niedziela, 19 lipca 2009

11. Refuge

Przyjęcie odbywało się w barze. Knajpa została udekorowana liśćmi z różnych gatunków drzew. Kobiety poprzebierane w zwierzęce skóry zapraszały gości do środka. Jak się okazało, dziewczyny były również ochroniarzami, gdyż kiedy nadjechali wyrzucały właśnie jakichś meneli starających się nielegalnie dostać na przyjęcie. Sakura poprawiała makijaż, a Naruto patrzył na wszystko wielkimi oczyma. Sasuke uśmiechnął się.
- Wysiadać – warknął, gdy w końcu dojechali. Powoli zaczynał tracić cierpliwość. Kiedy będzie ten cholerny wieczór?!
- Jeszcze się zapalisz od tej złości – blondyn wystawił mu język i szczęśliwym krokiem podreptał za różowo-włosą sunącą niczym mara ku drzwiom.
- Sasuke! – Krzyknęła za nim. No tak, przecież królowa nie może wejść na przyjęcie sama… Warknął i podszedł do dziewczyny.
- No złap mnie mocniej! – Za sobą usłyszał cichy śmiesz blondyna.
- Zaproszenie proszę – jedna z kobiet zatrzymała ich przy wejściu.
- Jakie zaproszenie? Jesteśmy pierwszoplanowymi bohaterami filmu.
- Zaproszenie proszę. Bez zaproszeń nie wpuszczamy. – Ochroniarz był nieugięty.
- Czekaj jak tylko Gai-sensei przyjdzie! Karzę cię zwolnić! – Dziewczyna wymierzyła w nią groźnie palec.
- Skoro nie mają państwo biletu, będę musiała was wyprosić.
- Słuchaj kurwa, dzisiaj mam wyjątkowo zły dzień i radzę ci, żebyś nas wpuściła – Nagle głos zabrał Sasuke.
- Bez zaproszenie nie wpuszczamy. Przykro mi. – Kobieta zaczerwieniła się z wściekłości i szarpnęła różowo-włosą za rękę.
- Jeszcze jeden ruch i pożałujesz – syknął w jej stronę brunet i zbliżył się do niej. Kobieta automatycznie się cofnęła.
- Mam broń, nic mi nie możecie zrobić!
- Taka jesteś pewna? – Sasuke już przymknął oczy, gdy nagle drzwi do knajpy otwarły się, a w nich stanął Gai.
- Moi kochani! – wykrzyknął i rozłożył ręce w geście powitania. – Wybaczcie, ale w tym zamieszaniu zapomniałem dać wam bilety – oznajmił z głupią miną i klasnął w ręce.
- Ta! – Sakura wskazała ręką ochroniarza – Nie chciała nas przepuścić!
- Dałem polecenie, że nie mogą wpuszczać osób bez biletów. Wybaczcie, ale później przychodzą jakieś lumpy i robią rozróby. Ale, ale! Dość już tego gadania, pora zacząć Wiosnę Młodości!- Wykrzyknął wpuszczając ich do środka. Sasuke zaczął się zastanawiać, czy ten facet umie mówić normalnym tonem. Odwrócił się ostatni raz, by posłać groźne spojrzenie kobiecie, która spojrzała na nich nienawistnie. Brunet widząc to uśmiechnął się cynicznie i wszedł do środka.
Wnętrze baru zmieniło się diametralnie od ich ostatniej wizyty. Z przytulnej knajpki stało się luksusowym klubem, gdzie bogaci oblewali rozpoczęcie zdjęć do nowego filmu mistrza.
Kameralne lampki zostały zamienione na neonowe światła we wszystkich kolorach tęczy. Zamiast stolików i krzeseł wstawiono loże z luksusowymi fotelami ze skóry. Środek zajmował parkiet, oświetlany przez kulę dyskotekową. Sasuke czuł się jak w zupełnie innym świecie. Ba! W nowej galaktyce! Jedyne co nie zostało zmienione to podłoga i ściany, których pewnie nie zdążyli wymienić. Gdyby mieli więcej czasu z pewnością nie zawahaliby się zmienić i tego.
- Przybyły nasze wspaniałe promyczki! – Krzyknął reżyser i wszystko ucichło. Jego pomocnik znalazł się tuż przy nim – Niech miłość ich połączy! – Zawołał i spojrzał na „parę”. Uchiha wyczuł jak blondyn łapie go delikatnie za rękę. Tak, żeby nikt nie widział. – Gorzko! Gorzko! – Zaczął wrzeszczeć na całe gardło śmiejąc się przy tym głupawo. Sasuke spojrzał na niego najgroźniej jak tylko umiał, jednak Gai nie przejmując się tym wcale zaczął podsycać tłum, aby krzyczał razem z nim.
- Gorzko! Gorzko! – Słyszał i poczuł jak Sakura zbliża się do niego z rumieńcami na twarzy. Uśmiechała się przy tym niewinnie. Skrzywił się lekko, mimowolnie wyobrażając sobie nieuniknione. Ze wstrętem musnął delikatnie jej wargi i natychmiast się oderwał. Usłyszał zawiedziony jęk tłumu. Różowo-włosa zaczerwieniła się.
- Sasuke na miłość boską, nie udawaj takiego nieśmiałego, bo w sypialni taki nie jesteś! – Ludzie wrzasnęli z aprobatą. Kurwa, jak jakaś publiczność, z któregoś z tych gównianych tok-show. Pewnie te baby, co stały przy wejściu trzymają tabliczki, jak mają reagować. Nagle poczuł, jak Naruto popycha go delikatnie w stronę dziewczyny. Zanim zdążył się odwrócić, Sakura już wpakowała język w jego usta. Czuł smak jej wiśniowego błyszczyka. Po chwili oderwali się od siebie, a publiczność zaczęła klaskać i piszczeć. Odwrócił się plecami do niej, tak, by patrzeć na Naruto i wytarł usta rękawem., Chłopak zaśmiał się widząc to.
- Chodź do loży Vip-ów – pociągnął go za łokieć do najbardziej ukrytego zaułka. Różowo-włosa momentalnie poleciała za nimi.
- Zatańczysz ze mną Sasuke? – Uśmiechnęła się do niego, gdy brunet, wraz z Uzumakim ulokowali się na niewielkiej sofie blisko siebie. Podejrzanie blisko.
- Nie, później będę cały twój. Teraz muszę się napić. Idź poznać resztę ekipy – westchnął i zawołał kelnera. Dziewczyna kiwnęła głową i pomachała im na pożegnanie. Poczuł jak Naruto zaciska pięść na jego koszuli.
- Nie dopuszczę jej do ciebie – mruknął, gładząc delikatnie bruneta po udzie. Uchiha uśmiechnął się.
- Nie wątpię.
- Co dla państwa? – Zapytał młody kelner, patrząc na nich nieco dziwnie.
- Rob Roya dla mnie, a dla ciebie Naru?
- Eee…
- Przynieś Collinsa – polecił kelnerowi. – Na pewno ci zasmakuje - dodał nosem gładząc policzek blondyna.
- No nie wiem… nigdy nie piłem.
- Zawsze musi być ten pierwszy raz – Sasuke przybliżył się do niebieskookiego i musnął jego usta.
- Ej! Co robisz? A jak nas ktoś nakryje?!
- Za kilka minut będą tak nawaleni, że nie będą wiedzieli jak się nazywają.
- Dopiero się zaczęło przyjęcie.
- Zobaczysz. – Czarnooki już na nic nie czekając wpił się w usta blondyna. Uwielbiał jego smak. Nigdy mu tego nie mówił, ale Naruto smakował cytrynami. Zawsze był kwaśny. Miał kwaśną ślinę, skórę. Jego włosy pachniały cytrusami. Sasuke pomyślał, że blondyn pachnie jak afrodyzjak. Gdy go czuł, trudno było mu się skupić na czymkolwiek innym, niż całowanie tego matoła. Nawet z oddychaniem miał problem.
- Um… proszę – usłyszeli głos kelnera i oderwali się od siebie.
- Dziękuję – powiedział Uchiha patrząc na niego zimno. Chłopak odszedł spłoszony.
- Biedny, teraz będzie miał koszmary – mruknął niebieskooki biorąc do ręki drinka.
- Niby dlaczego?
- Bo się na niego patrzyłeś.
- Na ciebie też się patrzę.
- Ja już się uodporniłem. Jestem silny.
- Raczej twardogłowy. Zobaczymy ile wytrzymasz kolejek – uśmiechnął się i zamówili jeszcze trzy kolejki drinków. Tym razem już od kelnerki.
- Tyle, żeby dojść do pustyni i…
- Sasuke! Miałeś ze mną zatańczyć – Przed nimi wyrosła postać różowo-włosej. Blondyn wzdrygnął się na jej widok.
- Teraz piję, nie widzisz? Idź poflirtować z jakimś kelnerem.
- Ale ja chcę z tobą!
- Masz pecha. Sasuke jest już zajęty! – Powiedział Naruto i przybliżył się do bruneta. – O! Męska solidarność – uderzył kieliszkiem w drinka Sasuke. Zrobił to jednak trochę za mocno i szklanka wywróciła się.
- Młotku! Już jesteś pijany?!
- Nie. Jestem wstawiony. To taki stan przedzawałowy. Jak oglądałem ”Ostry Dyżur” to o tym mówili. Trzeba wtedy wyssać jad z ciała ofiary. O tak… - powiedział i zaczął delikatnie ssać szyję bruneta. Sasuke uśmiechnął się. To był sygnał, że nie mogą przesadzać.
- Co tam szumiałeś?
- Słucham?
- No coś szumiałeś, jak drzewa. Mówisz w języku drzew…? – Sasuke pokręcił tylko z politowaniem głową i napił się swojego drinka. Naruto poszedł za jego przykładem.
- A wiesz, że bardzo mi smakuje ten kieliszek? Jest taki cytrynowy. Lubię cytrynę, a ty lubisz cytryny? – Zapytał przybliżając się do twarzy czarnookiego. Może to jego stały poziom nawalenia? – pomyślał z nadzieją Sasuke i musnął jego usta.
- Uwielbiam cytryny.
- A wiesz co ja jeszcze lubię? Czekoladę. Wiesz, że ty smakujesz czekoladą? Krwią i czekoladą. Był taki film, znaczy horror. Ale był beznadziejny, wiesz? Ty jesteś dużo lepszy – zakończył swój monolog i pocałował go mocno. Jak jeszcze nigdy. Zawsze taki niewinny, a teraz… Brunet powalił go na kanapę. Kurwa nie wytrzyma… Patrzył na leżącego blondyna. Podejrzewał, że nieświadomie przyjął tak seksowną pozę… Czemu on musi być, aż takim matołem? Czemu do cholery Sasuke nie może go teraz przelecieć?! Zamarł, gdy poczuł, jak niebieskooki ociera się o jego krocze. Przełknął ślinę.
- Chłopcy! Chłopcy moi kochani! Nie bić się proszę! – Sasuke podniósł się do pionu i zobaczył Gai`a oraz Rocka trzymających się za ręce. Na szyi reżysera znajdowało się kilka naszyjników z kwiatów.
- Korzystajcie z życia! Wiosna młodości! Wiosna miłości – zanucił Lee i zakołysał biodrami.
- Chodź do tańca robaczku! – Krzyknął i już ich nie było. Sasuke i Naruto patrzyli jeszcze chwilę na miejsce, gdzie przed chwilą stali.
- Eee… czy mi się wydaje, że Gai nazwał właśnie tego mniejszego robakiem?
- No chyba… nie – Sasuke był tak samo otępiały jak blondyn. Oparł się z westchnieniem o fotel.
- Boże! A jak on naprawdę jest robakiem? A co jak przyjdzie do nas kiedyś w nocy i zje?! Oglądałem kiedyś taki horror, co robaki zjadali ludzi. Ja nie chcę umierać! – Zapiszczał i przytulił się do Uchihy, który przewrócił oczyma.
- Rock nie jest robakiem, młotku. A Gai… A Gai jest pedofilem. Tak… tak mi się przynajmniej wydaje – Czarnooki również był już coraz bardziej wstawiony.
- Serio? – Uzumaki wytrzeszczył na niego oczy.
- No. Widziałeś, jak trzymał Rocka. A jak na niego patrzył?
- Ale on ten, on lubi młodych. Bo nazwał film ”Wiosna Młodości”.
- Hmm… chyba masz racje młotku. Po raz pierwszy w życiu masz rację. Wypijmy za to! – Wykrzyknął Sasuke i wznieśli toast. Później poprawili go głupotą blondyna, wypili za Kyuubiego, a na końcu za pustynię. I później czarnooki wzniósł prywatny toast za tyłek blondyna.

~~***~~

Naruto patrzył jak Sakura ociera się o Sasuke. Nie interweniował. Przez lekką mgłę widział jego zniesmaczony wyraz twarzy. Wyciągnęła go siłą do tańca. Uchiha nawet mówił, że woli blondyna od niej, jednak ta nie słuchała. Była chyba jeszcze bardziej wstawiona od niebieskookiego. Albo taką udawała…
- Cześć! – Naruto spojrzał na około trzydziestoletniego mężczyznę.
- Hej! – Wyszczerzył się do niego.
- Jestem Iruka. Mogę się przysiąść? – Zapytał, a blondyn pokiwał głową.
- Naruto.
- Miło poznać – uścisnął rękę w geście powitania. – Z kim jesteś?
- Z Sasuke i Sakurą – odpowiedział wskazując na podrygującą na parkiecie parę. Dla ścisłości Sakura podrygiwała, a Sasuke od czasu do czasu wykonywał jakiś krok.
- Łaaaa! To są główne gwiazdy naszego filmu! – Zapiszczał, a niebieskooki przyjrzał mu się uważnie. Iruka ubrany był w obcisłą białą koszulę i równie obcisłe dżinsy. Na szyi miał przewiązany czerwony szalik.
- A ty grasz kogoś?
- Nieee. Ja – wypiął dumnie pierś – jestem stylistą. Będę ich ubierał i takie tam.
- Mhy – mruknął chłopak i popił smętnie drinka, patrząc jak Haruno wiesza obsmarowuje właśnie szyję bruneta.
- A ty?
- Co ja?
- Jaką rolę grasz w naszej małej rodzince? – Mężczyzna zachichotał i wypił drinka, z którym przyszedł.
- Ja nikogo nie gram, ani w niczym nie pomagam.
- Nieeee?
- Naruto! – Usłyszał tuż nad uchem i odwrócił się smętnie.
- Co?
- Z kim rozmawiasz? – Sasuke stał mierząc ich groźnym spojrzeniem.
- Z Iruką. Waszym stylistą.
- Zaszczyt pana poznać pani Uchiha – mężczyzna skłonił się, a czarnooki zerknął na niego krzywo. Naruto zachichotał.
- Taaa… fajnie. Wybacz, ale chcemy zostać sami.
- Ależ Sasuke! – Blondyn wstał i uderzył ręką w stół – Tak nie można!
- Nie, Sasuke-san ma rację. Miło było cię poznać – Iruka pomachał niebieskookiemu. – Do zobaczenia! – Krzyknął jeszcze i zniknął w tłumie.
- Nie będziesz mi tu do kurwy nędzy gadał z jakimś zciotowaciałym stylistą – Sasuke brutalnie przygarną Uzumakiego do siebie.
- Ale on był bardzo miły.
- A co jak chciał cię zgwałcić?!
- Wsadzić węża do jaskini?
- Co?
- No wsadzić węża do jaskini? Bo nam mówili w klasztorze, że tak się gwałci.
- Gwałciliście w klasztorze? – Zapytał brunet zdziwiony i spojrzał uważnie na blondyna.
- Ja nie. Nie lubiłem tego, ale inni czasami.
- A kogo gwałcili?
- Oficjalnie kobiety – wyszczerzył się i dotknął krocza chłopaka.
- Chcesz się przejść? – Zadał pytanie rozszerzając lekko nogi. Tak, by dłonie Naruto miały więcej swobody.
- Nie. Tutaj jest bardzo miło. Zamówmy jakiegoś drinka. I czekoladę! – Uśmiechnął się i zanim brunet zdążył cokolwiek zrobić, zawołał kelnera.
- Co podać?
- D-drinka.
- A jakiego?
- Drinka mówię! – zmarszczył brwi i popatrzył na chłopaka najgroźniej jak umiał.
- Daj Bronx`a i Bellini.
- Oczywiście – chłopak odszedł pospiesznie, a brunet odgarnął włosy z czoła blondyna. – Do jakiego miejsca na pustyni chcesz jechać? Tam, gdzie byliśmy dzisiaj?
- Tak.
Kelner przyniósł drinki.
- Czego się gapisz? – warknął brunet biorąc swój kieliszek.
- Alkohol! – Zawołał uradowany blondyn i wyrzucił ręce w górę. Niestety niechcący uderzył bruneta, który wylał drinka na koszulę.
- Patrz co robisz matole! – Warknął i zabrał serwetkę, wycierając mokre ubranie.
- Oj Sasuke. Chodź lepiej do domu to wymienić – szybko dopił drinka i wstał trochę chwiejnie. Czarnooki podtrzymał go.
- Jesteś pewien? – Zapytał sceptycznie patrząc w zamglone oczy chłopaka.
- Oczywiście – wyszczerzył się do niego i powolutku, tak, by nikt ich nie widział podążyli w stronę wyjścia.
- Na pustynię wróć! – Krzyknął Naruto gdy znaleźli się na zewnątrz. Sasuke uśmiechnął się i zaprowadził chłopaka do mercedesa.

środa, 15 lipca 2009

10. Refuge

Um... Przepraszam za ten dziecinny rozdział.


Następnego dnia Sasuke obudził przeraźliwy krzyk z dołu. Zerwał się momentalnie z łóżka i zleciał na parter. Przeskakiwał co kilka stopni i o mało nie wpadł na matkę Sakury, która leciała na piętro.
- Co się stało? – Zapytał patrząc na nią zdezorientowany.
- Przyjechali! Przyjechali! – krzyczała biegnąc w stronę okna na klatce schodowej. Brunet poszedł za nią.
- Kto przyjechał? – Spytał grobowym tonem. Jakoś wątpił w to, że Miles City odwiedziła mafia, lub Suna. Kobieta z pewnością by się tak nie ekscytowała. Uśmiechnął się ironicznie, zerkając przez okno.
- No jak to kto? Ekipa filmowa! Będą kręcili o nas film!
- O was?
- Nie! Nie! Znaczy w Miles-city będą kręcili. Wspaniale prawda? Sakura już poszła na przesłuchanie. Podobno reżyser chciał zwerbować kilku mieszkańców miasta.
- Taa… a Naruto też tam jest?
- Kto? – Gospodyni zerknęła na niego zdziwiona. Uchiha zirytował się.
- Naruto. Ten blondyn, z którym przyjechaliśmy!
- Aaa on. Nie wiem, nie widziałam go od rana. Może wyszedł z moją córką. – Kobieta uśmiechnęła się patrząc na wielki, ekskluzywny bus. – Na pewno ją wybiorą. Jest taka piękna, prawda?
- Tak. – Powiedział przewracając oczyma. Hipokrytka. – Ja idę poszukać Naruto – burknął idąc na górę się ubrać.
- A Sakura to co? – kobieta odwróciła się do niego zbulwersowana.
- Przecież poszła na przesłuchanie.
- Ty też powinieneś. Na pewno by cię przyjęli. Później moglibyście razem grać w komediach romantycznych. Było by tak wspaniale, nie uważasz? – Zapytała, patrząc z dziwnym błyskiem w oku na Sasuke, który kiwnął tylko głową i zniknął na poddaszu. Kurwa co za babsztyl. Już wiedział po kim różowo-włosa ma charakterek. Dobrze, że naprawdę nie będzie musiał zostać jej mężem. Na tę myśl Sasuke oblał zimny pot. Boże, gdziekolwiek jesteś dziękuję ci! – pomyślał. Już się ubrał i schodził właśnie na dół, gdy zobaczył kobietę żegnającą pastora przy bramce. Uśmiechnął się ironicznie. Kochanka? Zszedł szybko na dół i otworzył drzwi. Kobieta stała na chodniku patrząc jak pastor idzie do domu. Gdy mężczyzna zobaczył Uchihe przystanął i spojrzał za siebie.
- Sasuke? Co tak późno wychodzisz? Myślałem, że jesteś na castingu do filmu. – Zaśmiał się nerwowo. – Poznaj moją przyjaciółkę. Channti, to mój przyszły zięć. Sasuke Channti. – Brunet spojrzał z uśmiechem na kochankę pastora. Młodą, około trzydziestoletnią kobietę, w drogiej spódnicy i stylowym żakiecie.
- Przyjaciółkę? – Uniósł brew do góry i zszedł po schodach.
- Tak, tak z pracy. Pomaga mi w parafii – mężczyzna zaczerwienił się i chrząknął kilka razy. Brunet spojrzał na niego z wyższością. W razie czego, będzie mógł wykorzystać swoją wiedzę, ale… w razie czego.
- Miło poznać. Pewnie ma pani dużo pracy. – Podszedł do kobiety i uścisnął jej spoconą dłoń. Jego uśmiech poszerzył się jeszcze bardziej.
- Uch… tak, tak.
- Przepraszam, muszę już iść – pożegnał się i machnął jeszcze na ojca Sakury. Poranek okazał się bardzo owocny. Ciekawe, gdzie jest ten młotek. Pewnie szuka szansy na castingu. Kurwa, jakby mało mieli jeszcze kłopotów. Warknął i skierował się w stronę centrum miasta, skąd dobiegały hałasy. Wokół panowała absolutna cisza. Nawet psy nie szczekały, jakby nasłuchując tego, co dzieje się w Miles City.
Na miejscu zobaczył wielkiego busa, kilka mniejszych samochodów i tłum ludzi. Frajerów, którzy mieli nadzieję, że im się uda. Prychnął pod nosem i podszedł bliżej szukając blond czupryny.
- O patrzcie! Sasuke! Sasuke tutaj! – Usłyszał nagle głos jakiejś dziewczyny. Zerknął w tamtą stronę. Była to nieletnia znajoma Sakury. Uśmiechnęła się do niego słodka. Za nią stało całe towarzystwo, które poznał w barze. Zobaczył również „kolegę” Naruto. Skierował się w tamtą stronę z nadzieją, że może wśród nich znajdzie Uzumakiego.
- Sakura jest z przodu. Była chyba pierwsza w kolejce! – pisnęła jakaś dziewczyna. Brunet spojrzał na nią chłodno.
- Nie widzieliście gdzieś Naruto?
- Tego blondyna? Nie wiem, może stoi z Sakurą.
- Dzięki – burknął i zaczął się przeciskać przez tłum. Kurwa, czy ci cholerni ludzie nie mogą się odsunąć? Popchnął kogoś wyjątkowo opornego.
- Ej ty! - usłyszał za sobą, jednak nie odwrócił się. Nagle poczuł dłoń na ramieniu, która siłą obraca w swoją stronę – Chuju mówię do ciebie! – Krzyknął do niego jakiś goryl. Czarnooki uśmiechnął się ironicznie. Ciekawe co by Naruto powiedział, jakby go widział.
- I co w związku z tym? – Zapytał Sasuke mrużąc wściekle oczy.
- Przepraszam powiedz lepiej kutasie, bo ci mordę obiję! – Mięśniak już zamachnął się, by uderzyć bruneta, jednak ten złapał jego rękę. Tuż przed swoją twarzą.
- Wątpię żebyś wiedział z kim zadzierasz – szepnął, tak, by przeciwnik go słyszał. Wykrzywił jego pięść. – Na ogół za głupotę się płaci, jednak dzisiaj się nad tobą zlituje – coś strzeliło i goryl upadł na ziemie krzycząc. Z niedowierzaniem patrzył na swój nadgarstek znajdujący się po przeciwnej stronie ręki. Dotknął go delikatnie i aż krzyknął. Kilka głów odwróciło się w ich stronę.
- Tyyy!!!
- Następnym razem uważaj kogo obrażasz.
- Hej wracaj tu! – Krzyczał za nim, jednak Sasuke był już za daleko. Inni już nie sprawiali takich problemów.
- Gdzie poszła Sakura? – Zapytał jakiejś dziewczyny, która stała właśnie przed wejściem do supermarketu. Wskazała na drzwi i brunet nie czekając na nic wszedł do środka. Na początku ogarnęła go ciemność, ale jak wchodził dalej zobaczył małe światełko na końcu korytarza. Poszedł w tamtą stronę.
- Proszę zagrać scenę śmierci. – Usłyszał, gdy był już wystarczająco blisko. Podszedł de otwartych drzwi.
- Och Sasuke! Sasuke tak bardzo cię kochałam! Wybacz… wybacz za to, że cię tak skrzywdziłam. Proszę wybacz mi kochanie. Pamiętaj, że zawsze będę należała tylko do ciebie – stanął w drzwiach i patrzył jak dziewczyna chwieje się na nogach, by wraz z każdym kolejnym słowem więcej okładać się pięściami po brzuchu i twarzy. Upadła z głośnym jękiem.
- Eee Sakura? – Uchiha patrzył na nią i nie wiedział co powiedzieć. Po prostu go zatkało.
- Sasuke? Co ty tutaj robisz? – Zapytała wstając powoli.
- Szukam Naruto. Gdzie on jest?
- Na… na przesłuchaniu?
- Tak, to ważne.
- No, nie wiem. Ze mną go nie było.
- Ach! To było wspaniałe! – Ich rozmowę przerwał kobiecy krzyk. Spojrzeli na czerwonooką brunetkę siedzącą przy stole, wraz z kilkorgiem innych ludzi.
- Nnaprawdę?
- Tak! Dostajecie się bez gadania! Ty – wskazała na dziewczynę – i ty – na czarnookiego- macie główne rolę. Gratuluję! – zaczęła bić im brawo. A może oklaski przeznaczone były dla niej?
- Ja nigdzie nie będę grał – powiedział spokojnie brunet patrząc na nią beznamiętnie.
- Jak to nie?! Przecież każdy chce zagrać u senseia! Czeka cię wielka sława i pieniądze, jak możesz to odtrącać?!
- Normalnie. A teraz przepraszam, muszę już iść. – Odwrócił się i wyszedł. Kobieta i Sakura krzyczały do niego coś, tak samo zresztą jak pozostałe jury, jednak on nie zwracał na nich uwagi. Gdzie mógł poleźć ten młot? – myślał gorączkowo. Gdy doszedł do drzwi otworzył je mocno i uderzył dziewczynę, która wskazała mu drogę.
- Sorry – rzucił przez ramię i znów przepychając się przez kolejkę doszedł do drogi. Skierował się do biblioteki.

~~***~~

Naruto uśmiechnął się, gdy zobaczył czuprynę Sasuke na początku tłumu. Powolutku zaczął przeciskać się między ludźmi przepraszając co chwila kogoś. Zajęło mi to dobre kilka minut. Zlekceważył kilka obelg pod swoim adresem i w końcu doszedł do bruneta. Dotknął delikatnie jego ramienia i uśmiechnął się, gdy ten się odwrócił.
- Cześć.
- Gdzie byłeś? Wszędzie cię szukałem. – Przywitał się Sasuke, patrząc na niego wrogo.
- Tu i tam – banan z gęby blondyna nie schodził mimo spojrzenia mężczyzny.
- Tu i tam? Przez ciebie chcą mnie zabrać do pracy w jakimś zasranym filmie! – Syknął i złapał niebieskookiego za łokieć ciągnąc bliżej siebie.
- Znalazłem.
- Co?
- Znalazłem – szepnął mu do ucha i uśmiechnął się jeszcze szerzej. O ile było to możliwe.
- Panie i panowie! – Nagle ktoś krzyknął do mikrofonu przerywając gwar na placu. – A teraz mam zaszczyt przedstawić wam reżyseria filmu… uwaga, oto przed wami wspaniały Gai-sensei! – Nagle drzwi supermarketu otwarły się, a w nich stanął facet w zielonym kombinezonie. Przypominał raczej gościa ze starych filmów wojennych, niż sławnego reżysera. Naruto patrzył na wszystko zdezorientowany. Niedoinformowany.
- Moi kochani! Mam dla was wspaniałą wiadomość! – mężczyzna wybiegł na środek. Zakręcił przy tym jednego pirueta. Blondyn widząc to musiał podtrzymać się Sasuke. – Czas na Wiosnę Młodości! – Wykrzyknął i wystawił kciuk w górę. Błysnął wypolerowanymi zębami patrząc z pasją na tłum. Zaciętość była tak wielka, że Naru aż się przestraszył. – A teraz poznajcie mojego wspaniałego i jakże utalentowanego pomocnika Rocka Lee! – Wskazał ręką na drzwi z których wyleciała mniejsza kopia reżysera. Mniejsza i młodsza. Jedynym szczegółem jaki ich różnił były twarze. Buzia młodszego chłopaka niebezpiecznie przypominała głowę robaka. Dosłownie. Oczy, nos, usta, czoło. Wszystko, dosłownie wszystko. A jego krzaczaste brwi miały za zadanie odstraszać chyba inne owady. Uzumaki aż się wzdrygnął.
- Widzisz w co mnie wpakowałeś? – Usłyszał nad uchem.
- To przecież nie moja wina! – Syknął odwracając się minimalnie do bruneta.
- Szukałem cię i natrafiłem na to cholerne przesłuchanie. Ja uważam, że raczej twoja! Gdyby nie ty…
- Mamy już wybranych aktorów i teraz mogą rozpocząć się zdjęcia! – Wyrzucił ręce w górę krzycząc przy tym dziko. Tłum zawył podobnie do niego. – Po zakończeniu scen na pustyni odwiedzimy Brazylię! – ludzie wrzasnęli – A później jeszcze Nowy Jork. Czeka was najlepsza przygoda w życiu! Czeka was Wiosna Młodości!!! – Naruto słysząc to drgnął. Złapał Sasuke za rękę i odciągnął od zdziczałej populacji mieszkańców Miles City.
- Co? – Usłyszał, gdy byli już wystarczająco daleko, by móc spokojnie porozmawiać.
- Klucz jest gdzieś w Amazonce.
- Gdzie?
- To rzeka w Brazylii. Wiem wszystko. Musimy z nimi jechać, to nasza jedyna szansa.
- Ale…
- Sasuke, proszę… - szepnął uśmiechając się do niego delikatnie. Musnął dłoń mężczyzny i oblizał usta, przygryzając po chwili wargi. Zgódź się, błagam zgódź się…
- Posyłasz mnie na rzeź – mruknął w końcu czarnooki marszcząc brwi. Naruto krzyknął radośnie i niewiele myśląc uwiesił się na jego ramionach.
- Oj, nie będzie aż tak źle! Zobaczysz. Zakosztujesz życia gwiazdy. Będziesz grał w pornosach i w ogóle…
- Gdzie?! – Uchiha momentalnie odciągnął go od siebie.
- No później jak już będziesz sławny i bogaty, to pewnie będziesz grał w pornosach, jak każda gwiazda.
- Niby która?
- Hmm… w Chinach jest takich pełno. A tutaj… tutaj na przykład Pamela Anderson. – Zaczął gestykulować rękami, żeby dokładniej przekazać Sasuke informację. Zawsze tak robił, jak brakowało mu pomysłów na wypowiedź.
- Wiesz… Ja się tam takimi rzeczami nie interesuje, mały erotomanie, ale jak już tak chcesz zobaczyć mnie w pornosie, to za specjalną… opłatą – polizał delikatnie jego ucho – wspaniałomyślnie dostaniesz prywatny spektakl.
Naruto słysząc to zaśmiał się i zjechał ręką na pośladek bruneta.
- Trzymam cię za słowo. Teraz chodź – pociągnął go w stronę tłumu – Gwiazda musi pokazać się publiczności! – Zachichotał i zaciągnął czarnookiego na środek. Tłum, gdy go zobaczył zaczął dziko krzyczeć.
- A to właśnie nasz przystojny ukochany Sakury! – Powiedział reżyser bliżej przyciągając bruneta do siebie.
- CO?! – Uzumaki wybiegł na scenę dysząc ciężko. – CO TO MA NIBY BYĆ?! ON – wskazał na lekko zaskoczonego bruneta – Z NIĄ?! – Pokazał na Sakurę, która aż kipiała ze wściekłości. I zbulwersowania.
- Naruto jak śmiesz?! – wydarła się i nagle na placu zrobiło się strasznie cicho. – To mój narzeczowy i nie będziesz mi go odbierał, zrozumiano?! – Sasuke drgnął lekko na te słowa. – TY! TY…! To, że nie ty odnosisz sukcesy tylko on, nie upoważnia cię do tego, by decydować o tym z kim ma się zadawać, a z kim nie! Jesteś o niego zazdrosny i tyle! Nie jesteś nawet w jednym ułamku tak przystojny, męski, silny i inteligentny jak Sasuke. Nawet do pięt mu nie dorastasz! Jesteś tylko…
- Dość! – Syknął Naruto patrząc na nią już dużo spokojniej. W jego oczach było coś o wiele gorszego niż gniew. – Nie będę tak wredny jak ty i nie będę ci wypominał to kim ty jesteś. Jaka jesteś. Chcę tylko powiedzieć, że nie masz prawa w ten sposób o mnie mówić. Nie masz prawa mówić tak o kimkolwiek. Zrozum w końcu, że Sasuke nie należy tylko do ciebie. Ma innych przyjaciół. – Blondyn ani nie krzyczał, ani nie mówił podniesionym głosem. Na placu było tak cicho, że mógł swobodnie się wypowiedzieć. Nikt mu nie przerwał. Czuł tylko setki par oczu utkwionych w niego.
Odwrócił się, a tłum rozstąpił się przepuszczając chłopaka. Odszedł bez słowa.

~~***~~

- Aż ją zatkało – Sasuke znalazł Naruto niedaleko Miles City. Na pustyni. Chłopak siedział na skarpie i patrzył w niebo.
- Hm? – Odwrócił się wyrwany ze swojego świata.
-Muszę przyznać, że dałeś pokaz. Nikt się tego po tobie nie spodziewał. – Blondyn zaśmiał się i spojrzał na Sasuke.
- W Chinach często mnie ktoś obrażał. Ja jednak nie miałem na tyle odwagi, by mu się przeciwstawić. Obiecałem sobie, że gdy dorosnę, to już nikt nie będzie mnie tak traktował. – Brunet nie odpowiedział, tylko przysiadł się do Uzumakiego. Spojrzał w niebo.
- Jutro zaczynają się zdjęcia. Dzisiaj jest przyjęcie. Jesteś na nie zaproszony.
- To coś nowego.
- Reżyser jest pod wrażeniem twojej… twojej… twojej inteligencji.
- A tobie ciężko jest zaakceptować, że ktoś w końcu zobaczył, że jestem mądry.
- Dziwisz się?
- Tak.
- Ten reżyser ma coś z oczami. Tak mu latały, widziałeś? – Naruto spojrzał na niego uważnie.
- No trochę, a co?
- Pewnie ma jakieś skrzywienie jak patrzy na ludzi i dlatego zauważył u ciebie tę „inteligencję” – Brunet uśmiechnął się firmowo.
- Teme! – Chłopak rzucił się na niego i powalił. Niefortunnie jednak jego noga osunęła się ze skarpy i z krzykiem zaczął lecieć w dół. W ostatniej chwili poczuł silną rękę na nadgarstku. Spojrzał w górę.
- Młocie! – Syknął czarnooki starając się podciągnąć blondyna ku górze. Było to jednak trudne z powodu ostro zakończonej skały. Pod nimi nie było żadnej ściany, na której Uzumaki mógłby się wesprzeć.
- Draniu pomóż mi do cholery!
- A co robie? – Syknął i z całej siły podciągnął chłopaka w górę. – Tylko ty możesz być taki lewy… - Stęknął, gdy blondyn wylądował na nim.
- Mój bohaterze! – Naruto sparodiował Sakurę i złapał Sasuke za szyję. – Mój bohaterze ofiaruję ci moje dziewictwo! – Zapiszczał śmiejąc się przy tym. Uchiha położył dłonie na pośladkach chłopaka.
- Jesteś pewien?
- Och! Wybawicielu mój! – piszczał niebieskooki tuląc się do mężczyzny. Sasuke warknął.
- Jeśli nie przestaniesz sam cię zrzucę ze skały.
- Nie zrobisz tego – blondyn bez ostrzeżenia polizał jego szyję. Dłonie chłopaka muskały krocze Uchihy. Stęknął ciężko i ścisnął mocniej pośladki Uzumakiego.
- Mogę zrobić coś o wiele gorszego…
- Co? – Naruto przybliżył swoją twarz do leżącego. Oddechem parzył usta bruneta. Sasuke nie odpowiedział tylko musnął wargi chłopaka. Ten jednak uciekł zaraz po tym. Uchiha spróbował pogłębić pocałunek, jednak Naruto wciąż nie dawał się złapać. Zirytował się. Złapał go za kark i brutalnie przyciągnął do siebie. Blondyn jęknął i otarł się o krocze chłopaka.
- Sas… - sapnął wprost do ucha bruneta. Uchiha drgnął.
- Tak? – Zapytał wkładając ręce za spodnie chłopaka.
- Przyjdźmy tutaj wieczór.
- Czemu?
- Proszę…
- Wieczorem jest przyjęcie.
- Możemy się wymknąć – przygryzł ucho bruneta. – Hmm?
Sasuke westchnął.
- Niech ci będzie – mruknął i poczuł jak Naruto wpija się w jego usta. Ostatni raz pocałował go mocno i namiętnie. Ostatni raz przed wieczorem…

~~***~~

- Sasuke! – Po całym domu rozniósł się wrzask Sakury. Dziewczyna stała właśnie przed lustrem i na zmianę przykładała do sylwetki wściekło różową suknię z głębokim dekoltem, oraz krótką małą czarną. Bardzo krótką. Naruto siedział i patrzył się smętnie w okno. Ostatecznie zakopali topór wojenny i było tak jak przedtem.
- A może ta? – Różowo-włosa podbiegła do szafy i wyciągnęła z niej limonową kreację sięgającą ziemi. Blondyn wytrzeszczył oczy.
- Eee…
-Och! Wspaniale! Ta będzie idealna, widzisz jak cię zatkało! – Zapiszczała i poleciała przebrać się do łazienki. W drzwiach pojawił się Sasuke.
- Czego chciała? – Spytał patrząc z lekkim uśmiechem na Naruto. Chłopak przewrócił oczyma.
- Wolisz nie wiedzieć.
- Tadam! – Dziewczyna wyleciała z łazienki i okręciła się wokół własnej osi. – Jak ci się podoba? – Zapytała Sasuke podchodząc do niego kocim ruchem. Naruto zachichotał, gdy zobaczył minę Uchihy.
- Bardzo… energetycznie.
- Z czego się śmiejesz matole? – Sakura odwróciła się do niebieskookiego, który stężał w sobie i spojrzał na nią srogo. – Um… wybacz, to z przyzwyczajenia.
- Ja bym ci się radził odzwyczaić – powiedział bardzo poważnie i wyszedł z pokoju. Dziewczyna niczym nie zrażona spojrzała w lustro.
- A może lepsza będzie ta? – Zwróciła się do czarnookiego, jednak mężczyzny nie było już w drzwiach. Warknęła rozzłoszczona i postanowiła się przebrać.

Naruto czekał przed domem opierając się o czarnego mercedesa Sasuke. Uśmiechał się lekko patrząc na jakieś nastolatki czatujące w krzakach na Uchihe. Na gwiazdę. Niebieskooki zachichotał i odwrócił się, gdy poczuł dłoń na ramieniu.
- Ktoś do ciebie – wskazał ręką zarośla, a brunet spojrzał w tamtą stronę marszcząc brwi. Krzaki poruszyły się nieznacznie. Sasuke spojrzał tym wzrokiem.
- Zwariowałeś? – Uzumaki zareagował natychmiast klepiąc czarnookiego po plecach.
- Skąd niby miałem wiedzieć? – Zapytał patrząc jak wystraszone nastolatki wychodzą z ukrycia.
- Sasuke-kun my chciałyśmy autograf – wydukała jednak z nich czerwieniąc się obficie. Blondyn spojrzał z uśmiechem na gwiazdę.
- Nie daje.
- Ale Sasuke-kun…
- Powiedziałem, a teraz dajcie mi spokój, mam ważniejsze rzeczy do roboty! – Syknął i spojrzał na nie lodowato. Dziewczyny momentalnie uciekły.
- Jesteś przykładem uprzejmości i kultury.
- Radziłbym ci zacząć brać ze mnie przykład – zbliżył się do chłopaka bardzo blisko. Położył dłonie na masce samochodu, tuż za blondynem. – Zacznijmy od teraz. Pierwsza lekcja, Sasuke ma zawsze rację… - szepnął do ucha chłopaka. Naruto dotknął delikatnie jego klatki. Czuł jak temperatura jego ciała zaczyna niebezpiecznie wzrastać.
- Już jestem! – Usłyszeli przy schodach głos Sakury. Oderwali się od siebie. – Co wy?
- Tłumaczyłem Naruto coś – mruknął brunet i wsiadł do samochodu. W prawdzie przyjęcie nie odbywało się daleko, jednak Sakura uparła się by jechać autem. Nikt jej nie przegadał i Sasuke musiał skapitulować.
- Jedziemy rozpocząć nowe wspaniałe życie! – Krzyknęła siadając do przodu. Naruto pokręcił tylko głową ze zrezygnowaniem i z krzywym uśmiechem usiadł z tyłu. Ruszyli na przyjęcie.

niedziela, 12 lipca 2009

9. Refuge

Uwaga!
Ciekawostka:
Koko "Naruto" zna g(ł)ównie z telewizji Jetix. Odcinków w oryginale oglądała tylko kilka. Ja nawet Shippundena nie znam! ^.~ Mang nie czytuje.
Nie jestem jakąś tam szczególną fanką tego ® Naruto.
Naprawdę trudno jest mi zapamiętać jak Naruto mówił gdzie w czym ^-^` serio. Bo z tego co się orientuję wszędzie mówił co innego. Musicie mi więc wybaczyć tego typu błędy, a za 'kumalskiego' przepraszam. Obiecuję, że jeśli nie będę czegoś wiedzieć to się was zapytam ^-^



Rano nie rozmawiali już na temat zapachu i smaku ust Sasuke. Naruto był już normalny. Śmiał się, żartował i dużo gadał. Przeprosił ojca Sakury, ale przyszło mu to niezwykle ciężko. Cały czerwony na twarzy wydukał formułkę grzecznościową, którą wymyślił Uchiha, a pastor kazał mu powtórzyć jeszcze raz to, co powiedział. Później łaskawie mu wybaczył. Rozpoczął kazanie przeznaczone specjalnie dla blondyna, gdy nagle zadzwonił dzwonek do drzwi.
- Pan Fajfus? – Zapytał gość patrząc uważnie na pana domu.
- Tak w czym mogę pomóc?
- Ktoś chciałby z panem rozmawiać. Czeka przed domem, proszę za mną. – Chłopcy słysząc to spojrzeli bacznie po sobie. Ktoś. Niemożliwe, żeby tak szybko ich wytropili. Naruto mafią Sasuke za bardzo się nie przejmował, ale Suna… nawet oni nie byli w stanie tak szybko dojść do tego, gdzie znajduje się ich wróg. Cholera, cholera, cholera i co teraz?! Spojrzał spanikowany na bruneta, który gestem głowy wskazał schody. Odeszli od stołu dziękując gospodyni, która rozmawiała o czymś w kuchni z córką. Gdy znaleźli się na klatce schodowej wyjrzeli przez okno.
- Myślisz, że to ktoś z kasyna? – Zapytał w końcu brunet patrząc na mężczyznę stojącym przez czarnym BMW. Samochód był równie luksusowy, co bryka Sasuke.
- Nie, a przynajmniej nie wygląda.
- Musimy się zmyć! – Uchiha już miał iść na poddasze, gdy blondyn złapał go za ramię.
- Nie. Zostaniemy tutaj. Jeśli zjawi się Suna, to na pewno nie z kimś takim – wskazał na mężczyznę, który właśnie wręczał jakiś pakunek pastorowi.
- Może to pułapka?
- Gaara jeszcze nie wie z kim ma do czynienia. Na razie będzie nas szukał jak zwykłych przestępców.
- Mam nadzieję – mruknął Sasuke i spojrzał ostatni raz na gościa. – Idziemy do biblioteki?
- Tak, najwyższa pora wziąć się za robotę.
- To twoja pierwsza inteligentna wypowiedź odkąd cię poznałem.
- Teme! – Krzyknął Naruto rzucając się na bruneta. Przygwoździł go do ściany.
- Takiś chętny? – Zapytał mężczyzna z kpiącym uśmieszkiem.
- A wytrzymasz takie tempo? – chłopak zaczął się powoli zbliżać do bruneta. Owiał jego usta oddechem. Uśmiechnął się, kiedy poczuł dłonie na swoich pośladkach.
- Sasuke! Naruto! Jesteście tam? – z salonu dobiegł ich głos Sakury. Odsunęli się momentalnie od siebie.
- Tak już idziemy! – gdy zeszli, dziewczyna spojrzała na nich groźnie z rękami założonymi na biodrach.
- Znów chcieliście iść beze mnie? – Spytała marszcząc brwi. Brunet stojący na niebieskookim i westchnął cierpiętniczo.
- Sakura mamy ważne sprawy do załatwienia.
- Mogę wam pomóc. Umiem wiele rzeczy.
- W to nie wątpię – burknął blondyn przewracając oczami.
- Coś sugerujesz? – Dziewczyna spojrzała na niego mrużąc wściekle oczy.
- Naruto chciał tylko powiedzieć, że lepiej byś zajęła się kontaktami z rodziną. No wiesz, odnawianiem więzi i takich tam – Sasuke zaczął się powoli cofać w stronę drzwi. Naruto stał patrząc na niego nic nie rozumiejąc.
- Ale ja chcę wam pomóc – Naciskała.
- Wiesz, są ważniejsze sprawy, od naszych głupich pomysłów – uśmiechnął się, a w następnej minucie zniknął za drzwiami wejściowymi.
-Eee… no to pa! – Uzumaki puścił się biegiem w ich kierunku, bojąc się, że różowo-włosa się na niego rzuci, czy potraktuje go jakąś niewybredną torturą za to, że jej miłość właśnie nawiała.

~~***~~

- Aleś ty niekumany – mruknął do chłopaka Sasuke, gdy ten znalazł się koło niego. Kierowali się właśnie do biblioteki.
- Sam jesteś niekumany! Jak to jest do cholery, że ty zawsze umiesz wymyślić jakąś sensowną wymówkę i wszyscy ci wierzą?!
- Bo to trzeba mieć tu młotku – Sasuke postukał palcem w czoło niebieskookiego i uśmiechnął z kpiną.
- Ta tylko, że ci co mają tu – palce Naruto wylądował na czole bruneta – mają też tu – teraz Uzumaki namalował kółko wokół skroni swojego przyjaciela. – Draniu – dodał z uśmiechem i puścił się pędem przed siebie, gdy dłonie czarnookiego o mało go nie dotknęły. Roześmiał się słysząc przekleństwa pod jego adresem. Matoł. Sasuke pobiegł za nim. A jak go złapie to nie ręczy za siebie. Mijani ludzie patrzyli na niego zaspanym wzrokiem. Rozpoczynali kolejny nudny dzień życia. Zabawne… on miał aż za dużo rozrywki z tym debilem. Gdy dobiegł do biblioteki zdyszany chłopak czekał na niego już przed drzwiami budynku. Jego oczy błysnęły groźnie, gdy znikał za dębowym wejściem. Uchiha warknął zdenerwowany, jednak po chwili uśmiechnął się cwanie. Usiadł na kamiennych schodach i wystawił twarz do słońca. Dopiero zaczynało grzać, dlatego było bardzo przyjemnie…
- Draniu! – Rozległ się krzyk za jego plecami. Nawet się nie odwrócił. – Sasuke chodź tutaj! – Zero reakcji. – Teme, do cholery mówię do ciebie! - dziecinny głos coraz bliżej. Uśmiech czarnookiego poszerzył się. – Sasuke – ktoś nagle szepnął mu go ucha. Drgnął. – Sasuke potrzebuję cię. – Poczuł język za uchem i uśmiech zszedł mu z twarzy. Tym razem nie da się tak łatwo przekupić. Chłopak musi się bardziej postarać. – Sasuke pamiętasz, że jesteś Sprite? Ja jestem pragnieniem – ręce niewinnie sunące po ramionach. – Co zrobisz z pragnieniem, Hmm?- zapytał całując delikatnie jego kark. Kurwa. Brunet odwrócił się, patrząc na blondyna z wyższością.
- Czeka cię kara – rzekł patetycznym tonem, wstał i wszedł do biblioteki. Po chwili taszczył kilka grubych tomiszczy. Nie widział nic, prócz zakurzonych okładek. Naruto podbiegł do niego i zabrał mniejszą połowę ksiąg. Brunet spojrzał na niego sceptycznie, a chłopak widząc jego wzrok wzruszył tylko ramionami.
- No co? Jesteś większym gorylem ode mnie, to nieść będziesz więcej. Sam powiedziałeś, że ze mnie to chuchro jest.
- Powiedziałem coś jeszcze.
- Co?
- Że jesteś matołem.
- Wypchaj się papierem! – Niebieskooki wystawił mu język, schodząc ostrożnie po schodach.
- Jak się nim wypcham, to nie będziesz miał z czego się edukować.
-… No racja. – Naruto niewiele myśląc podrapał się po karku. Wszystkie książki wypadły mu z rąk i sturlały się na sam dół schodów. Spojrzał wystraszonym wzrokiem na Uchihe, który widząc go chciał załamać ręce. Powstrzymał się jednak.
- Gdzie idziemy? – Zapytał, kiedy blondyn w końcu pozbierał książki.
- Eeee… na pustynię?
- Zapomnij. Nie mam zamiaru się tam smażyć.
- No to gdzie niby? Znasz jakieś lepsze miejsce?
- Niedaleko jest małe jezioro. Tam nikt nam nie będzie przeszkadzał. – Oczy Sasuke błysnęły groźnie. Wyczuł jak Uzumaki przełyka ciężko ślinę.
- No nie wiem, czy to dobry pomysł.
- Jesteś pragnieniem, zapomniałeś?
- Nie – chłopak spuścił głowę.
- No to się nie leń, tylko chodź.

Gdy doszli lekko zalesionego obszaru, zobaczyli małe jeziorko. Na szczęście nikogo nie było w pobliżu. Usiedli pod najdalszym drzewem i otworzyli książki. Po kilku godzinach, Naruto położył się na trawie. Uśmiechnął się widząc wzrok Sasuke.
- Mówiłem ci, że mnie to męczy.
- Nie wątpię.
- Lubisz ojca Sakury?
- Nie.
- Ja też go nie lubię – nagle uśmiech zszedł mu z twarzy – traktuje mnie jak kogoś gorszego – westchnął i zwrócił głowę ku niebu, nie patrząc na bruneta. Mężczyzna tymczasem spojrzał na niego uważnie.
- Zrozum go, ma kompleksy.
- Niby jakie?
- A ty byś nie miał jakbyś się nazywał Fajfus? – uniósł brwi do góry, z lekkim uśmiechem witając zmianę na twarzy niebieskookiego.
- No… pewnie tak. Sakury też miała. A teraz też się nazywa Fajfus?
- Nie, Haruno. – Naruto zaśmiał się.
- Zdecydowanie lepiej niż Geylord Fajfus.
Zapadła cisza. Niebieskooki patrzył chwilę na niczym niezmąconą taflę jeziora, po czym wrócił do lektury. Uchiha uśmiechnął się pod nosem. Jak na razie nie będzie nic robił. Zaczeka. W końcu maja czas, a czekanie na pewno się opłaci. Naruto był jak deser lodowy. Najlepiej smakował, gdy był dobrze zmrożony…

~~***~~

Przez kilka następnych dni nic tylko czytali, rozmawiali, wracali do domu Sakury i spędzali z nią czas. No i czasami jeszcze z jej znajomymi. Rodzice dziewczyny czasem męczyli „parę narzeczonych” pytaniami, sugestiami, aluzjami, jednak w końcu dawali za wygraną. Najgorsze jednak było to, że cała szopka powtarzała się następnego dnia. I tak w kółko.
W czwartek mijał tydzień odkąd przyjechali do Miles City. Mafia się nie pokazywała, w księgach niczego nie znaleźli, a Naruto był coraz bardziej sfrustrowany. Sasuke również nie pomagał. Mężczyzna zaczął traktować go z lekkim dystansem. Zastanawiał się dlaczego. Od ich rozmowy przed biblioteką nie było już dwuznacznych uwag i gestów. Zamiast tego blondyn dostał dodatkową porcję ironii, złośliwości i milczenia. Milczenia, które z każdą kolejną sekundą zaczynało go bardziej denerwować. Jego cierpliwość sięgała granic. Nie będzie tak żył! A drań nie będzie się tak zachowywał!
- Teme! – Wykrzyknął podsycany przez Kyuubiego. Siedzieli właśnie na jakiejś skale na pustyni. Zbliżał się już wieczór, więc słońce nie było uciążliwie. Wiał przyjemny, orzeźwiający wietrzyk.
-Co? – Mężczyzna podniósł wzrok znad „Kultury starożytnych Chin”, kolejnej z licznych historii całego Państwa Środka. Niebieskooki podejrzewał, że jego wiedza znajduje się już na poziomie Uniwersyteckim. Naruto… Naruto czytanie szło trochę gorzej.
- Znalazłeś coś? – Spytał na czworaka zbliżając się do czarnookiego, który patrzył na niego bez wyrazu.
- Może.
- Może?
- Może. – Uzumaki przymknął na chwilę oczy i policzył do pięciu. Kiedy je otworzył Sasuke gdzieś zniknął. Rozejrzał się zdziwiony i już miał się odwrócić, gdy ktoś brutalnie przycisnął go do skały. Obrócił go na plecy.
- Sasuke… - stęknął widząc twarz mężczyzny nad sobą.
- W tych zasranych książkach nie ma nic!
- Szukaj, może akurat coś znajdziesz. – powiedział z nadzieją w głosie blondyn.
- Mam lepszy pomysł – zniżył się tak, że stykali się nosami. Brunet przygryzł delikatnie wargę mniejszego chłopaka. Gdy ten otworzył mocniej usta oczekując czegoś więcej, zęby czarnookiego zacisnęły się nieco mocniej na wardze. Naruto jęknął w proteście marszcząc brwi. Sasuke przegryzł delikatną skórę z zafascynowaniem patrząc w oczy blondyna. Powolnym gestem zlizał kropelki krwi, które pojawiły się na ranie. Uzumaki oddychał ciężko. Czarnooki leżał na nim całym ciałem. Automatycznie zaplótł swoje nogi na biodrach mężczyzny, ocierając się o niego prowokacyjnie.
No dalej zrób coś więcej – mówiły jego oczy. Chciał wyrazić się prośbę w gestach, jednak Uchiha zdawał się w ogóle nie rozumieć zachowania niebieskookiego. Wciąż lizał ranę chłopaka.
- Smakujesz krwią – szepnął po chwili. Oczy Naruto otwarły się szerzej.
- Bo mnie zraniłeś. To chyba oczywiste! – Syknął unosząc się delikatnie w celu złapania oddalających się ust przyjaciela.
- Smakujesz krwią – powtórzył brunet i usiadł na skraju skarpy. Uzumaki, kiedy się w końcu opamiętał dołączył do niego.
- W takim razie smakujemy podobnie.
- Jaki smak ma krew? - Spojrzał na niego z dziwnym, mało spotykanym zacięciem. Sasuke zazwyczaj był władczy, rozkazywał i wydawał polecenia. Wszystko musiało iść po jego myśli. Ale zawsze traktował świat na dystans, z chłodną obojętnością. Naruto nie widział u niego jeszcze takiego uporu. Uśmiechnął się i odpowiedział:
- Smak krwi zależy od jej właściciela.
- Jak smakuje moja krew?
- Jest cholernie ostra jak papryczka chilli. Ta, co podała matka Sakury ostatnio na kolację. Pamiętasz? A ja głupi wziąłem od razu całą garść – zaśmiał się przypominając sobie ten incydent. Później musiał zabrać dwie butle wody na poddasze. Co chwila się budził i pił. A później zlatywał do kibla, ale mniejsza z tym.
- Masz gdzieś wodę pod ręką? – Uśmiechnął się do niego niebezpiecznie.
- A powinienem mieć? – Chłopak podrapał się z tyłu głowy.
- Sądzę, że tak.
Nie zdążył odpowiedzieć. Sasuke po raz kolejny powalił go na skałę. Jego oddech był taki gorący. Niebieskooki oblizał wargi.
- Jesteś Sprite. Powinieneś później ugasić moje pragnienie – mruknął, tuż przed tym jak brunet go pocałował. Na początku delikatnie muskał jego usta swoimi. Jeździł po nich językiem, a jego dłonie dotykały ciała mniejszego chłopaka. Badały je niespiesznie.
- Sasuke… - jęknął, gdy poczuł język na swojej szyi. Niesamowicie gorący i niesamowicie namiętny język, który lizał każdy centymetr skóry. Ręce bruneta stawały się zaś coraz odważniejsze. Właśnie zaczęły badać brzuch Naruto. Chłopak otarł się o niego. Boże jak on uwielbiał jego krocze… Uwielbiał je czuć… Wiedzieć, że gdy to robi czarnooki staje się coraz twardszy…
- Lubisz smak krwi? – Usłyszał tuż przy uchu. Przeszły go dreszcze. Język Uchihy zaczął lizać małżowinę. Cholera, czemu on musi być taż taki… taki…
- Taaak – jęknął nie mogąc się powstrzymać. W odpowiedzi brunet pocałował go namiętnie. Głęboko. Naruto zaczął z pasją oddawać pocałunek. Oddychał urywanie, parząc policzek przyjaciela.
Ahhh….. mocniej.
Otarł się o niego ponownie. Mimowolnie zaczął wyobrażać sobie jak Uchiha wygląda nago. Jaka jest w dotyku jego skóra, jak twardy jest… Uśmiechnął się odrywając od ust Sasuke. Oblizał napuchnięte wargi.
- Jak teraz ugasisz pragnienie?
- Sądzę, że pragnienie ugasi się samo – uśmiechnął się wrednie i wstał. Spojrzał jeszcze na niewielką wypukłość w spodniach blondyna. Podniósł swoją część książek i nawet się nie żegnając poszedł w stronę samochodu. Wyjechali dość daleko. I… i Naruto zorientował się, że nie za ciekawie będzie zostać tutaj samemu, jak czarnooki odjedzie. Wrzasnął za nim i w ekspresowym tempie pozbierał wszystkie książki. Po chwili stał już przy mercedesie. Uchiha uniósł brew i uśmiechnął się ironicznie.
- Pragnienie nie chciało sobie ulżyć? – Zapytał wsiadając do samochodu. Niebieskooki poszedł za jego przykładem.
- A Sprite by go podglądał? Chciałeś mnie tutaj zostawić! – Wymierzył oskarżycielsko palec w kierunku bruneta.
- Nie, nie miałem takiego zamiaru, ale po zastanowieniu…
- Haha! Teraz już za późno draniu! Masz refleks szachisty. – Zaśmiał się opierając o fotel. Był całkowicie odprężony. Spojrzał na Uchihe. W jednej chwili brunet ruszył skręcając ostro. Naruto nieprzygotowany na coś takiego rozlaszczył się na szybie - jak mucha.
- Szachista zrobił ruch. – Sasuke jechał z zabójczą prędkością. Zahamował nagle i Uzumaki wylądował na desce rozdzielczej – A teraz kolejny – ruszył i znów skręcił. Blondyn wleciał na Uchihe, który patrzył na niego w wyższością. – Chcesz zobaczyć jak będzie wyglądał szach-mat?
- Nie, to możesz mi akurat oszczędzić! – stęknął wściekle niebieskooki podnosząc się z kolan kierowcy. – Szopki ci się zachciało odstawiać?! Przez ciebie się uderzyłem draniu! O tutaj – wskazał na głowę – I tutaj! – łokieć. – i tutaj – pokazał brunetowi jeszcze kilka mniej, lub bardziej prawdopodobnych miejsc, które rzeczywiście były narażone na jakieś kontuzję. Sasuke patrzył na niego chłodno.
- Tak mi przykro. Mam pocałować?
- Nie, obejdzie się – burknął Naruto wlepiając wzrok w kierownicę. – Możemy już jechać? – Zapytał w końcu, nie mogąc znieść spojrzenia czarnych oczu. Cholera co za drań!

~~***~~

Wracali w ciszy, słuchając radia. Sasuke właśnie przełączył na swoją ulubioną stację. Tam, gdzie dużo było rocka i metalu. Brunet lubił te klimaty. Uważał, że pokazują czym jest prawdziwe życie. Takie bez słodkości i różowości.
- Nie mam zamiaru słuchać jakichś zdesperowanych nastolatków! – Wrzasnął blondyn, gdy usłyszał pierwsze słowa piosenki. Przełączył stację. Z głośników wydobyły się posapywania jakiegoś rapera. Skrzywił się z niesmakiem. Bez słowa zmienił na poprzednią stacją. Gdy zabrzmiały ostre gitary, Naruto wrócił do hip-hopu.
- Jeśli jeszcze raz to zrobisz zobaczysz jak wygląda szach-mat – powiedział spokojnie i przełączył na rocka.
- Spadaj teme – burknął i wrócił do zasranego amerykańskiego rapera. Sasuke zahamował gwałtownie. Naruto znów poleciał na deskę rozdzielczą.
- Masz w tej chwili przełączyć na poprzednią stację.
- Bo co? – Chłopak wystawił mu język.
- Bo przez tydzień nie usiądziesz na tyłku.
- Nic mi nie zrobisz draniu!
- Przekonamy się? – przybliżył się do niego.
- Nie baw się ogniem, bo będziesz w sikał w nocy! – zaśmiał się, jednak mina zrzedła mu, gdy zobaczył nóż w dłoniach Sasuke. Mężczyzna uśmiechnął się wrednie przykładając go delikatnie do krocza chłopaka. Nacisnął na nie mocniej. Uzumaki pisnął kuląc się w fotelu i starając się odciągnąć ostrze. Bezskutecznie. Pokaleczył sobie tylko palce.
- Co… ty? – wystękał przygryzając wargę.
- Ostrzegałem – powiedział brunet niskim, seksownym głosem. – Wolisz szyję? – przejechał bardzo delikatnie ostrzem przy krtani. Tak, by tylko przeciąć skórę – czy jakieś inne miejsce? – dotknął stalą brzucha blondyna, podciągając jednocześnie koszulkę. Chłopak drgnął.
- Brzuch – padła zdecydowana odpowiedź. Czarnooki spojrzał na niego z niedowierzaniem. – No dalej. Zrób to. Cykasz się? – dodał po chwili, widząc, że Uchiha tylko na niego patrzy – Wiedziałem. Puste, nic niewarte gada… - jęknął gdy ostrze przejechało po lekko umięśnionym brzuchu. -…nie.
- Mam kontynuować?
- A jak daleko… się posuniesz? – Zapytał niebieskooki palcami przejeżdżając po ostrzu noża.
- Nie wystarczająco daleko, żebyś wylądował w szpitalu. – W odpowiedzi brunet zrobił kolejną ranę. Zlizał krew, która zaczęła z niej wypływać.
- Lubisz takie masochistyczne zabawy?
- Może. Sam je zacząłeś. – Sasuke rozmazał krew na stali. Odłożył nóż.
- Zagoi ci się? – Zapytał nie spuszczając wzroku z brzucha chłopaka. Od czasu do czasu lizał rany.
- Tak. Za chwilę.

~~***~~

- Mówiłem ci już, że jesteś walnięty? – Naruto uśmiechnął się do kierowcy.
- Nie jestem walnięty – zaprzeczył spokojnie brunet. Trochę zbyt spokojnie, jak na niego.
- Jesteś.
- Nie.
- Tak.
- Nie jestem.
- Ależ jesteś.
- Jeszcze słowo…
- Jesteś walnięty – niebieskooki zaśmiał się, gdy Sasuke spojrzał na niego tym wzrokiem.
- Jestem walnięty.
- Serio? – Uzumaki spojrzał na niego tak, jakby właśnie oznajmił mu, że umie rzeźbić.
- Jestem walnięty. Za to ty… - uśmiechnął się niebezpiecznie -… ty jesteś samobójcą.
- Eee… - blondyn zamrugał kilka razy.
- Grabisz sobie, a moja zła strona powoli zaczyna tracić cierpliwość.
- Będę z przyjemnością czekał na twoją gorszą stronę. – banan jakoś nie mógł zejść mu z gęby. Sasuke pokiwał ze zrezygnowaniem głową, jednak również się uśmiechnął.
- Matoł.

środa, 8 lipca 2009

8. Refuge

- Coś ty Naruto taki pochmurny? – Zagaiła go Sakura, gdy wszyscy siedzieli już przy stole. Sasuke rozmawiał z ojcem dziewczyny, a jej matka krzątała się po kuchni podśpiewując coś pod nosem. Naru spojrzał markotnie na przyjaciółkę.
- Sasuke poukładał mi rzeczy – poinformował różowo-włosą grobowym tonem. Wychodziło mu już to prawie tak dobrze jak brunetowi. Uśmiechnął się krzywo. Z kim przestajesz takim się stajesz, jak to mówią.
- No to chyba dobrze.
- Tak. Są teraz pod łóżkiem i zapoznają się bliżej z karaluchami.
- Nie mamy karaluchów.
- No to od teraz będziecie mieli! – Syknął w jej stronę chłopak z zaciętością równą gladiatora starał się przekroić tępym jak drut nożem kawałem czegoś co miało chyba przypominać rybę. Zresztą wolał nie wnikać co zaoferowała mu matka dziewczyny. Miał tylko nadzieję, że nie było tam żadnej trutki, czy środka przeczyszczającego…
- Przestań gadać bzdury i jedz – mruknęła do niego spuszczając głowę, gdy zauważyli, że ich rozmowie przysłuchiwała się reszta domowników.
- Geylord?
- Tak tato?
- Powiedz mi z łaski swojej, dlaczego zafarbowałeś sobie włosy na różowo?
- Ponieważ płatki Sakury mają kolor różowy.
- A co to jest Sakura? – Do rozmowy włączyła się matka. Mówiła do dziewczyny nieco milszym tonem, niż jej ojciec.
- To kwiat wiśni, który kwitnie w Japonii.
- Moja córka nazwała się jak drzewo?! – Ojciec spojrzał na nią jakby zobaczył kryminalistkę i psychicznie chorą w jednym.
- No chyba lepiej jak się nazywa Sakura, niż Geylord. – warknął Naruto patrząc na pastora. Cholera, jakoś wyjątkowo nie mógł przetrawić tego faceta.
- Nie odzywaj się niepytany!
- To wolny kraj! Będę się odzywał kiedy mi się podobał! – Wykrzyknął Naruto zamaszyście odsuwając krzesło. Spiorunował jeszcze wzrokiem stół, po czym wybiegł trzaskając drzwiami tak, że o mało nie wyleciały z futryn. Nie myślał teraz o tym, że jak wróci to pewnie go wyrzucą. Nie myślał o tym, że przez niego cały plan szlak trafił i że teraz będą musieli szukać nowego schronienia. Nie myślał teraz o niczym innym, niż o swoim gniewie. Dawno temu przysięgną sobie, że nikt nie będzie go traktował jak śmiecia. Jak kogoś gorszego. Zacisnął pięści tak mocno, że aż mu zbielały kostki. Przypomniała mu się sytuacja z Sasuke, zaraz na początku znajomości z Sakurą. Jak z nią rozmawiał. Uzumaki wtedy poczuł się podobnie, ale to oni przecież teraz stali się jego przyjaciółmi. To było tylko nieporozumienie. Wyolbrzymienie sprawy. Nie to co zaszło przed chwilą…
Odwrócił się patrząc na dom, który stawał się coraz mniejszy. Trudno sam znajdzie klucz. Będzie spał na pustyni, ulicy, gdziekolwiek! Ale nie wróci już do tego domu. Nie miał więcej zamiaru oglądać tego homofoba… tego…
- Jesteś największym debilem jakiego znam – usłyszał za sobą znajomy głos.
- Odwal się ode mnie! – Krzyknął, nawet się nie odwracając i poszedł dalej.
- Co teraz zrobisz?
- Idę szukać klucza!
- Niby gdzie?
- Na pustyni! – Spojrzał na Sasuke, który stał kilka kroków od niego. Jego oczy były niesamowicie chłodne.
- Powiedz mi matole, jak niby znajdziesz ten jebany klucz, jak nawet nie wiesz, jaki to klucz do kurwy nędzy! – Uchiha podszedł do niego i złapał za ramię. – A teraz później ze mną i przeprosisz tego chuja! – Pociągnął go w stronę domu Sakury, ale Naruto opierał się.
- Nie pójdę tam!
- Pójdziesz.
- Nie! Puszczaj mnie! Puszczaj! – Zaczął się wyrywać, jednak Sasuke trzymał go zbyt mocno. Nie wytrzymał. – Mówię ostatni raz – przemówił głosem Kyuubiego. Brunet przystanął patrząc z niedowierzaniem na swoją dłoń. Pojawiły się na niej lekkie ślady po oparzeniu.
- Co ty wyprawiasz…?!
- Naruto już ci powiedział. Nie mam zamiaru powtarzać, a teraz odejdź muszę go nakierować na moją zgubę.
- Nigdzie nie pójdziesz.
- Jesteś taki pewien? – Zapytał i powoli z jego ciała zaczął wydobywać się ogień.
- Nie zniszcz wszystkiego. Zabijesz mnie i siebie Naruto. Uspokój się. Obiecałeś mi coś, pamiętaj – Czarnowłosy pomimo tego, że starał się mówić spokojnie, patrzył wściekle na chłopaka przed nim. – Naruto jesteś moją jedyną nadzieję. Jeśli mi nie pomożesz to zginę – powiedział w końcu zbliżając się do niebieskookiego. Przedarł się przez gorące powietrze i złapał go za ramiona. Ciało Uzumakiego płonęło. Chłopak patrzył na niego nieprzytomnym wzrokiem.
- Jednak wróciłeś – usta mężczyzny wygięły się w półuśmiechu.
- Nie wrócę tam – Naruto spojrzał na niego słabo i przytrzymał się klatki piersiowej bruneta.
- Dlaczego?
- Bo nie ma zamiaru go oglądać. Nikt nie będzie mnie traktował w taki sposób! – Przewiesił rękę przez ramiona Uchihy, który podtrzymał go w pasie.
- Czemu jesteś taki słaby? – Zapytał po chwili idąc powoli w przeciwnym kierunku niż dom Sakury. To uspokoiło trochę Uzumakiego.
- Zawsze gdy się zjawia odbiera mi trochę energii. Nauczyłem się go kontrolować, ale wciąż jest cholernie silny. Silniejszy niż cokolwiek na tym świecie – uśmiechnął się delikatnie, a Sasuke drgnął.

~~***~~

Silniejszy… Najsilniejszy… Kim jest ten kto chroni Naruto, do wszystkich kurw świata?!
- Pójdziemy teraz do biblioteki? – Zapytał po chwili blondyn już nieco pewniej stawiając kroki.
- Tak, ale później będziesz musiał go przeprosić. To najlepsze schronienie do jakiego mogliśmy trafić. Tu ledwo telewizor odbiera!
- To czemu niby mają supermarket i te inne bajery?
- Nie wiem, to chyba zależy od przekaźnika. Ale nie rozumiesz?! Dzięki temu nas nie znajdą. Żadne elektryczne urządzenie nie pokaże im gdzie jesteśmy. Musimy tu zostać, choćby nie wiem co. – Naruto westchnął. Muszą tutaj zostać. Muszą zrobić wszystko by tutaj zostać.
- Niech ci będzie. Ale pierwszy i ostatni raz daję za wygraną. Pamiętaj.
- Jasne – prychnął, jednak uśmiechnął się.

Kiedy doszli do biblioteki zobaczyli dość duży, stary, zabytkowy budynek. Ludzie wchodzili do niego i wychodzili. Nikt nawet nie zwrócił na nich uwagi.
- Eee… skoro to takie zadupie, to czemu mają taką bibliotekę? – Zapytał Naruto, gdy weszli do środka.
- Ona wcale nie jest taka duża.
- Nie?
- Mogłaby się zmieścić pięć razy w bibliotekach Nowego Jorku. Czego będziemy szukać?
- No tego klucza. – Naruto popatrzył na niego jak na idiotę. Sasuke westchnął ciężko.
- Wyobraź sobie, że nie ma tutaj takiego działu jak: klucze, których nie wolno odnaleźć. Chodź najpierw w Internecie znajdziemy coś o artefaktach chińskich. Bo to chińskie pewnie będzie nie?
- Tak. Jacyś wojownicy wykradli to i ukryli.
- Chodź – Uchiha pociągnął go w stronę kilku starych komputerów.
- Sasuke… ja wiem, że mamy niby dużo czasu, no ale… - Mruknął Naruto po pół godzinnych próbach uruchomienia googli. – Sprawdzę książki.
- Pójdę z tobą- Mężczyzna najwyraźniej dał za wygraną, ponieważ kopnął w komputer , który przewrócił się na podłogę. Kilka głów odwróciło się za nimi. Po chwili podeszła do nich starsza kobieta.
- Proszę to podnieść.
- Niby dlaczego? Tu nawet skurwiony Internet nie idzie! – Syknął w jej stronę ciemnooki, patrząc na nią groźnie. Naruto momentalnie znalazł się przy nim.
- Chodź. – Odciągnął go od kobiety i poprowadził do najdalszego kąta Sali. Bibliotekarka krzyczała jeszcze coś za nimi, jednak w końcu dała za wygraną. Na szczęście nikt nie kwapił się pomóc wymierzyć im sprawiedliwość. Nawet jako takiej ochrony nie posiadali. Uchiha uśmiechnął się kpiąco. A później się dziwić, że nawet Internet tutaj nie idzie.
- Jak teraz niby to znajdziemy, co?
- Patrz tutaj jest dział o kulturze azjatyckiej.
- To wszystko? – Sasuke uniósł sceptycznie brew. – Nie chce mi się tego czytać.
- Będziemy przeglądać. – Blondyn zabrał pierwszą książkę z brzegu i usiadł na podłodze.
- Czemu nie mogli ci czegoś więcej powiedzieć o tym zasranym kluczu? – Uchiha ulokował się koło chłopaka, jednak nie wziął książki.
- Bo moim zadaniem jest znaleźć o nim jak najwięcej informacji. To sprawdzian moich umiejętności.
- A jak ci się nie uda?
- Wysłali kilku mnichów. Nie jestem jedynym. Najlepszy zasiądzie w Radzie.
- No to wyśledźmy tych twoich kolegów i jak zdobędą klucz to ich ciachniemy i będziesz go miał. Szybko i sprawnie.
- Oni są w innych częściach świata. – burknął chłopak patrząc z zafascynowaniem na jakiś zwój namalowany na żółtych kartach księgi.
- A ty wspaniałomyślnie wybrałeś Amerykę, co? – w odpowiedzi otrzymał jedynie kiwnięcie głową. – Jesteś matołem. – Sasuke również wziął pierwsze lepsze tomiszcze do ręki. Czeka ich długi dzień. Cholernie długi dzień. Zajebiście.

~~***~~

Po kilkunastu godzinach spędzonych na czytaniu, przeglądaniu i zapoznawaniu się z historią Chin w końcu opuścili bibliotekę Miles City.
- Że też czytanie tak męczy – Naruto ziewnął i przetarł ręką zmęczone oczy.
- Właśnie dlatego nie zostałeś intelektualistą młotku – zauważył i uśmiechnął się sarkastycznie, gdy wyminął pięść sunącą w jego stronę.
- Gdzie idziemy?
- Do domu, a gdzie możemy iść?
- Tam jest Sakura. – Blondyn wskazał na dziewczynę, która rozmawiała w gronie ludzi, mniej więcej w jej wieku. Stali pod barem – Idziemy? – wyszczerzył się w stronę bruneta, który skrzywił się nieznacznie na ten pomysł.
- Nie. – Wyminął chłopaka i skierował się w stronę domu.
- O Sasuke! Sasuke! Chodź tu na chwilę kochanie! – przystanął i przymknął oczy. Poczuł jak Uzumaki chichocze za jego plecami. Chyba jej pomachał, bo dziewczyna zaczęła wołać również jego.
- Tee draniu, coś ci chyba nie wyszło – poklepał go po ramieniu. Sasuke zaczął gromadzić moc. Najpierw gnił cały dzień w bibliotece, teraz jeszcze będzie musiał siedzieć ze zjebanymi znajomymi dziewczyny. Co to, to nie! Odwrócił się wściekły i zobaczył niebieskie oczy obserwujące go bacznie… bardzo blisko jego twarzy. – Nie zrobisz tego – szepnął w usta mężczyzny, który patrzył na niego w szoku. Blondyn nawet go nie dotykał, ale czuł jego zapach. Taki intensywny, odurzający. Dlaczego wcześniej nie zwracał na niego uwagi? Poczuł jak Uzumaki łapie go za rękę i ciągnie przez ulicę do grupy młodych ludzi. Jakiś samochód strąbił ich, zatrzymując się tuż przed nimi, ale to teraz nie było ważne. Złapał mocniej dłoń niebieskookiego.
- Poznajcie mojego narzeczonego – Sakura uśmiechnęła się do niego przymilnie – Sasuke poznaj moich przyjaciół. – Uchiha spojrzał na wszystkich po kolei. Wyszczerzone gęby patrzyły na niego z uznaniem.
- Jej Sakura, nie wiedziałam, że on jest taki przystojny – powiedziała jedna z koleżanek różowo-włosej nie mogąc oderwać od niego wzroku. Brunet spojrzał na nią chłodno. Kolejne psychiczne wielbicielki do kolekcji? – pomyślał z niesmakiem patrząc na jej tłuste włosy i twarz, która nie należała do najładniejszych.
- A ten to kto? – Zapytał jakiś mężczyzna wskazując Uzumakiego.
- To mój przyjaciel Naruto.
- Hej! – Chłopak wyszczerzył się do wszystkich.
- Miło poznać – facet uścisnął blondynowi dłoń.
- I wzajemnie.
- To co, będziemy tutaj tak stać? Chodźby może do knajpy?
- Tak, świetnie! – Sakura wzięła Sasuke pod ramię i wszyscy skierowali się w stronę czerwonego budynku, pod którym stali. Uchiha zadbał, żeby niebieskooki szedł zaraz koło niego. Ale ten i tak zdawał się nie zwracać na niego uwagi, zajęty rozmawianiem z facetem, który go zauważył. Czarnooki zerknął na nich kątem oka, coraz bardziej poirytowany. Jeszcze szczebiocące wokół niego dziewczyny! Zaraz go szlak trafi, a jak nie szlak to chętne usta Sakury, która stara się pokazać swoim koleżanką jak dobrze całuje jej narzeczony. Gdy weszli w końcu do baru, skierowali się do stolika w kącie. W pomieszczeniu było dość dużo ludzi, którzy śmiali się, pili piwo i tańczyli. Wszyscy zdawali się nie przejmować życiem, ciesząc się chwilą. Brunetowi jakoś trudno było iść za ich przykładem, gdy wokół było tylu denerwujących gęb. A najgorsze było to, że ta najwięcej wkurzająca nie zwracała teraz na niego uwagi…
- Sasuke jest biznesmenem – oznajmiła zgromadzonym Sakura, już któryś raz z kolei.
- Och to takie romantyczne! – Pisnęła jakaś mała dziewczyna popijając piwo i uśmiechając się do niego słodko. Nie miał pewności, czy skończyła nawet piętnaście lat.
- Prawda? – Tym razem nie zdążył zrobić uniku ponieważ siedział pod ścianą. Usta dziewczyny spoczęły na jego policzku. Gdy się w końcu oderwała poczuł lepką maź. Z wyrazem obrzydzenia starł ją z twarzy i spojrzał z wyrzutem na niebieskookiego, który wciąż rozmawiał z tych facetem. Kto to w ogóle był, do kurwy nędzy? Uchiha spojrzał na niego z mordem w oczach, a później na blondyna. Ten matoł widział cokolwiek innego od swojego rozmówcy?!
- Muszę do toalety, przepraszam na chwilę. – Sasuke jakoś się przecisnął przez rząd dziewcząt, które piszczały cicho, gdy starał się przepchać. Jak już mu się to udało i wyszedł spod ściany, przechodząc otwarł się delikatnie o plecy blondyna. Miał nadzieję, że matoł załapie. Skierował się szybko do łazienki. Po kilku minutach ku jego uldze do kibla wszedł również i niebieskooki.
- Co?
- Nie mam zamiaru tutaj gnić! – Syknął w jego stronę rozglądając się po pomieszczeniu. Kilka rozlatujących się pisuarów, dwie kabiny, kilka umywalek i wielkie lustro. Naprzeciwko nich zaś niewielkie okienko – ziemia obiecana Sasuke.
- Ale mi się podoba, ja nigdzie nie idę! – Naruto jak na złość założył ręce na piersi i spojrzał z uporem na bruneta. Mężczyzna warknął i nie czekając na nic złapał blondyna w pasie.
- Chcesz czy nie pójdziesz ze mną – mruknął i starał się wcisnąć blondyna przez małe okienko. Ten jednak bronił się jak mógł, łapiąc się ścian toalety. Ku nieszczęściu mniejszego chłopaka jego nogi znajdowały się już na zewnątrz.
- Puszczaj mnie draniu! Puszcza… - zamilkł, gdy usłyszeli głosy za drzwiami.
- Szybko! – Zanim Uzumaki zdążył zareagować już znajdował się na zapleczu knajpy.

~~***~~

W małym zaułku znajdowało się również wiele kartonów i kontenerów. Gdzieś było wejście do kuchni, pomyślał Naru z zamiarem zwiania od Sasuke i powrocie do knajpy, gdy ktoś przyparł go do muru.
- Co robisz teme?! – Wrzasnął blondyn na całe gardło, gdy zobaczył twarz Uchihy przed sobą.
- Zamknij się już, do cholery!
- Nie! Nie będziesz sobie robił ze mną co będziesz chciał, kumalski?! – Znów się szarpnął, jednak to nic nie dawało.
- Ej tam ktoś chyba jest! – Usłyszeli po drugiej strony. Niebieskooki poczuł jak Sasuke przyciska go mocniej do muru. Całym swoim ciałem.
- Tak! Proszę mi pomóc! Jestem tutaj! – Wrzasnął chłopak mając już serdecznie dość zachowania Uchihy. Co on sobie myśli, że będzie jego zabawką, z którą może zrobić co mu się podoba?!
- Nie możesz się chociaż na chwilę zamknąć?! – syknął przybliżając się do niego niebezpiecznie blisko.
- Nie jesteś w stanie mnie uciszyć!
- O ile się założysz? – Polizał delikatnie szyję blondyna, który drgnął. Czarnooki zdawał się w ogóle nie zauważać jakiegoś faceta, który rozglądał się w oknie. Nie przyszło mu pewnie na myśl, żeby spojrzeć w dół, gdzie stali.
- O… - nie dokończył jednak bo dalsza część wypowiedzi została stłumiona przez usta Sasuke. Mężczyzna naparł na niego całym ciałem. Niebieskooki czuł każdy jego mięsień przez koszulę. Brunet zaczął składać mocne pocałunki na jego wargach. Sasuke zawsze pachniał tak męsko, tak… intensywnie. Naruto jęknął czując język jeżdżący niecierpliwie po jego wargach. Po chwili czarnooki już badał wnętrze ust chłopaka. Boże jak przyjemnie… Uzumaki otarł się zmysłowo o biodra mężczyzny. Niech nie przestaje… zrobi wszystko co zażąda, ale niech nie przestaje…
- Oh! – westchnął w jego usta, gdy poczuł kolano między nogami. Kolano sunęło coraz wyżej i wyżej, aż udo Uchihy dotknęło krocza chłopaka. Ten podniósł nogę i zaplótł ją o tył nóg bruneta. Mężczyzna złapał go za udo i podniósł niego wyżej.
Ahh… Sasuke
W końcu również włączył się do zabawy. Siłował się z czarnookim o dominację. Ich języki splotły się w szaleńczym tańcu. Powoli zaczynało im brakować powietrza. Ruchy stawały się chaotyczne i niecierpliwe.
Jeszcze chwilę… wytrzymaj jeszcze chwilę. Miał surrealistyczne wrażenie, że gdy się tylko do siebie oderwą Sasuke rozpłynie się w powietrzu. Teraz był taki… taki… niesamowity. Wręcz magiczny. Uchylił lekko powieki patrząc na jego twarz. Nie dziwił się, że podobał się wszystkim koleżankom Sakury. Poczuł jak brunet zaczyna się od niego oddalać. Po chwili spojrzał na niego. Jego oczy nic nie wyrażały. Były… tak samo chłodne jak zawsze.
- Sasu…? – Zapytał z niedowierzaniem. A jeśli to nie był on? Jeśli…?
- Zamknąłem ci usta – uśmiechnął się z satysfakcją masując udo blondyna, które cały czas trzymał opierając o swoje biodro. – Jaką dostanę nagrodę? Wygrałem zakład.
- Ja byłem nagrodą! – Prychnął niebieskooki oblizując usta. Po zastanowieniu musnął usta czarnookiego i wymknął się z jego uścisku.
- Idziesz? – odwrócił się do Sasuke, który stał patrząc na ścianę, gdzie przed chwilą stał blondyn.
- Gdzie?
- Do knajpy.
- Mówiłem ci, że tam nie wrócę – warknął i już miał podejść do chłopaka, jednak ten zniknął za drzwiami kuchni. Uzumaki uśmiechnął się, gdy poczuł pierś Sasuke na plecach.
- Czeka cię kara.
- Myślisz?
- Tak! A teraz idź już w końcu – popchnął go przez środek kuchni. Pracownicy patrzyli na nich dziwnie, jednak nie odezwali się, gdy zobaczyli, że kierują się do wyjścia.

- Sasuke? Sasuke co tak długo! Już myślałam, że się coś stało! – Krzyknęła w ich stronę różowo-włosa, gdy tylko pojawili się na horyzoncie. Ciemnooki spojrzał groźnie na blondyna, który uśmiechnął się tylko delikatnie. Musnął palcami jego dłoń.
- Lepiej szybko znajdź jakąś wymówkę – szepnął zanim usiadł naprzeciwko pustego miejsca, gdzie zaraz potem spoczął Uchiha.
- Zadzwonił mój telefon. Sprawy biznesowe – mruknął, a Naru przygryzł wargę. Palant, jak on tak szybko mógł wymyślić wymówkę? I dlaczego, do jasnej cholery wszyscy patrzyli w niego jak w obrazek?!
- Sasuke jest taki zapracowany.
- Och tak na pewno. A gdzie pracujesz?
- W Toshibie.
- Tak?! To wspaniałe mam tam szwagra. Powiedz tylko, a załatwi ci jakiś awans – pisnęła jakaś panienka. Uchiha spojrzał na nią z grobową miną. Sakura poruszyła się nerwowo, a Naru jakoś nie mógł oderwać wzroku od bruneta. Miał takie ostre rysy twarzy, bladą cerę i czerwone usta. Tak niesamowicie czerwone jak… krew. Nagle jego oczy rozszerzyły się w przerażeniu. Sasuke smakował krwią. I czymś jeszcze, ale krwią. Intensywną, ostrą i odurzającą krwią.
Resztę wieczoru wciąż patrzył na ciemnookiego. Nie mógł skupić się na żadnej rozmowie. Na niczym prócz niego.
Sasuke smakował krwią.

~~***~~

- Dowiedziałem się, że można wypożyczyć książki. Pożyczyłem od jednej dziewczyny kartę. Będziemy mogli iść czytać w jakieś wygodniejsze miejsce – powiedział Sasuke z błyskiem w oku patrząc na blondyna. Od przyjścia z baru nie odezwał się do niego ani słowem. Nawet na niego nie krzyknął! Brunet zaczął się poważnie niepokoić. – Ej co ci jest młotku? – Podszedł do leżącego na łóżku chłopaka. Ukucnął przy nim. Naruto patrzył przed okno w dachu na rozgwieżdżone niego. – Młocie! – Pomachał mu ręką przed twarzą.
- Wiesz, że smakujesz krwią? – zapytał w końcu, nawet nie patrząc na Uchihe.
- Co?
- Mówiłeś mi, że pachniesz krwią. Twoje usta również nią smakują. Dlaczego?
- Dlaczego? – Brunet uśmiechnął się ironicznie. – A jak myślisz?
- Temu, że tyle zabijasz? – W końcu spojrzał na mężczyznę, który pokiwał tylko z politowaniem głową.
- Jesteś matołem wiesz? – szepnął i pochylając się pocałował czoło chłopaka. – Dobranoc młocie.
- Ale…
- Śpij bo jutro nie wstaniesz.

sobota, 4 lipca 2009

7. Refuge

Rozdział wcześniej ze względu na prośbę Naruki-chan. Mam nadzieję, że Hibari również zdąży przeczytać ^-^

Kiedy wrócili, dziewczyna już na nich czekała przed drzwiami do domu. Dłubała w zębach i patrzyła na swoje buty.
- I jak poszło? – Zagaił blondyn, gdy weszli na posesję.
- Hmm… dobre pytanie.
- Wyrzucił cię z domu? – Zapytał Sasuke bez ogródek stając przed dziewczyną.
- Nie. Powiedział, że mogę zostać. W końcu jestem jego dzieckiem, nie może mnie wyrzucić. Ojciec chce cię poznać, dlatego zaprosił nas na kolację. Pewnie będzie się pytał, czy nie przeszkadza ci to kim jestem.
- A ty się boisz co powiem? – Bardziej stwierdził niż zapytał.
- Tak.
- Nie martw się. Nie jestem aż takim chamem na jakiego wyglądam.
- Nie? – Naru spojrzał na bruneta jakby właśnie powiedział, że on kiedyś był zakonnicą, która zgrzeszyła z gejem i teraz mają syna.
- Dla ciebie jestem – uśmiechnął się do niego złowieszczo i pstryknął w nos. Blondyn się naburmuszył.
- Spadaj!
- Geylord! Chodź do stołu! Przyszli już twoi przyjaciele? – Z domu rozbrzmiał piskliwy głos matki Sakury.
- Tak, już idziemy! – Odkrzyknęła jej dziewczyna. Miała bardzo podobny ton do swojej matki. Jej jednak był nieco mocniejszy. Naruto zachichotał.
- Nie wiem czemu zmieniałaś imię. Geylord brzmi tak… tak rasowo. – Przyjaciele spojrzeli na niego. W oczach Sakury zobaczył szczerą nienawiść, gniew, który wkrótce go zabije. W oczach Sasuke… rozbawienie. Chociaż miał grobową minę, pewnie śmiał się teraz w duchu z żartu blondyna.
- Jeszcze jedno słowo, a będziesz jadł z psami – warknęła i weszła do domu.
- Na kolacji raczej się hamuj – ostrzegł go brunet i również wszedł do mieszkania.
- Nie wiem czy dam radę! – Westchnął cierpiętniczo Uzumaki, rozkładając ręce w geście bezradności. – W takim towarzystwie trudno zachować powagę…

~~***~~

- Ty jesteś Uchiha? – Starszy mężczyzna zwrócił się do Sasuke, gdy tylko wszedł.
- Tak. Miło mi pana poznać – nawet nie mrugnął, gdy ojciec dziewczyny wpatrzył się w niego intensywnie.
- Kogoś mi przypominasz, ale nie wiem kogo – mruknął uśmiechając się lekko i poklepując go po ramieniu.
- Mam nadzieję, że nie jakiegoś przestępcę – przywitał się blondyn z bananem na gębie. Uchiha zmierzył go morderczym spojrzeniem.
- Jestem biznesmenem, nie bandytą – syknął wściekle kierując się do kuchni.
- Och z pewnością! Wyglądasz na takiego kochaniutki. A w jakiej firmie pracujesz? – Zapytała pani domu, gdy wniosła na stół kawałki kurczaka. Blondyn skrzywił się z niesmakiem. Sasuke szturchnął go łokciem w żebro.
- W Toshibie.
- To wielka firma. – Zauważył z uznaniem mężczyzna.
- Tak proszę pana.
- Mów mi tato – uśmiechnął się mężczyzna.
- Dobrze… tato – brunet skrzywił się niezauważalnie. Kurwa, w co on się wpakował?! Odwrócił się do blondyna, który patrzył na niego od dobrych kilku minut. Uniósł brwi widząc jego wyraz twarzy.
- Patrz ile tam nawaliła tłuszczu!
- I co z tego?
- To niezdrowe, nie zjem tego.
- Jakiś problem chłopcy? – Zapytała kobieta wnosząc dwa rodzaje sałatek.
- Nie, nie proszę pani – uśmiechnął się do niej blondyn.
- A ty chłopcze kim jesteś?
- Eee… - Naruto spojrzał na niego inteligentnie.
- To nasz przyjaciel tato. Bardzo mi pomógł znaleźć pracę i zaopiekował się mną, gdy nie miałam domu.
- W to nie wątpię. Widać, że lubi chłopców.
- Tato!
- A nawet jeśli bym lubił, to coś złego? – Uzumaki zmarszczył brwi, patrząc wyzywająco na pastora.
- Oczywiście, że tak! To grzech, choroba! – Wykrzyknął ojciec dziewczyny uderzając ręką w stół.
- Niby kto tak twierdzi? – Nagle do rozmowy włączył się Sasuke.
- Kościół. Dwaj mężczyźni w związku są czymś obrzydliwym, brudnym. Powinno się ich zamknąć w zakładzie dla obłąkanych! A jeszcze te cioty mogą się żenić i dziecko adoptować! To już szczyt wszystkiego! – Sasuke poczuł jak niebieskooki podnosi się minimalnie. Szybko złapał go za spodnie i pociągnął w dół, tak, żeby rodzice Sakury nie widzieli. Spojrzał na niego groźnie.
- Nie proszę pana, Naruto nie jest homoseksualistą.
- No nie wiem, nie powiedziałbym… - mruknął sceptycznie mierząc go uważnie.
- Niby dlaczego? – Zapytał wściekły blondyn patrząc na pana domu spode łba. Jasna grzywka zasłaniała mu oczy, za co Sasuke podziękował w duchu. Czuł, że Naruto nie jest sobą…
- No nie wiem po prostu niektórzy mają to wypisane na twarzy.
- A teraz co pan widzi na mojej? – Odezwał się grubym, męskim głosem. Matka Sakury spojrzała na niego wielkimi oczyma, tak jak i sama dziewczyna. Ojciec ku zdziwieniu bruneta pozostawał niewzruszony.
- Widzę nienawiść i słabość. – Niebieskooki szarpnął się na krześle, jednak przed następnym ruchem powstrzymała go dłoń Sasuke zaciskająca się na jego udzie.
- Ah ten Naruto! Z nim nie można się nudzić! – zaśmiała się Sakura widząc, że coś jest nie tak. Ojciec różowo-włosej automatycznie skierował ku niej nienawistne spojrzenie.
- Wiesz, że Geylord był kiedyś mężczyzną? Prawdziwym mężczyzną – dodał, przelotnie patrząc na blondyna.
- Tak wiem.
- I nie przeszkadza ci to?
- Niby w czym? Tato – zaakcentował mocno ostatnie słowo – żyjemy w XXI wieku. Teraz wszystko jest na porządku dziennym – uśmiechnął się groźnie. Naru słysząc jego ton pobladł momentalnie.
Ojciec Sakury prychnął.
- Wierzysz w Boga młody człowieku?
-N…
- Tak tato. Oczywiście, że tak. Tylko Sasuke zwątpił, wiele przeżył. Przyjechałam tutaj również po to, byś go nawrócił. Wiesz przecież, że tylko ty jesteś na tyle silny.
- Tak, masz rację Geylordzie. Dobrze, że przyjechałeś do mnie. Bardzo mądrze zrobiłeś. A teraz zabierzmy się za posiłek. – Naruto już wyrwał się do sałatki nakładając ją sobie wielkimi garściami, gdy ojciec dziewczyny uderzył w stół – Co to ma być?! Najpierw modlitwa później posiłek! – Krzyknął na chłopaka, który spojrzał na niego dziwnie przekrzywiając lekko głowę. Skrzywił się lekko, gdy poczuł buta Sasuke na swojej stopie.
- Pprzepraszam – wystękał. Ojciec złożył ręce w geście modlitwy.

Dopiero po dziesięciu minutach zaczęli jeść. Atmosfera przy stole była tak gęsta, że można było ją kroić nożem na równe kawałeczki i układać równo jeden na drugim. Sztuczna uprzejmość względem Naruto i Sakury wywoływała w Sasuke dziwną irytację. Wprawdzie rodzice dziewczyny w pełni go zaakceptowali, jednak brunet zdawał sobie sprawę, że tylko z powodu jego rzekomej pozycji w społeczeństwie. Ciekawe co by powiedzieli, gdyby poznali prawdę. Uśmiechnął się ironicznie wyobrażając sobie ich miny, a później krzyk, gdy Sasuke patrzy na nich w ten szczególny sposób. Dawno już przestał się powstrzymywać przed wizjami morderstw, które zazwyczaj się urzeczywistniały. Ale jeśli z tymi ludźmi ma wytrzymać kilka tygodni, musi jakoś się opanować.
- Dziękujemy bardzo za kolację. Była wspaniała, jest pani cudowną kucharką – ukłonił się grzecznie i wstał od stołu. Tak samo zrobił również Naruto.
- Dziękuję bardzo chłopcze. Geylord zaprowadź gości do ich pokoju. Na poddaszu – dodała gospodyni, gdy napotkała pytający wzrok swojego dziecka.
- Chodźcie – mruknęła Sakura i poczłapała ze spuszczoną głową na górę. Chłopcy zabrawszy bagaże z holu poszli za nią.
- Denerwuje cię to, że cały czas zwracając się do ciebie tak jak do swojego syna prawda? – Zapytał Naruto, gdy mijali korytarz drzwi.
- Oczywiście, że tak matole! – Syknął w jego stronę Sasuke, gdy różowo-włosa nawet się nie odwróciła. Doszli do małym schodów prowadzących na najwyższe piętro.
- Nie chcecie nas czasem ulokować na strychu? – Buzia Naruto się nie zamykała.
- Nie przerobiliśmy go na pokój gościnny. Rodzice chyba nie chcą byście byli w głównym pokoju gościnnym obok ich sypialni – uśmiechnęła się słabo i weszła po stromych schodach na górę. Otworzyła klapę i zabrała podaną przez blondyna torbę wykładając ja na górę. Były w niej rzeczy zarówno Uzumakiego, jak i Uchihy.
- A gdzie twoja walizka?
- Już w pokoju. Nie martw się Naruto nie wyrzucą mnie przed dom. Mój ojciec jest w końcu pastorem, co by ludzie powiedzieli, gdyby zrobił coś takiego. Zresztą… i tak już jestem na językach po tym co zrobiłam – westchnęła siadając na jednym z łóżek. Chłopcy rozejrzeli się po pokoju. Ściany znajdowały się pod skosem łącząc się u szczytu. Drewniana podłoga skrzypiała pod każdym krokiem, a pastelowe ściany odbijały od siebie zwodniczy blask lamp. Dwa niskie łóżka stały blisko siebie dzieląc tę samą szafkę nocną. Wielki, wzorzysty dywan dodawał pomieszczeniu urokowi.
- Fajnie tutaj – niebieskooki uśmiechnął się skacząc na łóżko bliżej poddaszowego okna. Sasuke westchnął.
- Za jakie grzechy muszę z tobą mieszkać?
- No wiesz… zawsze możesz zejść do mnie na dół. Mam pokój naprzeciwko schodów – Sakura uśmiechnęła się do niego nieco pogodniej.
- Taaa, żeby twój ojciec mnie później dopadł i mi jaja odciął?
- Tylko by spróbował – wydukał niewyraźnie blondyn z twarzą przy poduszce. Oczy zaczynały mu się powoli zamykać.
- Śpijcie już. Po prawej stronie schodów jest łazienka. Ja idę do swojego pokoju. W razie co przychodźcie – uśmiechnęła się jeszcze na pożegnanie i znikła na schodach zamykając jednocześnie klapę.
- Idę się wykąpać – mruknął Sasuke, a gdy nie otrzymał żadnej odpowiedzi odwrócił się do Uzumakiego. Chłopak już smacznie spał wtulony w miękki koc. Brunet uśmiechnął się i przykrył go kołdrą.
- Dobranoc młocie.

~~***~~

Z krainy słodkich snów wyrwał blondyna nieprzyjemny trzask. Uchylił zaspane powieki, żeby zobaczyć jak Sasuke patrzy na niego z ironicznym uśmiechem. Zamrugał kilka razy, by zyskać większą ostrość widzenia.
- Z czego się tak cieszysz draniu? – wyjęczał zdając sobie sprawę, że w pokoju jest nieprzyjemnie jasno.
- Mmm… no nie wiem, może ty mi powiesz?
- Co? – Podniósł się do siadu – O co ci znowu… - spojrzał na swoją rękę w spodniach. Cholera jak ona się tam znalazła?! Przecież nic mu się nie… śniło. Jego usta wygięły się w grymasie. No tak śniło mu się jak maca Sasuke. Do diabła!
- Może ci ją pomogę wyjąć. Zacięła się? – Zapytał brunet z udawanym zmartwieniem i już znalazł się przy chłopaku. Zanim ten zdążył cokolwiek zarejestrować Uchiha już włożył rękę do spodni blondyna i znalazł jego dłoń, która niewinnie muskała członka. Niebieskooki oblał się soczystym rumieńcem, gdy dłoń bruneta splotła się z jego. Palce mężczyzny dotknęły przyrodzenia chłopaka. Sasuke powoli wyjął ich ręce. Uzumaki był w tym momencie całkowicie bezwładny. Czarnooki gdyby chciał mógłby zrobić z nim co tylko chciał…
Ten jednak wstał z łóżka i podszedł do swojej walizki.
- Sasuke! – Syknął wściekle mniejszy chłopak wodząc spojrzeniem za sylwetką przyjaciela.
- Słucham?
- No chodź tutaj do cholery, draniu!
- Niby po co?
-…
Zapadła chwila ciszy.
- Sasuke?
- Hm?
- Co robisz?
- Przebieram się.
- A dlaczego tu?
- A gdzie to mam robić, u Sakury? – mruknął odwracając się do niego przodem. Naruto wciągnął ze świstem powietrze, patrząc zafascynowany na jego mięśnie. Musiał przyznać przy brunecie wyglądał jak mały chłopiec. Mimowolnie zjechał wzrokiem na krocze Uchihy, które opinały bokserki. Zaczerwienił się mocno, patrząc na jego męskość. Przygryzł wargę, czując jak temperatura jego ciała niebezpiecznie rośnie. Nie mógł jednak oderwać od niego spojrzenia.
- Sasuke… - brunet podszedł do niego wolnym krokiem i kucnął naprzeciwko chłopaka. Przejechał delikatnie dłonią po jego policzku.
- Słucham Naruto?
- Jesteś draniem, wiesz?
- No wspominałeś coś… - chuchnął w jego usta, które jak na zawołanie się otworzyły -… kiedyś. – Przejechał językiem po wargach chłopaka. Po chwili odsunął się od niego. – Smakujesz cytryną.
- A ty pachniesz… pachniesz tak intensywnie i ostro. Co to za zapach? – Naruto miał zamglone spojrzenie. Patrzył nieprzytomnie na twarz Uchihy, który uśmiechnął się dziwnie.
- To krew.
- Phy! Jasne.
- Serio – szepnął mu do ucha liżąc je zachłannie. Złapał delikatnie ramiona chłopaka i zmusił, żeby się położył. Wszedł na łóżko i zawisł nad nim. Niebieskooki drżał czując ciało mężczyzny tak blisko, tak…
- Ah! – jęknął czując dłoń bruneta na swoim kroczu. Dotykał go mocno i pewnie.
- Dobranoc Naruto - szepnął Uchiha i pocałował delikatnie ucho mniejszego chłopaka, który wygiął się w łuk. Chciał otrzeć się całym sobą o czarnookiego. Jednak gdy wykonał ruch brunet był już poza jego zasięgiem. Warknął patrząc wściekłym wzrokiem w jego stronę. Blade ciało zniknęło pod kołdrą a czarne oczy patrzyły na niego rozbawione. Naruto nie spuścił wzroku patrząc z uporem na Uchihe.
- Nie wiedziałem, że pochodzisz z Japonii. Czemu mi nie powiedziałeś? – Powiedział po chwili. Nie lubił milczeć. Od zawsze.
- Czy to takie ważne? – Sasuke wzruszył ramionami.
- Tak. Dla mnie to ważne. Tak jak dla ciebie to kto się mną opiekuje.
- Już mi powiedziałeś – uśmiechnął się do niego chytrze.
- A wiesz kto to jest? – Blondyn niemal bezbłędnie skopiował jego uśmiech.
- Powiesz mi.
- Może kiedyś… Nie wiem czy teraz zasługujesz.
- Jesteś młotkiem.
- Chyba to zaraźliwe – zachichotał, gdy o mało nie dostał poduszką w twarz.
- Matoł… - mruknął Sasuke i również się zaśmiał.
- Teme? Co teraz będziemy robić? Bo obiecałeś mi, że pomożesz znaleźć klucz.
- Jutro możemy iść go szukać.
- A co powiemy Sakurze?
- Że idziemy do biblioteki.
- Po co?
- Znaleźć ten cholerny klucz – Sasuke wstał i poszedł po poduszkę. Gdy przechodził koło blondyna uderzył nią w wystający spod kołdry tyłek chłopaka.
- Draniu! – Krzyknął niebieskooki, ale został zlekceważony przez Uchihe, który położył się na łóżku i odwrócił do niego plecami.
- Dobranoc Teme.

~~***~~

- Naruto! – brunet stał nad chłopakiem, który spadł jak suseł z lekko otwartymi ustami i śpikiem wysuwającym się z nosa za każdym razem, gdy niebieskooki robił wydech. – Naruto wstawaj! – Potelepał nim trochę na wszystkie strony zanim niebieskooki w końcu uchylił smętnie powieki.
- Co chszesz draniu?! – Wymamrotał rękawem wycierając nos.
- Wąż ci z jaskini wyszedł – powiedział Uchiha i odszedł od łóżka.
- Co?! – Uzumaki natychmiast wyskoczył z posłania patrząc na swoje spodnie. Odetchnął z ulgą, gdy jednak nic z nich nie wyszło. – O czym ty pieprzysz Uchiha? – Zmrużył wściekle oczy i spojrzał z chęcią mordu na brunecie, który nieświadomy zagrożenia wypakowywał właśnie swoje ubrania z torby.
- W nosie. Przez chwilę myślałem, że to jakaś nowa biżuteria made in China.
- Jesteś walnięty – burknął tylko chłopak i podszedł do walizki.
- I wzajemnie.
- Gdzie moje ciuchy? – podrapał się po karku patrząc uważnie do środka.
- A jak myślisz? – Uśmiechnął się do niego chamsko, z satysfakcją patrząc na zmiany na twarzy Uzumakiego.
- Gdzieś tyś je dał?!
- Nie wiem, poszukaj – mruknął, kończąc układanie ubrań w półce. Każda para spodni była równo złożona. Koszule nie miały nawet zagięcia. Wszystko było idealnie poukładane. Ułożone od rodzajów tkanin, aż po kolory. Sasuke uśmiechnął się z siebie dumny patrząc na swoje dzieło. Uwielbiał porządek. Przesunął kawałeczek zwinięte skarpetki. Idealn…
- Coś ty do jasnej cholery zrobił z moimi rzeczami, draniu?! – Jego harmonijny spokój zburzył pewien blond-włosy matoł o bardzo ładnych oczach i niezwykle seksownym tyłku. Odwrócił się powoli w jego stronę.
- Wypakowałem ci ubrania.
- Wypakowałeś?! – właściciel zgrabnych pośladków spojrzał na niego tępo – WYPAKOWAŁEŚ?! – Złapał się zabawnie za głowę z niedowierzaniem patrząc na bruneta. – Czy to – wskazał na stertę ubrań pod jego łóżkiem – wygląda na wypakowanie mi ubrań? – Sasuke spojrzał na niego z zastanowieniem, po czym wzruszył tylko ramionami i zszedł na dół. Uśmiechnął się, kiedy usłyszał jak blondyn mówi do siebie coś wściekle po chińsku.

środa, 1 lipca 2009

6. Refuge

Jeszcze kilka słów przed rozdziałem. Chciałabym wam bardzo podziękować za wszystkie komentarze, jesteście naprawdę cudowni ^-^
Droga Sanu nie zniechęcę się małą ilością komentarzy. Piszę głównie dla siebie, bo to lubię. Jeśli innym podoba się to co robię, bardzo mnie to cieszy, jednak nie chcę uzależniać publikacji, od ilości komentarzy pod notką :)
Zapraszam:

Naruto z przerażeniem przywitał noc. Chciał żeby ta rozmowa odbyła się jak najpóźniej. Ba! On w ogóle jej nie chciał przeprowadzać. Odwlekał ją jak tylko mógł i gdy usłyszał pochrapywanie dziewczyny udawał, że również zasnął. Przez chwilę myślał, że Sasuke złapał się na haczyk i nie będzie go budził, jednak po kilku jakże długich minutach ktoś klepnął go w tyłek. Skrzywił się, ale nie zareagował. Będzie silny, wytrzyma. Znów klepnięcie i ku jego nieszczęściu dłoń Sasuke została już na jego tyłku. Przełknął ślinę. Prawie wytrzymał. Pisnął cicho, kiedy brunet zaczął go masować w „tym” miejscu. Odwrócił się momentalnie całkowicie zapominając o swoim chytrym planie.
- Co robisz zboczeńcu?
- Musimy porozmawiać – powiedział chłodno Sasuke nawet na niego nie patrząc.
- Nic nie musimy – już miał zamiar się odwrócić, kiedy silna dłoń złapała go bardzo mocno za rękę.
- Mi się jednak wydaje, że musimy.
- To ci się źle… Au! – stęknął, kiedy coś go kopnęło. Bynajmniej nie była to czyjaś stopa. – Co ty? Jak?!
- Nauczyłem się tego u Orochimaru.
- U kogo?
- To był mój nauczyciel, który uratował mnie przed odsiadką w pierdlu. Zgadnij kto by mnie tam wysłał.
- Już ci powiedziałem, że ci się należało.
- Tak i powiedzmy, że teraz pokutuję będąc skazanym na ciebie.
- Powiedz mi lepiej za co ja niby pokutuję?!
- Za głupotę.
- Teme!
- Wiesz, że wiecznie nie możemy się ukrywać. W końcu nas znajdą i co wtedy zrobimy?
- Uciekniemy, albo będziemy walczyć.
- Z całą mafią i tymi drugimi?
- Hmmm… no to uciekniemy.
- Przecież wiesz, że to się nie może udać – brunet przewrócił oczami.
- No to co niby twoim zdaniem mamy zrobić?
- Mam pewien plan, jednak jak na razie za mało wiem o tobie, żebym mógł go zrealizować. – Naruto milczał przez chwilę.
- Niby jaki masz ten plan?
- Przejmę władzę w mafii Orochimaru.
- I co niby nam to da?
- Będziemy mogli najpierw pokonać mafię i mojego byłego szefa, później Sune.
- Ale ja ich nie mogę zabić. Klasztor potrzebuje takiego sojusznika.
- Sojusznik chciałby zabić posłańca swojego przyjaciela?
Zapadła cisza. Naruto myślał. Jeśli zgodziłby się na to co mówi Sasuke miałby większe szanse na znalezienie tego, po co go wysłali. Mieliby pieniądze i ludzi. Ale… jak później wróciłby do klasztoru? A jeśli Shaolin już nie będzie? Przecież nie po to tyle pracował, żeby zniszczyć swój dom. Bo jakoś by się do jego upadku przecież przyczynił. Było jeszcze jedno ale. Kto dawał mu pewność, że przeżyje? A musi przeżyć żeby… O boże! Jak ma się niby sprzymierzyć z mafią jak to właśnie jacyś gangsterzy zabili jego mentora? Najważniejszą osobę w jego życiu?! No jak do cholery…?
On też jest bandytą. Patrz niby jak z nim pogrywasz. To przecież bez różnicy.
Ale oni go zabili! Nie powinienem z nimi nawet przebywać!
Ci co zabili Yondaime nie wiedzieli nawet co to mafia. Przecież to był tylko gang. Jakby władze zabiłyby czwartego też byś ich tak potraktował? Przecież jesteś w obcym kraju. Tutaj wszystko jest zupełnie inne. Zupełnie.
Co mam więc robić?
Zaufaj mu. On jest jedyną osobą, która może nas uratować.
No a klasztor i… i to wszystko? Suna i klucz.
On pomoże ci to znaleźć.
Niby jak?
Zobaczysz Naruto. Zobaczysz.

- Hej, jesteś?
- Mmm tak.
- Więc? – Sasuke spojrzał na niego badawczo.
- To wszystko jest… szalone, ale chyba nie mam innego wyboru. – Brunet na jego słowa uśmiechnął się.
- Siedzimy razem w tym bagnie, po samą szyje.
- Jeszcze głębiej draniu. Po same uszy. – Naruto poruszał koniuszkami małżowiny, na co Sasuke parsknął śmiechem.
- Kolejna twoja umiejętność?
- Jak widzisz jedna z wielu.
- No… to teraz chyba pora zejść na właściwy temat naszej rozmowy.
- Nie wydaje mi się, żeby była to odpowiednia pora. – Zerknął przez ramię na lekko pochrapująco dziewczynę.
- Przecież śpi.
- Ale to naprawdę długa historia.
- Musisz mi ją opowiedzieć.
- Powiedz… Dlaczego tak nalegasz? To nie cała część planu prawda? – Uchiha zerknął na niego i zaśmiał się cicho. Jego śmiech był lodowaty.
- Nie sądziłem, że będziesz taki bystry.
- Czego ode mnie chcesz?
- Pomóż mi się zemścić.
- Na kim?
- Na mordercach – szepnął Sasuke i spojrzał na niego tym wzrokiem.
- Kogo?
- Mojej matki, rodziny, mojego życia.

Naruto zgódź się. Jeśli mu pomożesz on odwdzięczy ci się tym samym.
Nie mogę ciągle zabijać.
Nie bez przyczyny daje ci moją moc.
Bez niej też być sobie poradził!
Jęknął nagle, gdy poczuł jak w ogól jego serca zaciskają się pazury.
Na pewno?
- Z-zgoda.

~~***~~

Sakura zbudziła się z samego ranka i zaczęła im mówić, jak mają się zachowywać, czego im nie wolno (większość zakazów skierowana była do Naruto). Dziewczyna przedstawiała im również nowy życiorys. Jak się dowiedzieli jej rodzice byli konserwatystami i z pewnością nie spodobałoby im się to czym zajmują się jej przyjaciele. A przecież jadą przedstawić im ich przyszłego zięcia! Naruto przyjął tą wiadomość z dość kwaśną miną. Uchiha zresztą również nie pałał optymizmem co do planu Sakury. Lepszego jednak rozwiązania jakoś nie umieli znaleźć, by zadowolić rodziców różowo-włosej. A może ona im tylko wmawiała to, że są aż tak surowi i nieprzystępni?

Około dziesiątej rano wjechali do małej mieściny. Nieco większej od tej, w której Naruto i Sasuke spotkali się kilka lat temu.
- Zapraszam w moje skromne progi – Zawołała Sakura rozkładając ręce. Naruto patrzył na mijanych ludzi, którzy obracali się za nimi widząc taki samochód. Najwyraźniej w tych stronach luksus jest nowością.
- Ciekawe czy jeżdżą na traktorach do pracy? – Zapytał blondyn z przekrzywioną głową śledząc mijane budynki.
- Oczywiście, że nie matole. Może i nie jest to za duże miasteczko, ale mamy nawet supermarket. Może nie tak duży jak w Nowym Yorku, ale kilka tysięcy w końcu ma Milles City.
- Kurwa. – mruknął Sasuke patrząc na dom, do którego pokierowała ich dziewczyna. Trzeba było przyznać, że jeden z największych i najładniejszych w okolicy.
- Twoi rodzice są chyba nadziani. – Zauważył błyskotliwie Naru.
- No troszeczkę – zaśmiała się niepewnie, ale przestała, gdy zobaczyła kobietę w drzwiach posiadłości. – A teraz cicho…
- Geylord?! – Starsza pani stała jak w murowana patrząc z niedowierzaniem na Sakurę. Sasuke poczuł jak blondyn go szturcha. Zerknął w jego stronę i zobaczył jak ten marszczy brwi.
- Mamo to ja Sakura – dziewczyna podeszła do pani domu rozkładając ręce w powitalnym geście.
- Po co przyjechałeś?! Przecież wiesz, że ojciec nie chce cię znać po tym co zrobiłeś. – Przyjechałeś? Zrobiłeś? Co jest do cholery grane?! Chyba Sakura nie była kiedyś… Sasuke omal się nie roześmiał ze swoich myśli.
- Mamo posłuchaj przyjechałam przedstawić ci mojego narzeczonego – w tym momencie podeszła do bruneta i pociągła go w stronę kobiety. – Mamo to Sasuke. Sasuke to moja mama. – Uchiha ukłonił się grzecznie. Kobieta zmierzyła go groźnie, lecz po chwili uśmiechnęła się.
- Sasuke…?
- Sasuke Uchiha.
- Umm, chyba nie jesteś z tą.
- Nie pochodzę z Japonii.
- W jakim zawodzie pracujesz?
- Jestem biznesmanem.
- Och! Widać, widać – spojrzała z uznaniem na jego samochód. Mina jej zrzedła, gdy natrafiła na blondyna czekającego przy mercedesie.
- A to kto? Twoja koleżanka która również zmieniła płeć?! – Uchiha zamarł. Patrzył z niedowierzaniem to na panią domu, to na Sakurę, która była chyba bardziej czerwona od buraka.
- Ja niczego nie zmieniałem do cholery! – Słychać było jeszcze pieklącego się blondyna, lecz czarnooki go zlekceważył. Sakura była kiedyś mężczyzną. Mężczyzną.
- Nie powiedziałeś im? – Zdziwiła się jej matka. Brunet uśmiechnął się ironicznie. Jej.
- Nie… jakoś tak wyszło. Sasuke…? – Dotknęła ramienia bruneta. Mężczyzna spojrzał na nią, jakby właśnie zobaczył ją po raz pierwszy. Jakby właśnie się poznali i ona nie była jego przyjaciółką, tylko jakimś obcym, skrzywionym przez los facetem. Brudnym od tej całej wolnej Ameryki. W oczach… dziewczyny pojawiły się łzy. – Ty wszystko umiesz zepsuć! – Krzyknęła w stronę matki i zbiegła po schodkach prowadzących na werandę. Naruto jej nie zatrzymywał. Pobiegła ulicą.
- Wybaczcie, ale jakoś trudno nam było zaakceptować to, że Geylord został kobietą. Zrozumcie to był nasz syn. Miał zostać tak jak ojciec pastorem!
- Kiedy Sakura zmieniła płeć?
- I imię. – Dodał Naruto podchodząc do drzwi wejściowych.
- Kiedy wyjechała z miasta. W wieku szesnastu lat.
- Wtedy ją poznałem – mruknął Sasuke posępnie cofając się kilka kroków w tył. – Pani wybaczy, jednak pójdziemy jej szukać.
- Oh… tak dobrze. – Kobieta kiwnęła głową i zamknęła drzwi. Uzumaki podszedł do Sasuke.
- Wiesz w sumie nie dziwie się, że zmieniła płeć. Ja też bym zmienił, gdybym się nazywał Geylord.
- A nie zmieniłeś? – Brwi Sasuke uniosły się ku górze, a usta wygięły w złośliwym uśmiechu.
- Ach Sasuke! – jęknął blondyn wieszając się na ramieniu bruneta. Wyższemu chłopakowi coś się przewróciło w żołądku. – Przejrzałeś mnie. Wieczorem specjalnie dla ciebie założę mini i pończochy. Chcesz? – Powiedział ponętnie w uchu bruneta, który drgnął minimalnie czując gorący oddech.
- I wypchaj sobie czymś biust. Chodź pójdziemy jej lepiej poszukać, bo jeszcze się zabije i z planu nici. – Naru słysząc to stanął.
- Sasuke ty mówisz na poważnie?
- Tak, a coś się stało? – Brunet spojrzał na niego nic nie rozumiejąc.
- Tylko dlatego idziesz jej szukać?
- Na razie jestem zbyt zły żeby szukać jej z jakiegoś innego powodu.
- Nie wiedziałeś. – Oznajmił mu mądrze blondyn.
- Wiedziałem wiesz?! Tylko zatkało mnie to jak ma na imię, chodź! – warknął w stronę blondyna ciągnąc go w kierunku, w którym pobiegła… dziewczyna. Kurwa, czy teraz za każdym razem będzie się wahał, żeby określić ją tym mianem?!
- Teraz żałuję, że tutaj przyjechaliśmy – mruknął po jakichś piętnastu minutach Uzumaki, który wlekł się smętnie za czarnookim.
- Co? Czemu?
- Zostałem ciężko obrażony – zmrużył wściekle oczy – zostałem wzięty za kobietę!
- No… nie dziw się tej miłej pani. Miała swoje powody – Jakoś nie mógł się powstrzymać. Uśmiechnął się delikatnie. Kłótnie z tym młotkiem były najlepszym sposobem na poprawienie mu humoru.
- Teme! – Krzyknął Naruto i z okrzykiem bojowym rzucił się na Sasuke. Ten złapał go za ręce, którymi wymachiwał szaleńczo jak jakiś neandertalczyk. – Zaraz zobaczysz jak ci obiję tę twoją bladą gębę!
- Uważaj księżniczko bo sobie jeszcze coś naciągniesz – szepnął Uchiha pochylając się lekko – tak by patrzeć blondynowi w oczy.
- Ja ci dam do cholery księżniczkę! – wrzasnął i wyrwał się z uścisku Sasuke, lecz nie zdążył nic więcej zrobić, bo chłopak złapał go w pasie i przewiesił sobie przez ramię.
- Co ty robisz draniu?! Nie jestem workiem ziemniaków!!! – Mieszkańcy miasteczka patrzyli na nich dziwnie, gdy szli chodnikiem.
- Szybciej pójdzie jak cię poniosę, niż jak pójdziesz sam i co chwila będziesz do mnie skakał jak stado wściekłych psów.
- Sasuke! Sasuke puszczaj mnie draniu jeden! – Zaczął walić pięściami w plecy bruneta, lecz to nic nie dawało. Uchiha nie ustępował. – Czekaj tylko jak mnie w końcu postawisz to…
- Sakura ! – Krzyknął czarnooki na widok skulonej na ławce dziewczyny. Patrzyła na budynek przed sobą.
- Sasuke ja… ja chciałam cię przeprosić. Za wszystko. Za to, że przez tyle lat byłeś przeze mnie okłamywany, że w ogóle musiałem się spotykać z kimś takim jak ja. Przepraszam. Błagam Sasuke wybacz mi. – Mężczyzna postawił Uzumakiego, który spojrzał ze smutkiem na dziewczynę. – I ciebie też Naruto – dodała.
- Sakura – szepnął niebieskooki i usiadł przy dziewczynie obejmując ją delikatnie. Ta patrzyła przed siebie.
- Co to?
- To kościół. Mój ojciec jest w nim pastorem. Za kilka minut skończy się msza i…
- I zobaczy swojego syna po latach – Dokończył za nią Sasuke grobowym tonem.
- Tak. Zobaczy swojego SYNA – westchnęła płaczliwie dziewczyna i wtuliła się w blondyna, który zaczął kołysać się delikatnie trzymając ją w ramionach.
- Dlaczego mi nie powiedziałaś? – Dziewczyna powinna mu dziękować, że mówi do niej w rodzaju żeńskim.
- Bałam się tego jak zareagujesz. Bałam się, że ode mnie odejdziesz, a ja cię tak bardzo kochałam Sasuke. Tak bardzo…
- Za kogo ty mnie kurwa masz?! Przecież byłaś moją przyjaciółką. Ty mnie nie zostawiłaś, to ja ciebie też bym nie zostawił! – Syknął wściekle i odwrócił się w kierunku kościoła, z którego powoli zaczęli wychodzić ludzie, a dzwony obwieszczały koniec ceremonii.
- Zostawimy cię tutaj. Powodzenia – Naruto wstał i pociągnął bruneta w stronę, z której przyszli.
- Chyba nie zamierzasz wracać do jej domu – Sasuke ostatni raz obejrzał się za dziewczyną, która wstała i poszła w stronę świątyni.
- Oczywiście, że nie. Chyba cię porąbało! Mam lepszy pomysł.
- Mam się bać?
- Hmm… możesz zacząć – niebieskooki zaśmiał się i pobiegł przed siebie.
- Hej młotku czekaj! – Krzyknął za nim Sasuke, ale chłopak tylko się obrócił śmiejąc się jeszcze głośniej. Uchiha puścił się za nim biegiem.

~~***~~

- Po co mnie tutaj przyprowadziłeś?
- Myślisz, że może być tam coś ukryte? Jakiś skarb? Coś, co nigdy nie powinno zostać odnalezione? – Zapytał blondyn schodząc po stromej skarpie w dół.
- Słońce ci zaszkodziło? – Sasuke poszedł za jego przykładem. Po chwili znaleźli się w dole kotliny. - Prawie jak w jakimś pieprzonym westernie – mruknął Uchiha. Słońce prażyło tak mocno, że na widnokręgu rozmazywał się obraz. – Kurwa, chodźmy stąd lepiej bo się jeszcze ugotuję.
- Gdzie ukryliby coś, czego nie można znaleźć? – Powtórzył pytanie blondyn patrząc na bruneta uważnie.
- Skąd mam niby wiedzieć takie rzeczy?! Jak ja bym coś ukrywał to tam, gdzie nikt by się nie domyślił.
- Czyli?
- No nie wiem… najciemniej jest pod latarnią.
- I niby tam to znajdę? – Zapytał zszokowany blondyn z niedowierzaniem patrząc na bruneta.
- Nie młocie! To takie przysłowie, czyli, że to co masz pod nosem, to najmniej widzisz, a szukasz gdzieś daleko, rozumiesz? – Ciemnooki załamał ręce w geście rozpaczy widząc myślącego chłopaka.
- No czuje, czuje. Chyba – dodał po chwili. – To gdzie to jest według ciebie?
- Co?
- No to miejsce!
- Po co chcesz je znaleźć? Co jest w nim ukryte?- Zapytał Sasuke, patrząc jak mniejszy chłopak idzie w jego stronę.
- Dowiesz się w swoim czasie. – szepnął mu go ucha liżąc je delikatnie.
- Nie! Powiesz mi teraz! – Złapał go za ramiona i odsunął od siebie.
- Nie. – Uchiha spojrzał na niego tym wzrokiem, po chwili znów poczuł kopnięcie. Takie samo jak w samochodzie. Spojrzał na ręce mężczyzny.
- Może i jesteś odporny na moje moce, ale na prąd na pewno nie – mruknął i już miał znów go porazić. Już coś zaczęło syczeć i rozjaśniać ramiona czarnookiego, gdy Naruto odepchnął go i powiedział:
- Wysłali mnie żebym znalazł klucz.
- Klucz do czego? – Sasuke zmarszczył brwi i spojrzał na niego groźnie.
- Nie wiem, nie mam pojęcia do czego! Powiedzieli tylko, że znajdę go tam, gdzie nikt nie może tego znaleźć. Że to nigdy nie może zostać odkryte. Że jestem jednym z najsilniejszych wojowników i muszę do zrobić by wejść do Rady.
- Rady?
- Tak. Mój mentor był jej przewodniczącym. Najpotężniejszym przywódcą Shaolinu. Ja również chcę się tam znaleźć.
- Skoro nikt nie powinien tego znaleźć, to czemu ci kazali szukać? Przecież wiadomo, że ci się nie uda.
- Sasuke – potężny głos poruszył kryształkami piasku – on może wszystkiego dokonać. Ma w końcu mnie. – Kiedy Naruto znów na niego spojrzał, w jego oczach pojawiły się łzy. – Sam nie dam rady. Pomóż mi, proszę pomóż mi. Jeśli znów wrócę z niczym oni mnie wygnają, zabiją. Zabiorą mi Kyuubiego! – Chłopak padł na kolana i zaczął walić pięściami w piach tak mocno, że robił wokół siebie fale żółtych drobinek.
- Cii – Sasuke momentalnie znalazł się przy nim. Otoczył go silnymi ramionami. – Pomogę ci nie martw się.
- Obiecujesz?
- Nie Naruto. Obietnice są po to, żeby je łamać.
- To przysięgnij. Przysięgnij na swój dar, że mi pomożesz.
- Przysięgam.
- I, że mnie nie zostawisz.
- Nigdy?
- Nigdy.
- Zapomnij, nie zniszczę sobie tak życia – zaśmiał się chłopak i wziął Naruto na ręce.
- Ej! Ty draniu puszczaj mnie!
- Wróćmy już do domu Sakury. Pewnie już wróciła z ojcem.
- Taa… - kiedy mężczyzna chciał podstawić Naruto ten złapał go mocniej za szyje. – Wiesz noga mnie coś boli. – Brunet na jego słowa tylko uśmiechnął się ironicznie.