sobota, 26 czerwca 2010

Bom Bom! 5

Kuroneko, oj dziękuję za reklamowanie mojego opowiadania! :D

alien, szczerze powiedziawszy, to do fantastycznego stylu brakuje mi jeszcze dużo, ale naprawdę dziękuję za miłe słowa^_^ Jeśli chodzi natomiast o seks, w Refuge występował on bardzo często i teraz akurat trzeba czekać na odpowiedni moment, by znów zaczął się maraton, że się tak wyrażę. Dla mnie bogaty wątek erotyczny jest raczej zaletą, jednak dużo zależy od jego napisania, bo często jest strasznie nudny, więc wiem skąd bierze się twoja niechęć co do niego ;)

Black Lady, w przypływie łaskawości wybaczam ci, że nie komentowałaś... nie no żartuje oczywiście xD Zdaje sobie sprawę, że rodzina Naruto może irytować, jednak właśnie po to została wymyślona ;) Boję się tylko, żeby w tą irytacją nie przesadzić. Mam nadzieję, że uda nie przekroczyć mi się odpowiedniej granicy. Cieszę się natomiast, że główni bohaterowie się podobają, mam nadzieję, że z nimi również nie schrzanię.


Dedykuję Pazurkowi, która zawsze mi pomaga i na którą zawszę mogę liczyć (chociaż rozdział jest bez jej opinii, więc nie wiem czy się wam spodoba).
Może być nieco irytująco ^ ^


Kiedy wszedł do łazienki uśmiechnął się krzywo do swojego odbicia. Na dłuższą metę nie wyglądał tak źle, jak to sobie wyobrażał, jednak trochę brakowało mu do zwykłego – obezwładniająco niesamowitego wyglądu.
Opuszkami palców dotknął rozcięć na twarzy, które wciąż lekko szczypały. Z pewnością po zadrapaniach nie będzie żadnego śladu, żadnej blizny. Automatycznie zerknął w stronę policzków. Cienkie rysy teraz wydawały się zupełnie delikatne, jak po muśnięciu kolcem róży. Zupełnie delikatne… nie tak jak kiedyś. Przymknął oczy na wspomnienie sprzed sześciu lat. Głębokie blizny stały się jedynie zamierzchłym cieniem okrutnej przeszłości. Niczym więcej?
- Naruto! Na miłość boską pośpiesz się! Jak twoja siostra mogła obudzić cię godzinę temu, a ty jeszcze nie jesteś gotowy? – Jego matka zapukała zirytowana do łazienki.
Och, jego urocza młodsza siostra, zawsze służąca pomocą.
- Już idę! – Odkrzyknął jej nie mniej rozzłoszczonym tonem.
W ekspresowym tempie wykonał poranną toaletę. Przeczesał rękę blond włosy, które wciąż opadały mu na czoło. Niektóre postrzępione kosmyki odstawały zabawnie. Po zastanowieniu zabrał szczotkę i nieco staranniej rozczesał swoją czuprynę, chociaż i tak był pewien, że niesforne kosmyki zrobią, co im się będzie podobało. Podobnie zresztą jak i właściciel, temu wszyscy mogli być pewnie. A jeśli nie byli, z pewnością szybko się, co do tego przekonają.
Gdy już miał wychodzić z łazienki, ostatni raz spojrzał w lustro. Duże, lekko skośne, szalenie niebieskie oczy uśmiechnęły się do swojego właściciela zawadiacko. Och, tak. Oczy były jego największym atutem i kto wie, może dzisiaj ktoś złowi się na jego zniewalające spojrzenie?
Roześmiał się diabolicznie, wychodząc z łazienki i kierując się do salonu.
- A gdzie masz plecak? – Siostra spojrzała na niego smętnie, a jej zielone oczy przybrały jeszcze dziwniejszego wyrazu niż zazwyczaj. Tak z pewnością słowo „dziwny” było najmniej krzywdzącym wyrazem, opisującym przyrodnią wywłokę, znaczy siostrę. Dziwną siostrę.
- Cholera, zapomniałem – mruknął blondyn i szybko pobiegł do swojego pokoju na poddaszu. I jak to bywa, kiedy człowiek się śpieszy, kiedy zbiegał w dół, noga ujechała mu i boleśnie, choć efektownie wyrżnął na drewnianych, stromych schodach.
- No rzesz kurwa – jęknął cicho, ledwo łapiąc oddech. Z trudem podniósł się do pionu, rozmasowując sobie plecy, chociaż powinien sobie rozmasować więcej części ciała, które ucierpiały w tym niewielkim wypadku. A już w ogóle, to powinien rozmasować mu je ktoś inny, na przykład jakaś panienka w bikini z dużymi…
- Ała! – Syknął, kiedy coś twardego uderzyło w jego nogę. Odwrócił się do swojego mniejszego brata, który już celował w niego kolejną… pomarańczką. Naruto spojrzał na niego w zdziwieniu.
- W naszym domu się nie klnie, gnojku! – Czy zdawał sobie sprawę, że brzmiał prawie tak jak swój ojciec?
- Jedzeniem też się nie rzuca! – Warknął w odpowiedzi i nie zastanawiając się wiele, podszedł do małego bachora, łapiąc trochę, ale tylko trochę za mocno jego rękę. Dziecko pisnęło przerażone, wypuszczając owoc na podłogę. Pomarańcza potoczyła się leniwie po korytarzu, by następnie skulać się po schodach na parter. Uzumaki zignorował nawoływanie siostry. – Jeśli jeszcze raz czymś we mnie uderzysz, gwarantuje ci, że nie zaśniesz w nocy, jasne? – Powiedział cicho, tak lodowatym tonem, że mimowolnie przypomniał mu się Sasuke Uchiha.
Ciekawe czy jego młodszy brat również był jego fanem? Pewnie miał jego plakat na ścianie.
Zmarszczył brwi, gdy nagle doznał olśnienia.
Przez cały ten czas, ani razu nie zastanowił się nad tym, jaki też może ten cholerny dupek uprawiać sport. Jakoś nigdy o nim nie słyszał. Może, więc był tylko lokalną atrakcją?
Och.
Naruto uśmiechnął się bardzo, bardzo szeroko, po raz pierwszy będąc chyba wystarczająco szczęśliwym, żeby zapomnieć o nienawiści do tego miejsca.
Z pewnością Sasuke Uchiha uprawia jakiś pedalski sport, jak łyżwiarstwo figurowe. Podobno mają tutaj jedno z najlepszych lodowisk w stanie. Hmm… w tym z pewnością będzie dobry.
- Puść go! – Jego rozmyślania przerwała siostra. Dziewczyna odepchnęła go od dziecka, które kwiliło cicho, a na jego policzkach spływały krokodyle łzy. Naruto skrzywił się.
Nie zauważył, że przez cały ten czas wciąż trzymał rękę swojego brata, a im był bardziej szczęśliwy, tym jego uścisk stawał się mocniejszy.
- Nauczy go, że nie rzuca się do ludzi jedzeniem! – Syknął w ich stronę i kiedy już miał schodzić, zobaczył jak jego matka wdrapuje się po schodach. Jej rude włosy spięte były niedbale, a na zatroskanej twarzy pojawiło się więcej zmarszczek niż zazwyczaj.
- Co się dzieje?
- Wykręcił mu rękę! – Zawołała jego siostra, tuląc się do małego brata, niczym do miśka. Uzumaki przewrócił oczyma.
Jak on nienawidził tej rodziny.
Kushina spojrzała na winowajcę niepewnie, kompletnie nie wiedząc, co ma zrobić.
- Idźcie już do szkoły, spóźnicie się – wydusiła w końcu z siebie, podchodząc do najmłodszego i biorąc go na ręce. Zerknęła na jego nadgarstek, jednak nie skomentowała sinego śladu na jego dziecięcej skórze. – Na stole w kuchni jest śniadanie – dodała grobowo i zniknęła w pokoju młodszego z synów.
Naruto zapatrzył się na drewniane drzwi i westchnął cicho, choć z całego serca.
Powinien przeprosić? Nie, nie miał za co. To wina tego cholernego bachora i… i… no, jego matka jest mu zbyt wiele winna, aby rzucać się na takie szczegóły, prawda?
Przeklął cicho pod nosem, kiedy zimne, górskie powietrze uderzyło go w twarz.
Dlaczego czuł wyrzuty sumienia?
Zostawiła go tuż po urodzeniu, nie dawała znaku życia, był zdany tylko na siebie i kiedy w końcu myślał, że może być szczęśliwy, zjawia się ponownie i myśli, że może wszystko odbudować. Siedemnaście lat może po prostu zostać wymazanych.
To bezsensu. Jego życie jest bezsensu i ta kobieta, która… która jest jego matką.

Dzisiaj z pewnością nie był dobry dzień Naruto.
Los zachowywał się tak, jakby chciał poprawić mu humor, jednak blondyn okazał się wyjątkowo oporny.
Nastrój nie poprawił się mu, kiedy jego spóźnienie nie zostało zauważone, gdyż odbywały się jakieś zawody szkolne i wszyscy zgromadzili się na hali sportowej. Mógł swobodnie zwiedzić szkolę i przeżyć te najgorsze, pierwsze chwile upajając się słodką samotnością, gdzie nikt nie wytykał go palcami. A był pewien, że z pewnością najbliższa przyszłość niesie za sobą takie niespodzianki.
Jego humor wciąż pozostawał na minusie, kiedy usłyszał rozmowę swojej siostry i jej koleżanek, które po zobaczeniu Naruto, stwierdziły, że jest on chyba jeszcze bardziej przystojny niż numer jeden, Sasuke Uchiha.
Kolejnym powodem do uwierzenia w łaskawość losu stał się kompletny brak na horyzoncie lokalnej gwiazdy sportowej. I jego kumpli. To też wliczało się na listę cudów niemożliwych dzisiejszego dnia.
I zdawałoby się, że do trzech razy sztuka i już nic nie może poprawić humoru pana Uzumakiego. Nic bardziej mylnego! Pojawiło się bowiem coś, co zupełnie odmieniło bieg - zdawać by się mogło - ponurej dalszej egzystencji Naruto.
Na korytarzu, gdy nie był jeszcze wystarczająco uporczywie wytykany palcami, wśród szkolnych szafek i uczniów podążających na zajęcia, które właśnie miały się rozpocząć, zobaczył…
Mmm…
Zobaczył cień kalifornijskiej piękności. Och, znów nie taki cień.
Kiedy wkroczyła na korytarz, z jej zgrabnego, pięknego ciała biła aura jasności tak wielkiej, że mogłaby spokojnie oświetlać drogę szybkiego ruchu.
Anioł.
Długie, lekko różowawe włosy rozwiane wiatrem niewiadomo skąd, powiewały uroczo, prawie tak, jak na plaży.
Syrena.
Wysokie szpilki, obcisłe białe spodnie i bluzka z głębokim dekoltem, oraz dwie służące, stanowczo mniej urodziwe, depczące jej po piętach, utwierdzały Naruto w przekonaniu -
Królowa.
Chłopak uśmiechnął się bezwiednie, podążając za nieznajomą dziewczyną maślanym spojrzeniem. Szkolna piękność minęła go jednak, nie zwracając na delikwenta szczególnej, wróć, żadnej uwagi.
Tylko po korytarzu rozniósł się słodki zapach jej dziewczęcych, kwiatowych perfum.
- Kto to jest? – Zapytał, nie zdając sobie sprawy, że los przestał być już dla niego taki łaskawy. Powiódł za pięknością rozmarzonym spojrzeniem.
- Sakura Haruno, szkolna elita.
Dopiero, kiedy usłyszał słowo „elita” zobaczył, jak los okrutnie z niego zakpił.
Co dzieje się, gdy ciepłe powietrze styka się z zimnym?
Odpowiedź jest prosta - powstaje tornado.
Co się dzieje, gdy jasność spotyka się z mrokiem?
Odpowiedź jest prosta – wygrywa silniejsza z sił.
Tylko dlaczego, w przypadku Naruto silniejsza musiała okazać się ciemność?


Sasuke ze znudzeniem patrzył, jak Haruno podchodzi do niego, o mało nie sikając z radości na jego widok. Westchnął cierpiętniczo, doskonale zdając sobie sprawę, że po wczorajszym nieudanym wieczorze Sakury (jego był koszmarny), długo jeszcze będzie gnębiony przez tą lukrową panienkę bardziej niż zwykle.
- Cześć Sasuke! – Podeszła do niego wraz z dwójką młodszych od siebie dziewczyn, które podobnie jak ich przywódczyni, uśmiechały się do niego zalotnie. Przeklął w duchu.
- Hej – burknął tylko i kiedy już miał się odwracać zobaczył, że ktoś przypatruje się im uporczywie. Poczuł na sobie znajome spojrzenie oczu, których właściciel dokładnie wczoraj wieczorem nie dość, że go upokorzył na oczach kumpli, to jeszcze pobił, zostawiając przegranego na polu walki. Spojrzał prosto w równie posiniaczoną twarz Naruto Uzumakiego. Zdradziecki uśmiech wpłynął na jego usta.
- Jak tam trening?
- Dobrze. Bardzo dobrze – dodał po chwili i leniwym gestem odgarnął różowe włosy z wytapetowanej twarzy. Jego uśmiech poszerzył się, gdy zobaczył jak Naruto zamiera, a w jego niebieskich oczach pojawia się niepewność, niedowierzanie, zalążek złości, która dopiero miała poznać światło dzienne.
- To… wsp…pp…a…niale – wyjąkał Sakura, opluwając się przy sylabizowaniu tego skomplikowanego jak dla niej słowa.
Uśmiech Sasuke ewoluował w jeszcze szczęśliwszy.
- Widzisz tego kolesia – głową wskazał na blondyna, który teraz wgapiał się w nich bezczelnie, z uchylonymi ustami. – Przywitaj się z nim. Powiedz, że go pozdrawiam.
- Co? Ale… czemu ja?
- Nie zrobisz tego dla mnie kochanie?
- Och, no dobrze misiu – wyszeptała w końcu, kiedy dotarło do niej, że Sasuke nazwał ją właśnie „kochaniem”, brunet postanowił jednak zignorować fakt, że dziewczyna nazwała go „misiem”. O zgrozo, lepiej o tym teraz nie myśleć, jeśli przed nim odgrywa się taka ładna scena. I pomyśleć, jak niewiele wystarczyło do zmanipulowania płci pięknej. To takie zabawne.
Uśmiech Sasuke ewoluował w jeszcze bardziej szczęśliwszy od poprzedniego.
Naruto stał i patrzył na Haruno tak jakby jednocześnie było najładniejszą i najbrzydszą kobietą świata. Było to o tyle dziwne, że od szyi w dół z pewnością ją ubóstwiał, jednak jeśli podnosił wzrok na twarz, jego entuzjazm topniał, niczym lodowy sopel. I kiedy dziewczyna wskazała na stojącego nieopodal bruneta, z pewnością mówiąc już o pozdrowieniach, Sasuke wiedział, że najwyższy czas wkroczyć do gry.
Powolnym krokiem podszedł do nich, upajając się każdą sekundą, gdy Naruto patrzył na niego z pewnością zdając sobie sprawę, że ma zdrowo przejebane.
- Cześć – przywitał się z nim, uśmiechając się przy tym naprawdę szczęśliwy. – Witaj w piekle – dodał, łapiąc Sakurę od tyłu i jakby od niechcenia wkładając rękę pod jej bluzkę, co oczywiście nie umknęło uwadze Naruto. Mądry chłopiec – przemknęło brunetowi przez myśl i już miał powiedzieć coś równie złośliwego, jednak w tej przyjemności przeszkodził mu dzwonek na rozpoczynające się właśnie zajęcie. – Cholera, mam nadzieję, że się jeszcze spotkamy. Mamy kilka niewyjaśnionych spraw.
- Wydaje mi się, że wszystkie zostały wyjaśnione wczorajszego wieczoru.
- Wczoraj? A wczoraj miałeś się spotkać przecież ze mną!
Naruto uniósł brwi ku górze, patrząc wyzywająco na Uchihe.
- Winić możesz za to jedynie jego – wskazał na blondyna. – Gdyby nie niespodzianka, którą mi sprawił, poświęciłbym ci znacznie więcej czasu – wymruczał, oblizując prowokacyjnie usta, jednak ani razu nie spojrzał na dziewczynę, wciąż mierząc się spojrzeniem z Uzumakim.
- Czy to prawda?! – Pisnęła Sakura tak wściekła, że aż nieco rozmazała na twarzy swój makijaż. Tym razem była chyba doskonale świadoma tego, że druga taka szansa zdobycia Uchihy może się jej nie trafić.
- Och, chyba tak. – Na usta Naruto wpłynął złośliwy uśmieszek, który niewinnie sugerował Sasuke, że powinien zacząć się bać. Ale w tym problem, że Sasuke nie jest człowiekiem, którego można zastraszyć w tak prymitywny sposób. Powinien zacząć żałować, więc swojej brawury? – Jednak twój chłopak nie wydał się chyba tym zbytnio przejęty. Najwyraźniej uznał, że jestem lepszym… towarem niż ty.
Och, nie.
Sasuke wcale nie musiał się obawiać tego idioty, który był na tyle nierozgarnięty, że sam pogrążył się właśnie w oczach swojej miłości.
Chociaż nie można go aż tak winić.
Chcąc mieć jedno, trzeba zrezygnować z drugiego i tym właśnie sposobem, Naruto dopiekł Sasuke, trafiając jednocześnie na czarną listę Haruno.
A przewaga Uchihy była taka, że dziewczyna była zbyt tępa, by uwierzyć w słowa blondyna.
- A wy jeszcze nie na lekcji? Zmiatać, ale już! – Rozległ się krzyk dyrektorki, która wyłoniła się niespodziewanie zza korytarza. Dopiero teraz zauważyli, że korytarz całkowicie opustoszał, a zajęcia trwają już w najlepsze. Sasuke skinął głową, przepraszając i szybkim krokiem udał się do klasy. Za nim posłusznie podążyła Sakura, zapewne będąc w siódmym niebie, że wejdzie po dzwonku razem w brunetem. Bo co innego mogło oznaczać ich wspólne spóźnienie?
Jednak był jeszcze jeden szczegół, którego ta dwójka nie zauważyła, a mianowicie – ten trzeci. Naruto cichaczem śledził parę, gdyż ku jego zgrozie odkrył, że mają w tej samej sali co on. A to oznaczało tylko jedno.
Katastrofę.

wtorek, 22 czerwca 2010

Bom Bom! 4

Cieszę się jednak, że Naruto się wam spodobał :) Teraz pora przekonać się kim tak naprawdę jest Sasuke (chociaż po części mieliście rację, z tym, że jego familia to szychy).
Zapraszam więc ^-^:


- Kiba!
- Oddaj mu lepiej ten aparat. – Neij musiał zainterweniować, żeby jego drogi samochód nie został zniszczony od środka przez wściekłego Uchihe i dobijanego Inuzuke. Westchnął ze zrezygnowaniem, zatrzymując się pod domem Shikamaru. Chłopak mieszkał najbliżej hali sportowej, jednak zażądał odwiezienia pod same drzwi, gdyż jak twierdził spacer był zbyt kłopotliwy. Neij dla świętego spokoju ustąpił.
- Nie! Tam nie ma żadnego zdjęcia, słowo harcerza!
- Przecież słyszałem jak je robisz! Masz mnie za idiotę?
- Ale… ale klisza pękła! – Szatyn przytulił do siebie futerał na cyfrówkę, wyginając usta w podkówkę. – Serio, serio!
- Dawaj to! – Sasuke wychylił się do tyłu, by zabrać aparat kulącemu się na tylnych siedzeniach szatynowi. Sam Uchiha jak zwykle zajął miejsce pasażera.
- To do jutra – Nara wyszedł szybko z samochodu, w porę umykając przed kolejną awanturą.
- Zostaw! – Kiba ostatkiem sił starał się przytrzymać aparat przy sobie.
- Ej! – Syknął Hyuuga, który przez przypadek oberwał usztywnianą sprzączką.
- Ratuj! – Zawył jeszcze Inuzuka, któremu w następnej chwili Sasuke wyrwał z rąk aparat. – Dupek! – Mruknął jeszcze szatyn, jednak ku jego szczęściu Uchiha tego nie usłyszał, zbyt zajęty usuwaniem jak na złość doskonale wyraźnego zdjęcia, na którym bez dwóch zdań każdy rozpoznałby Sasuke i nieznajomego kretyna, z którym się lizał. Nie, wróć. O mało się nie lizał.
- Masz! – Kiedy wykasował kompromitujące dowody jego niefortunnej pomyłki, rzucił cyfrówkę przez ramie, nawet nie patrząc, czy wyląduje na kolanach Kiby, czy nie.
- Jezus! – Najwyraźniej chłopak złapał ją w ostatniej chwili. Zaczął coś jeszcze mruczeć pod nosem, jednak Sasuke zignorował go.
- Ostatni raz brałem udział w tym cholernym zakładzie!
- Oj, nie było tak źle – Neij nie mógł powstrzymać się przed uśmiechem, podobnie zresztą jak i Kiba, chociaż ten miał z pewnością zdecydowanie mniej taktu niż kierowca.
- Przedstawienie, które nam zapewniłeś było warte tych dwóch stów! Haha – zaśmiał się perliście, waląc z całej siły w fotel Sasuke. – Bezcenne po prostu, bezcenne!
Ściskający się za brzuch Kiba, który nie mógł się uspokoić, nawet nie zauważył, kiedy wściekła pięść Uchihy śmignęła tuż obok jego twarzy.
- Co robisz?! – Cud, że nie zatrzymała się na nosie szatyna, Kiba zawdzięczał Neij`emu, który w porę zatrzymał rękę Sasuke. Chłopak odetchnął z ulgą, patrząc z wyrzutem na bruneta.
- To, że jakiś dupek skopał ci w końcu tyłek nie oznacza, że możesz się na nas wyżywać!
- Właśnie! – Poparł go gorliwie Rock, do tej pory siedzący cicho obok Inuzuki.
- To mnie nie wkurwiajcie! – Mruknął Uchiha i odwrócił się do przodu. – Wysadź mnie tutaj – mruknął do Neij`ego, który pokiwał zrezygnowany głową.
- Daj spokój.
- Wysadź!
Hyuuga westchnął głośno i zatrzymał się przy chodniku. Sasuke już otwierał drzwi, gdy długowłosy złapał go jeszcze za rękę.
- To, że ktoś cię walną, to wcale nie koniec świata. Przecież nie możesz we wszystkim być najlepszy. Powinieneś się cieszyć, że masz tylko twarz poobijaną.
Uchiha spojrzał na niego zimno, marszcząc przy tym groźnie brwi. Jego czarne oczy wydawały się jeszcze mroczniejsze niż zazwyczaj.
- Możesz mi wierzyć, że jeśli kiedykolwiek go jeszcze spotkam, nie wyjdzie cało z tego spotkania.
Wyszedł, trzaskając głośno drzwiami.

Naruto zamrugał zdezorientowany. Co jest? Ten cały Sasuke był jakimś księciem z Miodowego Królestwa, czy jak?
- Wiedziałem, że będą z tobą problemy! Już od samego początku! – Ojczym uderzył pięścią w stół. Zaklął szpetnie rozmasowując sobie dłoń, a Naruto uśmiechnął się dyskretnie.
- Przestań – syknęła speszona Kushina, zerkając nerwowo w stronę drzwi, jakby obawiała się, że któreś z jej dzieci podsłucha kłótnię.
- Doskonale wiesz, że jeśli Uchiha wytoczą nam proces będziemy skończeni! A jeśli mu coś złamał? Będę musiał całe życie harować, żeby ich spłacić!
- Naruto – matka pochyliła się nad Uzumakim, by spojrzeć mu w oczy. – Powiedz, tylko szczerze, zrobiłeś coś Sasuke? – W jej głosie słychać było napięcie. Zabrzmiało to trochę tak, jak gdyby od odpowiedzi blondyna miała zależeć dalsza przyszłość jego nowej rodziny. Naruto wzruszył ramionami.
- Dostał w twarz, po za tym nic nie powinno mu być.
- Nie powinno? – Huknął jego ojczym, podchodząc szybko do chłopaka i łapiąc go za poły bluzy. – Zdajesz sobie gówniarzu sprawę z tego, co zrobiłeś?! Wiedziałem, że gdy tylko wyjdziesz, wrócisz z kłopotami na karku!
- To on mnie zaatakował pierwszy! Ja się tylko broniłem – Uzumaki starał się wyrwać, jednak ojczym trzymał go zbyt mocno. – Co jest kurw… - Jego elokwentną, ubarwioną ciekawymi epitetami wypowiedź przerwała wielka pięść, która uderzyła go w szczękę. Uderzenie było tak mocno, że jęknął głośno, automatycznie łapiąc się za obolałe miejsce.
- Zostaw go! – Zawołała Kushina, dopiero po chwili odciągając swojego męża od blondyna. – Jak mogłeś go uderzyć?
- Żaden gówniarz z poprawczaka nie będzie krzyczał na mnie i klął w mojej obecności! To mój dom i to ja ustalam zasady, jasne?! – Wyszarpał się z uścisku żony i wyszedł z kuchni. Naruto był pewny, że gdyby tutaj został z pewnością nie tylko jego twarz byłaby rozwalona. Westchnął ciężko, masując szczękę. Wspaniały, po prostu wymarzony początek, nie ma co. Zerknął na matkę, która odgarnęła trzęsącą się ręką swoje płomienne włosy. Starała się uśmiechnąć do swojego syna, jednak na jej twarzy pojawił się jedynie nieprzyjemny grymas.
- Przepraszam cię za niego. Mój mąż jest… nieco nerwowy.
Naruto nic nie odpowiedział, odwracając wzrok i wgapiając się w jakiś punkt za oknem. Chciał dać jej tym zachowaniem do zrozumienia, że ma ją głęboko. Ją, jej zasranego męża i bachory, z którymi teraz będzie musiał utrzymywać kontakt na zasadzie brat, siostra. A już najbardziej miał w dupie tego całego Sasuke, którego traktowali tutaj jak sułtańskiego maharadżę.
Naruto zmarszczył brwi.
- Kim on jest?
- Kto? – Jego matka spojrzała na niego zamyślona, chowając apteczkę. Jej myśli raczej nie krążyły wokół chłopaka, którego pobił. Szczerze powiedziawszy to nie przejęła się tym tak bardzo jak mąż. Uzumaki obstawiał, że to właśnie o nim myślała. Mieli kryzys małżeński? Może wywołany przez niego? Mniejsza.
- Ten cały Sasuke. Kim on jest, że… że ojczym – z trudem wypowiedział to słowo, ale jednak mu się udało. To najważniejsze. – Że ojczym tak zareagował?
Kushina milczała dłuższą chwilę i dopiero, kiedy uporządkowała wszystkie rzeczy, usiadła przy stole i westchnęła ciężko.
- Sasuke Uchiha jest sportową gwiazdą. W przyszłym roku wyjeżdża na olimpiadę i gdybyś mu tylko coś zrobił, to nie tylko jego rodzina by nas, no… zabiła? – Uśmiechnęła się krzywo. – Wytoczyliby nam taki proces, że byśmy się nawet nie pozbierali. On jest jednym z najlepiej zapowiadających się zawodników, więc sam rozumiesz. Nadzieja i duma.
Uzumaki spojrzał na nią dziwnie. Ten dupek ma być niby jakąś gwiazdą sportową? Jeśli tak, to Naruto chyba zostanie następcą Eltona Johna. Oj, nie, zły przykład. Jakiegoś innego znanego piosenkarza, który nie gustował w chłopcach. O! Na przykład 50 Centa, którego był wielkim fanem. Że też od razu o nim nie pomyślał. Taki gość, to z pewnością nie był gejem. I by zmiażdżył jakąś tam gwiazdkę sportową.
Naruto prychnął pogardliwie, całkowicie zapominając o obecności matki, która spojrzała na niego zaskoczona.
- Co? – Burknął w jej stronę, wstając od stołu. – Idę na górę. Jestem zmęczony.
Kobieta kiwnęła jedynie głową, uśmiechając się do niego sympatycznie.
- Pamiętaj, że jutro pierwszy dzień w szkole.
- Kurw…cze – Zreflektował się w ostatniej chwili, jednak Kushina nie dostrzegła chyba jego złych intencji.
- Na pewno sobie poradzisz. Nie przejmuj się, a i gdyby Sasuke coś ci mówił, zawsze możesz przyjść do mnie.
- Jasne. – Naruto przewrócił oczyma, już sobie wyobrażając, jak to poleci do swojej ukochanej mamusi na skargę. Mamusi, na którą zawsze mógł liczyć i która nie zostawiłaby go do zasranej śmierci, cholera. Skierował się do swojego nowego pokoju i miał nadzieję, że chociaż tam będzie miał chwilę spokoju.

Wedle swoich wcześniejszych przypuszczeń długo nie potrafił zasnąć. Przewracał się z boku na bok, nie mogąc znaleźć wygodnej pozycji. Było mu zimno, nieprzyjemna atmosfera unosiła się w powietrzu, a mroczny cień gór zaciskał się na nim niczym łańcuch ze stali. Przynajmniej tak to sobie Naruto wyobrażał.
Uchylił lekko powieki, by spojrzeć na blade światło księżyca wpadające do jego pokoju na poddaszu. Biała poświata zatrzymywała się na puchatym dywanie. Nie widział nieba, jednak przypuszczał, że musi być nieskazitelnie czyste, bezchmurne. Każda gwiazda jest na nim doskonale widoczna. Zdawał sobie sprawę, że widok z pewnością jest bajeczny, ale cały urok miejsca wyparowywał, gdy tylko Naruto pomyślał o jutrzejszym dniu.
Pierwszy dzień w szkole, gdzie chyba wszyscy się znają, tuż po rozpoczęciu roku szkolnego, z nowo zdobytym wrogiem w postaci gwiazdy miasteczka. Och, z pewnością Sasuke świecił jaśniej niż niejedna gwiazda na niebie – przemknęło przez myśl Naruto, który uśmiechnął się do siebie złośliwie.
Dopiero od jutrzejszego dnia zaczyna się prawdziwy koszmar. Czeka go parodia życia, nie ma co. Jęknął głośno, przewracając się na bok, twarzą do ściany.
Nawał myśli skutecznie odpędzał sen i Uzumaki doskonale zdawał sobie sprawę, że jutro będzie wyglądał jeszcze gorzej, niż gdy wrócił do domu po bójce.

Zaczynało już świtać, gdy udało mu się zapaść w niespokojny, płytki sen, w którym to otoczony ze wszystkich stron przez wielkie choinki czekał na przybycie króla piekła. Ku zgrozie królem piekła okazał się nie kto inny, jak Sasuke Uchiha i już wyciągał do Naruto swoje szpony, jednak ktoś go chyba wyprzedził.
- Ej! – Mocne uderzenie w twarz rozmazało obraz diabolicznego monarchy i sprowadziło Uzumakiego z powrotem do szarej rzeczywistości. Chłopak spojrzał nieprzytomnie na stojącą nad nim siostrę przyrodnią, która już szykowała się do następnego ciosu. W ostatniej chwili powstrzymał jej rękę. Miała dziewczyna krzepę, po ojcu chyba – pomyślał i skrzywił się kwaśno.
- Czego chcesz? – Warknął na wpół zły, że ktoś obudził go w taki sposób, a na wpół wdzięczny, że został wybawiony od konfrontacji z Uchihą.
- Mama kazała mi cię obudzić. Masz pięć minut, żeby się zebrać.
- Nie mogłaś mnie wcześniej obudzić? – Mruknął, zbierając się z trudem z łóżka.
- Zapomniałam – odpowiedziała dziewczyna, ze słodkim uśmieszkiem i kiedy Naruto miał w nią czymś rzucił i zedrzeć ten cholerny wyraz z jej różowej gęby, nastolatka ulotniła się szybko. Warknął cicho i wstając z łóżka, przez przypadek zawadził głową o niski, pochyły sufit. Zaklął szpetnie, masując obolałe miejsce na głowie.
Jego nowy pokój, tak jak wcześniej jego matka powiedziała, mieścił się na samej górze, na poddaszu. Chociaż ciężko to było Naruto przyznać, rzeczywiście - z dwóch dość dużych okien, znajdujących się przy łóżku, rozciągał się naprawdę zapierający dech w piersi widok.
Zarówno ściany jak i podłoga pokryte były drewnem w przyjemnym, ciepłym odcieniu orzecha. Pokój nie był duży, łóżko wciśnięte w jeden kąt, stary fotel, wsunięty w drugi i przedzielające go dwa okna. Po drugiej stronie pomieszczenia znajdowała się komoda na ubrania i niewielki stolik do odrabiania lekcji. Najbardziej jednak podobał mu się chyba wielki, puchaty dywan, znajdujący się na środku, na którym wczoraj niczym kałuża rozlane było światło księżyca.
Niechętnie musiał przyznać, że jego nowy pokój jest naprawdę fajny, a jeszcze fajniejszy – chociaż Naruto w głębi duszy uważał to za zdradę – jest widok z okna, krajobraz gór. Oczywiście pewien komfort przynosiła świadomość, że chociaż tutaj będzie miał chwilę spokoju, ale wciąż myślał o swoim domu – Los Angeles, o przyjaciołach, Iruce, morzu i desce do surfowania, która leżała teraz niczym zepsuta zabawka pod ścianą w jego pokoju.
To było takie dołujące. Westchnął ciężko, kiedy usłyszał skrzekliwy głos swojej siostry, że ma jeszcze trzy minuty, dwadzieścia cztery sekundy.
- Banda idiotów – mruknął do siebie, podchodząc do uchylonej klapy w podłodze, gdzie mieściło się wejście do jego podniebnego królestwa. Strome schody z tej perspektywy z pewnością przerażały jeszcze bardziej, niż z dołu, kiedy miał wchodzić na poddasze.
Naruto nie miał leku wysokości, jednak przy takim zejściu, chwila nieuwagi gwarantowała bolesne, choć z pewnością efektowne wyrżnięcie na drewnianych stopniach.
Nie chwaląc się, ku odrobinie umiejętności, niczym tajny agent znalazł się na dole. W jednym kawałku. Teraz pewnie, każdego dnia będzie musiał zamieniać się w Jamesa Bonda, by kursować między jego pokojem, a światem. Nie była to jednak budująca myśl. Czuł, że najgorsze dopiero przed nim, wielka fala tęsknoty, niczym tsunami, powoli zbliżała się do śnieżnego miasteczka. I wtedy nawet gadżety agenta Jej Królewskiej mości nie pomogą.
- Masz minutę, dziewięćdziesiąt dziewięć sekund – poinformowała go uprzejmie siostra, która niczym zmora pojawiła się nagle na schodach. Naruto spojrzał na nią dziwnie. Uświadomić jej, że minuta ma tylko sześćdziesiąt sekund? Nie, lepiej nie. Dzięki jej głupocie zyska przynajmniej na czasie.
Kiedy wchodził do łazienki, mieszczącej się tuż obok schodów, zerknął na nią czujnie, czy aby nie robi sobie z niego jaj. Może liczyła na to, że Naruto zwróci jej uwagę, a ona odgryzie się jakąś ciętą ripostą? Albo wpadła na jakiś inny genialny pomysł.
Kiedy jednak spojrzał w jej oczy, zwątpił.
- Pora do szkoły, dzieci! – Dało się jeszcze słyszeć krzyk jego matki, zanim Naruto nie trzasnął głośno drzwiami do łazienki.

sobota, 12 czerwca 2010

piątek, 14 maja 2010

42. Refuge

Kuroneko, awww dziękuję ^^ to bardzo miłe, już czuję się lepiej :) I dziękuję, że jako jedyna odpowiedziałaś na zadane pytanie (wyłączając tu mętną odpowiedź Pazurka ;D).

Pazurkowi też dziękuję, za wszystko :)

Tohma, przykro mi, że II nie spełniła twoich oczekiwań, jednak czasu nie cofnę. Co do tego "racjonalnie myślącego Naruto", cóż w wielu fanfickach spotkałam się właśnie z takim Uzumakim. Co do Sasuke, cóż... trochę zaskoczyło mnie określenie 'zmęczony' ;) I nie sądziłam, że ktoś będzie wiedział, że cytat jest akurat z "Gotowych" ;D Naprawdę zapadł mi w pamięć, szczególnie, że mówiła go do swojego uroczego syna ^^

Sanu, ale ja się naprawdę boję! :D



- Co to za miejsce?
- Zaplecze kasyna – mruknął Sasuke cicho, patrząc na blondyna, który rozglądał się po ponurym wnętrzu z zastanowieniem.
- Stylizowane jak widzę, na jakiś średniowieczny zamek – stwierdził po chwili chłopak i dotknął dłonią chłodnego muru. Uchiha zrobił to samo, czując przyjemne zimno bijące od kamieni.
- Skutek skrzywienia psychicznego mojego ojca.
Zanim Naruto zdążył cokolwiek powiedzieć, na zaplecze wpadł Suigetsu. Jego dziwne oczy błyszczały w dziwnej radości.
- Sasuke! Cholera, ty bestio! Ale załatwiłeś tego młodego! – Zaśmiał się perliście i jakby dla uznania, poklepał bruneta po plecach. Uchiha zmarszczył groźnie brwi.
- Wszyscy już wiedzą? – Zapytał, raczej nie podzielając entuzjazmu kolegi.
- No! – Odpowiedział z wielkim uśmiechem na ustach. – Nikt go tutaj specjalnie nie lubił, straszny cwaniak, stawiał się przy byle okazji. Gdyby nie ten jego wuj, nawet by nie liznął życia w Yakuzie.
- Super – mruknął tylko i poszedł w stronę drzwi. Dopiero, gdy był już na korytarzu, zorientował się, że Uzumaki nie idzie za nim. Warknął z poirytowaniem i wrócił do pokoju, gdzie zobaczył, jak Suigetsu przytrzymuje blondyna za ramiona i mówi do niego po japońsku, by się wynosił, przy okazji szarpiąc chłopakiem i popychając go w stronę wyjścia. Naruto odpowiadał mu po angielsku, że jest od Sasuke, jednak debil Hozuki nie był poliglotą.
- Zostaw go! – Syknął w końcu w stronę białowłosego, który odwrócił się oburzony.
- Kto to jest?!
- Nowy członek klanu. Radziłbym ci mieć do niego większy szacunek, bo możesz skończyć jak Hiroshi – mruknął tylko i skinął Uzumakiemu, by szedł za nim. Gdy się odwracał do drzwi, zobaczył jeszcze jak Naruto zaszczyca Suigetsu perfidnym uśmiechem zwycięstwa. Białowłosy zaklął szpetnie pod nosem.
- Ciekawych masz znajomych – westchnął Naruto, gdy już zrównał się z Uchihą krokiem. Ten tylko pokiwał z dezaprobatą głową.
- Jak widzisz.
- No więc? – Naruto uśmiechnął się do niego lekko, a Sasuke spojrzał na niego uważnie.
- Wolałbym, żeby ta kpina była tylko przywidzeniem – odwzajemnił uśmiech, w którym, pomimo jego słów, krył się sarkazm.
- Lepiej nie. Ostatnio zbyt wiele rzeczy jest dla ciebie iluzją – Naruto uśmiechnął się tajemniczo. – No ale wracając do tematu, po co mnie tutaj przyprowadziłeś?
Sasuke odpowiedział dopiero po dłuższej chwili, gdy wchodzili do głównej sali, gdzie znajdowała się większość gości.
- Chciałem żebyś zobaczył kasyno.
- Po co? – Uzumaki stawał się coraz bardziej podejrzany, spojrzał na grających ludzi z rezerwą i zastanowieniem, jakby analizując, którzy z nich są kryminalistami, a który tylko zwykłymi dłużnikami mafii, uzależnionymi od hazardu.
- Hm. Zobaczysz. – Uśmiechnął się w końcu, z rozbawieniem patrząc na zmrużone gniewnie oczy blondyna.
- Mam nadzieję, że mnie nie zawiedziesz.
Sasuke spojrzał z nieskrywanym zaskoczeniem na twarz Uzumakiego, który uśmiechał się z lekką, tym razem TYLKO lekką ironią. Z każdym dniem, coraz bardziej podobał mu się ten nowy, bardziej ostry Naruto.
- Mam nadzieję, że przejdę twoje najśmielsze oczekiwania – Sasuke odwzajemnił uśmiech, nawet nie chcąc sobie wyobrażać, jakie są „oczekiwania” chłopaka. Czuł, że długo nie wytrzymają zachowując ten… przyjacielski dystans.
Podszedł do stolika, przy którym zgromadziło się najwięcej ludzi. Kiedy już się przeciskał, by dojść do stanowiska, poczuł silny chwyt na nadgarstku. Odwrócił się. Naruto patrzył na niego z radosnym błyskiem w oczach i pełnym kpiny, szelmowskim uśmieszkiem, jakby odkrył coś bardzo interesującego.
- Co? – Zapytał ponaglająco, unosząc brwi ku górze.
- Przyznaj się. – Uśmiech chłopaka jeszcze bardziej się poszerzył, odsłaniając białe zęby, przyjemnie kontrastujące z opaloną twarzą. – Zabrałeś mnie tu z sentymentu. W kasynie się poznaliśmy.
Sasuke stał, z jeszcze większym zaskoczeniem wymalowanym na twarzy. Cóż… Gdyby głębiej zastanowić się nam słowami chłopaka, może znalazłoby się w jego teorii ziarno jakiejś drażniącej, przewrotnej prawdy. Byłoby to nawet dość możliwe.
- Jasne – prychnął, nic nie dając po sobie poznać. – A później jak kogoś znów zabijemy, Sakura nam się jeszcze napatoczy - mruknął, przypominając sobie ich późniejsze losy.
Naruto momentalnie spoważniał. Puścił nadgarstek bruneta i wyciągnął ręce przed siebie, jakby pokazując, że nie miał złych zamiarów.
- Nawet nie strasz!
Sasuke zaśmiał się i w końcu, ciągnął blondyna za sobą, dotarli do szczytu stołu z rosyjską ruletką. Ludzie wokół przekrzykiwali się, obstawiając kolejne liczby. Uchiha uśmiechnął się cwanie, jego oczy błyszczały. „Podejmiesz wyzwanie?”. Niewypowiedziane zdanie zawisło między nimi.
- Jeśli wygram, to? – Naruto przyjął wyzwanie.
- Nie będziesz musiał spłacać gigantycznego długu za śniadanie.
- A jeśli… - Zamilkł, a Sasuke odniósł wrażenie, że słowo „przegrana” nie może przejść mu przez gardło.
- Podwoimy twój dług.
- A procenty?
- Naliczanie procentów sobie darujemy. Umowa stoi? – Wyciągnął w stronę chłopaka rękę, która po chwili wahania, została uściśnięta.
- Stoi!

~~***~~

- Naruto? – Zapytał Uchiha z udawaną troską, ręką odgarniając kosmyk blond włosów. Uzumaki prychnął wściekle i odepchnął jego dłoń.
Siedzieli w prywatnym pokoju Sasuke, oddzieleni od hałasem kasyna grubymi, dźwiękoszczelnymi ścianami. Przyciemnione światło nadawało przyjemny klimat. Pomieszczenie przeznaczone było bardziej do relaksu, niż do prowadzenia interesów. Biura znajdowały się piętro niżej. To właśnie tam przyjmowano najważniejszych gości. Natomiast bardziej „kłopotliwymi” klientami, jaki ich Sasuke określił, zajmowano się w piwnicach kasyna. Na piętrze niżej, koło gabinetów, znajdowały się pokoje, przeznaczone jedynie dla „podejrzanych”.
- Naruto, kochanie, drink ci nie smakuje? Co jesteś taki nie w sosie? – Uchiha uśmiechnął się do niego zachęcająco, wykładając jednocześnie nogi na podnóżek. Obniżył się tak, że prawie leżał na kanapie.
Prywatny pokój Sasuke miał surowy charakter. Jego właściciel nie włożył w niego finezji, wyposażając go jedynie w niezbędne meble. W przeciwieństwie jednak do ogólnego, średniowiecznego wystroju, pokój miał nowoczesny, ale równie mroczny charakter.
- Dobrze wiesz, że to był sabotaż! – Syknął w końcu rozzłoszczony Naruto, z pasją gryząc krawędź kieliszka, gdzie znajdowała się sól, niczym szron, cienkim paskiem pokrywająca szkło.
- Nie wiem, co masz na myśli.
- Tą cholerną grę! Widziałem, jak ta kobieta, co przyjmowała zakłady, na ciebie patrzyła. Dobrze cię znała i z pewnością zrobiła tak, żebyś wygrał!
- Nie możesz zaakceptować swojej klęski. – Sasuke zaśmiał się cicho.
- Dobrze wiesz, że mam rację. Oszukiwałeś!
- W rosyjskiej ruletce ciężko jest cokolwiek oszukać. – Brunet wciąż pozostawał w szampańskim nastroju.
- Ale ty zawsze dasz radę! – Uzumaki aż wstał. – Jesteś w stanie oszukać każdego. Przecież twoje życie opiera się na jednym wielkim kłamstwie.
Sasuke również się podniósł. Stojąc teraz dokładnie na przeciwko blondyna. Zanim chłopak zdążył cokolwiek zrobić, Uchiha przyciągnął go do siebie, obejmując jedną ręką w pasie. W drugiej trzymał drinka. Uzumaki był tak zaskoczony tym gestem, że nawet nie zaprotestował. Jego ręce bezwiednie powędrowały na kark Uchihy. Przez tę bliskość złość Naruto momentalnie odpłynęła. Zrobiło mu się przyjemnie gorąco, a po plecach zaczęły przebiegać podniecające dreszcze. Przygryzł wargę, po czym bardzo powoli wysunął język, by nieśpiesznie oblizać górną wargę. Twarz Sasuke była na tyle blisko, że doskonale czuł, jak mężczyzna wstrzymuje oddech, spinając się jednocześnie w sobie. Blondyn przechylił lekko głowę, czekając na to, co zrobi Uchiha.
- Widzisz Naruto – zaczął niskim, seksownym głosem. Jego imię wypowiedział w tak niezwykle zmysłowy sposób, że Uzumaki aż westchnął cicho. Zapatrzył się na poruszające się czerwone usta, by już po chwili przejść spojrzeniem na szalenie czarne oczy. Gdy ich wzrok się skrzyżował, sugestywnie zjechał znów na doskonale wykrojone wargi. Mmm… namiętne usta. Doskonale pamiętał, co one potrafią. Wsunął jedną dłoń we włosy Sasuke. Zaczął masować nieśpiesznie jego skórę głowy, od czasu do czasu ciągnąc za hebanowe pasma. Uchiha zjechał ręką po plecach chłopaka, zatrzymując się na pasku jego spodni. Nie pytając nawet o zgodę właściciela, wsunął do środka dłoń. Palcami zaczął bawić się gumką od bokserek. Naruto uśmiechnął się w odpowiedzi nieprzytomnie, wysuwając biodra do przodu. Gdy dotknął przez materiał spodni sztywniejącego penisa bruneta, zrobiło mu się – o ile to możliwe – jeszcze bardziej gorąco. Czuł, jak powietrze wręcz zamiera od nadmiaru emocji, a przede wszystkim od podniecenia – tak gęstego, że aż można by go było kroić nożem, zaspokajając rządzę samą myślą, o tym, co może się zaraz stać.
- Widzisz Naruto – powiedział w końcu, chcąc dokończyć wcześniejszą myśl. – Moje życie jest jednym wielki kłamstwem, które… - zrobił efektowną pauzę. – Jedynie ty zdołałeś rozpracować. Ciebie nigdy nie będę w stanie okłamać.
- Więc nigdy mnie nie okłamuj – wyszeptał Naruto. Był hipokrytą? I co z tego? W tym momencie w ogóle się to nie liczyło. Ważny był jedynie Sasuke, jego usta, oczy, ciało, no i ewentualnie dłoń w spodniach Uzumakiego.
Mężczyzna uśmiechnął się tak, że aż się na niego zapatrzył z wrażenia, dopiero po chwili orientując się, że Uchiha chce go pocałować. Rozchylił więc zapraszająco usta, ale brunet nie zdążył ich nawet dotknąć, gdy rozległo się pukanie do drzwi. Naruto przymknął poirytowany oczy, chcąc skupić się tylko na Sasuke. Miał surrealistyczną nadzieję, że to tylko przywidzenie, jakie na przykład doznaje Uchiha. Jednak ku wielkiemu bólowi Naruto, brutalna rzeczywistość znów zapukała do prywatnego pokoju bruneta, tym razem ze zdwojoną siłą. Uzumaki skrzywił się, a Sasuke przeklął barwnie pod nosem.
No i całe podniecenia szlag trafił! – Przemknęło mu przez myśl, a może to był Kyuubi, śmiejący się z niego złośliwie?
Uchiha nie odrywając się nawet centymetr od blondyna, krzyknął coś wściekłym głosem. Naruto zgadywał, że mogło to być coś w stylu „co zaś kurwa?!”, ale równie dobrze mogło oznaczać „spierdalać mi stąd!”. I chociaż doskonale znał bruneta, nie mógł jednoznacznie stwierdzić, które z przemiłych zwrotów użył do swoich współpracowników.
Zza drzwi rozległy się nieco niepewne, lecz głośne słowa. Sasuke warknął wyraźnie rozzłoszczony, po czym odpowiedział coś. Po chwili dało się słyszeć tupanie. Intruz odszedł, jednak Naruto nie czuł, że niebezpieczeństwo jest zażegnane. Ku potwierdzeniu jego czarnych myśli, Uchiha puścił go, kładąc drinka na stolik pod ścianą. Naruto przeklął w duchu. Podszedł do Uchihy.
- Pamiętasz jak mówiłem, że mam dla ciebie coś specjalnego? – Zaczął mężczyzna cicho, jednak było słychać, że ostatkiem sił powstrzymuje się, by czegoś nie rozwalić. Naruto kiwnął jedynie głową równie zły. Doskonale wiedział, co teraz czuje brunet. – Pora więc to zobaczyć. – Uchiha westchnął cicho.

Sasuke kierował się na ostatnie piętro, a Naruto posłusznie podążał za nim. Trzeba przyznać, że był coraz bardziej ciekaw, co też Uchiha chce mu pokazać. Zainteresowanie chłopaka rosło jeszcze bardziej, gdy patrzył na pogrążonego w myślach przyjaciela. Chociaż wypytywał go o cel ich przerwanego zbliżenia, mężczyzna zbywał go jedynie półsłówkami. Naruto czuł, że Sasuke już znajduje się za wielkimi drzwiami, przed którymi właśnie stanęli. Uchiha zanim je otworzył odwrócił się jeszcze do blondyna, jakby chciał mu coś jeszcze powiedzieć, może ostrzec, lecz gdy spojrzał w niebieskie oczy Naruto, uśmiechnął się pochmurnie i odwrócił się, by wejść do środka.
Pomieszczenie, w którym się znaleźli, miało okrągły kształt. Uzumakiemu zdawało się, że w tym pokoju kamienne ściany są przepełnione dziwnego rodzaju strachem – lękiem schwytanego zwierzęcia.
Wielki żyrandol zawieszony na środku, dodawał otuchy.
Z lewej strony rozległ się czyjś męski głos. Naruto momentalnie popatrzył w tamtym kierunku. Postawny blondyn w dresie podszedł do nich pewnym krokiem. Jego twarz, jak i ubranie poplamione było czerwonymi plamami. Kyuubi mruknął cicho, że lepiej dla Uzumakiego, by była to zupa pomidorowa. Naruto podzielał poglądy demona.
Sasuke powiedział coś do mężczyzny, a blondyn mimowolnie powędrował wzrokiem na nieokreślony, czarny kształt pod ścianą, który w połowie zasłaniała postawna sylwetka kolegi Sasuke. Nagle Uchiha zwrócił się do niego:
- Naruto, to jest Jugo – powiedział po angielsku. Naruto zmierzył go już jawnie podejrzliwym spojrzeniem, po czym skinął sztywno głową, ignorując wyciągniętą do niego rękę blondyna.
- Cieszę się, że mogłem cię poznać – powiedział Jugo nieco kulawo.
- Chodź. – Sasuke pociągnął Naruto za łokieć. Wyminął swojego kolegę i ku przypuszczeniom Naruto, stanęli przed nieokreślonym kształtem. Dopiero z bliska zobaczył, że nieokreślony czarny kształt ma ręce, nogi i rozbitą głowę, że jest ubrany na czarno, że jest człowiekiem. W gwoli ścisłości – mężczyzną, z ludzkim, naturalnym strachem wymalowanym na poobijanej twarzy.
- Co to ma być? – Zapytał cicho Naruto, mrużąc jednocześnie oczy, kiedy wzrok nieznajomego spotkał się z jego lekko zagubionym spojrzeniem.
- Szukamy pewnego człowieka, który oszukał nasze kasyno na dość… - Tu zrobił przerwę, szukając odpowiedniego słowa. – Znaczącą sumę – dokończył w końcu i bez skrępowania kopnął ciało leżącego. Mężczyzna zajęczał głośno.
- Ile?
- Prawie dwa miliony.
- Jenów? – Zapytał Uzumaki dla pewności.
- Dolarów.
Naruto aż zacmokał z wrażenia, kiwając z uznaniem głową.
- A dokładnie w jaki sposób?
- Włamał się do systemu. Stworzył nową grę, w którą rzekomo mieli grać klienci i przelewał pieniądze do czasu, aż wyłączył się system.
- Zorientowaliście się? Dlatego go odłączyliście? – Naruto uśmiechnął się lekko.
- Nie, to on wyłączył prąd w całym budynku. Później, gdy uruchomiliśmy zasilanie, w całych komputerach znajdował się wirus, który dziesięciokrotnie spowalniał cały sprzęt.
- Zostawił jakąś wiadomość?
Sasuke słysząc to, prychnął poirytowany.
- Taa… „To było takie upierdliwe”. – Przewrócił oczyma, jakby cytował właśnie wypowiedź jakiegoś małego, leniwego dziecka. Naruto wybuchnął głośnym, niepohamowanym śmiechem. - Wiesz coś o tym? – Sasuke spiorunował go wzrokiem.
- Nie, ale gość naprawdę was wykołował. To prawdziwa hańba dla klanu Uchiha. Pewnie teraz jesteście pośmiewiskiem całego Tokyo. – Naruto uśmiechnął się wrednie. – Co teraz z nim zrobicie? – Tym razem jego uśmiech przeznaczony był specjalnie dla leżącego. Naruto miał naprawdę promienny wyraz twarzy, jakby wcale nie mówił o jego życiu.
- To nie on.
- Nie? – Zdziwił się. – To po co wam? – Kiwnął na leżącego.
- Myśleliśmy, że to on, ale facet wciąż nam się wymyka. W tym problem. – W głosie Uchihy słychać było słabą – ale zawszę – nutę upokorzenia. To było naprawdę zadziwiające.
- I sądzicie, że ja go znajdę?
- Podejrzewamy, że może to być ktoś od nas. Chciałem ci to pokazać, żebyś przyjrzał się naszym ludziom.
Zapadła chwila ciszy. Uzumaki przełknął ślinę.
- Więc?
- Jest jeszcze jeden powód - chcę zobaczyć, czego nauczyłeś się przez te pół roku.
Naruto spojrzał na niego szeroko otwartymi oczyma. Czyli ma go…
- Zabić?
- Tak – odpowiedział u Sasuke, z ciepłym uśmiechem wymalowanym na twarzy.

piątek, 7 maja 2010

41. Refuge

Rozdział nieco krótszy niż zazwyczaj. Jestem chora i jakoś nie mam ochoty na długie smęty :)

Mam jeszcze pytanie (na które mam nadzieję, ktoś odpowie): Woleliście dawny wystrój bloga, ten z japońskimi tatuażami, czerwone tło i tak dalej, czy ten oliwkowy? Bo aktualny mi trochę nie pasuje, a nie wiem na czym wam się lepiej czytało.
To tyle.
Tym razem dedykacja dla Pazurka, która zawsze wie jak poprawić mi humor i jest najbardziej złośliwą osobą jaką znam ;)

Sasuke pchnął drzwi i wszedł do eleganckiej, dużej toalety. Kilkanaście pisuarów ustawionych było po jednej stronie długiej ściany, naprzeciwko wisiało wielkie lustro i umywalki. Na końcu pomieszczenia znajdowały się trzy zabudowane toalety. Światło nie było mocne, co dodawało toalecie nuty tajemniczości, którą potęgowały dodatkowo wspaniałe, niebieskie, prawie granatowe kafelki, przypominające morską głębię.
Uchiha podszedł do umywalki i oparł się na jej porcelanowej, białej powierzchni. Przymknął oczy i splunął w niebyt.
- Cholera! – Syknął cicho i już miał odkręcić wodę, by obmyć sobie twarz, gdy nagle rozległ się trzask zamykanych drzwi.
- Sasuke? – Usłyszał znajomy, kobiecy głos. Spojrzał w stronę zabudowanej toalety, skąd dobiegał głos.
- Karin? Co ty robisz w męskiej toalecie? – Zapytał zdziwiony, chociaż dziewczyna z pewnością była bardziej zdziwiona od niego. Patrzyła na niego wielkimi oczyma.
- Boże! Sasuke co ci się stało? – Kiedy się otrząsnęła, podbiegła do niego szybko i złapała jego zakrwawioną twarz w dłonie, rozmazując świeże jeszcze krople krwi.
- Zabiłem Hiroshiego – mruknął, patrząc jej w oczy, tak, że spłonęła rumieńcem i odwróciła wzrok. Dłoni jednak nie zabrała.
- Kogo? – Zapytała cicho, marszcząc brwi. Odwróciła bruneta w stronę umywalki i odkręciła wodę, zwilżając sobie dłonie, które już po chwili zmywały ślady krwi z twarzy Uchihy. Pod zimnym dotykiem, mężczyzna zamknął z rozkoszą oczy, rozluźniając się nieco.
- To był jakiś nowy, nie wiem. Daj mi spokój… - Chciał się odsunąć, jednak dziewczyna w ostatniej chwili złapała go za podbródek i zmusiła, by na nią spojrzał.
- Czemu go zabiłeś? I tak… przy wszystkich…? – Po jej minie wywnioskował, że już się domyśla odpowiedzi. – Boże… - szepnęła tak cicho, że ledwo ją usłyszał. Szum wody, płynącej z odkręcającego kranu zagłuszył ciche słowa, odbijał się od pokrytych granatem kafelek. Uchiha czuł się, jakby znajdował się w innej rzeczywistości.
- Jesteś tu?
Odwrócił się, by zobaczyć jak Naruto wchodzi do toalety. Zmierzył Karin od stóp do głów i zmarszczył brwi. Dziewczyna już miała coś powiedzieć, ale Sasuke ją ubiegł.
- Wyjdź – mruknął w jej stronę, jednak rudowłosa najwyraźniej myślała, że było to skierowane do Uzumakiego. – Karin, wyjdź – powtórzył i również zmierzył ją groźnie. Kobieta prychnęła urażona, jednak po długiej chwili ociągania, opuściła w końcu toaletę. Sasuke westchnął ciężko, na powrót opierając się o umywalkę. Wciąż nie odważył się spojrzeć w lustro. Poczuł delikatny dotyk na ramieniu, nie odwrócił się.
- Sasuke… Czemu go zabiłeś? – Uchiha zacisnął mocniej usta. Doskonale wiedział, że będzie musiało paść to pytanie.
- Przecież ci powiedział czemu. – Och, cholera! To było takie proste, odpowiedź była taka oczywista, jednak, kiedy wchodziło w grę przyznanie się do motywu popełnionej zbrodni to…
- Zabiłeś go, bo nazwał mnie suką? – Zerknął kątem oka na blondyna i zobaczył na jego twarzy cień uśmiechu. A może mu się zdawało? Zapewne to tylko gra świateł.
- Musiałem bronić dobrego imienia mojej rodziny. Ojciec nie interweniował właśnie dlatego. – W każdym innym wypadku powstrzymałby mnie – tego Sasuke już nie powiedział głośno.
- Hm. – Naruto odwrócił powoli Sasuke w swoją stronę. W jego oczach była taka nieopisana emocja. Emocja, która rozgrzeszała. Momentalnie zrobiło się Sasuke lżej na sercu. Zmrużył oczy, rozkoszując się spokojem, jaki przepływał przez niego, po dotyku Naruto. Uzumaki najwyraźniej wszystko zrozumiał. Nic nie trzeba było mówić głośno. Dzięki niemu, niesamowity wystrój łazienki stał się jeszcze bardziej magiczny. Można by się wręcz utopić w jego morskim, tajemniczym klimacie. Dłoń Sasuke mimowolnie powędrowała do (dop. Autor. Wy świntuchy! Wiem o czym pomyśleliście :D) kranu, odkręcając go.
- Co robisz? – Naruto spojrzał na niego, jak na wariata.
- Podkręcam klimat – uśmiechnął się krzywo, tym razem dotykając kosmyka włosów Uzumakiego, który opadał mu na oczy. Odgarnął pasmo delikatnie.
- Pff… - Chłopak prychnął i przybliżył się jeszcze bardziej do bruneta. – Z kawałkami mózgu na koszuli jesteś jeszcze bardziej seksowny, niż nagi.
- Nie wiedziałem, że teraz podniecają cię takie rzeczy – odgryzł się, z obrzydzeniem na twarzy spoglądając w dół. – Cholera… - jęknął i już w następnej sekundzie wycierał pośpiesznie białą koszulę. Naruto uśmiechnął się lekko, widząc minę Uchihy.
- Czemu nie zrobiłeś tego oczyma? Byłby mniejszy syf.
Sasuke spojrzał na niego zaskoczony. Zastanowił się chwilę.
- Po pierwsze nie chciałem, by wszyscy widzieli moją moc – przewrócił oczyma, szorując plamę krwi. Wydawało mu się, że przysychający szkarłat, powiększa się z każdą chwilą, a części mózgu rozmnażają się i… przysysają do skory, niczym pijawki. Aż się wzdrygnął, przerażony własnymi wizjami.
- A po drugie? – Naruto zabrał papierowy ręcznik z przymocowanego do ściany pudła, zwilżył go i pomóc Sasuke ścierać plamy.
- A po drugie… Sam nie wiem. Uznałem, że nie zasłużył na Sharingana – mruknął w końcu, oddając się całkowicie w ręce Uzumakiego, któremu lepiej szło czyszczenie.
- Sharingana?
- Spojrzenie, „ten” wzrok. – wyjaśnił, uśmiechając się, gdy napotkał zaskoczone spojrzenie.
- Sharingana mówisz. – Chłopak wydął usta, kończąc wycieranie koszuli. – Więcej się nie da – wyjaśnił, wskazując na koszulę.
- Wracamy do domu?
- A ojciec?
- Myślisz, że jak tam znów wejdę, to wrócę bez szwanku? – Mruknął i pierwszy raz spojrzał na siebie w lustrze. Światło jeszcze bardziej uwydatniało jego bladą cerę, a czarne oczy błyszczały jak w gorączce. Czerwone – teraz już nieco wyblakłe - plamy bardziej przypominały pozostałości obiadu, niż wnętrza człowieka, jednak, co bardziej pomysłowi z pewnością zobaczyliby krew. Sasuke zapiął czarną marynarkę, na której na szczęście, nie było zbytnio widać pozostałości jego wyczynu.
- Przecież, kiedy go zabijałeś, prawie nikt nie zareagował.
- Lepiej zostawić ich, by ochłonęli. Uwierz mi.
- Och, zapomniałem ci powiedzieć. – Naruto zatrzymał go, gdy już otwierał drzwi. Wspiął się na palce, by dosięgnąć ucha Sasuke. Musnął je ciepłym oddechem. – Jesteś prawdziwym szaleńcem. – Przez moment Uchiha czuł jego usta na skórze, jednak była to tak krótka chwila, że mogło mu się to tylko wydawać.
- Czyli się dobrze rozumiemy. – Uśmiechnął się i skierował do wyjścia.

~~***~~

Pomimo późnej pory nie pojechali do mieszkania Uchihy. Naruto siedział w samochodzie i przyglądał się z lekkim uśmiechem na ustach, prowadzącemu samochód Sasuke. Na tle mijanych świateł jego profil nabierał bardziej drapieżnego wyrazu. Teraz brunet przypominał rasowego Yakuze. Na wspomnienie japońskiej mafii, Naruto przypomniał sobie coś.
- Sasuke?
- Hm? – Mruknął mężczyzna, nie odrywając wzroku z jezdni.
- Masz tatuaż?
Uchiha spojrzał na niego zaskoczony, by po chwili uśmiechnąć się lekko. Naruto przygryzł wargę i przeczesał ręką włosy, poruszając się nerwowo na fotelu.
- A co, nie widziałeś?
- No… - Naruto widział wczoraj tatuaż, gdy kładł się w nocy spać, do jego łóżka. W zasadzie widział tylko jego zarys. Całość zobaczyć dopiero rano. Wzór na skórze mężczyzny zrobił na nim naprawdę duże wrażenie. – A masz go na całych plecach? – Zapytał dla pewności. Rano nie chciał zbyt dużo oglądać Sasuke, obawiając się, że brunet obudzi się, a w końcu miał do zrealizowania podstępny plan ze śniadaniem.
- I na ręce.
- Hm… - Naruto uśmiechnął się, mrużąc zabawnie oczy. Podobał mu się ten Sasuke w tatuażach, wyglądał dużo ostrzej. Aż przebiegł go dreszcz, na wspomnienie jego nagich pleców. – A ten wzór, lis, Kyuubi?
- Kitsune.
- Kitsune? – Naruto przygryzł palec, zastanawiając się. Wyglądało znajomo, brzmiało znajomo, gdzieś już to widział. Intuicja podpowiadała mu, że nie był to jednak zwykły symbol, jakich wiele.
- Chytry lis, w czasie Drugiej Wojny Światowej wierzono, że zwiódł on naród japoński, prowadząc go po katastrofy.
Uzumaki spojrzał na kierowcę dziwnie.
- I? Sam sobie go wybrałeś? Ten wzór? Bardziej do ciebie pasowałby, no nie wiem, jakiś smok może, albo tygrys?
- A co, nie podoba ci się? – Sasuke uśmiechnął się i zgasił silnik. Dopiero teraz Naruto zorientował się, że znajdują się na niewielkim podziemnym parkingu. Przed nimi mieściły się wielkie stalowe drzwi.
- Ale… nie uważasz, że to dziwne? Ja mam w sobie Kyuubiego, a ty…
- Kyuubi jest lisem?
- No, tak. – Naruto pokiwał twierdząco głową. Och, oczywiście, przecież nie powiedział o tym Sasuke. Kiedy zobaczył po raz pierwszy postać demona, był w szpitalu, wtedy, gdy Uchiha go zostawił. A to znaczyło, że…
- Wybrano mi go. Stwierdzono, że najlepiej ukazuje mój charakter, moje przeznaczenie… - Sasuke przewrócił teatralnie oczyma i westchnął cierpiętniczo.
- Przeznaczenie. – Naruto zadumał się chwilę. Uchiha na szczęście nie ponaglał go, najwidoczniej chciał dokończyć ten temat, w spokoju, bez jakichkolwiek świadków.
- Kyuubi jakoś nigdy nie kojarzył mi się z lisem.
- Ja dowiedziałem się pół roku temu, jaką naprawdę ma postać. – Chciał się uśmiechnąć, jednak za bardzo mu to nie wyszło. Och, jak on nienawidził szpitali. Sama myśl o tamtym zdarzeniu powodowała, delikatnie mówiąc, nieprzyjemny skurcz w żołądku. .
- Ale to w świątyni… nie czcili go?
Naruto prychnął i w końcu udało mu się uśmiechnąć.
- Oczywiście, że nie. To w końcu demon. Był przeklęty, nikt już nie pamiętam jak wygląda. Ale pamiętali o nim. Po to wyruszyłem po klucz. Był zamknięty w podziemiach. Zagrażał…
- Światu? – Sasuke wyszedł w końcu z samochodu. Skinieniem głowy, ponaglił blondyna.
- Taa… - Chłopak skrzywił się lekko. Niech to szlag! Jego długi język. Zerknął na Uchihe, jednak ten uznał, że to chyba nie jest tak ważne. Mężczyzna jakby nigdy nic, uśmiechnął się do niego i skierował sie w stronę dużych, stalowych drzwi. Naruto odetchnął z ulgą, w duchu wznosząc ręce i głowę ku niebu, by podziękować wszystkim bogom próżnującym w niebie, że Sasuke czasami nie jest tak mądry jak mogłoby się zdawać.
Poszedł pośpiesznie za brunetem, który już go zaczął wołać.

sobota, 1 maja 2010

40. Refuge

Dzisiaj specjalna dedykacja: dla najważniejszych mężczyzn w moim życiu. Już dawno im się to należało, bo naprawdę odwalają kawał ciężkiej roboty, wytrzymując ze mną tyle czasu. A szczególnie dla takiego jednego pedała co gustuje w młodych chłopcach. I jego nowej pasji. I ja wiem, że zostanie mistrzem :)Taaa... od razu się milej na sercu zrobiło! ^-^

Dzisiaj Refuge, bo jakoś tak ostatnio mam refugowy nastrój. I w następnej też raczej Refuge. A później to nie wiem. Mam straszne humory i nastroje ostatnio, to wolę nie uprzedzać, bo wszystko jeszcze mi się może odwidzieć.

Uprzejmie informuję również, że nie będę już powiadamiać.

Rozdział wyszedł mi trochę jakiś taki brutalny. Może mi się tylko zdaje, a może rzeczywiście. Znaczy nie mówię, że krwią sikają strumieniami, ale tak jakoś no… inaczej, chyba.

To tyle.


Sasuke przez dłuższy czas nie potrafił zasnąć. Przez wielkie okno mieszczące się w sypialni, patrzył na płatki śniegu wirujące na czarnym tle, przecinane łunami żółtego, miejskiego światła. Stłumiony wysokością hałas z zewnątrz był niczym kołysanka.
W mieszkaniu panowała cisza. Nie słyszał chrapania Naruto, a nawet jego oddechu.
Czy chłopak spał? Nie miał pojęcia. Równie dobrze mógł wstać i sprawdzić, Uzumaki z pewnością by niczego nie zauważył.
Sasuke nauczył poruszać się cicho, niczym śmierć. Oczy umiały wyłapywać w ciemności każdy, nawet najmniejszy ruch, nie pozostawiał po sobie żadnego śladu. Był zabójcą idealnym i jeśli by tylko chciał mógłby iść teraz do salonu i…
Wyobraził sobie Naruto, gdy chłopak budzi się, a jego twarz wykrzywia grymas bólu, może i nawet przerażenia? W powietrzu zaczyna unosić się metaliczny zapach krwi, przyjemnie drażniący, pobudzający zmysły.
„Krew i czekolada”
Sasuke wyciąga wolno nóż z ciała chłopaka. Rozkoszuje się głośnym jękiem bólu. Następnie dotyka lepkiej, ciepłej mazi, głębokiej rany. Krew staje się coraz bardziej gorąca. Parzy. Niebieskie oczy patrzą prosto w twarz Uchihy, twarz mordercy.
Przerażony otwiera nagle oczy.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
„Potwór”, zadźwięczało w uszach niczym dzwon. Słowa były tak silne, jakby pochodziły z wnętrza Sasuke, wyryte pod skórą, rozprzestrzeniające się w żyłach niczym trucizna.
„Potwór!
Coś ciepłego przytuliło mu się nagle do pleców. Miękka skóra musnęła klatkę piersiową, a następnie zjechała na brzuch. Poczuł się dziwnie bezpiecznie.
„POTWÓR!”
Głos stał się nagle dziwnie znajomy. Słyszał go już gdzieś, to było pewne. Nie dało się go zapomnieć. Złowrogi ton, cichy i nieprzyjemny, mrożący krew w żyłach. Odbierający nadzieję?
Ból.
Jęknął, poruszając się niespokojnie, ale silne ramiona jeszcze ciaśniej go objęły. Zaczął oddychać coraz szybciej, czując jak jego ciało oblewa się potem.
Ból stawał się coraz silniejszy, a on mimo to nie mógł wybudzić się z koszmaru. I świadomość. Obca świadomość wkradająca się do jego umysłu. Czyjaś obecność w bólu kumulującym się w brzuchu. Gorąc.
„Potwór zasługuje na śmierć…”
Plama krwi uderzyła go w twarz. Czuł jej smak w ustach, ociężałą ręką wytarł oczy, by zobaczyć, gdzie się znajduje. Delikatny wiatr uderzał w jego ciało. Gorąca maź spływała leniwie po skórze.
Niebo było zachmurzone, zbliżał się wieczór. Wokół jego postaci były tylko nieliczne drzewa. Stał na polanie. Och, nie. Stał na polu walki, wypalona nieznaną siłą ziemia wchłaniała szkarłatną krew, wypływającą z ciał poległych. Sasuke nie miał pojęcia kim są, po dziwnych strojach i broni, jaka leżała obok ich martwych ciał, mógł snuć jedynie domysły, iż byli dawnymi wojownikami.
„Zdradziłeś…Zdrajca zasługuje na śmierć. Jesteś potworem! Nigdy tego nie zmienisz. Zawsze nim byłeś! Już dawno powinniśmy cię zabić!”
Głos tym razem dobiegał z bardzo daleka. Był jedynie szeptem. Szeptem rozwścieczonej kobiety.
„Wkrótce o mnie zapomnisz. Zaczniesz wszystko od nowa.”
Głos, który jej odpowiedział należał z pewnością do mężczyzny. Był twardy i silny, a jednocześnie tak słaby… Sasuke wyczuł w nim dziwne napięcie, jakby jego właściciela rzeczywiście - zgodnie ze słowami kobiety - miała czegoś śmierć.
„Nie da się zapomnieć tego, co zrobiłeś!”
Rozległ się wystrzał pistoletu. Chociaż było to niemożliwe, Sasuke usłyszał jak ciało mężczyzny upada. Wraz z upadkiem pomknęła do Uchihy fala ciepłej energii, która musnęła mu twarz.
Nienawiść. Niesamowita nienawiść zawładnęła jego ciałem. Znał już tę nienawiść. Nienawiść zemsty. Miał cel, musiał zniszczyć… zniszczyć? Zniszczyć. Źródło bólu.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Sasuke obudził się, gwałtownie podnosząc się do siadu. Głowa zapulsowała mu tępym bólem, a obraz rozmazał lekko, jednak po chwili wszystko wróciło do normalnego stanu. Przetarł zaspane oczy i mruknął cicho. Zerknął w bok, by zobaczyć skotłowaną pościel po drugiej stronie łóżka. Zupełnie jakby ktoś z nim spał. W oczach mignęła mu czerwień.
- Uzumaki!

~~***~~

Naruto westchnął i odwrócił się w stronę bruneta, który wkroczył właśnie do kuchni.
- Słucham? – Zapytał jakby nigdy nic, wszystkimi siłami starając się powstrzymać od uśmieszku, kiedy zobaczył minę Uchihy. – Coś nie tak? – Udał zaskoczenie.
- Co to ma niby być? – Brwi mężczyzny uniosły się ku górze, gdy spojrzał na kuchenną ladę.
- Jeśli twoja świadomość będzie w stanie pojąć moją odpowiedź, to jest to śniadanie.
- Przygotowane przez ciebie? – Sasuke zmrużył podejrzliwie oczy i usiadł przy bogato zastawionym stole, a raczej blacie.
- Masz, co do tego jakieś wątpliwości? – Uzumaki uśmiechnął się lekko i nalał kawy do dwóch filiżanek.
- Oczywiście, że tak – prychnął i przewrócił oczyma.
- Więc…
- Kto ci pozwolił spać w łóżku? – Przerwał mu Uchiha ostro. Naruto ze zdziwienia rozchylił lekko usta, jednak już po chwili zreflektował się i oblizał je znacząco.
- A co wolisz swoje kochanki ode mnie? W nocy jakoś nie narzekałeś. Byłeś taki rozpalony… - Niby od niechcenia przejechał dłonią po klatce piersiowej.
- Kochanki przynajmniej odpowiednio by się mną zajęły. – Uchiha odwzajemnił uśmiech.
Naruto spojrzał na niego na tyle zaskoczony, by nie być w stanie wymyślić żadnej sensownej riposty. Zamilkł więc dla bezpieczeństwa, wprowadzając w kuchni nieco krępującą ciszę. Sasuke nabrał na talerz trochę jedzenia do zdegustowania. Przy pierwszym kęsie skrzywił się mocno, Naruto widząc to prychnął.
- Niby od kiedy umiesz gotować? – Zapytał po chwili mężczyzna.
- Od zawsze?
Uchiha ukroił kolejny kawałek i z nieco mniejszym wahaniem niż na początku, zjadł.
- W istocie. Zupa z niespodzianką, którą przyrządziłem u Fajfusów, zwalała z nóg. – Uśmiechnął się kpiąco, mrużąc prowokacyjnie oczy. Naruto odwzajemnił uśmiech.
- Przynajmniej później nie potrzebowałeś viagry. – Odgryzł się, nakładając sobie na talerz to, co wziął brunet – pieczonego kalmara, odrobinę sosu czatni i ryżu, z którym zwykle jadło się sos. Podstępny uśmieszek nie mógł zejść mu z ust.
- Jakbym zjadł to świństwo, pewnie by mi odpadł.
- Pff… Jasne, uważaj, bo jeszcze któraś z tych twoich kochanek ci go odgryzie.
- Ostatniej nocy to ty się chciałeś do mnie dobrać. – Uchiha przygryzł seksownie wargę. Naruto zapatrzył się na niego dłuższą chwilę. Zimny, przyjemnie pobudzający dreszcz przebiegł mu po plecach.
- Uważaj, bo cię jeszcze zgwałcę! – Powiedział cicho w jego stronę, uśmiechając się do niego dwuznacznie. Och, cholera… Doskonale zdawał sobie sprawę, do czego ta rozmowa prowadzi.
Ku jego zaskoczeniu, Uchiha wybuchnął głośnym śmiechem. Wytarł sobie wyimaginowaną łezkę i spojrzał z… och… z politowaniem na Naruto.
- Już to sobie wyobrażam… Doprawdy, aż mnie tyłek zaczął boleć.
- Tak?! – Syknął poirytowany reakcją mężczyzny. – Dzisiaj w nocy tak się do niego dobiorę, że zapomnisz, co to znaczy siedzieć! – Warknął już naprawdę wkurzony.
- Z pewnością.
Naruto nic się nie odezwał, kierując się zasadą, że ignorancja jest najlepszą z możliwych ripost. I chociaż starał się być zainteresowany tylko i wyłącznie swoim talerzem, nie umknął mu fakt, że Uchiha nakładał sobie właśnie drugą porcję kalmara. Uśmiechnął się w duchu z szatańską satysfakcją.
- I co? Teraz jakoś nie narzekasz na moją kuchnię.
Sasuke kiwnął jedynie głową od niechcenia.
- Dziwi mnie jednak fakt, że większość tych dań, jest typowymi potrawami podawanymi na kolację. – Uchiha uniósł brew ku górze, zwracając swoje ciemne oczy w stronę Naruto i przewiercając go na wylot. Chłopak zaśmiał się cicho dla rozluźnienia atmosfery. Zmrużył oczy i zamoczył palec w słodkim kremie.
- Potraktuj to, jako sugestię romantycznego wieczoru przy świecach. – Zbliżył dłoń do ust Sasuke, sam oblizując zmysłowo wargi. – Spróbuj – szepnął i wsunął palec między czerwone wargi, który zassał go przyjemnie, gładząc jednocześnie językiem po opuszku. Naruto przybliżył się do mężczyzny. Wolną rękę zanurzył we włosach, kciukiem odgarniając pasmo z ucha. Wolno wyjął palec z ust Uchihy, zahaczając jeszcze o jego wilgotne wargi.
- I jak? Smakowało? – Zapytał, parząc oddechem wrażliwą skórę.
- Jak dla mnie trochę za słodkie.
- Hm – chuchnął w jego ucho. – Będziesz musiał złożyć reklamacją.
Napotykając pytający wzrok bruneta, sięgnął do kieszeni spodni.
- Rachunek. – Położył paragon przed mężczyzną i zaczął sprzątać.
- Jaja sobie robisz? – Uchiha zmarszczył brwi, patrząc na cenę.
- Pewna miła pani, podejrzewam, że twoja kochanka, bo doskonale wiedziała co, gdzie i jak przysłać, dopisała do rachunku w restauracji, gdzie często jadasz.
- I to skąd to wszystko masz? – Sasuke aż jęknął. Naruto podejrzewał, że zastanawia się właśnie czy ma strzelić go w pysk, czy w jakieś inne miejsce, gdzie bolałoby bardziej.
- No.
Uchiha warknął cicho, jednak zaraz, jakby ktoś podmienił bruneta na jego milszą wersję, złość całkowicie mu przeszła. Zamiast niej pojawił się podejrzany uśmiech.
- Wiesz, że będziesz musiał za to zapłacić?

~~***~~

Znajdowali się na oficjalnym przyjęciu Yakuzy. Siedzieli w głównym biurowcu, w którym zebrali się najważniejsi członkowie klanu. Wśród obecnych było wielu młodych - dopiero zaczynających swoją karierę w mafii - mężczyzn. Przyjęci na tradycyjnych zasadach, lub po prostu wchłonięci przez wielką organizację. Niektórzy z nich nie przekroczyli nawet pełnoletniości, a już mieli na sumienie więcej zbrodni, niż doświadczony kryminalista. Sasuke nie miał złudzeń, doskonale wiedząc, że to właśnie ich wykorzystuje się do najgorszej roboty. Dobrze pamiętał, jak sam był gówniarzem chcącym zaistnieć w jakiejkolwiek organizacji przestępczej. Wówczas dla niego, jak zresztą i dla połowy chłopców zgromadzonych tutaj, mafia była jedyną deską ratunku.
- Za Naruto! Naszego nowego wojownika w walce z prawem! – Wykrzyknął jego ojciec, co zawtórowało jednostajnym odzewem. Uzumaki, siedzący obok niego uniósł kieliszek w górę, uśmiechając się do Fugaku i upił mały łyk. Reszta, zgromadzona przy długim stole, opróżniła swoje kieliszki do dna.
- Kac męczy? – Zapytał cicho, uśmiechając się lekko.
- Oczywiście, że nie. Minął po śniadaniu. – Chłopak zaśmiał się cicho.
- Na twoim miejscu bym się tak nie cieszył – mruknął, wykrzywiając się odrobinę na wspomnienie rachunku. Wciąż miał te cyfry przed oczyma. Naruto oblizał sugestywnie usta, uśmiechnął się wrednie i odwrócił się w bok, gdzie siedział Itachi. Jego cholerny brat jak na złość okazał się dzisiejszego wieczoru aż nazbyt rozmowny i wciąż zaczepiał, zagadywał i wtrącał się do rozmowy, którą ktoś prowadził z Naruto. Chłopak okazał się gwiazdą i każdy chciał poznać człowieka, który ucieka przed Suną, Triadą, który umiał zabijać równie dobrze, co klan Uchiha, a przede wszystkim potrafił przywołać Boga Śmierci. Jednak ta informacja nie wychodziła spoza czołowej elity i reszta miała jedynie nikłą świadomość tego, przed kim stoją.
- Dlaczego nie otworzyłeś drzwi? – Pytanie Itachiego był wystarczająco głośne, by mógł je usłyszeć Sasuke, ale i dostatecznie ciche, by nikt poza nim się nim nie zainteresował. Młodszy Uchiha spojrzał w stronę rozmawiających z wściekłością. Naruto westchnął tylko ciężko.
- Miałem za mało mocy, mówiłem ci już. – Obaj stwierdzili, że najlepszym rozwiązaniem, będzie udawać, że Uzumaki jest zbyt słaby, by tego dokonać. Było to jednocześnie najlepsze posunięcie, ale i najbardziej absurdalne, ponieważ, jak ktoś zdolny do przywołania Boga, może nie umieć otworzyć jednej, starożytnej bramy? Brzmi dość bezsensownie, jednak Fugaku złapał haczyk. Nie można jednak tego powiedzieć o Itachim. Mężczyzna z pewnością wiedział coś więcej o Naruto. Dziwiło go, czemu nie podzielił się swoją wiedzą z ojcem. Sasuke po raz pierwszy odkąd poznał tajemnicę swojego klanu, czuł się niepewnie w towarzystwie brata.
- Wiesz, że… - Młodszy Uchiha nachylił się w stronę Naruto, by usłyszeć – tym razem zbyt ciche – słowa wypowiedziane przez Itachiego do chłopaka. Zmrużył oczy, coraz bardziej poirytowany.
- Każdy z nas musi poczekać, dobrze o tym wiesz. Mogę powiedzieć ci coś więcej jeśli tak bardzo chcesz… - Sasuke słysząc to zacisnął mocniej rękę, na pałeczkach, które pękły momentalnie, raniąc wnętrze dłoni bruneta. Mężczyzna syknął cicho.
- Kurwa! – Zanim ktokolwiek zdążył zauważyć ranę Uchihy, rozległ się pijacki krzyk z drugiego końca sali. Wszyscy odwrócili się w tamtą stronę. – Co to ma niby być? – Zawołał jakiś młody, ledwie dwudziestoletni mężczyzna.
- Uspokój się! – Odpowiedział ktoś z tłumu, jednak mężczyzna nie posłuchał go. Jeden starszy kapitan, nawet podbiegł do niego, ale został brutalnie odepchnięty. I dopiero wtedy Sasuke rozpoznał śmiałka, który albo zostanie pobity, albo – w najgorszym z możliwych wypadków – zabity.
Chłopak był bratankiem jednego z przyjaciół ojca, kapitana odpowiadającego za kilka dzielnic na zachodzie miasta. Był to człowiek prostolinijny, poważny i małomówny, nawet jak na Japończyka. Najbardziej jednak zasłynął ze swojego honoru. Uchiha uśmiechnął się w duchu. Najwyraźniej bratanek nie odziedziczył żadnej - no, może z wyjątkiem pierwszej - cechy charakteru.
- Nie – jego ojciec zaprzeczył gwałtownie i uciszył wszystkich ruchem ręki. – Niech powie co się stało. W końcu jesteśmy rodziną. Powinniśmy sobie pomagać. – Chłopak słysząc to prychnął z pogardą.
- Rodziną! – Wykrzyknął w furią i jeszcze bardziej zbliżył się do stołu. Sasuke już wiedział do czego chłopak zmierza. – Jestem w klanie już ponad pół roku i wciąż muszę wykonywać najgorsze rzeczy! Nikt nie liczy się z moim zdaniem, a ten jebany Chińczyk nawet tygodnia nie służył i już nosi się z samymi braćmi Uchiha! – Sasuke przygryzł wargę. Z jednej strony zabawna byłe jego niewiedza, ale z drugiej… Zerknął kątem oka na Uzumakiego, który patrzył na chłopaka z obojętnością. Chociaż… bardziej wyglądało to na pogardę. Japończyk chyba też to zauważył, bo podszedł jeszcze bliżej. Jedynie kilka kroków dzieliło go od Naruto, gdyby chciał mógłby go nawet uderzyć.
- Hiroshi! Przestań! Nawet nie wiesz kim on jest! – Stary wuj podjął ostatnią próbę ratowania swojego bratanka.
- Kim?! To cholerny Chińczyk! Mój ojciec zginął przez takich jak on! Nie pamiętacie już co działo się dwadzieścia lat temu? Jak fala emigrantów przybyła do Japonii i walczyła z Yakuzą o dzielnice? Ilu naszych ludzi zginęło?! Chcecie, by znów się to powtórzyło? Yakuza jest organizacją japońską! Żaden skurwiony Chińczyk nie powinien mieszać się w nasze sprawy! Dlaczego nie pójdzie do Triady? Może to jej szpieg?! Do tego dojdzie, że nas wszystkich pozabija! Skurwiony pies chiński! Daje dupy Uchihom, że każdy boi się odezwać?
Sasuke wyczuł, jak Naruto drgnął. Sam, niewiele myśląc sięgnął do wnętrza marynarki. Chłopak nawet nie zdawał sobie sprawy, że to jest już jego koniec. Ciągnął swój wywód, a każdy był chyba w zbyt wielkim szoku, by jakoś zareagować. Sasuke wyciągnął przed siebie broń.
- Powtórz to jeszcze raz – powiedział zimny, przerażającym głosem. Poczuł na sobie wzrok wszystkich wokół, jednak niebieskie oczy wpatrujące się tuż obok, powodowały, że temperatura jego ciała niebezpiecznie podwyższyła się.
-Zabij mnie! Proszę bardzo! Przygotujcie się na więcej… - nie zdążył dokończyć zdania, gdyż Sasuke wystrzelił, trafiając w kolano chłopaka. Ten krzyknął przeraźliwie i upadł na ziemię. Uchiha wstał, podchodząc do swojej ofiary.
- Powtórz, powiedziałem.
- Al…e…c…co?!
Sasuke przykucnął. Cała sala gapiła się na nich, jednak nawet jego ojciec nie chciał go powstrzymywać. Dlaczego? Może uznał, że śmierć mu się należy, a może chciał popatrzeć na przedstawienie?
- Ten skurwiony Chińczyk – Zaakcentował wszystko z wściekłością – jest lepszy od wszystkich członków Yakuzy razem wziętych, rozumiesz? – Przystawił mu pistolet do policzka. Chłopak pokiwał szybko głową.
- Nie zabijaj go! – Krzyknął jeszcze jego wuj, jednak Sasuke zignorował go.
- Wybaczam ci, że tego nie wiedziałeś i oczekuję, że przeprosisz go – Uchiha wstał i odwrócił się w stronę blondyna. – Na kolanach – dodał, do wciąż leżącego chłopaka. Ten jęknął cicho, jednak po kilku sekundach walki podparł się rękami i z obłędem bólu w oczach podniósł się na czworaka. Wymamrotał coś cicho, a Sasuke zdenerwowany złapał go za włosy i podciągnął do pionu. – Po angielsku! – Syknął i spojrzał w stronę Naruto, który siedział nieruchomo i obserwował wszystko uważnie.
- Przepraszam – krzyknął z rozpaczą w głosie chłopak.
- Za co? – Zapytał Naruto, z pewnością nie rozumiejąc, o co dokładnie toczy się awantura. W końcu nie umiał języka japońskiego.
- Za to… że…ee… naz…wałem cię…p…ppp…sem! I...i...za...kurwe – Wydukał w końcu nieskładnie.
- A teraz niech każdy z was zapamięta tą lekcję! – Krzyknął Sasuke i strzelił chłopakowi w głowę. Jego ciało upadło na podłogę niczym marionetka. Uchiha czuł, jak krople krwi spływają po jego twarzy. Spojrzał na Uzumakiego i wyszedł z Sali, zostawiając trupa i oniemiałych gangsterów. Gdy zamknął za sobą drzwi, usłyszał jak podnosi się wrzawa. Westchnął cicho i skierował się do najbliższej łazienki.

sobota, 17 kwietnia 2010

39. Refuge

Sasuke wszedł do kuchni, a następnie przeszedł do pomieszczenia znajdującego się na prawo, tam, gdzie siedziała Karin. Wszedł do jadalni.
Na drewnianym, orzechowym stole leżało kilka książek oprawionych w starą, ciemnobrązową skórę, obok nich znajdowały się równie wiekowe japońskie zwoje. Całość dopełniał widok laptopa i białych papierów.
Karin nie próżnowała – przemknęło przez myśl Sasuke. Kiedy z nią wczoraj rozmawiał, był pewny, że zajmuje się tylko szukaniem informacji o zwojach. Dopiero teraz, wśród papierów, zauważył akta kilku nowo przyjętych do mafii. Zmarszczył brwi i zabrał je ze sobą.
Jadalnia była niewielkim pokojem, który robił jednocześnie za biuro. W nawie – takiej, jakie były w domu jego ojca - znajdowała się mała biblioteka, z której leżało na stole kilka książek. Głównie można było w niej znaleźć informacje o dziełach sztuki. To właśnie w takich pismach Sasuke najszybciej mógł znaleźć coś o płótnach.
Obok okna, tuż na przeciwko biblioteki znajdował się barek, a w nim ulubione trunki młodego Uchihy.
Wyjął z półki dwie kryształowe szklanki i zabrał dwie niewielkie butelki z mocnym alkoholem. Z dokumentami Karin pod pachą, wrócił do Naruto.
Chłopak siedział na kanapie z rozkraczonymi nogami i ręką uniesioną przed siebie, przełączał kanały w telewizji, na żadnym nie zatrzymując się dłużej niż na pięć sekund.
- Co tam masz? – Zapytał, gdy zobaczył jak Sasuke stawia przed nim szklanki i butelki.
- A nie widać? – Uchiha usiadł obok blondyna.
- Mówię o tym papierach. – Naruto wskazał ręką na dokumenty, które Sasuke położył obok trunków.
- Karin coś kombinuje. To akta nowo przyjętych na naszego klanu.
- Moje też? - Chłopak uśmiechnął sie lekko i bez skrępowania sięgnął po butelkę, napełniając od razu całą szklankę. Sasuke widząc to, uśmiechnął się. To był dobry znak. Znak, że przez te pół roku Naruto nie nauczył się pić. Będzie mógł go szybko pozbawić trzeźwości i skończą się niepotrzebne pytania.
- Może – odpowiedział po dłuższej chwili, przyglądając się jak szklanka, odbijając od siebie światło, sięga powoli ust Naruto. Gdy zaróżowione wargi zetknęły się ze złotym płynem, Uchiha mimowolnie oblizał usta.
- To jak to będzie z tą prawdą? – Chłopak wrócił w końcu do dawnego tematu, co Sasuke przyjął z ledwo dostrzegalnym grymasem. Zapadła chwila ciszy, którą upajał się Naruto. Uchiha rozpoznał to po jego uśmiechu satysfakcji i pełnych kpiny iskierkach migoczących w jego błękitnych oczach. Brunet westchnął.
- Nagle zaczęło ci na mnie zależeć?
- Co? – Naruto wydał się na tyle zaskoczony tym pytaniem, że jego ręka zatrzymała się w połowie drogi po kieliszek leżący na stole.
- W parku byłem ci zupełnie obojętny. Mógłbym użyć nawet stwierdzenia, że przez moment mnie nienawidziłeś. – Teraz to on uśmiechnął się z satysfakcją. Naruto zrobił dziwną minę.
- Dobrze wiesz, że to nie tak! – syknął i z furią zabrał ze stołu szklankę, zrobił duży łyk i skrzywił się mocno.
- To niby jak?
- Gdybyś nie był taki uparty, ja nie zacząłbym cię nienawidzić.
- Co chcesz przez to powiedzieć? – Zmrużył oczy obserwując uważnie Uzumakiego. Jego zwątpienie i niepewność – prawie, że niewinność.
- Mówię o tym, co powiedziałeś o naszym seksie.
Sasuke uniósł brwi ku górze i głupi uśmieszek wpłynął na jego usta automatycznie. Naruto zacisnął mocno usta i nieco głośniej niż dotychczas odstawił szklankę.
- Było nam dobrze. Nie „trochę dobrze”, było nam cholernie dobrze. – Zamilkł na chwilę. Było to trochę jak zaczerpnięcie oddechu, przed wskoczeniem do głębi. Niebezpiecznej, połyskującej szmaragdem i ziejącej chłodem wody. – Sasuke ja wiem.
- Co wiesz?
Już podchodzili do krawędzi. Fale uderzały o brzeg urwiska, na którym stali, pieniące się fale. Potwory z dzieciństwa.
- To co było między nami, to nie był tylko seks… Sasuke ja wiem, że ty mnie ko… - Zanim zdążył dokończyć w twarz Uzumakiego uderzyła poduszka – pierwsza lepsza rzecz, jaką miał pod ręką. Szczęściem dla Uzumakiego, że było to coś miękkiego.
Sasuke pokiwał przecząco głową. Jego oczy płonęły a usta wykrzywiły się w złowrogim uśmiechu. Dłonią odgarnął pasma włosów opadających na czoło.
I skoczyli. Do niebezpiecznej, szmaragdowej, zimnej wody, ze złowrogimi falami i potworami pływającymi w otchłaniach.
- Nigdy więcej nie waż się tego mówić.
- Na dobrą metę nic konkretnego nie powiedziałem. – Naruto niczym niezrażony uśmiechnął się bezczelnie. Nalał sobie więcej alkoholu i podniósł kieliszek w stronę bruneta. – Wypijmy za naszą miłość! – Wykrzyknął i wypił wszystko za jednym razem, skrzywił się mocno. Sasuke po długiej chwili również wzniósł toast.
- Za ciebie! Jedyną osobę, którą kiedykolwiek kochałem – powiedział cicho i opróżnił szklankę, gdy ponownie spojrzał na swojego gościa. Stwierdził w szoku, że niebieskie – przedtem pełne kpiny i pogardy oczy, zaszły łzami. Policzki zaróżowiły się uroczo, a usta rozchyliły w niemym… przerażeniu? Och, nie, to z pewnością nie było przerażenie, to coś innego, coś, czego Sasuke nie mógł zrozumieć.
- Nie mów tak. Sasuke, nigdy tak nie mów! Słyszysz?!
- Czemu? To ty zacząłeś. Chciałeś się bawić, to się zabawiliśmy. Teraz możemy iść do łóżka przypieczętować naszą miłość.
Lepiej być atakującym, niż atakowanym. Lepiej wyzbyć się własnych lęków i obrócić je przeciw przeciwnikowi.
- Zamknij się! – Wrzasnął Naruto i z wściekłością uderzył w stojące na niskim stoliku butelki alkoholu.
Dźwięk tłuczonego szkła, drobinki kryształów i pomarańczowa plama na białym, idealnie białym dywanie. Szkarłatna krew.
- To boli Sasuke. Nie mów tak.
Sasuke milczał. Przyglądał się ranie na dłoni chłopaka. Zapanowała głucha, rozdzierająca cisza. Wiedział, że powinien coś powiedzieć, wykonać jakikolwiek ruch, bo jeśli tego nie zrobi, znaczyć to będzie, że Naruto jest dla niego nikim, niczym.
- Nie tęskniłem za tobą. Nawet mi cię nie brakowało. – Cichy głos Naruto wzbił się w powietrze niczym tuman kurzu. – Sasuke ja…
- Cii – Uchiha podszedł od niego i złapał za zranioną rękę. Wyciągnął odłamek szkła z rany. – Dlaczego się nie goi? – Zapytał go po chwili, gdy krew wciąż płynęła.
- Starzeje się – westchnął w końcu, ze zrezygnowaniem. – Trzeba poczekać dłużej niż pół roku temu. – Uśmiechnął się blado, jego oczy błyszczały nienaturalnie.
Sasuke wstrzymał oddech. Było w tej scenie coś, co przyprawiało go o zawrót głowy. Jakiś magnetyzm, jakaś prawda.
- Kyuubi ma mniej mocy?
- Nie – syknął cicho. Rana powoli, w żółwim tempie zaczęła się zrastać. Dla niego to wciąż było za wolno. – On ma jej aż w nadmiarze.
- To, o co chodzi? Nie chce ci jej dać? – Uchiha pozostawał nieugięty. Prawda jaka się zrodziła była jak głębia - gwarantowała niebezpieczną wiedzę.
- Nieważne, to naprawdę nic.
- Dlaczego mi nie chcesz powiedzieć? Coś jest nie tak Uzumaki, dobrze o tym wiesz.
- Nawet jeśli, to co z tego?!
- Powiedz mi! – Zacisnął mocniej rękę na ranie, tak, że blondyn wydał z siebie głośny jęk.
- Jeśli ci powiem, to co to zmieni? – Wyrwał dłoń z uścisku Uchihy i wstał. – Nic nie zmieni! Nie pomożesz mi. Jesteś bezradny, tak samo jak i ja.
- Więc mam ci współczuć?
- Nawet nie wiesz czego. – Naruto prychnął poirytowany.
- Młocie! Jesteś matołem! – Wykrzyknął w końcu Uchiha i złapał blondyna za łokieć.
- Nie nazywaj mnie tak!
- Choć, musimy to umyć – powiedział już łagodniej. Przyrzekł sobie, że dowie się, o co chodzi. Bo co jest przecież nie tak, że Naruto nie chce mu powiedzieć? Że Uchiha nie jest w stanie mu pomóc? Go… ochronić?
- Ja sam. – Blondyn wyrwał się z uścisku i skierował się w stronę kuchni.

~~***~~

Kuchnia urządzona była na zasadzie kontrastu. Czarne kafelki i blaty kuchenne współgrały z jasnym, beżowo-białym drewnem, na które składały się ściany i meble. Na środku stał wielki blat, gdzie małe, migoczące punkty odbijały się na czarnej powierzchni, niczym gwiazdy lśniące w bezchmurną noc. Na blacie znajdował się elektryczny piec, niedaleko, przy oknie, zlew. Nad wszystkim górowała kuchenna półka oraz wentylator, znajdujący się tuż nad piecem. Na środku blatu stały jakieś metalowe, efektownie wyglądające przybory do gotowania (Naruto miał głównie na myśli noże, porozrzucane niedbale obok drewnianego stojaka, przeznaczonego do ich przechowywania). Stalowa misa z owocami znajdowała się na samym środku kuchennego blatu. Było na nim wystarczająco dużo miejsca by gotować i zjeść. Dwa niewielkie krzesła wsunięte były do wnęki pod blatem po przeciwnej stronie zlewu – tam, gdzie znajdowało się wejście do następnego pokoju, czyli jadalni. Naruto zajrzał do środka, przez uchylone drzwi, lecz zaraz je zamknął i wrócił do kuchni. Okrążył blat, aby dojść do zlewu. Przez zwykłą ciekawość wybrał dłuższą drogę, a nie podszedł po prostu od lewej strony do kranu, aby wypłukać ranę.
Przeszedł koło wielkiej czarnej lodówki i innych półek. Kyuubi krew przestała już płynąć z rany, wiec nie musiał się martwić, że zapaskudzi luksusowe mieszkanie bruneta. Kiedy doszedł do umywalki i uprzednio obejrzał wszystko dostatecznie dobrze, by nasycić swoją ciekawość, usłyszał znajomy głos.
- Jesteśmy wścibscy, co? – Uchiha opierał się nonszalancko o futrynę. Z rękami w kieszeni czarnych jeansów i białą koszulą, której guziki odpięte były nieco za dużo – tak, że widać było splot słoneczny – wyglądał naprawdę, naprawdę dobrze.
- Zastanawia mnie, po co ci tak dużo kuchnia.
- Żebym mógł w niej gotować?
- Ty? – Naruto zmarszczył brwi.
- Niech ci będzie, złapałeś mnie. – Uchiha uśmiechnął się szelmowsko. – Moje kobiety.
- Kobiety?
- Kochanki. Lubią tutaj gotować, robić śniadania i takie rzeczy – machnął od niechcenia ręką i podszedł do blatu, by oprzeć się o niego zgrabnym tyłkiem. Stał tuż przy zlewie.
- I ty z nimi… tu? – Uzumaki skrzywił się i zakręcił wodę.
- Oczywiście.
- Fuj! – Odsunął się momentalnie od blatu. – Jak ja tu będę teraz jadł?!
- Żartuję młotku – zaśmiał się cicho, ale Naruto zmrużył podejrzliwie oczy.
- Nie wierzę ci.
- Jak sobie chcesz.
Westchnął. Napięcie już minęło. Najgorsze słowa zostały wypowiedziane. Wszystko się już potoczyło. Sasuke zaczął się czegoś domyślać o nim i o Kyuubi, a Uzumaki nic nie mógł na to poradzić. W końcu kiedyś będzie się musiał dowiedzieć.
Poznać przeznaczenie.
Tak, właśnie tak.
Poświęciłeś go, dlatego zasługuje na prawdę. Musi się jej dowiedzieć jak najszybciej, wiesz o tym.
Ale jeszcze nie teraz.
Boisz się, że cię znienawidzi?
Taa…
Odwrotnością miłości nie jest nienawiść, lecz obojętność. Jeśli mnie nienawidzisz, to znaczy, że nadal coś czujesz. Jesteśmy ze sobą połączeni, a ja nadal mam szansę cię uratować.
Yondaime. Słowa Yondaime.
Dowiedz się, jaka jest tajemnica jego zemsty. Ty masz swoją własną – musisz pomścić Yondaime. Połączcie wasze nienawiści.
Staniemy się wtedy potworami.
- Naruto!
- Hm? – Uzumaki spojrzał zamglonym wzrokiem na białą twarz znajdującą się tuż na przeciwko jego własnej.
- Rozmawiałeś z nim. Z Kyuubi. – Bardziej stwierdził niż zapytał, przecież znał odpowiedź. Nie trzeba było pytań.
- Wciąż chcę od ciebie prawdy.
Sasuke zacmokał z dezaprobatą. Zmrużył zaczepnie oczy i już zapewne wiedział, że wygrał.
- Nie.
Naruto na przekór wszystkiego uśmiechnął się i przymknął oczy.
- Jesteś niemożliwy. Wiesz o tym, prawda?
- Wydaje mi sie, że mam tego nikłą świadomość.
- Wydaje ci się? – Naruto uchylił powieki i zobaczył czarne, ciepłe oczy wpatrujące się w niego uważnie. Tak samo jak kiedyś. – Jesteśmy zdrowo popierdoleni.
- Czemu? – długie palce musnęły blizny na policzku Uzumakiego.
- W ciągu jednego dnia zrobiliśmy przeskok od wroga do przyjaciela.
- Nikt nie powiedział, że jesteś dla mnie przyjacielem. – Sasuke przechylił głowę, tak, że czarne pasma włosów opadły mu na oczy.
- Nikt nie powiedział, że jesteśmy też wrogami, co?
- Po prostu uczę się od nowa tolerować ciebie – uśmiechnął się arogancko, odsłaniając białe zęby.
- Marnie ci idzie.
- Uwierz mi, niektóre rzeczy są ponad moje siły – westchnął i skierował się w stronę salonu. Naruto poszedł za nim.
- Ha! Czyli przyznajesz, że jestem od ciebie silniejszy. Skoro nie możesz sobie ze mną poradzić to…
- Cii… Zamknij się już. – Delikatny, prawie zalotny i uwodzicielski uśmiech wpłynął na usta Uchihy. – Jutro jedziesz do posiadłości ojca. Czeka cię ważne zadanie, musisz się wyspać.
- Jutro to będę miał kaca – Naruto skrzywił się patrząc na prawie opróżnione butelki z alkoholem, stojące na niewielkim stoliku.
- Więc najwyższa pora, żebyś poszedł spać.
Naruto spojrzał na mężczyznę, po czym kiwnął tylko głową i skierował się w stronę sypialni bruneta.
- E,e,e – Uchiha pokiwał palcem. – Ty śpisz tutaj. – Ruchem głowy wskazał skórzaną leżankę mieszczącą się w salonie.
- No co ty pierdolisz!

czwartek, 25 lutego 2010

38. Refuge

Kishisame w słowniku występuje takie słowo jak zmielił. Ponadto ma ono duże zastosowanie w przemyśle kulinarnym ^-^ i kilkakrotnie spotkałam się już w książkach z określeniem, że ktoś zmielił w ustach przekleństwo (bo zakładam, że o ten fragment ci właśnie chodzi), ale mogę oczywiście się mylić.

Sanu jeśli chodzi o Shaolin i Naruto, to rozwinę ten wątek i wszystkiego się dowiecie: co, dlaczego i jak :) W mandze wątek z Bogiem Śmierci wydał mi się ciekawy i chciałam go tutaj jeszcze rozbudować. Co do Sakury, to chciałabym ją jeszcze wprowadzić, chcę jednak żeby miała wejście smoka, o! Tylko na razie nie wiem jak ono będzie wyglądać ^__^ Ekipa filmowa raczej już nie wróci. Chyba, że nowy Bond zacznie szukać Sasuke. W pierwszej części inspirowałam się na innymi rzeczami, niż w części drugiej, dlatego teraz już nie będzie aż tylu postaci komicznych, niemniej kilka nowych. I bardzo dziękuję za końcową uwagę. Naprawdę miło słyszeć ją od takiej blogerki jak ty! :)


Nie jestem zadowolona z tego rozdziału, ale dodaje. Umęczyłam się nad nim sama nie wiem czemu i już mi się nie chce nic poprawiać. W niektórych momentach mam wrażenie jakbym to nie ja pisała.



Obudziły go krzyki dobiegające z parteru. Skrzywił się lekko i przykrył głowę poduszką, jednak i to nie pomogło. Zdawało mu się, że wrzask stał się jeszcze głośniejszy. Przekręcił się z głośnym jękiem bezsilnej złości na drugą stronę i leżał tak przez chwilę. Zastanawiał się czy któryś z głosów należy do Sasuke. Teraz nie był w stanie żadnego rozpoznać, docierał do niego tylko zniekształcony hałas. Wciągnął poduszkę z twarzy i skrzywił się, gdy promienie słońca uderzyły go w twarz i niczym kubeł zimnej wody – skutecznie rozbudziły. Przetarł jeszcze ręką oczy i uchylił powieki, patrząc w jasny sufit wnęki, w której leżał.
Pokój, który został mu przydzielony był rzeczywiście piękny, urządzony w tradycyjnym japońskim stylu, z cienkimi, papierowymi ścianami, które były nasączone olejem i zamknięte w drewnianej kracie. Ściany można było rozsuwać tak, iż z kilku mniejszych pokoju powstawał jeden duży. Sypialnia Naruto została stworzona dokładnie z trzech mniejszych pomieszczeń, jak wykalkulował blondyn. Niskie łóżko znajdowało się w jednej z kilku niszy. Główna z wnęk – tokomona, gromadziła w sobie piękne dzieła sztyki i rzeźby, jakich nie brakowało w rezydencji Uchiha, ale w pokoju Naruto znajdowały się wyjątkowe – z okresu Tokugawów, japońskiego baroku. Kolejna wnęka mieściła w sobie niewielką biblioteczkę, a ostatnia – największa, miniaturowy taras, z dwoma fotelami, niskim stolikiem do kawy i wielkim oknem, w którym mieściło się wyjście na balkon. Aktualnie nisza była zasunięta i jedyne światło wpadające do pokoju miało swoje źródło w oknie umieszczonym obok łóżka Naruto. Na podłodze widać było kałuże jasnych promieni pozostawione przez Słońce. W powietrzu unosił się świeży zapach, w którym można było wyczuć zimę. Orzeźwiający powiew chłodu musnął twarz blondyna, który uśmiechnął się lekko i usiadł na łóżku.
Jego wzrok zatrzymał się na krześle znajdującym się przy łóżku.
Jakby ktoś obserwował mnie, gdy spałem. – Przeszło Naruto przez myśl. Zmarszczył brwi, kiedy dodatkowo przy nocnym stoliku znalazł czarną, porcelanową filiżankę, stalową zapalniczkę i długiego białego papierosa. Powolnym ruchem odchylił kołdrę i położył bose stopy na jasnozielonej macie, która pokrywała podłogę. Zabrał do ręki fajkę i przybliżył ją do nosa. Poczuł znajomy zapach tytoniu. Zmrużył oczy i już miał sięgać po filiżankę, jednak uprzedziło go szybkie pukanie. Nie zdążył nawet odłożyć papierosa, gdy drzwi się otworzyły, a w progu stanął Sasuke Uchiha. Jego czarne oczy prześwidrowały uważnie cały pokój i na moment, jedną sekundę zatrzymały się na filiżance i zapalniczce, by spojrzeć na papierosa w dłoni Naruto.
- Ojciec chce, żebyś zjadł z nim śniadanie – powiedział niskim, wręcz wibrującym głosem. Naruto zmrużył z rozkoszą oczy.
- Och. –Sięgnął po zapalniczkę i przystawił ją do papierosa. Patrząc uważnie na bruneta przekrzywił metalowe wieczko i niewielki płomień musnął końcówkę białego papierosa. Sasuke wszedł do pokoju zamykając za sobą drzwi.
Tradycyjne wejście znajdowało się tylko między pokojami. Do pokoi wchodziło się przez europejskie drzwi.
- Od kiedy palisz? – Zapytał brunet jakby od niechcenia i usiadł na stołku, który znajdował się przy łóżku Uzumakiego. Chłopak zmrużył oczy i zaciągnął się lekko papierosem. Ostatkiem sił opanował się przed kaszlem i z nieco mniejszym wdziękiem niż przypuszczał wypuścił dym w kierunku Sasuke. Ten uśmiechnął się dziwnie i przysunął nieco w stronę niebieskookiego.
- Byłeś tu w nocy?
- Nie – Uchiha zmarszczył brwi i wyprostował się na krześle. Wziął do ręki czarną filiżankę i zmrużył oczy.
- Wiesz do kogo należy? – Naruto kiwnął głową na porcelanę, a Sasuke zabrał od blondyna papieros i przyłożył go do ust.
- Może – powiedział, wypuszczając jednocześnie dym. Szara chmura otoczyła jego twarz. Przyjemny, drażniący zapach zawirował w powietrzu.
- Muszę jeść śniadanie z twoim ojcem? – mruknął Uzumaki i odprężył się wreszcie. Oparł plecy o ścianę i zaczął obserwować bruneta spod półprzymkniętych powiek. Uspokoiło go, że Sasuke nie przejął się tym, że ktoś go w nocy obserwował. Pewnie to był młodszy Uchiha, a teraz nie chce się do tego przyznać, prowadząc z Uzumakim swoją kolejną pokręconą grę.
- A wolisz ze mną?
Naruto prychnął i uśmiechnął się lekko. Z cynizmem i kpiną, ale i z czymś jeszcze, z dziwną, wręcz przewrotną radością.
Nagle poczuł dziwne ukłucie w okolicy brzucha. Odruchowo spojrzał w tą stronę i dotknął go dłonią.
Nie bądź naiwny. Sasuke z dnia na dzień nie może stać się twoim przyjacielem.
Nie uważam go za przyjaciela.
To dlaczego szczerzysz się jak głupia idiotka? Nie wolno ci ufać żadnemu z Uchiha. Każdy z nich chce cię wykorzystać do swoich celów. Będziesz tylko narzędziem w ich dłoniach!
Ja też ich wykorzystuję. Muszę wynagrodzić Sasuke to, co mu wczoraj zrobiłem. To, że przywołałem Boga Śmierci. Dobrze o tym wiesz, że sprowadziłem na niego wyrok. Nie ma już ratunku, jego los jest przesądzony.
Sam zadecydowałeś o jego losie.
Ja…
- Naruto? – poczuł ciepłu dotyk na osłoniętym przedramieniu. Miał na sobie biały t-shirt. Poczuł jak włoski na jego ręce stają dęba, gdy musnęła go dłoń bruneta. Z nieukrywanym przerażeniem w oczach spojrzał na mężczyznę, który wydawał się zaskoczony zachowaniem Uzumakiego. – Coś nie tak? – Zapytał zdezorientowany, a po kilku sekundach Naruto uśmiechnął się przepraszająco.
- Nie.
Wstał z łóżka i podszedł do swoich ubrań, które niedbale rzucił na jeden z foteli znajdujących się we wnętrzu pokoju.
- Czekaj. – Kiedy blondyn już miał wchodzić do łazienki, Sasuke podszedł do niego i złapał za ramię. Widząc pytający wzrok niebieskich oczu dodał: - Nie chcesz chyba chodzić we wczorajszych ciuchach? Zaraz przyniosę ci coś do przebrania. – I zanim Naruto zdążył udzielić jakiejś sensownej odpowiedzi, Uchiha ulotnił się z pokoju niczym wiatr.
- A nich cię – warknął tylko i usiadł na fotelu, z którego zabrał przed chwilą ubrania. Mógł oczywiście iść do łazienki, jednak jakoś nie bardzo chciał, żeby Uchiha zastał go nagiego pod prysznicem. Rodziło się wówczas pytanie: co by wtedy zrobił Sasuke? Jak by się zachował? Przecież to, co było kiedyś jest już dawno skończone. Zostawili ten rozdział w swoim życiu daleko za sobą. Był tylko przyjemnym wspomnieniem. A nawet jeśli, to bogowie! Nie mogą tego zrobić tuż pod nosem ojca bruneta!
Chciałbyś, żeby było tak jak kiedyś?
Hm.
Naruto uśmiechnął sie do siebie i przymknął oczy.
Czy tego chciał? Szczerze powiedziawszy to nie wiedział. Był trochę jak zagubione, niezdecydowane, może rozpieszczone dziecko. A może jak dzikie zwierze, które raz skrzywdzone boi się podejść znowu? Intuicja podpowiadała mu, że lepiej trzymać się na uboczu.
Czy tego chciał? Chciałby znów poczuć smak ekstazy, orgazmu. Chciał uprawiać ostry, brutalny seks z Uchihą, bez żadnych zasad, bez żadnych zahamowań. Chciał usłyszeć jego jęki, swoje własne westchnienia i krzyki. Widzieć jak brunet dochodzi w jego ramionach, jak jego twarz wykrzywia się w odczuwanej rozkoszy, jak po jego bladym ciele spływają krople słonego potu, który później mógłby zlizywać. Chciał znów kochać się w najróżniejszych miejscach, znów przyłapywany, znów odczuwający tę niesamowitą, uzależniającą adrenalinę.
Czy tego chciał?
Nie.
Nie wolno mu ani chcieć, ani marzyć. To boli. Ich życie nie jest już takie jak kiedyś. Dawne problemy wydają się niczym w porównaniu z tym, z czym teraz muszą się zmierzyć. Teraz nie jest już tak prosto, tak zabawnie. Nie chce znać prawdy od Uchihy, nie chce wiedzieć dlaczego go zostawił, dlaczego jest teraz tutaj. Nie chce nic.
Musi tylko wypełnić swoje zadanie. Odnaleźć płótna, odnaleźć klucze i wrócić do Shaolinu. Zrobić to, do czego został stworzony. To dlatego stał się tym, kim jest teraz. Musiał dorosnąć szybciej i brutalniej. Musiał z dnia na dzień stać się kimś, kim bał się stać.
Dopiero wtedy zrozumiał, na czym to wszystko tak naprawdę polega.
- Masz. – Z zamyślenia wyrwała go kula ciemnego materiału, który uderzył go w twarz, po czym spadł jakby nigdy nic na jego kolana. Zerknął na stojącego w drzwiach Sasuke, który machnął tylko ręką i odszedł, mrucząc, żeby Uzumaki się pośpieszył. Naruto zabrał wszystkie rzeczy i poszedł do łazienki. Zamknął ją dla pewności, jednak doskonale zdawał sobie sprawę, że jeśli tylko Uchiha będzie chciał, żadne zamknięcie nie będzie stanowiło dla niego problemu.
Rozebrał się i wszedł pod prysznic, momentalnie odkręcając zimną wodę.

~~***~~

- Gdzie jest twój hotel?
- Kilka przecznic dalej od twojego mieszkania. Skręć teraz w lewo. To jeden z droższych hoteli, bardzo amerykański. Gaara się postawił.
Sasuke nic nie odpowiedział, kiwnął jedynie głową i skręcił, tak jak powiedział mu Uzumaki.
- Mam nadzieję, że nikogo w nim nie zastaniemy.
- Dlatego wejdę tam sam. Dam ci znać, gdyby coś było nie tak.
- Niby jak dasz mi znać? – Uchiha spojrzał na niego ze złością. – Idę z tobą.
- Co się tak boisz? Myślisz, że ucieknę, czy zadzwonię po Sunę, żeby przyjechała i cię zgarnęli? – Naruto uśmiechnął się, po czym wysunął swój różowy język i oblizał bardzo powoli usta. W jego oczach lśniły złośliwe, zaczepne ogniki. Sasuke zaśmiał sie cicho.
- To my ci mamy zapewnić ochronę przed Suną.
- I ty niby jesteś tą ochroną?
- Nie – odpowiedział mu tylko, po czym z rozbawieniem zobaczył nagłe zdziwienie, które wymalowało się na twarzy blondyna tak szybko, że chłopak nie zdołał je zatuszować żadną ze swoich licznych masek. Sasuke uśmiechnął się mściwie i udając, że nie słyszy pytań blondyna, włączył radio, które automatycznie nakierowało go na stację raperską. Nawet nie pamiętał kiedy i dlaczego zaczął namiętnie słuchać tego gatunku muzycznego. Rozległ się rytmiczny głos jakiegoś mężczyzny wyśmiewający japońskich policjantów, a gdy piosenka doszła do refrenu Naruto zmienił nagle stację. W głośnikach zapiszczała gitara elektryczna i zaraz po niej zawył rockowy wykonawca. Sasuke skrzywił się i na powrót przełączył stację.
- Raper się kurwa znalazł! – Syknął tylko blondyn, po czym znów zmienił kanał.
- Przełącz – powiedział głosem zbyt cichym, by przebić dźwięk elektrycznych instrumentów, dlatego po raz kolejny przełączył.
- Debil – mruknął tylko blondyn, odwrócił się do okna, a Sasuke nie mógł powstrzymać uśmiechu, gdy przypomniało mu się, jak jechali do rodziców Sakury. Wtedy również blondyn się obraził i dobry kawałem czasu się do niego nie odzywał. Teraz Uchiha już nawet nie pamiętał za co. Westchnął i pogłośnił swoją stację.


- Siedź. – Naruto ostrzegawczo wymierzył w niego palcem. Jego oczy wyrażały zdenerwowanie, reszta twarzy pozostała obojętna. Sasuke zmrużył oczy patrząc na blondyna i wbrew jego woli otworzył drzwi samochodu i wyszedł. Nie minęła sekunda, jak Uzumaki przycisnął go do tylnich drzwi. Uchiha zaskoczony takim obrotem sprawy nawet nie zdążył zaprotestować. – Mówiłem ci do jasnej cholery żebyś siedział na dupie! Poradzę sobie sam!
- Zostaw. – Szarpnął za nadgarstki Uzumakiego, który trzymał go mocno za poły kurtki. – Co jest w twoim pokoju takiego, że nie chcesz mi tego pokazać?
- Gaara!
- Gaara cię zabije jeśli cię spotka, dobrze o tym wiesz! – Warknął Sasuke, a jego wściekłość powiększyła się jeszcze bardziej, gdy zobaczył jak stali się główną atrakcją w ulicznym przedstawieniu.
- Nikt mnie nie może zabić. Ty o tym powinieneś wiedzieć najlepiej. – Nagle głos Naruto stał się cichy i chłodny. Uchiha jeszcze nigdy nie słyszał u blondyna takiego tonu nawet, jeśli ustami Naruto przemawiał Kyuubi.
- Nie jesteś nieśmiertelny, nie jesteś Bogiem.
- Och, tego nie możesz wiedzieć. Za to, że poświęciłem ciebie, sam uzyskałem moc – wyszeptał. W jego oczach Sasuke zobaczył obłęd. Szaleństwo czyste i prawdziwe, psychozę, która nie może znaleźć ujścia. W jego oczach na moment zobaczył brutalność i bezwzględność - zło. Naruto pozwolił mu to zobaczyć? Czy wymsknęło mu się to spod kontroli?
Uchiha przymknął oczy i puścił nadgarstki blondyna, który nie czekając na nic odszedł. Sasuke zsunął się po drzwiach. Uklęknął i schował twarz w dłonie.
Naruto był potworem. Cokolwiek by zrobił lub nie, chłopak już nim pozostanie.
Nie wiedział jak i dlaczego Naruto go wrobił. Nie wiedział nawet w co, jednak doskonale zdawał sobie sprawę, że za to, co zrobił Uzumaki Sasuke będzie musiał zapłacić najwyższą cenę.

~~***~~

Naruto gorączkowo wpadł do pokoju, rozejrzał się w koło i podbiegł do łóżka. Schylił się i wyciągnął z niego plecak. Otworzył go pośpiesznie i zajrzał do środka. Kiedy zobaczył, że wszystko znajduje się na swoim miejscu odetchnął z ulgą i zapiął wszystkie zamki w torbie. Odwrócił się i już miał wychodzić, ale zatrzymał go pewien szczegół znajdujący się na stoliku pod oknem. Krzesło było od niego odsunięte tak, jakby ktoś na nim siedział, a na blacie pozostawiona czarna porcelanowa filiżanka i biały długi papieros. Naruto podszedł do stołu, jednak nie zobaczył nigdzie zapalniczki. Wyciągnął rękę przed siebie, z zażenowaniem widząc jak palce mu drżą. Złapał papieros i przybliżył go do nosa. Znów ten sam znajomy, drażniący zapach. Zapach wspomnień. Już miał sięgać po filiżankę, jednak opamiętał się w ostatniej chwili. Odwrócił się zamaszyście i wyszedł z pokoju, głośno trzaskając drzwiami.
~~***~~

Naruto westchnął cicho i odchylił głowę, opierając ją na wezgłowiu kanapy. Jego opalona szyja była teraz idealnie wyeksponowana. Klatka piersiowa unosiła się powoli, miał lekko rozchylone usta. Sasuke patrzył na niego uważnie, popijając sake.
- No i co teraz? – Ciszę przerwał Uzumaki, sięgnął po swój kieliszek i wypił jego zawartość na wdechu. Skrzywił się przy tym minimalnie.
- Jutro pojedziemy do rezydencji i ojciec zabierze cię do świątyni. Będzie chciał, żebyś otworzył drzwi.
- A mam je otwierać?
Sasuke westchnął. Nie miał pojęcia czy otworzenie wrót do tajemnicy ich rodziny było dobrym rozwiązaniem. Prawda była taka, że nie wiedział co się za nimi kryje. Zwykłe legendy nie dawały na nic pewności.
-No więc? – Ponaglił go Naruto, który teraz przypatrywał mu się uważnie. Uchiha nie miał wątpliwości co do tego, że chłopak wyczuł jego wahanie.
- Konsekwencje ich otwarcia mogą być nieodwracalne. Nie wiem czy będziesz umiał je otworzyć. Legenda mówi, że jedynie za pomocą płócien można to zrobić.
- A co z kluczami?
- Klucze znajdują się w środku – spojrzał na blondyna, który wyraźnie spiął się, słysząc to. Blondyn chrząknął znacząco i pozwolił Sasuke kontynuować. – Jeśli znajdzie się płótna i je rozszyfruje wszystko będzie jasne.
- Twój brat zna tą legendę?
- Tak, a co?
- Nic, tak pytam tylko.
Sasuke zmrużył oczy, jednak nic nie powiedział.
- Ojciec chciał, byś już dzisiaj poszedł z nim do świątyni – mruknął cicho i zamknął oczy oddychając głęboko. Jego spięte mięśnie rozluźniły się nieco.
- Nie chcesz tego, prawda? – Nagle usłyszał głos blondyna bardzo blisko. Uchylił powieki, by zobaczyć jego twarz oddaloną zaledwie o kilka centymetrów od swojej. Czuł ciepły oddech chłopaka na policzkach. Uzumaki pochylał się nad nim, jedno kolana mając na oparciu fotela, a drugą nogą wsunął między nogi bruneta. Sasuke uśmiechnął się lekko.
- Nie.
- Dlaczego?
- Bo nie.
Przymknął powieki i westchnął głośno. Spięte mięśnie twarzy rozluźniły się pod nieoczekiwanym dotykiem dłoni. Momentalnie otworzył oczy, by zobaczyć pochylającego się nad nim blondyna.
- Co robisz? – Szepnął tak cicho, że nie miał pewności, czy Naruto to słyszał.
- Chcesz powiedzieć mi prawdę? – Czuł nierówny oddech Uzumakiego. Gorąco jakie od niego emanowało było wręcz namacalne. Różowe, suche wargi rozchyliły się lekko, a blondyn przekrzywił głowę.
- Nie chciałeś jej słyszeć. – Uchiha czuł jak jego oddech również przyśpiesza. Przełknął ślinę, a jego oczy spoczęły na ustach Naruto. Nie mógł oderwać od nich wzroku. Patrzył zafascynowany jak poruszają się wypowiadając kolejne słowa.
- Powiedz mi ją. – Ręka chłopaka znalazła się nagle w czarnych włosach. Uzumaki nawinął sobie kilka kosmyków włosów na palce i pociągnął lekko. Sasuke zmrużył oczy.
- Chcesz wiedzieć dlaczego wróciłem do Japonii?
- Tak.
Przyjemny zapach cytrusów unosił się w powietrzu. Intensywny i prawdziwy zapach energetycznych owoców. Sasuke uważnie przyjrzał się twarzy blondyna. Jasnym pasemkom, szalenie niebieskim, wręcz obłędnym oczom.
Uchiha podświadomie cieszył się, że Naruto początkowo nie chciał znać prawdy. To było wygodne dla niego. Mógł schować swoje wady za kurtyną i rozpocząć nowe przedstawienie. Teraz przecież zaczynali od nowa, to dlaczego nie można by wymazać wszystkiego? Z każdą kolejną chwilą spędzoną z Uzumakim Sasuke zaczynał nabierać pewności, że można zostawić to pół roku pod zasłoną. Lepiej jest w końcu nie wiedzieć wszystkiego.
- Czemu to cię tak nagle zaczęło interesować? - Zadał w końcu pytanie. Patrzył jak blondyn odsuwa się od niego i siada na fotelu naprzeciwko Sasuke.
- A czemu tak nagle nie chcesz mi tego mówić?
- Straciłem ochotę do zwierzania się nowemu Naruto.
- Wolisz starego Naruto? Jemu byś się zwierzył?
- Może. - Sasuke uśmiechnął się, kiedy zobaczył jak chłopak nalewa sobie alkoholu. Nie chciał mu mówić. Nie chciał psuć nowej więzi jaka się między nimi zrodziła. Dużo słabsza niż poprzednia, ale na swój sposób fascynująca, niepokojąca. Była trochę jak ogień w zapalniczce. Bez silnego płomienia, lecz jeśli umiało się nim odpowiednio posłużyć, można było zrobić krzywkę.
- Przyniosę coś mocniejszego. - Zanim blondyn zdążył zaprotestować, Sasuke wszedł do kuchni.