deedwarda, stoki narciarskie nie są takie straszne :D Najgorszy pierwszy raz, a później to już tematycznie jak z górki, ale takie rzeczy trza lubić :) Bo ja sieję panikę, kiedy głupia piłka od siatki leci w moją stronę, albo kiedy jestem na głębokiej wodzie :) o tak, ładnie powiedziane, Naruto jest 'chroniony' przez Sasuke, podoba mi się!
Jeszcze jedna sprawa:
Nigdy nie pisałam dla komentarzy, ale jest mi trochę przykro, że mnie olewacie. Chciałabym znać waszą opinię, szczególnie, kiedy w BB coś wam się nie podoba, żebym mogła to zmienić - oczywiście w granicach rozsądku i mojej wizji. Tymczasem z rozdziału na rozdział jest coraz mniej komentarzy, co mnie martwi, bo nie wiem, czy bb się wam już przejadło, nie podoba się wam, czy nie wiem co jeszcze. Ja rozumiem, że niektórzy nie mają czasu, teraz zaczęły się również wakacyjne wyjazdy, ale chciałabym, żebyście docenili moją pracę i trud, jaki wkładam w to opowiadanie.
Betowała niezawodna Kuroneko :)
Początek grudnia niósł za sobą niespodziewane powroty.
Największym zaskoczeniem było pojawienie się w szkole, po prawie miesięcznej rekonwalescencji, Sakury Haruno. Dziewczyna z lekkim, subtelnym niemal uśmiechem, witała się przyjaźnie z każdym uczniem, który do niej podszedł. Wielka diwa zimowego miasteczka, skryła się za skromną dziewczyną w wielkim, wyciągniętym swetrze i parze wytartych jeansów. W żadnym stopniu nie przypominała już księżniczki, którą była przed pamiętnym, halloweenowym wieczorem.
Sasuke obserwował ją uważnie, opierając się od niechcenia o szkolne szafki w jednym z najbardziej ruchliwych szkolnych korytarzy. Tutaj, zasłonięty przez mijających go ludzi, miał doskonały punkt obserwacji. Dopiero co przyszedł do szkoły z wyczerpującego treningu i czekał teraz na Naruto, którego, nie wiedzieć czemu, wciąż nie było.
Zirytowany zamknął oczy, odcinając się od obrazu odrodzonej z popiołów Haruno. Wczorajszego wieczora zaliczyli również inny, równie irytujący powrót. Do zimowego miasteczka zawitał bohater biznesowy, Itachi Uchiha, któremu po miesięcznych staraniach, udało się zaprowadzić pokój w zdegenerowanych europejskich pensjonatach należących do rodziny Uchiha.
Sasuke niemal warknął, kiedy przed oczyma stanęła mu twarz Itachiego. Jego brat plus eks dziewczyna zdecydowanie nie byli dobrym połączeniem. Zaczął się obawiać, że oglądanie dwóch kataklizmów, od których miał miesięczną przerwę, będzie nie lada wyczynem…
- Hej – usłyszał obok siebie zachrypnięty głos Uzumakiego i momentalnie otworzył oczy.
- Co tak długo? – przywitał chłopaka uprzejmie zimnym, zirytowanym tonem, ale mimo wszystko uśmiechnął się lekko. Naruto z pewnością był dobrym katalizatorem nieszczęść płynących od Sodomy – Itachiego i Gomory, symbolizującej Sakurę.
- Zaliczałem francuski.
- I co?
- I nic, nieważne – mruknął niechętnie, po czym rozglądając się po korytarzu, zapytał: - Słyszałeś, że wróciła… - I urwał niespodziewanie, patrząc prosto w zielone oczy szkolnej królowej. Haruno patrzyła na nich z drugiego końca korytarza, z nieodgadnionym wyrazem twarzy.
- Kurwa – mruknął cicho blondyn, a Sasuke zaśmiał się otwarcie.
- Lepiej bym jej nie nazwał – oświadczył radosnym tonem, również patrząc na dziewczynę. – Zmieniła się – stwierdził, z następnym przypływem satysfakcji zauważając, jak speszona Sakura odwraca wzrok.
- Taa… - mruknął Naruto i odwrócił się na pięcie. – Idziemy do klasy? Zaraz dzwonek
Uchiha jedynie kiwnął głową i nie patrząc już w stronę swojej byłej dziewczyny, skierował się za Naruto na lekcję literatury angielskiej.
- Druga połowa wieku szesnastego to rozkwit życia teatralnego w Anglii. Powstało wówczas zarówno wiele zespołów dworskich, jak i wędrownych trup teatralnych, zaś pierwszym gmachem przeznaczonym wyłącznie do…
Sasuke, ze znudzonym wyrazem twarzy, wgapiał się w okno, a słowa Gai`a docierały do niego z opóźnieniem. Nawet nie udawał, że robi notatki, całkowicie pochłonięty swoimi myślami. Analizował właśnie, z detaliczną dokładnością wczorajszy wieczór. Nie mógł zapomnieć o cholernych słowach Itachiego i błysku zrozumienia w oczach Naruto.
- Tyle razy powtarzałem już, że nie mam zamiaru oglądać z tobą głupiego meczu hokeja! – syknął Naruto, kiedy siedzieli w jadalni, jedząc akurat kolację. Sasuke westchnął ciężko, przymykając oczy.
- Ja mam pilot, ja mam władzę, więc, czy chcesz, czy nie, będziesz musiał oglądać ostatni mecz z fazy grupowej o puchar kraju, jasne?!
- Z tego co mi wiadomo, twój pilot ostatniego wieczoru przeżył kolejną śmierć kliniczną i patrząc na siedem ostatnich zgonów, których doświadczył, teraz nie będzie się już nadawał do użytku! – prychnął poirytowany Naruto, z głośnym trzaskiem odstawiając na stół szklankę z sokiem.
- Gdybyś nie wrzucił go do terrarium Orochimaru, z nadzieją, że ten połknie ten cholerny pilot, z pewnością miałby jeszcze kilka dni życia!
- Gdybyś nie oglądał jakichś głupich meczy, pilot miałby przed sobą jeszcze dekady spokojnej egzystencji – warknął Naruto i zaczął widelcem szarpać brutalnie mięso, jakie miał akurat na talerzu.
- Gdybyś ty nie chciał oglądać jakichś debilnych komedii, ten cholerny pilot miałby przed sobą stulecia!
- Och, tak? Gdybyś…
- Gdybym co? – Sasuke spojrzał poirytowany na blondyna, który zamarł z widelcem w połowie drogi do ust. Kawałek mięsa, które przed chwilą bezwzględnie atakował, spadł z powrotem na talerz, jednak Naruto nie zwrócił na to żadnej uwagi. Z bezgranicznym zdziwieniem, wpatrywał się w znajdujące się za plecami Sasuke drzwi. – Co znowu? – warknął Uchiha, odwracając się gwałtownie w tył. Zrobił to tak szybko, że aż coś zatrzeszczało mu w karku. Przeklął głośno, sam nie wiedząc, czy to z powodu bólu, który nagle go zaatakował, czy z powodu niespodziewanej wizyty, nieoczekiwanego gościa.
Do pensjonatu, jak już się domyślacie, wrócił Itachi Uchiha. Największy magik zimowego miasteczka.
Widząc ich, uśmiechnął się lekko i szybkim, zdecydowanym krokiem podszedł w stronę stolika, przy którym siedzieli. Sasuke skrzywił się na jego widok.
- Widzę, że gołąbeczki się zintegrowały – przywitał ich rozbawionym tonem. Naruto uśmiechnął się do niego radośnie, całkowicie lekceważąc tę oburzającą uwagę i odsunął krzesło obok siebie.
- Siadaj.
Sasuke spojrzał brzydko na swojego brata, zaciskając mocno pięści, w nadziei, że żadna z nich go nie zawiedzie i nie zrobi tego, o czym od zawsze marzył. Miał doskonałą świadomość tego, jak jego pięść idealnie pasowałaby do twarzy tego kretyna.
- Syn marnotrawny wraca z kolejnej misji? – zapytał przez zaciśnięte zęby, z jeszcze większym poirytowaniem przyjmując na siebie zaskoczony wzrok Naruto.
- Pamiętaj o tym, że ojciec, swojego syna marnotrawnego zawsze będzie stawiał na pierwszym miejscu.
Sasuke drgnął zaskoczony słowami Itachiego.
- Widzę, że gdy Naruto jest po twojej stronie, nie chodzisz już z poobijaną twarzyczką – dodał, nawiązując do pierwszego spotkania chłopców i ich bójki. Wówczas, Itachi również wrócił z dłuższej podróży. I bardzo chciał się dowiedzieć, kto nabił Sasuke tyle siniaków… Chyba wiedział, że sprawca okaże się jego bratnią duszą.
- Muszę go bronić, żeby znów się w jakiś syf nie wpakował.
- Żebym nie musiał ci przypominać, kto wyciągnął cię z więzienia – mruknął Sasuke, czując, jak zaczyna się w nim gotować. Żyłka na jego szyi zaczęła niebezpiecznie pulsować, kiedy brał do ręki widelec.
- Słyszałem o twoich bohaterskich poczynaniach, Sasuke – powiedział nagle jego brat, uśmiechając się lekko, tajemniczym, nieprzewidywalnym uśmiechem. Szykował kolejnego asa w rękawie.
- Niby skąd?
- Naruto mi opowiadał, kiedy do niego dzwoniłem – padła odpowiedź, a Sasuke w przypływie furii wygiął trzymany właśnie widelec.
- Dzwoniłeś? – warknął, oddychając ciężko. Przymknął oczy, biorąc kilka głębokich wdechów.
- Nasza gwiazda surfingu ci nie mówiła? – Itachi uniósł brwi, a w jego oczach, to spojrzenie… Jasna cholera! – Byliśmy ze sobą w stałym kontakcie. Nigdy nie dziwiło cię, że Naruto nie pytał o to, gdzie jestem?
- Nie! – syknął, odsuwając gwałtownie krzesło i wstając. – Straciłem apetyt – warknął w stronę zaskoczonego Naruto, który zmarszczył groźnie brwi.
- Czemu ty go tak nienawidzisz? – zapytał Naruto, w momencie, w którym Sasuke już miał odejść od stolika.
- Nienawidziłby jeszcze bardziej, gdyby wiedział – powiedział nagle Itachi, a w niebieskich oczach błysnęło cholerne zrozumienie. – Powiedziałeś mu o Madarze? – zapytał, zupełnie ignorując postać stojącego obok niego Sasuke, jakby w ogóle go nie zauważał.
- Nie, jeszcze nie.
- To dobrze. Masz go chronić, pamiętaj.
- Sasuke – usłyszał po raz kolejny swoje imię i spojrzał na nauczyciela, który stał nad nim niczym średniowieczny kat, w jednej ręce trzymając starą książkę, a w drugiej druciane okulary, które, gdy tylko czytał tekst, ubierał na nos.
- Tak?
- Prosiłem cię, abyś przeczytał fragment rozstania Romeo i Julii – powtórzył serdecznym tonem nauczyciel, nawet nie upominając Sasuke za nieuwagę. – Potrzebna będzie nam jeszcze Piastunka i Julia – mruknął jakby do siebie, z zamyśleniem patrząc w okno i kiedy akurat odwrócił głowę w stronę klasy, niefortunnym zbiegiem okoliczności Kiba rzucił gumką prosto w głowę Naruto.
- Wy! – krzyknął pełnym entuzjazmu głosem, uśmiechając się z mściwą satysfakcją. – Inuzuka będziesz Piastunką, a ty Uzumaki zagrasz tytułową rolę – powiedział z taką ulgą w głosie, jakby rozwiązał właśnie jakiś problem.
- Ja nic nie zrobiłem, to on zaczął we mnie rzucać! – bronił się Naruto, jednak Gai zmarszczył tylko groźnie brwi i zamaszystym ruchem ubrał na nos swoje druciane okulary. Spojrzał w starą książkę i mruknął: - Czytamy.
- Światłość! Z światłością rośnie mrok żałości! – przeczytał Sasuke, nie mogąc jednak powstrzymać cisnącego się na usta uśmiechu, który w jego głosie niewątpliwie było słychać. Spojrzał na siedzącego w pierwszych ławkach Naruto. Chłopak patrzył na niego z nienawiścią w oczach.
- Pani! – zabrzmiał pełen wściekłości głos Kiby.
- Co, nianiu? – odpowiedział mu Naruto przez zaciśnięte zęby.
- Matka się zbliża do twojej komnaty. Wstał ranek. Strzeż się. Panie, uchodź skrycie. – Kiba odetchnął z ulgą, czytając ostatnie słowo. Wypowiedział już swoją ostatnią kwestię podczas tej krótkiej, acz niezwykle treściwej scenki.
- Więc, okno, ranek wpuść, a wypuść życie! – syknął Naruto, jeszcze bardziej wściekły niż na początku.
- Żegnaj! Pocałuj raz! Już trzeba schodzić – Sasuke aż nie wierzył w to, co właśnie przeczytał. Głupi, cholerny Gai!
- O mój kochanku, więc tak pragniesz odejść? Mój przyjacielu, panie mój! Chcę słyszeć o tobie co dnia, a w każdej minucie ileż dni będzie! Gdy tylko liczyć zacznę, będę staruszką, kiedy ujrzę znowu mego Romea! – warknął Naruto takim tonem, jakby zaraz miał wstać i uderzyć nie tylko nauczyciela, ale również i swojego Romeo.
- Bądź zdrowa! Wierz mi, nie stracę żadnej sposobności, aby pozdrowić cię, moja miłości – mruknął Sasuke, kończąc miłosny dialog. Dopiero, kiedy Gai kiwnął potakująco głową i wstał z krzesła, klasa wybuchła śmiechem.
Uchiha westchnął cicho, masując uspokajającymi ruchami skronie. Ekscentryczny nauczyciel już nie raz odstawił podobną scenę, jednak nigdy chyba nie wyszła mu ona tak trafnie – pomyślał Sasuke, uśmiechając się gorzko do swoich myśli. Klasa śmiała się z niewątpliwego komizmu sceny, ale ironia losu była bez porównania lepsza. Zerknął w stronę blondyna akurat w momencie, w którym chłopak odwrócił się w jego kierunku. Uzumaki uśmiechnął się lekko, a jego niebieskie oczy błyszczały radośnie, jakby cała wściekłość już z niego wyparowała. Sasuke również się uśmiechnął, wyciągając z kieszeni swój telefon komórkowy i po kryjomu pisząc sms`a do Uzumakiego.
Naruto rozejrzał się po pustym korytarzu, po czym wszedł do męskiej toalety, zamykając za sobą cicho drzwi.
- Udzielił ci się szekspirowski nastrój? – zapytał cichym, niemal znudzonym głosem, kiedy Uchiha przyparł go do muru, składając na jego szyi niecierpliwe, gorące pocałunki.
- Zwłaszcza po twoich poetyckich sms-ach – warknął Sasuke, odpinając jego bluzę i liżąc drażniąco językiem gorącą skórę.
- Nie chcę ci przypominać, ale ty też nie wykazałeś się specjalną wstydliwością– pociągnął Uchihe w stronę jednej z kabin, jednocześnie majstrując przy pasku jego spodni.
- Nikt nie zauważył, jak tutaj szedłeś?
- Nie – westchnął cicho, kiedy Sasuke pocałował go mocno, przyciskając do ściany całym swoim ciałem.
- Masz teraz socjologię? – Uchiha kontynuował przesłuchanie, ustami powoli przemieszczając się po szyi blondyna.
- Mhm – przełknął ciężko ślinę, kiedy Sasuke dotknął jego penisa przez spodnie. Oblizał usta, czując, jak zaczyna robić mu się gorąco.
W powietrzu unosił się jedynie zapach środków czyszczących, świadczących o tym, że niedawno w toalecie było przeprowadzone poważne chędożenie. Koniec końców, oni również mieli zamiar się w niej trochę pochędożyć.
Naruto uśmiechnął się perwersyjnie do swoich myśli, rozpinając sportową bluzę Uchihy i dotykając jego rozpalonej skóry przez koszulkę. Pod palcami czuł twarde sutki bruneta, co podniecało go jeszcze bardziej, kiedy ich dotykał i ściskał drażniąco, a Sasuke zacisnął mocno usta, oddychając coraz ciężej.
Uchiha napierał na niego biodrami, ocierając się o blondyna powoli. Uwielbiali to - balansowanie na krawędzi obłędu, kiedy byli do granic możliwości podnieceni, kiedy żądza wirowała w nich, byli twardzi i gotowani na wszystko, a pomimo to, tak nieśpiesznie sprawiali sobie przyjemność. Hamowali się coraz częściej, a ich zmysły coraz bardziej szalały.
- Pragnę cię – wychrypiał Naruto, zaciskając mocno powieki i przełykając z trudem ślinę. Po chwili zastanowienia postanowił polizać Uchihe po szyi. Ciche mruczenie, które wydobywało się z gardła Sasuke za każdym razem, kiedy gorący, wilgotny język przejechał po wrażliwych punktach erogennych na jego ciele, wywoływał w Naruto dreszcz obezwładniającego podniecenia.
Wciągnął ze świstem powietrze do płuc, kiedy Sasuke odpiął zamek jego jeanców i zsunął je z jego bioder razem z bokserkami. Poczuł na pośladkach dotyk zimnych kafelek, a zaraz potem ciepłe, duże dłonie obejmujące jego tyłek i chroniące go przed chłodem ściany.
- Jesteś taki twardy – wyszeptał mu do ucha Uchiha głębokim, hipnotyzującym głosem. Naruto uśmiechnął się lekko w lśniącą od jego skóry bladą szyję bruneta, po czym podniósł się, patrząc na czerwone, wąskie wargi Sasuke.
Pocałował go mocno, niemal brutalnie walcząc z językiem Uchihy. Zderzali się zębami, gryźli się wzajemnie, co jeszcze bardziej ich pobudzało.
Naruto westchnął gardłowo, kiedy ręka Sasuke złapała jego twardego, sterczącego penisa i subtelnie, prawie niewinnie zaczęła go dotykać. Spojrzał w dół, w momencie, kiedy palce Uchihy zaczęły masować jego podbrzusze.
- Ty cholerny draniu – wychrypiał Uzumaki, uśmiechając się mimowolnie. – Drażnisz się ze mną? – przygryzł wargi, patrząc w błyszczące pożądaniem oczy Uchihy, pojedyncze krople potu na jego skroniach i wyczuwając na swojej rozpalonej, pragnącej dotyku skórze jego przyśpieszony, płytki oddech.
Ręce Naruto zakradły się do spodni bruneta, które już odpięte, czekały jedynie na zsunięcie z wąskich, seksownych bioder tego drania i Uzumaki, nie chcąc przedłużać ich toaletowej schadzki, ściągnął je, uwalniając penisa Sasuke.
- Pamiętasz, jak ocierałem nasze fiuty o siebie? – zapytał cicho, z fascynacją patrząc na postawne przyrodzenie Uchihy.
- Jakżebym mógł zapomnieć? – Sasuke uśmiechnął się lekko, patrząc mu wyzywająco w oczy.
I Naruto to zrobił. Elektryzujący dreszcz przeszedł po jego plecach, kiedy jego penis dotknął gorącego, gładkiego prącia Uchihy.
Odchylił głowę w tył, oddychając szybko, kiedy Sasuke zaczął poruszać biodrami, stymulując ich obu.
Och, boże, jak dobrze… Jak cholernie, kurewsko dobrze…
Naruto oddychał szybko, patrząc co jakiś czas na twarz Uchihy. Westchnął głośno, czując, jak jego mięśnie napinają się, a skóra pali żywym ogniem… Wystrzelił prosto we wciąż twardego, niezaspokojonego penisa Uchihy.
W stołówce było dzisiejszego dnia głośniej niż zwykle. Ludzie rozmawiali o wielkim powrocie Sakury Haruno do szkoły, o tym jak się zmieniła, wspominali pełne napięcia chwile, kiedy to dziewczyna oskarżyła Naruto o gwałt, przez co Uzumaki trafił do aresztu, o późniejszym oczyszczeniu go z win i złapaniu przestępcy. Ludzie w swoich słowach byli bezlitośni – szydzili, osądzali i zarzucali, wytykali nawet najmniejszy błąd, najmniejszą skazę.
Sasuke ze spokojnym uśmiechem patrzył na wszystko z boku, jedząc nieśpiesznie lunch z Naruto i swoimi kumplami. I pomimo wrogiej atmosfery przy ich stoliku, jadło im się naprawdę przyjemnie. Nawet pomimo tego, że Kiba, w przypływie diabolicznej zemsty, rzucił w Naruto hamburgerem. Blondyn wykazał się nie lada refleksem i uchylił się w momencie, w którym akurat na linii rzutu znalazł się pośladek Hinaty Hyuugi. Sasuke aż uśmiechnął się do siebie na wspomnienie miny dziewczyny, myślącej, że kawał tłustego mięsa znalazł się na jej tyłku za sprawą Naruto. Mina Uzumakiego również była warta grzechu.
- Masz dzisiaj trening na dole? – zapytał Naruto z pełnymi ustami jedzenia.
- Tylko mi nie mówcie, że ćwiczycie na paradę równości! – zaśmiał się głośno Kiba. – Sasuke, stary, nie sądziłem, że dasz się zrzucić na dół – Inuzuka aż się odchylił, nie mogąc się uspokoić, niewątpliwie przekonany, że jego żart był przezabawny. Naruto już otwierał usta, żeby powalić go jakąś ciętą ripostą, jednak nieoczekiwanie szatyn zaczął się krztusić. I już wydawało się, że Kiba naprawdę straci oddech, będąc cały czerwony na twarzy, jednak Neji uratował go diabelnie mocnym uderzeniem w plecy. Na szczęście z ust Inuzuki nic nie wypadło. Chłopak jedynie z załzawionymi oczyma sięgnął szybko po wodę Uchihy i wypił ją na wdechu.
- Nie wiem czy zdajesz sobie sprawę z tego, że od dzisiaj masz zdrowo…
- Sakura! – krzyknął nagle Lee, zagłuszając ciche, spokojne słowa Uchihy.
- Jakoś ci to wynagrodzę Sasuke, obiecuję – mruknął Kiba, wykorzystując ostatnie sekundy uwagi Uchihy. Uśmiechnął się przepraszająco i skulił w sobie, jednak brunet nie patrzył na niego, zbyt zaskoczony niespodziewanym pojawieniem się obok ich stolika Haruno.
- Cześć Lee – przywitała się z Rockiem przesłodzonym, cienkim głosem, mrugając jednocześnie rzęsami.
- Sakura, chodź, usiądź obok nas! – Lee odsunął z sąsiedniego stolika krzesło i przysunął je w ich stronę.
- Nie, lepiej nie – Haruno zaczerwieniła się lekko, patrząc speszona na Sasuke. Jej zielone oczy usilnie starały się ominąć siedzącego obok niego Uzumakiego. – Chciałam ci tylko przypomnieć, że o szesnastej zaczyna się nasz trening. Bądź trochę wcześniej, bo mój trener chce sprawdzić twoje umiejętności – powiedziała i uśmiechnęła się na pożegnanie. Zanim Lee zdążył zareagować, oczarowany dziewczyną, Sakura już kierowała się w stronę wyjścia ze stołówki, przyciągając do siebie spojrzenia reszty szkoły.
- Wasz trening? – wysyczał Sasuke, patrząc na Lee z niebezpiecznym, mrożącym krew w żyłach błyskiem w oku. Chłopak w pierwszym przypływie paniki skulił się w sobie, ale po chwili zastanowienia zmarszczył groźnie brwi i uniósł podbródek wysoko do góry.
- Będę z Sakurą trenował łyżwiarstwo, coś ci nie pasuje?! – krzyknął, podnosząc się nieco z krzesła i pochylając nad stołem. Jego czarne oczy zapłonęły z determinacją.
- Łyżwiarstwo szybkie? – Neji włączył się niespodziewanie do rozmowy.
- Nie - Lee zaczerwienił się mocno. – Figurowe. Zawsze o tym marzyłem, żeby trenować w duecie z Sakurą. Chcemy zakwalifikować się do mistrzostw juniorów! – zawołał entuzjastycznie, ale jego uśmiech nieco zbladł, kiedy spojrzał na Uchihe.
- Bawicie się teraz w sportowców, co? – Sasuke zmrużył oczy, wykrzywiając usta w złowieszczym uśmiechu. Kątem oka zobaczył, jak Naruto przygryza wargę, żeby się nie roześmiać. Przy ich stoliku zapanowała nieprzyjemna cisza. Lee nie zdobył się już na odwagę, aby odpyskować Sasuke. – Będziesz wspierał duchowo Haruno, żeby dobrać się do jej majtek i dokończyć to, co…
- Zamknij się! – krzyk Lee przedarł się przez ogólny gwar rozmów, śmiechów i krzyków, które nagle ucichły. Na stołówce zapanowała bezgraniczna cisza, przerwana jedynie przez siorbanie napojów z kartoników. Uczniowie patrzyli na nich z mieszaniną zaskoczenia, szoku, częściowego przerażenia i satysfakcji, że ktoś w końcu pokazał Sasuke, że się go nie boi.
Ale to był błąd. Wielka, fatalna pomyłka, której właśnie dopuścił się Rock Lee.
- Nie masz prawa tak o niej mówić! Nawet nie wiesz, co ona przeżyła! – krzyknął Lee i poderwał się z krzesła, które upadło z głośnym trzaskiem. Niewyobrażalnie gęste brwi chłopaka zmarszczyły się złowieszczo, a w okrągłych oczach zapłonęła determinacja. - Nie masz prawa jej obrażać, nie masz prawa…!
- Mam się nad nią litować? – Ciche, spokojne słowa Sasuke zabrzmiały jak wystrzał. Nikt nie ośmielił się odezwać, wszyscy byli zbyt poruszeni. Dzisiejszego dnia, chcieli się dowiedzieć prawdy, która części osób do tej pory mogła umknąć. A ich stolik znał ją przecież najlepiej. Tymi informacjami żyła cała szkoła i każdy bez wyjątku był spragniony sensacji.
- Ona zasługuje na współczucie!
- Przez swoje cholerne oskarżenia ta szmata o mało nie zniszczyła komuś życia! – syknął, również się podnosząc. Nie musiał dopowiadać, kogo Haruno o mało nie posłała do więzienia – wszyscy to doskonale wiedzieli.
- Gdybyś ją chronił, nie doszłoby do tego! Nie doszłoby do niczego złego i teraz Sakura nie musiałaby żyć z tym piętnem! – krzyknął Rock rozemocjonowanym, pełnym wściekłości głosem. Zacisnął mocno pięści i uderzył nimi z całej siły w stół. – Nie ochroniłeś jej, a to było twoje zadanie jako jej chłopaka! – Lee dysząc ciężko patrzył na niego nienawistnie.
- Chroniłem kogoś innego.
- Uzumakiego? – Jego usta wygięły się w złośliwym, niemal pogardliwym uśmiechu.
Sasuke nie pamiętał, żeby Lee kiedykolwiek był taki jak teraz, zachowywał się zupełnie nienaturalnie. To nie był Rock, którego on znał – rozwrzeszczany, nieco głupi, ale prosty i poczciwy chłopak, który podkochiwał się w szkolnej królowej, którego największą pasją były łyżwy i nie zamieniłby ich na najdoskonalszy snowboard czy narty. Teraz stał przed Sasuke ktoś dziwny – gniewny, pełen nienawiści, wrogości do ludzi, którzy byli jego przyjaciółmi.
– Myślisz, że nie wiem, co on z tobą zrobił? Stałeś się teraz taki jak on! – wskazał oskarżycielsko palcem na Naruto, który zacisnął mocno usta. Uchiha widział, jak się powstrzymuje, żeby nie zrobić czegoś, co kiedyś zrobiłby już dawno, co kiedyś nie miało żadnego znaczenia – jednak teraz, gdy nie był już z blondynem w relacji wróg na celowniku, musiał się powstrzymać.
Tak po prostu, Naruto nie mógł wpierniczyć Lee, bo nie chciał zaczynać kolejnej wojny z kumplami Uchihy, bo musiał żyć w tym miasteczku i zrobić wszystko, żeby ono go zaakceptowało. Chociaż to nie zmienia faktu, że Sasuke doskonale wiedział, jak bardzo Uzumaki chciał pokazać Lee, że się myli – wykorzystując argument siły oczywiście.
- On już dostał swoją szansę i ją zmarnował! Miał wybór, miał cholerny wybór, ale sam wybrał sobie tę ścieżkę! Pobił swoich kolegów i trafił do poprawczaka, on nie był ofiarą, tak jak Sakura!
- Zamknij gębę, bo inaczej ja to zrobię! – syknął niespodziewanie Naruto, również podnosząc się nieco z krzesła.
Sasuke czuł, jak stołówka wstrzymuje oddech na taki obrót spraw. Na razie żadnego nauczyciela nie było w pobliżu, aby mógł zainterweniować, konflikt musieli rozwiązać sami i chyba po raz pierwszy tego żałował.
- Naruto! – syknął Sasuke, w ostatniej chwili powstrzymując rękę Uzumakiego, który już miał uderzyć Lee.
- On nie ma, kurwa, żadnego pojęcia o moim życiu! – warknął chłopak, wyrywając się z uścisku Uchihy.
- Wystarczy – powiedział spokojnie Sasuke, patrząc na blondyna na jego wściekłość i gniew, płonący w niebieskich oczach.
- A jakie ty miałeś pojęcie o życiu Sakury?! Twoje pojawienie się w miasteczku zniszczyło jej świat! To przez ciebie jest teraz…
- Idziemy – szepnął Uchiha i odsunął się od stołu.
- Przypieprzę mu, wtedy zniszczę i jego cholerny świat, będzie spokój – warknął Naruto, jednak kiedy tylko Sasuke złapał go za łokieć i pociągnął za sobą, skapitulował.
- Od tej chwili radziłbym uważać, Rock – mruknął na odchodnym Sasuke, wprost do ucha wściekłego, wzburzonego Lee. Zanim chłopak zdążył zareagować, chłopcy kierowali się już ku wyjściu na stołówkę.
Czy wychodzili jak bohaterowie?
Trudno powiedzieć, zwłaszcza, kiedy zobaczyli stojącą w jednym z wyjść ze stołówki Sakurę Haruno, przysłuchującą się z nieodgadniętym wyrazem twarzy całej przyjacielskiej wymianie zdań.
Naruto leżał na śniegu, wgapiając się w niebo. Było cholernie zimno, ale podczas czteromiesięcznego pobytu w zimowym miasteczku zdążył się już do tego przyzwyczaić.
Płatki śniegu spadały leniwie na jego policzki, topiąc się momentalnie. Białe, tłuste chmury ciągnęły się od wschodniego, aż po zachodni kraniec nieba. Tylko w niektórych, bezchmurnych fragmentach nieboskłonu można było zobaczyć odcień głębokiego, jasnego błękitu. Te dziury na zachmurzonym niebie skłoniły go do głębokich refleksji.
Naruto wyobraził sobie, że to zasrane niebo jest w tym momencie jego życiem. Że wszystkie luki w chmurach to szczęśliwe chwile, a wielkie, białe obłoki, to reszta jego zrypanej egzystencji. I tutaj nasuwa się kluczowe pytanie, czy jeśli pokierowałby swoim życiem inaczej, miałby więcej niebieskich fragmentów? Jego niebo byłoby bardziej błękitne?
Lubił swoje życie, jakkolwiek dziwne i pokręcone by ono nie było. Nie chciałby go zmienić. Ale może powinien? Może powinien zrobić coś dobrego dla ludzkości, żeby odkupić swoje winy? Zapewnić sobie cholerne rozgrzeszenie?
Kiedy zaczynał już myśleć o zostaniu misjonarzem, przyjęciu święceń kapłańskich, albo oddaniu nerki, obraz nieba – a w tym momencie również i jego życia, przysłoniła głowa Sasuke.
- Tyłek ci jeszcze odmarznie – powiedział z kpiącym uśmiechem na ustach.
Znajdowali się właśnie na stoku. Sasuke w przypływie łaskawości postanowił dać naszemu blondynowi kolejną lekcję. A w zasadzie to Uzumaki musiał ćwiczyć to, czego już dowiedział się od snowboardowego mistrza. A ten, bezwzględnie wypominał mu każdy, najmniejszy błąd, jakiego blondyn dopuścił się na desce.
Naruto uśmiechnął się do niego lekko i westchnął ciężko. Sasuke dopiero teraz do niego dojechał, czekając na szczycie po to, aby zobaczyć, jak Uzumaki sam radzi sobie na snowboardzie. Tym razem nie byli na czarnym stoku, co nie zmienia faktu, że deska wciąż była dla Naruto sporym wyzwaniem.
- Nie mam całego dnia, rusz tyłek i zjeżdżamy w dół – powiedział Sasuke i spojrzał na blondyna ponaglająco. Naruto zawsze jeździł przodem nie tylko dlatego, żeby Uchiha mógł obserwować umiejętności i postępy blondyna na snowboardzie, ale również temu, że w razie groźnego upadku Uzumakiego, brunet zawsze mógł szybko zjechać na dół.
- Sasuke? – zapytał niepewnie, przygryzając wargę. Musiał zapytać o to Uchihe, pogadać z nim, cokolwiek.
- Co?
- Naprawdę myślisz, że Lee nie ma racji?
- W związku z Haruno?
- No – skinął głową, ze zdenerwowaniem majstrując przy zapięciu snowboardowych wiązań. – Ona została zgwałcona, ja sam, z własnej woli spieprzyłem sobie życie, to chyba niesprawiedliwe. Sasuke uśmiechnął się krzywo.
- Chyba?
- Nieważne, co było kiedyś, jej należy się współczucie, ona naprawdę jest ofiarą.
- I co z tego? – Sasuke prychnął poirytowany i Naruto wyczuł, jak jego słowa rozzłościły bruneta. – Zapomniałeś, jak ta szmata o mało nie posłała cię do więzienia?
- Na jej miejscu, też bym się wysłał do paki – westchnął i przymknął lekko oczy. – Nie pamiętasz, jak ją potraktowałem, kiedy nakryła nas w jej kiblu? To było przecież oczywiste, że byłem pierwszym podejrzanym.
- Skoro tak ci przykro idź ją pocieszyć w ciężkich chwilach! – syknął Uchiha i już miał odjechać, gdy Naruto niespodziewanie złapał go za rękę. Zacisnął mocno palce otulone w ciepłej rękawicy na kurtce Sasuke.
- Wiesz, co jest w tym wszystkim najgorsze? – zapytał powoli Naruto, marszcząc brwi, ale jednocześnie na jego ustach błąkał się delikatny uśmiech. – Przez ten miesiąc ani razu nie pomyślałem o Sakurze. Kiedy wychodziłem z aresztu byłem tak szczęśliwy, że nie docierało do mnie nawet, co się naprawdę stało. Ja… - zawahał się, patrząc w zamyśleniu na Sasuke. – Ona była mi całkowicie obojętna, a ta sprawa dotyczyła mnie przecież bardziej niż kogokolwiek. I wczoraj w stołówce… - westchnął ciężko, przymykając oczy. – W jej oczach było coś takiego… - Naruto skrzywił się lekko.
- Stajesz się ckliwym pedałem – zawyrokował nagle Sasuke, a Naruto zamrugał zdezorientowany na te słowa.
- Co? – w przypływie szoku patrzył, jak Sasuke wyrywa swoją rękę z jego uścisku – Sakura od zawsze miała cholernie idealne życia, szczęśliwe dzieciństwo, kupę kasy i wszystko, o czym tylko zapragnęła. W łyżwiarstwie figurowym była prawie tak dobra jak ja w snowboardingu, wiedziałeś o tym? – zmrużył kpiąco oczy, na widok zaskoczonego wyrazu twarzy blondyna. – Nie była przystosowana do życia i teraz przynajmniej przejrzała na oczy.
- Miała wszystko, ale nie miała ciebie – Naruto uśmiechnął się lekko, jednak Uchiha zignorował jego uwagę.
- Na świecie jest masa strasznych tragedii. Ludzie głodują, cierpią, umierają na pieprzonych wojnach, tracą wszystko… Ona wciąż ma swoje cholerne życie. – Sasuke zacisnął mocno usta, odwracając wzrok.
- Mówisz, jakbyś wiedział.
- O czym?
- O Madarze. – Naruto przygryzł w zdenerwowaniu wargę, patrząc na obłędnie czarne oczy Uchihy.
- Skąd możesz mieć pewność, że nie wiem? – Chłopak uśmiechnął się lekko i pchnął przód deski w dół stoku, pozostawiając oniemiałego Uzumakiego samego.
- Kurwa – syknął tylko blondyn, podnosząc się szybko i zjeżdżając za Sasuke.
sobota, 25 czerwca 2011
czwartek, 16 czerwca 2011
Bom Bom! 34
Jak Daimon słusznie zauważyła, to były wspomnienia, więc kontynuacji rozdziału nie będzie. Dla jasności: nikt nie wszedł, żeby przeszkodzić chłopcom.
Tym razem dużo w rozdziale o tematyce snowboardowej. Mam nadzieję, że udało mi się przedstawić wszystko w miarę logiczny sposób tak, aby nawet ci, którzy nie mieli styczności ze sportami zimowymi zrozumieli ten świat.
Rozdział cały z perspektywy Naruto, mam nadzieję, że to nie będzie zbytnio razić.
Betowała Kuroneko :)
Bom Bom! w pewien pokrętny, zupełnie szalony sposób było poważną, hazardową grą – trudną, wymagającą, a przede wszystkim uzależniającą. Zwłaszcza, kiedy wygrało się z mistrzem.
Naruto dopiero po prywatnej sesji z Sasuke w bibliotece, zrozumiał, na czym tak naprawdę polega ta gra. Albo inaczej, zrozumiał to, kiedy odbierał swoją nagrodę w gabinecie wielkiego Fugaku Uchihy.
Wygrana.
Sasuke od zawsze miał być dzieckiem sukcesu. We wszystkim był dobry, niemal idealny i ta gra była uwieńczeniem jego perfekcji. Naruto tak naprawdę nie znał uczucia zwycięstwa zbyt dobrze. Trudne dzieciństwo, poprawczak, zsyłka do zimnej krainy Królowej Śniegu i ponowna walka o akceptację. A później ten wyczekiwany Bom!
I jego życie zmieniło się nagle o sto osiemdziesiąt stopni.
Okazało się, że jest lepszy, niż się spodziewał, że potrafi być prawdziwym facetem.
Uśmiechnął się do siebie, leżąc w śniegu i patrząc na pochylającą się nad nim postać Uchihy. Sasuke podniósł go do pionu, patrząc na niego z chęcią mordu w oczach.
- Zakład to zakład, Sasuke – mruknął Naruto, uśmiechając się do bruneta prowokacyjnie.
- Zakład to zakład mówisz? – zapytał, zmieniając niespodziewanie postawę. Jego czerwone, wąskie usta rozciągnęły się w podstępnym, niebezpiecznym uśmieszku. Naruto wiedział, że nie będzie aż takim mistrzem, jak mu się na początku zdawało.
- Chyba mnie tu tak nie zostawisz, nie? – zapytał jeszcze łudząc się, że współpracuje z porządnym, honorowym człowiekiem. Niestety, jak łatwo przewidzieć, Sasuke był skończonym draniem.
- Teraz możesz pokazać, co wyniosłeś z moich lekcji.
I zanim Naruto się zorientował, Uchiha był już daleko w dole, zjeżdżając brawurowo po czarnym szlaku.
Tak moi drodzy. Naruto znajdował się właśnie na jednej z trudniejszych tras, mając teraz do dyspozycji jedynie snowboardową deskę. Nie był pewny, czy może jej zaufać.
To nie był dobry pomysł. To zdecydowanie nie był dobry pomysł – myślał gorączkowo, patrząc z nieskrywanym przerażeniem w oczach na stromy stok rozciągający się przed nim. Tak właśnie kończy się zadzieranie z Uchihą na jego terytorium – pomyślał gorzko, zauważając na samym końcu trasy, jak ten dupek zahamował gwałtownie i odwrócił się w stronę stoku, aby obserwować zjazd Naruto. Zjazd? Raczej samobójstwo, pieprzony bilet w jedną stronę!
Spojrzał w górę, na lawendowo-niebieskie, bezchmurne niebo. Miał niepohamowaną ochotę podnieść pięść i zacząć wygrażać temu komuś, kto siedzi na górze i kieruje tym wszystkim. Powstrzymał się jednak, nie chcąc go niepotrzebnie drażnić. Może jednak uda mu się przeżyć?
- Życie jest do bani – mruknął i powoli przesunął czubek deski w kierunku stoku.
Jeszcze kilka minut temu myślał, że jest panem świata, a teraz…
Zaświszczało mu w uszach, kiedy z zabójczą prędkością zjeżdżał w dół.
Naruto tego ranka obudził się wcześniej niż zwykle. Na zewnątrz powoli zaczynało się rozjaśniać, jednak w pokoju wciąż panował ten przyjemny półmrok. Leżał kilka chwil bez ruchu, z głupim uśmiechem na ustach gapiąc się w sufit. Kątem oka zerknął na zegarek i ze zdziwieniem stwierdził, że jest grubo przed szóstą. Z jeszcze większym zdziwieniem stwierdził, że nie może tak po prostu westchnąć, bo coś ciężkiego leży na jego piersi. Ale największy szok przeżył, kiedy tym ‘czymś’ okazał się Sasuke, który bezczelnie potraktował Naruto jako poduszkę. Dopiero po chwili zdał sobie również sprawę z faktu, że znajduje się w stalowym uścisku ramion bruneta. Jak mógł normalnie oddychać w takich warunkach? Zmrużył z irytacją oczy, odpychając go od siebie.
- Co kurwa!
- Dusisz mnie, kretynie! – syknął Naruto, patrząc na zaspaną, ale już teraz pełną wściekłości twarz Uchihy.
- Jest piąta rano, do cholery, czemu nie śpisz? – warknął, ignorując wcześniejszą uwagę. Spojrzał na zegarek, ze zrezygnowaniem opadając na swoją poduszkę. Swoją. Nie tors Naruto.
- Wiesz, jaki jest dzisiaj dzień? – zapytał nagle Uzumaki, pochylając się nad Sasuke z podstępnym uśmieszkiem na ustach.
- Niedziela?
- Dzień twojej publicznej klęski, Uchiha – wymruczał wprost do ucha bruneta.
Zły humor mu od razu przeszedł, kiedy zobaczył minę Sasuke. Teraz nie miało znaczenia nawet to, że ten drań podczas snu zgniata w morderczym uścisku żebra, płuca i wszystkie narządy wewnętrzne Uzumakiego. Dla tej miny było to warte. – Co, przypomniało ci się, co wyczyniałeś w piątek?
- Zamknij się! – warknął naprawdę niebezpiecznie, patrząc na Naruto ostrzegawczo. Dzisiejszy dzień z pewnością nie należał do snowboardowej gwiazdy, ale Uzumaki nie miał zamiaru odpuścić.
- Bom Bom! mój zimowy książę – zaśmiał się radośnie, za co dostał poduszką po głowie. Jednak to nie ostudziło jego entuzjazmu i z uśmiechem zwycięzcy, zaczął dobierać się do wciąż jeszcze śpiącego Sasuke.
Po porannej pobudce, która okazała się bardziej intensywna niż przewidzieli, przyszła pora na ostateczne rozpoczęcie dzisiejszego dnia. Nie był to jednak dzień jak co dzień, ponieważ właśnie w tę niedzielę, Sasuke ostatecznie miał stracić tytuł króla Bom Bom! Naruto publicznie zdetronizował go podczas piątkowej domówki u Kiby Inuzuki, gdzie w brawurowy sposób, ponownie ograł go w karty i właśnie tę uroczą, pogodną niedzielę przeznaczył na egzekucję Uchihy.
Sasuke miał go nauczyć jeździć na snowboardzie. Naruto wygrał imprezową grę w Bom Bom!, a nagrodą, nie były tym razem zielone, szeleszczące dolary. O nie, teraz Naruto miał do dyspozycji o wiele ciekawszą nagrodę. Chociaż nie można ukrywać, że to dzięki Neji`emu dostał pełne prawo decydowania, co może zrobić. W ten piątkowy wieczór stał się panem życia i śmierci.
Zaśmiał się cicho, gdy przypomniał sobie miny Uchihy i reszty towarzystwa, kiedy oświadczał, jaką chce dostać nagrodę.
- Co cię tak śmieszy? – warknął idący obok niego Sasuke. Wyszli właśnie z jadalni, będąc po pożywnym śniadaniu i Naruto już za kilka chwil miał ostatecznie rozpocząć nauki u snowboardowego mistrza yody.
- Uczyłeś już kogoś jeździć na desce?
Sasuke prychnął jedynie pogardliwie, co było odpowiedzią samą przez się. Naruto uśmiechnął się pogodnie.
Wydawać by się mogło, że pomimo łączącej ich więzi, oczywistym będzie, że Uchiha nauczy naszego kalifornijskiego surfera jazdy na snowboardzie, prawda? Sasuke bez dwóch zdań powinien wręczyć blondynowi najlepszą deskę i iść z nim na stok, aby nauczyć chłopaka wszystkiego, co sam umie. Tak powinien postąpić normalny człowiek, który ma do dyspozycji Uzumakiego – fajnego przyjaciela, jeszcze lepszego kochanka, ogólnie super kolesia. Ale jak łatwo się domyśleć, Sasuke był inny.
Snowboard oznaczał dla niego coś zupełnie innego, niż zwyczajne pokazanie komuś, jak ma jeździć na desce. Uchiha był mistrzem, a oni kierują się zupełnie innymi zasadami. Ale w ich znajomości było to również przejście do innego, nie można ukrywać, że na swój rodzaj niebezpiecznego etapu.
I tajemnica…
Naruto westchnął cicho, zerkając kątem oka na Uchihe. Gdyby Sasuke tylko wiedział, jak niewiele dzieliło go wtedy od śmierci…
- Ej co robisz?! – krzyknął nagle zaskoczony, kiedy brunet popchnął go gwałtownie do przodu, kiedy wchodzili do wielkiego magazynu, w którym snowboardowy król trzymał swoje snowboardy.
- Sprawdzam, na którą nogę będziesz jeździł – mruknął Uchiha, rozglądając się po pomieszczeniu.
- To wszystko twoje? – zapytał Naruto, z nieskrywanym zaskoczeniem patrząc na kilkadziesiąt desek snowboardowych powieszonych na specjalnych ramach na ścianie. Wszystko wyglądało jak w sklepie. Kilka półek z ciężkimi, masywnymi snowboardowymi butami i wiązaniami.
- Masz – podał blondynowi deskę, przymierzając ją do jego podbródka. Naruto uśmiechnął się do niego z niezrozumieniem. – Jaki masz numer stopy?
- Jedenastkę – mruknął, powoli tracąc entuzjazm. Ten dupek go ignorował! Jak w takich warunkach Naruto miał rozkoszować się swoim zwycięstwem?
Patrzył z pochmurnym wyrazem twarzy na to, jak Sasuke zabiera jedną parę butów z szafki, a z drugiej wyciąga dziwne wiązania. Zaczął przykręcać je do deski, obracając jedno z nich nieco bardziej ku przedzie. Naruto patrzył uważnie na jego zmarszczone brwi i pochmurny wyraz twarzy.
- Zachowujesz się, jakbyś miał okres – mruknął, również całkowicie tracąc już humor.
- Masz – Sasuke nawet na niego nie spojrzał, wciskając mu wywoskowaną i gotową do użytku deskę. – Idziemy na stok.
Naruto nie miał pojęcia, że jego wcześniejszy entuzjazm wróci szybciej, niżby się tego spodziewał. Że dzisiejszego dnia naprawdę zostanie królem świata.
- Dałeś mu…
Neji patrzył na deskę blondyna w szoku, a reszta towarzystwa Uchihy chyba również zrozumiała, o co chodzi i tak samo jak Hyuuga, wpatrywali się w głupi, oszlifowany kawałek drewna, który Naruto trzymał w dłoni z takim przejęciem, jakby co najmniej była to bomba, którą Uzumaki zaraz zdetonuje.
- Tylko ta nadawała się do jeżdżenia – mruknął Uchiha na odczepnego i spojrzał na blondyna.
- Ale… - Neji już miał coś powiedzieć, najwyraźniej nie chcąc odpuścić tego tematu, jednak w słowo wszedł mu Kiba i zanosząc się od głośnego śmiechu, zaczął obrażać Naruto i jego dotychczasowe umiejętności, które nabył śmigając na oślich łączkach i tratując innych uczących się jeździć.
- A tak nawiasem mówiąc, to na jaki stok go bierzesz? – zapytał w końcu Kiba, szturchając blondyna mocno łokciem i popychając go lekko. Naruto zacisnął pięści i zanim Sasuke zdążył cokolwiek odpowiedzieć, Uzumaki już przypierał tego cholernego Inuzuke do ściany małego wagoniku w kształcie jaja, który zakołysał się niebezpiecznie.
- Jeszcze raz mnie dotknij, a zrobię ci coś naprawdę niehumanitarnego, rozumiesz?! – syknął, podciągając lekko szatyna za poły kurtki.
- No to zrób, jak jesteś taki mądry. Ciekawe jak poradzisz sobie jeden na czterech! – syknął prowokacyjnie chłopak, a Naruto uśmiechnął się ironicznie, pewny siebie.
- Naprawdę uważasz, że wszyscy się za tobą wstawią?
W małym wagoniku oprócz nich, znajdowało się kilka innych osób, na które chłopcy nie zwracali żadnej uwagi.
- Ja tak! – krzyknął nagle Lee i już miał coś zrobić, jednak Sasuke był szybszy.
- Zamknąć się! – warknął wściekły, powstrzymując Rocka przed czymkolwiek, co chłopak chciał zrobić.
Naruto dopiero teraz zdał sobie sprawę, że obcy ludzie przyglądają im się z dawką pogardy i lekkiego strachu, nie wiedząc, co młodzi, silni chłopcy z burzą szalejących hormonów mogą zrobić.
- Walnij go Sasuke! – zachęcił go Kiba, patrząc pełnym nienawiści wzrokiem na Uzumakiego.
Nagle wagonik zatrzymał się, a szklane drzwi otworzyły się automatycznie. Byli na miejscu.
- Więc na jaki stok go weźmiesz? – zapytał spokojnie Neji, wychodząc z wagoniku.
- Na czerwony.
- A który to stopień trudności? – Naruto podstępnie podciął swoją deską nogi Kibie, tak żeby nikt nie widział i z uśmiechem zaskoczenia na twarzy patrzył, jak szatyn zalicza spektakularną glebę.
- Czwarty na pięć możliwych – odpowiedział mu Neji, nawet nie odwracając się, żeby spojrzeć na poszkodowanego kolegę. Sasuke okazał jednak nieco więcej zainteresowania Inuzuce, z pewnością przywołany gradem przekleństw, jakie, niczym karabin maszynowy, wyrzucał z siebie szatyn. Uchiha spojrzał ostrzegawczo na Naruto, który tylko prychnął pogardliwie, już chcąc kopnąć w nogę zbierającego się ze śniegu Inuzuke.
- Przy takich umiejętnościach, jakie prezentujecie, mogę iść nawet na najtrudniejszy stok! – uśmiechnął się pewny siebie i naprawdę starał się zachować ten uśmiech nawet wtedy, kiedy Chłopcy z Ferajny spojrzeli na niego z błyskiem szaleńczej radości z oczach.
W zimowym miasteczku zagorzali zwolennicy zimowych sportów wyczynowych mieli do dyspozycji kilka czarnych stoków, z których każdy charakteryzował się zupełnie innym czynnikiem trudności. Jeden był diabelnie stromy, na drugim istniało zagrożenie lawinowe, więc jeździli na nim jedynie najodważniejsi narciarze-kamikadze. Szlak innych wiódł przez las, czy niebezpieczne pustkowia, gdzie osiągało się miażdżącą prędkość, tylko po to, aby później ścigając się ze śmiercią, móc wyhamować tuż przed ostrymi zakrętami. Jedno było jednak pewne – czarne stoki były trudne i wymagające.
- Nienawidzę cię – mruknął Naruto, siedząc na śniegu i starając się dopiąć zapięcia w swojej desce. Nie wychodziło mu to jednak tak, jak przy zapinaniu wcześniejszych, wypożyczanych snowboardów. Spojrzał z irytacją na Uchihę, który uśmiechał się wrednym, seksownym uśmieszkiem. Kilka dwudziestoletnich kobiet zachichotało cicho kiedy ich mijały, jednak brunet nie zwrócił na nie kompletnie żadnej uwagi, nieprzerwanie wpatrując się w Uzumakiego. Blondyn zmarszczył brwi w zastanowieniu. Podrywały Naruto, czy tego nadętego snowboardowego dupka?
- Im bardziej stromy stok, tym szybciej nauczysz się jeździć.
- Nie zapominaj, że to ja wygrałem Bom Bom! I to ja powinienem ustalać reguły.
Sasuke wyraźnie zjeżył się na te słowa. To był punkt, który pomimo wszystkich niedogodności dzisiejszego dnia, jakie Naruto przeżył i jakie są jeszcze przed nim, czynił z Uzumakiego króla świata. I chłopak miał niekwestionowaną ochotę przypominać o tym Sasuke za każdym możliwym razem.
- Teraz musisz się na mnie wyżyć, żeby podnieść swoje morale w oczach kumpli, co? – zapytał, dźwigając się sprawnie z ziemi. Co jak co, ale wstawanie miał opanowane w stopniu perfekcyjnym. A upadki przy okazji znajdowały się u niego na poziomie medium… I zaraz wszystkim udowodni, jaki jest w tych dwóch rzeczach dobry!
- Nie zapiąłeś wiązań, kretynie – syknął Uchiha i zanim blondyn zdołał znów się pochylić, żeby naprawić swój błąd, wielka snowboardowa gwiazda uklękła przed nim, aby zapiąć te cholerne wiązania. Naruto wyprostował się dumnie i położył dłonie na ramionach bruneta, a kiedy Uchiha podniósł głowę…
Niech ktoś tylko spróbuje powiedzieć Uzumakiemu, że w tej właśnie chwili nie jest królem świata! Kosmosu i wszystkich mniej lub bardziej obcych galaktyk, bo oto Sasuke Uchiha publicznie przed nim uklęknął, żeby zapiąć jego wiązania.
- Może na rozgrzewkę zrobisz mi loda? – zapytał Naruto, rozkoszując się delikatną, niemal niezauważalną czerwienią, jaka pojawiła się na policzkach bruneta. – Wiesz, że z rumieńcem ci do twarzy?
- Nawet jeślibym chciał… - zaczął Uchiha, dopinając mocno wiązania i zaczynając się bardzo powoli podnosić. – To i tak nie byłbym w stanie utrzymać twojego penisa.
- Dlaczego? – Naruto zmarszczył brwi, przygotowując się na jakąś ciętą, błyskotliwą ripostę.
- Bo niektóre części ludzkiego ciała kurczą się pod wpływem zimna, prawda? Chyba, że masz przy sobie pincetę, to…
- Och! weź się już zamknij, co? – Uzumaki zmrużył wściekle oczy. – Tak się składa, że ty w spodniach też kokosów nie hodujesz i z mojego doświadczenia związanego z twoim…
- Twojego doświadczenia związanego z czym? – zabrzmiał niespodziewanie obok nich spokojny, głęboki głos Nejiego Hyuugi, który patrzył na nich uważnie, podpierając się od niechcenia na swoim dużym, masywnym snowboardzie. Za nim na szczęście nie było reszty śnieżnego gangu. Był tylko on, nasi zaskoczeni chłopcy i przeklęte doświadczenie Uzumakiego związane z… No właśnie.
- A co cię to tak bardzo interesuje, Hyuuga? – zapytał Sasuke, patrząc na niego zimnym, przeszywającym spojrzeniem.
- Tylko zapytałem – zaczął dyplomatycznie, uśmiechając się lekko do blondyna. – Niemniej miejsce praktyk Uzumakiego pozostaje dla mnie bez wątpienia sporą zagadką.
Naruto spojrzał na Sasuke, ciekaw jego reakcji. Sam postanowił, że nie będzie się wtrącał, bo jego słowa bez wątpienia jeszcze pogorszą sytuację.
Uchiha uśmiechnął się jedynie drwiąco, z kpiną w oczach patrząc na Neji`ego. Nie powiedział jednak nic, w myśl zasady, że tłumaczy się tylko winny. Hyuuga patrzył na swojego przyjaciela przez chwilę, po czym marszcząc brwi, oznajmił równie spokojnie jak zawsze, że idzie do knajpy, gdzie wraz z resztą śnieżnej ekipy mieli obserwować poczynania blondyna.
Na szczycie góry bowiem, znajdowało się kilka mniej lub bardziej ekskluzywnych restauracji i kawiarni, w których można było się ogrzać przed ruszeniem na stok. Tutaj również był punkt centralny wszystkich stoków, które rozchodziły się w różnych kierunkach.
A oni stali na początku tego najtrudniejszego, będąc jednak niewystarczająco wysoko, aby trasa dla Naruto stanowiła poważne zagrożenie. Uzumaki był już tutaj kiedyś. Po przegranym Bom Bom! z Inuzuką i resztą ferajny Uchihy, która wysłała go na czarny stok. On wylądował na jego pierwszym etapie, ale i tak nie było tak kolorowo, jakby mogło się zdawać.
- Musisz wyczuć deskę, rozluźnić kolana, rozumiesz? – warknął Sasuke, z całkowitą nieuprzejmością pokazując blondynowi, jak ma wykonywać kolejne skręty. Naruto wcześniej metodą prób i błędów opanował podstawową umiejętność jeżdżenia na krawędziach, i chociaż wciąż wychodziło mu to nad wyraz nieporadnie, najważniejsze, że utrzymywał się na śnieżnej powierzchni stoku.
- Ten zasrany snowboard jest dzieckiem surfingu, wiedziałeś o tym?! – syknął, kiedy po raz kolejny zaliczył bolesną wywrotkę w tył, lądując na tyłku. Pech chciał, że wszystkie umiejętności, jakie do tej pory nabył okazały się złymi, wstrętnymi nawykami snowboardzistów-samouków i Sasuke od nowa musiał tłumaczyć mu podstawy jazdy.
- Przyłóż się trochę, bo wieczorem nie będę mógł cię normalnie wypieprzyć – mruknął Sasuke, zbierając go z ziemi. Naruto uśmiechnął się do niego lekko na te słowa.
- Twój tyłek będzie zdatny do użytku – zauważył, z radością patrząc na zaskoczenie, jakie maluje się na twarzy Uchihy. W perfekcyjnej sylwetce Sasuke znalazł kolejny słaby punkt, jednak w przeciwieństwie do przegranego Bom Bom!, Naruto wiedział, że kwestia seksu zdecydowanie bardziej przypadła brunetowi do gustu.
- Chciałbyś…? – zapytał cichym, zachrypniętym głosem, doskonale zdając sobie sprawę, jak Sasuke na niego reaguje. Uchiha wciąż trzymał go w pasie, patrząc na niego z niebezpiecznym, szaleńczym błyskiem w oku. Naruto uchylił lekko usta, przejeżdżając wilgotnym językiem po górnej wardze. – Powiedz, jak bardzo byś chciał, żebym cię znów wziął? – zapytał, nie przejmując się zupełnie faktem, że obok nich są przecież inni ludzie, że ktoś przejeżdżając, może usłyszeć te wyzbyte wstydu słowa, że dwaj chłopcy obejmujący się przez dłuższą chwilę mogą wyglądać bardzo dziwnie. Naruto w tym momencie nie obchodziło nic, z wyjątkiem Uchihy.
- Jak przeżyjesz dzisiejszy dzień, to o tym pomyślę – mruknął, po dłuższej chwili namysłu i uśmiechnął się tak, że Naruto w tym właśnie momencie poczuł się pieprzonym królem świata. Albo raczej pieprzącym, jeśli taki był teraz stan rzeczy. – Oczywiście, jeśli będziesz miał siły po maratonie, jaki urządzę twojemu obolałemu tyłkowi – dodał Sasuke niespodziewanie, już z bardziej klasycznym, pełnym ironii uśmiechem.
Naruto prychnął cicho, odsuwając się od tego drania. Kilka par wścibskich oczu patrzyło na nich z zaciekawieniem, ale Uzumaki zignorował je, tak samo zresztą jak snowboardowy mistrz, który już z nieco większym entuzjazmem niż na początku, wrócił do tłumaczenia mu tajników jazdy na śnieżnej desce.
A Naruto czuł się teraz jak prawdziwy, niekwestionowany król świata. Bo tylko prawdziwy król potrafi sobie poradzić na czarnym stoku, prawda?
- Jestem najlepszy, nie? – mruknął zmęczonym, ale pełnym satysfakcji głosem, kiedy kilka godzin później szedł z Uchihą do pensjonatu. Bolało go wszystko i sam już nie wiedział, który z zimowych sportów, jakie zafundował mu Sasuke był lepszy: snowboard, czy hokej? Bo paradoksalnie deska wydawała mu się teraz dużo bardziej brutalna i niebezpieczna od stada wielkich, rządnych rozlewu krwi hokeistów.
- Przeżyłeś czarny stok - stwierdził Sasuke z lekkim, niezwykle seksownym i zachęcającym uśmieszkiem na ustach. Przyciągnął blondyna blisko siebie i szepnął wprost do jego ucha: - Teraz chyba należy ci się nagroda.
- Będę mógł cię wziąć?
Uchiha spojrzał na niego w taki sposób, że Naruto od razu zrozumiał. Przed Uzumakim naprawdę długa, wyczerpująca noc...
Tym razem dużo w rozdziale o tematyce snowboardowej. Mam nadzieję, że udało mi się przedstawić wszystko w miarę logiczny sposób tak, aby nawet ci, którzy nie mieli styczności ze sportami zimowymi zrozumieli ten świat.
Rozdział cały z perspektywy Naruto, mam nadzieję, że to nie będzie zbytnio razić.
Betowała Kuroneko :)
Bom Bom! w pewien pokrętny, zupełnie szalony sposób było poważną, hazardową grą – trudną, wymagającą, a przede wszystkim uzależniającą. Zwłaszcza, kiedy wygrało się z mistrzem.
Naruto dopiero po prywatnej sesji z Sasuke w bibliotece, zrozumiał, na czym tak naprawdę polega ta gra. Albo inaczej, zrozumiał to, kiedy odbierał swoją nagrodę w gabinecie wielkiego Fugaku Uchihy.
Wygrana.
Sasuke od zawsze miał być dzieckiem sukcesu. We wszystkim był dobry, niemal idealny i ta gra była uwieńczeniem jego perfekcji. Naruto tak naprawdę nie znał uczucia zwycięstwa zbyt dobrze. Trudne dzieciństwo, poprawczak, zsyłka do zimnej krainy Królowej Śniegu i ponowna walka o akceptację. A później ten wyczekiwany Bom!
I jego życie zmieniło się nagle o sto osiemdziesiąt stopni.
Okazało się, że jest lepszy, niż się spodziewał, że potrafi być prawdziwym facetem.
Uśmiechnął się do siebie, leżąc w śniegu i patrząc na pochylającą się nad nim postać Uchihy. Sasuke podniósł go do pionu, patrząc na niego z chęcią mordu w oczach.
- Zakład to zakład, Sasuke – mruknął Naruto, uśmiechając się do bruneta prowokacyjnie.
- Zakład to zakład mówisz? – zapytał, zmieniając niespodziewanie postawę. Jego czerwone, wąskie usta rozciągnęły się w podstępnym, niebezpiecznym uśmieszku. Naruto wiedział, że nie będzie aż takim mistrzem, jak mu się na początku zdawało.
- Chyba mnie tu tak nie zostawisz, nie? – zapytał jeszcze łudząc się, że współpracuje z porządnym, honorowym człowiekiem. Niestety, jak łatwo przewidzieć, Sasuke był skończonym draniem.
- Teraz możesz pokazać, co wyniosłeś z moich lekcji.
I zanim Naruto się zorientował, Uchiha był już daleko w dole, zjeżdżając brawurowo po czarnym szlaku.
Tak moi drodzy. Naruto znajdował się właśnie na jednej z trudniejszych tras, mając teraz do dyspozycji jedynie snowboardową deskę. Nie był pewny, czy może jej zaufać.
To nie był dobry pomysł. To zdecydowanie nie był dobry pomysł – myślał gorączkowo, patrząc z nieskrywanym przerażeniem w oczach na stromy stok rozciągający się przed nim. Tak właśnie kończy się zadzieranie z Uchihą na jego terytorium – pomyślał gorzko, zauważając na samym końcu trasy, jak ten dupek zahamował gwałtownie i odwrócił się w stronę stoku, aby obserwować zjazd Naruto. Zjazd? Raczej samobójstwo, pieprzony bilet w jedną stronę!
Spojrzał w górę, na lawendowo-niebieskie, bezchmurne niebo. Miał niepohamowaną ochotę podnieść pięść i zacząć wygrażać temu komuś, kto siedzi na górze i kieruje tym wszystkim. Powstrzymał się jednak, nie chcąc go niepotrzebnie drażnić. Może jednak uda mu się przeżyć?
- Życie jest do bani – mruknął i powoli przesunął czubek deski w kierunku stoku.
Jeszcze kilka minut temu myślał, że jest panem świata, a teraz…
Zaświszczało mu w uszach, kiedy z zabójczą prędkością zjeżdżał w dół.
Naruto tego ranka obudził się wcześniej niż zwykle. Na zewnątrz powoli zaczynało się rozjaśniać, jednak w pokoju wciąż panował ten przyjemny półmrok. Leżał kilka chwil bez ruchu, z głupim uśmiechem na ustach gapiąc się w sufit. Kątem oka zerknął na zegarek i ze zdziwieniem stwierdził, że jest grubo przed szóstą. Z jeszcze większym zdziwieniem stwierdził, że nie może tak po prostu westchnąć, bo coś ciężkiego leży na jego piersi. Ale największy szok przeżył, kiedy tym ‘czymś’ okazał się Sasuke, który bezczelnie potraktował Naruto jako poduszkę. Dopiero po chwili zdał sobie również sprawę z faktu, że znajduje się w stalowym uścisku ramion bruneta. Jak mógł normalnie oddychać w takich warunkach? Zmrużył z irytacją oczy, odpychając go od siebie.
- Co kurwa!
- Dusisz mnie, kretynie! – syknął Naruto, patrząc na zaspaną, ale już teraz pełną wściekłości twarz Uchihy.
- Jest piąta rano, do cholery, czemu nie śpisz? – warknął, ignorując wcześniejszą uwagę. Spojrzał na zegarek, ze zrezygnowaniem opadając na swoją poduszkę. Swoją. Nie tors Naruto.
- Wiesz, jaki jest dzisiaj dzień? – zapytał nagle Uzumaki, pochylając się nad Sasuke z podstępnym uśmieszkiem na ustach.
- Niedziela?
- Dzień twojej publicznej klęski, Uchiha – wymruczał wprost do ucha bruneta.
Zły humor mu od razu przeszedł, kiedy zobaczył minę Sasuke. Teraz nie miało znaczenia nawet to, że ten drań podczas snu zgniata w morderczym uścisku żebra, płuca i wszystkie narządy wewnętrzne Uzumakiego. Dla tej miny było to warte. – Co, przypomniało ci się, co wyczyniałeś w piątek?
- Zamknij się! – warknął naprawdę niebezpiecznie, patrząc na Naruto ostrzegawczo. Dzisiejszy dzień z pewnością nie należał do snowboardowej gwiazdy, ale Uzumaki nie miał zamiaru odpuścić.
- Bom Bom! mój zimowy książę – zaśmiał się radośnie, za co dostał poduszką po głowie. Jednak to nie ostudziło jego entuzjazmu i z uśmiechem zwycięzcy, zaczął dobierać się do wciąż jeszcze śpiącego Sasuke.
Po porannej pobudce, która okazała się bardziej intensywna niż przewidzieli, przyszła pora na ostateczne rozpoczęcie dzisiejszego dnia. Nie był to jednak dzień jak co dzień, ponieważ właśnie w tę niedzielę, Sasuke ostatecznie miał stracić tytuł króla Bom Bom! Naruto publicznie zdetronizował go podczas piątkowej domówki u Kiby Inuzuki, gdzie w brawurowy sposób, ponownie ograł go w karty i właśnie tę uroczą, pogodną niedzielę przeznaczył na egzekucję Uchihy.
Sasuke miał go nauczyć jeździć na snowboardzie. Naruto wygrał imprezową grę w Bom Bom!, a nagrodą, nie były tym razem zielone, szeleszczące dolary. O nie, teraz Naruto miał do dyspozycji o wiele ciekawszą nagrodę. Chociaż nie można ukrywać, że to dzięki Neji`emu dostał pełne prawo decydowania, co może zrobić. W ten piątkowy wieczór stał się panem życia i śmierci.
Zaśmiał się cicho, gdy przypomniał sobie miny Uchihy i reszty towarzystwa, kiedy oświadczał, jaką chce dostać nagrodę.
- Co cię tak śmieszy? – warknął idący obok niego Sasuke. Wyszli właśnie z jadalni, będąc po pożywnym śniadaniu i Naruto już za kilka chwil miał ostatecznie rozpocząć nauki u snowboardowego mistrza yody.
- Uczyłeś już kogoś jeździć na desce?
Sasuke prychnął jedynie pogardliwie, co było odpowiedzią samą przez się. Naruto uśmiechnął się pogodnie.
Wydawać by się mogło, że pomimo łączącej ich więzi, oczywistym będzie, że Uchiha nauczy naszego kalifornijskiego surfera jazdy na snowboardzie, prawda? Sasuke bez dwóch zdań powinien wręczyć blondynowi najlepszą deskę i iść z nim na stok, aby nauczyć chłopaka wszystkiego, co sam umie. Tak powinien postąpić normalny człowiek, który ma do dyspozycji Uzumakiego – fajnego przyjaciela, jeszcze lepszego kochanka, ogólnie super kolesia. Ale jak łatwo się domyśleć, Sasuke był inny.
Snowboard oznaczał dla niego coś zupełnie innego, niż zwyczajne pokazanie komuś, jak ma jeździć na desce. Uchiha był mistrzem, a oni kierują się zupełnie innymi zasadami. Ale w ich znajomości było to również przejście do innego, nie można ukrywać, że na swój rodzaj niebezpiecznego etapu.
I tajemnica…
Naruto westchnął cicho, zerkając kątem oka na Uchihe. Gdyby Sasuke tylko wiedział, jak niewiele dzieliło go wtedy od śmierci…
- Ej co robisz?! – krzyknął nagle zaskoczony, kiedy brunet popchnął go gwałtownie do przodu, kiedy wchodzili do wielkiego magazynu, w którym snowboardowy król trzymał swoje snowboardy.
- Sprawdzam, na którą nogę będziesz jeździł – mruknął Uchiha, rozglądając się po pomieszczeniu.
- To wszystko twoje? – zapytał Naruto, z nieskrywanym zaskoczeniem patrząc na kilkadziesiąt desek snowboardowych powieszonych na specjalnych ramach na ścianie. Wszystko wyglądało jak w sklepie. Kilka półek z ciężkimi, masywnymi snowboardowymi butami i wiązaniami.
- Masz – podał blondynowi deskę, przymierzając ją do jego podbródka. Naruto uśmiechnął się do niego z niezrozumieniem. – Jaki masz numer stopy?
- Jedenastkę – mruknął, powoli tracąc entuzjazm. Ten dupek go ignorował! Jak w takich warunkach Naruto miał rozkoszować się swoim zwycięstwem?
Patrzył z pochmurnym wyrazem twarzy na to, jak Sasuke zabiera jedną parę butów z szafki, a z drugiej wyciąga dziwne wiązania. Zaczął przykręcać je do deski, obracając jedno z nich nieco bardziej ku przedzie. Naruto patrzył uważnie na jego zmarszczone brwi i pochmurny wyraz twarzy.
- Zachowujesz się, jakbyś miał okres – mruknął, również całkowicie tracąc już humor.
- Masz – Sasuke nawet na niego nie spojrzał, wciskając mu wywoskowaną i gotową do użytku deskę. – Idziemy na stok.
Naruto nie miał pojęcia, że jego wcześniejszy entuzjazm wróci szybciej, niżby się tego spodziewał. Że dzisiejszego dnia naprawdę zostanie królem świata.
- Dałeś mu…
Neji patrzył na deskę blondyna w szoku, a reszta towarzystwa Uchihy chyba również zrozumiała, o co chodzi i tak samo jak Hyuuga, wpatrywali się w głupi, oszlifowany kawałek drewna, który Naruto trzymał w dłoni z takim przejęciem, jakby co najmniej była to bomba, którą Uzumaki zaraz zdetonuje.
- Tylko ta nadawała się do jeżdżenia – mruknął Uchiha na odczepnego i spojrzał na blondyna.
- Ale… - Neji już miał coś powiedzieć, najwyraźniej nie chcąc odpuścić tego tematu, jednak w słowo wszedł mu Kiba i zanosząc się od głośnego śmiechu, zaczął obrażać Naruto i jego dotychczasowe umiejętności, które nabył śmigając na oślich łączkach i tratując innych uczących się jeździć.
- A tak nawiasem mówiąc, to na jaki stok go bierzesz? – zapytał w końcu Kiba, szturchając blondyna mocno łokciem i popychając go lekko. Naruto zacisnął pięści i zanim Sasuke zdążył cokolwiek odpowiedzieć, Uzumaki już przypierał tego cholernego Inuzuke do ściany małego wagoniku w kształcie jaja, który zakołysał się niebezpiecznie.
- Jeszcze raz mnie dotknij, a zrobię ci coś naprawdę niehumanitarnego, rozumiesz?! – syknął, podciągając lekko szatyna za poły kurtki.
- No to zrób, jak jesteś taki mądry. Ciekawe jak poradzisz sobie jeden na czterech! – syknął prowokacyjnie chłopak, a Naruto uśmiechnął się ironicznie, pewny siebie.
- Naprawdę uważasz, że wszyscy się za tobą wstawią?
W małym wagoniku oprócz nich, znajdowało się kilka innych osób, na które chłopcy nie zwracali żadnej uwagi.
- Ja tak! – krzyknął nagle Lee i już miał coś zrobić, jednak Sasuke był szybszy.
- Zamknąć się! – warknął wściekły, powstrzymując Rocka przed czymkolwiek, co chłopak chciał zrobić.
Naruto dopiero teraz zdał sobie sprawę, że obcy ludzie przyglądają im się z dawką pogardy i lekkiego strachu, nie wiedząc, co młodzi, silni chłopcy z burzą szalejących hormonów mogą zrobić.
- Walnij go Sasuke! – zachęcił go Kiba, patrząc pełnym nienawiści wzrokiem na Uzumakiego.
Nagle wagonik zatrzymał się, a szklane drzwi otworzyły się automatycznie. Byli na miejscu.
- Więc na jaki stok go weźmiesz? – zapytał spokojnie Neji, wychodząc z wagoniku.
- Na czerwony.
- A który to stopień trudności? – Naruto podstępnie podciął swoją deską nogi Kibie, tak żeby nikt nie widział i z uśmiechem zaskoczenia na twarzy patrzył, jak szatyn zalicza spektakularną glebę.
- Czwarty na pięć możliwych – odpowiedział mu Neji, nawet nie odwracając się, żeby spojrzeć na poszkodowanego kolegę. Sasuke okazał jednak nieco więcej zainteresowania Inuzuce, z pewnością przywołany gradem przekleństw, jakie, niczym karabin maszynowy, wyrzucał z siebie szatyn. Uchiha spojrzał ostrzegawczo na Naruto, który tylko prychnął pogardliwie, już chcąc kopnąć w nogę zbierającego się ze śniegu Inuzuke.
- Przy takich umiejętnościach, jakie prezentujecie, mogę iść nawet na najtrudniejszy stok! – uśmiechnął się pewny siebie i naprawdę starał się zachować ten uśmiech nawet wtedy, kiedy Chłopcy z Ferajny spojrzeli na niego z błyskiem szaleńczej radości z oczach.
W zimowym miasteczku zagorzali zwolennicy zimowych sportów wyczynowych mieli do dyspozycji kilka czarnych stoków, z których każdy charakteryzował się zupełnie innym czynnikiem trudności. Jeden był diabelnie stromy, na drugim istniało zagrożenie lawinowe, więc jeździli na nim jedynie najodważniejsi narciarze-kamikadze. Szlak innych wiódł przez las, czy niebezpieczne pustkowia, gdzie osiągało się miażdżącą prędkość, tylko po to, aby później ścigając się ze śmiercią, móc wyhamować tuż przed ostrymi zakrętami. Jedno było jednak pewne – czarne stoki były trudne i wymagające.
- Nienawidzę cię – mruknął Naruto, siedząc na śniegu i starając się dopiąć zapięcia w swojej desce. Nie wychodziło mu to jednak tak, jak przy zapinaniu wcześniejszych, wypożyczanych snowboardów. Spojrzał z irytacją na Uchihę, który uśmiechał się wrednym, seksownym uśmieszkiem. Kilka dwudziestoletnich kobiet zachichotało cicho kiedy ich mijały, jednak brunet nie zwrócił na nie kompletnie żadnej uwagi, nieprzerwanie wpatrując się w Uzumakiego. Blondyn zmarszczył brwi w zastanowieniu. Podrywały Naruto, czy tego nadętego snowboardowego dupka?
- Im bardziej stromy stok, tym szybciej nauczysz się jeździć.
- Nie zapominaj, że to ja wygrałem Bom Bom! I to ja powinienem ustalać reguły.
Sasuke wyraźnie zjeżył się na te słowa. To był punkt, który pomimo wszystkich niedogodności dzisiejszego dnia, jakie Naruto przeżył i jakie są jeszcze przed nim, czynił z Uzumakiego króla świata. I chłopak miał niekwestionowaną ochotę przypominać o tym Sasuke za każdym możliwym razem.
- Teraz musisz się na mnie wyżyć, żeby podnieść swoje morale w oczach kumpli, co? – zapytał, dźwigając się sprawnie z ziemi. Co jak co, ale wstawanie miał opanowane w stopniu perfekcyjnym. A upadki przy okazji znajdowały się u niego na poziomie medium… I zaraz wszystkim udowodni, jaki jest w tych dwóch rzeczach dobry!
- Nie zapiąłeś wiązań, kretynie – syknął Uchiha i zanim blondyn zdołał znów się pochylić, żeby naprawić swój błąd, wielka snowboardowa gwiazda uklękła przed nim, aby zapiąć te cholerne wiązania. Naruto wyprostował się dumnie i położył dłonie na ramionach bruneta, a kiedy Uchiha podniósł głowę…
Niech ktoś tylko spróbuje powiedzieć Uzumakiemu, że w tej właśnie chwili nie jest królem świata! Kosmosu i wszystkich mniej lub bardziej obcych galaktyk, bo oto Sasuke Uchiha publicznie przed nim uklęknął, żeby zapiąć jego wiązania.
- Może na rozgrzewkę zrobisz mi loda? – zapytał Naruto, rozkoszując się delikatną, niemal niezauważalną czerwienią, jaka pojawiła się na policzkach bruneta. – Wiesz, że z rumieńcem ci do twarzy?
- Nawet jeślibym chciał… - zaczął Uchiha, dopinając mocno wiązania i zaczynając się bardzo powoli podnosić. – To i tak nie byłbym w stanie utrzymać twojego penisa.
- Dlaczego? – Naruto zmarszczył brwi, przygotowując się na jakąś ciętą, błyskotliwą ripostę.
- Bo niektóre części ludzkiego ciała kurczą się pod wpływem zimna, prawda? Chyba, że masz przy sobie pincetę, to…
- Och! weź się już zamknij, co? – Uzumaki zmrużył wściekle oczy. – Tak się składa, że ty w spodniach też kokosów nie hodujesz i z mojego doświadczenia związanego z twoim…
- Twojego doświadczenia związanego z czym? – zabrzmiał niespodziewanie obok nich spokojny, głęboki głos Nejiego Hyuugi, który patrzył na nich uważnie, podpierając się od niechcenia na swoim dużym, masywnym snowboardzie. Za nim na szczęście nie było reszty śnieżnego gangu. Był tylko on, nasi zaskoczeni chłopcy i przeklęte doświadczenie Uzumakiego związane z… No właśnie.
- A co cię to tak bardzo interesuje, Hyuuga? – zapytał Sasuke, patrząc na niego zimnym, przeszywającym spojrzeniem.
- Tylko zapytałem – zaczął dyplomatycznie, uśmiechając się lekko do blondyna. – Niemniej miejsce praktyk Uzumakiego pozostaje dla mnie bez wątpienia sporą zagadką.
Naruto spojrzał na Sasuke, ciekaw jego reakcji. Sam postanowił, że nie będzie się wtrącał, bo jego słowa bez wątpienia jeszcze pogorszą sytuację.
Uchiha uśmiechnął się jedynie drwiąco, z kpiną w oczach patrząc na Neji`ego. Nie powiedział jednak nic, w myśl zasady, że tłumaczy się tylko winny. Hyuuga patrzył na swojego przyjaciela przez chwilę, po czym marszcząc brwi, oznajmił równie spokojnie jak zawsze, że idzie do knajpy, gdzie wraz z resztą śnieżnej ekipy mieli obserwować poczynania blondyna.
Na szczycie góry bowiem, znajdowało się kilka mniej lub bardziej ekskluzywnych restauracji i kawiarni, w których można było się ogrzać przed ruszeniem na stok. Tutaj również był punkt centralny wszystkich stoków, które rozchodziły się w różnych kierunkach.
A oni stali na początku tego najtrudniejszego, będąc jednak niewystarczająco wysoko, aby trasa dla Naruto stanowiła poważne zagrożenie. Uzumaki był już tutaj kiedyś. Po przegranym Bom Bom! z Inuzuką i resztą ferajny Uchihy, która wysłała go na czarny stok. On wylądował na jego pierwszym etapie, ale i tak nie było tak kolorowo, jakby mogło się zdawać.
- Musisz wyczuć deskę, rozluźnić kolana, rozumiesz? – warknął Sasuke, z całkowitą nieuprzejmością pokazując blondynowi, jak ma wykonywać kolejne skręty. Naruto wcześniej metodą prób i błędów opanował podstawową umiejętność jeżdżenia na krawędziach, i chociaż wciąż wychodziło mu to nad wyraz nieporadnie, najważniejsze, że utrzymywał się na śnieżnej powierzchni stoku.
- Ten zasrany snowboard jest dzieckiem surfingu, wiedziałeś o tym?! – syknął, kiedy po raz kolejny zaliczył bolesną wywrotkę w tył, lądując na tyłku. Pech chciał, że wszystkie umiejętności, jakie do tej pory nabył okazały się złymi, wstrętnymi nawykami snowboardzistów-samouków i Sasuke od nowa musiał tłumaczyć mu podstawy jazdy.
- Przyłóż się trochę, bo wieczorem nie będę mógł cię normalnie wypieprzyć – mruknął Sasuke, zbierając go z ziemi. Naruto uśmiechnął się do niego lekko na te słowa.
- Twój tyłek będzie zdatny do użytku – zauważył, z radością patrząc na zaskoczenie, jakie maluje się na twarzy Uchihy. W perfekcyjnej sylwetce Sasuke znalazł kolejny słaby punkt, jednak w przeciwieństwie do przegranego Bom Bom!, Naruto wiedział, że kwestia seksu zdecydowanie bardziej przypadła brunetowi do gustu.
- Chciałbyś…? – zapytał cichym, zachrypniętym głosem, doskonale zdając sobie sprawę, jak Sasuke na niego reaguje. Uchiha wciąż trzymał go w pasie, patrząc na niego z niebezpiecznym, szaleńczym błyskiem w oku. Naruto uchylił lekko usta, przejeżdżając wilgotnym językiem po górnej wardze. – Powiedz, jak bardzo byś chciał, żebym cię znów wziął? – zapytał, nie przejmując się zupełnie faktem, że obok nich są przecież inni ludzie, że ktoś przejeżdżając, może usłyszeć te wyzbyte wstydu słowa, że dwaj chłopcy obejmujący się przez dłuższą chwilę mogą wyglądać bardzo dziwnie. Naruto w tym momencie nie obchodziło nic, z wyjątkiem Uchihy.
- Jak przeżyjesz dzisiejszy dzień, to o tym pomyślę – mruknął, po dłuższej chwili namysłu i uśmiechnął się tak, że Naruto w tym właśnie momencie poczuł się pieprzonym królem świata. Albo raczej pieprzącym, jeśli taki był teraz stan rzeczy. – Oczywiście, jeśli będziesz miał siły po maratonie, jaki urządzę twojemu obolałemu tyłkowi – dodał Sasuke niespodziewanie, już z bardziej klasycznym, pełnym ironii uśmiechem.
Naruto prychnął cicho, odsuwając się od tego drania. Kilka par wścibskich oczu patrzyło na nich z zaciekawieniem, ale Uzumaki zignorował je, tak samo zresztą jak snowboardowy mistrz, który już z nieco większym entuzjazmem niż na początku, wrócił do tłumaczenia mu tajników jazdy na śnieżnej desce.
A Naruto czuł się teraz jak prawdziwy, niekwestionowany król świata. Bo tylko prawdziwy król potrafi sobie poradzić na czarnym stoku, prawda?
- Jestem najlepszy, nie? – mruknął zmęczonym, ale pełnym satysfakcji głosem, kiedy kilka godzin później szedł z Uchihą do pensjonatu. Bolało go wszystko i sam już nie wiedział, który z zimowych sportów, jakie zafundował mu Sasuke był lepszy: snowboard, czy hokej? Bo paradoksalnie deska wydawała mu się teraz dużo bardziej brutalna i niebezpieczna od stada wielkich, rządnych rozlewu krwi hokeistów.
- Przeżyłeś czarny stok - stwierdził Sasuke z lekkim, niezwykle seksownym i zachęcającym uśmieszkiem na ustach. Przyciągnął blondyna blisko siebie i szepnął wprost do jego ucha: - Teraz chyba należy ci się nagroda.
- Będę mógł cię wziąć?
Uchiha spojrzał na niego w taki sposób, że Naruto od razu zrozumiał. Przed Uzumakim naprawdę długa, wyczerpująca noc...
piątek, 3 czerwca 2011
Bom Bom! 33
Hontaru, pomimo scen narusasu, jakie będą obecne w Bom Bom!, ten blog wciąż pozostaje blogiem bardziej sasunaru, niż narusasu, więc mimo wszystko napisu na belce nie zmienię. To, że Naruto będzie dominował, nie oznacza, że Sasuke stanie się zniewieściałym chłopcem, jakiego kreują niektóre autorki. Sasuke w Bom Bom! będzie taki, jakim go wykreowałam na początku mimo wszystko.
Virus Ci, oczywiście że świetnie piszę wątki komediowe bo wbrew pozorom mam poczucie humoru, które ty negujesz i powinnaś w końcu przełamać dumę i docenić moje docinki dotyczące twojej skromne osoby.
Dżem, haha! fajnie to powiedziałaś: 'No i nie wierze z to ze Naru był tam w Sasku no nie wierze.' xD
Sanu, nie zapominaj, że jesteśmy w Ameryce, a co więcej w szkolnej stołówce, w której mięso ma nieco inną klasę niż u nas ;)Ale oczywiście to miało znaczenie symboliczne znaczenie.
Hiashi, nie będę zamieszczała specjalnych wyjaśnień dla osób, które nie umieją czytać ze zrozumieniem.
Thefunandthefiction, Bom Bom! zostało stworzone na potrzeby tego bloga zupełnie spontanicznie, a nazwa została zaczerpnięta z tytułu piosenki :) jestem pod wrażeniem, że udało ci się przeczytać bb w jeden wieczór, naprawdę :)
Za wykonanie nagłówka specjalne podziękowania dla Wedel.
Uwaga!
W rozdziale występują sceny narusasu. Nie chcesz czytać, nie czytaj. Nie życzę sobie wulgarnych ani obraźliwych komentarzy.
Betowała Kuroneko :)
- Bom Bom! Sasuke, do cholery! – syknął Naruto, mrużąc wściekle oczy i pochylając się w stronę Uchihy.
- Zamknij się, co! – warknął brunet, wyglądając teraz jak chmura gradowa. Jego obłędnie czarne oczy płonęły, zaciskał mocno palce na szklance z grubego szkła i na wdechu wypił jej zawartość. Skrzywił się lekko, czując, jak gorzki płyn pali go od środka. Oblizał wąskie, czerwone usta, nawet nie zdając sobie sprawy, jak ten gest zadziałał na Naruto. Był zbyt wściekły, żeby zauważyć poszerzające się źrenice i lekki rumieniec na opalonych policzkach.
- Następne rozdanie? – Zapytał Naruto cichym, zmysłowym głosem, dolewając sobie alkoholu do szklanki. – Powoli zaczyna ci brakować kasy… - zauważył złośliwie, odchylając się w fotelu i ręką wolno odpinając sobie kilka guzik białej, eleganckiej koszuli zdobiącej jego ramiona.
Sasuke zacisnął mocno zęby, patrząc, jak blondyn odchyla kant materiału ukazując kawałek złotej, gładkiej skóry.
- Gorąco tutaj, nie uważasz? – Zapytał niewinnie, biorąc do ręki talię kart i tasując je płynnymi, niemal zawodowymi ruchami, jak robili to krupierzy w kasynach. Rozdał sprawnie po pięć kart i odłożył resztę na bok stoliku.
Sasuke, rozmasowując sobie skronie spojrzał dyskretnie na swoje karty, ale powstrzymał cisnący się na usta uśmiech satysfakcji. W końcu grali w pokera, a tutaj najważniejsze, to nie dać nic po sobie poznać. Całkowita obojętność, chłód i dystans. Kluczowe rzeczy, aby móc wygrać.
Jak łatwo się domyśleć, Naruto okazał się nad podziw dobry w karciane gry, ogrywając nawet tak wytrawnego i dobrego gracza, jakim był Sasuke. Oczywiście tego można było się po Uzumakim spodziewać, w końcu nie raz już zaskoczył snowboardową gwiazdę swoimi umiejętnościami, ale ta gra była ważniejsza niż wszystkie inne.
- Chciałbyś się tutaj kochać? Mógłbym cię wziąć na tym stole, albo na podłodze, co ty na to? Myślę tylko o tym, jak zerżnę cię leżąc na dywanie przed tym cholernym kominkiem, masz na to ochotę? – Usłyszał cichy, silnie zachrypnięty głos blondyna, na dźwięk którego poruszył się niespokojnie w swoim wygodnym, wielkim fotelu.
Nie odpowiedział nic, poluźniając węzeł w krawacie.
- Uważaj, żebym to ja nie wziął ciebie. Kochałeś się kiedyś w bibliotece? Tutaj musisz zachować ciszę – uśmiechnął się złośliwie, ale nie wywołał nawet cienia zakłopotania na twarzy blondyna. Naruto chyba wiedział, że dzisiejszy wieczór należy do niego. Cały świat będzie leżał u jego stóp, kiedy… Chyba znacie już ten tekst, prawda?
- Przyznaj, że chciałbyś doprowadzić tych wszystkich emerytów do zawału – oblizał perwersyjnie usta, biorąc do ręki szklankę z alkoholem i maczając w niej usta. Kilka kropel spłynęło po jego brodzie, a Sasuke nagle nabrał cholernej ochoty, żeby zlizać je z gorącej, delikatnej szyi Naruto, po której leniwie sunęły. Dał sobie jednak mentalny policzek, besztając się w myślach za ten objaw słabości. Nie może się rozpraszać, nawet jeśli Naruto prowokuje go do…
Ciche tykanie zegara było w tym momencie najlepszym, na czym mógł skupić swoje rozbiegane, coraz śmielsze myśli.
Do pensjonatu, kilka dni po tym, jak Uzumaki zamieszkał z nim w pokoju, przyjechała grupa sędziwych wiekiem emerytów, którzy – wciąż młodzi duchem – postanowili zrelaksować się na górskich stokach. Sytuacja wymknęła się spod kontroli, kiedy okazało się, że jeden z poczciwych staruszków był kiedyś, w zamierzchłych latach sześćdziesiątych wielką gwiazdą country i z racji odkopywania swojej młodości, postanowił dać zapierający dech w piersiach występ na scenie pensjonatu. Matka Sasuke kazała im ubrać się w eleganckie, gustowne ciuchy i posadziła tuż przed sceną, mówiąc sędziwemu piosenkarzowi, jak bardzo młode pokolenie chce usłyszeć dawny zew muzyki country. Z racji tego, że emerytów nie było aż tak wielu, Mikoto zaangażowała w akcję dopingowania dawnej gwieździe prawie cały personel. Wszyscy musieli, więc słuchać starych utworów, hitów sprzed półwiecza, i gdy tylko nadarzyła się okazja, chłopcy po prostu zwiali z mini koncertu, lokując się tutaj, w bibliotece pensjonatu, gdzie jak na razie nikt jeszcze nie zaglądnął.
Biblioteka, w której się ukrywali była bardzo przyjemnym miejscem. Mocno zielone ściany i drewniana podłoga nadawały mu charakter starego, amerykańskiego gabinetu. Półki z książkami sięgające niemal sufitu, kilka eleganckich foteli wyścielonych szkarłatnym, aksamitnym materiałem, a co najważniejsze, kominek, w którym płonął ogień. Ciepłe, subtelne światło i mrok za oknem sprawiały, że aż nabierało się ochoty na partyjkę pokera. Żeby ich gra nie była zbyt monotonna, wymyślili zakład.
Sasuke uśmiechnął się i w duchu odetchnął z ulgą, kiedy kolejne rozdanie okazało się dla niego zwycięskie, dzięki czemu zgarnął niewielką pulę, a Naruto był krok dalej od wygrania.
Uchiha czuł się, jak prawdziwy hazardzista. Jeśli przegra, to… Cholera! Nie może przegrać, na pewno nie w taki sposób.
- Co powiesz na to, żeby udoskonalić naszą grę? – Naruto uśmiechnął się do niego zadziornie, bardzo powoli i prowokacyjnie odpinając kolejne guziki swojej koszuli. Sasuke oblizał mimowolnie usta, patrząc, jak ręka chłopaka zakrada się pod biały materiał, drażniącymi ruchami masując swój tors.
- Jak wiele jesteś w stanie odsłonić, co? – Sasuke również uśmiechnął się do chłopaka, przygryzając wargę i pochylając się nad stołem.
- Chciałbyś pozbawić mnie wszystkich ciuchów?
Następne odpinane guziki ukazały umięśniony, twardy brzuch blondyna. Chłopak zamoczył palec w alkoholu, po czym przejechał nim po swojej złotej skórze.
- Graj kretynie – mruknął tylko, przez ściśnięte gardło. Kątem oka spojrzał na kamerę umieszczoną tuż przy drzwiach. Naruto siedział plecami do niej, osłonięty przez oparcie wielkiego fotela, więc jego klata była bezpieczna przed czujnym wzrokiem ochroniarzy, monitorujących pensjonat. Nie można ukrywać, że obaj byli lekko wstawieni, ale Sasuke wciąż miał wszystko pod kontrolą.
- A wiesz, co będzie, jeśli wygram, prawda? – Naruto po raz kolejny sięgnął po butelkę alkoholu i nalał sobie trochę tequili do kieliszka.
- Nikt jeszcze nie powiedział, że wygrałeś – Sasuke zmrużył oczy, patrząc w karty i upijając trochę procentów ze swojej szklanki.
Przesunął wszystkie drobniaki, które posiadał w stronę blondyna. Ten spojrzał na niego zaskoczony, ale już po chwili z podstępnym uśmieszkiem na ustach również postawił na to rozdanie wszystkie swoje oszczędności. Na grubszą kasę niestety nie grali, gdyż Naruto, jak twierdził, nie posiadał żadnych banknotów przy sobie. Wszystkie zostawił w skarpecie, schowanej na poddaszu swojego dawnego pokoju, w domu swojej matki. Grali więc na centy, grali o honor mężczyzny.
Który z nich wygrał?
W pustym korytarzu donośny śmiech Naruto zabrzmiał jak wystrzał, burząc idealną ciszę, niemal martwy spokój w tej części pensjonatu. Sasuke syknął cicho, łapiąc blondyna za nadgarstek, co było jednocześnie znakiem, że Uzumaki ma się zamknąć i pohamować swoją radość, przez którą zdradzali swoje położenie.
- Daleko jeszcze? – Zapytał konspiracyjnym szeptem Naruto, uśmiechając się do niego łobuzersko.
- Nie, jeszcze trochę – mruknął, puszczając rękę blondyna, żeby własne dłonie wsunąć w kieszenie spodni. Zacisnął mocno pięści, spoglądając dyskretnie za siebie.
Nikogo nie było za nimi, nikt ich też nie śledził, ani, swoją drogą, nie godził, co było już naprawdę dobrym znakiem. Znajdowali się właśnie w prywatnej części pensjonatu, do której dostęp mieli jedynie członkowie rodziny i co ważniejszy personel. Żeby tutaj wejść potrzebna była elektroniczna karta z czytnikiem. Fugaku uwielbiał czuć się jak VIP, a jeszcze bardziej kochał chronić swoją prywatność, a dokładniej – biuro, w którym znajdowały się wszystkie najważniejsze dokumenty.
- Jeśli mój ojciec się dowie, to cię zabije – mruknął w końcu Sasuke, kiedy byli już naprawdę blisko celu.
- Mnie? A ciebie to niby nie? – prychnął chłopak, oburzony słowami Uchihy.
- Ja… - westchnął cicho brunet, przymykając oczy i biorąc dwa głębsze wdechy. – Zostanę wykastrowany.
Naruto spojrzał na niego zaskoczony, po czym pokiwał ze zrozumieniem głową, w przyjaznym geście pocieszenia przytulając się do Uchihy.
- Skoro ma to być ostatnia noc z twoim cudownym penisem, może pozwolę ci, żeby to on był bohaterem dzisiejszego wieczora?
- Wiedziałem, że zrozumiesz – poklepał blondyna po tyłku, uśmiechając się delikatnie w jego stronę.
- Ale wiesz, Sasuke, zakład to zakład, nie można tego lekceważyć, zwłaszcza, jeśli chodzi o Bom Bom!, nie uważasz? Tak więc z całym szacunkiem dla twojej trąbki, ale to dzisiaj ja będę grał pierwsze skrzypce, a w zasadzie… – Naruto spojrzał z uśmiechem dumy w dół. – Mój smok.
Uchiha westchnął ciężko, przewracając oczyma.
- Już jesteśmy – mruknął nagle, patrząc w błyszczące, obezwładniająco niebieskie oczy tego kretyna, który spojrzał na niego zaskoczony. – To te drzwi – dodał dla jasności i dopiero wtedy na ustach blondyna pojawił się ten szelmowski, bardzo dwuznaczny uśmieszek.
Obaj byli już wstawieni, co po Naruto było widać trochę bardziej, niemniej Sasuke i tak wypił wystarczająco dużo, żeby godzić się na ten szalony pomysł.
Teraz czuł się trochę jak pilot Kamikadze, chwilę przed wejściem do swojego śmiercionośnego, małego odrzutowca-bomby.
Oto stali przed gabinetem wielkiego Fugaku Uchihy z samobójczym planem kochania się na stercie ważnych dokumentów jego ojca.
- Tylko nie mów, że tchórzysz – mruknął Naruto, z drwiącym uśmieszkiem, na co Sasuke prychnął jedynie i wyjął z kieszeni spodni zapasowy klucz do gabinetu, który po przegranym zakładzie dał mu Itachi. Nigdy jednak nie przyszło mu do głowy, że będzie musiał wykorzystać dawną, cenną nagrodę do tak niecnych celów.
Diaboliczny szczęk otwieranego zamka poniósł się po całym korytarzu i Uchiha otwierając drzwi, myślał tylko o tym, co powie jego ojciec, kiedy ich nakryje. Sasuke doskonale wiedział, że za niedługo koncert się skończy, a co za tym idzie wszyscy wrócą tam, gdzie ich miejsca. Emeryci do pokoi odpocząć po pełnym wrażeń dniu, personel na stanowiska, a właściciel pensjonatu do swojego gabinetu, w celu dalszego prowadzenia skomplikowanych interesów rodzinnych.
Całe szczęście jego wątpliwości znikły, gdy tylko weszli do gabinetu.
Naruto nie czekając na nic przyparł Uchihe do ściany, atakując jednocześnie jego usta. Całował go mocno i brutalnie, na granicy bólu, przypierając do muru całym ciałem, tym samym nie pozwalając się ruszyć. Zmysłowo ocierał się o jego biodra, a jego język poruszał się szybko w wilgotnych ustach bruneta. Naruto nie pozwolił przejąć mu inicjatywy, co Sasuke skwitował cichym, niezbyt ambitnym jękiem protestu. Spod półprzymkniętych powiek obserwował pełną determinacji i pasji twarz Uzumakiego, który zatracał się w rozkoszy. Zamruczał z aprobatą, kiedy dłonie Sasuke dotarły do jego tyłka, zaczynając go wolno masować. Uchiha uśmiechnął się lekko, przygryzając język blondyna i zasysając go lekko, co zostało skwitowane kolejnym westchnieniem. Sasuke był już niemal nieprzytomny od pożądania, którym Naruto smakował i dopiero kiedy się od siebie oderwali Uchiha zobaczył strugę światła wpadającą do gabinetu.
Całowali się przy otwartych drzwiach… Ktoś w każdej chwili mógł przechodzić, mógł się zainteresować…
Odsunął od siebie blondyna i zamknął szybko drzwi, a gdy już miał sięgać po klucz, chłopak powstrzymał go stanowczo.
- Tak będzie zabawniej – uśmiechnął się nonszalancko, ponownie popychając bruneta na ścianę. – W każdej chwili ktoś będzie mógł wejść i zobaczyć, jak cię pieprzę – wyszeptał, ustami z każdym słowem liżąc ucho Sasuke. – Wtedy każdy będzie wiedział, jak ci dobrze…
Uchiha zmrużył oczy, pozostawiając tę uwagę bez komentarza. Znów złapał za twardy tyłek tego kalifornijskiego kretyna, masując go mocnymi i zdecydowanymi ruchami, rozporkiem napierając na przód spodni chłopaka. Pocałował Naruto mocno, zdecydowanie wsuwając język w usta chłopaka. Zaczęli całować się coraz szybciej, coraz bardziej chaotycznie, czując, jak pożądanie rozpiera ich rozgrzane ciała. Obaj pachnieli żądzą, niecierpliwą potrzebą bliskości i dotyku.
Sasuke zacisnął mocniej zęby na języku Uzumakiego, który jęknął głucho, ale zaraz potem odwdzięczył się brunetowi tą samą drapieżnością. Uchiha uśmiechnął się lekko, nie przestając całować tych chętnych, gorących ust.
W tym momencie myślał tylko o tym, jak ten cholerny, kalifornijski surfer go podnieca. Jak potrafi przejąć nad nim zupełnie naturalnie dominację, jaki jest silny i pewny siebie.
Otarł się mocno przodem spodni o Naruto, czując, jaki sam jest już twardy.
Uzumaki przepełniony był dzikim, niemal zwierzęcym pożądaniem. Jego ruchy były niecierpliwe, chaotyczne i gwałtowne, gorączkowe. Czuł, jaki Naruto jest rozpalony, jak go pragnie…
To już nie był pierwszy raz, kiedy poznawali swoje ciało, kiedy chcieli zapewnić temu drugiemu jak najwięcej przyjemności. Teraz liczyła się tylko żądza, dzikie pragnienie, które musieli zaspokoić.
Sasuke przymknął oczy, czując, jak gorąco ogarnia całe jego ciało.
Będzie na dole. Ten Uchiha, ten snowboardowy mistrz da się pieprzyć innemu facetowi, odda się mu i najbardziej przerażające w tym wszystkim było to, że pragnął tego bardziej niż czegokolwiek. Wstrzymał oddech na wyobrażenie twardego, gorącego fiuta Uzumakiego, który zatapia się w jego wnętrzu, porusza się w nim, wypełnia go…
Naruto oderwał się niespodziewanie od Uchihy, dysząc ciężko i opierając ręce po obu stronach głowy bruneta. Sasuke patrzył na niego wyzywająco, a jego nabrzmiałe od pocałunku usta łapały nieśpiesznie powietrze, jakby chłopak niczym się nie zmęczył.
Naruto uśmiechnął się lekko, pewny siebie i do granic możliwości nonszalancki, po czym odwrócił się przodem do pokoju, chcąc lepiej przyjrzeć się jego wnętrzu.
Gabinet ojca Uchihy urządzony był w staromodnym stylu wyszukanych lat czterdziestych.
Eleganckie, potężne meble z ciemnego drewna, ciemnoczerwona tapeta na ścianie i lśniąca czekoladowo-czarna podłoga i zdobiący ją wielki perski dywan, świadczyły o wyszukanym guście Fugaku. Najważniejszą rzeczą w pokoju było jednak ogromne, mocno zabudowane biurko, na blacie którego znajdował się zestaw drogich, błyszczących długopisów, sterta ważnych papierów i kilka dalekowschodnich figurek przedstawiających chińskie smoki i Buddę.
Idealne miejsce – pomyślał Naruto, mimowolnie przygryzając wargę i wyobrażając sobie siebie w skórzanym fotelu znajdującym się obok biurka i ujeżdżającego go na nim Sasuke.
Uchiha niespodziewanie przyciągnął go do siebie, przez co Naruto o mało nie stracił równowagi. Stał teraz plecami opierając się o tors Uchihy, który obejmował go w pasie, a jego gorący oddech parzył szyję blondyna.
- Jeszcze lustro, a mielibyśmy powtórkę z rozrywki z Halloween – mruknął cichym, hipnotyzującym głosem, na dźwięk którego Naruto przeszedł dreszcz. Patrzyli w wielkie okno, które odbijało ich sylwetki. Dłonie Uchihy zakradły się pod koszulę blondyna i zaczęły gładzić twardy, umięśniony brzuch.
- Zapomniałeś jeszcze o Sakurze – poprawił go Naruto, jednak w nagrodę został skwitowany jedynie drwiącym prychnięciem. Uzumaki odwrócił się do niego i złapał zdecydowanie za poły koszuli, pchnął go w stronę pokoju, z zazdrością i nutą zaskoczenia w oczach patrząc, jak ten drań momentalnie łapie równowagę. – Rozdziewiczę cię na biurku twojego ojca – wychrypiał, a Sasuke odpowiedział mu na to jedynie kpiącym, prowokacyjnym uśmiechem.
Naruto poczuł, jak pocą mu się ręce. Zaraz będzie miał kogoś takiego jak Uchiha…
Zanim jednak zdążył wprowadzić w życie swój plan rozdziewiczenia tyłka Sasuke, ten drań pchnął go na biurko, przejmując inicjatywę.
Sasuke uśmiechnął się do siebie, unieruchamiając ręce Naruto i pochylając się nad nim. Chłopak oblizał prowokacyjnie usta, rozchylając nogi, aby Sasuke mógł znaleźć się jeszcze bliżej. Blondyn był do granic możliwości rozpalony, a przede wszystkim podniecony. Wił się i wzdychał pod dotykiem wilgotnego języka Uchihy sunącego po jego szyi.
- Jeśli nadal będziesz mnie krępował, to jak mnie rozbierzesz, ogierze?
- Najwyraźniej twoim przeznaczeniem jest konać z nigdy niezaspokojonego pragnienia – odpowiedział, ale pomimo swoich słów, zabrał dłonie i powoli zaczął odpinać koszulę Naruto. Uzumaki złapał bruneta za tyłek, przyciskając mocno do swojego krocza. Ciężki, urywany oddech Naruto wypełniał pokój, kiedy Sasuke zaczął całować powoli klatkę piersiową, a gdy dotarł do sutków zassał je mocno, wywołując zduszony jęk.
- Jesteś taki seksowny – usłyszał zachrypnięty, zmysłowy głos Uzumakiego, kiedy ten nerwowo zaczął rozpinać guziki jego koszuli. Zsunął ją wolno z jego ramion, z fascynacją patrząc na umięśniony tors.
- Chcesz wiedzieć, jak mnie podniecasz? – Zapytał Sasuke, nie mogąc się powstrzymać, kiedy Naruto zaczął odpinać pasek jego spodni.
- Tak.
Sasuke zabrał jego dłoń i przyłożył jego palce do swojego krocza.
- Chcesz zrobić mi loda?
Naruto zamrugał gwałtownie, ale już po chwili odzyskał rezon, oblizując perwersyjnie usta.
- Może…
Podstępny, niebezpieczny uśmiech wpłynął na usta blondyna, a Sasuke nawet się nie zorientował, kiedy leżał na biurku, przygwożdżony przez ciało Naruto. Westchnął cicho, odchylając głowę w tył i prężąc się pod Uzumakim.
Mimowolnie pomyślał o niezamkniętych drzwiach do gabinetu jego ojca. Kiedy ktoś ich nakryje?
Rozważania związane z niechybnym ujawnieniem ich sekretu, prowadzącego do zawału jego ojca, zostały zastąpione przez o wiele przyjemniejsze doznania. Zgrzyt odpinanego zamka jeansów sprowadził go na ziemię, prawie do raju. Ręce blondyna, kiedy zsuwał z jego bioder spodnie, były sprawne, przyjemnie, ciepłe i duże. Męskie. Naruto uśmiechnął się do niego, dotykając twardej męskości Uchihy przez materiał obcisłych bokserek. Bawełna drażniła jego rozpalonego członka, a Sasuke przymykając oczy zaczął wyobrażać sobie, jak Naruto bierze jego penisa do buzi. Jak ma go w ustach, jak liże go, dotyka, a w końcu, jak cały czas patrząc mu w oczy, ssie mocno, poruszając szybko głową.
- Weź go w końcu – warknął, czując, jak Uzumaki bawi się z nim, ustami i gorącym językiem drażniąc go przez materiał. Chłopak zaśmiał się cicho i bez zbędnych ceregieli ściągnął z Sasuke bieliznę.
- Jaki jesteś twardy – zamruczał, przygryzając wargę i zaczynając dwoma palcami gładzić główkę jego penisa. Uchiha wciągnął ze świstem powietrze, czując przyjemny dreszcz przebiegający mu po plecach.
Jak dobrze… Mocniej Naruto, mocniej…
- Wiesz co, kochanie? – usłyszał nagle zwyczajny, lekko zachrypnięty głos blondyna i już wiedział, że jego fantazje erotyczne się nie spełnią. Przeklął w duchu, otwierając oczy i patrząc pytająco na Naruto, który stał przed jego rozchylonymi nogami, wciąż mając na biodrach spodnie, a co gorsza, wciąż pieszcząc jego penisa. Sasuke nie był pewny, czy kiedy chłopak zabierze ręce, będzie w stanie normalnie oddychać.
- Co? – wychrypiał przez ściśnięte gardło.
- Jak bardzo byś chciał, żebym wziął go teraz do ust? – Sasuke nie odpowiedział, zaciskając mocno szczękę w bezsilnej wściekłości. – Ale mój penis też by chciał trochę twojej uwagi – powiedział i z szelmowskim uśmiechem zaczął odpinać sobie zamek od spodni. Uchiha zareagował momentalnie, odciągając ręce blondyna od jego krocza i przewalając zadowolonego i dumnego jak paw Naruto z powrotem na biurko. Spojrzał na niego z góry władczym spojrzeniem.
- Ja to zrobię – powiedział wyniośle, odpinając guzik dżinsów.
Uzumaki zamruczał z aprobatą, ale zanim jeszcze Sasuke zdążył ściągnąć z niego spodnie, zaczął się niespokojnie wiercić.
- Leż spokojnie – syknął brunet, łapiąc mocno za biodra Naruto. Niebieskie oczy spojrzały na niego z przekorą.
- Nie lubisz ruchomych celów? – zapytał, oblizując szybko usta.
- To nie ja będę zaraz strzelał z karabinu – mruknął i całą swoją uwagę poświęcił już dolnej części ciała blondyna. Kątem oka zobaczył, jak umięśniony tors Uzumakiego unosi się i opada pod płytkim oddechem. Niebieskie oczy śledziły ruch dłoni Sasuke, który ściągał bardzo powoli jeansy z wąskich bioder blondyna.
- Drażnisz się ze mną? – warknął, ze złością zauważając podstępny uśmiech na ustach bruneta.
- Przejmuję twoje sposoby walki.
- Spadaj – prychnął Naruto, ale wbrew swoim słowom, rozkładając szerzej nogi, kiedy Uchiha pozbawił go ostatniej części garderoby - czerwonych bokserek.
- Naprawdę chcesz, żebym spadał? – Sasuke uśmiechnął się złośliwie, dotykając wewnętrznej strony ud Naruto i przejeżdżając po wrażliwej skórze paznokciami. Blondyn wygiął się, wzdychając głośno, kiedy dłoń bruneta dotarła do wyprężonej męskości. Jeden z palców przejechał po pulsującej żyłce na prąciu. Zerknął znad grzywki na Naruto, który przygryzając mocno wargę, oddychał ciężko. Sasuke pochylił się powoli nad twardą, stojącą męskością Uzumakiego, wciąż nie tracąc kontaktu wzrokowego z Uzumakim dmuchnął na najwrażliwszą część, po czym leniwie polizał sam czubek, co zostało nagrodzone cichym westchnieniem.
- Lubisz tak?
- Sasuke… Och, Boże… - odpowiedział mu Naruto i po chwili dodał do swojej wypowiedzi głośne jęknięcie, kiedy w końcu usta Uchihy pochłonęły go całego.
Po siedmiu minutach w raju przyszła jednak pora, żeby ostatecznie zrobić to, po co przyszli do tego gabinetu…
Naruto dysząc ciężko, brutalnie powalił na biurko, śmiejącego się drwiąco Uchihe.
- Jesteś mój – wychrypiał, pochylając się nad nim i liżąc obrzmiałe od wcześniejszych pocałunków usta. Czuł twardą, gorącą męskość bruneta na swoim brzuchu, co podniecało go jeszcze bardziej. Jego własny penis ocierał się o jądra Uchihy, będąc coraz bliżej ciasnego wejścia.
Odsunął się od Sasuke na wyciągnięcie ramion, żeby spojrzeć na niego uważnie.
Snowboardowa gwiazda leżała właśnie na biurku, całkowicie odsłonięta. Zagryzł wargę, oddychając ciężej. Podniecała go myśl o tym, że Sasuke już za chwile mu się odda, że zerżnie kogoś takiego jak Uchiha, przejmie nad nim kontrolę. Gdyby ktoś wiedział o tym, co tutaj robią…
Przymknął oczy, biorąc głębszy wdech i starając się odprężyć. Starym sposobem zaczął myśleć o czymś zimnym…
Trudno się dziwić, że jego pierwszym skojarzeniem był śnieg, a w śniegu…
- Co tak poczerwieniałeś? – Usłyszał kpiący głos Sasuke, który nie domyślał się nawet, jakie zbereźne myśli krążą teraz po głowie Naruto.
- Nie mamy żadnego nawilżacza - mruknął przez ściśnięte gardło, czując jednocześnie, jak kropelki potu powoli spływają wzdłuż jego pleców.
- Wytrzymam.
- Wytrzymasz… - uśmiechnął się do niego lekko, przystawiając jeden palec do ust Uchihy. Widział przez chwilę jego zaskoczone, niemal wstydliwe spojrzenie, przez które zaczął się zastanawiać, czy to aby naprawdę dzieje się naprawdę? Może wypił za dużo i teraz…
Och.
Sasuke polizał jego palec, by po chwili włożyć go do ust. Zasysał go mocno i zdecydowanie, tak jakby to on miał zaraz zrobić Uzumakiemu palcówkę. Ssał go tak, jak penis blondyna kilka chwil temu… Dłoń Naruto mimowolnie zawędrowała do twardego fiuta bruneta i zacisnęła się na nim delikatnie.
- Gorący – wymruczał, zabierając dłoń i wilgotnym palcem zaczynając powoli obrysowywać swoje uchylone wargi, po czym wsunął go do swoim ust, poruszając nim powoli.
Sasuke wpatrywał się w niego rozpalonym spojrzeniem, a jego blada klatka piersiowa lśniąca od potu, poruszała się szybko w górę i w dół.
- Jesteś mój – wychrypiał Naruto zdecydowanie, wilgotnym palcem dotykając dziurki Uchihy. Zaczął naciskać na nią miarowo, wywołując ciche, hamowane westchnienia. – Jakiś ty ciasny – powiedział w końcu, kiedy wsunął palec w jego gładkie, do granic możliwości gorące wnętrze, powoli go rozciągając. Zakręciło mu się w głowie, kiedy pomyślał o tym, że zaraz w niego wejdzie, zerżnie go, będzie pieprzył Sasuke… Cholera, będzie go pieprzył.…
- Mocniej – usłyszał niski, męski głos Uchihy, na dźwięk którego wstrzymał oddech. Wsunął palce głębiej, z zafascynowaniem patrząc, jak Sasuke wygina się pod jego dotykiem, dysząc cicho. Jego usta zaciśnięte były w wąską linię, a uwydatnione jabłko Adama na odchylonej w tył szyi, poruszało się lekko, kiedy Sasuke przełykał ślinę. Naruto pochylił się, całując go w to miejsce. Zaczął powoli lizać rozpaloną skórę, zginając delikatnie palec we wnętrzu Uchihy.
- Zrób to, kretynie – usłyszał nagle głos bruneta, który poruszył się ponaglająco, udem ocierając się o wyprężonego penisa Naruto. Blondyn z wrażenia przygryzł wargę, wyjmując posłusznie palce. Wyprostował się, patrząc z góry na leżącego na biurku Uchihe. Na ustach blondyna błąkał się delikatny, nonszalancki i niebezpieczny uśmiech. Rozszerzył nieco bardziej nogi Sasuke, złośliwie gładząc najwrażliwszą część ciała bruneta.
- Jesteś taki twardy – zamruczał, oblizując perwersyjnie usta i ściskając mocno w dłoni gorącego penisa. – Odwróć się – rozkazał nagle, a kiedy Sasuke nie wykonał żadnego ruchu, złapał go boleśnie za ramiona i brutalnie szarpnął. Wzrok Uchihy był jednoznaczny – chłopak droczył się z nim, testował siłę i upór blondyna, chciał zobaczyć, jak bardzo potrafi być dominujący… Skoro tak, Naruto pokaże mu na co go stać.
Szarpnął go mocno, siłą obracając na brzuch. Sasuke syknął głośno, jednak Naruto skwitował to jedynie wrednym uśmieszkiem.
- Tak bardzo chcesz zobaczyć, jaki jestem ostry? – Zapytał cichym, zmysłowym głosem, powolnymi, drażniącymi ruchami zaczynając gładzić plecy Uchihy. – Jesteś taki seksowny, gdy ulegasz – mruknął, zjeżdżając dłońmi na tyłek Sasuke. Byli już tak blisko, zaraz go weźmie…
Już miał to zrobić, gdy niespodziewanie Sasuke odwrócił głowę w jego stronę, patrząc na niego przez ramię z drwiącym uśmiechem wymalowanym na ustach. Jego oczy lśniły drapieżnie, jak jeszcze nigdy.
- Nie dasz rady – usłyszał cichy, hipnotyzujący głos Uchihy i nie wytrzymał. Nakierował swojego penisa na wejście tego drania i wszedł w niego jednym szybkim i brutalnym pchnięciem. Jęknął głośno, przymykając z rozkoszy oczy.
Och, Boże… Jak ciasno, gorąco… Uchiha cały pulsował, otaczał go…
Poruszył się w nim chaotycznie, łapiąc mocno za biodra bruneta i wykonując kolejne pchnięcia.
Tak cholernie dobrze…
- Sasuke? – Stęknął ciężko, kiedy Uchiha obrócił się powoli na plecy, jednocześnie patrząc mu prosto w oczy. Naruto wciąż poruszając się w jego wnętrzu, pochylił się lekko w jego stronę, żeby być bliżej tych cudownych, gorących ust, żeby czuć rozpalony oddech Uchihy na policzku…
Sasuke obserwował go uważnie, oddychając szybko i mrużąc z rozkoszy oczy, nic więcej. Naruto zacisnął zęby z wściekłości. Chciał doprowadzić go do jęku, do krzyku…
- Jesteś taki ciasny – mruknął, z zamiarem sprowokowania go. – Mógłbym rżnąć cię w nieskończoność…
Uchiha zaśmiał się tylko cicho, ale nic nie powiedział, wyprężając się pod Naruto i ocierając o niego swoim gorącym, wilgotnym ciałem. Czuł jego twardy, pobudzony penis na brzuchu, przez co zamruczał cicho, powoli wysuwając się z Sasuke.
- Co robisz? – usłyszał cichy, pełen wściekłości syk, kiedy odsunął się od rozpalonego ciała bruneta.
- Wydaje mi się, że nasza zabawa, nie przypadła ci do gustu.
- To źle ci się wydaje – warknął, siadając gwałtownie na biurku i przyciągając Naruto ponownie do siebie. – Jeszcze pomyślę, że nie dasz rady – uśmiechnął się złośliwie, jednak Uzumaki nie dał się sprowokować. Chłopak zrobił zdecydowany krok w tył, rozglądając się znużony po gabinecie, jakby czegoś szukał.
- Jeszcze nikt nas nie nakrył, nie wydaje ci się to dziwne?
Sasuke warknął wściekle, wstając z biurka i podchodząc do tego kretyna. Pieprzyć zakład, pieprzyć Bom Bom!, a przede wszystkim, w tym właśnie momencie, pieprzyć Uzumakiego.
Jak pomyślał, tak też zrobił.
Pchnął nieświadomego zagrożenia Naruto na oszkloną półkę i napadł na niego całym sobą.
- Chyba nie byłeś aż tak dobry, jak ci się wydawało, co? – Wymruczał, z uśmiechem niepohamowanej radości całując szyję blondyna. – Tak bardzo chciałeś doprowadzić mnie do jęku, że…
Głębokie westchnienie wyrwało się niespodziewanie z jego ust, kiedy gorący, twardy penis Uzumakiego otarł się o jego własną, pulsującą męskość, a palce Naruto ponownie zatopiły się w jego wnętrzu. Chłopak okazał się szybszy, uwiódł Sasuke, zanim ten zdążył się zorientować.
Wielki król snowboardu ponownie leżał na stole, dysząc ciężko i z coraz to głośniejszymi jękami, przyjmując poruszającego się w nim Uzumakiego.
Virus Ci, oczywiście że świetnie piszę wątki komediowe bo wbrew pozorom mam poczucie humoru, które ty negujesz i powinnaś w końcu przełamać dumę i docenić moje docinki dotyczące twojej skromne osoby.
Dżem, haha! fajnie to powiedziałaś: 'No i nie wierze z to ze Naru był tam w Sasku no nie wierze.' xD
Sanu, nie zapominaj, że jesteśmy w Ameryce, a co więcej w szkolnej stołówce, w której mięso ma nieco inną klasę niż u nas ;)Ale oczywiście to miało znaczenie symboliczne znaczenie.
Hiashi, nie będę zamieszczała specjalnych wyjaśnień dla osób, które nie umieją czytać ze zrozumieniem.
Thefunandthefiction, Bom Bom! zostało stworzone na potrzeby tego bloga zupełnie spontanicznie, a nazwa została zaczerpnięta z tytułu piosenki :) jestem pod wrażeniem, że udało ci się przeczytać bb w jeden wieczór, naprawdę :)
Za wykonanie nagłówka specjalne podziękowania dla Wedel.
Uwaga!
W rozdziale występują sceny narusasu. Nie chcesz czytać, nie czytaj. Nie życzę sobie wulgarnych ani obraźliwych komentarzy.
Betowała Kuroneko :)
- Bom Bom! Sasuke, do cholery! – syknął Naruto, mrużąc wściekle oczy i pochylając się w stronę Uchihy.
- Zamknij się, co! – warknął brunet, wyglądając teraz jak chmura gradowa. Jego obłędnie czarne oczy płonęły, zaciskał mocno palce na szklance z grubego szkła i na wdechu wypił jej zawartość. Skrzywił się lekko, czując, jak gorzki płyn pali go od środka. Oblizał wąskie, czerwone usta, nawet nie zdając sobie sprawy, jak ten gest zadziałał na Naruto. Był zbyt wściekły, żeby zauważyć poszerzające się źrenice i lekki rumieniec na opalonych policzkach.
- Następne rozdanie? – Zapytał Naruto cichym, zmysłowym głosem, dolewając sobie alkoholu do szklanki. – Powoli zaczyna ci brakować kasy… - zauważył złośliwie, odchylając się w fotelu i ręką wolno odpinając sobie kilka guzik białej, eleganckiej koszuli zdobiącej jego ramiona.
Sasuke zacisnął mocno zęby, patrząc, jak blondyn odchyla kant materiału ukazując kawałek złotej, gładkiej skóry.
- Gorąco tutaj, nie uważasz? – Zapytał niewinnie, biorąc do ręki talię kart i tasując je płynnymi, niemal zawodowymi ruchami, jak robili to krupierzy w kasynach. Rozdał sprawnie po pięć kart i odłożył resztę na bok stoliku.
Sasuke, rozmasowując sobie skronie spojrzał dyskretnie na swoje karty, ale powstrzymał cisnący się na usta uśmiech satysfakcji. W końcu grali w pokera, a tutaj najważniejsze, to nie dać nic po sobie poznać. Całkowita obojętność, chłód i dystans. Kluczowe rzeczy, aby móc wygrać.
Jak łatwo się domyśleć, Naruto okazał się nad podziw dobry w karciane gry, ogrywając nawet tak wytrawnego i dobrego gracza, jakim był Sasuke. Oczywiście tego można było się po Uzumakim spodziewać, w końcu nie raz już zaskoczył snowboardową gwiazdę swoimi umiejętnościami, ale ta gra była ważniejsza niż wszystkie inne.
- Chciałbyś się tutaj kochać? Mógłbym cię wziąć na tym stole, albo na podłodze, co ty na to? Myślę tylko o tym, jak zerżnę cię leżąc na dywanie przed tym cholernym kominkiem, masz na to ochotę? – Usłyszał cichy, silnie zachrypnięty głos blondyna, na dźwięk którego poruszył się niespokojnie w swoim wygodnym, wielkim fotelu.
Nie odpowiedział nic, poluźniając węzeł w krawacie.
- Uważaj, żebym to ja nie wziął ciebie. Kochałeś się kiedyś w bibliotece? Tutaj musisz zachować ciszę – uśmiechnął się złośliwie, ale nie wywołał nawet cienia zakłopotania na twarzy blondyna. Naruto chyba wiedział, że dzisiejszy wieczór należy do niego. Cały świat będzie leżał u jego stóp, kiedy… Chyba znacie już ten tekst, prawda?
- Przyznaj, że chciałbyś doprowadzić tych wszystkich emerytów do zawału – oblizał perwersyjnie usta, biorąc do ręki szklankę z alkoholem i maczając w niej usta. Kilka kropel spłynęło po jego brodzie, a Sasuke nagle nabrał cholernej ochoty, żeby zlizać je z gorącej, delikatnej szyi Naruto, po której leniwie sunęły. Dał sobie jednak mentalny policzek, besztając się w myślach za ten objaw słabości. Nie może się rozpraszać, nawet jeśli Naruto prowokuje go do…
Ciche tykanie zegara było w tym momencie najlepszym, na czym mógł skupić swoje rozbiegane, coraz śmielsze myśli.
Do pensjonatu, kilka dni po tym, jak Uzumaki zamieszkał z nim w pokoju, przyjechała grupa sędziwych wiekiem emerytów, którzy – wciąż młodzi duchem – postanowili zrelaksować się na górskich stokach. Sytuacja wymknęła się spod kontroli, kiedy okazało się, że jeden z poczciwych staruszków był kiedyś, w zamierzchłych latach sześćdziesiątych wielką gwiazdą country i z racji odkopywania swojej młodości, postanowił dać zapierający dech w piersiach występ na scenie pensjonatu. Matka Sasuke kazała im ubrać się w eleganckie, gustowne ciuchy i posadziła tuż przed sceną, mówiąc sędziwemu piosenkarzowi, jak bardzo młode pokolenie chce usłyszeć dawny zew muzyki country. Z racji tego, że emerytów nie było aż tak wielu, Mikoto zaangażowała w akcję dopingowania dawnej gwieździe prawie cały personel. Wszyscy musieli, więc słuchać starych utworów, hitów sprzed półwiecza, i gdy tylko nadarzyła się okazja, chłopcy po prostu zwiali z mini koncertu, lokując się tutaj, w bibliotece pensjonatu, gdzie jak na razie nikt jeszcze nie zaglądnął.
Biblioteka, w której się ukrywali była bardzo przyjemnym miejscem. Mocno zielone ściany i drewniana podłoga nadawały mu charakter starego, amerykańskiego gabinetu. Półki z książkami sięgające niemal sufitu, kilka eleganckich foteli wyścielonych szkarłatnym, aksamitnym materiałem, a co najważniejsze, kominek, w którym płonął ogień. Ciepłe, subtelne światło i mrok za oknem sprawiały, że aż nabierało się ochoty na partyjkę pokera. Żeby ich gra nie była zbyt monotonna, wymyślili zakład.
Sasuke uśmiechnął się i w duchu odetchnął z ulgą, kiedy kolejne rozdanie okazało się dla niego zwycięskie, dzięki czemu zgarnął niewielką pulę, a Naruto był krok dalej od wygrania.
Uchiha czuł się, jak prawdziwy hazardzista. Jeśli przegra, to… Cholera! Nie może przegrać, na pewno nie w taki sposób.
- Co powiesz na to, żeby udoskonalić naszą grę? – Naruto uśmiechnął się do niego zadziornie, bardzo powoli i prowokacyjnie odpinając kolejne guziki swojej koszuli. Sasuke oblizał mimowolnie usta, patrząc, jak ręka chłopaka zakrada się pod biały materiał, drażniącymi ruchami masując swój tors.
- Jak wiele jesteś w stanie odsłonić, co? – Sasuke również uśmiechnął się do chłopaka, przygryzając wargę i pochylając się nad stołem.
- Chciałbyś pozbawić mnie wszystkich ciuchów?
Następne odpinane guziki ukazały umięśniony, twardy brzuch blondyna. Chłopak zamoczył palec w alkoholu, po czym przejechał nim po swojej złotej skórze.
- Graj kretynie – mruknął tylko, przez ściśnięte gardło. Kątem oka spojrzał na kamerę umieszczoną tuż przy drzwiach. Naruto siedział plecami do niej, osłonięty przez oparcie wielkiego fotela, więc jego klata była bezpieczna przed czujnym wzrokiem ochroniarzy, monitorujących pensjonat. Nie można ukrywać, że obaj byli lekko wstawieni, ale Sasuke wciąż miał wszystko pod kontrolą.
- A wiesz, co będzie, jeśli wygram, prawda? – Naruto po raz kolejny sięgnął po butelkę alkoholu i nalał sobie trochę tequili do kieliszka.
- Nikt jeszcze nie powiedział, że wygrałeś – Sasuke zmrużył oczy, patrząc w karty i upijając trochę procentów ze swojej szklanki.
Przesunął wszystkie drobniaki, które posiadał w stronę blondyna. Ten spojrzał na niego zaskoczony, ale już po chwili z podstępnym uśmieszkiem na ustach również postawił na to rozdanie wszystkie swoje oszczędności. Na grubszą kasę niestety nie grali, gdyż Naruto, jak twierdził, nie posiadał żadnych banknotów przy sobie. Wszystkie zostawił w skarpecie, schowanej na poddaszu swojego dawnego pokoju, w domu swojej matki. Grali więc na centy, grali o honor mężczyzny.
Który z nich wygrał?
W pustym korytarzu donośny śmiech Naruto zabrzmiał jak wystrzał, burząc idealną ciszę, niemal martwy spokój w tej części pensjonatu. Sasuke syknął cicho, łapiąc blondyna za nadgarstek, co było jednocześnie znakiem, że Uzumaki ma się zamknąć i pohamować swoją radość, przez którą zdradzali swoje położenie.
- Daleko jeszcze? – Zapytał konspiracyjnym szeptem Naruto, uśmiechając się do niego łobuzersko.
- Nie, jeszcze trochę – mruknął, puszczając rękę blondyna, żeby własne dłonie wsunąć w kieszenie spodni. Zacisnął mocno pięści, spoglądając dyskretnie za siebie.
Nikogo nie było za nimi, nikt ich też nie śledził, ani, swoją drogą, nie godził, co było już naprawdę dobrym znakiem. Znajdowali się właśnie w prywatnej części pensjonatu, do której dostęp mieli jedynie członkowie rodziny i co ważniejszy personel. Żeby tutaj wejść potrzebna była elektroniczna karta z czytnikiem. Fugaku uwielbiał czuć się jak VIP, a jeszcze bardziej kochał chronić swoją prywatność, a dokładniej – biuro, w którym znajdowały się wszystkie najważniejsze dokumenty.
- Jeśli mój ojciec się dowie, to cię zabije – mruknął w końcu Sasuke, kiedy byli już naprawdę blisko celu.
- Mnie? A ciebie to niby nie? – prychnął chłopak, oburzony słowami Uchihy.
- Ja… - westchnął cicho brunet, przymykając oczy i biorąc dwa głębsze wdechy. – Zostanę wykastrowany.
Naruto spojrzał na niego zaskoczony, po czym pokiwał ze zrozumieniem głową, w przyjaznym geście pocieszenia przytulając się do Uchihy.
- Skoro ma to być ostatnia noc z twoim cudownym penisem, może pozwolę ci, żeby to on był bohaterem dzisiejszego wieczora?
- Wiedziałem, że zrozumiesz – poklepał blondyna po tyłku, uśmiechając się delikatnie w jego stronę.
- Ale wiesz, Sasuke, zakład to zakład, nie można tego lekceważyć, zwłaszcza, jeśli chodzi o Bom Bom!, nie uważasz? Tak więc z całym szacunkiem dla twojej trąbki, ale to dzisiaj ja będę grał pierwsze skrzypce, a w zasadzie… – Naruto spojrzał z uśmiechem dumy w dół. – Mój smok.
Uchiha westchnął ciężko, przewracając oczyma.
- Już jesteśmy – mruknął nagle, patrząc w błyszczące, obezwładniająco niebieskie oczy tego kretyna, który spojrzał na niego zaskoczony. – To te drzwi – dodał dla jasności i dopiero wtedy na ustach blondyna pojawił się ten szelmowski, bardzo dwuznaczny uśmieszek.
Obaj byli już wstawieni, co po Naruto było widać trochę bardziej, niemniej Sasuke i tak wypił wystarczająco dużo, żeby godzić się na ten szalony pomysł.
Teraz czuł się trochę jak pilot Kamikadze, chwilę przed wejściem do swojego śmiercionośnego, małego odrzutowca-bomby.
Oto stali przed gabinetem wielkiego Fugaku Uchihy z samobójczym planem kochania się na stercie ważnych dokumentów jego ojca.
- Tylko nie mów, że tchórzysz – mruknął Naruto, z drwiącym uśmieszkiem, na co Sasuke prychnął jedynie i wyjął z kieszeni spodni zapasowy klucz do gabinetu, który po przegranym zakładzie dał mu Itachi. Nigdy jednak nie przyszło mu do głowy, że będzie musiał wykorzystać dawną, cenną nagrodę do tak niecnych celów.
Diaboliczny szczęk otwieranego zamka poniósł się po całym korytarzu i Uchiha otwierając drzwi, myślał tylko o tym, co powie jego ojciec, kiedy ich nakryje. Sasuke doskonale wiedział, że za niedługo koncert się skończy, a co za tym idzie wszyscy wrócą tam, gdzie ich miejsca. Emeryci do pokoi odpocząć po pełnym wrażeń dniu, personel na stanowiska, a właściciel pensjonatu do swojego gabinetu, w celu dalszego prowadzenia skomplikowanych interesów rodzinnych.
Całe szczęście jego wątpliwości znikły, gdy tylko weszli do gabinetu.
Naruto nie czekając na nic przyparł Uchihe do ściany, atakując jednocześnie jego usta. Całował go mocno i brutalnie, na granicy bólu, przypierając do muru całym ciałem, tym samym nie pozwalając się ruszyć. Zmysłowo ocierał się o jego biodra, a jego język poruszał się szybko w wilgotnych ustach bruneta. Naruto nie pozwolił przejąć mu inicjatywy, co Sasuke skwitował cichym, niezbyt ambitnym jękiem protestu. Spod półprzymkniętych powiek obserwował pełną determinacji i pasji twarz Uzumakiego, który zatracał się w rozkoszy. Zamruczał z aprobatą, kiedy dłonie Sasuke dotarły do jego tyłka, zaczynając go wolno masować. Uchiha uśmiechnął się lekko, przygryzając język blondyna i zasysając go lekko, co zostało skwitowane kolejnym westchnieniem. Sasuke był już niemal nieprzytomny od pożądania, którym Naruto smakował i dopiero kiedy się od siebie oderwali Uchiha zobaczył strugę światła wpadającą do gabinetu.
Całowali się przy otwartych drzwiach… Ktoś w każdej chwili mógł przechodzić, mógł się zainteresować…
Odsunął od siebie blondyna i zamknął szybko drzwi, a gdy już miał sięgać po klucz, chłopak powstrzymał go stanowczo.
- Tak będzie zabawniej – uśmiechnął się nonszalancko, ponownie popychając bruneta na ścianę. – W każdej chwili ktoś będzie mógł wejść i zobaczyć, jak cię pieprzę – wyszeptał, ustami z każdym słowem liżąc ucho Sasuke. – Wtedy każdy będzie wiedział, jak ci dobrze…
Uchiha zmrużył oczy, pozostawiając tę uwagę bez komentarza. Znów złapał za twardy tyłek tego kalifornijskiego kretyna, masując go mocnymi i zdecydowanymi ruchami, rozporkiem napierając na przód spodni chłopaka. Pocałował Naruto mocno, zdecydowanie wsuwając język w usta chłopaka. Zaczęli całować się coraz szybciej, coraz bardziej chaotycznie, czując, jak pożądanie rozpiera ich rozgrzane ciała. Obaj pachnieli żądzą, niecierpliwą potrzebą bliskości i dotyku.
Sasuke zacisnął mocniej zęby na języku Uzumakiego, który jęknął głucho, ale zaraz potem odwdzięczył się brunetowi tą samą drapieżnością. Uchiha uśmiechnął się lekko, nie przestając całować tych chętnych, gorących ust.
W tym momencie myślał tylko o tym, jak ten cholerny, kalifornijski surfer go podnieca. Jak potrafi przejąć nad nim zupełnie naturalnie dominację, jaki jest silny i pewny siebie.
Otarł się mocno przodem spodni o Naruto, czując, jaki sam jest już twardy.
Uzumaki przepełniony był dzikim, niemal zwierzęcym pożądaniem. Jego ruchy były niecierpliwe, chaotyczne i gwałtowne, gorączkowe. Czuł, jaki Naruto jest rozpalony, jak go pragnie…
To już nie był pierwszy raz, kiedy poznawali swoje ciało, kiedy chcieli zapewnić temu drugiemu jak najwięcej przyjemności. Teraz liczyła się tylko żądza, dzikie pragnienie, które musieli zaspokoić.
Sasuke przymknął oczy, czując, jak gorąco ogarnia całe jego ciało.
Będzie na dole. Ten Uchiha, ten snowboardowy mistrz da się pieprzyć innemu facetowi, odda się mu i najbardziej przerażające w tym wszystkim było to, że pragnął tego bardziej niż czegokolwiek. Wstrzymał oddech na wyobrażenie twardego, gorącego fiuta Uzumakiego, który zatapia się w jego wnętrzu, porusza się w nim, wypełnia go…
Naruto oderwał się niespodziewanie od Uchihy, dysząc ciężko i opierając ręce po obu stronach głowy bruneta. Sasuke patrzył na niego wyzywająco, a jego nabrzmiałe od pocałunku usta łapały nieśpiesznie powietrze, jakby chłopak niczym się nie zmęczył.
Naruto uśmiechnął się lekko, pewny siebie i do granic możliwości nonszalancki, po czym odwrócił się przodem do pokoju, chcąc lepiej przyjrzeć się jego wnętrzu.
Gabinet ojca Uchihy urządzony był w staromodnym stylu wyszukanych lat czterdziestych.
Eleganckie, potężne meble z ciemnego drewna, ciemnoczerwona tapeta na ścianie i lśniąca czekoladowo-czarna podłoga i zdobiący ją wielki perski dywan, świadczyły o wyszukanym guście Fugaku. Najważniejszą rzeczą w pokoju było jednak ogromne, mocno zabudowane biurko, na blacie którego znajdował się zestaw drogich, błyszczących długopisów, sterta ważnych papierów i kilka dalekowschodnich figurek przedstawiających chińskie smoki i Buddę.
Idealne miejsce – pomyślał Naruto, mimowolnie przygryzając wargę i wyobrażając sobie siebie w skórzanym fotelu znajdującym się obok biurka i ujeżdżającego go na nim Sasuke.
Uchiha niespodziewanie przyciągnął go do siebie, przez co Naruto o mało nie stracił równowagi. Stał teraz plecami opierając się o tors Uchihy, który obejmował go w pasie, a jego gorący oddech parzył szyję blondyna.
- Jeszcze lustro, a mielibyśmy powtórkę z rozrywki z Halloween – mruknął cichym, hipnotyzującym głosem, na dźwięk którego Naruto przeszedł dreszcz. Patrzyli w wielkie okno, które odbijało ich sylwetki. Dłonie Uchihy zakradły się pod koszulę blondyna i zaczęły gładzić twardy, umięśniony brzuch.
- Zapomniałeś jeszcze o Sakurze – poprawił go Naruto, jednak w nagrodę został skwitowany jedynie drwiącym prychnięciem. Uzumaki odwrócił się do niego i złapał zdecydowanie za poły koszuli, pchnął go w stronę pokoju, z zazdrością i nutą zaskoczenia w oczach patrząc, jak ten drań momentalnie łapie równowagę. – Rozdziewiczę cię na biurku twojego ojca – wychrypiał, a Sasuke odpowiedział mu na to jedynie kpiącym, prowokacyjnym uśmiechem.
Naruto poczuł, jak pocą mu się ręce. Zaraz będzie miał kogoś takiego jak Uchiha…
Zanim jednak zdążył wprowadzić w życie swój plan rozdziewiczenia tyłka Sasuke, ten drań pchnął go na biurko, przejmując inicjatywę.
Sasuke uśmiechnął się do siebie, unieruchamiając ręce Naruto i pochylając się nad nim. Chłopak oblizał prowokacyjnie usta, rozchylając nogi, aby Sasuke mógł znaleźć się jeszcze bliżej. Blondyn był do granic możliwości rozpalony, a przede wszystkim podniecony. Wił się i wzdychał pod dotykiem wilgotnego języka Uchihy sunącego po jego szyi.
- Jeśli nadal będziesz mnie krępował, to jak mnie rozbierzesz, ogierze?
- Najwyraźniej twoim przeznaczeniem jest konać z nigdy niezaspokojonego pragnienia – odpowiedział, ale pomimo swoich słów, zabrał dłonie i powoli zaczął odpinać koszulę Naruto. Uzumaki złapał bruneta za tyłek, przyciskając mocno do swojego krocza. Ciężki, urywany oddech Naruto wypełniał pokój, kiedy Sasuke zaczął całować powoli klatkę piersiową, a gdy dotarł do sutków zassał je mocno, wywołując zduszony jęk.
- Jesteś taki seksowny – usłyszał zachrypnięty, zmysłowy głos Uzumakiego, kiedy ten nerwowo zaczął rozpinać guziki jego koszuli. Zsunął ją wolno z jego ramion, z fascynacją patrząc na umięśniony tors.
- Chcesz wiedzieć, jak mnie podniecasz? – Zapytał Sasuke, nie mogąc się powstrzymać, kiedy Naruto zaczął odpinać pasek jego spodni.
- Tak.
Sasuke zabrał jego dłoń i przyłożył jego palce do swojego krocza.
- Chcesz zrobić mi loda?
Naruto zamrugał gwałtownie, ale już po chwili odzyskał rezon, oblizując perwersyjnie usta.
- Może…
Podstępny, niebezpieczny uśmiech wpłynął na usta blondyna, a Sasuke nawet się nie zorientował, kiedy leżał na biurku, przygwożdżony przez ciało Naruto. Westchnął cicho, odchylając głowę w tył i prężąc się pod Uzumakim.
Mimowolnie pomyślał o niezamkniętych drzwiach do gabinetu jego ojca. Kiedy ktoś ich nakryje?
Rozważania związane z niechybnym ujawnieniem ich sekretu, prowadzącego do zawału jego ojca, zostały zastąpione przez o wiele przyjemniejsze doznania. Zgrzyt odpinanego zamka jeansów sprowadził go na ziemię, prawie do raju. Ręce blondyna, kiedy zsuwał z jego bioder spodnie, były sprawne, przyjemnie, ciepłe i duże. Męskie. Naruto uśmiechnął się do niego, dotykając twardej męskości Uchihy przez materiał obcisłych bokserek. Bawełna drażniła jego rozpalonego członka, a Sasuke przymykając oczy zaczął wyobrażać sobie, jak Naruto bierze jego penisa do buzi. Jak ma go w ustach, jak liże go, dotyka, a w końcu, jak cały czas patrząc mu w oczy, ssie mocno, poruszając szybko głową.
- Weź go w końcu – warknął, czując, jak Uzumaki bawi się z nim, ustami i gorącym językiem drażniąc go przez materiał. Chłopak zaśmiał się cicho i bez zbędnych ceregieli ściągnął z Sasuke bieliznę.
- Jaki jesteś twardy – zamruczał, przygryzając wargę i zaczynając dwoma palcami gładzić główkę jego penisa. Uchiha wciągnął ze świstem powietrze, czując przyjemny dreszcz przebiegający mu po plecach.
Jak dobrze… Mocniej Naruto, mocniej…
- Wiesz co, kochanie? – usłyszał nagle zwyczajny, lekko zachrypnięty głos blondyna i już wiedział, że jego fantazje erotyczne się nie spełnią. Przeklął w duchu, otwierając oczy i patrząc pytająco na Naruto, który stał przed jego rozchylonymi nogami, wciąż mając na biodrach spodnie, a co gorsza, wciąż pieszcząc jego penisa. Sasuke nie był pewny, czy kiedy chłopak zabierze ręce, będzie w stanie normalnie oddychać.
- Co? – wychrypiał przez ściśnięte gardło.
- Jak bardzo byś chciał, żebym wziął go teraz do ust? – Sasuke nie odpowiedział, zaciskając mocno szczękę w bezsilnej wściekłości. – Ale mój penis też by chciał trochę twojej uwagi – powiedział i z szelmowskim uśmiechem zaczął odpinać sobie zamek od spodni. Uchiha zareagował momentalnie, odciągając ręce blondyna od jego krocza i przewalając zadowolonego i dumnego jak paw Naruto z powrotem na biurko. Spojrzał na niego z góry władczym spojrzeniem.
- Ja to zrobię – powiedział wyniośle, odpinając guzik dżinsów.
Uzumaki zamruczał z aprobatą, ale zanim jeszcze Sasuke zdążył ściągnąć z niego spodnie, zaczął się niespokojnie wiercić.
- Leż spokojnie – syknął brunet, łapiąc mocno za biodra Naruto. Niebieskie oczy spojrzały na niego z przekorą.
- Nie lubisz ruchomych celów? – zapytał, oblizując szybko usta.
- To nie ja będę zaraz strzelał z karabinu – mruknął i całą swoją uwagę poświęcił już dolnej części ciała blondyna. Kątem oka zobaczył, jak umięśniony tors Uzumakiego unosi się i opada pod płytkim oddechem. Niebieskie oczy śledziły ruch dłoni Sasuke, który ściągał bardzo powoli jeansy z wąskich bioder blondyna.
- Drażnisz się ze mną? – warknął, ze złością zauważając podstępny uśmiech na ustach bruneta.
- Przejmuję twoje sposoby walki.
- Spadaj – prychnął Naruto, ale wbrew swoim słowom, rozkładając szerzej nogi, kiedy Uchiha pozbawił go ostatniej części garderoby - czerwonych bokserek.
- Naprawdę chcesz, żebym spadał? – Sasuke uśmiechnął się złośliwie, dotykając wewnętrznej strony ud Naruto i przejeżdżając po wrażliwej skórze paznokciami. Blondyn wygiął się, wzdychając głośno, kiedy dłoń bruneta dotarła do wyprężonej męskości. Jeden z palców przejechał po pulsującej żyłce na prąciu. Zerknął znad grzywki na Naruto, który przygryzając mocno wargę, oddychał ciężko. Sasuke pochylił się powoli nad twardą, stojącą męskością Uzumakiego, wciąż nie tracąc kontaktu wzrokowego z Uzumakim dmuchnął na najwrażliwszą część, po czym leniwie polizał sam czubek, co zostało nagrodzone cichym westchnieniem.
- Lubisz tak?
- Sasuke… Och, Boże… - odpowiedział mu Naruto i po chwili dodał do swojej wypowiedzi głośne jęknięcie, kiedy w końcu usta Uchihy pochłonęły go całego.
Po siedmiu minutach w raju przyszła jednak pora, żeby ostatecznie zrobić to, po co przyszli do tego gabinetu…
Naruto dysząc ciężko, brutalnie powalił na biurko, śmiejącego się drwiąco Uchihe.
- Jesteś mój – wychrypiał, pochylając się nad nim i liżąc obrzmiałe od wcześniejszych pocałunków usta. Czuł twardą, gorącą męskość bruneta na swoim brzuchu, co podniecało go jeszcze bardziej. Jego własny penis ocierał się o jądra Uchihy, będąc coraz bliżej ciasnego wejścia.
Odsunął się od Sasuke na wyciągnięcie ramion, żeby spojrzeć na niego uważnie.
Snowboardowa gwiazda leżała właśnie na biurku, całkowicie odsłonięta. Zagryzł wargę, oddychając ciężej. Podniecała go myśl o tym, że Sasuke już za chwile mu się odda, że zerżnie kogoś takiego jak Uchiha, przejmie nad nim kontrolę. Gdyby ktoś wiedział o tym, co tutaj robią…
Przymknął oczy, biorąc głębszy wdech i starając się odprężyć. Starym sposobem zaczął myśleć o czymś zimnym…
Trudno się dziwić, że jego pierwszym skojarzeniem był śnieg, a w śniegu…
- Co tak poczerwieniałeś? – Usłyszał kpiący głos Sasuke, który nie domyślał się nawet, jakie zbereźne myśli krążą teraz po głowie Naruto.
- Nie mamy żadnego nawilżacza - mruknął przez ściśnięte gardło, czując jednocześnie, jak kropelki potu powoli spływają wzdłuż jego pleców.
- Wytrzymam.
- Wytrzymasz… - uśmiechnął się do niego lekko, przystawiając jeden palec do ust Uchihy. Widział przez chwilę jego zaskoczone, niemal wstydliwe spojrzenie, przez które zaczął się zastanawiać, czy to aby naprawdę dzieje się naprawdę? Może wypił za dużo i teraz…
Och.
Sasuke polizał jego palec, by po chwili włożyć go do ust. Zasysał go mocno i zdecydowanie, tak jakby to on miał zaraz zrobić Uzumakiemu palcówkę. Ssał go tak, jak penis blondyna kilka chwil temu… Dłoń Naruto mimowolnie zawędrowała do twardego fiuta bruneta i zacisnęła się na nim delikatnie.
- Gorący – wymruczał, zabierając dłoń i wilgotnym palcem zaczynając powoli obrysowywać swoje uchylone wargi, po czym wsunął go do swoim ust, poruszając nim powoli.
Sasuke wpatrywał się w niego rozpalonym spojrzeniem, a jego blada klatka piersiowa lśniąca od potu, poruszała się szybko w górę i w dół.
- Jesteś mój – wychrypiał Naruto zdecydowanie, wilgotnym palcem dotykając dziurki Uchihy. Zaczął naciskać na nią miarowo, wywołując ciche, hamowane westchnienia. – Jakiś ty ciasny – powiedział w końcu, kiedy wsunął palec w jego gładkie, do granic możliwości gorące wnętrze, powoli go rozciągając. Zakręciło mu się w głowie, kiedy pomyślał o tym, że zaraz w niego wejdzie, zerżnie go, będzie pieprzył Sasuke… Cholera, będzie go pieprzył.…
- Mocniej – usłyszał niski, męski głos Uchihy, na dźwięk którego wstrzymał oddech. Wsunął palce głębiej, z zafascynowaniem patrząc, jak Sasuke wygina się pod jego dotykiem, dysząc cicho. Jego usta zaciśnięte były w wąską linię, a uwydatnione jabłko Adama na odchylonej w tył szyi, poruszało się lekko, kiedy Sasuke przełykał ślinę. Naruto pochylił się, całując go w to miejsce. Zaczął powoli lizać rozpaloną skórę, zginając delikatnie palec we wnętrzu Uchihy.
- Zrób to, kretynie – usłyszał nagle głos bruneta, który poruszył się ponaglająco, udem ocierając się o wyprężonego penisa Naruto. Blondyn z wrażenia przygryzł wargę, wyjmując posłusznie palce. Wyprostował się, patrząc z góry na leżącego na biurku Uchihe. Na ustach blondyna błąkał się delikatny, nonszalancki i niebezpieczny uśmiech. Rozszerzył nieco bardziej nogi Sasuke, złośliwie gładząc najwrażliwszą część ciała bruneta.
- Jesteś taki twardy – zamruczał, oblizując perwersyjnie usta i ściskając mocno w dłoni gorącego penisa. – Odwróć się – rozkazał nagle, a kiedy Sasuke nie wykonał żadnego ruchu, złapał go boleśnie za ramiona i brutalnie szarpnął. Wzrok Uchihy był jednoznaczny – chłopak droczył się z nim, testował siłę i upór blondyna, chciał zobaczyć, jak bardzo potrafi być dominujący… Skoro tak, Naruto pokaże mu na co go stać.
Szarpnął go mocno, siłą obracając na brzuch. Sasuke syknął głośno, jednak Naruto skwitował to jedynie wrednym uśmieszkiem.
- Tak bardzo chcesz zobaczyć, jaki jestem ostry? – Zapytał cichym, zmysłowym głosem, powolnymi, drażniącymi ruchami zaczynając gładzić plecy Uchihy. – Jesteś taki seksowny, gdy ulegasz – mruknął, zjeżdżając dłońmi na tyłek Sasuke. Byli już tak blisko, zaraz go weźmie…
Już miał to zrobić, gdy niespodziewanie Sasuke odwrócił głowę w jego stronę, patrząc na niego przez ramię z drwiącym uśmiechem wymalowanym na ustach. Jego oczy lśniły drapieżnie, jak jeszcze nigdy.
- Nie dasz rady – usłyszał cichy, hipnotyzujący głos Uchihy i nie wytrzymał. Nakierował swojego penisa na wejście tego drania i wszedł w niego jednym szybkim i brutalnym pchnięciem. Jęknął głośno, przymykając z rozkoszy oczy.
Och, Boże… Jak ciasno, gorąco… Uchiha cały pulsował, otaczał go…
Poruszył się w nim chaotycznie, łapiąc mocno za biodra bruneta i wykonując kolejne pchnięcia.
Tak cholernie dobrze…
- Sasuke? – Stęknął ciężko, kiedy Uchiha obrócił się powoli na plecy, jednocześnie patrząc mu prosto w oczy. Naruto wciąż poruszając się w jego wnętrzu, pochylił się lekko w jego stronę, żeby być bliżej tych cudownych, gorących ust, żeby czuć rozpalony oddech Uchihy na policzku…
Sasuke obserwował go uważnie, oddychając szybko i mrużąc z rozkoszy oczy, nic więcej. Naruto zacisnął zęby z wściekłości. Chciał doprowadzić go do jęku, do krzyku…
- Jesteś taki ciasny – mruknął, z zamiarem sprowokowania go. – Mógłbym rżnąć cię w nieskończoność…
Uchiha zaśmiał się tylko cicho, ale nic nie powiedział, wyprężając się pod Naruto i ocierając o niego swoim gorącym, wilgotnym ciałem. Czuł jego twardy, pobudzony penis na brzuchu, przez co zamruczał cicho, powoli wysuwając się z Sasuke.
- Co robisz? – usłyszał cichy, pełen wściekłości syk, kiedy odsunął się od rozpalonego ciała bruneta.
- Wydaje mi się, że nasza zabawa, nie przypadła ci do gustu.
- To źle ci się wydaje – warknął, siadając gwałtownie na biurku i przyciągając Naruto ponownie do siebie. – Jeszcze pomyślę, że nie dasz rady – uśmiechnął się złośliwie, jednak Uzumaki nie dał się sprowokować. Chłopak zrobił zdecydowany krok w tył, rozglądając się znużony po gabinecie, jakby czegoś szukał.
- Jeszcze nikt nas nie nakrył, nie wydaje ci się to dziwne?
Sasuke warknął wściekle, wstając z biurka i podchodząc do tego kretyna. Pieprzyć zakład, pieprzyć Bom Bom!, a przede wszystkim, w tym właśnie momencie, pieprzyć Uzumakiego.
Jak pomyślał, tak też zrobił.
Pchnął nieświadomego zagrożenia Naruto na oszkloną półkę i napadł na niego całym sobą.
- Chyba nie byłeś aż tak dobry, jak ci się wydawało, co? – Wymruczał, z uśmiechem niepohamowanej radości całując szyję blondyna. – Tak bardzo chciałeś doprowadzić mnie do jęku, że…
Głębokie westchnienie wyrwało się niespodziewanie z jego ust, kiedy gorący, twardy penis Uzumakiego otarł się o jego własną, pulsującą męskość, a palce Naruto ponownie zatopiły się w jego wnętrzu. Chłopak okazał się szybszy, uwiódł Sasuke, zanim ten zdążył się zorientować.
Wielki król snowboardu ponownie leżał na stole, dysząc ciężko i z coraz to głośniejszymi jękami, przyjmując poruszającego się w nim Uzumakiego.
poniedziałek, 2 maja 2011
Bom Bom! 32
Sanu, rolę Sasuke w Refugę i tą pamiętną bibliotekę oczywiście bym zostawiła. Gdzież by inaczej! Dla takich scen w końcu warto żyć ;) Kanon jako taki staram się zachować mimo tego, że mangi nie lubię. Tak naprawdę od Uzumakiego odcięłam chyba jedynie tą wkurzającą niezłomność, zapędy moralizatorskie z chęcią zbawienia świata, makro i mikrokosmosu i przesadną głupotę. Ja żadnej sceny narusasu nie lubię, więc będzie mi o tym trudniej/łatwiej ją napisać. Ciężko stwierdzić :)
Republika, nie wiem, co miałaś na myśli, pisząc ten komentarz i jakie były twoje zamiary, ale tak moja droga. Chciało mi się, bo jeśli się coś naprawdę lubi, to chce się to robić. To się chyba nazywa pasja z mniejszymi, bądź większymi skutkami, tudzież sukcesami z jej wykonywania, ale to tak jak ze sportem, wiesz? Jeśli naprawdę kochasz jakąs dyscyplinę, będziesz ją trenował tak długo, że nawet potworne zmęczenie cię nie zniechęci. Podobnie jest z pisaniem. Ale ktoś, kto pisze jedynie dla komentarzy, czy słodkiego szablonu i robienia hardzików nigdy tego nie zrozumie.
Sasame, zapewniam, że narusasu będzie. Nie chciała po prostu tak z rozdziału na rozdział pisać najpierw rozbudowane sasunaru, a potem podobnej długości narusasu :) I cieszę się, że postać Fugaku przypadła ci do gustu. Wzrowałam go bardziej na czymś pomiędzy Ojcem Chrzestnym, a stereotypowy bisnesmanem, bo na mandzę się niewiele znam, ale Fugaku jest dośc prostą postacią, więc nie było aż tak źle jak w przypadku, np. Itachiego.
alien, kochanie, ja bardzo lubię słuchać marudzenia, ale tylko uzasadnionego. Konstruktywna krytyka jest najlepszym, co piszacy może usłyszeć. Planuję jedną scenę erotyczną w dziwnym miejscu, jak było to w Refuge, no może nawet dwie sceny, ale z pomysłu na gabinet ojca niewątpliwie skorzystam :D Bardzo mi się pomysl ten podoba. Pierwszy raz chciałam, żeby był normalny. W normalnym miejscu, jak robią to normalnie ludzie i żeby było tylko gorąco, żeby były emocje nie wywołane miejscem, w którym to robią, a nimi samymi i ich namiętnością. Moim zdaniem wyszło to w umiarkowanym stopniu, ale już musztarda po obiedzie. Jeśli chodzi o 'pękniętą gumkę' chciałam, żeby był to motyw przewodni tamtego rozdziału, który jest motorem napędowym niektórych zdarzeń. Jeśli chodzi o pomysły, mam jeszcze dwa asy w rękawie, które wydaje mi się zamieszają w fabule :)
aliszowe, do wątku z Ino jeszcze powrócę, nie ma się co martwić, nie zapomniałam o niej :) Po prostu nie zdążam wszystkie pisać w jednym rozdziale :)
Wedel, wow! szybka jesteś :D Chciałabym zobaczyć ten szablon :) Jeślibyś mogła zostaw jakiś numer kontaktowy do siebie, mail albo numer gg.
Hotaru999, trójkątów jak na razie żadnych nie planuję, przynajmniej w bb. Jeśli byś mogła, sprecyzuj swoje myśli na temat napisu: Sasunaru Bom Bom! bo nie za bardzo wiem, skąd go mam usuwać :)
Zapomniałam powiedzieć, że w rozdziale 30 któryś z moich czytelników dopatrzył się błędu, więc musiałam nieco zmienić rozdział, z tego pęknięta gumka pojawiła się w 31. Przepraszam za utrudnienia.
Rozumiem, że BB pod względem uczuciowym nieco kuleje, ale jeśli zacznę pisać o tym, jak Sasuke i Naruto do siebie gruchają, wyjdzie z tego kolejny romans i zaczniecie mi wyrzucać, że zrobiłam z tego sweetaśne opowiadanie. Rodząca się więź wydaje mi się, że jest na wystarczającym poziomie, który nie odbiega od rzeczywistej emocjonalności mężczyzn. A jak zdążyliście już zauważyć ani Sasuke, ani Naruto nie są w tym opowiadaniu rozhisteryzowanymi ciotkami, więc nie będą okazywać emocji, tak jak one.
betowała alien :)
Naruto niestety nie dostał półki na bieliznę. Jego skarpetki i bokserki musiały zadowolić się jedynie małą szufladą. Uchiha trochę lepiej potraktował jego ubrania, ale i tak większość ciuchów została w walizce. Tak, moi drodzy, dobrze myślicie, Naruto zamieszkał u Sasuke – w jego prywatnej sypialni, i, według oficjalnej wersji, miał spać na kanapie. Ale jak łatwo się domyślić oficjalne wersje mają na celu jedynie zatuszowanie gorszących szczegółów.
Takim właśnie sposobem Naruto każdą kolejną noc spędzał u boku naczelnego Casanovy zimowego miasteczka. Nasi wspaniali sportowcy wylądowali w jednym łóżku, niczym stare, dobre małżeństwo, zabierając sobie co noc kołdrę, czy szturchając jeden drugiego, gdy któryś z nich mocniej zachrapał.
Takim również sposobem, Uchiha budził Naruto do szkoły, kiedy wybierał się akurat na poranny trening. Co prawda śniadania mu nie przynosił, ale Naruto wiedział, że nie od razu Rzym zbudowano i tylko dzięki silnej woli i determinacji godnej sportowca może wsunąć w końcu Sasuke pod pantofel. Niestety na razie się na to nie zapowiadało i najwyraźniej długo jeszcze zapowiadać się nie będzie…
- Wstawaj! – Uchiha kopnął w łóżku, zsuwając jednocześnie kołdrę z ciała blondyna. Naruto warknął groźnie, bliski skopania tyłka snowboardowej gwieździe, która od ponad dwóch bolesnych i długich tygodni budziła go w tak niesympatyczny sposób.
- Spadaj, Uchiha! – wychrypiał, czując jak drapie go w gardle. Jak na razie z pokazaniem snobistycznemu snowboardziście, kto tutaj rządzi, będzie musiał jeszcze poczekać.
Otworzył jedno oko, patrząc na zaczynającego się dopiero ubierać Uchihe. Sasuke szykował się do wyjścia, więc było przed siódmą. Ze zdobytego doświadczenia brunet wiedział, że Naruto trzeba budzić od razu, inaczej chłopak ponownie zasypiał, będąc święcie przekonanym, że jest sobota. Dla niego każdy dzień był sobotą.
- No, pobudka, kotku – mruknął niskim, wibrującym głosem Uchiha, pochylając się nad blondynem i całując go w usta na zachętę. Naruto otworzył oczy momentalnie obudzony – pełen energii i zapału do działania. – Najpierw umyj zęby – Sasuke odsunął się od niego w momencie, kiedy blondyn nabrał ochoty na więcej pieszczot, i z podstępnym uśmiechem wrócił do ubierania się. Uzumaki przewrócił teatralnie oczyma, z ciężkim westchnieniem wstając z łóżka i kierując się w stronę łazienki. Zanim do niej wszedł, mruknął jeszcze: „Mięczak z ciebie, nie facet” – po czym zamknął drzwi z hukiem akurat, kiedy trafiła w nie książka, którą Sasuke miał akurat pod ręką.
Naruto uśmiechnął się do siebie szeroko, kiedy stanął przed lustrem, patrząc na przystojnego, seksownego mężczyznę po drugiej stronie. Nie spodziewał się, że jego życie tak się zmieni, gdy zamieszka z Uchihą, o ironio, że w ogóle wyląduje w pokoju tego drania!
Jego matka wciąż zabiegała o jego wybaczenie, ale dwa tygodnie temu, podczas ich rozmowy po przyjęciu, zgodziła się, żeby Naruto zamieszkał w pensjonacie. Chociaż nie, inaczej – Naruto nie pozostawił jej wyboru. Właśnie w tak podstępny sposób Uzumaki ograniczał do minimum kontakty ze swoją matką, jednocześnie pozostając w miasteczku. Oczywiście na początku miał mieszkać w pokoju, który został mu przydzielony po wyjściu z więzienia, właśnie tam, gdzie po raz pierwszy kochał się z Uchihą, ale przez zbliżający się sezon, Fugaku zostawił maksimum wolnych miejsc dla gości, a gdy pierwsi wczasowicze już zaczęli przyjeżdżać do zimowego miasteczka, Naruto musiał przenieść się gdzie indziej. I tak właśnie wędrował od jednego pokoju do drugiego (dzięki czemu zdążył naprawdę dobrze poznać pensjonat), aż w końcu wylądował w sypialni swojego kochanka.
- Przyjdziesz dzisiaj wcześniej do szkoły? – zapytał Naruto, wychodząc z łazienki po porannej toalecie. Sasuke uśmiechnął się do niego lekko, zapinając grubą bluzę
- Wyślę ci sms-a, kiedy będę przy szafkach – mruknął niskim, erotycznym głosem, który miał zwiastować coś niezwykle przyjemnego. – Może nie pójdziesz dzisiaj na francuski, to się zabawimy? – Uchiha zaczął obcałowywać jego szyję, zasysając delikatnie skórę.
- Ebisu powiedział, że zrobi test.
- Kurwa! – syknął nagle Sasuke pełnym wściekłości głosem. Obaj wiedzieli, że muszą być bardzo ostrożni w swoim namiętnym, niebezpiecznym romansie. Na poranne schadzki przy szafkach nie pozwalali sobie często, wciąż wymyślając nowe sposoby, żeby wymykający się w czasie lekcji Naruto, nie został w żaden sposób powiązany z wracającym z treningów na szkolne zajęcia Uchihą. Nie chcieli, żeby ta tajemnica poznała światło dzienne.
- Pojutrze jedziesz na zawody, musisz oszczędzać siły – Naruto odsunął się od Sasuke, uśmiechając się do niego. Czerwone, nabrzmiałe usta bruneta były po pocałunku wyjątkowo kuszące, ale nie mogli sobie w tej chwili pozwolić na nic więcej. – Spóźnisz się na trening i Kakashi znów cię zabije.
- Ostatnie spóźnienie było warte grzechu – mruknął na odchodnym Uchiha, na pożegnanie uśmiechając się do blondyna lekko.
Naruto również odwzajemnił uśmiech, a gdy został w pokoju sam przeczesał ręką nerwowo włosy, rozglądając się w poszukiwaniu swoich jeansów.
Mieszkanie z Sasuke przypominało mieszkanie z tygrysem. A z racji tego, że Naruto również miał w sobie wiele z niebezpiecznego wielkiego kota, obaj byli jak dwa drapieżniki na jednym terytorium, z których każdy z nich chciał żyć na swoich własnych zasadach i narzucać je temu drugiemu. Niestety obaj byli zbyt silni, żeby się sobie podporządkować.
Naruto nie chował rzeczy do szuflady, widząc w niej tylko symbol posiadania własnego kawałka przestrzeni w tej jaskini lwa. Masa jego ubrań zdobiła podłogę, sofę, biurko, czy nawet była pozawieszana na półkach. W ten właśnie sposób Naruto znaczył swój teren. Ale Sasuke był zupełnie inny. Wprawdzie nie miał obsesyjnej żądzy porządku, jednak artystyczny nieład ograniczał do minimum. Półek jak każdy normalny człowiek używał do przechowywania ubrań, a swój teren znaczył w zupełnie inny sposób – stopniowo i cierpliwie redukując wpływy Uzumakiego. Takim właśnie sposobem chłopak stracił już dwie cieple bluzy, kilka t-shirtów a nawet trzy pary bokserek! Kto by pomyślał, że Sasuke zajmuje się kolekcjonowaniem bielizny innych! Pewnie robił z nią później jakieś dziwne, dewiacyjne rzeczy.
Naruto znalazł nagle jedną ze swoich ulubionych bluz, więc w obawie, że może ona zniknąć, tak jak inne, ubrał ją pośpiesznie na siebie. Ale to była jedyna rzecz, którą zrobił pośpiesznie dzisiejszego poranka. Reszta czynności została wykonana w powolnym, żółwim tempie. I tak właśnie wyglądała większość poranków blondyna, w których był budzony o niehumanitarnie wczesnej godzinie, przez co przez wyjściem do szkoły się po prostu nudził.
Sasuke idąc na trening zawsze dla relaksu słuchał muzyki. Pomimo tego, że odprężało go to jak mało co, zawsze zachowywał najwyższą ostrożność, pilnując, żeby nikt nie zorientował się, jakiej muzyki słucha snowboardowa gwiazda. Uchiha zawsze stwarzał pozory i to dzięki nim społeczeństwo żyło w słodkiej nieświadomości, co do gustu muzycznego ich bożyszcza. Niestety jednej osobie udało się odkryć słodką, nieco zawstydzającą prawdę, którą Sasuke tak dobrze ukrywał przez tyle lat. W kwestii muzycznej ktoś zdołał się dowiedzieć, że Uchiha nie jest takim twardzielem, za jakiego jest uważany w życiu codziennym.
Westchnął ciężko, kiedy przypomniał sobie, jak jego sekret został ujawniony…
- No to gdzie mogę dać te skarpetki? – zapytał rozzłoszczony Naruto, rozpakowując się właśnie w sypialni Uchihy. Sasuke był wciąż głęboko wstrząśnięty faktem, że oto będzie mieszkał z blondynem, ale jak przystało na profesjonalną gwiazdę nie dawał po sobie nic poznać. Z pokerową miną obserwował uważnie Uzumakiego, robiącego właśnie miejsce na swoje rzeczy w jednej z szuflad. Pomimo tego, że często ktoś tutaj nocował, jeszcze nigdy nikt nie zatrzymał się u niego dłużej niż na dwa dni. Gdzieś w głębi, chociaż jemu samemu naprawdę trudno się do tego przyznać, naprawdę cieszył się, że Naruto z nim zamieszka. Wiedział, że już za niedługo będzie żałował swoich myśli, ale jak na razie, niczym dziecko, mógł odczuwać jedynie radosne podniecenie. Teraz będzie miał chłopaka na wyłączność, a ich życie intymne stanie się na pewno jeszcze barwniejsze niż dotychczas.
Już miał podejść do blondyna z setką nieczystych myśli o tym, jak mogliby rozpocząć wspólne mieszkanie, gdy nagle w rękach Uzumakiego wśród innych nieistotnych rzeczy Sasuke, pojawiła się płyta muzyczna, o której nikt nie powinien wiedzieć.
Uchiha z szybkością geparda rzucił się na blondyna, żeby mu ją odebrać, ale niestety było już za późno. Chłopak zapoznał się z okładką wystarczająco dobrze, żeby poznać gust muzyczny Uchihy.
- Nie wiedziałem, że lubisz taką klasykę. – Naruto uśmiechnął się wrednie, z niemałą satysfakcją patrząc na wyraz bezsilnej wściekłości malującej się na twarzy bruneta. – Co jak co, Sasuke, ale Kylie Minouge uważa się za ikonę gejowskiej muzyki. Jeszcze trochę a naprawdę zacznę się zastanawiać, czy byłem pierwszym panem z ogonkiem, którego miałeś w łóżku.
- Zamknij się, Uzumaki! – syknął, miażdżąc plastikowe pudełko, które trzymał w dłoni. Naruto oczywiście nic sobie nie zrobił z pełnego nienawiści spojrzenia Uchihy i przez kilka następnych dni nie dawał brunetowi zapomnieć o jego ulubionej wokalistce, nieprzerwanie puszczając jej przeboje. Szczęściem w nieszczęściu było, że przez złośliwe zabiegi Uzumakiego, Sasuke odkrył nowy, całkiem fajny kawałek piosenkarki.
Nie można jednak zapominać, że wciąż mamy do czynienia z Uchihą, dla którego zemsta jest równie ważna, co władza, pieniądze i prestiż. Sasuke wiedział, że zemsta jest daniem, które najlepiej smakuje na zimno. A on jak nikt inny potrafił zaserwować wyjątkowo zimną zemstę. Na mrozie przecież znał się, jak nikt inny.
- Wiesz, co jest najważniejsze w świecie zimowych sportów? – zapytał któregoś pięknego, mroźnego dnia, kiedy z niczego nieświadomym Naruto szedł właśnie zrealizować plan swojej zemsty.
- Śnieg? – Uzumaki spojrzał na niego dziwnie, nawet nie domyślając się, co go za chwilę czeka.
- Nie, matole. Hokej! To król zimowych sportów, dobro narodowe, amerykańskie dziedzictwo!
- No i co w związku z tym? – Naruto nie wyglądał na przekonanego.
- Nic kochanie – Sasuke przytulił go serdecznie do swojego boku, po czym dodał: - Chcę tylko, żebyś poznał ten cudowny sport. Na pewno go pokochasz.
To, co nastąpiło później, można zaliczyć do jednej z najzimniejszych, najokrutniejszych, a przede wszystkim najsłodszych zemst w historii. Oczywiście, Sasuke nie był głupi, nie chciał, żeby Naruto odniósł jakiś poważny uszczerbek na zdrowiu, ale kilka zdrowych siniaków jeszcze nikomu przecież nie zaszkodziło.
W realizacji zemsty za zniewagę, poprosił miejscową drużynę hokejową o pomoc, a jego rośli, masywni koledzy naturalnie z chęcią mu tej pomocy udzielili. I trzeba przyznać, że w niesieniu tego rodzaju pomocy byli naprawdę dobrzy. W końcu robili to, w czym są najlepsi, prawda? Ale trzeba przyznać, że sam Naruto im dużo ułatwił.
Chłopak ledwo trzymał się na łyżwach, a na lodzie wyglądał jak wojownik sumo w rosyjskim balecie. Sasuke musiał przyznać, że w ciągu całego swojego życia, kogoś tak pokracznego jeszcze nie spotkał. Naruto samą walką o utrzymanie równowagi na lodzie wzbudzał śmiech, jednak prawdziwa zabawa zaczęła się dopiero, kiedy na lodowisko wkroczyli postawni koledzy Uchihy.
W całej sekwencji upadków, zapierających dech wywrotek i piruetów oraz czołowych zderzeń z zawodnikami, Naruto bezapelacyjnie najlepiej prezentował się przygwożdżony do szyby. Sasuke uśmiechnął się szeroko, kiedy po raz kolejny jeden z zawodników przyparł blondyna do szklanej ściany oddzielającej widownię od lodowiska, naprzeciwko miejsca, w którym stał Uchiha. Właśnie podczas jednej z takich akcji Sasuke widząc spłaszczoną twarz blondyna i jedno, pełne gniewu niebieskie oko, cmoknął, a potem uśmiechnął się w taki sposób, że Naruto zrozumiał, iż ten piękny, zimowy sport, był tak naprawdę genialnym pretekstem do zemsty. Nie ma co ukrywać, że blondyn został wpuszczony w maliny i Uchiha już dawno nie czuł tak elektryzującego poczucia satysfakcji, jak tego cudownego, pamiętnego dnia.
- Przez ciebie wszystko mnie boli kretynie!
Naruto opierając się na ramieniu Uchihy, wlókł się w stronę pensjonatu. Co chwila jęczał, wzdychał i stękał, zupełnie jak gdyby byli w łóżku. I podobnie jak podczas seksu z Sasuke odkrył istnienie całkiem nowych mięśni.
- Mało brakowało, a strzeliłbyś bramkę – pocieszył go Uchiha, ale złośliwy uśmiech wciąż nie mógł zejść mu z ust.
- Ta… ale te goryle przez większość treningu to mną się posługiwali zamiast tym… jak mu tam…?
- Krążkiem – podpowiedział Sasuke, nieco zbulwersowany faktem, że Naruto nie zna podstawowych hokejowych pojęć.
- Właśnie! – mruknął ponuro, zupełnie tracąc wcześniejszy dobry nastrój. Z pewnością jego optymizm został na lodzie.
- Może jak potańczysz do piosenek Kylie Minogue to już cię tak nie będzie boleć? – zapytał Sasuke z troską, ale w odpowiedzi otrzymał jedynie zadziwiająco mocnego kuksańca w żebra. Jak widać ten mały kalifornijski drań zachował trochę sił, żeby chociaż odrobinę odwdzięczyć się Sasuke za dzień pełen wrażeń.
- Tak cię to śmieszy?! – Naruto zmrużył wściekle oczy, a jego ochrypły głos przybrał złowróżbną nutę. – Tyłek boli mnie tak bardzo, że przez miesiąc nie będę mógł na nim usiąść. Zgadnij, kto teraz będzie na górze podczas seksu!
- Cały obolały na pewno nie dasz rady mnie wziąć – Sasuke uśmiechnął się mściwie i rozglądając się dyskretnie po pustym jak na razie parkingu pensjonatu, klepnął blondyna w tyłek. W nagrodę otrzymał serię soczystych przekleństw pod swoim adresem, co skwitował kolejnym mocnym klapsem, dzięki któremu Naruto odpuścił. Blondyn był już zbyt zmęczony, żeby stawiać opór.
Kiedy Naruto wrócił do szkoły, Sasuke miał przed sobą naprawdę trudną misję do wykonania. A w zasadzie dwie ciężkie misje, obie zakończone umiarkowanym sukcesem.
Po pierwsze Uchiha był zmuszony (siłą przez Naruto) do pomocy kalifornijskiemu surferowi w nadrobieniu zaległości, w czasie, kiedy chłopak przebywał w więzieniu. I chociaż z większością przedmiotów im się to udało, było kilka ‘perełek’, przy których Naruto dość opornie przyjmował wiedzę.
Po drugie, i to była dużo ciekawsza misja, Sasuke musiał wprowadzić Naruto nie tyle do elity zimowego miasteczka, co do grona ‘Chłopców z Ferajny’, którzy wciąż nie byli zbyt przyjaźnie do chłopaka nastawieni.
Sasuke postanowił podejść swoich kumpli podczas lunchu. Kiba, zawsze, kiedy jadł, był mniej pyskaty, z kolei Lee po puszcze Coca-Coli stawał się dużo radośniejszy. Tylko Neji pozostawał niewzruszony stołówkowym jedzeniem , ale ku największemu zdziwieniu Uchihy, to właśnie on był najbardziej pokojowo do blondyna nastawiony.
- To jakieś cyrki! – syknął Inuzuka, kiedy wraz z Naruto usiedli do stołu. Blondyn był równie wściekły, jak Kiba, bardzo szczegółowo i barwnie przedstawiając Sasuke swoje niezadowolenie w drodze do stolika, przy którym siedzieli przyjaciele bruneta. Naruto nie chciał jeść z nimi lunchu, ale po jednym słowie Uchihy zmienił zdanie. Sasuke w bardzo podstępny sposób go do tego zmusił, obiecał mu, że to teraz blondyn będzie mógł go wziąć, że to on będzie go pieprzył, a Uchiha mu w końcu ulegnie.
- Dokładnie cyrk, Inuzuka – odpowiedział mu Naruto, uśmiechając się do szatyna niebezpiecznie. – Pomyśl jak ja się muszę czuć, jedząc przy człowieku-psie i kobiecie z wielką brwią! – odgryzł się Naruto, a przez jego niewybredny komentarz Kiba zakrztusił się hamburgerem i dopiero bo mocnym klepnięciu w plecy udało mu się przełknąć swój lunch. Brązowe, załzawione i pełne nienawiści oczy spojrzały na Naruto z żądzą mordu.
- Ja od początku wiedziałem, że nie przedymałeś Haruno. Jesteś ciotą Uzumaki! Fajne dupy ci nie w głowie – powiedział mściwie, jednak nie przewidział reakcji blondyna. Naruto spojrzał na niego z dziwnym, niemal podejrzanym gniewem w oczach, po czym niewiele myśląc, wziął hamburgera ze swojego talerza i rzucił nim Inuzuce prosto w twarz. Szatyn siedział zbyt daleko od szybkiej i wściekłej pięści Naruto, więc niestety blondyn musiał poświęcić swój lunch. Ale naprawdę nie ma co narzekać. Uzumaki miał idealny cel i gruby wieprzowy kawał mięsa podbił Kibie oko, nie inaczej.
- Co robisz, matole?! – syknął chłopak, łapiąc się za twarz. Kilka osób siedzących przy najbliższych stolikach roześmiało się, ale Naruto to zignorował. Już miał coś powiedzieć, gdy nagle Rock Lee zabrał głos.
- To przez ciebie zgwałcili Sakurę. Powinieneś być za to odpowiedzialny! – krzyknął donośnym głosem i już wstał zamaszyście unosząc pięść do góry. Sasuke wstał automatycznie chcąc zablokować cios chłopaka, ale niespodziewanie ktoś wyręczył go w tym zadaniu.
- Zostaw go – usłyszeli spokojny głos Neji`ego Hyuugi, który trzymał właśnie w stalowym uścisku rękę Lee, chcącego się wyrwać. Naruto ku zdziwieniu Uchihy zareagował momentalnie.
- Widzę, że każdy Hyuuga występuje do mnie z prośbą o ułaskawienie za popełnione winy.
Neji drgnął lekko, jednak zachował zimną krew.
- Nie waż się go tknąć – zwrócił się w stronę Rock`a i nie patrząc Naruto, usiadł spokojnie za stołem i bez pośpiechu zajął się kończeniem swojego lunchu.
Przez resztę późniejszego dnia Kiba nie odzywał się ani do Naruto – co było raczej naturalne, ani do Sasuke, co stanowiło swoistą nowość. Oficjalnie się na nich obraził, czego nie starał się nawet ukryć, okazując to na każdym kroku. Lee obrał nieco trudniejszą taktykę: piorunowanie wzrokiem. Patrzył na nich tak, jakby chciał ich po prostu zabić. Tylko Neji zachował swoją stoicką postawę aroganta.
I z ciężkim sercem Sasuke musiał przyznać, że następne dwa tygodnie wyglądały zgoła podobnie.
Naruto uśmiechnął się do siebie, słysząc kroki na pustym, wyludnionym korytarzu. Znajdował się właśnie obok swojej szafki, tyłkiem opierając się o mieszczącą się zaraz obok szafkę Uchihy. W swojej nonszalanckiej pozie, z podkurczoną nogą i ręką w kieszeni luźnych jeansów wyglądał niemal jak klasyczny, nastoletni buntownik. Brakowało mu jedynie papierosa w ustach i obcisłej, skórzanej kurtki na ramionach. Ciekawe, czy Sasuke spodobałaby się taki nowy, ostry Uzumaki?
Naruto wspominając bruneta poczuł, jak coś wibruje mu w spodniach. Sięgnął wolną ręką do kieszeni, wyjmując telefon komórkowy. Uchiha jak rano obiecał, wysłał mu sms-a, ale Naruto uprzedził go i już czekał przy szafkach, gotowy na najlepsze.
W czarnych oczach Sasuke pojawił się błysk zaskoczenia, kiedy wyłonił się zza zakrętu i zobaczył blondyna już na miejscu, ale zaraz potem na wąskie, seksowne usta wpłynął podstępny uśmiech.
- Mamy dziesięć minut – wymruczał, przybliżając się do chłopaka i przypierając go do szafki. Uzumaki zaśmiał się bezgłośnie, pozwalając się pocałować w szyję, ale zaraz znudziło mu się to ustawienie i szybkim ruchem zmienił ich pozycję. Teraz to on dominował i przyciskał Uchihe całym swoim gorącym, rozpalonym ciałem. Pocałował go mocno nie przyjmując żadnych sprzeciwów.
- Pamiętasz, jak pierwszy raz się tutaj całowaliśmy? – wymruczał do ucha Uchihy, który zmrużył oczy, uśmiechając się zmysłowo. Jego dłonie znalazły się właśnie na twardym tyłku Uzumakiego, który zaczął z zaangażowaniem ściskać, ocierając się o przód spodni blondyna.
- Trudno zapomnieć, kiedy zostałeś mężczyzną. Przez kilka dni nie mogłem siedzieć.
Naruto poczuł ten przypływ podniecenia, kiedy przypomniał sobie ich pierwszą schadzkę w szkole… Obserwował wówczas zupełnie nieświadomego zagrożenia Uchihe, który właśnie wrócił z treningu i grzebał w swojej szafce w poszukiwaniu potrzebnych do zajęć książek. Uśmiechał się do siebie podstępnie, czając się za rogiem korytarza. Na pustym, cichym korytarzu byli tylko oni. Naruto zerwał się z zajęć, żeby zrobić Sasuke niespodziankę. A możecie mi wierzyć, miał ją po czym robić.
Dzisiejszego ranka chłopcy nie zamienili ze sobą ani słowa. Sasuke obudził blondyna wyjątkowo zaraz przed swoim wyjściem na trening i pożegnał go jedynie wymownym, pełnym wyższości spojrzeniem, na wspomnienie którego Naruto aż uśmiechnął się szerzej, diabelskim uśmiechem.
Wczorajszego wieczoru Uzumaki pokazał tej snobistycznej sportowej gwieździe, że jest prawdziwym facetem i Sasuke z pewnością na długo zapamięta tę noc… A na pewno przez jakiś czas będzie czuł skutki ‘męskości’ Uzumakiego.
Naruto najciszej jak potrafił wyszedł ze swojej kryjówki, starając się nawet nie oddychać, żeby Uchiha nie wyczuł jego obecności. Krok po kroku przybliżał się do niespodziewającego się niczego Sasuke i gdy w końcu do niego doszedł, owiał odsłonięty kark gorącym oddechem.
Nieco zaskoczyła go reakcja bruneta, który odwrócił się do Naruto, jakby był przygotowany na niespodziankę chłopaka. Może usłyszał go, jak się skrada po cichym korytarzu? W obłędnie czarnych oczach lśniła kpina i nieodparta pewność siebie, której Sasuke najwyraźniej rano nieco zabrakło.
- Cześć, kochanie – wychrypiał cicho Naruto, przypierając bruneta do szafki i napierając na niego całym ciałem. Chciał, żeby Uchiha czuł jego ciepło, twarde mięśnie, to jaki potrafi być silny.
- Teraz będzie ci stał dwadzieścia cztery na dobę, siedem dni w tygodniu, czy to tylko przejściowe? – zapytał Sasuke, ale tak naprawdę, poetycko mówiąc, flet Naruto jeszcze nie był przygotowany na jakiekolwiek muzyczne uniesienia. Uchiha nawiązywał do czegoś innego…
- Kiedy zajęczysz tak jak wczorajszej nocy, to stanie na zawołanie – zripostował się Naruto, którego pewność siebie urosła do kosmicznych rozmiarów.
Był panem wszechświata, mógł mieć wszystko, zrobić wszystko i być kimkolwiek chciał. Właśnie tak czuje się człowiek, który osiągnął szczyt.
- Sasuke, nawet nie wyobrażasz sobie, jak cudownie się wczoraj ciebie pieprzyło. Jesteś taki ciasny…
Republika, nie wiem, co miałaś na myśli, pisząc ten komentarz i jakie były twoje zamiary, ale tak moja droga. Chciało mi się, bo jeśli się coś naprawdę lubi, to chce się to robić. To się chyba nazywa pasja z mniejszymi, bądź większymi skutkami, tudzież sukcesami z jej wykonywania, ale to tak jak ze sportem, wiesz? Jeśli naprawdę kochasz jakąs dyscyplinę, będziesz ją trenował tak długo, że nawet potworne zmęczenie cię nie zniechęci. Podobnie jest z pisaniem. Ale ktoś, kto pisze jedynie dla komentarzy, czy słodkiego szablonu i robienia hardzików nigdy tego nie zrozumie.
Sasame, zapewniam, że narusasu będzie. Nie chciała po prostu tak z rozdziału na rozdział pisać najpierw rozbudowane sasunaru, a potem podobnej długości narusasu :) I cieszę się, że postać Fugaku przypadła ci do gustu. Wzrowałam go bardziej na czymś pomiędzy Ojcem Chrzestnym, a stereotypowy bisnesmanem, bo na mandzę się niewiele znam, ale Fugaku jest dośc prostą postacią, więc nie było aż tak źle jak w przypadku, np. Itachiego.
alien, kochanie, ja bardzo lubię słuchać marudzenia, ale tylko uzasadnionego. Konstruktywna krytyka jest najlepszym, co piszacy może usłyszeć. Planuję jedną scenę erotyczną w dziwnym miejscu, jak było to w Refuge, no może nawet dwie sceny, ale z pomysłu na gabinet ojca niewątpliwie skorzystam :D Bardzo mi się pomysl ten podoba. Pierwszy raz chciałam, żeby był normalny. W normalnym miejscu, jak robią to normalnie ludzie i żeby było tylko gorąco, żeby były emocje nie wywołane miejscem, w którym to robią, a nimi samymi i ich namiętnością. Moim zdaniem wyszło to w umiarkowanym stopniu, ale już musztarda po obiedzie. Jeśli chodzi o 'pękniętą gumkę' chciałam, żeby był to motyw przewodni tamtego rozdziału, który jest motorem napędowym niektórych zdarzeń. Jeśli chodzi o pomysły, mam jeszcze dwa asy w rękawie, które wydaje mi się zamieszają w fabule :)
aliszowe, do wątku z Ino jeszcze powrócę, nie ma się co martwić, nie zapomniałam o niej :) Po prostu nie zdążam wszystkie pisać w jednym rozdziale :)
Wedel, wow! szybka jesteś :D Chciałabym zobaczyć ten szablon :) Jeślibyś mogła zostaw jakiś numer kontaktowy do siebie, mail albo numer gg.
Hotaru999, trójkątów jak na razie żadnych nie planuję, przynajmniej w bb. Jeśli byś mogła, sprecyzuj swoje myśli na temat napisu: Sasunaru Bom Bom! bo nie za bardzo wiem, skąd go mam usuwać :)
Zapomniałam powiedzieć, że w rozdziale 30 któryś z moich czytelników dopatrzył się błędu, więc musiałam nieco zmienić rozdział, z tego pęknięta gumka pojawiła się w 31. Przepraszam za utrudnienia.
Rozumiem, że BB pod względem uczuciowym nieco kuleje, ale jeśli zacznę pisać o tym, jak Sasuke i Naruto do siebie gruchają, wyjdzie z tego kolejny romans i zaczniecie mi wyrzucać, że zrobiłam z tego sweetaśne opowiadanie. Rodząca się więź wydaje mi się, że jest na wystarczającym poziomie, który nie odbiega od rzeczywistej emocjonalności mężczyzn. A jak zdążyliście już zauważyć ani Sasuke, ani Naruto nie są w tym opowiadaniu rozhisteryzowanymi ciotkami, więc nie będą okazywać emocji, tak jak one.
betowała alien :)
Naruto niestety nie dostał półki na bieliznę. Jego skarpetki i bokserki musiały zadowolić się jedynie małą szufladą. Uchiha trochę lepiej potraktował jego ubrania, ale i tak większość ciuchów została w walizce. Tak, moi drodzy, dobrze myślicie, Naruto zamieszkał u Sasuke – w jego prywatnej sypialni, i, według oficjalnej wersji, miał spać na kanapie. Ale jak łatwo się domyślić oficjalne wersje mają na celu jedynie zatuszowanie gorszących szczegółów.
Takim właśnie sposobem Naruto każdą kolejną noc spędzał u boku naczelnego Casanovy zimowego miasteczka. Nasi wspaniali sportowcy wylądowali w jednym łóżku, niczym stare, dobre małżeństwo, zabierając sobie co noc kołdrę, czy szturchając jeden drugiego, gdy któryś z nich mocniej zachrapał.
Takim również sposobem, Uchiha budził Naruto do szkoły, kiedy wybierał się akurat na poranny trening. Co prawda śniadania mu nie przynosił, ale Naruto wiedział, że nie od razu Rzym zbudowano i tylko dzięki silnej woli i determinacji godnej sportowca może wsunąć w końcu Sasuke pod pantofel. Niestety na razie się na to nie zapowiadało i najwyraźniej długo jeszcze zapowiadać się nie będzie…
- Wstawaj! – Uchiha kopnął w łóżku, zsuwając jednocześnie kołdrę z ciała blondyna. Naruto warknął groźnie, bliski skopania tyłka snowboardowej gwieździe, która od ponad dwóch bolesnych i długich tygodni budziła go w tak niesympatyczny sposób.
- Spadaj, Uchiha! – wychrypiał, czując jak drapie go w gardle. Jak na razie z pokazaniem snobistycznemu snowboardziście, kto tutaj rządzi, będzie musiał jeszcze poczekać.
Otworzył jedno oko, patrząc na zaczynającego się dopiero ubierać Uchihe. Sasuke szykował się do wyjścia, więc było przed siódmą. Ze zdobytego doświadczenia brunet wiedział, że Naruto trzeba budzić od razu, inaczej chłopak ponownie zasypiał, będąc święcie przekonanym, że jest sobota. Dla niego każdy dzień był sobotą.
- No, pobudka, kotku – mruknął niskim, wibrującym głosem Uchiha, pochylając się nad blondynem i całując go w usta na zachętę. Naruto otworzył oczy momentalnie obudzony – pełen energii i zapału do działania. – Najpierw umyj zęby – Sasuke odsunął się od niego w momencie, kiedy blondyn nabrał ochoty na więcej pieszczot, i z podstępnym uśmiechem wrócił do ubierania się. Uzumaki przewrócił teatralnie oczyma, z ciężkim westchnieniem wstając z łóżka i kierując się w stronę łazienki. Zanim do niej wszedł, mruknął jeszcze: „Mięczak z ciebie, nie facet” – po czym zamknął drzwi z hukiem akurat, kiedy trafiła w nie książka, którą Sasuke miał akurat pod ręką.
Naruto uśmiechnął się do siebie szeroko, kiedy stanął przed lustrem, patrząc na przystojnego, seksownego mężczyznę po drugiej stronie. Nie spodziewał się, że jego życie tak się zmieni, gdy zamieszka z Uchihą, o ironio, że w ogóle wyląduje w pokoju tego drania!
Jego matka wciąż zabiegała o jego wybaczenie, ale dwa tygodnie temu, podczas ich rozmowy po przyjęciu, zgodziła się, żeby Naruto zamieszkał w pensjonacie. Chociaż nie, inaczej – Naruto nie pozostawił jej wyboru. Właśnie w tak podstępny sposób Uzumaki ograniczał do minimum kontakty ze swoją matką, jednocześnie pozostając w miasteczku. Oczywiście na początku miał mieszkać w pokoju, który został mu przydzielony po wyjściu z więzienia, właśnie tam, gdzie po raz pierwszy kochał się z Uchihą, ale przez zbliżający się sezon, Fugaku zostawił maksimum wolnych miejsc dla gości, a gdy pierwsi wczasowicze już zaczęli przyjeżdżać do zimowego miasteczka, Naruto musiał przenieść się gdzie indziej. I tak właśnie wędrował od jednego pokoju do drugiego (dzięki czemu zdążył naprawdę dobrze poznać pensjonat), aż w końcu wylądował w sypialni swojego kochanka.
- Przyjdziesz dzisiaj wcześniej do szkoły? – zapytał Naruto, wychodząc z łazienki po porannej toalecie. Sasuke uśmiechnął się do niego lekko, zapinając grubą bluzę
- Wyślę ci sms-a, kiedy będę przy szafkach – mruknął niskim, erotycznym głosem, który miał zwiastować coś niezwykle przyjemnego. – Może nie pójdziesz dzisiaj na francuski, to się zabawimy? – Uchiha zaczął obcałowywać jego szyję, zasysając delikatnie skórę.
- Ebisu powiedział, że zrobi test.
- Kurwa! – syknął nagle Sasuke pełnym wściekłości głosem. Obaj wiedzieli, że muszą być bardzo ostrożni w swoim namiętnym, niebezpiecznym romansie. Na poranne schadzki przy szafkach nie pozwalali sobie często, wciąż wymyślając nowe sposoby, żeby wymykający się w czasie lekcji Naruto, nie został w żaden sposób powiązany z wracającym z treningów na szkolne zajęcia Uchihą. Nie chcieli, żeby ta tajemnica poznała światło dzienne.
- Pojutrze jedziesz na zawody, musisz oszczędzać siły – Naruto odsunął się od Sasuke, uśmiechając się do niego. Czerwone, nabrzmiałe usta bruneta były po pocałunku wyjątkowo kuszące, ale nie mogli sobie w tej chwili pozwolić na nic więcej. – Spóźnisz się na trening i Kakashi znów cię zabije.
- Ostatnie spóźnienie było warte grzechu – mruknął na odchodnym Uchiha, na pożegnanie uśmiechając się do blondyna lekko.
Naruto również odwzajemnił uśmiech, a gdy został w pokoju sam przeczesał ręką nerwowo włosy, rozglądając się w poszukiwaniu swoich jeansów.
Mieszkanie z Sasuke przypominało mieszkanie z tygrysem. A z racji tego, że Naruto również miał w sobie wiele z niebezpiecznego wielkiego kota, obaj byli jak dwa drapieżniki na jednym terytorium, z których każdy z nich chciał żyć na swoich własnych zasadach i narzucać je temu drugiemu. Niestety obaj byli zbyt silni, żeby się sobie podporządkować.
Naruto nie chował rzeczy do szuflady, widząc w niej tylko symbol posiadania własnego kawałka przestrzeni w tej jaskini lwa. Masa jego ubrań zdobiła podłogę, sofę, biurko, czy nawet była pozawieszana na półkach. W ten właśnie sposób Naruto znaczył swój teren. Ale Sasuke był zupełnie inny. Wprawdzie nie miał obsesyjnej żądzy porządku, jednak artystyczny nieład ograniczał do minimum. Półek jak każdy normalny człowiek używał do przechowywania ubrań, a swój teren znaczył w zupełnie inny sposób – stopniowo i cierpliwie redukując wpływy Uzumakiego. Takim właśnie sposobem chłopak stracił już dwie cieple bluzy, kilka t-shirtów a nawet trzy pary bokserek! Kto by pomyślał, że Sasuke zajmuje się kolekcjonowaniem bielizny innych! Pewnie robił z nią później jakieś dziwne, dewiacyjne rzeczy.
Naruto znalazł nagle jedną ze swoich ulubionych bluz, więc w obawie, że może ona zniknąć, tak jak inne, ubrał ją pośpiesznie na siebie. Ale to była jedyna rzecz, którą zrobił pośpiesznie dzisiejszego poranka. Reszta czynności została wykonana w powolnym, żółwim tempie. I tak właśnie wyglądała większość poranków blondyna, w których był budzony o niehumanitarnie wczesnej godzinie, przez co przez wyjściem do szkoły się po prostu nudził.
Sasuke idąc na trening zawsze dla relaksu słuchał muzyki. Pomimo tego, że odprężało go to jak mało co, zawsze zachowywał najwyższą ostrożność, pilnując, żeby nikt nie zorientował się, jakiej muzyki słucha snowboardowa gwiazda. Uchiha zawsze stwarzał pozory i to dzięki nim społeczeństwo żyło w słodkiej nieświadomości, co do gustu muzycznego ich bożyszcza. Niestety jednej osobie udało się odkryć słodką, nieco zawstydzającą prawdę, którą Sasuke tak dobrze ukrywał przez tyle lat. W kwestii muzycznej ktoś zdołał się dowiedzieć, że Uchiha nie jest takim twardzielem, za jakiego jest uważany w życiu codziennym.
Westchnął ciężko, kiedy przypomniał sobie, jak jego sekret został ujawniony…
- No to gdzie mogę dać te skarpetki? – zapytał rozzłoszczony Naruto, rozpakowując się właśnie w sypialni Uchihy. Sasuke był wciąż głęboko wstrząśnięty faktem, że oto będzie mieszkał z blondynem, ale jak przystało na profesjonalną gwiazdę nie dawał po sobie nic poznać. Z pokerową miną obserwował uważnie Uzumakiego, robiącego właśnie miejsce na swoje rzeczy w jednej z szuflad. Pomimo tego, że często ktoś tutaj nocował, jeszcze nigdy nikt nie zatrzymał się u niego dłużej niż na dwa dni. Gdzieś w głębi, chociaż jemu samemu naprawdę trudno się do tego przyznać, naprawdę cieszył się, że Naruto z nim zamieszka. Wiedział, że już za niedługo będzie żałował swoich myśli, ale jak na razie, niczym dziecko, mógł odczuwać jedynie radosne podniecenie. Teraz będzie miał chłopaka na wyłączność, a ich życie intymne stanie się na pewno jeszcze barwniejsze niż dotychczas.
Już miał podejść do blondyna z setką nieczystych myśli o tym, jak mogliby rozpocząć wspólne mieszkanie, gdy nagle w rękach Uzumakiego wśród innych nieistotnych rzeczy Sasuke, pojawiła się płyta muzyczna, o której nikt nie powinien wiedzieć.
Uchiha z szybkością geparda rzucił się na blondyna, żeby mu ją odebrać, ale niestety było już za późno. Chłopak zapoznał się z okładką wystarczająco dobrze, żeby poznać gust muzyczny Uchihy.
- Nie wiedziałem, że lubisz taką klasykę. – Naruto uśmiechnął się wrednie, z niemałą satysfakcją patrząc na wyraz bezsilnej wściekłości malującej się na twarzy bruneta. – Co jak co, Sasuke, ale Kylie Minouge uważa się za ikonę gejowskiej muzyki. Jeszcze trochę a naprawdę zacznę się zastanawiać, czy byłem pierwszym panem z ogonkiem, którego miałeś w łóżku.
- Zamknij się, Uzumaki! – syknął, miażdżąc plastikowe pudełko, które trzymał w dłoni. Naruto oczywiście nic sobie nie zrobił z pełnego nienawiści spojrzenia Uchihy i przez kilka następnych dni nie dawał brunetowi zapomnieć o jego ulubionej wokalistce, nieprzerwanie puszczając jej przeboje. Szczęściem w nieszczęściu było, że przez złośliwe zabiegi Uzumakiego, Sasuke odkrył nowy, całkiem fajny kawałek piosenkarki.
Nie można jednak zapominać, że wciąż mamy do czynienia z Uchihą, dla którego zemsta jest równie ważna, co władza, pieniądze i prestiż. Sasuke wiedział, że zemsta jest daniem, które najlepiej smakuje na zimno. A on jak nikt inny potrafił zaserwować wyjątkowo zimną zemstę. Na mrozie przecież znał się, jak nikt inny.
- Wiesz, co jest najważniejsze w świecie zimowych sportów? – zapytał któregoś pięknego, mroźnego dnia, kiedy z niczego nieświadomym Naruto szedł właśnie zrealizować plan swojej zemsty.
- Śnieg? – Uzumaki spojrzał na niego dziwnie, nawet nie domyślając się, co go za chwilę czeka.
- Nie, matole. Hokej! To król zimowych sportów, dobro narodowe, amerykańskie dziedzictwo!
- No i co w związku z tym? – Naruto nie wyglądał na przekonanego.
- Nic kochanie – Sasuke przytulił go serdecznie do swojego boku, po czym dodał: - Chcę tylko, żebyś poznał ten cudowny sport. Na pewno go pokochasz.
To, co nastąpiło później, można zaliczyć do jednej z najzimniejszych, najokrutniejszych, a przede wszystkim najsłodszych zemst w historii. Oczywiście, Sasuke nie był głupi, nie chciał, żeby Naruto odniósł jakiś poważny uszczerbek na zdrowiu, ale kilka zdrowych siniaków jeszcze nikomu przecież nie zaszkodziło.
W realizacji zemsty za zniewagę, poprosił miejscową drużynę hokejową o pomoc, a jego rośli, masywni koledzy naturalnie z chęcią mu tej pomocy udzielili. I trzeba przyznać, że w niesieniu tego rodzaju pomocy byli naprawdę dobrzy. W końcu robili to, w czym są najlepsi, prawda? Ale trzeba przyznać, że sam Naruto im dużo ułatwił.
Chłopak ledwo trzymał się na łyżwach, a na lodzie wyglądał jak wojownik sumo w rosyjskim balecie. Sasuke musiał przyznać, że w ciągu całego swojego życia, kogoś tak pokracznego jeszcze nie spotkał. Naruto samą walką o utrzymanie równowagi na lodzie wzbudzał śmiech, jednak prawdziwa zabawa zaczęła się dopiero, kiedy na lodowisko wkroczyli postawni koledzy Uchihy.
W całej sekwencji upadków, zapierających dech wywrotek i piruetów oraz czołowych zderzeń z zawodnikami, Naruto bezapelacyjnie najlepiej prezentował się przygwożdżony do szyby. Sasuke uśmiechnął się szeroko, kiedy po raz kolejny jeden z zawodników przyparł blondyna do szklanej ściany oddzielającej widownię od lodowiska, naprzeciwko miejsca, w którym stał Uchiha. Właśnie podczas jednej z takich akcji Sasuke widząc spłaszczoną twarz blondyna i jedno, pełne gniewu niebieskie oko, cmoknął, a potem uśmiechnął się w taki sposób, że Naruto zrozumiał, iż ten piękny, zimowy sport, był tak naprawdę genialnym pretekstem do zemsty. Nie ma co ukrywać, że blondyn został wpuszczony w maliny i Uchiha już dawno nie czuł tak elektryzującego poczucia satysfakcji, jak tego cudownego, pamiętnego dnia.
- Przez ciebie wszystko mnie boli kretynie!
Naruto opierając się na ramieniu Uchihy, wlókł się w stronę pensjonatu. Co chwila jęczał, wzdychał i stękał, zupełnie jak gdyby byli w łóżku. I podobnie jak podczas seksu z Sasuke odkrył istnienie całkiem nowych mięśni.
- Mało brakowało, a strzeliłbyś bramkę – pocieszył go Uchiha, ale złośliwy uśmiech wciąż nie mógł zejść mu z ust.
- Ta… ale te goryle przez większość treningu to mną się posługiwali zamiast tym… jak mu tam…?
- Krążkiem – podpowiedział Sasuke, nieco zbulwersowany faktem, że Naruto nie zna podstawowych hokejowych pojęć.
- Właśnie! – mruknął ponuro, zupełnie tracąc wcześniejszy dobry nastrój. Z pewnością jego optymizm został na lodzie.
- Może jak potańczysz do piosenek Kylie Minogue to już cię tak nie będzie boleć? – zapytał Sasuke z troską, ale w odpowiedzi otrzymał jedynie zadziwiająco mocnego kuksańca w żebra. Jak widać ten mały kalifornijski drań zachował trochę sił, żeby chociaż odrobinę odwdzięczyć się Sasuke za dzień pełen wrażeń.
- Tak cię to śmieszy?! – Naruto zmrużył wściekle oczy, a jego ochrypły głos przybrał złowróżbną nutę. – Tyłek boli mnie tak bardzo, że przez miesiąc nie będę mógł na nim usiąść. Zgadnij, kto teraz będzie na górze podczas seksu!
- Cały obolały na pewno nie dasz rady mnie wziąć – Sasuke uśmiechnął się mściwie i rozglądając się dyskretnie po pustym jak na razie parkingu pensjonatu, klepnął blondyna w tyłek. W nagrodę otrzymał serię soczystych przekleństw pod swoim adresem, co skwitował kolejnym mocnym klapsem, dzięki któremu Naruto odpuścił. Blondyn był już zbyt zmęczony, żeby stawiać opór.
Kiedy Naruto wrócił do szkoły, Sasuke miał przed sobą naprawdę trudną misję do wykonania. A w zasadzie dwie ciężkie misje, obie zakończone umiarkowanym sukcesem.
Po pierwsze Uchiha był zmuszony (siłą przez Naruto) do pomocy kalifornijskiemu surferowi w nadrobieniu zaległości, w czasie, kiedy chłopak przebywał w więzieniu. I chociaż z większością przedmiotów im się to udało, było kilka ‘perełek’, przy których Naruto dość opornie przyjmował wiedzę.
Po drugie, i to była dużo ciekawsza misja, Sasuke musiał wprowadzić Naruto nie tyle do elity zimowego miasteczka, co do grona ‘Chłopców z Ferajny’, którzy wciąż nie byli zbyt przyjaźnie do chłopaka nastawieni.
Sasuke postanowił podejść swoich kumpli podczas lunchu. Kiba, zawsze, kiedy jadł, był mniej pyskaty, z kolei Lee po puszcze Coca-Coli stawał się dużo radośniejszy. Tylko Neji pozostawał niewzruszony stołówkowym jedzeniem , ale ku największemu zdziwieniu Uchihy, to właśnie on był najbardziej pokojowo do blondyna nastawiony.
- To jakieś cyrki! – syknął Inuzuka, kiedy wraz z Naruto usiedli do stołu. Blondyn był równie wściekły, jak Kiba, bardzo szczegółowo i barwnie przedstawiając Sasuke swoje niezadowolenie w drodze do stolika, przy którym siedzieli przyjaciele bruneta. Naruto nie chciał jeść z nimi lunchu, ale po jednym słowie Uchihy zmienił zdanie. Sasuke w bardzo podstępny sposób go do tego zmusił, obiecał mu, że to teraz blondyn będzie mógł go wziąć, że to on będzie go pieprzył, a Uchiha mu w końcu ulegnie.
- Dokładnie cyrk, Inuzuka – odpowiedział mu Naruto, uśmiechając się do szatyna niebezpiecznie. – Pomyśl jak ja się muszę czuć, jedząc przy człowieku-psie i kobiecie z wielką brwią! – odgryzł się Naruto, a przez jego niewybredny komentarz Kiba zakrztusił się hamburgerem i dopiero bo mocnym klepnięciu w plecy udało mu się przełknąć swój lunch. Brązowe, załzawione i pełne nienawiści oczy spojrzały na Naruto z żądzą mordu.
- Ja od początku wiedziałem, że nie przedymałeś Haruno. Jesteś ciotą Uzumaki! Fajne dupy ci nie w głowie – powiedział mściwie, jednak nie przewidział reakcji blondyna. Naruto spojrzał na niego z dziwnym, niemal podejrzanym gniewem w oczach, po czym niewiele myśląc, wziął hamburgera ze swojego talerza i rzucił nim Inuzuce prosto w twarz. Szatyn siedział zbyt daleko od szybkiej i wściekłej pięści Naruto, więc niestety blondyn musiał poświęcić swój lunch. Ale naprawdę nie ma co narzekać. Uzumaki miał idealny cel i gruby wieprzowy kawał mięsa podbił Kibie oko, nie inaczej.
- Co robisz, matole?! – syknął chłopak, łapiąc się za twarz. Kilka osób siedzących przy najbliższych stolikach roześmiało się, ale Naruto to zignorował. Już miał coś powiedzieć, gdy nagle Rock Lee zabrał głos.
- To przez ciebie zgwałcili Sakurę. Powinieneś być za to odpowiedzialny! – krzyknął donośnym głosem i już wstał zamaszyście unosząc pięść do góry. Sasuke wstał automatycznie chcąc zablokować cios chłopaka, ale niespodziewanie ktoś wyręczył go w tym zadaniu.
- Zostaw go – usłyszeli spokojny głos Neji`ego Hyuugi, który trzymał właśnie w stalowym uścisku rękę Lee, chcącego się wyrwać. Naruto ku zdziwieniu Uchihy zareagował momentalnie.
- Widzę, że każdy Hyuuga występuje do mnie z prośbą o ułaskawienie za popełnione winy.
Neji drgnął lekko, jednak zachował zimną krew.
- Nie waż się go tknąć – zwrócił się w stronę Rock`a i nie patrząc Naruto, usiadł spokojnie za stołem i bez pośpiechu zajął się kończeniem swojego lunchu.
Przez resztę późniejszego dnia Kiba nie odzywał się ani do Naruto – co było raczej naturalne, ani do Sasuke, co stanowiło swoistą nowość. Oficjalnie się na nich obraził, czego nie starał się nawet ukryć, okazując to na każdym kroku. Lee obrał nieco trudniejszą taktykę: piorunowanie wzrokiem. Patrzył na nich tak, jakby chciał ich po prostu zabić. Tylko Neji zachował swoją stoicką postawę aroganta.
I z ciężkim sercem Sasuke musiał przyznać, że następne dwa tygodnie wyglądały zgoła podobnie.
Naruto uśmiechnął się do siebie, słysząc kroki na pustym, wyludnionym korytarzu. Znajdował się właśnie obok swojej szafki, tyłkiem opierając się o mieszczącą się zaraz obok szafkę Uchihy. W swojej nonszalanckiej pozie, z podkurczoną nogą i ręką w kieszeni luźnych jeansów wyglądał niemal jak klasyczny, nastoletni buntownik. Brakowało mu jedynie papierosa w ustach i obcisłej, skórzanej kurtki na ramionach. Ciekawe, czy Sasuke spodobałaby się taki nowy, ostry Uzumaki?
Naruto wspominając bruneta poczuł, jak coś wibruje mu w spodniach. Sięgnął wolną ręką do kieszeni, wyjmując telefon komórkowy. Uchiha jak rano obiecał, wysłał mu sms-a, ale Naruto uprzedził go i już czekał przy szafkach, gotowy na najlepsze.
W czarnych oczach Sasuke pojawił się błysk zaskoczenia, kiedy wyłonił się zza zakrętu i zobaczył blondyna już na miejscu, ale zaraz potem na wąskie, seksowne usta wpłynął podstępny uśmiech.
- Mamy dziesięć minut – wymruczał, przybliżając się do chłopaka i przypierając go do szafki. Uzumaki zaśmiał się bezgłośnie, pozwalając się pocałować w szyję, ale zaraz znudziło mu się to ustawienie i szybkim ruchem zmienił ich pozycję. Teraz to on dominował i przyciskał Uchihe całym swoim gorącym, rozpalonym ciałem. Pocałował go mocno nie przyjmując żadnych sprzeciwów.
- Pamiętasz, jak pierwszy raz się tutaj całowaliśmy? – wymruczał do ucha Uchihy, który zmrużył oczy, uśmiechając się zmysłowo. Jego dłonie znalazły się właśnie na twardym tyłku Uzumakiego, który zaczął z zaangażowaniem ściskać, ocierając się o przód spodni blondyna.
- Trudno zapomnieć, kiedy zostałeś mężczyzną. Przez kilka dni nie mogłem siedzieć.
Naruto poczuł ten przypływ podniecenia, kiedy przypomniał sobie ich pierwszą schadzkę w szkole… Obserwował wówczas zupełnie nieświadomego zagrożenia Uchihe, który właśnie wrócił z treningu i grzebał w swojej szafce w poszukiwaniu potrzebnych do zajęć książek. Uśmiechał się do siebie podstępnie, czając się za rogiem korytarza. Na pustym, cichym korytarzu byli tylko oni. Naruto zerwał się z zajęć, żeby zrobić Sasuke niespodziankę. A możecie mi wierzyć, miał ją po czym robić.
Dzisiejszego ranka chłopcy nie zamienili ze sobą ani słowa. Sasuke obudził blondyna wyjątkowo zaraz przed swoim wyjściem na trening i pożegnał go jedynie wymownym, pełnym wyższości spojrzeniem, na wspomnienie którego Naruto aż uśmiechnął się szerzej, diabelskim uśmiechem.
Wczorajszego wieczoru Uzumaki pokazał tej snobistycznej sportowej gwieździe, że jest prawdziwym facetem i Sasuke z pewnością na długo zapamięta tę noc… A na pewno przez jakiś czas będzie czuł skutki ‘męskości’ Uzumakiego.
Naruto najciszej jak potrafił wyszedł ze swojej kryjówki, starając się nawet nie oddychać, żeby Uchiha nie wyczuł jego obecności. Krok po kroku przybliżał się do niespodziewającego się niczego Sasuke i gdy w końcu do niego doszedł, owiał odsłonięty kark gorącym oddechem.
Nieco zaskoczyła go reakcja bruneta, który odwrócił się do Naruto, jakby był przygotowany na niespodziankę chłopaka. Może usłyszał go, jak się skrada po cichym korytarzu? W obłędnie czarnych oczach lśniła kpina i nieodparta pewność siebie, której Sasuke najwyraźniej rano nieco zabrakło.
- Cześć, kochanie – wychrypiał cicho Naruto, przypierając bruneta do szafki i napierając na niego całym ciałem. Chciał, żeby Uchiha czuł jego ciepło, twarde mięśnie, to jaki potrafi być silny.
- Teraz będzie ci stał dwadzieścia cztery na dobę, siedem dni w tygodniu, czy to tylko przejściowe? – zapytał Sasuke, ale tak naprawdę, poetycko mówiąc, flet Naruto jeszcze nie był przygotowany na jakiekolwiek muzyczne uniesienia. Uchiha nawiązywał do czegoś innego…
- Kiedy zajęczysz tak jak wczorajszej nocy, to stanie na zawołanie – zripostował się Naruto, którego pewność siebie urosła do kosmicznych rozmiarów.
Był panem wszechświata, mógł mieć wszystko, zrobić wszystko i być kimkolwiek chciał. Właśnie tak czuje się człowiek, który osiągnął szczyt.
- Sasuke, nawet nie wyobrażasz sobie, jak cudownie się wczoraj ciebie pieprzyło. Jesteś taki ciasny…
Subskrybuj:
Posty (Atom)