środa, 14 lipca 2010

Bom Bom! 8

Shiroi, jesteś niemożliwa xD Myślisz tylko o seksie xD
Zgred-chan, pomysł ptaszka podsunęła mi moja przyjaciółka ;)
Kuroneko, hah wybacz mi za tą pomyłkę, po prostu mam wyjątkowe trudności w zapamiętywaniu imion ( o nickach już nie wspominając) ;)
Daimon, a jak! Minato to ma być ziółko, on na grzecznego chłopca się nie nadaje xD

Rozdział zbetowany przez Sasame :)



Naruto zaśmiał się cicho.
Kiedy tak patrzył na rozwścieczonego Sasuke, coraz bardziej utwierdzał się w iście budującym przekonaniu, że wygrał. Wprawdzie dopiero pierwszą rundę… albo drugą, jeśli tak na to patrzeć. Każda wygrana buduje.
A życie stawało się jeszcze piękniejsze, gdy uświadomił sobie, że jest dwa zero.
Och, tak!
Był władcą wszechświata nawet, jeśli wszechświat jeszcze o tym nie wiedział.
Dwa zero, dwa zero. Cholera, jak to pięknie brzmi! Dwa zero…
Pierwszego gola strzelił (o ironio) wczoraj wieczorem, kiedy powalił na łopatki Uchihe, wielką gwiazdkę sportową! Mało brakowało, a chłopak klęczałby przed nim, błagając o łaskę.
Kiedy mimowolnie sobie to wyobraził, aż się zarumienił. Z wrażenia, oczywiście. Klęczący Uchiha był… Khem, khem.
Drugi raz piłka wpadła do bramki, dokładnie kilka minut temu. Albo inaczej, Sasuke strzelił sobie samobója, jeśli tak się na to mówiło. Trzeba dodać, że Naruto nigdy nie był specjalnym fanem piłki nożnej. Było przecież tyle fajniejszych sportów, gdzie można było wykazać się czymś więcej, niż bezsensownym lataniem za piłką.
Niechęć Naruto do futbolu nie zmienia jednak faktu, że gole strzelał wyśmienicie. Zwłaszcza do bramki Uchihy.
- Dlaczego zrobiłem, co?
Uśmiech nie mógł zejść mu z twarzy. Był władcą wszechświata i teraz jakaś tam gwiazdka sportowa może mu naskoczyć.
Nie liczyło się nic, prócz wyrazu twarzy Sasuke, kiedy blondyn wypowiedział swoją kwestię. To było piękniejsze niż cokolwiek na świecie, niż gwiazdy, słońce, nawet panienki z kalifornijskich plaż razem wzięte. I to uczucie nienawiści unoszące się w powietrzu. Targane powiewami gigantycznego szczęścia Naruto.
Ale i tak nienawiść Uchihy wygrywała.
Urocze.
- Nie udawaj, że nie wiesz!
- Możesz mówić trochę wyraźnie? Sasuke, kochanie, mam nadzieję, że nie dostałeś szczękościsku. - Naruto powinien w tej właśnie chwili dostać Oskara, za to, że jeszcze nie leży na podłodze i nie składa się ze śmiechu.
Sasuke, swoją drogą, zasługiwał na Pokojową Nagrodę Nobla, za to, że jeszcze nie zabił blondyna. Chociaż w gruncie rzeczy, Uzumaki nie mógł mieć pewności, że reszta społeczeństwa nie ucierpi na gniewie bruneta. Toteż dla pewności, lepiej wstrzymać się z uhonorowaniem Sasuke. Jak na razie, tylko Naruto Uzumaki zasłużył sobie na jakiekolwiek prestiżowe wyróżnienie.
Och, właśnie, a jeśli o nagrodach mowa… To władca wszechświata właśnie odbiera swoją.
- Dlaczego to zrobiłeś?! - Sasuke przestał się chyba bawić w zastraszanie, czy bicie po twarzy. Teraz, kiedy wojna już rozgorzała na dobre, pan Uchiha postanowił wyciągnąć najcięższą artylerię, tudzież, zastosować śmiertelne ciosy.
- Puść! - wyskamlał Naruto, kuląc się pod ścianą. - Błagam, puuuuść... - Starał się odciągnąć silną rękę, trzymającą go za krocze. Kiedy w jego oczach pojawiły się łzy, Sasuke uznał to chyba - jak na razie - za wystarczającą rekompensatę. I ku jego ogromnemu szczęściu, zrobił to w odpowiednim momencie, gdyż zaraz po tym jak odsunął się od blondyna, ze swojego gabinetu wyleciała dyrektorka. Zerknęła na nich szybko, lecz gdy tylko zobaczyła, że na ich twarzach nie ma krwi, postanowiła opuścić sekretariat, zapewne wezwana w jakiejś pilnej sprawie.
- Więc? - Sasuke spojrzał wyczekująco na Uzumakiego, który dochodził właśnie do siebie.
- A jak myślisz, cholera?! - odpowiedziało mu przemiłe, przeurocze warknięcie, pełne równie wielkiej nienawiści, jaką on żywił do Naruto chwilę temu
- Powiedz mi. Gdybym miał mózg pawiana, z pewnością łatwiej by mi było cię zrozumieć. Musisz mi jednak wybaczyć, ale czymś tak prymitywnym nie dysponuję.
- Taaa. - Naruto prychnął rozdrażniony. - Z pawianem łączy cię tylko tyłek.
- Cóż za cięta riposta. - Uchiha zacmokał z aprobatą. - Uważaj, bo mnie jeszcze swoją elokwencją powalisz na kolana.
Naruto spojrzał na niego zszokowany, po czym zaczerwienił się lekko, ostatecznie nie odgryzając się niczym szczególnym. Mruknął tylko niewyraźnie „wiedziałem, że jesteś gejem", po czym wyszedł z sekretariatu.
Sasuke uśmiechnął się do siebie, szybko doganiając blondyna.
- Ale jesteś wygłodniały. Nie chcą dawać, to się ma bardzo… - nachylił się nad nim, ustami prawie muskając płatek jego ucha. - ...bardzo twarde - spojrzał znacząco na jego krocze - powody do frustracji seksualnej, co?
- Chciałbym ci przypomnieć, że to ty chcesz się ode mnie czegoś dowiedzieć, więc radzę skończ już z tymi swoimi tekstami.
- Na dłuższą metę, mogę pozostać w słodkiej nieświadomości przyczyn twoich samarytańskich czynów...
- Och, zapomniałem - Naruto uderzył otwartą ręką w czoło. - U kogoś takiego jak Uchiha, sumienie zastało przysypane przez pieniądze.
Sasuke westchnął jedynie, ignorując tę uwagę. Postanowił nie zwracać sobie głowy głupimi wypowiedziami blondyna, który chciał go tylko wyprowadzić z równowagi i doprowadzić do bójki, a wówczas mógłby grać biednego poszkodowanego w starciu z Uchihą. Sam Naruto, z pewnością nie miałby odwagi narazić się dyrektorce.
A może jednak?
Pan Uchiha jeszcze nie wiedział, że dopiero przyjdzie mu poznać, co tak naprawdę znaczy odwaga Naruto Uzumakiego.
Zerknął na Uzumakiego, który zmarszczył akurat brwi, zapewne wybitnie niezadowolony z faktu, że jego błyskotliwa riposta, została, górnolotnie mówiąc, olana. Naruto postanowił więc powiedzieć coś, co z pewnością sprowokowałoby Uchihe.
- Jeśli tak cię interesuje moje życie seksualne, to w najbliższych planach mam zaliczenie twojej matki. Ona również wygląda na niedopieszczoną w tych sprawach.
To wystarczyło, by Sasuke pchnął go z całej siły w stronę ściany. Tym razem było to naprawdę bolesne. Blondyn skrzywił się lekko, patrząc teraz spod półprzymkniętych powiek, na pełną wściekłości twarz swojego wroga. Lekki uśmiech mimowolnie zagościł na ustach Sasuke.
- Jeśli powiesz jeszcze jedno słowo o mojej matce, zabiję cię jak psa rozumiesz?! - syknął, przedramieniem przyduszając Uzumakiego
Chłopak łapczywie wciągnął powietrze. Patrzył na niego - po raz pierwszy chyba - takimi przerażonymi, niebieskimi, wręcz niewinnymi oczyma. Czarnowłosy zaskoczony zabrał rękę, kiedy zadzwonił dzwonek. Najwyraźniej będą musieli później dokończyć swoją rozmowę.
Naruto nie patrząc na bruneta, wyminął go, szybko znikając za rogiem. Uchiha odetchnął ciężko, plecami opierając się o szafki.

Wszedł na wielką stołówkę, gdzie cała szkoła zebrała się już, by zjeść lunch.
Ignorował ciche, dziewczęce śmiechy, maślane i trochę bardziej wyuzdane spojrzenia, które co tu dużo mówić, po prostu rozbierały go wzrokiem. Śmiać mu się chciało, jak tylko pomyślał o tym, ile dziewczyn w tej szkole pragnie się z nim przespać. Bycie z kimś takim jak Sasuke Uchiha leżało akurat w strefie marzeń z najwyższej półki, tych arcytrudnych, czy nawet niemożliwych do zrealizowania. A teoretycznie Sasuke mógł przespać się przecież z każdą.
Dlaczego więc żadna z obecnych tutaj dziewczyn nie grzała jego łóżka swoim, czasami naprawdę ponętnym, ciałem?
Odpowiedź była jasna. Banalnie prosta i nasuwa się sama. Czemu jeść tanie mięso, skoro można mieć to z najwyższej półki?
Dziewczyny Sasuke były w głównej mierze gośćmi w pensjonacie jego ojca. A jeśli pensjonat był jednym z najbardziej luksusowych miejsc w zimowym miasteczku, to chyba oczywiste, że najlepsze kąski młody Uchiha miał prosto pod nosem.

- Hej! - krzyknął na niego Kiba, który już zasiadał z resztą ich paczki do okrągłego stolika na środku sali
Brunet przewrócił oczyma, po czym podszedł do kumpli.
- Siadaj, wzięliśmy ci lunch. - Lee z pełnymi ustami z pewnością nie był widokiem, jaki zachęcał do jedzenia
- Ale masz pecha. - Kiba zaśmiał się głośno, a jego głowa obracała się niemal o trzysta sześćdziesiąt stopni, szukając po stołówce jednej osoby. Można się już chyba było domyśleć kogo.

- Ebisu was usadził, nie ma co. Będziesz się musiał z nim cały rok męczyć.
Och, tak.
Ebisu, ich nauczyciel języka francuskiego na poprzedniej lekcji posadził Naruto zaraz obok Uchihy. Siedzieli w ostatnich rzędach i byli prawie poza wpływami zrzędliwego nauczyciela, który interesował się tym, co miał przed biurkiem.
I takim właśnie sposobem Sasuke, został skazany na obecność, elokwentne konwersacje oraz wyskoki Uzumakiego na tej lekcji.
Trzeba również dodać, że jego kumple zachowywali się z tego powodu, jakby Sasuke wygrał złoty medal na olimpiadzie. Ich szczęście naprawę nie znało granic.
- O! Patrzcie, idzie! - Kiba odwrócił się, by lepiej przyjrzeć się blondynowi, niosącemu tacę ze spaghetti. Sasuke kiedy zobaczył mięsne kulki na długim, cienkim makaronie, aż uśmiechnął się do siebie.
W momencie, gdy Naruto spojrzał na niego pełnym nienawiści wzrokiem, Uchiha uderzył lekko w puszkę Lee, która spadła ze stołu, rozlewając się na podłogę.
- Moja cola! - zdesperowany Rock już miał się rzucać na podłogę, jednak Sasuke powstrzymał go w ostatniej chwili, gdy Naruto nieświadomy otaczającego go zagrożenia wszedł w kałużę
I jak to bywa w takich przypadkach, niefortunnie poślizgnął się na śliskiej nawierzchni, a jego taca z lunchem spektakularnie wyleciała w powietrze. Spaghetti z mięsnymi kulkami zatoczyło piękny łuk i spadło prosto w dekolt idącej za Uzumakim, Sakury Haruno. Dziewczyna zbyt zagadana ze swoją koleżanką, nie zdążyła zobaczyć deszczu jedzenia mknącego w jej stronę.
I zdecydowanie było już za późno, gdy zorientowała się w całym nieszczęściu. Przeraźliwy ryk wstrząsnął szkołą, niemal od fundamentów.
Sasuke po prostu musiał odwrócić wzrok od Sakury, gdyż był pewien, że to co zobaczy na twarzy Naruto, będzie o niebo ciekawsze.
I , oczywiście, jak zawsze miał rację.
Takiego przerażenia, Uchiha nie widział już dawno. Nawet, kiedy jeszcze kilka godzin temu krzyczał w najlepsze na blondyna i groził mu śmiercią. Jego groźby i wściekły błysk w oku, z pewnością były niczym w porównaniu z furią różowowłosej.
Ale dzisiejszy dzień niósł ze sobą jeszcze więcej chwil radości, niżeli się pan Uchiha nawet spodziewał.
Właśnie w momencie, gdy Sakura zorientowała się, kto był sprawcą haniebnego czynu, jakim było pobrudzenie jej idealnego stroju, Naruto spanikowany podbiegł do dziewczyny ze słowami przeprosin na ustach i zrobił coś, czego z pewnością nikt się nie spodziewał.
- Pomogę ci! - krzyknął i wsadził rękę w jej dekolt, by wyłowić z niego mięsne kulki oraz cienki, lecz długi makaron, który ku nieszczęściu Sakury, a szczęściu i ubawie wszystkich pozostałych, zaplątał się w jej stanik
Naruto w akcji ratunkowej nie omieszkał spenetrować również jej biustu, w poszukiwaniu oczywiście swojego lunchu.
Cała sala zamarła, gdy głuche plaśnięcie zakomunikowało o zakończeniu akcji ratunkowej. Sasuke przez chwilę zaczął się nawet obawiać, że teraz to Naruto będzie potrzebował pierwszej pomocy. Jednak ten moment szybko minął, a na jego miejsce wpłynęła czysta rozkosz.
- Zrobiłeś to specjalnie! Uchiha, ty bestio! - Kiba ledwo łapał powietrze do płuc, śmiejąc się w najlepsze i nie mogąc się uspokoić. Tak samo jak i reszta jego paczki.
Brunet czekał jedynie, aż Naruto spojrzy w jego stronę. A kiedy to uczynił, Sasuke uśmiechnął się najbardziej wrednym, najperfidniejszym uśmiechem zwycięstwa, na jaki było go stać.
- Ty! - wykrzyknął Uzumaki, jednak zanim zdążył zemścić się za to jawne upokorzenie go przed całą szkołą, dopadła biedaka równie wściekła Sakura
I Uchiha mu współczuł, bo przez jedną sekundę, może mu się wydawało, a może nie, widział na ustach dziewczyny pianę.
- Sasuke! - Odwrócił się w stronę swoich kumpli, którzy powoli dochodzili do siebie. - Respekt stary, respekt! - z uśmiechem triumfu Sasuke przyjął gratulacje


- Idziemy na trening?
- Ta, za niedługo pierwsze zawody. - Sasuke wraz ze swoją paczką oraz kilkoma jeszcze osobami zmierzali właśnie wprost do hali sportowej
- Zawody?! Przecież Uchiha i Hyuuga potraktują to jak pokazanie pozostałym, ile im jeszcze do ich perfekcji brakuje! - zawołał oburzony Kiba, który chociaż również brał udział w tych zawodach, jakoś niespecjalnie przejmował się treningiem
- Dopiero później zacznie się prawdziwa walka. Teraz to tylko lokalne rozgrywki.
- Noo... - poparł go, jak zawsze skory do rozmów i ciekawych konwersacji Shikamaru. - Prawdziwe show będzie, jak przyjedzie Kanada i Europa.
Czarnowłosy uśmiechnął się do siebie. Już nie mógł doczekać się sezonu zimowego. Widział, że będzie to niezapomniany okres w jego życiu. Jednak nie mógł zdawać sobie nawet sprawy jak bardzo, prawda?


- Po co tutaj przyszliśmy?! - Naruto nie był przekonany, co do pomysłu swojej siostry i jej beznadziejnych koleżanek
- Zobaczysz! Będzie fajnie!
- Od tygodnia uczę się jeździć na mojej nowej desce, więc z łaski swojej przestań narzekać. Mama każe mi cię oprowadzić, więc szlajaj się za mną, a ja będę udawać, że cię nie znam. - Jego głupia siostra machnęła rękę w jego stronę, w taki sposób, jakby odpędzała natrętne muchy.
Naruto przewrócił oczyma, klnąc w duchu na tą cholerną wywłokę. Nic jednak nie powiedział.
Po jego przeraźliwej kompromitacji przed całą szkołą, czuł się wybitnie nie na miejscu, wśród tych zadufanych w sobie dzieciaków. Tęsknota za Los Angeles wracała z każdą chwilą, gdy patrzył na różową twarz swojej siostry. To było przerażające.
I aktualnie utrzymywał się wynik dwa do jednego, co nie było już tak budujące, jak jeszcze kilka minut temu.
Z pozycji władcy wszechświata, spadł jedynie do władcy własnych czterech liter, które jakimś cudem zdołał obronić przed rozwścieczoną Sakurą i jej brudnym biustem. A ten, trzeba przyznać, okazał się naprawdę dobrą bronią. Uderzenie z takiego balonu naprawdę boli…
- Ja też chcę spróbować jeździć na desce. - Burknął tylko, a koleżanki jego siostry już do niego doskoczyły, szczebiocząc, że bardzo chętnie go nauczą. Słysząc te zapewnienia, Naruto w nieco pogodniejszym nastroju wszedł na teren olbrzymiej Hali Sportowej, gdzie zaledwie wczoraj lizał się z Uchihą. Miał nadzieję, że dzisiaj tutaj go jednak nie spotka.

czwartek, 8 lipca 2010

Bom Bom! 7

Kuroneko, cieszę się, że Sasuke cię irytuje, bo tak właśnie ma być. Obiecuję, że za kilka rozdziałów wyjdzie na prostą, że się tak wyrażę ;) I cholera! Nie pomyślałam o białych kozaczkach xD Ale obiecuję z ręką na sercu, że na następny raz będzie takowe miała ;D. A na koniec co powiem? Ty dupku! Pozdrawiałaś chłodno i teraz u mnie jest brzydka pogoda xD Haha! Nie wiem czy jakikolwiek przypływ łaskawości u mnie, jest ci to w stanie wybaczyć ;)
alien, nawet nie wiesz jak fajnie czytało się twoją interpretację bohaterów, naprawdę bardzo mi się podobało, to jak ich widzisz ;)
Daimon, haha przykro mi z powodu twojego zaplutego monitora, naprawdę! xD Kakashi wkrótce się pojawi, obiecuję. A z jakiej gliny ulepiony jest Naruto? jezu nie wiem xD Wydaje mi się, że są to czarnoziemy xD
Ciel, Tsunade tuż przed lekcją z Gai`em, pogoniła Sasuke, Naruto i Sakure do klasy, jak zobaczyła, że są jeszcze na korytarzu. Uzumaki wziął to za szczęście, gdyż teraz to on mógł mocno oberwać od rozwścieczonego Sasuke :)


Chciałabym jeszcze podziękować dwóm osobom.
Po pierwsze mojej wspaniałej becie, która nie dość, że się przez ostatnie dni tak ze mną męczyła, to jeszcze podsunęła mi masę pomysłów dotyczących Bom Bom! Brawa dla niezawodnej Sasame! :)
Po drugie, Virus Ci, która będzie pisała opowiadanie opierające się na Bom Bom! A ten rozdział, jest przedsmakiem tego, co zobaczycie w jej fanficku ;)
Och, i jeszcze chciałabym bardzo podziękować za wszystkie komentarze. Nawet nie wiecie jak wasze słowa mnie motywują do dalszego pisania :)




Gapił się na leniwie poruszające się wskazówki zegara, jakby to one były winne całemu zamieszaniu. Jasnowłosy dupek siedzący naprzeciwko niego naprawdę niczego nie ułatwiał, zerkając na Sasuke od czasu do czasu tak, że aż miało się ochotę podejść i drugi raz mu przywalić.
Rozmasował sobie skronie, wzdychając przy tym ciężko. Naprawdę, jeszcze chwila, a jego pięść po raz kolejny wyląduje na szczęce tego pozera, któremu zaczepny uśmiech jakoś nie mógł odkleić się od twarzy. Sasuke jednak nie miał nic przeciwko temu, by pomóc mu go odczepić.
Wizję bolesnej zemsty na blondynie przerwała kulka papieru, która uderzyła go niespodziewanie w głowę. Podniósł wzrok na Naruto.
- Coś się stało?
Chłopak był chyba na tyle głupi, by naprawdę sądzić, że Sasuke nie zorientuje się, że to Uzumaki go zaczepiał. Chociaż winowajca sam patrzył na niego, jak na idiotę.
- Nudzi ci się, matole? – zmrużył oczy, kiedy zauważył kolejną papierową kulkę w ręce blondyna
- Trochę. – przyznał i uśmiechnął się przebiegle – Chcesz zobaczyć jak ptaszek leci?
Sasuke słysząc to zamrugał kilkakrotnie, patrząc z niedowierzaniem na Uzumakiego, szykującego się do rzucenia kolejnego pomiętego papierka.
- Twój ptaszek ma raczej za małe skrzydła, by dolecieć gdziekolwiek. O dziupli nawet nie wspominając. – Rzucił od niechcenia, uważnie przypatrując się reakcji blondyna. Chłopak zmrużył poirytowany oczy.
- Skoro tak, to chociaż zobacz, jak się ptaszek z ptaszkiem zderza. – Wysyczał przez zaciśnięte zęby i poirytowany rzucił kulką wprost w krocze Sasuke.
Trzeba powiedzieć, że Naruto miał wyjątkowo złe wyczucie czasu. Ba! Ów dar potrafił przysporzyć panu Uzumakiemu prawdziwych kłopotów. Najgorsze w zaistniałej sytuacji było jednak to, że kłopoty te nie mogły równać się z przejmującym uczuciem wstydu, które go czekało.
- Dzień dobry. – W pomieszczeniu rozległ się spokojny, kobiecy głos.
Sasuke z lekkim uśmieszkiem przyglądał się matce stojącej niedaleko z wyrazem zimnej furiii malującym się na jej pięknej twarzy. Swoje przenikliwe oczy zwróciła teraz na blondyna, który z powiększającym sie rumieńcem, po raz pierwszy spuścił zażenowany wzrok. Nie było wątpliwości, że widziała jak „ptaszek się zderzył z ptaszkiem”, a może i nawet słyszała wymianę grzeczności między chłopcami.
- Sasuke? – podeszła do niego i usiadła na krześle obok
Widział, że jej oczy są przerażająco zimne, może nie lodowate, ale zimne. Oczy jego matki zawsze były ciepłe, a tylko w tych nielicznych chwilach, gdy ktoś wyprowadzał ją z równowagi, wiało od niej chłodem. Tym razem skierowany był w stronę Naruto.
- Dlaczego jesteś zawieszony w prawach ucznia?
Z odpowiedzią pośpieszył Uzumaki, który, choć ze wciąż obecnym rumieńcem na twarzy, teraz patrzył hardym wzrokiem na twarz jego matki. Z pewnością szukał podobieństw między nimi.
- Bo mnie pobił.
- Słucham?!
Mikoto Uchiha była kobietą spokojną, pełną klasy i elegancji. Posiadała tą pewność siebie, o jakiej inne, zawistne kury domowe mogły jedynie pomarzyć. Najlepsze w niej było jednak to, że jednym spojrzeniem potrafiła zmrozić czyjeś serce, a jednocześnie jednym uśmiechem je roztopić. Sasuke miał po niej tę rzadką, choć niezwykle efektowną cechę.
- Sugerujesz, że mój syn cię pobił? – Sasuke był niemal pewny, że kiedy jego matka syknęła, po ciele blondyna przebiegł zimny dreszcz
- Sądzi pani, że go zna? – ciche, złowieszcze pytanie zawisło między konwersującą trójką niczym fatum
- Znam go na tyle, by wiedzieć, że nie pobiłby kogoś bez dostatecznego powodu.
- Och, czyli twierdzi pani, że go sprowokowałem? Wczoraj jakoś nie miał nic przeciwko obmacywaniu mnie w miejscu publicznym, o wkładaniu mi języka do gardła nie wspominając! – Naruto prychnął wzburzony. W głowie mu się nie mieściło, jak mogą go obwiniać o perwersyjne przejawy gejostwa, jakie wykazywało to chodzące bożyszcze!
Uzumaki był zbyt wściekły, by zauważyć, że zapanowała nagle krępująca, obezwładniająca wręcz cisza.
Spojrzał na panią Uchiha, która siedziała z wyrazem zastygłej grozy, wymalowanym na twarzy. Nie mniej ciekawą minę przybrał jej syn i Naruto przez chwilę był z siebie dumny, że zmusił takich ludzi jak Uchiha, do zdjęcia swojej zwyczajnej maski obojętności. Było to uczucie niemalże budujące.
- Sasuke, czy to prawda? – zapytała cicho, bez wątpienia wkładając wiele trudu w to, by jej głos zabrzmiał w miarę normalnie
' W miarę', było pojęciem względnym, oczywiście.
- On kłamie. – Sasuke zmrużył oczy, posyłając Uzumakiemu przeciągłe, pełne zimnej furii spojrzenie, które miało dobitnie uświadomić Naruto, że nie ma z nim żadnych szans. Jest bezbronny, tak samo jak dziecko w obcym świecie.
Naruto już miał pokręcić z rezygnacją głową, gdy drzwi otworzyły się nagle z impetem. W przejściu stanęła rozwścieczona postać rudowłosej kobiety.
- Co…? – Już miała coś krzyczeć na, jak zwykle niewinnego Naruto, gdy wzrok Kushiny natknął się nagle na dwójkę siedzącą przed blondynem. Jego matka wciągnęła ze świstem powietrze. – Mikoto, kochanie… - Jej uśmiech był tak sztuczny i wymuszony, że aż trudno było uwierzyć, iż człowiek zdolny jest do czegoś takiego.
Matka Uchihy spojrzała na nią ze skrępowaniem.
- Witaj skarbie! – pomimo ciepłego tonu i miłego uśmiechu, wypowiedziała te słowa jakby z przekąsem – Co tutaj robisz?
- Dyrektorka wezwała mnie w sprawie Naruto.
- Naruto?
- To mój syn, mówiłam ci o tym, że przyjedzie. Kilka dni temu załatwiałam w związku z tym papiery dla niego.
- Chyba zielone. - Chyba zielone. – Burknął Sasuke, jednak mocne szturchnięcie przez jego matkę zniechęciło go do dalszych złośliwości względem tego kretyna.
Teraz ważniejsze były bowiem informację, które miał okazję zebrać w sprawie pochodzenia tego idioty. Owe ciekawostki mogły niebywale pomóc w przeprowadzanym aktualnie arcyważnym planie zniszczenia Naruto.
- Twój syn…? – Mikoto spojrzała na niego teraz zupełnie inaczej
W jej spojrzeniu kryła się jakaś trudna do zinterpretowania złość, nawet pretensja. Było to coś tak uporczywego, że Naruto po raz kolejny przy tej kobiecie odwrócił z zażenowaniem wzrok. Coś mu podpowiadało, że zyskał sobie kolejnego wroga.
- Tak, odnalazłam go po wielu latach. Teraz w końcu może zamieszkać w prawdziwym domu.
- Wiedziałam, że kogoś mi przypomina, jednak na myśl mi nie przyszło, że to twój syn. Twój i Minato. – dodała po chwili tak, jakby wypluła właśnie z siebie jakiś wyjątkowo wulgarny zwrot
Kiedy Kushina już jej miała coś na to odpowiedzieć, drzwi do gabinetu dyrektorki otworzyły się, a Tsunade skinieniem ręki zaprosiła ich do środka.
- Przyłapałam pani synów na bijatyce, co oczywiście jest niedopuszczalne w naszej szkole. Sasuke, o czym przykro mi informować, niestety zostaje zawieszony w prawach ucznia. Jeśli chodzi o… - zerknęła na jakieś papiery na swoim biurku –– O Naruto, dostaje tylko upomnienie. Z racji tego, że jest nowy może nie wiedzieć o zasadach panujących w tej szkole. Zważywszy dodatkowo na jego przeszłość… Naprawdę mógł nie zdawać sobie z tego sprawy. – Zakończyła, podając matce Sasuke do podpisania dokument, który potwierdzał o poinformowaniu jej w sytuacji swojego syna. Mikoto patrzyła na niego jednak przez dłuższą chwilę, jakby nieobecnym wzrokiem.
- Dlaczego Sasuke ma zostać zawieszony, skoro pan Uzumaki go sprowokował? Ponadto taka sytuacja zdarzyła się pierwszy raz mojemu synowi, więc jestem głęboko zbulwersowana tym, iż tak surowo został potraktowany. – Tsunade już otwierała usta, by coś powiedzieć, jednak jeden gest ręki wystarczył, by ją uciszyć. - Chcę również zauważyć, że mało kto tak wiele zrobił dla tej szkoły, co jak zwykle, w potrzebie nie jest zauważane. Sądzę, że będę zmuszona odwoływać się od decyzji dyrekcji.
- Proszę więc to zrobić. Nie cofnę jednak tego, co już powiedziałam, przykro mi. – Dyrektorka westchnęła, uważnie przypatrując się obojgu swoim uczniom. Zmrużyła w zastanowieniu oczy. – Co wam się stało?
- A co im się miało stać? – Kushina położyła dłoń na ramieniu syna, jakby dyrektorka co najmniej obraziła jej dziecko
- Nie bili się tak, żeby mieć takie sińce i zadrapania. - stwierdziła spokojnie blondynka - Dopiero teraz to zauważyłam. – Dodała po chwili, machając przy tym lekceważąco, gdy napotkała na zszokowane spojrzenie obu kobiet.
- Sasuke? Chcesz mi o czymś powiedzieć? – Mikoto uśmiechnęła się lekko, jednak jej uśmiech był zapowiedzią nadchodzących nieubłaganie kłopotów.
Młody pan Uchiha wczorajszego wieczoru miał tyle szczęścia, że udało mu się uniknąć konfrontacji ze swoją matką, ojcem, czy kimkolwiek, kto mógłby pofatygować się o zadawanie niewygodnych pytać, dotyczących pochodzenia pokaźnych, soczystych wręcz owoców bójki z tym kretynem. Rano również szczęście dopisało Sasuke, który wymknął się z domu, po raz kolejny uciekając od zbędnych pytań. I tak toczyło się koło sukcesów, aż do tej pory. Teraz będzie w końcu musiał ujawnić szczegóły swojego kompromitującego błędu. I zero deski ratunkowej w postaci, chociażby wygranego pojedynku z tym idiotą. W oddali majaczyło, więc pasmo samych żenujących porażek.
- Naruto? – Tsunade po braku jakiejkolwiek reakcji ze strony bruneta, zwróciła się do Uzumakiego, który patrzył uważnie na Sasuke, również niewiele kontaktując. – Naruto!
- Tak? – chłopak po interwencji matki w końcu wrócił do rzeczywistości
- Czemu jesteście tacy poobijani?
- Poobijani?
- Nie kłamałeś, mówiąc, że wczoraj rzeczywiście się biliście? – zapytała matka Sasuke
- Ja… - Naruto wciągając ze świstem powietrze do płuc
Sasuke nie powiedział ani matce, ani nie chciał powiedzieć dyrektorce. Z pewnością odczuwał zbyt wielki wstyd po tym, co wydarzyło się zeszłej nocy. Nie chciał przyznać się do pomyłki a przede wszystkim słabości, jaką okazał przegrywając walkę.
Naruto zastanawiał się chwilę co powiedzieć. Chyba zbyt pochopnie ocenił swojego nowego kolegę, a co za tym idzie zbyt szybko powiedział matce o całej bójce.
- To było nieporozumienie. – Westchnął ciężko, przecierając oczy. – Pokłóciliśmy się o coś błahego, a potem nam nerwy puściły. Sprowokowałem go, więc Uchiha nie powinien ponieść żadnych konsekwencji. To wszystko to moja wina.
Postanowił zignorować zaskoczone - ba! zszokowane - spojrzenie Sasuke, pełne wściekłości, zielone oczy jego matki oraz Mikoto, która patrzyła na niego dużo cieplej i przyjaźniej niż na początku.
Tsunade prychnęła poirytowana.
- Niech wam będzie. – Zmięła naganę w zupełnie podobną papierową kulkę do tej, jaką jeszcze kilka chwil temu Naruto rzucał w młodego Uchihe. – Jednak pamiętajcie, że drugiej szansy już nie dostaniecie. Jeśli kiedykolwiek któryś z was pobije kogokolwiek, nie będę nikogo zawieszała. Po prostu zadzwonię na policję, czy to jasne?
Naruto i Sasuke zgodnie pokiwali głowami, po czym wyszli, zostawiając matki w gabinecie dyrektorki.
Tsunade z głębokim westchnieniem odchyliła się na swoim wielkim fotelu, patrząc uważnie na dwie kobiety, które czekały na dalszą rozmowę. Uśmiechnęła się do nich ciepło.
- Chłopcy chyba za bardzo się nie polubili.
Odpowiedziała jej cisza.
- W przeciwieństwie do was, co nie?
Zaśmiała się cicho, widząc miny obu kobiet. Już miała coś dodać, jednak dźwięk telefonu jej w tym przeszkodził. Podniosła słuchawkę z nieskrywaną złością. W końcu nie często ma możliwość porozmawiania z nimi dwiema na osobności.
- Muszę wyjść. – Poinformowała swoich gości, niemal warcząc w stronę odkładanej słuchawki. – Jiraya jakimś cudem zamknął się w damskiej szatni na hali. Mam nadzieję, że zaraz wrócę. Powspominajcie stare czasy. – dodała z szelmowskim uśmiechem i wybiegła szybko z gabinetu, jakby nauczyciel wf niewiadomo jakie świństwa robił z jej uczennicami



Kobiety spojrzały na siebie, będąc teraz zdecydowanie mniej skrępowe. Mikoto uśmiechnęła się do swojej przyjaciółki, kładąc swoją dłoń na dłoni Kushiny.
- Nawet nie sądziłam, że twój syn ma tyle samo lat, co Sasuke.
- Najwyraźniej zapomniałam o tym wspomnieć ostatnim razem. – Burknęła rudowłosa, odtrącając rękę Mikoto. Spojrzała na nią karcąco. – Sama wiesz, jakbyś na to zareagowała.
- Wiem, kto zostałby obarczony winą za zrobienie tego bękarta. – Wyszeptała cicho, jakby doskonale zdawała sobie sprawę, jak te słowa zabolą Kushine. Może miała nadzieję, że jej przyjaciółka ich nie dosłyszy? Albo, że ktoś inny mógłby poznać tajemnicę rudowłosej.
- Przestań… - Kushina potrząsnęła głową, zerkając nerwowo w stronę drzwi. – Przestań tak o nim mówić.
W jej oczach pojawiły się łzy. Mikoto doskonale wiedziała, jak wyprowadzić ją z równowagi. W jaki punkt uderzyć, by zadać najcelniejszy cios. Taki, który równie mocno bolał i ją.
- Czemu go tutaj sprowadziłaś?! – syknęła Uchiha, łapiąc za podbródek przyjaciółki i patrząc gniewnie w jej oczy
- Już ci mówiłam. – starała się odwrócić wzrok, jednak brunetka nie pozwoliła jej na to
- Wiedziałaś jak wygląda, prawda? Wiedziałaś to! – szarpnęła nią wściekle. – Przyprowadziłaś go tutaj, by zapełnić pustkę po Minato. Od początku nienawidziłaś tego dziecka, bo to ono zniszczyło ci związek. Ale teraz, kiedy widzisz w Naruto Minato, możesz go pokochać, prawda? On już nigdy do ciebie nie wróci, jednak Naruto może być jego zastępstwem.
- Mikoto… - Kushina patrzyła na przyjaciółkę szeroko otwartymi oczyma, zagryzła mocno wargę, by powstrzymać łkanie. Łzy wolno spływały po jej policzkach.
Mikoto wygrała. Złamała Kushine, obnażyła prawdę, którą jej przyjaciółka tak starała się ukryć, od której tak uciekała.
- Wiesz, jaki on jest? Stanie się takim samym skurwielem jak jego ojciec. Zrani cię tak samo jak on!
Głośne plaśnięcie przeszyło gęste powietrze w gabinecie dyrektorki. Uchiha złapała się za czerwony od uderzenia policzek.
- Nie masz prawa tak o nim mówić! – Krzyknęła Kushiha łamiącym się głosem. Wytarła brzegiem dłoni łzy. – Naruto ochronił twojego syna przed zawieszeniem! Co by powiedział Fugaku, kiedy by się dowiedział, jak myślisz?
Kushina wbrew pozorom miała wystarczająco dużo siły, by odeprzeć atak przyjaciółki. Z ofiary, stała się atakującą. Jednak nie tak łatwo było zranić Mikoto. Jej maska obojętności stworzona była z wyjątkowo silnego tworzywa – doświadczenia, które w wystarczającym stopniu zahartowało tą spokojną, elegancką kobietę.
- To ty nie znasz własnego dziecka, chociaż wychowujesz go już tak długo. Nawet nie wiesz do czego on jest zdolny. Sasuke w równym stopniu jest podobny do swojego ojca, jak Naruto do Minato.
- Zamilcz. – Ostrzegła ją Mikoto, podchodząc do rudowłosej i łapiąc ją za ramiona. – Jeśli powiesz jeszcze jedno słowo…
- Nie lubisz tracić kontroli, prawda? – Kushina uśmiechnęła się blado, pozwalając dłoniom przyjaciółki coraz mocniej się zaciskać. Nie wiedziała, czy zostaną sińce. Delikatne ręce brunetki, nie mogły się przecież równać ze stalowym uściskiem jej męża.
- Co ty możesz wiedzieć o kontroli?! – prychnęła Mikoto, puszczając ją w końcu – Nigdy jej nie miałaś.
- Ja nigdy jej nie miałam, jednak ty zostałaś jej pozbawiona. - Nachyliła się nad przyjaciółką, czułym gestem odgarniając jej z czoła czarne pasma włosów. – Jak to jest być marionetką Fugaku? – wyszeptała wprost do ucha dumnej pani Uchiha, żony właściciela luksusowej sieci pensjonatów, matki sportowej gwiazdy
Mikoto dopiero teraz zrozumiała, że bez nich nie istniała.


Kiedy Sasuke i Naruto znaleźli się z powrotem w sekretariacie, Uchiha spojrzał uważnie na swojego wybawcę. Zacisnął mocno pięść, bo dłoń zaczęła go świerzbić, by znów uderzyć tego kretyna. Wolał, do jasnej cholery, już zostać zawieszony, niż teraz mieć dług wdzięczności u kogoś takiego jak Uzumaki.
- Dlaczego to zrobiłeś? – wysyczał przez zaciśnięte zęby.

piątek, 2 lipca 2010

Bom Bom! 6

Shiroi, muszę cię zaskoczył, ale będzie gwałt! Na razie nie zdradzam jednak żadnych szczegółów...
Black Lady, niestety nie powiadamiam.
Tohma, plastic is fantastic ;)
Sasame, Gaary nie planuję w ogóle w Bom Bom!, Pain również nie wystąpi z mojej nienawiści do jego postaci(przyczyny osobiste, nawet nie pytaj, lol ;)) Suigetsu najprawdopodobniej pojawi się pod koniec, za to dla Orochimaru przygotowałam specjalną rolę ;) I myślę, że już niedługo i on będzie miał w tym opowiadaniu 5 minut ;).Haha! Co do brata przydoniego, cóż... Tarzan rządzi dżunglą ;) Och! A jeśli chodzi o sojusznika blondyna, to będzie, będzie oczywiście, jednak nie wiem czy wam się spodoba xD.
alien, kochanie, nie chcę być przyczyną twojej przyszłej łysiny, jednak Sasuke chyba okaże się nieco lepszy od Naruto w sporcie xD W końcu to sportowa gwiazda, jadąca za rok na olimpiadę ;) Jeśli chodzi o Sakurę, ej no! xD Starałam się, ona ma być jak najbardziej wkurzająca, ot co! ;)
Qeen, cieszę się, że Naruto tak przypadł ci do gustu. Zazwyczaj nie myślę nad tym jacy chłopcy będą i to wychodzi mniej więcej podczas pisania, toteż miałam farta, że nie wyszedł mi Uzumaki jakiś pokraczny. Co do Sasuke się zgodzę, on w każdej sytuacji, w każdym opowiadaniu jest super ;).
Kuroneko, no a kto miał być cieniem kalifornijskiej piękności, jak nie Sakura xD Co do pytań, kurcze xD Była dziewczyna Naruto nie jest nikim szczególnym, a wy o nią tak dociekacie. Jak uda mi się coś zaskakującego wymyślić, to może wplotę to w fabułę, jednak ex Uzumakiego wydaje mi się, że przejdzie bez większego szumu ;) Haha, co do kumpli z poprawczaka, muszę ci powiedzieć, że to jest naprawdę dobry pomysł z Akatsuki xD I mi również podobało się określenie Sasame o bracie przyrodnim Naruto ;) Tarzan rządzi dżunglą.

~~***~~


Wraz ze słoneczną pogodą moja wena gdzieś uciekła, więc musicie mi wybaczyć za ten rozdział.
I postaram się w końcu odwiedzić blogi, które mi podaliście w komentarzach. Oczywiście te do których dostałam linka.
Jeszcze jedna rzecz:
Pytam czysto teoretycznie i wątpię, czy będzie jakiś odzew, jednak jeśli ktoś chciałby zostać moją betą bardzo bym się z tego cieszyła ;) Jeśli więc znajdzie się jakiś chętny, proszę mi o tym napisać w komentarzach.


Szkoła to miejsce gdzie zgłębia się arkadia wiedzy, uczy o ważnych i mniej ważnych rzeczach, zdobywa się wytrwałość, nabywa obowiązkowości, poznaje słodki smak grzechu, którym jest ściąga na sprawdzianach.
Jednak szkoła to także ludzie. Nauczyciele, a przede wszystkim uczniowie. To tutaj nawiązuje się pierwsze przyjaźnie, czasem nawet miłości. Zdobywa się wrogów i kiedy szczęście dopisze, ci ludzie mogą posłużyć nam na całe życie.
Szkoła to również elita, król i królowa balu, od których zależy życie ich poddanych, a w szczególny sposób nowych śmiałków, którzy przez niefortunny bieg wydarzeń, musieli wkroczyć do przerażającego królestwa.
Rodzi się jedynie pytanie, czy w chaszczach złowieszczej, rządnej krwi młodzieży, nowo przybyły znajdzie jakąś przyjazną duszę…?

Sasuke wszedł do klasy językowej bez pukania. Był przygotowany na to, że ich nauczyciel literatury angielskiej – podobnie zresztą jak jego trener – spóźni się wystarczająco długo, by Uchiha mógł spokojnie usiąść w ławce, która mieściła się na końcu klasy, tuż przy oknie, rozpakować książki potrzebne na zajęcia, spławić namolne dziewczyny z jego klasy, które były bardziej zahartowane niż star nierdzewna a na ich obliczu znajdowały się tylko niewielkie rysy, po starciu z Sasuke, przystojniakiem, który po raz kolejny dał im kosza, mniej lub bardziej spektakularnego. Nie chwaląc się krążyły już legendy o kilku numerach, jakie on i jego kumple wycieli namolnym panienkom. Problem jednak w tym, że ćmy zawsze będą lecieć do światła, nieważne ile razy się sparzą.
Westchnął cierpiętniczo, starając się ze wszystkich sił zignorować podniecony szum w klasie, który wywołał pojawieniem się w towarzystwie Sakury. Było jasne, co sobie wszyscy pomyśleli.
Napotkał wzrok Kiby, który mówił więcej niż jego bezczelny uśmieszek. Nawet Shikamaru obudził się i patrzył zaskoczony na Uchihe, który zmroził ich jedynie spojrzeniem. Pan Uchiha nie miał jednak pojęcia, że uwaga wszystkich zebrała się nie wokół domniemanej pary kochanków a nowego poddanego, jakiego już wkrótce przyjdzie im gnębić.
- Kto to jest? – Zapytał ktoś, nie ważne kto. Dużo istotniejsze jest, że właśnie po tym pytaniu rozpętała się katastrofa, jaką przewidział Uzumaki.
Sasuke dotarł już do swojego miejsca na końcu sali i spoglądał uważnie na stojącego dokładnie na środku klasy blondyna. Chłopak zdawał się nie zwracać uwagi na krzyki, docinki, nawet i groźby. Po prostu stał, patrząc na wszystkich spokojnym, pewnym siebie spojrzeniem. Jego opalona skóra, nie zdradzała zdenerwowania w postaci uroczych rumieńców, a w niebieskich oczach nie dostrzegł nawet cienia niepewności. Wydawałoby się, że nie jest go w stanie zedrzeć żaden gówniarz, który starał się zaimponować kolegom w coraz to wymyślniejszych złośliwościach względem Uzumaki.
Sasuke w głębi ducha, w głębi wszystkich głębi był poruszony jego zachowaniem na tyle, że jego lepsza strona była w stanie podejść do Naruto i nakrzyczeń na tych wszystkich debili, którzy ośmielili się go zaczepić. W nieco płytszej głębi był pod wrażeniem zachowania blondyna, który mu naprawdę zaimponował. Natomiast w tej najpłytszej z głębi chciał udowodnić, że nikt nie jest w stanie dopiec Uzumakiemu tak, jak Sasuke Uchiha.
- Przylazł za Haruno – mruknął jakby od niechcenia, jednak momentalnie wszystkie głowy zwróciły się w jego stronę. Trzeba przyznać, że doskonale wyszkolił swoich poddanych. – Uważajcie, bo jeszcze którąś z was może zgwałcić.
Zapadła chwila ciszy. Jego słowa można było uznać za zupełnie błahe, zwykły głupi docinek, jednak Sasuke wykształcił sobie coś na wzór autorytetu i każde jego słowo traktowane było z największą powagą.
- Wyrzućmy go stąd!
- To jakiś zbir, zboczeniec! Co jeśli nam coś zrobi?
- Och, z pewnością. Widziałem jak cię wczoraj podglądał, pod swoim domem – zwrócił się do Sakury, która siedziała w sąsiednim rzędzie, również z tyłu. – Może być niebezpieczny.
Sasuke zwykle umiał kłamać, czasami jednak jego kłamstwa nie posiadały w sobie górnolotnej świeżości fałszu, ale najważniejsze, że działały.
- Podobno był dilerem i wysłali go tutaj na roboty społeczne.
Domyślił się już, że z pewnością jest to nowy uczeń, o którym usłyszał kilka dni temu plotki. Od jego matki, jednak mniejsza z tym.
- Dilerem? – Sakura aż się zapowietrzyła, kiedy to usłyszała. Zerknął na Uzumakiego, który ku jego ogromnemu zdziwieniu stał jedynie, uśmiechając się przy tym delikatnie. Z pewnością zdał sobie sprawę z tego, że poddani Sasuke są jak organizmy jednokomórkowe. Z tym tylko, że zamiast jedzenia potrzebują skandalu.
- Co z nim robimy? – Nagle nad jego ławką pojawił się Kiba, który o dziwo nie brał udziału w dogryzaniu koledze. Z pewnością doskonale zdawał sobie sprawę, że największa zabawa dopiero przed nami i teraz nie warto tracić czas na jakieś bezsensowne podchody.
- Jak na razie, nastawimy przeciwko niemu klasę – odszeptał mu Uchiha, nie odrywając wzroku od Naruto, który akurat w tym momencie zaszczycił go swoim spojrzeniem. Uśmiechnął się do niego lekko, można by nawet powiedzieć, że z sympatią.
- A potem?
Uchiha oderwał się w końcu od kontemplowania sylwetki Uzumakiego i spojrzał na Kibę z nieskrywanym politowaniem.
- Jak to co? – Chłopak z pewnością nie wyczuł kpiny w jego głosie.
- Chcesz go pobić? – Po tajnego spotkania w ostatniej ławce dołączył również i Shikamaru.
- Nie wiem, może później. Wszystko zależy od tego, jak się będzie sprawował.
- Już mu współczuję – Nara westchnął, chociaż równie dobrze można byłoby to potraktować jako ziewnięcie.
- Noo – Kiba zarechotał cicho, drapiąc się po głowie. – Zemsta Uchiha to coś niewyobrażalnego.
- Kretynie! – Sasuke odepchnął go od ławki, tak, że chłopak zachwiał się i wylądował prosto na Sakurze. Dziewczyna wydarła się przeraźliwie, jednak zignorowali ją. – Pchły roznosisz.
I kiedy to Kiba miał mu przyłożyć, do klasy wszedł uśmiechnięty od ucha do ucha Gai-sensei, ich nauczyciel literatury angielskiej.
- Dzień dobry wszystkim! – Zawołał jak zwykle pełen energii. W przeciwieństwie do niewyspanych, markotnych uczniów, którzy woleliby lepiej spędzić dzisiejszy dzień, niżeli siedząc w szkole. – Och! – Wyrwało się z ust nauczyciela na widok stojącego na środku klasy blondyna. Zatrzymał się mierząc go uważnym spojrzeniem. – A ty to…?
- Naruto Uzumaki, nowy uczeń – mruknął, wzruszając jednocześnie ramionami, jakby te informacje były oczywiste.
-A… - Gai zrobił niezdecydowaną minę. Podszedł do biurka i ostrożnie położył na nim dziennik. Odsunął krzesło i przyjrzał mu się uważnie. Zwykle nie siedział prowadząc wykład, jednak teraz wyglądał, jakby rozważał spoczęcie na tym podejrzanie wyglądającym meblu. Zmrużył swoje czarne oczy, lecz większy efekt dało zmarszczenie wielkich brwi. – Aha – dokończył, chyba nie za bardzo będąc poinformowanym w temacie.
- Proszę pana! To żaden nowy uczeń, tylko jakiś pedofil! Przyszedł nas obmacać – poinformowała go Sakura, a w ślad za nią poszły i inne dziewczyny, które zastraszone wizją swojego przyszłego oprawcy, domagały się wezwania policji. Nauczyciel słuchał tego wszystkiego z zaskoczeniem, ale i rosnącym przerażeniem malującym się na jego twarzy. Odchrząknął, patrząc uważnie na potencjalnego przestępcę, który stał jakby nigdy nic.
- Nie masz nic do powiedzenia?
Chłopak wzruszył tylko ramionami i uśmiechnął się lekko.
- Cokolwiek powiem, zostanie obrócone przeciwko mnie.
- Macie racje, cholera! – Krzyknął nagle Gai, siadając z impetem za biurkiem. – Coś z nim jest nie tak! Do dyrektora! – Zawołał i nagle, tak po prostu stracił zainteresowanie potencjalnym przestępcą, rozpoczynając lekcję. Dzisiaj mieli rozpocząć omawianie jego ulubionej lektury i już nie mógł się doczekać, jak zaczną dyskutować na wszystkie te niesamowite tematy, poruszane przez jego ulubionego dramatopisarza.
Klasa gapiła się na Naruto, a Naruto gapił się na swojego przyszłego nauczyciela z taką miną, jakby Gai`owi dali papierek tylko temu, że dawał dupy. Sasuke mimowolnie uśmiechnął się, gdy ich bystry, nadpobudliwy i nieco zakręcony nauczyciel, po sprawdzeniu obecności i rozpoczęciu wykładu, zauważył, że potencjalny przestępca gwałciciel, nie ruszył się z miejsca.
- A ty tu, czego jeszcze?! – Zawołał poirytowany, odkładając nieco za mocno książkę na stolik ucznia siedzącego w pierwszej ławce.
- Nie wiem, gdzie jest dyrekcja.
- Jak to nie?! Hinata zaprowadź go! – Syknął do dziewczyny, której stolik znajdował się akurat najbliżej drzwi.
- Ale on ją może zgwałcić! – Syknęła Sakura, zawsze gotowa do niesienia pomocy.
- No to niech idzie jakiś chłopiec – nauczyciel rozejrzał się po klasie, a Sasuke zaklął szpetnie w myślach, kiedy jego wzrok zatrzymał się na brunecie. – Uchiha! Ty pójdziesz, ciebie raczej nie zgwałci – mruknął i od razu wrócił do wykładu, jakby to on był tutaj najważniejszy.
Sasuke spojrzał na Naruto, który zmrużył swoje niebieskie oczy, przeszywając go swoim spojrzeniem.
- Niech to szlag – mruknął cicho, przechodząc akurat koło ławki Kiby. Chłopak spojrzał na niego niepewnie, jednak gdy tylko brunet go minął, przygryzł wargę, starając powstrzymać się od śmiechu. Z pewnością spowodowała to uwaga nauczyciela.
- Shikamaru! Ej, pst! – Uderzył w krzesło kolegi siedzącego naprzeciwko niego.
-Co? – burknął Nara wybudzony z przyjemnej drzemki.
- Jeszcze wczoraj to Sasuke chciał zgwałcić tego pacana. Teraz może ten cały Uzumaki mu się odpłacić. Jeszcze do tego dojdzie, że zaczną się wzajemnie gwałcić!
Kiba Inuzuka znany był w całej szkole, a nawet i miasteczku z tego, z tego, że jego poczucie humoru było dość niekonwencjonalne, nieco złośliwe ale przede wszystkim miał on wyjątkową zdolność do żartowania o „tych” rzeczach w sposób wielce nietaktowny, czasem nawet wulgarny. Czego przykład widzieliśmy przed chwilą. Ku jego ogromnemu jednak szczęściu, jak na matoła przystało, Sasuke Uchiha nie słyszał jego zabawnego żartu, z grobową miną wyprowadzając potencjalnego przestępcę z klasy.


- Idziesz wzdłuż korytarza, skręcasz w prawo, schodami z dół i po lewej stronie masz gabinet – powiedział zimno, mierząc go zupełnie innym spojrzeniem niż przed lekcją, na korytarzu i w klasie.
- A co jeśli zgwałcę kogoś po drodze?
- Byleby nie dyrektorkę – mruknął tylko i już miał odchodzić, gdy Naruto w ostatniej chwili złapał go za nadgarstek. Uchiha odwrócił się ze wściekłym wyrazem .– Co?!
- Nie oddasz mi za wczoraj? Teraz masz idealną okazję, zero świadków, możesz pokazać, co potrafisz. – Nawet nie zdając sobie z tego sprawy, oblizał powoli usta, wciąż patrząc w czarne oczy swojego nowego kolegi. Uchiha uśmiechnął się kpiąco, tak jak tylko on potrafił.
- Myślisz, że będę się bił z kimś takim jak ty?
- Wczoraj jakoś nie narzekałeś. Chyba, że się boisz, to zrozumiem.
Naruto z satysfakcją zobaczył, jak usta jego rywala zamieniają się w cienką kreskę, a w jego oczach pojawiają się cudowne, płomienne ognie. Uśmiechnął się wesoło, jednak jego radość nie trwała długo. Skończyła się, kiedy czarne oczy spojrzały w bok, na kąt ściany, gdzie znajdowała się kamera, a kiedy Naruto udało się już zarejestrować ten fakt, został brutalnie pociągnięty w stronę najbliższego korytarza. Dopiero kiedy uderzył boleśnie plecami o jakieś szafki, upewnił się w przekonaniu, że tutaj nikt ich przynajmniej nie widzi.
Może te kamery nie były takim złym pomysłem?
- Słuchaj gówniarzu… - syknął Uchiha, łapiąc go za przód bluzy i przyciskając do szafek całym ciałem.
- Nie uważasz, że ta… pozycja może wyglądać nieco dwuznacznie? – Naruto wszedł mu w słowo, a żeby jeszcze bardziej dopiec brunetowi, oplótł go nogą w pasie, uśmiechając się przy tym naprawdę uroczo. I niewinnie, to przede wszystkim.
- Naprawdę? – Ku jego zdziwieniu, Sasuke również odwzajemnił uśmiech. I nawet nie podejrzewał, że uśmiech tego faceta może być tak… czarujący, to chyba dobre określenie. Uzumaki odwrócił wzrok.
- Naprawdę – burknął tylko, znów przerywając brunetowi w momencie, kiedy ten chciał coś powiedzieć. – A co jeśli pomyślą, że cię gwałcę?
- Zamknij się i słuchaj! – Syknął, jeszcze mocniej napierając na biednego blondyna. – Jeśli zostaniesz w tej szkole, osobiście zadbam o to, żebyś przeżył tutaj najgorsze chwile swojego życia, rozumiesz?
Naruto pokiwał z powątpiewaniem głową. Jego spojrzeniem było raczej sceptyczne, jednak na Uchiha nie zrobiło to najmniejszego wrażenia. Brunet ciągnął dalej swój wywód, mający na celu zastraszenie Naruto.
- Wszyscy będą cię nienawidzić tak bardzo, że nie minie tydzień, a znikniesz stąd, zostając jedynie nikłym wspomnienie, ot koszmarnym snem.
- Jasne – blondyn prychnął, uwalniając się w końcu z uścisku swojego nowego kolegi. – Obejmowałeś mnie tak mocno, jakbyś mnie nigdy nie chciał puścić. Nie mogę cię zostawić samego, bo z pewnością będzie ci smutno, kiedy sobie pójdę – zauważył i jedynie dzięki swojemu refleksowi w porę ominął pięść bruneta, która uderzyła z głośnym hukiem o szafkę.
- Ty sukinsynie, jak śmiesz?! – Krzyknął Uchiha, już chyba przestając bawić się w grę wstępną. Z pewnością uznał, że najwyższa pora na najlepszą zabawę.
- Ułaa! – Uzumaki nie miał tym razem tyle szczęścia. Jakoś nie chciał myśleć nawet o tym, że mogło go ono opuścić. Jakiś cichy głosik – podejrzewał, że był to ten należący do jego głęboko ukrytego rozsądku – podpowiadał mu, że w starciu z wściekłym, poprawka – z pałającym rządzą mordu kolegą, jedynie szczęście może go wybawić.
A szczęściem tym razem nie okazały się jego zwinne pięści, ćwiczone przez tyle lat na twarzach kolegów z poprawczaka.
Szczęście nadeszło zupełnie niespodziewanie, niczym powiew wiosennego wiatru.
- Do jasnej cholery! Co jest grane?! – Blondynka, z dużymi cycami podbiegła do nich tak szybko, że Naruto zdążył oberwać jedynie trzy razy. Kobieta jednak nie grzeszyła delikatnością odpychając ich od siebie.
Naprawdę można było odnieść wrażenie, że chłopcy nie chcą się rozstać, a tym bardziej rezygnować ze swoich płomiennych uścisków.
- Uchiha! Zostajesz zawieszony! A ty, to niby kto?! Do mnie, ale już! Jazda! – Krzyknęła rozwścieczonym głosem i dopiero teraz Naruto zdał sobie sprawę, że widział ją wcześniej.
Szczęściem okazała się dyrektorka.
Jednak jak to się mówi?
Szczęściem w nieszczęściu.

sobota, 26 czerwca 2010

Bom Bom! 5

Kuroneko, oj dziękuję za reklamowanie mojego opowiadania! :D

alien, szczerze powiedziawszy, to do fantastycznego stylu brakuje mi jeszcze dużo, ale naprawdę dziękuję za miłe słowa^_^ Jeśli chodzi natomiast o seks, w Refuge występował on bardzo często i teraz akurat trzeba czekać na odpowiedni moment, by znów zaczął się maraton, że się tak wyrażę. Dla mnie bogaty wątek erotyczny jest raczej zaletą, jednak dużo zależy od jego napisania, bo często jest strasznie nudny, więc wiem skąd bierze się twoja niechęć co do niego ;)

Black Lady, w przypływie łaskawości wybaczam ci, że nie komentowałaś... nie no żartuje oczywiście xD Zdaje sobie sprawę, że rodzina Naruto może irytować, jednak właśnie po to została wymyślona ;) Boję się tylko, żeby w tą irytacją nie przesadzić. Mam nadzieję, że uda nie przekroczyć mi się odpowiedniej granicy. Cieszę się natomiast, że główni bohaterowie się podobają, mam nadzieję, że z nimi również nie schrzanię.


Dedykuję Pazurkowi, która zawsze mi pomaga i na którą zawszę mogę liczyć (chociaż rozdział jest bez jej opinii, więc nie wiem czy się wam spodoba).
Może być nieco irytująco ^ ^


Kiedy wszedł do łazienki uśmiechnął się krzywo do swojego odbicia. Na dłuższą metę nie wyglądał tak źle, jak to sobie wyobrażał, jednak trochę brakowało mu do zwykłego – obezwładniająco niesamowitego wyglądu.
Opuszkami palców dotknął rozcięć na twarzy, które wciąż lekko szczypały. Z pewnością po zadrapaniach nie będzie żadnego śladu, żadnej blizny. Automatycznie zerknął w stronę policzków. Cienkie rysy teraz wydawały się zupełnie delikatne, jak po muśnięciu kolcem róży. Zupełnie delikatne… nie tak jak kiedyś. Przymknął oczy na wspomnienie sprzed sześciu lat. Głębokie blizny stały się jedynie zamierzchłym cieniem okrutnej przeszłości. Niczym więcej?
- Naruto! Na miłość boską pośpiesz się! Jak twoja siostra mogła obudzić cię godzinę temu, a ty jeszcze nie jesteś gotowy? – Jego matka zapukała zirytowana do łazienki.
Och, jego urocza młodsza siostra, zawsze służąca pomocą.
- Już idę! – Odkrzyknął jej nie mniej rozzłoszczonym tonem.
W ekspresowym tempie wykonał poranną toaletę. Przeczesał rękę blond włosy, które wciąż opadały mu na czoło. Niektóre postrzępione kosmyki odstawały zabawnie. Po zastanowieniu zabrał szczotkę i nieco staranniej rozczesał swoją czuprynę, chociaż i tak był pewien, że niesforne kosmyki zrobią, co im się będzie podobało. Podobnie zresztą jak i właściciel, temu wszyscy mogli być pewnie. A jeśli nie byli, z pewnością szybko się, co do tego przekonają.
Gdy już miał wychodzić z łazienki, ostatni raz spojrzał w lustro. Duże, lekko skośne, szalenie niebieskie oczy uśmiechnęły się do swojego właściciela zawadiacko. Och, tak. Oczy były jego największym atutem i kto wie, może dzisiaj ktoś złowi się na jego zniewalające spojrzenie?
Roześmiał się diabolicznie, wychodząc z łazienki i kierując się do salonu.
- A gdzie masz plecak? – Siostra spojrzała na niego smętnie, a jej zielone oczy przybrały jeszcze dziwniejszego wyrazu niż zazwyczaj. Tak z pewnością słowo „dziwny” było najmniej krzywdzącym wyrazem, opisującym przyrodnią wywłokę, znaczy siostrę. Dziwną siostrę.
- Cholera, zapomniałem – mruknął blondyn i szybko pobiegł do swojego pokoju na poddaszu. I jak to bywa, kiedy człowiek się śpieszy, kiedy zbiegał w dół, noga ujechała mu i boleśnie, choć efektownie wyrżnął na drewnianych, stromych schodach.
- No rzesz kurwa – jęknął cicho, ledwo łapiąc oddech. Z trudem podniósł się do pionu, rozmasowując sobie plecy, chociaż powinien sobie rozmasować więcej części ciała, które ucierpiały w tym niewielkim wypadku. A już w ogóle, to powinien rozmasować mu je ktoś inny, na przykład jakaś panienka w bikini z dużymi…
- Ała! – Syknął, kiedy coś twardego uderzyło w jego nogę. Odwrócił się do swojego mniejszego brata, który już celował w niego kolejną… pomarańczką. Naruto spojrzał na niego w zdziwieniu.
- W naszym domu się nie klnie, gnojku! – Czy zdawał sobie sprawę, że brzmiał prawie tak jak swój ojciec?
- Jedzeniem też się nie rzuca! – Warknął w odpowiedzi i nie zastanawiając się wiele, podszedł do małego bachora, łapiąc trochę, ale tylko trochę za mocno jego rękę. Dziecko pisnęło przerażone, wypuszczając owoc na podłogę. Pomarańcza potoczyła się leniwie po korytarzu, by następnie skulać się po schodach na parter. Uzumaki zignorował nawoływanie siostry. – Jeśli jeszcze raz czymś we mnie uderzysz, gwarantuje ci, że nie zaśniesz w nocy, jasne? – Powiedział cicho, tak lodowatym tonem, że mimowolnie przypomniał mu się Sasuke Uchiha.
Ciekawe czy jego młodszy brat również był jego fanem? Pewnie miał jego plakat na ścianie.
Zmarszczył brwi, gdy nagle doznał olśnienia.
Przez cały ten czas, ani razu nie zastanowił się nad tym, jaki też może ten cholerny dupek uprawiać sport. Jakoś nigdy o nim nie słyszał. Może, więc był tylko lokalną atrakcją?
Och.
Naruto uśmiechnął się bardzo, bardzo szeroko, po raz pierwszy będąc chyba wystarczająco szczęśliwym, żeby zapomnieć o nienawiści do tego miejsca.
Z pewnością Sasuke Uchiha uprawia jakiś pedalski sport, jak łyżwiarstwo figurowe. Podobno mają tutaj jedno z najlepszych lodowisk w stanie. Hmm… w tym z pewnością będzie dobry.
- Puść go! – Jego rozmyślania przerwała siostra. Dziewczyna odepchnęła go od dziecka, które kwiliło cicho, a na jego policzkach spływały krokodyle łzy. Naruto skrzywił się.
Nie zauważył, że przez cały ten czas wciąż trzymał rękę swojego brata, a im był bardziej szczęśliwy, tym jego uścisk stawał się mocniejszy.
- Nauczy go, że nie rzuca się do ludzi jedzeniem! – Syknął w ich stronę i kiedy już miał schodzić, zobaczył jak jego matka wdrapuje się po schodach. Jej rude włosy spięte były niedbale, a na zatroskanej twarzy pojawiło się więcej zmarszczek niż zazwyczaj.
- Co się dzieje?
- Wykręcił mu rękę! – Zawołała jego siostra, tuląc się do małego brata, niczym do miśka. Uzumaki przewrócił oczyma.
Jak on nienawidził tej rodziny.
Kushina spojrzała na winowajcę niepewnie, kompletnie nie wiedząc, co ma zrobić.
- Idźcie już do szkoły, spóźnicie się – wydusiła w końcu z siebie, podchodząc do najmłodszego i biorąc go na ręce. Zerknęła na jego nadgarstek, jednak nie skomentowała sinego śladu na jego dziecięcej skórze. – Na stole w kuchni jest śniadanie – dodała grobowo i zniknęła w pokoju młodszego z synów.
Naruto zapatrzył się na drewniane drzwi i westchnął cicho, choć z całego serca.
Powinien przeprosić? Nie, nie miał za co. To wina tego cholernego bachora i… i… no, jego matka jest mu zbyt wiele winna, aby rzucać się na takie szczegóły, prawda?
Przeklął cicho pod nosem, kiedy zimne, górskie powietrze uderzyło go w twarz.
Dlaczego czuł wyrzuty sumienia?
Zostawiła go tuż po urodzeniu, nie dawała znaku życia, był zdany tylko na siebie i kiedy w końcu myślał, że może być szczęśliwy, zjawia się ponownie i myśli, że może wszystko odbudować. Siedemnaście lat może po prostu zostać wymazanych.
To bezsensu. Jego życie jest bezsensu i ta kobieta, która… która jest jego matką.

Dzisiaj z pewnością nie był dobry dzień Naruto.
Los zachowywał się tak, jakby chciał poprawić mu humor, jednak blondyn okazał się wyjątkowo oporny.
Nastrój nie poprawił się mu, kiedy jego spóźnienie nie zostało zauważone, gdyż odbywały się jakieś zawody szkolne i wszyscy zgromadzili się na hali sportowej. Mógł swobodnie zwiedzić szkolę i przeżyć te najgorsze, pierwsze chwile upajając się słodką samotnością, gdzie nikt nie wytykał go palcami. A był pewien, że z pewnością najbliższa przyszłość niesie za sobą takie niespodzianki.
Jego humor wciąż pozostawał na minusie, kiedy usłyszał rozmowę swojej siostry i jej koleżanek, które po zobaczeniu Naruto, stwierdziły, że jest on chyba jeszcze bardziej przystojny niż numer jeden, Sasuke Uchiha.
Kolejnym powodem do uwierzenia w łaskawość losu stał się kompletny brak na horyzoncie lokalnej gwiazdy sportowej. I jego kumpli. To też wliczało się na listę cudów niemożliwych dzisiejszego dnia.
I zdawałoby się, że do trzech razy sztuka i już nic nie może poprawić humoru pana Uzumakiego. Nic bardziej mylnego! Pojawiło się bowiem coś, co zupełnie odmieniło bieg - zdawać by się mogło - ponurej dalszej egzystencji Naruto.
Na korytarzu, gdy nie był jeszcze wystarczająco uporczywie wytykany palcami, wśród szkolnych szafek i uczniów podążających na zajęcia, które właśnie miały się rozpocząć, zobaczył…
Mmm…
Zobaczył cień kalifornijskiej piękności. Och, znów nie taki cień.
Kiedy wkroczyła na korytarz, z jej zgrabnego, pięknego ciała biła aura jasności tak wielkiej, że mogłaby spokojnie oświetlać drogę szybkiego ruchu.
Anioł.
Długie, lekko różowawe włosy rozwiane wiatrem niewiadomo skąd, powiewały uroczo, prawie tak, jak na plaży.
Syrena.
Wysokie szpilki, obcisłe białe spodnie i bluzka z głębokim dekoltem, oraz dwie służące, stanowczo mniej urodziwe, depczące jej po piętach, utwierdzały Naruto w przekonaniu -
Królowa.
Chłopak uśmiechnął się bezwiednie, podążając za nieznajomą dziewczyną maślanym spojrzeniem. Szkolna piękność minęła go jednak, nie zwracając na delikwenta szczególnej, wróć, żadnej uwagi.
Tylko po korytarzu rozniósł się słodki zapach jej dziewczęcych, kwiatowych perfum.
- Kto to jest? – Zapytał, nie zdając sobie sprawy, że los przestał być już dla niego taki łaskawy. Powiódł za pięknością rozmarzonym spojrzeniem.
- Sakura Haruno, szkolna elita.
Dopiero, kiedy usłyszał słowo „elita” zobaczył, jak los okrutnie z niego zakpił.
Co dzieje się, gdy ciepłe powietrze styka się z zimnym?
Odpowiedź jest prosta - powstaje tornado.
Co się dzieje, gdy jasność spotyka się z mrokiem?
Odpowiedź jest prosta – wygrywa silniejsza z sił.
Tylko dlaczego, w przypadku Naruto silniejsza musiała okazać się ciemność?


Sasuke ze znudzeniem patrzył, jak Haruno podchodzi do niego, o mało nie sikając z radości na jego widok. Westchnął cierpiętniczo, doskonale zdając sobie sprawę, że po wczorajszym nieudanym wieczorze Sakury (jego był koszmarny), długo jeszcze będzie gnębiony przez tą lukrową panienkę bardziej niż zwykle.
- Cześć Sasuke! – Podeszła do niego wraz z dwójką młodszych od siebie dziewczyn, które podobnie jak ich przywódczyni, uśmiechały się do niego zalotnie. Przeklął w duchu.
- Hej – burknął tylko i kiedy już miał się odwracać zobaczył, że ktoś przypatruje się im uporczywie. Poczuł na sobie znajome spojrzenie oczu, których właściciel dokładnie wczoraj wieczorem nie dość, że go upokorzył na oczach kumpli, to jeszcze pobił, zostawiając przegranego na polu walki. Spojrzał prosto w równie posiniaczoną twarz Naruto Uzumakiego. Zdradziecki uśmiech wpłynął na jego usta.
- Jak tam trening?
- Dobrze. Bardzo dobrze – dodał po chwili i leniwym gestem odgarnął różowe włosy z wytapetowanej twarzy. Jego uśmiech poszerzył się, gdy zobaczył jak Naruto zamiera, a w jego niebieskich oczach pojawia się niepewność, niedowierzanie, zalążek złości, która dopiero miała poznać światło dzienne.
- To… wsp…pp…a…niale – wyjąkał Sakura, opluwając się przy sylabizowaniu tego skomplikowanego jak dla niej słowa.
Uśmiech Sasuke ewoluował w jeszcze szczęśliwszy.
- Widzisz tego kolesia – głową wskazał na blondyna, który teraz wgapiał się w nich bezczelnie, z uchylonymi ustami. – Przywitaj się z nim. Powiedz, że go pozdrawiam.
- Co? Ale… czemu ja?
- Nie zrobisz tego dla mnie kochanie?
- Och, no dobrze misiu – wyszeptała w końcu, kiedy dotarło do niej, że Sasuke nazwał ją właśnie „kochaniem”, brunet postanowił jednak zignorować fakt, że dziewczyna nazwała go „misiem”. O zgrozo, lepiej o tym teraz nie myśleć, jeśli przed nim odgrywa się taka ładna scena. I pomyśleć, jak niewiele wystarczyło do zmanipulowania płci pięknej. To takie zabawne.
Uśmiech Sasuke ewoluował w jeszcze bardziej szczęśliwszy od poprzedniego.
Naruto stał i patrzył na Haruno tak jakby jednocześnie było najładniejszą i najbrzydszą kobietą świata. Było to o tyle dziwne, że od szyi w dół z pewnością ją ubóstwiał, jednak jeśli podnosił wzrok na twarz, jego entuzjazm topniał, niczym lodowy sopel. I kiedy dziewczyna wskazała na stojącego nieopodal bruneta, z pewnością mówiąc już o pozdrowieniach, Sasuke wiedział, że najwyższy czas wkroczyć do gry.
Powolnym krokiem podszedł do nich, upajając się każdą sekundą, gdy Naruto patrzył na niego z pewnością zdając sobie sprawę, że ma zdrowo przejebane.
- Cześć – przywitał się z nim, uśmiechając się przy tym naprawdę szczęśliwy. – Witaj w piekle – dodał, łapiąc Sakurę od tyłu i jakby od niechcenia wkładając rękę pod jej bluzkę, co oczywiście nie umknęło uwadze Naruto. Mądry chłopiec – przemknęło brunetowi przez myśl i już miał powiedzieć coś równie złośliwego, jednak w tej przyjemności przeszkodził mu dzwonek na rozpoczynające się właśnie zajęcie. – Cholera, mam nadzieję, że się jeszcze spotkamy. Mamy kilka niewyjaśnionych spraw.
- Wydaje mi się, że wszystkie zostały wyjaśnione wczorajszego wieczoru.
- Wczoraj? A wczoraj miałeś się spotkać przecież ze mną!
Naruto uniósł brwi ku górze, patrząc wyzywająco na Uchihe.
- Winić możesz za to jedynie jego – wskazał na blondyna. – Gdyby nie niespodzianka, którą mi sprawił, poświęciłbym ci znacznie więcej czasu – wymruczał, oblizując prowokacyjnie usta, jednak ani razu nie spojrzał na dziewczynę, wciąż mierząc się spojrzeniem z Uzumakim.
- Czy to prawda?! – Pisnęła Sakura tak wściekła, że aż nieco rozmazała na twarzy swój makijaż. Tym razem była chyba doskonale świadoma tego, że druga taka szansa zdobycia Uchihy może się jej nie trafić.
- Och, chyba tak. – Na usta Naruto wpłynął złośliwy uśmieszek, który niewinnie sugerował Sasuke, że powinien zacząć się bać. Ale w tym problem, że Sasuke nie jest człowiekiem, którego można zastraszyć w tak prymitywny sposób. Powinien zacząć żałować, więc swojej brawury? – Jednak twój chłopak nie wydał się chyba tym zbytnio przejęty. Najwyraźniej uznał, że jestem lepszym… towarem niż ty.
Och, nie.
Sasuke wcale nie musiał się obawiać tego idioty, który był na tyle nierozgarnięty, że sam pogrążył się właśnie w oczach swojej miłości.
Chociaż nie można go aż tak winić.
Chcąc mieć jedno, trzeba zrezygnować z drugiego i tym właśnie sposobem, Naruto dopiekł Sasuke, trafiając jednocześnie na czarną listę Haruno.
A przewaga Uchihy była taka, że dziewczyna była zbyt tępa, by uwierzyć w słowa blondyna.
- A wy jeszcze nie na lekcji? Zmiatać, ale już! – Rozległ się krzyk dyrektorki, która wyłoniła się niespodziewanie zza korytarza. Dopiero teraz zauważyli, że korytarz całkowicie opustoszał, a zajęcia trwają już w najlepsze. Sasuke skinął głową, przepraszając i szybkim krokiem udał się do klasy. Za nim posłusznie podążyła Sakura, zapewne będąc w siódmym niebie, że wejdzie po dzwonku razem w brunetem. Bo co innego mogło oznaczać ich wspólne spóźnienie?
Jednak był jeszcze jeden szczegół, którego ta dwójka nie zauważyła, a mianowicie – ten trzeci. Naruto cichaczem śledził parę, gdyż ku jego zgrozie odkrył, że mają w tej samej sali co on. A to oznaczało tylko jedno.
Katastrofę.

wtorek, 22 czerwca 2010

Bom Bom! 4

Cieszę się jednak, że Naruto się wam spodobał :) Teraz pora przekonać się kim tak naprawdę jest Sasuke (chociaż po części mieliście rację, z tym, że jego familia to szychy).
Zapraszam więc ^-^:


- Kiba!
- Oddaj mu lepiej ten aparat. – Neij musiał zainterweniować, żeby jego drogi samochód nie został zniszczony od środka przez wściekłego Uchihe i dobijanego Inuzuke. Westchnął ze zrezygnowaniem, zatrzymując się pod domem Shikamaru. Chłopak mieszkał najbliżej hali sportowej, jednak zażądał odwiezienia pod same drzwi, gdyż jak twierdził spacer był zbyt kłopotliwy. Neij dla świętego spokoju ustąpił.
- Nie! Tam nie ma żadnego zdjęcia, słowo harcerza!
- Przecież słyszałem jak je robisz! Masz mnie za idiotę?
- Ale… ale klisza pękła! – Szatyn przytulił do siebie futerał na cyfrówkę, wyginając usta w podkówkę. – Serio, serio!
- Dawaj to! – Sasuke wychylił się do tyłu, by zabrać aparat kulącemu się na tylnych siedzeniach szatynowi. Sam Uchiha jak zwykle zajął miejsce pasażera.
- To do jutra – Nara wyszedł szybko z samochodu, w porę umykając przed kolejną awanturą.
- Zostaw! – Kiba ostatkiem sił starał się przytrzymać aparat przy sobie.
- Ej! – Syknął Hyuuga, który przez przypadek oberwał usztywnianą sprzączką.
- Ratuj! – Zawył jeszcze Inuzuka, któremu w następnej chwili Sasuke wyrwał z rąk aparat. – Dupek! – Mruknął jeszcze szatyn, jednak ku jego szczęściu Uchiha tego nie usłyszał, zbyt zajęty usuwaniem jak na złość doskonale wyraźnego zdjęcia, na którym bez dwóch zdań każdy rozpoznałby Sasuke i nieznajomego kretyna, z którym się lizał. Nie, wróć. O mało się nie lizał.
- Masz! – Kiedy wykasował kompromitujące dowody jego niefortunnej pomyłki, rzucił cyfrówkę przez ramie, nawet nie patrząc, czy wyląduje na kolanach Kiby, czy nie.
- Jezus! – Najwyraźniej chłopak złapał ją w ostatniej chwili. Zaczął coś jeszcze mruczeć pod nosem, jednak Sasuke zignorował go.
- Ostatni raz brałem udział w tym cholernym zakładzie!
- Oj, nie było tak źle – Neij nie mógł powstrzymać się przed uśmiechem, podobnie zresztą jak i Kiba, chociaż ten miał z pewnością zdecydowanie mniej taktu niż kierowca.
- Przedstawienie, które nam zapewniłeś było warte tych dwóch stów! Haha – zaśmiał się perliście, waląc z całej siły w fotel Sasuke. – Bezcenne po prostu, bezcenne!
Ściskający się za brzuch Kiba, który nie mógł się uspokoić, nawet nie zauważył, kiedy wściekła pięść Uchihy śmignęła tuż obok jego twarzy.
- Co robisz?! – Cud, że nie zatrzymała się na nosie szatyna, Kiba zawdzięczał Neij`emu, który w porę zatrzymał rękę Sasuke. Chłopak odetchnął z ulgą, patrząc z wyrzutem na bruneta.
- To, że jakiś dupek skopał ci w końcu tyłek nie oznacza, że możesz się na nas wyżywać!
- Właśnie! – Poparł go gorliwie Rock, do tej pory siedzący cicho obok Inuzuki.
- To mnie nie wkurwiajcie! – Mruknął Uchiha i odwrócił się do przodu. – Wysadź mnie tutaj – mruknął do Neij`ego, który pokiwał zrezygnowany głową.
- Daj spokój.
- Wysadź!
Hyuuga westchnął głośno i zatrzymał się przy chodniku. Sasuke już otwierał drzwi, gdy długowłosy złapał go jeszcze za rękę.
- To, że ktoś cię walną, to wcale nie koniec świata. Przecież nie możesz we wszystkim być najlepszy. Powinieneś się cieszyć, że masz tylko twarz poobijaną.
Uchiha spojrzał na niego zimno, marszcząc przy tym groźnie brwi. Jego czarne oczy wydawały się jeszcze mroczniejsze niż zazwyczaj.
- Możesz mi wierzyć, że jeśli kiedykolwiek go jeszcze spotkam, nie wyjdzie cało z tego spotkania.
Wyszedł, trzaskając głośno drzwiami.

Naruto zamrugał zdezorientowany. Co jest? Ten cały Sasuke był jakimś księciem z Miodowego Królestwa, czy jak?
- Wiedziałem, że będą z tobą problemy! Już od samego początku! – Ojczym uderzył pięścią w stół. Zaklął szpetnie rozmasowując sobie dłoń, a Naruto uśmiechnął się dyskretnie.
- Przestań – syknęła speszona Kushina, zerkając nerwowo w stronę drzwi, jakby obawiała się, że któreś z jej dzieci podsłucha kłótnię.
- Doskonale wiesz, że jeśli Uchiha wytoczą nam proces będziemy skończeni! A jeśli mu coś złamał? Będę musiał całe życie harować, żeby ich spłacić!
- Naruto – matka pochyliła się nad Uzumakim, by spojrzeć mu w oczy. – Powiedz, tylko szczerze, zrobiłeś coś Sasuke? – W jej głosie słychać było napięcie. Zabrzmiało to trochę tak, jak gdyby od odpowiedzi blondyna miała zależeć dalsza przyszłość jego nowej rodziny. Naruto wzruszył ramionami.
- Dostał w twarz, po za tym nic nie powinno mu być.
- Nie powinno? – Huknął jego ojczym, podchodząc szybko do chłopaka i łapiąc go za poły bluzy. – Zdajesz sobie gówniarzu sprawę z tego, co zrobiłeś?! Wiedziałem, że gdy tylko wyjdziesz, wrócisz z kłopotami na karku!
- To on mnie zaatakował pierwszy! Ja się tylko broniłem – Uzumaki starał się wyrwać, jednak ojczym trzymał go zbyt mocno. – Co jest kurw… - Jego elokwentną, ubarwioną ciekawymi epitetami wypowiedź przerwała wielka pięść, która uderzyła go w szczękę. Uderzenie było tak mocno, że jęknął głośno, automatycznie łapiąc się za obolałe miejsce.
- Zostaw go! – Zawołała Kushina, dopiero po chwili odciągając swojego męża od blondyna. – Jak mogłeś go uderzyć?
- Żaden gówniarz z poprawczaka nie będzie krzyczał na mnie i klął w mojej obecności! To mój dom i to ja ustalam zasady, jasne?! – Wyszarpał się z uścisku żony i wyszedł z kuchni. Naruto był pewny, że gdyby tutaj został z pewnością nie tylko jego twarz byłaby rozwalona. Westchnął ciężko, masując szczękę. Wspaniały, po prostu wymarzony początek, nie ma co. Zerknął na matkę, która odgarnęła trzęsącą się ręką swoje płomienne włosy. Starała się uśmiechnąć do swojego syna, jednak na jej twarzy pojawił się jedynie nieprzyjemny grymas.
- Przepraszam cię za niego. Mój mąż jest… nieco nerwowy.
Naruto nic nie odpowiedział, odwracając wzrok i wgapiając się w jakiś punkt za oknem. Chciał dać jej tym zachowaniem do zrozumienia, że ma ją głęboko. Ją, jej zasranego męża i bachory, z którymi teraz będzie musiał utrzymywać kontakt na zasadzie brat, siostra. A już najbardziej miał w dupie tego całego Sasuke, którego traktowali tutaj jak sułtańskiego maharadżę.
Naruto zmarszczył brwi.
- Kim on jest?
- Kto? – Jego matka spojrzała na niego zamyślona, chowając apteczkę. Jej myśli raczej nie krążyły wokół chłopaka, którego pobił. Szczerze powiedziawszy to nie przejęła się tym tak bardzo jak mąż. Uzumaki obstawiał, że to właśnie o nim myślała. Mieli kryzys małżeński? Może wywołany przez niego? Mniejsza.
- Ten cały Sasuke. Kim on jest, że… że ojczym – z trudem wypowiedział to słowo, ale jednak mu się udało. To najważniejsze. – Że ojczym tak zareagował?
Kushina milczała dłuższą chwilę i dopiero, kiedy uporządkowała wszystkie rzeczy, usiadła przy stole i westchnęła ciężko.
- Sasuke Uchiha jest sportową gwiazdą. W przyszłym roku wyjeżdża na olimpiadę i gdybyś mu tylko coś zrobił, to nie tylko jego rodzina by nas, no… zabiła? – Uśmiechnęła się krzywo. – Wytoczyliby nam taki proces, że byśmy się nawet nie pozbierali. On jest jednym z najlepiej zapowiadających się zawodników, więc sam rozumiesz. Nadzieja i duma.
Uzumaki spojrzał na nią dziwnie. Ten dupek ma być niby jakąś gwiazdą sportową? Jeśli tak, to Naruto chyba zostanie następcą Eltona Johna. Oj, nie, zły przykład. Jakiegoś innego znanego piosenkarza, który nie gustował w chłopcach. O! Na przykład 50 Centa, którego był wielkim fanem. Że też od razu o nim nie pomyślał. Taki gość, to z pewnością nie był gejem. I by zmiażdżył jakąś tam gwiazdkę sportową.
Naruto prychnął pogardliwie, całkowicie zapominając o obecności matki, która spojrzała na niego zaskoczona.
- Co? – Burknął w jej stronę, wstając od stołu. – Idę na górę. Jestem zmęczony.
Kobieta kiwnęła jedynie głową, uśmiechając się do niego sympatycznie.
- Pamiętaj, że jutro pierwszy dzień w szkole.
- Kurw…cze – Zreflektował się w ostatniej chwili, jednak Kushina nie dostrzegła chyba jego złych intencji.
- Na pewno sobie poradzisz. Nie przejmuj się, a i gdyby Sasuke coś ci mówił, zawsze możesz przyjść do mnie.
- Jasne. – Naruto przewrócił oczyma, już sobie wyobrażając, jak to poleci do swojej ukochanej mamusi na skargę. Mamusi, na którą zawsze mógł liczyć i która nie zostawiłaby go do zasranej śmierci, cholera. Skierował się do swojego nowego pokoju i miał nadzieję, że chociaż tam będzie miał chwilę spokoju.

Wedle swoich wcześniejszych przypuszczeń długo nie potrafił zasnąć. Przewracał się z boku na bok, nie mogąc znaleźć wygodnej pozycji. Było mu zimno, nieprzyjemna atmosfera unosiła się w powietrzu, a mroczny cień gór zaciskał się na nim niczym łańcuch ze stali. Przynajmniej tak to sobie Naruto wyobrażał.
Uchylił lekko powieki, by spojrzeć na blade światło księżyca wpadające do jego pokoju na poddaszu. Biała poświata zatrzymywała się na puchatym dywanie. Nie widział nieba, jednak przypuszczał, że musi być nieskazitelnie czyste, bezchmurne. Każda gwiazda jest na nim doskonale widoczna. Zdawał sobie sprawę, że widok z pewnością jest bajeczny, ale cały urok miejsca wyparowywał, gdy tylko Naruto pomyślał o jutrzejszym dniu.
Pierwszy dzień w szkole, gdzie chyba wszyscy się znają, tuż po rozpoczęciu roku szkolnego, z nowo zdobytym wrogiem w postaci gwiazdy miasteczka. Och, z pewnością Sasuke świecił jaśniej niż niejedna gwiazda na niebie – przemknęło przez myśl Naruto, który uśmiechnął się do siebie złośliwie.
Dopiero od jutrzejszego dnia zaczyna się prawdziwy koszmar. Czeka go parodia życia, nie ma co. Jęknął głośno, przewracając się na bok, twarzą do ściany.
Nawał myśli skutecznie odpędzał sen i Uzumaki doskonale zdawał sobie sprawę, że jutro będzie wyglądał jeszcze gorzej, niż gdy wrócił do domu po bójce.

Zaczynało już świtać, gdy udało mu się zapaść w niespokojny, płytki sen, w którym to otoczony ze wszystkich stron przez wielkie choinki czekał na przybycie króla piekła. Ku zgrozie królem piekła okazał się nie kto inny, jak Sasuke Uchiha i już wyciągał do Naruto swoje szpony, jednak ktoś go chyba wyprzedził.
- Ej! – Mocne uderzenie w twarz rozmazało obraz diabolicznego monarchy i sprowadziło Uzumakiego z powrotem do szarej rzeczywistości. Chłopak spojrzał nieprzytomnie na stojącą nad nim siostrę przyrodnią, która już szykowała się do następnego ciosu. W ostatniej chwili powstrzymał jej rękę. Miała dziewczyna krzepę, po ojcu chyba – pomyślał i skrzywił się kwaśno.
- Czego chcesz? – Warknął na wpół zły, że ktoś obudził go w taki sposób, a na wpół wdzięczny, że został wybawiony od konfrontacji z Uchihą.
- Mama kazała mi cię obudzić. Masz pięć minut, żeby się zebrać.
- Nie mogłaś mnie wcześniej obudzić? – Mruknął, zbierając się z trudem z łóżka.
- Zapomniałam – odpowiedziała dziewczyna, ze słodkim uśmieszkiem i kiedy Naruto miał w nią czymś rzucił i zedrzeć ten cholerny wyraz z jej różowej gęby, nastolatka ulotniła się szybko. Warknął cicho i wstając z łóżka, przez przypadek zawadził głową o niski, pochyły sufit. Zaklął szpetnie, masując obolałe miejsce na głowie.
Jego nowy pokój, tak jak wcześniej jego matka powiedziała, mieścił się na samej górze, na poddaszu. Chociaż ciężko to było Naruto przyznać, rzeczywiście - z dwóch dość dużych okien, znajdujących się przy łóżku, rozciągał się naprawdę zapierający dech w piersi widok.
Zarówno ściany jak i podłoga pokryte były drewnem w przyjemnym, ciepłym odcieniu orzecha. Pokój nie był duży, łóżko wciśnięte w jeden kąt, stary fotel, wsunięty w drugi i przedzielające go dwa okna. Po drugiej stronie pomieszczenia znajdowała się komoda na ubrania i niewielki stolik do odrabiania lekcji. Najbardziej jednak podobał mu się chyba wielki, puchaty dywan, znajdujący się na środku, na którym wczoraj niczym kałuża rozlane było światło księżyca.
Niechętnie musiał przyznać, że jego nowy pokój jest naprawdę fajny, a jeszcze fajniejszy – chociaż Naruto w głębi duszy uważał to za zdradę – jest widok z okna, krajobraz gór. Oczywiście pewien komfort przynosiła świadomość, że chociaż tutaj będzie miał chwilę spokoju, ale wciąż myślał o swoim domu – Los Angeles, o przyjaciołach, Iruce, morzu i desce do surfowania, która leżała teraz niczym zepsuta zabawka pod ścianą w jego pokoju.
To było takie dołujące. Westchnął ciężko, kiedy usłyszał skrzekliwy głos swojej siostry, że ma jeszcze trzy minuty, dwadzieścia cztery sekundy.
- Banda idiotów – mruknął do siebie, podchodząc do uchylonej klapy w podłodze, gdzie mieściło się wejście do jego podniebnego królestwa. Strome schody z tej perspektywy z pewnością przerażały jeszcze bardziej, niż z dołu, kiedy miał wchodzić na poddasze.
Naruto nie miał leku wysokości, jednak przy takim zejściu, chwila nieuwagi gwarantowała bolesne, choć z pewnością efektowne wyrżnięcie na drewnianych stopniach.
Nie chwaląc się, ku odrobinie umiejętności, niczym tajny agent znalazł się na dole. W jednym kawałku. Teraz pewnie, każdego dnia będzie musiał zamieniać się w Jamesa Bonda, by kursować między jego pokojem, a światem. Nie była to jednak budująca myśl. Czuł, że najgorsze dopiero przed nim, wielka fala tęsknoty, niczym tsunami, powoli zbliżała się do śnieżnego miasteczka. I wtedy nawet gadżety agenta Jej Królewskiej mości nie pomogą.
- Masz minutę, dziewięćdziesiąt dziewięć sekund – poinformowała go uprzejmie siostra, która niczym zmora pojawiła się nagle na schodach. Naruto spojrzał na nią dziwnie. Uświadomić jej, że minuta ma tylko sześćdziesiąt sekund? Nie, lepiej nie. Dzięki jej głupocie zyska przynajmniej na czasie.
Kiedy wchodził do łazienki, mieszczącej się tuż obok schodów, zerknął na nią czujnie, czy aby nie robi sobie z niego jaj. Może liczyła na to, że Naruto zwróci jej uwagę, a ona odgryzie się jakąś ciętą ripostą? Albo wpadła na jakiś inny genialny pomysł.
Kiedy jednak spojrzał w jej oczy, zwątpił.
- Pora do szkoły, dzieci! – Dało się jeszcze słyszeć krzyk jego matki, zanim Naruto nie trzasnął głośno drzwiami do łazienki.

sobota, 12 czerwca 2010

piątek, 14 maja 2010

42. Refuge

Kuroneko, awww dziękuję ^^ to bardzo miłe, już czuję się lepiej :) I dziękuję, że jako jedyna odpowiedziałaś na zadane pytanie (wyłączając tu mętną odpowiedź Pazurka ;D).

Pazurkowi też dziękuję, za wszystko :)

Tohma, przykro mi, że II nie spełniła twoich oczekiwań, jednak czasu nie cofnę. Co do tego "racjonalnie myślącego Naruto", cóż w wielu fanfickach spotkałam się właśnie z takim Uzumakim. Co do Sasuke, cóż... trochę zaskoczyło mnie określenie 'zmęczony' ;) I nie sądziłam, że ktoś będzie wiedział, że cytat jest akurat z "Gotowych" ;D Naprawdę zapadł mi w pamięć, szczególnie, że mówiła go do swojego uroczego syna ^^

Sanu, ale ja się naprawdę boję! :D



- Co to za miejsce?
- Zaplecze kasyna – mruknął Sasuke cicho, patrząc na blondyna, który rozglądał się po ponurym wnętrzu z zastanowieniem.
- Stylizowane jak widzę, na jakiś średniowieczny zamek – stwierdził po chwili chłopak i dotknął dłonią chłodnego muru. Uchiha zrobił to samo, czując przyjemne zimno bijące od kamieni.
- Skutek skrzywienia psychicznego mojego ojca.
Zanim Naruto zdążył cokolwiek powiedzieć, na zaplecze wpadł Suigetsu. Jego dziwne oczy błyszczały w dziwnej radości.
- Sasuke! Cholera, ty bestio! Ale załatwiłeś tego młodego! – Zaśmiał się perliście i jakby dla uznania, poklepał bruneta po plecach. Uchiha zmarszczył groźnie brwi.
- Wszyscy już wiedzą? – Zapytał, raczej nie podzielając entuzjazmu kolegi.
- No! – Odpowiedział z wielkim uśmiechem na ustach. – Nikt go tutaj specjalnie nie lubił, straszny cwaniak, stawiał się przy byle okazji. Gdyby nie ten jego wuj, nawet by nie liznął życia w Yakuzie.
- Super – mruknął tylko i poszedł w stronę drzwi. Dopiero, gdy był już na korytarzu, zorientował się, że Uzumaki nie idzie za nim. Warknął z poirytowaniem i wrócił do pokoju, gdzie zobaczył, jak Suigetsu przytrzymuje blondyna za ramiona i mówi do niego po japońsku, by się wynosił, przy okazji szarpiąc chłopakiem i popychając go w stronę wyjścia. Naruto odpowiadał mu po angielsku, że jest od Sasuke, jednak debil Hozuki nie był poliglotą.
- Zostaw go! – Syknął w końcu w stronę białowłosego, który odwrócił się oburzony.
- Kto to jest?!
- Nowy członek klanu. Radziłbym ci mieć do niego większy szacunek, bo możesz skończyć jak Hiroshi – mruknął tylko i skinął Uzumakiemu, by szedł za nim. Gdy się odwracał do drzwi, zobaczył jeszcze jak Naruto zaszczyca Suigetsu perfidnym uśmiechem zwycięstwa. Białowłosy zaklął szpetnie pod nosem.
- Ciekawych masz znajomych – westchnął Naruto, gdy już zrównał się z Uchihą krokiem. Ten tylko pokiwał z dezaprobatą głową.
- Jak widzisz.
- No więc? – Naruto uśmiechnął się do niego lekko, a Sasuke spojrzał na niego uważnie.
- Wolałbym, żeby ta kpina była tylko przywidzeniem – odwzajemnił uśmiech, w którym, pomimo jego słów, krył się sarkazm.
- Lepiej nie. Ostatnio zbyt wiele rzeczy jest dla ciebie iluzją – Naruto uśmiechnął się tajemniczo. – No ale wracając do tematu, po co mnie tutaj przyprowadziłeś?
Sasuke odpowiedział dopiero po dłuższej chwili, gdy wchodzili do głównej sali, gdzie znajdowała się większość gości.
- Chciałem żebyś zobaczył kasyno.
- Po co? – Uzumaki stawał się coraz bardziej podejrzany, spojrzał na grających ludzi z rezerwą i zastanowieniem, jakby analizując, którzy z nich są kryminalistami, a który tylko zwykłymi dłużnikami mafii, uzależnionymi od hazardu.
- Hm. Zobaczysz. – Uśmiechnął się w końcu, z rozbawieniem patrząc na zmrużone gniewnie oczy blondyna.
- Mam nadzieję, że mnie nie zawiedziesz.
Sasuke spojrzał z nieskrywanym zaskoczeniem na twarz Uzumakiego, który uśmiechał się z lekką, tym razem TYLKO lekką ironią. Z każdym dniem, coraz bardziej podobał mu się ten nowy, bardziej ostry Naruto.
- Mam nadzieję, że przejdę twoje najśmielsze oczekiwania – Sasuke odwzajemnił uśmiech, nawet nie chcąc sobie wyobrażać, jakie są „oczekiwania” chłopaka. Czuł, że długo nie wytrzymają zachowując ten… przyjacielski dystans.
Podszedł do stolika, przy którym zgromadziło się najwięcej ludzi. Kiedy już się przeciskał, by dojść do stanowiska, poczuł silny chwyt na nadgarstku. Odwrócił się. Naruto patrzył na niego z radosnym błyskiem w oczach i pełnym kpiny, szelmowskim uśmieszkiem, jakby odkrył coś bardzo interesującego.
- Co? – Zapytał ponaglająco, unosząc brwi ku górze.
- Przyznaj się. – Uśmiech chłopaka jeszcze bardziej się poszerzył, odsłaniając białe zęby, przyjemnie kontrastujące z opaloną twarzą. – Zabrałeś mnie tu z sentymentu. W kasynie się poznaliśmy.
Sasuke stał, z jeszcze większym zaskoczeniem wymalowanym na twarzy. Cóż… Gdyby głębiej zastanowić się nam słowami chłopaka, może znalazłoby się w jego teorii ziarno jakiejś drażniącej, przewrotnej prawdy. Byłoby to nawet dość możliwe.
- Jasne – prychnął, nic nie dając po sobie poznać. – A później jak kogoś znów zabijemy, Sakura nam się jeszcze napatoczy - mruknął, przypominając sobie ich późniejsze losy.
Naruto momentalnie spoważniał. Puścił nadgarstek bruneta i wyciągnął ręce przed siebie, jakby pokazując, że nie miał złych zamiarów.
- Nawet nie strasz!
Sasuke zaśmiał się i w końcu, ciągnął blondyna za sobą, dotarli do szczytu stołu z rosyjską ruletką. Ludzie wokół przekrzykiwali się, obstawiając kolejne liczby. Uchiha uśmiechnął się cwanie, jego oczy błyszczały. „Podejmiesz wyzwanie?”. Niewypowiedziane zdanie zawisło między nimi.
- Jeśli wygram, to? – Naruto przyjął wyzwanie.
- Nie będziesz musiał spłacać gigantycznego długu za śniadanie.
- A jeśli… - Zamilkł, a Sasuke odniósł wrażenie, że słowo „przegrana” nie może przejść mu przez gardło.
- Podwoimy twój dług.
- A procenty?
- Naliczanie procentów sobie darujemy. Umowa stoi? – Wyciągnął w stronę chłopaka rękę, która po chwili wahania, została uściśnięta.
- Stoi!

~~***~~

- Naruto? – Zapytał Uchiha z udawaną troską, ręką odgarniając kosmyk blond włosów. Uzumaki prychnął wściekle i odepchnął jego dłoń.
Siedzieli w prywatnym pokoju Sasuke, oddzieleni od hałasem kasyna grubymi, dźwiękoszczelnymi ścianami. Przyciemnione światło nadawało przyjemny klimat. Pomieszczenie przeznaczone było bardziej do relaksu, niż do prowadzenia interesów. Biura znajdowały się piętro niżej. To właśnie tam przyjmowano najważniejszych gości. Natomiast bardziej „kłopotliwymi” klientami, jaki ich Sasuke określił, zajmowano się w piwnicach kasyna. Na piętrze niżej, koło gabinetów, znajdowały się pokoje, przeznaczone jedynie dla „podejrzanych”.
- Naruto, kochanie, drink ci nie smakuje? Co jesteś taki nie w sosie? – Uchiha uśmiechnął się do niego zachęcająco, wykładając jednocześnie nogi na podnóżek. Obniżył się tak, że prawie leżał na kanapie.
Prywatny pokój Sasuke miał surowy charakter. Jego właściciel nie włożył w niego finezji, wyposażając go jedynie w niezbędne meble. W przeciwieństwie jednak do ogólnego, średniowiecznego wystroju, pokój miał nowoczesny, ale równie mroczny charakter.
- Dobrze wiesz, że to był sabotaż! – Syknął w końcu rozzłoszczony Naruto, z pasją gryząc krawędź kieliszka, gdzie znajdowała się sól, niczym szron, cienkim paskiem pokrywająca szkło.
- Nie wiem, co masz na myśli.
- Tą cholerną grę! Widziałem, jak ta kobieta, co przyjmowała zakłady, na ciebie patrzyła. Dobrze cię znała i z pewnością zrobiła tak, żebyś wygrał!
- Nie możesz zaakceptować swojej klęski. – Sasuke zaśmiał się cicho.
- Dobrze wiesz, że mam rację. Oszukiwałeś!
- W rosyjskiej ruletce ciężko jest cokolwiek oszukać. – Brunet wciąż pozostawał w szampańskim nastroju.
- Ale ty zawsze dasz radę! – Uzumaki aż wstał. – Jesteś w stanie oszukać każdego. Przecież twoje życie opiera się na jednym wielkim kłamstwie.
Sasuke również się podniósł. Stojąc teraz dokładnie na przeciwko blondyna. Zanim chłopak zdążył cokolwiek zrobić, Uchiha przyciągnął go do siebie, obejmując jedną ręką w pasie. W drugiej trzymał drinka. Uzumaki był tak zaskoczony tym gestem, że nawet nie zaprotestował. Jego ręce bezwiednie powędrowały na kark Uchihy. Przez tę bliskość złość Naruto momentalnie odpłynęła. Zrobiło mu się przyjemnie gorąco, a po plecach zaczęły przebiegać podniecające dreszcze. Przygryzł wargę, po czym bardzo powoli wysunął język, by nieśpiesznie oblizać górną wargę. Twarz Sasuke była na tyle blisko, że doskonale czuł, jak mężczyzna wstrzymuje oddech, spinając się jednocześnie w sobie. Blondyn przechylił lekko głowę, czekając na to, co zrobi Uchiha.
- Widzisz Naruto – zaczął niskim, seksownym głosem. Jego imię wypowiedział w tak niezwykle zmysłowy sposób, że Uzumaki aż westchnął cicho. Zapatrzył się na poruszające się czerwone usta, by już po chwili przejść spojrzeniem na szalenie czarne oczy. Gdy ich wzrok się skrzyżował, sugestywnie zjechał znów na doskonale wykrojone wargi. Mmm… namiętne usta. Doskonale pamiętał, co one potrafią. Wsunął jedną dłoń we włosy Sasuke. Zaczął masować nieśpiesznie jego skórę głowy, od czasu do czasu ciągnąc za hebanowe pasma. Uchiha zjechał ręką po plecach chłopaka, zatrzymując się na pasku jego spodni. Nie pytając nawet o zgodę właściciela, wsunął do środka dłoń. Palcami zaczął bawić się gumką od bokserek. Naruto uśmiechnął się w odpowiedzi nieprzytomnie, wysuwając biodra do przodu. Gdy dotknął przez materiał spodni sztywniejącego penisa bruneta, zrobiło mu się – o ile to możliwe – jeszcze bardziej gorąco. Czuł, jak powietrze wręcz zamiera od nadmiaru emocji, a przede wszystkim od podniecenia – tak gęstego, że aż można by go było kroić nożem, zaspokajając rządzę samą myślą, o tym, co może się zaraz stać.
- Widzisz Naruto – powiedział w końcu, chcąc dokończyć wcześniejszą myśl. – Moje życie jest jednym wielki kłamstwem, które… - zrobił efektowną pauzę. – Jedynie ty zdołałeś rozpracować. Ciebie nigdy nie będę w stanie okłamać.
- Więc nigdy mnie nie okłamuj – wyszeptał Naruto. Był hipokrytą? I co z tego? W tym momencie w ogóle się to nie liczyło. Ważny był jedynie Sasuke, jego usta, oczy, ciało, no i ewentualnie dłoń w spodniach Uzumakiego.
Mężczyzna uśmiechnął się tak, że aż się na niego zapatrzył z wrażenia, dopiero po chwili orientując się, że Uchiha chce go pocałować. Rozchylił więc zapraszająco usta, ale brunet nie zdążył ich nawet dotknąć, gdy rozległo się pukanie do drzwi. Naruto przymknął poirytowany oczy, chcąc skupić się tylko na Sasuke. Miał surrealistyczną nadzieję, że to tylko przywidzenie, jakie na przykład doznaje Uchiha. Jednak ku wielkiemu bólowi Naruto, brutalna rzeczywistość znów zapukała do prywatnego pokoju bruneta, tym razem ze zdwojoną siłą. Uzumaki skrzywił się, a Sasuke przeklął barwnie pod nosem.
No i całe podniecenia szlag trafił! – Przemknęło mu przez myśl, a może to był Kyuubi, śmiejący się z niego złośliwie?
Uchiha nie odrywając się nawet centymetr od blondyna, krzyknął coś wściekłym głosem. Naruto zgadywał, że mogło to być coś w stylu „co zaś kurwa?!”, ale równie dobrze mogło oznaczać „spierdalać mi stąd!”. I chociaż doskonale znał bruneta, nie mógł jednoznacznie stwierdzić, które z przemiłych zwrotów użył do swoich współpracowników.
Zza drzwi rozległy się nieco niepewne, lecz głośne słowa. Sasuke warknął wyraźnie rozzłoszczony, po czym odpowiedział coś. Po chwili dało się słyszeć tupanie. Intruz odszedł, jednak Naruto nie czuł, że niebezpieczeństwo jest zażegnane. Ku potwierdzeniu jego czarnych myśli, Uchiha puścił go, kładąc drinka na stolik pod ścianą. Naruto przeklął w duchu. Podszedł do Uchihy.
- Pamiętasz jak mówiłem, że mam dla ciebie coś specjalnego? – Zaczął mężczyzna cicho, jednak było słychać, że ostatkiem sił powstrzymuje się, by czegoś nie rozwalić. Naruto kiwnął jedynie głową równie zły. Doskonale wiedział, co teraz czuje brunet. – Pora więc to zobaczyć. – Uchiha westchnął cicho.

Sasuke kierował się na ostatnie piętro, a Naruto posłusznie podążał za nim. Trzeba przyznać, że był coraz bardziej ciekaw, co też Uchiha chce mu pokazać. Zainteresowanie chłopaka rosło jeszcze bardziej, gdy patrzył na pogrążonego w myślach przyjaciela. Chociaż wypytywał go o cel ich przerwanego zbliżenia, mężczyzna zbywał go jedynie półsłówkami. Naruto czuł, że Sasuke już znajduje się za wielkimi drzwiami, przed którymi właśnie stanęli. Uchiha zanim je otworzył odwrócił się jeszcze do blondyna, jakby chciał mu coś jeszcze powiedzieć, może ostrzec, lecz gdy spojrzał w niebieskie oczy Naruto, uśmiechnął się pochmurnie i odwrócił się, by wejść do środka.
Pomieszczenie, w którym się znaleźli, miało okrągły kształt. Uzumakiemu zdawało się, że w tym pokoju kamienne ściany są przepełnione dziwnego rodzaju strachem – lękiem schwytanego zwierzęcia.
Wielki żyrandol zawieszony na środku, dodawał otuchy.
Z lewej strony rozległ się czyjś męski głos. Naruto momentalnie popatrzył w tamtym kierunku. Postawny blondyn w dresie podszedł do nich pewnym krokiem. Jego twarz, jak i ubranie poplamione było czerwonymi plamami. Kyuubi mruknął cicho, że lepiej dla Uzumakiego, by była to zupa pomidorowa. Naruto podzielał poglądy demona.
Sasuke powiedział coś do mężczyzny, a blondyn mimowolnie powędrował wzrokiem na nieokreślony, czarny kształt pod ścianą, który w połowie zasłaniała postawna sylwetka kolegi Sasuke. Nagle Uchiha zwrócił się do niego:
- Naruto, to jest Jugo – powiedział po angielsku. Naruto zmierzył go już jawnie podejrzliwym spojrzeniem, po czym skinął sztywno głową, ignorując wyciągniętą do niego rękę blondyna.
- Cieszę się, że mogłem cię poznać – powiedział Jugo nieco kulawo.
- Chodź. – Sasuke pociągnął Naruto za łokieć. Wyminął swojego kolegę i ku przypuszczeniom Naruto, stanęli przed nieokreślonym kształtem. Dopiero z bliska zobaczył, że nieokreślony czarny kształt ma ręce, nogi i rozbitą głowę, że jest ubrany na czarno, że jest człowiekiem. W gwoli ścisłości – mężczyzną, z ludzkim, naturalnym strachem wymalowanym na poobijanej twarzy.
- Co to ma być? – Zapytał cicho Naruto, mrużąc jednocześnie oczy, kiedy wzrok nieznajomego spotkał się z jego lekko zagubionym spojrzeniem.
- Szukamy pewnego człowieka, który oszukał nasze kasyno na dość… - Tu zrobił przerwę, szukając odpowiedniego słowa. – Znaczącą sumę – dokończył w końcu i bez skrępowania kopnął ciało leżącego. Mężczyzna zajęczał głośno.
- Ile?
- Prawie dwa miliony.
- Jenów? – Zapytał Uzumaki dla pewności.
- Dolarów.
Naruto aż zacmokał z wrażenia, kiwając z uznaniem głową.
- A dokładnie w jaki sposób?
- Włamał się do systemu. Stworzył nową grę, w którą rzekomo mieli grać klienci i przelewał pieniądze do czasu, aż wyłączył się system.
- Zorientowaliście się? Dlatego go odłączyliście? – Naruto uśmiechnął się lekko.
- Nie, to on wyłączył prąd w całym budynku. Później, gdy uruchomiliśmy zasilanie, w całych komputerach znajdował się wirus, który dziesięciokrotnie spowalniał cały sprzęt.
- Zostawił jakąś wiadomość?
Sasuke słysząc to, prychnął poirytowany.
- Taa… „To było takie upierdliwe”. – Przewrócił oczyma, jakby cytował właśnie wypowiedź jakiegoś małego, leniwego dziecka. Naruto wybuchnął głośnym, niepohamowanym śmiechem. - Wiesz coś o tym? – Sasuke spiorunował go wzrokiem.
- Nie, ale gość naprawdę was wykołował. To prawdziwa hańba dla klanu Uchiha. Pewnie teraz jesteście pośmiewiskiem całego Tokyo. – Naruto uśmiechnął się wrednie. – Co teraz z nim zrobicie? – Tym razem jego uśmiech przeznaczony był specjalnie dla leżącego. Naruto miał naprawdę promienny wyraz twarzy, jakby wcale nie mówił o jego życiu.
- To nie on.
- Nie? – Zdziwił się. – To po co wam? – Kiwnął na leżącego.
- Myśleliśmy, że to on, ale facet wciąż nam się wymyka. W tym problem. – W głosie Uchihy słychać było słabą – ale zawszę – nutę upokorzenia. To było naprawdę zadziwiające.
- I sądzicie, że ja go znajdę?
- Podejrzewamy, że może to być ktoś od nas. Chciałem ci to pokazać, żebyś przyjrzał się naszym ludziom.
Zapadła chwila ciszy. Uzumaki przełknął ślinę.
- Więc?
- Jest jeszcze jeden powód - chcę zobaczyć, czego nauczyłeś się przez te pół roku.
Naruto spojrzał na niego szeroko otwartymi oczyma. Czyli ma go…
- Zabić?
- Tak – odpowiedział u Sasuke, z ciepłym uśmiechem wymalowanym na twarzy.

piątek, 7 maja 2010

41. Refuge

Rozdział nieco krótszy niż zazwyczaj. Jestem chora i jakoś nie mam ochoty na długie smęty :)

Mam jeszcze pytanie (na które mam nadzieję, ktoś odpowie): Woleliście dawny wystrój bloga, ten z japońskimi tatuażami, czerwone tło i tak dalej, czy ten oliwkowy? Bo aktualny mi trochę nie pasuje, a nie wiem na czym wam się lepiej czytało.
To tyle.
Tym razem dedykacja dla Pazurka, która zawsze wie jak poprawić mi humor i jest najbardziej złośliwą osobą jaką znam ;)

Sasuke pchnął drzwi i wszedł do eleganckiej, dużej toalety. Kilkanaście pisuarów ustawionych było po jednej stronie długiej ściany, naprzeciwko wisiało wielkie lustro i umywalki. Na końcu pomieszczenia znajdowały się trzy zabudowane toalety. Światło nie było mocne, co dodawało toalecie nuty tajemniczości, którą potęgowały dodatkowo wspaniałe, niebieskie, prawie granatowe kafelki, przypominające morską głębię.
Uchiha podszedł do umywalki i oparł się na jej porcelanowej, białej powierzchni. Przymknął oczy i splunął w niebyt.
- Cholera! – Syknął cicho i już miał odkręcić wodę, by obmyć sobie twarz, gdy nagle rozległ się trzask zamykanych drzwi.
- Sasuke? – Usłyszał znajomy, kobiecy głos. Spojrzał w stronę zabudowanej toalety, skąd dobiegał głos.
- Karin? Co ty robisz w męskiej toalecie? – Zapytał zdziwiony, chociaż dziewczyna z pewnością była bardziej zdziwiona od niego. Patrzyła na niego wielkimi oczyma.
- Boże! Sasuke co ci się stało? – Kiedy się otrząsnęła, podbiegła do niego szybko i złapała jego zakrwawioną twarz w dłonie, rozmazując świeże jeszcze krople krwi.
- Zabiłem Hiroshiego – mruknął, patrząc jej w oczy, tak, że spłonęła rumieńcem i odwróciła wzrok. Dłoni jednak nie zabrała.
- Kogo? – Zapytała cicho, marszcząc brwi. Odwróciła bruneta w stronę umywalki i odkręciła wodę, zwilżając sobie dłonie, które już po chwili zmywały ślady krwi z twarzy Uchihy. Pod zimnym dotykiem, mężczyzna zamknął z rozkoszą oczy, rozluźniając się nieco.
- To był jakiś nowy, nie wiem. Daj mi spokój… - Chciał się odsunąć, jednak dziewczyna w ostatniej chwili złapała go za podbródek i zmusiła, by na nią spojrzał.
- Czemu go zabiłeś? I tak… przy wszystkich…? – Po jej minie wywnioskował, że już się domyśla odpowiedzi. – Boże… - szepnęła tak cicho, że ledwo ją usłyszał. Szum wody, płynącej z odkręcającego kranu zagłuszył ciche słowa, odbijał się od pokrytych granatem kafelek. Uchiha czuł się, jakby znajdował się w innej rzeczywistości.
- Jesteś tu?
Odwrócił się, by zobaczyć jak Naruto wchodzi do toalety. Zmierzył Karin od stóp do głów i zmarszczył brwi. Dziewczyna już miała coś powiedzieć, ale Sasuke ją ubiegł.
- Wyjdź – mruknął w jej stronę, jednak rudowłosa najwyraźniej myślała, że było to skierowane do Uzumakiego. – Karin, wyjdź – powtórzył i również zmierzył ją groźnie. Kobieta prychnęła urażona, jednak po długiej chwili ociągania, opuściła w końcu toaletę. Sasuke westchnął ciężko, na powrót opierając się o umywalkę. Wciąż nie odważył się spojrzeć w lustro. Poczuł delikatny dotyk na ramieniu, nie odwrócił się.
- Sasuke… Czemu go zabiłeś? – Uchiha zacisnął mocniej usta. Doskonale wiedział, że będzie musiało paść to pytanie.
- Przecież ci powiedział czemu. – Och, cholera! To było takie proste, odpowiedź była taka oczywista, jednak, kiedy wchodziło w grę przyznanie się do motywu popełnionej zbrodni to…
- Zabiłeś go, bo nazwał mnie suką? – Zerknął kątem oka na blondyna i zobaczył na jego twarzy cień uśmiechu. A może mu się zdawało? Zapewne to tylko gra świateł.
- Musiałem bronić dobrego imienia mojej rodziny. Ojciec nie interweniował właśnie dlatego. – W każdym innym wypadku powstrzymałby mnie – tego Sasuke już nie powiedział głośno.
- Hm. – Naruto odwrócił powoli Sasuke w swoją stronę. W jego oczach była taka nieopisana emocja. Emocja, która rozgrzeszała. Momentalnie zrobiło się Sasuke lżej na sercu. Zmrużył oczy, rozkoszując się spokojem, jaki przepływał przez niego, po dotyku Naruto. Uzumaki najwyraźniej wszystko zrozumiał. Nic nie trzeba było mówić głośno. Dzięki niemu, niesamowity wystrój łazienki stał się jeszcze bardziej magiczny. Można by się wręcz utopić w jego morskim, tajemniczym klimacie. Dłoń Sasuke mimowolnie powędrowała do (dop. Autor. Wy świntuchy! Wiem o czym pomyśleliście :D) kranu, odkręcając go.
- Co robisz? – Naruto spojrzał na niego, jak na wariata.
- Podkręcam klimat – uśmiechnął się krzywo, tym razem dotykając kosmyka włosów Uzumakiego, który opadał mu na oczy. Odgarnął pasmo delikatnie.
- Pff… - Chłopak prychnął i przybliżył się jeszcze bardziej do bruneta. – Z kawałkami mózgu na koszuli jesteś jeszcze bardziej seksowny, niż nagi.
- Nie wiedziałem, że teraz podniecają cię takie rzeczy – odgryzł się, z obrzydzeniem na twarzy spoglądając w dół. – Cholera… - jęknął i już w następnej sekundzie wycierał pośpiesznie białą koszulę. Naruto uśmiechnął się lekko, widząc minę Uchihy.
- Czemu nie zrobiłeś tego oczyma? Byłby mniejszy syf.
Sasuke spojrzał na niego zaskoczony. Zastanowił się chwilę.
- Po pierwsze nie chciałem, by wszyscy widzieli moją moc – przewrócił oczyma, szorując plamę krwi. Wydawało mu się, że przysychający szkarłat, powiększa się z każdą chwilą, a części mózgu rozmnażają się i… przysysają do skory, niczym pijawki. Aż się wzdrygnął, przerażony własnymi wizjami.
- A po drugie? – Naruto zabrał papierowy ręcznik z przymocowanego do ściany pudła, zwilżył go i pomóc Sasuke ścierać plamy.
- A po drugie… Sam nie wiem. Uznałem, że nie zasłużył na Sharingana – mruknął w końcu, oddając się całkowicie w ręce Uzumakiego, któremu lepiej szło czyszczenie.
- Sharingana?
- Spojrzenie, „ten” wzrok. – wyjaśnił, uśmiechając się, gdy napotkał zaskoczone spojrzenie.
- Sharingana mówisz. – Chłopak wydął usta, kończąc wycieranie koszuli. – Więcej się nie da – wyjaśnił, wskazując na koszulę.
- Wracamy do domu?
- A ojciec?
- Myślisz, że jak tam znów wejdę, to wrócę bez szwanku? – Mruknął i pierwszy raz spojrzał na siebie w lustrze. Światło jeszcze bardziej uwydatniało jego bladą cerę, a czarne oczy błyszczały jak w gorączce. Czerwone – teraz już nieco wyblakłe - plamy bardziej przypominały pozostałości obiadu, niż wnętrza człowieka, jednak, co bardziej pomysłowi z pewnością zobaczyliby krew. Sasuke zapiął czarną marynarkę, na której na szczęście, nie było zbytnio widać pozostałości jego wyczynu.
- Przecież, kiedy go zabijałeś, prawie nikt nie zareagował.
- Lepiej zostawić ich, by ochłonęli. Uwierz mi.
- Och, zapomniałem ci powiedzieć. – Naruto zatrzymał go, gdy już otwierał drzwi. Wspiął się na palce, by dosięgnąć ucha Sasuke. Musnął je ciepłym oddechem. – Jesteś prawdziwym szaleńcem. – Przez moment Uchiha czuł jego usta na skórze, jednak była to tak krótka chwila, że mogło mu się to tylko wydawać.
- Czyli się dobrze rozumiemy. – Uśmiechnął się i skierował do wyjścia.

~~***~~

Pomimo późnej pory nie pojechali do mieszkania Uchihy. Naruto siedział w samochodzie i przyglądał się z lekkim uśmiechem na ustach, prowadzącemu samochód Sasuke. Na tle mijanych świateł jego profil nabierał bardziej drapieżnego wyrazu. Teraz brunet przypominał rasowego Yakuze. Na wspomnienie japońskiej mafii, Naruto przypomniał sobie coś.
- Sasuke?
- Hm? – Mruknął mężczyzna, nie odrywając wzroku z jezdni.
- Masz tatuaż?
Uchiha spojrzał na niego zaskoczony, by po chwili uśmiechnąć się lekko. Naruto przygryzł wargę i przeczesał ręką włosy, poruszając się nerwowo na fotelu.
- A co, nie widziałeś?
- No… - Naruto widział wczoraj tatuaż, gdy kładł się w nocy spać, do jego łóżka. W zasadzie widział tylko jego zarys. Całość zobaczyć dopiero rano. Wzór na skórze mężczyzny zrobił na nim naprawdę duże wrażenie. – A masz go na całych plecach? – Zapytał dla pewności. Rano nie chciał zbyt dużo oglądać Sasuke, obawiając się, że brunet obudzi się, a w końcu miał do zrealizowania podstępny plan ze śniadaniem.
- I na ręce.
- Hm… - Naruto uśmiechnął się, mrużąc zabawnie oczy. Podobał mu się ten Sasuke w tatuażach, wyglądał dużo ostrzej. Aż przebiegł go dreszcz, na wspomnienie jego nagich pleców. – A ten wzór, lis, Kyuubi?
- Kitsune.
- Kitsune? – Naruto przygryzł palec, zastanawiając się. Wyglądało znajomo, brzmiało znajomo, gdzieś już to widział. Intuicja podpowiadała mu, że nie był to jednak zwykły symbol, jakich wiele.
- Chytry lis, w czasie Drugiej Wojny Światowej wierzono, że zwiódł on naród japoński, prowadząc go po katastrofy.
Uzumaki spojrzał na kierowcę dziwnie.
- I? Sam sobie go wybrałeś? Ten wzór? Bardziej do ciebie pasowałby, no nie wiem, jakiś smok może, albo tygrys?
- A co, nie podoba ci się? – Sasuke uśmiechnął się i zgasił silnik. Dopiero teraz Naruto zorientował się, że znajdują się na niewielkim podziemnym parkingu. Przed nimi mieściły się wielkie stalowe drzwi.
- Ale… nie uważasz, że to dziwne? Ja mam w sobie Kyuubiego, a ty…
- Kyuubi jest lisem?
- No, tak. – Naruto pokiwał twierdząco głową. Och, oczywiście, przecież nie powiedział o tym Sasuke. Kiedy zobaczył po raz pierwszy postać demona, był w szpitalu, wtedy, gdy Uchiha go zostawił. A to znaczyło, że…
- Wybrano mi go. Stwierdzono, że najlepiej ukazuje mój charakter, moje przeznaczenie… - Sasuke przewrócił teatralnie oczyma i westchnął cierpiętniczo.
- Przeznaczenie. – Naruto zadumał się chwilę. Uchiha na szczęście nie ponaglał go, najwidoczniej chciał dokończyć ten temat, w spokoju, bez jakichkolwiek świadków.
- Kyuubi jakoś nigdy nie kojarzył mi się z lisem.
- Ja dowiedziałem się pół roku temu, jaką naprawdę ma postać. – Chciał się uśmiechnąć, jednak za bardzo mu to nie wyszło. Och, jak on nienawidził szpitali. Sama myśl o tamtym zdarzeniu powodowała, delikatnie mówiąc, nieprzyjemny skurcz w żołądku. .
- Ale to w świątyni… nie czcili go?
Naruto prychnął i w końcu udało mu się uśmiechnąć.
- Oczywiście, że nie. To w końcu demon. Był przeklęty, nikt już nie pamiętam jak wygląda. Ale pamiętali o nim. Po to wyruszyłem po klucz. Był zamknięty w podziemiach. Zagrażał…
- Światu? – Sasuke wyszedł w końcu z samochodu. Skinieniem głowy, ponaglił blondyna.
- Taa… - Chłopak skrzywił się lekko. Niech to szlag! Jego długi język. Zerknął na Uchihe, jednak ten uznał, że to chyba nie jest tak ważne. Mężczyzna jakby nigdy nic, uśmiechnął się do niego i skierował sie w stronę dużych, stalowych drzwi. Naruto odetchnął z ulgą, w duchu wznosząc ręce i głowę ku niebu, by podziękować wszystkim bogom próżnującym w niebie, że Sasuke czasami nie jest tak mądry jak mogłoby się zdawać.
Poszedł pośpiesznie za brunetem, który już go zaczął wołać.