, odpinając pas i już mając otworzyć drzwi, gdy Uchiha zatrzymał się nagle. Naruto nie przygotowany na taki obród sprawy, poleciał na deskę rozdzielczą. Po chwili w samochodzie dało się usłyszeć soczyste przekleństwo, kiedy Naruto rozmasowywał sobie obolałe miejsce. Spojrzał spod byka na Uchihe.
- Jesteśmy na miejscu, kretynie – westchnął brunet i kiedy Naruto już sięgał do drzwi, zatrzymał go. – Dlaczego podstawiłeś się pod Sakurę, co? Ona nawet nie będzie ci wdzięczna.
- Nie musi – Naruto uśmiechnął się nagle zupełnie łagodnie, patrząc przenikliwie na Sasuke. – Ważne, że ty jesteś za nią wdzięczny, prawda? Sasuke ja… - zaczerwienił się lekko, spuszczając wzrok. Po chwili podniósł go, będąc nieco bardziej pewniejszym siebie. – Nie skrzywdź jej, Sasuke, ona na to nie zasługuje – powiedział cicho i otworzył drzwi. Nie patrzył teraz na Uchihe. Wiedział, że na jego ustach będzie ten ironiczny uśmieszek wyższości i pogardy dla reszty społeczeństwa. Kiedy już znalazł się na chodniku i miał zamknąć za sobą drzwi, Sasuke odezwał się tym swoim głębokim, męskim hipnotyzującym głosem, który sprawił, że Naruto momentalnie spojrzał na Uchihe. Brunet zmrużył swoje czarne oczy.
- Naruto, czy ty nic, do jasnej cholery, nie rozumiesz? – Nie mówił tego z kpiną czy cynizmem, mówił to tak spokojnie, jak jeszcze nigdy. Bez obojętności, nawet bez wrogości…
- Co mam niby rozumieć? – burknął blondyn, zaskoczony zmianą w zachowaniu Sasuke.
- Ona nie jest ciebie warta – Uchiha pokiwał z niedowierzaniem głową. – Ona nawet w połowie nie jest tak dobra jak ty. Hinata też nie, dlatego przestań zawracać sobie nimi głowę. One nie są tego warte – uśmiechnął się delikatnie do Uzumakiego, a chłopak zaskoczony aż uchylił lekko usta. Nie spodziewał się tych słów, szczególnie od snowboardowej gwiazdy, która go nienawidzi. Zreflektował się szybko i odwzajemnił niepewnie uśmiech bruneta.
- Lepiej zająć się tobą, Sasuke, nie uważasz? Tylko wroga można kochać naprawdę.
- Zgadzam się z tobą w zupełności. – Uchiha puścił mu oczko, po czym dodał coś, co jeszcze bardziej zaskoczyło Uzumakiego. – Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin, Naruto.
I były to chyba najszczersze życzenia, jakie pan Uzumaki kiedykolwiek otrzymał. Zamrugał gwałtownie, po czym uśmiechnął się jeszcze do Uchihy na pożegnanie i zamknął drzwi. Skierował sie do swojego przytulnego, ukochanego domu, gdzie miało rozpocząć się prawdziwe piekło.
Daimon, jak powiedziała kiedyś Virus, ja już jestem taką męską świnią :D U mnie kobiety nigdy chyba nie będą grały tak dobrej roli, jak mężczyźni :) Haha! Tak, ładnie powiedziane: 'Poza świnią i rakiem, lwica salonowa ;D' Ale najbardziej mnie dobił Twój tekst ze szwagrem :D W sensie, że Itachi się już z przyszłym szwagrem dogadują :D Nic dodać, nic ująć :D Och, kochana, i oglądałam 7 :D Film obowiązkowy :D A twoje skojarzenie pozostawię bez komentarza! :D
pazurek, racja! słusznie, ciekawe, jakby zareagował Sasuke, jakby zobaczył Lee macającego Naruto :) Jednak nigdy się tego nie dowiemy :) haha! i och, nie no, raczej nie jestem godna byś mi ofiarowała swoje wrażenia po przeczytanym rozdziale, prawdę, czuję się cholernie wyróżniona! XD
Cloud, nie no, królową yaoi raczej nie jestem i daleka mi droga do takiego tytułu ^^' niemniej, miło mi :)
KokoFan, no wiesz, Twój nick raczej upoważnia do tego, że masz we mnie wierzyć ;> zawsze i wszędzie, cokolwiek się nie stanie, ot co! :D A jeśli Twoje nastawienie zmieniło się o 360 stopni to podejrzewam, że raczej jesteśmy w punkcie wyjścia ;D
eM, xD haha! Wątpię, żebyś mieszkała tam gdzie ja, bo mieszkam na totalnym zadupiu :3 Llyod była jedną z moich ulubionych blogerek i naprawdę wielka szkoda, że już nie pisze. Naprawdę dużo świetnych blogów zostało zawieszonych lub skasowanych :( Niewiele utrzymuje się teraz na powierzchni xD
shadowstar, no to teraz się dowiesz, co Naruto zrobił. Ale nie licz na wielkie show, czasami naprawdę trzeba uruchomić wyobraźnię, wiesz?
AgiiChan, oj tak, rozgryzłaś mnie, jestem wredna i uwielbiam się znęcać nad innymi ^^' i zdaje sobie sprawę, że to całe przeciąganie, te wszystkie tajemnice dają wam, czytelnikom, w kość, jednak no... taki już mam styl i naprawdę ciężko jest i go zmienić :) haha! Wydaje mi się, że Uchiha refugowski był nieco milszy i sympatycziejszy od tego xD też nie lubię jak Naruto jest przesadzonym uke, dlatego staram się, jak najmniej go w takim świetle pokazywać. Jeśli chodzi o przywiązanie, tudzież miłość Naruto do Sakury, naprawdę bardzo ładnie to ujęłaś i chyba jako jedyna rozumieć Naruto :D I długie komentarze nie są brzydkie, uwielbiam długie komentarze, wiesz? ^-^
Hibari, czy ja wiem, czy Kicz był balansowaniem na granicy tandety i wspaniałości ^^' Dla mnie to było raczej raczkowanie pomiędzy stworzeniem czegoś, co miałoby ręce i nogi i było w miarę krótkie. Awww i nawet nie wiesz jak się cieszę z tego, że podoba ci się Bom Bom! i dostrzegłaś w nim nawet emocje! :D Bardzo, ogromnie mnie wręcz to cieszy :)
Całą imprezę uważam za wielki błąd w tym opowiadaniu. Dużo, oj jak dużo osób krzyczało na mnie, że zbyt ją przeciągam, jednak co już się rozpoczęło, trzeba dokończyć, nie ma innej opcji. Powiedziałam, że cała impreza jest w 20 Bom Bom!, cóż... kłamała. Nie wiem czy będziecie mi jeszcze wierzyć, czy już nie, ale to naprawdę ostatnia część. Następna, między innymi to, co działo się w domu Naruto będzie napisane najprawdopodobniej z retrospekcji, a jeśli nawet nie, będzie to tylko jedna mała scena, więc nie powinniście narzekać. Później już szybko polecimy z akcją i będziemy jak najmniej przeciągać. Na pocieszenie powiem, że rozdział znów dłuższy niż normalnie.
I jeszcze trzy słowa do poprzedniego rozdziału, a raczej problemów żołądkowych Sakury. Jednym odpowiada taki humor, innym nie, nic na to nie poradzę. Bom Bom! jest opowiadaniem komediowym, a humor jaki w nim występuje jest humorem różnego rodzaju i różnego poziomu, taka jest oto specyfika komedii.
Dziękuję za uwagę, zapraszam do lektury:
Rozdział nie betowany.
Naruto odprowadził wzrokiem wielki terenowy wóz Uchihy. Dopiero silny podmuch wiatru przywrócił go do rzeczywistości. Wtulił się w czarną, sportową bluzę, którą miał aktualnie na sobie. Bluza była nowa, firmowa, a przez to naprawdę droga, i przede wszystkim, bluza pachniała w tak niesamowity sposób. Pachniała wiatrem, śniegiem i wolnością, która pana Uzumakiego naprawdę podniecała. Bluza należała do Sasuke Uchiha.
Westchnął cicho i otworzył drzwi wejściowe do domu. Kiedy tylko przekroczył próg, rozpoczęło się piekło, a całe życie, szczególnie dzisiejsza impreza urodzinowa, dosłownie przeleciała mu przed oczyma.
Sasuke zatrzymał się kilka ulic dalej, gdzieś koło centrum sportowego. Śnieżne miasteczko już spało, jednak on nie czuł się senny. Z ust czarnowłosego przystojniaka nie znikał uśmiech.
Naruto naprawdę jest niesamowity w każdym tego słowa znaczeniu. Sasuke jeszcze nigdy nie spotkał człowieka, który byłby tak szalony, tak nieprzewidywalny i tak głupi jak Naruto.
„Gra jest ciekawa tylko wtedy, gdy jesteś w stanie postawić w niej życie”, przypomniało mu się, co kiedyś Naruto napisał mu o swoim pomyśle.
Pudełko zapałek.
Wielki, straszny plan Uzumakiego mieścił się w miniaturowym, papierowym opakowaniu z draską. Tak po prostu, pudełko zapałek. To równie pokręcone i bezsensowne jak Naruto.
Sasuke spojrzał na tęcze, wymalowaną na parkingu. Benzyna…
- Kurwa! – Przeklął, chowając jednocześnie zapałki w dłoni, żeby ciekawskie oczy Sakury go nie zobaczyły. Dziewczyna uśmiechnęła się tak, jakby właśnie usłyszała komplement.
- Co ci rzucił? – Zapytał Neji, marszcząc jednocześnie brwi. Uchiha spojrzał na wszystkich z dziwnym wyrazem twarzy, na granicy prawdziwego szaleństwa. W jego oczach było coś takiego… coś…
A w powietrzu unosił się drażniący, a jednocześnie tak przyjemny, nieziemsko intensywny zapach benzyny.
Czyli Sasuke sam miał sprawdzić, co też kryły fantazyjne, malownicze plamy, lśniące w słabym świetle parkingowych latarni? Sam miał przekonać się, dokąd prowadzi ta benzynowa tęcza?
- Chodźmy do środka, jest zimno! – Mruknęła Sakura, marszcząc nos i przytulając się do ramienia bruneta. Chłopak westchnął cierpiętniczo, ale, o dziwo, posłuchał swojej dziewczyny. Jasna cholera, jak to brzmi! Sakura jest teraz jego dziewczyną, a Naruto… No właśnie, chłopak wygrał, czy przegrał?
„Gra jest ciekawa tylko wtedy, gdy jesteś w stanie poświęcić w niej życie”. O nie, zapomnij, skurwielu! – Sasuke uśmiechnął się diabolicznie do swoich myśli. Jeśli rzeczywiście miałoby się coś stać, na pewno Uchiha nie będzie brał w tym udziału sam. Przywlecze tutaj Naruto i zmusi go, do zademonstrowania swojego szatańskiego pomysłu. Nawet, jeśli będzie to tak niebezpieczne, jak mówi motto Naruto? Sasuke dopiero teraz uświadomił sobie, jak wiele jest w stanie poświecić dla tego debila. To zabawne, ale i niepokojące, prawda?
Kiedy otuliło Sasuke przyjemne ciepło, gdy już weszli do pensjonatu, chłopak rozejrzał się za blond czupryną. Znalazł ją szybciej niż się spodziewał.
Naruto stał na środku parkietu, otoczony przez masę zaskoczonych ludzi, a w objęciach trzymał… pijaną Hinatę Hyuugę, która wyciskała właśnie na ustach blondyna namiętny i bardzo nieporadny pocałunek.
Sasuke zaśmiał się do siebie, widząc tę istną parodię romantyzmu.
- Ja go, kurwa, zabiję! – Złowieszcze warczenie wydobyło się z jego, na co dzień, spokojnego kolegi Neji`ego Hyuugi. Uchiha spojrzał na swojego przyjaciela z lekkim, złośliwym uśmieszkiem.
- Patrz, jak się napaliła, aż się jej wilgotno pod pachą zrobiło – zakpił, uważnie obserwując, jak chętne usta dziewczyny wpijają się w biednego blondyna, który powoli zaczynał już chyba rozumieć powagę sytuacji. Spanikowany zrobił kilka kroków do tyłu, jednak determinacja brunetki była naprawdę imponująca. Sasuke przez kilka sekund naprawdę współczuł Naruto, jednak to dziwne uczucie litości szybko minęło. Zostało zastąpione czymś, co wywołało śliczny, naprawdę urzekający uśmiech na twarzy naszego snowboardowego przystojniaka.
Satysfakcja.
Och, jakże wielka satysfakcja!
W tym momencie Uchiha naprawdę pokochał Naruto, a dokładniej, jego głęboką, wspaniałą i jakże rozbrajającą głupotę.
Sasuke nie będzie musiał być w tym szambie sam. On chodził ze szkolną królową, jednak Naruto też wkopał się w tak samo pokręcony pseudo związek. I to jest naprawdę wiadomość, która jest w stanie poprawić humor nawet komuś takiemu jak Sasuke Uchiha.
- Wpierdolę temu gnojowi tak, że…!
- Czekaj! – Sasuke złapał swojego kolegę za nadgarstek, w między czasie rejestrując, że Naruto w końcu zakończył ten zabójczy pocałunek ze swoją nową dziewczyną. Kilka osób zaklaskało.
- Co chcesz?! – Wściekły Neji, to Neji mówiący brzydko nawet do Sasuke.
- Nie będziesz się bił w pensjonacie.
- Chyba jednak będę! – Syknął, wyrywając swoją rękę, która za niedługo miała pokazać Naruto, co to znaczy siła. Sasuke nie mógł do tego dopuścić, w końcu Uzumaki naprawdę się dzisiaj spisał.
- Nie będziesz, bo wtedy ja cię zabiję. Uzumaki jest nietykalny, jasne? – Syknął snowboardowy gwiazdor, a jego równie utalentowany kolega zamrugał zaskoczony.
- Czemu jest nietykalny?
- Bo ja tak mówię. – Sasuke prychnął lekceważąco, żeby uzmysłowić swojemu przyjacielowi, że on tutaj rządzi. Ale jak łatwo się domyśleć, Hyuuga nie był osobą, która jest w stanie się podporządkować. Jest na to zbyt dumny, zbyt silny.
- Myślisz, że będę stał bezczynnie, kiedy ten gnój obmacuje Hinatę? – Neji był również inteligentnym człowiekiem, dlatego najpierw chciał negocjować, a nie też ruszyć, niczym wściekły tur, na Uzumakiego. I bardzo dobrze, bo wtedy Sasuke musiałby całkowicie zmienić taktykę. Uchiha uśmiechnął się do niego lekko, niemal złowieszczo. Ten uśmiech z pewnością uspokoił Hyuugę.
- Zemścisz się na nim prędzej czy później, ale nie w pensjonacie. Ojciec mnie zabije, jeśli dojdzie do jakiejś przepychanki, rozumiesz? – Sasuke westchnął ciężko, gdy zobaczył uśmiech Uzumakiego, kiedy ten obejmował w pasie Hinatę. Snowboardowy król momentalnie skopiował ruch blondyna, przyciągając do siebie Haruno. Dziewczyna zachichotał wniebowzięta. Teraz wszyscy, cała szkolna elita, mogła zobaczyć, kto jest nową dziewczyną wielkiego Uchihy. A było się czym pochwalić, nie uważacie?
- Po prostu… Hinata prędzej czy później i tak by mu się wpakowała w spodnie, nie?
Spojrzenie, jakim uraczył go Hyuuga, było naprawdę bezcenne. Najgorsze w tym wszystkim jest jedna to, że Neji jest człowiekiem, który nie cofnie się przed niczym. Może wymknąć się spod kontroli Sasuke i dokonać słodkiej zemsty. A dług, jaki Naruto miał do spłacenia rósł z każdym kolejnym wyskokiem.
Neji odszedł wkurzony, jednak wyglądało na to, że dzisiejszego wieczoru jednak nic nie zrobi Naruto. Kiba już wcześniej gdzieś się ulotnił i takim oto sposobem, Sasuke został sam na sam z Haruno. Dziewczyna prychnęła głośno.
- Ale się dobrali, no nie? – Zagadała do swojego chłopaka, a jej chłopak zacisnął mocno usta w bezsilnej wściekłości. Jednak… co się dziwić? Teraz musi się do czegoś takiego przyzwyczaić. To początek końca jego wspaniałego życia.
Końca?
- Niby kto? – Zapytał w końcu, dla świętego spokoju.
- Uzumaki i Hyuuga, odmieniec i kujonka!
- My też, nie uważasz?
- Król i królowa szkoły – odpowiedziała Sakura, a Sasuke westchnął ze zrezygnowaniem.
„Gra jest ciekawa tylko wtedy, gdy jesteś gotów poświęcić w niej życie”, te słowa były mottem Naruto, odkąd ten tylko pamiętał. Mówiły mu, że dla prawdziwego ryzyka jest się w stanie bardzo wiele poświęcić, jest się w stanie poświęcić wszystko. Uzumaki wierzył w to powiedzenie aż do dzisiejszego wieczoru. Dziesiątego października, grubo po godzinie dwudziestej drugiej stało się coś, co na zawsze zmieniło życie Naruto.
Gra, w którą grał nagle przestała być grą. A może tylko mu się tak wydawało? Bo czasami strach czyni nas zupełnie bezbronnymi, otwiera nam oczy.
Gra, która ma być ciekawa nie jest żadną grą. Gra, w której jesteś w stanie poświęcić swoje życie, jest ciekawa.
Naruto znalazł w tym cholernym pensjonacie miejsce, w którym chociaż przez chwilę mógł poczuć się bezpieczny, osłonięty przed wścibskimi, nienawistnymi spojrzeniami, ukryty przed pijaną Hinatą. Znalazł miejsce, które jako jedyne mogło mu, chociaż przez chwilę, zastąpić dom.
Basen.
Zanurzył palce w zimnej, chlorowanej wodzie. Światła umieszczone na ścianach basenu mrugały do niego radośnie, a błękitne dno rzucało barwny cień na jego twarz, na jego szalenie niebieskie oczy. I kiedy tak patrzył na lazurową wodę, uświadomił sobie właśnie, jak dawno nie pływał, a naprawdę, popływałby z miłą chęcią.
Zanim zdążył sobie przypomnieć, jak to było w Los Angeles, zanim choćby zdążył się do swoich wspomnień uśmiechnął, poczuł szarpnięcie. Kiedy obrócił szybko głowę, już znalazł się pod powierzchnią wody. Z góry zamajaczyły mu dwie znajome twarze, Neji i Kiba.
Zemsta?
Cóż, teraz naprawdę pasuje powiedzenie, że najlepiej smakuje na zimno. Ogarniający chłód wody, Uzumaki czuł ze wszystkich stron. Ale nie podda się. Cokolwiek ten duet chce zrobić, czy go zabić, czy go tylko przestraszyć, nie podda się i pokaże im, że pomimo wszystko, będzie walczył. Chodźby miał utonąć, będzie walczył. Do ostatniego grama powietrza w płucach.
Zebrał w sobie wszystkie siły i wynurzył się na powierzchnię. Zdawać by się mogło, że wszystkie siły są przeciwko niemu. Ciężar ubrań wciąż ciągnął go w dół, alkohol szumiał w głowie i utrudniał racjonalne myślenie, a jakby tego było mało, woda nalała mu się do nosa, przez co jeszcze trudniej było złapać oddech. Wciągnął ze świstem powietrze do płuc sekundę przed tym, jak ręka Neji`ego złapała go za włosy i ponownie wepchnęła pod wodę. Naruto szarpnął się mocno, jednak zaraz poczuł rękę Kiby, który najwyraźniej postanowił dołączyć do zabawy w kata. Kiedy naprawdę zaczynało mu już brakować powietrza, pojawił się bohater.
Na pomoc Naruto przyszedł Itachi, który szczęśliwie przechodził korytarzem i usłyszał krzyki od strony basenu. Impreza momentalnie się skończyła i towarzystwo, chcąc nie chcąc musiało udać się do domów. Oczywiście to, co stało się na basenie było informacją ściśle tajną, dlatego ludzie opuszczali przyjęcie ze słodką nieświadomością. Nie wezwano policji, zjawiła się natomiast Mikoto Uchiha, która zarządziła Sasuke opiekę nad kolegą. Uchiha miał pożyczyć Uzumakiemu swoje ubrania i odwieźć go do domu, żeby Naruto nie nabawił się, nie daj boże, jakiegoś zapalenia płuc. Sama zajęła się dwójką niedoszłych morderców, którzy pijani i wściekli, jeszcze chcieli wyrównać z Uzumakim rachunki.
Naruto był teraz bezpieczny, nieco zdezorientowany i może nawet lekko wystraszony? Był na tyle zagubiony, by speszyła go obecność Uchihy. Spojrzał na niego najgroźniej, jak umiał.
- Co się gapisz?
- Nie wolno mi? – Uchiha, jakby nigdy nic siedział właśnie na łóżku w nonszalanckiej pozie i świdrował spojrzeniem biednego Naruto, który ściągał z siebie przemoczone ubrania. Wzrok snowboardowej gwiazdy był tak przenikliwy, że nie sposób było się pod nim nie zarumienić. Naruto przygryzł ze zdenerwowaniem wargę.
- A co, jak się na mnie rzucisz? Albo zaczniesz się zaspokajać, patrząc na moje wspaniałe ciało i wiedząc, że nigdy nie będzie twoje? Nie warto tak ryzykować, więc zasłoń oczy i nie podglądaj! – Syknął, powolnym ruchem odpinając swoją białą, sportową bluzę. Sasuke zaśmiał się cicho, wciąż patrząc na niego w tak niesamowity sposób. Naruto od razu zrobiło się gorąco.
- Ryzyko było przecież częścią twojego planu Uzumaki. Ryzyko, to coś, co cię podnieca.
Naruto przełknął ślinę. Nie wiedział, czy słowo ‘podnieca’ było odpowiednie w zaistniałej sytuacji. Był pijany, był przestraszony i lekko znerwicowany, a jakby mało tego, Uchiha jakoś dziwnie zaczął na niego oddziaływać. Te męskie usta, ta nonszalancja i ta nieziemska twarz… Oczy, och, cholera, te wspaniałe oczy!
- Gra jest ciekawa tylko wtedy, gdy jesteś gotów poświęcić w niej życie? – Uzumaki uniósł brew w gorę, patrząc ironicznie na postać swojego wroga numer jeden. Brunet skinął głową. – Jeszcze pamiętasz te bazgroły, które ci napisałem?
- W końcu one były kluczem do twojego planu, prawda? – Sasuke uśmiechnął się lekko, kładąc się na łóżku i podpierając jednocześnie na łokciach, by wciąż mógł obserwować swój nowy obiekt badań: ‘Naruto zaraz po próbie zamachu na jego niewinną osobę, Naruto rozbierający się specjalnie dla niego’. Uzumaki warknął cicho.
- Nie zapaliłeś zapałki, prawda?
- Gdybym ją zapalił, teraz naprawdę bym się musiał na ciebie rzucić, żebyś mnie ugasił, nie uważasz?
Naruto spojrzał na niego szeroko otwartymi oczyma i dopiero po chwili dotarł do niego sens słów Uchihy. Nie zaczerwienił się, ani nawet nie uśmiechnął, chociaż miał wielką ochotę.
- Mój plan był lepszy niż twój. Sądziłem, że stać się na coś więcej, niż tylko manipulacja emocjami Haruno – prychnął. Nie miał nawet nadziei, że Uchiha się speszy tym, co powiedział i przyzna mu rację. Naruto podświadomie wiedział, że to chyba Sasuke jednak wygrał.
- Och, Naru, kochanie, słońce ty moje. – Na twarzy bruneta pojawił się pełen miłości i ciepła uśmiech. Uzumaki nie był jednak na tyle pijany, żeby sie na niego nabrać.
- Co?! – Burknął, gdy Sasuke nie kontynuował. Chłopak wstał i podszedł do blondyna blisko. Nie bardzo blisko, tak, jak przedtem, ale wystarczająco blisko, żeby Uzumaki był zadowolony. Znaczy, żeby czuł sie bezpieczny…
- Nie dokończyłeś swojego szatańskiego planu, który miał na celu ponowne sprowadzenie mnie do piekła. Przykro mi, jednak nie rozpaliłeś mnie tak, jak sądziłem, że to zrobisz. A dzięki mojej zabawie, możemy kontynuować tę cholerną grę dłużej. No dalej, powiedz to, przyznaj mi, że jestem geniuszem.
No… teraz to Uchiha był zdecydowanie za blisko Naruto i chłopak powoli zaczął panikować. Gdyby szanse były wyrównane, a Uzumaki byłby w pełni sił, z pewnością nie byłby tak zestresowany, jednak Sasuke postanowił najwyraźniej kopnąć leżącego i w wyjątkowo perfidny sposób zabawić się z naszym biednym blond surferem. Przy Uchiha nawet tsunami stawało się głupim, morskim bałwanem.
- Spadaj! – Prychnął Naruto lekko odpychając od siebie Uchihe. Chłopak pstryknął palcami i palcem wskazującym pokazał na blondyna.
- Odwal ten striptiz i miejmy to już z głowy.
Naruto zaczął się rozbierać.
Sasuke patrzył na ciało blondyna z nieskrywaną fascynacją. Od czasu do czasu rzucał jakieś niewybredne uwagi mające na celu speszenie Uzumakiego, jednak chłopak pomimo wszystko, trzymał się dzielnie. Sasuke nawet nie zarejestrował, kiedy oblizał swoje usta.
- Tylko mi nie mów, że pakujesz! – Prychnął, patrząc na mięśnie blondyna. Delikatne, a jednocześnie tak wyraźne, ukryte pod złotą, delikatną skórą.
Jeszcze chwila, a Uchiha naprawdę pomyśli o zmianie orientacji…
Uzumaki wyprężył się, eksponując swoje wdzięki w całej okazałości.
- Mówiłem ci, że ci stanie, jak mnie tylko zobaczysz! – Naruto puścił do niego oko, stając się coraz pewniejszym siebie. Sasuke nie mógł pozwolić na to, by zakłopotany Uzumaki zniknął całkowicie.
- Ciekawe, czy będziesz tak chojrakował, kiedy ściągniesz gacie.
Naruto uśmiechnął się tylko łobuzersko, dotykając delikatnie swojego wspaniałego brzucha. Jeździł po nim palcami w tak perwersyjny sposób, jakby sam siebie chciał zaspokoić. Ciekawe, czy gdyby blondyn był trzeźwy, zrobiłby tak samo?
Dłonie Uzumakiego dotarły w końcu do spodni. Mokrych jeansów, opinających Naruto w bardzo odpowiednich miejscach. Sasuke uśmiechnął sie do Uzumakiego zachęcająco.
- Boje się, że nabawisz się kompleksów, Uchiha.
- Cieszę się, że się tak o mnie martwisz, kochanie.
- Ale?
- Ale? – Sasuke uniósł brew z rozbawienia, jak zahipnotyzowany patrząc, jak palce Uzumakiego odpinają guzik jeansów. Czemu chciał, by to jednak jego palce odpinały ten cholerny guzik?
- Zawsze jest jakieś ale. – Niech to szlag! Teraz blondyn zabrał się za rozporek, a Sasuke trudno było wydobyć z siebie głos.
- Obawiam się, że moje skromne ego nie wytrzyma widoku tego monumentalnego skarbu w twoich majtkach.
Naruto uśmiechnął się szczęśliwy, nie wyczuwając najwyraźniej ironii w tym barwnym, męskim głosie Sasuke. Zsunął mokre jeansy ze swoich kształtnych, ponętnych bioder, a Sasuke uśmiechnął się tak, jak jeszcze nigdy się nie uśmiechał.
Sielankową atmosferę przerwało pukanie do drzwi.
- Czego? – warknął Sasuke, naprawdę wkurzony.
- Otwórz, do cholery! – Głos, znajomy głos, głos jego cholernego brata. Może być jeszcze gorzej?!
- Idę, kurwa! – Wstał z wyraźnym ociąganiem i kiedy już miał otworzyć wrota do jego małego królestwa, ostatni raz spojrzał na Naruto. – Wciągnij chociaż te gacie – mruknął, a zanim Naruto zdążył zareagować, otworzył drzwi na oścież, odsłaniając zdziwionemu Itachiemu pełen perwersji i niemoralności widok Uzumakiego w samych bokserkach, z jeansami opuszczonymi poniżej kolan i miną, która była naprawdę uroczym, zakłopotanym wyrazem jego kalifornijskiej twarzy.
- Molestujesz naszego biednego Naruto? – Starszy Uchiha wszedł do pokoju, uśmiechając się wyrozumiale do blondyna, który odwzajemnił jego uśmiech.
- Nie, Uzumaki zgłębia tajniki ekshibicjonizmu, a ja jestem jego królikiem doświadczalnym – westchnął Sasuke z udawanym zrezygnowaniem. Spojrzał groźnie na Itachiego, który uśmiechał się niebezpiecznie, tajemniczo i z pewnością znów szykowała coś niedobrego, jakieś kolejne diaboliczne przedstawienie. A Uzumaki mówi, że to Sasuke bawi sie emocjami innych!
- Matka się pytaj, jak się czujesz, a Neji i Kiba mają zakaz zbliżania się do ciebie. – Uśmiechnął się pocieszająco do blondyna, który wzruszył tylko ramionami, szukając jednocześnie spodni, które dał mu Uchiha, a które Uzumaki gdzieś rzucił, zbyt zajęty striptizem dla młodszego Uchihy.
- Nie będę wam już przeszkadzał. – Itachi uśmiechnął się bezczelnie, cofając się do wyjścia. – Naruto uważaj, żebyś się nie przeziębił, a ty, Sasuke, żebyś sobie niczego nie nadwyrężył. Za niedługo zaczyna się sezon i nie chcemy, żebyś miał kontuzję jakiegoś mięśnia, prawda? – Itachi posiadał refleks, dlatego zdążył zamknąć drzwi, zanim uderzyły w nie części garderoby oraz jakaś książka, którą Sasuke miał akurat pod ręką.
Naruto ubrany w czarne jeansy i tak samo ciemną bluzę z kapturem znalazł sie właśnie na dole, gdzie Neji i Kiba stali ze skwaszonymi wyrazami twarzy, chcąc z pewnością przeprosić. Obok nich, jak zwykle dumna i surowa, stała pani Uchiha, która uśmiechnęła się ciepło do Naruto. Wystarczyło zostać napadniętym przez jakichś pijanych zbirów i już zyskiwało sie sympatię pierwszej damy zimowego miasteczka, co? Może rozgłoszenie niemiłego incydentu nie byłoby takim złym pomysłem? Inni wzięliby przykład z Mikoto i również przestali nienawidzić Uzumakiego.
- Naruto, jak się czujesz?
- W porządku – odpowiedział najgrzeczniej, jak umiał, chociaż spojrzenie Mikoto było nie mniej przeszywające jak wzrok jej młodszego syna, który stał za blondynem jak cień. Chłopak czuł nawet jego oddech na karku.
- Sasuke cię odwiezie, żebyś się jakiejś choroby nie nabawił, a twoi koledzy chcieli…
- Mam gdzieś ich przeprosiny! – Prychnął, a całą uprzejmość szlag trafił. Już miał wyjść z pensjonatu, gdy pani Uchiha niespodziewanie do niego podeszła.
- Czekaj, musimy porozmawiać – zaczęła, jednak Naruto się wkurzył. Naprawdę nie chciał teraz z nią rozmawiać i wysłuchiwać tych głupich rzeczy, jakich z pewnością chciała mu nagadać. O moralności, sumieniu, dobrym sercu i innych pierdołach, w które Naruto nie wierzył. Pan Uzumaki nauczył się w poprawczaku, że można wierzyć jedynie w siebie i to, jak na razie, mu w zupełności wystarczało!
- Jestem zmęczony, chcę już wracać do domu i…
- Pomyliłam się, co do ciebie – Mikoto uśmiechnęła się ciepło, tak, że Naruto od razu zmięknął. Spojrzał na matkę Uchihy z niezrozumieniem. – Jeśli kiedyś potrzebowałbyś pomocy, czy pracy, przyjść do mnie.
- Ta, jasne – prychnął Sasuke i zanim jego matka, czy nawet Naruto zdążyli coś odpowiedzieć, brunet wypchnął Uzumakiego na zewnątrz i skierował się w stronę swojego samochodu.
Naruto wciągnął ze świstem powietrze do płuc, okrywając się ramionami. Nie było już wiatru, jak przedtem. Było za to coś innego, coś, co Naruto przyjął z szeroko otwartymi oczyma i brzydkim słowem na dzień dobry.
Był śnieg. Prawdziwy, piękny śnieg. Nie taki puszek, który nieraz można było zobaczyć rano. Śnieg. Wielkie płatki leniwie spadały z nieba, iskrząc się jednocześnie w sztucznym, żółtym świetle parkingowych latarni. Dla Naruto śnieg oznaczał tylko jedno – rozpoczęcie prawdziwej walki z diabolicznym żywiołem. Dopiero teraz pozna, co to znaczy mieszkać w śnieżnym miasteczku.
Jezu…
Naruto mówił już, że nienawidzi śniegu? Jeśli nie, to chyba teraz jest najlepsza do tego okazja.
- Nie krzyw się tak, dopiero za niedługo poznasz, co to znaczy prawdziwe uderzenie zimy – mruknął Sasuke, uśmiechając się lekko do Naruto, tak, że blondyn aż sam musiał się uśmiechnąć.
- Wyglądasz, jakbyś miał łupież – prychnął, patrząc na czarne włosy chłopaka, w których tonęły właśnie kolejne płatki śniegu. Uzumaki mimowolnie wziął rękę i dotknął czupryny Sasuke. Ten odepchnął jego rękę stanowczo.
- Spadaj! – Zmrużył oczy i Naruto naprawdę nie wiedział, czy Uchiha z niego kpi, czy rzeczywiście jest wściekły. Bądź, co bądź to przystojniak numer jeden w śnieżnym miasteczku i musi dbać o swój image, a szczególnie o fryzurę, prawda? Ale ten uśmiech i błysk w oku…
Naruto już miał odpowiedzieć coś błyskotliwego, jednak w końcu doszli do auta Uchihy. Blondyn zamrugał zdezorientowany, a wszystkie zabawne kwestie wyleciały mu z głowy.
- To jest twój samochód? – Wypalił, automatycznie otwierając usta. Przed nimi stało piękne, błyszczące terenowe cudo, z logiem BMW na masce. Samochód Uchihy był biały niczym płatek śniegu, a żeby nie było tak słodko, przyciemnione szyby, dla odmiany, dodawały pikanterii i drapieżności. To była chyba najpiękniejsza maszyna, jaką Naruto kiedykolwiek widział. Jej delikatne kształty, jej wielkość, jej błyszczące felgi, które z pewnością kosztowały majątek… Teraz Naruto pożałował, że nie jest żadną sportową gwiazdą.
- Wsiadasz, czy nadal będziesz się tak gapił na mój wóz, aż ci się jaja zamrożą? – Dobiegło go pytanie Sasuke, który już wsiadał do swojego wielkiego potwora. Naruto momentalnie się opamiętał, wskakując za brunetem.
Och, a wnętrze tak samo piękne… Z błyszczącymi oczyma patrzył na czarną, lakierowaną skórę, na wielką deskę rozdzielczą z wbudowanym małym komputerem i milionem przycisków, które Naruto chciał ponaciskać, jednak spojrzenie bruneta wystarczyło, żeby stracił na to ochotę. Zamiast tego postanowił kontynuować ich przyjacielską pogawędkę.
- Wierzę, że twoje usta z miłą chęcią by mnie rozgrzały, prawda? – Uzumaki poruszył się sugestywnie, jednak kierowca był zbyt daleko, żeby blondyn mógł się o niego otrzeć. Wielka szkoda, cholera!
- Wydaje mi sie, że teraz usta kogoś innego będą mogły cię rozgrzać – powiedział Sasuke, wyjeżdżając jednocześnie z parkingu. Naruto zrobił obrażoną minę. Nie podobało mu się to, co powiedział Uchiha.
- Niby kogo?! – Burknął.
- Usta twojej wspaniałej dziewczyny, Hinaty – Sasuke spojrzał na Uzumakiego uważnie, a Naruto mimowolnie się zaczerwienił. Zmrużył jednak oczy, zacisnął mocno pięść i postanowił nie dać za wygraną.
-A żebyś wiedział, cholera! Hinata…
- Lepiej nie kończ. Nawet nie chcę sobie wyobrażać, co ta krowa będzie ci robiła.
- Nie mów tak o niej! – Zaprotestował, jednak wyszło mu to nad wyraz słabo.
- A jak mam o niej mówić? Przez nią, o mało Neji cie nie utopił, kretynie! – Sasuke zmrużył poirytowany oczy i zacisnął mocniej palce na kierownicy.
- I co z tego! Mam prawo mieć dziewczynę, tak samo jak ty! Po co niby dałeś Sakurze nadzieję, co?! Przecież ty jej nienawidzisz! – Prychnął, czując, że jest w nastroju bojowym, a naprawdę niewiele brakuje, żeby w końcu dał upust wszystkim swoim emocjom, których dzisiejszego dnia było aż w nadmiarze. Sasuke westchnął zrezygnowany.
- To prawda, nienawidzę jej, jednak jest ktoś, kogo nienawidzę jeszcze bardziej, wiesz? – Uśmiechnął się lekko, patrząc kątem oka na Naruto. Blondyn odwzajemnił uśmiech, słysząc pytanie Uchihy. Doskonale wiedział, jaka będzie na niego odpowiedź.
- Mnie.
- Bingo, słonko! – Sasuke był już coraz bliżej domu Uzumakiego. Chłopak wciągnął ze świstem powietrze do płuc. Nie chciał jeszcze kończyć tej rozmowy, nie tak szybko, nie dopóki sobie wszystkiego nie powiedzieli.
- Myślisz, że kocham Sakurę? – Prychnął, mrużąc jednocześnie oczy. Był już naprawdę zmęczony. Alkohol powoli zaczynał tracić na swojej destrukcyjnej mocy, a blondynowi coraz bardziej chciało się spać. Zlekceważył jednak oznaki słabości, ponieważ musiał stanąć oko w oko ze swoim największym przeciwnikiem.
- Myślę, że jesteś w niej fatalnie zauroczony.
- Pff! To się mylisz! – Naruto wykonał jakiś nieokreślony gest ręką, marszcząc jednocześnie brwi. – Kocham Hinatę i to z nią chcę spędzić resztę swojego życia.
- Czemu wstawiłeś się za Sakurą? – To pytanie było na tyle niespodziewane, że Naruto stracił nieco swojego bojowego nastroju.
- Ej! – Naruto nagle olśniło. – Ile ty masz, kurna, promili we krwi! Jesteś pijany i jeszcze mnie, cholera, zabijesz tym swoim kawilakiem! – Krzyknął nagle, uświadamiając sobie, że przecież są po imprezie, że Sasuke jest pijany, a jego matka specjalnie kazała mu odwieźć biednego blondyna do domu, żeby go zabić i upozorować wszystko na wypadek!
Czyli to koniec? szepnęła jakaś zbłąkana myśl.
- Nie dramatyzuj, nie jestem pijany, a ty nie zmieniaj tematu!
- Wysadź mnie tutaj, teraz, zaraz! – Krzyknął, odpinając pas i już mając otworzyć drzwi, gdy Uchiha zatrzymał się nagle. Naruto nie przygotowany na taki obród sprawy, poleciał na deskę rozdzielczą. Po chwili w samochodzie dało się usłyszeć soczyste przekleństwo, kiedy Naruto rozmasowywał sobie obolałe miejsce. Spojrzał spod byka na Uchihe.
- Jesteśmy na miejscu, kretynie – westchnął brunet i kiedy Naruto już sięgał do drzwi, zatrzymał go. – Dlaczego podstawiłeś się pod Sakurę, co? Ona nawet nie będzie ci wdzięczna.
- Nie musi – Naruto uśmiechnął się nagle zupełnie łagodnie, patrząc przenikliwie na Sasuke. – Ważne, że ty jesteś za nią wdzięczny, prawda? Sasuke ja… - zaczerwienił się lekko, spuszczając wzrok. Po chwili podniósł go, będąc nieco bardziej pewniejszym siebie. – Nie skrzywdź jej, Sasuke, ona na to nie zasługuje – powiedział cicho i otworzył drzwi. Nie patrzył teraz na Uchihe. Wiedział, że na jego ustach będzie ten ironiczny uśmieszek wyższości i pogardy dla reszty społeczeństwa. Kiedy już znalazł się na chodniku i miał zamknąć za sobą drzwi, Sasuke odezwał się tym swoim głębokim, męskim hipnotyzującym głosem, który sprawił, że Naruto momentalnie spojrzał na Uchihe. Brunet zmrużył swoje czarne oczy.
- Naruto, czy ty nic, do jasnej cholery, nie rozumiesz? – Nie mówił tego z kpiną czy cynizmem, mówił to tak spokojnie, jak jeszcze nigdy. Bez obojętności, nawet bez wrogości…
- Co mam niby rozumieć? – burknął blondyn, zaskoczony zmianą w zachowaniu Sasuke.
- Ona nie jest ciebie warta – Uchiha pokiwał z niedowierzaniem głową. – Ona nawet w połowie nie jest tak dobra jak ty. Hinata też nie, dlatego przestań zawracać sobie nimi głowę. One nie są tego warte – uśmiechnął się delikatnie do Uzumakiego, a chłopak zaskoczony aż uchylił lekko usta. Nie spodziewał się tych słów, szczególnie od snowboardowej gwiazdy, która go nienawidzi. Zreflektował się szybko i odwzajemnił niepewnie uśmiech bruneta.
- Lepiej zająć się tobą, Sasuke, nie uważasz? Tylko wroga można kochać naprawdę.
- Zgadzam się z tobą w zupełności. – Uchiha puścił mu oczko, po czym dodał coś, co jeszcze bardziej zaskoczyło Uzumakiego. – Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin, Naruto.
I były to chyba najszczersze życzenia, jakie pan Uzumaki kiedykolwiek otrzymał. Zamrugał gwałtownie, po czym uśmiechnął się jeszcze do Uchihy na pożegnanie i zamknął drzwi. Skierował sie do swojego przytulnego, ukochanego domu, gdzie miało rozpocząć się prawdziwe piekło.
sobota, 13 listopada 2010
Bom Bom! 20
Nie wiem, czy będziecie mi wierzyć, czy nie, jednak zakończyłam już imprezę w tym rozdziale :) Jeszcze kilka informacji w kolejnych i już naprawdę wszystko będziecie wiedzieć. Rozdział jest naprawdę długi, z 5 stron, które zazwyczaj pisze, 20BB ma 12, to dla mnie rekord, więc mam nadzieję, że docenicie to docenicie. Może być w nim dużo błędów, nie jest betowany.
I moja dobra rada: naprawdę, nie jedźcie nic, ani nie pijcie, czytając go.
Z dedykacją dla Pazurka, która miała duży wkład w powstawanie 20.
Naruto stanął przed drzwiami do domu i westchnął cicho. Impreza skończona, a jej finał? No cóż, nie podejrzewał, że jego płomienny entuzjazm zostanie, tak spektakularnie ugaszony.
Wygrał, czy przegrał? Oto jest pytanie!
Uzumaki odwrócił się ostatni raz w stronę drogi, gdzie wciąż stał drogi, wielki i wypasiony terenowy wóz, należący do… Sasuke Uchiha. Tak właśnie, snowboardowa gwiazda osobiście go odwiozła do domu.
Naruto zarumienił się lekko, gdy kierowca na niego spojrzał, jednak już po chwili niepewności, blondyn odpowiedział mu swoim naturalnym, łobuzerskim uśmiechem. Tak… ten uśmiech na pewno nie należał do przegranego. Ale Sasuke też się uśmiechnął – złośliwie, z satysfakcją, jaką znają jedynie geniusze zbrodni.
Więc… który z nich w końcu wygrał?
Kilka godzin wcześniej…
Sakura szła w stronę blondyna, mocno kołysząc swoimi ponętnymi, chociaż trochę zbyt wąskimi, biodrami. Stawiała drobne kroki, specjalnie chcąc skupić uwagę wszystkich wygłodniałych samców. Wiedziała, że najważniejsze, głęboko czarne, olśniewająco tajemnicze oczy są za nią. Sakura, co prawda, nie czuła rozpalonego spojrzenia Uchihy na swoich pośladkach, jednak uznała, że ten niesamowity przystojniak prowadzi z nią grę, w której Sakura musiała udowodnić, jak seksowna może być. Dopiero wtedy Sasuke pokaże, jak bardzo jej pragnie.
Nagle Sakura coś poczuła. W jej brzuchu mocno zabulgotało i gdyby nie refleks, jakim dysponowała, z pewnością puściłaby brzydkiego, śmierdzącego bąka. Spięła mocno pośladki i z zaciętym wyrazem twarzy ruszyła przed siebie.
Była już coraz bliżej swojego celu. Wciąż mocno zaciskała mięśnie siedzenia, starała się wyglądać jak najbardziej korzystnie, więc oblizała kusząco usta i zmrużyła swoje wielkie, zielone oczy.
Jest tutaj jedyną kocicą i zaraz sprawi, że ptaszek Naruto zaćwierka, jak mu Sakura zagra!
Naruto roześmiał się z jakiegoś mało śmiesznego żartu, który właśnie opowiedziała mu Hinata. Szczerze powiedziawszy był w świetnym, po prostu wyśmienitym humorze, a wiedział, że może być jeszcze lepiej i to w dodatku już niedługo.
Pstryknął na Hinatę i wskazał na swój kieliszek, w którym niestety pozostały jedynie pojedyncze krople z jakiegoś mocnego, diabelnie dobrego alkoholu, jaki załatwiła mu jego wspaniała koleżanka, a w zasadzie jej jeszcze wspanialszy dekolt.
Lekko przygłupawy barman, który nie chciał wydawać procentowych napojów, był tak zaczarowany dekoltem Hinaty, że najchętniej oddałby jej chyba wszystkie butelki z alkoholami, jakimi dysponował, byleby tylko przez dłuższą chwilę móc podziwiać pierś Hyuugi. A już w ogóle odpływał, gdy brunetka pochylała się nad blatem i…
Naruto zarechotał uszczęśliwiony, gdy spróbował właśnie nowego drinka, sporządzonego na specjalną prośbę Hinaty. Najzabawniejsze w zaistniałej sytuacji było natomiast to, że samą gwiazdę dzisiejszego wieczoru jarało to, że wszyscy faceci gapią się na jej cycki. Zniknął ognisty rumieniec z jej lica, a nieśmiała dziewczyna uciekła do toalety, żeby się chyba spalić ze wstydu. Oczywiście owa urocza młoda dama zawsze wracała, gdy chodziło o Naruto. Pocąca się świnia i czerwieniejąca się, jak rak Hinata znów siała postrach w sercu blondyna, gdy ten tylko przeprowadzał z nią konwersację.
Kolejny uśmiech Naruto utonął w drinku. Pan Uzumaki przypomniał sobie właśnie inną, niezwykle ciekawą rozmowę, którą odbył zaledwie kilka minut temu
Rock Lee był zbyt pijany, żeby zobaczyć w Naruto zwykłego, młodego i radosnego surfera. Zamiast przystojniaka z kalifornijskich plaż, kumpel Sasuke dostrzegał w Uzumakim cień gwiazdy porno, ulubienicy Rock`a przodującej w różowym biznesie. I nie wiedzieć czemu, Lee wypatrzył w biednym chłopaka właśnie ową aktorkę.
Naruto od początku jego znajomości z kampanią Uchihy uważał, że Lee jest zabawnym kolesiem, który i owszem, był frajerem, jednak, gdy trzymał się z księciem śnieżnego miasteczka, nic mu nie groziło.
W głowie Naruto od pewnego czasu zaczął również kiełkować pewien pomysł. A gdy tylko Rock Lee zjawił się obok niego, zagadał i traktował, nie jak wroga Uchihy, a jak… no cóż, gwiazdę porno, to Naruto miał jedyną okazję, by zdobyć pewne cenne informacje, niezbędne do jego nowego, szatańskiego planu, który już od pewnego czasu kiełkował w jego głowie. Teraz najwyższa pora by rozwinął skrzydła.
A jak powszechnie wiadomo, jeśli chce się czegoś naprawdę dowiedzieć, trzeba za to zapłacić pewną cenę. Naruto poświecił się dla wyższego dobra. Pozwolił zmacać się chętnym dłonią Rock`a. Chłopak chciał pomacać tego sławnego biustu, którego jakimś dziwnym trafem nie mógł dostrzec pod koszulką Naruto. A nasz uroczy blondyn, bojąc się, że gdy Rock dowie się prawdy, nie pozna potrzebnych informacji, przystanął na prośbę chłopaka. Okrągłe, czarne jak dwa robaki oczy, błyszczały coraz bardziej, gdy dłonie Lee błądziły po ciele Naruto. A Uzumaki nie zdążył powstrzymać rąk chłopaka, gdy te doszły do jego krocza. Tak, Lee poznał prawdę, jednak ku ogromnemu zdziwieniu Naruto, nie odwrócił się od chłopaka. Spełniły się wcześniejsze przypuszczenia - kolega Sasuke okazał się człowiekiem niezwykle otwartym i gotowym na współpracę, nawet wtedy, gdy rozmawiał z Naruto, a niej z gwiazdą porno.
I taki właśnie sposobem nasz tajny agent, Naruto Uzumaki, dowiedział się, na jakiej stronie internetowej można najczęściej spotkać snowboardowego diabła, jaki ma nick na forum i o czym najlepiej z nim rozmawiać. Chłopak zdobył wszystkie potrzebne informacje na temat swojego kolejnego planu.
Plan był genialny w swojej prostocie. Można go było wciąż za plan awaryjny, jednak żadne dzisiejsze niepowodzenie nie wchodziło w grę. Dla Naruto był to kolejny krok do unicestwienia tego dupka.
Uśmiechnął się do siebie błogo, gdy nagle stało się coś, czego zupełnie się nie spodziewał.
Oto jego miłość, najpiękniejsza dziewczyna w tym pensjonacie, Sakura Haruno, stanęła obok niego i zatrzepotała zalotnie rzęsami.
Niech mnie wszystkie diabli! Sakura mnie podrywa, na bank! – pomyślał, a jego teza była tak dziwna, że aż nienaturalna.
- Cześć Naruto – jej słodki, delikatny głos był muzyką w uszach Uzumakiego.
Naruto spojrzał na nią maślanymi oczyma, tak rozanielony zaistniała sytuacją, że nawet nie zauważył, jak dziewczyna coś do niego mówi.
Jakby mało było niespodzianek, Sakura postanowiła przejść dzisiejszego wieczoru samą siebie. Z dziwnym błyskiem w oku pocałowała go w policzek, a jej lepkie, trochę śmierdzące błyszczykiem usta, dotknęły na kilka sekund jego skóry. Kiedy sie od niego oderwała, wyszeptała cienkim, słodkim głosikiem słowa:
- Wszystkiego najlepszego, Naruto, z okazji urodzin.
I Naruto miał wrażenie, że zaraz się rozpłynie. W przypływie niespodziewanej pewności siebie, złapał za pośladek Haruno i ścisnął mocno.
- Rozluźnij się – zamruczał z satysfakcją, że nie został odepchnięty i z jeszcze większą rozkoszą ścisnął za jej tyłek.
Nagle oczy dziewczyny zrobiły się wielkie jak dwa talerze. Przygryzła swoje błyszczące usta, tak mocno, że stały się równie białe, co jej twarz. Odepchnęła gwałtownie Naruto, stękając przy tym gardłowo. A ręce zdezorientowanego Uzumakiego zawisły w powietrzu, jak dwa bezradne patyki.
- Ja… - dało się usłyszeć cichy głos. – Jezu! Łazienka!
Z prędkością światła Sakura pobiegła w kierunku toalet. Ostatnim, co Naruto wyczuł, był dziwny, niepokojący zapach, który zaczął się unosić wokoło. Naruto zmarszczył brwi w geście skupienia. W sumie, po tych wszystkich ekscesach, najwyższa pora się chyba odlać. Nie ma co, ciśnienie w spodniach rośnie coraz bardziej! Podjąwszy męską decyzję, podniósł się z wysokiego, barowego krzesła i właśnie wtedy napotkał wściekłe spojrzenie Hinaty, która tak bardzo nadymała policzki, że niechybnie zaraz eksploduje. Teraz z kolei przypominała dynię, albo nie! wielkiego, czerwonego pomidora, który jest tak napęczniały od skrywanej wściekłości, że w końcu pęknie. Dopiero po chwili dotarło do Naruto, że przecież Hyuuga cały czas siedziała koło niego, gdy chłopak rozmawiał z Haruno. Uzumaki przełknął ślinę i najszybciej jak się dało, ulotnił się w stronę toalet.
Młody Uchiha patrzył na całą szopkę z nieskrywanym entuzjazmem. Trzeba przyznać, że Naruto był niesamowity. Sasuke mógł godzinami siedzieć i patrzeć na miny, gesty, uśmiechy, jakie serwował mu blondyn, a wciąż nie miał dość!
W jego oczach pojawił się niebezpieczny błysk, gdy Sakura uciekła do toalety i Uzumaki został sam. Wybornie, po prostu wyśmienicie. Cały jego plan - genialny, diabelny pomysł, szedł jak z płatka. Sakura była idealna w swej kreacji, Naruto tak rozkosznie zakochany, nieświadomy, a Sasuke?… Sasuke tylko czekał, jak przyczajony drapieżnik. Wiedział, kiedy zaatakuje. Dokładnie sobie wszystko zaplanował i nie było mowy o żadnej pomyłce. Teraz nakładał tylko kolejne części układanki na siebie. Nie mógł doczekać się końca tej rozkosznej intrygi.
Już miał wstać i podejść do Naruto, kiedy niespodziewanie zauważył pewien znajomy cień, który dosłownie mignął po przeciwnej stronie sali. W tej właśnie chwili, w oczach naszej młodej, wspaniałej snowboardowej gwiazdy pojawiła się zupełnie inna emocja, zupełnie inny błysk. Sasuke był wściekły. To zabawne, że dosłownie z sekundy na sekundę, jego świetny nastrój prysnął, zastąpiony czystą, okrutną wściekłością.
Itachi.
To jedno słowo, jedno głupie imię jego cholernego brata otworzyło Sasuke oczy.
Itachi miał to do siebie, że jako ulubieniec ojca, jego pomocnik, można by wręcz powiedzieć wiceprezes wielkiej sieci pensjonatów, często wyjeżdżał – w sprawach biznesowych, by doglądać interesu, ect.
Najzabawniejsze w tym wszystkim jest znowu to, że Sasuke o nim zapomniał. Zapomniał chyba o najniebezpieczniejszym przeciwniku, jaki mógł mu przerwać to przedstawienie.
O ironio! Jakby tego było mało, młodszy Uchiha miał przecież do czynienia z arcymistrzem kreowania show. Czy domyślił się, co też Sasuke planuje? Nie, to jest raczej mało prawdopodobne. Jednak nawet bez tego, Itachi stawał się cholernie niebezpieczny. Jego starszy brat mógł zrobić cokolwiek, by misterna intryga nie doczekała finału. Jeden mały, nic nieznaczący ruch, mógł przekreślić diabelski plan Sasuke.
‘Ktoś, kto zna wszystkie twoje tajemnice’ – rozkosznie zachrypnięty, cichy głos Uzumakiego znów rozbrzmiał w głowie Uchihy, który w końcu zrozumiał.
To Itachi wpuścił Naruto do pokoju bruneta i to on zdradził mu jakąś tajemnicę. Teraz był już pewny, że blondyn jednak nie blefował.
Tajemnica…
Sasuke zmrużył oczy. Itachi był mistrzem. Młodszy Uchiha wciąż nie miał pojęcia, nawet nie mógł podejrzewać, co też jego Itachi powierzył blondynowi w sekrecie.
Zaklął szpetnie pod nosem i wstał z wygodnego, skórzanego fotela.
Najwyższa pora poznać prawdę.
Naruto dotarł w końcu do toalet. Westchnął cicho, patrząc na całującą się parę, nieopodal okna, która coraz śmielej sobie poczynała, jednak, co się dziwić? Na korytarzu, oprócz nich i Uzumakiego, prawie nikogo nie było, jedynie paczka znajomych znajdujących się przy wejściu do wielkiej sali, śmiała się głośno, w ogóle nie zwracając uwagi na parę przyszłych kochanków.
Naruto wciągnął ze świstem powietrze, czując nagle nieprzyjemny zapach, wydobywający się z jednej z toalet. Chłopak zmarszczył zabawnie nos, nie mogąc oprzeć się dziwnemu wrażeniu, że zielone ściany korytarza w połączeniu z żółtym światłem, tworzą mieszankę wybuchową, jaka właśnie, najprawdopodobniej, wytwarza się w toalecie. Spojrzał na znaczki umieszczony na parze drzwi, obok których stał. Kółeczko i trójkącik. Które z nich wybrać? Wstyd się przyznać, jednak już dawno nie spotkał się z takim oznakowaniem. Duży wpływ na jego dylemat miały również procenty, radośnie szalejące w jego krwi. Nie był pijany, jednak wystarczająco wstawiony, żeby zastanawiać się nad wyborem kibla, w którym mógł się spokojnie odlać. W którymś z nich ukrywała się również Sakura. Za jednymi drzwiami, ktoś urządzał maraton na sedesie, drugie były czyste. Naruto miał doskonały węch i tego małego, acz istotnego szczegółu mógł być pewien.
- Raz kozie śmierć – mruknął do siebie i nacisnął klamkę drzwi, na których umieszczony był znak kółeczka. Uderzył w niego brzydki zapach.
Pudło, panie Uzumaki!
Naruto na swoje nieszczęście wybrał tę pechową, śmierdzącą toaletę, w której ktoś naprawdę ciężko pracuje, żeby wycisnąć z siebie wszystko. Och, tak. Naruto skrzywił się z niesmakiem, kiedy jednak przekroczył próg toalety, a drzwi same się za nim zamknęły! Doprawdy, prawie jak w jakimś horrorze.
Wstrzymał oddech, postanawiając być dzielnym. Rozejrzał się po wnętrzu, zauważając, że to damska toaleta. Czyli to trójkącik jest dla panów. Zapamiętać raz a porządnie, żeby nie było następnych takich sytuacji.
Już miał się odwracać, gdyż uznał, że nie może przebywać w tak śmierdzącym pomieszczeniu, gdy drzwi do jednej z kabin otworzyły się nagle i kogo zobaczył?
Sakure Haruno, która dyszała tak głośno i ciężko, jakby właśnie walczyła w tej kabinie o własne życie z kiblem, który chciał ją wciągnąć, do kanału. Naruto zmarszczył brwi, ponieważ nieprzyjemny zapach przybrał na sile.
- Wszystko w porządku? – Zapytał, teraz jeszcze bardziej ochrypłym głosem. Zakręciło mu się w głowie.
- Nie… - sapnęła dziewczyna i podeszła chwiejnym krokiem do umywalki. Naruto zobaczył, że ciągnie się za nią długie pasmo papieru toaletowego, który niefortunnie przyczepił się do jej obcisłych spodni. Sakura spojrzała na swoje odbicie w lustrze i ze zrezygnowaniem przemyła ręce. – Co ty tutaj robisz? – Zapytała po dłuższej chwili, gdy w końcu się ogarnęła i doszła do siebie.
- Pomyliłem toalety. – Naruto zmarszczył brwi, a jego wzrodzone wyczucie, nie zadziałało, gdy wymsknęło mu się z ust pytanie: - Czemu tak śmierdzi?
Sakura spojrzała na niego takim wzrokiem, jakby właśnie oznajmił jej, że Sasuke Uchiha jest gejem.
- Ja…
- Masz biegunkę?
Teraz dziewczyna zrobiła taką minę, jakby właśnie usłyszała od Naruto, że mało tego. Jej książę z bajki nie tylko jest pedałem, najzwyklej w świecie leci na Uzumakiego.
- Co, ty?!
- Rzygałaś?
Naruto jeszcze nigdy nie czuł tak brzydkiego, obezwładniającego zapachu i naprawdę nie wiedział, która ze stron Sakury, góra czy dół, stworzyła coś tak upiornego.
- Nie! – Syknęła, a na jej wysokim, gładkim czole wyskoczyło kilka niebiesko-zielonych żyłek, pulsujących tak, że nawet Naruto dokładnie widział, jak ciężko pracują.
- To… może masz wzdęcia? – Zaczął i mimowolnie skulił się w sobie, widząc wzrok Haruno.
- Mam – zaczęła, z wściekłym wyrazem twarzy, coraz bardziej zbliżając się do blondyna. – Problemy z żołądkiem, jasne?! – Wykrzyknęła, a Naruto pokiwał stanowczo głową. Zgodziłby się na wszystko, byleby dziewczyna sobie poszła. Nie był idiotą, więc nie przypomniał jej o perfumach. Trzask drzwi przywrócił go do rzeczywistości. Sakura wyszła i… no cóż, może po drodze przypomni sobie o skropieniu się jakimś ładnym zapachem?
Naruto też juz miał wyjść, gdy coś go tknęło. Z wahaniem, powolnym, dramatycznym wręcz krokiem podszedł do kabiny, z której wyszła Sakura. Zatkał nos, z przerażeniem wychylając głowę, by dojrzeć zawartość toalety.
Och…
Kiedy odwrócił się gwałtownie, a jego żołądek zaczął kurczyć się nieprzyjemnie. Drzwi nagle się otworzyły a w nich stanęła jakąś dziewczyna. Ona też poczuła ten zapach.
- Itachi! – Wściekły głos rozdarł powietrze w przytulnej sali z wielkim kominkiem, gdzie aktualnie przebywał Itachi i rozmawiał z jakimiś ludźmi, zaliczającymi się do szkolnej elity. Na jego twarzy gościła tradycyjna maska obojętności, a na ustach błąkał się uśmieszek, w którym można było się zakochać. Chociaż dla Sasuke był to najbardziej irytujący uśmiech, jaki kiedykolwiek u kogokolwiek widział. Uśmiech chłodnej uprzejmości, subtelnie i jakże inteligentnie mówiący: nie zasługujesz nawet na kopa w dupę, debilu. A jednak ludzie kochali go za ten uśmiech. Może dlatego, że chociaż Itachi bardzo chciał, nigdy jeszcze nikogo w dupę nie kopnął? Tak, wciąż zachowywał pozory swojej normalności. A normalnym oczywiście nie był. Pieprzony manipulator!
- Sasuke! – Jego starszy brat uśmiechnął się teraz zupełnie inaczej. Tak, właśnie tym uśmiechem, który był przeznaczony specjalnie dla młodszego Uchihy. – Wspaniała balanga! – Wykrzyknął i jakby na potwierdzenie swoich słów, uniósł kieliszek z alkoholem do góry. Kilka dziewczyn zachichotała bezmyślnie, a reszta towarzystwa spojrzała ciekawym wzrokiem na Sasuke. W pokoju zapanowała głucha cisza. Tłum było naprawdę spragniony show. Och! Jakże wspaniale. Oczywiście, że je dostaną, jednak nie teraz. W końcu po to tutaj wszyscy jesteśmy prawda?! – pomyślał z jakąś dziwną goryczą Sasuke i szybkim krokiem podszedł do starszego Uchihy.
- Naruto cię pozdrawia – mruknął do niego, a Itachi, jak na złość uśmiechnął się do niego promiennie.
- Ja go również! Świetny gość, naprawdę. Nie dziwię się, że tak cię załatwił kilka tygodni temu. W końcu trafił ci się porządny przeciwnik, co? Twoja pozycja może być przez niego zagrożona – ostatnie zdanie wypowiedział wystarczająco cicho, by nie usłyszała ich reszta ferajny.
- Co mu powiedziałeś?! – Syknął, lekceważąc entuzjazm brata. Itachi spoważniał nagle, wyprostował się i zmarszczył brwi. Tym razem na jego ustach nie było już uśmiechu. W czarnych oczach pojawiła się emocja, której Sasuke nigdy wcześniej nie widział. Coś było nie tak, coś było cholernie nie tak!
- Uzumaki to mądry gość. On, jako jedyny jest ci w stanie pomóc. Nie lekceważ go, Sasuke, i nie odpychaj od siebie.
- Niby, w czym mi pomoże, do kurwy nędzy?! – Sasuke był człowiekiem wyjątkowo cierpliwym oraz niesamowicie opanowanym i tylko takie nieliczne momenty w jego życiu świadczyły o tym, że jednak da się go wyprowadzić z równowagi.
Och, wkurzony Sasuke był wyjątkowo seksowny, o czym mogą wam powiedzieć wszystkie dziewczyny, znajdujące się aktualnie w małym pokoju z dużym kominkiem.
- Wkrótce się przekonasz, mój mały, naiwny braciszku. – Ten uśmiech Itachiego, można zaliczyć z pewnością do jego najlepszych uśmiechów. Po prostu zwalał z nóg, a Sasuke naprawdę powinien zacząć się bać.
- Ej! Nie uwierzycie! – Do sali wbiegł Kiba z takim wyrazem twarzy, jakby zobaczył właśnie ducha, a tym duchem był jego najgorszy wróg, czyli Naruto, krótko mówiąc.
Sasuke zgromił Inuzuke spojrzeniem i odwrócił się do Itachiego plecami. Brunet zauważył, że w międzyczasie do pokoju weszła również wystraszona Sakura.
- No, co? – Zapytał ktoś, jak zwykle spragniony sensacji. I ją dostał, oczywiście. Odpowiedź Kiby wgniatała w ziemię.
- Uzumaki zesrał się w twoim kiblu, Sasuke! Widziała go jakaś trzecioklasistka i wszyscy gadają teraz tylko o tym! – Chłopak złapał się za brzuch, ledwo łapiąc oddech ze śmiechu. Za jego śladem poszła reszta towarzystwa, która również z trudem oddychała, śmiejąc się głośniej, niż to było wskazane.
Jedynie na ustach trzech osób nie gościł nawet cień uśmiechu. Nie śmiał się Sasuke, nie śmiał się Itachi i nie śmiała się Sakura. A Sakura była osobą formatu Kiby, która potrafiła się wyśmiać dosłownie ze wszystkiego. Młodszy Uchiha zmarszczył brwi, podchodząc do dziewczyny, która po raz pierwszy od ich wieloletniej znajomości spojrzała na niego z nieskrywanym strachem. Była upokorzona i nawet nie starała się tego przed Sasuke ukryć.
- Gdzie Naruto? – Zapytał, a odpowiedź dostał szybciej, niż się spodziewał.
- Tutaj.
Stał tam. Jak zwykle z łobuzerskim błyskiem w oku, z lekkim uśmieszkiem na ustach, jakby to nie z niego się śmiali. Blond kosmyki opadały mu na te nieziemsko niebieskie oczy i Sasuke miał przez chwilę niesamowitą ochotę podejść i po prostu dać temu idiocie w pysk. Za to, że musi być taki czarujący i zaczepny, za to, że zawsze się wkręci w jakieś kłopoty. Za to, że Sasuke coraz bardziej zaczynał się od niego uzależniać, a to już nie było dobre.
- Kibla już nie całujesz?! – Ryknął Inuzuka z wojowniczym błyskiem w oku. Chciał sprowokować blondyna, chciał się z nim bić? Bardzo możliwe, jednak najbardziej na świecie chciał chyba dogryźć Naruto, zwyczajnie go upokorzyć, wdeptać w ziemię.
- Jak widać nie. – Uzumaki mógł posłużyć się najprostszą ripostą, Sasuke przecież wiedział, że chłopak ma wyjątkowo cięty język i nie musiał się nawet wysilać, żeby sypnąć jakimś tekstem, któryby zmiażdżył głupiego Inuzuke. Dlaczego tego nie zrobił?
- Przez ciebie cały pensjonat będzie śmierdział! Coś jadł, że masz taką srakę!
- Sasuke – powiedział nagle blondyn, patrząc na niego jakoś dziwnie, zmarszczył brwi i przygryzł w zdenerwowaniu wargę. A może Naruto był zażenowany całą sytuacją? Sasuke wiedział jednak, że to przecież nie Naruto zrobił takie ‘Bom’ w jego toalecie. – Przepraszam, za to… - mruknął w końcu niewyraźnie, nie chcąc z pewnością, żeby ludzie usłyszeli jak dobrowolnie poddaje się Sasuke. – Ja… Mam problemy z żołądkiem. – tym razem powiedział to głośno i wyraźnie. Nie było mowy, żeby ktoś nie dosłyszał. Naruto spojrzał na Sakurę, która jakimś dziwnym trafem była czerwona jak burak.
- Następnym razem, zatkaj sobie dupę korkiem, a nie go przepraszaj! – Warknął Kiba, jednak Uchiha go zupełnie zignorował. Uśmiechnął się do siebie, wszystko rozumiejąc.
Naruto mu zaimponował. Naprawdę mu zaimponował, ma prawdziwą klasę, jakiej w tym miasteczku brakuje i…
Och, Sakura jest naprawdę beznadziejna. Spojrzał na nią z wyższością i pogardą. Zrobiło mu się żal siebie. Tak, tego wspaniałego Sasuke Uchiha, który zdał sobie właśnie sprawę, że chociaż jego pomysł jest fenomenalny, to jednak najbardziej on będzie cierpiał po jego realizacji…
Ale czego się nie robi dla ukochanego wroga, prawda?
Entuzjazm wrócił do Sasuke tak szybko, jak tylko spojrzał na twarz blondyna. Uzumaki jest w stanie zawsze i wszędzie poprawić mu humor.
- Nieważne – prychnął w końcu, czym całą salę, bez wątpienia, wprowadził w zdziwienie. Jedynie na ustach Itachiego błąkał się lekki uśmieszek.
Och, mój starszy, naiwny braciszku, ten jeden raz się akurat mylisz, pomyślał Sasuke z satysfakcją i po prostu wyszedł z małego pokoju, w którym był duży, rozkoszny kominek i zgraja zszokowanych ludzi.
Impreza trwała już w najlepsze. Ludzie bawili się, śmiali, pili, jeszcze raz śmiali, głównie z Naruto, i ogólnie było naprawdę fajnie. Już nie wyśmienicie, jednak…
Naruto westchnął ciężko. Podjął decyzję. Bez względu na to, co zrobi Uchiha, on nie wprowadzi swojego planu w życie. Bez względu na to, co zrobi Uchiha…
Westchnął ciężko, przymykając jednocześnie oczy. Znów siedział przy barze, Hinata od czasu do czasu wracała, po coś do picia, zupełnie go olewając, co było do niej przecież niepodobne. Ale w sumie, co się dziwić? Teraz miała branie jeszcze lepsze od Haruno, która po wcześniejszym incydencie już nie była taka pewna siebie jak na początku.
Naruto z ciężkim sercem oparł się łokciami o blat stołu, po czym schował twarz w dłoniach. Jego życie jest porypane, jednak…
Nie może urzeczywistnić swojego szatańskiego planu! Po prostu nie może. On… a co, jeśli komuś stałaby się krzywda? To przecież cholernie niebezpieczne. W Los Angeles tylko kilka razy coś takiego zrobili i jeden z jego kumpeli będzie, z pewnością, odczuwał skutki tej zabawy do końca życia.
Tym razem jęknął głucho z bezradności. Naprawdę, sam już nie wiedział, co ma robić. Nie chciał odpuścić, nie chciał, by Sasuke wygrał. I tak wystarczająco się już upokorzył dzisiejszego dnia. A może… nagle do głowy Naruto wpadła pewna myśl. Nie. Ona była tam już od samego początku, od chwili, kiedy powiedział te cholerne słowa ‘przepraszam Sasuke’, ona tam siedziała w jego podświadomości i dopiero teraz postanowiła się ujawnić. Naruto przyjął ją ze zmarszczonymi brwiami.
Nie upokorzył się przez Uchihą. Upokorzył się przed całą resztą, jednak nie przed nim. On zorientował się jakimś cudem jak to było, wywnioskował to chyba po minie Sakury, w końcu dobrze ją znał. Był inteligentnym, przenikliwym człowiekiem, który potrafił widzieć ponad stereotypami. I dostrzegł prawdę.
- Jesteś gwiazdą wieczoru, nawet bez mojego wkładu – usłyszał obok siebie znajomy, głęboki i tak cholernie hipnotyzujący głos, że o mało nie westchnął jeszcze raz. Spojrzał pochmurnie na króla śnieżnego miasteczka, na ustach którego błąkał się lekki, drapieżny wręcz uśmieszek. Naruto wyczuł w nim coś naprawdę niebezpiecznego. Obietnicę, jednak czego? O tym, Naruto dowie się już niebawem.
- Prawdziwy talent obroni się sam.
Sasuke zaśmiał się cicho i bez pozwolenia przysiadł się do blondyna. Uzumaki darował sobie uwagę o dobrych manierach snowboardowej gwiazdy, których niewątpliwie brakowało.
- Wiem, że to nie ty zbombardowałeś kibel.
Tym razem to Naruto się uśmiechnął. I był to tak delikatny, wręcz nieśmiały uśmiech, że aż niepodobny do blondyna.
- No to niby, kto? – Uzumaki wzruszył ramionami, jednak wciąż nie potrafił przestać się uśmiechać. Ten cholerny drań był… To w taki sposób patrzył na Naruto, naprawdę przyprawiało o dreszcze.
- Sakura.
Naruto nie był w stanie powstrzymać śmiechu. Naprawdę się starał, jednak nie wyszło. Popatrzył wesoło na Uchihe. Tak, w niebieskich oczach momentalnie pojawiły się radosne błyski, które wcześniej gdzieś się po drodze zgubiły. Najprawdopodobniej Uzumaki zostawił je w toalecie.
- Nieprawda. – Udało mu się jeszcze słabo zaprotestować, ale Sasuke się nie nabrał. A Naruto nawet nie starał się, żeby Uchiha uwierzył!
- Zależy ci na niej, prawda? – Tym razem z wąskich, męskich ust bruneta zniknął uśmiech. Snowboardowa gwiazda spojrzała na Naruto przenikliwie, tak jak rzadko, tak, jakby chciała poznać go całego, od początku do końca, dotknąć duszy Uzumakiego. Blondyn drgnął niespokojnie pod tym spojrzeniem.
- Może.
- Widziałem, jak ona na ciebie patrzy. Podobasz się jej, a teraz oszczędziłeś jej jeszcze takiego wstydu… - Uchiha zacmokał z dezaprobatą, odwrócił się w stronę sali, patrząc na bawiących się ludzi. Naruto obserwował go kątem oka, tak jak się obserwuje drapieżnika, w każdej chwili zdolnego do ataku. To paradoksalne, jednak Uzumaki w towarzystwie tego jadowitego węża czuł się dobrze. Podniecała go ta nuta niebezpieczeństwa, nieprzewidywalności, jaką zawsze serwował mu Uchiha. To było naprawdę fajne. – Patrz, tam siedzi! – Kiwnął od niechcenia, na schowaną w kącie Haruno, a dziewczyna momentalnie się podniosła, jakby była zdalnie sterowana przez tego drania. Naruto zaczerwienił się lekko i szarpnął bruneta za rękaw jego eleganckiej, czarnej koszuli. Na ustach Uchihy błąkał się nonszalancki uśmieszek.
- Co robisz, kretynie?! – Syknął na niego cicho Naruto, jednak Sasuke go zignorował.
- Sakura! - Kiedy dziewczyna w końcu znalazła się przy barze, wstał ze stołka i podszedł do niej pewnym krokiem. – Stanął tuż za nią i pochylił się nad jej szyją. Przez jego twarz przebiegł cień obrzydzenia, jednak szybko go zamaskował. Naruto uśmiechnął się lekko, widząc ten obrazek. – Uzumaki mi właśnie opowiadał, o twojej przygodzie w toalecie.
- Co?! – Och, cóż za synchronizacja. Sakura i Naruto krzyknęli jednocześnie w geście niedowierzania. Zaraz potem Haruno stała się niezdrowo zielona na twarzy.
- Naruto podstawił się pod ciebie… Naprawdę mu na tobie zależy, jednak… - w tym momencie Uchiha zrobił efektowną pauzę, w międzyczasie jeżdżąc dłonią po brzuchu Haruno, który był ukryty za obcisłą bluzką. Naruto zgrzytnął zębami.
- Tak? – Sakura zamrugała, a w jej głosie słychać było nadzieję, Uzumaki prychnął cicho.
- Mi też zależy… - wymruczał z uśmiechem, wciąż nie spuszczając wzroku z Naruto. Chłopak przełknął ślinę.
- Na kim? – Wychrypiał ostatkiem sił, jednak ten wzrok, Uchiha ani razu nie spojrzał na Haruno.
- Chcesz zobaczyć, na czym naprawdę polega Bom Bom? – Sasuke był niegrzeczny, odpowiedział pytaniem na pytanie, a Naruto od tego pytania zrobiło się gorąco. Uśmiechnął się jednak i wstał z wysokiego, barowego krzesła. Jego odpowiedź brzmiała następująco:
- Chcę.
Naruto stał jak debil i gapił się na ludzi, którzy z kolei gapili się na niego. Na jego ustach błąkał się groźny uśmieszek, a w oczach zaczęły igrać ognie. Och, tak! Właśnie ognie. Tak niewiele dzieliło go od urzeczywistnienia zabawy z Miasta Aniołów.
Byli na tyłach budynku, gdzie mieściło się wejście do kuchni, parking dla pracowników, kilka wielkich kontenerów na śmieci. Z tej strony pensjonat Uchihów nie wydawał się już tak wspaniały. Naruto był tutaj już wcześniej, przed rozpoczęciem się imprezy, razem z Itachim. Wszystko przygotowali. Wystarczył teraz tylko jeden malutki płomyk odwagi i… ‘Bom Bom!’, jak to Sasuke mówi? Wielki płomień radości wybuchnie.
- Miasto zasypia, mafia się budzi – rozległ się głęboki, hipnotyzujący głos prowadzącego zabawę, którym był nie kto inny, jak Sasuke Uchiha we własnej osobie. Naruto otworzył oczy, stojąc w kręgu wszystkich innych ludzi. Sasuke wyłapując jego spojrzenie, uśmiechnął się do niego promiennie. – A teraz mafia zabija niewinnych obywateli.
Naruto gdyby mógł, westchnąłby cicho. Jednak ze względu na to, że był złym bandziorem, nie chciał się ujawniać, no i nie mógł przecież okazywać jakichś głębszych uczuć. Kto widział gangstera, który wzdycha, podczas zabijania ludzi? Naruto uniósł rękę i palcem wskazującym udał, że strzela do Uchihy.
- Przypominam jeszcze, że mnie nie można zabić. Jestem tutaj bogiem!
Tak, nie mylicie się, śnieżna elita, z samą gwiazdą snowboardingu na czele, grała właśnie w Bom Bom! Uchiha osobiście objaśnił naszemu uroczemu surferowi zasady owej wysłowionej gry, ale mało tego! pozwolił nawet wybrać to, o co będą się zakładać. A Naruto wspaniałomyślnie wybrał, że zwycięzca będzie mógł spędzić ‘siedem minut w niebie’ z wybraną przez siebie osobą. I Uzumaki udał, że nie widział dziwnego błysku w czarnych oczach Sasuke, kiedy powiedział mu o swoim pomyśle. Nie, na pewno się tylko Naruto zdawało, chociaż… Kto tam wie, co taki dupek, jak Uchiha może myśleć?
- Mafia zasypia, budzi się policja – powiedział Sasuke, po czym dodał: - Uzumaki, kretynie, nie podglądaj!
Naruto prychnął. Ten dupek ewidentnie go wkopuje i chce, żeby Naruto przegrał! Ale Naruto mu zaraz pokaże!
Gra, w którą grali nosiła nazwę ‘Mafia’. Jej zasady były ogólnie znane: było miasto, była policja, no i byli, oczywiście, wspaniali gangsterzy. Sasuke, jak już wcześniej błyskotliwie zauważył, był prowadzącym, górnolotnie mówiąc – bogiem, i to on wszystko nadzorował. Wybrał nawet tych dobrych i tych złych. A cała zabawa polegała na tym, że gdy miasto zasypiało, mafia kogoś zabijała, gdy mafia zasypiała – nawet gangsterzy muszą spać, bądźmy realistami – budziła się policja, która przeprowadzała śledztwo i zastanawiała się, kto też może być w mafii. A gdy psy szły do budy, posługując sie ładnymi przenośniami, budziło się pospólstwo oraz dwie zwaśnione strony białych i czarnych charakterów. Wszyscy dowiadywali się, kto kopnął w kalendarz, a raczej kogo do tego kopnięcia zmusiła mafia. Sasuke opowiadał o tym, jak przebiegało morderstwo, a reszta wznosiła kieliszek czystej za poległych. Później podejrzani, których policja wskazała Sasuke, musieli wymyśleć jakieś alibi, co też robili w nocy.
Jak nietrudno się domyśleć, Naruto był bossem mafii. Tym razem lufa jego karabinu maszynowego padła na Hinatę.
- Policja, po raz kolejny, podejrzewa naszego wspaniałego, cudownego Naruto. Co tym razem robiłeś w nocy, kwiatuszku? Jakie masz wytłumaczenie?
- Zabawiałem się z prowadzącym.
- Jasne, a ja podglądałem was z Angeliną Jolie – prychnął Kiba, który na pewno był policjantem. Tak samo zresztą, jak Neij, Shikamaru oraz Lee. A tak w tajemnicy, Rock był niewątpliwie najgorszym gliną, jaką świat widział. Ale Naruto ich wyeliminuje, wszystkich po kolei.
- Potwierdzam – mruknął Uchiha, czym wzbudził jęk rezygnacji.
- Znowu?
- Tak, znowu. Nie moja wina, że Uzumaki wciąż nie ma dość. – Sasuke puścił do Naruto oko, a Naruto miał ochotę rozpalił płomień. Tym razem między nim, a Uchihą. Nie zrobił tego jednak, ponieważ kolejna kolejka czystej przetoczyła się przez krąg, w tym momencie odgrywający ich miasteczko. Ale z miasteczka jak widać, niewiele osób pozostało. Naruto, nie chwaląc się, kropnął większość ludzi ze swojej klasy, dużą część elity, zabił nawet księdza(oczywiście fikcyjnego)! Pozostała, cóż, sama śmietanka… I teraz, krótko mówiąc, będzie jatka.
W mafii była między innymi Sakura i… trzy inne osoby, których niestety Naruto nie znał. Ale najważniejszym wśród gangsterów, był niewątpliwie Uzumaki, mafijny król numer jeden.
- Następnym razem przygotuj sobie Biblię – mruknął Naruto do Sasuke, który polewał mu akurat wódki.
- Nie chcę, żebyś ją pogryzł, mały Lucyferze.
- Pieprz się, Uchiha! – Prychnął Naruto, jednak pomimo wszystko uśmiechnął się i wypił za… Och, sam nie wierzył, że za to wypił. Wypił za Sasuke. Ale, ale! był chyba wystarczająco pijany, żeby można to było zwalić na alkohol. Tak, zdecydowanie.
Sasuke patrzył z uśmiechem na Naruto, który wciąż się trzymał na powierzchni. Większość ferajny odpadła i wróciła do pensjonatu, uznając, że i tak nie ma tutaj więcej nic do roboty. Sasuke dziwił się , że Uzumaki nie narzeka jeszcze na niską temperaturę, jednak widać, procenty rozgrzewają naszego kalifornijskiego chłoptasia. A przyłapując blondyna na kukaniu w stronę Uchihy, z pewnością nie tylko tequila działała pobudzająco na Naruto.
- Policja się budzi – mruknął, zauważając, że już naprawdę ostatnia garstka wytrwałych uchowała się przy życiu. Został Kiba, został Neji, została jakaś nastolatka z dziwnym, ślimaczym wzrokiem oraz Sakura i Naruto. Teraz Sasuke musiał dokonać wyboru, za kim stanie, za Haruno czy za swoim ukochanym wrogiem, gdy jego kumple wytypują jednego z wymienionych cukiereczków.
- Miasto się budzi.
Sasuke podjął już decyzję i gdy Sakura odchodząc, spojrzała na niego jeszcze jakimś dziwnie nienawistnym wzrokiem, już wiedział, że naprawdę zaszedł bardzo daleko i…
O cholera! Tak, jak chciał. Naruto wygrał.
Czyli, teraz pora na finałową część przedstawienia. W końcu!
Naruto cholernie kusiło, żeby wsunąć rękę do kieszeni i wyjąć z niej małą, niewielką paczkę. Jeden ruch i już byłoby po planie. A mina Sasuke, och, na bogów! z pewnością bezcenna. Zerknął na asfalt pokryty w niektórych miejscach cieniutką warstwą śniegu. Jak na ironię wszyscy poustawiani byli na swoim miejscach. Naruto doskonale widział lśniące pasy na asfalcie.
‘To będzie prawdziwe przedstawienie, show, jakiego mój brat jeszcze nie widział. Zrób to, po prostu to zrób i nie myśl o niczym więcej. Pokażesz mu, jaki ognisty z ciebie chłopiec’. Przypomniał sobie słowa Itachiego, gdy mężczyzna pomagał mu przygotować scenę. Nie wierzycie, że brzydki, szary asfalt, parking dla pracowników, może stanowić estradę, dla tak wybitnego arcydzieła, jakiego autorem będzie Uzumaki? A co, jeśli powiem wam, że jeden ruch Naruto wystarczy, by wzniecić wielki płomień, który może opatulić kogoś tak zimnego i obojętnego, jak Sasuke? Tylko jednym ruchem Naruto może tego dokonać!
- Wygrałeś, Uzumaki, więc teraz pora na twoje siedem minut w raju. – Naruto zamrugał gwałtownie, dopiero teraz orientując się, że Uchiha, stoi niebezpiecznie blisko naszego gorącego surfera. Och, tak! Prawie tak blisko, jak wtedy, w pokoju snowboardowej gwiazdy… - Kto dzisiaj będzie tym szczęściarzem i zakosztuje rozkoszy w twych wspaniałych ramionach? – Sasuke mówił to z takim błyskiem w oku, że Naruto o mało, co nie powiedział: ‘ty Sasuke’. Opamiętał się jednak w ostatniej chwili. I bardzo dobrze nawiasem mówiąc, gdyż zaraz potem, na usta tego dupka wpłynął kpiący uśmieszek. Naruto prychnął głośno.
- Sakura! – Padła odpowiedź, a owa szczęściara, która stała obok i słuchała całej konwersacji, zrobiła minę, jakby znów miała dostać biegunki. Uzumaki spiorunował ją wzrokiem mówiącym:’ jeśli tego nie zrobisz, wszyscy poznają twoją śmierdzącą prawdę!’. Dziewczyna podeszła, więc do chłopców i uśmiechnęła się niezwykle blado.
I wtedy Sasuke zrobił coś, do czego cały czas dążył.
- Chodź tutaj! – Uchiha złapał dziewczynę za rękę i stanowczym, władczym ruchem przyciągnął ją w swoją stronę. Z ust Sakury wydobył się najwyższy pisk, jaki kiedykolwiek brunet usłyszał, jednak już po chwili Haruno zamruczała głośno, łasząc się do snowboardowej gwiazdy. Wydawało się jej, że Sasuke jest zazdrosny, co? Jednak jej księcia z bajki bardziej interesowała reakcja Uzumakiego, niż samej szczęściary, och, teraz już z pewnością szczęściary. – Jeśli nie chcesz, nie musisz z nim iść – wymruczał i odwrócił ją do siebie plecami. Cóż, było lepiej, gdy nie musiał patrzeć na jej twarzy. A w takiej pozycji mógł doskonale skupić się na Uzumakim.
Naruto był niesamowity. Jego mina, jego niedowierzający wzrok, jego usta, na których niestety nie było już uśmiechu. Och, dla tego widoku warto żyć i się poświęcić. Uzumaki i jego reakcja była kwintesencją wszystkiego. Blondyn był niewątpliwie bystrym chłopakiem i szybko zaczął kojarzyć fakty. A podstawowym faktem było to, że oto właśnie Sasuke sprzątnął mu najgorętszą laskę w ty miasteczku, dosłownie sprzed nosa! Uchiha oblizał prowokacyjnie usta.
- A nasz zakład, kurwa? – Naruto zacisnął swoje wspaniałe usta tak mocno, że widać było tylko cienką linię. To czyniło blondyna jeszcze bardziej seksownym… I te błyski w jego oko, i rumieniec na twarzy, i zaciśnięte bardzo mocno pięści. Sasuke zaczęło przyjemnie szumieć w głowie, a ten szum przyprowadził pewnie brudne, naprawdę niegrzeczne myśli dotyczące Uzumakiego. Snowboardowy król postanowił je jednak szybko od siebie odpędzić.
- Nasz zakład? – Sasuke przejechał powoli, drażniąco dłońmi po ramionach Sakury, która westchnęła gardłowo. Jego kumple, dotąd przyglądający się wszystkiemu bez interwencji, zaśmiali się głośno, przypominając naszemu rozkosznemu trójkącikowi o swojej obecności. – Chyba nie chcesz wziąć siłą naszej pięknej, wspaniałej, nieziemsko pachnącej Sakury? Nie chcesz jej chyba zgwałcić, co?
Naruto prychnął głośno, po czym zrobił niebezpieczny krok w ich stronę. Sakura momentalnie przylgnęła do bruneta. Pewnie już miała wilgotno, gdy czuła za sobą to wysportowane, twarde ciało, prawda?
- Sakura, nie chcesz być moją… dziewczyną? – Zapytał, a mina Uzumakiego była więcej niż powalająca. Chciał powiedzieć ‘kobietą’, jednak gdy tylko sobie pomyślał, że musiałby rozdziewiczyć tę… kobietę, zbierało mu się na mdłości. Tak, moi drodzy, Sasuke robił to tylko dla Naruto.
- Chcę… Och, boże, Sasuke! Oczywiście, że chcę! Nawet nie pytaj! – Odwróciła się i rzuciła brunetowi na szyję, jednak dzięki wrodzonemu refleksowy, Uchiha zdołał uciec przed jej chętnymi ustami.
I wtedy Naruto zrobił coś, do czego dążył.
Blondyn zacisnął mocno szczękę i sięgnął do kieszeni. Wyjął ze spodni to cholerne, małe pudełko i po prostu rzucił je w stronę bruneta. Uchiha bezbłędnie złapał jedną ręką. Drugą przytrzymywał w pasie Haruno.
- Co to, kurwa, jest?! – Syknął, jednak Naruto odwrócił się na pięcie i wszedł z powrotem do pensjonatu.
Naprawdę, moi drodzy, trudno, och, jakże trudno jest wybrać, kto zrobił lepszą minę dzisiejszego wieczoru. Kto wygrał zakład? Sasuke czy Naruto? Który z nich jest przegranym?
I moja dobra rada: naprawdę, nie jedźcie nic, ani nie pijcie, czytając go.
Z dedykacją dla Pazurka, która miała duży wkład w powstawanie 20.
Naruto stanął przed drzwiami do domu i westchnął cicho. Impreza skończona, a jej finał? No cóż, nie podejrzewał, że jego płomienny entuzjazm zostanie, tak spektakularnie ugaszony.
Wygrał, czy przegrał? Oto jest pytanie!
Uzumaki odwrócił się ostatni raz w stronę drogi, gdzie wciąż stał drogi, wielki i wypasiony terenowy wóz, należący do… Sasuke Uchiha. Tak właśnie, snowboardowa gwiazda osobiście go odwiozła do domu.
Naruto zarumienił się lekko, gdy kierowca na niego spojrzał, jednak już po chwili niepewności, blondyn odpowiedział mu swoim naturalnym, łobuzerskim uśmiechem. Tak… ten uśmiech na pewno nie należał do przegranego. Ale Sasuke też się uśmiechnął – złośliwie, z satysfakcją, jaką znają jedynie geniusze zbrodni.
Więc… który z nich w końcu wygrał?
Kilka godzin wcześniej…
Sakura szła w stronę blondyna, mocno kołysząc swoimi ponętnymi, chociaż trochę zbyt wąskimi, biodrami. Stawiała drobne kroki, specjalnie chcąc skupić uwagę wszystkich wygłodniałych samców. Wiedziała, że najważniejsze, głęboko czarne, olśniewająco tajemnicze oczy są za nią. Sakura, co prawda, nie czuła rozpalonego spojrzenia Uchihy na swoich pośladkach, jednak uznała, że ten niesamowity przystojniak prowadzi z nią grę, w której Sakura musiała udowodnić, jak seksowna może być. Dopiero wtedy Sasuke pokaże, jak bardzo jej pragnie.
Nagle Sakura coś poczuła. W jej brzuchu mocno zabulgotało i gdyby nie refleks, jakim dysponowała, z pewnością puściłaby brzydkiego, śmierdzącego bąka. Spięła mocno pośladki i z zaciętym wyrazem twarzy ruszyła przed siebie.
Była już coraz bliżej swojego celu. Wciąż mocno zaciskała mięśnie siedzenia, starała się wyglądać jak najbardziej korzystnie, więc oblizała kusząco usta i zmrużyła swoje wielkie, zielone oczy.
Jest tutaj jedyną kocicą i zaraz sprawi, że ptaszek Naruto zaćwierka, jak mu Sakura zagra!
Naruto roześmiał się z jakiegoś mało śmiesznego żartu, który właśnie opowiedziała mu Hinata. Szczerze powiedziawszy był w świetnym, po prostu wyśmienitym humorze, a wiedział, że może być jeszcze lepiej i to w dodatku już niedługo.
Pstryknął na Hinatę i wskazał na swój kieliszek, w którym niestety pozostały jedynie pojedyncze krople z jakiegoś mocnego, diabelnie dobrego alkoholu, jaki załatwiła mu jego wspaniała koleżanka, a w zasadzie jej jeszcze wspanialszy dekolt.
Lekko przygłupawy barman, który nie chciał wydawać procentowych napojów, był tak zaczarowany dekoltem Hinaty, że najchętniej oddałby jej chyba wszystkie butelki z alkoholami, jakimi dysponował, byleby tylko przez dłuższą chwilę móc podziwiać pierś Hyuugi. A już w ogóle odpływał, gdy brunetka pochylała się nad blatem i…
Naruto zarechotał uszczęśliwiony, gdy spróbował właśnie nowego drinka, sporządzonego na specjalną prośbę Hinaty. Najzabawniejsze w zaistniałej sytuacji było natomiast to, że samą gwiazdę dzisiejszego wieczoru jarało to, że wszyscy faceci gapią się na jej cycki. Zniknął ognisty rumieniec z jej lica, a nieśmiała dziewczyna uciekła do toalety, żeby się chyba spalić ze wstydu. Oczywiście owa urocza młoda dama zawsze wracała, gdy chodziło o Naruto. Pocąca się świnia i czerwieniejąca się, jak rak Hinata znów siała postrach w sercu blondyna, gdy ten tylko przeprowadzał z nią konwersację.
Kolejny uśmiech Naruto utonął w drinku. Pan Uzumaki przypomniał sobie właśnie inną, niezwykle ciekawą rozmowę, którą odbył zaledwie kilka minut temu
Rock Lee był zbyt pijany, żeby zobaczyć w Naruto zwykłego, młodego i radosnego surfera. Zamiast przystojniaka z kalifornijskich plaż, kumpel Sasuke dostrzegał w Uzumakim cień gwiazdy porno, ulubienicy Rock`a przodującej w różowym biznesie. I nie wiedzieć czemu, Lee wypatrzył w biednym chłopaka właśnie ową aktorkę.
Naruto od początku jego znajomości z kampanią Uchihy uważał, że Lee jest zabawnym kolesiem, który i owszem, był frajerem, jednak, gdy trzymał się z księciem śnieżnego miasteczka, nic mu nie groziło.
W głowie Naruto od pewnego czasu zaczął również kiełkować pewien pomysł. A gdy tylko Rock Lee zjawił się obok niego, zagadał i traktował, nie jak wroga Uchihy, a jak… no cóż, gwiazdę porno, to Naruto miał jedyną okazję, by zdobyć pewne cenne informacje, niezbędne do jego nowego, szatańskiego planu, który już od pewnego czasu kiełkował w jego głowie. Teraz najwyższa pora by rozwinął skrzydła.
A jak powszechnie wiadomo, jeśli chce się czegoś naprawdę dowiedzieć, trzeba za to zapłacić pewną cenę. Naruto poświecił się dla wyższego dobra. Pozwolił zmacać się chętnym dłonią Rock`a. Chłopak chciał pomacać tego sławnego biustu, którego jakimś dziwnym trafem nie mógł dostrzec pod koszulką Naruto. A nasz uroczy blondyn, bojąc się, że gdy Rock dowie się prawdy, nie pozna potrzebnych informacji, przystanął na prośbę chłopaka. Okrągłe, czarne jak dwa robaki oczy, błyszczały coraz bardziej, gdy dłonie Lee błądziły po ciele Naruto. A Uzumaki nie zdążył powstrzymać rąk chłopaka, gdy te doszły do jego krocza. Tak, Lee poznał prawdę, jednak ku ogromnemu zdziwieniu Naruto, nie odwrócił się od chłopaka. Spełniły się wcześniejsze przypuszczenia - kolega Sasuke okazał się człowiekiem niezwykle otwartym i gotowym na współpracę, nawet wtedy, gdy rozmawiał z Naruto, a niej z gwiazdą porno.
I taki właśnie sposobem nasz tajny agent, Naruto Uzumaki, dowiedział się, na jakiej stronie internetowej można najczęściej spotkać snowboardowego diabła, jaki ma nick na forum i o czym najlepiej z nim rozmawiać. Chłopak zdobył wszystkie potrzebne informacje na temat swojego kolejnego planu.
Plan był genialny w swojej prostocie. Można go było wciąż za plan awaryjny, jednak żadne dzisiejsze niepowodzenie nie wchodziło w grę. Dla Naruto był to kolejny krok do unicestwienia tego dupka.
Uśmiechnął się do siebie błogo, gdy nagle stało się coś, czego zupełnie się nie spodziewał.
Oto jego miłość, najpiękniejsza dziewczyna w tym pensjonacie, Sakura Haruno, stanęła obok niego i zatrzepotała zalotnie rzęsami.
Niech mnie wszystkie diabli! Sakura mnie podrywa, na bank! – pomyślał, a jego teza była tak dziwna, że aż nienaturalna.
- Cześć Naruto – jej słodki, delikatny głos był muzyką w uszach Uzumakiego.
Naruto spojrzał na nią maślanymi oczyma, tak rozanielony zaistniała sytuacją, że nawet nie zauważył, jak dziewczyna coś do niego mówi.
Jakby mało było niespodzianek, Sakura postanowiła przejść dzisiejszego wieczoru samą siebie. Z dziwnym błyskiem w oku pocałowała go w policzek, a jej lepkie, trochę śmierdzące błyszczykiem usta, dotknęły na kilka sekund jego skóry. Kiedy sie od niego oderwała, wyszeptała cienkim, słodkim głosikiem słowa:
- Wszystkiego najlepszego, Naruto, z okazji urodzin.
I Naruto miał wrażenie, że zaraz się rozpłynie. W przypływie niespodziewanej pewności siebie, złapał za pośladek Haruno i ścisnął mocno.
- Rozluźnij się – zamruczał z satysfakcją, że nie został odepchnięty i z jeszcze większą rozkoszą ścisnął za jej tyłek.
Nagle oczy dziewczyny zrobiły się wielkie jak dwa talerze. Przygryzła swoje błyszczące usta, tak mocno, że stały się równie białe, co jej twarz. Odepchnęła gwałtownie Naruto, stękając przy tym gardłowo. A ręce zdezorientowanego Uzumakiego zawisły w powietrzu, jak dwa bezradne patyki.
- Ja… - dało się usłyszeć cichy głos. – Jezu! Łazienka!
Z prędkością światła Sakura pobiegła w kierunku toalet. Ostatnim, co Naruto wyczuł, był dziwny, niepokojący zapach, który zaczął się unosić wokoło. Naruto zmarszczył brwi w geście skupienia. W sumie, po tych wszystkich ekscesach, najwyższa pora się chyba odlać. Nie ma co, ciśnienie w spodniach rośnie coraz bardziej! Podjąwszy męską decyzję, podniósł się z wysokiego, barowego krzesła i właśnie wtedy napotkał wściekłe spojrzenie Hinaty, która tak bardzo nadymała policzki, że niechybnie zaraz eksploduje. Teraz z kolei przypominała dynię, albo nie! wielkiego, czerwonego pomidora, który jest tak napęczniały od skrywanej wściekłości, że w końcu pęknie. Dopiero po chwili dotarło do Naruto, że przecież Hyuuga cały czas siedziała koło niego, gdy chłopak rozmawiał z Haruno. Uzumaki przełknął ślinę i najszybciej jak się dało, ulotnił się w stronę toalet.
Młody Uchiha patrzył na całą szopkę z nieskrywanym entuzjazmem. Trzeba przyznać, że Naruto był niesamowity. Sasuke mógł godzinami siedzieć i patrzeć na miny, gesty, uśmiechy, jakie serwował mu blondyn, a wciąż nie miał dość!
W jego oczach pojawił się niebezpieczny błysk, gdy Sakura uciekła do toalety i Uzumaki został sam. Wybornie, po prostu wyśmienicie. Cały jego plan - genialny, diabelny pomysł, szedł jak z płatka. Sakura była idealna w swej kreacji, Naruto tak rozkosznie zakochany, nieświadomy, a Sasuke?… Sasuke tylko czekał, jak przyczajony drapieżnik. Wiedział, kiedy zaatakuje. Dokładnie sobie wszystko zaplanował i nie było mowy o żadnej pomyłce. Teraz nakładał tylko kolejne części układanki na siebie. Nie mógł doczekać się końca tej rozkosznej intrygi.
Już miał wstać i podejść do Naruto, kiedy niespodziewanie zauważył pewien znajomy cień, który dosłownie mignął po przeciwnej stronie sali. W tej właśnie chwili, w oczach naszej młodej, wspaniałej snowboardowej gwiazdy pojawiła się zupełnie inna emocja, zupełnie inny błysk. Sasuke był wściekły. To zabawne, że dosłownie z sekundy na sekundę, jego świetny nastrój prysnął, zastąpiony czystą, okrutną wściekłością.
Itachi.
To jedno słowo, jedno głupie imię jego cholernego brata otworzyło Sasuke oczy.
Itachi miał to do siebie, że jako ulubieniec ojca, jego pomocnik, można by wręcz powiedzieć wiceprezes wielkiej sieci pensjonatów, często wyjeżdżał – w sprawach biznesowych, by doglądać interesu, ect.
Najzabawniejsze w tym wszystkim jest znowu to, że Sasuke o nim zapomniał. Zapomniał chyba o najniebezpieczniejszym przeciwniku, jaki mógł mu przerwać to przedstawienie.
O ironio! Jakby tego było mało, młodszy Uchiha miał przecież do czynienia z arcymistrzem kreowania show. Czy domyślił się, co też Sasuke planuje? Nie, to jest raczej mało prawdopodobne. Jednak nawet bez tego, Itachi stawał się cholernie niebezpieczny. Jego starszy brat mógł zrobić cokolwiek, by misterna intryga nie doczekała finału. Jeden mały, nic nieznaczący ruch, mógł przekreślić diabelski plan Sasuke.
‘Ktoś, kto zna wszystkie twoje tajemnice’ – rozkosznie zachrypnięty, cichy głos Uzumakiego znów rozbrzmiał w głowie Uchihy, który w końcu zrozumiał.
To Itachi wpuścił Naruto do pokoju bruneta i to on zdradził mu jakąś tajemnicę. Teraz był już pewny, że blondyn jednak nie blefował.
Tajemnica…
Sasuke zmrużył oczy. Itachi był mistrzem. Młodszy Uchiha wciąż nie miał pojęcia, nawet nie mógł podejrzewać, co też jego Itachi powierzył blondynowi w sekrecie.
Zaklął szpetnie pod nosem i wstał z wygodnego, skórzanego fotela.
Najwyższa pora poznać prawdę.
Naruto dotarł w końcu do toalet. Westchnął cicho, patrząc na całującą się parę, nieopodal okna, która coraz śmielej sobie poczynała, jednak, co się dziwić? Na korytarzu, oprócz nich i Uzumakiego, prawie nikogo nie było, jedynie paczka znajomych znajdujących się przy wejściu do wielkiej sali, śmiała się głośno, w ogóle nie zwracając uwagi na parę przyszłych kochanków.
Naruto wciągnął ze świstem powietrze, czując nagle nieprzyjemny zapach, wydobywający się z jednej z toalet. Chłopak zmarszczył zabawnie nos, nie mogąc oprzeć się dziwnemu wrażeniu, że zielone ściany korytarza w połączeniu z żółtym światłem, tworzą mieszankę wybuchową, jaka właśnie, najprawdopodobniej, wytwarza się w toalecie. Spojrzał na znaczki umieszczony na parze drzwi, obok których stał. Kółeczko i trójkącik. Które z nich wybrać? Wstyd się przyznać, jednak już dawno nie spotkał się z takim oznakowaniem. Duży wpływ na jego dylemat miały również procenty, radośnie szalejące w jego krwi. Nie był pijany, jednak wystarczająco wstawiony, żeby zastanawiać się nad wyborem kibla, w którym mógł się spokojnie odlać. W którymś z nich ukrywała się również Sakura. Za jednymi drzwiami, ktoś urządzał maraton na sedesie, drugie były czyste. Naruto miał doskonały węch i tego małego, acz istotnego szczegółu mógł być pewien.
- Raz kozie śmierć – mruknął do siebie i nacisnął klamkę drzwi, na których umieszczony był znak kółeczka. Uderzył w niego brzydki zapach.
Pudło, panie Uzumaki!
Naruto na swoje nieszczęście wybrał tę pechową, śmierdzącą toaletę, w której ktoś naprawdę ciężko pracuje, żeby wycisnąć z siebie wszystko. Och, tak. Naruto skrzywił się z niesmakiem, kiedy jednak przekroczył próg toalety, a drzwi same się za nim zamknęły! Doprawdy, prawie jak w jakimś horrorze.
Wstrzymał oddech, postanawiając być dzielnym. Rozejrzał się po wnętrzu, zauważając, że to damska toaleta. Czyli to trójkącik jest dla panów. Zapamiętać raz a porządnie, żeby nie było następnych takich sytuacji.
Już miał się odwracać, gdyż uznał, że nie może przebywać w tak śmierdzącym pomieszczeniu, gdy drzwi do jednej z kabin otworzyły się nagle i kogo zobaczył?
Sakure Haruno, która dyszała tak głośno i ciężko, jakby właśnie walczyła w tej kabinie o własne życie z kiblem, który chciał ją wciągnąć, do kanału. Naruto zmarszczył brwi, ponieważ nieprzyjemny zapach przybrał na sile.
- Wszystko w porządku? – Zapytał, teraz jeszcze bardziej ochrypłym głosem. Zakręciło mu się w głowie.
- Nie… - sapnęła dziewczyna i podeszła chwiejnym krokiem do umywalki. Naruto zobaczył, że ciągnie się za nią długie pasmo papieru toaletowego, który niefortunnie przyczepił się do jej obcisłych spodni. Sakura spojrzała na swoje odbicie w lustrze i ze zrezygnowaniem przemyła ręce. – Co ty tutaj robisz? – Zapytała po dłuższej chwili, gdy w końcu się ogarnęła i doszła do siebie.
- Pomyliłem toalety. – Naruto zmarszczył brwi, a jego wzrodzone wyczucie, nie zadziałało, gdy wymsknęło mu się z ust pytanie: - Czemu tak śmierdzi?
Sakura spojrzała na niego takim wzrokiem, jakby właśnie oznajmił jej, że Sasuke Uchiha jest gejem.
- Ja…
- Masz biegunkę?
Teraz dziewczyna zrobiła taką minę, jakby właśnie usłyszała od Naruto, że mało tego. Jej książę z bajki nie tylko jest pedałem, najzwyklej w świecie leci na Uzumakiego.
- Co, ty?!
- Rzygałaś?
Naruto jeszcze nigdy nie czuł tak brzydkiego, obezwładniającego zapachu i naprawdę nie wiedział, która ze stron Sakury, góra czy dół, stworzyła coś tak upiornego.
- Nie! – Syknęła, a na jej wysokim, gładkim czole wyskoczyło kilka niebiesko-zielonych żyłek, pulsujących tak, że nawet Naruto dokładnie widział, jak ciężko pracują.
- To… może masz wzdęcia? – Zaczął i mimowolnie skulił się w sobie, widząc wzrok Haruno.
- Mam – zaczęła, z wściekłym wyrazem twarzy, coraz bardziej zbliżając się do blondyna. – Problemy z żołądkiem, jasne?! – Wykrzyknęła, a Naruto pokiwał stanowczo głową. Zgodziłby się na wszystko, byleby dziewczyna sobie poszła. Nie był idiotą, więc nie przypomniał jej o perfumach. Trzask drzwi przywrócił go do rzeczywistości. Sakura wyszła i… no cóż, może po drodze przypomni sobie o skropieniu się jakimś ładnym zapachem?
Naruto też juz miał wyjść, gdy coś go tknęło. Z wahaniem, powolnym, dramatycznym wręcz krokiem podszedł do kabiny, z której wyszła Sakura. Zatkał nos, z przerażeniem wychylając głowę, by dojrzeć zawartość toalety.
Och…
Kiedy odwrócił się gwałtownie, a jego żołądek zaczął kurczyć się nieprzyjemnie. Drzwi nagle się otworzyły a w nich stanęła jakąś dziewczyna. Ona też poczuła ten zapach.
- Itachi! – Wściekły głos rozdarł powietrze w przytulnej sali z wielkim kominkiem, gdzie aktualnie przebywał Itachi i rozmawiał z jakimiś ludźmi, zaliczającymi się do szkolnej elity. Na jego twarzy gościła tradycyjna maska obojętności, a na ustach błąkał się uśmieszek, w którym można było się zakochać. Chociaż dla Sasuke był to najbardziej irytujący uśmiech, jaki kiedykolwiek u kogokolwiek widział. Uśmiech chłodnej uprzejmości, subtelnie i jakże inteligentnie mówiący: nie zasługujesz nawet na kopa w dupę, debilu. A jednak ludzie kochali go za ten uśmiech. Może dlatego, że chociaż Itachi bardzo chciał, nigdy jeszcze nikogo w dupę nie kopnął? Tak, wciąż zachowywał pozory swojej normalności. A normalnym oczywiście nie był. Pieprzony manipulator!
- Sasuke! – Jego starszy brat uśmiechnął się teraz zupełnie inaczej. Tak, właśnie tym uśmiechem, który był przeznaczony specjalnie dla młodszego Uchihy. – Wspaniała balanga! – Wykrzyknął i jakby na potwierdzenie swoich słów, uniósł kieliszek z alkoholem do góry. Kilka dziewczyn zachichotała bezmyślnie, a reszta towarzystwa spojrzała ciekawym wzrokiem na Sasuke. W pokoju zapanowała głucha cisza. Tłum było naprawdę spragniony show. Och! Jakże wspaniale. Oczywiście, że je dostaną, jednak nie teraz. W końcu po to tutaj wszyscy jesteśmy prawda?! – pomyślał z jakąś dziwną goryczą Sasuke i szybkim krokiem podszedł do starszego Uchihy.
- Naruto cię pozdrawia – mruknął do niego, a Itachi, jak na złość uśmiechnął się do niego promiennie.
- Ja go również! Świetny gość, naprawdę. Nie dziwię się, że tak cię załatwił kilka tygodni temu. W końcu trafił ci się porządny przeciwnik, co? Twoja pozycja może być przez niego zagrożona – ostatnie zdanie wypowiedział wystarczająco cicho, by nie usłyszała ich reszta ferajny.
- Co mu powiedziałeś?! – Syknął, lekceważąc entuzjazm brata. Itachi spoważniał nagle, wyprostował się i zmarszczył brwi. Tym razem na jego ustach nie było już uśmiechu. W czarnych oczach pojawiła się emocja, której Sasuke nigdy wcześniej nie widział. Coś było nie tak, coś było cholernie nie tak!
- Uzumaki to mądry gość. On, jako jedyny jest ci w stanie pomóc. Nie lekceważ go, Sasuke, i nie odpychaj od siebie.
- Niby, w czym mi pomoże, do kurwy nędzy?! – Sasuke był człowiekiem wyjątkowo cierpliwym oraz niesamowicie opanowanym i tylko takie nieliczne momenty w jego życiu świadczyły o tym, że jednak da się go wyprowadzić z równowagi.
Och, wkurzony Sasuke był wyjątkowo seksowny, o czym mogą wam powiedzieć wszystkie dziewczyny, znajdujące się aktualnie w małym pokoju z dużym kominkiem.
- Wkrótce się przekonasz, mój mały, naiwny braciszku. – Ten uśmiech Itachiego, można zaliczyć z pewnością do jego najlepszych uśmiechów. Po prostu zwalał z nóg, a Sasuke naprawdę powinien zacząć się bać.
- Ej! Nie uwierzycie! – Do sali wbiegł Kiba z takim wyrazem twarzy, jakby zobaczył właśnie ducha, a tym duchem był jego najgorszy wróg, czyli Naruto, krótko mówiąc.
Sasuke zgromił Inuzuke spojrzeniem i odwrócił się do Itachiego plecami. Brunet zauważył, że w międzyczasie do pokoju weszła również wystraszona Sakura.
- No, co? – Zapytał ktoś, jak zwykle spragniony sensacji. I ją dostał, oczywiście. Odpowiedź Kiby wgniatała w ziemię.
- Uzumaki zesrał się w twoim kiblu, Sasuke! Widziała go jakaś trzecioklasistka i wszyscy gadają teraz tylko o tym! – Chłopak złapał się za brzuch, ledwo łapiąc oddech ze śmiechu. Za jego śladem poszła reszta towarzystwa, która również z trudem oddychała, śmiejąc się głośniej, niż to było wskazane.
Jedynie na ustach trzech osób nie gościł nawet cień uśmiechu. Nie śmiał się Sasuke, nie śmiał się Itachi i nie śmiała się Sakura. A Sakura była osobą formatu Kiby, która potrafiła się wyśmiać dosłownie ze wszystkiego. Młodszy Uchiha zmarszczył brwi, podchodząc do dziewczyny, która po raz pierwszy od ich wieloletniej znajomości spojrzała na niego z nieskrywanym strachem. Była upokorzona i nawet nie starała się tego przed Sasuke ukryć.
- Gdzie Naruto? – Zapytał, a odpowiedź dostał szybciej, niż się spodziewał.
- Tutaj.
Stał tam. Jak zwykle z łobuzerskim błyskiem w oku, z lekkim uśmieszkiem na ustach, jakby to nie z niego się śmiali. Blond kosmyki opadały mu na te nieziemsko niebieskie oczy i Sasuke miał przez chwilę niesamowitą ochotę podejść i po prostu dać temu idiocie w pysk. Za to, że musi być taki czarujący i zaczepny, za to, że zawsze się wkręci w jakieś kłopoty. Za to, że Sasuke coraz bardziej zaczynał się od niego uzależniać, a to już nie było dobre.
- Kibla już nie całujesz?! – Ryknął Inuzuka z wojowniczym błyskiem w oku. Chciał sprowokować blondyna, chciał się z nim bić? Bardzo możliwe, jednak najbardziej na świecie chciał chyba dogryźć Naruto, zwyczajnie go upokorzyć, wdeptać w ziemię.
- Jak widać nie. – Uzumaki mógł posłużyć się najprostszą ripostą, Sasuke przecież wiedział, że chłopak ma wyjątkowo cięty język i nie musiał się nawet wysilać, żeby sypnąć jakimś tekstem, któryby zmiażdżył głupiego Inuzuke. Dlaczego tego nie zrobił?
- Przez ciebie cały pensjonat będzie śmierdział! Coś jadł, że masz taką srakę!
- Sasuke – powiedział nagle blondyn, patrząc na niego jakoś dziwnie, zmarszczył brwi i przygryzł w zdenerwowaniu wargę. A może Naruto był zażenowany całą sytuacją? Sasuke wiedział jednak, że to przecież nie Naruto zrobił takie ‘Bom’ w jego toalecie. – Przepraszam, za to… - mruknął w końcu niewyraźnie, nie chcąc z pewnością, żeby ludzie usłyszeli jak dobrowolnie poddaje się Sasuke. – Ja… Mam problemy z żołądkiem. – tym razem powiedział to głośno i wyraźnie. Nie było mowy, żeby ktoś nie dosłyszał. Naruto spojrzał na Sakurę, która jakimś dziwnym trafem była czerwona jak burak.
- Następnym razem, zatkaj sobie dupę korkiem, a nie go przepraszaj! – Warknął Kiba, jednak Uchiha go zupełnie zignorował. Uśmiechnął się do siebie, wszystko rozumiejąc.
Naruto mu zaimponował. Naprawdę mu zaimponował, ma prawdziwą klasę, jakiej w tym miasteczku brakuje i…
Och, Sakura jest naprawdę beznadziejna. Spojrzał na nią z wyższością i pogardą. Zrobiło mu się żal siebie. Tak, tego wspaniałego Sasuke Uchiha, który zdał sobie właśnie sprawę, że chociaż jego pomysł jest fenomenalny, to jednak najbardziej on będzie cierpiał po jego realizacji…
Ale czego się nie robi dla ukochanego wroga, prawda?
Entuzjazm wrócił do Sasuke tak szybko, jak tylko spojrzał na twarz blondyna. Uzumaki jest w stanie zawsze i wszędzie poprawić mu humor.
- Nieważne – prychnął w końcu, czym całą salę, bez wątpienia, wprowadził w zdziwienie. Jedynie na ustach Itachiego błąkał się lekki uśmieszek.
Och, mój starszy, naiwny braciszku, ten jeden raz się akurat mylisz, pomyślał Sasuke z satysfakcją i po prostu wyszedł z małego pokoju, w którym był duży, rozkoszny kominek i zgraja zszokowanych ludzi.
Impreza trwała już w najlepsze. Ludzie bawili się, śmiali, pili, jeszcze raz śmiali, głównie z Naruto, i ogólnie było naprawdę fajnie. Już nie wyśmienicie, jednak…
Naruto westchnął ciężko. Podjął decyzję. Bez względu na to, co zrobi Uchiha, on nie wprowadzi swojego planu w życie. Bez względu na to, co zrobi Uchiha…
Westchnął ciężko, przymykając jednocześnie oczy. Znów siedział przy barze, Hinata od czasu do czasu wracała, po coś do picia, zupełnie go olewając, co było do niej przecież niepodobne. Ale w sumie, co się dziwić? Teraz miała branie jeszcze lepsze od Haruno, która po wcześniejszym incydencie już nie była taka pewna siebie jak na początku.
Naruto z ciężkim sercem oparł się łokciami o blat stołu, po czym schował twarz w dłoniach. Jego życie jest porypane, jednak…
Nie może urzeczywistnić swojego szatańskiego planu! Po prostu nie może. On… a co, jeśli komuś stałaby się krzywda? To przecież cholernie niebezpieczne. W Los Angeles tylko kilka razy coś takiego zrobili i jeden z jego kumpeli będzie, z pewnością, odczuwał skutki tej zabawy do końca życia.
Tym razem jęknął głucho z bezradności. Naprawdę, sam już nie wiedział, co ma robić. Nie chciał odpuścić, nie chciał, by Sasuke wygrał. I tak wystarczająco się już upokorzył dzisiejszego dnia. A może… nagle do głowy Naruto wpadła pewna myśl. Nie. Ona była tam już od samego początku, od chwili, kiedy powiedział te cholerne słowa ‘przepraszam Sasuke’, ona tam siedziała w jego podświadomości i dopiero teraz postanowiła się ujawnić. Naruto przyjął ją ze zmarszczonymi brwiami.
Nie upokorzył się przez Uchihą. Upokorzył się przed całą resztą, jednak nie przed nim. On zorientował się jakimś cudem jak to było, wywnioskował to chyba po minie Sakury, w końcu dobrze ją znał. Był inteligentnym, przenikliwym człowiekiem, który potrafił widzieć ponad stereotypami. I dostrzegł prawdę.
- Jesteś gwiazdą wieczoru, nawet bez mojego wkładu – usłyszał obok siebie znajomy, głęboki i tak cholernie hipnotyzujący głos, że o mało nie westchnął jeszcze raz. Spojrzał pochmurnie na króla śnieżnego miasteczka, na ustach którego błąkał się lekki, drapieżny wręcz uśmieszek. Naruto wyczuł w nim coś naprawdę niebezpiecznego. Obietnicę, jednak czego? O tym, Naruto dowie się już niebawem.
- Prawdziwy talent obroni się sam.
Sasuke zaśmiał się cicho i bez pozwolenia przysiadł się do blondyna. Uzumaki darował sobie uwagę o dobrych manierach snowboardowej gwiazdy, których niewątpliwie brakowało.
- Wiem, że to nie ty zbombardowałeś kibel.
Tym razem to Naruto się uśmiechnął. I był to tak delikatny, wręcz nieśmiały uśmiech, że aż niepodobny do blondyna.
- No to niby, kto? – Uzumaki wzruszył ramionami, jednak wciąż nie potrafił przestać się uśmiechać. Ten cholerny drań był… To w taki sposób patrzył na Naruto, naprawdę przyprawiało o dreszcze.
- Sakura.
Naruto nie był w stanie powstrzymać śmiechu. Naprawdę się starał, jednak nie wyszło. Popatrzył wesoło na Uchihe. Tak, w niebieskich oczach momentalnie pojawiły się radosne błyski, które wcześniej gdzieś się po drodze zgubiły. Najprawdopodobniej Uzumaki zostawił je w toalecie.
- Nieprawda. – Udało mu się jeszcze słabo zaprotestować, ale Sasuke się nie nabrał. A Naruto nawet nie starał się, żeby Uchiha uwierzył!
- Zależy ci na niej, prawda? – Tym razem z wąskich, męskich ust bruneta zniknął uśmiech. Snowboardowa gwiazda spojrzała na Naruto przenikliwie, tak jak rzadko, tak, jakby chciała poznać go całego, od początku do końca, dotknąć duszy Uzumakiego. Blondyn drgnął niespokojnie pod tym spojrzeniem.
- Może.
- Widziałem, jak ona na ciebie patrzy. Podobasz się jej, a teraz oszczędziłeś jej jeszcze takiego wstydu… - Uchiha zacmokał z dezaprobatą, odwrócił się w stronę sali, patrząc na bawiących się ludzi. Naruto obserwował go kątem oka, tak jak się obserwuje drapieżnika, w każdej chwili zdolnego do ataku. To paradoksalne, jednak Uzumaki w towarzystwie tego jadowitego węża czuł się dobrze. Podniecała go ta nuta niebezpieczeństwa, nieprzewidywalności, jaką zawsze serwował mu Uchiha. To było naprawdę fajne. – Patrz, tam siedzi! – Kiwnął od niechcenia, na schowaną w kącie Haruno, a dziewczyna momentalnie się podniosła, jakby była zdalnie sterowana przez tego drania. Naruto zaczerwienił się lekko i szarpnął bruneta za rękaw jego eleganckiej, czarnej koszuli. Na ustach Uchihy błąkał się nonszalancki uśmieszek.
- Co robisz, kretynie?! – Syknął na niego cicho Naruto, jednak Sasuke go zignorował.
- Sakura! - Kiedy dziewczyna w końcu znalazła się przy barze, wstał ze stołka i podszedł do niej pewnym krokiem. – Stanął tuż za nią i pochylił się nad jej szyją. Przez jego twarz przebiegł cień obrzydzenia, jednak szybko go zamaskował. Naruto uśmiechnął się lekko, widząc ten obrazek. – Uzumaki mi właśnie opowiadał, o twojej przygodzie w toalecie.
- Co?! – Och, cóż za synchronizacja. Sakura i Naruto krzyknęli jednocześnie w geście niedowierzania. Zaraz potem Haruno stała się niezdrowo zielona na twarzy.
- Naruto podstawił się pod ciebie… Naprawdę mu na tobie zależy, jednak… - w tym momencie Uchiha zrobił efektowną pauzę, w międzyczasie jeżdżąc dłonią po brzuchu Haruno, który był ukryty za obcisłą bluzką. Naruto zgrzytnął zębami.
- Tak? – Sakura zamrugała, a w jej głosie słychać było nadzieję, Uzumaki prychnął cicho.
- Mi też zależy… - wymruczał z uśmiechem, wciąż nie spuszczając wzroku z Naruto. Chłopak przełknął ślinę.
- Na kim? – Wychrypiał ostatkiem sił, jednak ten wzrok, Uchiha ani razu nie spojrzał na Haruno.
- Chcesz zobaczyć, na czym naprawdę polega Bom Bom? – Sasuke był niegrzeczny, odpowiedział pytaniem na pytanie, a Naruto od tego pytania zrobiło się gorąco. Uśmiechnął się jednak i wstał z wysokiego, barowego krzesła. Jego odpowiedź brzmiała następująco:
- Chcę.
Naruto stał jak debil i gapił się na ludzi, którzy z kolei gapili się na niego. Na jego ustach błąkał się groźny uśmieszek, a w oczach zaczęły igrać ognie. Och, tak! Właśnie ognie. Tak niewiele dzieliło go od urzeczywistnienia zabawy z Miasta Aniołów.
Byli na tyłach budynku, gdzie mieściło się wejście do kuchni, parking dla pracowników, kilka wielkich kontenerów na śmieci. Z tej strony pensjonat Uchihów nie wydawał się już tak wspaniały. Naruto był tutaj już wcześniej, przed rozpoczęciem się imprezy, razem z Itachim. Wszystko przygotowali. Wystarczył teraz tylko jeden malutki płomyk odwagi i… ‘Bom Bom!’, jak to Sasuke mówi? Wielki płomień radości wybuchnie.
- Miasto zasypia, mafia się budzi – rozległ się głęboki, hipnotyzujący głos prowadzącego zabawę, którym był nie kto inny, jak Sasuke Uchiha we własnej osobie. Naruto otworzył oczy, stojąc w kręgu wszystkich innych ludzi. Sasuke wyłapując jego spojrzenie, uśmiechnął się do niego promiennie. – A teraz mafia zabija niewinnych obywateli.
Naruto gdyby mógł, westchnąłby cicho. Jednak ze względu na to, że był złym bandziorem, nie chciał się ujawniać, no i nie mógł przecież okazywać jakichś głębszych uczuć. Kto widział gangstera, który wzdycha, podczas zabijania ludzi? Naruto uniósł rękę i palcem wskazującym udał, że strzela do Uchihy.
- Przypominam jeszcze, że mnie nie można zabić. Jestem tutaj bogiem!
Tak, nie mylicie się, śnieżna elita, z samą gwiazdą snowboardingu na czele, grała właśnie w Bom Bom! Uchiha osobiście objaśnił naszemu uroczemu surferowi zasady owej wysłowionej gry, ale mało tego! pozwolił nawet wybrać to, o co będą się zakładać. A Naruto wspaniałomyślnie wybrał, że zwycięzca będzie mógł spędzić ‘siedem minut w niebie’ z wybraną przez siebie osobą. I Uzumaki udał, że nie widział dziwnego błysku w czarnych oczach Sasuke, kiedy powiedział mu o swoim pomyśle. Nie, na pewno się tylko Naruto zdawało, chociaż… Kto tam wie, co taki dupek, jak Uchiha może myśleć?
- Mafia zasypia, budzi się policja – powiedział Sasuke, po czym dodał: - Uzumaki, kretynie, nie podglądaj!
Naruto prychnął. Ten dupek ewidentnie go wkopuje i chce, żeby Naruto przegrał! Ale Naruto mu zaraz pokaże!
Gra, w którą grali nosiła nazwę ‘Mafia’. Jej zasady były ogólnie znane: było miasto, była policja, no i byli, oczywiście, wspaniali gangsterzy. Sasuke, jak już wcześniej błyskotliwie zauważył, był prowadzącym, górnolotnie mówiąc – bogiem, i to on wszystko nadzorował. Wybrał nawet tych dobrych i tych złych. A cała zabawa polegała na tym, że gdy miasto zasypiało, mafia kogoś zabijała, gdy mafia zasypiała – nawet gangsterzy muszą spać, bądźmy realistami – budziła się policja, która przeprowadzała śledztwo i zastanawiała się, kto też może być w mafii. A gdy psy szły do budy, posługując sie ładnymi przenośniami, budziło się pospólstwo oraz dwie zwaśnione strony białych i czarnych charakterów. Wszyscy dowiadywali się, kto kopnął w kalendarz, a raczej kogo do tego kopnięcia zmusiła mafia. Sasuke opowiadał o tym, jak przebiegało morderstwo, a reszta wznosiła kieliszek czystej za poległych. Później podejrzani, których policja wskazała Sasuke, musieli wymyśleć jakieś alibi, co też robili w nocy.
Jak nietrudno się domyśleć, Naruto był bossem mafii. Tym razem lufa jego karabinu maszynowego padła na Hinatę.
- Policja, po raz kolejny, podejrzewa naszego wspaniałego, cudownego Naruto. Co tym razem robiłeś w nocy, kwiatuszku? Jakie masz wytłumaczenie?
- Zabawiałem się z prowadzącym.
- Jasne, a ja podglądałem was z Angeliną Jolie – prychnął Kiba, który na pewno był policjantem. Tak samo zresztą, jak Neij, Shikamaru oraz Lee. A tak w tajemnicy, Rock był niewątpliwie najgorszym gliną, jaką świat widział. Ale Naruto ich wyeliminuje, wszystkich po kolei.
- Potwierdzam – mruknął Uchiha, czym wzbudził jęk rezygnacji.
- Znowu?
- Tak, znowu. Nie moja wina, że Uzumaki wciąż nie ma dość. – Sasuke puścił do Naruto oko, a Naruto miał ochotę rozpalił płomień. Tym razem między nim, a Uchihą. Nie zrobił tego jednak, ponieważ kolejna kolejka czystej przetoczyła się przez krąg, w tym momencie odgrywający ich miasteczko. Ale z miasteczka jak widać, niewiele osób pozostało. Naruto, nie chwaląc się, kropnął większość ludzi ze swojej klasy, dużą część elity, zabił nawet księdza(oczywiście fikcyjnego)! Pozostała, cóż, sama śmietanka… I teraz, krótko mówiąc, będzie jatka.
W mafii była między innymi Sakura i… trzy inne osoby, których niestety Naruto nie znał. Ale najważniejszym wśród gangsterów, był niewątpliwie Uzumaki, mafijny król numer jeden.
- Następnym razem przygotuj sobie Biblię – mruknął Naruto do Sasuke, który polewał mu akurat wódki.
- Nie chcę, żebyś ją pogryzł, mały Lucyferze.
- Pieprz się, Uchiha! – Prychnął Naruto, jednak pomimo wszystko uśmiechnął się i wypił za… Och, sam nie wierzył, że za to wypił. Wypił za Sasuke. Ale, ale! był chyba wystarczająco pijany, żeby można to było zwalić na alkohol. Tak, zdecydowanie.
Sasuke patrzył z uśmiechem na Naruto, który wciąż się trzymał na powierzchni. Większość ferajny odpadła i wróciła do pensjonatu, uznając, że i tak nie ma tutaj więcej nic do roboty. Sasuke dziwił się , że Uzumaki nie narzeka jeszcze na niską temperaturę, jednak widać, procenty rozgrzewają naszego kalifornijskiego chłoptasia. A przyłapując blondyna na kukaniu w stronę Uchihy, z pewnością nie tylko tequila działała pobudzająco na Naruto.
- Policja się budzi – mruknął, zauważając, że już naprawdę ostatnia garstka wytrwałych uchowała się przy życiu. Został Kiba, został Neji, została jakaś nastolatka z dziwnym, ślimaczym wzrokiem oraz Sakura i Naruto. Teraz Sasuke musiał dokonać wyboru, za kim stanie, za Haruno czy za swoim ukochanym wrogiem, gdy jego kumple wytypują jednego z wymienionych cukiereczków.
- Miasto się budzi.
Sasuke podjął już decyzję i gdy Sakura odchodząc, spojrzała na niego jeszcze jakimś dziwnie nienawistnym wzrokiem, już wiedział, że naprawdę zaszedł bardzo daleko i…
O cholera! Tak, jak chciał. Naruto wygrał.
Czyli, teraz pora na finałową część przedstawienia. W końcu!
Naruto cholernie kusiło, żeby wsunąć rękę do kieszeni i wyjąć z niej małą, niewielką paczkę. Jeden ruch i już byłoby po planie. A mina Sasuke, och, na bogów! z pewnością bezcenna. Zerknął na asfalt pokryty w niektórych miejscach cieniutką warstwą śniegu. Jak na ironię wszyscy poustawiani byli na swoim miejscach. Naruto doskonale widział lśniące pasy na asfalcie.
‘To będzie prawdziwe przedstawienie, show, jakiego mój brat jeszcze nie widział. Zrób to, po prostu to zrób i nie myśl o niczym więcej. Pokażesz mu, jaki ognisty z ciebie chłopiec’. Przypomniał sobie słowa Itachiego, gdy mężczyzna pomagał mu przygotować scenę. Nie wierzycie, że brzydki, szary asfalt, parking dla pracowników, może stanowić estradę, dla tak wybitnego arcydzieła, jakiego autorem będzie Uzumaki? A co, jeśli powiem wam, że jeden ruch Naruto wystarczy, by wzniecić wielki płomień, który może opatulić kogoś tak zimnego i obojętnego, jak Sasuke? Tylko jednym ruchem Naruto może tego dokonać!
- Wygrałeś, Uzumaki, więc teraz pora na twoje siedem minut w raju. – Naruto zamrugał gwałtownie, dopiero teraz orientując się, że Uchiha, stoi niebezpiecznie blisko naszego gorącego surfera. Och, tak! Prawie tak blisko, jak wtedy, w pokoju snowboardowej gwiazdy… - Kto dzisiaj będzie tym szczęściarzem i zakosztuje rozkoszy w twych wspaniałych ramionach? – Sasuke mówił to z takim błyskiem w oku, że Naruto o mało, co nie powiedział: ‘ty Sasuke’. Opamiętał się jednak w ostatniej chwili. I bardzo dobrze nawiasem mówiąc, gdyż zaraz potem, na usta tego dupka wpłynął kpiący uśmieszek. Naruto prychnął głośno.
- Sakura! – Padła odpowiedź, a owa szczęściara, która stała obok i słuchała całej konwersacji, zrobiła minę, jakby znów miała dostać biegunki. Uzumaki spiorunował ją wzrokiem mówiącym:’ jeśli tego nie zrobisz, wszyscy poznają twoją śmierdzącą prawdę!’. Dziewczyna podeszła, więc do chłopców i uśmiechnęła się niezwykle blado.
I wtedy Sasuke zrobił coś, do czego cały czas dążył.
- Chodź tutaj! – Uchiha złapał dziewczynę za rękę i stanowczym, władczym ruchem przyciągnął ją w swoją stronę. Z ust Sakury wydobył się najwyższy pisk, jaki kiedykolwiek brunet usłyszał, jednak już po chwili Haruno zamruczała głośno, łasząc się do snowboardowej gwiazdy. Wydawało się jej, że Sasuke jest zazdrosny, co? Jednak jej księcia z bajki bardziej interesowała reakcja Uzumakiego, niż samej szczęściary, och, teraz już z pewnością szczęściary. – Jeśli nie chcesz, nie musisz z nim iść – wymruczał i odwrócił ją do siebie plecami. Cóż, było lepiej, gdy nie musiał patrzeć na jej twarzy. A w takiej pozycji mógł doskonale skupić się na Uzumakim.
Naruto był niesamowity. Jego mina, jego niedowierzający wzrok, jego usta, na których niestety nie było już uśmiechu. Och, dla tego widoku warto żyć i się poświęcić. Uzumaki i jego reakcja była kwintesencją wszystkiego. Blondyn był niewątpliwie bystrym chłopakiem i szybko zaczął kojarzyć fakty. A podstawowym faktem było to, że oto właśnie Sasuke sprzątnął mu najgorętszą laskę w ty miasteczku, dosłownie sprzed nosa! Uchiha oblizał prowokacyjnie usta.
- A nasz zakład, kurwa? – Naruto zacisnął swoje wspaniałe usta tak mocno, że widać było tylko cienką linię. To czyniło blondyna jeszcze bardziej seksownym… I te błyski w jego oko, i rumieniec na twarzy, i zaciśnięte bardzo mocno pięści. Sasuke zaczęło przyjemnie szumieć w głowie, a ten szum przyprowadził pewnie brudne, naprawdę niegrzeczne myśli dotyczące Uzumakiego. Snowboardowy król postanowił je jednak szybko od siebie odpędzić.
- Nasz zakład? – Sasuke przejechał powoli, drażniąco dłońmi po ramionach Sakury, która westchnęła gardłowo. Jego kumple, dotąd przyglądający się wszystkiemu bez interwencji, zaśmiali się głośno, przypominając naszemu rozkosznemu trójkącikowi o swojej obecności. – Chyba nie chcesz wziąć siłą naszej pięknej, wspaniałej, nieziemsko pachnącej Sakury? Nie chcesz jej chyba zgwałcić, co?
Naruto prychnął głośno, po czym zrobił niebezpieczny krok w ich stronę. Sakura momentalnie przylgnęła do bruneta. Pewnie już miała wilgotno, gdy czuła za sobą to wysportowane, twarde ciało, prawda?
- Sakura, nie chcesz być moją… dziewczyną? – Zapytał, a mina Uzumakiego była więcej niż powalająca. Chciał powiedzieć ‘kobietą’, jednak gdy tylko sobie pomyślał, że musiałby rozdziewiczyć tę… kobietę, zbierało mu się na mdłości. Tak, moi drodzy, Sasuke robił to tylko dla Naruto.
- Chcę… Och, boże, Sasuke! Oczywiście, że chcę! Nawet nie pytaj! – Odwróciła się i rzuciła brunetowi na szyję, jednak dzięki wrodzonemu refleksowy, Uchiha zdołał uciec przed jej chętnymi ustami.
I wtedy Naruto zrobił coś, do czego dążył.
Blondyn zacisnął mocno szczękę i sięgnął do kieszeni. Wyjął ze spodni to cholerne, małe pudełko i po prostu rzucił je w stronę bruneta. Uchiha bezbłędnie złapał jedną ręką. Drugą przytrzymywał w pasie Haruno.
- Co to, kurwa, jest?! – Syknął, jednak Naruto odwrócił się na pięcie i wszedł z powrotem do pensjonatu.
Naprawdę, moi drodzy, trudno, och, jakże trudno jest wybrać, kto zrobił lepszą minę dzisiejszego wieczoru. Kto wygrał zakład? Sasuke czy Naruto? Który z nich jest przegranym?
Subskrybuj:
Posty (Atom)